Helpowe refleksje

Świąteczny numer Helpa, to i trudno się dziwić, że aż tyle tekstu jest poświęcone nadchodzącemu Bożemu Narodzeniu. Dużo także mamy tu o odejściu od tradycji i refleksji, które gdzieś przegoniła w dal panosząca się wszędzie komercja. Skoro nasi autorzy już o tym napisali, ja skupię uwagę na czymś innym. Z opiniami w ich artykułach tak się identyfikuję, że nie ma co tego powtarzać. To chyba oczywiste nawet dla osób niewierzących, że jesteśmy oto świadkami „zbylejaczenia”. Także te osoby w końcu dostrzegają, że zrobiło się jakoś nudno i nieciekawie. Co to za przyjemność ganiać po sklepach i robić kolejne zakupy. Gdy kupujemy to, co nieodzowne, co w tym fajnego, a gdy robimy prezenty, bawimy się tym jedynie do czasu. Potem przychodzi refleksja, że wydaliśmy za dużo, że teraz, zamiast cieszyć się życiem, musimy pilnować materii. Nawet, gdy miło jest kupić atrakcyjną zabawkę dla dziecka, taką rozbudowaną, z elektroniką, jakimś silniczkiem i pilotem zdalnego sterowania, gdy obdarzony prezentem się cieszy, my cieszymy się tylko chwilę. Zaraz potem już tylko się denerwujemy: „Uważaj, bo zepsujesz zabawkę”, „Gdy nie będziesz uważał, rozbijesz ją o ścianę”, „Nie dawaj jej koledze, bo ci uszkodzi” i tak dalej. Co to za przyjemność denerwować się z tego, co kupiliśmy!!!

No więc zajmijmy się czymś innym. Oto kończy się rok. Idą nie tylko święta, ale także Sylwestra i Nowy Rok. Co przeżyliśmy w ciągu ostatnich 12 miesięcy i co nam się marzy na kolejne – już w roku 2019? Otóż odchodzący powoli rok był i jest kontrowersyjny. Tak łatwo było uczynić go dobrym, ale zbyt wiele się nie udało, byśmy go dobrze oceniali. Politycznie, zamiast cieszyć się, że realizuje się plan wybrany przez większość obywateli, musimy się denerwować. Jedni dlatego, że zwycięski plan nie może być realizowany w spokoju, inni ponieważ wybór sprzed trzech lat zupełnie im nie odpowiada. Zamiast budować, rozwijać kraj, żyć w zgodzie, mamy nieustannie „wojnę”. Co to za przyjemność słuchać codziennie o sporach, przepychankach, a nawet wysłuchiwać wiele inwektyw! Gdy tylko zabierzemy się do pracy, coś już powstaje, ktoś się zbliża i głosi, że nasze dzieło jest bez sensu, a nawet go obraża.

Naród jest podzielony szeroką miedzą. Zamiast się do siebie zbliżać, oddalamy się. To przykre. Jeszcze nie tak dawno do głowy by nam nie przyszło, że będziemy w Polsce spierali się co do trzymania się zapisów konstytucji. A jednak się stało. Tekst jest ten sam, a interpretacje całkowicie odmienne. Jedni i drudzy zacietrzewiają się w swoich poglądach – przecież umieją czytać i cytują stosowne zapisy. I co się okazuje – potrafią wykazać swoje racje. Czy jednak naprawdę?

Rok 2018 nie przyniósł nam zapowiedzianej poprawy w wielu dziedzinach. Zamiast reformować kraj, spieramy się. Szkoda, że nie umiemy się porozumieć. Tracą na tym wszyscy, a najwięcej być może niepełnosprawni. W ferworze ginie nasza sprawa. Kto ma czas i możliwość myślenia o dobru wspólnym, o poprawianiu sytuacji ludzi słabych, chorych, niepełnosprawnych, gdy nie może dogadać się z innymi, co do stawianych propozycji. Na tej zasadzie nigdy się nie doczekamy prawdziwego wsparcia.

Jako niewidomy szef Fundacji Szansa dla Niewidomych domagam się więc od polityków – dajcie spokój i wróćcie do pracy dla dobra wspólnego. Czekamy na to z niecierpliwością. Nie możemy tolerować tego, że jesteście zajęci swoimi sporami, a obywatele wymagający empatii i pomocy muszą żyć jak dotąd.

Koalicja proponuje pewne ważne rozwiązania. Wielkie nadzieje pokładamy w planie Dostępność Plus. Czy jednak będzie mogło to być zrealizowane, gdy w tym samym czasie opozycja, nie zważając na konsekwencje swoich działań, zajmie uwagę publiczną sporem o – właśnie, o co? Czy w naszym kraju, wcześniej lub teraz, najbardziej palące jest rozważenie, czy sędziowie mają pracować nadal, czy już są emerytami? Może jednak niewidomi, którzy nie są dobrze edukowani, nie mają pracy albo pracują fikcyjnie, często pracują naprawdę, ale są niedopłacani, wymagają większego zainteresowania? Może inni niepełnosprawni nie chcą obserwować buntu o to czy o tamto, a wymagają rzetelnej i profesjonalnej obsługi? To, czy jakiś sędzia nadal będzie sądził nie wpływa na sytuację takich ludzi. No to prosimy bardzo – więcej pokory i solidarności!

Rok 2018 minął w Polsce bez prawdziwej wojny. To czas pokoju. Nie wypada więc burzyć tego stanu. Chcemy pokoju w każdym jego znaczeniu. Chcemy pokoju w rodzinach, osiedlach i wioskach, szkołach, na uczelniach, w zakładach pracy, w mediach, wśród politycznej elity. Mamy dosyć sugerowania nam, że wszystko ma być inaczej, a nawet nie wiadomo jak. Chcemy realizacji planu, który tu wygrał. Mamy do tego prawo. Tak samo chcieliśmy realizacji planu, który wygrał w innych wyborach. Niezależnie bowiem od poglądów politycznych, lojalni obywatele są zobowiązani być wierni ojczyźnie i współobywatelom. Gdy większość coś wybrała, na coś wskazała „palcem” wyborców, należy to szanować. To wielkie dobro móc wybierać. Nie wolno tego niszczyć. Aż strach pomyśleć, co się będzie działo po następnych wyborach, a są już za rok, właśnie w nadchodzącym roku 2019. I czego mamy się spodziewać – demonstracji opozycji, gdy wygra dzisiejsza koalicja, albo nieposłuszeństwa, gdy będzie odwrotnie i zacznie się dzika czystka? Życzymy sobie spokoju i pracy dla Rzeczpospolitej, bo to nasz kraj i nasze miejsce na mapie świata.

Powyższy apel jest ostry. Nie ma w nim pobłażliwości, bo być nie może. Mamy jedno życie i jeden czas do naszej dyspozycji. Nie chcemy tego marnować, gubić, tracić. Chcemy żyć twórczo i mieć jak najwięcej satysfakcji z naszej działalności. Nie pozwalamy na to, by nam to zabierano. W związku z tym, że idą te cudowne święta, Bóg się nam urodzi, pomoże nam dostać się do Nieba, umocni nas w wierze i dobru, nasza prośba nabiera specjalnej mocy. Chcemy żyć i mieć tu po Bożemu. I nie tylko dla wierzących, dla takich samych jak my, dla naszych sympatyków, zwolenników, ale dla wszystkich, łącznie z oponentami. Wszystkim ma się dziać jak najlepiej. Wszystkim życzymy szczęścia i powodzenia. Wszystkim życzymy też wzglądu na innych. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego – czy właśnie to nie jest najważniejszym przesłaniem na grudniowe poranki i popołudnia?

Fundacja i jej miesięcznik nie staje po żadnej stronie, chociaż wiadomo kim jesteśmy. Ponad nasze poglądy bardziej cenimy wolność, solidarność, empatię i dobro dla wszystkich. W naszym Helpie można pisać o wszystkim i można reprezentować różnorodne poglądy, byle tylko szanować innych. Zapraszamy więc do dialogu i współpracy. Mam nadzieję, że w roku 2019 poszerzy się grupa autorów, a nasze artykuły będą jeszcze ciekawsze. Jednak już teraz należy stwierdzić (z dużą dozą skromności), że nasze materiały są fajne. Jako założyciele pisma i jego zawiadowcy lubimy zamieszczane tu artykuły. Nie mamy się czego wstydzić. Wypada więc serdecznie podziękować całemu zespołowi za wspólną pracę. Help – jesteśmy razem, na pewno jest dobrym przykładem współdziałania i szanowania innych. Rozwijajmy to, budujmy jak najlepszą przyszłość i nie dajmy się oszukać, że jakieś tam spory są ważniejsze. Nie, ważniejsze jest być człowiekiem i jako takim widzieć innych. Gdy już zobaczymy, zdołamy pomóc.

Wszystkiego najlepszego w te ostatni dni starego roku i na cały nowy 2019!

Aktualności

Echo-Vis, aplikacja do nauki echolokacji

Portal polskieradio24.pl informuje o pracach polskiej firmy Transition Technologies we współpracy z naukowcami przy aktywnym udziale ekspertów środowiska osób niewidomych i słabowidzących nad aplikacją Echo-Vis, dzięki której osoby niewidome uczyłyby się umiejętności echolokacji przydatnej w ich codziennym życiu.

Orientacja przestrzenna tematem nowej publikacji wydawnictwa UKS

Jak czytamy na stronie czasopisma Pochodnia, wydawnictwo naukowe UKSW opublikowało książkę „Orientacja przestrzenna i poruszanie się osób z niepełnosprawnością narządu wzroku – współczesne techniki, narzędzia i strategie nauczania” autorstwa prof. Jadwigi Kuczyńskiej-Kwapisz i dr Emilii Śmiechowskiej-Petrovskiej. Publikacja porusza kwestię rozwijania zdolności do niezależnego funkcjonowania, jako jednego z najważniejszych celów procesu rehabilitacji ludzi z niepełnosprawnością wzroku.

