Od redakcji

Czas biegnie nieubłaganie i zanim się spostrzegliśmy, mamy już rok 2013. Jakich zmian możemy się spodziewać? Czy coś dobrego, nowego, rewolucyjnego pojawi się na naszym horyzoncie? Rozważania na ten temat odnajdą Państwo w artykule o Roku Osób Niepełnosprawnych. To ciekawy materiał zadający mnóstwo istotnych pytań. W aktualnym numerze nie zabraknie również relacji z konferencji i wystaw zorganizowanych z myślą o inwalidach wzroku i osobach z innymi niepełnosprawnościami. Przeniosą się Państwo do miejsc tak odległych jak San Diego, czy tak egzotycznych jak Dubaj.

Zgodnie z obietnicą złożoną w poprzednim HELPie, w aktualnym numerze poświęciliśmy dużo miejsca tematom związanym z technologią i najnowocześniejszymi rozwiązaniami w rehabilitacji. Nigdzie indziej nie znajdą Państwo tak wyczerpującego materiału na temat drukarek brajlowskich firmy Index Braille. Na szczególną uwagę zasługą dwa artykuły opisujące NaviEye – urządzenie nawigacyjne dedykowane niewidomym. Rozpoczynamy właśnie serię tekstów opisujących działanie NaviEye, przekonają one każdego, że jest to urządzenie niezwykle funkcjonalne. Wiedząc, że użytkownik uzbrojony w wiedzę, łatwiej przekonuje się do sprzętu i oprogramowania, publikujemy również artykuł o nowościach w programie powiększającym MAGic oraz kolejną część materiału o udźwiękowionych telefonach komórkowych.

Wiosna uparcie nie chce nadejść, dlatego też w naszej redakcji spróbowaliśmy ją ośmielić i zdecydowaliśmy się na bardzo ukwieconą okładkę HELPa. Zachęcamy do zamknięcia oczu i przywołania w pamięci zapachu kwitnących jabłoni, mamy nadzieję, że taki zabieg złagodzi nieco konsekwencje tej długiej zimy i sprawi, że lektura najnowszego numeru kwartalnika będzie przyjemnością.

Świat otwarty dla niewidomych – Rozmowa z Markiem Kalbarczykiem, menadżerem naszej firmy i społecznym prezesem Fundacji Szansa dla Niewidomych.

Pytamy naszego szefa, jak sobie radzi, a on wydaje się nie wiedzieć. Jak niewidomy może być szefem firmy i fundacji? Jak do tego wszystkiego umie jeszcze znaleźć czas na pisanie książek? Udało się nam namówić go na dłuższą rozmowę i zadać kilkanaście pytań. Odpowiedzi pokazują na czym polega jego działalność i sposób na osiąganie wyznaczonych celów. Nasze pytania są oczywiste i łatwe do rozszyfrowania na podstawie zamieszczonych tu odpowiedzi, toteż pomijamy je bez obaw, że czytelnicy coś stracą.

Jak więc żyć, by inwalidztwo wzroku nie przeszkadzało? Odpowiedź na to i inne pytania znajdujemy nie tylko w tej rozmowie, ale i w książkach, które napisał nasz rozmówca. Prezes nazywa je „nieporadnymi” poradnikami. Dlaczego „nieporadnymi”? Dla autora to proste – poradniki mają swoją specyfikę, wiemy jak są skonstruowane, jakie są w powszechnym mniemaniu. Niełatwo jest przekazać trudną wiedzę w taki sposób, by zawarta tam treść dotarła do czytelnika, a jej odczytanie było przyjemnością. Właśnie dlatego jego poradniki są inne – Pan Marek nie lubi sztampy. Skoro jego i naszym zdaniem poradniki zwyczajne nie dają się czytać, odczuł, że musiał wymyślić inną, przystępną formułę. Tę inność nazwał nieporadną, bo podkreśla, że w tej dziedzinie, a być może i we wszystkich dziedzinach, w których działa, jest amatorem. Jako amator nie spodziewa się więc braw od innych autorów. On chce opowiadać o świecie niewidomych w taki sposób, by móc wpłynąć na wyobrażenie o nim osób widzących, które go nie znają. Gdyby były to poradniki „konwencjonalne”, być może wielu ludzi nie sięgnęłoby po nie wcale. Nadal zastanawialiby się, czy można niewidomych pytać: „Czy oglądałeś wczoraj mecz?”. Można, bo niewidomi też oglądają, chociażby tzw. „trzecim okiem”, albo po prostu słuchając i wyobrażając sobie co się dzieje na boisku. Żeby to wiedzieć trzeba się z nimi spotkać, albo o nich poczytać. Na początek można spotkać się z naszym szefem, na przykład w niniejszym wywiadzie. Najpierw krótka notka biograficzna Pana Marka, a potem jego wypowiedzi o świecie otwartym dla niewidomych. Chodzi zapewne o świat otwarty dla wszystkich, bo czym w tej kwestii się różnimy?

Marek Kalbarczyk – niewidomy założyciel Fundacji Unia Pomocy Niepełnosprawnym – Szansa, aktualnie społeczny prezes Fundacji Szansa dla Niewidomych. Prezes firmy tyfloinformatycznej Altix, którą wraz ze współpracownikami stworzył od podstaw. Poprzez kontakty z zagranicznymi producentami, jako pierwszy wprowadził sprzęt tyfloinformatyczny na polski rynek. Współtwórca pierwszego polskiego syntezatora mowy. Autor podręczników do nauki matematyki, w tym najnowszej, rozszerzonej brajlowskiej notacji matematycznej, książki „Świat otwarty dla niewidomych” oraz wielu poradników dla tych osób, m.in. „Czas na własną firmę. Poradnik dla niewidomych i słabowidzących”, czy pierwszej w Europie książki kucharskiej dla niewidomych „Smak na koniuszkach palców”. Twórca przewodników turystycznych po Polsce, napisanych specjalnie dla tego środowiska. Absolwent Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego. Na co dzień pracuje nad wykorzystaniem informatyki dla rehabilitacji niewidomych i słabowidzących.

W 2010 roku otrzymał tytuł „Człowieka bez barier” oraz „Superlodołamacza”, a w 2012 roku został uhonorowany przez ministra Jarosława Dudę odznaczeniem specjalnym za 20 lat szerzenia idei pomocy niepełnosprawnym. Swoim życiem wytycza nowe szlaki w rehabilitacji inwalidów wzroku i inspiruje do działania na rzecz tego środowiska. Za swoją działalność został wybrany Dobroczyńcą roku 2010, Prezesem Wolontariuszem, wreszcie odznaczono go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Przez wiele lat działał bez rozgłosu, a w latach ostatnich wyróżnienia pojawiły się jak grzyby po deszczu.

– Trudno się dziwić, że gdy sam dostałem tak wiele prezentów, lubię dawać je innym. Największym prezentem może być przekazanie innym swojego doświadczenia. Prezenty materialne są przemijające i zawsze bardzo ograniczone. Wiedza i doświadczenie ułatwiają życie dzień po dniu, a rady o ogólnej naturze nie dezaktualizują się przez wiele lat. Czasem dobra rada decyduje o całym życiu. Ludzie nie mają innego sposobu na naukę, jak posłuchać rad innych i skorzystać z tej pomocy. W jaki sposób młody człowiek ma wiedzieć jak uniknąć niebezpiecznego miejsca na szosie, gdy nigdy tam nie był, a inni stracili tam życie? Może się o tym dowiedzieć z relacji świadków. Dojeżdżając do tego miejsca jest ostrożny i hamuje. Nie wypada z trasy i nie jest ranny. Kto inny, gdy niczego się nie dowiedział, pędzi fajniutko i nie wyrabia się na zakręcie. Potem cierpi. Ile jest więc warta relacja o wypadkach w tym miejscu? Nie da się jej przecenić. Tak samo ze wszystkimi innymi radami. One budują nasz świat. Organizujemy sobie procedury postępowania i zauważamy, że idzie nam coraz lepiej. W ten sposób uczymy się jak się uczyć łatwiej i przyjemniej, jak sprytnie i mądrze zdawać egzaminy, kierować samochodem, wreszcie jak niwelować skutki inwalidztwa, na przykład wzroku. Mądre rady są więc znakomitymi prezentami.

Owszem, nie wszyscy lubią doradzać. Pewna grupa ludzi sądzi, że to wyłącznie ich know how. Wolą się nią nie dzielić. Są zazdrośni i boją się, że ktoś ich wyprzedzi, będzie lepszy. Ja tak nie sądzę. Każdy jest lepszy od innych na tyle, że wystarczy. Każdy jest bowiem lepszy w tym, na czym mu zależy. A wcale nie musimy być lepsi we wszystkim. Zdobywcy złotych medali na olimpiadzie nie martwią się, że na przykład nie potrafią szyć, budować domów, albo pisać programów komputerowych. Każdy jest inny i przez to ciekawy. Dzielenie się wiedzą i doświadczeniem w niczym więc nie przeszkadza. Przeciwnie, dzieląc się z innymi dbamy też o siebie, bo wtedy i oni się dzielą. W ten sposób radzimy my, a następnie dostajemy rady od nich. To taka normalna wymiana prezentów, jak na imieninach albo na gwiazdkę – przynosimy my i oni! Nasze otoczenie rośnie w wiedzę i doświadczenie. Wszyscy z tego korzystamy i zauważamy, że jest lepiej.

