Czy „Homer” znalazł się w ślepej uliczce?

W maju tego roku minęła dwudziesta rocznica powołania PFRON. Wszyscy wiemy, jak ważną, choć niekiedy kontrowersyjną rolę odegrał on w finansowaniu rehabilitacji osób niepełnosprawnych.

Sam miałem zaszczyt być członkiem rady nadzorczej PFRON dwa razy. I proszę mi wierzyć, że był to bardzo ciekawy okres w moim życiu. Ale nie o tym teraz chciałem publicznie podywagować. Otóż, pewnie jak wielu z Państwa, bulwersuje mnie propagandowa sieczka wokół PFRON, z jaką mamy do czynienia w ostatnich tygodniach. Rozumiałbym jeszcze, gdyby tę pianę informacyjną bili tylko dziennikarze, czy beneficjenci ostateczni działań Funduszu. Najbardziej irytujące jest dezinformowanie opinii publicznej przez tych, którzy powinni mieć informacje pewne. Mam tu na myśli Prezesa Zarządu PFRON i Prezesa Rady Nadzorczej tej instytucji.

Otóż, jak mogliśmy wyczytać na różnych portalach internetowych, w dn. 18 kwietnia tego roku, na tzw. „programy flagowe” PFRON przeznaczy w tym roku 60 mln złotych. Prezes Skiba wśród tych programów wymienił najbardziej nas interesujący „Komputer dla Homera”. Wyobrażam sobie, że w tym momencie mocniej i radośniej zabiły serca potencjalnych beneficjentów tego programu. A do tego jeszcze sam Pełnomocnik Rządu do spraw osób niepełnosprawnych umocnił te informacje w swoim wystąpieniu w Sejmie podczas jednej z konferencji poświęconej aktywizacji zawodowej osób niepełnosprawnych 27 kwietnia b.r. No to jak tu nie wierzyć?

Ale milcz serce. Zaglądam codziennie na stronę PFRON-u i ogłoszenia o naborze wniosków do uczestnictwa w interesującym nas programie nie znajduję. Natomiast z dobrze poinformowanych kręgów PZN-u, od samej p. Prezes, pod koniec ubiegłego tygodnia dowiedziałem się, że może z dodatkowych przychodów PFRON program „Komputer dla Homera” zostanie w jakimś bardzo ograniczonym zakresie uruchomiony w drugiej połowie roku. A do tego, co ciekawsze, p. Prezes otrzymała te informacje od tego samego Prezesa zarządu PFRON, który w kwietniu mówił, że być może już w maju zostaną przekazane środki na te programy flagowe.

Pomyślałem sobie, że w dziwnych czasach żyję, skoro można teraz podawać bez żadnych konsekwencji sprzeczne informacje, a jeżeli to się komuś wydaje dziwnym, to gorzej dla informacji.

No tak, można sobie podrwić, ale co z tego. Trzeba z całą stanowczością powiedzieć, że zastój w realizacji tego rodzaju programu celowego to niepowetowana strata dla beneficjentów, a i także dla firm wyspecjalizowanych w zaopatrywaniu niewidomych w niezbędny sprzęt i oprogramowanie. I tak już zmieniono procedury programu „Komputer dla Homera” na niekorzyść beneficjentów. Jak widać cele rehabilitacyjne osób odpowiedzialnych są coraz bardziej odległe. Tylko czy decydenci zdają sobie sprawę z tego, że w tej sytuacji do przysłowiowego lamusa można schować efektywność kształcenia czy kwestię aktywizacji zawodowej?

A może chodzi tu o aktywizację fizyczną środowiska niewidomych, bo niech oczekujący na pomoc PFRON z niecierpliwością przebierają nogami, obserwując bieg wydarzeń?

Ale w tym wszystkim nie chodzi tylko o „Komputer dla Homera”. Nie lepiej się ma sprawa dofinansowania zadań z zakresu rehabilitacji społecznej, realizowanych przez organizacje pozarządowe. Ciągle jeszcze nie wiemy nic konkretnego o ostatecznym rozstrzygnięciu VII konkursu PFRON skierowanego właśnie do tych podmiotów.

No i o czym tu dumać na warszawskim bruku? Przede wszystkim mieć nadzieję, że coś z tych wszystkich zapowiedzi pozytywnego wyniknie. Trzeba pamiętać o tym, że nadzieja umiera ostatnia, a to, że komuś przeminie nie najefektywniej wykorzystany czas edukacji, czy to, że w międzyczasie ktoś się na tyle zestarzenie, iż wyłączy go to z możliwości skorzystania z programu, to drobiazg, przecież z czasem trudno walczyć.

Jeszcze jedna niepewność, przecież sprawa zachowania osobowości prawnej PFRON miała być przed wakacjami pozytywnie załatwiona. W myśl otrzymywanych informacji wszyscy się godzili, żeby ta jedyna w swoim rodzaju instytucja utrzymała osobowość prawną jeszcze przez 3 lata. Teraz się mówi, że sprawa ta zostanie załatwiona we wrześniu. Ufajmy już teraz Opatrzności, że decydenci zdążą się tą sprawą skutecznie zająć, bo inaczej, strach pomyśleć, co z nami będzie dalej.

Urząd otwarty dla niewidomych

W demokratycznym społeczeństwie obywatel ma w stosunku do państwa specjalne zobowiązania, które winien realizować. Państwo w stosunku do swojego obywatela także ma pewne obowiązki.

Instytucje państwowe powołane zostały po to, by z ich pomocą obywatel mógł wypełniać swoje obowiązki, jak również domagał się swych praw. Taka symbioza państwa i obywateli odbywa się przede wszystkim na zasadzie kontaktu obywatela z urzędnikami.

Według przyjętej przez obywateli Rzeczypospolitej Polskiej w 1997 roku w wyniku referendum konstytucji, wszyscy obywatele są równi wobec prawa. Wynika z tego, że nikt z nas nie może być pozbawiony przywilejów, jakie mają inni obywatele, a z drugiej strony wszyscy mamy takie same obowiązki wobec państwa.

Wszyscy podlegamy obowiązkowi meldunkowemu, posiadania ważnego dowodu osobistego, czy zobowiązaniom podatkowym. Ustawodawca powinien zapewnić swym obywatelom takie możliwości, które pozwolą im na wypełnianie swych obowiązków. Jedną z grup obywateli są osoby niepełnosprawne, które z uwagi na swoje ograniczenia fizyczne mają utrudniony kontakt z urzędami. Skupmy się na osobach z dysfunkcją wzroku. Wyróżniamy tutaj osoby całkowicie niewidome i osoby słabowidzące.

Większość spraw załatwianych w urzędach, czy instytucjach państwowych opiera się na dotarciu do odpowiedniego okienka czy pokoju. Praca biura musi być zorganizowana w taki sposób, by osoba niewidoma lub słabowidząca mogła samodzielnie dotrzeć do odpowiedniego pokoju czy stanowiska.

W większości urzędów przy wejściu widnieje informacja, gdzie osoba niewidoma może uzyskać informację na temat możliwości załatwiania swoich spraw. Coraz częściej wyznaczony jest w urzędzie pracownik zobowiązany do pomocy osobie niepełnosprawnej. Praktyka wskazuje jednak, że w wielu urzędach taka osoba nie jest wyznaczana. Tam, gdzie są wyznaczeni urzędnicy okazuje się, że nie są odpowiednio przeszkoleni do odpowiedniego prowadzenia niewidomych.

Osoby niewidome przychodząc po raz pierwszy samodzielnie do urzędu, mogą mieć problem z docieraniem do odpowiednich stanowisk, więc potrzebny jest im asystent. Częste załatwianie spraw w instytucji może być motywacją do nauki poruszania się po budynku. Pomocne byłoby tutaj umieszczenie przy wejściu mapki tyflograficznej budynku. Wypukła mapka z opisami brajlowskimi pozwoli osobie niewidomej lepiej orientować się w topografii budynku, a z czasem samodzielnie się po nim poruszać.

Kolejnym udogodnieniem w przyjaznym dla niewidomych urzędzie mogą być oznaczenia brajlowskie przy drzwiach czy stanowiskach obsługi. Powinny to być brajlowskie tabliczki z numerem pokoju i dodatkowym opisem nazwy działu.

