Tajemnica ciemności

Czy byli Państwo w muzeum, w którym można odkryć tajemnicę ciemności? Jeżeli nie, to proszę sobie wyobrazić, że całkowicie gaśnie światło… Ale o tym co dalej, będzie za chwilę.

Za pomocą wzroku odbieramy ponad 80% informacji o otaczającym nas świecie. Wzrok jest najważniejszym zmysłem człowieka, który dostarcza większość informacji z otoczenia. Rozróżnianie światła od ciemności, rozpoznawanie kształtów, barw, ocena odległości położenia obiektów od oka – to tylko niektóre z nich. Jesteśmy społeczeństwem obrazkowym. Nie wyobrażamy sobie życia bez tego zmysłu. A co w przypadku, gdyby całkowicie zgasło światło? Właśnie o tym możemy przekonać się na „Niewidzialnej Wystawie”. Piszą o sobie, że to „interaktywna podróż w świat całkowitej ciemności. To miejsce na styku przygody, kultury, edukacji i misji społecznej, w którym Przewodnicy – osoby niewidome, pokazują świat ze swojej perspektywy. Brzmi dziwnie? Obco? Ciekawie? Najlepiej przekonać się… na własne oczy!”

Miałam okazję zwiedzić Niewidzialną Wystawę. Nie chcę Państwu zdradzać szczegółów, ponieważ, aby odebrać jej przekaz, najlepiej wybrać się i doświadczyć tego, co zostało przygotowane dla zwiedzających. Uchylę jednak rąbka tajemnicy. Wchodzimy do pierwszego pomieszczenia, gdzie doznajemy zaskoczenia, ponieważ znajdujemy się w totalnej ciemności. Przyzwyczajamy swój wzrok i idziemy dalej, do kolejnych pięciu pomieszczeń. Tutaj znów ogromne zdziwienie, bo w nich również całkowita ciemność, bez jakiegokolwiek źródła światła, a my nie mamy możliwości korzystania z telefonu czy latarki. Mamy więc niebywałą okazję sprawdzić się i wypróbować jak radzić sobie bez pomocy wzroku, wykorzystując wyłącznie słuch, dotyk, węch. Nie zostajemy sami – towarzyszą nam niewidomi i niedowidzący Przewodnicy. Proszę mi wierzyć, poprowadzą Państwa w podróż, która zmieni myślenie i pokaże jak wygląda świat osób z dysfunkcją wzroku. A są w tym najbardziej wiarygodni. Doświadczycie między innymi jak poruszać się w miejskim zgiełku, jak zapłacić za kawę w barze, jak poruszać się po mieszkaniu. Wszędzie ciemność, słychać tylko czyjeś odgłosy, nie wiemy jak daleko są otaczające nas przedmioty i kto jest obok. Nagle okazuje się, jak trzeba radzić sobie za pomocą innych zmysłów – dotykać większej ilości przedmiotów, żeby je poznać, wytężyć słuch, żeby wiedzieć jak się poruszać. Wydawało mi się, że wszędzie są przeszkody, na które trzeba uważać. A to nie przeszkody, tylko zwykła codzienność osób, które nie widzą.

Z osobami z niepełnosprawnością współpracuję już kilkanaście lat. Spędzam z nimi wiele czasu – w pracy i poza nią, bo mam też wielu przyjaciół, którzy nie widzą. Potrafię im pomóc, wiem czego potrzebują, znam obsługę wielu specjalistycznych urządzeń, które pomagają w codziennym funkcjonowaniu. Ale dopiero po wejściu i poruszaniu się w ciemności przekonałam się jak wygląda świat osób niewidomych. Jak trudno samodzielnie poruszać się w mieście, gdzie mamy duży ruch i napotykamy na wiele przeszkód. Jak wiele trzeba potrafić, żeby wykonywać na pozór banalne czynności, takie jak gotowanie, zrobienie zakupów, wyjście do muzeum i skorzystanie z wystawy czy przeczytanie książki. To wielka lekcja pokory i empatii. Polecam każdemu. W Polsce pojawia się coraz więcej takich miejsc, które zyskują popularność.

Na wystawie jest też część „widzialna”, która pozwoli na poszerzenie zdobytej wiedzy i poznanie wielu pomocy dla osób z dysfunkcją wzroku. Niewidzialna Wystawa kieruje swoją ofertę również do szkół, gdzie dzieciom i młodzieży, w atrakcyjnej formie, zostanie przedstawiona lekcja o niepełnosprawności. Poprzez poznanie perspektywy doświadczenia świata przez osoby niewidome, zostaną uwrażliwieni na ich problemy i nauczą się jak pomagać. W ofercie jest również team building, skierowany między innymi dla pracowników firm i instytucji. Uczestnicy zwiedzają bez pomocy wzroku, sprawdzając przy tym swoje możliwości pracy w zespole, poznając się nawzajem w zupełnie inny sposób. Jest to świetna alternatywa dla tradycyjnych spotkań integracyjnych.

Czy godzina bycia niewidomym może otworzyć oczy? Dla mnie tak, ale polecam każdemu wybrać się i przekonać!

Dodatkowe informacje

Niewidzialna Wystawa zdobyła w tym roku po raz piąty zaszczytny tytuł Muzeum Roku w plebiscycie Warszawiaki. Celem plebiscytu jest wybór tego, co najlepsze w stolicy – między innymi najlepszych muzeów, lokali, instytucji kulturalnych, wydarzeń roku.

Kontakt

Niewidzialna Wystawa

Warszawa, Aleje Jerozolimskie 123 a (budynek Millenium Plaza)

O NAS

Zdjęcia ze strony internetowej https://niewidzialna.pl/ autorstwa Pana Marka Młynarczyka.

Asystent od Google już pomaga

Asystent od Google działa już od połowy stycznia. Pora więc przyjrzeć się co naprawdę potrafi i jak może ułatwić życie osobom z dysfunkcją wzroku.

zasada działania asystenta sprowadza się do tego, że telefon wykonuje to, o co go poprosimy głosem. Może on wykonać proste czynności, takie jak sprawdzenie pogody, opowiedzenie dowcipu; poprzez nawiązanie połączenia, napisanie SMS-a; czy w końcu możemy go użyć do bardziej skomplikowanych czynności, takich jak wyznaczenie trasy, włączenie budzika czy nawet sterowanie inteligentnym domem (światło, rolety, ogrzewanie). Asystent pozwala nawet na zamówienie jedzenia czy kupienie biletu do kina. Celowo nie wymieniam wszystkich możliwości asystenta, gdyż uczy się on na bieżąco, a lista poleceń, które potrafi wykonać, będzie stale rosła. Mowa to naturalny i najstarszy sposób komunikowania się. Zobaczymy, czy ta forma „rozmowy” przyjmie się w „kontakcie z telefonem”. Kto wie, może już za jakiś czas będziemy bardziej mówić do Smartfona, niż dotykać go. Wydaje się, że takie rozwiązanie będzie w pełni dostępne dla osób niewidomych. Nie ma tu interfejsu graficznego, tylko kontakt głosowy z urządzeniem. Cieszy fakt, że powstają takie aplikacje. Wszystko to jednak wydaje się zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Niniejszy artykuł sprawdzi jak to wygląda w praktyce.

Założeniem asystentów głosowych jest przyspieszenie wyszukiwania informacji czy załatwianie spraw. W pędzącym społeczeństwie chodzi o to, by robić kilka rzeczy naraz, np. przy goleniu zarezerwować kino bez dotykania telefonu. Jak sami zobaczymy, to założenie w Polsce jeszcze nie sprawdza się. Asystenci będą rozwijać się wszędzie tam, gdzie można przyspieszyć czynności. Przykłady takiego przyspieszenia to robienie zakupów internetowych czy sprawdzenie stanu konta bez klikania i bez logowania. Asystenci wykorzystują sztuczną inteligencję i ciągle uczą się nowych umiejętności. Rozwiązanie takie jest bardzo obiecujące.

Krótki przegląd asystentów głosowych prezentuje się następująco:

– Siri – od Apple. Mógłby to być dobry asystent wbudowany w system IOS, czyli jak najbardziej dostępny. Ma jednak zasadniczą wadę – nie ma języka polskiego, więc jest jak na razie bezużyteczny. Trzeba mieć nadzieję, że konkurencja zmusi Apple do szybszego wprowadzenia języka polskiego w swoim asystencie.

– Cortana – od Microsoftu. Tu również brak języka polskiego, a co gorsza, przez opieszałość Microsoftu Cortana pozostaje w tyle za konkurencją.

– Aleksa – od Amazonu. Tu również brak języka polskiego. Asystent ten głównie działa na głośnikach Echo. Są jego wersje na inne platformy.

Asystent Google jest pierwszym mówiącym po polsku asystentem głosowym, który rozwija się i daje nadzieję polskim użytkownikom na to, że wkrótce korzystanie ze smartfona może nabrać innego wymiaru.

Asystent Google działa na wszystkich popularnych platformach. Z pewnością najlepiej pracuje na Androidzie, ale możemy go zainstalować także na systemie IOS.

Z powyższego wynika, że obecnie, jeśli chodzi o asystentów na Polskę, to Google nie ma konkurencji. Mam nadzieję, że to jaskółka, która wiosnę uczyni i w przyszłości pojawi się więcej tego typu aplikacji do wyboru.

Skupimy się na asystencie Google. Oficjalnie zawitał do Polski w połowie stycznia na systemy Android. Asystenta dostaną wszystkie urządzenia, które mają Android 5 lub nowszy.

Na IOS Aplikacją możemy cieszyć się od początku lutego. Asystent będzie działał z systemem IOS 10 lub nowszym. Asystenta testowałem na iPhonie 8 z systemem IOS 12.1.4.

Po zainstalowaniu Asystenta Google i udzieleniu wymaganych zgód aplikacja jest gotowa do użycia. Aplikacja Asystent Google po zainstalowaniu przekształca się w Assistant. Po jej otwarciu, stukając w mikrofon możemy od razu wydawać polecenia mówiąc. Jeśli komuś stukanie w mikrofon wydaje się niewygodne, może dodać skrót do Siri i obsługiwać asystenta głosem. Aby tego dokonać, po otwarciu asystenta klikamy „Informacje dla Ciebie” i dodajemy tam skrót głosowy do Siri np. Ok Google. Trzeba zauważyć, że Apple znacznie utrudnia korzystanie z asystenta Google, gdyż każde polecenie trzeba mówić przez Siri, tzn. wywołać Siri, odpalić Asystenta Google mówiąc Ok Google, a następnie właściwe polecenie, np. która godzina. Znacznie wygodniejsze jest otwarcie Asystenta Google ręcznie, a następnie mówienie do niego stukając w mikrofon, bądź używając komendy „Ok Google”. Dotykanie telefonu, by otworzyć asystenta czy coś potwierdzać nie spełnia podstawowego założenia, że będziemy mogli obsłużyć telefon bez dotyku.