– Co ja radzę innym niewidomym? Otworzyć się i korzystać z tego, co się ma. Niewidomi dobrze słyszą, mają znakomite inne zmysły i rozmaite zdolności. Wystarczy tego na ważne dla nas okazje. To prawda, nie będziemy mieli radości z oglądania krajobrazów, obrazu twarzy swoich bliskich, estetycznych przeżyć przed obrazami wybitnych malarzy, ale nie musi to nas martwić. Możemy nauczyć się słyszeć więcej od innych ludzi. Okaże się, że w muzyce jest tak wiele barw, że do końca życia ich nie wysłuchamy. Nagle gitara brzmi inaczej, niż odbieraliśmy wcześniej, a co dopiero fortepian i saksofon? Potem nauczymy się rozumieć tony innych ludzi i okaże się, że mówią do nas dwoma językami. Jeden to zwykły język mowy, a drugi to język brzmień, modulacji, gry tonów itd. W tym drugim nie ma treści werbalnej, ale jest ogromna wiedza psychologiczna. Dowiadujemy się na przykład z kim mamy do czynienia, czy relacjonując swoje przeżycia jest wystraszony, czy jest dzielny albo raczej udaje bohatera. Nie czas wymienić tu wszystko, jasne jest chyba, że niewidomi mają co robić i czym żyć.

– A co bym radził osobom widzącym? Otworzyć się na innych. Często im tego brakuje. Są zamknięci tak bardzo, że zapędzają się w tzw. kozi róg. Nie wiedzą co robić, nie znajdują sensu życia i marnieją z dnia na dzień. Tymczasem gdyby chcieli, widzieliby wokół siebie tyle ciekawego i fajnego świata, że nie dopadałaby ich depresja i nuda.

– W swoich książkach opowiadam o różnych rzeczach, ale wszystkie mają kilka wspólnych mianowników. Jednym z nich jest jak najsilniejsze namawianie do otwarcia się na innych. Świat ma być otwarty dla niewidomych, bo bez tego nikt tutaj nie może czuć się dobrze. Kiedyś właśnie niewidomi byli wyrzutem świata. Skazano ich na żebranie pod kościołami i nikt nie mógł mieć humoru, gdy to widział. Potem dano niewidomym nowe szanse, ale jednak w daleko posuniętej izolacji: hej niewidomi, weźcie swoje szanse, żyjcie sobie fajniej, ale w izolacji i nam się nie pokazujcie. Wreszcie przyszły zmiany związane z koniecznością zrekompensowania nieszczęść niewidomym ofiarom wojny i rozwojem technologii. Teraz niewidomi mogą żyć i pracować razem z ludźmi widzącymi. Chodzi więc już tylko o to, by ci drudzy chcieli ich do siebie przyjąć.

Moje „nieporadne” poradniki są opracowane tak, by chciało się je czytać. Czy mi się to udało? Żaden autor nie wie tego do końca, ale chyba tak. Ja w każdym razie jestem zadowolony, tym bardziej, gdy podchodzą do mnie różni ludzie i proszą o egzemplarze, a też o autograf.

– Owszem, piszę zwykłym drukiem. Biorę do ręki długopis i piszę jakbym widział. Bardzo to lubię. To takie pocieszne, gdy niewidomy pisze długopisem. Gdybym miał więcej czasu, bawiłbym się tym do wyczerpania pomysłów.

– Bez przesady, to nic trudnego. Kiedyś widziałem i pisałem zwyczajnie – linijka po linijce. Utrzymanie poziomu, czyli nie zjeżdżanie drastycznie w dół lub wjeżdżanie w górę może być kontrolowane dzięki sprawdzaniu równoległości zapisywanych słów do krawędzi kartki. Nie umiem pisać idealnie poziomo, ale jest to widocznie do przyjęcia. Kształty liter nie sprawiają mi trudności, bo kiedyś je poznałem i pamiętam do tej pory. Gdybym zapomniał, włączyłbym genialne urządzenie Optacon, dzięki któremu mogę czytać zwykłe książki. Ma dwa niesamowite elementy: kamerkę i ekran dotykowy (dektail). Ekran jest zbudowany w taki sposób, że ma 6 kolumn bardzo niewielkich otworków, a w każdej kolumnie po 24 dziurki. Przy wyłączonym urządzeniu ekran wygląda jak nieco łódkowata i gładka powierzchnia. Gdy ma się coś na niej pojawić, przez te drobniutkie otworki wychylają się do góry małe szpileczki. Drżą i drażnią opuszek wskazującego palca, który należy ułożyć płasko na ekranie. Nie wszystkie szpileczki „rosną” i drżą, tylko te, które odpowiadają światłoczułym detektorom w kamerce, które rejestrują ciemniejsze punkty na papierze. Gdy więc kamerka odczytuje literki, jedne punkty pozostają w spoczynku, inne ”rosną” i drgają. Pod palcem pojawia się uwypuklony i wibrujący kształt grafiki. W ten sposób niewidomy ogląda literki, czyta kolejne słowa i zdania. Trudno więc zapomnieć jak wygląda „t” albo „g”.

– Na czym polega inność moich poradników? Wymyśliłem, że aby chciało się je czytać, należy zawrzeć w nich treść rehabilitacyjną, na której mi zależy, w jakimś beletrystycznym opowiadaniu. Czasem jest to fikcja, kiedy indziej opowiadam o sobie i mojej rodzinie. Wszystko razem jest autentyczne. Są to, jak ja to określam, uczciwe relacje. Opowiadam na przykład o moich podróżach. W ten sposób pouczam, co jest dla nas (niewidomych) ciekawe, czego nam brakuje, jak powinny być przystosowane do naszych potrzeb obiekty, miejsca, otaczająca je przestrzeń. Staram się nie przesadzać i nie piszę o wszystkim. Byłoby tego za dużo, a przecież zależy mi, by moje „książeczki” dawały się czytać. Nie są to przecież podręczniki czy kompendia wiedzy.

– Pierwsza książka miała właśnie taki tytuł – „Świat otwarty dla niewidomych” i tak to zostało. Ten tytuł stał się główną ideą przedstawianą w tych poradnikach. Niewidomi mogą umieć wszystko, a i tak ich życie się nie zmieni bez pomocy innych. Potrzebne jest zrozumienie i akceptacja dla braku wzroku oraz konsekwencji z tym związanych. Rehabilitacja nie polega tu jedynie na wyćwiczeniu pewnych podstawowych umiejętności. Teraz niezbędne są skomplikowane szkolenia oraz urządzenia. Bez tego niewidomi nadal żyliby jak w XIX wieku. Czym bowiem różnimy się od tamtych ludzi? Tym, że możemy czytać książki czarnodrukowe, czyli zwykłe. Mamy do dyspozycji brajlowskie urządzenia elektroniczne i syntezatory mowy. Sami zmieniliśmy się nieznacznie, natomiast nasze oprzyrządowanie jest rewelacyjne. Problem polega jednak na tym, by to oprzyrządowanie mieć. Jest drogie i wymaga szkoleń. Potrzebne są na nie pieniądze, a to zależy od zrozumienia i poparcia. Niestety, w Polsce nie jest z tym najlepiej. Programy dofinansowań są w naszym kraju dziwaczne. Nagle się okazuje, że niewidomy musi zapłacić ileś tam procent ceny urządzenia lektorskiego, by móc czytać jak widzący. Nie bardzo rozumiem na jakiej zasadzie jest to skonstruowane. Wygląda to na jakiś podatek od nieszczęścia. Jak niewidomy student ma zapłacić na przykład 10% ceny brajlowskiego monitora, który potrafi kosztować kilkanaście tysięcy złotych? Poza tym, dlaczego w ogóle ma płacić? Czy to jego wina, że nie widzi? A więc moje namawianie do otwarcia się na niewidomych polega też na wyjaśnianiu o co tu chodzi. Sprawę rehabilitacji niewidomych poprzez ich oprzyrządowanie oraz ułatwień w dostępie do obiektów, na przykład użyteczności publicznej, stawiam w moich poradnikach na równi. Są to oczywiście różne kwestie, ale dla niewidomych mają tak samo wielkie znaczenie. Nie możemy decydować, że niewidomy ma co prawda uczęszczać do szkoły, zdawać egzaminy, być dzielny i pracowity, a nie może pojechać do Gdańska i zwiedzać tamtejszych zabytków. Piszę o tym w swoim ostatnim przewodniku turystycznym. Staram się korzystać z każdej nadarzającej się okazji, by zwiedzać, poznawać, dowiadywać się. Chcę być doinformowany i móc opowiadać o czymś ciekawym.

– Jestem jakoś tam zrehabilitowany, ale przede wszystkim mam możliwość wyjazdu, uczenia się, poznawania, czytania i pisania. To wszystko jest możliwe, bo jestem dobrze oprzyrządowany oraz mam wielu bliskich i przyjaciół. Dzięki temu moje życie jako niewidomego nie jest ograniczone. Gdybym jednak nie miał brajlowskiego monitora tekstowego i graficznego, syntezatora mowy, dyktafonu, odtwarzacza książek, fajnej białej laski sygnalizacyjnej i innej – solidnej – do codziennego używania, samochodu do dyspozycji i pomocy żony, synów, czy przyjaciół, to musiałbym żyć jak niewidomi w poprzednich wiekach.

