MUZEOTERAPIA

Artykuł o pierwszej ogólnopolskiej konferencji o socjo- i psychoterapeutycznym oddziaływaniu muzeum.

Jednym z najcenniejszych, realnych dóbr, które posiada każdy z nas, jest kultura. Nie każdy ma umiejętność korzystania (cieszenia się) z tego, co nas otacza: literatury, muzyki, architektury, rzeźby, filmu, malarstwa…

„… Kiedy korzystam z dóbr ducha, to nie przeżywam złudzenia. To jest prawdziwa część świata, z którą warto obcować, bo ona daje mi poczucie, że mimo wszystkich okropności życia, mimo nieszczęść, cierpień, bólu, niedostatku, jest w tym świecie coś bardzo dobrego i pięknego”. prof. Leszek Kołakowski

Muzea XXI wieku, zgodnie z koncepcją projektowania uniwersalnego, zmieniają infrastrukturę, dbają o komunikację, aby nikogo nie wykluczać w dostępie do dóbr kultury. Do tworzenia projektów edukacyjnych, uczących patrzeć i czytać teksty kultury, zapraszają specjalistów z zewnątrz: metodyków nauczania, terapeutów, psychologów, artystów, dzięki czemu muzea tworzą sieć przyjaznych połączeń kultury ze społeczeństwem.

W wyniku przeprowadzonych badań statystycznych w 2012 w Muzeum Narodowym w Kielcach, które wskazywały, że osoby dysfunkcyjne i zagrożone wykluczeniem bardzo rzadko lub wcale nie odwiedzały naszych oddziałów, dział edukacji wdrożył program naprawczy. Zaprosiliśmy ośrodki działające na rzecz osób niepełnosprawnych i zagrożonych wykluczeniem na bezpłatny projekt „Muzeum Bliżej Nas”. W 2013 roku skorzystało z niego 253 osób, w 2014 – 232 osoby, w 2015 – 356, a w 2017 aż 3066 osób. Szczególne zadowolenie z realizacji projektu wykazali opiekunowie osób niepełnosprawnych i zagrożonych wykluczeniem, ponieważ ich podopieczni mieli możliwość spotkania się poza ośrodkiem, w innym środowisku. Te wielokrotne, cykliczne wyjścia niekiedy wpisały się w programy rehabilitacyjne. Obecnie w ramach projektu z Muzeum Narodowym w Kielcach współpracuje 54 ośrodków z Polski.

To opiekunowie osób ze specjalnymi potrzebami zainicjowali potrzebę dialogu, wymiany spostrzeżeń, zrozumienia i zbadania relacji, które mają wpływ na rozwój człowieka i instytucji kultury. W 2018 roku Muzeum Narodowe w Kielcach jako pierwsze podjęło próbę zbadania socjo- i psychoterapeutycznego oddziaływania muzeum/wystawy/artefaktu. Zorganizowaliśmy pierwszą ogólnopolską konferencję naukową „Muzeoterapia”, która odbyła się w dniach 11-13 kwietnia w Dawnym Pałacu Biskupów Krakowskich. Wzięło w niej udział 166 osób, które zaangażowały się 266 razy w proponowane wydarzenia.

Została ona podzielona na trzy sesje, w pierwszym dniu odbyły się szkolenia, które miały za zadanie wzajemne zapoznanie uczestników. Dwa kolejne dni poświęcone były zdobywaniu wiedzy merytorycznej/naukowej poprzez wykłady monograficzne prelegentów reprezentujących środowiska akademickie w Polsce.

Szkolenia

W sesji pierwszej wzięło udział 85 osób, szkolenia trwały 2 godziny i przeprowadzane były przemiennie w grupach ponad 40-osobowych.

Bartłomiej Świstak Piotrowski – networker, ekspert od budowania społeczności offline, przeprowadził szkolenie z komunikacji pt.: „Komunikacja – jak nauczyć się rozmawiać skuteczniej, żeby umieć lepiej negocjować z gośćmi oraz beneficjentami”. Głównym założeniem prowadzącego było przekazanie poprawnego sposobu komunikacji pracowników różnych instytucji z beneficjentami tego projektu. Szkolenie miało na celu zniwelowanie częstych błędów podczas dialogu w życiu codziennym oraz pracy, poprzez przekazanie praktycznego zastosowania komunikatu „ja”.

Drugie szkolenie antydyskryminacyjne przeprowadziła Dominika Cieślikowska – psycholożka, trenerka umiejętności międzykulturowych i antydyskryminacyjnych.

Warsztat miał na celu poszerzenie wiedzy i świadomości na temat dyskryminacji. Uczestnicy przyglądali się relacjom w społeczeństwie oraz analizowali przykłady z życia wzięte.

I część konferencji naukowej „Medytacja”

Konferencja naukowa

Sesję II pod nazwą „Medytacja” poprowadził red. Piotr Sarzyński. Odbyła się ona 12 kwietnia, zostali w nią zaangażowani naukowcy, którzy wygłosili 4 referaty, w spotkaniu uczestniczyło 106 osób.

Konferencję rozpoczął wykład, dr hab. Dorota Folgi-Januszewskiej, prof. Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, członek Międzynarodowej Rady Muzeów ICOM UNESCO, prezydent ICOM-Polska (w latach 2002–2008 i ponownie od 2012), członek SAREC ICOM, członek AICA. W 2016 roku została prezydentem Komitetu ds. Rezolucji ICOM. Ekspert Rady Europy ds. muzeów, ekspert UNESCO High Level Forum on Museums. Podczas 20-minutowego przemówienia Pani Profesor formułowała istotne pytania dotyczące współczesnej roli muzeów w terapii cywilizacyjnych dolegliwości. W pierwszej części wypowiedzi nawiązała do źródeł muzealnictwa, gdzie w starożytności muzeum było miejscem, w którym następowała duchowa i twórcza transformacja człowieka.

Drugi wykład przedstawiła prof. zw. dr hab. Elżbieta Zybert – bibliolog i bibliotekoznawca, reprezentująca Uniwersytet Warszawski. Wystąpienie dotyczyło zmian w funkcjonowaniu instytucji dziedzictwa kulturowego, które zaspokajają potrzeby środowiska w celu budowania kapitału społecznego i integracji społecznej. Wymieniła jedną z nich – funkcję terapeutyczną, która przyczynia się do poprawy jakości życia wspólnoty. Wykład zakończył się próbą zdefiniowania pojęcia, jakim jest muzeoterapia.

Redaktor naczelny magazynu psychologicznego „Charaktery” – Bogdan Białek, nawiązał do tematu przewodniego sesji – medytacji jako praktyki, która pozwala zintegrować się z życiem codziennym. Wysnuł twierdzenie, iż medytować można zawsze i wszędzie, a muzeum jest idealnym miejscem by się zatrzymać i pomyśleć.

Sesję II zakończył wykład dr hab. Roberta Kotowskiego – dyrektora Muzeum Narodowego w Kielcach, który opisywał różnorodne funkcje społeczne muzeum, które zamieniają się w miejsca dialogu, interdyscyplinarną platformą wymiany idei o świecie. Powołuje się on na badania, które dowodzą istnienia wielu obszarów oddziaływania muzeum na społeczeństwo, m.in. na rozwój osobisty, wyobraźnię, kreatywność, a nawet zdrowie i dobre samopoczucie, co dowodzi, że pełnią one funkcje terapeutyczne.

II część konferencji naukowej „Transformacja”

Sesję III pod nazwą „Transformacja”, która odbyła się 13 kwietnia 2018, poprowadziła Aleksandra Lanckorońska. Uczestniczyło w niej 75 osób, a 50 udzieliło odpowiedzi na ankiety oceniające konferencję, która dostępna była w formie papierowej i elektronicznej od 13 kwietnia do 7 maja 2018 roku. Miała ona na celu ocenę poszczególnych elementów realizacji spotkań.

Drugi dzień konferencji rozpoczął się wykładem dr n. med. Joanny Waniek, która zajmowała się terapią osób z podwójną diagnozą, czyli z zaburzeniami psychicznymi i problemem alkoholowym, m.in. w przestrzeniach muzeum. Twierdzi ona, że wyjście do muzeum dla osób z zaburzeniami psychicznymi jest przełamaniem izolacji społecznej. Powołuje się również na neurobiologiczne badania. Nowe techniki neuroobrazowania pozwalają zobaczyć korzystne zmiany zachodzące w mózgu za pomocą psychoterapii, której częścią staje się edukacja muzealna.

