Helpowe refleksje

Przyszło lato, a my, zamiast dać od siebie odpocząć, zamykamy drugi w tym roku numer, a trzynasty od momentu przejęcia Helpa przez naszą Fundację. Cóż, jak kwartalnik, to kwartalnik!

Już w styczniu postanowiliśmy poświęcić tegoroczne numery 25 rocznicy przemian w Polsce, które zbiegły się ze wzbogaceniem dziedziny rehabilitacji inwalidów wzroku o technologię informatyczną. Powszechnie uważa się, że miało to wielkie znaczenie dla naszego środowiska. Możliwość wykorzystania komputerów do udostępnienia informacji dla niewidomych było takim rewolucyjnym skokiem na przód, jak wynalazek Braille’a dwieście lat temu. On stworzył wypukły alfabet, a IT ma taką zaletę, że te same informacje zapisane cyfrowo mogą być odczytane przez widzących i niewidomych. Pierwsi czytają je na ekranie monitora, a my na monitorach brajlowskich lub poprzez syntezatory mowy. Trudno się dziwić, że Help opowiada o rewolucyjnym roku 1989 oraz o minionych 25 latach. Ci którzy lubią wiedzieć więcej, wolą rozumieć rzeczywistość, lubią awizować toczące się wokół nas procesy, będą zapewne zadowoleni. Inni mogą sięgnąć do naszych artykułów merytorycznych. Mamy nadzieję, że one spełnią ich wymagania.

W tym roku, jak Państwo widzą, Help jest nieco inny niż poprzednio. Mamy więcej zdjęć. Są większe i lepszej jakości. Okładka się nie zmieniła, ale w środku mamy nieco inny podział tematyczny. Na początek „Wydarzenia”: aktualności, co się wydarzyło, refleksje z tym związane, zapowiedzi tego, co w najbliższym czasie nas czeka. Drugi dział poświęcony jest głównemu tematowi numeru, stąd jego tytuł: „Temat numeru”. Kolejny dział, zatytułowany „Tyflomaniak”, jest dedykowany niewidomym: artykuły o przeznaczonych dla nich urządzeniach i programach, ich doświadczenia, przygody, sukcesy i porażki. Podobny charakter ma dział czwarty: „Zobaczyć więcej”, tyle że on jest poświęcony osobom słabowidzącym i ich problemom.

„Na moje oko”, to komentarze, wywiady, dyskusje, a nawet spory. Szósty dział zatytułowany: „Jestem…” może mieć wiele podrozdziałów (zależnie od sytuacji): „Jestem urzędnikiem”, „Jestem studentem”, „Jestem rodzicem”, „Jestem wolontariuszem” itd. Tytuły tych podrozdziałów są nieprzypadkowo nieco mylące. Znajdują się tutaj artykuły relacjonujące obecność niewidomych i słabowidzących w poszczególnych sferach życia. „Jestem urzędnikiem” na przykład, to owszem relacja o pracy urzędników, którzy mają do czynienia z naszym środowiskiem, ale także relacje inwalidów, jak zmieniają się urzędy i podejście ich pracowników do nas. Podobnie inne podrozdziały.

„Ślepy los na wesoło”, to żarty z naszego losu. Można płakać, gdy niewidomy wpada na słup i rozbija sobie czoło, ale gdy wpada i nie robi sobie krzywdy, a przy tej okazji poznaje kogoś, kto potem staje się jego przyjacielem, to można opisywać to w kategoriach dowcipnej dykteryjki. Tak samo, gdy niewidomy usłyszał, że ktoś widzący nie chce być jego „przewodnikiem”, lecz „przodownikiem”.

Mam nadzieję, że nasz Help coraz bardziej Państwu się podoba. Proszę pamiętać, że bez Waszej sympatii nie napiszemy już nic!!! Zapraszam do lektury.

II edycja REHA FOR THE BLIND IN ROMANIA

Fundacja Szansa dla Niewidomych

Fundacja Szansa dla Niewidomych wspólnie z Krajową Radą ds. Niepełnosprawności w Rumunii zorganizowała drugą edycję Konferencji REHA FOR THE BLIND IN ROMANIA. Odbyła się ona w gmachu Narodowej Biblioteki w dniach 29 i 30 maja. Tak samo jak w Polsce, zaprosiliśmy niewidomych i ich przyjaciół z tego kraju i zagranicy.

Budynek Biblioteki mieści się w centrum Bukaresztu, niedaleko słynnego, ogromnego Pałacu Parlamentu, tuż nad rzeką Dymbowicą. Biblioteka jest drugim co do wielkości budynkiem w Bukareszcie, zaraz po wspomnianym gmachu Parlamentu. Wygląda bardzo reprezentacyjnie, toteż naprawdę było dla nas wielką satysfakcją, że udało się nam przekonać dyrekcję Biblioteki, by właśnie do tak pięknego miejsca móc zaprosić naszych gości. Gmach jest dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Jest wyposażony w komputery z oprogramowaniem dla niewidomych, tablicę informacyjną z wypukłym planem budynku, a także inne potrzebne oznaczenia dla niewidomych. Przechowywane tam zbiory są dostępne dla osób z różnymi niepełnosprawnościami.

Pierwszym elementem Konferencji była sesja merytoryczna, podobnie jak u nas w Warszawie. Otworzyły ją przemówienia gości specjalnych: Prezesa Krajowej Rady ds. Niepełnosprawności w Rumunii, Dyrektora Generalnego Narodowej Biblioteki w Rumunii oraz Dyrektora Fundacji Szansa dla Niewidomych z Polski. Po zakończeniu części oficjalnej usłyszeliśmy krótkie wystąpienia m.in. Prezesa Związku Niewidomych z Rumunii, przedstawiciela Fundacji Orange oraz innych organizacji i firm działających na rzecz osób niepełnosprawnych.

Konferencji towarzyszyła wystawa nowoczesnego sprzętu rehabilitacyjnego, która cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem. Wszyscy goście z zaciekawieniem zapoznawali się z działaniem urządzeń takich jak stacjonarne i przenośne powiększalniki obrazu czy monitory brajlowskie. Ten specjalistyczny sprzęt zdobywa coraz większą popularność w instytucjach, nie tylko wśród osób prywatnych. Wśród firm prezentujących swoje produkty podczas wystawy nie zabrakło przedstawicieli: Freedom Scientific, Optelec, Index, Shinano Kenshi, Altix Vision. Przedstawiciele wspomnianych firm opowiadali o możliwościach swoich produktów i planach ich rozwoju.

Każdy zwiedzający wystawę mógł wziąć udział w turnieju strzelectwa bezwzrokowego. Jest to coraz bardziej popularna dziedzina sportu wśród niewidomych, zarówno w Polsce, jak i w Rumunii. W ubiegłym roku po raz pierwszy w tym kraju pokazaliśmy na czym ta gra polega. Podczas II edycji Konferencji również postanowiliśmy zorganizować tę atrakcję. W turnieju brali udział równie chętnie dorośli i dzieci, niewidomi i widzący z zasłoniętymi oczami. Nie dało się ukryć, że strzelectwo bezwzrokowe sprawiało frajdę wszystkim, którzy zdecydowali się spróbować w nim swoich sił.

W Konferencji i wystawie sprzętu wzięło udział kilkaset osób. Władze uznały, że wydarzenie to jest wyjątkowe oraz że jego skala przekroczyła ich wyobrażenia. My oceniamy to nieco inaczej, gdyż w Polsce rekord uczestnictwa w REHA wynosi 2600 osób. Rozumiemy oczywiście, że to dopiero druga edycja i że na większą frekwencję trzeba jeszcze poczekać. Potrzebny jest czas, aby przekonać, że jest to niepowtarzalna okazja do zapoznania się z możliwościami w dziedzinie niwelowania skutków inwalidztwa wzroku oraz do podsumowania współpracy pomiędzy organizacjami działającymi dla niewidomych i słabowidzących. Na pierwszą edycję w Warszawie przybyło około 600 osób, a na drugą bodaj 900. Dopiero później doszło do znaczących rekordów. Prognozujemy, że w Rumunii będzie tak samo.

Jesteśmy dumni, że udało się nam rozruszać tamtejszych niewidomych i ich władze. Kilka lat temu środowisko to było przekonane, że w nowych, liberalnych czasach nikt mu już nie pomoże. Nieprawda. Dookoła wszystko się zmienia. Zmienia się też podejście do kwestii niepełnosprawności. Rumunia jako członek UE będzie szła tą samą drogą, co inne kraje. Konferencja REHA i zaangażowanie naszych rumuńskich partnerów najlepiej o tym świadczą.

SightCity 2014 Międzynarodowe towarzystwo w niemieckiej oprawie

SightCity, jak sama nazwa wskazuje, to miasteczko wzroku, a raczej miasto, gdzie potrzeby osób z dysfunkcjami wzroku są w centrum zainteresowania. W miasteczko każdego roku przemienia się parter hotelu Sheraton Airport znajdujący się w centrum głównego węzła komunikacyjnego Frankfurtu nad Menem. Do zamieszkania w SightCity zaproszeni są wystawcy z całego świata, którzy prezentują najnowsze produkty i rozwiązania oraz wszyscy niewidomi, niedowidzący, osoby z ich środowiska, którzy chcą ich odwiedzić, by zapoznać się z nowościami.

Jak na miejsce spotkań osób z dysfunkcją wzroku przystało, cały teren SightCity jest dostosowany do ich potrzeb, a organizacja wystawy zaskakuje od „pierwszego wejrzenia”.