– Chciałbym zakończyć cykl przewodników po kraju i to nie w tym sensie, by mieć już je z głowy, lecz by napisać o wszystkich regionach Polski. Chciałbym też napisać coś większego o naszym losie w ujęciu jak najogólniejszym. Niewidomi stanowią ciekawy przykład dla wszystkich. Mamy tu do czynienia z bolączkami i osiągnięciami naszej cywilizacji. Na przykładzie niewidomych łatwiej jest pokazać co to jest prawdziwa miłość, przyjaźń, zrozumienie, tolerancja, jak łatwo jest spaść na dno albo wybić się ponad przeciętność. Jak łatwo jest przejść od jednej skrajności do drugiej, albo przyzwyczaić się do życia na huśtawce, gdzie raz się jest na wozie, a kiedy indziej pod.

Redakcja pragnie podziękować

Panu Markowi Kalbarczykowi za rozmowę.

Chiny. Pamiętnik z podróży (cz. 2)

W poprzednim artykule napisałam o naszym przyjeździe do Chin – Państwa Środka, o pierwszych wrażeniach, reakcji na odmienność kultury i kuchni, a również o Suzhou i Tongli. W połowie podróży trafiła nam się niemiła niespodzianka – nasze plany wyjazdu do Hangzhou pokrzyżował tajfun. Nie myślałam przed wyjazdem, że będę miała możliwość podziwiać jego żywiołową siłę z tak bliska. Kiedy przyjechaliśmy na dworzec Szanghaj Hongqiao, okazało się, że nasz pociąg został odwołany. Przez wiele godzin czekaliśmy na dworcu z nadzieją, że tajfun straci na sile. W tym czasie rozważaliśmy mnóstwo możliwości, gdzie możemy się udać, a wszystkie były uwarunkowane tym, na co w tej sytuacji możemy dostać bilet. Byliśmy nawet o włos od zakupu biletów do odległego Pekinu, co równałoby się z porzuceniem harmonogramu i wszystkich wcześniejszych planów związanych z miejscami do zwiedzenia. Jednak, na szczęście, po blisko dwunastogodzinnej wegetacji z tysiącami Chińczyków na olbrzymim dworcu, tajfun przemieścił się i umożliwił wznowienie wszystkich połączeń. Z dużym opóźnieniem dotarliśmy więc do Hangzhou.

Miasto zrobiło na nas duże wrażenie. Nie tylko z powodu blisko dziesięciomilionowej populacji, ale w szczególności z powodu swojej lokalizacji. Położone na brzegu malowniczego jeziora, zwanego West Lake, stanowiącego zarazem główną atrakcję miasta. Jak się dowiedzieliśmy na miejscu, piękno jeziora i otaczających go z trzech stron gór, które odbijały się w tafli wody, od IX wieku inspirowało chińskich poetów i artystów. Przepięknie komponujące się świątynie, wysokie pagody ze złotymi szpikulcami, błyszczącymi w promieniach słońca, zielone ogrody, a nawet sztuczne wyspy dopełniają sielski obraz. Płynąc łodzią na wyspę i wchłaniając otaczające mnie piękno, zrozumiałam natychmiast decyzję władz UNESCO, które w 2011 roku opisały West Lake i otaczające go góry jako „idealną fuzję człowieka z naturą” i wpisały je na listę światowego dziedzictwa ludzkości.

Większość miasta poznaliśmy poprzez wycieczkę rowerową. Na początku naszej przygody ogarnęło nas przerażenie, wynikające z rozpaczliwych prób dostosowania się do zasad ruchu drogowego. Później jednak czerpaliśmy czystą przyjemność z jazdy wzdłuż brzegu jeziora, pokrytego w dużej mierze wielkimi zielonymi liśćmi lotosu, z których to wychylały się ku słońcu różowe kwiaty. Nieopodal kwiatów lotosu znaleźliśmy wpół zanurzonego w wodzie złotego byka, który według legendy chronić miał miasto przed zatonięciem. Udaliśmy się również do świątyni Konfucjusza, a następnie na kolację, gdzie główną atrakcją był jedzący nieopodal nas Chińczyk, który do złudzenia przypominał Baracka Obamę.

Na przedmieściach Hangzhou, jak wyczytaliśmy, można znaleźć imponujące plantacje herbaty. Po przyjeździe na miejsce z początku nie byliśmy zbyt zachwyceni – niewiele można było zobaczyć przez padający deszcz. Przemoknięci (pomimo płaszczów przeciwdeszczowych), staraliśmy się wdrapać na górę dla uzyskania lepszego widoku. Na nasze szczęście, zanim znaleźliśmy się na szczycie, deszcz ustąpił, a naszym oczom ukazał się wspaniały widok. Wszędzie dokoła nas znajdowały się wynurzające się zza mgły zbocza plantacji herbacianych. Idealnie równe, gęste pasy krzaczków herbaty, których liście, wciąż mokre, błyszczały w blasku wydzierającego się za chmur słońca. Po uzyskaniu zgody właściciela plantacji, zebraliśmy na pamiątkę liście herbaty z pobliskich krzaków.

Po Hangzhou wybraliśmy się na zwiedzanie małych wiosek, które stanowiły jakoby przystanki ku głównemu celu naszej podróży – gór Huangshan, co dosłownie znaczy „Żółte Góry”. Wpierw udaliśmy się do wioski Xidi, która swoje współczesne kształty zawdzięcza wpływowej rodzinie kupieckiej Hu. Malutkie miasteczko zrobiło na nas nie mniejsze wrażenie niż Hangzhou. Wyspa małych białych domków o poczerniałych ze starości dachówkach. Miasteczko zdawało się być całe otoczone przez jezioro. Przechadzaliśmy się po ciasnych alejkach wioski, wzdłuż których płynęła wąskimi rynnami bystra woda. W większości domów, wzniesionych jeszcze za dynastii Ming, mieszkały całe rodziny, których dzieci z ciekawością spoglądały na nas i częściowo za nami podążały. Centralnym punktem wioski było jezioro – w tafli wody odbijały się ściany i dachy otaczających go domów, i pływały białe kaczki.

Po wiosce Xidi odwiedziliśmy miasteczko Hongcun. Przechadzając się uliczkami wioski, zostaliśmy zagadnięci przez bardzo sędziwą staruszkę, która siedziała na progu swojego domostwa i strugała zabawkę z łodygi bambusa. Po krótkiej rozmowie, która ograniczyła się głównie do pochrząkiwania i gestykulacji, zostaliśmy zaproszeni do środka – oczywiście zostawiwszy uprzednio buty przed progiem. Nie rozumiejąc z początku zbytnio intencji gospodyni, poszliśmy z nią po schodach na piętro. Okazało się, że z dachu domu rozpościerał się piękny widok na całą wioskę. Byliśmy w stanie zobaczyć charakterystyczne dla Chin stare dachy, których rogi zakrzywiają się do góry, podobne do tych, które widzieliśmy w Xidi, lepiej jednak widoczne z góry, skąpane w blasku zachodzącego już słońca. Gdy zapadał już zmierzch, wsiedliśmy w autobus, który zabrał nas do miasteczka Tong kou, które miało posłużyć nam za bazę wypadową do gór Huangshan.

Wstając o godzinie 5.00 rano wyruszyliśmy do stacji kolejki linowej, która miała przybliżyć nas do szczytu gór. Idąc ulicami Tong kou, widzieliśmy jak miasto budzi się do życia – ludzi wsiadających na skutery i jadących do pracy, sprzedawców, rozkładających swoje uliczne stragany i przygotowujących na nich jedzenie. Przeważnie baozi, czyli pierogi gotowane na parze, wypełnione mięsem lub warzywami, oraz chaye dan – jajka gotowane w zupie herbacianej. Szybko zmieszaliśmy się z rosnącym strumieniem chińskich turystów, których plecaki, odzież i laski w dłoniach świadczyły, że mają takie same intencje co my. Gondola zabrała nas wysoko w góry – momentalnie można było poczuć różnicę ciśnień przez zatykające się uszy. Wszystkie trudy wyprawy, a mianowicie ponad dwadzieścia kilometrów schodami, które stromo wspinały się po zboczach gór i łączyły różne szczyty, zostały zrekompensowane przez widoki, które było dane nam zobaczyć, a zapierały dech w piersi. Olbrzymie, granitowe szczyty, niemalże pionowo wyrastające z ziemi – wyglądały jakby nie były tworem natury, lecz dziełem mitologicznych tytanów. Spoglądając na nie nasunęły mi skojarzenia z greckimi Meteorami – idealnie pionowymi masami skalnymi, na szczycie których leżą klasztory. Z tym wyjątkiem, że tutaj nie było klasztorów, tylko sosny i ostro zakończone skały. Stojąc na szczycie skał spoglądałam w dół i widziałam je – skalne olbrzymy, skąpane w zieleni drzew i mchu, mistycznie osnute mgłą, stromo biegnące ku niebu. Stojąc tam, delektowałam się rozpościerającym się przede mną widokiem i wiatrem – silnym i rześkim, który odczuwałam na swojej skórze niczym balsam po tygodniach gorąca i wilgoci. Najchętniej zostałabym tam przez wiele godzin, jednak powoli rosnący strumień turystów narzucał na nas dość szybkie tępo – chcieliśmy uniknąć chodzenia po górach z tłumem ludzi, którzy oprócz tego, że zachowują się głośno, to robią zdjęcia nie tylko piękna otaczającego ich świata, ale również nam.