Kolejnym prelegentem był Robert Więckowski – naukowo związany z Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Uniwersytetem Humanistycznospołecznym SWPS. Nawiązując do tematu III sesji konferencji „transformacji”, opisywał społeczną rolę muzeów, które otworzyły się na potrzeby osób z różnymi dysfunkcjami. Przedstawił on wyniki dziesięcioletnich badań statystycznych, które wskazują, że z tych udogodnień korzysta niewielu niepełnosprawnych.

Trzeci w kolejności wykład wygłosiła Agnieszka Caban – kulturoznawca, kierownik Muzeum Dialogu Kultur, oddziału Muzeum Narodowego w Kielcach. Referat jako jedyny odnosił się do tematów dyskryminacji. Zwróciła uwagę na aspekt edukacji wielokulturowej i antydyskryminacyjnej realizowanej w przestrzeniach muzeum. Wskazała na pozytywny skutek muzeoterapii, jakim jest dbanie o wielokulturowość, tak aby nikt nie został wykluczony. Prelegentka przedstawiła przykłady statutowej działalności muzeum, która poprzez np. wystawy i wydarzenia zwiększyła percepcję społecznego oddziaływania grup wykluczonych m.in.: więźniów, przedstawicieli mniejszości etnicznych, osób niepełnosprawnych.

Ostatni wykład przeprowadziła Izabela Wójcik- zastępca kierownika w Dziale Edukacji Muzeum Narodowego w Kielcach, powołując się na badania statystyczne długofalowego projektu „Muzeum Bliżej Nas” kierowanego do podmiotów reprezentujących środowiska osób niepełnosprawnych i zagrożonych wykluczeniem. Prelegentka przedstawiła zasadność zmian zachodzących w Muzeum Narodowym w Kielcach równocześnie w trzech wymiarach: strukturze architektonicznej, ofercie edukacyjnej i turystycznej. Dostosowanie muzeum do potrzeb osób dysfunkcyjnych ma wpływ na wskaźniki twarde – frekwencja oraz miękkie – postrzeganie przez niepełnosprawnych i osób zagrożonych wykluczeniem MNKi jako miejsca przyjaznego.

Demokratyczna debata „The Long Table”

Debata inspirowana autorskim projektem  Lois Weaver, podczas której każda osoba na sali miała możliwość wypowiedzi. „The Long Table” wykorzystuje doświadczenie i praktykę na równi z badaniami naukowymi.

W centrum Sali Portretowej Dawnego Pałacu Biskupów Krakowskich stały stoły, które miały za zadanie generowanie rozmów, poprzez odpowiednio przygotowaną inscenizację: zwykła rozmowa zamieniła się w performance – spotkanie osób/specjalistów, którzy chcą porozmawiać na konkretny temat. „Długi stół” zachęca do niezobowiązującej konwersacji na poważne tematy. Papierowe obrusy, na którym pisano markerami, to notatki, spostrzeżenia, uwagi. Te bezcenne źródła informacji zostały podzielone na poszczególne kategorie – powtarzające się wątki, które zostały przedstawione poniżej. Każdy wątek rozpoczyna pytanie pomocnicze.

Uczestnicy zadawali pytania czy muzeum to dobre miejsce do prowadzenia zajęć terapeutycznych i jakie choroby można w nim leczyć. Inni odpowiedzieli, że jest to możliwe tylko wtedy, kiedy ta instytucja otwarta jest na potrzeby „użytkowników”, ma przystosowaną przestrzeń, narzędzia pracy oraz odpowiednią ofertę edukacyjną. Zaproponowano zajęcia w formie gier muzealnych w tkance miejskiej oraz w ośrodkach. Socjoterapeutyczne oddziaływanie kultury powinno otwierać osobom niepełnosprawnym i zagrożonym wykluczeniem alternatywne formy spędzania wolnego czasu.

Kolejny poruszany wątek dotyczył cech, jakie powinien posiadać prowadzący – pracownik muzeum. Wymienione przez uczestników wymagane predyspozycje to m.in. otwartość, empatia, tolerancja, wrażliwość oraz posiadanie umiejętności pracy w zespole. Powinien również przeprowadzić rozmowę z opiekunem grupy w celu rozeznania beneficjentów, zajęć i dostosowania się do ich potrzeb. Jednak nie tylko pracownik muzeum musi odpowiednio się przygotować, z powyższych odpowiedzi wynika, że znaczącą rolę odgrywa również opiekun grupy znający specjalne potrzeby swoich podopiecznych. Czynnie współpracujący ze specjalistami ośrodków, powinien znać i wyznaczać cele działań terapeutycznych realizowanych na terenie muzeum, odpowiedzialny jest również za tworzenie ewaluacji terapii. Niedopuszczalne jest pozostawienie grupy podopiecznych jedynie pod opieką pracownika muzeum.

Kolejnym ważnym aspektem są odbiorcy. Debatująca grupa zadawała pytania czy terapia powinna być nastawiona na jednostkę czy grupę. Czy seniorzy – osoby z różnymi typami demencji i osoby uzależnione powinny być odbiorcami działań terapeutycznych prowadzonych w muzeum. Pojawiły się również dwa postulaty: „Niepełnosprawni oczekują normalności” oraz „Niepełnosprawni nie chcą terapii, chcą normalnie żyć”. Miały one zwrócić uwagę na potrzebę niepełnosprawnych współuczestniczenia w życiu kulturalnym Kielc.

Następne z zadawanych pytań dotyczyło wyjść do muzeum i tego czy każde z nich można uznać za terapię. Uczestnicy wskazywali, że niezwykle ważne w wychowaniu podopiecznych jest wychodzenie poza mury ośrodka, a każda taka wycieczka ma właściwości edukacyjne i terapeutyczne. Te treści są przemycane tak, że uczestnicy nie są świadomi tego, że biorą udział w terapii. Kolejny ciekawy temat poruszony podczas dyskusji to relacje. Uczestnicy zastanawiali się nad hierarchią pomiędzy osobą prowadzącą zajęcia a uczestnikiem. Kto jest uczniem, a kto nauczycielem? Kto od kogo się uczy?

Następnym punktem debaty było ustalenie definicji zjawiska „Muzeoterapii”, każdy z uczestników mógł skonstruować swoją własną i przedstawić swój punkt widzenia tego pojęcia. Najważniejsze wspomniane określenia tej formy terapii to przedstawienie muzeum jako pośrednika we wzmacnianiu świadomości oraz mentalności społecznej. Pochylono się również nad różnicami między „Muzeoterpią” a innymi formami terapeutycznymi.

Po ustaleniu definicji nie mogło się również obyć bez zastanowienia się nad celem tego typu terapii, dlatego był to kolejny z poruszonych tematów. Uczestnicy, starając się odpowiedzieć na pytanie o cele „Muzeoterapii”, pokusili się o takie stwierdzenia, jak diagnozowanie potrzeb: poznawczo-rozwojowych, emocjonalnych i manualnych, badanie wzrostu zdolności emocjonalno-społecznych, percepcyjno-poznawczych, odreagowanie wewnętrznych napięć, niepowodzeń, frustracji i agresji oraz rozwój zdolności twórczych.

Na stole „The Long Table” pojawiły się również postulaty oraz propozycje dotyczące przyszłości całego wydarzenia, znajdują się one w rozdziale o nazwie „Plany na drugą edycję Muzeoterapii”.

Projekty artystyczne

Na pokaz postaw artystycznych, które prezentują nowatorski język komunikacji, tworząc nową, społeczną przestrzeń wymiany myśli, poznania i zrozumienia różnorodności społecznej zaplanowane były trzy projekty artystyczne, jednak udało się zrealizować tylko jeden z nich.

Pokaz pt. „Obrazy mojej ulicy. Pejzaż architektoniczno-społeczny ulicy Złotej w Kielcach” dr Natalii Łakomskiej.