Mapki oraz tabliczki brajlowskie powinny być sporządzone w taki sposób, by informacje na nich zawarte zamieszczone były też w druku powiększonym. Wtedy będą mogły służyć także osobom słabowidzącym.

Praktycznym rozwiązaniem jest Step-Hear. System działa w taki sposób, że nad drzwiami, stanowiskami, windami lub przy schodach zawieszona jest baza z nagranymi komunikatami. Osoba niewidoma przychodząca do urzędu posiada własny pilot lub korzysta z pilota wypożyczonego w urzędzie. Pilot można nosić na ręku jak zegarek lub zawieszony na szyi. Kiedy posiadacz pilota zbliża się do bazy, pilot zaczyna wibrować. Naciśnięcie przycisku na nim pozwala na uruchomienie komunikatu głosowego z bazy. System pozwala na dużą samodzielność i komfort poruszania się niewidomego w urzędzie.

W wielu urzędach instalowane są systemy samodzielnego pobierania numerów kierujących kolejkę do odpowiedniego stanowiska. Systemy te są dla niewidomych większym utrudnieniem niż ułatwieniem. Nie wiemy, gdzie pobrać numerek oraz dokąd udać się do wzywającego nas stanowiska. Czasami te systemy są udźwiękowione. Zgłaszają one, że numer x może podejść do stanowiska y. Osoba niewidoma nie wie jednak, gdzie znajduje się stanowisko y.

Kolejną barierą, jaką napotykają osoby z dysfunkcją narządu wzroku w urzędzie to możliwość samodzielnego odczytywania i zapisywania dokumentów. Urzędy posiadają najczęściej wersje papierowe dokumentów do wypełnienia lub nieedytowalne wersje PDF.

Samodzielne odczytywanie otrzymanych informacji przez osoby niewidome lub słabowidzące jest nieodzowne w społeczeństwie demokratycznym, w kontakcie z urzędami państwowymi.

Do samodzielnego odczytywania dokumentów dla osób słabowidzących mogą służyć powiększalniki lub lupy elektroniczne. Osoby niewidome mogą skorzystać z urządzenia typu multilektor, pozwalającego na odczytywanie tekstów za pomocą głosu syntetycznego. Samodzielna możliwość wypełniania dokumentów w wersji elektronicznej to najbardziej komfortowy sposób pracy dla niewidomych.

Komputer wyposażony w program udźwiękawiający i powiększający środowisko Windows oraz edytowalna wersja dokumentów do uzupełnienia, pozwoli niewidomym i słabowidzącym petentom na samodzielną pracę z potrzebnymi do wypełnienia formularzami. Dobrą praktyką byłoby również zamieszczenie w internecie wzorów formularzy w wersji edytowalnej.

Warto na zakończenie wspomnieć, że od kwietnia 2010 roku nie obowiązuje już artykuł 80 kc, na mocy którego osoba niemogąca samodzielnie przeczytać dokumentu do podpisania, musiała dokumenty podpisywać w obecności notariusza lub ustanawiać pełnomocnika.

Teraz niewidomi mogą podpisywać dokumenty odpowiadając jednak za swój podpis i treści jakie podpisują.

Na zakończenie wspomnieć należy, że obserwując przez ostatnie kilkanaście lat otwartość urzędów na potrzeby osób niepełnosprawnych, trzeba przyznać że wiele zmienia się na lepsze i urzędy są nam coraz bardziej przyjazne. W tej kwestii jest jeszcze dużo do zrobienia. Czasem od udogodnień sprzętowych czy technicznych cenniejsza jest życzliwość urzędnika, którego spotkamy po drugiej stronie okienka.

PFRON (nie)dostępny dla wszystkich

Na początku maja zgłosiły się do naszej firmy zaprzyjaźnione placówki z prośbą o udzielenie pomocy w przygotowaniu wniosku o dofinansowanie z programu PFRON VI – „Wczesna pomoc dziecku niepełnosprawnemu”. Dla Specjalnego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących przy ul. Tynieckiej 6 w Krakowie, Ośrodka Szkolno – Wychowawczego dla Dzieci Słabowidzących dr Zofii Galewskiej przy ul. Koźmińskiej 7 w Warszawie oraz Ośrodka Szkolno – Wychowawczego Dzieci Niewidomych na ul. Kamiennogórskiej 16 we Wrocławiu, wspomaganie wczesnej rehabilitacji dzieci słabowidzących i niewidomych jest jednym z priorytetowych działań. Uzyskaną dotację placówki zamierzały przeznaczyć na szeroko rozumianą wczesną pomoc w rozwoju dzieci niepełnosprawnych, w tym przypadku dzieci z niepełnosprawnością wzroku. Realizacja projektu została zaplanowana na okres od października do grudnia tego roku i obejmowała dzieci, które do końca września bieżącego roku ukończą 7 lat.

Pełne zapału i chęci do pracy, razem z Panią Anną Baranowską przygotowałyśmy część merytoryczną projektu, zawierającą opis zaprojektowanych działań i zadań wspomagających rozwój dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, jak również bogatą ofertę na zakup specjalistycznego sprzętu dla dzieci.

Wśród sprzętu znalazły się tak ciekawe przedmioty jak:

  • Light Box – świetlna tablica dla dzieci słabowidzących, pomagająca w poznawaniu kształtów, figur i kolorów;
  • brelok obrotowy do nauki brajla;
  • dotykowy globus;
  • szachy i warcaby brajlowskie.

Na liście zadań do zrealizowania znalazły się również indywidualne konsultacje dla dzieci i ich rodziców.

Przygotowane wnioski zostały przystosowane do liczby dzieci w poszczególnych placówkach oraz ich indywidualnych potrzeb. Dyrektorzy ośrodków przyjęli projekt z entuzjazmem i właściwie od razu zaakceptowali.

Zaniepokojenie pojawiło się, gdy otrzymaliśmy telefon od pani dyrektor z ośrodka w Krakowie, że na stronie internetowej PFRON’u widnieje lista placówek rekomendowanych do programów dofinansowujących. Zapanowała konsternacja, ponieważ okazało się, że nie widnieje na niej ośrodek z Krakowa. Nie widniał na niej żaden z ośrodków, które się zgłosiły do Altixu!

W tej sytuacji wykonałam telefon do PFRON-u i wyraziłam prośbę o wyjaśnienie sprawy z listą rekomendowanych ośrodków i sytuacją ośrodków nierekomendowanych. Po wielu nieudanych próbach połączenia udało mi się dodzwonić do Wydziału Programowania i Realizacji Zadań i porozmawiać z panem Piotrem Woźniakiem. Wyjaśnił, że adresatami programu PFRON VI są placówki oraz jednostki prowadzące placówki skopiowane z listy placówek uczestniczących w realizowanym w latach 2005 – 2007 rządowym programie pilotażowym „Wczesna, wielospecjalistyczna, kompleksowa, skoordynowana i ciągła pomoc dziecku zagrożonemu niepełnosprawnością lub niepełnosprawnemu oraz jego rodzinie”. Wnioski o włączenie do listy można było składać w roku 2005. Zostały one poddane weryfikacji przez zespół powołany przy Kancelarii Rady Ministrów. Członkami byli przedstawiciele Ministerstw: Edukacji, Polityki Społecznej i Zdrowia. Lista została zatwierdzona i od tamtego czasu nie było ani jednej modyfikacji! Dziś nie ma możliwości wpisania na listę nowych placówek, niekorzystających do tej pory z dotacji PFRON-u. Fundusz najwyraźniej nie wziął pod uwagę, że ośrodki znajdujące się na liście nie mają potrzeby korzystania z każdego projektu. W kraju są natomiast placówki, którym wystarczy udział w jednej edycji programu, aby efektywnie wspomóc rozwój swoich podopiecznych.

Zapytałam, w jakim terminie można spodziewać się naborów na nową listę ośrodków rekomendowanych do następnych edycji projektu. Pan Woźniak nie potrafił podać konkretnego terminu, ale z pewnością nie nastąpi to przed końcem tego roku. W grudniu zapadnie decyzja co do kontynuacji programów. W tym momencie jedyne co pozostaje, to monitorować sytuację i zaczekać z realizacją projektu do przyszłego roku.

