Czy nowa Ustawa o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych zapewni nam dostęp do informacji?

W lipcu 2018 r. Ministerstwo cyfryzacji udostępniło do konsultacji publicznej projekt nowej ustawy, której przedmiotem jest dostępność stron internetowych i aplikacji mobilnych. Ustawa ta jest konsekwencją dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/2012 z dnia 26 października 2016 r. w sprawie dostępności stron internetowych i mobilnych aplikacji. Obecnie działa rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 12 kwietnia 2012 r. w sprawie Krajowych Ram Interoperacyjności, minimalnych wymagań dla rejestrów publicznych i wymiany informacji w postaci elektronicznej oraz minimalnych wymagań dla systemów teleinformatycznych (Dz. U. z 2017 r. poz. 2274), w którym w rozdziale 19 określono wymagania dotyczące dostępności stron internetowych. Trzeba przyznać, że rozporządzenie KRI z jednej strony zwróciło uwagę na problem dostępności stron internetowych, ale z drugiej jego skuteczność jest niewielka. Ponad połowa stron instytucji publicznych nadal jest niedostępna. Czy nowa ustawa może być skutecznym narzędziem w walce z brakiem dostępności informacji publikowanych przez instytucje publiczne na łamach serwisów internetowych? Odpowiedź jest Trudna i wielowymiarowa.

Dostępność – jak ją rozumiemy?

Dostępność stron internetowych to taki sposób prezentowania zawartych na nich informacji, który nie wyklucza żadnej grupy użytkowników bez względu na ich niepełnosprawność, umiejętności ani ze względu na to, z jakiego sprzętu czy oprogramowania korzystają. Zatem z grubsza mówiąc, dostępna strona, to taka, na której informacje graficzne są jednocześnie opisane tekstem, pola formularzy posiadają powiązane programistycznie etykiety, nazwy odnośników jednoznacznie opisują zasoby, do których kierują, a do każdego elementu można dojść za pomocą klawiatury i za pomocą klawiatury można ten element obsłużyć. Mówiąc dokładniej, jest wiele różnych elementów, które należy zakodować na stronie w odpowiedni sposób. Kwestie dostępności zostały opisane w dokumencie przygotowanym przez konsorcjum W3C o nazwie Web Content Accessibility Guidelines 2.0. Dokument wyjaśnia, na czym polega brak dostępności, kogo dotyczy, a przede wszystkim jak można sprawdzić swoją własną stronę, by mieć pewność, że zamieszczane na niej informacje będą mogły zostać odczytane, zrozumiane i obsłużone przez maksymalnie dużą liczbę odbiorców bez wykluczania kogokolwiek.

Dostępność – komu jest potrzebna?

Największe problemy sprawia osobom z niepełnosprawnościami. Wśród nich, osoby niewidome są najbardziej zauważalne. Jest tak, bo strony internetowe są tworzone przez osoby widzące, które największy nacisk kładą na ich warstwę wizualną, pomijając przy tym warstwę danych – warstwę treści. Bardzo często podnoszony jest argument o niewielkiej liczbie osób z niepełnosprawnościami na danym terenie, czy wśród użytkowników danej usługi. Pomijany przy tym jest cały uniwersalny aspekt dostępności, który sprawia, że dostępna strona jest możliwa do odczytania i obsłużenia przez wszystkich, także przez osobę niewidomą, przez osobę z niesprawnością manualną czy nawet przez osobę starszą. Nie dostrzega się korzyści wynikających z tego, że informacje publikowane na stronach będą zrozumiałe dla najsłabszych użytkowników, którzy bez zadbania o dostępność, będą potrzebować indywidualnej pomocy. . Twórcy niedostępnych stron, często nie uświadamiają sobie nawet tego, że informacji zawartych na ich stronach nie da się wyszukać za pomocą wyszukiwarek internetowych. Może przyszedł właśnie czas na zmianę błędnego przekonania, że dostępność to coś bardzo drogiego i bardzo skomplikowanego, co potrzebne jest tylko nielicznej grupie osób z niepełnosprawnościami. Należy więc uczyć, że dostępność dotyczy nas wszystkich, że nie jest niczym skomplikowanym a jedynie wymaga dbałości o poprawne stosowanie standardów i przedstawianie informacji w różnych równoważnych treściowo, ale alternatywnych pod względem odbioru formach. Tego właśnie w nowej ustawie brakuje.

Dostępność – łagodne nakłanianie, czy stanowcze wymaganie?

Moim zdaniem projektowana ustawa zbyt miękko podchodzi do obowiązku tworzenia dostępnych informacji i sposobów ich publikowania na stronach internetowych. Dopóki redaktorzy stron nie będą jednoznacznie odpowiedzialni za przygotowane informacje i ich dostępność, dopóki brak umiejętności, czy brak staranności w pracy nie będzie powodem do wyciągnięcia od takich pracowników konsekwencji służbowych, tak długo w zakresie dostępności stron internetowych nic się nie zmieni. Wcześniejsze rozporządzenie nakłada na podmioty publiczne obowiązek tworzenia dostępnych treści internetowych, a jednak brak dostępności spotykamy na każdym kroku. Myślę, że jeśli nie zaczniemy uczyć w szkołach jak korzystać z komputerowych edytorów tekstu, że formatowanie logiczne treści jest czym innym niż formatowanie wizualne, że dostępna treść, to taka, którą można odczytać w postaci zwykłego tekstu, który można dowolnie powiększyć oraz równolegle w postaci obrazu lub nagrania dźwiękowego, tak długo nie będziemy mieli specjalistów, ogarniających temat. Obecni redaktorzy i autorzy stron internetowych muszą albo się douczyć, albo zostać zastąpionymi bardziej kompetentnymi. Nie da się tego osiągnąć, jeśli nowe prawo nie będzie jednoznacznie wymagać dostępności od wszystkich i dla wszystkich publicznie dostępnych informacji. Moim zdaniem, projekt ustawy nie jest tak jednoznaczny, by osoby odpowiedzialne za serwisy internetowe miały motywacje do zmiany stanu obecnego.

Dostępność – czy potrzebni są do niej eksperci?

Dopóki autor informacji, nie będzie miał umiejętności tworzenia dokumentów elektronicznych, poprawnych logicznie i technicznie, tak długo potrzebni będą eksperci dostępności. Problem jednak tkwi w tym, że skoro potrzebni są super specjaliści od dostępności, to w powszechnym mniemaniu, dostępność jawi się, jako nadzwyczaj skomplikowana umiejętność. Mamy więc takie zamknięte koło. Eksperci są potrzebni, by badać dostępność stron internetowych i pouczać co i jak należy poprawić, ale ich obecność sprawia, że poprawki są często wstawiane w sposób mechaniczny, zwalniający autorów stron z odpowiedzialności za dostępność. Dlatego często spotykamy niedostępne strony, których autorzy i redaktorzy rozkładają ręce tłumacząc – „to nie nasza wina, zamówiliśmy audyt i wykonaliśmy wszystkie zmiany, które zalecili nam specjaliści”. Tylko co z tego? Czy w ten sposób da się osiągnąć poziom dostępnych stron? Moim zdaniem, dopóki przepisy prawa nie wymogą na autorach i redaktorach stron internetowych umiejętności samodzielnego sprawdzenia swoich własnych dokumentów, tak długo będziemy mieli problemy z dostępnością i wiele różnych poza merytorycznych uzasadnień jej braku.

Dostępność – czego wymagać?

Twardo i jednoznacznie należy wymagać dostępności, czyli zgodności ze standardem WCAG 2.0 i spełniania wszystkich określonych kryteriów. W WCAG 2.0 określono jak należy przygotować treści alternatywne i jak je prezentować. Jakiekolwiek ulgi, zwolnienia, niezależnie spowodowane kosztami, czy trudnościami kadrowymi zwalniają nasze urzędy z obowiązku tworzenia dostępnych informacji. Myślę, że zapisany w projekcie ustawy próg zatrudniania 30 osób, poniżej którego dana jednostka jest zwolniona z obowiązku tworzenia dostępnych stron internetowych jest bardzo szkodliwy. Działa nie tylko w obrębie samych stron internetowych, ale może przenosić się także na inne sfery dostępności np. architektoniczną, czy obsługi klientów z niepełnosprawnością. Moje osobiste obserwacje skłaniają mnie do wniosku, że w dużych instytucjach, w dużych miastach dostępność jest coraz częściej brana pod uwagę. Coraz częściej widzimy dbałość o strony internetowe, dbałość o dostępną przestrzeń publiczną, o dostępną komunikację i obsługę klienta. Problemy w tym zakresie są w małych miejscowościach, w małych jednostkach. Wymóg dostępności właśnie w takich małych, znajdujących się gdzieś na uboczu jednostkach jest najbardziej pożądany, bo dzięki niemu może wzrosnąć świadomość potrzeby i korzyści płynących z ogólnie pojętej dostępności i projektowania uniwersalnego. Inny problem, to zwalnianie z dostępności różnego typu treści. To kolejna pułapka wynikająca z mniemania, że dostępność to coś nadzwyczajnego. Dzisiejsze wersje programów w dużej mierze wspierajją dostępność i ułatwiają jej stosowanie. Warto kłaść nacisk na konieczność tworzenia dostępnych treści, bo dostępne dla ludzi, będą także dostępne do przetwarzania przez komputery. Wówczas korzyści wynikające z automatycznego i szybkiego przetwarzania dokumentów będą wartością wymierną i namacalną.

Dostępność – poprawa rzeczywista czy biurokracja?

W projekcie ustawy znalazły się też informacje, w jaki sposób i kto będzie nadzorował zapewnienie wymogu dostępności stron internetowych. Wpisano też sposoby pozyskiwania informacji od instytucji publicznych na temat realizowania obowiązków wynikających z ustawy. Te zapisy także budzą moje zdziwienie i podejrzenie, że jednak nie chodzi o dostępność. W dobie wymiany informacji cyfrowych online, zapisy w ustawie o wysyłaniu próśb do instytucji publicznych o raporty na temat wdrażania dostępności, zgłaszanych skarg są cokolwiek archaiczne. Przecież można stworzyć zdalny rejestr dostępności, narzędzia nadzorowane przez wskazanego ich administratora oraz systemy udostępniania treści z wbudowanymi mechanizmami automatycznie badającymi dostępność, które będą natychmiast zbierały wymagane informacje i generowały odpowiednie raporty oraz informacje o konieczności naprawy dostępności stron.

Do 2 sierpnia 2018 roku Ministerstwo Cyfryzacji, jako autor ustawy zbiera uwagi na jej temat, organizuje spotkania ze specjalistami i deklaruje chęć przygotowania dobrej ustawy, która będzie skuteczna i rozsądna. Miejmy nadzieję, że uda się wypracować takie zapisy, które zostaną dobrze przyjęte przez wszystkie strony i zapewnią wszystkim użytkownikom stron internetowych instytucji publicznych pełny i wygodny dostęp do prezentowanych na nich informacji i usług.

Co nowego w standardzie WCAG 2.1?

„Wytyczne dla dostępności treści internetowych” (ang. Web Content Accessibility Guidelines, w skrócie WCAG) to opublikowany przez organizację W3C standard, który zawiera zbiór zasad, jakimi powinni kierować się twórcy stron internetowych, aby przygotowane przez nich strony były maksymalnie dostępne dla osób z różnymi niepełnosprawnościami. Pierwsza wersja WCAG (1.0) została opublikowana w 1999 r. Szybko okazało się jednak, że WCAG 1.0 nie przystaje do nowych i szybko rozwijających się technologii internetowych. Dlatego w 2008 r. pojawił się standard WCAG 2.0, który nie odnosi się bezpośrednio do technologii stosowanych na stronach WWW, a skupia się na użytkownikach tych stron.