Z peronu dworca czy z lotniska, które znajdują się niedaleko hotelu, odbierze nas umówiony asystent. Zaraz po wejściu witają nas pracownicy recepcji, którzy mówią w kilku językach i udzielają wszelkich informacji. Zawiły ciąg korytarzy i sal jest znakomicie oznaczony liniami naprowadzającymi, które są na czas trwania targów naklejane na podłogi. Można zaopatrzyć się w plan miasteczka, na którym zaznaczone są poszczególne stoiska. Jest tam co roku mnóstwo firm, które oferują szeroką gamę nowych rozwiązań stworzonych dla polepszenia jakości życia niewidomych i niedowidzących. I tak, zapoznawszy się z tym, co gdzie się znajduje, rozpoczynamy zwiedzanie. Najlepiej zobaczyć wszystko i to po kolei. Poszczególne firmy chętnie opowiadają o swoim sprzęcie. Można go pooglądać, dotknąć. Warto wypróbować przeróżnych nowych pomocy edukacyjnych, urządzeń brajlowskich, lektorskich, powiększalników obrazu, drukarek i przedmiotów codziennego użytku. Panuje gwar, harmider, tłum kłębi się między stoiskami od pierwszego dnia wystawy. Korytarze się korkują, stoliki znikają zasłaniane przez grupki ludzi, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej. Pytają o sprzęt, szukają nowości oraz uczestniczą w debatach i forach. Słychać głównie język niemiecki i angielski, ale są też przedstawiciele z wielu krajów z całego świata. Można wystawić na próbę swoje lingwistyczne umiejętności, wdając się w konwersacje na temat proponowanych przez nich rozwiązań. W gąszczu urządzeń i oprogramowania, każdy znajdzie coś dla siebie. Gorąca atmosfera poszukiwania i ciekawości roznosi się wszędzie w tym niesamowitym miasteczku wzroku, do którego przyjeżdża ponad 130 wystawców. Chcą się pochwalić swoimi pomysłami i produktami. W tym roku z Polski przyjechało do Frankfurtu trzech przedstawicieli, w tym firma Altix, która zaprezentowała m.in. innowacyjną nawigację dla niewidomych NaviEye 2, mówiące mapy dotykowe, gry planszowe, program służący do drukowania w brajlu Euler i wiele innych rozwiązań. Cieszyły się one dużym zainteresowaniem wśród zwiedzających.

Pewien wystawca z Niemiec zaprezentował rączki i nakładki do białych lasek: rączka dębowa bądź sosnowa, z ornamentem kwiatowym, koroną z kamykami, czy piłką futbolową – do wyboru do koloru. Niewidomym spodobała się idea spersonalizowanych białych lasek. To tak, jak ubieranie innej bluzki na spacer i do teatru. Możemy zdecydować, jaką rączkę białej laski wkręcamy na dany dzień. Ceny takich dodatków są na razie ogromne, ale z czasem być może idea upiększania codziennego sprzętu przyjmie się i ceny spadną. Zachęci to klientów do zakupów, a producentów do wyrabiania takich dodatków.

Darmowe uczestnictwo, dostosowanie do potrzeb tego środowiska na wysokim poziomie, przyjazna atmosfera, najnowocześniejsze rozwiązania oraz kompetentni i przyjaźni sprzedawcy to tylko kilka z zalet wystawy SightCity. Na pewno stanowi ona gratkę dla otwartych na nowe doświadczenia i podróże zwiedzających. Jest znakomitą okazją dla wystawców, by zaprezentować swój wkład w rozwój idei przezwyciężania trudności związanych z dysfunkcją wzroku.

25 lat polskich przemian. Wczoraj, dzisiaj, jutro

W roku 89 wkroczyliśmy w nowy etap w rozwoju naszego kraju i narodu z wielkim entuzjazmem. Nie trzeba było nikogo namawiać do obserwowania wydarzeń. Codziennie działo się coś ważnego: nowe ustawy, zarządzenia, rozporządzenia, nowi ludzie, nowe podejście i firmy. Niewidomi i my osobiście skorzystaliśmy z tej atmosfery. U nas też wiele się działo.

Polityka

W sferze polityki nie pamiętam dłuższego okresu spokoju. To tak, jak na całym świecie. Tylko marzymy o pokoju, a prawda jest taka, że ciągle trwa gdzieś wojna. Tak i u nas. Miały być przemiany i szybki rozwój. Jan Nowak Jeziorański mówił, że jest u nas najciekawiej, gdy wszystko jest do zrobienia. Lech Wałęsa obiecywał, że zbudujemy drugą Japonię, a potem premier Tusk chciał budować drugą Irlandię. Niewiele z tego się udało. Nasza polityka była pełna wzlotów i upadków. Zamiast doszlusowania do poziomu krajów Zachodniej Europy, już nie tylko pod względem dochodu, ale po prostu pod względem kultury politycznej, obyczajów i norm, przez całe 25 lat musimy się zastanawiać, czy jesteśmy choć troszkę bliżej nich, czy po raz kolejny bliżej naszych wschodnich sąsiadów. Gdy braliśmy udział w referendum czy chcemy przystąpić do Unii Europejskiej, jej entuzjaści przekonywali innych drastycznym i szantażującym pytaniem: czy chcą być razem z Białorusią, żyć jak tam, czy jak w Niemczech! Pytanie było niestosowne, bo wszyscy chcieli i chcą żyć jak w najciekawszych krajach Zachodu, ale z tego nie wynika, czy nasze wstąpienie do Unii zmieniło nasz kraj i społeczeństwo na lepsze na tyle, ile powinno i na tyle, ile liczyliśmy. Dzisiaj, po dziesięciu latach już wiemy, że nasze wstąpienie dało nam wiele korzyści, ale też nie spełniło marzeń euroentuzjastów. Po prostu nie jest lekko.

Gospodarka

W dziedzinie gospodarczej też jest różnie. Wiele się zmieniło. W różnych dziedzinach doszło do szybkiego rozwoju. Niewątpliwie kraj wygląda inaczej. Mamy nowe osiedla, ulice, autostrady, stadiony, również lotniska, jednak towarzyszy temu upadek wielu gałęzi naszego przemysłu. Niektóre z nich musiały przegrać. Były za trudne i dzielił je za duży dystans w rozwoju w stosunku do najlepszych. To jednak nie musiało raczej oznaczać, że zniknie z powierzchni aż tak wiele firm, fabryk, spółdzielni. Wielu rodaków uważa, że można było więcej ich obronić. Głównym punktem odniesienia jest stocznia w Gdańsku i inne stocznie. Trudno powiedzieć, gdy się nie jest profesjonalistą w tej dziedzinie jaka była i jaka jest prawda. Łatwiej odnieść się do polskich afer, bo w sprawie Amber Gold wszyscy mają jednakowe zdanie. Czy tego typu afery są zaskakujące? Chyba nie, gdy znamy podobne z innych krajów. Jest ich pełno w Ameryce Południowej i Afryce. Azja niewiele się od nich różni. U nas też była wielka przemiana, zmiana prawa, nowe warunki działania, a w takiej sytuacji łatwo o przekręty, niegodziwości, oszustwa, wadliwe prywatyzacje, nadmierny pęd do zysku i zapominanie o innych ludziach. Na szczęście jest też wiele przykładów pozytywnych, dzięki którym to wszystko nadal trwa i się rozwija.

Rozwój technologiczny

W tej dziedzinie jak w innych. Chwalimy się każdym wynalazkiem, ale jednocześnie zaniedbujemy dofinansowania dające szanse na kolejne. W dużej mierze pogorszyła się u nas edukacja. Dzisiaj uczniowie nie wiedzą nic w tak wielu dziedzinach, że będą mieli trudności na rynku pracy. Dobrym na to przykładem jest informatyka. Nie można być dobrym programistą, gdy nie wejdzie się w szczegóły wybranej dziedziny. Na przykład, gdy nie chce się wiedzieć jak pracują księgowi, nie stworzy się atrakcyjnego dla nich oprogramowania księgowego. Gdy nie gra się w szachy z dobrymi partnerami, nie można stworzyć wartościowego programu szachowego. I tak dalej. No więc dzisiaj wszyscy, to znaczy niemal wszyscy mają wiedzę jakby powierzchowną. Są obawy, czy to się nie zemści na naszym kraju.

Gdy byliśmy w trakcie przemian wielu poważnych polityków twierdziło, że Polska ma czym się pochwalić – poziomem nauczania i wykształconymi obywatelami. Chciano ich zatrudniać wszędzie. Pracowali lepiej i mądrzej od innych. Czy to nadal jest aktualne?

Mamy nasz grafen i technologię jego wytwarzania, ale brakuje nam naszych wynalazków w tysiącach kwestii. Inne narody mogą się pochwalić swoimi markami. Finlandia słynie z Nokii, Szwecja z Ikei, Czechy ze Skody, o Anglii, Francji, Niemczech, USA nie ma sensu mówić w tym kontekście. Mają mnóstwo powodów do dumy. A my? Nasz podniebny przewoźnik LOT jest na krawędzi bankructwa, a to przecież tylko transport lotniczy. Przy okazji budowy autostrad i stadionów potwierdziło się, że gdy chcemy budować nowocześniej, musimy korzystać z pomocy zagranicy. Pozostaje mieć nadzieję, że powoli uda się nam marsz do normalności i ziszczą się marzenia walczących o lepszą Polskę. Samo hasło „Solidarność” nie wystarczy. Trzeba jeszcze wziąć się do pracy – i to nie tylko pracownicy. Tak samo jak oni, muszą popracować decydenci i naukowcy, byśmy mieli chociażby tak jak Włosi.

Nasze środowisko

My też przeżyliśmy wielkie zmiany. Na początku wielu ludzi nie przyjmowało do wiadomości, że idzie nowe, a co więcej – nie chciało uwierzyć, że to nowe jest lepsze dla kraju i dla nich samych. Wcześniej podniszczono ambicje ludzi, ich chęć do aktywności, przedsiębiorczość, spryt, indywidualizm, ruchliwość w interesach itd. Rok 89 fascynował tych, którzy z natury są żywi i aktywni. Inni poczuli się raczej zagrożeni. Można to było obserwować na naszym małym poletku doświadczalnym, jakim jest Polski Związek Niewidomych. Ścierały się tutaj różne poglądy. Starsi walczyli o status quo. Dla nich zmiany nie były atrakcyjne. Lubili narady i biesiady. Inni oddalali się od nich, bo uważali, że ten model to gwóźdź do trumny. Bez wykształcenia i pracy nie można znaleźć ciekawego miejsca w społeczeństwie informacyjnym.

Przez dłuższy czas działacze Związku walczyli o monopol. Gdy chce się wieść nieaktywny, oklapły styl życia, nie można dopuścić do rozwoju innych – mogą stanowić zbyt groźną konkurencję. Przez kilka lat tego rodzaju blokowanie się udawało. Jednak ostatecznie poniosło klęskę. Inni byli po prostu bardziej pracowici. Trudno komuś nieaktywnemu wygrać konkurencję z aktywnymi. Zaczęły powstawać nowe organizacje. Nasza Fundacja na przykład powstała w roku 1992. Powstało Stowarzyszenie Niewidomych i Niedowidzących Sportowców Cross, inne fundacje i stowarzyszenia. Pod ich wpływem reformował się i PZN. To ważne, że wszyscy wpływali na siebie nawzajem, by oferować swoim podopiecznym coraz więcej usług na wysokim poziomie. Teraz niemal wszystkie organizacje mają się czym pochwalić. Właśnie o to chodziło w naszych polskich przemianach.