Projekt artystyczny jest dyskursem z zakresu sztuki relacyjnej według koncepcji Nicolasa Bourriaudo. Analizie został poddany niewielki fragment pejzażu architektonicznego, miejsce zamieszkania autorki. Cykl czterech monumentalnych tryptyków, każdy o rozmiarach 150 x 300 cm, przedstawia pejzaż topograficzny. Wyfrezowany w płycie rysunek podporządkowany jest perspektywie sferycznej. Autorka posłużyła się współczesnymi narzędziami optyki Google Maps. Street View, jednak metodyka pracy ujawnia poszukiwania odniesienia, a nie dosłownego obrazowania. W sztuce relacyjnej dzieło malarskie staje się przestrzenią spotkania. Obserwator-interlocutor podążając wzdłuż ulicy gromadzi doświadczenia estetyczne, które stają się podstawą interakcji. W niniejszym projekcie relief i dźwięk stały się elementami służącymi do aktywizacji osób niewidomych (mieszkańców ulicy Złotej). Obrazy przyjmują funkcje społeczne, kreują relacje, budują więzi interpersonalne.

Plany na drugą edycję

Po ewaluacji projektu zadecydowaliśmy, że w kolejnej konferencji będziemy kontynuować tę samą formę: warsztaty, wykłady naukowe i debaty, w celu łączenia środowiska teoretyków i praktyków. „Muzeoterapia” jest zaplanowana na drugi kwartał roku. Zapisy na 2019 rozpoczną się w pierwszych miesiącach roku. Zgłoszenia można dokonać przy pomocy formularza dostępnego na stronie https://mnki.pl/pl/muzeoterapia/zapisy.

Uczestnikiem konferencji może być osoba fizyczna lub instytucja, w której działa. Konferencja jest bardzo elastyczna, istnieje możliwość uczestniczenia we wszystkich wydarzeniach lub tylko tych wybranych przez uczestnika.

Smutni kochankowie

Wstęp

Przedstawiłem Państwu w poprzednich numerach genialnego niewidomego profesora Witolda Kondrackiego. Nie powtarzając więc informacji o nim dodam jedynie, że mimo wybuchu, który sam spowodował w wieku 14 lat i utraty wzroku, zachował zdolność niebywałej wyobraźni. Nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie fakt, że ta jego wyobraźnia była właśnie nieprzeciętna, znaczy rzadko spotykana, albo wręcz niespotykana.

Właśnie prezentujemy Państwu kolejne opowiadanie Witka, w którym chyba nikt nie zdołałby odnaleźć potwierdzeń, iż autor nic nie widział. Jak się okazało, normalnie widząc do czternastego roku życia zdołał tyle zapamiętać i tak świetnie zrozumieć naturę światła, obrazu, wreszcie całej wizualnej rzeczywistości, że starczyło na pozostałe mu pół wieku życia. Dzięki temu opowiadał o świecie nie tylko wysłuchiwanym, ale także oglądanym. Czytając poniższe opowiadanie właśnie taka myśl do nas przychodzi, opanowuje nas. Z każdym zdaniem rośnie szacunek dla tego człowieka, ale nie tylko dzięki powyższej zdolności. Gdy to już „przeżyjemy”, „przedumamy”, dochodzą do głosu kolejne, pełne uznania wrażenia i myśli. W każdym opowiadaniu Kondrackiego jesteśmy zauroczeni jego talentem. Opowiadania to oczywiste perełki. Jak on to zrobił, że pisał wyłącznie „do szuflady”?! A jak inni „zrobili”, że w tej szufladzie pozostały? Czy świat kompletnie „zwariował” i nie jest w stanie docenić takich perełek? Czy nadeszły czasy już tak byle jakie, że geniuszy, gdy nawet żyją wśród nas, nikt ich nie chce znać?

Marek Kalbarczyk

Nie wiem jak znalazłem się w tym pokoju. Nic nie pamiętam. Czasem wydaje mi się, jakbym spędził tu wiele lat… Chodzę bezustannie dookoła pokoju, nieskończenie kontemplując jego ciemne, jakby okopcone ściany. Na bieli wyraźnie odznaczają się smugi czarnej sadzy. Niekiedy widzę jak spomiędzy nich wyłania się twarz dziewczyny o czarnych włosach. Widzę też jej delikatną, smukłą sylwetkę.

Zdarza się, że rozmawiamy, bez głosu, odkryliśmy bowiem, że istnieje sposób bezpośredniego przekazywania myśli i uczuć. Te przepojone smutkiem i melancholią dialogi są jednak sporadyczne. Wydaje mi się, że kiedyś kochałem tę dziewczynę. Nie mogę sobie przypomnieć… Nie pamiętam nawet jak ma na imię. Zdaje mi się, że kiedyś przed wielu laty, widziałem jej profil na tle płomieni. W czarnych włosach zamigotały wtedy drobne światełka, a twarz lekko ściemniała. Zresztą, może to wszystko nieprawda. Może to po prostu był tylko straszny sen. Swoją drogą wydaje mi się, że nie spałem już od wielu lat. Nocami obserwuję gwiazdy, widoczne przez szczeliny w spękanym suficie. Jest to jedyny kontakt jaki mam ze światem. Mimo, że znam już na pamięć wszystkie widoczne gwiazdozbiory, za każdym razem wzrusza mnie ich majestatyczne, pełne spokoju i równowagi piękno. Lubię dzielić się tą fascynacją z dziewczyną. Widzę wtedy jej smutny, pełen zadumy uśmiech i wydaje mi się, że moja samotność nie jest aż tak wielka. Lecz po jakimś czasie dziewczyna odchodzi, cofając się w głąb ściany i znowu zostaję zupełnie sam.

Nie lubię deszczu. Woda przecieka przez dziury w suficie i zimne krople przelatują na wskroś przeze mnie. Przypomina mi to, że coś jest ze mną nie w porządku. To samo zresztą tyczy się dziewczyny, która jak mi się wydaje, w dużej mierze jest cieniem…

Gdybym mógł sobie przypomnieć… Ona miała chyba na imię Irena… Czy to możliwe, żeby mnie kiedyś kochała?… Ile to mogło być lat temu?…

Dlaczego czasem wydaje mi się, że widziałem płomienie w oknie?… Dziś okno jest zabite deskami. Mrok rozświetlają tylko wąskie promienie przeciskające się przez szpary. Czasem smuga światła pada w dół i widać zwęgloną podłogę.

Jak to było?… Ona chyba miała na imię Danuta. Nie pamiętam. …I ten ból, który towarzyszy mi od tylu lat… Dlaczego tak boli?… Gdy ona przychodzi, czuję ulgę, tak jakby cierpienie dzieliło się na nas dwoje.

Widzę jej cień, przesuwający się po ścianie. Nie odchodź! Już znikła… Został tylko cień uśmiechu, ale on też się rozpływa… A może to tylko przywidzenie…

Moim przyjacielem jest duży, stary pająk. Lubię patrzeć, jak codziennie pracowicie udoskonala i rozbudowuje swoją misterną sieć. Jest kosmaty, brunatny, z białym kropkowanym krzyżem na grzbiecie. Często tkwi nieruchomo, zawieszony w swej pajęczynie, spędzając dziesiątki godzin na czekaniu. Jego czas musi płynąć chyba tak powoli jak mój. Przypuszczam, że jest filozofem, a w każdym razie na pewno myślicielem; jakże inaczej mógłby znieść swoją nieskończoną samotność. Ciekaw jestem czy mnie dostrzega… Myślę, że nie, bo nigdy nie okazał mi ani zainteresowania, ani strachu.

Niekiedy obserwuję, jak na ścianie powstaje pęknięcie. Zrazu jest ono drobne, przypominające kształtem kurzą łapkę. W miarę upływu czasu pogłębia się jednak i wydłużą, a w szczelinie gromadzie się kurz. Ilość pęknięć rośnie z miesiąca na miesiąc, nadając ścianom dodatkową, niebanalną fakturę pełną zawiłych arabesek i zagadkowych symboli. Obserwowanie tego procesu pozwala mi unaocznić sobie, jak bardzo nietrwałe jest wszystko to, co materialne.

…i proszę panią, to już będzie z osiem albo i dziewięć lat jak ten dom się spalił. Nikt go nie chce kupić, bo powiadają, że tam straszy. Właściciel się tam spalił razem z jego kochanką. Całkiem na węgiel się upiekli. Żona, powiadają, dowiedziała się, że on tam jest z kochanką, wzięła kanister z benzyną i podpaliła. I oni teraz tam straszą. Byli tacy, co nawet chcieli kupić tę ruinę, ale jak tylko tam wchodzili, to taki żal ich ogarniał i strach jakiś, że rezygnowali. I tak stoi to i niszczeje, a ludzie powiadają, że oni… no wie pani, oni… tam w środku… żyją…

Dobre, bo… zachodnie?!

