Trochę refleksji nie zaszkodzi!

HELP widzieć więcej

Nasz HELP się rozwija! Nie jest magazynem dofinansowywanym, jak jest to w przypadku wielu innych. Trudno konkurować z publikacjami, które mogą liczyć na zwrot kosztów wydania. To bardzo przyjemnie pisać artykuły, redagować je, dodawać ciekawe zdjęcia, opracowywać formę graficzną ze świadomością, że za to wszystko dostanie się pieniądze. HELP powstaje całkowicie niezależnie, gdyż jest niezależny finansowo. Nikt nie przychodzi do nas i nie pyta, dlaczego nasi autorzy napisali tak a nie inaczej. Mamy więc tę trudność, że musimy znaleźć na jego wydanie środki, ale i ten komfort, że piszemy o czym chcemy. Już to jest ważną refleksją o naszej rzeczywistości: jedni mają to za darmo, inni muszą za to płacić! Jednak nasze refleksje nie ograniczą się do tego rodzaju narzekania. Mamy o wiele więcej do powiedzenia. W naszej grupie dzieje się mnóstwo rzeczy. Jesteśmy aktywni i pomysłowi. Wszyscy pracujemy dla środowiska, które nie jest tożsame z samymi niewidomymi, niedowidzącymi, ale określenie to dotyczy wielu widzących, którzy na ich rzecz działają. Sytuacja niewidomych bardzo zależy od ich przyjaciół, którymi nazywamy również przyjaznych im urzędników, nauczycieli, działaczy społecznych itd. Bowiem jesteśmy zależni od przeróżnych dofinansowań. Niewidomi nie mogą kupować niezbędnych rzeczy z własnej kieszeni. Są za drogie. Wszystko, co jest produkowane w małych seriach jest drogie. Nie ma mowy o tym, by brajlowskie monitory, specjalny papier do wypukłej grafiki, syntezatory mowy były tanie. Byłyby tańsze, gdyby nagle niewidomych było nie kilka tysięcy, lecz milionów. Trudno sobie tego życzyć. Tak więc pozostaniemy zależni od decyzji dotacjodawców, władz kraju i władz samorządowych, decydentów europejskich i krajowych. Na całe szczęście często są oni wyrozumiali i pomocni. HELP nie ma u nich szczęścia, ale głownie dlatego, że nie występowaliśmy o pomoc.

Mamy już kwiecień kolejnego roku – 2012. Jak zwykle nie wiemy, co władze planują dla niewidomych i niedowidzących. Jest tak co roku. Dlaczego środowisko nie może wiedzieć wcześniej, na jakie dotacje może liczyć? W ubiegłym roku o pomocy w programie, dofinansowań „Komputer dla Homera” dowiedzieliśmy się bardzo późno. Aplikacje były zbierane dopiero w sierpniu, a zakupy trwały do grudnia. Jest więc wcześnie, ale czy to jest normalne, że nie można podejmować decyzji na samym początku roku? Dotyczy to nie tylko tego programu, ale wszelkich dofinansowań. Organizacje Pożytku Publicznego też nie wiedzą, które ich projekty będą dofinansowane, a następnie realizowane. Na decyzje czekają władze tych organizacji, ich pracownicy, ale także beneficjenci. Oni mają najgorzej. Gdy nagle dziecko ulega wypadkowi i traci wzrok, rodzice starają się mu pomoc. Niezbędna jest rehabilitacja i szkolenia. Jak je zrealizować, gdy nikt nie wie czy będzie miał czym zapłacić? Przy całym szacunku dla dotacjodawców trzeba jednak szczerze powiedzieć, że można udzielać pomocy w sposób bardziej cywilizowany. Pomoc dla środowiska zależy oczywiście od ogólnej sytuacji kraju. Jaka ona jest? Ogranicza nas kryzys, czy właściwie go nie ma? Słyszymy sprzeczne informacje. Raz politycy mówią, że Polskę kryzys omija i Polska jest zieloną wyspą na mapie kryzysu w Europie. Potem dowiadujemy się, że brakuje środków finansowych na wszystko. W roku 2010 zabrakło środków na program „Komputer dla Homera”. PFRON przeżywał autentyczny kryzys, ale 100 % pomocy stracili tylko niewidomi. Jak będzie w tym roku? Wydaje się, że PFRON jest w lepszej kondycji finansowej, ale władza nie jest pewna, jak należy zorganizować jego działanie. Miał być reformowany, stracić osobowość prawną, a pomoc miała być dzielona w województwach i powiatach. Decyzje się zmieniały, a jak jest teraz? Gdy dofinansowania będą realizowane w powiatach, niewidomi mogą je stracić. Dlaczego? Gdyż tam jest większy nacisk na pomoc społeczną, a mniejszy na merytoryczną. Gdy do urzędnika przychodzi rodzina żyjąca w biedzie, albo uwikłana w problem alkoholowy, jej sprawa wydaje się mu o wiele bardziej ważna, niż prośba niewidomego o brajlowską maszynę do pisania, syntezator mowy, mówiący komputer czy system udźwiękawiający otoczenie. Dla zwykłego urzędnika urządzenia te są mniej potrzebne niż dotacja na podstawowe potrzeby biednych. Jest jednak inaczej. Niewidomi bez urządzeń nie mogą nic, ani uczyć się, ani szkolić, ani pracować. Nie mogą wyjść z domu, znaleźć pracy, założyć rodziny, brać udziału w czymkolwiek. Naszym zdaniem jest to o wiele większa bieda, niż jakakolwiek bieda ekonomiczna. O ile inni chorzy mogą liczyć na pomoc medyczną, niewidomi są zdrowi, nie leczą się, ale nie widzą. Bez urządzeń nie mają dostępu do informacji, nie mogą czytać książek, gazet. Tak więc czekamy na przeszkolenie wszystkich, od których zależy pomoc dla naszego środowiska i na pozytywne nastawienie wszystkich urzędników i władz. Fundacja Szansa dla Niewidomych odgrywa w Polsce ważną rolę. Jej przedstawiciele, pracownicy i działacze spotykają się z decydentami i wyjaśniają problemy naszego środowiska. Przekazują im znakomite publikacje, które wydała Fundacja: „Smak na koniuszkach palców”, „Dotknij Wrocławia”, „Umiejętności na wagę złota”, „Dotrzeć do celu” itd. Dochodzą do tego bardzo ciekawe prezentacje specjalistycznych urządzeń i tyflografiki, o których tu piszemy. Osoby widzące potrafią pomoc, gdy ktoś wyjaśni im, na czym polega inwalidztwo wzroku i jego skutki. Nie można dostać dotacji na zakup testera kolorów, gdy decydent nie zna jego działania. Gdy jednak zobaczy jak informuje o kolorze koszuli i swetra, o tym, czy jest zapalone światło, czy kartka jest czysta, albo pusta, pomaga chętniej. Gdy pracownicy muzeum przekonają się jak fajnie pomaga niewidomym tyflografika, dźwiękowe bazy informacyjne, piloty zdalnego sterowania itd., nabierają ochoty do ich zakupienia. Gdy nauczyciele w szkole masowej poznają walory elektronicznych powiększalników (przenośnych i stacjonarnych), jak powiększają obraz, tekst, grafikę i przydają się nie tylko inwalidom, ale wszystkim, którzy mają nawet małą wadę wzroku, są skłonni zdecydować o zakupie. Tego właśnie życzymy naszemu środowisku w roku 2012. Na koniec zadajmy pytanie, czy organizatorzy meczów w ramach Euro 2012 pamiętają również o niewidomych i niedowidzących kibicach i coś dla nas przygotowali? Czy znajdzie się dla nas miejsce na stadionach i czy będziemy tam mogli liczyć na pomoc? Czy będziemy mogli oglądać mecze ze stosownym komentarzem, dzięki któremu będziemy wiedzieli, kto ma piłkę, kto strzelił gola, albo kto wykonuje rzut wolny?