Rehabilitacja niewidomych

O poziomie rehabilitacji już od lat decyduje kondycja firm, które działają w tej dziedzinie. Zgodnie z przewidywaniami oraz zgodnie z naturą rzeczy, o poziomie życia decyduje zasobność portfeli i jakość oferowanych produktów i usług. Właśnie w związku z tą zasadą nie można zajmować się wszystkim na raz, lecz należy wykonywać to, na czym znamy się naprawdę. Kiedyś w sprawach rehabilitacji niewidomych i niedowidzących Związek zajmował się wszystkim: drukarnia, sklepik, wydawnictwo, biblioteka, przychodnia, dział zagraniczny, zakłady gospodarcze, ośrodki wczasowo-rehabilitacyjne i już nie wiem co jeszcze. Szybko padały kolejne inicjatywy. Tak, jak łatwo Związek dostawał od nowych władz prezenty, tak potem szybko je tracił. Pozamykano zakłady pracy i niektóre działy. Utrzymały się na powierzchni tylko najlepsze i prawdziwie potrzebne. W pozostałych dziedzinach inni mieli efektywniejsze pomysły i wygrali konkurencję.

Na podobne trudności natknęły się spółdzielnie, które zrzeszały i zatrudniały niewidomych. Niewiele z nich nadal istnieje. Co by nie rzec, niewidomi nie są tak samo sprawni w wytwarzaniu kabli, szczotek, lamp jak automaty lub widzący pracownicy. Spółdzielnie okazały się mniej efektywne od innych form działalności gospodarczej. W spółkach jest konkretny zarządca, a w spółdzielni trwają dyskusje, narady i głosowania. W ich wyniku mogą przepadać dobre projekty i wygrywać gorsze. W demokracji liczą się wybory i referenda, czyli to, co o sprawach sądzą głosujący.

Rynek tyfloinformatyczny, czyli informatyka w służbie rehabilitacji niewidomych

W dziedzinie sprzętu rehabilitacyjnego powstało dużo różnych firm. Pierwszą z nich był nasz Altix, który powstał w roku 1989. Proces jego tworzenia rozpoczął się w maju. To wtedy założyliśmy spółkę. Działalność gospodarczą uruchomiliśmy w listopadzie. W tym okresie, od maja do listopada, obchodzimy 25-lecie istnienia. Był to wyczyn. Zapraszano nas do mediów, byśmy opowiadali o naszym przedsięwzięciu. Dlaczego? Bo wszystko dopiero się zaczynało, ale fakt, że spółkę tworzą niewidomi informatycy, był dla dziennikarzy szokujący. Pamiętam jak byliśmy w radiowej Trójce. To wtedy poznaliśmy Elżbietę Korczyńską. Niedługo potem dowiedzieliśmy się, że jest żoną dobrego naszego znajomego – Tomasza Jordana, u którego w radiu bywaliśmy wcześniej.

Altix był jedyną firmą tego rodzaju na rynku, mieliśmy więc tak zwany naturalny monopol. Nie wolno mylić go z monopolem wynikającym z układów politycznych czy innych. Naturalny monopolista to taki, który oferuje jakiś towar lub usługi jako jedyny. Najczęściej spotyka to wynalazców. To oni jako jedyni mają coś nowego, wobec czego tylko u nich można to zakupić.

Po jakimś czasie na rynek rehabilitacyjny dla niewidomych weszła kolejna spółka – Harpo. Powstała już w roku 1985, a więc nie w momencie, gdy realizowała się reforma gospodarcza, lecz wcześniej. W latach 80. – z tego co wiem – Harpo zajmowało się sprzedażą komputerów sprowadzanych ze Wschodu. Dopiero w roku 91 zaistniało na naszym rynku. W latach 93-94 rozpoczął działanie Konrad Łukaszewicz w swojej firmie E.C.E, a potem powstały kolejne mniejsze i większe firmy.

Co można powiedzieć o naszym rynku?

Czy spełniał i spełnia oczekiwania klientów? Moim zdaniem spełnia. Nie wszystko jest idealne, ale rzadko bywa lepiej. Nie bądźmy idealistami. Wszyscy robimy co możemy, a że nie wszystko potrafimy – trudno. Taka jest natura rzeczy.

Wydarzyło się tutaj wiele dobrego. Powstawały nowe urządzenia, polscy twórcy wymyślali nowe rozwiązania, organizowano fajną współpracę z lokalnymi społecznościami egzystującymi w tym środowisku. Pierwsze lata po reformie były trudne. Altix na przykład rozwijał się dzięki ogromnej pracy swoich współpracowników, którzy potrafili rezygnować z wynagrodzeń. Wiele pracy wykonywano wtedy za darmo. Okazało się to słuszne i zwycięskie. Pamiętam, że w ciągu ponad dwóch lat – do lata roku 92, stworzyłem około 10 mówiących programów, a nie zarobiłem niemal nic. Podobny wysiłek wykonał Igor Busłowicz, który też nie zarabiał w tamtym okresie. Na jakiej zasadzie można było robić coś za darmo? Obaj pracowaliśmy gdzie indziej. Igor komputeryzował drukarnię Polskiego Związku Niewidomych, a ja pracowałem w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Tam mieliśmy nasze pensje, a prace dla firmy wykonywaliśmy w wolnym czasie. Potem przyszła należna nagroda i wszystko ruszyło z kopyta. Altix rósł co roku dwu- lub nawet czterokrotnie. Jak już wspomniałem pod koniec pierwszej części tego materiału, przyszedł czas fantastycznych dla niewidomych dofinansowań w latach 92-94, dzięki którym nasza branża wykreowała się na dobre. To oczywiste, że gdy na jakimś rynku pojawiają się pieniądze, mogą rozwijać się wytwórcy i sprzedawcy.

Niedługo potem przyszedł do nas głęboki kryzys. Zlikwidowano programy dofinansowań. Stało się to po wyborach 93 w wyniku powstania rządu SLD. To środowisko polityczne nie popierało dofinansowań dla samych niepełnosprawnych i wróciło do starej zasady, by udzielać pomocy centralnie. Próbowano stworzyć w PZN centralną wypożyczalnię sprzętu. Wróciły złe wzorce z przeszłości. O ile wcześniej sami niewidomi decydowali, co jest im potrzebne dla efektywnej rehabilitacji, ponownie decydowała jakaś komisja. Związek zakupił to, co sam uważał za stosowne. Oczywiście przeprowadzano tzw. społeczne konsultacje, ale można tego rodzaju działania oceniać pozytywnie jedynie teoretycznie. W praktyce zawsze przy takich okazjach wypowiadają się tylko niektórzy, najczęściej znajomi decydentów. Zakup był też kontrowersyjny, bo przetarg nie był prawidłowo przeprowadzony. Wygrała firma, która zaoferowała znacznie wyższą cenę. Altix przegrał, chociaż jego oferta była i tańsza i prawdziwa. Potem konkurent dostarczył oferowany sprzęt, ale nie potrafił wykonać innych obowiązków. Skąd to wiem? Gdyż dla uniknięcia kompromitacji i dla zrealizowania zapowiedzi i obietnic udzielonych przez związek swoim członkom, o ich wykonanie poproszono właśnie nas.

Na rynku tak bardzo brakowało pieniędzy, że firmy zmniejszały swoją działalność. Na szczęście przyszedł czas kolejnych wyborów i po źle ocenianych rządach SLD odeszło od władzy. Zaczął rządzić AWS i wrócono do poprzednich koncepcji rehabilitacyjnych. Długo projektowano nowe programy dofinansowań, ale wreszcie ruszyły. Rok 99 okazał się przełomowy. Ostatecznie obalono mit, że rehabilitacja może być skuteczna, gdy organizuje się ją centralnie. Są tematy, które winno się realizować w ten sposób, ale są inne, które tego nie znoszą.

Rozpoczęła się realizacja programu „Komputer dla Homera”. Każdy niewidomy i niedowidzący mógł skierować do PFRONu wniosek z prośbą o dofinansowanie jego rehabilitacyjnych zakupów i szkolenia. Utworzono w każdym województwie komisje doradcze, które oceniały te wnioski. Nie działały idealnie, ale było nieźle. Były idiotyczne decyzje, na przykład gdy odmówiono w tamtym czasie pomocy niewidomej studentce, która miała mieć egzamin magisterski, studiowała informatykę i nie dość, że była niewidoma, źle słyszała. Odmowa ta została w środowisku uznana za rekordowo głupią. Pomocy nie dostali inni, którym naprawdę się należała. Dostawali ją natomiast inni, często ludzie w zasadzie widzący, albo tacy, którzy wcale nie chcieli korzystać z komputera i występowali o dotację na zakupy dla dzieci lub nawet wnuków. Niestety, komisje tego nie umiały wychwycić. W dużej części dlatego, że chodziło o jakichś znajomych. W takich komisjach powinni brać udział eksperci, a brali działacze tego środowiska. Oni zawsze są z kimś związani. Nie chodziło zapewne o jakąś formę korupcji, ale zwykłe ludzkie przyjaźnie. Tak czy inaczej rynek się ożywił i już od tej pory rozwija się stale.

10 lat komputeryzacji tego środowiska

Nietrudno policzyć, że w roku 99 minęła dziesiąta rocznica pierwszych działań w tej dziedzinie. Tak się złożyło, że właśnie wtedy ustalił się system pomocy przeznaczonej dla niewidomych. Zastosowanie technologii informatycznej i elektroniki w życiu niewidomych było tak ważnym wydarzeniem, że co do jego oceny nie było różnych opinii. Wszyscy zrozumieli wreszcie wagę tych wynalazków. O ile wcześniej nie rozumiano tego, po kilku latach krytyka ustała. Już nie dokuczano nikomu, że kupuje coś w firmie prywatnej. Coraz więcej obywateli korzystało z tego rodzaju pomocy. Polacy zaczęli masowo płacić za pracę dentystów, korepetycje, wczasy, mieszkania itd. Na szczęście w zakupach rehabilitacyjnych chce im pomagać PFRON.

W 10. rocznicę pierwszych działań w tej dziedzinie nasza Fundacja zorganizowała pierwszą edycję Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND®, która podsumowała dotychczasowe osiągnięcia oraz dała silny asumpt do rozwoju na kolejne lata. Teraz oczekujemy XII edycji tej Konferencji, a jej przewodni temat jest również tytułem moich artykułów.

