Helpowe refleksje. Niewidomi chcą się uczyć

Trudno się dziwić, że nasz wrześniowy Help omawia przede wszystkim edukację niewidomych i słabowidzących. Jak co miesiąc, nasi autorzy poruszają również inne tematy, ale ten jest najważniejszy. W związku z tym, że i dla mnie jest on taki ważny, poświęcę mu te refleksje w całości.

Jaka jest edukacyjna sytuacja naszego środowiska? Jakie życiowe szanse stwarzają nam polskie szkoły i uczelnie? Czy uczęszczanie do nich daje gwarancję życiowych sukcesów? Jak się okazuje, odpowiedzi na te pytania nie są łatwe. Kwestia jest tak złożona, że można to oceniać różnie. Gdy jesteśmy pozytywnie nastawieni do życia i dotrą do nas dobre wieści, mamy poczucie, że jest nieźle, a co więcej – idzie ku lepszemu. Gdy jednak mamy zły nastrój i dowiemy się o jakichś idiotycznych problemach, tracimy to przekonanie i mamy jedynie najgorsze przypuszczenia. Czy da się to jakoś zobiektywizować? Zapewne tak, ale nie mam takiej ambicji. Podzielę się jedynie pewną liczbą spostrzeżeń i refleksji. Nie posunę się do ostatecznych konkluzji chociażby dlatego, że przy tak złożonym temacie zawsze mogę spotkać kogoś o innym doświadczeniu, życiowym nastawieniu, kto dowiedział się o przypadku pozytywnym, albo negatywnym, akurat odwrotnie do tego, co ja ostatnio spotkałem.

Sam uczęszczałem najpierw do szkoły dla uczniów słabowidzących, która mieści się w Warszawie na ulicy Koźmińskiej. Za moich czasów miała inny adres i mimo, że nie została nigdzie przeniesiona, była na ulicy Górnośląskiej. Tak się składa, że znajdowała się wtedy i znajduje teraz na rogu tych dwóch ulic. Potem uczyłem się w szkole podstawowej dla niewidomych w Laskach, a następnie chodziłem do warszawskiego liceum, co w dzisiejszym języku można określić jako edukację włączającą. Na koniec studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim. Dzięki tej różnorodności oraz faktowi, że mam czterech synów w wieku od 16 do 34 lat, a oni uczęszczali do różnych szkół, mogę w jakimś stopniu porównać edukację wtedy i teraz.

W moich czasach szkoły specjalne, które lubię nazywać specjalistycznymi, a niestety takie ich określenie nie zostało do tej pory usankcjonowane i zastosowane w praktyce, były placówkami bardzo wyjątkowymi. Dotyczy to przede wszystkim szkoły w Laskach, ale także innych. To były szkoły, w których nie tylko uczono dzieci od pierwszej klasy podstawowej do ósmej, następnie zawodu, a kilka lat potem również przygotowywano do matury w tamtejszych liceach, albo do wybranych zawodów w dodatkowych szkołach, chociażby masażu, ale także prowadzono rozliczne działania pozaszkolne i to na naprawdę wysokim poziomie. Przykłady? Proszę bardzo. W Laskach pani Stefania prowadziła pozalekcyjne zajęcia z muzyką poważną oraz całkiem dobry chór. Było to na tak wysokim poziomie, że wielu ówczesnych uczniów korzystało z pozyskanej wtedy wiedzy przez dziesiątki następnych lat. Jestem żywym tego dowodem. Podobnie świetne były zajęcia rehabilitacyjne, sportowe, kulinarne, literackie. W Laskach nauczyliśmy się tyle, że w następnych latach już w liceum mogliśmy nieco odpoczywać. Wiedzieliśmy po prostu więcej niż nasi koledzy z klasy. I dotyczyło to nie tylko mnie, lecz innych absolwentów Lasek z tamtych lat. Z tego co wiem od przyjaciół z innych szkół specjalnych, tam było podobnie.

Czy teraz też tak jest? Otóż mam poważne wątpliwości. Obserwujemy, że edukacja w całym kraju to nie to samo, co wtedy. W szkołach dla niewidomych i słabowidzących również to zauważamy, ale dochodzą do tego także inne problemy. Koncepcja edukacji włączającej dokucza tym placówkom. Wszyscy chyba rozumieją potrzebę integracji, ale edukacja włączająca może być dobrze oceniona, gdy będzie dobrze zaprojektowana i dofinansowana. Z tego co wiem, nawet sama koncepcja nie jest dopracowana, a o finansach lepiej nawet nie mówić. Jest ona głównie modą – ma być nowocześnie, tak jak na Zachodzie, integracyjnie i z pełnymi możliwościami uczniów niepełnosprawnych jak w przypadku sprawnych. To jednak tylko marzenia. Nikt bowiem nie może dać gwarancji, że uczniowie w konkretnej szkole i klasie będą wyrozumiali, empatyczni i pomocni. Często nie są, a nawet przeciwnie – potrafią dokuczać. Wystarczy kilkoro uczniów ze złymi charakterami, by włączanie było trudne.

Załóżmy jednak, że uczniowie są na wysokim poziomie kultury osobistej i chcą uczyć się razem z niepełnosprawnymi kolegami i koleżankami. Wtedy pojawia się kolejny problem. Niewidomi i słabowidzący wymagają oprzyrządowania niwelującego skutki ich niepełnosprawności, często dodatkowej pomocy ze strony asysty w szkole oraz podręczników. W teorii miało być cudownie, a w praktyce? Subwencje przeznaczone na edukację tych uczniów gdzieś znikają po drodze biurokratycznych decyzji. W szkołach brakuje wiedzy, o jakie przyrządy chodzi, jakie podręczniki zapewnić, jaka asysta pomogłaby w kształceniu. Często dochodzi o wypytywania rodziców, jak to zorganizować. Pyta się również samych uczniów. Skąd jednak gwarancja, że oni potrafią odpowiedzieć na te pytania? Fakt, że jest się rodzicem niewidomego dziecka nie musi oznaczać, że się wie. To przecież jest zupełnie osobna, skomplikowana i rozległa wiedza. Spotkałem się z sytuacjami, że rodzice i sami uczniowie odpowiadają na takie pytania, że niczego nie wymagają. Lepiej by było, gdyby powiedzieli, że po prostu nie wiedzą. To spowodowałoby szukanie wiedzy gdzie indziej, na przykład w naszej fundacji, a tak dyrekcja szkoły i nauczyciele są zadowoleni, że zrobili wszystko, co niezbędne i poprzestają na tym.

Jak w takich warunkach wygląda edukacja włączająca? Okazuje się, że dzieci są tak źle kształcone, że dochodzi w pewnym momencie do decyzji, by dziecko oddać do szkoły specjalnej, czego wcześniej chciano uniknąć. Kto jednak zrekompensuje straty poniesione w ciągu kilku lat? Po udaniu się do szkoły specjalnej, dzieci czy młodzież pokazuje prawdziwą twarz edukacji włączającej – nie znają brajla, nie odbyli zajęć rehabilitacyjnych, nie są oczytani, kiepsko radzą sobie z przedmiotami ścisłymi. Zostają najgorszymi uczniami w nowej klasie i muszą nadrabiać zaległości. Czy jednak o to chodziło twórcom tej idei? Miało przecież być inaczej!

Do szkół, do których uczęszczają uczniowie niepełnosprawni miały trafić dodatkowe, znaczące środki finansowe. Nauczyciele mieli być dodatkowo przeszkoleni. Dzięki środkom finansowym szkoły te miały dysponować nieodzownym sprzętem, na przykład w odniesieniu do uczniów niewidomych – brajlowskimi monitorami, notatnikami, dyktafonami, komputerami, brajlowskimi podręcznikami, a uczniów słabowidzących – powiększalnikami obrazu, zarówno kieszonkowymi do używania przenośnego, jak i stacjonarnymi, nie mówiąc o całej gamie innych rozwiązań. Zazwyczaj w szkołach takiego sprzętu nie widać. Co z asystą, dodatkowymi zajęciami itd.? Gdzie się więc podziewają te subwencje???

Gdyby władzom udało się przejść od naiwnej teorii do zaprojektowania kompleksowego rozwiązania włączającego, niemal wszyscy rodzice popieraliby nowy system. Oby to się udało pani minister Zalewskiej. Na razie jednak mamy jedynie złudne nadzieje i frazesy ze strony tych, którzy lubią o tym opowiadać, ale nie potrafią tej narracji wzbogacić o konkrety.

Dlaczego dzielę się tymi obawami i krytyką w kontekście omawiania sytuacji w szkołach specjalnych? Nie bez przyczyny. Wraz z amokiem na temat włączania niepełnosprawnych uczniów w nurt edukacji masowej, szkoły te są w dużym stopniu zaniedbywane – w zasadzie być może ktoś wpadł na pomysł stopniowego ich wygaszania! Na szczęście pojawiła się już refleksja, że tylko tam jest know how, jak kształcić tę młodzież. Gdzie jednak istotne i niezbędne wsparcie dla nich? Jako placówki specjalne, winny być traktowane specjalnie. Powinien dotrzeć do nich nowoczesny sprzęt, wielu bardzo wykwalifikowanych specjalistów, którzy byliby w stanie uczyć młodzież tak, jak było w moich czasach. Tylko takie podejście na aktualnym etapie daje szanse w dorosłym życiu: jak najwięcej nauki, wiele umiejętności, zapas wiedzy, znajomość języków obcych, poświęcenie specjalnej uwagi na przedmioty, w których uczeń ma większe zdolności, kontakty z inną młodzieżą, czyli przemyślana integracja, a nie sztampowa, na wzór nieudanych eksperymentów itd. Zamiast tego przez ostatnie lata plączemy się pomiędzy koncepcjami i żałujemy środków. Prawda jest prosta: wszystko, co wiąże się ze zdrowiem i sprawnością w przypadku ludzi słabszych, chorych, niepełnosprawnych, kosztuje dużo. Nie da się zrobić tego tanim kosztem.

Tańsza jest namiastka edukacji, tak samo jak namiastka rehabilitacji. Na czym z kolei ona polega? Na braku sprzętu i wymagań. Nie ma urządzeń brajlowskich, lektorskich, powiększających obraz, podręczników i książek, brajlowskich słowników, dobrego dostępu do Internetu, udźwiękowienia i ubrajlowienia otoczenia, ścieżek naprowadzających, dźwiękowych informatorów itd.

Czy zatem niewidomi chcą się uczyć? Ambitni niewidomi chcą. Inni nie wiedzą, jakie to ważne, bo ulegają pokusie i negatywnej reklamie. Panoszy się model życia łatwego, w ramach którego wysiłek edukacyjny nie jest konieczny. Gdy jednak tym samym osobom wyjaśni się, jakie wymagania stawia życie razem z innymi, porównywalne do życia osób pełnosprawnych, zaczynają rozumieć swój błąd i także oni chcą być dobrze kształceni.

Gdyby ktoś jeszcze nie rozumiał naszej promocji aktywności, zapraszamy do nas, do punktów doradczych Fundacji Szansa dla Niewidomych, a jeszcze mocniej do samokształcenia i pokazania innym, że jesteśmy od nich lepsi w naszej specjalności.

Aktualności

Wydrukowano ludzką rogówkę

Portal losyziemi.pl informuje, że brytyjskim naukowcom z University of Newcastle po raz pierwszy udało się wydrukować ludzką rogówkę za pomocą technologii druku 3D. Badacze opracowali specjalny biotusz, który może ostatecznie przyczynić się do rozwiązania problemów osób borykających się z utratą wzroku.

Wsparcie osób niepełnosprawnych i opiekunów, dokonania i plany

Jak donosi Gazeta Prawna – 15 czerwca, w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” w Warszawie odbyło się spotkanie „Wsparcie osób niepełnosprawnych i opiekunów, dokonania i plany”, w którym uczestniczyli m.in. premier Mateusz Morawiecki oraz Elżbieta Rafalska, minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Na spotkaniu premier Morawiecki powiedział: „Chcę podkreślić, że nasz rząd – pomimo tych politycznych emocji, które się wokół tego fundamentalnie ważnego tematu narodziły – od pierwszych dni jest rządem, który stara się prowadzić politykę społeczną, politykę solidarnościową”. Podczas spotkania zabierali także głos reprezentanci środowisk osób niepełnosprawnych. Wśród nich byli obecni przedstawiciele Fundacji Szansa dla Niewidomych. Marek Kalbarczyk podkreślił potrzebę powstania specjalnego instytutu naukowo-badawczego. „W Polsce mamy za mało naukowców – specjalistów, którzy powiedzą, jak najmądrzej te środki wydać” – ocenił.