Tym samym będzie to kolejny rok, kiedy dzieci nie otrzymają specjalistycznego sprzętu pomocnego w ich rozwoju i poznawaniu świata.

Decyzja PFRON’u w ogromnym stopniu ogranicza rozwój placówek, a co najbardziej bolesne – ich podopiecznych. Nie o takie działania na rzecz dzieci chodzi. Biurokracja kolejny raz okazuje się nieprzystosowana do realiów i nie daje możliwości zaprezentowania wiedzy oraz umiejętności przydatnej wszystkim, którzy działają lub chcą działać na rzecz edukacji dzieci w swoim najbliższym otoczeniu.

eClicto eQuality – Rewolucja w czytaniu książek!

eClicto eQuality to nowatorski projekt mający na celu udostępnienie zasobów literatury szczególnie dla tych czytelników, którzy mają utrudniony dostęp do literatury. Analizy dowodzą, że tylko 5 % wszystkich książek dostępnych dla ogółu społeczeństwa, jest przystosowanych do potrzeb ludzi słabowidzących lub niewidomych. W związku z tym prowadzone są prace nad dostosowaniem dóbr kultury do użytku wszystkich odbiorców.

Czytnik eClicto eQuality jest nowoczesnym urządzeniem mobilnym służącym do odczytu e-booków, zaprojektowanym i stworzonym z myślą o osobach z dysfunkcją wzroku. Wyróżnia się ono spośród innych tego typu urządzeń pełnym udźwiękowieniem, które jest pierwszym takim rozwiązaniem na rynku polskim. Zastosowana technologia umożliwia wykorzystanie dostępnych zasobów przez wszystkich użytkowników. Połączenie przycisku dotykowego z mechanicznym sprawia, że panel z przyciskami czytnika jest w pełni udźwiękowiony dokładnie tak samo, jak menu główne. Dotknięcie klawisza powoduje powiadomienie użytkownika o akcji, jaka nastąpi w następstwie jego wciśnięcia. Użytkownik jest informowany o tym, w jakim miejscu menu znajduje się aktualnie. Dzięki możliwości dostosowania przycisków do indywidualnych preferencji użytkownika, czytnik staje się niezwykle intuicyjny. Dodatkowym atutem są uwypuklenia na panelu, które sprawiają, że odnalezienie niezbędnego przycisku jest wyjątkowo łatwe. W czytniku zastosowano dwa syntezatory mowy -OIVONA oraz SPEAK TTS umożliwiające dostosowanie języka, jak i regulacji tempa głosu lektora. Odpowiednia konfiguracja pozwala na wybranie poziomu szczegółowości komunikatów głosowych. Czytnik eClicto eQuality posiada trzy poziomy udźwiękowienia od niemego do całkowicie udźwiękowionego, dlatego też każdy użytkownik może dostosować urządzenie indywidualnie do swoich potrzeb.

Czytnik eClicto eQuality wykorzystuje technologię e-papieru, która zapewnia identyczny komfort czytania jak w przypadku tradycyjnych książek, z tą różnicą, że mamy możliwość niemal dowolnego powiększania tekstu oraz czytania w formie negatywu bez konieczności korzystania z dodatkowych urządzeń. W 2004 roku, po raz pierwszy wyświetlacz LCD zastąpiony został e-papierem. Taka technologia spowodowała, że tekst nie jest już wyświetlany, a obraz widzimy dzięki światłu odbitemu. Według encyklopedycznej definicji, e-papier (papier elektroniczny) jest rodzajem wyświetlacza, który swoimi gabarytami i elastycznością dąży do imitacji papieru. Na e-papierze może być wyświetlany elektronicznie zapisany tekst. Ekran nie świeci własnym światłem, dzięki czemu nie męczy wzroku. Czytnik jest lekki i poręczny, w skutek czego możliwe jest korzystanie z bogatych zasobów swojej biblioteki niemal wszędzie. Teksty i obrazy wyglądają tak samo jak w tradycyjnej książce, niezależnie od kąta obserwacji i oświetlenia. Wyświetlacz nie emituje światła, zapewnia brak efektu zmęczonych oczu, co zwiększa komfort czytania. Czytnik eClicto eQuality służy do odczytu e-booków i plików w formatach EPUB, TXT, HTML, PDF, JPG, MP3. W czytniku – elektronicznej bibliotece – mieści się kilka tysięcy e-booków. Liczbę tę można łatwo zwiększyć o dowolnej pojemności kartę SD. Dodatkowo czytnik eClicto eQuality umożliwia przechowywanie i przeglądanie zdjęć oraz odtwarzanie muzyki. Nowoczesny czytnik eClicto eQuality cechuje się także bardzo długim okresem pracy, który pozwala na przeczytanie nawet kilkudziesięciu tysięcy stron. Urządzenie wyposażono także w WiFi oraz Bluetooth, a połączenie z komputerem zapewnia standardowo USB.

Wykorzystanie czytnika eClicto eQuality jest wielowymiarowe. Na samym początku ebooki były traktowane jako forma darmowego dodatku, towaru niesprzedawalnego. Sytuacja zmieniła się, kiedy w latach 90. pisarz Stephen King opublikował jeden ze swoich znanych horrorów w wydaniu elektronicznym, jako ebooka. Rezultat był niesamowity, ponad 2 miliony osób pobrało opowiadanie w ciągu niezwykle krótkiego czasu, co zapoczątkowało nowy rozdział w historii ebooków. Nagle przekonano się, że wydanie zdigitalizowane to jeden z najłatwiej dostępnych towarów na świecie. Właśnie wtedy rozpoczął się prawdziwy boom na ebooki, ich złota era, która trwa po dziś dzień. Zasoby sieci są nieograniczone, a ilość ebooków stale rośnie. Czytnik eClicto eQuality daje możliwość wykorzystania tych właśnie zasobów poprzez zwiększenie komfortu czytania za pomocą technologii e-papieru oraz umożliwienie ich odsłuchu dzięki technologii syntezy mowy. Urządzenie jest zaprojektowane w Polsce, a troskę o użytkownika zapewnia wsparcie techniczne

7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę, zapewniając jednocześnie serwis gwarancyjny i pogwarancyjny.

Połączenie tych innowacyjnych technologii zapoczątkowało projekt eQualiy, który ma na celu udostępnienie dóbr kultury dla wszystkich zainteresowanych bez względu na hobby, wiek, płeć czy dysfunkcje. Proponujemy uniwersalny produkt wyróżniający się możliwością niezwykle indywidualnego dostosowania do użytkownika.

Czy niewidomy może być aktywnym kibicem?

Przybliżmy świat niewidomym. Pozwólmy im poznać dziedzictwo kultury, historię mieszczącą się na ścianach galerii i muzeów, zobaczyć taniec podczas baletu, obejrzeć spektakl w teatrze, film w kinie oraz aktywnie uczestniczyć w rozgrywkach EURO 2012!

Jeszcze niedawno takie miejsca, jak muzea, kina, galerie czy stadiony nie były dostępne dla osób niewidomych. Powoli jednak zaczyna się to zmieniać, chociaż tempo tych zmian nie jest zadowalające. Najcięższa próba czeka Polskę podczas rozgrywek EURO 2012, ponieważ stadiony powinny być dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych na wysokim, światowym poziomie.

Kibic niewidomy chce odczuwać te same emocje towarzyszące rozgrywkom piłkarskim, co osoby widzące. Czy polskie stadiony zostaną dostosowane do potrzeb osób z dysfunkcją wzroku? Na pewno pod względem ilości przeznaczonych dla tych osób miejsc. Każdy stadion, na którym będą się odbywały mecze EURO 2012, powinien posiadać minimum 100 miejsc przeznaczonych dla osób niepełnosprawnych, z czego część dla osób niewidomych i niedowidzących, dodatkowo drugie tyle dla ich asystentów. Jednak czy to wystarczy, aby niewidomy mógł być w pełni samodzielnym i aktywnym kibicem?