Wersja 2.0 ma już 10 lat i nie uwzględnia zmian, które w ostatnim czasie zaszły w świecie IT. Mowa tu przede wszystkim o szybkim rozwoju technologii mobilnych. W roku 2008 przeglądarki mobilne odpowiadały za mniej niż 1% globalnego ruchu sieciowego, obecnie smartfony i tablety generują ponad 50% ruchu.

W wersji 2.0 zauważono również pewne braki w kwestii dostępności dla osób słabowidzących oraz osób z niepełnosprawnością intelektualną. Dlatego od kilku lat trwały prace nad WCAG 2.1, która to wersja została wreszcie formalnie opublikowana 5 czerwca 2018 r.

Wersja 2.1 jest wstecznie kompatybilna z WCAG 2.0. Oznacza to, że WCAG 2.1 zawiera wszystkie wytyczne i kryteria z WCAG 2.0, a jeśli strona internetowa jest zgodna z WCAG 2.1, to automatycznie jest również zgodna z WCAG 2.0.

Nie zmieniły się stosowane w standardzie poziomy zgodności: A, AA oraz AAA. Jednak aby zachować dotychczasową numerację kryteriów z WCAG 2.0, zdecydowano się dopisać nowe kryteria na koniec już istniejących wytycznych. Dlatego przestała obowiązywać zasada, że w każdej wytycznej na początku mamy kryteria na poziomie A, potem AA i na końcu AAA.

Nowe kryteria sukcesu

W wersji WCAG 2.1 pojawiło się 17 nowych kryteriów sukcesu. Poniżej zostały one po krótce omówione. Przy każdym podano jego numer oraz poziom zgodności.

1.3.4 Orientacja (AA)

Zawartość powinna wyświetlać się i działać tak samo w każdej orientacji ekranu (pionowej/poziomej).

1.3.5 Określenie przeznaczenia elementów wejściowych (AA)

Jeśli jest to możliwe, elementy wejściowe (np. elementy formularzy) powinny być oznaczone tak, by ich przeznaczenie było możliwe do określenia dla programu komputerowego (np. czytnika ekranu).

Np. do elementów formularza „input” w języku HTML 5 powinny być przypisane atrybuty „autocomplete” z odpowiednią zawartością.

1.3.6 Określenie przeznaczenia (AAA)

Przeznaczenie komponentów interfejsu użytkownika, ikon i regionów musi być możliwe do określenia przez program komputerowy.

1.4.10 Dopasowanie do szerokości (AA)

Zawartość na ekranie powinna być wyświetlana tak, by nie było konieczne przewijanie ekranu w poziomie.

1.4.11 Kontrast elementów nietekstowych (AA)

Komponenty interfejsu użytkownika oraz ważne grafiki powinny mieć kontrast przynajmniej 3:1 względem sąsiadujących kolorów.

1.4.12 Odstępy w tekście (AA)

Osoby słabowidzące powinny mieć możliwość zmiany odstępu między wierszami, akapitami, słowami i literami.

1.4.13 Zawartość wyświetlana pod wskaźnikiem lub po oznaczeniu fokusem (AA)

Jeśli na ekranie pojawia się nowa zawartość po najechaniu na jakiś element wskaźnikiem (np. myszą czy palcem) lub fokusem klawiatury, użytkownik powinien mieć możliwość szybkiego usunięcia tej zawartości z ekranu. Jednak zawartość ta nie powinna samoistnie znikać, gdy przesuwany jest po niej wskaźnik.

2.1.4 Znakowe skróty klawiszowe (A)

Jeśli jakiś element jest aktywowany jednoznakowym skrótem klawiszowym, to musi istnieć mechanizm, który pozwala na wyłączenie tego skrótu lub jego zmianę na bardziej złożony (kilkuklawiszowy). Dzięki temu osoby korzystające z technologii rozpoznawania mowy nie doprowadzą do przypadkowego uruchomienia np. łącza lub przycisku.

2.2.6 Limity czasowe (AAA)

Jeśli brak aktywności może spowodować utratę danych, to należy poinformować o tym użytkownika. Przykładem może tu być zamknięcie częściowo wypełnionego formularza przelewu na stronie banku po kilku minutach bezczynności.

2.3.3 Animacja po interakcji (AAA)

Jeśli po interakcji ze stroną (np. kliknięciu łącza, rozwinięciu menu czy przewinięciu strony) pojawia się animacja, która nie jest konieczna do obsługi strony lub zrozumienia informacji, to użytkownik musi mieć możliwość jej wyłączenia. U niektórych użytkowników elementy animowane mogą wywołać mdłości lub bóle głowy.

2.5.1 Gesty wskaźnikowe (A)

Strona nie powinna wymagać do obsłużenia gestów wykorzystujących więcej niż 1 palec oraz takich, które wymagają narysowania na ekranie określonej ścieżki.

2.5.2 Anulowanie zdarzeń wskaźnika (A)

Jeśli użytkownik przypadkiem dotknie jakiegoś elementu, to musi mieć możliwość anulowania związanej z nim czynności np. poprzez przesunięcie palca na inny element przed jego podniesieniem.

2.5.3 Etykieta w nazwie (A)

Zapisana programistycznie nazwa elementu interfejsu użytkownika powinna zawierać także etykietę tego elementu, która wyświetlana jest na ekranie. Ułatwi to obsługę strony osobom korzystającym z rozpoznawania mowy.

2.5.4 Wzbudzanie ruchem (A)

Jeśli jakaś funkcjonalność wymaga ruchu (np. potrząśnięcia lub przechylenia urządzenia), to musi być ona dostępna także poprzez interfejs użytkownika.

2.5.5 Rozmiar celu (AAA)

Jeśli jakiś element może być obsługiwany poprzez jego dotknięcie, to musi on mieć odpowiedni rozmiar (min. 44×44 piksele CSS).

2.5.6 Współwystępujące mechanizmy wejścia (AAA)

Strona nie może ograniczać korzystania z dostępnych mechanizmów wejścia i użytkownik musi mieć możliwość przechodzenia między mechanizmami w dowolnej chwili. Mechanizmy wejścia to np. klawiatura, mysz czy ekran dotykowy.

4.1.3 Komunikaty o stanie (AA)

Komunikaty o stanie (np. o błędzie lub o powodzeniu jakiejś czynności) powinny być odpowiednio oznaczone programistycznie.

Podsumowanie

Standard WCAG 2.1 uzupełnia luki, które w ciągu ostatnich 10 lat ujawniły się w wersji 2.0. Jednak minie jeszcze wiele czasu, zanim wersja 2.1 wejdzie do prawodawstwa i zacznie być oficjalnie stosowana.

Helpowe refleksje

Głównym tematem niniejszego numeru Helpa jest tyfloinformatyka i elektronika z prawdziwego zdarzenia, które są równoważne sukcesowi programu Dostępność Plus.

Prawda, że to bardzo śmiała teza. Jednak jest ona prawdziwa, co więcej – bez tyfloinformatyki i elektroniki o prawdziwej dostępności w przypadku niewidomych można jedynie marzyć. Gdyby ktoś nie spotykał się z nami – niewidomymi – i nie wiedział jak to jest nie widzieć, warto przeczytać krótkie wyjaśnienia, które tu przedstawiam.

Każdy rodzaj niepełnosprawności jest niepowtarzalnym zbiorem utrudnień i niemożności. Powoduje zupełnie inne konsekwencje, które razem wzięte nie poddają się łatwym uogólnieniom i porównaniom. Konsekwencje te są tak rozliczne i rozmaite, że charakter codziennego życia osób niepełnosprawnych różnych grup nie pozwala na włożenie nas do jednego tygla. Problem jest jeszcze bardziej skomplikowany. Niepełnosprawności każdego są bardzo indywidualne nawet wtedy, gdy dotyczą tego samego rodzaju inwalidztwa. Z tego powodu promujemy ideę indywidualnego podejścia, a więc namawiamy do dogłębnej analizy możliwości każdego z osobna oraz do tworzenia „szytych na miarę” planów niwelowania skutków niepełnosprawności.

Może nie wszyscy wiedzą, że każdy niedowidzący widzi inaczej, a wobec tego często nie jest w stanie przewidzieć, co zobaczy ten drugi. Każdy niewidomy również „widzi” inaczej, to znaczy inaczej zastępuje brak wzroku. Zauważa co innego, odbiera inne bodźce, inaczej więc reaguje na to, co dookoła niego się dzieje. Wracając do odrębności różnych kategorii niepełnosprawności, proszę sobie wyobrazić, że gdy niewidomi mają na co dzień określone problemy wynikające z braku wzroku, a inni, widzący niepełnosprawni takich nie mają, niewidomi są gotowi powiedzieć, że ci drudzy są po prostu sprawni! Podobnie inwalidzi ruchu. Gdy niewidomi mogą samodzielnie poruszać się, biegać, pływać, a nawet zdobywać szczyty w górach, wydają się im pełnosprawni. Nawet niedowidzenie nie daje się porównać z niewidzeniem. Co by nie rzec, niedowidzenie jest jednak widzeniem. Okazuje się, że nawet szczątki wzroku mają ogromne praktyczne znaczenie. Osoba słabowidząca stwierdzi raczej, że widzi niż nie widzi. I ma rację. Widzenie nawet bardzo uproszczonego obrazu, w którym wytnie się kolory i rozmyje kształty, daje ogromną przewagę nad niewidzeniem. Nawet byle jaki obraz przekazuje tyle informacji, że osoby niedowidzące mogą czuć się jak pełnosprawni.

Jaka jest więc specyfika niepełnosprawności wzroku? Są więc dwie kategorie z tym związane: całkowity brak wzroku i częściowy jego brak. Coraz częściej mówi się o kolejnym ważnym rozróżnieniu. Inne utrudnienia dotyczą niewidomych od urodzenia oraz nowo ociemniałych. Wtedy mamy do czynienia już z trzema odrębnymi rodzajami niepełnosprawności. Ale to także jedynie kolejne zgrubne uogólnienie, których przecież nie lubimy. W kwestii niwelowania skutków niepełnosprawności te ostatnie podgrupy różnią się jednak niewiele, toteż rozwiązania, których wymagają, są w większości identyczne.

Głównym problemem osób niewidomych jest niemożność wykorzystywania wzroku do odbierania informacji – tekstowych i graficznych. Tak się składa, że wzrok zapewnia ludziom ponad 90% możliwych do pozyskania informacji. Inne zmysły mają niestety znacznie mniejsze znaczenie. Normalnie jest tak, że widzimy, to wiemy. Nawet słuch, najważniejszy spośród pozostałych zmysłów, jest zazwyczaj lekceważony. Pełnosprawni potrafią nie wiedzieć, że słabiej słyszą, że ich słuch zawodzi. Pokazuje to, jak bardzo koncentrują się na obrazie. Co dopiero dotyk, smak i węch – nie ma co mówić.