Asystent Google jest aplikacją prostą w obsłudze i intuicyjną. Po otwarciu, w zależności od ustawień, wystarczy powiedzieć Ok Google lub stuknąć w mikrofon, który znajduje się nad przyciskiem Home, czyli w dolnej części ekranu pośrodku i zacząć mówić.

Na lewo od mikrofonu mamy przycisk „Otwórz Klawiaturę”. Dzięki klawiaturze możemy wpisywać asystentowi komendy. Wpis zatwierdzamy przyciskiem „Wyślij”, który znajduje się w prawym dolnym rogu klawiatury. Proste komendy lepiej wydać głosem, ale jeśli chcemy znaleźć coś skomplikowanego w Internecie, to klawiatura jak najbardziej może się przydać.

W lewym dolnym rogu ekranu mamy przycisk „Odkryj Funkcje Asystenta”. Po kliknięciu tego przycisku możemy przeczytać o przypadkowych funkcjach i umiejętnościach aplikacji.

W prawym dolnym rogu ekranu głównego jest przycisk „Informacje dla Ciebie”. Tutaj dodajemy skrót do Siri, jeśli chcemy wywoływać asystenta głosem. Prócz tego mamy różne informacje, np. jaka jest pogoda, możemy podejrzeć listę zakupów, mamy tu dostęp do kalendarza i przypomnień.

W lewym górnym rogu znajduje się przycisk „Prześlij Opinię”. Możemy tutaj dodać komentarz czy podzielić się opinią o aplikacji. Im więcej sugestii i opinii, tym aplikacja będzie doskonalsza.

W prawym górnym rogu mamy przycisk „Ustawienia”, które podzielone są na trzy karty:

– „Twoje Dane” – gdzie ustalamy swój pseudonim, adres domowy i służbowy, wybieramy środek transportu, jakim najczęściej poruszamy się; wybieramy metodę płatności; ustalamy w jakiej jednostce będzie odczytywana temperatura pogody.

– „Asystent” – tutaj wybieramy np.: języki do rozmowy z asystentem; możemy włączyć ciągłą rozmowę, czyli mikrofon ciągle będzie nasłuchiwał co chcemy powiedzieć; możemy także z tej pozycji ustawić sterowanie domem, czyli dodać rolety czy żarówki, które mogą łączyć się z asystentem; możemy tu włączyć czy chcemy otrzymywać powiadomienia e-mail z nowościami w Asystencie Google.

– Usługi – w tej zakładce wybieramy, które programy mają być domyślne do wykonywania poszczególnych czynności.

W widoku głównym ustawień w prawym górnym rogu znajduje się przycisk „Menu”. Menu ma następujące pozycje: „Konto” – do korzystania z asystenta musimy mieć konto gmail – tutaj możemy je podać lub zmienić; „Aplikacje domyślne”; „Polityka Prywatności”; „Informacje”; „Moja Aktywność”; „Zarządzanie Aktywnością”; „Pomoc”, gdzie możemy poczytać jak korzystać z poszczególnych opcji Asystenta Google.

Po tej przydługiej teorii przyszedł czas na praktykę. Oto przykładowe funkcje, które udało mi się wykonać z Asystentem Google. Asystent ciągle rozwija się, więc niech to będzie tylko inspiracją do zadawania mu nowych pytań. Przedstawię też różnice między systemami Android i IOS, bo niestety takie występują.

– Godzina i data. Asystent bez problemu podaje godzinę w Polsce i na świecie. Poinformuje nas także chętnie o dacie. Wystarczy powiedzieć „która godzina” czy „podaj datę” i mamy przedstawione głosem potrzebne informacje. Jeśli chodzi o tę kwestię, to nie ma różnic w działaniu między Androidem i IOSem.

– Budzik. Możemy do asystenta powiedzieć „ustaw budzik”, czy „ustaw alarm”. Gdy wszystko powiedzie się, to zostaniemy poinformowani głosem, o której będziemy mieli pobudkę. Gdy zmienimy zdanie, możemy powiedzieć „wyłącz alarm” i alarm zostanie odwołany. Asystent nie może ingerować w system IOS i dlatego alarm to tylko dźwięk powiadomienia. Na Androidzie zaś mamy pełnowartościowy budzik.

– Przypomnienia i kalendarz. Możemy powiedzieć „ustaw przypomnienie” i ustawić o czym telefon ma nam przypomnieć i kiedy. Przypomnienia wyświetlane są jak zwykłe powiadomienia. Możemy też głosowo dodawać wydarzenia do kalendarza. Przypomnienia i kalendarz działają podobnie na IOS i Androidzie.

– Zadzwoń do i napisz wiadomość. Za pomocą asystenta możemy dzwonić i pisać wiadomości. Wystarczy powiedzieć „zadzwoń do” dom i połączenie się wykona. Z ciekawostek, możemy dzwonić do firm, których nie mamy w kontaktach. Aplikacja spróbuje wyszukać kontakt w Internecie. Dla przykładu powiedzmy „zadzwoń do” Szansa dla Niewidomych. Połączenie powinno nawiązać się po potwierdzeniu. Możemy też wysłać wiadomość tekstową. Wystarczy powiedzieć „wyślij SMS”, następnie wybieramy do kogo i dyktujemy treść. IOS ma ograniczenie, że musimy własnoręcznie stuknąć przycisk wyślij czy połącz. Android zaś tych ograniczeń nie ma. Możemy też wysyłać maile. Wystarczy powiedzieć „wyślij mail”, wybrać adresata, podyktować treść i zgodzić się na wysłanie. W tym przypadku nie musimy nic klikać nawet na IOS, gdyż dzieje się to za pomocą gmaila.

– Nawigacja. Ten dział jest bardzo dobrze dopracowany. Możemy np. spytać „ile kilometrów do Poznania” i usłyszymy głosową odpowiedź. Możemy spytać „ile kilometrów” z Poznania do Warszawy i ta funkcja również działa.

Możemy powiedzieć „trasa do Poznania” – wówczas zostanie nam wyświetlona trasa z przyciskiem nawiguj. I na koniec najbardziej przydatna funkcja: możemy powiedzieć „nawiguj do” Poznań i wówczas bez dotykania ekranu włączą się wskazówki głosowe i będziemy prowadzeni do wybranej lokalizacji. Oczywiście możemy wybrać: pieszo, rowerem, samochodem czy komunikacją publiczną. Funkcja ta nie ingeruje w system, więc działa tak samo dobrze na obu systemach.

– Tłumaczenie. To kolejna bardzo dopracowana i przydatna funkcja. Wystarczy tylko powiedzieć np. „przetłumacz na niemiecki” krowa, bądź jakiś inny wyraz czy zdanie, a po chwili usłyszymy i zobaczymy dane wyrażenie w wybranym języku. Funkcja działa bardzo dobrze na obu systemach. Funkcja bardzo przydatna do nauki czy rozmowy z obcokrajowcami. To, jak ją wykorzystamy, zależy tylko od naszej wyobraźni.

– Nauka i ciekawostki. Asystentowi możemy kazać obliczać zarówno proste, jak i skomplikowane działania matematyczne. Na ogół działa to bez zarzutu. Możemy też konwertować podstawowe jednostki, przykładowo 200 kg ile to ton czy 145 m ile to kilometrów. Asystent odpowie też nam na podstawowe pytania, np. jaka jest stolica Niemiec. Możemy go też poprosić o powiedzenie czegoś ciekawego. Gdy poprosimy np. o wiadomości ze świata, zostaną wyświetlone linki do artykułów, które musimy sami przeczytać. Szkoda, że informacje te nie są czytane głosem w aplikacji. Funkcje te działają tak samo na obu systemach.

– Rozrywka i życie codzienne. Asystent stara się nam umilić życie. Możemy go poprosić o opowiedzenie dowcipu czy zaśpiewanie piosenki. Może on nawet za nas rzucić kostką czy monetą. Za pomocą głosu możemy dodać produkt do naszej listy zakupów. Edycji tej listy trzeba dokonać już w sposób tradycyjny. Asystent też bez problemu znajdzie firmę, gdy powiemy „znajdź” i nazwa firmy. Aplikacji możemy spytać nawet „kiedy otwarta” firma. W tym przypadku dostaniemy informacje na ekranie, szkoda, że nie są czytane głosem. Aplikacja wykona także zdjęcie po komunikacie „zrób zdjęcie”. Funkcje te działają tak samo na obu systemach.

Na koniec należy zauważyć, że Asystent Google to nie tylko gadżet i zabawka. Można go wykorzystać do przyspieszenia wykonywania różnych czynności na telefonie i do tego niech nam służy. Uważajmy jednak, aby nie uzależnić się od asystenta i nie wpaść w pokusę traktowania go jako kumpla. Może to wydawać się śmieszne, ale spotkałem już wpisy w Internecie typu: „Nie mam z kim pogadać, to pogadam z Asystentem Google”.

Cieszy fakt, że jest moda na takich asystentów. Uważam, że jest to ogromna szansa dla osób niewidomych. Myślę, że w dużym uproszczeniu można przyrównać „rozmowę” z asystentem do wydawania komend w MS DOS. W MS DOS osoby niewidome znające komendy funkcjonowały na równi z osobami pełnosprawnymi. Tutaj też możemy bez problemu wydawać komendy i usłyszeć wynik. Wynik w porównaniu z DOS jest wzbogacony o efekty dźwiękowe i graficzne.

Wydaje się, że wyszukiwanie za pomocą asystenta jest szybsze, ale mniej dokładne, gdyż sami możemy sobie dokładnie „wyklikać” co nas interesuje, a zdając się na asystenta mamy jak na razie mniejsze pole manewru w wybraniu określonych parametrów.

Wszystko wskazuje na to, że asystent będzie się rozwijał. Jest to dobra informacja. Martwi tylko fakt, że na system IOS asystent jest ograniczany, ale trzeba mieć nadzieję, że ograniczenia te z czasem zostaną zniwelowane. Dużym ograniczeniem jest fakt, że mimo tego, że asystent ma być obsługiwany głosowo, to w systemie IOS trzeba czasem coś kliknąć, np. Połącz czy Wyślij. Asystent Google to nowa aplikacja. Jeśli zyska uznanie użytkowników, to za jakiś czas pewnie będziemy bez problemu mogli zamówić jedzenie do domu czy bilet do kina. Powstaną urządzenia domowe, które będziemy mogli sterować za pomocą asystenta. Szkoda, że aplikacja nie czyta wszystkiego głosowo, np. informacji ze świata, tylko wyświetla je nam do samodzielnego przeczytania. Liczę, że w przyszłości będzie to działać lepiej. Mowa to najstarszy sposób porozumiewania się. Kto wie, może za jakiś czas będziemy więcej mówić do telefonów niż dotykać ich.

Starałem się w miarę możliwości przybliżyć Asystenta Google, gdyby pojawiły się jakieś pytania, to zapraszam do kontaktu.