Kwestie dotyczące asystentów osób niepełnosprawnych poruszył Sylwester Peryt, a Janusz Mirowski problematykę z obszaru dostępności.

RadioKSON rozpoczęło nadawanie

Jak się dowiadujemy ze strony Karkonoskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych, 27 czerwca rozpoczęło nadawanie RadioKSON. Patronujący działalności nowej stacji Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych tak charakteryzuje misję radia: „Tworzymy je głównie z myślą o osobach z niepełnosprawnościami, seniorach, ale i o wszystkich pozostałych, którzy chcą coś w swoim życiu zmienić. Będziemy mówić jak żyć aktywnie, ciekawie i zdrowo”.

Spotkanie informacyjne w Białostockim Centrum Aktywności Społecznej

Jak informuje portal wyborcza.pl, 28 czerwca Fundacja Szansa dla Niewidomych oraz Open Education Group zorganizowały w Centrum Aktywności Społecznej w Białymstoku spotkanie informacyjne dotyczące projektu „Aktywna i otwarta integracja w województwie podlaskim”, finansowanego ze środków UE. Podczas spotkania osoby bezrobotne, w tym z niepełnosprawnością wzroku, mogły się m.in. dowiedzieć, jak otrzymać bezpłatne wsparcie, by działać bardziej aktywnie. Podczas spotkania można było usłyszeć jak uzyskać bezpłatne wsparcie, m.in. w obszarach: doradztwa i warsztatów psychologicznych dla osób z niepełnosprawnością, warsztatów kompetencji IT dla osób niewidomych i niedowidzących, warsztatów gospodarowania budżetem domowym, poszukiwania pracy, konsultacji z prawnikiem, szkoleń zawodowych (spawacz metodą MIG, sprzedawca z obsługą kasy fiskalnej, opiekun osoby starszej, pomoc kuchenna), cztero- i sześciomiesięcznych staży zawodowych.

Powstanie pierwsze w kujawsko-pomorskim przedszkole dla dzieci niewidomych

Na portalu radiopik.pl Sława Skibińska-Dmitruk pisze o projekcie wybudowania pierwszego w kujawsko-pomorskim przedszkola dla dzieci niewidomych. Przedszkole mieścić się będzie przy ulicy 3-go Maja w Bydgoszczy. Opiekę znajdzie tam 40 maluchów.

Najnowsza wersja aplikacji MyMPK Poznań

Na stronie poznan.tvp.pl poinformowano o wprowadzeniu najnowszej wersji aplikacji MyMPK Poznań, oznajmiającej lokalizacje najbliższych przystanków tramwajowych lub autobusowych oraz godziny odjazdów tych środków komunikacji. Osoby niewidome i niedowidzące mogą korzystać z najnowszej wersji aplikacji przygotowanej przez Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Poznaniu. Aplikacja została stworzona z myślą o pasażerach, którzy mają problemy z korzystaniem z usług komunikacji miejskiej.

Konsultacje społeczne projektu KRRiT

Jak informuje portal wirtualnemedia.pl, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przekazała do konsultacji społecznych projekt rozporządzenia w sprawie udogodnień dla osób z dysfunkcją wzroku lub słuchu. KRRiT pragnie zagwarantować określoną ilość tłumaczeń na język migowy oraz audiodeskrypcji w programach telewizyjnych. Uwagi i opinie do projektu zainteresowani mogli składać do 17 sierpnia 2018.

Zbiórka pieniędzy na zakup samochodu dla dzieci niewidomych z Rwandy

Jak donosi na swojej stronie Radio Maryja, Polska Agencja Inwestycji i Handlu zorganizowała zbiórkę pieniędzy na samochód dla podopiecznych ośrodka szkolno-wychowawczego prowadzonego przez siostry franciszkanki w Kibeho w Rwandzie. „W samym środku czarnej Afryki funkcjonuje niesamowity ośrodek dla niewidomych dzieci prowadzony przez dwie zakonnice ze zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża z Lasek. Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że powinniśmy im pomóc” – powiedział Prezes PAIH Tomasz Pisula. Zbiórka trwała od grudnia ubiegłego roku. Niebawem samochód zostanie przetransportowany z Polski do Kibeho.

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Częstochowie wprowadził brajlowskie Karty Praw Pacjenta

Jak donosi na swojej stronie Polskie Radio Katowice, wrocławskie Stowarzyszenie „Twoje Nowe Możliwości” przygotowało dla Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie brajlowskie wersje Karty Praw Pacjenta. – To ogromna pomoc dla niewidomych pacjentów, którzy dzięki tej karcie mogą zapoznać się z prawami, które im przysługują – podkreśla dr Szymon Gacek, kierownik oddziału neurologii szpitala. Placówka posiada 25 brajlowskich kart praw pacjenta i są one dostępne u pielęgniarek oddziałowych.

Chiny rozpoczęły masową produkcję autonomicznych minibusów

Jak informuje portal zmianynaziemi.pl, chiński gigant internetowy Baidu ogłosił rozpoczęcie masowej produkcji autonomicznych minibusów Apolong, przeznaczonych do komunikacji miejskiej. Mieszczący do czternastu pasażerów pojazd powstał we współpracy z chińskim producentem autobusów King Long. Osiąga prędkość 70 km/h, ma zasięg 100 km, nie posiada ani kierownicy, ani hamulców, zamiast tego został wyposażony w system kamer i czujników oraz komputer pokładowy.

Płatności zbliżeniowe przez iPhona w końcu możliwe

Nikogo już nie dziwi płacenie kartami w terminalach. Do płatności zbliżeniowych nie wszyscy są przekonani, ale o płatności telefonem jeszcze mało kto słyszał. Niniejszy artykuł pokaże możliwość bezpiecznego płacenia telefonem. Jest tu mowa o iPhonach. System płatności nazywa się Apple Pay. Android ma swój system płatności, Google Pay, który trzeba sobie samemu zainstalować i skonfigurować.

Karta płatnicza to elektroniczny instrument płatniczy, który umożliwia zdalny dostęp do pieniędzy zgromadzonych na rachunku bankowym. Dzięki karcie płatniczej możemy płacić bezgotówkowo za towary i usługi. Można nią dokonywać transakcji w bankomacie i wpłatomacie. Za jej pomocą możemy płacić na odległość, czyli np. przez Internet i telefon.

(https://www.nbportal.pl/slownik/pozycje-slownika/karta-platnicza)

Jako ciekawostkę napiszę, że są bankomaty, w których jest wyjście na słuchawki (mały Jack). Wystarczy włożyć słuchawki w gniazdo, a bankomat przemówi i pozwoli nam bezproblemowo wypłacić gotówkę. Należy tylko słuchać uważnie wypowiadanych komunikatów i wykonywać polecenia. Uważam, że to bardzo pomocne rozwiązanie dla osób niewidomych i mających różne problemy ze wzrokiem.

Karty zbliżeniowe to karty płatnicze umożliwiające dokonywanie płatności bez wkładania karty do terminala. Wystarczy tylko zbliżyć kartę w okolice terminala płatniczego, a płatność sama się dokona. Karty takie posiadają dodatkową antenkę NFC. NFC to technologia umożliwiająca wymianę informacji między urządzeniami na niewielkie odległości. W Polsce zapłacimy zbliżeniowo do 50 zł bez podawania PINu. Powyżej tej kwoty należy wprowadzić PIN. Banki wydają też różne gadżety zbliżeniowe typu naklejki, opaski, zegarki, breloczki.

(http://www.topkontabankowe.pl/platnosci-nfc/)

Obecnie większość smartfonów ma wbudowane anteny NFC. Wszystkie iPhony począwszy od iPhona 6 też mają takie anteny. W Polsce nie było wdrożonej platformy do płacenia iPhonami. Od 19.06.2018 Apple Pay, czyli platforma płatnicza jest już dostępna.

Nazwa Apple Pay sugeruje nam, że będzie to coś od firmy Apple i związane z płaceniem, i tak rzeczywiście jest. W dużym uproszczeniu Apple Pay to zbliżeniowe płatności dokonywane za pomocą urządzeń firmy Apple. Ktoś powie, że przecież można na telefon nakleić naklejkę z banku i mamy to samo. Otóż nie do końca tak jest. W dalszej części artykułu są pokazane zalety płatności Apple Pay nad zwykłymi naklejkami zbliżeniowymi z banku.

Lista banków, które obsługują Apple Pay to:

Alior Bank,

Bank Pekao S.A.,

Bank Zachodni WBK,

BGŻ BNP Paribas,

Getin Noble Bank,

mBank,

Raiffeisen Polbank,

T-Mobile Usługi Bankowe.

(https://www.bankier.pl/)

Żeby skorzystać z płatności zbliżeniowych w telefonie, musimy mieć iPhona z technologią NFC i mieć kartę zbliżeniową w jednym z banków obsługujących Apple Pay. Lista będzie sukcesywnie rozwijana, więc jeśli nie ma naszego banku na liście, to warto dopytywać się o usługę Apple Pay w naszym banku.

Jeśli mamy kompatybilny telefon i jesteśmy obsługiwani przez odpowiedni bank, a chcemy skorzystać z Apple Pay, to następnym krokiem jest dodanie naszej karty w aplikacji Wallet. Aplikacja ta jest fabrycznie instalowana w iPhonie. Wystarczy ją tylko wybrać z ekranu i otworzyć. Dodawanie karty jest bardzo proste i intuicyjne. Po otwarciu aplikacji klikamy przycisk „Dodaj Kartę”, następnie „Dalej”. Mamy tu trzy możliwości dodania. Możemy dodać kartę, którą mamy przypisaną do Appstora, sfotografować kartę, albo wpisać dane ręcznie. Następnie mamy do zaakceptowania regulaminy. Ostatni krok to weryfikacja sms. Tutaj nowość. Dostajemy sms, który „automagicznie”, czyli sam, wkleja się w pole kodu. Zatwierdzamy tylko i mamy aktywowaną kartę w Apple Pay. Jeśli mamy już kartę w Appstore, to system automatycznie zasugeruje nam tę kartę.

Bezpieczeństwo. Płacenie iPhonem zdaje się być bezpieczniejsze od zwykłych płatności zbliżeniowych, do których jako społeczeństwo jesteśmy już przyzwyczajeni. Dokonując transakcji telefonem nie jest wysyłany numer naszej karty, ani inne dane, tylko tzw. token, czyli specjalny numer przyporządkowany do urządzenia. W Polsce transakcje zbliżeniowe do 50 zł nie są objęte PINem. Jest to dobre i wygodne rozwiązanie, ale z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ktoś nieuczciwy mobilnym terminalem zrobił kilka transakcji na nasz koszt, zbliżając mobilny terminal do naszego portfela. Apple pomyślało także o tym i żadna transakcja nie przejdzie, gdy nie dokona się biometryczna autoryzacja, czyli musimy dotknąć palec do czytnika linii papilarnych, albo spojrzeć na telefon i zidentyfikować twarz, obecnie tylko iPhone X. Takie rozwiązanie z jednej strony zabezpiecza nas przed przypadkową kradzieżą, a z drugiej sprawia, że podawanie PINu przy większych sumach nie jest potrzebne i tak rzeczywiście jest. W starszych terminalach może pojawić się sporadycznie prośba o PIN, wówczas wystarczy podać dowolny ciąg czterech cyfr. Wniosek z tego taki, że aby zmniejszyć ryzyko wykradzenia gotówki przez płatności zbliżeniowe, gdy mamy skonfigurowaną kartę płatniczą w naszym telefonie, to lepiej nie nosić z sobą tradycyjnej karty. Jedyny uzasadniony przypadek posiadania karty przy sobie to wypłata gotówki z bankomatu, albo gdy wiemy, że będziemy chcieli płacić tam, gdzie nie ma terminala zbliżeniowego, chociaż obecnie to już rzadkość. Można nawet spotkać bankomaty, które mają funkcję zbliżeniową.