Pełnosprawni wiedzą więc, gdy widzą. A my? Usprawnianie niewidomych polega na nauczaniu wykorzystywania innych zmysłów do celu pozyskiwania informacji. Mają one w jak największym stopniu zastąpić wzrok. Niwelowanie skutków jego braku polega więc głównie na „wyostrzaniu” pozostałych zmysłów i wykorzystywaniu ich do wykonywania jak największego zbioru czynności. Niewidomi mogą zrobić wszystko pod warunkiem wszakże, że wiedzą co pokazują obrazy, które ich otaczają. Możemy poruszać się w przestrzeni zamkniętej i otwartej, wykonywać rozmaite czynności manualne, podejmować wykonania mnóstwa zadań, gdy dotrą do nas informacje, które dla osób widzących są dostępne naturalnie – łatwo i bez wysiłku. Aby zniwelować ten problem i zaangażować do tego celu inne zmysły, należy zastosować nowoczesną technologię, a więc informatykę i elektronikę. To one mogą dostarczyć informacje inaczej niż poprzez obraz. To one są w stanie wykorzystać słuch i dotyk, by niewidomi mogli się dowiedzieć. Służą do tego celu syntezatory mowy, brajlowskie urządzenia, uwypuklone obrazy. Dzięki niebywałemu rozwojowi technologii w drugiej połowie XX wieku i teraz, niewidomi mogą dowiadywać się pewnie o setkach razy więcej rzeczach niż kiedyś. Aby to było możliwe, nie wystarczy jednak by te informatyczne i elektroniczne rozwiązania były tworzone. Trzeba spowodować, by były dostępne w naszych domach, szkołach, zakładach pracy, urzędach itd. Taki cel ma, albo powinien mieć, program Premiera Morawieckiego Dostępność Plus.

Podobnie z osobami niedowidzącymi. Oni również wymagają pomocy ze strony informatyki i elektroniki. Im także pomagają urządzenia mówiące, ale urządzenia brajlowskie są w ich przypadku zastępowane przez optyczne i elektroniczne lupy, które powiększają obraz. Również chodzi o zaktywizowanie innych zmysłów, ale głównie o bardziej efektywne wykorzystywanie resztek wzroku.

W programie Dostępność Plus planuje się dokonanie rewolucji w tej dziedzinie, jednak czy pamięta się o zasadzie, że wszyscy niepełnosprawni są inni i wymagają innych rozwiązań niwelujących ich problemy? Czy tym razem nie powtórzy się błąd popełniony wcześniej, gdy ustawowy zapis o dostępności obiektów użyteczności publicznej, szczególnie w przypadku niepełnosprawnych ruchu, który w żaden sposób nie pomijał innych niepełnosprawnych, na przykład niewidomych czy niesłyszących, jest od lat odczytywany jako wymóg dbałości tylko o tę jedną grupę osób? Czy tym razem decydenci i realizatorzy programu Dostępność Plus wezmą pod uwagę specyfikę rozmaitych niepełnosprawności i tak, jak niepełnosprawni ruchu będą mogli dojechać tam, gdzie chcą, niewidomi dotrą do informacji, które są przecież przygotowane dla wszystkich obywateli? Skoro informatyka i elektronika dają takie możliwości, domagamy się ich zastosowania. Po prostu chcemy wiedzieć wszystko, czego mogą się dowiedzieć inni. Żadne rozwiązania połowiczne nie będą przez nas zaakceptowane. Nie ma mowy, byśmy nie mogli przeczytać jakiejś książki albo artykułu, obejrzeć jakiegoś filmu albo zawodów sportowych, dotrzeć do teatru albo kina, byśmy nie mogli zwiedzać zabytków albo dowiedzieć się o eksponatach w muzeach. Nie ma już na to zgody! Dostępność z prawdziwego zdarzenia musi polegać na doinformowaniu nas, a służą do tego celu informatyka i elektronika.

Dostępność na serio

W jakim właściwie świecie żyjemy? Jak go oceniamy? Czy w związku z jego globalizacją i niebywałym materialnym rozwojem, jest dla ludzi lepszy, łatwiejszy niż kiedyś? Które aspekty rozwoju należy brać pod uwagę, by go ocenić możliwie jak najsprawiedliwiej? Pewnie każdy ma inną opinię. Inaczej go ocenią ludzie zdrowi i pełnosprawni, zamożni, ludzie sukcesu, optymiści, którym nigdy nie brakuje niczego, a inaczej chorzy, słabi, ludzie, którym los nie sprzyja, nie mający przed sobą żadnych perspektyw, skazani na margines i życie w lokalnej społeczności nie mającej szans na wydobycie się z biedy. Wszystkie opinie mają jednak pewien wspólny mianownik. Chyba wszyscy tak samo negatywnie oceniamy brak pieniędzy, umiejętności, pracy, przyjaźni i empatii, poczucia bezpieczeństwa. Rozwój technologiczny w niewielkim stopniu wpływa na ocenę tych aspektów. Tak samo wszyscy jesteśmy zadowoleni, gdy mamy środki do życia, jesteśmy otoczeni dobrą rodziną i gronem przyjaciół, mamy stabilne miejsce w swojej społeczności i realizujemy swoje cele. Jak w tych sprawach spisuje się współczesny świat?

Niepełnosprawni mają prawo oceniać to w sposób specyficzny. Z jakiego powodu? Wiodą odmienne od reszty świata życie. O ile rozmaite problemy są dla ludzi sprawnych marginalne, dla nas stają się drastycznymi wyzwaniami. Podobnie z wszelkimi pozytywami. O ile dla ludzi zdrowych potrafią mało znaczyć, dla nas są decydujące w kwestii oceny jak nam jest. Dobrym przykładem znaczącej różnicy w ocenianiu tego samego jest dostępność. Osoby pełnosprawne radzą sobie w różnych sytuacjach – pokonują różne bariery z łatwością. Często nawet ich nie zauważają. Tymczasem te same są dla niepełnosprawnych przeszkodą nie do pokonania. Trudno się więc dziwić, gdy coś jest oceniane przez jednych jako dobre, a nawet w ogóle umyka uwadze, a dla drugich jest drastycznym utrudnieniem, powodującym izolację i wycofanie.

Czy zasadne jest ocenianie współczesnego świata poprzez jego dostępność? Moim zdaniem tak. To bardzo ważne. Kiedyś można było o tym nie myśleć. Po prostu nic nie było dostępne we współczesnym rozumieniu tego pojęcia. Jednocześnie to samo było dostępne w rozumieniu ludzi sprzed lat. Niewidomy poruszający się po przestrzeniach dawnych miast i wsi, macający ściany domów rękami, a podłoże stopami, zapewne nikogo nie dziwił. Jak to? Chodzi o zachowanie, które wtedy uchodziło za normalne – „niewidomy musi to robić, więc robi”. A teraz? Jak można narazić kogoś na tego rodzaju sytuacje? To wprost nie do pomyślenia. Dzisiaj osoby niepełnosprawne żyjące w społeczeństwach informacyjnych albo postinformacyjnych, nie zgadzają się na takie warunki. Stopniowo na coraz większym obszarze świata kształtują się kompleksowe kryteria określające nasze prawa. W zasadzie wszystko ma być dostępne, przy czym należy zdawać sobie sprawę z faktu, że słowa „wszystko”, a także „dostępne” mogą być interpretowane na wiele sposobów. Jak ja je rozumiem? Sądzę, że jak najbardziej wymagająco. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek mógł wymagać jeszcze więcej. Zastanówmy się nad tymi pojęciami i konsekwencjami z nimi związanymi.

Co znaczy „dostępny”? Według PWN:

dostępny to taki, do którego można dojść bez przeszkód i na który można wejść stosunkowo łatwo,

nietrudny do zdobycia,

łatwy do przyswojenia,

taki, z którym można nawiązać kontakt.

Według Wikipedii dostępność to szerokie pojęcie używane do opisania stopnia, w jakim dany system może być używany przez możliwie dużą grupę ludzi. W przeciwieństwie do użyteczności jako „łatwości użycia” czy ergonomii użytkowania, dostępność oznacza „możliwość skorzystania” z funkcji lub właściwości danego systemu.

Co zatem ma być dostępne? Na pewno wszystko w ramach prywatnej przestrzeni, a więc w domu lub mieszkaniu i w ich najbliższym otoczeniu. Chodzi o przestrzeń, do której mamy prawo własności. W tych ramach musimy mieć nieskrępowany dostęp do każdego miejsca należącego do tej przestrzeni oraz wszystkich przedmiotów, które tam się znajdują. Mogą to być zarówno nieruchomości, jak i ruchomości, wszelkie wybudowane obiekty, elementy przyrody, umeblowanie i urządzenia techniczne. Dostępne powinny być także wszelkie inne obiekty. Nie chodzi jedynie o ich publiczny charakter, gdyż powinno to dotyczyć także obiektów prywatnych, do których chociażby czasem może musieć trafić osoba niepełnosprawna. Dobrym na to przykładem są prywatne gabinety dentystyczne, albo prywatne muzea, które w kwestii wymagań, o których mowa, niczym się nie różnią od innych gabinetów i muzeów. Dostępny musi być na przykład transport publiczny i infrastruktura, która mu służy, wszelkie informacje, które są przeznaczone dla wszystkich obywateli, a nie jedynie wybranych i tak dalej. Co najważniejsze – dostępni muszą być ludzie i systemy, które tworzą.

Jak to osiągnąć? Wystarczy, by społeczeństwa były w pełni solidarne. Nie ma praw człowieka, gdy ludziom i całym społeczeństwom brakuje solidarności. To ona wymusza zrozumienie potrzeb innych. Tylko to daje szanse na zrealizowanie słusznych postulatów. Według PWN solidarność to:

poczucie wspólnoty i współodpowiedzialności wynikające ze zgodności poglądów oraz dążeń,

odpowiedzialność zbiorowa i indywidualna określonej grupy osób za całość wspólnego zobowiązania.

A według Wikipedii: wspólnota działania, podyktowana wspólnotą interesów.

Nie ma mowy o udostępnianiu otoczenia bez społecznej i ogólnoświatowej solidarności. Aby jedni poświęcili swój czas i pieniądze dla drugich, niezbędne jest wychowanie ich w duchu solidarności. Kiedy to się udaje? Gdy ludzie są dobrze wychowani i uczeni empatii od urodzenia. Wedle PWN empatia to:

umiejętność wczuwania się w stan wewnętrzny drugiej osoby,

przypisywanie komuś własnych odczuć w danej sytuacji.

A według Wikipedii: zdolność odczuwania stanów psychicznych innych ludzi. Z kolei empatia emocjonalna to umiejętność przyjęcia ich sposobu myślenia, spojrzenia na rzeczywistość z ich perspektywy.

Zadaniem Fundacji Szansa dla Niewidomych i wszystkich innych instytucji publicznych i prywatnych jest promocja empatii prowadzącej do społecznej solidarności, której efektem docelowym będzie upowszechnienie dostępności dla osób chorych, słabszych, niepełnosprawnych. Musi to dotyczyć wszystkiego, co jest dostępne dla mocnych i zdrowych. Tylko wtedy tworzy się prawidłowo działająca wspólnota, która według PWN jest typem grupy (zbiorowości) społecznej o silnej więzi wewnętrznej, której podstawą są nie tyle świadomie wytknięte cele, ile czynniki emocjonalne, mające źródło w tradycji, obyczaju, wartościach, poczuciu obowiązku wobec grupy itp.

Aby móc w społeczeństwach o różnym poziomie rozwoju tworzyć tego rodzaju wspólnoty, niezbędna jest otwartość. Według PWN otwarty to m.in.:

skierowany do wszystkich, przeznaczony dla wszystkich lub taki, w którym każdy może wziąć udział, albo:

taki, który jest gotów na przyjęcie nowych idei lub propozycji; też: o poglądach i postawie takiej osoby,

taki, który nie ukrywa swoich myśli i uczuć.