Wzrasta wysokość zasiłku pielęgnacyjnego

Jak informuje portal rmf24.pl, wzrasta wysokość zasiłku pielęgnacyjnego, specjalnego zasiłku opiekuńczego oraz zasiłku dla opiekuna dorosłej osoby niepełnosprawnej. Kwota zasiłku pielęgnacyjnego nie zmieniała się od 12 lat. Zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynosi teraz 184,42 zł czyli o 31,42 zł więcej.

Blind Football – trening reprezentacji Polski niewidomych i bezdomnych

Sprint Wrocław – Blind Football był organizatorem wspólnego treningu reprezentacji drużyn Polski niewidomych i bezdomnych, który odbył się 8 listopada we Wrocławiu przy ul. Kamiennogórskiej 16. Było to ostatnie zgrupowanie przed wyjazdem drużyny bezdomnych na Mistrzostwa Świata w Meksyku, gdzie będą reprezentować nasz kraj.

Szpital w Szczecinie ma nowoczesne urządzenie do laseroterapii siatkówki oka

Jak donosi portal rynekzdrowia.pl, nowoczesny cyfrowy system, umożliwiający nawigowaną laseroterapię siatkówki w oparciu o obraz dna oka, trafił do II Kliniki Okulistyki Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 2 w Szczecinie. Urządzenie bardzo precyzyjnie rejestruje obraz dna oka w kolorze i szerszym polu widzenia, pozwala też na wcześniejsze zaplanowanie zabiegu w detalach oraz szybsze, mniej inwazyjne przeprowadzanie laseroterapii.

Coraz więcej ludzi traci wzrok

Jak czytamy na portalu rynekzdrowia.pl, szacuje się, że w 2050 r. na Ziemi żyć będzie 115 milionów niewidomych, a liczba osób z różnego rodzaju uszkodzeniami wzroku wzrośnie do 550 mln. To efekt starzenia się społeczeństwa. Według raportu Fundacji na rzecz Zdrowego Starzenia się „Okulistyka i choroby siatkówki w aspekcie zdrowego i aktywnego starzenia się”, w Polsce jest obecnie 1,5 miliona niewidomych i osób zmagających się z upośledzeniem wzroku. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), kompleksowa diagnostyka i odpowiednio wcześnie wdrożone leczenie pozwala wyleczyć 85% przypadków zaburzeń widzenia, problemem pozostaje jednak ograniczony dostęp do terapii.

Ruszył proces Dubienieckiego

Jak donosi portal tvp.info, adwokat Marcin Dubieniecki, oskarżony o wyłudzenie 14,5 mln zł z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, podobnie jak doprowadzony z aresztu Marek D., odmówił składania wyjaśnień przed Sądem Okręgowym w Krakowie. Dubieniecki nie przyznał się do winy i zarzucił prokuratorom brak dowodów.

Proste narzędzia kuchenne dla osób niewidomych

Jak czytamy na stronie Superstacji, powstał zestaw prostych narzędzi kuchennych, które dzięki pomysłowym rozwiązaniom ułatwią gotowanie i przyrządzanie posiłków osobom niewidzącym. Gotowanie, a nawet proste czynności kuchenne sprawiają osobom niewidomym potężne trudności. Dzięki kolekcji Folks kuchnia stanie się dla nich miejscem bardziej przyjaznym.

Bydgoszcz – festiwal filmów dla niewidomych

Jak donosi na swojej stronie Radio PiK, od poniedziałku 26 listopada do piątku 30 listopada, w Miejskim Centrum Kultury oraz w ośrodku im Braille’a w Bydgoszczy, w ramach festiwalu filmowego dla niewidomych wyświetlane były filmy z audiodeskrypcją.

Warszawskie wieczory filmowe z audiodeskrypcją

Audiodeskrypcja jest techniką dźwiękowego, słownego opisu przedmiotów, obrazów, wydarzeń i innych treści wizualnych. Pojęcie wywodzi się z łacińskich słów: audio – dotyczący słuchu, dźwięku oraz descriptio – związany z rysowaniem, opisywaniem. Służy przekazywaniu informacji wizualnych tym, którzy nie mają możliwości ich odbioru – osobom niewidomym i słabowidzącym.

Fundacja Szansa dla Niewidomych już od wielu lat działa na tym polu. Nasi beneficjenci szczególnie chętnie uczestniczą w wydarzeniach filmowych, kiedy dajemy im okazję nie tylko na wspólne oglądanie i słuchanie filmów, ale też na dzielenie się wrażeniami z projekcji. Każde takie wydarzenie to nowe emocje, nowe wrażenia filmowe, okazje do spotkań i rozmów, a także nowe znajomości z ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Pokazy filmów z audiodeskrypcją są kierowane nie tylko do osób niewidomych, ale też do pełnosprawnych widzów, którzy mogą w ten sposób wspólnie uczestniczyć w tej formie kultury i wspólnie doświadczać wrażeń kinowych.

Pierwszym filmem, który z inicjatywy Fundacji mogli poznać jej beneficjenci, był „Dzień Świra”, zaprezentowany w 2009 r. podczas VII edycji Konferencji REHA FOR THE BLIND® IN POLAND. W 2011 r. Konferencji towarzyszył “Tydzień filmów z audiodeskrypcją”, podczas którego odbyły się pokazy 6 filmów:

„1920 Bitwa Warszawska” w reżyserii Jerzego Hoffmana,

„Jan Paweł II. Szukałem Was” w reżyserii Jarosława Szmidta,

filmu animowanego „Gwiazda Kopernika” w reżyserii Zdzisława Kudły i Andrzeja Orzechowskiego,

filmu biograficznego o polskiej noblistce pt. „Madame Curie” w reżyserii Mervyna LeRoya (polski tytuł „Curie-Skłodowska”),

filmu fantasy „Duża Ryba” w reżyserii Tima Burtona,

oraz produkcji „Smerfy” w reżyserii Raji Gosnell, łączącej elementy animowane z filmem fabularnym.

W 2012 r. podczas REHY zostały zaprezentowane audiodeskrypcje filmów „Epoka Lodowcowa 4” i „Sherlock Holmes: Gra Cieni”. W 2015 r., oprócz pokazu filmu pt. „Obce ciało”, na Konferencji gościł jego twórca – Krzysztof Zanussi.

W 2016 r. podczas XIV edycji Konferencji uczestnicy poznali 4 polskie produkcje: „Uwikłanie”, „Zabij mnie glino”, „Rewers” oraz „Wielki Szu” – mogli je obejrzeć podczas wieczornego maratonu filmowego. Podczas kolejnej edycji Konferencji pomysł wieczornych pokazów był kontynuowany pod hasłem „Nocny Festiwal Audiofilmów”. Wieczorami uczestnicy wydarzenia wzięli udział w projekcjach filmów z audiodeskrypcją: „Jack Strong”, „Miasto ‘44” i „Generał Nil”, a ostatniego dnia Konferencji spotkali się z gwiazdami prezentowanych filmów: Marcinem Dorocińskim („Jack Strong”) i Zofią Wichłacz („Miasto ‘44”). Wówczas, podobnie jak w 2018 roku, wydarzenie odbywało się dzięki dofinansowaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Tegoroczna edycja wydarzenia była organizowana pod hasłem „Warszawskie wieczory filmowe z audiodeskrypcją”. Odbywała się w warszawskim salonie Fundacji przy ul. Gałczyńskiego 7 i objęła pokazy 2 filmów rodzimej produkcji. Pierwszy z nich: „Amok” w reżyserii Kasi Adamik, którego projekcja odbyła się 15 listopada 2018 r., to ukłon w stronę współczesnego kina kryminalnego. Drugi tytuł, „Kiler-ów 2-óch” Juliusza Machulskiego prezentowany 29 listopada 2018 r., był dla widzów powrotem do przeszłości, przywołaniem jednej z kultowych polskich komedii. Tematem przewodnim wydarzenia była promocja wiedzy na temat osiągnięć polskiej kinematografii wśród osób z niepełnosprawnością wzroku. Do projekcji wybraliśmy filmy, które nigdy wcześniej nie były audiodeskrybowane. Dzięki temu nowe pozycje filmowe stały się szerzej dostępne dla osób z niepełnosprawnością wzroku.

Uzupełnieniem pokazów był katalog prezentowanych filmów, wydany w formach dostępnych dla osób widzących i niewidomych: w wersji brajlowskiej oraz czarnodrukowej. Do współpracy zaprosiliśmy także artystów związanych z prezentowanymi filmami. Na nasze zaproszenia odpowiedziały Kasia Adamik, reżyserka „Amoku” i Małgorzata Kożuchowska, odtwórczyni roli narzeczonej Kilera, które pomimo braku możliwości uczestniczenia w pokazach, przygotowały swój wkład w formie krótkich notek o sobie do katalogu filmowego.

Do udziału w pokazach zostały zaproszone nie tylko osoby niewidome, ale także widzące. Pomysł pokazów filmów, z których mogą korzystać zarówno osoby widzące, jak i niewidome spotyka się już od lat z bardzo pozytywnym odbiorem. Pełnosprawnym uczestnikom pokazy audiofilmów pozwalają lepiej zrozumieć potrzeby osób z dysfunkcją wzroku w zakresie ich udziału w kulturze, stanowią przekaz o tym, że zainteresowanie kinem przez osoby z niepełnosprawnością wzroku jest faktyczne i coraz większe.