W 10. rocznicę środowisko nagrodziło tytułami idoli wiele osób i instytucji. Przyznaliśmy 40 takich tytułów. Decydowali o tym wszyscy, którzy mieli coś do powiedzenia w tej dziedzinie. Okazało się, że inicjatywa pokazywania innym najdzielniejszych ma ogromne znaczenie. Jest kontynuowana do tej pory, a w tym roku będą przyznawane wyróżnienia dotyczące wszystkich 25 lat.

Sytuacja aktualna

W tej chwili nasze środowisko jest dosyć dobrze oprzyrządowane, gdy porównamy stan aktualny ze stanem sprzed 25 lat. Gdy jednak patrzymy na sytuację niewidomych na Zachodzie, miny nam rzedną. Dostaliśmy sporo urządzeń i programów, ale rzadko było to dobrze zaprojektowane. Szkoda, że nie zdołaliśmy zaangażować takich ekspertów, którzy potrafiliby doradzić, jak zorganizować system, w którym wielkość dotacji zależy od argumentów merytorycznych. Udało się to gdzie indziej. Dla przykładu, wiadomo, że niewidomy student informatyki potrzebuje komputera, syntezatora mowy, skanera, programu udźwiękawiającego system Windows, albo Linux, brajlowskiego monitora i drukarki, być może notatnika. Potrzebuje też programu redakcyjnego, by móc drukować materiały niezbędne do nauki. Do tego muszą dojść takie dodatkowe urządzenia jak dyktafon, rozmaite oprogramowanie, np. program rozpoznający druk itd. Gdy niewidomy potrafi wykazać, że do nauki lub pracy niezbędne są inne urządzenia, należy pomóc mu w ich nabyciu. Dobrym na to przykładem jest konieczność oglądania wypukłej grafiki np. wykresów, map, planów, które mogą dotyczyć uczniów liceów oraz studentów kierunków ścisłych. Nietrudno wychwycić, kto zasługuje na taką pomoc. Uczeń, który ma dobre wyniki w nauce, powinien móc liczyć na mocne wsparcie.

W naszych szkołach, zarówno specjalnych, które ja wolę nazywać specjalistyczne, jak również innych, w których uczą się niewidomi lub niedowidzący, brakuje nowoczesnego sprzętu. Trudno się chwalić tym, że są tam pracownie zakupione przez Ministerstwo Edukacji Narodowej w roku 2004 albo 2007! Przecież wszyscy wiedzą, że ten sprzęt jest już do niczego.

Z kolei osoby prywatne cieszyły się udzielonym im dofinansowaniem za krótko. Fajnie było mieć w domu mówiący komputer, skaner i drukareczkę. Szybko jednak okazało się, że gdy jest się muzykiem, trzeba mieć specjalny program muzyczny dla niewidomych, a gdy jest się matematykiem – brajlowski monitor graficzny itd. Niestety, nasz system jeszcze nie uwzględnia tego rodzaju sytuacji. Za bardzo jest nakierowany na realizowanie uśrednionych potrzeb.

Jaka czeka nas przyszłość?

Program „Komputer dla Homera” został zakończony. W jego miejsce uruchomiono inny, samorządowy o nazwie „Aktywny samorząd”, który okazał się trudny. Nie dość, że niewidomi uzyskali mniej pomocy, mieszkańcy niektórych powiatów nie uzyskali jej wcale. Wystarczyło, by władze powiatowe nie rozumiały naszych potrzeb, a już nie przystąpiły do realizacji tego programu. Wtedy niewidomy obywatel nie może nic. Nie ma na przykład gdzie się udać i odwołać. Przecież jego rehabilitacja nie może zależeć od empatii jakichś urzędników lub radnych! W końcu w demokracji nie muszą oni być sprawiedliwi ani profesjonalni. Na szczęście mówi się, że i ten program zniknie i wróci do działania PFRON. Gdy będą finanse, dziedzina będzie się rozwijała. Dlaczego? Bo takie są zalecenia idące ze strony najważniejszych światowych gremiów. W nowoczesnym świecie nie można wykluczać nikogo. Bardzo dobrze, że technologia tak szybko się rozwija, że dzięki niej życie obywateli jest zupełnie inne, niż jeszcze niedawno. Kiedyś marzyło się o własnym poletku, by móc wykarmić dzieci. Potem o dobrej pracy, by utrzymać rodzinę. Po II wojnie światowej marzono o radioodbiorniku, telewizorze, lodówce, a pod koniec wieku o własnym samochodzie, działce rekreacyjnej, prawdziwym domu. Teraz trzeba co 3 lata wymieniać komórkę i komputer, zamiast płyt muzykę i zdjęcia trzyma się na zewnętrznych dyskach, zakłada się klimatyzację i wyjeżdża do dalekich krajów, by je poznać. W tej sytuacji niepełnosprawni domagają się takich samych możliwości, a to wymaga rozwoju rozwiązań niwelujących skutki ich inwalidztwa. Nie można będzie produkować niczego, co nie może być używane przez niewidomych. Koncerty, filmy, audycje telewizyjne i spektakle muszą być audiodeskrybowane. Na opakowaniach muszą pojawić się brajlowskie napisy, które istnieją już na opakowaniach leków. Otoczenie, a zwłaszcza obiekty użyteczności publicznej, muszą być udźwiękowione i ubrajlowione. Wszelkie urządzenia przekazujące jakiekolwiek informacje muszą być dostosowane do potrzeb niewidomych. Komputery już są, ale najzwyklejsze telewizory nie.

Wraz z tymi zmianami będzie zmieniało się nasze środowisko. Coraz bardziej będzie o nie dbało całe społeczeństwo i władze, a coraz mniejsze znaczenie będą miały stowarzyszenia. Niewidomi potrzebują realizowania ich praw, a w mniejszym stopniu chcą się zrzeszać. Tak jest na całym świecie. Możemy jedynie mieć nadzieję, że nasze organizacje wzmocnią się organizacyjnie i merytorycznie i środowisko uzna, że nadal są do czegoś potrzebne. Co innego syntezatory mowy, programy rozpoznające druk i głos, brajlowskie terminale, wypukła grafika, małe i duże komputery. One nie stracą na znaczeniu. Od nich nikt nie będzie już chciał uciekać. Od nich zależy wszystko. Każde urządzenie i instytucja działają bez nich marnie, a z nimi bardzo sprawnie, czasem tak dobrze, że wyprzedzają czasy i ludzkie pojęcie.

Czym w PRL-u różnił się niewidomy od garbatego, czyli wspomnienia dr Jana Omiecińskiego (cz. 2)

W poprzednim numerze dr Jan Omieciński przybliżył nam czasy swojej edukacji w szkole podstawowej i średniej. Okres, w PRL-owskiej Polsce, w którym niewidomym nie wolno było iść na studia, a ich przyszłość została precyzyjnie przez ówczesne władze zaprojektowana w Spółdzielniach Niewidomych. Czy było w nich źle? Nie, choć była to forma wyłączenia z życia społecznego. Czy mimo wszystko można było wyłamać się poza ten schemat? Kontynuujemy tę historię, w której okaże się, jak potoczyły się dalsze losy naszego bohatera.

Andrzej Zaremba: Czy z dostaniem się na studia też miał pan jakieś przygody?

Jan Omieciński: Z formalnościami żadnych, ale na egzaminie… Po sprawdzeniu tożsamości wszedłem na salę i zająłem wskazane mi miejsce. Wyjąłem maszynę i zacząłem rozwiązywać zadania. Na sali zaczęło się jakieś poruszenie, ale nie zwracałem uwagi. Po chwili ktoś podszedł do mnie i poprosił, żebym wziął maszynę, notatki i poszedł z nim do innej sali, w której do końca egzaminu byłem sam. Początkowo było to trochę stresujące. Po egzaminie przedyktowałem to, co napisałem i obie wersje zostały zabezpieczone przez komisję. Później dowiedziałem się, że stukot mojej maszyny wywołał popłoch, bo rozpraszał zdających. Asystenci zaczęli wybiegać do szefa komisji egzaminacyjnej i pytać, co mają robić, bo jest tam taki jeden, co stuka, puka i nie można się skupić. Na szczęście odpowiedział – „To co, nie macie więcej sal?”. Na ustnym – za to – zrobiło się zbiegowisko, bo wszyscy chcieli zobaczyć, jak niewidomy zdaje! Gdy już studiowałem, to opiekun roku kiedyś pokazał mi dokument, w którym były wytyczne takie, że nie wolno przyjmować na matematykę niewidomych, a na Akademię Sztuk Pięknych – garbatych!

AZ: I znowu poszedł pan pod prąd!

JO: Rzeczywiście, ale naprawdę było takie zarządzenie Ministerstwa.

AZ: Czyli, zgodnie z nim, nie mógł pan studiować tego, co pan studiował?

JO: Nie wiem, na ile pan pamięta PRL?

AZ: Trochę pamiętam.

JO: To wie pan, że to był taki dziwny ustrój. Mówię o Polsce. Zarządzenia były swoją drogą, a rzeczywistość swoją. Wtedy się nikt, o ile nie miał z tego korzyści, tymi zarządzeniami nie przejmował. Napisali, to napisali, ale jak ja nie będę miał z tego powodu żadnych konsekwencji, to co mnie to wszystko obchodzi. Dzięki temu niektóre rzeczy dawało się omijać.

AZ: Dziś mamy Internet, pocztę elektroniczną, listy dyskusyjne itd. Czy kiedyś, gdy tego nie było, niewidomi pisali listy?

JO: Pisali, oczywiście. Albo w czarnym druku, tyle że nie było możliwości sprawdzenia potem poczty zwrotnej, bo nie zawsze miało się ochotę, żeby ktoś czytał naszą korespondencję, albo w brajlu – w tym wypadku były specjalne sposoby składania kartki, aby powstała elegancka koperta. Później czasem używało się też wiadomości na kasetach magnetofonowych.

AZ: Jak niewidomi szukali pracy? Czy były jakieś inne możliwości niż popularny „masażysta”?

JO: Wyboru nie było. Głównie spółdzielnie – robienie szczotek, wyplatanie trzepaczek, inne typowo fizyczne zajęcia. Potem była wielka rewelacja, gdy można było robić wiązki elektryczne do samochodu. Normalnie to każdy się cieszył, jak w spółdzielni dostał pracę, przy niej był internat, nie trzeba było się o nic troszczyć i tak sobie powoli żyć wiele lat.