Czytamy również, że człowiek otwarty to taki, który jest dostępny dla innych. I słusznie. Aby właściwe postawy stały się w danej społeczności powszechne, niezbędna jest przychylność większości obywateli dla innych. Według PWN przychylność to:

życzliwie usposobiony do kogoś; też: będący wyrazem takiej postawy,

zgodny z życzeniami, będący po czyjejś myśli.

Wielki Słownik Języka Polskiego wyjaśnia, że przychylność to cecha kogoś, kto jest przyjaźnie nastawiony do innych i chce czyjegoś dobra.

W społeczeństwach dobrze ukształtowanych i zorganizowanych, odpowiedzialnych, solidarnych i empatycznych, dba się o dostępność wszystkiego co możliwe i dla wszystkich, dla których ma to zbawienne znaczenie. Niestety, na aktualnym etapie rozwoju niemal nic nie jest dostępne na miarę oczekiwań osób niepełnosprawnych ze względu na wzrok. Wiele obiektów oraz ogromna część wytwarzanych informacji nie dociera do nas. Na szczęście coraz więcej ludzi popiera proces udostępniania, dzięki czemu widać optymistyczne światełko w tunelu. Nowe obiekty i systemy informacyjne są coraz częściej projektowane uniwersalnie i w znacznej części są dostępne. Inne, starsze obiekty czy systemy wymagają adaptacji, która według PWN jest dostosowaniem do potrzeb nowych odbiorców lub nowych środków rozpowszechniania.

Według Wikipedii adaptacja to dostosowanie zachowania do wymogów sytuacji i środowiska. Z kolei systemy czy rozwiązania adaptacyjne to załatwienie czegoś, poradzenie sobie z czymś oraz wynik, rezultat jakiegoś działania, konsekwencja i wynik poszukiwań, zaprojektowanie lub zrealizowanie planów architektonicznych czy artystycznych.

W świecie prawdziwie dostępnym dla niewidomych i słabowidzących, każdy obiekt i jego otoczenie są tak zaprojektowane, wybudowane i zorganizowane, że można do nich samodzielnie trafić i po nich się poruszać, korzystać z nich bez konieczności dobrego widzenia. Gdy sprawdzimy obiekty używane dzisiaj, niemal żaden nie spełnia tego kryterium. Fundacja stworzyła standard TyfloArea, który przedstawia stosowne wymagania, które mimo, że nie są bezkompromisowe, dla gospodarzy różnorodnych obiektów są zbyt trudne do spełnienia. I tak mamy w przestrzeni publicznej urzędy z: wejściami, do których nie prowadzą ścieżki naprowadzające, systemami informacyjnymi nie wyposażonymi w rozwiązania udźwiękawiające, urzędy, w których niewidomi nie wiedzą gdzie są windy, schody, toalety, poszczególne działy itd. Podobnie inne obiekty. A chodzi jedynie o dostęp do informacji. Jak to? Aby niewidomi i słabowidzący mogli korzystać z obiektów użyteczności publicznej, nie trzeba niczego przebudowywać, co ogranicza środki niezbędne na dostosowania. Wystarczy wykorzystać systemy audio i urządzenia brajlowskie w przypadku niewidomych oraz rozwiązania powiększające obraz (magnigraficzne), by zniknęły wszelkie problemy z dostępnością. Gdy się nie widzi gdzie jest wejście, wystarczy go udźwiękowić i ułatwić trafienie do niego poprzez zamontowanie wypukłej ścieżki naprowadzającej. Podobnie w przypadku innych ważnych dla petentów miejsc. Na drzwiach pokojów znajdują się przecież czarnodrukowe tabliczki, które informują widzących co to jest. Zapomniano o niewidzących, a przecież wystarczy zamontować tam tabliczki z tekstem brajlowskim. I tak dalej. Mimo, że prawo uzyskiwania informacji przysługuje każdemu jako jedno z podstawowych praw człowieka, zapomina się o nas. No to trzeba to jak najszybciej zmienić. Przecież Konstytucja RP posiada konkretne regulacje dotyczące uzyskiwania informacji publicznej, służące realizacji przez obywateli najważniejszej zasady konstytucjonalizmu demokratycznego – suwerenności narodu. Wikipedia poucza, że prawa obywatelskie to konstytucyjnie zagwarantowane prawa obywatela danego państwa, których celem jest ochrona jego interesów. Co mamy sądzić o tych wspaniałych zapisach, gdy w tym samym czasie tak wiele rzeczy umyka uwadze społeczeństwa i władz? Gdzie jest nasza solidarność, empatia, zrozumienie, przychylność oraz związana z nimi mądrość i przemyślność? Może ogłoszony niedawno przez Premiera Morawieckiego program „Dostępność Plus” zmieni naszą rzeczywistość aż tak bardzo, że odważymy się wyjść z domu by realizować nasze plany. Poczekamy, zobaczymy!

Helpowe refleksje

Wreszcie wiosna, owszem, niespecjalnie ciepła, ale aura z dnia na dzień staje się jednak coraz mniej zimowa. Myśląc o wydawaniu Helpa w bieżącym roku zaplanowaliśmy, by numer kwietniowy to zauważał. Cieplej, milej, widniej i weselej! Wyjdźmy więc z domu i zobaczmy jak jest dookoła. Pooddychajmy świeżym powietrzem i rozruszajmy rozleniwione mięśnie. Przy pozytywnym nastawieniu postarajmy się nie zauważać rosnącego w naszych miastach i wioskach hałasu, zanieczyszczeń różnego rodzaju, wzmożonego ruchu ulicznego, który nie jest naszym sprzymierzeńcem. Po prostu cieszmy się światem, do którego należymy i zabierzmy się do wiosennych porządków.

Gdy wyjdziemy na zewnątrz, sprawdzimy przy okazji czy dookoła coś się zmieniło? Czy obiekty użyteczności publicznej razem z ich otoczeniem stały się bardziej Dostępne dla osób niewidomych i słabowidzących niż miało to miejsce w tamtym roku? Sklepy, centra handlowe, restauracje, kawiarnie, urzędy, zabytki, przystanki, dworce? Jak je oceniamy? Na gruncie wiosennego nastroju przemieszczamy się z miejsca do miejsca i coraz bardziej się cieszymy, czy raczej powolutku tracimy humor, gdy nic, albo niewiele się poprawiło?

Nasza Fundacja spisała się na medal. Wyszliśmy z domu razem z naszymi beneficjentami i sprawdziliśmy empatię innych. Przeprowadziliśmy interesujące badanie sondażowe dotyczące dostosowania przestrzeni publicznej do potrzeb naszego środowiska. Szczegółowe wyniki tej ankiety przedstawimy w kolejnym numerze Helpa, a w niniejszym zamieszczamy na tylnej okładce jedynie skrótowe ich podsumowanie. Przyznają Państwo, że wypytanie niemal tysiąca osób, jak oceniają dostosowanie otoczenia oraz jakie zgłaszają uwagi i postulaty, to „dobra robota”. Niezależnie od tego, jak jest, nie tracimy przecież dobrego nastroju i klimatu sprzyjającego staraniom o poprawę sytuacji, lecz przeciwnie – korzystając z lepszej pogody uczymy się pokonywania barier i cieszymy się za każdym razem, gdy któraś z nich znikła.

Dostępność otoczenia jest głównym tematem tego Helpa. Zaplanowaliśmy tak dosyć dawno, mniej więcej pół roku temu, a wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że premier Morawiecki ogłosi plan „Dostępność Plus”, który zakłada wydatkowanie poważnych funduszy na ten cel. Sprawdzając otoczenie zastanawiamy się, które z zauważanych na co dzień utrudnień uda się zlikwidować: rząd słupów, które stoją na środku chodnika, jakby nie mogły stać na jego brzegu, nieudane wyrównanie innego chodnika z nawierzchnią ulicy, przez co nie mamy pojęcia, czy jesteśmy bezpieczni, a może ścieżkę rowerową, która podoba się cyklistom, ale nam po prostu zagraża, gdy nie wiemy, gdzie ona jest? Zastanawiamy się też, które udogodnienia wreszcie pojawią się tam, gdzie musimy chodzić: może zostanie zamontowana ścieżka naprowadzająca, dzięki której będziemy wiedzieli, gdzie należy skręcić w stronę przystanku autobusowego, może ktoś zainstaluje dźwiękowy informator, który poinformuje, gdzie jest główne wejście do muzeum, a może zorganizuje wydawanie numerków w urzędzie w taki sposób, by mogli posługiwać się nimi niewidomi, albo posłowie zechcą wprowadzić do ustaw zapisy prawne gwarantujące niewidomym i słabowidzącym dostęp do wszelkich informacji, które są dostępne dla innych obywateli: menu w restauracjach, plany terenu wokół często uczęszczanych miejsc, informacje drukowane dla pełnosprawnych gości w hotelach itd.

Skoro władze planują wydatkowanie poważnych funduszy na ułatwienie życia osobom niepełnosprawnym, możemy przechadzać się po mieście z nadzieją w sercach – idzie dobra zmiana i niedługo będziemy mogli żyć zupełnie inaczej. Zaraz jednak zatrzymujemy się w miejscu, gdy nie wiemy, czy mamy skręcać w lewo już teraz, czy raczej za jakieś 20 metrów i dobry nastrój gdzieś się rozmywa. Stoimy i zastanawiamy się – nie ma żadnych oznaczeń, nikt nie idzie obok, nie mamy kogo zapytać, więc co robić? Stoimy dłuższą chwilę, a gdy nie widzimy rozwiązania, ruszamy. Skręcamy w lewo, by się przekonać, czy dobrze robimy. Uf, niedobrze! Po paru metrach dochodzimy do krzewów, co znaczy, że nie tędy droga. Wracamy do miejsca, w którym podjęliśmy niewłaściwą decyzję. No tak, ale gdzie jest to miejsce? Przecież nic nas do niego nie prowadzi! Jakoś go odnajdujemy i brniemy do przodu. Przesuwamy się o wspomniane 20 metrów i faktycznie – tutaj należy skręcić. Teraz jesteśmy pewni siebie, tyle że – czy to fajnie mieć takie kłopoty? Dlaczego nikt o nas nie pomyślał wcześniej i nadal myśli zbyt rzadko? Czy nie było nas widać, znaczy niewidomych? Czy gdzie indziej pomyślano o naszych? Gdzie? W Polsce, w innych krajach? Co to za fatum, gdy przy tak rozwiniętej technologii i stosunkowo niewielkich kwotach niezbędnych do naprawy sytuacji, unika się decydowania o pomocy skierowanej do naszego środowiska? Co „siedzi” w głowach ludzi widzących, że za każdym razem nie chcą zrozumieć obywateli, którzy nie widzą lub widzą za mało?

Docieramy do celu i czujemy się zmęczeni. Kto by się nie czuł na naszym miejscu! Nie ma co udawać bohaterów. Otoczenie jest dosyć straszne. 20 czy 30 lat temu nie były dostępne współczesne rozwiązania techniczne, ale nie było też takich utrudnień. Był znacząco mniejszy ruch samochodowy, mniejszy tłok na mieście, sklepy łatwiejsze dla nas, a obiekty użyteczności publicznej, mniej nowoczesne, były bardziej dostępne niż teraz. Musimy więc nieco odsapnąć i wpada nam do głowy niepokojąca myśl – czy w programie „Dostępność Plus” władze rzeczywiście pomyślą, co może nam pomóc? Gdy obserwujemy społeczeństwo i jego zachowania, nie jesteśmy optymistami. Zazwyczaj brakuje dobrej woli, co wiąże się z unikaniem wydatków dedykowanych rozwiązywaniu naszych problemów. Zaraz się okaże, że wszyscy mają ważniejsze sprawy. Dlaczego tak jest? Innych są miliony, a nas tylko tysiące!!!