Obydwa tegoroczne wieczory filmowe zgromadziły ponad 50 osób i zapełniły salę przy ul. Gałczyńskiego 7 w Warszawie po brzegi. Po zakończeniu pokazów spotkaliśmy się z bardzo pozytywnymi głosami i pytaniami o kolejne pokazy. Mając tak wiernych fanów naszych filmowych spotkań wiemy, że warto organizować kolejne!

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Kolędowe TonAkcje z „Nawigacją”

Z różnych moich doświadczeń życiowych wynika, że wiele rzeczy, które początkowo wydają się bez znaczenia, stają się niezwykle istotne i ważne, gdy patrzy się na nie z perspektywy czasu. Tak właśnie było z koncertami, o których pragnę opowiedzieć. Dwa lata temu, mniej więcej w połowie grudnia, do kieleckiego biura Fundacji przyszedł zaprzyjaźniony z nami aktor. Nie pamiętam teraz, jaki był cel jego wizyty, w każdym razie wspomniał, że wraz z kilkoma jeszcze osobami powołują do życia stowarzyszenie, a jego inauguracją ma być koncert świątecznych piosenek, pastorałek i kolęd. Zaproponował, żeby ktoś z naszej Fundacji mógł wystąpić. Świetny pomysł. Czasu jednak mało… W związku z tym postanowiłam „wziąć to na siebie” i zaśpiewać. Muzyka zawsze była i jest moją ogromną pasją. Już jako dziecko byłam pewna, że zostanę skrzypaczką, co się nie spełniło, ale pozostawiło pewną wrażliwość oraz ogromną radość, która muzykowaniu towarzyszy. Moim odwiecznym problemem była jednak nieustannie towarzysząca mi trema, której nie potrafiłam zupełnie okiełznać. Kiedy zgodziłam się na występ, wiedziałam, że będzie trudno. Nie miałam jednak pojęcia, że ten wieczór zmieni na zawsze moje podejście do publicznych występów.

Zbliżał się dzień koncertu. Bardzo niewiele wiedziałam o wykonawcach. Skupiałam się głównie na tym, żeby zaśpiewać. Świetnie zdawałam sobie sprawę, że analizowanie wykonawców, ich artystycznego dorobku, talentów, na nic dobrego się nie przyda. Może co najwyżej spowodować, że ucieknę z estrady przed samym występem. Długo zastanawiałam się, co zaprezentować… Ostatecznie wybrałam angielską kolędę „What child is this”. Kiedy weszłam do kieleckiego Teatru Lalki i Aktora „Kubuś”, od razu wiedziałam, że chcę zawrócić. Usłyszałam bowiem próbę i mistrzowsko grającego na gitarze Michała Zapałę, którego wtedy jeszcze nie znałam, a który później okazał się jednym z twórców Stowarzyszenia Działań Twórczych i Rozwoju „Nawigacja”, organizatora całego przedsięwzięcia. Dzięki Opatrzności nie byłam jednak sama i ucieczka z teatru była niemożliwa. Później przyszedł czas i na moją próbę. A potem… Potem już zaczął się koncert i moja „lekcja”. Okazało się, że wykonawcami byli różni ludzie: młodzież z domu poprawczego, a także osoby z intelektualną niepełnosprawnością. Nigdy nie zapomnę dwóch dziewcząt, które przygotowały kilka znanych, polskich kolęd. One całe były tą muzyką! To one właśnie, jak nikt, wiedziały dokładnie, co śpiewają. Bo skoro „Bóg się rodzi”, to jest radość, szczęście i wszystko, co piękne. Nie ma znaczenia, że ten dźwięk był zaśpiewany zbyt wysoko, ta fraza była za bardzo forte, a tamta znów powinna być bardziej piano… Pomyślałam wtedy, że tak bardzo się stresowałam poziomem wykonawczym swojego występu, jakością swojej prezentacji, że zapomniałam, gdzie jest głębia i sens… Analizując wszystko takt po takcie, zatraciłam radość chwili i wdzięczność za sam fakt, że mogę zaśpiewać. Jeśli się to komukolwiek spodoba, to dobrze. Jeśli nie, OK. Ma do tego prawo. Muzyka jest dobrem dla każdego z nas. Każdy też odbiera ją inaczej. Dla mnie jest ona całym mnóstwem rzeczy, ale przede wszystkim magiczną energią, przepływającą między wykonawcą a słuchaczami.

Na koniec jeszcze słów kilka o samej „Nawigacji”, która pokazała mi, że muzyka to nie tylko wzorowe oddanie tego, co w partyturze, ale przede wszystkim emocje i radość dzielenia się z innymi. Autorką poniższego tekstu jest Aneta Kołodyńska-Salwa – dobry duch stowarzyszenia i jedna z osób je tworzących.

Życie – Droga – Nawigacja

Nasze Stowarzyszenie oficjalnie rozpoczęło działalność pod koniec 2016 roku. Od początku zastanawialiśmy się jak zaakcentować nasze „narodziny”. Ponieważ wspólnym mianownikiem naszych działań jest twórczość i pomaganie drugiemu człowiekowi, a nasze dusze przepełnia muzyka, to pewne było, że najlepszym sposobem zaprezentowania się będzie organizacja koncertu. Z uwagi na to, że zbliżały się święta Bożego Narodzenia, postanowiliśmy zorganizować koncert piosenek świątecznych i kolęd o nazwie Kolędowa TonAkcja. Muzyka to taka magiczna dziedzina, która nie uznaje podziałów, ograniczeń, która stwarza okazję do spotkania ludzi, którzy być może w innych okolicznościach nigdy by się nie poznali. Jako, że założyciele Stowarzyszenia na co dzień pracują z osobami z niepełnosprawnościami oczywiste było, że swoje możliwości zaprezentują nasi podopieczni. Z każdym rokiem organizuje się coraz więcej przeglądów twórczości i festiwali skierowanych do osób niepełnosprawnych, ale chcieliśmy podejść do tematu nieco inaczej. Przecież nie powinno być żadnych podziałów! Dlaczego zatem na jednej scenie ramię w ramię nie mieliby zaprezentować się po prostu ARTYŚCI, wszyscy ci, którzy kochają śpiew, muzykę? Dzięki uprzejmości Dyrektora Teatru Lalki i Aktora „KUBUŚ” mogliśmy zapewnić wydarzeniu wspaniałą oprawę. Oczywiście możliwości wykonawców są bardzo różne, ale entuzjazm i radość ze wspólnego bycia, ekspresji i przeżywania jest tym, co nas łączy. A chyba o to chodzi w sztuce? Publiczność bardzo serdecznie i ciepło nas przyjęła, dlatego w ubiegłym roku odbyła się Kolędowa TonAkcja II, a na ten rok planowana jest III edycja. Chcemy pokazywać ludziom, światu, że osoby niepełnosprawne mogą być pełnoprawnymi uczestnikami życia publicznego, czasem tylko wymaga to większego wsparcia. Każdy z nas ma jakieś problemy, złe momenty na swojej drodze i warto wtedy wyciągnąć do niego dłoń, być taką życiową nawigacją.

Jako Stowarzyszenie realizujemy bardzo wiele projektów zarówno z dziedziny kultury i sztuki, jak ochrony i promocji zdrowia, i działalności na rzecz osób niepełnosprawnych. Organizujemy wyjazdowe warsztaty z zakresu muzykoterapii i choreoterapii (terapia tańcem, przyp. red.), zwiedzamy Polskę (choć nieśmiało myślimy już o zagranicznych wyjazdach) i staramy się udowadniać, że MOŻEMY WIĘCEJ. W ramach działalności Stowarzyszenia staramy się też propagować twórczość rodzimych artystów – nawet tych „troszkę” starszych jak Jan Kochanowski czy Cyprian Kamil Norwid. Udało nam się wydać płytę „Jednak mam tę nadzieję”, zawierającą ciekawe i niestandardowe interpretacje muzyczne poezji Mistrza z Czarnolasu.

Bardzo ważna jest dla nas wspólnota i przyjaźń. Jednego z założycieli Stowarzyszenia nie ma już wśród nas, ale jest wciąż obecny w naszych sercach i myślach, dlatego co roku w okolicach Jego urodzin organizujemy spotkanie muzyczne, podczas którego prezentujemy Jego twórczość – poezję i wspaniałe obrazy. Życzę zatem nam wszystkim, na ten grudniowy czas, radości ze wspólnego bycia: radości, która nie uznaje podziałów i ograniczeń.

W poszukiwaniu mojego Bożego Narodzenia

Czarnoskóry kelner, posługujący się tak zwanym „czarnym” angielskim, prawie rapując postawił na drewnianym stole wodę z bąbelkami i michę ze słonymi orzeszkami. Siedziałem na krześle z wyprostowanymi nogami i rozcierałem kolana. Podróż samochodem zawsze mnie męczy. Za mało przestrzeni. Nie można wstać, pochodzić, porozciągać się. Zrobiłem wielki łyk i bąbelki zaczęły łechtać moje kubki smakowe.

Nawet w tej małej i pustej kawiarence egzystującej gdzieś w stanie Illinois wszystko wskazywało na to, że to już jest początek grudnia, że nastrój świąteczny przychodzi do każdego domu chrześcijańskiego świata, że wkrótce miliony rodzin usiądą przy obfitych w różnorodność potraw stołach. Leciała tradycyjna popularna bożenarodzeniowa muzyka, a kelner nie mając nic do roboty zatrzymał się i zaczął dyskutować na temat czynów Jezusa i w jakich okolicznościach on się urodził. Ten przyjacielski filozof i teolog przez 62 lata co rok bierze sobie do serca Boże Narodzenie i w taki sposób tworzy wielką wspólnotę ludzi na całym globie. Zamówiłem kawę po irlandzku, żeby się rozgrzać i jeszcze poteoretyzować z kelnerem. Ja dopiero odkrywałem dla siebie Boże Narodzenie. Ten kelner pospolitej kawiarni w zapomnianej przez Boga i ludzi miejscowości stanu Illinois odsłaniał dla mnie rąbek tajemnicy.