Życzymy udanej lektury,

Książka kucharska dla niewidomych – Czy faktycznie pierwsza na świecie?

Smak na koniuszkach palców

Kuchnia – dla mnie, ale mam nadzieję, że i dla moich słuchaczy oraz czytelników także – jest lepszym miejscem niż gabinet psychoterapeuty. Gotowanie, smażenie, siekanie, a zwłaszcza wyrabianie ciasta to cudowna recepta na stresy dnia codziennego. Trochę trudniej, gdy muszę działać po ciemku ale porządek w kuchennych szafkach, trwałe reguły w ustawianiu sprzętów i przypraw przezwyciężają i to. Zwłaszcza, że szybko posiadłem umiejętność odróżniania kształtów produktów przy pomocy dotyku. Opuszki palców to czuły instrument, a przyrządzanie kolacji to najprostsza droga do sukcesu – i do serca lubianej osoby. Warto więc jak najczęściej spędzać czas w kuchni. Wytężając słuch podczas nalewania płynów, węch, do którego trafiają zapachy z patelni i piekarnika oraz wyobraźnię w oczekiwaniu radosnego wyrazu na twarzach gości podczas jedzenia! Takie seanse terapeutyczne funduję sobie codziennie. Zachęcam więc do tego wszystkich… To słowa Piotra Adamczewskiego. Zadzwoniłem do niego, by zapytać, czy zechce mi pomoc. Nie jestem kucharzem, a nawet kucharzę dosyć rzadko. Czy mogę mieć na to więcej czasu, gdy pracuję cały dzień? Jestem prezesem firmy Altix i społecznym prezesem Fundacji Szansa dla Niewidomych. Praca zajmuje mi 100 % albo raczej jeszcze więcej! Niestety, gdy się chce coś zrobić, załatwić, trzeba się napracować po pachy. Nic tu nie jest proste. Najzwyczajniejsze sprawy muszą być przepychane, co powoduje, że nie ma kiedy odpocząć albo pogotować. Tak więc, gdy wpadłem na pomysł by napisać taką książkę, zacząłem od poszukiwania współautora, który na kuchni zna się najlepiej. Jako że lubimy z żoną książki Piotra, zadzwoniłem do niego.

– Piotrze, czy zgodziłbyś się napisać wspólnie ze mną książkę kucharską dla niewidomych? – Zatkało go nieco. Jakoś nie przyszło mu do głowy, że niewidomi mogą gotować. Przyjechał do mnie, obejrzał moje książeczki, porozmawialiśmy i się zgodził. Niedługo potem dał mi około 50 swoich przepisów, które są zamieszczone w książce. Teraz opowiada wszędzie, że jest to jedna z najważniejszych jego prac, bo cel, który temu przyświeca jest wyjątkowy. Oto nie pisze dla pieniędzy lub dla zabawy pewnej grupy czytelników, lecz dla osób, które potrzebują takich rad. Niewidomi potrafią gotować, ale tylko niektórzy. Większość nie próbuje nawet. Przecież to takie trudne! Jest jednak inaczej. Gotowanie jest dosiężne dla nas. Radzimy sobie z większością czynności, które jednak wykonujemy nieco inaczej niż widzący. Piotr Adamczewski – krytyk kulinarny „Polityki”. Autor książek „Wielki świat od kuchni”, „Smakosz wędrowny”, ”Męskie gotowanie”, „Krwawa historia smaku”, „Rok na talerzu”, „Tańce wokół stołu”, ”Rodaku czy ci nie żal czyli z polską kuchnią w walizce”, „Wędrówka po stołach Europy” i „Kuchnia w kawalerce i apartamencie” (trzy ostatnie we współpracy z żoną Barbarą). Podróżuje po świecie wszędzie zaglądając do kuchni. Skończył kurs sommelierów w Bordeaux. Od 20 lat prowadzi w „Polityce” ranking restauracji „Za stołem” i felieton pod tym nagłówkiem. Autor audycji „Na apetyt Adamczewski”.

Nie zadzwoniłem do osoby przypadkowej, lecz znanego autora wielu publikacji. Ja uwielbiam jego opowiadania w radiu. Gdy mówi o kuchni od razu chce się jeść ale nie tylko – nagle chce się też czytać. Piotr jest gawędziarzem wybitnym a do tego wielkim znawcą kulinarnym. A ja? No cóż, tylko udawałem, że jestem takim znawcą ale czego nie robi się dla sprawy. Moje kwalifikacje kulinarne w porównaniu z nim są jak stosunek liczby moich przepisów umieszczonych w książce do liczby przepisów Piotra. Jednak uznałem, że moje umiejętności i wiedza wystarczą, by namawiać innych niewidomych do kucharzenia. Skąd pomysł napisania tej książki – poradnika?

W kuchni spędza się dużo czasu. Często niewidomi nie wchodzą do niej, gdyż są przekonani, że to nie jest miejsce dla nich. Jest jednak odwrotnie. Gdy członkowie rodziny przygotowują dania, spędzają w kuchni kilka godzin dziennie. Niewidomi, którzy tego nie robią, tracą możliwość bycia razem z nimi przez tak długi czas. Gdyby przekonali się do idei bycia razem również i tam, mogliby wiele skorzystać. Tu jest najprostsza i tak bardzo konkretna wspólna praca. Tu toczy się życie rodzinne, tu powstają potrawy, które, lepsze czy gorsze, są potem spożywane przez wszystkich. Na ich temat się mówi. Omawia się sposób przyrządzenia potrawy, kto co robił, jak się udawały kolejne potrawy, czego brakowało albo co się okazało najprostsze. I co, niewidomi mają nie brać w tym udziału? Jak wiadomo jestem całym sercem za integracją niepełnosprawnych. Prezentuję taką postawę od zawsze. W latach 90. brałem udział w telewizyjnym programie „Razem czy osobno?”, w którym namawialiśmy do bycia razem. Takie są moje książki oraz cała działalność. W mojej firmie Altix i Fundacji Szansa dla Niewidomych, którą założyłem 20 lat temu, pracują widzący, niedowidzący i niewidomi. Jesteśmy tu tak bardzo razem, że nikt nie wyróżnia się stanem wzroku. Wszyscy są mniej więcej tacy sami, tyle samo potrafią. A więc wpadłem na pomysł napisania takiej książki i od razu pojawił się problem: przecież nie wystarczy napisać listę przepisów kulinarnych wraz z ich omówieniem, bo byłoby to zbyt nudne. Trzeba było książkę urozmaicić. To wtedy wpadłem na pomysł, by przepisy umieścić wewnątrz beletrystycznego opowiadania o mojej rodzinie. Jesteśmy w przededniu spotkania z przyjaciółmi. Powoli się do niego szykujemy: robimy zakupy, sprzątamy, projektujemy potrawy itd. Wymyśliliśmy, żeby tym razem były to potrawy kuchni mazowieckiej. Mazowsze nas zainteresowało już wcześniej. Odkryliśmy je niedawno jednak. Pojechaliśmy na kilka fajnych wycieczek po Mazowszu i przekonaliśmy się, jak tu jest ciekawie. Jako mieszkańcy Warszawy znamy rożne miasta, Gdańsk z Sopotem, Kraków, Wrocław i wiele innych, a na samą stolicę i jej okolice nie mamy czasu. Na wakacje czy ferie wyjeżdża się dosyć daleko, a kiedy poznaje się Pułtusk, Radzymin, Białobrzegi, Mińsk Mazowiecki? Może nigdy! My jednak pojechaliśmy w te miejsca. Zwiedziliśmy wiele zabytków oraz restauracji – regionalnych. Cudownie pojedliśmy i mnóstwo rzeczy pomacaliśmy. Najbardziej podobało się nam lapidarium w Makowie Mazowieckim. Stoi na miejscu dawnego żydowskiego cmentarza, który został zdewastowany przez Niemców. Zebrano kamienne nagrobki, macewy i stworzono niesamowity pomnik zbudowany z pionowo ustawionych płyt nagrobnych, jedna obok drugiej, w kilku coraz wyższych szeregach. A w restauracjach mazowieckich też świetnie. Czy jedliście kartoflak, tudzież babę ziemniaczaną? A może mazowieckie pierożki, żurek, gęś lub kaczkę na przykład z jabłkami? Jeśli nie, to trzeba przyjechać i spróbować. Rodzina przygotowywała przyjęcie, gdy nagle zabrakło prądu. Dookoła zrobiło się ciemno. Jak robić potrawy? Skąd wziąć światło? Znaleźliśmy cokolwiek do oświetlenia ale nadal było ciemno.