Helpowe refleksje

To już trzeci tegoroczny numer Helpa. Od momentu, gdy stał się miesięcznikiem, mamy o wiele więcej pracy niż wcześniej – po prostu mnóstwo. Na to nie narzekamy. Help przekazuje trzy razy więcej informacji niż gdy był kwartalnikiem, mamy więc raczej powody do satysfakcji.

Co nas motywuje do jak najlepszego działania? Każdy numer musi być ciekawy i zachęcać do czytania coraz większe grono czytelników. Jak to zrobić? Oczywiście, artykuły i zdjęcia muszą być interesujące, ale to przecież już realizujemy na bieżąco. Mamy nadzieję, że Państwo oceniają nasze materiały jako ciekawe. Staramy się ile tylko można. Dotarcie do jak największej liczby osób wynika również ze sprawnego kolportażu i reklamy. Teraz to właśnie wymaga największego wysiłku, a zależy również od Państwa. Jako, że sami od dawna robimy wszystko, co potrafimy, liczymy na Państwa pomoc. Zgłaszajcie się więc do wojewódzkich punktów naszej Fundacji, w których zapraszamy do świata dźwięku i dotyku. Można także napisać na nasz e-mailowy adres: help@szansadlaniewidomych.org

Gdybyście zechcieli nam pomóc, niewidomi, słabowidzący oraz ich bliscy bardzo by na tym skorzystali. Żeby Państwa zaktywizować, ogłaszamy fajny konkurs z nagrodami.

Prenumerata Helpa – interesująca, bezpłatna, społecznie zaangażowana, pomocna dla niewidomych i ich bliskich!

Redakcja czeka na zgłoszenia osób chcących prenumerować i czytać naszego Helpa. Należy odwiedzić miejsca, do których Help jeszcze nie dociera i zebrać zgłoszenia zawierające następujące dane:

dla wersji elektronicznej: adres e-mail, na który ma być wysyłany miesięcznik

dla wersji drukowanej (graficznej lub brajlowskiej): imię, nazwisko (względnie nazwa instytucji, adres pocztowy z dopiskiem, o którą wersję chodzi.

Ci, którzy przekażą nam dane największej liczby nowych prenumeratorów, otrzymają atrakcyjne nagrody:

Pierwsza nagroda: 200 zł

Druga nagroda: 150

Trzecia nagroda: 100

Siedem kolejnych nagród: Jami

Nagroda dla wylosowanej osoby biorącej udział w konkursie: lokalizator przedmiotów

Jak uczynić, by kolejni czytelnicy zechcieli wziąć do rąk nasze pismo? To drugie zadanie konkursowe dla Państwa. Najciekawsze propozycje także będą nagrodzone.

Dla zachęty do prenumerowania Helpa informujemy, iż w każdym numerze będzie ogłaszany jakiś konkurs z nagrodami – każdy inny, by umożliwić udział jak najszerszej grupie osób: młodym i starszym, czytającym wersję brajlowską i czarnodrukową, z każdego zakątka kraju, z miast i wsi, osób prywatnych i urzędowych. Dla zachęty do lektury przedstawiamy listę tematów głównych kolejnych numerów Helpa – od stycznia i lutego 2018, które już wydaliśmy, do marca 2019 r. W każdym numerze temat główny będzie zajmować co najmniej 50% wydania. Poza tym zamieścimy inne artykuły. Zapraszamy do ich pisania. Każdy może być literatem, a gdy nie jest to Waszą mocną stroną, poprawimy teksty i zrobimy z nich perełki.

Tematy kolejnych Helpów

  • Styczeń 2018 – Brajl i Braille (o systemie zapisu dla niewidomych i jego autorze)
  • Luty 2018 – Tyflosport (a więc pomysły na aktywne spędzanie czasu, osiągnięcia niewidomych sportowców)
  • Marzec 2018 – Nie widzę, a gotuję! (tyflokuchnia – niewidomi w kuchni szykują święta)
  • Kwiecień 2018 – Idzie wiosna – wyjdźmy na zewnątrz (dostępne obiekty użyteczności publicznej i otoczenie)
  • Maj 2018 – Tyfloinformatyka i elektronika
  • Czerwiec 2018 – Turystyka (pomysły na wakacje)
  • Lipiec 2018 – Kultura: muzea, biblioteki, teatry czekają na niewidomych
  • Sierpień 2018 – Zabytki – najciekawsze miejsca w poszczególnych województwach dostosowane do potrzeb niewidomych i słabowidzących
  • Wrzesień 2018 – Edukacja – ranking szkół i uczelni (oferta dla niewidomych i słabowidzących)
  • Październik 2018 – REHA FOR THE BLIND IN POLAND (największe spotkanie środowiska w Polsce)
  • Listopad 2018 – Niewidomi w odrodzonej Polsce – 1918-2018 – sto lat rozwoju?
  • Grudzień 2018 – Wydanie świąteczne (ciekawostki, zabawne perypetie, rozrywka)
  • Styczeń 2019 – Dobroczynność: do kogo wyciągnąłem pomocną dłoń
  • Luty 2019 – Zatrudnienie niewidomych i słabowidzących
  • Marzec 2019 – Aktywność społeczna i nasze zaangażowanie

Zachęcamy więc do nadsyłania swoich propozycji artykułów na przedstawione tematy oraz na inne, które mogą zainteresować naszych Czytelników. Na razie omawiamy aktywność niewidomych i słabowidzących w kuchni. Gdy się lubi jeść i gotować, nawet brak wzroku nie powstrzyma przed „zabawą” w kucharzenie. Smacznego!

Helpowe refleksje

Do kogo adresujemy nasz Help? Dla kogo ma być interesujący, komu właściwie ma pomagać i komu ma się przydać? Fundacja Szansa dla Niewidomych, a wcześniej firma Altix, wydają go od roku 1992, mieliśmy więc okazję wielokrotnie omawiać tę kwestię. Gdy właśnie w tym roku Help zmienia swoją formę z kwartalnika na miesięcznik uznaliśmy, że po raz kolejny należy się nad tym zastanowić.

Czy Help jest po prostu dla niewidomych, czy może bardziej dla słabowidzących? Co z ich otoczeniem, czyli osobami widzącymi, którzy mają bliski kontakt z naszym środowiskiem? Artykuły i treści, które tu zamieszczamy, całkowicie zależą przecież od tego ustalenia. Mimo, że decyzja ta jest ważna i pilna, trudno nam ją podjąć. Z jednej strony chcemy przekazywać nasze wiadomości, poglądy i refleksje niewidomym, dzięki czemu być może będą mogli lepiej radzić sobie w życiu. Z drugiej strony misja pisania o świecie dotyku i dźwięku i wyjaśniania osobom widzącym na czym to polega, wydaje się jeszcze ważniejsza. Jaką decyzję powinniśmy podjąć?

Postanowiliśmy kontynuować dotychczasową ścieżkę. Polega ona na uwzględnieniu obu grup czytelników. Piszemy więc do niewidomych i słabowidzących, jak również ich otoczenia, czyli rodzin, grona przyjaciół, urzędników, którzy załatwiają nasze sprawy jako petentów, nauczycieli, którzy uczą naszych następców, pracowników rozmaitych instytucji, którzy mają z nami do czynienia.

Mówi się, że osób z pewnymi ubytkami wzroku jest w Polsce nawet 2.7 mln. Jeśli to prawda, tych osób razem z ich otoczeniem jest pewnie około 10 mln. Czy to prawda? Trudno powiedzieć. Na pewno całkowicie niewidomych jest około 15 tys. Osób, które naprawdę źle widzą jest około 100 tysięcy. Skąd się bierze liczba 2.7 mln? Chodzi o osoby, które na co dzień odczuwają dyskomfort z powodu wzroku. Nie widzą zbyt małych liter w książkach i wymagają powiększenia obrazu. Nie mogą odczytać ogłoszeń na plakatach i bilboardach. Widzą sceny w filmie emitowanym w telewizji, ale nie mogą odczytać napisów na pasku informacyjnym itd. Każdego niewidomego i słabowidzącego otaczają ludzie pełnosprawni – przecież nie jedna osoba, lecz co najmniej kilka, albo kilkanaście. Wspomniana liczba 10 mln osób z pewnością nie jest niewłaściwa. Czy zatem nasz Help jest wydawany dla całej tej grupy? Szczerze mówiąc wygląda na to, że właśnie tak jest.

Jak można pisać do tak różnych osób jak niewidomi i ich otoczenie? Przecież są to dwa odmienne środowiska. Dawno temu zdecydowaliśmy jak to może i powinno być realizowane. Do osób widzących piszemy o naszym świecie, to znaczy o tym, jak w nim egzystujemy. Wyjaśniamy na czym polega życie, w którym się nie widzi lub widzi niewiele, a wzrok jest lepiej lub gorzej zastępowany przez inne zmysły. Okazuje się, że te „inne zmysły” zazwyczaj nie są w przypadku ludzi zdrowych w kwestii wypełnienia roli wzroku rozwijane. Widzący mogą przecież zamknąć oczy i próbować tak działać na przykład przez jedną godzinę, by wiedzieć jak to jest, ale raczej tego nie robią. Stąd biorą się takie scenki, jak rozmawianie z innymi widzącymi z pominięciem niewidomych – byle tylko patrzeć w oczy rozmówcy. Kiedy indziej nie wiedzą jak podejść i coś wyjaśnić. Wolą więc wcale nie podchodzić. Jak deskrybować niewidomemu film, gdy na ekranie dużo się dzieje, a w warstwie dźwiękowej niemal nic? Jak opisać krajobraz, gdy brakuje słów adekwatnych do tego, co się widzi? Dla osób widzących są to trudne zagadnienia głównie dlatego, że nieprzemyślane. Nasz Help ma ambicję uzupełniania tych braków. Uczymy pełnosprawnych czytelników rozumienia naszego środowiska, jego możliwości i trudności, zalet i wad.

Znakomicie, tyle że Help jest adresowany również do samych niewidomych i słabowidzących! Co mamy do powiedzenia naszym czytelnikom? Przecież oni wszystko wiedzą i rozumieją. Nie widząc sami doświadczają świata, o którym opowiadamy. Po co więc mówi o tym Help, gdy ewentualni czytelnicy wiedzą więcej niż autorzy naszych artykułów?

Otóż jest ważny powód, dla którego warto wydawać Help z myślą o niepełnosprawnych wzrokowo. Staramy się wyjaśniać, na czym polegają różnice pomiędzy wymienionymi grupami czytelników. Zależy nam na tym, by niewidomi wiedzieli, jaki jest świat ludzi widzących. Co z kolei oni wiedzą i jak nas postrzegają? W czym mogą nam pomóc, a co jest nierealne? Opisujemy więc charakter obu grup, ich wzajemne relacje. Zwracamy uwagę na niedostatki komunikatów kierowanych wzajemnie przez obie te grupy. Dobrym na to przykładem jest przekazywanie informacji o aktywności fizycznej, a nawet sportowej niewidomych. To ważny dla osób pełnosprawnych komunikat. Dla ludzi, którzy są przekonani, jak niewiele może umieć osoba niewidoma, wiadomość o fantastycznych osiągnięciach niewidomego sportowca jest wręcz sensacyjna. Z drugiej strony bardzo ważne jest uświadomienie niewidomych o tym, że ludzi widzących tego rodzaju wiadomości zaskakują. Opowiadanie jacy jesteśmy działa na rzecz akceptacji i otwarcia się na nas. To z kolei powinno powodować, że mając szansę na bliskie kontakty z innymi, staramy się do nich upodobnić. W naszej opinii na tym polega prawdziwa integracja. A więc nie chodzi o teoretyczną deklarację – bądźmy razem, lecz o praktyczne wdrożenie tej idei. W ten oto sposób naszym hasłem przewodnim stało się: „Jesteśmy razem”, co z jednej strony jest życzeniem nie znoszącym sprzeciwu, jak również konstatacją faktu, że kto tylko może, już teraz jest razem.