Urodziłem się w niezwykle ciekawym kraju. Kiedyś w tym kraju Boże Narodzenie było wielkim świętem, które wesoło i radośnie się obchodziło na każdej wsi i w każdym mieście. W 1917 roku zbrojny przewrót bolszewicki zmienił bieg historii i zakrwawione ciężkie buty socjalizmu radzieckiego potratowały tradycje prawosławne. Władza totalitarna dąży do przekształcenia człowieka, aby na skutek działalności władzy pojawiła się nowa jednostka ludzka o nadanych przez nią właściwościach. Ofiarami karczowania świadomości ludzkiej pod uprawę nowej ideologii padły miliony. Podczas II wojny światowej, która w Rosji nazywa się Wielką Wojną Ojczyźnianą, zbrodniarz i terrorysta Stalin skumał, że można wykorzystać religię i kościół, cerkiew prawosławną, jako narzędzie do zjednoczenia i do uzyskiwania poparcia. Po rozpadzie imperium radzieckiego okazało się, że tradycja już się zakorzeniła. Na łamach gazet rosyjskich często można zobaczyć na jednym zdjęciu twarze wodza państwa i zwierzchnika Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu. Podczas Bożego Narodzenia i Wielkanocy w telewizji są emitowane msze, pokazujące modlących się razem prezydenta, ministrów i głowę cerkwi.

Tradycja Bożego Narodzenia, zwłaszcza na wsi, pozostała, ale została upolityczniona i mocno zalkoholizowana. Szkoda.

Kiedy byłem dzieckiem, Boże Narodzenie było przeze mnie postrzegane jak jeszcze jeden dzień zabaw i pysznych dań, spotkań i słodyczy. W Rosji większy akcent kładzie się na huczne świętowanie Nowego Roku. Boże Narodzenie w Rosji obchodzone jest 7 stycznia, zgodnie z kalendarzem juliańskim, według którego żyje Rosyjski Kościół Prawosławny. Dlatego to święto jest jednym, i to nie kluczowym, elementem w całym łańcuchu świątecznym. Jest elementem drugorzędnym i najczęściej pozbawionym głębszego filozoficzno-religijnego sensu. Rosjanie mają wolne dni od pracy od 30 grudnia do 9 stycznia. Więc kiedy przychodzi Boże Narodzenie trudno już się połapać w tym, co się świętuje. Należy podkreślić, że są ludzie głęboko wierzący, dla których Nowy Rok jako święto nie ma znaczenia, a Boże Narodzenie jest wielką radością, nadzieją i źródłem energii życia duchowego. Nocą z szóstego na siódmego stycznia do cerkwi wpadają przedstawiciele pierwszej i drugiej grupy. Sam byłem świadkiem, jak zatraceni w świątecznym wichrze faceci częstowali się wódką i kanapkami w cerkwi. Kiedy spadła im flaszka, to oburzony naród prawosławny w końcu wyrzucił ich z Domu Boga.

Będąc nastolatkiem, z ciekawości zacząłem czytać o chrześcijaństwie, o znaczeniu obrządków i świąt, oczywiście. Posiadanie wiedzy w głowie nie zmieniło jednak za bardzo mojego stosunku do święta Bożego Narodzenia. To święto pozostało drugorzędnym, bo świętuje się po Sylwestrze.

Po raz pierwszy świętowałem Boże Narodzenie według kalendarza Gregoriańskiego w Stanach Zjednoczonych. Trudno się nauczyć języka obcego, kiedy nie masz bezpośredniego kontaktu z rodzimymi użytkownikami tego języka, kiedy nie żyjesz w kraju, w którym język ten jest powszechnie używany. Tak samo trudno zrozumieć i wziąć do serca święto, które w twoim kraju jest traktowane inaczej niż w innych.

24 grudnia wracaliśmy samochodem z Nowego Jorku do miasta East Lansing w stanie Michigan, w którym studiowałem i pracowałem na uniwersytecie Michigan State University, w ramach programu wymiany Fulbrighta. Pękła nam opona na autostradzie. Chciałem zabić i pokroić na plasterki kolegę, który prowadził auto, bo nie miał ani koła zapasowego, ani lewarka, ani klucza. Wybrał się w taką podróż całkowicie na wariata. Na szczęście święci Mikołaje z warsztatu samochodowego szybko przyjechali na reniferach i naprawili nasze autko. Jak dotarliśmy do akademika, już było za późno wyciągać naczynia w małej kuchni studenckiej i cokolwiek gotować. Odroczyliśmy świętowanie na następny dzień.

Zakupy były zrobione wcześniej. Przygotowaliśmy różne smakołyki i usiedliśmy przy skromnym studenckim stole. Zebranie stanowiło jaskrawy przykład pluralizmu etnicznego, kulturowego i religijnego. Przy naszym stole siedzieli przedstawiciele Indonezji, Pakistanu, Tadżykistanu, Indii, Meksyku, Stanów Zjednoczonych i Rosji. John, ten niezdyscyplinowany kierowca i jedyny Amerykanin wśród nas, wydobył z kieszeni komórkę i przeczytał fragment Ewangelii. Zanim rozpoczęliśmy ucztę, on również pomodlił się, wprowadzając wszystkich w trochę inny stan duchowy.

Po powrocie do Rosji kilka razy zapraszałem przyjaciół do mnie i świętowaliśmy Boże Narodzenie po amerykańsku. A w 2014 roku świętowałem Boże Narodzenie z moją żoną po polsku. W tym roku spędziliśmy dwa letnie miesiące w Krakowie i Wrocławiu, ponieważ byłem uczestnikiem intensywnych kursów języka polskiego dla cudzoziemców. Sporo godzin spędziłem czytając o tradycjach bożenarodzeniowych. Tak nas to zainspirowało, że przyrządziliśmy w Archangielsku dokładnie 12 różnych tradycyjnych dań wigilijnych. Śledź pod pierzynką, sałatka jarzynowa, barszcz z uszkami, kapusta kiszona, pierogi z kapustą i grzybami, pierogi ruskie. Już nie przypomnę całej listy. Zaproszeni na obiad byli bardzo zadowoleni.

W 2015 roku przeprowadziliśmy się do Polski w celu osiedlenia się na stałe. Mój pradziadek był Polakiem. Mam udokumentowane polskie pochodzenie. Natomiast nie mam dokumentów potwierdzających, że pradziadek świętował Boże Narodzenie. Jednak, na pewno się nie pomylę, jak stwierdzę, że świętował. Obchodził Boże Narodzenie, dopóki władza radziecka nie wyrzuciła go z kraju ojczystego i nie zesłała do zabójczych łagrów pod Archangielskiem.

Teraz świętuję Boże Narodzenie według kalendarza gregoriańskiego, czyli ze wszystkimi moimi polskimi rodakami. Biorę udział w spotkaniach świątecznych, gram na skrzypcach, albo śpiewam kolędy. Bardzo porusza mnie tradycja dzielenia się opłatkiem. To ma głębokie symboliczne znaczenie i łączy ludzi duchowo. Tak, chrzcili mnie w Rosji zgodnie z prawosławnymi zasadami. Ale ja jestem po prostu chrześcijaninem. Jestem człowiekiem, dla którego Boże Narodzenie jest powodem, aby zastanowić się nad własnymi czynami, celami życiowymi i pomysłami na przyszłość. To jest świetna okazja, żeby obdarować uwagą, troską i radością bliskie osoby.

Trzeba być uodpornionym na chwyty marketingowe, które doprowadziły do komercjalizacji wszystkiego. Bądźcie niezależni w swym myśleniu i zachowaniach świątecznych. Często osoba potrzebuje tylko rozmowy i uwagi. Setki prezentów, które Amerykanie żartobliwie nazywają zbieraczami kurzu, są tylko powłoką. Warto sięgać po głębsze doznania, symbole i znaczenia.

Z całego serca życzę wszystkim Czytelnikom wesołych, spokojnych, radosnych i uzmysłowionych świąt.

Brajlowskie nowości wydawnicze – świetny prezent na Mikołajki i pod choinkę!

W pierwszym tegorocznym numerze HELPA, który był też pierwszym numerem tego czasopisma jako miesięcznika, pisaliśmy o brajlowskich nowościach wydawniczych z 2017 r. Znalazły się wśród nich książki o tematyce historycznej, m.in.: „Dotyk Solidarności” Marka Kalbarczyka, wydana w brajlu i czarnym druku, brajlowskie wydania tytułów znanych historyków: „Słowiański rodowód” Pawła Jasienicy i „Orzeł biały, czerwona gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920” Normana Davisa, a także „Przedpiekle sławy. Rzecz o Chopinie” Piotra Witta, który odkrył i opisał nieznane fakty z życia Fryderyka Chopina i jego trudne początki kariery po przybyciu do Paryża.

Fundacja Szansa dla Niewidomych miała w tym swój ogromny udział. Częściowo samodzielnie, a po części wspólnie z firmą Altix, podjęła się wydania i wypromowania tych ciekawych dzieł. W tym roku, również wspólnie, kontynuujemy tę inicjatywę, wydając kolejnych 7 książek w wersjach brajlowskich, a także 3 z nich w formie czarnodrukowej, dostępnej także dla czytelników widzących. Część z ich nakładu ukaże się jeszcze w 2018 r., zaś kompletny nakład książek będzie dostępny na początku 2019 r. i będzie dystrybuowany do bibliotek i zainteresowanych czytelników indywidualnych.