Apple Pay jest bezpieczniejszy od karty, bo po ukradzeniu telefonu nikt nie wypłaci nic, bo nie będzie mógł przeprowadzić autoryzacji biometrycznej. Mimo takiego zabezpieczenia kradzież telefonu czy karty zawsze należy zgłosić w banku. Kolejny aspekt bezpieczeństwa to możliwość podejrzenia na telefonie kwoty transakcji. Ten aspekt jest szczególnie ważny dla osób niewidomych. Przy płaceniu tradycyjną kartą musieliśmy zaufać sprzedawcy, że pobierana kwota jest zgodna z tym, co kupujemy. Gdy płacimy telefonem, dostajemy od razu powiadomienie z kwotą transakcji i innymi szczegółami. Nawet gdy z jakichś przyczyn powiadomienie nie dojdzie, to możemy w aplikacji Wallet w historii sprawdzić kwotę. Szkoda tylko, że kwota nie wyświetla się na telefonie przed transakcją. Może kiedyś i tak będzie, jeśli Apple dostanie takie sugestie. W każdym razie i tak jest lepiej porównując do tego co było, bo kwotę widzimy od razu po transakcji i w razie czego możemy od razu się wykłócać.

Kolejną zaletą Apple Pay jest to, że jeśli mamy więcej kart, to mamy wszystko pod kontrolą i pełną świadomość, którą kartą płacimy. Plastiki wszystkie są podobne i nie do odróżnienia przez osoby niewidome, a gdy płacimy Apple Pay, wystarczy uruchomić aplikację, wybrać kartę którą chcemy zapłacić, dokonać autoryzacji biometrycznej, przyłożyć do terminala i gotowe. Aplikację Wallet uruchamiamy wciskając dwa razy przycisk home na zablokowanym ekranie, ale nie autoryzując – autoryzacji należy dokonać dopiero po wybraniu karty. W iPhonie X jest podobnie, z tą różnicą, że wciskamy dwa razy przycisk boczny.

Ostatnim udogodnieniem z korzystania z Apple Pay jest to, że odpada nam wpisywanie kodu PIN na ekranach dotykowych, co w przypadku osób niewidomych jest praktycznie nie do wykonania. W tym przypadku autoryzacja dokonuje się za pomocą linii papilarnych lub identyfikacji twarzy w nowszych telefonach.

Może zastanawiać, czy Apple Pay ma jakieś minusy czy haczyki? Nie ma nic takiego, a jeśli dodamy do tego, że za korzystanie nic nie zapłacimy, to wydaje się być to naprawdę ciekawe, dostępne i godne polecenia rozwiązanie.

Jak płacić Apple Pay? Płacenie za pomocą Apple Pay jest bardzo proste.

Pierwszy sposób: na zablokowanym ekranie klikamy szybko dwa razy przycisk home, palcem, który odblokowuje telefon, na iPhone X dwa razy Power i spoglądamy na telefon, żeby uwierzytelnić Face ID, wówczas mamy zrobioną autoryzację biometryczną. Uaktywnia się aplikacja Wallet, a na ekranie komunikat „zbliż do czytnika”. Zbliżamy, terminal i telefon wydają dźwięk i gotowe. W tym przypadku płatność dokonuje się z domyślnej karty.

Drugi sposób: zablokowany telefon zbliżamy do czytnika, na wyświetlaczu jesteśmy proszeni o odcisk palca lub w iPhone X o spojrzenie, by przeprowadzić autoryzację – i płatność zrobiona. W Tym przypadku płatność również dokonuje się z domyślnej karty.

Jeśli chcemy wybrać inną kartę niż domyślna, to: w iPhonie X klikamy dwa razy przycisk power, ale nie spoglądamy na telefon. Stukamy w kartę, wybieramy właściwą i uwierzytelniamy się spoglądając na smartfona. W urządzeniach starszych dwa razy przycisk Home, ale nie palcem od autoryzacji, klikamy w kartę – pojawiają się inne karty do wyboru, wybieramy właściwą i autoryzujemy się palcem. Możemy też przyłożyć telefon do terminala, ale bez palca na czytniku i powtórzyć operację.

W każdym przypadku od razu po transakcji dostajemy powiadomienie z kwotą. Smartfona do terminala zbliżamy tą częścią, gdzie znajduje się tylny aparat fotograficzny.

Aby sprawdzić historię płatności należy otworzyć aplikację Wallet, wybrać interesującą nas kartę, widzimy tu ostatnią transakcję. Jeśli chcemy zobaczyć 10 ostatnich transakcji, klikamy „Więcej informacji” i tam wybieramy „Transakcje”.

Podsumowując, ktoś może powiedzieć, że płacenie telefonem to żadna nowość, bo to tak, jak by płacił kartą, że to gadżet i do niczego mu niepotrzebne…

To, że gadżet i trochę szpan, to może racja, ale jednak jest to nowość. Taka płatność działa na zasadzie karty, ale jednak kartą nie jest. Płatność Apple Pay jest bezpieczniejsza, bo nie zostaną pobrane środki z konta bez autoryzacji biometrycznej. Płatność taka ma tę przewagę, że niemal od razu widzimy ile zapłaciliśmy. Tzn. możemy odczytać w naszym smartfonie ostatnią transakcję, a także historię. Mamy też kontrolę nad naszymi kartami i nie musimy się zastanawiać która jest która. I w końcu terminale dotykowe już nie stanowią przeszkody. Osobiście polecam wszystkim używanie Apple Pay, szczególnie tym, którzy nie lubią nosić kart, portfela, chcą mieć zawsze pieniądze przy sobie i dbają o bezpieczeństwo oraz wygodę.

Gdyby pojawiły się pytania czy wątpliwości, zapraszam do kontaktu:

Przymat82@gmail.com

Zamknij oczy i… czytaj!

W maju bieżącego roku Fundacja Szansa dla Niewidomych rozpoczęła realizację projektu „Biblioteki otwarte dla wszystkich – szkolenia dla bibliotekarzy z obsługi niepełnosprawnego czytelnika i promocji”, dofinansowanego ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Projekt powstał z myślą o poszerzeniu dostępu osób z dysfunkcją wzroku do książek w najróżniejszych ich formach. Najlepszą do tego drogą okazało się poszerzenie świadomości pracowników bibliotek, które posiadają już zbiory w druku powiększonym, brajlowskim, czy też audiobooki. Często w bibliotekach znajdują się dostosowane stanowiska komputerowe, zaopatrzone w odpowiednie oprogramowanie oraz specjalistyczny sprzęt. Niestety, nieraz pracownicy wcale nie wiedzą jak dokładnie urządzenia te działają i nie posiadają wiedzy z zakresu obsługi osób niepełnosprawnych. Te czynniki wpływają na ich nieumiejętność skorzystania z istniejących już możliwości, a brak wiedzy i zrozumienia niepełnosprawności może tworzyć uczucie dyskomfortu i bariery po obu stronach. Szkolenia przeprowadzone przez Fundację przybliżą bibliotekarzom świat osób z dysfunkcją wzroku. Niektóre osoby niewidome i niedowidzące nie wiedzą, gdzie w swojej okolicy mogą skorzystać z dostępnych zbiorów. Co z tego, że biblioteka posiada zasoby czytelnicze czy urządzenia, skoro brak im promocji w gronie najbardziej zainteresowanych? Na tę potrzebę odpowiada druga część projektu, w której bibliotekarze wspólnie z Fundacją stworzą i wdrożą działania promocyjne ukierunkowane na osoby niepełnosprawne.

Projekt potrwa do końca roku 2018 – na stronie Fundacji (www.szansadlaniewidomych.org) w zakładce projektu „Biblioteki dostępne dla wszystkich”, będzie można znaleźć listę bibliotek, które wzięły udział w projekcie. Już dziś zapraszamy do bibliotek z przeszkolonym i chętnym do pomocy personelem. Do końca roku jeszcze daleko, a interesujących książek do przeczytania czeka mnóstwo! Choć najwięcej dostępnych zbiorów znajduje się w dużych bibliotekach, to ciekawe tytuły w odpowiadającej nam formie znajdziemy nie tylko w dużych miastach. W Polsce działa co najmniej 150 bibliotek gromadzących książki dla osób z dysfunkcją wzroku. Gdzie szukać lektury w brajlu, druku powiększonym i czytanych? W których bibliotekach można posłużyć się powiększalnikiem, odtwarzaczem cyfrowym lub skorzystać z przystosowanego stanowiska komputerowego? Zapraszam do zapoznania się z listą najlepiej dostosowanych bibliotek z różnych regionów Polski.

Biblioteka Centralna Polskiego Związku Niewidomych w Warszawie

To największa i najbardziej znana z bibliotek. Trzon księgozbioru stanowi literatura piękna, klasyka, powieści dla dzieci, młodzieży i dorosłych, pozycje popularnonaukowe, poradniki, książki w językach obcych oraz bieżące i archiwalne czasopisma środowiska niewidomych i słabowidzących. W zbiorach biblioteki znajdziemy największy księgozbiór brajlowski w Polsce (ok. 50 tys. woluminów), książki mówione (ok. 500 tys. kaset, 6 tys. płyt i 7 tys. tytułów w zapisie cyfrowym), książki z tekstem cyfrowym (ok. 2 tys. pozycji), a także filmy z audiodeskrypcją i płyty muzyczne.

Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie

Biblioteka w 2017 roku wzięła udział w programie „Małopolska. Kultura wrażliwa. Poprawa dostępności wojewódzkich instytucji kultury dla osób z niepełnosprawnościami” i otrzymała tytuł biblioteki dostępnej dla niepełnosprawnych wzrokowo i ruchowo. Posiada w pełni przeszkolony, zawsze chętny do pomocy personel. W strukturze WBP istnieje specjalistyczna Wypożyczalnia Książki Mówionej i Brajlowskiej, która gromadzi i udostępnia książki nagrane na kasetach (ok. 18 tys. tytułów polskich i zagranicznych dla osób w różnych grupach wiekowych), książki na nośnikach CD i MP3 (istnieje możliwość wypożyczenia odtwarzacza cyfrowego do ich obsługi), literatura w druku powiększonym oraz w alfabecie brajla. Możliwe jest również wypożyczenie filmów z audiodeskrypcją. Na miejscu osoby z dysfunkcją wzroku mogą skorzystać z dostosowanego stanowiska komputerowego z oprogramowaniem udźwiękawiającym i powiększającym oraz urządzeniem lektorskim. Osobom, które nie mogą przyjechać do biblioteki osobiście, książki dowożone są do domu.

Książnica Podlaska im. Łukasza Górnickiego w Białymstoku

Przestrzeń siedziby głównej Książnicy Podlaskiej została specjalnie dostosowana do potrzeb osób niewidomych i niedowidzących. Na parterze, pierwszym, drugim i szóstym piętrze oraz klatce schodowej zainstalowano system oznakowania podłogowego (ścieżkę dotykową), tabliczki z napisami w alfabecie Braille’a oraz udźwiękowione terminale (tablice) informacyjne typograficzne. Biblioteka posiada oprogramowanie Easy Converter, umożliwiające konwersję materiałów bibliotecznych na formaty przystosowane do potrzeb osób niewidomych i niedowidzących (MP3, druk powiększony, druk brajlowski), stanowiska komputerowe z programami udźwiękawiającymi i powiększającymi, cyfrowe odtwarzacze książki mówionej, powiększalniki, urządzenia lektorskie i lupy elektroniczne. Książnica Podlaska gromadzi pokaźne zbiory – prawie tysiąc woluminów w druku powiększonym, blisko 200 w brajlu oraz ponad 11 tys. audiobooków.