W naszej opinii w najbardziej spektakularny sposób realizują tę misję autorzy trzech artykułów wskazanych na okładce. Niewidomy medalista z Rio, ludzie, którzy zachęcają niewidomych do jazdy na motocyklach oraz niemal niewidomy fotograf, zafascynowany robieniem zdjęć, najbardziej zbliżają do siebie obie grupy naszych czytelników – niewidomych i słabowidzących do osób pełnosprawnych. Inni autorzy piszą w tym samym tonie. Help jest poświęcony integracji, którą ułatwia wiedza o tym, jacy jesteśmy. Prawdziwy proces rehabilitacji oraz skuteczne przekształcanie otoczenia, by było dostępne dla niewidomych, ułatwiają realizację naszego celu. Nie pozostaje nic innego jak namówić Państwa do lektury. Już samo przejrzenie Helpa i zapoznanie się z przedstawionymi tutaj zdjęciami przynosi ogromny pożytek. Co dopiero odczytanie zamieszczonych tu artykułów! Zapraszamy więc do zapoznania się z bezwzrokowymi dyscyplinami sportu, czyli tyflosportem. To fascynujące, gdy niewidomi zdobywają medale olimpijskie, jeżdżą na motocyklach lub rowerach, grają w piłkę lub ping-ponga. Jak się okazuje, mogą także układać kostki Rubika. Prawda, że świat dba również o nas?

Helpowe refleksje

Help zmienia się jak wszystko – to oczywiście znaczy prawie wszystko. Nasze czasopismo ma wystarczająco długą historię, by było warto o niej opowiedzieć. Wpadłem na pomysł wydawania Helpa w roku 1992. Niedawno obchodził więc swoje ćwierćwiecze. W latach 90. był miesięcznikiem, a wydawała go spółka Altix. Kilka lat później nieco zmarniał i przestał wychodzić co miesiąc. Wynikło to z prozaicznej przyczyny. O ile w pierwszych latach komputeryzacji środowiska niewidomych i niedowidzących odczuwaliśmy ogromną potrzebę informowania o najnowszej technologii informatycznej i jej roli w dostępie do informacji, a co za tym idzie nowoczesnej rehabilitacji osób z dysfunkcją wzroku, kilka lat później wiele rzeczy stało się jasne, by nie rzec oczywiste. Help stracił na znaczeniu i wydawaliśmy go rzadziej.

Po latach kryzysu sytuacja się zmieniła i pojawiły się nowe powody, dla których warto wydawać Helpa. Zawarto więc porozumienie pomiędzy spółką Altix i Fundacją Szansa dla Niewidomych, w ramach którego Help stał się ich wspólnym dziełem. Następnie zauważyliśmy, że Czytelnicy coraz mniej interesują się informacjami o nowych produktach pojawiających się na rynku, a coraz bardziej działaniami prospołecznymi. Help stał się więc czasopismem samej Fundacji. O ile w latach 90. był publikowany własnym sumptem, niemal wyłącznie w formie cyfrowej, Fundacja od momentu jego przejęcia zdobyła uznanie Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i zdobyła dofinansowanie dla tej publikacji (skromne, bo skromne, ale bardzo pomocne). Podtrzymując dotychczasową formę cyfrową, Fundacja zaczęła go wydawać także w wersji papierowej – w czarnym druku i brajlu. W związku z brakiem wystarczających funduszy, mimo dotacji, Help nie mógł już być miesięcznikiem i stał się kwartalnikiem.

Dzięki zwiększonej pomocy PFRON-u na rok 2018 Help wraca do grona miesięczników. Będziemy więc wydawali go trzy razy częściej niż ostatnio! To duże wyzwanie, ale też ogromna szansa na przekazanie wiadomości, na których zależy naszym Czytelnikom. I jaki ma być ten nowy Help? O szczegółach mówimy nieco dalej. Najważniejsza jest nasza misja. Help ma pomagać oraz – aby było to efektywne i doceniane – musi być po prostu fajny. Redakcja będzie się starała połączyć te dwa cele. Nie ma dobrze zrealizowanej misji, gdy nikt nie chce o niej wiedzieć. Z drugiej strony, po co komu fajne pismo, gdy nie służy ważnemu celowi!

W swojej historii dla Helpa pisały różne zespoły. Mamy wielu nowych autorów, ale są i tacy, którzy towarzyszą nam od początku. Jednym z nich jest Igor Busłowicz – Przewodniczący Rady Fundatorów naszej organizacji oraz Sylwester Peryt – były szef Polskiego Związku Niewidomych, wieloletni Członek Rady Patronackiej naszej organizacji. Z kolei ja jestem redaktorem naczelnym pisma lub jego merytorycznym opiekunem już od 26 lat. Jest to dla mnie wielki zaszczyt. Pisanie dla Czytelników, wyjaśnianie, co to jest świat dotyku i dźwięku, czyli świat, w którym się nie widzi, a tylko czuje i słyszy, jest fascynujące. Tworzę to pismo jak najlepiej potrafię, z wielką przyjemnością. Chciałbym oczywiście robić to jeszcze lepiej, ale udaje mi się jedynie to, co widać. Jeśli czegoś nie potrafię i Help nie jest wystarczająco fajny – przepraszam. Subiektywnie oceniając, jestem z Helpa zadowolony. Udaje się nam tyle, ile widać. Cieszę się, że z pomocą Przyjaciół możemy dokonywać zmian na lepsze. Help rośnie!

Jaki to będzie miesięcznik? Zdecydowaliśmy, iż miesięcznik będzie miał skrócony tytuł: „Help”. Dotychczasowy dodatek do tytułu „Wiedzieć więcej” już się nie przyda. Namawianie Czytelników do dowiadywania się i zamieszczanie tego w samym tytule po prostu się znudziło. Hasło to pozostaje myślą przewodnią Helpa.

Zmieniamy okładkę, wygląd stron oraz logotyp Helpa. Od teraz logotyp polega na naniesieniu brajlowskiego napisu „help” na czarnodrukowe litery tytułu. Na okładce znajdzie się wybrany cytat z jednego z artykułów w numerze, a obok jego autor i tytuł materiału, z którego pochodzi. Podamy numer strony, na której ten cytat występuje. Na okładce każdego numeru będziemy prezentowali ich główne tematy. Już teraz, na 15 miesięcy do przodu, wybraliśmy je i będziemy je skrzętnie realizowali. Okładka wersji brajlowskiej będzie drukowana zarówno w brajlu, jak i w czarnym druku. W tym przypadku graficzny napis „Help” będzie uwypuklony i wydrukowany dużymi literami.

Od tej pory nakład czasopisma wynosi 2000 w przypadku wydania czarnodrukowego oraz 80 brajlowskiego. Na drugiej stronie okładki zamieszczamy istotną dla redakcji klauzulę: „wszystkie prawa zastrzeżone”, która zabrania zmieniać, kopiować i w jakikolwiek sposób wykorzystywać utwór bez zgody autora (zwykle pisemnej). Dodajemy tam informację, że można w Helpie wykupić reklamę sponsorowaną, a stosowne zamówienie należy kierować na adres mailowy: promocja_help@szansadlaniewidomych.org

Na trzeciej stronie okładki (wewnętrznej stronie tylnej okładki) będziemy zamieszczali zamówione reklamy i ogłoszenia. Przychód uzyskany tą drogą ułatwi Fundacji sfinansowanie wkładu własnego, który należy wnieść w przypadku wielu rozmaitych projektów dofinansowanych ze środków publicznych. Pomoże to sfinansować także dodatkowe inicjatywy Fundacji, chociażby związane z Helpem.

Od stycznia 2018 nieco zmieniamy podział Helpa. Obok starych działów, pojawiają się nowe. Oto one:

  • Od redakcji – to przede wszystkim „Helpowe refleksje”, nasze uwagi, komunikaty, wyjaśnienia. Mogą się tu znaleźć odpowiedzi na Państwa pytania. Gorąco namawiamy do ich zadawania.
  • Aktualności – jak sama nazwa wskazuje – wszystko, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach i jest istotne dla naszych Czytelników.
  • Wydarzenia – istotne wydarzenia związane z naszym środowiskiem i co ważne – mające miejsce zarówno w kraju, jak i za granicą. Będziemy dzielić przeznaczone na ten temat miejsce po równo – dla niewidomych, niedowidzących i ich bliskich.
  • Co wiecie o świecie? – tym razem chodzi wyłącznie o zagranicę, ale nie w kwestii wydarzeń, lecz życia środowisk niewidomych i słabowidzących w innych krajach, a więc zjawisk społecznych, które ich dotyczą, wynalazków medycznych i technicznych, które powstają w pracowniach naukowców i projektantów, które mają niwelować skutki niepełnosprawności w najbliższej przyszłości.
  • Tyflosfera – informacje o rozwiązaniach technicznych i metodologicznych przeznaczonych dla niewidomych, a także problemy związane z ich niepełnosprawnością. Mówiąc „niewidomi” mamy na myśli osoby całkowicie niewidzące, widzące bardzo niewiele (resztkowcy), osoby niewidzące od urodzenia oraz nowoociemniałe.
  • Świat magnigrafiki – dział dla osób słabowidzących – informacje o produktach przeznaczonych dla osób niedowidzących. Mają one inne problemy niż zarówno osoby całkowicie niewidzące, jak i osoby pełnosprawne.
  • Na moje oko – wywiady, felietony, komentarze itd.
  • Jestem… – dział z ewentualnymi rozlicznymi podtematami, zależnie od zgromadzonego materiału, m.in.:
  • Jestem urzędnikiem – materiały pisane piórem urzędników: co robią na co dzień, w jakich uwarunkowaniach pracują, jak mogą pomóc niewidomym i niedowidzącym, co utrudnia im pracę itd., Znajdą się tam także opinie Czytelników o pracy urzędów.
  • Jestem pracodawcą – artykuły z relacjami osób, które zatrudniają niepełnosprawnych oraz uwagi pracobiorców o ich pracodawcach – pozytywne i negatywne.
  • Jestem rodzicem – informacje o tym, jak sobie radzą z wychowaniem dzieci osoby niepełnosprawne wzrokowo, albo rodzice pełnosprawni, którzy mają niepełnosprawne dzieci.
  • Jestem nauczycielem – relacje o szkole, do której uczęszczają uczniowie niewidomi lub słabowidzący.
  • Prawo dla nas – gdy tylko będziemy mieli coś interesującego do powiedzenia na temat prawodawstwa, nie omieszkamy o tym poinformować.
  • Kultura dla wszystkich – organizuje się coraz więcej imprez, które mają charakter integracyjny, albo są wręcz specjalnie zaprojektowane dla osób niepełnosprawnych. Należy je promować, również w Helpie.
  • Ślepy los na wesoło – prawda, że warto troszkę pożartować? Niewidomi nie mogą się kojarzyć jedynie z problemami, miewają przecież prześmieszne historie.