Swego czasu dużą popularnością cieszyło się hasło „Dobre, bo polskie”. Certyfikatem tego prestiżowego godła firmowano wysokojakościowe polskie produkty spełniające oczekiwania najbardziej nawet wymagających odbiorców. Z czasem ów slogan obejmować zaczął coraz szerszy krąg znaczeń; powstał m.in. zatytułowany w ten sposób program telewizyjny, w którym prezentowano sylwetki polskich przedsiębiorców z powodzeniem prowadzących własny biznes tak w kraju, jak i za granicą. Wyrażenie na trwałe weszło również do języka ogólnego i potocznego dla oznaczenia tych obszarów i zagadnień rodzimego pochodzenia, które wskazywać miały na ugruntowaną pozycję naszego kraju również na arenie międzynarodowej. Piękna i szlachetna to inicjatywa, zwłaszcza, że jako kraj faktycznie mamy tak wiele do zaoferowania .

Niemniej jednak mam nieodparte wrażenie, iż zachodni styl życia i niejednokrotnie nachalne niemalże promowanie zachodnich wzorców i nurtów na stałe zadomowiło się w naszej codziennej przestrzeni. Pozorny w mojej ocenie powab zachodu przynosi nam niejednokrotnie więcej szkody niż pożytku. W porównaniu z obcymi „trendami” na wielu polach wciąż niepotrzebnie odczuwamy swoją niższą i wycofaną pozycję. Tytułem wyjaśnienia, rzecz bynajmniej nie w tym, aby przekonywać kogokolwiek, że polskie = dobre, zaś zachodnie = złe . Nie sposób przecież nie docenić dorobku innych cywilizacji i kultur w zakresie zdobyczy technologicznych, naukowych itp., z których korzystamy niemalże na każdym kroku. Rzecz raczej w tym, by nie umniejszać temu, co rodzime oraz wyzbyć się przesadnej i bezrefleksyjnej oceny zachodnich nurtów jako jedynie słusznych, jak również aby unikać przyjmowania z góry tego co obce jako lepsze i właściwe. Znam zbyt wiele osób, które taką właśnie postawę prezentują, nie przyjmując przy tym żadnych racjonalnych argumentów na obalenie swoich twierdzeń.

Wszechobecne uwielbienie zachodnich tendencji zauważam na wielu płaszczyznach, m.in. w obszarze językowym, modowym, sytuacyjnym itp. Przytoczę jedynie kilka przykładów. I tak wszelakie pojęcia typu event, dead line, stanowiska typu product manager itp. na stałe weszły do naszego języka wypierając z niego polskie określenia dla oznaczenia ich odpowiedników. Zastanawiające – czy anglojęzyczne nazewnictwo stanowiska pracy dodaje mu zatem splendoru? Moda z wybiegów i stale odbywających się gdzieś w „wielkim świecie” popularnych tygodni mody /fashion week/ wkracza na ulice miast i wiosek, do szkół (!), jak i w przestrzeń oficjalną, tj. urzędniczą – niezależnie od tego, iż obiektywnie rzecz ujmując niejednokrotnie przyprawia ona człowieka w zdumienie. Nowe zwyczaje typu baby shower, a więc imprezy dla znajomych organizowane pierwotnie przez hollywoodzkie gwiazdy tuż przed mającym nastąpić rozwiązaniem, też niepostrzeżenie zadomowiły się u nas na dobre. Nie sposób nie wspomnieć również o szeregu nowych i „postępowych” kierunków, m.in. w obszarze światopoglądowym. Nachalne promowanie przez niektóre środowiska postaw typu pro-gender chwilami wykracza już poza granice dobrego smaku, a na pewno zdrowego rozsądku, dlatego też wolę pozostawić ten temat bez dalszego komentarza. I wcale nie o brak tolerancji tutaj chodzi.

Zachłyśnięcie się zachodem obserwowane było już od dawna. O modzie rodem z Francji – i to bynajmniej nie tylko w aspekcie modnej odzieży – pisał już bowiem prześmiewczo Mickiewicz. Są takie fragmenty epopei narodowej, do których często się powraca. Inwokacja, koncert Jankiela, czy też gra Wojskiego na rogu – to tylko niektóre z fragmentów, które obowiązkowo recytowaliśmy w szkole. Jest natomiast w Panu Tadeusza przy okazji nauki Sędziego o grzeczności bodajże mniej znany i powtarzany urywek, tj. mowa Podkomorzego wspominającego czasy, kiedy to na Litwie nastała moda francuszczyzny. Wspomniany fragment, zamieszony dla przypomnienia w załączeniu, jest jednym z wielu przykładów komizmu w Panu Tadeuszu . Mickiewicz w opisie osoby Podczaszyca w mistrzowski i sarkastyczny sposób pokazuje jakże i współczesne nam nieraz zaślepienie zachodnimi trendami.

Wtem brząknął w tabakierkę złotą Podkomorzy

I rzekł (…)

Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do Ojczyzny

Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny! (…)

Pamiętam, chociaż byłem wtenczas małe dziecię,

Kiedy do ojca mego w oszmiańskim powiecie

Przyjechał pan Podczaszyc na francuskim wózku,

Pierwszy człowiek, co w Litwie chodził po francusku.

Biegali wszyscy za nim jakby za rarogiem,

Zazdroszczono domowi, przed którego progiem

Stanęła Podczaszyca dwukolna dryndulka,

Która się po francusku zwała karyjulka.

Zamiast lokajów w kielni siedziały dwa pieski,

A na kozłach niemczysko chude na kształt deski;

Nogi miał długie, cienkie, jak od chmielu tyki,

W pończochach, ze srebrnemi klamrami trzewiki,

Peruka z harbajtelem zawiązanym w miechu.

Starzy na on ekwipaż parskali ze śmiechu,

A chłopi żegnali się, mówiąc, że po świecie

Jeździ wenecki diabeł w niemieckiej karecie.

Sam Podczaszyc jaki był, opisywać długo;

Dosyć, że się nam zdawał małpą lub papugą,

W wielkiej peruce, którą do złotego runa

On lubił porównywać, a my do kołtuna.

Jeśli kto i czuł wtenczas, że polskie ubranie

Piękniejsze jest niż obcej mody małpowanie,

Milczał; boby krzyczała młodzież, że przeszkadza

Kulturze, że tamuje progresy, że zdradza!

Taka była przesądów owoczesnych władza!

“Podczaszyc zapowiedział, że nas reformować,

Cywilizować będzie i konstytuować;

Ogłosił nam, że jacyś Francuzi wymowni

Zrobili wynalazek, iż ludzie są rowni.

Choć o tym dawno w Pańskim pisano zakonie

I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie.

Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!

Lecz wtenczas panowało takie oślepienie,

Że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie,

Jeśli ich nie czytano w francuskiej gazecie.

Podczaszyc, mimo równość, wziął tytuł markiża;

Wiadomo, że tytuły przychodzą z Paryża,

A natenczas tam w modzie był tytuł markiża.

Jakoż, kiedy się moda odmieniła z laty,

Tenże sam markiż przybrał tytuł demokraty;

Wreszcie z odmienną modą, pod Napoleonem,

Demokrata przyjechał z Paryża baronem;

Gdyby żył dłużej, może nową alternatą

Z barona przechrzciłby się kiedyś demokratą.

Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi,

A co Francuz wymyśli, to Polak polubi.

Czy wiele zmieniło się zatem od czasów osławionych Sarmatów? Nie sposób zaprzeczyć, że najnowsze trendy i wzorce lubimy czerpać z zachodu. Być może podświadomie, jednak to co zachodnie przyjmujemy często niemalże bezwarunkowo jako lepsze, postępowe itp. Jednak czy tak jest w rzeczywistości? Przy głębszej analizie konkretnego zjawiska nader często okazuje się przecież, że „hurraoptymizm” w danym zakresie jest daleko przesadzony. Trudno jednak wyrazić odmienne zdanie, czy nawet wejść w polemikę, gdyż – i tu ponownie zacytuję – „boby krzyczała młodzież, że przeszkadza kulturze, że tamuje progresy, że zdradza”. Mickiewicz pod wieloma względami wyprzedził swoją epokę. Mistrzostwo Pana Tadeusza zawiera się zatem nie tylko w przepięknym języku tego arcydzieła, ale również w trafności spostrzeżeń właśnie. Na marginesie dodam jedynie, że kunszt epopei narodowej dostrzegłam dopiero po latach, tj. bynajmniej nie w toku szkolnej analizy tego utworu, natomiast poprzez wnikliwą lekturę tej pozycji już w wieku dojrzałym.