Nic to, zrobić potrawy i tak trzeba. Ja, jako niewidomy, miałem najprościej. Oni jednak nie wiedzieli jak się zabrać do pracy. Są jednak ze mną na co dzień i po pierwszym szoku ruszyli do pracy. Przygotowaliśmy przyjęcie, włączono prąd, zrobiło się widno i przyjechali goście. Takie opowiadanko jest głównym elementem książki pt. „Smak na koniuszkach palców”. Jest podzielone na odseparowane od siebie opowiadanka o wyjazdach na Mazowsze, o zabytkach, a pomiędzy nimi kolejne przepisy kulinarne – głownie Piotra, ale też i nasze.

Od redakcji:

Marek Kalbarczyk – informatyk, menadżer, autor poradników matematycznych i rehabilitacyjnych. Jest współautorem pierwszego dostępnego na rynku syntezatora mowy mówiącego po polsku, projektantem i twórcą oprogramowania oraz wielu książek, m.in.: „Świat otwarty dla niewidomych”, „Czy niewidomy może zostać prezydentem?”, „I ty możesz zostać matematykiem”, „Mazowsze to nie tylko Warszawa”, „100 najpiękniejszych miejsc w Polsce – zabytki i krajobrazy wreszcie dostępne dla niewidomych i słabowidzących”, „Dotknij Wrocławia”. Na okładce pierwszej z wymienionych publikacji czytamy słowa Krzysztofa Zanussiego: „Książka Pana Marka Kalbarczyka jest jasna, przebija z niej nadzieja. Tchnie optymizmem płynącym z odnalezienia sensu życia. Polecam ją wszystkim, którzy chcą wejść w świat niewidomych i wynieść z tego spotkania osobisty pożytek.”. Niniejsza publikacja jest kontynuacją starań autora o to, by świat zrozumiał, iż być niewidomym oznacza co innego niż kiedyś. Teraz to tylko utrudnienie, a nie dyskwalifikujące kalectwo. Autor jest dobrym na to przykładem, gdy jako niewidomy tak samo, jak pisze, potrafi też gotować. W jakim sensie jest to książka kucharska dla niewidomych? Są tu zamieszczone konkretne procedury wykonania przeróżnych kulinarnych czynności: jak obrać jabłka, ziemniaki, jak wytrybować mięso, oddzielić mięso kaczki od kości, jak usmażyć kotlet schabowy a nawet jak oddzielić w jajku białko od żółtka. Do tego troszkę informacji o oprzyrządowaniu, które jest niezbędne dla niewidomych. Jednak czy jest to pierwsza książka tego typu? Wcale tego nie wiemy. Po prostu nic takiego nie spotkaliśmy ani my, ani nasi przyjaciele. Omawianie wykonywania prostych czynności nie jest łatwe. Jak opisać sposób na obieranie ziemniaków? Gdy się tego próbuje, każdy opis jest nieporadny, niezręczny. Właśnie dlatego wszyscy omijają takie rady. W książkach kucharskich się więc ich nie zamieszcza, a w tym przypadku było to absolutnie konieczne. Tak więc są tu zamieszczone i czekamy na opinie czytelników: czy się nam udało? Książka jest już bardzo ceniona. Każdy chce ją mieć. Niestety, Fundacja Szansa dla Niewidomych wydała jej jedynie 500 egzemplarzy. Wydanie to sfinansował Marszałek Województwa Mazowieckiego, a Fundacja dołożyła około 20 % wkładu własnego. Mamy nadzieję, że lektura się Państwu spodoba.

Na okładce książki czytamy:

Co jest ciekawsze: zwiedzanie zabytków, gdy jeździ się od miasta do miasta, przeglądanie menu w uroczych restauracjach i smakowanie wybranych potraw, na które ma się największą ochotę, a może zrobienie czegoś smacznego we własnej kuchni, gdy pomimo, że jest się amatorem, coś dobrego wreszcie nam wychodzi? To wszystko jest równie fascynujące. Gdy opowiadam o naszej przygodzie szykowania kolacji dla przyjaciół, gdy zabrakło światła, nie myślę o tych atrakcjach, lecz przypominam sobie dzień sprzed ponad trzydziestu lat, gdy szykowaliśmy z mamą pasztet. Niechcący potrąciłem miskę z mięsem gotowym do pieczenia, która spadła na podłogę! Stanęliśmy jak wryci, najpierw załamani i zniechęceni, a po chwili wybuchnęliśmy śmiechem. Taki stosunek mieliśmy do naszego kucharzenia. Wiedzieliśmy, że lubimy to robić. I tak zostało do dzisiaj. Co tam brak światła lub wzroku. To nie jest najważniejsze. Zaraz zrobiliśmy drugi pasztet, który okazał się najlepszy. Oba pasztety, ten wywalony na podłogę i ten drugi przeszły do historii rodziny. Przez lata, nadal bezwzrokowo, ugotowałem wiele improwizowanych potraw i czekam na następną okazję. To jest prawdziwy relaks i zajęcie rehabilitacyjne – może czasem trudne, ale jak smacznie się kończą!