Nie pozostaje nic innego, jak zaprosić do czytania Helpa oraz zgłaszania nam swoich uwag, pytań, a także propozycji artykułów, za które chętnie płacimy.

Działacze Fundacji Szansa dla Niewidomych o Marku Kalbarczyku

Marek Kalbarczyk należy do kategorii osób, które nie poddają się uproszczonym klasyfikacjom. Jest aktywny w tylu dziedzinach, że nikt, łącznie z nim samym, nie wie, kim właściwie jest, to znaczy kim jest najbardziej. Znamy go jako menadżera, twórcę, informatyka, autora książek i poradników matematycznych i rehabilitacyjnych, działacza społecznego. Gdy dodamy do tego rozliczne hobby (i to realizowane z pasją): muzyka, polityka, historia, kultura, religia, nie znajdujemy dla niego najwłaściwszego określenia.

Jest:

  • współautorem pierwszego dostępnego na naszym rynku, mówiącego po polsku, syntezatora mowy, który sprawił, że komputery będące na wyposażeniu stanowisk pracy i nauki osób niewidomych przemówiły ludzkim głosem,
  • projektantem i twórcą kilku ważnych systemów informatycznych,
  • założycielem wyjątkowej firmy informatycznej niewidomych dla niewidomych i Fundacji Szansa dla Niewidomych, która pomaga innym niewidomym,
  • pracodawcą ponad 100 osób, w tym zawsze około 50% niepełnosprawnych,
  • autorem poradników i książek, które nazywa nieporadnymi, gdyż są odmienne od innych – niekonwencjonalne,
  • społecznym działaczem, a czasem również politykiem,
  • a nawet projektantem ping-ponga dla niewidomych.

Urodził się w roku 1957 jako niedowidzący. Jego wada wzroku jest genetyczna, taka sama, jak jego matki. Jej rodzina pochodzi z Warszawy. Dziadek i stryj zginęli w Powstaniu Warszawskim. Z kolei rodzina ojca (od pokoleń rolnicza) pochodzi z okolic Czarnolasu.

Uczęszczał najpierw do szkoły dla dzieci słabowidzących, a następnie, w związku z pogarszającym się wzrokiem, do szkoły dla niewidomych w Laskach. Na przestrzeni kilku lat miał kilka wypadków, w wyniku których widział coraz mniej. Wreszcie w wieku 12 lat stracił wzrok.

Zawsze był wyjątkowy, choć sam tak nie uważa. Należał do najlepszych uczniów i studentów, albo był po prostu najlepszy. W roku 1972 został uczniem zwykłego liceum przełamując ówczesny stereotyp, że niewidomi mogą mieć w kontaktach z otoczeniem rozmaite trudności. Właśnie tutaj był najlepszym uczniem. Został studentem wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego. Był wśród najlepszych studentów, chociaż okres studiów wspomina jako trudny okres. Niewidomi, zarówno wtedy, jak i teraz, nie dysponują brajlowskimi podręcznikami i muszą polegać na własnych notatkach z wykładów.

Od roku 1972 był społecznym działaczem Polskiego Związku Niewidomych. Był szefem grupy niewidomych studiujących i uczących się w tzw. szkołach średnich. Stan wojenny zahamował jego karierę. Był zaangażowany w działalność, która negowała ówczesny system. Przewodniczył Sekcji Niewidomych Uczących się. Był represjonowany przez władze Związku, które nie podzielały jego opinii i zmuszały młodzież do socjalistycznego modelu działania. W wyniku przepracowania i kłopotów związanych z sytuacją w kraju, w roku 1982 zapadł na zdrowiu i na pewien okres wycofał się z aktywnej działalności. Pracę magisterską pt.: „Odwzorowania między strukturami danych i ich koszty”, oceniono jako świetną – spełniającą kryteria pracy doktorskiej. Mimo bardzo dobrych wyników na studiach oraz rekomendacji wybitnych polskich informatyków, nie mógł znaleźć pracy. Uważano, że niewidomy nie podoła jej wyzwaniom.

W latach 80., podczas mozolnych poszukiwań pracy, nie tracił czasu. Zajął się pisaniem dla WSiP nowatorskich podręczników do matematyki dla niewidomych dzieci. Jest autorem 3 takich podręczników i około 30 adaptacji w tej dziedzinie. Za te prace został odznaczony medalem ”W służbie polskiej oświaty”.

Wreszcie w roku 1986 znalazł pracę jako informatyk w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej. W związku z tym, że nie dysponował żadnymi narzędziami umożliwiającymi niewidomemu informatykowi efektywną pracę z komputerem, zainicjował poszukiwanie możliwości zmiany tej sytuacji. Z pomocą wybitnego elektronika Jana Grębeckiego stworzył pierwszy dostępny na rynku syntezator polskiej mowy. Spowodował, że niewidomi mogli już korzystać z komputerów. Syntezator został zaprojektowany w roku 1988, a był przekazany w ręce niewidomych już w roku 1989. Dzięki temu syntezatorowi zmieniło się życie tysięcy niewidomych w Polsce.

W roku 1989 Marek Kalbarczyk stworzył pierwszą w kraju firmę tyfloinformatyczną Altix. Wykorzystał wyjątkowy w polskiej historii moment: zmianę systemu politycznego i gospodarczego. Jak sam wspomina, był to niebywały okres. Wszystko się zmieniało. Zmiany były tak wielkie, że wielu ludzi nie potrafiło zrozumieć idei prywatnej działalności gospodarczej. Jednak wielokrotnie w prasie, radiu i telewizji przedstawiano twórców tej firmy jako niebywały przykład: w nowych czasach również niewidomi mogą zakładać firmy.

Altix istnieje do dzisiaj. Marek Kalbarczyk twierdzi, że w firmie nie chodzi przede wszystkim o pieniądze, lecz o możliwość realizowania swoich zainteresowań i misji społecznie ważnych. Zysk i pieniądze są istotne, ale muszą być jedynie konsekwencją dobrej pracy i pomocy innym ludziom. Rehabilitowanie innych niewidomych ma służyć walce z ich dyskryminacją. Jego pokolenie miało wiele trudności, a sukcesy przychodziły z trudem. Teraz, gdy są dostępne nowoczesne metody rehabilitacyjne, kolejnym niewidomym powinno być łatwiej.

Altix jest przodującą firmą w swojej dziedzinie. Oferuje:

  • urządzenia mówiące, brajlowskie i powiększające obraz,
  • szeroką gamę rozwiązań służących udźwiękowieniu i ubrajlowieniu otoczenia, m.in. multimedialne terminale informacyjne,
  • rozwiązania własne i inne – polskie i zagraniczne,
  • specjalistyczne szkolenia, brajlowskie książki i mapy.

Altix sprzedaje je w Polsce i w innych krajach, m.in. w Rumunii, Norwegii, Holandii, Rosji, Arabii Saudyjskiej.

W roku 1992 razem z przyjaciółmi założył Fundację Szansa dla Niewidomych. Ta specyficzna instytucja ma ogromne merytoryczne znaczenie. Zatrudnia niemal 40 osób i realizuje kilkadziesiąt projektów rocznie. Jej najbardziej znanym dziełem jest Międzynarodowa Konferencja REHA FOR THE BLIND IN POLAND, ale także konferencje edukacyjno-rehabilitacyjnee, kwartalnik HELP, nowatorskie szkolenia i mnóstwo interesujących publikacji. Zainicjowana w roku 1999 konferencja REHA stała się największym tego rodzaju spotkaniem środowiska niewidomych w kraju i być może na świecie. To nie tylko sesja merytoryczna i wystawa sprzętu rehabilitacyjnego dla inwalidów wzroku, ale także prezentacja nowych bezwzrokowych dyscyplin sportowych, wystawa książek brajlowskich i audiobooków, popularyzacja audiodeskrypcji, promocja niewidomych artystów itp. Przy okazji tego spotkania Marek Kalbarczyk z pomocą swoich współpracowników zainicjował ważne spotkania Wschód-Zachód, które dają możliwość przekazywania know how w dziedzinie nowoczesnej rehabilitacji pomiędzy różnymi krajami z wykorzystaniem Polski – kraju na granicy dwóch światów – również w tej dziedzinie.

Nasz prezes jest współautorem oprogramowania matematycznego przeznaczonego dla niewidomych, zrealizowanego na zlecenie Komitetu Badań Naukowych oraz Ministerstwa Nauki i Informatyzacji, w ramach projektu badawczego Instytutu Podstaw Informatyki Polskiej Akademii Nauk. Twórcy tego projektu otrzymali od KBN wyróżnienie za nowatorski wkład w rozwój nauki. Wykonane tam programy zostały wdrożone i są dostępne na rynku w charakterze pakietu programistycznego Euler.

W połowie lat 80. Marek Kalbarczyk zainicjował i współtworzył film Andrzeja Fidyka „Na przekór stereotypom”. Film ten, być może po raz pierwszy w Polsce zaprezentował niewidomych naprawdę zrehabilitowanych, którzy jeżdżą na nartach, są tłumaczami, menadżerami, a nawet lekarzami. Z kolei w latach 1994-95 pracował dla Telewizji Polskiej, gdzie prowadził program publicystyczny dla niepełnosprawnych „Razem czy osobno?”. Był najprawdopodobniej jedynym niewidomym prezenterem w telewizji na świecie.

Od roku 2004 poświęca najwięcej czasu pisaniu poradników i książek. Pierwszym jego dziełem była książka wydana przez WSiP, która została uznana za wyjątkową – „Świat otwarty dla niewidomych”. To relacja z niewidomego życia. Nie wiadomo, czy to jest autobiografia, ale najwyraźniej wiele opisanych tam scen pasuje do życiorysu autora. Jak pogodzić się z pechem, złym losem, wypadkiem i utratą wzroku? Jak odzyskać siłę i nadzieję? Według autora należy skierować uwagę ku Bogu i porozmawiać z nim. Dla wielu ludzi jest to najlepsza recepta, dla innych nie. W kolejnej jego książce „Czy niewidomy może zostać prezydentem?” młody chłopak, który traci wzrok w wypadku samochodowym, nie chce rozmawiać z Bogiem, lecz się na niego obraża. Zamysł na tę książkę był wynikiem niebywałej rozmowy Marka Kalbarczyka z jego niewidomym przyjacielem. „Czy uważasz, że niewidomi otrzymują niezbędną im pomoc, czy raczej jej namiastkę?” – pytał przyjaciel. Uważał, że to, co dostają w dziedzinie niwelowania skutków inwalidztwa wzroku, to tylko namiastka pomocy. Dać im tylko troszkę, by nie narzekali, ale o prawdziwej rehabilitacji i o życiowych szansach dla nich nie ma mowy. Przyjaciel zakończył rozmowę pytaniem: „No, na przykład, czy uważasz, że niewidomy może w tym kraju zostać prezydentem?”.

Autor napisał wiele innych książek, których lista jest dostępna. Na okładce pierwszej z wymienionych publikacji czytamy słowa Krzysztofa Zanussiego: „Książka Pana Marka Kalbarczyka jest jasna, przebija z niej nadzieja. Tchnie optymizmem płynącym z odnalezienia sensu życia. Polecam ją wszystkim, którzy chcą wejść w świat niewidomych i wynieść z tego spotkania osobisty pożytek.”

Autor walczy o to, by świat zrozumiał, iż być niewidomym oznacza co innego niż kiedyś. Teraz to tylko utrudnienie, a nie dyskwalifikujące kalectwo. Autor jest dobrym tego przykładem – pomimo, że jest niewidomy, potrafi tyle dokonać.