Jedna z baśni Hansa Christiana Andersena pt. „Nowe szaty króla” traktuje o tym, jak to do posiadłości cesarza przybywają oszuści udający tkaczy. Uknuta przez oszustów intryga sprowadza się do przekonania władcy, iż przybysze potrafią utkać z dostarczonych im drogocennych surowców najpiękniejszy materiał i szaty, które dodatkowo widoczne są tylko dla ludzi mądrych i nadających się do pełnienia swoich zaszczytnych funkcji. Król z radością przyjmuje gości i poleca podwładnym wykonywanie wszystkich poleceń gości, jak również dostarczenie im niezbędnych materiałów w postaci m.in. złota i srebra. Tkacze, rzecz jasna, pilnie pracują nad projektem szat, potajemnie wywożąc przy tym z królestwa przedkładane im bogactwa. Uroczysta końcowa parada nagiego cesarza w „nowych szatach” na oczach wszystkich podwładnych boleśnie obnaża całą prawdę o kondycji ludzkiej. Podwładni z obawy o utratę własnych stanowisk, bądź też z obawy o uznanie ich za głupich wychwalają wniebogłosy przecudne odzienie króla. Jedynie niewinne dziecko, nieskażone jeszcze żadną wątpliwą, a tutaj fałszywą wręcz poprawnością, jest w stanie wykrzyczeć na głos całą prawdę – „król jest nagi”. W przytoczonej baśni widzę analogię do zasygnalizowanego przeze mnie zjawiska. Jakże często bowiem wskazuje się nam odgórnie, nieraz szumnie i medialnie, ten czy owy kierunek, który powinniśmy wybrać. Nieraz z obawy o posądzenie nas o zaściankowość itp. mniej lub bardziej przymykamy oko na coraz to śmielsze wybryki i wymysły współczesnego, nie zawsze jedynie zachodniego świata.

Życzyłabym zatem wszystkim, sobie samej również, odwagi i samozaparcia, aby zachować własne zdanie i nie podążać ślepo za usilnie forsowanymi i napierającymi na nas zewsząd tendencjami. Zdroworozsądkowe podejście wydaje się – jak zawsze zresztą – najlepszą receptą na znalezienie złotego środka w otaczającym nas nieraz zagmatwaniu.

Jakże często przecież „król jest nagi”.

Muzeum i ośrodek kultury białoruskiej w Hajnówce

Jednym z dostępnych miejsc dla osób niewidomych i słabowidzących znajdujących się na terenie województwa podlaskiego jest muzeum i ośrodek kultury białoruskiej w Hajnówce. Istnieje już przeszło 20 lat. Początki tego muzeum i jego działalność są nieco dłuższe. Pierwsza lokalizacja mieściła się w Białowieży. Wraz z rozwojem ośrodka, potrzebując jednocześnie więcej miejsca, w porozumieniu z miejskimi władzami przeniosło się do Hajnówki.

Podczas zwiedzania możemy przebywać na trzech wystawach udźwiękowionych. Jedną z nich jest wystawa o rzemiośle białoruskim, o zajęciach dawniej wykonywanych i o dawnym życiu na podlaskiej wsi. Jest to jedyna wystawa w pełni udźwiękowiona. Na drugiej można posłuchać filmu o podobnej tematyce, gdyż praktycznie nic tam nie ma do oglądania dla wzrokowców, więc jest to film dla nas. Natomiast na trzeciej udźwiękowionej wystawie można posłuchać dawnego białoruskiego folkloru na podlaskich wsiach. Komentarzy można odsłuchiwać w trzech językach: polskim, białoruskim i angielskim. Kolejne, które mają być dostępne dla osób niewidomych to wystawy o białoruskiej zagrodzie i kalendarzu na podlaskiej wsi. Wystawa o kalendarzu w pewnym stopniu jest udźwiękowiona dla osób niewidomych, a ta o białoruskiej zagrodzie ma być zmodernizowana i co najważniejsze – udźwiękowiona.

Muzeum idzie z duchem czasu i wciąż się rozwija

Poruszając się po muzeum, na chwilę obecną trzeba korzystać ze schodów. O tyle jest to ułatwione dla osób niewidomych, iż przy schodach znajduje się poręcz, która w żadnym miejscu nie jest przerwana. Muzeum będzie się starać o pozyskanie środków finansowych na modernizację tego ośrodka, m.in. zainstalowanie windy.

Turystyka województwa warmińsko-mazurskiego

Wbrew pozorom Warmia i Mazury ma turystycznie do zaoferowania o wiele więcej niż tylko jeziora. W tym tekście postaram się przekonać o tym Czytelników przedstawiając kilkanaście subiektywnie wybranych miejsc wartych odwiedzenia. Są one zbiorem ciekawych atrakcji, z którego można dowolnie wybierać.

Zaczniemy od stolicy województwa. Tak naprawdę cały ten artykuł mógłby być tylko o Olsztynie, a i tak podejrzewam, że nie zawarłbym nawet połowy miejsc, które warto zobaczyć. Gdybym miał jednak wybrać jedną pozycję obowiązkową do zobaczenia, to zdecydowanie byłoby to serce Olsztyna, czyli Stare Miasto. Wyznaczone przywilejami lokacyjnymi w latach 1353 i 1378, małe, ale bardzo urokliwe, z wieloma atrakcjami. Uliczki pamiętające stare czasy z ładnie odnowionymi kamienicami, gotycki Zamek Kapituły Warmińskiej z II połowy XIV w., w którym znajduje się muzeum, amfiteatr, pomnik Mikołaja Kopernika, Wysoka Brama, park zamkowy rozciągający się na obszarze dawnej fosy i wiele innych. Na rynku i w okolicy jest dużo klimatycznych restauracji i kawiarni, w których można dobrze zjeść, wypić kawę i skosztować pysznych lodów. Zimą warto odwiedzić starówkę w okresie świątecznym, kiedy jest pięknie przystrojona, a szczególnie podczas jarmarku świątecznego.

W niedalekiej okolicy Olsztyna warto odwiedzić Gietrzwałd. To urokliwa wieś lokowana na prawie chełmińskim w 1352 przez kapitułę warmińską. Znajduje się tam Bazylika Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, której budowa zaczęła się wkrótce po lokacji wsi. Przed rokiem 1500 nastąpiła rozbudowa, chociaż należałoby raczej powiedzieć, że budowa niemal od podstaw nowego kościoła – z cegły i kamienia. Z tego okresu częściowo zachowana jest do dziś prosta budowa salowa w stylu gotyckim. 31 marca 1500 roku kościół konsekrowano, nadając mu wezwanie Narodzenia Najświętszej Marii Panny. W późniejszych latach był wielokrotnie przebudowywany. W 1970 papież Paweł VI nadał kościołowi w Gietrzwałdzie tytuł bazyliki mniejszej. Obiekt położony jest na wzniesieniu w centrum wsi i ogrodzony kamiennym murem. W części północno-wschodniej znajduje się aleja prowadząca do cudownego źródełka, a w zachodniej dom pielgrzyma oraz plebania wraz z kaplicą św. Józefa. Ciekawostką jest, że w Gietrzwałdzie powstał pomysł utworzenia „Gazety Olsztyńskiej”. Tu żył i pracował Andrzej Samulowski (1840–1928), inicjator powstania gazety, ale także założyciel pierwszej księgarni na Warmii (1878). Budynek księgarni wraz z tablicą pamiątkową istnieje do dzisiaj.