Poza specjalnie wyznaczonymi miejscami dla niepełnosprawnych, stadiony powinny być w pełni ubrajlowione, czyli oznakowane tabliczkami informacyjnymi w brajlu, dzięki którym niewidomy mógłby samodzielnie poruszać się po stadionie, znaleźć odpowiednie przejście czy toaletę. Uzupełnieniem informacji w brajlu powinny być systemy dźwiękowe, tzw. systemy udźwiękowienia otoczenia. Zaleca się instalowanie ich w kluczowych miejscach obiektu, takich jak wejście, czy skrzyżowania korytarzy. Dzięki nim niewidomi będą mogli usłyszeć również dłuższe informacje na temat topografii obiektu. Należy pamiętać też o osobach niedowidzących, dla których wszelkie informacje powinny być przygotowane w druku powiększonym, np. tablice informacyjne, czy ulotki. Przy wejściu do obiektu osoby z dysfunkcją wzroku powinny otrzymać ulotkę informacyjną w brajlu i/lub druku powiększonym, na której mogą być zamieszczone takie informacje, jak harmonogram rozgrywek, miejsca, w których są zamieszczone wypukłe plany obiektu itp.

Dla osób niewidomych kluczowe jest poznanie topografii obiektu, po którym ma się poruszać. Osoby widzące mogą zobaczyć, w którą stronę skręca korytarz, gdzie są drzwi czy toaleta. Niewidomy może zapoznać się z wyglądem budynku tylko przy pomocy dźwięku i/lub dotyku. Dlatego każdy publiczny budynek powinien być wyposażony w wypukłe plany każdego piętra. Przy wejściu na stadion powinno być wyznaczone miejsce, w którym osoba z dysfunkcją wzroku może zatrzymać się przy wypukłej mapie i poznać wygląd budynku, do którego wchodzi.

Obiekty sportowe powinny posiadać udźwiękowione windy, dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych toalety i parkingi oraz wypukłości na chodnikach. Architekci powinni też pamiętać o osobach niedowidzących, a zatem o wyposażeniu budynku w jaskrawe taśmy przy schodach.

Ponadto każdy obiekt publiczny posiadający swoją stronę internetową, powinien dostosować ją do odbioru przez osoby niewidome i niedowidzące, aby one także mogły uzyskać informacje na temat meczów.

Niezbędna dla prawidłowego odbioru rozgrywek piłkarskich jest audiodeskrypcja. To werbalny opis obrazu widzianego, dodatkowy komentarz przekazywany przy pomocy słuchawek. Do pełnego odbioru rozgrywek nie wystarczy krótka informacja, potrzebny jest pełny opis meczu. Niewidomy powinien usłyszeć o tym, kto i gdzie biegnie, czy kibice wstają, jaki jest skład zawodników, jaką kartkę podnosi sędzia itd. Niewidomi nie zobaczą informacji, które są na telebimach, należy im o tym opowiedzieć. Potrzebują oni dodatkowych komentarzy, aby mieć możliwość pełnego odbioru meczu.

§ 1. Uchwała Sejmu RP z dnia 1 sierpnia 1997 r. określa, że osoby niepełnosprawne mają prawo do niezależnego, samodzielnego i aktywnego życia oraz nie mogą podlegać dyskryminacji, a w szczególności mają prawo do: dostępu do dóbr i usług umożliwiających pełne uczestnictwo w życiu społecznym, życia w środowisku wolnym od barier funkcjonalnych, w tym: dostępu do urzędów, punktów wyborczych i obiektów użyteczności publicznej, swobodnego przemieszczania się i powszechnego korzystania ze środków transportu, dostępu do informacji, możliwości komunikacji międzyludzkiej.

Dostępność czy wykluczenie?

Słowa „dostępność” i „wykluczenie” są często używane. Potoczne ich znaczenie jest zrozumiałe, jednak są one używane w wielu dziedzinach i są specjalnie definiowane. Zacznijmy od przypomnienia ich najbardziej podstawowego znaczenia.

Dostępność to cecha rzeczy użytkowej (produktu), umożliwiająca korzystanie z niej.

Wykluczenie jest zjawiskiem polegającym na uniemożliwieniu pewnej grupie ludzi skorzystania z usługi lub rzeczy powszechnie dostępnej. Może być spowodowane czynnikami ekonomicznymi, społecznymi lub politycznymi.

Można na podstawie tych definicji znaleźć pewne elementy łączące oba pojęcia. W definicji pierwszego pojęcia możemy zwrócić uwagę na słowo możność, w drugiej na uniemożliwienie. Można z tego wyciągnąć wniosek, że brak dostępności pociąga za sobą wykluczenie. Czy zatem pytanie postawione w tytule tego artykułu jest zasadne? Szukając odpowiedzi przeanalizuję kilka przykładów.

Dostępność stron internetowych

Strony internetowe służą do przekazywania informacji, komunikacji i do korzystania z oferowanych usług. Często konstruowane są w sposób uniemożliwiający ich odczytanie lub skorzystanie z usług osobom, które nie posługują się myszą, posiadają monochromatyczne monitory i nie mogą odczytać strony wzrokowo. Istnieją możliwości wykonania strony internetowej tak, by każdy mógł z niej skorzystać. Jeśli mimo to nie można z tej strony skorzystać, strona ta nie posiada cechy dostępności. Dobrym przykładem są osoby z dysfunkcją wzroku. Nie mają możliwości posługiwania się wzrokiem, więc z dużym trudem i przy wysokich nakładach finansowych zdobywają programy i urządzenia pozwalające im korzystać z informacji usług cyfrowych. Jednak ich wysiłki nie przynoszą pożądanego skutku, ponieważ ktoś przez zaniedbanie przygotował produkt „bubel”. Odpowiedzialność za niedostępność produktów ponoszą ich twórcy. Najważniejszym winowajcą jest inwestor. Jeśli przy składaniu zamówienia nie określi warunku dostępności, to nie ma sposobu na wyegzekwowanie tej cechy. Stąd też strony internetowe urzędów oraz instytucji publicznych, które nie spełniają warunków dostępności. Ograniczają możliwość skorzystania z informacji i usług wielu uprawnionym do tego osobom. Czy więc nie nosi to znamion „wykluczenia”?

Architektura

Kolejnym przykładem są nowo budowane budynki, w których nie przewidziano potrzeby korzystania z windy. Przykładem są stacje metra lub dworce kolejowe. Projektanci nie są w stanie przewidzieć różnych sposobów korzystania z ich projektu. Projektując dostępność do aparatów telefonicznych dla osób na wózkach wieszają je na odpowiedniej wysokości, często zapominając, że wystające budki, osłaniające aparaty telefoniczne, mogą być zagrożeniem dla osób niewidomych. Brakuje wyraźnych oznaczeń krawędzi peronów. Zdarza się tak, że same perony są dostępne, ale nie pomyślano, że droga dojścia do peronów może być niedostępna.

Infrastruktura drogowa

Dużym problemem dla osób niewidomych są przeszkody stawiane na chodnikach. Słupy oświetleniowe, znaki drogowe, kosze na śmieci są utrudnieniem, a nawet zagrożeniem. Idąc do pracy lub wracając do domu, ciągle zastanawia mnie, jakie argumenty sprawiają, że dwa słupy zostały postawione obok siebie w odległości 2 metrów. Dlaczego nie można postawić 1 słupa, który zastąpi te 2? Ciągle przypominam sobie poniemieckie chodniki w jednym z dolnośląskich miast. Chodniki te były budowane z trzech różnych rodzajów kostki brukowej. Kostki te różniły się kolorem i wielkością. Budowane były w następujący sposób. Na całej długości chodnika wyznaczony był metrowej szerokości pas ułożony z najgrubszej kostki. Była to kostka kamienna szarego koloru. Na tym środkowym pasie nie było słupów, latarni, znaków drogowych. Był to pas wolny od przeszkód. Po obu jego stronach z drobniejszej kostki i innego koloru, były ułożone pasy, które uwzględniały zwężenia chodnika, przeszkody w postaci drzew, słupów, koszy na śmieci. Nie wiem, czy zamiarem projektanta było stworzenie chodników przeznaczonych dla niewidomych, ale myślę, że można by je uznać za wzorzec. W całym mieście tak właśnie zbudowano chodniki. Mogłyby być wzorem, jak budować wygodne i dostępne chodniki. Muszę przy tym zauważyć, że nie było problemów ze zbyt wysokimi krawężnikami. Osoby niewidome wyczuwały rodzaj kostki, a słabowidzący widzieli różnice kolorów. Dlaczego dziś nie można budować takich chodników?