Legnicka Biblioteka Publiczna

Biblioteka gromadzi książki pisane alfabetem brajla. Zajmuje się dostarczaniem tych wydawnictw do domów osób niewidomych i niedowidzących. W ramach programu „Książka na telefon” dostarczane są pozycje w druku powiększonym oraz książki mówione, nagrania na kasetach magnetofonowych, audiobooki, a także nagrania muzyczne. Stacjonarnie w bibliotece możemy skorzystać z dostosowanego stanowiska komputerowego oraz pomocy pracowników przeszkolonych z obsługi osób niepełnosprawnych. Instytucja daje możliwość rozwoju twórczego osób niepełnosprawnych poprzez wydawanie ich tomików poezji i prozy. Organizuje liczne wydarzenia czytelnicze, aktywnie współpracując z różnymi zrzeszeniami, fundacjami i stowarzyszeniami. Zatrudnia również osoby z różnymi niepełnosprawnościami, za co w 2012 roku otrzymała I miejsce i statuetkę LODOŁAMACZ 2012.

Książnica Zamojska

W Ośrodku Czytelnictwa Niepełnosprawnych możemy skorzystać z książek mówionych udostępnianych na kasetach, płytach CD, w formacie MP3 i Daisy. Znajdziemy tam również książki czarnodrukowe z serii „duże litery” oraz czasopisma w formie elektronicznej. Ośrodek stwarza czytelnikom niepełnosprawnym możliwości rozwijania swoich umiejętności i zdolności twórczych, poprzez aktywne uczestnictwo w organizowanych wydarzeniach kulturalnych organizując warsztaty, konkursy, koncerty i wystawy, spotkania czwartkowe dla niewidomych i niedowidzących.

Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Gorzowie Wielkopolskim

Biblioteka oferuje ponad 1.200 pozycji czytelniczych w formie MP3. Ośrodek Integracji i Aktywności oferuje książki napisane alfabetem Braille’. Biblioteka jest wyposażona w drukarkę brajlowską, maszyny do pisania alfabetem Braille’a, urządzenia Colorino rozpoznające kolory, urządzenie lektorskie i odtwarzacze książek.

Wkład niewidomych w działania dla Niepodległej

Zbliżamy się wielkimi krokami do setnej rocznicy niepodległości Polski. Nie możemy pominąć roli osób niewidomych w pracy na rzecz Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej. W wielu dziedzinach życia właśnie osoby z dysfunkcją wzroku zaznaczyły swoją pracą i osiągnięciami istotny udział w tworzeniu niepodległości naszej ojczyzny.

Oto materiały poświęcone dwóm niewidomym politykom działającym w okresie dwudziestolecia międzywojennego:

Mjr Edwin Wagner – inwalida wojenny, przewodniczący zarządu Związku Ociemniałych Żołnierzy RP, poseł na Sejm w latach trzydziestych XX wieku, urodzony w 1899 roku w miasteczku galicyjskim Frysztak (19 km od Krosna).

Stanisław Bukowiecki – ociemniały prawnik, współtwórca polskiego prawodawstwa, minister Sprawiedliwości w Radzie Stanu w latach 1916–1918, organizator, a następie prezes Prokuratorii Generalnej w Wyzwolonej Polsce.

Do bliższego przedstawienia tych postaci wykorzystaliśmy materiały opublikowane w „Pochodni” z czerwca 1994 r. i z listopada 1979 r.

Mjr Edwin Wagner

Najwięcej o charakterze i woli walki żołnierza jest w stanie powiedzieć tylko inny żołnierz. O majorze Wagnerze tak pisał płk Czapliński: „Charakter wielce szlachetny oraz wysokie moralne zalety, obok wojskowych zdolności, uczyniły go najlepszym oficerem pułku”; „W walkach majowych pod Berezyną i Uszą, w bitwie pod Niwkami dnia 23 maja 1920 roku ciężko ranny w głowę i lewy bok, dostał się do niewoli, z której po zawarciu pokoju powrócił zupełnym inwalidą, ślepym na oba oczy…”.

O Edwinie Wagnerze można powiedzieć, że był rasowym wojskowym. Walkę miał we krwi od dziecka. W wieku 17 lat, jeszcze w gimnazjum (1916 r.) ochotniczo wstąpił do szóstego pułku piechoty Legionów – specjalnie utworzonej dziewiątej kompanii harcerskiej. Uczestniczył we wszystkich bitwach tego pułku. Już w wieku 18 lat, po odmowie przysięgi wierności państwom centralnym, przez trzy miesiące był więziony w obozie na Węgrzech, a następnie wcielony do armii austriackiej. W tamtych czasach zaczęła się jego działalność konspiracyjna. Będąc w armii działał w podziemnej organizacji POW, której celem było zjednoczenie rozproszonych w niej Polaków. 20 lutego 1918 roku został skierowany do szkoły oficerskiej w Radzyniu.

W wieku zaledwie 20 lat (1919 r.) powierzono mu dowództwo plutonu, a później, w tym samym roku – dowództwo drugiej kompanii harcerskiej II Dywizji Legionów. Podczas walk w Boryszewie w październiku 1919 roku został dwukrotnie ranny. To nie ostudziło jego woli walki. Dwa miesiące później objął dowództwo szóstej kompanii harcerskiej II pułku piechoty Legionów.

W 1920 r. został ponownie ciężko ranny. W tym przypadku rany były tak dotkliwe, że kompani pozostawili go na polu bitwy – uznając za zmarłego. W wyniku owych walk (23 maja 1920 – bitwa pod Murową) i tragicznej pomyłki kolegów, major Edwin dostał się do niewoli bolszewickiej – przebywał w obozie jenieckim pod Moskwą. Już jako ociemniały żołnierz wrócił do Polski w ramach wymiany jeńców w marcu 1921 r. 26 stycznia 1922 r. awansowano go ze stopnia porucznika do rangi majora. Z początkiem listopada 1923 r. został przeniesiony w stan spoczynku.

Ociemniały Edwin Wagner nie chciał tracić kontaktu z wojskiem i przede wszystkim kończyć działania na rzecz Rzeczpospolitej. Po powrocie do kraju w 1921 roku uczył się w wojskowym zakładzie szkolenia ociemniałych we Lwowie. Po rozpoczęciu nauki otrzymał do zarządzania opuszczone gospodarstwo rolne na Wołyniu. W 1923 r. postanowił o przeprowadzce do niewielkiej miejscowości Parchań pod Inowrocławiem. Kupił tam ok. 20 ha ziemi. Otrzymane we Lwowie gospodarstwo zwrócił na mocy aktu notarialnego w formie darowizny pierwotnemu właścicielowi, który wrócił z zesłania w Rosji. Wagner powrócił jednak do Lwowa w 1929, ze względu na nominację na kierownika Domu Inwalidów Wojennych, który się tam mieścił.

Edwin Wagner postanowił kształcić się i służyć wojsku na inne sposoby. Nie mógł już walczyć, ale poświęcił się pomocy innym ociemniałym żołnierzom. Na przełomie 1922 i 1923 roku przebywał w Paryżu, aby tam zapoznać się z formami rehabilitacji społecznej i zawodowej ociemniałych. Był także jednym z założycieli Małopolskiego Związku Ociemniałych Żołnierzy „Spójnia”, którego został pierwszym prezesem. Od 1925 r. przestał pełnić tę funkcję, za to wybrano go na prezesa honorowego. W 1929 r. za jego sprawą zintegrowały się regionalne organizacje ociemniałych żołnierzy, które stworzyły Związek Stowarzyszeń Ociemniałych Żołnierzy RP (od 1934 r. nazwany Związkiem Ociemniałych Żołnierzy RP). Tę funkcję pełnił do 1944 r. W 1933 r. Wagnera wybrano również na prezesa Związku Inwalidów Wojennych RP – była to organizacja powstała jako połączenie Związku Ociemniałych Żołnierzy RP i Związku Inwalidów Wojennych – dwóch najstarszych organizacji kombatanckich w Polsce.

W 1930 r. zaczęła się także polityczna kariera Wagnera. W listopadzie, kandydując z okręgu lwowskiego, został wybrany na posła Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z ugrupowania Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Do następnej kadencji Sejmu wybrano go ponownie w 1935 r. W Sejmie działał w trzech komisjach: wojskowej, społecznej i budżetowej. Poza polityką krajową interesowały go sprawy międzynarodowe. Wielokrotnie reprezentował Polskę na arenie międzynarodowej. Uczestniczył w kongresach i posiedzeniach organizacji europejskich i światowych. Był delegatem międzynarodowej organizacji inwalidzkiej FIDAC i zastępcą przewodniczącego organizacji CIAMAC.

Major wraz z rodziną przez długi czas mieszkał w Warszawie na Kole. Tam zastał go wybuch II wojny światowej, w związku z czym postanowił o ponownym udaniu się do Lwowa. Ten okres nie był dla niego łatwy. Jego polityczna i prospołeczna działalność nie podobała się służbom bezpieczeństwa Związku Radzieckiego. Wagnerem od powrotu do Lwowa zaczęło interesować się NKWD. To zmusiło go, aby przedostać się do Warszawy, gdzie uciekł przez „zieloną granicę”. W Warszawie zaangażował się w działalność podziemia. Całymi nocami słuchał stacji zagranicznych dzięki ukrytemu odbiornikowi. Z wysłuchanych informacji tworzył notki, które następnie przekazywał tworzącej się prasie podziemnej. Działalność konspiracyjną prowadził także poprzez założony w kolegami w 1939 r. Polski Związek Wolności. Była to – obok Związku Walki Zbrojnej (ZWZ) – jedna z pierwszych komórek konspiracyjnych. Ta działalność spowodowała, że w Warszawie również znalazł się na celowniku służb okupanta. Córka Majora tak opisała wydarzenie, które miało miejsce w 1940 r.: „Ktoś zdradził, przyszli po rodziców, lecz w czasie rewizji znaleźli gazetę niemiecką z relacją o Zjeździe CIAMAC w Berlinie i zdjęciem, na którym Hitler podaje ojcu rękę. Zdjęcie to zrobiło na gestapowcach duże wrażenie i ojca zostawili”. Jednak po tym wydarzeniu nie dano rodzinie Wagnerów spokoju.

Jego żona – Kazimiera została aresztowana i spędziła w więzieniu na Pawiaku ok. dwa lata – powróciła tuż przed Bożym Narodzeniem 1942 r. W 1941 r. Edwin trafił do więzienia na ok. dwa miesiące. Został zwolniony dzięki interwencji przewodniczącego CIAMAC w Berlinie i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w Genewie. Duch walki, mimo tych okoliczności, nie został w nim poskromiony. Po opuszczeniu więzienia powrócił do pracy konspiracyjnej i działalności w Związku Ociemniałych Żołnierzy RP. W tym ostatnim skupiał się przede wszystkim na organizacji opieki nad ociemniałymi inwalidami drugiej wojny światowej, organizowaniu pomocy finansowej dla ociemniałych na terenach przyłączonych do Rzeszy (przerzuty zapomóg finansowych przez granicę przez specjalnych kurierów), opiece i organizowaniu pomocy finansowej i rzeczowej w postaci dodatkowych przydziałów żywności dla ociemniałych.

W styczniu 1944 r. Wagner ponownie trafił na Pawiak. Gestapo aresztowało go w biurze Związku Ociemniałych Żołnierzy. Nie istnieją jednoznaczne dowody na to, jak po aresztowaniu potoczyły się losy Majora. Na pewno podjęto starania, aby Niemcy wypuścili go na wolność. Podobno 25 lutego Wagner opuścił Pawiak, jednak do domu nie powrócił. Przed długi czas myślano, że został rozstrzelany przez Niemców w gruzach Getta. Jednak później wykazano, że z dużym prawdopodobieństwem trafił do obozu w Oświęcimiu. Płk. Piotr Wojciszewski – były więzień obozu – mówił, że Wagnera spotkał właśnie na terenie obozu. Nie są to informacje w pełni potwierdzone, ponieważ w aktach prowadzonych przez Niemców nie ma wymienionego jego nazwiska. Jednak na ich prawdziwość wskazuje zegarek brajlowski znaleziony w gablocie z przedmiotami odebranymi więźniom. Taki sam, jakim posługiwał się Wagner. Ze względu na te szczątkowe informacje przyjmuje się, że data śmierci mjr. Edwina Wagnera przypada na przełom listopada i grudnia 1944 r.

Major został uhonorowany najwyższymi odznaczeniami, wśród których znajdują się: Order Virtuti Militari V klasy, krzyże: Komandorski i Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Niepodległości, francuska Legia Honorowa, jugosłowiańska Korona.