Te działania nie byłyby jednak możliwe na tak szeroką skalę bez dofinansowania otrzymanego ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które pozwoliło na pokrycie ok. 80% kosztów wydania. Pozostałe 20% pokryli wydawcy – Fundacja Szansa dla Niewidomych i firma Altix. Celem projektów było podnoszenie poziomu świadomości literackiej i zwiększanie dostępu do polskiej literatury i do nowości wydawniczych, między innymi wśród osób z niepełnosprawnością wzroku. Dzięki tym przedsięwzięciom wydawniczym niewidomi czytelnicy będą mogli zdobyć wiedzę na temat opisywanych wydarzeń, a dzięki temu wzbudzić ciekawość do dalszego studiowania literatury, historii Polski i wybitnych Polaków z różnych okresów dziejowych. Poprzez wydania czarnodrukowe podejmowane przez nas działania będą miały też dodatkową, szczególnie ważną wartość: pozwolą zwrócić uwagę ogółu społeczeństwa na fakt, że ludzie z dysfunkcjami są wśród nas i tak jak my mają potrzebę i prawo do pełnego uczestnictwa w życiu literackim, kulturalnym i społecznym.

Książki wydane przez Fundację Szansa dla Niewidomych to 4 tytuły: książka prof. Jana Żaryna pt. „Kościół, naród, człowiek, czyli opowieść optymistyczna o Polakach w XX wieku” oraz 3 tytuły autorstwa Marka Kalbarczyka, które wydajemy zarówno w brajlu, jak i w czarnodruku.

Książka Jana Żaryna to zbiór większych i mniejszych tekstów, powstałych w ostatnich latach aktywności naukowej autora, których głównym bohaterem jest Polska w XX wieku. Szkice dotyczą dziejów Kościoła katolickiego w Polsce, obozu narodowego, stosunków polsko-żydowskich oraz sylwetek wybitnych postaci ostatniego stulecia, w tym ofiar tragedii smoleńskiej z 10 IV 2010 r. Tytuł książki – nie przez przypadek – nawiązuje do pracy Romana Dmowskiego wydanej w końcu lat dwudziestych ubiegłego stulecia: „Kościół, naród, państwo”. Książka w wersji brajlowskiej liczy 19 tomów, wydana w 16 egzemplarzach.

Drugim tytułem jest ponowne wydanie książki Marka Kalbarczyka pt. „Jan Karski – wybitny dyplomata, honorowy obywatel i świadek nadziei”. Książka jest poświęcona historii Jana Karskiego, jego misji i zasług dla ludzkości. Łodzianin był ważną i zasłużoną postacią w walce z masową eksterminacją ludności żydowskiej w czasie wojny. Był emisariuszem Polskiego Państwa Podziemnego, ryzykował swoje życie, by ratować Żydów skazanych na śmierć w gettach i obozach zagłady. Heroiczna walka i próby zainteresowania świata tym dramatem były jego życiową misją. Wydanie brajlowskie książki o Janie Karskim (w 125 egzemplarzach) ma objętość jednego tomu brajlowskiego, wydanie czarnodrukowe z ilustracjami – 300 egzemplarzy.

Kolejnym tytułem autorstwa Marka Kalbarczyka, które wydajemy zarówno w brajlu, jak i w czarnodruku, jest premierowa książka „Ich trzecie oko”. W powieści autor opowiada historię dwóch niewidomych bohaterów, zderza ze sobą ich rzeczywistości, charaktery, a przede wszystkim podejście do życia i ich niepełnosprawności. Na losy bohaterów miały wpływ procesy toczące się w naszym odzyskanym w latach 90. i reformowanym kraju oraz ich dyskusje o Bogu i jego roli w kierowaniu wydarzeniami na Ziemi. Autor w swojej ocenie sytuacji niewidomych wszystko sprowadza, jak sam pisze, „do optymistycznego przyjmowania wszelkich niedostatków. Niemal każdy z nich jest rekompensowany w niespodziewany sposób. Wystarczy się otworzyć i to dostrzec – wtedy łatwiej przyjąć ułomności, niepełnosprawności”. Książka jest przewidziana w nakładzie 200 egzemplarzy wersji czarnodrukowej i 50 egzemplarzy dwutomowej książki w brajlu.

Ostatnią pozycją wydaną przez Fundację, o której warto tu wspomnieć, jest premierowa książka Marka Kalbarczyka pt. „Epilogi przywracające nadzieję”. Książka opowiada o życiu niewidomego matematyko-fizyka, profesora Witolda Kondrackiego oraz o polskich przemianach, w których osobiście uczestniczył. W opracowaniu tekstu mieli swój udział członkowie rodziny profesora, jego przyjaciele i współpracownicy.

Dzięki wydaniu biografii Witolda Kondrackiego w brajlu, niewidomi będą mieli okazję poznać historię wybitnego profesora matematyki, który mimo swej niepełnosprawności osiągnął w życiu tak wiele. Jego historia pokaże społeczeństwu, że niepełnosprawność nie dyskwalifikuje z realizacji planów czy marzeń. Książka zachęci osoby niepełnosprawne wzrokowo do aktywności życiowej i społecznej. Będzie dobrą motywacją i wsparciem dla osób wycofanych, bez wiary we własne możliwości, a także dla młodych czytelników, których będzie inspirować do podejmowania wyzwań i właściwych życiowych decyzji. Publikacja została przygotowana już w ubiegłym roku, również ze wsparciem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Była jednak wówczas przewidziana tylko w wersji brajlowskiej, w bardzo małym nakładzie 3 egzemplarzy. W tym roku uda się ją wydać w większej liczbie egzemplarzy i w formach dostępnych dla wszystkich – niewidomych i widzących.

Wydawcą trzech kolejnych brajlowskich nowości jest firma Altix. Wśród tytułów wydanych przez Altix przy wsparciu Fundacji znalazły się książki nawiązujące do obchodzonej w 2018 r. rocznicy 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę.

Pierwszym z nich jest brajlowskie wydanie książki dla dzieci i młodzieży pt. „Odzyskana niepodległość: 10 opowiadań z XX wieku” autorstwa Grażyny Bąkiewicz, Kazimierza Szymeczko i Pawła Wakuły. W brajlu pozycja ta zajmuje 3 tomy i zostanie wydana w 145 egzemplarzach. Książka zawiera 10 opowiadań, które w niezwykle lekki i wciągający zarazem sposób przenoszą nas w miejsce i czas wielu ogromnie ważnych wydarzeń. Oczami naszych przodków możemy zobaczyć II Rzeczpospolitą, okupację hitlerowską i PRL. Dzięki tej książce młody czytelnik staje się świadkiem zamachu na prezydenta Gabriela Narutowicza i przewrotu majowego. Przenosi się do zbombardowanego przez Niemców Wielunia i płonącego warszawskiego getta, maszeruje do okupowanej ojczyzny u boku żołnierzy generała Andersa oraz tych, którzy podążali do niej wraz z Armią Czerwoną pod wodzą generała Berlinga. Przeżywa dramatyczne chwile wraz z robotnikami z Poznania, Radomia, Gdańska. Znane z lekcji wydarzenia i postacie stają się dla młodego czytelnika czymś żywym, namacalnym, bliskim, a tak właśnie najlepiej poznaje się historię.

Dwie kolejne pozycje książkowe wydane przez Altix przy wsparciu Fundacji w formie brajlowskiej adaptacji są „Myśli nowoczesnego Polaka” autorstwa Romana Dmowskiego oraz książka pt. „Józef Piłsudski do Polaków. Myśli, mowy i rozkazy”, która zawiera szkic biograficzny i wybór tekstów Marszałka Piłsudskiego, opracowany przez Bohdana Urbankowskiego.

Wydanie brajlowskie „Myśli nowoczesnego Polaka” przewiduje 65 egzemplarzy po 4 tomy brajlowskie każdy. Książka jest uważana za arcydzieło polskiej myśli politycznej i najważniejsze z dzieł Dmowskiego. Oprócz pogłębionej oceny sytuacji politycznej Polski oraz charakteru narodowego Polaków, zawiera podstawową wykładnię zasad, jakimi powinien kierować się ruch narodowy i cały naród w dążeniu do odzyskania i zachowania państwowej suwerenności i tożsamości narodowej. Sens tej wykładni patriotycznego obowiązku Polaków wobec własnej ojczyzny zawarty jest w słynnym stwierdzeniu Dmowskiego zamieszczonym we wstępie: „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka”. Godne podkreślenia jest to, że w swoim głównym zarysie, to dzieło sprzed ponad stu lat pozostaje nadal aktualne i następne pokolenia będą mogły uczyć się pogłębionego myślenia politycznego o sprawach Polski.

„Myśli, mowy i rozkazy” Józefa Piłsudskiego jest planowane w 85 egzemplarzach po 3 tomy brajlowskie. Książka stanowi wybór najważniejszych opinii Józefa Piłsudskiego dotyczących naszej historii, polityki, charakteru i mentalności narodowej. Książka okazuje się zadziwiającym komentarzem do obecnych wydarzeń w naszym kraju, tak jakby Marszałek dziś obserwował nasze życie polityczne i społeczne. Myśli Piłsudskiego pochodzą z całego okresu jego niezwykle barwnego życia – od czasów PPS-owskiej konspiracji, przez działalność strzelecką, Legiony Polskie, wojnę polsko-bolszewicką, przewrót majowy, aż po ostatnie lata. Marszałek odwołuje się często do wybitnych postaci polskiej i europejskiej kultury oraz historii. Wyboru dokonał wybitny znawca postaci i dorobku Piłsudskiego, a zarazem świetny pisarz (autor przeszło 50 książek), Bohdan Urbankowski. Poprzedził zbiór bogatym i błyskotliwym szkicem biograficznym Marszałka. Prostuje w nim wiele fałszywych poglądów na temat tego wielkiego Polaka.