Podręczniki szkolne

Kolejny przykład to tworzenie podręczników do szkół. Określono ramy programowe, ale zlekceważono dostępność. Mamy więc duży wybór podręczników niedostępnych. Rząd wydaje publiczne pieniądze na zaadoptowanie tych podręczników, które jutro mogą być wycofane i niewykorzystane. Adaptuje się coś, co powinno być dostępne. Gdyby dostępność była elementem wymaganym, być może twórcy użyliby innych, równie atrakcyjnych sposobów prezentacji, które bez trudu można by przedstawić w wersji dla niewidomych, czy słabowidzących.

Wnioski

Przedstawione przykłady stanowią namiastkę. Skupiłem się tu jedynie nad niedostępnością, czy wykluczeniem, z jakimi spotykają się osoby niewidome. A przecież grup narażonych na wykluczenie w naszym społeczeństwie jest więcej. Przedmiotów, które można uniedostępnić, jest mnóstwo. Wszystkie te produkty są finansowane przez nas bezpośrednio, gdy jesteśmy zmuszeni je kupić lub ze środków publicznych, czyli z naszych podatków, które ktoś źle wydaje. Czy nas jako społeczeństwo stać na produkowanie niedostępnych, bezużytecznych przedmiotów? Czy stać nas na pozbawianie licznych grup naszego społeczeństwa dostępu do rzeczy wspólnych? W końcu, czy jest moralnym godzenie się na takie traktowanie współobywateli? Czy wykluczenie pewnych grup nie jest zawinione przez rządzących? Zawsze brak dostępności jest elementem niekorzystnym, to odpowiedź jest okrutna. Jest to albo świadome działanie, albo wynik głupoty decydentów.

Przepraszam, jak dojść do…?

Każdego dnia odwiedzamy dziesiątki miejsc. Jedne są nam dobrze znane, w innych pojawiamy się sporadycznie. Gdy idziemy do tego samego sklepu, szkoły czy miejsca pracy, dokładnie wiemy, co jest za rogiem, jak pokierować swoje kroki, by uniknąć wścibskiej sąsiadki. Kiedy chorujemy lub załatwiamy sprawę w urzędzie, udajemy się do tych miejsc samodzielnie lub z pomocą bliskich. Orientujemy się w rozkładzie ulic i miejsc użyteczności publicznej, ale nie czujemy się tak pewnie, jak podążając doskonale znaną nam drogą. Sytuacja wygląda inaczej, gdy jedziemy na urodziny do dalekiej cioci na drugi koniec Polski albo na wymarzone wakacje w miejsce dotąd nieznane. Wtedy wszystko jest nowe, nie wiemy co będzie za zakrętem, czy obrana przez nas droga zaoszczędzi nam czasu w dotarciu do celu. Chcąc przybyć dokładnie pod wskazany adres niejednokrotnie musimy pytać.

W wielu przypadkach nieodzowna okazać się może mapa. Mój wykładowca uniwersytecki mawiał, że nawet najprostsza i nie najlepiej zrobiona mapa jest lepsza, niż żadna. Chcąc lepiej poznać okolicę potrzebujemy bardziej szczegółowej mapy. Zależy nam, żeby zawierała jak najwięcej informacji, by oprócz układu siatki ulic i terenów zabudowanych można było dowiedzieć się o siedzibie urzędów, placówek kulturalnych czy rozmieszczeniu alejek w parku. Chcąc skorzystać po raz pierwszy z mapy, zapoznajemy się z legendą. Znajdziemy tutaj podziałkę, która sprecyzuje skalę i zasięg, pomoże określić odległości na mapie. W legendzie znajdują się również wyjaśnienia symboli, elementów liniowych i powierzchniowych oraz skrótów zastosowanych na mapie. Każda mapa musi legendę posiadać. Mapa bez legendy nie istnieje.

Do wykonania prostych, schematycznych map można użyć technologii wykorzystującej papier puchnący. Czas potrzebny do sporządzenia mapy jest stosunkowo niewielki. Dlatego ten sposób najlepiej sprawdza się w przypadku uproszczonych planów miast, gdzie chcemy pokazać tylko układ siatki ulic. Proces wykonania mapy rozpoczyna się od rysunku w programie graficznym odpowiedniej grubości linii, które odpowiadają rozmieszczeniu dróg w danym miejscu. Następnie umieszczane są skróty brajlowskie, które opisują ulice w mieście. Gotową mapę drukuje się na papierze puchnącym na drukarce atramentowej, by później otrzymaną mapę (jeszcze płaską) włożyć do wygrzewarki Zy-fuse. Dopiero po poddaniu kartki działaniu wysokiej temperatury uzyskujemy mapę wypukłą. Wszystkie elementy, które zostały nadrukowane kolorem czarnym spęczniały, natomiast powierzchnie płaskie to te, które były bez nadruku (białe). Drugą kartkę dołączaną do powyżej opisanej mapy jest legenda. Na niej znajduje się spis wszystkich skrótów zastosowanych na mapie w kolejności alfabetycznej.

Sporządzając mapy dla osób z dysfunkcją wzroku wykorzystuje się bardziej skomplikowany proces, zwany technologią termoformowania próżniowego. Wytworzenie finalnego produktu w obu procesach wykorzystuje temperaturę. W pierwszym przypadku (technologia wykorzystująca papier puchnący) obróbce termicznej poddawany jest papier pokryty powłoką, która puchnie, natomiast w drugim (technologia termoformowania próżniowego), po wydrukowaniu mapy na papierze o dużej gramaturze, wykonuje się matrycę zawierającą te same elementy treści, tyle że przedstawione przestrzennie. Matrycę umieszcza się w termoformierce, która wykorzystując wysoką temperaturę tworzy gotową mapę. Następnie obie mapy, tj. papierową i plastikową zespala się ze sobą.

Mapy wykonane w technologii termoformowania próżniowego zawierają więcej elementów treści, niż mapy sporządzone na papierze puchnącym. Proces ich przygotowania jest bardziej skomplikowany i czasochłonny. Zaczynamy od rozrysowania siatki ulic. Mapy w tej technologii są w skalach większych, więc rozmiar zastosowanych elementów liniowych nabiera znaczenia. Można wówczas rozróżnić grubością linii szerokość i rangę ulicy, tzn. drogi główne będą szersze niż drogi drugiej kategorii ważności. Najwęższą linią oznaczone zostaną np. parkowe alejki. Następnie wprowadza się elementy związane z infrastrukturą kolejową, tj. tory i przystanki kolejowe. Na mapach w dużej skali umieszcza się również torowiska i przystanki tramwajowe. W dalszej kolejności wprowadza się tereny zabudowane. Od tematu mapy i jej przeznaczenia zależy, w jaki sposób zostanie przedstawione to zagadnienie. Gdy interesuje nas podział zabudowy na mieszkalną i przemysłową, wówczas stosujemy dwa różne desenie dla tych powierzchni. Inaczej sprawa wygląda, gdy chcielibyśmy wyodrębnić na terenie zabudowanym poszczególne zabudowania, np. wszystkie kina i teatry w mieście. Dobrym rozwiązaniem tego zagadnienia jest oznaczenie terenu zabudowanego jednym kolorem (dla słabowidzących) i deseniem dla osób niewidomych, natomiast zaprezentowanie placówek kulturalnych innym kolorem (dla osób słabowidzących) i tym samym deseniem, ale o większej wysokości (dla osób niewidomych). W przypadku, gdy teren zabudowany ma wysokość 1,5 mm, obiekty, które chcemy uwidocznić „otrzymują” wysokość 3 mm. Takie rozwiązanie pozwala na odnalezienie wszystkich elementów, które chcieliśmy uwypuklić już na pierwszy rzut oka/dotknięcie palcami.

Następnym etapem sporządzania mapy jest naniesienie elementów powierzchniowych, takich jak parki i tereny zielone. W dalszej kolejności wprowadza się elementy punktowe, np. przystanki autobusowe i opisy. Napisy w czarnodruku powinny pokrywać się z napisami w brajlu. Ułatwi to korzystanie z mapy osobom, które uczą się języka brajla. Jeżeli powstała mapa jest wieloarkuszowa, należy arkusze ponumerować i umieścić na każdym, w prawym górnym rogu, trójkąt. To pozwoli zlokalizować prawidłowe ułożenie arkusza.