Mail: przymat82@gmail.com

Talia pełna figurek

Niewidomi „bawią się” geometrią

Nauczyciel w szkole masowej, jeśli tylko zechce, ma do dyspozycji cały arsenał środków dydaktycznych, począwszy od tradycyjnych pomocy, a skończywszy na internetowych aplikacjach i prezentacjach multimedialnych. Nie musi ich nawet szukać, bo oferują je wydawnictwa lub powstające właśnie w naszym kraju otwarte zasoby edukacyjne. A nauczyciel pracujący z dziećmi niewidomymi? No cóż. On musi sobie takie pomoce stworzyć.

Jeśli potrzeba jest matką wynalazków, to ciekawe kim są krewni determinacji, która pozwala wcielić pomysł w życie. W naszym przypadku w jej pojawieniu się z pewnością maczały palce desperacja i ambicja do spółki z pełną świadomością, że nikt nie stworzy pomocy, których wspólnie z Magdą chciałybyśmy używać na swoich lekcjach. A skoro nikt nie mógł zrobić tego za nas, postanowiłyśmy zrobić to same.

Potrzeba była prosta i jasno określona. Stworzyć grę edukacyjną, która pomogłaby uczniom w atrakcyjnej formie poznać i utrwalić pojęcia związane z polem i obwodem figur geometrycznych. Gra miała być prosta i czytelna dla uczniów niewidomych, a rozgrywka dynamiczna i skłaniająca do myślenia nie tylko matematycznego, ale również strategicznego. Wymyślone przez Magdę „Figurki” spełniały wszystkie te kryteria. Gra miała składać się z talii kart, na których umieszczone zostałyby trójkąty, czworokąty i inne wielokąty o różnych polach i obwodach oraz karty funkcyjne, które miały urozmaicać rozgrywkę. Zadaniem uczniów miało być dopasowanie jednej z kart trzymanych w ręce do ostatniej karty zrzuconej na stół przez poprzedniego gracza. Pasować mogły karty o jednakowych obwodach, polach lub kształtach. Parametry figur miały być dobrane tak, żeby uczniowie znając wzory mogli dokonywać obliczeń w pamięci. Krótko mówiąc chciałyśmy nauczyć uczniów wzorów, kształtów, szybkiego liczenia w pamięci i podstaw taktyki podczas gry przypominającej zasadami popularne makao. Karty dla uczniów niewidomych zamierzałyśmy wydrukować na papierze puchnącym, a figury opisać zgodnie z Międzynarodową Brajlowską Notacją Matematyczną. W wersji dla słabowidzących miały posiadać odpowiedni kontrast, specjalnie dobrane kolory, faktury, linie brzegowe oraz powiększoną czcionkę zgodnie z obowiązującymi standardami oraz wybranymi przez naszych uczestników projektu.

Teraz wystarczyło zebrać fundusze na jej wyprodukowanie. Czyli uruchomić tryb determinacji. Nie pamiętam już kto powiedział mi o programie grantowym mPotęga organizowanym przez mBank, który cyklicznie wspiera matematyczne projekty edukacyjne, ale to właśnie złożony tam wniosek pozwolił nam na rozpoczęcie prac nad grą. Wydawało się nam, że najtrudniejsze za nami i reszta będzie prosta jak twierdzenie Pitagorasa. Nie była. Wysyłanie zapytań ofertowych, negocjowanie stawek, pilnowanie jakości i rozwiązywanie dziesiątek małych i większych problemów, które pojawiały się po drodze, to przez trzy miesiące była nasza codzienność.

Problemów nie było za to z uczniami, którzy brali udział przy tworzeniu gry. Ich uwagi, sugestie, godziny testowania naszych propozycji sprawiły, że gra okazała się lepsza niż nasz początkowy projekt. To dzięki ich zaangażowaniu w „Figurkach” pojawiły się dodatkowe karty funkcyjne i to oni w olbrzymim stopniu przyczynili się do powstania gry, której internauci przyznali nagrodę publiczności wybierając ją spośród 185 projektów edukacyjnych, które w V edycji konkursu uzyskały dofinansowanie mBanku i prawie 600, które do niego przystąpiły. I taka, w którą uczniowie grają z przyjemnością i zaangażowaniem ucząc się przy okazji materiału, przy którym ziewają na lekcjach.

Po co opisuję banalną historię jednego niewielkiego projektu, zrealizowanego za kwotę, która w wielu fundacjach i stowarzyszeniach nie zasługiwałaby nawet na wzruszenie ramionami? Z kilku powodów, z których najważniejszym jest fakt, że wśród 185 projektów realizowanych w tej edycji mBanku tylko jeden był adresowany do uczniów niewidomych lub słabowidzących. JEDEN. Resztę złożyli nauczyciele mający dostęp do środków dydaktycznych, o jakich uczniowie niewidomi mogą tylko pomarzyć. Co z tego wynika? Nie wiem, ale to na pewno nie był nasz ostatni projekt, bo „Figurki” zdają swój egzamin. Uczniowie opanowują materiał chętniej i szybciej, dobrze się przy tym bawiąc. My wiemy już, że można zrobić coś samemu, a nie tylko to, że nikt nie zrobi tego za nas.

Gra została rozesłana do pozostałych Ośrodków dla uczniów z dysfunkcją wzroku, można ją też pobrać w wersji elektronicznej dla uczniów słabowidzących i w wersji dotykowej ze strony www.niewidomi.edu.pl.

Już maluchy potrafią… pomagać niewidomym!

Pomoc drugiemu człowiekowi to niejednokrotnie… sprawa dziecinnie prosta! Oczywiście może zabrzmieć to jak banał czy powtarzany slogan, albo nic nie znaczące hasło. I rzeczywiście, trzeba te słowa w znacznym stopniu potraktować jako pewien skrót myślowy, uproszczenie mające na celu zwrócenie uwagi na rzeczywistość obok nas. Faktycznie – często, by realnie komuś pomóc, trzeba bardzo niewiele. Niewiele wysiłku, czasu, pieniędzy.

Czy nie jest tak, że my, dorośli, nawet małe okazje do zrobienia czegoś dobrego potrafimy tak zagmatwać, skomplikować, że w konsekwencji nie wiadomo kto ma pomóc? Jak pomóc? Komu? Bo przecież może nie wypada? Może się ośmieszę? Skompromituję? Niech ktoś inny pomoże. Bo jeszcze zaszkodzę, zrobię coś nie tak…

Dzieci postępują inaczej. Są spontaniczne, naturalne, otwarte. Nie kalkulują. Trzeba pomóc? Biegnę, pomagam i tyle!

Oczywiście nierzadko trzeba ogromnej wiedzy, wieloletniego doświadczenia, profesjonalizmu, by w sposób odpowiedzialny, bezpieczny i efektywny nieść pomoc tym, którzy pomocy potrzebują. Generalnie chodzi o to, by okazanie innemu człowiekowi wsparcia, pomocy, życzliwości było czymś dla nas zwyczajnym, oczywistym, byśmy traktowali pomoc drugiemu jako rzecz bezinteresowną i dającą nam poczucie, że małymi kroczkami, czyniąc malutkie dobro ulepszamy świat!

Wielu z nas ma takie przekonanie we krwi. Inni muszą to zrozumieć, coś przeżyć, uczestniczyć w czymś trudnym. Są i tacy, którzy po prostu uczą się pomagać. A kiedy uczymy się najwięcej? Najłatwiej? Kiedy jesteśmy najbardziej chłonni wiedzy? Kiedy poznajemy świat krok po kroku, kiedy wszystko jest dla nas nowe, ciekawe, intrygujące. Małe dzieci pytają o wszystko, nie szacują wartości pytań. Chcą się czegoś dowiedzieć, to pytają. Jeżeli chcemy, by w dorosłym życiu obecne przedszkolaki czy najmłodsi uczniowie szkół podstawowych w sposób naturalny, integralny, równoprawny traktowali niepełnosprawnych czy starszych, to najlepszy czas i sposobność by ich tego nauczyć. Nie poprzez wyszukane teorie, złożone metody. Naturalnie, że nie tak! To jak? Poprzez zabawę i przekaz opracowany na poziomie percepcji malucha, do którego chcemy trafić. Powszechnie mówi się: „czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał” czy też: „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. Oba powiedzenia są prawdziwe i trudno odmówić im sensu.

Kierując się powyższym, Fundacja Szansa dla Niewidomych w Opolu opracowała i zrealizowała projekt lokalny pn. „Niewidomy kolega? Mój dobry przyjaciel, a ja już wiem jak mu pomóc. Warsztaty dla przedszkolaków i uczniów”. Działanie sfinansowane zostało przez Samorząd Województwa Opolskiego ze środków PFRON oraz z Budżetu Województwa Opolskiego.

Dzięki wsparciu środków publicznych profesjonalni trenerzy – tyflospecjalista i rehabilitant wzroku oraz wolontariusze trafili do 19 szkół i przedszkoli w Opolu i na terenie Opolszczyzny, by w wyjątkowy sposób pokazać najmłodszym opolanom intrygujący świat ich niewidomych i niedowidzących kolegów. Celem zorganizowanych warsztatów było też zwrócenie uwagi na obecność niewidomych dzieci i dorosłych w społeczeństwie, przełamanie lęku wynikającego z faktu, że bawią się i poruszają inaczej. Że czasami trzeba im pomóc. Dzięki pogadankom i wspólnym zajęciom wszystkim będzie zdecydowanie łatwiej.

Początkowo w projekcie łącznie miało wziąć udział około 600 dzieci. Zainteresowanie placówek edukacyjnych spowodowało, iż finalnie w warsztatach uczestniczyło około 1200 przedszkolaków i uczniów klas I – III opolskich przedszkoli i szkół podstawowych. W okresie od września do grudnia ubiegłego roku spotkania projektowe odbyły się w 3 przedszkolach i 3 szkołach podstawowych w Opolu oraz w 13 placówkach na terenie województwa opolskiego. Każda placówka biorąca udział w projekcie otrzymała niezwykłe książki wydane w druku transparentnym (powiększony czarnodruk plus brajl) oraz wypukłe ryciny przedstawiające znane postaci z bajek lub mieszkańców opolskiego ogrodu zoologicznego. Publikacje bardzo przypadły do gustu zarówno uczestnikom zajęć, jak i nauczycielom oraz dyrekcji odwiedzanych szkół i przedszkoli. Wydawnictwa te wcześniej posłużyły do przeprowadzenia zajęć.

Chętni (a było ich zawsze mnóstwo) mieli za zadanie bez użycia wzroku, jedynie dotykając wypukłej ryciny, odgadnąć jaką przestawia postać z bajki czy zwierzę. Świetna zabawa wskazywała jak trudno „oglądać” smerfy, Bolka i Lolka czy goryla kiedy nie możemy otworzyć oczu, a wyłącznie uwrażliwić opuszki palców. Dzieci biorące udział w zajęciach nie miały możliwości nawet pomyśleć o znużeniu czy zniechęceniu. Atrakcji było co niemiara! Inne warsztaty przygotowano dla grup przedszkolnych, a inne dla uczniów najmłodszych klas w opolskich podstawówkach.