AZ: Pan wybrał inną drogę. To nie był chyba łatwy kierunek?

JO: Rzeczywiście, wybrałem inną drogę, ale nie uważam, żeby była ona trudna. Jakoś tak wszystko układało się bezproblemowo. Jednak gdybym widział, to wcale nie poszedłbym na matematykę. Raczej wybrałbym wydział mechaniczny, czy elektryczny. Bardzo mnie to fascynuje do dziś. W domu, czy na działce, sporo majsterkuję. Jak żona nie widzi, to lubię użyć nawet piły łańcuchowej…

AZ: A gdy widzi?

JO: Wtedy to nie, bo się o mnie boi.

AZ: Kiedy w pana życiu pojawił się komputer?

JO: Już długo potem, jak pracowałem. Na uczelni pojawiły się komputery i stwierdziłem, że przydałoby się z tego skorzystać.

AZ: Jakie to były komputery?

JO: To były pecety, ale na DOS-ie 3.01 – bardzo przyjemnym systemie operacyjnym dla niewidomego – wszystko w liniach, jedno pod drugim. Gdy do tego dołożyć ReadBoarda, który stworzył Altix w 1989, to praca była świetna. Pierwszy domowy komputer za jakieś straszne pieniądze kupiłem na raty w maju 1993 i do dziś jeszcze mam nawet, ze względów sentymentalnych, dyskietki z tym ReadBoardem – te duże 5,25 cala, na których mieściło się 360 kilobajtów danych. To w ogóle była rewelacja! Nigdy nie miałem talentu literackiego, więc nie lubiłem pisać. W brajlu praktycznie nie ma żadnych możliwości poprawek poza skreśleniami. Udźwiękowiony komputer wraz z fantastycznie udźwiękowionym edytorem tekstu QR-Text sprawił, że przeżyłem szok. Wszystko można było poprawiać i poprawiać. Po niespełna dwóch latach miałem także skaner z Recognitą – programem OCR, a to umożliwiało także dostęp do książek w czarnym druku. Samodzielne zeskanowanie i następnie przeczytanie książki było takim postępem, że nie da się tego opisać. Przeczytanie, a nie tylko wysłuchanie, bo w tym samym czasie zacząłem używać monitora brajlowskiego, który uczelnia kupiła dla mnie za pieniądze PFRON.

AZ: Pewnie użytkowników takich urządzeń można było wtedy policzyć na palcach?

JO: Prawdopodobnie tak. Zaczynałem może nie jako pierwszy, bo w 1993 roku, ale od razu w dużym tempie to poszło. Tak kompleksowo wyposażone stanowisko zapewniało komfort pracy, który wcześniej był nieosiągalny.

AZ: Czy indywidualnie można było dostać dofinansowanie na sprzęt brajlowski?

JO: Nie. Pierwszy taki program PFRON ruszył w 1999 roku i nazywał się „Komputer dla Homera”.

AZ: Jak teraz wygląda sytuacja studentów niewidomych? Czy mają jakieś szczególne problemy?

JO: To wszystko zależy. Gdy mówimy o naukach ścisłych, to problemy są duże, bo jednak tekstu matematycznego wciąż zeskanować porządnie się nie da. Żaden program komputerowy tego nie obsługuje bez zastrzeżeń. Na kierunkach humanistycznych nie ma już tej bariery. Student ma wszystkie materiały dostępne.

AZ: Jak pan uważa, czy polscy niewidomi są teraz dobrze zaopatrzeni w takie wsparcie technologiczne, specjalistyczne urządzenia i programy?

JO: Wydaje mi się, że chyba tak, chociaż było o wiele lepiej, gdy istniał program pefronowski „Komputer dla Homera”. Z różnymi modyfikacjami trwał od 1999, chyba do roku 2010. Do niewidomych wówczas trafiło dużo i to dobrego sprzętu. Teraz jest program „Aktywny Samorząd” i tu rzeczywiście jest już dużo gorzej ze względu na mniejsze środki i wielkie ich rozproszenie. Teraz często dany MOPS, czy PCPR ma tyle pieniędzy na cały program, ile wcześniej PFRON mógł dać dofinansowania na jeden wniosek niewidomego. Zdarza się, że dla całej gminy jest, powiedzmy, 60 tysięcy, a to są żadne pieniądze, gdy weźmiemy pod uwagę ilość osób, którym trzeba pomóc i ceny urządzeń, np. monitora brajlowskiego.

AZ: Wyobraża pan sobie czasem, jakie jeszcze rozwiązania pomagające niewidomym mogą się pojawić w przyszłości?

JO: Ważnym problemem jest udostępnienie w pełni grafiki cyfrowej. Gdybyśmy mieli dostęp do grafiki zarówno rastrowej, jak i wektorowej, to wszystko byłoby w zasięgu, nawet matematyka, bo przecież jest ona zapisana graficznie.

Technika się tak szybko rozwija, że pewnie doczekamy jeszcze niejednego, w końcu odkąd chodził pan do podstawówki w Owińskach, tyle się zmieniło. Dobrych zmian na przyszłość życzę i panu i sobie i wszystkim czytelnikom. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Gry planszowe nie tylko dla widzących (cz. 2)

Gry planszowe to popularna forma rozrywki. Jak było wspomniane i opisane w poprzedniej części artykułu, jest ich mnóstwo. Różne tematyki, inne podejścia do mechaniki rozgrywki, dla młodszych, dla starszych, jednoosobowe i dla większych grup. Klient może przebierać w ofercie i swobodnie wybrać takie, które mu najbardziej pasują. Są nawet specjalne wersje znanych gier: podróżne, deluxe czy okolicznościowe. Nie da się jednak nie zauważyć, że zdecydowana większość z nich jest przygotowywana dla przeciętnego klienta. I nie ma się czemu dziwić, żeby produkt miał racjonalną, rynkową cenę, musi być przygotowany dla jak najszerszej grupy odbiorców. Czy zatem niewidomi, a nawet niedowidzący mogą grać w planszówki? Oczywiście!

Opisując gry planszowe dostosowane do potrzeb niewidomych i niedowidzących można spróbować podzielić je na trzy grupy: stworzone od podstaw, uwzględniające potrzeby takich osób, dostosowane poprzez różnego rodzaju dodatkowe lub zmienione elementy oraz coś, co można by nazwać próbami dostosowania.

O pierwszej grupie można mówić wtedy, kiedy twórca (projektant) od początku starał się tak skonstruować wszystkie elementy gry, aby niewidomy i niedowidzący nie miał podczas rozgrywki żadnych problemów. Niestety nie znajdziemy tu wielu pozycji. Głównie będą to gry dość proste, złożone ze stosunkowo niewielkiej liczby elementów. Najprostszym przykładem mogą być szachy, warcaby, Chińczyk czy Reversi. W Polsce można zakupić ładnie wykonane, wytworzone z dobrych materiałów plansze i pionki. Najlepiej z drewna – jest przyjemniejsze w dotyku, szlachetniejsze i bardziej wytrzymałe. Wszystkie wymienione wyżej gry będą miały pionki z „kotwicami” tak, aby gracz ich nie przewrócił sprawdzając ich pozycję. Będą też tak oznaczone, żeby nie było problemu z identyfikacją, który pionek należy do graczy oraz jaką pełnią funkcję na planszy. Pola oraz bazy będą oznaczone tak, żeby gracz mógł zorientować się na planszy. W tak przygotowane gry bez problemu mogą grać ze sobą dwie osoby niewidome.

Druga grupa jest również ciekawa, ponieważ jest to zbiór otwarty, takie gry można przygotować nawet w domu (chociaż jest to bardzo trudne i karkołomne). Na rynku dostępne są popularne gry w wersjach dla niewidomych. Mowa tutaj na przykład o Monopoly, Rummikub czy Scrabble oraz ich wariacjach. Nazwy znanych gier są zarezerwowane i dlatego inni producenci są zmuszeni do tworzenia niemal identycznych gier, ale pod inną nazwą. To też daje furtkę do adaptowania gier. Monopoly dla niewidomych posiada plansze ze specjalną nakładką z oznaczeniami w brajlu oraz na kartach. Dzięki temu niewidomy jest w stanie bez przeszkód grać, chociaż ze względu na charakter gry, nie będzie to gra tak sprawna jak osób widzących. Podobnie z resztą gier. Producenci dołączają specjalne nakładki na klocki, plansze czy karty. Problemem może być jednak cena. W związku z małonakładowością ceny są nieproporcjonalne. Niewidomy za tą samą grę musi zapłacić nawet kilkakrotnie więcej niż widzący. Najtańsze Scrabble można kupić za kilkadziesiąt złotych, a wersja dla niewidomych może kosztować dwieście pięćdziesiąt. Jest to niestety usprawiedliwione prawidłami rządzącymi produkcją.

Trzecią grupę ciężko precyzyjnie opisać. Są to różnego rodzaju pomysły, prototypy i koncepcje. W czasie mody na portale podobne do Kickstartera większość z nich można tam znaleźć. Jest to portal, który pozwala na podjęcie ryzyka i zaproponowanie ewentualnym donatorom różnego rodzaju rozwiązań, które najprawdopodobniej w normalnych warunkach nie odniosłyby sukcesu. Można było tam znaleźć np. różnego rodzaju kostki dla niewidomych. Jeden z użytkowników (twórców) zaproponował system specjalnych folii do różnego rodzaju gier, w których głównym elementem są karty (z licznymi opisami). Na foliach, w które wkłada się karty, wytłaczałoby się brajlem ich opisy, cechy i właściwości. Oprócz tego znalazłby się na nich kod QR, który gracz mógłby skanować np. komórką i poprzez słuchawki dowiedzieć się jaką kartę trzyma. Brzmi ciekawie, ale niestety tak samo nierealnie. Są gry, które w taliach mają kilkaset kart z opisami przekraczającymi jedno zdanie. Niemniej, takie próby mogą być ciekawe. Może któraś jednak się powiedzie dzięki hojności ludzi. Niestety, najprawdopodobniej w późniejszym etapie, po zderzeniu z rzeczywistością i prawidłami rynku, projekty te nie będą w stanie się utrzymać.

Ze względów technologicznych nie da się dostosować każdej gry. Zapotrzebowanie (i to światowe) jest za małe, by producenci od podstaw przygotowywali popularne gry dla potrzeb niewidomych i niedowidzących. Jak już pisałem, tradycyjne gry sprzedają się w setkach tysięcy egzemplarzy (jak nie w milionach) i dzięki temu ich koszt nie jest duży, a jednocześnie ich różnorodność jest ogromna. Gry dla niewidomych to nisza i na razie warto zagrać w to, co jest dostępne. Reversi czy warcaby mogą pochłonąć na długie godziny.