Pozostając w okolicach Olsztyna warto odwiedzić Olsztynek. Pierwsza wzmianka o Olsztynku pochodzi z 1351, a prawa miejskie nadane zostały w 1359 roku. Miasto założono na planie zbliżonym do wielu innych miast krzyżackich. Centralnym punktem był obszerny rynek z kościołem i ratuszem, od którego wychodziły dwie prostopadłe ulice. Niemiecka nazwa zamku, a później miasta, pochodzi od jego założyciela, komtura ostródzkiego Güntera von Hohensteina. W źródłach polskich już w XV w. występuje nazwa zbliżona znaczeniem do obecnej – „Mały Olsztyn” lub Olsztynek. Miejscem wartym odwiedzenia jest Muzeum Budownictwa Ludowego – Park Etnograficzny, które zostało założone jako ekspozycja architektury ludowej z terenów Prus, na obrzeżach ogrodu zoologicznego w Królewcu. Założycielem był dr Richard Dethlefsen – Prowincjonalny Konserwator Zabytków Prus Wschodnich. W 1937 r. podjęto decyzję o przeniesieniu ekspozycji do Olsztynka, gdzie już znajdowało się mauzoleum Hindenburga. Przenosiny trwały w latach 1938–1942. Pod koniec lat 50. XX wieku dr Franciszek Klonowski rozpoczął uzupełnianie kolekcji o nowe obiekty architektury wiejskiej. 1 września 1961 r. utworzono Park Etnograficzny, funkcjonujący jako Oddział Muzeum Mazurskiego w Olsztynie. Już 1 stycznia 1969 roku skansen zaczął funkcjonować jako samodzielna i autonomiczna jednostka pod nazwą „Muzeum Budownictwa Ludowego – Park Etnograficzny w Olsztynku”. W 1974 r. Muzeum przejęło fragment gotyckiej zabudowy miasta Olsztynek: ruinę kościoła (XIV/XVII w.) oraz basztę murów obronnych miasta, które wyremontowało i adaptowało do funkcji Salonu Wystawowego i Domu Mrongowiusza.

Obecnie skansen w Olsztynku zajmuje około 100 ha, znajduje się tu 68 obiektów architektonicznych (13 przeniesionych z Królewca) oraz ekspozycje rzadkich gatunków zwierząt gospodarskich polskiego pochodzenia. W 2008 r. Muzeum zostało wpisane do Państwowego Rejestru Muzeów prowadzonego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Z Olsztynka warto skierować się do Nidzicy, miasta położonego nad rzeką Nidą na Pojezierzu Mazurskim. W X wieku okolice późniejszego miasta zamieszkiwała ludność słowiańska, o czym świadczy wiele znalezisk oraz charakter pobliskich grodzisk granicznych w Nowym Dworze i Księżym Dworze. W samej Nidzicy pierwszy drewniany obiekt obronny założyli Krzyżacy prawdopodobnie już w latach 1266–1268. Pierwsza wzmianka o zamku nad Nidą pochodzi z 1376 r. W 1381 r. osada otrzymała prawa miejskie. Jako miejscowość położona nieopodal granicy z Mazowszem posiadała dwa niezależne, ale powiązane ze sobą systemy obronne. Zamek z przedzamczem i fortyfikacje miejskie, których głównym elementem był mur obwodowy z basztami na rogach oraz mur od strony wschodniej dobudowany kilka lat później. Od strony zachodniej miasto otaczała Nida, z trzech pozostałych stron wykopana fosa zasilana wodami rzeki. W obrębie murów miejskich stały dwa duże obiekty pełniące funkcję obronną: Kościół św. Wojciecha i Klasztorek. Aktualnie zamek służy jako miejskie centrum kultury i rozrywki. Mieści się w nim Muzeum Ziemi Nidzickiej z ekspozycją etnograficzno-historyczną, Nidzicki Ośrodek Kultury, Bractwo Rycerskie Komturii Nidzickiej, Galeria Autorska Hieronima Surpskiego, pracownia rzeźby i biblioteka miejska. Działa tutaj również hotel oraz restauracja. Kompleks otoczony jest gęstym, XIX-wiecznym parkiem.

Kilka kilometrów obok Nidzicy znajduje się „Garncarska Wioska”, kolejna atrakcja warta odwiedzenia. Odtwarzane są w niej stare, ginące zawody oraz kultywowane dawne tradycje i obyczaje. Wieś Kamionka została założona w 1371 roku, a powstała w 2007 roku w jej obrębie „Garncarska Wioska” kultywuje dawne nidzickie tradycje rzemieślnicze. Historia Nidzicy od wieków związana była z rozwojem rzemiosła. Działały tam cechy piekarzy, rzeźników, szewców, krawców i garncarzy, od których pochodziła nazwa podmiejskiej Góry Garncarskiej. Okolice Nidzicy bogate były w zasoby gliny. Wyrabiano tutaj artystycznie zdobione kafle, w XVI wieku wytapiano żelazo z rudy darniowej, a w bliskiej okolicy browar nidzicki wytwarzał piwo. W późniejszych latach w Nidzicy działali producenci sanek, sukiennicy i kapelusznicy. Obecnie w „Garncarskiej Wiosce” od maja do września, w każdą pierwszą sobotę miesiąca, są organizowane jarmarki, na których można kupić produkty ceramiczne, krawieckie, pamiątki regionalne, wyroby z papieru czerpanego. Jest także możliwość wzięcia udziału w warsztatach i pokazach ceramicznych, florystycznych, malowania na szkle i wytwarzania papieru czerpanego. Przy okazji warto zajrzeć do garncarni, kuźni mazurskiej, Jarzębinowego Amfiteatru, Rajskiego Ogrodu, Galerii „SKARBY ZIEMI”, 200-letniej stodoły mazurskiej, ekspozycji tradycyjnych sprzętów wiejskiego gospodarstwa mazurskiego i wielu innych.

Z Nidzicy przenosimy się na północ Olsztyna, w głąb ziemi warmińskiej – do Lidzbarka Warmińskiego, który od XIV do XIX wieku był stolicą Warmii, a dawniej jej największym miastem. Miasto było centrum wiary i kultury w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, i z tego powodu nazywano je Perłą Warmii. Przez długi czas było pod panowaniem biskupów warmińskich. Było też znacznym ośrodkiem gospodarczym ustępującym swym znaczeniem w tym regionie tylko Braniewu. W mieście znajduje się Zamek Biskupów Warmińskich wraz z przedzamczem, bastionem i basztą – to jeden z najcenniejszych zabytków w Polsce, uznany za pomnik historii, dawniej zaliczany do zabytków klasy „0”. Jest najlepiej zachowaną budowlą na ziemiach byłego państwa zakonnego, choć nigdy bezpośrednio nie znalazł się we władaniu Krzyżaków. Bryłę zamku w narożu północno-wschodnim zdobi wysoka wieża – stołp, a w pozostałych narożach wieżyczki na konsolach. Dziedziniec lidzbarskiego zamku ze względu na krużganki przypomina dziedziniec Królewskiego Zamku na Wawelu. Na zamku przebywały znamienite osoby: Mikołaj Kopernik, papież Pius II, Jan Dantyszek, Ignacy Krasicki, Stanisław Hozjusz, Marcin Kromer, Jan Olbracht Waza, Adam Stanisław Grabowski, Karol XIII, Napoleon Bonaparte i wielu innych. Warto zaznaczyć, że zamek jest dostosowany do zwiedzania przez osoby z dysfunkcjami wzroku, jest wyposażony w mapy tyflograficzne oraz tabliczki w brajlu opisujące wystawy i pomieszczenia.

Lidzbark Warmiński warto odwiedzić na przełomie sierpnia i września, kiedy to odbywają się Lidzbarskie Wieczory Humoru i Satyry. Z kolei w listopadzie zaczynają się Lidzbarskie Starcia Kabaretowe i z przerwami trwają aż do maja.

Sensoryczna wieś opolska – zobaczyć muzeum

(Dział Udostępniania i Edukacji Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu)

Świadomi, iż dostosowanie oferty muzeum wymaga przemyślenia, przyjęcia założeń, określenia celów, postanowili skorzystać z wiedzy i doświadczenia pracowników Fundacji „Szansa dla Niewidomych” w Opolu. Efektem podjętej współpracy jest obecnie realizowany projekt „Sensoryczna Wieś Opolska – gość niepełnosprawny w muzeum”, współfinansowany ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu „Kultura Dostępna” oraz budżetu Województwa Opolskiego.