Major Edwin Wagner przeżył swoje życie bardzo intensywnie. Niepełnosprawność nie hamowała jego walecznego ducha. Należy pamiętać, że wzrok stracił w wieku zaledwie 21 lat. Chęć życia i młodzieńcza werwa nie opuszczały go po wydarzeniach wojennych, w wyniku których przestał widzieć. Być może stało się tak również za sprawą ukochanej dziewczyny. Żoną Wagnera została lwowianka Kazimiera Zawadzka. Poznali się, gdy żołnierz jeszcze widział. Po powrocie do kraju, po okresie niewoli, wyjechał do Lwowa. Miłość przetrwała niepowodzenia. Edwin i Kazimiera mieli troje dzieci: Jerzego, Aleksandrę i Barbarę. Barbara opowiadała: „Ojciec miał wspaniałą pamięć, duże zdolności humanistyczne i słuch muzyczny (…). Patriotyzm był tą najwyższą wartością, którą wpajano nam od najwcześniejszego dzieciństwa. Ojciec rzadko wspominał swą młodość i walki, w których brał udział (…) Muszę też wspomnieć nasze okupacyjne wigilie. Ojciec zawsze podkreślał uroczysty charakter wieczerzy wigilijnej strojem, który był dla niego najwyżej ceniony – mundurem wojskowym. Tak też było w czasie okupacji. Mama była tym przerażona: Niemcy mogą wpaść! Odpowiadał: Nawet najwięksi oprawcy dziś świętują!”. To pokazuje jego odwagę i niezłomność w postępowaniu według przyjętych wartości. Również sekretarka Helena Jeruzelska wypowiadała się o bohaterze: „Jego urodą był szczery polski uśmiech i bezpośredniość w obcowaniu. Zawsze pogodny, dla każdego serdeczny, życzliwy, opiekuńczy, gotów z rzetelną poradą i pomocą”.

Stanisław Bukowiecki

Stanisław Bukowiecki, urodzony w roku 1867 we Włonicach na Kielecczyźnie, przyczynił się zarówno do kształtowania znanej nam dzisiaj Rzeczpospolitej – jej ram prawnych i administracyjnych, jak i systemu wsparcia niewidomych i słabowidzących w naszym kraju. Wychowywał się, kiedy wszyscy żyli jeszcze wspomnieniami powstania styczniowego. Jego rodzice prowadzili szpital polowy – ojciec jako lekarz, matka jako pielęgniarka. Rodzina Bukowieckich pielęgnowała wartości patriotyczne. Matka pisała bajki i wiersze dla dzieci o tematyce historycznej, w sposób łatwo przyswajalny dla dzieci, np.: „Jedynka, a za nią toczą się trzy zera – to Chrobry z Ottonem ugodę zawiera…”.

Stanisław Bukowiecki studiował prawo najpierw na Uniwersytecie Warszawskim, następnie na za granicznym kordonem na Wszechnicy Jagiellońskiej, natomiast tytuł doktora uzyskał na uniwersytecie w Heidelbergu. Jego wykształcenie poparte było znajomością języka rosyjskiego i niemieckiego.

Problemy ze wzrokiem pojawiły się po ukończeniu studiów. Na początku postrzegał tylko niektóre punkty pola widzenia, później rozpoznawał jedynie światło, aż wreszcie i te funkcje zanikły. Nie do końca młody prawnik chciał pogodzić się z tym faktem. Dzięki znajomościom zawartym za granicą, udało mu się dostać na konsultacje do doktora Gałęzowskiego praktykującego w Paryżu. Niestety, Bukowiecki wraca stamtąd już bez nadziei na odzyskanie wzroku. Nie wie czy będzie w stanie dalej wykonywać zawód prawnika. W kryzysie, zarówno na gruncie zawodowym, jak i psychicznym, pomaga mu matka. Dzięki jej pomocy lektorskiej, adwokatowi udaje się napisać wysoko oceniany w środowisku artykuł na temat przemysłu ciężkiego. Treść artykułu zainteresowała szczególnie przemysłowca, który oczarowany zdolnościami i wiedzą prawnika, pomaga mu w zdobyciu stanowiska syndyka w przemysłowych zakładach starachowickich. Bukowiecki znalazł niszę w dziedzinie prawniczej, stając się jednym z najwyżej cenionych specjalistów w zakresie prawa górniczego.

Kiedy miał 38 lat władze carskie zgodziły się na pewne ułatwienia w dostępie do polskich instytucji oświatowych. W Warszawie powstały Kursy Naukowe, w ramach których wykłady z dziedziny prawa publicznego i administracyjnego powierzono Bukowieckiemu. Równolegle do jego kariery naukowej, rozwijała się jego działalność społeczna. Nie każdy jest świadom, że Stanisław Bukowiecki w 1910 r. wspomógł Różę Czacką w dziele utworzenia Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, a w trzynaście lat później został honorowym prezesem Zjednoczenia Pracowników Niewidomych RP.

W trakcie I wojny światowej, kiedy Polakom udaje się wywalczyć odrobinę niezależności, zostaje wydane zezwolenie na utworzenie Rady Stanu, która ma dać im wrażenie niezależności. W nowej strukturze Bukowiecki został powołany do resortu sprawiedliwości. Otrzymuje w niej stanowisko dyrektora departamentu, a po utworzeniu ministerstw – tekę ministra sprawiedliwości.

Po faktycznym odzyskaniu przez Polskę niepodległości, Bukowiecki decyduje się na podjęcie dużego wyzwania. Zostaje mu powierzone zorganizowanie, a następnie kierowanie na stanowisku prezesa Prokuratorią Generalną (nie mylić z prokuraturą), mającą na celu ochronę skarbu państwa. Zadanie to wykonuje z pełną starannością. Tworzy zespół ludzi pochodzących z trzech różnych zaborów, którzy znają panujące tam odmienne systemy prawne, w celu zbudowania nowego, jednolitego, możliwie najlepszego systemu. Poprzez te działania przyczynił się do budowy dziś znanego nam prawa. Podczas wojny zajmował się jeszcze pracą w podziemiu. Mimo wieku i niepełnosprawności wiernie działał na rzecz Niepodległej Polski. Pisał do prasy konspiracyjnej, a władze podziemne proponowały mu przewodniczenie sądom specjalnym.

Koniec kariery Bukowieckiego nastał wraz z upadkiem Warszawy we wrześniu 1939 r. W tym czasie prawnik ma już ponad siedemdziesiąt lat. W wyniku bombardowania stolicy niemiecki pocisk zapala dom przy Żurawiej, w którym mieszkał.

Życie prywatne Bukowieckiego nie należało do najszczęśliwszych i wartych długiego opisu. Pierwsza żona umarła wkrótce po urodzeniu córki, która także umarła w młodym wieku. Był ponownie żonaty, jednak ten związek nie przetrwał próby czasu.

Bukowiecki zmarł w lutym 1944 r. Jego działalność pozostaje wzorem dla kolejnych pokoleń Polaków. Mimo swojej niepełnosprawności wytrwale dążył do rozwoju, prowadził czynne życie zawodowe, naukowe, działał dla dobra ojczyzny oraz jej obywateli. Z racji niepełnosprawności, zawsze bliscy mu byli ociemniali, na których rzecz czynnie działał przez całe życie.

Jego postawa moralna i intelekt przyczyniły się do budowy Niepodległej Polski. Jego działalność najlepiej opisują słowa, które zostały wyryte na jego nagrobku: „Mąż stanu, znakomity prawnik, działacz i wychowawca społeczny o wielkim umyśle, rozległej wiedzy, niezłomnym charakterze i gorącym sercu. Życie poświęcił Polsce i walce o sprawiedliwość społeczną”. Stanisław Bukowiecki został pochowany na cmentarzu na warszawskich Powązkach.

Wiemy jak światło z urządzeń elektronicznych niszczy wzrok

Jak donosi serwis Science Daily, naukowcy z Uniwersytetu w Toledo (USA) odkryli mechanizm, stojący za szkodliwością niebieskiego światła dla wzroku.

Niebieskie światło, naturalnie emitowane przez słońce, jest też wytwarzane przez ekrany urządzeń elektronicznych, takich jak komórki i laptopy oraz oświetlenie energooszczędne.

Choć od dawna wiadomo było, że nadmierna ekspozycja na niebieskie światło uszkadza siatkówkę i może przyczyniać się między innymi do zwyrodnienia plamki żółtej, to dzięki nowym wynikom badań wiadomo jaki proces stoi za tym zjawiskiem. Pojawia się także szansa na opracowanie terapii spowalniających proces chorobowy.

Zwyrodnienie plamki żółtej jest nieuleczalną chorobą polegającą na obumieraniu fotoreceptorów w siatkówce. Fotoreceptory potrzebują molekuły zwanej retinalem do odbierania światła i przetwarzania go na informacje wzrokowe. Retinal jest wytwarzany w oku i stale w nim obecny. Bez niego fotoreceptory są bezużyteczne. Niestety, pod wpływem niebieskiego światła retinal zapoczątkowuje reakcje prowadzące do powstawania toksyn nieodwracalnie uszkadzających fotoreceptory.

Na szczęście istnieją sposoby pozwalające ograniczyć szkody dla wzroku spowodowane niebieskim światłem. Badacze zauważyli, że alfa-tokoferol, pochodna witaminy E i naturalny przeciwutleniacz, zapobiega obumieraniu komórek. Wzrok pomagają także chronić okulary ze specjalnymi filtrami ograniczającymi ilość niebieskiego światła wpadającego do oka.

Badacze sugerują, aby nie wpatrywać się w ekrany komórek i komputerów w ciemności oraz korzystać z rozwiązań ograniczających emisję światła niebieskiego przez urządzenia elektroniczne. Mogą to być na przykład specjalne powłoki na ekrany LCD lub aplikacje automatycznie dostosowujące temperaturę koloru ekranu komputera w zależności od pory dnia.

„Norwid” – moja szkoła

Wybranie ścieżki edukacyjnej niewidomemu dziecku nie jest rzeczą prostą. W Polsce, zwłaszcza w małych miejscowościach, nadal niewiele jest szkół przystosowanych i otwartych na przyjęcie niewidomego ucznia. Wciąż bowiem mała jest świadomość, że niewidomy uczeń to przede wszystkim uczeń. Brak wzroku nie determinuje go jako człowieka. Należy od niego wymagać, ale też zapewnić mu równy dostęp do tego wszystkiego, z czego bez najmniejszych trudności korzystają uczniowie, którzy widzą. Moi rodzice takiej szkoły nie znaleźli. Dlatego postanowili oddać mnie do ośrodka w Laskach. To był trudny czas dla nas wszystkich, zwłaszcza na początku. Małemu, niezmiernie wrażliwemu dziecku ciężko bowiem było wytłumaczyć, że dzięki takiej szkole w przyszłości będzie bardziej samodzielne, niezależne; że będzie się tam mogło rozwijać i budować poczucie własnej wartości. Ono chciało do domu, do swoich zabawek, ulubionych dróżek i zwierzątek.

W Laskach spędziłam dziesięć lat swojego życia i bardzo dużo się tam nauczyłam. Przyszedł jednak czas kolejnych wyborów. Gimnazjum właśnie się skończyło. Trzeba wybrać jakieś liceum. Ale jakie? Czułam, że, mimo wszystko, potrzebuję zmian, że Laski są świetnym miejscem, ale ja, żeby się rozwijać, muszę wszystko to, czego się nauczyłam, zastosować „w praktyce”, żyjąc także wśród widzących rówieśników. Rodzice zaczęli rozglądać się za jakąś szkołą dla mnie. Znaleźli. Pojechaliśmy tam i było rzeczywiście całkiem miło. Ja jednak nie czułam się do końca przekonana. Dlaczego? Bo wiedziałam, że poza zwykłymi klasami, posiada ona także oddziały integracyjne, gdzie jest maksymalnie 20 uczniów, spośród których kilku to osoby z różnymi niepełnosprawnościami. Ponadto, na lekcjach obecnych jest dwóch nauczycieli, z których jeden prowadzi lekcje, a drugi, nazywany nauczycielem wspomagającym, pomaga uczniom niepełnosprawnym, którzy mają z czymś problem. Takie przynajmniej jest teoretyczne założenie. Ja bardzo nie chciałam trafić do takiej klasy, ponieważ byłam wówczas na etapie, który dziś nazywam: „Ja wam pokażę, że sobie radzę. SAMA”. Teraz mnie to bawi, ale wtedy było moją zmorą.