Smak na koniuszkach palców

Oto pierwszy rozdział omawianej publikacji. Wejdźmy w ten specyficzny świat, w którym właściwie wszystko jest możliwe również dla tych, którzy już nie wierzą w sukces! Nie ma jak u siebie w domu Och, jak cudownie jest u siebie. Chciałoby się wszędzie pojechać, zobaczyć, co tylko możliwe, poznać rożne kraje i regiony, spotkać ludzi, którzy żyją inaczej niż my, a jednak gdy już wyjedziemy, nasycimy zmysły, zbadamy intelektualnie i duchowo to, czego na co dzień nie mamy, wracamy z wszechogarniającą myślą – nie ma jak u siebie w domu. Następnym razem, przed kolejnymi feriami lub wakacjami, zasiądziemy do obiadu i ponownie pomyślimy: może Mazury lub Sudety, Rumunia, Włochy, Grecja, a może Ukraina? I będziemy snuli marzenia o nowych wycieczkach, kolejnych miejscach i wersjach nie tylko oglądanego świata, ale i samych siebie: po mazursku, sudecku, albo rumuńsku, włosku, grecku czy kozacku, gdy stajemy się dzięki podróżom inni niż zwykle. Przy obiedzie pełnym planów zobaczymy siebie oczami wyobraźni na kajaku krążącym po jeziorze Czos w Mrągowie obok amfiteatru, gdzie co roku tanecznie grają countrowe kapele, gdy żona czeka na brzegu w nerwach, że kajak się wywróci. Jej zdaniem my nie damy rady, gdyż wielu innych też miało kłopoty przy niespodziewanym wietrze. Adam nie jest wystarczająco zapobiegliwy i nie potrafi uciec zawczasu, gdy już widać ciężkie chmury, padają pierwsze krople deszczu, albo słychać pierwsze pomruki burzy. Tymczasem wszystko to jedynie jej wyobraźnia i lęk o nas. A może wyobrazimy sobie naszą rodzinę przy pachnącym baranią skorą stoisku na deptaku w Karpaczu, gdybyśmy tam pojechali. Żona robi mi wtedy przemiły prezent, bym siedział sobie na futerku jak panisko. Możemy też zobaczyć się na tle gmachu bukaresztańskiego parlamentu, gdy robimy zdjęcie małym dzieciakom na tle tego ogromnego budynku. Albo pod ścianami rzymskiego Koloseum po przejechaniu tak długiej trasy, gdy jesteśmy zadowoleni i możemy pomyśleć, że pomimo wszystko daliśmy radę. A potem faktycznie wszędzie tam ruszymy, zwiedzimy, przeżyjemy mnóstwo pięknych chwil i wrócimy z tą samą co zwykle myślą: jednak najlepiej w domu! Tyle nowych i wspaniałych rzeczy, a mimo to wolimy swoją codzienność, która nas otacza, a została zaprojektowana przez nas samych, albo ludzi, którzy są nam bliscy. Dlaczego? Co to jest dom? Co takiego jest w słowie „dom”, że obezwładnia i uzależnia jak narkotyk? Czy dom to budynek, lokal, w którym mieszkamy, czy raczej my w miejscu, w którym jest po prostu „po naszemu”? Dla każdego „po naszemu” znaczy co innego, ale niemal to samo dla najbliższych. Gdyby nie podobne rozumienie naszości, nie chciałoby się mieszkać razem. Taka naszość jest ważniejsza dla ludzi wrażliwych. Nie każdy jej szuka i wymaga, ale jest to ważne na przykład dla niewidomych. My mamy swoje uwikłania. Okazuje się, że zwracamy uwagę na rzeczy, które dla innych nie mają znaczenia. Nie mówimy o tym głośno, bo nie musi to stanowić tematu rozmów. Po prostu czujemy inaczej i organizujemy swój świat nie tak, jak inni. Spotykam się z miłą dla mnie opinią, że niewidomi lepiej słyszą i mają lepsze inne zmysły. Nie widzą, więc dostają od losu rekompensatę w postaci lepszego słuchu, dotyku i smaku. Można to włożyć między bajki. Gdyby tak było, że dostaje się za takie kłopoty rekompensatę, najzdrowsi byliby biedni, z kolei bogaci bardzo chorzy. Co by dostali w prezencie ludzie, którzy nie potrafią pisać, albo szybko biegać? A co musieliby oddać zdolni lekarze, dziennikarze, prawnicy? Zasada rekompensowania nie istnieje, toteż niewidomi z natury rzeczy lepiej nie słyszą, lepszego smaku i dotyku też nie mają, a tylko intensywniej je wykorzystują, przez co mają je bardziej wyostrzone. Tak więc żyjemy specyficznie i inaczej niż wszyscy organizujemy swoje otoczenie. Tym bardziej cenimy dom, rodzinę, każde miejsce, w którym przychodzi nam spędzać czas. Dom to jednak nie tylko mieszkanie. To też kraj i region, w którym żyjemy i z którego pochodzimy. Tu też czujemy się jak u siebie, a wszędzie indziej nie. Podczas podroży jesteśmy po prostu gośćmi (czasem intruzami, choć to na szczęście rzadko) i cieszymy, gdy możemy odwiedzane miejsca poznać, chociaż za każdym razem i po pewnym czasie i tak chcemy wracać. Co tak przyciąga do domu? Wszystko, do czego jesteśmy przyzwyczajeni oraz wszystko, co nas wykreowało. Dla nas domem jest rodzinny dom, Polska oraz Mazowsze. Tu właśnie żyjemy. Można sądzić, że łatwo zmienić adres ale nie – nie lubimy zmieniać otoczenia i utrwalonych przyzwyczajeń. Tylko ruszę się z domu, a już wszystko mi przeszkadza. W pierwszych chwilach nie myślę o tym i odrzucam od siebie, ale stopniowo rośnie, aż nabiera takiego znaczenia, że nie da się pominąć. Jeszcze w samochodzie mogę czuć się swobodnie. Mam tu wszystko po swojemu: poukładane rzeczy, komórka na lewo, biała laska na prawo. W kasetce przede mną krople do nosa, bez których nie mogę swobodnie oddychać, pilot do bramy, samochodowa ładowarka, wizytówki. W kieszeni, w drzwiach woda mineralna, rękawiczki (zimą), teczka z dokumentami. Na środku pomiędzy mną i żoną odtwarzacz MP3 (Milestone z radiem lub Plextalk, zależnie od sytuacji), higieniczne chusteczki, trochę cukierków lub baton. Za siedzeniem żony, na wyciągnięcie ręki GPS w etui, a za mną książka wozu, instrukcja obsługi i kilka innych dokumentów. Na tylnym siedzeniu po lewej stronie Cyprian, po prawej Paweł. Dwóch najstarszych synów nie ma w tym aucie, bo już od kilku lat chodzą i jeżdżą swoimi ścieżkami. Za siedzeniem żony, na podłodze notebook, taki który mówi. Z zewnętrznym dyskiem o pojemności pół terabajta, na którym mam ogromną bibliotekę książek zeskanowanych lub nagranych w formacie MP3. Wszystko uporządkowane w taki sposób, żebym bez poszukiwań, wyciągając rękę miał to, czego potrzebuję. W takich warunkach mogę się czuć jak u siebie. Nawet do głowy mi nie przychodzi, że nie widzę. Nie przychodzi też do głowy żonie, że mi czegoś brak, a to sprawia mi ogromną przyjemność. Fajnie uchodzić za normalnego faceta. Brak wzroku mi nie dokucza ale gdybym miał odczuwać to na co dzień, nie miałbym wesołej miny. Tak więc w samochodzie pilnuję porządku i mam się dobrze. Gdy na dodatek mogę włączyć notebook, wejść do netu i szukać różnych informacji, a ona kieruje, jesteśmy równorzędnymi partnerami. Jeszcze niedawno to ja pilotowałem żonę podczas wyjazdów. Ona prowadziła samochód, a ja mówiłem gdzie ma jechać. Włączałem program nawigacyjny na swojej mówiącej komórce i nawigowałem. Ten program nie był tak sprytny, jak inne nawigacje satelitarne, ale niczego nam nie brakowało. Ona jechała, a ja wyszukiwałem miasta, wioski, ulice, restauracje, hotele i sklepy.