W roku 1992 po raz pierwszy został społecznym doradcą ministra – pełnomocnika rządu ds. osób niepełnosprawnych. W bieżącym roku został doradcą pełnomocnika po raz drugi.

Efekty działalności Marka Kalbarczyka w coraz większym stopniu znajdują uznanie innych. W roku 1999 otrzymał złotą odznakę Polskiego Związku Niewidomych. Za zatrudnianie niepełnosprawnych osób otrzymał w roku 2009 w konkursie Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych tytuł Super Lodołamacza. W roku 2010 Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji przyznało mu tytuł „Człowieka bez barier”. Został także laureatem konkursu „Dobroczyńca roku”. W roku 2015 otrzymał gospodarczą nagrodę Prezydenta RP w kategorii „Ład korporacyjny i społeczna odpowiedzialność biznesu”. W dziedzinie działalności innowacyjnej i biznesowej jego firma – Altix – została wyróżniona tytułem „Teraz Polska”. Jeszcze się nie zdarzyło, by działalność osoby niewidomej została tak doceniona.

Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach odznaczyło go medalem Pax et Gaudium in Cruce, który Marek Kalbarczyk uważa za bardzo cenny, gdyż jest dowodem na docenianie jego działalności przez samych zainteresowanych.

I dwa najważniejsze odznaczenia. W roku 2009 Prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Fakt ten ma tym większe znaczenie dla wyróżnionego, że było mu wręczone na kilka miesięcy przed tragedią smoleńską. W bieżącym roku Prezydent Andrzej Duda odznaczył go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Co sam prezes mówi o sobie? „Życie jest ciekawą grą, w której chodzi o dotarcie do mety i przedstawienie dobra, jakie uczyniło się dla innych. Poza tym niewiele rzeczy jest ważnych. Są jedynie środkiem do realizacji głównego celu. Za to dobro można dostać się do życia wiecznego, o którym wiemy za mało, ale wiemy, że istnieje oraz że jest wspaniałe. W ramach dążenia do dobra należy nieustannie wykorzystywać swoje talenty, by inni mieli z tego pożytek. Tak jak muzyk ma pięknie grać, matematyk uczyć innych liczyć, tak rehabilitant ma pomagać podopiecznym, by mogli żyć jak pełnosprawni. W ten oto sposób wszyscy są sobie potrzebni nawzajem. W tym kontekście każdego, kto zawodzi, brakuje do kompletu. Każdy w tej grze jest zatem niezastąpiony, choć mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych.”

Marek Kalbarczyk uznaje pierwszeństwo działania społecznego nad realizowaniem indywidualnych potrzeb i zachcianek. Jedynie ta postawa może pomóc chorym, niepełnosprawnym i zagubionym. Gdyby nie ludzie zaangażowani społecznie, mogliby oni czuć się całkowicie osamotnieni.

Najważniejszym sukcesem w jego życiu jest według niego samego wspaniała rodzina i liczne grono bliskich przyjaciół, na których może liczyć. Ma żonę i czterech synów, spośród których dwóch odziedziczyło wadę wzroku. Jest wybitnym fachowcem w dziedzinie rehabilitacji niewidomych zapewne także dzięki temu, że w rodzinie obojga małżonków było aż 16 takich osób!

Helpowe refleksje

Fundacja Szansa dla Niewidomych obchodziła 25. Rocznicę utworzenia. 10 stycznia 1992 r. tworzyliśmy ją przed warszawskim notariuszem, co oznacza, że odbyło się to 25 lat i 11 miesięcy temu. Obchody rocznicowe zainicjowaliśmy przy okazji 14. Edycji konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND, na miesiąc przed rocznicową datą i trwały z różną intensywnością przez niemal cały rok 2017. Wreszcie przyszedł czas na kulminację tych obchodów. Nikogo zapewne nie zaskakuje, że miała ona miejsce podczas kolejnej edycji REHA. Właśnie z tego powodu tegoroczna konferencja miała tak wielki rozmach. Mieliśmy jej dwie oddzielne odsłony. Najpierw odbyła się uroczysta gala na warszawskim Torwarze, a następnie dwudniowe spotkanie w Pałacu Kultury i Nauki. Obie odsłony miały odmienny charakter, chociaż były dedykowane tym samym celom. Jak zawsze, chodziło nam o realizację idei nowoczesnej rehabilitacji osób z dysfunkcją wzroku. Na dwa różne sposoby uczciliśmy działalność setek ludzi, którzy dołożyli swoją cegiełkę do sukcesów naszej Fundacji.

W niniejszym numerze Helpa zamieszczamy dwie relacje ze wspomnianych wydarzeń. Nie ma powodu, by tutaj je powtarzać. Warto jednak zwrócić uwagę na sens tych inicjatyw. Gala była wielkim wydarzeniem w naszym środowisku i nie była wyizolowana od innych działań. Przeciwnie – była elementem dużej kampanii informacyjnej, której celem było jak największe wpłynięcie na społeczeństwo, by niewidomi i niedowidzący byli przez nie postrzegani jak ludzie sprawni, choć nieco inaczej, niż ludzie widzący. Jeszcze panują zaprzeszłe wzorce, zgodnie z którymi niewidomi nie są sprawni, zdolni czy fajni. Z jednej strony od lat wiele organizacji oraz władze działają na rzecz usamodzielnienia naszego środowiska oraz przygotowania do życia niewidomych i niedowidzących, a z drugiej na rzecz przekonania innych, że jesteśmy w stanie podjąć się nawet wymagających wyzwań. Praca ta przynosi konkretne rezultaty, ale nie jest zakończona. Gdy wyjdziemy na miasto, przekonujemy się, czy inni nas rozumieją, czy chcą nawiązać z nami bliższy kontakt, wiedzą jak nam pomagać i czy chcą tej pomocy udzielać. Otóż mimo tylu lat pracy, jest różnie. Zależy to na przykład od miejsca, ale także środowiska, w którym to sprawdzamy. Zależy to także od tego, jakimi ludźmi jesteśmy my sami. A bywa z tym różnie. Niektórzy z nas, niewidomi czy słabowidzący, zaniedbują się. Nie zależy im na rehabilitacji, opanowaniu przeróżnych umiejętności, dbaniu o swój wizerunek itd. Często bywa tak, że brakowi umiejętności towarzyszą postawy roszczeniowe, które z naturalnych powodów są bardzo nie lubiane.

W ramach omawianej kampanii, Fundacja zorganizowała konferencje i towarzyszące im gale/pikniki rehabilitacyjne w ośmiu największych polskich miastach. Odbywały się od kwietnia do września br. Omawialiśmy je na łamach poprzednich numerów Helpa. Wreszcie przyszedł czas na galę centralną, tę właśnie na Torwarze. We wszystkich tych imprezach wzięło udział razem około 10 tysięcy osób. Przyszli specjalnie na konferencje lub gale czy pikniki, albo byli przechodniami, którzy zainteresowali się światem dotyku i dźwięku. W zasadzie bowiem każdy chce pobawić się w bezwrokowe strzelanie lub ping-pong, w który się gra z zasłoniętymi oczami. Do tego dochodziły rozliczne koncerty i inne atrakcje przyciągające tłumy. A podczas gali centralnej zaprezentowano to wsyzstko w zwielokrotnionej skali.

Kampania może mieć istotne znaczenie dla sprawy, której służy Fundacja. Dzięki mediom, plakatom, bilbordom, warszawskiemu metro itd., dotarła do ponad miliona obywateli. Mamy nadzieję, że zmienili podejście do nas oraz do naszego sposobu życia, który z konieczności realizujemy, a który polega na zastępowaniu zmysłu wzroku innymi zmysłami.

Z kolei konferencja REHA, a więc nasze wielkie spotkanie rehabilitacyjne, które odbyło się w Pałacu, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. W pierwszej edycji tego spotkania w roku 1999 wzięło udział około 600 osób, spośród których na Sali konferencyjnej zasiadło około 300 osób. W tym roku w uroczystości otwarcia konferencji wzięło udział co najmniej 1400 osób. Skąd to wiadomo? Fundacja ustawiła tam 1300 krzesełek, które były zajęte w 100% a pewna liczba gości musiała stać. Oceniamy, że w ciągu dwóch dni przybyło do nas co najmniej 3000 osób. Należy zaznaczyć, że liczba ta uwzględnia fakt, że niektóre osoby przychodzą do nas każdego z tych dwóch dni i liczone są dwukrotnie.

Podczas obu imprez skupialiśmy uwagę na 25-leciu Fundacji. Co się nam udało, jak zmienił się nasz kraj, jak zmieniliśmy się i my. Otóż zmieniło się bardzo dużo. O ile 25 lat temu z nowoczesnych metod rehabilitacynych korzystało niewielu ludzi, mało kto dysponował komputerem wyposażonym w syntezator mowy, a tym bardziej mało komputerem z brajlowskim monitorem. Teraz niemal wszyscy mają takie rozwiązania. Posiadamy komputery, syntezatory mowy, mówiące komórki, brajlowskie urządzenia elektroniczne, a także elektroniczne powiększalniki obrazu. Niewidomych widać na ulicach miast, jesteśmy obecni w życiu publicznym, zabieramy głos i współdecydujemy o zorganizowaniu naszego społeczeństwa. Czy oznacza to, że nasza sytuacja jest świetna?

Mimo, że korzystamy z rozwoju technologicznego, nadal jest nam trudno. Wielokrotnie powtarzamy, że rozwiązania adaptacyjne, dostępowe, nie nadążają za rozwojem technologii masowej. Na rynku pojawiają się nowe urządzenia i nowe sposoby komunikacji z nimi, a dopiero później są opracowywane rozwiązania, dzięki którym urządzenia te mogą używać osoby niepełnosprawne wzrokowo. Szkoda, że nadal nie udaje się przekonać władze i społeczeństwa na całym świecie, by producenci byli zobowiązani dostosowywać swoje produkty do potrzeb wszysdtkich konsumentów na etapie projektowania i wdrażania. Wtedy rozwiązania dodatkowe, adaptacyjne nie byłyby już potrzebne.

Nasze uroczystości były więc poświęcone zarówno świętowaniu związanemu z postępem w naszej dziedzinie, jak również informowaniu, że nadal potrzebujemy pomocy. Mamy nadzieję, że milion osób, które nas usłyszały w trakcie kampanii, zrozumiały jak zmieniać świat na lepszy. Stąd ważne dla nas wezwanie: „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?”. A inne tytuły, hasła i pojęcia wprowadzone przez nas na forum publiczne: „Help – wiedzieć więcej”, „Świat dotyku i dźwięku”, „Świat otwarty dla niewidomych”, „Gala „Jesteśmy razem””, „tyfloinformatyka”, „Tyflobus”, „Tyflopunkty”, „udźwiękawianie i ubrajlawianie otoczenia” i „TyfloArea”?

Poza wspomnianymi powyżej imprezami Fundacji zamieszczamy w niniejszym numerze Helpa następujące treści: notki o osobach odznaczonych przez Prezydenta RP, wspomnienie o Fryderyku Chopinie z okazji wydania przez naszą Fundację książki o nim w wersji brajlowskiej, o zdolności słyszenia przeszkód, o banku przygotowanym do obsługi naszego środowiska, o dwóch konkurujących ze sobą programach udostępniających komputer, o koniach przyjaciołach ludzi niewidomych, sztuce, która nie zna i nie lubi barier oraz o konwencji OZN, której podpisanie przez Prezydenta RP obchodziło w tym roku piątą rocznicę.

Zapraszamy więc do lektury.