Jest to projekt o zasięgu regionalnym, którego głównym celem jest zwiększenie aktywności kulturalnej osób z dysfunkcją wzroku. W myśl założeń postanowiono wykorzystać kompensację sensoryczną, polegającą na zastąpieniu funkcji wzroku poprzez pozostałe zmysły, tj. dotyk, słuch i zapach, w poznaniu zabytków drewnianej architektury regionalnej – ekspozycji muzealnej na wolnym powietrzu, charakterystycznej dla parku etnograficznego. Łącznie wsparciem objętych zostanie 80 zwiedzających oraz 36 pracowników i wolontariuszy.

Z myślą o turystach z niepełnosprawnością wzroku zdecydowano o utworzeniu ścieżki edukacyjnej, w skład której wchodzi: studyjne zwiedzanie opolskiego skansenu z przewodnikiem oraz uczestnictwo w warsztatach rzemieślniczych z zakresu kowalstwa. Muzeum tworząc nowe przestrzenie edukacyjne w sposób namacalny pozwala na jego poznanie, kształtuje tożsamość regionalną poprzez wykorzystanie terenów ekspozycyjnych (dóbr kultury materialnej) oraz wiedzy przewodnika na temat kultury regionu (niematerialnego dziedzictwa). Opracowując ofertę „Sensorycznej Wsi Opolskiej” kierowano się zasadą przełamania istniejącej bariery dostępności muzeum w dalszej perspektywie czasu, rozumianej w kontekście „kultury bez barier”. Zdając sobie sprawę, że udostępnienie muzeum nie ogranicza się tylko i wyłącznie do dostosowania oferty kulturalno-oświatowej, zdecydowano o:

wyznaczeniu ścieżki edukacyjnej „Sensoryczna Wieś Opolska” przystosowanej do potrzeb osób niewidomych, ociemniałych i słabowidzących;

przeszkoleniu pracowników oraz wolontariuszy w zakresie obsługi klientów niepełnosprawnych, w celu zwiększenia jakości świadczonych usług i uwrażliwienia personelu na indywidualne potrzeby zwiedzających;

przystosowaniu budynku administracyjnego – w którym mieści się kasa biletowa – do obsługi zwiedzających z niepełnosprawnością wzroku;

utworzeniu strony internetowej muzeum, zgodnej ze specyfikacją zawartą w „Web Content Accessibility Guidelines 2.0”;

opracowaniu werbalnych opisów ekspozycji muzealnej (opisów audiodeskryptywnych), wchodzącej w skład ścieżki edukacyjnej;

przygotowaniu materiałów dydaktycznych – termoformowanych tyflografik – do realizacji zajęć.

Realizując założenia projektu, w miesiącach wrzesień – październik 2018 roku, Muzeum we współpracy z Fundacją zrealizuje 8 jednodniowych zajęć edukacyjnych pn. „Sensoryczna Wieś Opolska – gość niepełnosprawny w muzeum”. W jednym 4-godzinnym spotkaniu uczestniczyć będzie 10 osób, co pozwoli na bezpośredni kontakt przewodnika z odbiorcami projektu oraz wzmocni ich aktywność i zaangażowanie. W ramach zajęć uczestnicy wezmą udział w zwiedzaniu studyjnym ekspozycji muzealnej opolskiego skansenu oraz w warsztatach kowalstwa, gdzie zostaną zapoznani ze zbiorami, zgodnie z przyjętą koncepcją – rozbudzeniem zmysłów – poprzez m.in.:

dotykanie przedmiotów wystawionych do oglądania (eksponatów) oraz specjalnie przygotowanych plansz z rysunkami wypukłymi (tyflografikami);

współuczestniczenie w pracy kowala, odczuwanie temperatury wytwarzanych wyrobów, zapachu stali;

słuchanie śpiewu ptaków, zamieszkujących tereny parkowe obiektu.

Oczekiwanym rezultatem projektu jest postrzeganie Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu w kategorii „muzeum bez barier – muzeum dla wszystkich” na kulturalnej mapie regionu, rozumianej w kontekście rewitalizacji społecznej. Warto nadmienić, że oferta kierowana jest do wszystkich grup wiekowych osób wykazujących się dysfunkcją wzroku (dzieci, młodzieży, osób dorosłych, seniorów) oraz ich przewodników. Uczestnictwo w zadaniach realizowanych w ramach projektu jest bezpłatne. Szczegółowych informacji udziela koordynator projektu – Agnieszka Pawelczyk, pracownik Działu Udostępniania i Edukacji Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu (tel. 77 457 23 49, wew. 214 , e-mail: agnieszka.pawelczyk@muzeumwsiopolskiej.pl). Już dziś zachęcamy Państwa do wizyty w opolskim parku etnograficznym (Muzeum Wsi Opolskiej w Opolu, ul. Wrocławska 174).

Warszawa da się lubić – pomysły na wakacje w stolicy

Pamiętamy słowa piosenki:

Warszawa da się lubić,

Tutaj szczęście można znaleźć,

Tutaj serce można zgubić…

No właśnie, kiedy nasi znajomi i koledzy z pracy pojadą ogrzewać się na plaży albo zdobywać górskie szczyty, gdy my zostaniemy w zatłoczonym mieście, czy znajdziemy pomysły na spędzenie wolnego czasu? A dla tych, którzy nie mieszkają w Warszawie, a jedynie w czasie letniego urlopu postanowią odwiedzić stolicę Polski, czekają jakieś ciekawe atrakcje?

Bycie stolicą zobowiązuje, nikt nie powinien się tutaj nudzić. Stolica kraju powinna stanowić także centrum rozrywki i kultury! A czy tak jest w rzeczywistości? Oto kilka pomysłów na spędzenie wolnego czasu w rozgrzanej słońcem metropolii.

Koncerty chopinowskie w Łazienkach Królewskich – czyli coś dla fanów muzyki klasycznej. Niby wszyscy wiemy, że są, ale kto z nas się tam pojawia? A przecież o tym, że warto, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. W tym roku odbędzie się już 59. sezon recitali. Posłuchać muzyki naszego rodaka można w każdą niedzielę między 13 maja a 30 września. Koncerty odbywają się o 12:00 i 16:00. Czy jest lepszy pomysł na niedzielny relaks niż przyjemna ławeczka w parku, ciepłe słońce grzejące ramiona, mrożona kawa i piękna, klasyczna muzyka? Fajną opcją jest też zabranie ze sobą koca i relaks w formie pikniku z rodziną. Co ważne, wstęp bezpłatny. Więcej informacji: https://www.lazienki-krolewskie.pl/pl/wydarzenia/koncerty-chopinowskie-71

Teraz coś dla fanów jazzu. 24 Międzynarodowy Plenerowy Festiwal Jazz Na Starówce. Coś dla tych, którzy wolą wyjść na miasto, gdy skończy się największy upał. W soboty o 19:00 na Rynku Starego Miasta od 30 czerwca do 25 sierpnia będą koncertować kolejno: Paolo Fresu Devil Quartet, Gerardo Nunez Quartet, Jörg Leichtfried Trio & Piotr Baron, Maciej Obara Quartet, David Murray Quartet, KK Pearls, Richard Galliano New Jazz Musette 4te, EABS & Adam Bałdych, Bireli Lagrene Group. Tutaj także wejście jest bezpłatne. Więcej informacji: http://www.jazznastarowce.pl/

W bardziej kameralnym gronie odbywają się Letnie Koncerty na Grochowskiej. Do nowopowstałego Pawilonu Koncertowego zaprasza orkiestra Sinfonia Varsovia. Między 12 maja a 26 sierpnia można wyruszyć w podróż przez muzyczne epoki i gatunki. Te spotkania to nie tylko muzyka, ale też edukacja. Prowadzący podczas każdego koncertu przybliżą prezentowane utwory i zarysują ich kontekst. A w programie m.in. Bach, Beethoven, Strauss, Lutosławski, Paderewski i wiele, wiele innych. Bilet w cenie 2 zł nie powinien nikogo odstraszyć. Więcej informacji: http://www.sinfoniavarsovia.org/pl/2018-05-12-letnie-koncerty-na-grochowskiej-8-edycja.html

Odchodząc na chwilę od muzyki, warto przypomnieć o muzeach. A czy jest coś bardziej wartego zwiedzenia niż Muzeum Narodowe? Stara się ono udostępniać swoje zbiory osobom niepełnosprawnym, w tym niewidomym. Audioprzewodniki, które można wypożyczyć w punkcie informacyjnym, oprowadzą nas po stałych wystawach: Galeria Sztuki XIX Wieku i Galeria Wzornictwa Polskiego. Niestety, nie ma aktualnie żadnych wystaw czasowych. Warto wiedzieć, że we wtorki do galerii stałych wstęp jest wolny, a z opłat za wypożyczenie audioprzewodników zwolnione zostają osoby niewidome, słabowidzące i ich opiekunowie.