Duxbury Braille Translator

Duxbury Systems jest światowym liderem w dziedzinie tworzenia oprogramowania redagującego tekst czarnodrukowy na system brajlowski. Wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych i istnieje na rynku od ponad 40 lat, co może świadczyć o jego wysokiej klasie. Produkty marki Duxbury są używane przez niemal wszystkich największych światowych wydawców publikacji dla niewidomych. Przetwarza teksty w ponad 130 językach, w tym także w języku polskim.

Oprogramowanie dostosowane jest do potrzeb niewidomych oraz słabowidzących. Zapewnia dostęp do wielu języków i form graficznych (między innymi zapisów matematycznych i nutowych). Formuły matematyczne można wprowadzać do zredagowanego już tekstu brajlowskiego, wpisując odpowiednie symbole BNM z klawiatury. Można także dopisywać tekst w dokumencie brajlowskim przytrzymując klawisz Shift i odpowiednie litery na klawiaturze QWERTY. Do zapisu specyficznych znaków brajlowskich możemy wykorzystać symulator klawiatury brajlowskiej maszyny do pisania używając klawiszy s, d, f, j, k, l. Ważną funkcją programu jest możliwość dostosowania rozmiaru czcionki – zarówno widzianej w tekście czarnodrukowym przed translacją na brajla, jak i w gotowym dokumencie brajlowskim. Ułatwia to pracę z plikiem osobom słabowidzącym.

Obsługa programu Duxbury Braille Translator nie jest skomplikowana, ponieważ interfejs DTB współpracuje z Microsoft Word. Posiada również polski interfejs użytkownika. Program oferuje bogate funkcje edycyjne. Przetwarza dokumenty zapisane w formacie DBT, MS Word oraz WordPerfect. Jeżeli chcemy przetłumaczyć na system brajla plik w formacie PDF, musimy najpierw zapisać go jako tekst do programu MS Word, a następnie odpowiednio sformatować. Niestety podczas przenoszenia tekstu często przytrafiają się błędy, dlatego należy zwracać dużą uwagę na zapis dokumentu.

Program dokonuje konwersji tekstu zarówno z postaci czytelnej dla osób widzących na brajla, jak i odwrotnie. Mamy do wyboru trzy rodzaje widoku dokumentu: czcionkę drukarki, czcionkę brajlowską oraz czcionkę brajla czarnodrukowego. Czcionka drukarki pokazuje tekst w postaci czarnodrukowej, jednak polskie znaki oraz znaki diakrytyczne zastąpione są różnymi dziwacznymi symbolami. Utrudnia to odczytywanie zapisanego tekstu. Widok czcionki brajlowskiej wyświetla przetłumaczony czarnodrukowy tekst w brajlu, zaś czcionka brajla czarnodrukowego ukazuje przetłumaczony tekst za pomocą zapisu sześciopunktowego.

Dużą zaletą programu jest umieszczony na dole ekranu żółty, kontrastowy pasek, na którym wyświetlana jest treść znajdująca się w wierszu, który aktualnie opracowujemy. Dzięki temu możemy sprawdzić, czy tekst został zapisany w brajlu poprawnie. Ułatwia to zdecydowanie pracę osobom, które nie znają dobrze alfabetu brajla i nie są w stanie odczytać wszystkiego patrząc tylko na brajlowską czcionkę. Należy jednak być ostrożnym, gdyż nie wszystkie znaki w brajlu są wyświetlane na pasku poprawnie. „X”, na przykład, odczytywane jest jako „cz”, „ó” jako „ów”. To samo dotyczy znaków interpunkcyjnych np. znaku zapytania czy wykrzyknika. Również pewne symbole i znaki, jak np. tak zwane „długie myślniki” zamieniane są nieprawidłowo. To samo będzie dotyczyło innych specyficznych znaków. Możemy uniknąć tego rodzaju błędów zamieniając w edytorze tekstowym długie myślniki na krótkie. To samo można także zrobić już w pliku brajlowskim dzięki funkcji „znajdź i zamień”, jaką oferuje nam program DBT. W polu „znajdź” wpisujemy nieprawidłowy znak brajlowski, zaś w polu „zamień” właściwy znak, który powinien znaleźć się w jego miejscu. Warto więc przed wydrukiem dokumentu dobrze sprawdzić zapis brajlowski, by uniknąć ewentualnych błędów w wydruku.

Program posiada również kilka stopni kodów przekładów. Możemy przetłumaczyć tekst na brajla w postaci skrótów brajlowskich, jak i pełnego tekstu (integrału).

Oprogramowanie oferuje również korzystanie z zaawansowanych opcji numerowania stron. Możemy wybrać inne właściwości dla stron parzystych, a inne dla nieparzystych. Umieścić je w lewym lub prawym, dolnym lub górnym rogu. Mamy do wyboru zapis za pomocą cyfr rzymskich lub arabskich. Możemy także zaznaczyć, czy chcemy, aby pierwsza strona dokumentu była numerowana oraz od jakiego numeru mają się zaczynać kolejne strony dokumentu. Oprogramowanie współpracuje z wieloma drukarkami brajlowskimi. Oferuje nam wiele możliwości wydruku dokumentów. Możemy ustawić rozmiar marginesów górnych oraz miejsca na oprawę, liczbę znaków na stronie oraz liczbę znaków w wierszu. Mamy możliwość wyboru z rozwijanej listy szeroki zakres rodzaju papieru, na którym będziemy drukować: od standardowego formatu A4 po mniej standardowy, jak np. B5. Dzięki temu możemy przygotowywać materiały w brajlu pod różne specyficzne zamówienia.

Za pomocą Duxbury Braille Translator mamy możliwość ustawienia także w dokumencie brajlowskim nagłówków oraz stopki. Wpisujemy tekst, jaki ma się znaleźć w ich miejscu. Zaznaczamy następnie, czy chcemy, aby znajdował się on na wszystkich stronach, czy tylko na nieparzystych lub tylko parzystych. Takie zastosowanie może być przydatne przy drukowaniu materiałów reklamowych i szkoleniowych. Można tworzyć tabele o różnych układach: kolumnowym, schodkowym, liniowym lub dwustronnym. Dla każdego układu można dostosowywać indywidualne właściwości.

Mimo wielu ważnych i przydatnych funkcji Duxbury posiada pewne braki. Największą wadą DBT jest brak funkcji przenoszenia wyrazów. Po przetłumaczeniu tekstu czarnodrukowego na brajla musimy sami dokonać podziału na sylaby, lub pozostawić tekst bez podziału, co jednak znacznie zmniejszy objętość tekstu na stronie. Jak wiadomo, oszczędność miejsca ma niezmiernie ważne znaczenie przy wydrukach w brajlu i należy optymalnie wykorzystywać całą powierzchnię kartki. Również tworzenie stylów dla poszczególnych fragmentów tekstu oraz generowanie spisu treści może sprawiać użytkownikom problemy. Łatwiej to robić własnoręcznie. Mimo polskiego interfejsu, nie wszystkie funkcje programu przetłumaczone są na język polski. Przykładem jest tworzenie i formatowanie tabel – wszystkie opcje oraz właściwości zapisane są w języku angielskim.

Duxbury Braille Translator dzięki swemu szerokiemu zasięgowi i zasłużonej przez 40 lat dobrej opinii, zapewne na długo pozostanie liderem w swej dziedzinie. Na rynku zaczynają pojawiać się jednak programy, które mogą stać się dla niego konkurencją, jak np. polski produkt Euler 2.0. Czy uda im się jednak kiedykolwiek dorównać sukcesowi marki Duxbury Systems?

Wersję demonstracyjną programu Duxbury Braille Translator z polskim interfejsem można pobrać ze strony www.duxburysystems.com.

Do celu – urządzenie do nawigacji dla niewidomych. NaviEye 2

W pierwszej części artykułu było trochę historii i garść refleksji. To, co miało swój początek, nie zawsze musi mieć swój koniec. Historia NaviEye jest pisana dalej, mimo tego co dzieje się wokół nas. W mozole i trudzie ciężkiej pracy powstało całkiem nowe urządzenie, które wnosi powiew świeżości w myśl mojego Ojca (Stanisława Kwaśniewskiego – przyp. red.), która narodziła się już dobrych kilka lat temu.

Do rzeczy. W nowej generacji urządzenia zmieniliśmy absolutnie wszystko. Zaczęliśmy od zewnętrznych części, czyli od obudowy, a skończyliśmy na elektronice znajdującej się wewnątrz.

Wiele osób zwróciło nam uwagę, że klawiatura w NaviEye 1 była za mało wyczuwalna i nieprzyjemna w użyciu. W NaviEye 2 zmieniliśmy ją więc kompletnie, oferując użytkownikowi silikonową, ergonomiczną i dobrze wyczuwalną pod palcami klawiaturę. Obudowa o wymiarach 117 x 79 x 24 mm otrzymała owalny, bardziej „przyjazny dla ręki” kształt z gumowanymi bokami – dla pewniejszego uchwytu.

W środku umieściliśmy zintegrowaną elektronikę, której nie powstydziłyby się niektóre smartfony:

  • procesor 1,2 GHz w architekturze Cortex A8
  • 1 GB pamięci RAM
  • 16 lub 32 GB wbudowanej pamięci
  • dużą baterię o pojemności 2700mAh wystarczającą na maksymalnie 12 h pracy.

To, co przede wszystkim NaviEye 2 wnosi świeżego, to połączenie nawigacji z użyciem doskonałych map dla całego świata OpenStreet z darmowymi aktualizacjami, pełne udźwiękowienie syntezatorem IVONA w wersji multilanguage, użycie Integrated Motion Sensor w postaci akcelerometru, żyroskopu i kompasu, dyktafon, odtwarzacz mp3, kalendarz i budzik z alarmem. Użytkownik może również wykorzystać NaviEye 2 do czytania swoich ulubionych książek. Oprócz tego nie należy zapomnieć o jednej z głównych cech nowego urządzenia. Jest ono sterowane głosem. Co to oznacza? Nic innego jak fakt, że każdą funkcję urządzenia można wywołać wydając mu polecenie głosowe. Załóżmy, że chcemy od razu po wyjściu z domu uruchomić nawigację, a wcześniej zlokalizować swoją pozycję. Naciskamy klawisz push to talk na urządzeniu i mówimy do mikrofonu: lokalizuj, a po usłyszeniu informacji podanej przez urządzenie powtarzamy operację wydając komendę nawiguj. I gotowe. Potem wystarczy analogicznie głosowo wybrać miasto, ulicę, numer budynku, prowadząc tak naprawdę swego rodzaju dialog z urządzeniem. NaviEye 2 rozumie słowa: tak, nie, ok, dalej, następne, poprzednie i wiele innych! Głosowo można ustawić wpis do kalendarza, alarm, sterować odtwarzaczem plików mp3 i książek.