– Gdzie mam jechać?

– Do centrum handlowego.

– A gdzie to jest?

– Zaraz się dowiemy. – Program znajdował co trzeba i ogłaszał syntetycznym głosem: „7 kilometrów

do celu, 600 metrów prosto a następnie w prawo”. I tak dalej. Niestety, ten program przestał istnieć. Niewidomi w całej Europie mieli z niego pożytek chyba przez 5 lat, po których go wyłączono. Widać ktoś dostał dofinansowanie na taki okres, a nikt nie pomyślał, że niewidomi będą chcieli jeździć i chodzić z jego asystą nadal. Nic to, teraz posługujemy się zwykłym GPS, który mówi kierowcy co trzeba robić, ale on nie daje mi niestety szansy na rządzenie w samochodzie. Szkoda! W domu też wszystko jest uporządkowane. Nie mogę za każdym razem szukać rzeczy, których potrzebuję. Rozumiem, że wielu ludzi bałagani i się tym nie martwi. Widzący mogą spojrzeć i znaleźć rzecz od razu. Ja odkładam wszystko tam, skąd to wziąłem. Tylko dzięki temu mogę sobie poradzić. A żona? Musi podlegać moim zasadom, bo inaczej się pokłócimy. Co by nie rzec to nasz wspólny dom, więc rzeczy, które dotyczą nas obojga, muszą być w takim porządku jak moje. Czy wyobrażacie sobie, co to oznacza w praktyce? Gdy chodzi o samochód, łatwo to ogarnąć. Tu nie ma wielu rzeczy, ale w domu! Przecież w każdym pomieszczeniu jest ich mnóstwo. Zasada nieodzownego porządku dotyczy sypialni, łazienki, przedpokoju, salonu i kuchni. Mogę się nie wtrącać do pokojów synków, bo byłaby to przesada. Uczę ich porządku, ale nie układam niczego. Muszą mieć po swojemu, a nie tatusiowemu. Jednak w wymienionych pokojach, w których muszę coś robić ja, panuje ostry reżim. Dzięki temu dom zasługuje na to, by chcieć do niego wracać nawet z najciekawszych miejsc na świecie. Kuchnia jest miejscem najważniejszym. Jeden z moich przyjaciół spędzał w kuchni całe życie. Miał to szczęście, że była duża. Było tam wszystko w jednym pomieszczeniu: łóżko stało w jednym końcu, dalej szafa, która oddzielała sypialną część kuchni od reszty. Przy ścianie stał duży stół, na którym na jednym końcu było miejsce do jedzenia, a na drugim do pracy. Jan był twórcą i ciągle coś tworzył. Tworzenie było jego naturą. Miał dosyć wąską specjalność (był elektronikiem), ale tworzył wszystko, o czymkolwiek pomyślał. Kiedyś wieczorem, najpierw w wannie, a potem w tej samej kuchni, tworzył bombę atomową, a kiedy indziej nowatorski pasztet. Lubił też tworzyć kawały, dykteryjki, projektował sesje fotograficzne, a nawet lotnie i motolotnie z prawdziwego zdarzenia. Nie wyliczę wszystkiego, czym się zajmował, bo nie jest to odpowiednie na to miejsce, ale jego niepohamowanemu pędowi do tworzenia towarzyszyła zawsze ukochana kuchnia. Wpadało się do niego z wizytką i już lądowało się w kuchnio-sypialnio-salonie. Zaraz zaskakiwał wiadomością, że jest blisko epokowego wynalazku, który udowodni, że wszyscy inżynierowie są do niczego. Siedział na twórczym końcu swojego stołu i popijał herbatkę, która była znakomita. Nigdzie indziej nie piłem tak dobrej herbatki. No, może poza specjalną herbatą w żydowskiej restauracji Mandragora na lubelskim rynku. U nas kuchnia jest zupełnie inna. Nie mamy tu twórczego miejsca, bo nie jesteśmy tak wynalazczy jak on, ale i tak jest to dla nas miejsce najważniejsze. My też w kuchni gotujemy, jemy, dyskutujemy, układamy plany, oglądamy mapy i czytamy książki. Nasza kuchnia słyszała wiersze i prozę różnych autorów, ale najczęściej hasła encyklopedyczne i słownikowe, no i przepisy kulinarne. Wchodzisz do naszej kuchni i masz po lewej stronie przy drzwiach piecyk oraz mikrofalówkę. W głębi jest kuchenka, a obok mikser i najważniejsze przyrządy, które powinny być na wierzchu. W szafce pod spodem garnki i patelnie, tak samo pod kuchenką. za nią, to znaczy na prawo, szafka robocza, a pod nią zmywarka. Dalej, przed oknem zlewozmywak, a pod nim kosze na rożne śmieci. Teraz należy mieć kosz na zwykłe śmieci oraz osobny na rzeczy plastikowe. W następnej szafce mamy szuflady: w górnej są sztućce, niżej talerze i talerzyki, szklanki i kubki, a najniżej dodatkowe przedmioty niezbędne w kuchni. Potem lodówka z zamrażarką, szafka na produkty żywnościowe jak mąka, cukier, kasze, ocet itd., a potem na innej ścianie okno, a pod nim, na podłodze, miejsce na siatki z zakupami. Rożne zakupy trzeba wypakować i poumieszczać gdzie należy. Nie zostawiamy wędlin i mięsa pod tym oknem. Ich miejsce jest w lodowce, ale warzywa czy owoce mogą sobie tam poleżeć, szczególnie gdy niedługo będą użyte. Na środku kuchni blat, na którym robimy potrawy i jemy większość posiłków. Niestety, ta większość posiłków, to te, na które się nie ma czasu. W dzisiejszych czasach pędzi się wszędzie i nie ma czasu na przygotowanie śniadania na stole w pokoju. Siada się przy tym roboczym blacie i ma się tyle przyjemności z jedzenia, ile się uda uchwycić. Pod blatem kolejne szafki z szufladami. W górnej pieczywo i krajalnica do chleba. Niżej słodycze. Na ścianie po prawej stronie drzwi cienka, oszklona połka z przyprawami. To tutaj można znaleźć pieprz, paprykę, bazylię, zioła prowansalskie, kminek, majeranek, chrzan, sos sojowy różnych rodzajów i inne. Wszystko uporządkowane, żeby można było robić coś bez pomocy innych. Rzadko mam taką możliwość, ale gdyby była taka potrzeba, dałbym radę. A gdy zacznie się przygotowywanie, zaczyna się inny czas. Już na szafkach niezbędne przyrządy, produkty składające się na potrawę i towarzystwo synka – najczęściej Pawła. W trakcie pracy zapachów co niemiara, a najładniejszy z nich rozsiewa smażone mięso wołowe, drobno posiekana duszona cebula lub niesamowita zupa grzybowa, którą dawniej robiła moja mama, a teraz żona. Czy można chcieć na długo wyjechać z takiego domu?