Jakimś cudem udało się jednak rodzicom i nauczycielom przekonać mnie, że klasa integracyjna „to nie jest samo zło” i we wrześniu 2010 roku rozpoczęłam naukę w klasie 1g w III Liceum Ogólnokształcącym z Oddziałami Integracyjnymi im. C.K. Norwida w Kielcach. Teraz, z perspektywy czasu, myślę, że to był naprawdę dobry wybór. Nie zamierzam oszukiwać, że szkoła była perfekcyjnie przygotowana na to, żebym mogła się w niej uczyć, mimo że nie byłam pierwszą osobą niewidomą, która ją ukończyła. Często czegoś nie było albo ktoś czegoś nie wiedział i nie chciał się dowiedzieć; często miałam ochotę powiedzieć: „dość!” i wrócić do Lasek. Nigdy tego jednak nie zrobiłam. Mimo tych wszystkich trudności, spotkałam tam kilka naprawdę niezwykłych osób, które pokazały mi, że, nawet jeśli się nie ma wypukłych pomocy, to świat się nie kończy, bo można je zrobić. Jak? Na przykład wstać o czwartej rano, żeby niewidomej uczennicy wyrysować na folii ŚRUBOKRĘTEM, bo innych, nieco bardziej pożądanych do tego celu narzędzi nie było, schemat ludzkiego mózgu, ponieważ dobrze byłoby, żeby wiedziała, jak wygląda. To moja wychowawczyni – biolożka, pani Agnieszka Woźnicka, która pokazała mi, że bycie nauczycielem to powołanie przez wielkie P.

Kolejną taką niezwykłą osobą, którą zawsze wspominać będę bardzo ciepło, jest Profesor Arendarski – polonista. Na jego zajęciach zawsze miałam wszystko to, co ma reszta. Gdy klasa otrzymywała materiały spoza podręcznika, ja też je dostawałam na pendrive’ie w formie elektronicznej. Poza tym pan profesor prowadził, nadal zresztą tak jest, grupę teatralną, której poświęcał masę swojego wolnego czasu. Ja, że jestem istotą lubiącą zarówno czynny, jak i bierny udział w artystycznych aktywnościach, już na początku liceum „zabłądziłam” na spotkanie grupy i czasem im podgrywałam do różnych ciekawych spektakli. Nawet ostatnio, mimo, że skończyłam liceum już pięć lat temu, miałam przyjemność występowania z tą grupą w Kieleckim Centrum Kultury. Graliśmy „Listy Katyńskie” – przedstawienie, którego częścią były autentyczne listy polskich oficerów zamordowanych przez NKWD podczas II wojny światowej. To było piękne – móc z perspektywy czasu i własnych, dorosłych doświadczeń obserwować, z jaką pasją grają zarówno uczniowie, jak i pan profesor – ich reżyser, mentor i opiekun.

Ktoś powiedział mi kiedyś, że „Norwid” to szkoła z atmosferą i ja wiem, że to jest prawda. Jest to przestrzeń do przeróżnych, twórczych działań, w których biorą udział zarówno sprawni, jak i niepełnosprawni. To nie ma znaczenia. Liczą się chęci i umiejętności. Resztę można zaadaptować tak, żeby wszystko się udało zrobić.

Dzisiaj mogę też powiedzieć, że trzy lata spędzone w trzecim liceum także wiele mnie nauczyły. Przede wszystkim tego, że czasem jest naprawdę potwornie trudno, ale można zdać maturę nawet gdy nie ma się dostępu do wszystkich podręczników i materiałów, które w szkołach dla niewidomych są codziennością. Poza tym nauka w klasie z widzącymi to naprawdę inna bajka niż ta, której bohaterami są tylko niewidomi. Ta lekcja była chyba dla mnie najtrudniejsza: zaakceptować, że ludzie mnie czasem nie rozumieją, że nie wiedzą, co potrafię i mogę zrobić, a czego nie. Nauczenie się przebywania i obcowania z widzącymi kolegami i koleżankami zajęło mi też chyba najwięcej czasu, bo wiązało się z budowaniem nowego poczucia własnej wartości. Wśród niewidomych rówieśników byłam raczej osobą, która zazwyczaj ze wszystkim sobie radziła, nierzadko pomagała także innym. Z widzącymi znajomymi sprawa wyglądała nieco inaczej, bo nagle okazywało się, że to ja potrzebowałam jakiejś ich pomocy, bo trzeba coś przepisać z tablicy albo opisać obrazek, gdyż tego akurat wymagało zadanie z angielskiego. Dlatego właśnie uważam, że odejście z ośrodka dla niewidomych do szkoły średniej, gdzie uczyli się pełnosprawni ludzie, było bardzo dobrą decyzją. Czy III liceum w Kielcach to idealny wybór? Myślę, że naprawdę dobry i z czystym sumieniem poleciłabym tę szkołę jako przyjazną i otwartą na uczniów z różnymi niepełnosprawnościami.

Niewidomi w szkolnictwie wyższym

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w akademickim 2016/17 roku w Polsce było aż 390 szkół wyższych. Kształciło się w nich ok. 1 milion 400 tysięcy studentów. 132 to uczelnie publiczne, w których uczy się ponad 75% studentów. Większość studentów wybiera stacjonarny tok studiów (66,4 %). Najpopularniejsze kierunki studiów mieszczą się w kategoriach: biznesu i administracji, inżynieryjno-technicznej oraz społecznej.

Bardzo ciekawą statystykę przedstawia GUS na temat wyboru formy kształcenia przez osoby niepełnosprawne. W roku akademickim 2016/17 studenci niepełnosprawni stanowili 1,9% wszystkich studentów.

Tabela: Studenci niepełnosprawni

Rok akademicki
Studenci niepełnosprawni
Absolwenci niepełnosprawni

ogółem
stacjonarne
niestacjonarne
ogółem
stacjonarne
niestacjonarne
2016/17
25 074
15 537
9 537
7 041
4 148
2 893
2015/16
26 341
16 131
10 210
7 545
4 190
3 355

Jak widać w powyższej tabeli, liczba studentów spadła o ponad tysiąc miedzy rokiem 2015/16 a 2016/17. Co więcej, według GUS-u liczba niepełnosprawnych studentów maleje stale od 2013 r. GUS nie wskazuje, czy jest to już niepokojące zjawisko społeczne, czy stan wpisujący się w ogólny niż demograficzny. Na pewno warto śledzić ten wątek i szukać przyczyn takiego stanu rzeczy. Wśród studiujących niepełnosprawnych większość decyduje się na studia dzienne.

A jak wygląda grupa osób niepełnosprawnych, gdy spojrzeć na grupy kierunków, które wybierają? Jak wśród nich wypadają niewidomi i słabowidzący? Szczerze mówiąc sama zaczynając pisać ten artykuł nie sądziłam, że ktoś przeprowadził tak ciekawe badania. A jednak! Wśród wspomnianych 25 tysięcy studentów z niepełnosprawnościami, największa liczba wybiera kierunki z zakresu biznesu, prawa i administracji. Druga najpopularniejsza grupa to: technika, przemysł, budownictwo, a trzecia: nauki społeczne i dziennikarstwo. Według przeprowadzonych badań na dzień 30 listopada 2016 r. było 2 225 studiujących niewidomych i słabowidzących. W tym na studiach stacjonarnych 1 376, a zaocznych 849. Najpopularniejsza grupa kierunków to ponownie biznes, prawo i administracja (481 osób), drugie miejsce to nauki społeczne i dziennikarstwo (338 osób), trzecie: zdrowie i opieka społeczna (310 osób). Kolejne miejsca zajęły: nauki humanistyczne i sztuka (284 osoby), kształcenie (262 osoby), technika, przemysł i budownictwo (228 osób), technologie teleinformacyjne (121 osób), nauki przyrodnicze, matematyka i statystyka (101 osób), usługi (80 osób). Ostatnie grupy to: rolnictwo (18 osób) i indywidualne studia międzyobszarowe (2 osoby). Rodzaje szkół, jakie wybierali niewidomi i słabowidzący, to – według popularności: 834 osoby – uniwersytety, 325 – wyższe szkoły techniczne, 260 – wyższe szkoły ekonomiczne, 126 – wyższe szkoły pedagogiczne, 59 – uniwersytety medyczne, 55 – wyższe szkoły rolnicze, 33 – akademie wychowania fizycznego, 14 – szkoły artystyczne, 13 – szkoły teologiczne, 6 – szkoły morskie.

Zainteresowanych tematyką odsyłam na stronę Głównego Urzędu Statystycznego, gdzie można pobrać raport, z którego zaczerpnięte są te dane. Statystyka obejmuje również takie grupy niepełnosprawności jak: niesłyszący i słabosłyszący, osoby z niepełnosprawnością ruchu oraz innych niepełnosprawnych. Link: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/edukacja/edukacja/szkoly-wyzsze-i-ich-finanse-w-2016-r-,2,13.html

To, co może przyciągnąć lub zniechęcić niewidomych do studiowania w konkretnych placówkach, to sposób przystosowania do ich potrzeb, w tym dostosowania techniczne, jak plany obiektów, nakładki na poręcze, tabliczki na drzwiach, które pozwalają trafić do wyznaczonej auli na wykład lub, jak to często bywa, uczącemu się do późna studentowi pomogą w dotarciu na egzamin bez spóźnienia. Ważne jest także podejście do studenta – otwartość zarówno innych studentów, wykładowców, a przede wszystkim tzw. BON’ów czyli Biur Osób Niepełnosprawnych, których zadaniem jest pomoc niepełnosprawnym uczniom we wszystkich napotkanych trudnościach. O doświadczenia związane z kształceniem na konkretnych uczelniach, zapytałam kilku ich aktualnych uczniów lub absolwentów.

Milena, Katolicki Uniwersytet Lubelski

Ewa, Politechnika Świętokrzyska

Robert, Uniwersytet Wrocławski

Gabriela, Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach

Justyna, Uniwersytet Gdański

Karolina, Uniwersytet SWPS

Zuzanna, Uniwersytet Marii Skłodowskiej Curie

1. Czy jesteś zadowolona/y z czasu spędzonego na uczelni?

Milena: Jestem zadowolona. Nigdy nie spotkałam się z tym, by utrudniano czy uniemożliwiano mi studiowanie. Studiuję w trybie niestacjonarnym, ale nie mieszkam w Lublinie. W związku z tym podczas zjazdów potrzebuję miejsca, by się zatrzymać. Przez BPSN (Biuro Pełnomocnika Studentów Niepełnosprawnych) udało mi się uzyskać miejsce w domu studenta. Byłam tam przyjmowana zawsze z ogromną życzliwością i otwartością. Wykładowcy również byli niezwykle przyjaźni.

Ewa: Studenci z mojego roku tworzyli bardzo zgraną grupę. W związku z tym uważam, że ludzie – zarówno wykładowcy, jak i studenci sprawili, że czas spędzony na Politechnice to bardzo wartościowe chwile w moim życiu, pomimo iż Politechnika nie jest dostępna pod względem architektonicznym dla osób słabowidzących.

Robert: Jak najbardziej jestem zadowolony z uczelni, formy zajęć jak i kierunku, na którym jestem.

Gabriela: Jestem bardzo zadowolona, gdyż kierunek studiów, który wybrałam, bardzo mnie interesuje. Ponadto moi koledzy i koleżanki ze studiów są dla mnie ogromnym wsparciem. Często bywa tak, że rozumiemy się bez słów.

Justyna: Tak, jestem zadowolona. Jest to uczelnia otwarta na inicjatywy i przyjazna studentowi.

Karolina: Raczej jestem zadowolona.

Zuzanna: Jestem zadowolona z mojej uczelni, spotkałam tam miłych i otwartych ludzi. Polecam ją każdemu.

2. Jakie dostosowania na terenie uczelni i kampusu posiada Twoja uczelnia?

Milena: Są udźwiękowione windy oraz, w niektórych miejscach, oznakowane schody.