Zanim powstał nowy NaviEye 2 odbyliśmy wiele spotkań i dyskusji z Januszem Mirowskim i Markiem Kalbarczykiem, reprezentującymi Altix – inwestora i wyłącznego dystrybutora tego urządzenia, a także z mnóstwem przyjaciół związanych z tym urządzeniem. Konkluzją każdego z nich była chęć stworzenia codziennego kompana dla osób niewidomych, pomocnika w drodze do pracy, do znajomych, na wakacje.

Niewidomy użytkownik NaviEye 2 wyjdzie z domu, wyszuka adres z mapy, pójdzie na spacer, na plażę, usiądzie na piasku, puści sobie muzykę albo posłucha książki, potem wróci z plaży po śladzie zapisanym w urządzeniu. W międzyczasie przy użyciu dyktafonu zanotuje sobie coś, co mu się przypomniało, a co warto zachować od zapomnienia. Potem zatrzyma się gdzieś na chwilę, obróci w inną stronę, a NaviEye 2 powie mu odczyt danych z kompasu, że jest źle odwrócony i aby dojść do domu musi obrócić się w prawo. Swoją drogą ciekaw jestem, czy taka wizja jest Czytelnikowi bliska podobnie jak jest bliska nam, twórcom tego urządzenia.

Wracając jeszcze na chwilę do spraw bardziej technicznych. Postanowiliśmy dalej opierać się na najlepszych modułach GPS szwajcarskiej firmy uBlox, gwarantujących doskonałe parametry odczytu pozycji, stabilną charakterystykę pracy oraz bardzo szybki start połączony z niskim poborem prądu.

Nadal mamy tu funkcję zapisu własnych miejsc, które teraz nazywają się po prostu „ulubione” i możemy je wykorzystywać podobnie jak w starszej wersji NaviEye do oznaczania ważnych dla użytkownika, dla każdego z nas, lokalizacji.

NaviEye 2 otrzymał również nową funkcję asystenta, który jest w stanie służyć pomocą na każdym poziomie menu, dając informację w tak zwanym trybie direct on level (bezpośredni dostęp).

Na zewnątrz NaviEye 2 pozbył się wszystkich wystających elementów z pierwszej generacji. Posiada złącze mikrofonu zewnętrznego, słuchawek stereo, port mikro USB do ładowania i komunikacji z komputerem oraz otwór sprzętowego resetu.

Wraz z wejściem na rynek pierwszej wersji otworzymy publiczne forum. Chcemy współpracować z użytkownikami i uwzględniać ich uwagi w kolejnych wersjach. Informacja o tym fakcie będzie dostępna na stronie internetowej produktu oraz na stronach dystrybutora.

Mamy nadzieję, że nowy NaviEye 2 będzie towarzyszył niewidomym na całym świecie, pomagając dotrzeć do celu, umilając życie muzyką czy też możliwością posłuchania dobrej książki i nieważne gdzie będziemy go nosić: w kieszeni kurtki lub płaszcza, w torebce czy plecaku, przy pasku czy też po prostu w ręce. Ważne, żeby go brać wszędzie ze sobą. By po prostu życie stało się ciekawsze, a nasze otoczenie nie stanowiło już przeszkody, z którą walkę rozpoczął mój Ojciec, a teraz ja staram się kontynuować razem z przyjaciółmi.

Pizzeria „Paradiso” przystosowana dla osób z dysfunkcją wzroku

Białostocki Tyflopunkt Fundacji Szansa dla Niewidomych w ramach akcji „Miasto bez barier” zainicjował przystosowywanie dla osób z dysfunkcją wzroku jednego z wielu białostockich lokali. Wybór padł na jedną z najlepszych pizzerii w mieście – pizzerię Paradiso. To świetna inicjatywa i dobrze będzie poczuć się jedząc w tej pizzerii tak, jak każda inna pełnosprawna osoba, bliżej świata i bliżej ludzi. Takie dostosowanie lokalu to zupełna nowość, dlatego też zastanawiałem się jak to będzie wyglądać. Uzyskałem informację o tabliczce na drzwiach wejściowych napisaną alfabetem Braille’a, informującą o tym, jak nazywa się pizzeria oraz w jakie dni i w jakich godzinach można odwiedzać to miejsce. Menu także było w brajlu, z wszystkimi daniami i napojami. Nawet oznaczenie toalet, która męska, która damska. Czy to nie brzmi wspaniale? Pomyślałem sobie, że wspaniale będzie się znaleźć w takim miejscu z grupą osób niewidomych tak jak ja. Po raz pierwszy w lokalu, który nas rozumie.

Przygotowania trwały pełną parą. Pracownicy białostockiego Tyflopunktu robili wszystko, by w pełni dostosować lokal. Przeprowadzali audyty w lokalu, organizowali szkolenia na temat obsługi osób niewidomych – wszystko po to, aby cała kadra rozumiała potrzeby osób z dysfunkcją wzroku. Odliczałem dni do tego wydarzenia. Teraz, gdy już byłem w pizzerii, tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że to coś niesamowitego.

Nadszedł w końcu ten dzień. Dzień w którym wszystko zostało już przystosowane. Tabliczka umieszczona na drzwiach wejściowych, na drzwiach do toalet plus czujniki poziomu cieczy podczas nalewania napoju. Czego chcieć więcej? Wszystko jest tak, jak być powinno. Skoro wszystko jest już gotowe i można się tam wybrać, to czas to zrealizować. W wolnej chwili pewnego dnia wyruszyliśmy grupką do tego miejsca. Rozmawialiśmy wspólnie o tym, że to dopiero początek – teraz czas na inne lokale, a przede wszystkim instytucje i urzędy. Byłem naprawdę bardzo szczęśliwy, że w końcu coś się zaczyna dziać w Białymstoku, że Tyflopunkt tak się angażuje po to, by nam, osobom niewidomym, żyło się coraz lepiej w społeczeństwie. Znaleźliśmy się przed pizzerią. Jeden z moich niewidomych kompanów wziął mnie za rękę i mówi: „Zobacz, jest tabliczka, jest informacja”. Ciekawość zaczęła brać nade mną górę, aż w końcu dotknąłem metalowej tabliczki na drzwiach. Stałem jak wryty. Nie mogłem się nadziwić, że to już tutaj i że czytam informację zawartą na drzwiach pizzerii. Wszystko opisane od A do Z – tak jak powinno być od zawsze. Weszliśmy do środka. Każdy z nas znalazł sobie odpowiednie miejsce. Chwilkę później podeszła do nas jedna z kelnerek. Poprosiliśmy o spis dań. Pani już wiedziała, że jesteśmy niewidomi, gdyż mieliśmy białe laski w dłoniach, był też z nami pies przewodnik. Otrzymaliśmy książeczkę. Książeczkę, bo menu wyglądało na wyjątkowo grube. Od razu zabrałem się za jego przeglądanie. Gdy już sobie wybrałem danie, menu przekazałem dalej. Wszyscy z powagą czytali i wybierali dania.

Gdy już się zdecydowaliśmy, kelnerka wróciła odebrać od nas zamówienia. Dalej rozwijaliśmy wątek tego, jak cały lokal jest świetnie dostosowany, myśleliśmy też o tym, co będzie dalej. Wszyscy byli bardzo mile zaskoczeni i wdzięczni Tyflopunktowi, że zajął się tak ważną sprawą i dostosował na potrzeby osób niewidomych pizzerię Paradiso. Kilka chwil później każdy z nas już otrzymał to, co zamówił i jadł ze smakiem. Po skończonym posiłku chciałem udać się do toalety by przemyć ręce, a przy okazji – zobaczyć jak wygląda napis na toaletach. Tabliczka opisywała brajlem toalety. Cały czas byłem pod wrażeniem i trochę nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Ale tak, działo się naprawdę. Byłem tam, czytałem te napisy na tabliczkach i czułem się człowiekiem, który ma prawo do pełnego korzystania z restauracji. Obsługa była świetnie przeszkolona w zakresie obsługi osób niewidomych. Rozliczyliśmy się, każdy zapłacił za to, co zamówił i zaczęliśmy się kierować w stronę wyjścia. Gdy stałem już na zewnątrz, raz jeszcze odnalazłem tę wspaniałą tabliczkę z opisem. Już to wiedziałem, lecz chciałem raz jeszcze przeczytać, upewnić się, czy to wszystko prawda, czy to nie sen. Długo byłem pod niesamowitym wrażeniem. Wracając do domu czułem się wspaniale, bo po raz pierwszy byłem w tak świetnie dostosowanym miejscu i po raz pierwszy mogłem wybrać menu samodzielnie. W końcu.

Już zacząłem się zastanawiać kiedy tam wrócić. Czy wróciłem? Oczywiście i to całkiem po niedługim czasie. Tym razem w towarzystwie niewidomego kolegi, który przyjechał z innego miasta. Kiedy dowiedział się, że coś takiego u nas funkcjonuje, koniecznie chciał się tam wybrać. Był również pod niesamowitym wrażeniem i z uśmiechem badał, czytał te tabliczki i menu w brajlu. Również spodobało mu się to miejsce i zapowiedział, że na pewno wróci w to miejsce nie raz. Wybór dań jest tam niesamowicie duży i każdy znajdzie tam coś dla siebie. Nawet ci, którzy są mocno wybredni.

Ceny nie są jakieś wygórowane, więc to kolejny plus lokalu. Od momentu przystosowania lokalu co jakiś czas wracam tam, by czytać te tabliczki, czytać kartę menu. Bo sama pyszna kuchnia to jedno, ale przede wszystkim wracam tam po to, aby czuć się jak szanowany klient. Nie jest tak, że w innych restauracjach w Białymstoku jest inaczej, ale mam tu na myśli całe dostosowanie dla mnie. Powtarzam się, ale ciężko mi opisać te wszystkie emocje, które towarzyszą pobytowi w takim lokalu.