Największe zainteresowanie? Tworzenie wspólnie wyjątkowych rysunków na specjalnym papierze puchnącym, przy użyciu wygrzewarki przeznaczonej do tworzenia wypukłych grafik. Dzieci brały udział we wszystkich etapach powstawania takiego niezwykłego rysunku – na ich oczach płaska ilustracja zmieniała formę na wersję wypukłą, dostępną dla niewidomych.

A już wręcz euforię spowodowała niespodzianka – wiadomość, iż taki wypukły rysunek (uśmiechniętą buźkę) każdy dostanie na własność, na pamiątkę. Dzieci cieszyły się, że pokażą te niezwykłości kolegom, rodzicom, dziadkom, a nawet… chomikowi! Nie mniej zachwycone były panie nauczycielki i przedszkolanki. One również otrzymały rysunki, a dla dzieci certyfikaty potwierdzające udział w tak nietypowej lekcji.

Rośnie grono osób, które w miarę swoich możliwości wie jak pomagać niewidomym!

Edukacyjne wyzwanie – ośrodek specjalny, szkoła integracyjna czy szkoła masowa?

Edukacja jest jednym z pierwszych większych wyzwań, przed którymi stają osoby niewidome oraz niedowidzące. W pierwszym okresie życia decyzje często za nie podejmują rodzice, którzy biją się z myślami. Nie wiedzą czy dla ich dziecka lepsza będzie specjalistyczna placówka, szkoła integracyjna czy ogólnodostępne przedszkole lub szkoła. Mimo że rozwój technologii i coraz większa świadomość ludzi wobec osób niepełnosprawnych daje coraz więcej możliwości na kreowanie własnej drogi edukacyjnej, to jednak wciąż trzeba podejmować w tym zakresie decyzje, które odcisną piętno nawet na całym życiu osoby niewidomej lub niedowidzącej.

Nie ma idealnej ścieżki rozwoju osoby niewidomej, bo każda osoba jest inna. Ma inne uwarunkowania, inny charakter, inne predyspozycje oraz możliwości edukacyjne, ale wydaje się, że najrozsądniejszy model kształcenia jest taki, który łączy pobyt w specjalistycznych placówkach z uczeniem się w szkołach integracyjnych. Dzięki temu dzieci, a następnie młodzież ma możliwość zetknięcia się z różnymi środowiskami, nabrania dodatkowego bagażu doświadczenia, a co najważniejsze także porównania obu tych dróg kształcenia. Według mnie najbardziej optymalne rozwiązanie jest takie, żeby osoba niewidoma lub niedowidząca pewien etap swojej edukacji odbyła w ośrodku specjalistycznym, bo wiadomo, że tego typu placówki są zdecydowanie lepiej przystosowane dla niepełnosprawnych. Potem mogą oni uczyć się w takich szkołach jak nasza. Dzięki temu łatwiej im jest na studiach, rozwijać się w dorosłym życiu i radzić sobie w codzienności – powiedziała Monika Jurczyk, nauczyciel wspomagający, a jednocześnie tyflopedagog z Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Integracyjnymi w Szczecinie.

Ośrodków dla niewidomych jest w Polsce kilka. Do najbardziej znanych można zaliczyć te w Bydgoszczy, Laskach koło Warszawy, Wrocławiu, Owińskach koło Poznania, Krakowie czy Łodzi. W takich placówkach uczniowie mogą korzystać ze sprzętu specjalistycznego, czyli komputerów z odpowiednim oprogramowaniem, lup, powiększalników, urządzeń brajlowskich etc. Istnieje także możliwość korzystania z dodatkowych zajęć, do których można zaliczyć zajęcia z orientacji przestrzennej, integracji sensorycznej czy rehabilitacji podstawowej, a dodatkowo prowadzone są różne terapie takie jak muzykoterapia, dogoterapia czy hipoterapia.

Na pewno w tego typu ośrodkach uczniowie mogą nauczyć się radzenia sobie z własną niepełnosprawnością, przystosowywać się do codziennego funkcjonowania. Jednak dużym minusem takiego rozwiązania jest to, że przebywają oni we własnym gronie, tylko wśród innych osób niepełnosprawnych, nie mając możliwości zetknięcia się z pełnosprawnymi rówieśnikami. Mimo że nabywają więc pewnych umiejętności, to jednocześnie podlegają pewnej segregacji, a nawet stereotypizacji.

– Uczniowie, ucząc się w ośrodkach szkolno-wychowawczych, ciągle przebywają w jednym środowisku. Nie mają styczności z tym, co dzieje się na zewnątrz. Natomiast w szkołach integracyjnych mają możliwość zetknięcia się ze światem, który jest za drzwiami – oceniła Jurczyk.

Decyzja o oddaniu dziecka do specjalistycznej placówki nie jest łatwa, ale taki odważny krok ze strony rodziców może być dla ich pociechy początkiem radzenia sobie w codzienności jako osobie niepełnosprawnej.

– To są rodzinne dramaty, kiedy pięcioletnie czy sześcioletnie dzieci odwożone są do ośrodków szkolnych. Rodzice walczą sami ze sobą, ale po latach widzą, że był to doskonały wybór. Dzięki temu bagaż doświadczeń ucznia jest zdecydowanie większy. Jeśli przychodzi on do nas z ośrodka, to ma już zupełnie inne oczekiwania – podkreśliła Jurczyk.

Sam nigdy nie przebywałem w ośrodku dla niewidomych, więc nie mam odpowiedniego porównania, ale od początku swojej edukacji byłem tak prowadzony, żeby mieć kontakt z pełnosprawnymi rówieśnikami. Chodziłem do masowej podstawówki oraz gimnazjum, a dopiero w liceum padło na szkołę integracyjną, a dokładniej na wspomniane już Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Integracyjnymi w Szczecinie. Placówka ta przystosowana jest do potrzeb osób niepełnosprawnych, a dodatkowo mają one możliwość nie tylko kształcenia się, ale również rozwoju społecznego i koegzystencji w gronie osób pełnosprawnych, co jest bardzo korzystne dla obu stron. Taki rodzaj kształcenia jest obecnie bardzo popularny, trudno więc dziwić się, że nie wszystkie osoby niepełnosprawne, które chciałyby uczyć się w liceach integracyjnych, mają na to szansę.

– Mamy chętnych, którzy chcieliby przyjść do naszej szkoły, ale nie ma dla nich miejsca. Niepełnosprawni mają pierwszeństwo, ale ich obecnie też jest u nas bardzo dużo. W danym roczniku są cztery klasy, w każdej z nich uczy się 20 uczniów, w tym minimum pięcioro z jakimś rodzajem niepełnosprawności – wyjaśniła Jurczyk, która nie ukrywa, że mniej liczne klasy oraz duże w nich zróżnicowanie pod kątem niepełnosprawności są dużym atutem szkół integracyjnych, ale stanowią też wyzwanie dla nauczycieli w nich pracujących. – Od nauczyciela wymaga to podwójnej pracy, innego zaangażowania. Lekcja ma inny charakter, bo trzeba podejść do takiego ucznia, przygotować mu inne materiały – dodała tyflopedagog ze szczecińskiego liceum.

Z pewnością nowoczesna technologia daje coraz większe możliwości kształcenia osobom z niepełnosprawnością wzroku. Można nawet odnieść wrażenie, że dominuje trend, iż szkoły specjalistyczne odchodzą powoli do lamusa, ale to właśnie w nich jest wykwalifikowana kadra nauczycielska, a także specjalistyczny sprzęt. Oba te czynniki mogą być doskonale wykorzystane przy wkraczaniu dziecka na edukacyjną ścieżkę, by bogatsze w specjalistyczne umiejętności, jak

Decyzja o oddaniu dziecka do specjalistycznej placówki nie jest łatwa, ale taki odważny krok ze strony rodziców może być dla ich pociechy początkiem radzenia sobie w codzienności jako osobie niepełnosprawnej. chociażby poruszanie się z białą laską, korzystanie z telefonów i komputerów czy umiejące czytać brajlem, mogło spróbować swoich sił w szkołach integracyjnych, w których nie ma segregacji. Co więcej są przypadki, w których osoby z niepełnosprawnością wzroku decydują się chociażby na licea powszechne. Wszystko dlatego, że coraz większy nacisk kładzie się na edukację włączającą, czyli taką, która uznaje, że przyczynami niepełnosprawności mogą być tworzone przez społeczeństwo bariery organizacyjne, prawne, społeczne czy ekonomiczne. Społeczeństwo powinno być odpowiedzialne za włączenie takich osób do życia społecznego, czyli zniesienie barier technicznych, edukacyjnych, mentalnych, psychologicznych czy architektonicznych, które uniemożliwiają uczniom niepełnosprawnym funkcjonowanie w danej szkole. Idea jest szczytna i warta naśladowania, ale w praktyce nie zawsze szkoły masowe potrafią dostosować się do potrzeb np. osób niewidomych.

– Często osoby niedowidzące próbują swoich sił w lepszych szkołach. Wydaje im się, że dadzą sobie radę. Jednak nie mają pomocy dydaktycznych w brajlu ani wsparcia ze strony tyflopedagoga, zajęć rewalidacyjnych itd. Potem często jest tak, że w trakcie roku szkolnego próbują się przenosić do szkół integracyjnych, ale nie zawsze jest to możliwe – skomentowała Jurczyk.

Niezależnie od tego, jaką drogę rozwoju wybierze osoba z niepełnosprawnością wzroku, to będzie ona rzutowała na jej przyszłość. Jednak samo dokonanie wyboru – postawienie na ośrodki specjalne, szkoły integracyjne, na system łączony, a może na szkoły masowe, nie będzie jeszcze gwarantowało sukcesu. Będzie on zależał od wielu innych czynników, takich jak wsparcie ze strony najbliższych, wiara we własne możliwości czy umiejętność akceptacji własnej niepełnosprawności. Optymistyczne jest to, że niewidoma i niedowidząca młodzież chce się uczyć, ma ku temu możliwości i chętnie z tego korzysta, udowadniając pełnosprawnym rówieśnikom, że jak ktoś czegoś bardzo chce, to osiągnie swój cel. Tego też życzę w kwestii edukacji wszystkim niewidomym i niedowidzącym.

Jak smartfon może pomóc widzieć osobie niewidomej lub niedowidzącej?

Niniejszy artykuł opowie o aplikacjach, które mogą bardzo ułatwić życie osobom niewidomym czy niedowidzącym. Aplikacje te były testowane na systemie IOS, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wytestować je pod kontrolą Androida. Wiadomo, że nic nie zastąpi wzroku jako takiego, ale czasami użycie telefonu i jego kamerki okazują się bardzo przydatne i wygodne w życiu codziennym.