Ewa: Politechnika Świętokrzyska posiada w bibliotece stanowisko komputerowe dostosowane do potrzeb osób niewidomych.

Robert: Wydział, na którym jestem, z tego co się orientuję, nie posiada zbyt wielu dostosowań.

Gabriela: Wydziały Uniwersytetu Jana Kochanowskiego znajdują się w kilku miejscach Kielc i w związku z tym dostosowania, jakie znajdują się na uczelni, są zróżnicowane. Na wydziale, na którym studiuję – Wydział Pedagogiki i Psychologii – znajdują się udogodnienia dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich, czytelnia znajdująca się w tym budynku została doposażona w pomoce ułatwiające korzystanie z zasobów czytelniczych osobom z dysfunkcją wzroku. Ponadto na drzwiach każdego pomieszczenia (specjalnie dla mnie) zostały naklejone kartki z numerami sal, które mają odpowiednią wielkość. Budynek Centrum Języków Obcych oraz Biblioteka Uniwersytecka zostały wyposażone w system udźwiękowienia. Ponadto w Bibliotece znajdują się dostosowane stanowiska komputerowe do potrzeb studentów z różnymi niepełnosprawnościami.

Justyna: Tabliczki brajlowskie, plany, szerokie przejścia, windy, przy wejściach punkty informacyjne.

Karolina: Są dość duże cyfry, numery na drzwiach sal. Dla niepełnosprawnych ruchowo jest winda i szerokie wejścia do sal.

Zuzanna: Moja uczelnia posiada ubrajlowione drzwi, oznaczone schody jaskrawym kolorem, na terenie uczelni jest winda ułatwiająca poruszanie się osobom na wózkach.

3. W szczególności czy posiada tabliczki dotykowe na drzwiach, dotykowe plany?

Milena: Uczelnia posiada brajlowskie tabliczki na drzwiach. Nie ma planów dotykowych.

Ewa: Obiekt Politechniki Świętokrzyskiej w ogóle nie jest czytelny dla osoby z dysfunkcją wzroku. Nie są zastosowane żadne rozwiązania, pomimo wielu interwencji.

Robert: Nie posiada.

Gabriela: Na uczelni nie ma dotykowych tabliczek i planów.

Justyna: Tak, posiada.

Karolina: Nic takiego nie zauważyłam.

Zuzanna: Numery sal zapisane są brajlem.

4. Jak wygląda współpraca z Biurem Osób Niepełnosprawnych? Czy są gotowi do pomocy? Szybko rozwiązują problemy studentów?

Milena: Z biurem współpracowało mi się dobrze. Nie miałam problemów.

Ewa: Z BON współpracowało mi się dobrze. Na politechnice osoba niepełnosprawna mogła ubiegać się o dofinansowanie do wszelkich pomocy, sprzętu, asysty, w zależności od potrzeb.

Robert: Jestem bardzo zadowolony, chętnie i szybko reagują, wspierają studentów niepełnosprawnych dodatkowymi stypendiami.

Gabriela: Trudno jest mi na to pytanie odpowiedzieć, ponieważ nie miałam problemu, z którym mogłabym zgłosić się do Biura Osób Niepełnosprawnych.

Justyna: Bardzo dobrze. Są zorientowani w formach pomocy, adaptują materiały dydaktyczne na pliki elektroniczne, brajla, mają do wypożyczenia komputery z oprogramowaniem powiększającym i udźwiękawiającym, organizują zajęcia, wyjścia dla studentów z niepełnosprawnością.

Karolina: Biuro jest super. Pomagają, jest z nimi dobry kontakt. Dużo mogą załatwić.

Zuzanna: Dokładnie nie wiem jak to wygląda, ponieważ nie miałam szczególnych problemów do rozwiązania, ale na każde moje pytanie dostawałam konkretną odpowiedź.

5. Jak profesorowie i dydaktycy są otwarci na wsparcie osoby niewidomej/słabowidzącej w procesie kształcenia zdobywania wiedzy?

Milena: Moim zdaniem są otwarci. Nie spotkałam się z byciem, np. dyskryminowaną. Zdarzyła się nawet kiedyś taka sytuacja, że na zajęciach robiliśmy napisy do krótkiego filmu. Pani wykładowczyni przygotowała dla mnie opisy tego, co widać na ekranie, mimo że dla nas najważniejszy był tekst, który musieliśmy przetłumaczyć.

Ewa: Wykładowcy na uczelni są bardzo wymagający, ale też wyrozumiali i poświęcają sporo czasu, aby student mógł przyswoić wiedzę, w szczególności tę techniczną typu mechanika, mechanika płynów czy silniki. O ile z fizyką, matematyką spotykamy się w liceum, to z przedmiotami wyżej wymienionymi miałam pierwszy raz styczność na uczelni. W związku z tym potrzebowałam dodatkowych godzin, aby zostało mi to wytłumaczone indywidualnie, gdyż podczas wykładów niewiele skorzystałam, ponieważ nie miałam możliwości widzieć tego, co jest na slajdach czy na tablicy.

Robert: Po zajęciach udostępniają materiały, które pojawiały się na slajdach.

Gabriela: Obserwuję dużą niewiedzę w tym zakresie. Wykładowcy często nie wiedzą w jaki sposób mogą pomóc studentowi z dysfunkcją wzroku. Po udzieleniu jasnych wskazówek dotyczących swoich potrzeb, problem ten znika. Wykładowcy najczęściej chętnie udostępniają materiały typu prezentacje. Nie ma z tym większego problemu.

Justyna: To jest kwestia indywidualna – jedni lepiej są przygotowani i empatyczni, drudzy mniej.

Karolina: Raczej dobrze. Są osoby, które nie zawsze rozumieją z czym się zmagam, ale ogólnie jest w porządku.

Zuzanna: Większość wykładowców jest otwarta na problemy osób niewidomych. Niektórzy przesyłali mi materiały na maila, jeżeli była taka potrzeba dostawałam treść egzaminów powiększonym drukiem lub odpowiadałam ustnie.

6. Czy nie spotkałeś/aś się z trudnościami przy załatwieniu indywidualnej formy zaliczenia egzaminu?

Milena: Nie, nigdy.

Ewa: Potrzebowałam, żeby wytłumaczono mi indywidualnie materiał, którego nie rozumiałam, natomiast zaliczałam razem z grupą.

Robert: Nie spotkałem się, wykładowcy często sami proponują druk powiększoną czcionką.

Gabriela: Do tej pory nie miałam takiej sytuacji. Wykładowcy podchodzą do mnie indywidualnie i nie ma z tym problemu.

Justyna: Nie.

Karolina: Nie było problemu.

Zuzanna: Nie spotkałam się.

7. Czy uczelnia zaoferowała Ci kurs orientacji przestrzennej (przemieszczania się po terenie uczelni i kampusu) abyś czuł/a się swobodnie?

Milena: Tak.

Ewa: Nie.

Robert: Nie, nie było i nie ma takiej potrzeby.

Gabriela: Nie, ponieważ nie miałam takiej potrzeby. Wiem natomiast, że jest taka możliwość na UJK.

Justyna: Nie, ale jestem osobą, która jest w miarę samodzielna przy swoim niedowidzeniu.

Karolina: Nie.

Zuzanna: Nie, ponieważ o niego nie zabiegałam, jestem osobą słabowidzącą.

8. Czy biblioteka jest wyposażona w materiały naukowe w formie elektronicznej oraz lektury z brajlu?

Milena: Głównie książki w formie elektronicznej. Jednak zależy to od preferencji studenta, ponieważ w centrum adaptacji materiałów dydaktycznych dla niewidomych istnieje także możliwość wydruku w brajlu nie tylko „słowa pisanego”, ale także grafik.

Ewa: Pewien zasób materiałów jest dostępny w wersji elektronicznej, natomiast w brajlu ja się nie spotkałam.

Robert: Nie mam informacji na ten temat, ponieważ korzystam z „tradycyjnych” materiałów.

Gabriela: Tak, mam dostęp do Akademickiej Biblioteki Cyfrowej. Co do brajla to nie mam wiedzy, gdyż go nie używam.

Justyna: Tak, posiada, a jeśli czegoś brakuje, to BON dostosowuje.

Karolina: Elektroniczne są, ale czy w brajlu, to nie wiem.

Zuzanna: Nie wiem.

9. Czy uczelnia pomaga w sprowadzeniu materiałów naukowych z innych uczelni bądź ich zakupie do zbiorów bibliotecznych w razie potrzeby?

Milena: Sporo materiałów można przygotować na terenie KUL.

Ewa: Nie wiem, ale myślę, że gdyby ktoś potrzebował, postaraliby się sprostać.

Robert: Nie mam takich informacji, w moim przypadku nie było takiej potrzeby.

Gabriela: Tak, ale trwa to bardzo długo.

Justyna: Myślę, że nie byłoby problemu.

Karolina: Nie wiem. Nie byłam w takiej sytuacji.

Zuzanna: Nie wiem.

10. Czy uważasz, że uczelnia jest dobrze przygotowana do obsługi niewidomych studentów? Proszę o ocenę w skali od 1 do 5 (możliwe są „+” i „-„ przy ocenach).

Milena: 4+.

Ewa: 2 – (i to tylko dzięki ludziom, którzy dokładają wszelkich starań, aby studentowi ułatwić dostęp do zdobycia wiedzy.)

Robert: Myślę, że kadra pracownicza sama wychodzi z inicjatywą pomocy osobom niewidomym/słabowidzącym: 4+.

Gabriela: 4.

Justyna: 4 +.

Karolina: 4.

Zuzanna: 4+.

Ten mały ranking wydaje się przedstawiać dość pozytywny obraz polskich uczelni. Studenci nie byli surowi i średnia ocen, którą wystawili, daje mocne 4. Dobrze wypada podejście wykładowców i pracowników uczelni do niepełnosprawnych studentów. Na pewno powinno się nadal pracować nad dostosowaniem przestrzeni. Świadomość władz uczelni się zwiększa, jednak stale brak działań zasłania się brakiem środków. Zwykle na remont czekają kolejne wydziały, budynki, aule, boiska i akademiki. Tym bardziej przy każdym kolejnym, nawet niewielkim remoncie, powinno się pamiętać o studentach niepełnosprawnych. Stanowią oni ogromny potencjał, a brak tych wszystkich przeszkód, które czekają każdego dnia w dotarciu na wykład, pozwoli większą uwagę skupić na tym, co naprawdę ważne – zdobywaniu wiedzy.

Szkoła przyjazna osobom niewidomym

Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Integracyjnymi jest jedyną szkołą w Szczecinie, w której od kilkunastu lat wszystkie klasy są integracyjne.

W liczącej 240 uczniów szkole uczy się 49 osób z niepełnosprawnościami, w tym liczna grupa z dysfunkcją wzroku. Podmiotowemu, indywidualnemu traktowaniu uczniów sprzyjają dwudziestoosobowe zespoły klasowe, w których uczy się młodzież zdrowa i od trzech do pięciu osób z różnymi niepełnosprawnościami.

W 2002 roku Ministerstwo Edukacji Narodowej i Sportu oraz Rzecznik Praw Dziecka nadali szkole miano Lidera Integracji. W 2017 roku placówka otrzymała Certyfikat Szkoły Przyjaznej Osobom Niewidomym, biorąc udział w Kampanii Społecznej „Ja nie widzę Ciebie, Ty zobacz mnie!”, pod honorowym patronatem Ministerstwa Edukacji Narodowej.

„Nauczyciel/Wychowawca Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Integracyjnymi jest człowiekiem, który nie we wszystkim może być wzorem, lecz zawsze powinien nim być w dążeniu do bycia coraz lepszym człowiekiem” (Program wychowawczo-profilaktyczny LOzOI). Kadra liceum jest kompetentna i w pełni przygotowana do pracy z każdym uczniem. Nauczyciele stosują indywidualizację w pracy ze wszystkimi uczniami: zdolnymi, mającymi trudności z różnych przyczyn, niepełnosprawnymi, jak też o różnych potrzebach psychofizycznych. Określają formy niesienia pomocy, szczególnie uczniom ze szczególnymi potrzebami edukacyjnymi. Pomoc psychologiczno-pedagogiczna realizowana jest poprzez różne zajęcia o charakterze korekcyjno-kompensacyjnym, dydaktyczno-wyrównawczym, socjoterapeutycznym czy terapię pedagogiczną i inne specjalistyczne, w zależności od potrzeb uczniów.

W Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Integracyjnymi pracuje wielu specjalistów: psycholodzy, pedagodzy, tyflopedagodzy, logopeda, surdopedagog, socjoterapeuci, nauczyciele zajęć rewalidacyjnych, nauczyciele wspomagający, nauczyciel zajęć korekcyjno-rehabilitacyjnych.

Szkoła dysponuje windą, bardzo dobrze wyposażoną salą rehabilitacyjną, pracownią informatyczną, biblioteką (z bogatym zbiorem książek mówionych, podręczników i książek w brajlu, druku transparentnym), specjalistycznymi pracowniami językowymi, salą gimnastyczną, siłownią. Liceum wyposażone jest w specjalistyczny sprzęt dla osób z dysfunkcją wzroku, m.in. nowoczesny powiększalnik, maszyna brajlowska, drukarka brajlowska.

W szkole oprócz typowych lekcji odbywają się różnorodne zajęcia i imprezy. To są prelekcje, wykłady, projekty m.in. Fundacji Szansa dla Niewidomych, wycieczki edukacyjne, sesje popularnonaukowej, dni i tygodnie przedmiotowe, konkursy, olimpiady i turnieje. W szkole uczniowie mogą uczestniczyć w rozmaitych zajęciach dodatkowych: Szkolnym Kole Sportowym, Kole Teatralnym, Kole Psychologicznym, wolontariacie, Samorządzie Uczniowskim, gdzie mogą rozwijać swoje zainteresowania i pasje. Prowadzone są zajęcia z orientacji przestrzennej, podczas których uczniowie z dysfunkcją wzroku uczą się poruszania po szkole i okolicznych terenach. Zgłębiają tajniki echolokacji i obchodzenia się z białą laską.

Ważnym elementem pracy szkoły jest ciągła edukacja dotycząca funkcjonowania osób z dysfunkcją wzroku oraz uwrażliwienie środowiska lokalnego na potrzeby osób niepełnosprawnych. Pomoże to wszystkim ludziom zrozumieć, że osoby z problemami wzrokowymi mogą i chcą aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym i kulturalnym.

Kontakt:

Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Integracyjnymi

w Szczecinie, Al. Wojska Polskiego 119, 70-490 Szczecin

tel. 91 423 86 77

e-mail: sekretariat@lozoi.pl

Medycyna polska – ciekawostki 2

Nowatorska terapia glejaka mózgu

Dr Michał Zawadzki z Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie i prof. Mirosław Janowski z Johns Hopkins University w USA przeprowadzili pierwszą na świecie wewnątrznaczyniową operację podania leku do złośliwego guza mózgu pod kontrolą rezonansu magnetycznego (MR). Metodę opracowali w USA polscy profesorowie Mirosław Janowski i Piotr Walczak wraz z dr Moniką Pearl, lecz jak dotąd tego typu operacje wykonywano wyłącznie na zwierzętach. Lekarze uznali jednak, że jest to jedyna szansa dla pacjentki, u której nastąpiła wznowa złośliwego guza mózgu – glejaka wielopostaciowego. Rósł on bardzo szybko – milimetr na dobę, dlatego lekarze wystąpili do komisji bioetycznej i dyrektora szpitala o zgodę na przeprowadzenie zabiegu. Polegał on na wprowadzeniu (przez nakłucie w pachwinie) do tętnic mózgu zaopatrujących guz cienkiego cewnika, przez który podano lek bevacizumab.

– Guz był zaopatrywany przez cztery naczynia, do trzech tętnic udało się podać lek pod kontrolą RTG, jednak aby podać go do największej, czwartej tętnicy, konieczne było przeniesienie pacjentki do rezonansu magnetycznego – tłumaczy dr Zawadzki. – Dopiero tam, podając kontrast przez mikrocewnik z różnymi prędkościami, uwidoczniliśmy, jak lek rozprzestrzeni się w guzie i otaczającym go mózgu. Zabieg przebiegł bez powikłań, a po trzech dniach guz zmniejszył się o 5 mm. Metoda może zrewolucjonizować leczenie guzów mózgu – dzięki zastosowaniu MR pozwala na precyzyjne wprowadzenie mikrocewnika i podanie leku bezpośrednio do guza, co minimalizuje toksyczne działanie na otaczające tkanki.

Operacja stawu biodrowego bardziej precyzyjna

Naukowcy z Politechniki Łódzkiej pod kierunkiem prof. Leszka Podsędkowskiego, we współpracy z chirurgiem ortopedą dr n. med. Michałem Panasiukiem skonstruowali innowacyjne urządzenie, mające ułatwić dokładny pomiar zmiany długości nogi, która następuje zwykle w wyniku wstawienia endoprotezy biodra. Chirurg mierzy parametry odsłoniętych kości przed dokonaniem operacji. Następnie urządzenie jest zdejmowane, chirurg montuje protezę, po czym dokonuje pomiaru wtórnego, który pokazuje, o ile zmieniła się długość kończyny w stosunku do pierwotnego pomiaru. Jeżeli zmiana jest niewielka, kończy operację, jeśli wynik pomiaru jest niezadowalający, koryguje położenie elementów stawu biodrowego. Urządzenie umożliwia dokładny pomiar w czasie krótszym niż dotychczasowe narzędzia, toteż skraca czas operacji, a także daje większe gwarancje, że pacjenci po zabiegu nie będą mieli problemów z chodzeniem. Jest 10 razy tańsze niż konkurencyjne metody; zostało opatentowane i najdalej za rok ma być seryjnie produkowane. Źródło: naukawpolsce.pap.pl

Kalkulator ryzyka złamań

Śląscy naukowcy opracowali pierwszy w Polsce algorytm do oceny ryzyka złamań związanego z rozwojem osteoporozy. Pomysłodawcą jest prof. Wojciech Pluskiewicz z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Diabetologii i Nefrologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. W 2010 r. naukowcy przebadali populację ok. tysiąca kobiet w wieku 55+, gromadząc na temat każdej z nich ponad 200 danych dotyczących klinicznych czynników ryzyka osteoporozy. Następnie każdego roku w ankiecie telefonicznej zbierano informacje o występowaniu nowych złamań. Dane z obserwacji posłużyły do stworzenia kalkulatora ryzyka złamań. Opracowania algorytmu podjęły się dr inż. Aleksandra Werner i dr inż. Małgorzata Bach z Politechniki Śląskiej. Stworzyły matematyczny model, który ułatwia prognozowanie ryzyka wystąpienia złamania w perspektywie 5 lat. Algorytm pozwoli na wczesne wykrycie choroby, co jest istotne wobec faktu, że osteoporoza przebiega bezobjawowo.

Opolskie pijawki polecą w kosmos

Pijawki lekarskie (Hirudo medicinalis) z opolskiej hodowli wykorzystano do badań podczas naukowej misji ICAres-1. Podczas tej symulowanej misji na Marsa, którą przeprowadzono na terenie jedynej w Europie stacji habitat Lunares w Pile z udziałem naukowców z Polski, Francji i Niemiec, prowadzono eksperymenty naukowe w warunkach zbliżonych do tych, które mogą panować na terenie stacji kosmicznych. Część medyczna misji prowadzona była pod auspicjami Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Badano m.in. jak mogą być wykorzystane pijawki w ochronie zdrowia astronautów. Pijawka lekarska to prawdziwa fabryka związków chemicznych; część z nich może być z powodzeniem używana przy wspomaganiu leczenia chorób układu krwionośnego, urazów, a nawet chorób neurologicznych.

– Z uwagi na długotrwałość lotów międzyplanetarnych konieczne będzie zapobieganie skutkom unieruchomienia na małej przestrzeni podczas wielomiesięcznej podróży, w tym zakrzepicy głębokiej – uważa pomysłodawca misji, dr Aleksander Waśniowski z UMP. Polskie badania hodowli pijawek w środowisku symulującym mikrograwitację wpisują się w żywotny trend rozwoju badań kosmicznych, polegający na poszukiwaniu odnawialnych i samowystarczalnych źródeł żywności i leków. Źródło: naukawpolsce.pap.com.pl

Centrum badawcze, którego celem będzie rozwój nowoczesnych technologii dla medycyny, powstanie w Zabrzu przy Wydziale Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej.

Jak wyjaśnił dziekan wydziału prof. Marek Gzik, będzie to zespół laboratoriów obejmujących praktycznie pełny zakres inżynierii biomedycznej. Nowe zaplecze naukowe ma ułatwić rozwijanie technologii związanych m.in. z implantacją, przetwarzaniem sygnałów biomedycznych i ich analityką, konstruowaniem medycznych robotów i technologii wirtualnych, a także wspierać rozwój medycyny spersonalizowanej i nowoczesnych systemów wspomagających rehabilitację. Centrum powstanie w oparciu o szacowany na blisko 92 mln zł unijny projekt Assist Med Sport Silesia, który znalazł się na liście kluczowych przedsięwzięć województwa śląskiego. Będzie realizowany przy wsparciu środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014-2020. Wkład własny do projektu na poziomie 20% jego wartości wniesie także koncern Philips Polska. Budowa centrum badawczego powinna ruszyć w 2018 r., otwarcie i rozpoczęcie pierwszych projektów planowane jest na 2020 r. Źródło: naukawpolsce.pap.pl

Ogólnopolska platforma medyczna

Powstaje „Polska Platforma Medyczna – portal zarządzania wiedzą i potencjałem badawczym”, który ma służyć prezentacji naukowego dorobku polskiej medycyny w celu jej popularyzowania i wykorzystywania w praktyce przez środowiska naukowe, a także biznes. Pomysłodawczynią i koordynatorką projektu jest dyrektor Biblioteki Głównej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, Danuta Dąbrowska-Charytoniuk. Liderem projektu jest Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, biorą w nim udział uniwersytety medyczne z Gdańska, Katowic, Lublina, Szczecina, Warszawy oraz Instytut Medycyny Pracy w Łodzi. W bazie ma się znaleźć ok. 20 tys. badawczych materiałów naukowych (np. publikacje w czasopismach naukowych, monografie naukowe, rozprawy doktorskie, dane badawcze), ok. 210 tys. informacji o patentach, dostępnej na uczelniach aparaturze badawczej, projektach, nagrodach, wyróżnieniach. Będzie też ok. 6 tys. profili naukowców. Informacje będą przygotowane w jednolity sposób, zgodnie z międzynarodowymi standardami i wymogami baz medycznych, tak by były łatwo dostępne. Platforma ma być gotowa w 2020 r. W przyszłości będą mogły się do niej dołączać inne zainteresowane jednostki. Projekt jest w całości finansowany z unijnych funduszy z programu Polska Cyfrowa – przeznaczono na ten cel 37,2 mln zł.

Łódzkie Centrum Symulacji Medycznych

Uniwersytet Medyczny w Łodzi otworzył nowoczesne centrum kliniczno-dydaktyczne, w którym przyszli lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni będą zdobywać praktyczne umiejętności w symulowanych warunkach klinicznych. W ramach CSM powstał szpitalny oddział ratunkowy, oddział intensywnej opieki medycznej, sale operacyjne, porodowe i położnicze oraz pracownie nauki umiejętności technicznych dla studentów. Pacjentów zastępują interaktywne fantomy i specjalistyczne symulatory. Ideą CSM jest wspólny trening zespołów medycznych na wielu poziomach i specjalizacjach, począwszy od pomocy pielęgniarskiej aż po specjalistyczne procedury wykonywane podczas operacji. Przyszli medycy działają samodzielnie, natomiast pracą symulatora, występującymi u niego objawami kieruje instruktor, obserwujący działania podopiecznych przez lustro weneckie. Działania studentów mogą być nagrywane i są omawiane przez instruktora. W placówce znajdują się również sale do prowadzenia klinicznych egzaminów OSCE w standardach europejskich. Centrum jest największą tego typu placówką w kraju; wartość projektu to 56,4 mln zł.