Ceną za możliwość podziwiania gór Huangshan była nie tylko opłata pobierana przy wejściu, ale również pot i znój tej wyprawy. Ponad 20 kilometrów szlaku i tak okrojonego dzięki dobrodziejstwu kolejki górskiej. Zdecydowana większość trasy składała się z niezliczonej ilości schodów – w górę, w dół, w górę, w dół – wydawać się mogło, że nigdy nie uda nam się osiągnąć celu podróży, pozostawał jedynie marsz i marsz. Jednak co było dla nas miłym zaskoczeniem – góry Huangshan są przystosowane do tego aby osoby niepełnosprawne również mogły je podziwiać. Oprócz dwóch kolejek linowych, za pomocą których można zarówno wjechać jak i zjechać, pomiędzy poszczególnymi punktami widokowym kursowali najemni tragarze, którzy na krzesłach na drewnianych drągach, przenosili osoby starsze lub niepełnosprawne, jednak koszty takiego transportu są wysokie.

Po pięknym Huangshan, nadszedł czas powrotu do olbrzymiego i głośnego Szanghaju, którego zwiedzanie pozostawiliśmy na koniec. Sama droga powrotna z Haungshan była ciekawym doświadczeniem, bowiem autobus, którym jechaliśmy, zepsuł się w pośrodku drogi. Czekaliśmy na pustkowiu na przyjazd pojazdu zastępczego, a dobrodziejstwo klimatyzacji stało się szybko ulatniającym wspomnieniem. Jednak widok dwóch tuzinów chińczyków próbujących naprawić nasz autobus był bezcenny. Z bardzo dużym opóźnieniem dojechaliśmy do Szanghaju, o którym jednak opowiem przy następnej okazji.

Rok osób niepełnosprawnych

2013 został ogłoszony przez Sejm RP Rokiem Osób Niepełnosprawnych. Jakie przedsięwzięcia medialne, jakie kampanie społeczne, jakie działania na rzecz osób niepełnosprawnych powinny mieć miejsce, by hasło tego roku nie zniknęło w całej masie wydarzeń, które już miały miejsce i tych, które będą miały miejsce w najbliższej przyszłości? Co musi się wydarzyć, by po Roku Osób Niepełnosprawnych nie pozostało jedynie wspomnienie i poczucie, że coś zostało – mówiąc kolokwialnie – odfajkowane?

Będzie trudno, bowiem de facto ten rok i jest i nie jest Rokiem Osób Niepełnosprawnych. Ze względu na obfitość różnych tegorocznych obchodów, uchwała Sejmu została przyjęta w innym niż zakładano brzmieniu, stając się „Uchwałą w sprawie przeciwdziałania wykluczeniu społecznemu osób niepełnosprawnych”. Dlaczego? Zdecydowały względy proceduralne, bowiem 2013 został wcześniej ogłoszony m.in. Rokiem Witolda Lutosławskiego, Rokiem Juliana Tuwima, Rokiem Powstania Styczniowego w Polsce i na Litwie, Rokiem prof. Jana Czochralskiego. To w kraju. A w Europie i na świecie ogłoszono go Europejskim Rokiem Obywateli i Międzynarodowym Rokiem Statystyki.

Niepełnosprawność w liczbach

Skoro jesteśmy przy statystyce, warto się przyjrzeć liczbom. Najpierw świat. Wedle danych Światowej Organizacji Zdrowia z 2011, różnymi rodzajami niepełnosprawności dotkniętych jest około miliard osób. To 15% populacji. Tendencja jest zdecydowanie zwyżkowa, bowiem w 1970 osoby niepełnosprawne stanowiły 10% populacji. Polska ma stosunkowo świeże dane dotyczące niepełnosprawności, jako że ostatni Narodowy Spis Powszechny odbył się w 2011. Ogólna liczba osób niepełnosprawnych w tym właśnie roku wyniosła blisko 4,7 mln, co stanowi 12,2% populacji naszego kraju, 3,1 mln miało prawne potwierdzenie orzeczenia o niepełnosprawności. Odsetek niepełnosprawnych kobiet to blisko 54% z tej liczby, zaś niepełnosprawnych mężczyzn – 46%. W stosunku do poprzedniego spisu powszechnego zanotowaliśmy spadek liczby osób niepełnosprawnych, których w 2002 było 5,5 mln osób, co stanowiło 14,3% populacji naszego kraju.

Funkcjonowanie na rynku pracy precyzyjnie opisują dane dotyczące zatrudnienia. Współczynnik aktywności zawodowej w grupie osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym wynosi 26,4%, wskaźnik zatrudnienia to 22,3%, zaś stopa bezrobocia – 15,5%. Stosunkowo optymistycznie prezentują się dane dotyczące ofert pracy dla osób niepełnosprawnych. Pracodawcy zgłosili w 2011 do urzędów pracy ponad 41 tys. ofert, co stanowi wzrost o 24,4% w stosunku do 2010. Na ziemię sprowadzają kolejne dane – odsetek osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym, utrzymujących się głównie z pracy, wynosi 17,2%, z renty z tytułu niezdolności do pracy utrzymuje się 57,2% osób, z emerytury 5,9%, z zasiłku dla bezrobotnych,

świadczenia przedemerytalnego i innych świadczeń społecznych – 13,4%.

To przykra konstatacja, ale osoby niepełnosprawne są wciąż gorzej wykształcone niż reszta populacji, aczkolwiek w ciągu ostatnich lat odnotowano stopniowy wzrost udziału osób niepełnosprawnych z co najmniej średnim i z wyższym wykształceniem. W 2011 było to odpowiednio – 34,4% i 9,4%.

Dobre prawo, trudne realia

Osoby niepełnosprawne to bardzo niejednorodna kategoria populacyjna – inwalidzi ruchu, wzroku, słuchu, osoby niepełnosprawne umysłowo – każda z tych niepełnosprawności to nieco inne wyzwanie dla organów tworzących prawo. Regulacje prawne dotyczące osób niepełnosprawnych mamy już zupełnie dobre i niemal kompatybilne z uregulowaniami międzynarodowymi i europejskimi. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma problemów. Kłopotliwe jest powielanie się organów orzekających o niepełnosprawności. Odrębne orzecznictwo do celów rentowych ma ZUS, odrębne – do innych celów, jak choćby ulgi komunikacyjne – powiatowe zespoły ds. orzekania o niepełnosprawności. Dyskusja o ujednoliceniu orzecznictwa jest więc w pełni uzasadniona. Celem nadrzędnym uregulowań prawnych powinno być bowiem dobro osób niepełnosprawnych. Im mniej barier – tym lepiej.

Dokumenty dotyczące osób niepełnosprawnych układają się w pewną hierarchiczną strukturę. Krótki przegląd rozpoczynamy od Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, która nakreśla ogólne ramy uregulowań prawnych, deklarując na wstępie czym jest niepełnosprawność. Wedle konwencji pojęcie „osoby niepełnosprawne” obejmuje tych, którzy mają długotrwale naruszoną sprawność fizyczną, umysłową, intelektualną lub w zakresie zmysłów, co może w oddziaływaniu z różnymi barierami utrudniać im pełny i skuteczny udział w życiu społecznym, na zasadzie równości z innymi osobami. Konwencja zawiera zakaz dyskryminowania osób niepełnosprawnych, nakazuje tworzenie warunków do korzystania z praw na zasadzie równości z innymi osobami, sugeruje wprowadzenie rozwiązań adresowanych do osób niepełnosprawnych, z uwzględnieniem rodzaju niepełnosprawności.

Warto znać kalendarium powstawania Konwencji. Na mocy rezolucji ONZ nr 61/106 przyjęto Konwencję o prawach osób niepełnosprawnych 13 grudnia 2006. Dokument został podpisany przez 81 państw, w tym przez Polskę, 30 marca 2007. Konwencja weszła w życie 3 maja 2008. Prezydent RP ratyfikował ją 6 września 2012, akt ratyfikacyjny został przekazany sekretarzowi generalnemu ONZ przez polską delegację w Nowym Jorku, 25 września 2012.

Praca jest podstawowym dobrem i prawem. Wiedzą o tym najlepiej osoby niepełnosprawne, którym z większym trudem przychodzi zdobycie pracy i jej utrzymanie. Wobec tego kolejnym wartym wspomnienia dokumentem jest Kodeks postępowania – Zarządzanie niepełnosprawnością w miejscu pracy. To cenny dokument, bowiem jest przejawem docenienia pracy osób niepełnosprawnych w skali makro. Stworzony przez Międzynarodową Organizację Pracy, stanowi swego rodzaju poradnik dla pracodawców, jak rekrutować osoby niepełnosprawne do firm i przedsiębiorstw i jak powinien przebiegać proces ich zatrudnienia.