Każda mapa pomaga w poruszaniu się w terenie. Ułatwia poznawanie nowych miejsc oraz odkrywanie nieznanego w dobrze znanej okolicy. Jak mawia W. Szymborska: „Z domu, w którym nie ma atlasu, należy się natychmiast wyprowadzić.” Życzę wszystkim, aby w domu posiadali atlasy oraz mapy i wykorzystywali je nie tylko do wycieczek w terenie, ale również do podróżowania palcem po mapie.

Nawigacja, z którą się nie zgubisz cz. I

Co to jest GPS?

Od 8 grudnia 1993 roku wokół naszego globu krążą 24 satelity nawigacyjne typu NAVSTAR, będące pozaziemską częścią systemu, znanego pod angielską nazwą Global Positioning System, w skrócie GPS. System ten został uruchomiony dla potrzeb Departamentu Obrony USA jednak już w momencie startu zakładano również jego cywilne wykorzystanie. Początkowo dla odbiorców niewojskowych dane nawigacyjne były celowo zniekształcane, w taki sposób, aby dokładność określania pozycji była nie do wykorzystania dla celów militarnych, ale od maja 2000 roku, decyzją ówczesnego prezydenta USA Billa Clintona, zaniechano tych praktyk. Ponieważ jednak całość systemu należy do rządu USA, który nie składał żadnych zobowiązań dotyczących gwarantowania parametrów transmisji, w każdej chwili – bez żadnego ostrzeżenia – mogą ponownie powrócić zakłócenia sygnału dla cywilnych zastosowań, zwłaszcza na terenach leżących w obszarze militarnego lub politycznego zaangażowania USA.

Mimo, że istnieją jeszcze co najmniej dwa inne systemy nawigacji satelitarnych: rosyjski GLONASS (planowane uruchomienie – koniec 2011) oraz będący cały czas w budowie europejski GALILEO, to „oryginalny GPS” jest powszechnie używanym swego rodzaju standardem. System GALILEO ma być w pełni wdrożony do eksploatacji po roku 2011 i wtedy – w myśl projektu – ma gwarantować dokładność pozycjonowania około 3 metrów. Ostatnio zostało podpisane porozumienie pomiędzy konsorcjami GALILEO a NAVSTAR w sprawie zapewnienia jak największej zgodności i współpracy obu systemów, tak aby zagwarantować maksymalną dokładność ustalania pozycji odbiornika bez konieczności stosowania dodatkowych zabiegów. W związku z tym, być może po roku 2010, należy się spodziewać nowego sprzętu pozwalającego na uzyskanie znaczącej poprawy w parametrach użytkowych urządzeń wykorzystujących dane z obu tych systemów. Tym bardziej, iż rozwiązania zastosowane w systemie GALILEO pozwalają na zmniejszenie błędów pochodzących od odbioru sygnału wielodrożnego, najbardziej uciążliwych w warunkach wielkomiejskich.

Satelity NAVSTAR krążą na sześciu orbitach nachylonych pod kątem 55 stopni do równika z okresem obiegu 11 godzin 58 minut na wysokości 20 180 km.

Orbity oraz rozmieszczenie satelitów w przestrzeni zostało tak dobrane, aby w każdym momencie nad dowolnym punktem globu było widocznych co najmniej 5 z nich, z prawdopodobieństwem zbliżonym do pewności – 0.9996. Ponieważ do określenia współrzędnych geograficznych i czasu na geoidzie ( czyli wyidealizowanej powierzchni Ziemi) wystarczą dane z trzech satelitów, a do określenia wysokości – z czterech, można z przekonaniem mówić o zagwarantowaniu w miarę dokładnego określenia położenia dla dowolnego punktu na powierzchni naszego globu.

Każdy z satelitów transmituje – między innymi – swoją aktualną pozycję w przestrzeni i bardzo dokładny czas a odbiornik naziemny z danych otrzymanych z kilku satelitów określa odległości do nich, a następnie wylicza swoją pozycję geodezyjną. Dokładność tak wyliczonej pozycji zależy od szeregu czynników – tak technicznych, jak i naturalnych.

Możemy tu wyróżnić następujące źródła niedokładności: błąd wynikający ze zmian propagacji fal radiowych w jonosferze, około 20 metrów w dzień do 4 metrów nocy, błąd wynikający ze zmian propagacji fal radiowych w troposferze zależny od temperatury, ciśnienia i wilgotności – do 1 metra, błąd efemeryd polegający na zmianie rzeczywistego położenia satelity na orbicie na skutek działania sił grawitacyjnych Księżyca i Słońca oraz wiatru słonecznego daje do 2 metrów błędu pozycji, błąd zegara wewnętrznego satelity może dawać do 2 metrów błędu, błąd o wielkości niemożliwej do zdefiniowania wynikający z wielodrożnego odbioru sygnałów odbitych, o wartości zależnej od miejsca odbicia w stosunku do położenia odbiornika i w warunkach miejskich mający największy wpływ na dokładność pozycjonowania, dla celów obliczeniowych zakłada się wartość 1,4 metra,błąd wynikający z określonych warunków pracy odbiornika – szumy, zakłócenia i dokładność oprogramowania – jego wartość jest niewielka i oceniana na 0,5 metra.

W 2006 roku został wdrożony do próbnej eksploatacji europejski system poprawek satelitarnych nazwany EGNOS (European Geostationary Navigation Overlay Service). Jego stosowanie zminimalizuje błędy propagacji sygnału w atmosferze oraz wyeliminuje błędy efemeryd i zegara. Tym samym pozwoli on na osiągnięcie dokładności w ustalaniu pozycji odbiornika na otwartym terenie rzędu 3 metrów na obszarze całej Europy.

System EGNOS w sposób ciągły wylicza poprawki dla odbiorników GPS na podstawie gromadzenia wyników pomiarów pozycji w szeregu stacji bazowych rozmieszczonych na terenie Europy, a wyniki obliczeń przekazuje w czasie realnym do wszystkich odbiorników poprzez swoje satelity geostacjonarne. Satelity te dla obszarów Polski są umiejscowione dosyć nisko nad horyzontem w kierunku południowym, a powinny one być ciągle widoczne dla anteny odbiornika. Wykorzystanie tego systemu wymaga stosowania odbiorników, które potrafią uwzględnić otrzymywane poprawki w swojej pracy, a właśnie te stosowane w Nawigatorze są przystosowane do odbioru poprawek EGNOS.

Żadne poprawki satelitarne nie minimalizują błędów wynikających z odbić sygnałów i niekorzystnego rozłożenia satelitów nad odbiornikiem. Z tych powodów w obecnej chwili dokładność ustalenia pozycji na podstawie danych uzyskanych od 4 satelitów – bez odbierania poprawek – jest lepsza niż 10 metrów, dla 3 satelitów jest około dwa razy gorsza. Uzyskane w czasie wieloletniej eksploatacji systemu dane opublikowane przez Federalną Administrację Lotniczą USA mówią, że błąd położenia dla 95% pomiarów dla odbiornika stacjonarnego nie przekracza 7,4 metra, a błąd wysokości jest nie większy niż 9 metrów. Pomiary te prowadzono na otwartym terenie, cyklicznie, w czasie nie krótszym niż 24 godziny dla danych z minimum 4 satelitami. Jednocześnie stwierdzono, iż dla 50% pomiarów prowadzonych w tych warunkach, błąd w określaniu położenia jest rzędu 3 metrów.