Niecodzienne inicjatywy w kujawsko-pomorskim.

Co w Toruniu? Wreszcie powstała makieta Starówki Torunia dla osob niewidomych i słabowidzących, do której wykonania wykorzystano przetopione stare klucze ofiarowane przez mieszkańców miasta w czasie akcji „Klucz do mojego miasta”. Akcja ta została przeprowadzona w 2009 roku. Klucze oraz stare kłódki wrzucano do specjalnie przygotowanych urn w kilku miejscach miasta. Zbierano je również w szkołach, przedszkolach, klubach osiedlowych i zakładach pracy. Łącznie zebrano prawie 2,5 tony złomu. Wykonana makieta ma pomoc osobom niewidomym i słabowidzącym zapoznać się z układem Starego Miasta. Przy poszczególnych obiektach umieszczono krótkie informacje o ich przeznaczeniu i historii, napisane alfabetem brajla. Makietę tymczasowo umieszczono na dziedzińcu Ratusza Staromiejskiego. W przyszłości ma zostać przeniesiona na tzw. plac podominikański, gdzie znajdują się ruiny kościoła św. Mikołaja i klasztoru dominikanów. Polski Związek Niewidomych rozpoczyna realizację projektu „Poznaj siebie 3”. Jest to już trzecia edycja projektu. W roku 2009 realizowano „Poznaj siebie” a w 2011 zakończono projekt „Poznaj siebie 2”. Projekt „Poznaj siebie 3”, współfinansowany ze środków UE w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego, jest skierowany do 108 osób, w tym 88 posiadających orzeczenie o niepełnosprawności z tytułu uszkodzenia narządu wzroku oraz 20 bezrobotnych zarejestrowanych w urzędzie pracy. W ramach projektu przewidziana jest realizacja kilku form wsparcia: Centra Animacji Lokalnej, rozwój inteligencji emocjonalnej, edukacja w grupie samokształceniowej oraz propagowanie alternatywnych form spędzania wolnego czasu. Dzięki temu projektowi uczestnicy mają szansę na realizowanie się w życiu zawodowym. Doskonałym na to przykładem może być fakt zatrudnienia, w firmie Altix Pani Katarzyny Łapickiej – uczestniczki programu Poznaj Siebie 2. Dziś Pani Kasia jest pracownikiem toruńskiego oddziału firmy i realizując się na stanowisku tyflospecjalisty, sama pomaga innym niewidomym.

Co w Bydgoszczy? Trwa rozbudowa i modernizacja Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 1 im. L. Braille’a w Bydgoszczy. Dobiega już końca budowa nowego skrzydła budynku warsztatów szkolnych. Dwa inne projekty inwestycyjne na terenie ośrodka to zakończona w październiku termomodernizacja placówki oraz planowana budowa sali gimnastycznej. Ośrodek im. Braille’a w Bydgoszczy jest placówką dla dzieci i młodzieży niewidomej, słabowidzącej, głuchoniewidomej oraz ze złożoną niepełnosprawnością. To jedyna tego typu placówka w województwie i północnej części Polski. Obecnie w ośrodku kształci się ponad 270 uczniów. Rozbudowa jest projektem realizowanym przez Urząd Marszałkowski. W nowym skrzydle budynku powstanie 26 sal dydaktycznych i pracowni. Wśród nich będą 4 sale zajęć wczesnej interwencji dla dzieci z dysfunkcją wzroku, przygotowujących dzieci niewidome do życia z niepełnosprawnością. Do tej pory ośrodek nie miał możliwości prowadzenia tego typu zajęć. Powstaną pomieszczenia z aneksami kuchennymi, sale dostosowane do nauki zawodów oraz pracownie: hotelarska, gastronomiczna, zajęć plastycznych oraz informatyczna. Planowany koniec robot wykończeniowych zaplanowany jest na marzec. Polski Związek Niewidomych, Okręg Kujawsko- Pomorski we współpracy z Okręgiem Zachodniopomorskim PZN organizuje szkolenie dla osób po 60 roku życia z zakresu podstaw funkcjonowania osób niewidomych i słabowidzących. Zajęcia będą obejmowały tematykę orientacji przestrzennej w otoczeniu, czynności dnia codziennego, a także zajęcia z zakresu prawidłowego żywienia. Szkolenie odbędzie się w dniach 26-30 marca 2012 r. w Ustroniu Morskim.

Bariery na drodze do szczęścia

Zainteresowanie udogodnieniami dla osób z dysfunkcją wzroku, jest na terenie województwa lubelskiego, wciąż za małe. Wdrażane ułatwienia, dla niepełnosprawnych mieszkańców, dotyczą głownie barier architektonicznych. Wciąż zbyt mało jest rozwiązań, pomagających mieszkańcom z dysfunkcją wzroku. W chwili obecnej, osób takich, jest ponad 4 tysiące. Z problemem tym starają się walczyć firmy i instytucje, takie jak Altix i Fundacja Szansa dla Niewidomych. Jedną z takich instytucji jest Fundacja 5 Pora Roku. W celu zachęcenia osób niewidomych do aktywnego życia społecznego, wdrożyła ona projekt o nazwie „Kino dla niewidomych”. Podobne działania podjęła Galeria Labirynt, udostępniając swoje dzieła za pomocą audiodeskrypcji. Dużą radość powinna, osobom niewidomym, sprawić wizyta w lubelskim Ogrodzie Botanicznym. Przewidziane atrakcje pozwolą na poznanie umieszczonych w ogrodzie roślin za pomocą zmysłów dotyku, smaku i powonienia. Z pomocą, osobom mającym problem z poruszaniem się po ogrodzie, przychodzi firma Altix, która może nie tylko dostarczyć niezbędne urządzenia ale poprzez organizowane pokazy i prezentacje, przybliża użytkownikom ich działanie. Wspaniałym przykładem wspomnianego pokazu była, zorganizowana przez Fundację Szansa dla Niewidomych, ogólnopolska akcja Tyflobus. Dzięki niej, osoby z całej Polski, mogły się przekonać jak fascynujące może być poznawanie świata za pomocą dotyku i słuchu. Tym, czym Lublin może się poszczycić jest niewątpliwie, mieszcząca się w SOSW dla Dzieci i Młodzieży Słabowidzącej, ogólnopolska wypożyczalnia książek dotykowych. Niezależnie od tego jak zwyczajnie taka bibliotek brzmi, radość i możliwość rozwoju jaką ona oferuje jest niewyobrażalna. Nie można zapomnieć również o tym, iż mamy jedną z najlepszych drużyn w goalballu.

Czy lubuskie jest otwarte na osoby niepełnosprawne?