Opisywane powyżej publikacje będą wkrótce dostępne w wybranych bibliotekach w całej Polsce, m.in. w Bibliotece Narodowej w Warszawie i Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie. Zapraszamy również chętnych czytelników indywidualnych oraz instytucje wspierające osoby z niepełnosprawnością wzroku do nabywania książek w promocyjnych niskich cenach. Informacje o możliwości nabycia książek będą publikowane już wkrótce na stronach internetowych wydawców: http://www.szansadlaniewidomych.org/ oraz http://www.altix.pl/. Zapraszamy do śledzenia informacji.

W swoich wiodących działaniach Fundacja Szansa dla Niewidomych promuje dostęp do informacji dla osób z niepełnosprawnościami. W tej idei mieści się zarówno możliwość korzystania z informacji na co dzień, jak i dostęp do wiedzy, nauki, literatury itp. Dzięki wzrastającemu postępowi technologicznemu jest on możliwy na różne sposoby, m.in. z wykorzystaniem audiobooków lub technologii odczytujących druk. Jednakże ograniczenie czytelnictwa osób niewidomych tylko do audiobooków sprzyja ich wtórnemu analfabetyzmowi. Bardzo istotne jest, aby zachować stały, aktywny kontakt z pismem, zasadami pisowni i ortografii, co jest możliwe głównie dzięki wykorzystywaniu zapisu brajlowskiego książek, publikacji i prasy. Udźwiękowienie stanowi bardzo ważny element dostępu do informacji dla osób niewidomych, jednak nie powinno zastępować czytelnictwa tradycyjnego, szczególnie w przypadku dzieci i młodzieży. Dostępność dźwiękowa tekstów nie sprzyja i nie zachęca do nauki brajla, która powinna być podstawową umiejętnością osób niewidomych. Dlatego też tak ważne jest zwiększanie dostępności do różnorodnych pozycji literatury zapisanych w brajlu.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Dom pachnący Świętami

Dla chrześcijan Adwent jest radosnym okresem oczekiwania na narodziny Chrystusa. Składa się z czterech pełnych tygodni poprzedzających 24 dzień grudnia (według kalendarza gregoriańskiego), czyli Wigilię Bożego Narodzenia. Dni te zazwyczaj wypełnione są przygotowaniami do Świąt, porządkami w domu, kupnem podarunków dla bliskich oraz gotowaniem potraw na wigilijny stół.

Wydaje mi się, że obecnie święta te stały się, niestety, dość mocno skomercjalizowane. Media dosłownie zalewają nas nachalnymi propozycjami wypełniania koszyków zakupowych produktami wszelkiej maści, zupełnie jakby góra prezentów pod choinką była jedynym gwarantem dobrze przeżytego czasu Świąt. Niemniej jednak w Polsce istnieje wciąż dość silne przywiązanie do tradycji i w wielu domach okres Bożego Narodzenia jest czasem naprawdę ciepłym i rodzinnym. Wielu ludziom ten czas kojarzy się z mnogością zapachów, jakie wypełniają nasze mieszkania. Żywa choinka, suszone pomarańcze, goździki, cynamon, no i przede wszystkim cały wachlarz zapachów, jakie nierozerwalnie niosą ze sobą tradycyjne świąteczne potrawy, od makowca i pierników, poprzez barszcz z uszkami i pierogów z kapustą i grzybami, aż do kompotu z suszonych owoców. Boże Narodzenie to niezaprzeczalnie uczta dla zmysłów, zwłaszcza zmysłu smaku i zapachu. Właśnie dlatego osoby z dysfunkcjami narządu wzroku w równym (jak sądzę) stopniu co osoby w pełni widzące, cieszą się i wyczekują na przygotowania do tego magicznego świątecznego czasu.

W tym roku pierwsza niedziela Adwentu wypadła 2 grudnia. Jeszcze przed tym dniem udało nam się przeprowadzić zajęcia z rękodzieła dla wszystkich naszych beneficjentów projektu “Nowoczesna rehabilitacja kluczem do zwiększenia samodzielności osób z dysfunkcjami narządu wzroku”. Warsztaty odbyły się, nie pierwszy raz zresztą, w szczecińskiej Rękodzielni “Dmuchawce”. Tym razem przygotowywaliśmy wieńce adwentowe, wspaniale wpisując się z czasem ich realizacji. Każdy z beneficjentów bowiem, na początek Adwentu miał już gotową dekorację świąteczną, którą mógł postawić na stole w swoim domu, co więcej, mógł tego dnia zapalić pierwszą z czterech świeczek znajdujących się na wieńcu, a symbolizujących każdą kolejną niedzielę Adwentu.

Aura za oknem w czasie naszych zajęć rękodzielniczych także dodała świątecznego klimatu. Listopadowe powietrze zrobiło się już mroźne i przyjemnie (choć pewnie nie dla wszystkich) szczypiące w policzki. Właścicielka “Dmuchawców” ugościła nas gorącą herbatą i jeszcze ciepłym ciastem drożdżowym ze śliwkami. W takiej atmosferze aż chciało się twórczo pracować!

Podstawą naszych wieńców adwentowych były obręcze ze słomy. Zaplataliśmy wokół nich gęsto i ciasno świeże gałązki jodły mandżurskiej – dowiedzieliśmy się, że akurat to drzewo odporne jest na szybkie tracenie igieł, zatem polecane jest jako drzewko ozdobne na Święta, ponieważ z całą pewnością długo przetrwa w pełnej okazałości. Przycinanie świeżych gałązek drzewa iglastego dostarczyło nam bardzo przyjemnych doznań zapachowych oraz dotykowych (drzewko nie jest mocno kłujące). W zaplecione wieńce wkomponowane zostały świeczki – do każdego po cztery, tak, aby każdej niedzieli Adwentu móc odpalić kolejną. W gałązkach jodły znalazło się również miejsce na bombki, pomalowane szyszki, dekoracje drewniane, gałązki modrzewia oraz laski cynamonu i goździki. Świątecznego, zimowego szyku dodała szczypta brokatu oraz lekki podmuch sztucznego śniegu.

Każdy z wykonanych wieńców był jedyny i niepowtarzalny, a przy tym naprawdę piękny. Proces ich tworzenia był czasem przyjemnym, wypełnionym doznaniami zapachowymi. Zobaczyliśmy również, że piękne dekoracje można w całkiem prosty sposób wykonać samodzielnie, wykorzystując do tego to, co znajdziemy podczas spaceru w lesie. Polecamy zatem wszystkim spróbowanie swoich sił w rękodzielnictwie, bo to kreatywne i przyjemne zajęcie wychodzi równie dobrze osobom starszym, jak i młodszym, bez względu na płeć!

Święty Mikołaj pojawił się w mieście

Przez kilka ostatnich lat trudno oprzeć się wrażeniu, że świat wokół nas nieco przyspieszył. Codziennie wstajemy rano, za czymś biegniemy, coś załatwiamy, spieszymy się. To chyba dlatego rzeczywistość postanowiła się dostosować do tempa naszego życia. Skądś przyszła do nas ta moda i w taki oto sposób Święta Bożego Narodzenia zaczynają się jakoś chwilę po Wszystkich Świętych. Już w pierwszych dniach listopada na ulicach daje się zauważyć świąteczne dekoracje, nieśmiało zaczynają pojawiać się Mikołaje rozdający promocyjne ulotki centrów handlowych i zachęcać do skorzystania z promocji tu czy tam. Na prezenty wszak jeszcze trochę za wcześnie, jednak pokazać się nie zaszkodzi, chociaż śniegu póki co jak na lekarstwo. Oznaką zbliżających się świąt jest również, a może przede wszystkim dobiegająca zewsząd świąteczna muzyka, która kiedyś wprowadzała „magię” tego czasu, dziś jednak atakuje przechodniów na każdym kroku. Pojawił się chyba pewien rodzaj współzawodnictwa wśród stacji radiowych, która z nich jako pierwsza zagra Last Christmas w wykonaniu zespołu Wham albo, o zgrozo, w jakimś innym wykonaniu. To właśnie takie zabiegi sprowadziły tę ogólnie całkiem fajną piosenkę do rangi tandety czy jak mawiają niektórzy „obciachu”.

Wróćmy jednak do czasu, kiedy świąteczne piosenki nie raziły, kiedy sprawiały, że bardziej czekało się na prezenty, wierzyło w świętego Mikołaja wchodzącego do domu przez komin czy jeżdżącego saniami przez śnieżne zaspy. Do czasu kiedy byliśmy dziećmi i jedynym, co wiązało się z okresem Bożego Narodzenia, była bezgraniczna radość. To chyba stąd motywem pojawiającym się w tej muzyce stają się śpiewające dzieci, nawet jeśli są gdzieś w tle, zawsze dodają tej specyficznej magii i nastroju. Czas, kiedy na prawdziwych instrumentach grali prawdziwi muzycy, a do tego mieli jeszcze coś do powiedzenia, został gdzieś w coraz bardziej odległej przeszłości. Mamy jednak płyty, dzięki którym choć na chwilę możemy ten czas zatrzymać.

Sprawdzonym motywem i chyba świetnym pomysłem na ten czas było wywołanie u słuchacza poczucia bezpieczeństwa, przypomnienie domowego ciepła i radości spotkań z najbliższymi. Bo przecież w ciągu roku ciągle gdzieś biegniemy i dlatego święta są takie wyjątkowe. Do klimatu dopasowali się wszyscy. Legendy muzyki, jak choćby John Lennon zachęcają, by zakończyć wojny, spory, podać sobie ręce i usiąść przy jednym stole. Chris Rea dzieli się radością podróży do domu na święta, Frank Sinatra cieszy się, że wkoło pada śnieg i Mikołaj zjawia się w mieście, a Elvis Presley zastanawia się nad tym, jakby to było, gdyby każdy dzień wyglądał jak święta. Sorry Elvis, uważam, że nie byłoby fajnie, bo nie byłoby na co czekać. A to przecież czekanie jest najfajniejsze.