Na kolejnym szczeblu hierarchii dokumentów znajdują się rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej, rozstrzygające nieco bardziej szczegółowo prawne regulacje dotyczące osób niepełnosprawnych. Na tym samym mniej więcej szczeblu znajdują się rezolucje i zalecenia Rady Europy, zawierające podobny poziom uszczegółowienia regulacji prawnych. Z całego pakietu warte przypomnienia wydają się być zalecenia Komitetu Ministrów dla państw członkowskich, dotyczące planu działań Rady Europy w celu promocji praw i pełnego uczestnictwa osób niepełnosprawnych w społeczeństwie, podnoszenia jakości życia osób niepełnosprawnych w Europie w latach 2006-2015. Niemniej istotna jest rezolucja dotycząca wprowadzania zasad uniwersalnego projektowania do programów nauczania wszystkich zawodów związanych z budownictwem i zalecenie Komitetu Ministrów Rady Europy dla państw członkowskich o osiągnięciu pełnej integracji poprzez zastosowanie zasad projektowania uniwersalnego.

Na gruncie rodzimym mamy Kartę Praw Osób Niepełnosprawnych z 1 sierpnia 1997 roku, która jest swego rodzaju konstytucją osób niepełnosprawnych. Gdyby wszystkie jej zapisy zostały zrealizowane, żylibyśmy w pięknym kraju. Oto niektóre z nich: dostęp do dóbr i usług umożliwiających pełne uczestnictwo w życiu społecznym; dostęp do leczenia i opieki medycznej, wczesnej diagnostyki, rehabilitacji i edukacji leczniczej, a także do świadczeń zdrowotnych uwzględniających rodzaj i stopień niepełnosprawności, w tym do zaopatrzenia w przedmioty ortopedyczne, środki pomocnicze, sprzęt rehabilitacyjny; dostęp do wszechstronnej rehabilitacji mającej na celu adaptację społeczną; zatrudnienie na otwartym rynku pracy zgodnie z kwalifikacjami, wykształceniem i możliwościami oraz korzystanie z doradztwa zawodowego i pośrednictwa, a gdy niepełnosprawność i stan zdrowia tego wymagają – prawo do pracy w warunkach dostosowanych do potrzeb; życie w środowisku wolnym od barier funkcjonalnych – dostęp do urzędów, punktów wyborczych i obiektów użyteczności publicznej, możliwość swobodnego przemieszczania się i powszechnego korzystania ze środków transportu; dostęp do informacji, możliwość komunikacji międzyludzkiej; pełne uczestnictwo w życiu publicznym, społecznym, kulturalnym, artystycznym, sportowym oraz w rekreacji i turystyce odpowiednio do swych zainteresowań i potrzeb.

Z całego pakietu praw zawartych w Karcie w pełni udało się zrealizować zaledwie dwa – wspólną naukę niepełnosprawnych dzieci i młodzieży z pełnosprawnymi rówieśnikami w integracyjnych placówkach oświatowych lub w klasach integracyjnych. Drugi punkt, realizowany z powodzeniem, to możliwość korzystania ze szkolnictwa specjalnego lub indywidualnej edukacji, przy czym funkcjonowanie tej ostatniej pozostawia jeszcze wiele do życzenia.

Mamy również tzw. ustawę o rehabilitacji, a ściślej Ustawę z dnia 28 czerwca 2012 o zmianie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, mamy Ustawę o języku migowym. Mamy Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, Parlamentarny Zespół ds. Osób Niepełnosprawnych, który w styczniu rozpoczął Rok Osób Niepełnosprawnych konferencją „Odpowiedzialni za miasto – Niepełnosprawni w przestrzeni miejskiej”. Mamy organizacje i fundacje działające na rzecz osób niepełnosprawnych, w tym naszą Fundację Szansa dla Niewidomych. Mamy PFRON, m.in. z programami dofinansowań do szeroko pojętego sprzętu rehabilitacyjnego i programami aktywizacji zawodowej. Zmieniliśmy postawy społeczne w stosunku do osób niepełnosprawnych. Mamy więc sporo, zrobiliśmy wiele, ale czekają kolejne wyzwania.

2013 … i co dalej

Pesymiści mówią – to źle, że nie ma uchwały ustanawiającej 2013 Rokiem Osób Niepełnosprawnych, zaś uchwała sejmu z 7 grudnia 2012 zatytułowana „W sprawie przeciwdziałania wykluczeniu społecznemu osób niepełnosprawnych”, znacząco obniża rangę obchodów. Optymiści odpowiadają – to dobrze, bo jest uchwała o wyższym stopniu ogólności, w związku z tym podejście do zagadnienia niepełnosprawności nie będzie incydentalne. Uchwała da impuls do długofalowych działań, bez ograniczania się do jednego tylko roku. Czas pokaże kto miał rację.

Osoby niepełnosprawne oczekują zmian na lepsze, bowiem ich otoczenie wciąż nie jest przyjazne, choć równocześnie obiektywnie przyznają, że jest lepiej niż było 5, 10 lat temu. Jest lepiej w dużych miastach. W małych miastach i na wsiach na ogół nie widać poprawy, tu zapóźnienia cywilizacyjne dotyczą całej populacji, niemal w równej mierze osób niepełnosprawnych jak i pełnosprawnych.

Niepełnosprawność jest na tyle niejednorodną kategorią populacyjną, że stanowi spore wyzwanie jeśli chodzi o znoszenie barier. Czego innego oczekują inwalidzi ruchu, czego innego inwalidzi wzroku, jeszcze czego innego inwalidzi słuchu czy osoby niepełnosprawne umysłowo. Czy można znaleźć jakiś wspólny mianownik, który stanowiłby punkt wyjścia dla kompleksowych działań? Otóż jest coś takiego – projektowanie uniwersalne. Stanowi ono koncepcję takiego projektowania otoczenia i produktów, aby mogły z nich korzystać maksymalnie duże grupy osób, w tym oczywiście osoby niepełnosprawne, w możliwie szerokim zakresie, bez potrzeby adaptacji lub specjalnego projektowania.

Koncepcja stworzona przez amerykańskiego architekta Ronalda Mace, pierwotnie dotyczyła wyłącznie projektowania architektonicznego, stopniowo rozszerzając się na inne dziedziny projektowania, choćby na wzornictwo przemysłowe, projektowanie serwisów internetowych, stron sieci web czy interfejsów komputerowych i oprogramowania. Oczywiście i ta koncepcja ma swoje ograniczenia. Nie da się stworzyć przestrzeni publicznej, czy produktu, które będą spełniać oczekiwania wszystkich osób niepełnosprawnych, jednak już samo otwarcie się na uniwersalne rozwiązania, które posłużą maksymalnie dużej grupie osób niepełnosprawnych jest myśleniem w dobrym kierunku.

Dziś to jeszcze utopia, ale zapewne osobom niepełnosprawnym marzy się przyjazna przestrzeń publiczna z równymi chodnikami, podjazdami dla wózków inwalidzkich, z mówiącą sygnalizacją świetlną, z tyflografiką umieszczoną na każdym budynku, tak by osoby niewidome mogły zapoznać się z jego topografią. Osoby niesłyszące marzą zapewne o tłumaczu języka migowego w każdym urzędzie i instytucji publicznej. Wszystkim marzą się przyjazne budynki mieszkalne z szerokimi, udźwiękowionymi windami, w których mieściłyby się wózki inwalidzkie i w których osoby niewidome słyszałyby głosowe komunikaty dotyczące mijanych właśnie pięter. Jeśli dodać do tego kawiarnie i restauracje z podjazdami czy platformami dla wózków i przystosowanymi do potrzeb osób niepełnosprawnych toaletami, kina w których wyświetlane są najnowsze hity z audiodeskrypcją dla osób niewidomych, czy też najnowsze polskie filmy z napisami dla osób niesłyszących, w pełni przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych centra handlowe – można byłoby mówić o wyrównywaniu szans i likwidowaniu barier.

Wiele jeszcze zostało do zrobienia i dobrze byłoby, gdyby ten rok dał asumpt do długofalowych i perspektywicznych działań. Te działania mają oczywiście swój konkretny wymiar ekonomiczny, ale środki zainwestowane w uniwersalne projektowanie i uniwersalne budownictwo są znacząco mniejsze niż te, które trzeba wydać na różnego rodzaju przedsięwzięcia przystosowujące wcześniej zaaranżowaną przestrzeń publiczną do potrzeb osób niepełnosprawnych.

Kilka ważnych słów od pracownika Fundacji Szansa dla Niewidomych

Pod koniec 2012 roku posłowie ogłosili, że rok 2013 będzie Rokiem Osób Niepełnosprawnych. W Polsce niepełnosprawni stanowią 5,5 mln mieszkańców – to ponad 14% społeczeństwa. Wśród tej – jakże licznej – grupy niepełnosprawnych, wyróżniamy osoby niewidome i słabowidzące, których w Polsce żyje 1 820 300, a liczba ta nieustannie rośnie.

Co przychodzi nam na myśl, gdy spotykamy osobę niepełnosprawną? Czy podchodzimy do niej i oferujemy pomoc? A może boimy się podejść, przechodzimy obojętnie, nie zwracając uwagi…? Takie obawy są jak najbardziej zrozumiałe, ale powinno się je rozwiać. Osoby niepełnosprawne to pełnoprawni członkowie społeczeństwa. Każdy boryka się z jakimiś problemami, dla niektórych jest to ograniczona sprawność własnego ciała. Inni mają inne ograniczenia. Cieszę się, że 2013 jest rokiem dającym szansę na uświadomienie społeczeństwa o naszych sprawach.