Zielona Góra

W ramach programu „Zielona Góra Miastem BEZ BARIER”, Punkt Konsultacyjny Fundacji Szansa dla Niewidomych przy współudziale Miejskiej Społecznej Rady ds. Osób Niepełnosprawnych stara się przełamać bariery architektoniczne. Bariery te utrudniają osobom niewidomym i słabowidzącym codzienne poruszanie się po mieście. Mowa tu o braku udźwiękowienia sygnalizacji świetlnej na przejściach dla pieszych i o tzw. „groszku” – uwypukleniach w chodnikach przed przejściami i rondami, które można wyczuć laską. Niby nie tak dużo, ale jednak bardzo pomocne w życiu niepełnosprawnych. Udźwiękowionych przejść jest jak na lekarstwo. Dzięki nim niewidoma osoba może czuć się bezpiecznie i nie musi polegać na czyjejś pomocy. Chodzi głownie o oznaczenie przejść znajdujących się w centrum miasta jak i przy instytucjach, do których osoby niewidome bądź słabowidzące, najczęściej się udają, jak np. MOPS, PFRON oraz NFZ. Naczelnik Wydziału Inwestycji Urzędu Miasta Paweł Urbański udostępnił Fundacji zestawienie sygnalizacji świetlnej z informacją o miejscach zainstalowania sygnalizatorów dźwiękowych. Sygnalizacja na terenie miasta Zielona Góra faktycznie występuje. W około 90 % jednak nie działa, bądź jest wyłączona. Po uwagach zgłaszanych przez beneficjentów naszej Fundacji, chcemy dołożyć wszelkich starań, aby powstały nowe sygnalizacje świetlne (i dźwiękowe) w miejscach szczególnie niebezpiecznych, nie tylko dla osób z dysfunkcją wzroku. W trakcie sesji Rady Miasta Prezydent Janusz Kubicki przekonywał, że miasto robi co może, by ułatwić życie niepełnosprawnym, a problem barier dotyczy nie tylko Zielonej Góry. Czekamy na rozwój sytuacji, pragnąc by Zielona Góra była faktycznie miastem bez barier dla osób z dysfunkcjami wzroku.

Gorzów Wielkopolski

Miasto Gorzów Wielkopolski nie jest w pełni przystosowane do potrzeb osób niewidomych i słabowidzących. Na połowie przejść z sygnalizacją świetlną, zainstalowane zostały brzęczyki informujące niewidomych o świetle zielonym. Pozostała część, z powodu braku funduszy została odłożona na bliżej nieokreślony czas. Przy przejściach dla pieszych brakuje tak zwanych guzków, informujących o krawędzi chodnika. W Gorzowie Wlkp. Miejski Zakład Komunikacji posiada 70 autobusów – 100 % niskopodłogowych i 36 tramwajów – 100 % wysokopodłogowych – w tym 11 autobusów z udźwiękowieniem zewnętrznym – informacja o numerze i kierunku jazdy – oraz wewnętrznym – informacja o następnych przystankach i trasie jazdy. Niestety, pozostała część taboru komunikacji miejskiej, nie zostanie udźwiękowiona ze względu na brak środków finansowych w budżecie. Ponadto żaden z urzędów nie posiada odpowiedniego oznakowania dla osób niewidomych i słabo widzących. Podobnie wygląda sytuacja przychodni lekarskich. Pod koniec ubiegłego roku remontowano peron na stacji kolejowej, wykładając go specjalnymi płytami przy jego krawędzi, ale zapomniano o guzkach dla niewidomych informujących o zbliżaniu się do krawędzi peronu. W gorzowskich szkołach i przedszkolach niewidome i słabowidzące dzieci oraz ich rodzice pozostawieni są sami sobie, nie organizuje się dla nich spotkań informacyjnych, szkoleń, które uświadomiłyby im, jak ułatwić i usprawnić codzienne funkcjonowanie. Okręg Lubuski Polskiego Związku Niewidomych organizuje raz w roku, w okresie letnim warsztaty dla dzieci z dysfunkcją wzroku, ale to kropla w morzu potrzeb. Dzieci i młodzież oraz ich rodziny potrzebują ciągłego wsparcia, które będzie procentowało w przyszłym, już dorosłym życiu. Miasto Gorzów Wlkp. nie przekazało na rzecz środowiska osób niewidomych i słabowidzących w roku 2011 żadnych środków finansowych w ramach konkursów ofert na realizację zadań publicznych, ani w trybie pozakonkursowym. Osoby z dysfunkcją wzroku mogły natomiast wziąć udział w projekcie organizowanym przez Fundację Szansa dla Niewidomych z siedzibą w Warszawie (punkt konsultacyjny w Zielonej Gorze) „Tyflobus – LUBUSKIE 2011. Dźwiękiem i dotykiem przez niewidome życie!” dofinansowanym przez Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego, podczas którego organizatorzy przybliżyli mieszkańcom województwa lubuskiego, w tym gorzowianom możliwości, jakie dają nowoczesne rozwiązania udźwiękawiające oraz ubrajlawiające otoczenie. Fundacja Szansa dla Niewidomych nie była osamotniona w walce o lepsze jutro dla osób niepełnosprawnych, gdyż na terenie Gorzowa Wlkp. PZN prowadził: „NIE JESTEŚ SAM” – zorganizowanie grup środowiskowego wsparcia dla osób niepełnosprawnych z tytułu utraty wzroku, „Nie wyręczam! Wspieram” warsztaty dla członków rodzin osób niewidomych i słabowidzących, opiekunów osób bezpośrednio zaangażowanych w proces integracji społecznej niewidomych i słabowidzących mieszkańców województwa lubuskiego. W 2012 roku województwo lubuskie przekazało kolejne środki na projekt „Razem Łatwiej” – warsztaty aktywizujące dla dzieci niewidomych i słabo widzących z województwa lubuskiego. W województwie lubuskim osoby z dysfunkcją wzroku mogą uzyskać porady w Tyflopunktach w Zielonej Górze oraz od bieżącego roku w Gorzowie Wlkp., a także w Lubuskim Centrum Rehabilitacji i Edukacji Dzieci, Młodzieży i Osób Dorosłych z Dysfunkcją Wzroku. Powyższe punkty prowadzą kompleksową rehabilitację osób niewidomych i słabowidzących. Z pewnością liczymy na większe zainteresowanie ze strony władz miasta sprawami niewidomych i niedowidzących osób w przyszłości. Chcielibyśmy, aby zauważali szybciej to, czego my zobaczyć nie możemy.