Tworzenie i nagrywanie świątecznych piosenek ma też pomagać potrzebującym, pełnić rolę dobroczynną, zbierać pieniądze i spełniać marzenia. Tak właśnie z inicjatywy Boba Geldofa powstał hymn „Do They Know It’S Christmas”, do nagrania którego zaprosił on wszystkich najważniejszych w tamtym czasie artystów. W jego pierwszej wersji nie był on nawet typową piosenką. Bob wymyślił to tak, że na tle popowego podkładu muzycy ze szczytów list przebojów po prostu przedstawiali się i składali słuchaczowi świąteczne życzenia. Dochód ze sprzedaży płyty z utworem przerósł oczekiwania wszystkich i został przeznaczony na pomoc głodującym w Etiopii. Podobnego zadania rok później podjął się Michael Jackson komponując We are the World. Do współpracy zaprosił po raz kolejny największych muzyków ze Stanów Zjednoczonych, tworząc jednorazowy projekt o nazwie USA for Africa. Przesłanie widoczne na pierwszy rzut oka i ucha, a sam utwór naprawdę genialny. I znowu sukces porównywalny z ubiegłorocznym Band Aid Boba Geldofa, jeśli nie większy. Nikt potem nie podjął się podobnej inicjatywy. Może po prostu zmieniły się czasy.

Na koniec zostawiamy smutne święta. Blue Christmas pojawia się w wielu piosenkach, może po to, byśmy bardziej o siebie dbali? Najsmutniejszą świąteczną piosenkę nagrali moim zdaniem giganci amerykańskiego rocka: Paul Simon i Art Garfunkel. Do pewnego czasu absolutnie nierozłączni, zagrali (7 O’Clock News) Silent Night, w której do melodii Cichej Nocy – najsłynniejszej kolędy wszechczasów – w tle słychać wygłaszane chłodnym głosem opanowanego radiowego spikera wiadomości. Żadna z nich nie jest wesoła ani dobra.

Może niedobrze jest kończyć w tym tonie. Jednak wszystkim naszym Czytelnikom życzę radości, spokoju, fantastycznych spotkań i cudownych, wymarzonych prezentów. Może znajdzie się wśród nich płyta z tamtą muzyką? Zachęcam, żeby po nią sięgnąć. Wesołych Świąt.

Bóg się rodzi, moc truchleje!

Bóg się rodzi, moc truchleje,

Pan niebiosów obnażony;

Ogień krzepnie, blask ciemnieje,

Ma granice nieskończony.

Wzgardzony okryty chwałą,

Śmiertelny Król nad wiekami;

A Słowo Ciałem się stało

i mieszkało między nami.

Cóż masz niebo nad ziemiany?

Bóg porzucił szczęście twoje

Wszedł między lud ukochany,

Dzieląc z nim trudy i znoje;

Nie mało cierpiał, nie mało,

Żeśmy byli winni sami,

A Słowo Ciałem się stało

I mieszkało między nami.

W nędznej szopie urodzony,

Żłób mu za kolebkę dano.

Cóż jest, czem był otoczony?

Bydło, pasterze i siano.

Ubodzy, was to spotkało

Witać Go przed bogaczami,

A Słowo Ciałem się stało

i mieszkało między nami.

Potem i Króle widziani

Cisną się między prostotą,

Niosąc dary Panu w dani:

Mirrę, kadzidło i złoto;

Bóstwo to razem zmieszało

Z wieśniaczymi ofiarami;

A Słowo Ciałem się stało

i mieszkało między nami.

Podnieś rękę, Boże Dziecię!

Błogosław Ojczyznę miłą,

W dobrych radach, w dobrym bycie

Wspieraj jej siłę swą siłą.

Dom nasz i majętność całą,

I wszystkie wioski z miastami!

A Słowo Ciałem się stało

i mieszkało między nami.

Niemalże cały listopad i grudzień w naszym codziennym otoczeniu, a już w szczególności w centrach handlowych i rozgłośniach radiowych trwa „bożonarodzeniowy karnawał”. Wszechobecne reniferki i bałwanki, migocące lampki, coraz wyższe choinki, miasta świata prześcigające się w ilości zamontowanych na drzewkach i dekoracjach światełek, prezenty dla każdego w wyjątkowych, promocyjnych cenach… A w tle przedświątecznego zgiełku rozlegające się z głośników popularne amerykańskie hity „Last Christmas”, „Jingle Bells” itd. Trudno w całym tym chaosie odnaleźć prawdziwie bożonarodzeniowego ducha i właściwie przygotować się do przeżycia Świąt, tj. pamiętając o tym, czym jest poprzedzający Święto Adwent i wyczekiwanie na narodziny Boga. Czyż nie do tego właśnie sprowadzają się Święta Bożego Narodzenia. Mimo tego, że komercja robi wszystko, aby przyciągnąć uwagę i portfele potencjalnych klientów, są ludzie, którzy z nachalnie promowanej magicznej świątecznej atmosfery potrafią wydobyć to, co istotne i ważne. I Wam Drodzy Czytelnicy życzę, aby w tym przedświątecznym zabieganiu nikomu nie umknęła istota Świąt Bożego Narodzenia. Owszem, pamiętajmy o zakupach, porządkach, piernikach, prezentach dla bliskich – na wszystko to znajdzie się przecież czas. Ale nie zapominajmy przy tym o adwentowym wieńcu symbolizującym radosne oczekiwanie na narodziny Dzieciątka, o Pasterce i pięknych polskich kolędach, które przepełnione są tak bogatą treścią.

Gdy ktoś pyta mnie o ulubioną kolędę zawsze z marszu odpowiadam, że jest nią kolęda Bóg się rodzi. Moi bliscy opowiadali mi, że już od najmłodszych lat wykazywałam „szczególne zainteresowanie” tą pieśnią. Ilekroć w domu, w telewizji czy w kościele w mojej obecności śpiewano tę kolędę, tylekroć reagować miałam gromkim płaczem. Już pierwsze jej akordy wywoływały we mnie tak silną emocjonalną reakcję. Inne kolędy nie powodowały już tak spektakularnych efektów. Czy małe dziecko nie rozumiejąc jeszcze znaczenia słów kolędy i istoty Bożego Narodzenia może docenić ich wartość? Wydaje się to mało prawdopodobne. Trudno to wyjaśnić, jednakże z perspektywy lat tłumaczę to sobie szczególnym charakterem tego utworu i jego wyjątkową melodią. Do dziś istnieje we mnie szczególnego rodzaju przywiązanie, zachwyt i wzruszenie, które zawsze towarzyszą mi w sytuacji, gdy słyszę lub śpiewam tę kolędę.

Trzeba przyznać, że kolęda Bóg się rodzi zdecydowanie wyróżnia się na tle wszystkich pozostałych polskich kolęd. Nieprzypadkowo już dawno zyskała miano ich królowej. Tekst Pieśni o Narodzeniu Pańskim – bo tak brzmiała pełna, pierwotna nazwa utworu Franciszka Karpińskiego – został napisany na zamówienie księżnej Izabeli z Czartoryskich Lubomirskiej. Kolęda została opublikowana w 1792 r. w obszernym zbiorze pt. Pieśni nabożne liczącym dwadzieścia dziewięć utworów1; po raz pierwszy zabrzmiała natomiast w tym samym roku w Starym Kościele Farnym w Białymstoku. Wkrótce po opublikowaniu tekst kolędy zaczął być również wyśpiewywany, choć początkowo melodia utworu nie była jednoznacznie jej przypisana. Nie określono również precyzyjnie, kto jest autorem współcześnie obowiązującej melodii kolędy. Niektóre źródła podają, iż może mieć ona ludowe pochodzenie; wg innych źródeł utrzymana w rytmie poloneza melodia przypisywana jest Karolowi Kurpińskiemu. Jeszcze inne dane wskazują zaś, iż melodię utworu stanowi polonez koronacyjny królów polskich z czasów Stefana Batorego2.

Dla nauczyciela-polonisty kolęda Bóg się rodzi będzie zawsze przedmiotem szczególnego zainteresowania i punktem odniesienia podczas lekcji dotyczącej analizy środków stylistycznych, konkretnie zaś jako bogate źródło oksymoronów3. Cała pierwsza strofa utworu przepełniona jest bowiem przykładami tzw. epitetów sprzecznych. Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice nieskończony itd. – skumulowanie tak wielu zaprzeczeń w jednej strofie w zamyśle twórcy utworu miało odzwierciedlić wszechmoc, potęgę i tajemnicę Boga jednocześnie. Treść utworu wydaje się być niezwykle podniosła i patetyczna i tak jest w istocie, jednakże warto zauważyć, że Karpiński opisując sprawy niezwykłe nie posługuje się wcale skomplikowanym, wyszukanym słownictwem. Używa prostych, zrozumiałych przez wszystkich wyrazów, których umiejętne zestawienie tworzy dopiero niepowtarzalny charakter tego utworu. Niewątpliwie atmosfery podniosłości i powagi dodaje również zastosowanie w każdej strofie biblijnego cytatu: A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami4. Ostatnia strofa kolędy stanowi natomiast rodzaj błogosławieństwa Ojczyzny i jej mieszkańców przez nowonarodzone Boże Dziecię.