W starożytności osoby niewidome do poruszania się i lokalizowania przeszkód mieli do dyspozycji kij. Kij stał się białą laską dopiero w 1921 r. Wynalazek ten wprowadził do powszechnego użytku brytyjski młody fotograf, który stracił wzrok w nieszczęśliwym wypadku. Był załamany. Spotkał ociemniałego żołnierza, który podniósł go na duchu i doradził mu, żeby zaczął poruszać się z laską. Było to dobrym rozwiązaniem. Brytyjczyk nie czuł się jednak bezpiecznie. Chcąc być bardziej widoczny pomalował laskę na biało i rozpropagował swój wynalazek. Pomysł ten przyjął się i funkcjonuje na całym świecie jako znak rozpoznawczy dla osób niewidomych (https://www. laski.edu.pl/).

Jak widzimy z powyższego, biała laska, mimo że to prosty wynalazek, jest wymysłem dość nowym. Na szczęście współcześnie niewidomi nie są już wykluczani społecznie i prócz białej laski mają do wyboru różne nowoczesne urządzenia, dzięki którym mogą funkcjonować w życiu codziennym i „oglądać świat”. Nie sposób wymienić wszystkich urządzeń wspierających osoby niewidome i niedowidzące. Niniejszy artykuł skupi się tylko na trzech aplikacjach przeznaczonych na smartfony, dzięki którym możemy odbierać bodźce wzrokowe w otaczającym nas świecie.

Osobom niewidomym czy ociemniałym nie trzeba tłumaczyć jak często w życiu codziennym przydaje się pomoc kogoś widzącego, tak zwanego „trzeciego oka”. Widzący mogą zrobić mały eksperyment. Niech to będzie np. zawiązanie oczu, rozrzucenie kilku monet i poszukanie wszystkich. Drugim przykładem, też z zawiązanymi oczami, może być zostawienie kluczy w naszym domowym bałaganie, zrobienie czegoś innego i spróbowanie znaleźć ich po 15 minutach. Jeśli eksperymenty te są robione w spokoju i dla zabawy, to jest duża szansa, że się udadzą, ale co, jeśli te czynności trzeba wykonać w stresie i w pośpiechu? Myślę, że nikt nie ma już wątpliwości, że aplikacje umożliwiające zobaczenie rzeczywistości osobom niewidomym są bardzo potrzebne i przydatne.

Za pomocą zmysłu wzroku dostarczamy najwięcej informacji. Gdy wzroku zabraknie, trzeba sobie to kompensować innymi zmysłami. Organizm ludzki ma naturalną zdolność kompensacji. Trudno jednak kompensować bodźce wzrokowe kiedy kanał wzroku jest z różnych przyczyn niedostępny, bądź w mniejszym lub większym stopniu uszkodzony. W takim przypadku pomocnym okazuje się smartfon, a dokładniej mówiąc jego obiektyw, który odbiera bodźce wzrokowe, a sam telefon i oprogramowanie zamienia bodźce wzrokowe na słuchowe, przekazywane mową syntetyczną, bądź w niektórych przypadkach na dotykowe, przekazywane za pomocą wibracji, albo dźwiękowe np. za pomocą różnicy wysokości tonu.

Be My Eyes – to aplikacja, dzięki której osoba niewidoma może połączyć się z widzącym wolontariuszem i rozwiązać swój problem. Jest to narzędzie bezpłatne i w języku polskim. Aplikacja jest reklamowana jako dar widzenia dla osób słabowidzących. Aby korzystać z Be My Eyes trzeba się tylko zarejestrować. Rejestracja jest prosta. Jesteśmy pytani czy mamy kłopoty ze wzrokiem, czy chcemy być wolontariuszami i pomagać osobom niewidomym dzieląc się z nimi darem widzenia. Po rejestracji jesteśmy już w społeczności Be My Eyes i możemy bez przeszkód korzystać z aplikacji. Aplikacja ma nieograniczone możliwości. Jest tak dlatego, że nie pomaga nam maszyna czy sztuczna inteligencja, tylko żywy człowiek. Wolontariusze mogą pomóc w prostych czynnościach jak dobór koloru garderoby, sprawdzenie daty przydatności do spożycia produktu, czy w końcu w bardziej skomplikowanych czynnościach, jak problemy informatyczne. To, w czym aplikacja może być pomocna, zależy tylko od naszej kreatywności. Jest to bardzo dobre rozwiązanie. Jego wadą jest to, że nie każdy wolontariusz może mieć tyle czasu, ile byśmy chcieli. Dlatego ważne jest propagowanie aplikacji wśród znajomych. Im więcej wolontariuszy przystąpi do projektu, tym większa szansa udzielenia szybkiej pomocy.

Chcąc skorzystać z aplikacji Be My Eyes wystarczy tylko otworzyć program i uaktywnić przycisk „zadzwoń do pierwszego dostępnego wolontariusza”. Zostaniemy połączeni z pierwszym dostępnym pomocnikiem, który mówi w naszym języku i znajduje się w tej samej strefie czasowej co my. Aplikacja oferuje pomoc w 180 językach, więc projekt działa na bardzo szeroką skalę. Jeśli uda się nawiązać połączenie, od razu łączymy się w trybie wideo, a obraz naszemu pomocnikowi jest dostarczany z tylnej kamery smartfona.

W aplikacji znajduje się przycisk „Pomoc Specjalistyczna”. W zamierzeniu mamy łączyć się z firmami, które chcą prowadzić pomoc dotyczącą swoich produktów. Obecnie po jego uaktywnieniu otrzymujemy wideo pomoc dotyczącą produktów i usług Microsoft. (https://www.bemyeyes.com/language/polish).

Pomocne Oko – to aplikacja bezpłatna i w języku polskim. To projekt polski, stworzony przez Fundację Instytut Rozwoju Regionalnego. Projekt podobny do tego, który jest opisany wyżej. W Pomocnym Oku asystują, pomagają osoby zatrudnione na etacie, a w Be My Eyes wolontariusze. Aby zacząć korzystać z Pomocnego Oka musimy zaakceptować regulamin, stworzyć nazwę użytkownika, login, hasło i podać maila. Ten krok nastręczył mi najwięcej problemów, gdyż aby odnaleźć przycisk „zarejestruj” musiałem jakoś nietypowo przewijać stronę trzema palcami. Jednak gdy już z tym się uporamy, korzystanie z aplikacji jest proste i intuicyjne. Aplikacja działa w wersji na telefon, ale możemy korzystać z niej także przez stronę www. Mamy do dyspozycji następujące kanały pomocy: Chat tekstowy, Rozmowa głosowa, wideokonferencja. Jeśli chodzi o aplikację na telefon, to zauważyłem tylko przycisk „Połącz z Konsultantem” i z pewnością będzie to wideokonferencja.

Pomocne Oko to aplikacja łatwa w użyciu. Po otwarciu i zalogowaniu się klikamy tylko w przycisk „Połącz z Konsultantem” i uzyskujemy połączenie. Konsultant może nam pomóc w prostych czynnościach codziennych typu dobór garderoby, ale też za jego pomocą możemy wykonać skomplikowane operacje informatyczne. Warunek jest tylko taki, że musimy skierować kamerę naszego smartfona na to, co nam sprawia problem, a potem wykonywać polecenia konsultanta.

Seeing AI – darmowa aplikacja od Microsoftu. Program niestety nie jest w języku polskim. Aplikacja działa całkiem odmiennie od pozostałych, opisywanych w niniejszym artykule. Seeing AI do działania używa sztucznej inteligencji oraz chmury, do niektórych działań wymaga Internetu. Plus aplikacji to możliwość skorzystania z pomocy o każdej porze dnia i nocy. Nie musimy się martwić, że obudzimy wolontariusza. Minusem jest to, że nie zawsze rozpoznawanie jest na takim poziomie jakbyśmy chcieli i to, że nie mamy bezpośredniego kontaktu z osobą tak jak w dwóch pozostałych programach. Dobrze, że mamy wybór i każdy może wybrać dla siebie co mu lepiej odpowiada.

Po zainstalowaniu Seeing AI i udzieleniu odpowiednich zgód mamy do wyboru 9 różnych ekranów. Przedstawię teraz pokrótce, który za co odpowiada i jakie są jego funkcje. Ekrany zmieniamy dotykając regulatora znajdującego się w dolnej części ekranu i wykonując ruch z dołu do góry, bądź odwrotnie.

Po rozpoznaniu obrazu, zawsze po kliknięciu przycisku „Close”, zostaniemy przeniesieni w miejsce, z którego możemy wybierać tryby pracy programu.

1. Short Text – czytanie krótkich tekstów w locie. Gdy obiektyw kamery znajdzie się nad tekstem, zostanie on automatycznie przeczytany na głos. Gdy aparat wykryje ostrzejszy, lepszy tekst, to czytanie zacznie się od nowa. Nie ma tu możliwości eksportu tekstu. Tryb ten służy do szybkiego codziennego rozpoznawania tekstu.

2. Document – ten tryb służy do skanowania i czytania mową syntetyczną drukowanych dokumentów. Aby najlepiej rozpoznać dokument, potrzebny jest duży kontrast. Aplikacja w tym trybie nie obsługuje języka polskiego, co oznacza, że nie mamy do wyboru polskiego głosu do słuchania i nie są rozpoznawane polskie znaki. Proces rozpoznawania odbywa się w chmurze. Aby rozpocząć skanowanie musimy umieścić telefon nad tekstem. Jesteśmy informowani czy kamera widzi tekst, czy musimy np. unieść telefon, bądź przesunąć którąś jego stronę. Gdy aplikacja „zobaczy” wszystkie narożniki, wykona zdjęcie automatycznie. Jeśli czujemy, że dobrze ustawiliśmy aparat, możemy sami wykonać zdjęcie „Dwukrotnie stukając” w przycisk „Take picture”. Po zrobieniu zdjęcia rozpoznawanie rozpoczyna się samoczynnie i dostajemy od razu wynik skanowania. Na ekranie pojawiają się przyciski „Play” i „Stop” których używamy słuchając tekstu. Osoby słabowidzące mogą ustawić rozmiar czcionki. Ostatni przycisk służy do eksportu zeskanowanego obrazu, bądź tekstu do innych aplikacji. Jeśli chcemy opuścić rozpoznany tekst, to klikamy przycisk „Back”. Jeśli tekst nie został rozpoznany, to na ekran główny wychodzimy naciskając przycisk „Close”.

3. Product – ten tryb rozpoznaje produkty po kodzie kreskowym. W tym widoku przesuwamy obiektyw nad kodem, gdy jesteśmy blisko kodu aplikacja zacznie wydawać dźwięki. Im szybsze sygnały, tym jesteśmy bliżej kodu. Gdy kod zostanie w całości zeskanowany, dostaniemy informacje o nazwie produktu. Jeśli dodatkowe informacje o produkcie są dostępne, pojawi się przycisk „więcej informacji”.

4. Person – ten tryb służy do rozpoznawania osób. Gdy włączymy widok „Person” robiąc zdjęcie osobie, możemy dowiedzieć się podstawowych informacji o niej. W tym widoku możemy zmienić kamerę z tylnej na przednią i odwrotnie. W menu aplikacji można dodać i rozpoznać twarz. Gdy aplikacja ponownie wykryję tę osobę, poinformuje nas po imieniu jaka to osoba. Podczas robienia zdjęcia mamy informację, czy ktoś jest w centrum czy z boku kadru, tak aby prawidłowo ustawić telefon. Gdy chcemy zrobić zdjęcie, dwa razy tapiemy przycisk „Take picture”.