W warunkach miejskich określenie pozycji geograficznej odbiornika GPS jest skomplikowane. Pojawiają się bowiem dwa dodatkowe czynniki utrudniające pracę elementów systemu i mogące pogorszyć dokładność ustalania położenia. Pierwszy z nich to oczywisty fakt zasłaniania widoczności satelitów przez wysokie budynki, a przez porównanie do naturalnej rzeźby terenu nazywane w literaturze przedmiotu efektem „miejskiego kanionu”. Drugi niekorzystny i chyba najbardziej utrudniający pracę w mieście czynnik, to odbiór sygnału, który dociera do odbiornika kilkoma drogami – na skutek odbić fal radiowych od dużych powierzchni ścian budynków. Dotyczy to zwłaszcza typowej sytuacji na miejskiej ulicy, gdy antena odbiornika może być zasłaniana w kierunku na satelitę przez ciało użytkownika, podczas gdy sygnał odbity dociera do niej bez większych przeszkód, ale już inną – dłuższą –

drogą. Wówczas błąd w określaniu pozycji jest znacząco większy od tego oczekiwanego. Próbuje się różnych sposobów dodatkowej obróbki danych dla zminimalizowania powstałych w ten sposób błędów, ale jak dotychczas nie udaje się całkowicie wyeliminować problemów tego rodzaju.

Podobnie niekorzystne dla określania pozycji geograficznej przez odbiorniki GPS efekty występują w terenach zalesionych. Do takich zaliczamy również miejskie parki oraz zadrzewione ulice. Woda zawarta w liściach bardzo tłumi sygnał od satelitów, a ilość odbić od koron drzew, zwłaszcza liściastych, jest bardzo duża. Zjawisko to nasila się w czasie dżdżystej pogody. Praktyczną radą na zmniejszenie problemów jest albo wystawienie anteny ponad korony drzew albo odejście od ściany lasu na odległość co najmniej podwójnej wysokości drzew. Obie metody są oczywiście wykonalne tylko w pewnych okolicznościach.

Wykorzystywanie systemu poprawek EGNOS stawia dodatkowe wymagania przed użytkownikiem – wynikające z faktu, iż dane o nich są przekazywane przez satelity geostacjonarne, umieszczone nad równikiem. Oznacza to, iż optymalnym kierunkiem zwrotu anteny dla odbioru poprawek jest południe i – na obszarze Polski – nisko nad horyzontem. Dodatkowo przed użytkownikiem w kierunku południowym nie powinno być budynków zasłaniających horyzont. W miejskich realiach jest to warunek nierzadko trudny do spełnienia.

Istotną sprawą w korzystaniu z systemu GPS jest czas, po jakim odbiornik podaje użytkownikowi dane o pozycji geograficznej. W sytuacji pracy ciągłej i odbiorze danych z co najmniej trzech satelitów, dane o położeniu pojawiają się co sekundę. W takim samym czasie uzyskujemy też informację o kierunku ruchu odbiornika. Sytuacja zmienia się, gdy stracimy na krótko komunikację z satelitami, na przykład gdy wejdziemy do sklepu lub na chwilę wyłączymy odbiornik. Wówczas po powrocie na otwartą przestrzeń odbiornik w ciągu kilkunastu sekund uzupełni nowe dane o położeniu satelitów i będzie mógł znowu dostarczać aktualną pozycję co 1 sekundę.

Jeżeli jednak przerwa w odbiorze danych z satelitów będzie trwała dłużej niż dwie godziny lub w krótszym czasie nastąpi zmiana położenia odbiornika o więcej niż 160 kilometrów, albo błąd wewnętrznego zegara odbiornika w stosunku, do czasu odbieranego z satelity przekroczy 0.1 sekundy to powrót do normalnej pracy może trwać kilka do kilkunastu minut. Spowodowane jest to koniecznością otrzymania z innych już satelitów poprawek lub kompletnych danych dotyczących ich położenia w przestrzeni, co musi trwać pewien czas nawet na otwartym terenie. W warunkach miejskich, w obecności utrudnień w odbiorze sygnałów, może to trwać odpowiednio dłużej. Przyczyną tak długiego czasu odbierania almanachu jest stosunkowo niska szybkość transmisji danych informacyjnych w systemie – wynosi ona tylko 50 bitów/sekundę.

W następnych odcinkach postaram się przedstawić Czytelnikom podstawy działania samego Nawigatora, jego cechy, dane techniczne oraz ciekawe zastosowania, które mam nadzieję uzmysłowią wszystkim zainteresowanym tym ciekawym urządzeniem, jak wszechstronne ma on zastosowanie w życiu codziennym.

Oprogramowanie „Goodfeel”

W poprzednim artykule przedstawiliśmy Interface MIDI opisując, w jaki sposób się rozwijał. W tym numerze chcielibyśmy zaprezentować oprogramowanie, które pozwala niewidomemu muzykowi na pozyskiwanie tekstu muzycznego (notacji muzycznej) do komputera oraz na pracę z tym tekstem.

Oprogramowanie notacji muzycznej cały czas jest na etapie rozwoju. Odbyły się już trzy konferencje międzynarodowe, na których ustalono zasady stosowania brajlowskiej notacji muzycznej i uzyskała ona nazwę międzynarodowej notacji muzycznej. Zasady tej notacji wykorzystywane są w oprogramowaniu dedykowanemu niewidomym, którzy dzięki niemu mają możliwość pozyskiwania nut z czarnodrukowych tekstów, wydawanych w formie drukowanej przez wydawnictwa.

Co wchodzi w skład oprogramowania?

W skład oprogramowania wchodzą trzy programy:

  • „Goodfeel”, służący do translacji czarnodruku na brajla,
  • program do poprawiania i edycji pozyskanego materiału, noszący nazwę „Lime”,
  • program OCR, służący do pozyskiwania materiału pod nazwą „SharpEye”.

Ten ostatni jest obecnie jedynym, który pozwala na pracę osobom słabowidzących z tekstem skanowanym, posiada możliwości powiększania obrazu nawet do 200% rozmiaru.

Można spotkać się z opinią, że program skanujący nie do końca sprawdza się w celu, w którym został zaprojektowany. Pesymiści twierdzą wręcz, że szybciej byłoby przepisać tekst z wydruku wydanego przez wydawnictwo na język brajla, niż jego poprawianie. Jednak czy jest to do końca poprawna opinia? Można rozważać tę kwestię w różnych aspektach. Jeżeli zależy nam na niezależności, możliwości pracy nad poprawianiem tekstu skanowanego poprzez wysyłanie skanowanego materiału po jego rozpoznaniu do tymczasowego zbioru MIDI, to można powiedzieć, że opinia zaprezentowana powyżej jest błędna. Jednak mogą występować także warunki niesprzyjające, takie jak: rodzaj czcionki stosowanej w druku, niedokładnie ułożony materiał na szybie skanera, etc.

Kiedy tego typu detale zostaną ustawione poprawnie, można uzyskać nadspodziewanie dobre wyniki w pozyskaniu materiału nutowego. Następnie może on zostać przekonwertowany na tekst zapisany w brajlu. Wystarczy wydrukować go na drukarce przystosowanej do tego celu lub zapisać w formacie MIDI z możliwością wykorzystania przez innych instrumentalistów.

Oprogramowanie oraz pomoc w postaci dokumentacji w tym momencie występuje jedynie w języku angielskim. Trwają prace nad jego przystosowaniem do potrzeb polskich niewidomych, niekoniecznie znających język angielski.

Jak to wszystko działa?

Konieczne jest przeskanowanie materiału z wydruku, gdyż nie bierzemy pod uwagę pisma ręcznego. W ten sposób istnieje możliwość rozpoznania dokumentu oraz odsłuchania zaznaczonego tekstu bez większych problemów. Zaleca się, aby po rozpoznaniu dokumentu zapisywać go na pojedynczych stronach do jednego pliku.

Dlaczego tak powinno się to robić?

Ponieważ łatwiej jest zeskanować jedną stronę w celu poprawnego rozpoznania, niż w przypadku pomyłki skanować ponownie cały dokument już po zapisaniu dokumentu do jednego pliku.

Program skanujący posiada możliwość powiększenia obrazu. Osoba słabowidząca może więc samodzielnie pracować nad plikiem podczas jego rozpoznawania poprzez korektę niepoprawnie rozpoznanych symboli: kluczy, kresek taktowych, metrum, taktów etc.

A jakie czynności na takim tekście może wykonać niewidomy?

Po przesłaniu zeskanowanego materiału do tymczasowego katalogu MIDI może przystąpić do jego poprawy. Nie ma jedynie możliwości poprawienia tekstu wokalnego na partyturze, natomiast wykonanie notacji muzycznej jest jak najbardziej osiągalne dla osoby niewidomej. W tym celu należy połączyć sequencer obsługujący format MIDI i podłączony keyboard lub inną zewnętrzną klawiaturę, a oprogramowanie „Lime” w najnowszej wersji pozwoli nam na pracę z takim materiałem przy użyciu klawiatury komputerowej, choć tego osobiście bym nie polecał.