Wy też powinniście to sprawdzić. Nie zawiedziecie się. Najserdeczniejsze podziękowania kieruję do tyflospecjalistek białostockiego Tyflopunktu Fundacji Szansa dla Niewidomych, bo gdyby nie ich zaangażowanie w ramach akcji Miasto bez Barier, nigdy by do tego nie doszło. Mam tylko nadzieję, że inne miejsca pójdą za tym przykładem i będą chciały się przystosować, bo im więcej przystosowanych lokali dla osób z dysfunkcją wzroku, tym lepiej.

Dolphin Guide. Poprowadź mnie za rękę, czyli komputer dostępny dla wszystkich (cz. 2)

W poprzednim artykule przedstawiłem ogólną charakterystykę oprogramowania Dolphin Guide. Zapoznaliśmy się między innymi z możliwościami nawigacji po stronach internetowych, odczytywania wiadomości, prostego wyszukiwania i odsłuchiwania stacji radiowych. Guide udowodnił, że jest świetnym narzędziem nie tylko do pracy, ale i do rozrywki. Interesuje mnie jednak to, czy program ten zapewni użytkownikowi równie prostą i precyzyjną pracę z tekstem jaką zapewniają popularne na świecie urządzenia lektorskie. Zintegrowane systemy lektorskie zwane również urządzeniami lektorskimi/Multilektorami zaprojektowane są specjalnie dla osób z dysfunkcją wzroku i mają za zadanie umożliwiać odczytywanie tekstów zapisanych w czarnym druku, które skanujemy na szybie skanera lub za pomocą kamery, bądź odczytywać pliki tekstowe z pamięci urządzenia czy nośników zewnętrznych. Poza tymi funkcjami producenci dają możliwość obsługi dodatkowych narzędzi jak dyktafon, odtwarzacz książek audio, Daisy itp. Urządzenia te charakteryzują się niebywałą prostotą obsługi. System podpowiedzi czy kolorowe klawisze z wypukłymi oznaczeniami mają jeszcze bardziej ułatwić obsługę urządzenia. Sprawdźmy jak sobie z funkcjami lektorskimi poradzi program, który wzięliśmy pod lupę?! Czy dostęp do książek i plików cyfrowych będzie tak samo prosty?

Uruchamiamy więc swój komputer z oprogramowaniem Guide. W menu głównym, z poziomu którego uruchamiamy większość aplikacji, interesować nas będą dwie:

„Listy i dokumenty”, na pozycji drugiej i „Skanuj i czytaj” na pozycji cztery.

Naciskam więc klawisz 2 i tym samym otwieram menu listów i dokumentów. Pozwala mi ono na pisanie nowego listu lub dokumentu, wyszukiwanie i zmianę wcześniej zapisanego listu, podejrzenie dokumentu PDF, import dokumentów Guide oraz zarządzanie i usuwanie zapisanych wcześniej plików. Po kolei syntezator odczytuje opcje jakie program mi udostępnia. Jest ich pięć.

Pierwsza to „Pisz nowy list”, która udostępnia prosty szablon listu, w którym można napisać adresy adresata i nadawcy oraz tekst listu. Można też przejść do książki adresowej i wybrać z niej wcześniej wpisany adres.

Kolejna opcja to „Pisz nowy dokument”, w której od razu widać czym ona różni się od listu. Pojawia się zupełnie pusta strona. Można w nią wpisać dowolny tekst, który możemy sformatować. Jeśli w opcji tworzenia dokumentu wcisnę klawisz pomocy F1, to dowiem się jakie są sposoby formatowania tekstu jak np. pogrubianie, podkreślanie lub ustawianie marginesów.

Pod przyciskiem 3 znajduje się funkcja „Znajdź zapisany list lub dokument”.

Wybieramy ją, gdy chcemy przejrzeć albo zmienić zapisany wcześniej list lub dokument.

Przycisk 4 uruchamia funkcję „Autotekst”, która daje możliwość wpisywania określonych słów w skróconej formie. Po wpisaniu tych skrótów do listu czy dokumentu można je rozwinąć do pełnych wersji za pomocą określonego skrótu klawiszowego.

Kolejną opcją jest „Otwórz dokument PDF”. Służy ona do czytania i przeglądania dokumentów zapisanych w popularnym formacie PDF zapisanych na dysku twardym komputera lub na nośniku zewnętrznym. Gdy wybierzemy odpowiedni plik z listy wyświetlonej w oknie, Guide wyświetli nam dokument na ekranie, gdzie można go odsłuchać lub przeczytać używając przy tym funkcji powiększenia tekstu. To jeszcze nie wszystko, bo za pomocą klawisza F5 możemy wybrać najwygodniejszy dla siebie tryb przeglądania dokumentu. Linia po linii, cały akapit lub tylko powiększony element. Domyślnie ustawiony jest tryb linia po linii, w którym syntezator Agata odczyta dostępny tekst po jednej linii na raz. Używamy klawiszy strzałek w górę lub w dół do odczytywania kolejnej i następnej linii lub klawisza F8 do odczytania całego tekstu.

Tryb akapitu powoduje, że dokument zostaje wyświetlony na ekranie i odczytany po jednym akapicie na raz. Ta funkcja szczególnie mi się podoba ponieważ daje wrażenie bardzo naturalnego odczytywania dokumentów. Analogicznie jak w poprzednim trybie, klawisze strzałek odczytują poprzedni czy następny akapit, a klawisz F8 czyta cały dokument.

W trybie powiększenia używamy klawisza F12 do zwiększenia powiększenia lub Ctrl + F12 do zmniejszenia powiększenia.

W każdym z trybów aktywne są skróty klawiaturowe jakie stosujemy w pracy z komputerem do wykonywania pewnych czynności jak drukowanie (Ctrl + P), wyszukiwanie słowa w dokumencie (Ctrl + F). Jestem mile zaskoczony tym jak prosty i intuicyjny jest ten program. Nie spodziewałem się przy tym, że przy użyciu zaledwie kilku klawiszy można wykonywać nie tylko proste, ale i dość zaawansowane czynności w pracy z dokumentami. Już na tym etapie widać, że funkcjonalnością Guide przewyższa inne systemy lektorskie. Chciałbym jeszcze przyjrzeć się funkcji skanowania i odczytywania dokumentów.

Włączamy funkcję skanowania naciskając klawisz 4 w menu głównym. Oczywiście nasz wirtualny przewodnik zapoznaje mnie ze wszystkimi opcjami jakie mamy do wyboru.

Skanowanie dokumentów i słuchanie głosu komputerowego lektora

Upewniamy się, że skaner jest podłączony do komputera, a książka znajduje się na szybie skanera. Otrzymujemy informację, że istnieją trzy różne metody skanowania i czytania, odpowiadające różnym ilościom materiału, który mamy do przeczytania.

1. Skanuj i przeczytaj pojedynczą stronę.

Naciskam klawisz 1 i skaner zaczyna skanować stronę mojej książki. Po kilku sekundach strona zostaje odczytana. Ciekawa opcja dla tych, którzy chcą szybko przeczytać coś krótkiego. Przeskanowana i przeczytana strona jest zachowywana w pamięci komputera, aby można było do niej zajrzeć w innym czasie. Naciskam klawisz Escape i wracam do strony skanowania.

2. Skanuj kilka stron przed przeczytaniem.

Jeśli mamy do czynienia z większą ilością dokumentów, wybieramy tę opcję. Wtedy możemy przeskanować wiele stron, jedna po drugiej. Po przeskanowaniu wszystkich możemy je przeczytać od początku do końca lub przejrzeć, czytając tylko wybrane fragmenty tekstu. Oczywiście po skanowaniu program proponuje nam wydruk lub zapisanie stron.

3. Skanuj i czytaj jednocześnie.

Przy pomocy tej opcji możemy jednocześnie szybko przeskanować i odczytać wiele stron, jako że komputer skanuje kolejną stronę, odczytując jednocześnie poprzednią. Jest to odpowiednia forma dla tych, którzy mają podzielność uwagi i jednocześnie mało czasu.

Poza trzema trybami skanowania w tym menu mamy dostępne jeszcze trzy tryby wyboru.

4. Wybór języka

Opcję wyboru języka skanowania ustawiamy zgodnie z językiem w jakim zapisany jest skanowany dokument.

5. Wybór skanera

Przy pomocy tej opcji możemy wybrać skaner, którego chcemy użyć o ile na komputerze mamy zainstalowanych więcej urządzeń. jeśli zainstalowany jest tylko jeden skaner, to Guide wykryje go automatycznie.

6. Wybór jakości

Dostępne są trzy ustawienia jakości: wysoka – do skanowania małego tekstu jak ulotki lekarstw, normalna – używana najczęściej oraz: jakość – szybka, do skanowania druku o bardzo dobrej jakości.

Po testowaniu kilkunastu stron z gazety, faktur, ulotek oraz zwykłych książek przyznaję, że oprogramowanie sprawdza się wyśmienicie. Guide poprzez system podpowiedzi prowadzi nas „za rękę” poprzez czynności, które w logiczny sposób następują po sobie. Jestem mile zaskoczony tym, jak czytelny i przyjazny dla wielu grup społecznych jest ten program. Osoby niewidome i słabowidzące, które korzystały już z oprogramowania wspierającego pracę na komputerze, zapewne dostrzegą sporą różnicę w komforcie pracy. Do tej pory do wykonywania czynności związanych chociażby ze skanowaniem i odczytywaniem dokumentów trzeba było otwierać kilka aplikacji naraz jak program OCR i program mówiący. W tym przypadku wszystkie funkcje obsługiwane są przez jeden program, który dodatkowo wspiera nas poprzez podpowiedzi i komendy. Nie musimy przy tym znać dziesiątek skrótów klawiszowych, które zapewniają swobodną nawigację po komputerze.

Na świecie Guide odgrywa dużą rolę w przypadku osób zaczynających swą przygodę z komputerem, przede wszystkim wśród osób w wieku dojrzałym i starszym. Jest to idealne rozwiązanie dla tych, dla których sama myśl obsługiwania komputerowej klawiatury przyprawiała o ciarki na plecach. Teraz już wiemy, że strach ma wielkie oczy, że komputer to nie kokpit samolotu, a praca na nim nie wymaga umiejętności pilota obsługującego samolot Airbus A380, który swoją drogą też niedawno pojawił się na polskim rynku.

Program dzięki stałemu rozwojowi udostępnia coraz nowsze narzędzia, dzięki którym stajemy się niezależni i możemy osiągać nowe cele.