W Polsce działa wiele organizacji pozarządowych, które starają się wspierać osoby niepełnosprawne. Dzięki temu osoby te mogą wyjść z domu, uczestniczyć w różnorodnych spotkaniach, szkoleniach, nabierają umiejętności, które pozwalają im być samodzielnymi ludźmi. Niepełnosprawni chcą studiować, pracować, zakładać rodziny, co powinno się udawać w większości przypadków, a jest różnie, żeby nie powiedzieć trudno.

Coraz bardziej zwraca się uwagę na potrzeby niepełnosprawnych, ale, mimo to, że jest lepiej niż parę lat temu, nie jest tak, jak byśmy chcieli. Przed całym społeczeństwem jeszcze dużo pracy, zanim świat stanie się w pełni przyjazny dla niepełnosprawnych.

20 lat temu powstała Fundacja Szansa dla Niewidomych, założona przez niewidomych i ich przyjaciół. Pracownicy, wolontariusze Fundacji starają się, by niewidomym i słabowidzącym żyło się lepiej. Organizujemy różne szkolenia i kursy, wydajemy książki i poradniki, organizujemy wspaniałą konferencję REHA FOR THE BLIND IN POLAND, dzięki czemu osoby z dysfunkcją wzroku zakładają własne działalności gospodarcze, znajdują pracę, idą na studia, stają się bardziej pewne siebie. Dzielimy się własnymi doświadczeniami, co pomaga i nam spojrzeć na życie z tej lepszej strony.

Fundacja Szansa dąży do tego, by miejsca pożytku publicznego były dostępne dla wszystkich niepełnosprawnych, ale nam szczególnie zależy na niewidomych. Chodzi o odpowiednie oznaczenia w brajlu i udźwiękowienie otoczenia, by niewidomy wchodząc do urzędu nie potrzebował pomocy osób trzecich. Pomału nam się to udaje.

Jeśli chcieliby Państwo nam pomóc i wesprzeć nasze działania, zachęcamy do wsparcia. Zaczął się okres rozliczeń PIT, a to dobry moment by pomyśleć o innych i wesprzeć ich 1% swojego podatku. Dla każdego z Państwa to niewiele, a niewidomym i słabowidzącym po stosownym zsumowaniu pomoże w realizacji ich marzeń. Mamy Rok Osób Niepełnosprawnych, pozwólmy więc im na szczęśliwsze życie, także niewidomym – nam! By świat był przyjazny, by to, co jest niemożliwe, w końcu stało się możliwe.

Wyplecione marzeniami

Człowiek, którego pasja mnie zachwyciła, mieszka w małej, podpoznańskiej wsi Tominek. Pan Tadeusz Pięta jest człowiekiem bardzo zaradnym życiowo, co potwierdza jego postawa i dotychczasowe osiągnięcia. Pomimo swojej niepełnosprawności nie rezygnuje z marzeń, a co lepsze – sprawia, by przeradzały się w realia. Ma wrodzoną krótkowzroczność i astygmatyzm, co sprawiło, że jego życie zmieniło tor i pozwala mu realizować marzenia.

Pan Tadeusz w trakcie nauki w Zasadniczej Szkole Rolniczej zdobywał wyróżnienia w konkursach i olimpiadach wiedzy rolniczej. Po jej ukończeniu pomagał w prowadzeniu gospodarstwa rolnego rodziców. Jako osoba o silnym usposobieniu zaczął dalsze kształcenie. W tym przypadku było to rozpoczęcie nauki języka angielskiego. Otworzyło mu to potem bramę na świat. Jako jedyny z pięciu byłych województw północno-zachodnich zakwalifikował się do konkursu i zdobył możliwość odbycia praktyk w jednym z państw europejskich. Zdał pozytywnie egzamin w ówczesnym Ministerstwie Rolnictwa w Warszawie i wyjechał na 3 miesiące do Norwegii.

Pogarszający się stan widzenia spowodował, że Pan Tadeusz musiał zrezygnować z pracy w gospodarstwie rodziców i poszukać innej pracy. W roku 2001 Pan Tadeusz przeszedł szkolenie z zakresu tworzenia form z wikliny, co miało być dodatkową formą zarobkowania. Pod nadzorem mistrza wikliniarstwa Pan Pięta bardzo szybko opanował techniki ciekawych splotów i kształtowania form. Jak sam potwierdza, wikliniarstwo bardzo szybko przerodziło się w jego pasję i stało się sposobem na życie.

Nie można nie wspomnieć o drugim zainteresowaniu Pan Tadeusza. Jest nim szeroko rozumiana elektronika. Ta, która pomaga mu na co dzień funkcjonować w społeczeństwie i łamie bariery, jakie niesie za sobą dysfunkcja wzroku. Najnowsze osiągnięcia techniki sprawiają, że sprzęt rehabilitacyjny jest coraz lepszy i w coraz większym stopniu zmniejsza problemy w codziennym funkcjonowaniu niedowidzących – osoba Pana Tadeusza jest tutaj świetnym przykładem.

Tadeusz Pięta w roku 2010 kandydował do Rady gminy Stęszew w województwie wielkopolskim. Jak sam twierdzi, chciał być przedstawicielem niepełnosprawnych. Jego celem było pokazanie pełnosprawnym obywatelom na jakie bariery każdego dnia natrafiają osoby niewidome czy niedowidzące. Planował stworzenie ogólnogminnego programu wsparcia osób niepełnosprawnych. Miało to wpłynąć na poprawę życia społecznego i kulturalnego oraz zawodowego osób niepełnosprawnych. Zwrócił uwagę społeczeństwa na problem nieprzystosowania lokali wyborczych na potrzeby osób niedowidzących i niewidomych.

W roku 2011 w Nowym Tomyślu odbył się Światowy Festiwal Wikliny i Plecionkarstwa, w trakcie którego odbył się konkurs plecionkarski. Brały w nim udział 32 kraje. Praca Tadeusza Pięty zdobyła wyróżnienie. Nagrodą była trzydniowa wycieczka do Brukseli i zwiedzanie Europarlamentu.

W roku 2012 w Nowym Tomyślu, podczas Jarmarku Chmielno – Wikliniarskiego, odbył się konkurs krajowy wikliniarstwa, na którym wyróżniono kielich autorstwa Tadeusza Pięty. Pan Tadeusz jest jednym z tych, którzy swoją pasją i talentem chcą dzielić się z innymi. Oby wśród nas było więcej takich jak on.

Prace jego można zobaczyć na stronie www.wiklina-tp.ugu.pl

Reha For The Blind® in Poland. Wrażenia beneficjentów bydgoskiego Tyflopunktu

,,Co to była za wyprawa Pani Ewelino, aż wracać się do domu nie chce!”. To chyba najlepsze zdanie jakie może usłyszeć organizator. Zadowolenie niepełnosprawnego beneficjenta potrafi wynagrodzić wszelkie trudy podróży.

X edycja Międzynarodowej Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND była wyjątkowym wydarzeniem. Beneficjenci bydgoskiego Tyflopunktu , którzy brali udział w projekcie ,,Tyflopunkty gwarancją kompleksowej samodzielności osób z dysfunkcją wzroku’’ udali się podróż, której hasłem przewodnim był ,,Świat dotyku i dźwięku’’. Nasza grupa liczyła 50 osób. Była zróżnicowana wiekowo. Najmłodszymi uczestnikami wyprawy była sześcioosobowa grupa ,,małych artystów’’ z Grudziądza, która specjalnie dla Pana Łukasza Nowickiego przygotowała występ artystyczny, gdzie przy akompaniamencie gitary i bębenków zaśpiewała kilka utworów. Pan Łukasz, który czytał najmłodszym bajki, nie krył swojego zachwytu dla uzdolnień i odwagi dzieci z dysfunkcją wzroku. Byli z nami także beneficjenci z Torunia, Golubia-Dobrzynia, Brodnicy, Nakła.

Każdy z uczestników miał swój indywidualny cel podróży. Konferencja zapewniała bardzo dużo atrakcji – począwszy od interesującej sesji merytorycznej, skończywszy na wspaniałym, wzruszającym i płynącym prosto z serca koncercie Mieczysława Szcześniaka. Nasi beneficjenci zagrali w golfa, niektórzy nawet złapali bakcyla tego ciekawego sportu. Inni wytrwale zwiedzali międzynarodową wystawę sprzętu rehabilitacyjnego i oprogramowania dla inwalidów wzroku.