Zjednoczeni w pomocy

Czy inicjatywa jednego człowieka może wpłynąć na działania władz? Okazuje się, że tak. Społeczny Prezes Fundacji Szansa dla Niewidomych był inicjatorem ogólnopolskiej akcji Tyflobus, po której w widoczny sposób zintensyfikowano działania na rzecz niewidomych. Łódzkie muzea inwestują w rozwiązania udźwiękawiające, a okręg łódzki PZN od kilku lat walczy o zastosowanie tych rozwiązań w środków masowej komunikacji. Dużo linii autobusowych, już teraz jest w nie zaopatrzony. Urządzenia te są aktywowane za pomocą pilota, który jest w posiadaniu osoby niewidomej i mają za zadanie oznajmić numer linii autobusu oraz kierunek w jakim jedzie. Niestety, wciąż są tramwaje, o których najwyraźniej zapomniano. A co robi łódzki odział PFRON? No właśnie to on przekazuje środki, dzięki którym można realizować cele wspomniane powyżej. Łódzki PFRON sam nie przygotowuje programów, których celem jest udźwiękowienie otoczenia – jest to inicjatywa władz lokalnych. Prócz władz samorządowych, PZN czy PFRON na łódzkim rynku skutecznie działa oddział firmy Altix. Pracownicy firmy służą profesjonalną radą każdemu, kto się do nich zgłosi. Współpracują z władzami PZN. W początkowym okresie działania oddziału, współpraca nie wyglądała najlepiej. Musiał minąć pewien czas by kontakty uległy znacznej poprawie. Obecnie firmy współpracują między innymi podczas organizowania pokazów sprzętu i oprogramowania dla niewidomych. W każdym większym mieście wojewódzkim prężnie działa oddział Fundacji Szansa dla Niewidomych. Wśród lokalnej społeczności jest znany dzięki projektom takim jak „Niewidomi Biznesmeni” oraz „Dotrzeć do celu”. Projekty te pomagają osobom niewidomym i słabowidzącym w realizacji aspiracji zawodowych i usamodzielnieniu się. W świadomości władz lokalnych Fundacja zaistniała dzięki akcji „Tyflobus”. Tu należy podziękować zarządowi Centrum Handlowego MANUFAKTURA, który dwa lata z rzędu nieodpłatnie udostępnił miejsce dla akcji Tyflobus, gdy w związku z opieszałością urzędników, przyjazd Tyflobusu do Łodzi był zagrożony. Działająca w Łodzi szkoła dla słabowidzących i niewidomych otrzymuje subwencje z zarządu miasta, co pozwoliło w ubiegłym roku na wyposażenie tej placówki w powiększalniki stacjonarne oraz aktualizację oprogramowania powiększającego i udźwiękawiającego komputery.

Widoczne możliwości rozwoju

Wraz z rozpoczęciem nowego roku na terenie województwa małopolskiego wiele instytucji stara się wyjść naprzeciw potrzebom osób niepełnosprawnych. Krakowskie szkoły oraz uczelnie chcą zapewnić swym słuchaczom, jak najwyższą jakość oferowanych usług. Krakowska Akademia im. A. F. Modrzewskiego wyposażyła swoją bibliotekę w specjalistyczny sprzęt ułatwiający kształcenie studentom z dysfunkcją wzroku. Są to profesjonalnie przygotowane stanowiska komputerowe z oprogramowaniem udźwiękawiająco-ubrajlawiającym JAWS, powiększającym MAGic, powiększalnikami stacjonarnymi Clear View+ PC oraz drukarką brajlowską View-Plus Max. Akademia Górniczo Hutnicza w Krakowie może natomiast pochwalić się nowo zakupioną drukarką brajlowską ViewPlus Emprint SpotDot. AGH modernizuje swoją stronę www, mając na celu dostosowanie wszystkich serwisów wydziałowych (m.in. rekrutacji, miasteczka studenckiego i biblioteki) dla osób niewidomych i słabowidzących. W niedalekiej przyszłości można spodziewać się, na terenie Krakowa, kilku ciekawych eventów. SOSW dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących oraz PZN OM zapraszają, w dniach 13-14 kwietnia 2012 roku, dzieci i młodzież z wadą wzroku wraz i ich rodziców na dni otwarte ośrodka. W programie przewidziane są bezpłatne spotkania i konsultacje ze specjalistami oraz zwiedzanie obiektu. Szczegółowe informacje na stronie internetowej www.blind.krakow.pl. Obecna tam będzie również Fundacja Szansa dla Niewidomych, u której będzie można uzyskać informacje na temat realizowanych i planowanych projektów dotyczących środowiska osób z dysfunkcją wzroku. Pod koniec maja, na krakowskich Błoniach, tradycyjnie odbędzie się VI Integracyjny Studencki Piknik Lotniczy w ramach XIII Tygodnia Osób Niepełnosprawnych „Kocham Kraków z Wzajemnością.” W programie pikniku przewidziane są tandemowe skoki spadochronowe osób niepełnosprawnych, loty krajobrazowe, a także rożnego rodzaju konkursy i atrakcje. Piknik to wspaniała okazja by zapoznać się z najnowszymi rozwiązaniami technologicznymi dla rożnego rodzaju niepełnosprawności. Jak co roku sponsorem imprezy będzie firma Altix, która prezentować będzie najnowsze rozwiązania w dziedzinie tyflografiki i udźwiękowienia przestrzeni.

Szkoły i uczelnie to na szczęście nie jedyne miejsca przystosowane do potrzeb osób z dysfunkcją wzroku. Polski Związek Niewidomych OM oferuje udzielanie rożnego rodzaju porad, przeprowadzanie szkoleń i terapii zajęciowych. Ponadto, prowadzi punkt biblioteczny wyposażony w pozycje cyfrowej książki mówionej. Więcej informacji na www.pzn.malopolska.pl. Krakowski tyflopunkt Fundacji Szansa dla Niewidomych realizuje m.in. projekt „Niewidomi biznesmeni – czas na własną firmę”. Osoby niewidome i słabowidzące mają szansę uczestniczenia w warsztatach z zakresu planowania działalności gospodarczej, marketingu, księgowości i zarządzania. Udział w szkoleniu może być nieocenioną pomocą w spełnianiu marzeń o własnym przedsiębiorstwie.

Mazowieckie

Przed EURO coraz lepiej

Możliwość uczestniczenia, osób niepełnosprawnych, w Euro 2012, jest prawie pewna. Wszyscy zastanawiamy się jak nam wyjdzie „to Euro”, ale z zadowoleniem obserwujemy, że zarówno obiekty sportowe (w tym Stadion Narodowy), jak i obiekty turystyczne remontowane przed tym sportowym wydarzeniem dostępne są dla turystów i kibiców niepełnosprawnych.

Teren województwa zamieszkuje ponad 500000 osób z rożnymi niepełnosprawnościami. W roku bieżącym ich sytuacja nie uległa radykalnej zmianie w porównaniu z latami ubiegłymi. Środki, jakie mają miejskie i powiatowe Centra Pomocy Rodzinie na dofinansowanie turnusów rehabilitacyjnych oraz programów likwidacji barier technicznych lub w komunikowaniu się, nie zaspokoją – podobnie jak w latach ubiegłych – wszystkich potrzeb. Nadzieją napawają informacje płynące z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych o przeznaczeniu prawie miliona złotych dla samorządów w całym kraju na realizację zadań na rzecz osób niepełnosprawnych. Pozostaje mieć nadzieję, że środki te będą dobrze wydatkowane, a spora ich część trafi na Mazowsze. Podobnie jak w latach ubiegłych, będziemy gościli Tyflobus, który pokaże, w jaki sposób żyją i radzą sobie osoby z dysfunkcją wzroku.

Warto też wspomnieć o wydaniu dwóch ciekawych pozycji książkowych adresowanych dla czytelników niewidomych i słabowidzących. Pierwszą z nich jest książka kucharska „Smak na koniuszkach palców”, której autorami są Piotr Adamczewski i Marek Kalbarczyk. Druga z polecanych pozycji „Warszawa moje miasto”, napisana została przeze mnie osobiście. Przybliża ona stolicę osobom niewidomym z dodatkową niepełnosprawnością intelektualną. Warto zarezerwować sobie czas na początku grudnia, kiedy to w Warszawie odbędzie się kolejna edycja konferencji Reha for the Blind in Poland – największa tego typu wystawa w Europie środkowowschodniej, na której ponad 50 wystawców z całego świata zaprezentuje najnowsze technologie w służbie niewidomym.