Zapisując materiał we wspomnianym już formacie, możemy przystąpić do jego edycji. Bazujemy na oprogramowaniu wspomnianym w poprzednim artykule.

Możemy też wykorzystać program „Lime”. Po dokonaniu poprawek, zapisujemy stosowny dokument w formacie MIDI, wysyłamy go do programu „Goodfeel” w celu translacji na brajla. Proces ten pokazuje, że niewidomi mają dziś dostęp do notacji czarnodrukowej wydawanej przez wydawnictwa muzyczne. Jak się to rozwijało na przestrzeni wcześniejszych lat, zaprezentujemy Państwu w następnych materiałach okołomuzycznych.

Różne kraje są modne, a Rumunia piękna, ciekawa i fajna!

Przecież jak jechać zagranicę, to do Włoch, Hiszpanii, Francji, nawet Egiptu, albo inaczej – do Rzymu, Barcelony, Paryża, Pragi lub Wiednia. I właśnie tak postępuje większość turystów. Gdy się ich zapyta, a co z Węgrami, Serbią, Bośnią, Rumunią, Litwą czy Ukrainą, to widzimy jedynie wzruszenie ramionami i jakieś niewyraźne pomruki: nie, nie, tam niebezpiecznie, dziko, brak bazy hotelowej, atrakcji itd. Nic bardziej mylnego! Gdy jeździ się w miejsca, gdzie jest wiele hoteli, jest też za wielu turystów, hałasu. Gdzieś się gubi fajną atmosferę, bez której niektórzy nie mają ochoty na pobyt. Gdy wybierze się bardziej nieznane miejscowości, jest spokojniej, mniej ludzi, gwaru. Dla każdego coś miłego. Pewnie każdy w ciągu iluś tam lat zwiedzi miejscowości obu tych kategorii i znajdzie w nich to, co lubi najbardziej. Na przykład Chorwacja. Stała się modna. Jeździ tam tylu Polaków, że trudno znaleźć kogoś, kto tam nie był, albo nie chciałby być. Polskie wycieczki zajeżdżają przy okazji do Medugorje, by zobaczyć wyjątkowe miejsce, albo pomodlić się do Matki Boskiej, która miała tam wielokrotnie się pokazać. Jednak w tej Chorwacji jest jakoś bezklimatycznie. Są oczywiście różne miejsca i można znaleźć wszystko, czego dusza zapragnie, ale ten brak wyrazistości wynikający z przesadnej liczby turystów, jest odczuwalny niemal wszędzie.

Tymczasem wyjazd na Białoruś, to jest dopiero heca! Opiszemy to w innym odcinku, a tutaj jedynie wspomnimy, że gdy ktoś chce się przekonać jak wygląda życie prostsze, uboższe, to warto tam zajechać. To tak, jakby być w Polsce z lat 60., albo trafić do małego polskiego miasteczka, gdzie ludzie żyją inaczej niż w metropoliach. A Rumunia? To jest dopiero przeżycie! Tu wszystko zaskakuje. Spotyka się wielu ludzi, którzy nie mają odwagi tam pojechać, ale gdy chodzi o takich, którzy tam byli, to jeszcze nie spotkaliśmy takich, którzy by tego żałowali. Przeciwnie – twierdzą, że to odlot. Spodziewali się bałaganu, Cyganów, trudności z benzyną, jedzeniem, noclegami, wejściami do muzeów, kłopotami z wymianą waluty, a tu nic z tych rzeczy.

Do Rumunii można polecieć samolotem. Nie jest to specjalnie drogie. Wtedy udajemy się od razu do Bukaresztu. Miasto wielkości Warszawy. Ma miejsca piękne i brzydkie. Mamy tam dużo pokomunistycznych bloków, które nie są ciekawe, a wszystkie w jakiś sposób identyczne. Takie blokowiska odrzucają, ale w naszych miastach też tak mamy. Wystarczy wspomnieć warszawskie Bródno. Jednak w Bukareszcie jest co oglądać. W Centrum mamy kopię Łuku Triumfalnego. Został zbudowany przez Rumunów przed wojną na znak przyjaźni z Francją. Rumunia od wielu lat jest bliska Francuzom i Włochom. Dookoła hałaśliwy plac i wspaniałe restauracje: owoce morza, zupa rybna, makarony, grillowane mięsko, mamałyga i zupa całkowicie rumuńska – ciorba w różnych wariantach, na czele z de burtą.

Dalej znajdujemy nieprawdopodobny budynek parlamentu. Jest to największy w Europie budynek użyteczności publicznej. Szczegółowymi danymi zajmiemy się w kolejnych częściach. Teraz zamieszczamy treść wyłącznie zachęcającą do poznania tego kraju. Tak czy inaczej budynek ma 12 pięter nad ziemią i bodaj 8 pod. Tu dane są przybliżone, bo budynek nie jest zwykłym prostopadłościanem, lecz ma przeróżne urozmaicenia. Jego długość jest niebotyczna – kilkaset metrów. Szerokość też nie pozostawia złudzeń. Podobno pod ziemią wiele korytarzy nie zostało w ogóle odkrytych. Niedawno ekipy remontowe znalazły przez przypadek wielki basen, o którego istnieniu nikt nie wiedział. Budynek był budowany za czasów Causescu. Wszystko było otoczone tak głęboką tajemnicą, że nie ma planów architektonicznych. Specjaliści „łażą” po korytarzach, napotykają zatkane gruzem korytarze i już się cieszą, że po ich odsłonięciu znajdą drzwi do kolejnych atrakcji. Tam turyści jeszcze nie chodzą, ale każdy może odwiedzić gmach. Są tam cudowne sale do oglądania: rzeźby, wielkie okna, meble, dywany! Budynek był łączony z innymi za czasów komunistycznych. Miała to być siedziba prezydenta, który w razie kłopotów mógł uciec w dowolne miejsce miasta. Podobno nie odnaleziono większości z tych przejść.

Dosyć o stolicy na ten moment. Gdy chce się poznać kraj, trzeba pojechać samochodem. Droga nie jest krótka, ale jest do pokonania. Wyjeżdżamy z Polski na południe, mijamy Kielce, Rzeszów, Krosno i wjeżdżamy na Słowację. Mijamy Presov i Kosice i wjeżdżamy na Węgry. Mijamy Miskolc, Debreczyn i jesteśmy na granicy. Przejeżdżamy granicę i trafiamy do Oradei, miasta w stylu habsburskim. I żadnych problemów, niebezpieczeństw, agresywnych Cyganów. Dookoła domy z XIX wieku, z czasów, gdy Siedmiogród należał do Austro-Węgier. Nie wiem, czy jest miasto, w którym można się czuć bardziej niż tu, jak w naszym kraju. Jest tu jakoś normalnie, po naszemu.

W kolejnych odcinkach opowiemy o Arad, Timisoarze, Braszowie, Sinai, Constancy, Craiovej, Cluj-Napoce, Drobecie. Wszędzie są miejsca biedne albo biednawe, ale też zabytki, może niewyremontowane, ale bardzo ciekawe kamienice sprzed stu, dwustu lat, które będą remontowane i już teraz wiadomo, że będą to europejskie atrakcje. Zwiedzimy zamki, pałace, muzea. Spotkamy zwykłych Rumunów z miast i wsi, kupimy wielkie arbuzy, melony, przesłodkie brzoskwinie. Pojedziemy nad morze i w góry, które są wyższe od naszych – to Karpaty oczywiście. Takie atrakcje czekają na czytelników w kolejnych odcinkach. Może uda się nam wzbudzić zainteresowanie tym krajem i kulturą. Gdyby były jeszcze jakieś wątpliwości, to zaprosimy do muzeum w Constancy, gdzie są pamiątki po okresie rzymskim, gdy Rumunia nazywana była Dacją, albo na wyspę Owidiusza, którego zesłał tu okrutny cesarz Rzymu. Zapraszamy!

Bezwzrokowy Podróżnik