Gdy zrobimy zdjęcie nowej osobie, dostaniemy np. informację: mężczyzna, 25 lat, uśmiechnięty. Niestety wszystkie komunikaty są po angielsku. Zdjęcie możemy zapisać lub wyeksportować do innej aplikacji.

5. Currency – tryb ten służy do rozpoznawania pieniędzy. Chcąc rozpoznać banknot umieszczamy go tak, żeby mógł być „zobaczony” przez aparat. Czekamy chwilę i zostaniemy poinformowani głosem jaki to nominał. Aplikacja posiada przycisk do zmiany waluty. Obecnie rozpoznawane są: Euro, Indian Rupees, Funt brytyjski, Dolar amerykański i kanadyjski.

6. Scene Preview – tutaj fotografujemy sceny, bądź przedmioty – program głosem syntetycznym informuje nas co to za scena. Chcąc zrobić zdjęcie, dwa razy „tapiemy” w przycisk „Take picture”. Obecnie jest to tryb eksperymentalny, który korzysta z najnowszej sztucznej inteligencji. Rozpoznawanie może nie działać poprawnie. Zrobione zdjęcie również możemy zapisać, albo wyeksportować do obcej aplikacji.

7. Color Preview – rozpoznawanie kolorów. Wystarczy skierować kamerę naszego smartfona na obiekt, a głos syntetyczny powie nam jakiego jest koloru.

8. Handwriting preview – ręczne rozpoznawanie pisma. Obecnie tryb ten jest w wersji eksperymentalnej. Nie rozpoznaje polskich liter. Rozpoznawanie jest zależne od stylu pisma i od tego jak skierujemy aparat na pismo. Nie ma na razie naprowadzania dla osób niewidomych by dobrze ustawić aparat nad pisanym tekstem. Jeśli czujemy, że całe pismo mamy w kadrze, uaktywniamy przycisk „Take picture”. Zdjęcie przetwarza się i możemy czytać rozpoznany tekst za pomocą Voice Overa. Obraz oczywiście możemy zapisać, bądź importować do innej aplikacji.

9. Light – światło. W tym trybie możemy sprawdzić jakie jest oświetlenie wokół nas i skąd dochodzi światło. Gdy kamerę skierujemy na duże naświetlenie, ton wydawany przez aplikację podwyższa się, a gdy na mniejsze, obniża.

Na koniec trzeba stwierdzić, że nic nie zastąpi oczu, ale dobrze, że są aplikacje, które dają namiastkę widzenia. Nawet nie namiastkę, jak to jest w aplikacjach: Be My Eyes i Pomocne oko, które pozwalają dzielić się darem widzenia. Można to też zinterpretować tak: dzięki tym aplikacjom osoby niewidome w sytuacjach kryzysowych otrzymują dar widzenia.

Możemy oczywiście krytykować, że coś mogłoby działać lepiej, albo że nie działa tak jakbyśmy tego chcieli, czy że nie poprowadzimy pojazdu dzięki tym aplikacjom, ale biorąc pod uwagę, że kiedyś jedyną pomocą był kij, nawet nie laska, to chyba możemy się cieszyć, że żyjemy w takich czasach, w jakich żyjemy.

Dobrze, że są aplikacje, które używają sztucznej inteligencji, aby niewidomy mógł coś zobaczyć i takie, które używają oczu wolontariusza. Jestem zdania, że najlepiej z rozwagą używać obu programów. Nie ma co dzwonić z każdą bzdurą do wolontariuszy, żeby nie nadużywać ich dobroci, gdyż możemy naprawdę potrzebować ich pomocy, a wcześniej ich zniechęcimy dużą ilością połączeń. Nie ma też co na siłę udowadniać, że zawsze i wszędzie sztuczna inteligencja wyręczy wolontariuszy. Aplikacja Seeing AI z powodzeniem wystarczy do rozpoznania natężenia światła i przeczytania krótkiego tekstu. Także chociażby tymi rzeczami nie musimy już obciążać pomocników aplikacji Be My Eyes czy pracownika pomocnego Oka.

Należy pamiętać, że aby aplikacja Be My Eyes była nam zawsze pomocna, nie możemy zapominać o propagowaniu jej wśród swoich widzących znajomych.

W razie pytań zachęcam do kontaktu:

Przymat82@gmail.com

Dom pachnący Świętami

Dla chrześcijan Adwent jest radosnym okresem oczekiwania na narodziny Chrystusa. Składa się z czterech pełnych tygodni poprzedzających 24 dzień grudnia (według kalendarza gregoriańskiego), czyli Wigilię Bożego Narodzenia. Dni te zazwyczaj wypełnione są przygotowaniami do Świąt, porządkami w domu, kupnem podarunków dla bliskich oraz gotowaniem potraw na wigilijny stół.

Wydaje mi się, że obecnie święta te stały się, niestety, dość mocno skomercjalizowane. Media dosłownie zalewają nas nachalnymi propozycjami wypełniania koszyków zakupowych produktami wszelkiej maści, zupełnie jakby góra prezentów pod choinką była jedynym gwarantem dobrze przeżytego czasu Świąt. Niemniej jednak w Polsce istnieje wciąż dość silne przywiązanie do tradycji i w wielu domach okres Bożego Narodzenia jest czasem naprawdę ciepłym i rodzinnym. Wielu ludziom ten czas kojarzy się z mnogością zapachów, jakie wypełniają nasze mieszkania. Żywa choinka, suszone pomarańcze, goździki, cynamon, no i przede wszystkim cały wachlarz zapachów, jakie nierozerwalnie niosą ze sobą tradycyjne świąteczne potrawy, od makowca i pierników, poprzez barszcz z uszkami i pierogów z kapustą i grzybami, aż do kompotu z suszonych owoców. Boże Narodzenie to niezaprzeczalnie uczta dla zmysłów, zwłaszcza zmysłu smaku i zapachu. Właśnie dlatego osoby z dysfunkcjami narządu wzroku w równym (jak sądzę) stopniu co osoby w pełni widzące, cieszą się i wyczekują na przygotowania do tego magicznego świątecznego czasu.

W tym roku pierwsza niedziela Adwentu wypadła 2 grudnia. Jeszcze przed tym dniem udało nam się przeprowadzić zajęcia z rękodzieła dla wszystkich naszych beneficjentów projektu “Nowoczesna rehabilitacja kluczem do zwiększenia samodzielności osób z dysfunkcjami narządu wzroku”. Warsztaty odbyły się, nie pierwszy raz zresztą, w szczecińskiej Rękodzielni “Dmuchawce”. Tym razem przygotowywaliśmy wieńce adwentowe, wspaniale wpisując się z czasem ich realizacji. Każdy z beneficjentów bowiem, na początek Adwentu miał już gotową dekorację świąteczną, którą mógł postawić na stole w swoim domu, co więcej, mógł tego dnia zapalić pierwszą z czterech świeczek znajdujących się na wieńcu, a symbolizujących każdą kolejną niedzielę Adwentu.

Aura za oknem w czasie naszych zajęć rękodzielniczych także dodała świątecznego klimatu. Listopadowe powietrze zrobiło się już mroźne i przyjemnie (choć pewnie nie dla wszystkich) szczypiące w policzki. Właścicielka “Dmuchawców” ugościła nas gorącą herbatą i jeszcze ciepłym ciastem drożdżowym ze śliwkami. W takiej atmosferze aż chciało się twórczo pracować!

Podstawą naszych wieńców adwentowych były obręcze ze słomy. Zaplataliśmy wokół nich gęsto i ciasno świeże gałązki jodły mandżurskiej – dowiedzieliśmy się, że akurat to drzewo odporne jest na szybkie tracenie igieł, zatem polecane jest jako drzewko ozdobne na Święta, ponieważ z całą pewnością długo przetrwa w pełnej okazałości. Przycinanie świeżych gałązek drzewa iglastego dostarczyło nam bardzo przyjemnych doznań zapachowych oraz dotykowych (drzewko nie jest mocno kłujące). W zaplecione wieńce wkomponowane zostały świeczki – do każdego po cztery, tak, aby każdej niedzieli Adwentu móc odpalić kolejną. W gałązkach jodły znalazło się również miejsce na bombki, pomalowane szyszki, dekoracje drewniane, gałązki modrzewia oraz laski cynamonu i goździki. Świątecznego, zimowego szyku dodała szczypta brokatu oraz lekki podmuch sztucznego śniegu.

Każdy z wykonanych wieńców był jedyny i niepowtarzalny, a przy tym naprawdę piękny. Proces ich tworzenia był czasem przyjemnym, wypełnionym doznaniami zapachowymi. Zobaczyliśmy również, że piękne dekoracje można w całkiem prosty sposób wykonać samodzielnie, wykorzystując do tego to, co znajdziemy podczas spaceru w lesie. Polecamy zatem wszystkim spróbowanie swoich sił w rękodzielnictwie, bo to kreatywne i przyjemne zajęcie wychodzi równie dobrze osobom starszym, jak i młodszym, bez względu na płeć!

Brajlowskie nowości wydawnicze – świetny prezent na Mikołajki i pod choinkę!

W pierwszym tegorocznym numerze HELPA, który był też pierwszym numerem tego czasopisma jako miesięcznika, pisaliśmy o brajlowskich nowościach wydawniczych z 2017 r. Znalazły się wśród nich książki o tematyce historycznej, m.in.: „Dotyk Solidarności” Marka Kalbarczyka, wydana w brajlu i czarnym druku, brajlowskie wydania tytułów znanych historyków: „Słowiański rodowód” Pawła Jasienicy i „Orzeł biały, czerwona gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920” Normana Davisa, a także „Przedpiekle sławy. Rzecz o Chopinie” Piotra Witta, który odkrył i opisał nieznane fakty z życia Fryderyka Chopina i jego trudne początki kariery po przybyciu do Paryża.

Fundacja Szansa dla Niewidomych miała w tym swój ogromny udział. Częściowo samodzielnie, a po części wspólnie z firmą Altix, podjęła się wydania i wypromowania tych ciekawych dzieł. W tym roku, również wspólnie, kontynuujemy tę inicjatywę, wydając kolejnych 7 książek w wersjach brajlowskich, a także 3 z nich w formie czarnodrukowej, dostępnej także dla czytelników widzących. Część z ich nakładu ukaże się jeszcze w 2018 r., zaś kompletny nakład książek będzie dostępny na początku 2019 r. i będzie dystrybuowany do bibliotek i zainteresowanych czytelników indywidualnych.