Beneficjentki naszego projektu bardzo chętnie korzystały z bezpłatnych porad dotyczących kreowania wizerunku połączonych z nauką makijażu. Jakże ucieszył mnie telefon męża Pani Doroty, który z zachwytem opowiadał mi jak to pięknie wyglądała jego żona, kiedy wróciła po konferencji w profesjonalnym makijażu. „Pani Ewelino – powiedział – Dorota jest piękna wewnątrz, natomiast ten makijaż dopełnił całości. Żona jest bardzo zadowolona, dzięki cennym wskazówkom teraz wie jak podkreślać swoją urodę – dzięki temu czuje się lepiej, atrakcyjniej, co przekłada się też na nasze wzajemne relacje. Dziękuję.’’. Takie telefony działały jak balsam na moją duszę i uświadomiły mi jak ważne są konferencje, które organizujemy. Mimo trudu, nerwów, niedociągnięć, które przecież zawsze się zdarzają… WARTO! Duża część naszych beneficjentów odwiedzała gabinet dotyku i dźwięku oraz chętnie brała udział m.in. w turnieju strzelania bezwzrokowego.

To była moja pierwsza konferencja, w której brałam udział, gdyż jestem młodym pracownikiem Fundacji. Lecz wyryła się ona w mej pamięci jako bardzo ważne wydarzenie. Mimo, że trwa dwa dni, daje tak wiele. Wielowymiarowość tego wydarzenia sprawia, że jest ono naprawdę wyjątkowym spotkaniem, które skupia tak wielką liczbę osób. Jest to swoistego rodzaju spotkanie z drugim człowiekiem, innym spojrzeniem, spróbowanie czegoś, co było kiedyś nieosiągalne, a teraz jest na wyciągnięcie ręki…

Natomiast stwierdzenie – ,,Żal wracać’’ jest wymowne i mówi samo za siebie. Bowiem jak mawiał Marcel Proust ,,Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu’’, które z pewnością zapewnia organizowana przez naszą Fundację

konferencja.

Nie tylko my czekamy na zmiany i rozwój! Aktywność zawodowa osób niepełnosprawnych

4 grudnia 2012 r. Urząd Marszałkowski województwa kujawsko-pomorskiego zorganizował konferencję pn. „Aktywność zawodowa osób niepełnosprawnych – ich możliwości, a potrzeby pracodawców”, której głównym celem była aktywizacja osób niepełnosprawnych. Konferencja została przygotowana przez Marię Dreszer – Pełnomocnika Zarządu Województwa Kujawsko-Pomorskiego ds. Osób Niepełnosprawnych. W konferencji udział wzięli przedstawiciele organizacji pozarządowych, którzy na co dzień zajmują się sprawami osób niepełnosprawnych, przedsiębiorcy oraz dyrektorzy Zakładów Aktywności Zawodowej z terenu województwa.

W programie konferencji znalazły się m.in. prezentacje katalogu promującego markowe produkty Zakładów Aktywności Zawodowej jako zakupu prospołecznego, funkcjonujące na terenie województwa kujawsko-pomorskiego.

Na terenie województwa jest obecnie 6 zakładów Aktywności Zawodowej, które prowadzą rehabilitację społeczną i zawodową. Udowadniają, że osoba niepełnosprawna może być pełnowartościowym pracownikiem. Wszyscy wspólnie dyskutowali nie tylko o rynku pracy dla osób niepełnosprawnych, ale także o udogodnieniach dla pracodawców, którzy zdecydują się zatrudnić osoby z różnymi dysfunkcjami o różnym charakterze. Swoimi doświadczeniami podzielili się również pracodawcy, którzy na co dzień zatrudniają w swoich zakładach osoby niepełnosprawne oraz z nimi współpracują.

Ponadto uczestnicy dowiedzieli się, z jakich form bezpłatnej pomocy będą mogli skorzystać niepełnosprawni chcący rozwijać swoje kwalifikacje zawodowe i umiejętności aktywnego poszukiwania pracy.

Na konferencję zaproszono pracownika Fundacji Szansa dla Niewidomych Justynę Rogowską, która mówiła o możliwościach i perspektywach niepełnosprawnego pracownika na podstawie doświadczeń w zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, w szczególności z dysfunkcją wzroku przez Firmę ALTIX i Fundację Szansa dla Niewidomych. Prelegentka w swoim wystąpieniu podkreśliła, iż pracownicy z dysfunkcją wzroku mogą być równie konkurencyjni i wydajni, co ich widzący współpracownicy. Nie jest to jednakże możliwe bez przeprowadzenia odpowiedniej rehabilitacji społeczno-zawodowej i wykorzystania nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Ważne jest, żeby oferowane wsparcie było udzielane właśnie w tym kierunku, gdyż nowoczesna, efektywna rehabilitacja inwalidów wzroku pozwala na aktywność zawodową tych osób.

Prelegenci przedstawili ofertę szkoleń i kursów dla niepełnosprawnych, zaprezentowali, jakie są szanse skorzystania z doradztwa zawodowego i warsztatów aktywizacji społeczno-zawodowej. Osoby przedsiębiorcze, które chcą w przyszłości założyć własną działalność gospodarczą dowiedziały się, skąd wziąć środki na jej podjęcie i gdzie zdobywać informacje o możliwościach uzyskania dotacji z funduszy europejskich.

W swoim wystąpieniu Jerzy Witkowski – Dyrektor ZAZ „Hotelik Centrum” w Brodnicy w ramach promocji zaprezentował pokaz multimedialny nowej strony internetowej wspólnej dla wszystkich 6 Zakładów Aktywności Zawodowej województwa kujawsko-pomorskiego. Ponadto promował wydaną w formie folderu Panoramę ZAZ – jako jedną z form możliwości zapoznania się przyszłych pracowników i pracodawców z ewentualnym zatrudnieniem osób niepełnosprawnych w promowanych Zakładach Aktywności Zawodowej. Jak podkreślił dyrektor Witkowski, w sześciu zakładach jest zatrudnionych łącznie 311 osób, w tym 241 pracowników niepełnosprawnych. Z tego 170 ze znacznym stopniem niepełnosprawności, 112 kobiet i 96 mieszkańców wsi.

Aleksandra Gierej – Dyrektor Kujawsko-Pomorskiego Oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych przedstawiła Konwencję ONZ w sprawie prawa osób niepełnosprawnych, w tym nowe podejście do niepełnosprawności. W swojej prezentacji podkreśliła, iż na całym świecie jest około 650 milionów osób niepełnosprawnych. Ponadto dodała, że Konwencja ONZ zmieniła definicję osoby niepełnosprawnej (Konwencję Polska ratyfikowała 6.09.2012 r., o czym stanowi art. 91 Konstytucji RP.)

Kolejnym punktem programu konferencji było przedstawienie korzyści finansowych płynących z zatrudnienia osób niepełnosprawnych na rynku pracy, którą przedstawiła Aleksandra Gierej wspólnie z Michałem Bohuszko – pracownikiem PFRON.

Przykłady dobrych praktyk w oczekiwaniu pracodawcy w stosunku do osoby niepełnosprawnej jako potencjalnego pracownika zaprezentowała na przykładzie własnej firmy Hanna Stępień – Dyrektor Naczelny PPUH Erplast Zakład Pracy Chronionej w Bydgoszczy.

W trakcie trwania konferencji w budynku urzędu Piotr Całbecki – Marszałek Województwa Kujawsko-Pomorskiego – otworzył XII bożonarodzeniowy kiermasz pn. „My też potrafimy”, na którym można było nie tylko podziwiać kunszt rękodzieł artystycznych osób niepełnosprawnych, ale również je zakupić. Na kiermaszu prace swoich podopiecznych i opiekunów wystawiły 43 placówki z terenu województwa kujawsko-pomorskiego. Wytwór swoich prac zaprezentowało 129 osób.

Na zakończenie Pan Marszałek życzył wszystkim uczestnikom wystawy i konferencji zdrowych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz pomyślności w nadchodzącym Nowym 2013 Roku.

Mali kielczanie poznają świat dotyku i dźwięku

Z inicjatywy Anny Sowy – pełnomocnika prezydenta Kielc do spraw osób niepełnosprawnych zrodził się pomysł uświadamiania najmłodszych mieszkańców województwa o możliwościach i potrzebach osób niepełnosprawnych.

Pierwszym przedszkolem, które odwiedziłyśmy, było Przedszkole Samorządowe nr 42 w Kielcach. Miła atmosfera jaka panowała podczas tej wizyty zniwelowała stres i obawy przed tym, jak dzieci zareagują na przekazywane treści. Ku naszemu zaskoczeniu najmłodsi byli szczerze zainteresowani problematyką niepełnosprawności i aktywnie uczestniczyli w zajęciach. Media, które nam towarzyszyły: Radio Kielce, gazeta Echo Dnia, telewizja NTV Kielce oraz TVP Kielce, a także portal internetowy Wrota Świętokrzyskie przedstawiły akcję podkreślając przy tym ważność tematu przez nas poruszanego.

Aby umożliwić dzieciakom wczucie się w sytuację osoby niewidomej czy słabowidzącej, przygotowałyśmy specjalne okulary symulujące widzenie z różnymi dysfunkcjami wzroku. I tak przedszkolaki mogły się dowiedzieć jak widzi krótkowidz, dalekowidz, osoba z degeneracją siatkówki czy też z zaćmą. Na spotkaniu pokazałyśmy również przedmioty codziennego użytku wykorzystywane przez osoby niewidome i słabowidzące takie jak: czujnik pomiaru cieczy, przypominacz, udźwiękowiony kalkulator, termometr do mierzenia temperatury ciała oraz urządzenie do rozpoznawania kolorów. Pokazałyśmy również brajlowskie książki. Przedszkolaki mogły również zobaczyć zabawki, którymi bawią się dzieci niewidome, pomoce edukacyjne (specjalne piłki, woreczki do rozpoznawania kształtów, zestaw do rysowania DraftsMan).