Doceniam wartość wszystkich polskich kolęd i chętnie je wyśpiewuję, jednakże kolęda Bóg się rodzi na zawsze pozostanie dla mnie wyjątkową i najpiękniejszą spośród nich. Wydaje mi się zresztą, że niebywałą wartość i wyjątkowość tego utworu doceniają generalnie wszyscy – to ta właśnie kolęda wykonywana jest zazwyczaj jako finał największych koncertów kolęd; podczas Mszy św. również ma swoje wyjątkowe miejsce. Przy świątecznym stole mamy zawsze okazję do rodzinnego spotkania, spędzenia wspólnie wyjątkowego czasu. Dobrym zwyczajem jest również wspólne śpiewanie kolęd. Mamy dziś wprawdzie szereg możliwości w postaci płyt z kolędami, koncertów kolęd w stacjach radiowych, telewizji itp., jednakże osobiście polecam Państwu samodzielne śpiewanie kolęd w gronie rodzinnym. Dobrym rozwiązaniem są również płyty z zapisem jedynie linii melodycznej. Przy świątecznym stole proszę pamiętać w szczególności o Pieśni o Narodzeniu Pańskim.

Niech słowa załączonej do niniejszego artykułu kolędy będą dopełnieniem moich serdecznych świątecznych życzeń, jakie do Państwa kieruję.

Czy niewidome święta mogą być „magiczne”?

Przed nami okres wyjątkowy w roku, bowiem zbliża się czas Bożego Narodzenia. Jeszcze kilka lat temu napisałbym, że jest to „magiczny” okres, ale obecnie moje postrzeganie tych kilku grudniowych dni dość mocno się zmieniło. Kiedy byłem mniejszy, miałem wrażenie, że znacznie bardziej przeżywałem ten okres. Wydaje mi się, że wówczas atmosfera była inna, bardziej skłonna do refleksji, do zastanowienia się nad właśnie mijającym rokiem. Mam wrażenie, że „magiczność” świąt w dużej mierze popsuła komercjalizacja. Jeszcze w sklepach nie wyprzedadzą się znicze i kwiaty, jeszcze nie zdążymy oderwać myśli od święta zmarłych i wspomnień o naszych bliskich, a już w marketach kuszą nas promocje świąteczne, z wystaw mrugają do nas ozdobne lampki, w mediach jesteśmy bombardowani świątecznymi reklamami, a w radio piosenkami nieodłącznie kojarzącymi się z Bożym Narodzeniem. To wszystko sprawia, że święta te jakby tracą na znaczeniu, gubi się ich wartość, zaciera się ich wyjątkowość. Większość ludzi daje się porwać przedświątecznemu szałowi zakupu prezentów, a później walce o taniego karpia w hipermarketach. Ludzie jeszcze w Wigilię pracują, albo pochłonięci są przedświątecznymi porządkami, przez co tak naprawdę nie mają nawet czasu, aby zastanowić się nad sensem tych świąt czy po prostu mieć chwilę dla siebie. A jak w tym świątecznym szaleństwie odnajdują się osoby niewidome i niedowidzące?

Okres zimy i świąt Bożego Narodzenia wcale nie musi być smutny czy nudny dla osoby niewidomej. Owszem, nie widzimy tego wszystkiego, co dzieje się w tym czasie, nie dostrzegamy świecidełek, błyskotek, machających do nas Mikołajów z witryn sklepowych, ale może to nie jest wcale konieczne, bo podświadomie nie ulegamy tej całej otoczce, która towarzyszy świątecznemu okresowi? Dzięki innym zmysłom możemy w pełni przeżywać czas, który nadchodzi zawsze pod koniec roku. Abstrahuję od wartości duchowych, bo to indywidualna sprawa każdego z nas, ale pozostałe zmysły poza wzrokiem dają nam fantastyczną możliwość odnalezienia się w świątecznym czasie. Dzięki słuchowi możemy usłyszeć piosenki, które nieodłącznie kojarzą się z Bożym Narodzeniem i świętami, by choćby wymienić jeden z najsłynniejszych utworów zimowych, czyli „Last Christmas”. Nie wiem jak wam, Drodzy Czytelnicy, ale mi święta kojarzą się z mroźną, słoneczną pogodą oraz skrzypiącym śniegiem pod butami. Owszem, o taki klimat w trakcie świąt jest coraz trudniej, ale wciąż jest on możliwy. Uwielbiam wówczas iść na spacer, nigdzie się nie spieszyć i pogrążyć się w swoich myślach. To doskonała okazja do odprężenia się, do zapomnienia o codziennych zmartwieniach, a zarazem cieszenia się świąteczną chwilą.

Węch jest też fantastycznym nośnikiem świątecznego klimatu. Zapach świątecznych drzewek oraz suszonych grzybów może przenieść nas choć na moment do lasu, a zapachy dobiegające z kuchni rozbudzają nasze apetyty. Można wyczuć zapachy pieczonych ciast, w tym także charakterystyczny zapach pierników, aromat skórki pomarańczowej i cytrynowej, a także tradycyjnych potraw związanych z Wigilią, jak chociażby kapusta czy smażona ryba. Temat potraw na świątecznych stołach jest bardzo ciekawy. U mnie nie odbiegają one od tradycji, chociaż np. jedną z nich jest kapusta z fasolą, czyli danie, które nie pojawia się na każdym wigilijnym stole. Różnie podchodzi się nie tylko do świątecznych potraw, ale również do obrzędów wigilijnych. Jedni stawiają na stole 12 potraw nawiązujących do 12 apostołów, inni zostawiają puste miejsce przy stole dla zbłąkanego wędrowca, są i tacy, którzy pod obrus kładą siano, ale chyba najpowszechniejszymi zwyczajami związanymi z Wigilią jest rozpoczynanie kolacji, gdy na niebie pojawi się pierwsza gwiazda oraz dzielenie się opłatkiem. Charakterystycznym symbolem Wigilii jest też śpiewanie kolęd oraz pasterka, choć ona ma szczególnie znaczenie dla osób przeżywających święta w warstwie duchowej.

Często bywa tak, że przynajmniej niektóre potrawy robione na Boże Narodzenie wykonuje się tylko raz w roku. U mnie taką są makowce. Nie tylko sami robimy ciasto, ale też mielimy mak z bakaliami. Receptura na makowiec pochodzi jeszcze z babcinych zbiorów. Zresztą to właśnie babcia zaszczepiła we mnie pasję do gotowania i pieczenia ciast. To ona opowiadała mi też o świętach, w których trzeba było wydrążać tunele w zaspach, bo takie były zimy. To ona wspominała mi o świętach spędzonych na robotach przymusowych w Niemczech, to ona zwracała uwagę, że kiedyś nie było takiego przepychu, że brakowało produktów, ale ludzie i tak potrafili czerpać radość choćby ze wspólnego przebywania. Wreszcie, to ona przeszczepiła mi tę cząstkę tradycji, która powinna być przekazywana z pokolenia na pokolenie. Warto czerpać od innych, bo nasze babcie i nasi dziadkowie żyli w zupełnie innych czasach, przeżywali wojny światowe czy komunizm, przez co mają odmienne spojrzenie na święta. My traktujemy je jako coś oczywistego. Poza tym żyjemy w innych czasach, w których rządzi pieniądz, a tradycja świąteczna powoli zanika w natłoku okołoświątecznych gadżetów. Obecnie już coraz rzadziej ludzie wysyłają sobie nawet kartki świąteczne, które jeszcze kilkanaście lat temu były symbolem pamięci o rodzinie czy przyjaciołach. Teraz wystarczy wysłać wierszyk smsem, przesłać wirtualną kartkę na facebooku albo życzenia e-mailem. Ale to już nie jest to samo. Brakuje tej „magii” związanej choćby z wzięciem tradycyjnej kartki do ręki. No, ale takie mamy czasy. Trzeba więc się chyba pogodzić z zanikiem pewnych tradycji. A może nie, bo one zależą od nas?

Nie da się ukryć, że tradycje związane z Bożym Narodzeniem bardzo mocno się zmieniają. W jednych domach gromadzą się całe rodziny, łącząc ze sobą różne pokolenia. W ten sposób często spotykają się ze sobą ludzie, którzy widzą się tylko raz lub dwa razy w roku. Jednak coraz częściej ludzie uciekają od świątecznego zgiełku. Wybierają chociażby wypad w góry, gdzie nie będą musieli ślęczeć przy garach. Wigilijną wieczerzę dostaną podaną do stołu, a dodatkowo będą mogli przyjemne połączyć z pożytecznym, np. oddając się białemu szaleństwu. Są i tacy, którzy pod koniec grudnia wybierają zagraniczne wycieczki. Każdy człowiek spędza okres świąteczny tak, jak mu jest najwygodniej. Obecnie świat się tak szybko i intensywnie zmienia, że zmieniają się również nawyki związane z Bożym Narodzeniem. Pewnie za sto lat te święta będą wyglądały jeszcze inaczej. Ale może dzięki rozwojowi nowoczesnej technologii będą jeszcze bardziej fascynujące dla niewidomych? Tego nie wiem, a z fusów nie chciałbym wróżyć. Wiem za to, że nawet mając ograniczone pole widzenia lub będąc całkowicie pozbawionym zmysłu wzroku i tak można świetnie odnaleźć się w tym grudniowym okresie. Trzeba tylko umieć skorzystać z innych zmysłów, bo one dają nam naprawdę szerokie możliwości. Dlatego niech świąteczne zapachy zapadną wam w pamięci na długo, niech świąteczne potrawy podbiją wasze podniebienia, niech w waszych uszach odbija się melodia pięknych kolęd, niech słuch, węch i smak zastąpią wam wzrok w te święta. Wreszcie, niech będą one bogate w wartości duchowe, bo przynajmniej dla części z Was mają one również bardzo duże znaczenie.