Te działania nie byłyby jednak możliwe na tak szeroką skalę bez dofinansowania otrzymanego ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które pozwoliło na pokrycie ok. 80% kosztów wydania. Pozostałe 20% pokryli wydawcy – Fundacja Szansa dla Niewidomych i firma Altix. Celem projektów było podnoszenie poziomu świadomości literackiej i zwiększanie dostępu do polskiej literatury i do nowości wydawniczych, między innymi wśród osób z niepełnosprawnością wzroku. Dzięki tym przedsięwzięciom wydawniczym niewidomi czytelnicy będą mogli zdobyć wiedzę na temat opisywanych wydarzeń, a dzięki temu wzbudzić ciekawość do dalszego studiowania literatury, historii Polski i wybitnych Polaków z różnych okresów dziejowych. Poprzez wydania czarnodrukowe podejmowane przez nas działania będą miały też dodatkową, szczególnie ważną wartość: pozwolą zwrócić uwagę ogółu społeczeństwa na fakt, że ludzie z dysfunkcjami są wśród nas i tak jak my mają potrzebę i prawo do pełnego uczestnictwa w życiu literackim, kulturalnym i społecznym.

Książki wydane przez Fundację Szansa dla Niewidomych to 4 tytuły: książka prof. Jana Żaryna pt. „Kościół, naród, człowiek, czyli opowieść optymistyczna o Polakach w XX wieku” oraz 3 tytuły autorstwa Marka Kalbarczyka, które wydajemy zarówno w brajlu, jak i w czarnodruku.

Książka Jana Żaryna to zbiór większych i mniejszych tekstów, powstałych w ostatnich latach aktywności naukowej autora, których głównym bohaterem jest Polska w XX wieku. Szkice dotyczą dziejów Kościoła katolickiego w Polsce, obozu narodowego, stosunków polsko-żydowskich oraz sylwetek wybitnych postaci ostatniego stulecia, w tym ofiar tragedii smoleńskiej z 10 IV 2010 r. Tytuł książki – nie przez przypadek – nawiązuje do pracy Romana Dmowskiego wydanej w końcu lat dwudziestych ubiegłego stulecia: „Kościół, naród, państwo”. Książka w wersji brajlowskiej liczy 19 tomów, wydana w 16 egzemplarzach.

Drugim tytułem jest ponowne wydanie książki Marka Kalbarczyka pt. „Jan Karski – wybitny dyplomata, honorowy obywatel i świadek nadziei”. Książka jest poświęcona historii Jana Karskiego, jego misji i zasług dla ludzkości. Łodzianin był ważną i zasłużoną postacią w walce z masową eksterminacją ludności żydowskiej w czasie wojny. Był emisariuszem Polskiego Państwa Podziemnego, ryzykował swoje życie, by ratować Żydów skazanych na śmierć w gettach i obozach zagłady. Heroiczna walka i próby zainteresowania świata tym dramatem były jego życiową misją. Wydanie brajlowskie książki o Janie Karskim (w 125 egzemplarzach) ma objętość jednego tomu brajlowskiego, wydanie czarnodrukowe z ilustracjami – 300 egzemplarzy.

Kolejnym tytułem autorstwa Marka Kalbarczyka, które wydajemy zarówno w brajlu, jak i w czarnodruku, jest premierowa książka „Ich trzecie oko”. W powieści autor opowiada historię dwóch niewidomych bohaterów, zderza ze sobą ich rzeczywistości, charaktery, a przede wszystkim podejście do życia i ich niepełnosprawności. Na losy bohaterów miały wpływ procesy toczące się w naszym odzyskanym w latach 90. i reformowanym kraju oraz ich dyskusje o Bogu i jego roli w kierowaniu wydarzeniami na Ziemi. Autor w swojej ocenie sytuacji niewidomych wszystko sprowadza, jak sam pisze, „do optymistycznego przyjmowania wszelkich niedostatków. Niemal każdy z nich jest rekompensowany w niespodziewany sposób. Wystarczy się otworzyć i to dostrzec – wtedy łatwiej przyjąć ułomności, niepełnosprawności”. Książka jest przewidziana w nakładzie 200 egzemplarzy wersji czarnodrukowej i 50 egzemplarzy dwutomowej książki w brajlu.

Ostatnią pozycją wydaną przez Fundację, o której warto tu wspomnieć, jest premierowa książka Marka Kalbarczyka pt. „Epilogi przywracające nadzieję”. Książka opowiada o życiu niewidomego matematyko-fizyka, profesora Witolda Kondrackiego oraz o polskich przemianach, w których osobiście uczestniczył. W opracowaniu tekstu mieli swój udział członkowie rodziny profesora, jego przyjaciele i współpracownicy.

Dzięki wydaniu biografii Witolda Kondrackiego w brajlu, niewidomi będą mieli okazję poznać historię wybitnego profesora matematyki, który mimo swej niepełnosprawności osiągnął w życiu tak wiele. Jego historia pokaże społeczeństwu, że niepełnosprawność nie dyskwalifikuje z realizacji planów czy marzeń. Książka zachęci osoby niepełnosprawne wzrokowo do aktywności życiowej i społecznej. Będzie dobrą motywacją i wsparciem dla osób wycofanych, bez wiary we własne możliwości, a także dla młodych czytelników, których będzie inspirować do podejmowania wyzwań i właściwych życiowych decyzji. Publikacja została przygotowana już w ubiegłym roku, również ze wsparciem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Była jednak wówczas przewidziana tylko w wersji brajlowskiej, w bardzo małym nakładzie 3 egzemplarzy. W tym roku uda się ją wydać w większej liczbie egzemplarzy i w formach dostępnych dla wszystkich – niewidomych i widzących.

Wydawcą trzech kolejnych brajlowskich nowości jest firma Altix. Wśród tytułów wydanych przez Altix przy wsparciu Fundacji znalazły się książki nawiązujące do obchodzonej w 2018 r. rocznicy 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę.

Pierwszym z nich jest brajlowskie wydanie książki dla dzieci i młodzieży pt. „Odzyskana niepodległość: 10 opowiadań z XX wieku” autorstwa Grażyny Bąkiewicz, Kazimierza Szymeczko i Pawła Wakuły. W brajlu pozycja ta zajmuje 3 tomy i zostanie wydana w 145 egzemplarzach. Książka zawiera 10 opowiadań, które w niezwykle lekki i wciągający zarazem sposób przenoszą nas w miejsce i czas wielu ogromnie ważnych wydarzeń. Oczami naszych przodków możemy zobaczyć II Rzeczpospolitą, okupację hitlerowską i PRL. Dzięki tej książce młody czytelnik staje się świadkiem zamachu na prezydenta Gabriela Narutowicza i przewrotu majowego. Przenosi się do zbombardowanego przez Niemców Wielunia i płonącego warszawskiego getta, maszeruje do okupowanej ojczyzny u boku żołnierzy generała Andersa oraz tych, którzy podążali do niej wraz z Armią Czerwoną pod wodzą generała Berlinga. Przeżywa dramatyczne chwile wraz z robotnikami z Poznania, Radomia, Gdańska. Znane z lekcji wydarzenia i postacie stają się dla młodego czytelnika czymś żywym, namacalnym, bliskim, a tak właśnie najlepiej poznaje się historię.

Dwie kolejne pozycje książkowe wydane przez Altix przy wsparciu Fundacji w formie brajlowskiej adaptacji są „Myśli nowoczesnego Polaka” autorstwa Romana Dmowskiego oraz książka pt. „Józef Piłsudski do Polaków. Myśli, mowy i rozkazy”, która zawiera szkic biograficzny i wybór tekstów Marszałka Piłsudskiego, opracowany przez Bohdana Urbankowskiego.

Wydanie brajlowskie „Myśli nowoczesnego Polaka” przewiduje 65 egzemplarzy po 4 tomy brajlowskie każdy. Książka jest uważana za arcydzieło polskiej myśli politycznej i najważniejsze z dzieł Dmowskiego. Oprócz pogłębionej oceny sytuacji politycznej Polski oraz charakteru narodowego Polaków, zawiera podstawową wykładnię zasad, jakimi powinien kierować się ruch narodowy i cały naród w dążeniu do odzyskania i zachowania państwowej suwerenności i tożsamości narodowej. Sens tej wykładni patriotycznego obowiązku Polaków wobec własnej ojczyzny zawarty jest w słynnym stwierdzeniu Dmowskiego zamieszczonym we wstępie: „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka”. Godne podkreślenia jest to, że w swoim głównym zarysie, to dzieło sprzed ponad stu lat pozostaje nadal aktualne i następne pokolenia będą mogły uczyć się pogłębionego myślenia politycznego o sprawach Polski.

„Myśli, mowy i rozkazy” Józefa Piłsudskiego jest planowane w 85 egzemplarzach po 3 tomy brajlowskie. Książka stanowi wybór najważniejszych opinii Józefa Piłsudskiego dotyczących naszej historii, polityki, charakteru i mentalności narodowej. Książka okazuje się zadziwiającym komentarzem do obecnych wydarzeń w naszym kraju, tak jakby Marszałek dziś obserwował nasze życie polityczne i społeczne. Myśli Piłsudskiego pochodzą z całego okresu jego niezwykle barwnego życia – od czasów PPS-owskiej konspiracji, przez działalność strzelecką, Legiony Polskie, wojnę polsko-bolszewicką, przewrót majowy, aż po ostatnie lata. Marszałek odwołuje się często do wybitnych postaci polskiej i europejskiej kultury oraz historii. Wyboru dokonał wybitny znawca postaci i dorobku Piłsudskiego, a zarazem świetny pisarz (autor przeszło 50 książek), Bohdan Urbankowski. Poprzedził zbiór bogatym i błyskotliwym szkicem biograficznym Marszałka. Prostuje w nim wiele fałszywych poglądów na temat tego wielkiego Polaka.

Opisywane powyżej publikacje będą wkrótce dostępne w wybranych bibliotekach w całej Polsce, m.in. w Bibliotece Narodowej w Warszawie i Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie. Zapraszamy również chętnych czytelników indywidualnych oraz instytucje wspierające osoby z niepełnosprawnością wzroku do nabywania książek w promocyjnych niskich cenach. Informacje o możliwości nabycia książek będą publikowane już wkrótce na stronach internetowych wydawców: http://www.szansadlaniewidomych.org/ oraz http://www.altix.pl/. Zapraszamy do śledzenia informacji.