Dzieci, po założeniu specjalnych gogli, miały możliwość poruszania się za pomocą białej laski po to, aby łatwiej zrozumieć, czym jest niepełnosprawność i jak zmienia życie.

Niezwykle pomocni okazali się nasi wolontariusze: Edyta Miernik i Jacek Kocela, którzy opowiedzieli dzieciom jak wygląda życie osoby niewidomej. Pani Edyta bowiem straciła wzrok 20 lat temu. Jej mąż Jacek jest dla niej podporą. Pomaga żonie w codziennych czynnościach.

Kolejnymi placówkami, w których przeprowadziłyśmy akcję uświadamiania najmłodszych, było Przedszkole Samorządowe nr 33, a także Przedszkole Samorządowe nr 29 w Kielcach.

Każde ze spotkań było inne. Każde bardzo interesujące. Dzieci zadawały wiele pytań. Pytały m.in. o to jak się bawi osoba niewidoma, jak spożywa posiłki, jak rysuje. Te pytania uświadomiły nam jak przedszkolaki mało wiedzą na temat niepełnosprawności wzroku i utwierdziły w przekonaniu, że to, co robimy, ma sens.

Zainteresowane były nie tylko dzieci, ale również ich nauczyciele, osoby z mediów, które szczerze przyznawały, że ich wiedza na temat osób niewidomych i słabowidzących jest niewielka. Wszyscy zgodnie przyznają, że warto edukować najmłodszych, że nasze działania zaowocują w przyszłości. Przedszkolaki już jako dorosłe osoby będą bardziej świadome potrzeb osób niewidomych i będą posiadały wiedzę jak skutecznie im pomagać.

Akcja ta sprawiła, że zgłaszają się do nas osoby, u których w rodzinie występuje niepełnosprawność wzroku. Są to osoby, które nie należą do żadnych organizacji, nie posiadają wiedzy na temat dostępnych pomocy dla osób niewidomych. Jest dla nas niezwykle ważne, że przekazywane przez nas treści docierają nie tylko do przedszkolaków, ale również do osób dorosłych i do osób niepełnosprawnych.

Przedsięwzięcie zdobyło aprobatę wśród ludzi z różnymi rodzajami niepełnosprawności. I tak w Przedszkolu Samorządowym nr 29 dołączyły do nas osoby słabosłyszące i niesłyszące, które opowiedziały przedszkolakom o specyfice swojej niepełnosprawności.

Z wizytą zamierzamy zawitać jeszcze do 9 kieleckich przedszkoli.

XX lat minęło…

Fundacja Szansa dla Niewidomych swój jubileusz świętowała również w Olsztynie. 23 stycznia br., w sali sesyjnej Sejmiku Województwa Warmińsko-Mazurskiego spotkali się beneficjenci Fundacji oraz ludzie przychylni środowisku niewidomych i słabowidzących. Fundacja realizuje projekty w województwie warmińsko-mazurskim od ponad 6 lat. Do tej pory zrealizowano na tym terenie kilka projektów. Niektóre z nich cieszyły się dużym zainteresowaniem. Przykładem może być projekt ,,Niewidomi biznesmeni”, ,,Tyflopunkty- droga do samodzielności” czy ,,Dotrzeć do celu”. Beneficjenci mogą korzystać w w/w projektach z porad psychologów, doradców zawodowych, ale co najistotniejsze, uczyć się orientacji przestrzennej, a to jest niezbędne, by usamodzielnić się i być niezależnym od najbliższych.

Jednym z zaproszonych gości był pan Ryszard Archacki, beneficjent projektu ,,Tyflopunkty – droga do samodzielności”. Od wielu lat starał się o kurs z orientacji przestrzennej, ale dopiero Fundacja Szansa dla Niewidomych, do której trafił, dała mu taką możliwość. Pan Archacki stracił wzrok na skutek cukrzycy. Pracował w olsztyńskim ZPCh, ale był zdany na pomoc innych. Jak sam mówi, czasami nadgorliwość kolegów z pracy była gorsza od jego całej niepełnosprawności. W trosce o bezpieczeństwo odwozili go autobusem i odprowadzali pod samą klatkę bloku, aby mieć pewność, że bezpiecznie wróci z pracy. Po odbytym kursie nie potrzebuje już takiej formy pomocy. Doskonale radzi sobie chodząc z białą laską, która informuje otoczenie o jego dysfunkcji wzroku i pomaga mu w poruszaniu się. Dzięki temu, że została udzielona mu pomoc w zakresie rehabilitacji przestrzennej, potrafi samodzielnie wrócić z pracy i zrobić zakupy w pobliskim sklepie. To naprawdę duża zmiana.

Takich uczestników kursów i projektów olsztyński Tyflopunkt ma już kilkudziesięciu. Wszyscy zgodnie twierdzą, że dzięki projektom nauczyli się funkcjonować w środowisku na nowo, z odwagą, której do tej pory im brakowało. Wielu z nich odważyło się wyjść po raz pierwszy od lat na samodzielny spacer, inni znaleźli pracę marzeń.

Fundacja Szansa dla Niewidomych w Olsztynie traktuje indywidualnie każdą osobę, która przyjdzie po pomoc. Dzięki temu tak wielu beneficjentów ma stały kontakt z Tyflopunktem. Uzyskują tam pomoc w doborze specjalistycznego sprzętu, jaki jest dostępny na rynku – pracownicy mają wiedzę z zakresu najnowszych technologii w dziedzinie tyfloinformatyki. Pomagają rozwiązywać problemy nie tylko dotykające sfery niepełnosprawności związanej z dysfunkcją wzroku, ale również wszystkie inne.

Drugą grupą, która zaszczyciła Fundację swoją obecnością na obchodach XX-lecia były osoby reprezentujące instytucje użytku publicznego oraz przedstawiciele prywatnych firm zajmujących się optyką czy informatyką. Fundacja miała zaszczyt gościć przedstawicieli między innymi: Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, Miejskiego Szpitala Zespolonego, olsztyńskiego oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, Policealnej Szkoły Medycznej im. Zbigniewa Religi, Olsztyńskiej Szkoły Wyższej, Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, Zespołu Placówek Edukacyjnych, Planetarium, Towarzystwa Przyjaciół Głuchoniewidomych, przedstawicieli Kół Polskiego Związku Niewidomych z Iławy, Mrągowa, Lidzbarka Warmińskiego, Szczytna, Działdowa i Olsztyna, klientów firmy Altix – głównego sponsora Fundacji Szansa dla Niewidomych, dzięki któremu tak dużo przedsięwzięć mogło być do tej pory zrealizowanych przez Fundację.

To tylko część z tych osób, które każdego dnia mają w swoim życiu osobistym czy też zawodowym bliski kontakt z drugim człowiekiem i jego niepełnosprawnością. W środowisku ludzi niewidomych i słabowidzących jest duża liczba ludzi aktywnych, bardzo dobrze wykształconych, umiejących znaleźć się w każdej sytuacji i potrafiących zbudować coś ogromnego od podstaw. Czasami pełnosprawni nie biorą na siebie tylu obowiązków ile potrafią udźwignąć niewidomi i słabowidzący w swoim codziennym życiu.

Zmieniły się czasy, kiedy dostęp do szeroko rozumianej kultury czy edukacji miały praktycznie tylko osoby pełnosprawne. Teraz dla tych, którzy chcą korzystać w pełni z życia, są najnowsze rozwiązania, o których odważnie wspomniała w trakcie Konferencji Pani Magdalena Strzyż – Kierownik Działu Zbiorów Specjalnych Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie.

– Biblioteka w ubiegłym roku stworzyła stanowisko dla osób niewidomych i niedowidzących. Czytelnicy mogą pracować na komputerze z pomocą najnowszego oprogramowania oraz skanować i zapisywać książki, artykuły czy inne treści na nośnikach elektronicznych.

To miejsce jest przykładem na to, że niewidomi nie są traktowani inaczej. Oni są rozumiani, a co więcej potrafią budzić podziw.

Właśnie przy takiej okazji jak obchody XX–lecia Szansy w Olsztynie warto mówić o miejscach przyjaznych niewidomym. Jest ich w województwie jeszcze bardzo mało, ale trzeba uświadamiać społeczeństwo, że osób z dysfunkcją wzroku przybywa każdego roku, ponieważ do tej grupy zalicza się również osoby w podeszłym wieku. Nie możemy nie zauważać problemu.

Słysząc wołanie o pomoc nie można przejść obojętnie. Nie tego nas uczono. Robiąc mały krok do przodu i zbliżając się do osób inaczej postrzegających otoczenie łamiemy stereotypy i wzbogacamy swój świat. Świat, który niekiedy nie potrafi pojąć rzeczy prostych, a tak trudnych do przejścia dla osób, które nie mogą widzieć.

Czasami małe czyny z naszej strony mogą diametralnie poprawić jakość życia niepełnosprawnej osobie. Pamiętając o tym Fundacja Szansa dla Niewidomych pragnie serdecznie podziękować za udział w Konferencji zorganizowanej z okazji jubileuszu XX–lecia istnienia.