W swoich wiodących działaniach Fundacja Szansa dla Niewidomych promuje dostęp do informacji dla osób z niepełnosprawnościami. W tej idei mieści się zarówno możliwość korzystania z informacji na co dzień, jak i dostęp do wiedzy, nauki, literatury itp. Dzięki wzrastającemu postępowi technologicznemu jest on możliwy na różne sposoby, m.in. z wykorzystaniem audiobooków lub technologii odczytujących druk. Jednakże ograniczenie czytelnictwa osób niewidomych tylko do audiobooków sprzyja ich wtórnemu analfabetyzmowi. Bardzo istotne jest, aby zachować stały, aktywny kontakt z pismem, zasadami pisowni i ortografii, co jest możliwe głównie dzięki wykorzystywaniu zapisu brajlowskiego książek, publikacji i prasy. Udźwiękowienie stanowi bardzo ważny element dostępu do informacji dla osób niewidomych, jednak nie powinno zastępować czytelnictwa tradycyjnego, szczególnie w przypadku dzieci i młodzieży. Dostępność dźwiękowa tekstów nie sprzyja i nie zachęca do nauki brajla, która powinna być podstawową umiejętnością osób niewidomych. Dlatego też tak ważne jest zwiększanie dostępności do różnorodnych pozycji literatury zapisanych w brajlu.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Podaj rękę osobie niewidomej

Rozmowa Anny Cimoch z Agnieszką Sawińską

Fundacja Szansa dla Niewidomych realizuje wiele projektów, dedykowanych różnym grupom odbiorców. Są w nich również dzieci ze szkół podstawowych z Poznania i okolic, które poprzez projekt „Podaj rękę osobie niewidomej – integracja poprzez nowoczesną edukację” mogą uczestniczyć w interaktywnych zajęciach. Forma warsztatów dostosowanych do ich wieku wpisuje się w ideę tolerancji i równego traktowania osób niepełnosprawnych. Stwarza możliwość poznania osoby niewidomej i wypracowania właściwej wobec niej postawy, poprzez różnego rodzaju zadania oraz czas na pytania, których jak pokazały poprzednie edycje, dzieci mają mnóstwo.

Anna Cimoch: W 2018 roku projekt miał już swoją czwartą edycję. Razem z tyflospecjalistkami z Fundacji odwiedzasz szkoły podstawowe na terenie Wielkopolski i prowadzisz warsztaty, podczas których nie tylko opowiadasz o sobie, ale również pokazujesz sprzęt, z którego korzystasz na co dzień i przybliżasz uczniom świat osób niewidomych. Skąd pomysł na takie przedsięwzięcie? Czy opowiesz nam co dzieje się podczas tych warsztatów?

Agnieszka Sawińska: Pomysł na tego typu projekt powstał całkiem spontanicznie. Rozmawiałam kiedyś z tyflospecjalistkami z Fundacji Szansa dla Niewidomych i wspólnie doszłyśmy do wniosku, że dobrze byłoby pokazać dzieciom jak żyją ludzie niewidomi. Sama mam dziewięcioletnią córeczkę, dlatego też tego typu idea od razu bardzo mi się spodobała. Moim zdaniem należy uczyć dzieci jak pomagać osobom niepełnosprawnym. Nasze warsztaty pokazują im życie osób niewidomych „od kuchni”. Dzieci mają sposobność obejrzeć sprzęt, z którego korzystają osoby niewidome. Mogą również same założyć gogle i zobaczyć świat po niewidomemu.

A.C: Dla dzieci uczestniczących w warsztatach stałaś się „Panią Agnieszką”, której można zadać każde pytanie. Czy zapamiętałaś jakieś nietypowe pytania? Czy dzieci miały większą śmiałość w zadawaniu pytań niż dorośli?

A.S: Było mi bardzo miło, że dzieci zwracały się do mnie personalnie. Faktycznie, pytania były bardzo różne, np. jak pani rozpoznaje swoją szczoteczkę do zębów. Moim zdaniem dzieci są doskonałymi odbiorcami takiego projektu, ponieważ nie wstydzą się pytać i dzięki swojej otwartości mogą dowiedzieć się dużo więcej.

A.C: Jaką wiedzę starasz się przekazać dzieciom podczas warsztatów?

A.S: Prowadząc tego typu projekt myślę przede wszystkim o tym, żeby nauczyć dzieci jak pomagać niepełnosprawnym, traktując ich jednocześnie jak ludzi zdrowych. Chciałabym, żeby wiedziały, że osoby niewidome to tacy sami ludzie jak oni i przy pomocy specjalistycznego sprzętu oraz czasami pomocy innych ludzi mogą normalnie funkcjonować w życiu codziennym.

A.C: Co te warsztaty dały Tobie?

A.S: Bardzo lubię pracę z dziećmi. Tak jak już wspominałam, mam dziewięcioletnią córeczkę, więc potrafię dotrzeć do tej grupy wiekowej. Cieszę się kiedy widzę, że dzieci wykonują wyznaczone przez nas zadania z ochotą i z zainteresowaniem. Po każdych takich zajęciach mam przekonanie, że uwrażliwiając dzieci na problemy innych, robimy coś dobrego.

A.C: Czy zauważyłaś, żeby dzieci rzeczywiście zmieniły nastawienie względem osób niewidomych po warsztatach?

A.S: Takie zmiany spostrzegłam już niejednokrotnie. Dzieci są chętne do pomocy, mówią dzień dobry, zadają różne pytania. Dlatego też uważam, że tego typu warsztaty są im naprawdę potrzebne.

A.C: Czy w Twoim życiu zdarzają się momenty, w których myślisz, że to dorosłym przydałyby się takie warsztaty?

A.S: Jak najbardziej tak. Przykro mi o tym mówić, ale niejednokrotnie osoby dorosłe nie wiedzą jak mają zachować się w sytuacji, gdy widzą osobę niepełnosprawną. Uważam, że takie warsztaty mogłyby pomóc ludziom dorosłym w przełamaniu różnych barier.

A.C: Czy będziesz kontynuować warsztaty w przyszłości?

A.S: Mam nadzieję, że będę mogła nadal współpracować z Fundacją Szansa dla Niewidomych, ponieważ – tak jak już wspominałam – praca ta sprawia mi ogromną radość. Kiedy widzę jak dzieci reagują na to, co im opowiadamy i pokazujemy, to wiem, że nasza praca przynosi efekty.

A.C: Czego powinniśmy życzyć Ci na 2019 rok?

A.S: A, to bardzo dobre pytanie. W nadchodzącym roku chciałabym poprowadzić kolejne warsztaty i po ich zakończeniu widzieć uśmiechy na buziach innych dzieci.

Projekt współfinansowany ze środków Samorządu Województwa Wielkopolskiego.

Sytuacja osób niewidomych w edukacji, pracy, społeczeństwie przed rokiem ‘90 – a dziś

Cofnijmy się do lat trzydziestych XX wieku, czyli okresu, który może wydawać się przełomowy dla osób niewidomych w Polsce. Mowa tu o adaptacji alfabetu Braille’a do polskiego systemu fonetycznego przez Różę Czacką i Siostrę Teresę Landy z Lasek.

Pierwsza z nich zasługuje na szczególną uwagę. Mianowicie ociemniała za młodu Róża Czacka była założycielką Towarzystwa Opieki Nad Ociemniałymi z siedzibą w podwarszawskich Laskach, gdzie od 1921 roku już jako Matka Elżbieta prowadziła „Zakład dla Niewidomych”. Zakład ten miał stanowić w zamierzeniu Towarzystwa wzorową placówkę różnych rodzajów opieki nad niewidomymi, być ośrodkiem badań naukowych tyflologicznych i ośrodkiem szkolenia dla personelu pracującego z niewidomymi. Co prawda na czas II wojny światowej Zakład zawiesza swoją działalność, by w roku 1947 Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi zostało formalnie reaktywowane decyzją prezydenta m.st. Warszawy z dnia 10 lutego 1947 roku i wpisane do rejestru stowarzyszeń. Wszystko to rozbudza nadzieje wśród osób z niepełnosprawnością wzrokową na znaczną poprawę ich standardu życia i wyjścia z cienia społeczeństwa. Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Laskach staje się wzorem do powstania takich placówek w innych miastach jak Kraków, Warszawa, Wrocław, Łódź czy podpoznańskie Owińska.

Szereg działań, które zapoczątkowała Róża Czacka niepodważalnie przyczyniły się do rozwoju szeroko pojętej edukacji osób niewidomych w Polsce. Jednak jeżeli skupimy się na życiu współczesnym, zauważymy, że prawdziwy przełom nastąpił 40 lat temu, a mianowicie w roku 1989, w którym to Marek Kalbarczyk wraz z Janem Grębeckim stworzyli pierwszy skuteczny i dostępny na rynku syntezator mowy polskiej, który dał osobom niewidomym i słabowidzącym możliwość lepszej komunikacji i podążania za rozwojem współczesnej technologii .W tym samym roku powstaje również pierwsza w Polsce firma tyfloinformatyczna Altix. Od tego momentu można mówić o pewnego rodzaju skoku milowym w udostępnieniach dla osób niewidomych w edukacji, pracy i integracji społeczno-kulturowej.

Od roku dziewięćdziesiątego firma Altix sukcesywnie się rozwija i zaczyna wdrażać na rynek: programy komputerowe udźwiękowione (dla niewidomych) i powiększające (dla słabowidzących), elektroniczne powiększalniki, lupy, drukarki, klawiatury i monitory brajlowskie, telefony z oprogramowaniem dla niewidomych i słabowidzących oraz sprzęt ułatwiający codzienne czynności osobom niewidomym, tj.: zegarki, wagi, termometry, wskaźniki koloru, poziomu wody itp. Cały czas trwają również prace nad udostępnieniem stron internetowych.

Równocześnie przy wykorzystaniu takich technologii jak: tyflografika, magnigrafika i audiodeskrypcja powstają mapy dotykowe i dźwiękowe czy terminale multimedialne. Zmienia się też otoczenie wraz całą infrastrukturą, oznakowania wewnątrz i zewnątrz budynków sygnalizujące o schodach i drzwiach, linie prowadzące, pola uwagi, czy plany tyflograficzne.

Dzięki tym rozwiązaniom na przestrzeni ostatnich lat udostępniono wiele budynków użyteczności publicznej, dworców, przystanków czy lotnisk. Urzędy, szkoły, uczelnie wyższe, muzea, kina czy ośrodki sportowo-rekreacyjne stały się ogólnodostępne i dostosowane do różnych niepełnosprawności. Zmienia się też sytuacja na rynku pracy – osoby niepełnosprawne są dziś zatrudniane na tzw. wolnym rynku i dzięki powyższym rozwiązaniom udaje się im sprostać wymaganiom, jakie stawia przed nimi pracodawca. Powstaje również coraz więcej firm, których założycielami są osoby niepełnosprawne.

Jeśli pojawiają się jakieś bariery, to wynikają one przede wszystkim z braku wprowadzenia w danej instytucji w/w udostępnień. Wiąże się to z brakiem świadomości wśród społeczeństwa na temat potrzeb osób niewidomych i obecnych możliwości technologicznych. To tylko od miejscowych władz zależy, czy osoby niepełnosprawne mogą być traktowane na równi z resztą społeczeństwa. W dzisiejszych czasach, przy pomocy „NT” nowych technologii i rozwoju tyflografiki, magnigrafiki i audiodeskrypcji osoby z niepełnosprawnością wzroku w każdym zakątku kraju mogłyby mieć nieograniczony dostęp do każdej dziedziny życia.

Podsumowując, da się zauważyć, że od początku lat ‘90 dwudziestego wieku nastąpił ogromny rozwój w technologii udostępnień dla osób niewidomych i słabowidzących. Kiedy natomiast będziemy mogli mówić o „skoku milowym” w wykorzystaniu tych udostępnień w skali całego kraju? Mam nadzieję, że niebawem.