Wśród najważniejszych muzeów w Warszawie znajduje się także Zamek Królewski. Osoby niewidome mogą wejść do Zamku z psem przewodnikiem. W punkcie informacji są dostępne do wypożyczenia mapy i opisy sal w alfabecie Braille«a. Audiodeskrypcją objęto na razie: Pokój Marmurowy i Salę Tronową, Salę Rycerską i Pokój Sypialny, Pokój Audiencjonalny oraz Kaplicę. Jeżeli muzeum odwiedza grupa, istnieje możliwość zwiedzania i poznawania wybranych eksponatów za pomocą dotyku pod okiem przeszkolonego edukatora. Osobom niewidomym przysługuje w Zamku bilet ulgowy z cenie 20 zł, natomiast w środy zwiedzanie jest bezpłatne.

A teraz coś dla rannych ptaszków i miłośników dobrej kuchni. W Warszawie w ostatnich latach modne stały się Targi Śniadaniowe. Są to duże imprezy, na których ze swoimi stanowiskami rozstawiają się producenci, restauracje i sklepy. Przyjeżdżają także foodtrucki, które prezentują swoje wyroby i przygotowują z nich ciekawe menu śniadaniowe. A goście chodzą i smakują. Ulubione potrawy można zabrać do stolika i zjeść z bliskimi wspólne śniadanie plenerowe. W każdą sobotę do końca września kulinarni smakosze spotykają się na Żoliborzu przy al. Wojska Polskiego 4. Należy śledzić stronę internetową i profil na Facebooku, ponieważ pojawiają się także weekendy tematyczne. W jednym z tygodni maja na Targu królowała kuchnia japońska. Więcej informacji: http://targsniadaniowy.pl/; https://www.facebook.com/pg/targsniadaniowy/events/

Jeżeli czytają nas fani ruchu i dobrej zabawy, teraz coś dla nich. Niedawno odkrytym przeze mnie wydarzeniem cyklicznym są potańcówki „Swingowe niedziele”. Spotkania odbywają się w niedziele o godz. 19:00 i są podzielone na część z muzyką szybką (19:00-21:00), część wolniejszą, bardziej przyjazną początkującym (21:00-22:00) oraz dla wytrzymałych, w godzinach 22:00-24:00 część ogólna ze zróżnicowaną muzyką. Oczywiście wszystko w rytmie swingu. Potańcówki odbywają się w Domu Zabawy i Kultury DZiK przy ul. Belwederskiej 44 a. Wstęp na wydarzenia jest darmowy. Więcej informacji: http://swingout.pl/potancowki/

Dla głodnych ruchu kolejna ciekawa propozycja. W każdą niedzielę między 12 czerwca a 27 września, w godzinach 10:00-11:30 można bezpłatnie wziąć udział w zajęciach: „Yoga w Łazienkach Królewskich”. Na zajęcia może przyjść każdy, bez względu na wiek czy poziom zaawansowania. Wystawczy luźny strój i koc, ręcznik albo mata do ćwiczeń. Zajęcia na świeżym powietrzu to okazja, aby poczuć kontakt z naturą i odpocząć od zgiełku miasta. Po zakończonych zajęciach można przejść się na spacer po Łazienkach lub udać się na wspomniany Koncert Chopinowski.

Przedstawiłam tylko kilka propozycji form spędzania czasu w stolicy. Na szczęście odnalezienie kolejnych jest proste. W Internecie można znaleźć kilka portali, które opisują wydarzenia kulturalne na terenie Warszawy. Ciekawsze w nich to:

Portal waw4free (http://4free.waw.pl/), na którym znajdziemy tylko wydarzenia, w których udział jest bezpłatny.

Warszawa.naszemiasto (http://warszawa.naszemiasto.pl/imprezy/), na którym możemy szukać wydarzeń w kategoriach: wstęp wolny, bilety do zakupu online, rodzinne.

Strona: http://kulturalnie.waw.pl/, na której znajdziemy wydarzenia odbywające się w najbliższym czasie, ale także przeczytamy recenzje filmów i spektakli oraz informacje o muzeach.

Urząd Miasta na swojej stronie również prowadzi zakładkę: Kulturalna Warszawa (http://www.kulturalna.warszawa.pl/wydarzenia.html?locale=pl_PL)

Ostatni z nich to Kultura Dostępna – jeden z najpopularniejszych portali wśród osób niepełnosprawnych, ponieważ dużą uwagę kieruje na przystosowanie wydarzeń do ich potrzeb. Portal jest ogólnopolski, jednak wiele ofert dotyczy Warszawy i łatwo można je wyszukać. (https://kulturadostepna.pl/).

Co z teatrami?

Szczerze mówiąc, uwielbiam teatr! Dlaczego postanowiłem właśnie to napisać, ba – wykrzyczeć? Zakończyłem poprzednie zdanie wykrzyknikiem, zatem deklarację tę wykrzyczałem, a nie jedynie wypowiedziałem. Dlaczego? Odczułem właśnie taką potrzebę. Nie wzięła się znikąd, lecz przeciwnie – jest zasadna. Skoro tak, rozważmy wspólnie, o co właściwie chodzi.

Normalnie można coś lubić i promować, ale to jeszcze nie powód składać takie deklaracje. Tym bardziej nie ma powodu ich wykrzykiwać. Jeśli jednak tak się stało, powód musi być poważny – i owszem, jest. To wyraz frustracji, którą odczuwam chyba wręcz na co dzień, związanej z aktualną sytuacją kultury w Polsce, w szczególności sytuacji naszego teatru. Sprawa, o której tu piszę, dotyczy nas wszystkich. Jest więc ważna, poważna i wymaga nagłośnienia.

Nic to, że się uwielbia teatr, chce się do niego chodzić jako do obiektu kultury, oglądać teatr jako spektakl, efekt twórczej pracy dramaturga i aktorów realizujących wizję reżysera. Nic to, że się lubi wyłączać z biegu codziennych spraw, by zastąpić je innymi treściami, opowiadaniem o życiu innych ludzi, egzystencjach, których sami nie znamy, o światach, w których nigdy nas nie było. Nic to, że chcemy spotkać się z aktorami, których lubimy, albo tekstem, w którym jest coś ważnego do przekazania. Możemy sobie chcieć, a niestety niewiele z tego wynika. Zamiast realizacji naszych oczekiwań i marzeń, oferuje się coraz więcej tandety, której nie chcemy, a nawet nas oburza.

Jak nietrudno się domyślić, dla niewidomych teatr jest sztuką wyjątkowo interesującą. To oczywiste, że film jako sztuka bardziej odwołująca się do zmysłu wzroku, jest dla nas mniej atrakcyjna. Teatr to przede wszystkim treść, słowa, dźwięk, atmosfera. Tutaj zazwyczaj nie ma przerostu formy nad treścią. Mamy na scenie niewielkie grupy aktorów, często dwoje, którzy ze sobą rozmawiają, może kilkoro, ale także wtedy nie mówią wszyscy naraz, czasem nawet występuje tylko jeden aktor i wygłasza monologi. To dla niewidomych wyjątkowo dogodna sytuacja. W filmie przemawia do widzów obraz. Aktorzy całymi minutami mogą nie mówić nic, a jedynie się „pokazywać”. Widzący wiedzą o co chodzi i mogą być usatysfakcjonowani. A my? Czasem w definicji dobrego filmu zawiera się życzenie, by nie dochodziło do „przegadania”, a raczej by film polegał na przekazie wizualnym, który jest zrozumiały i satysfakcjonujący, gdy się widzi obraz. Inaczej jest w przypadku teatru, to znaczy powinno być, albo było za dobrych czasów. Czy można zatem się dziwić, że niewidomi lubią taki konwencjonalny teatr?

I mamy pecha, bo we współczesnym teatrze jest coraz mniej teatru. Zgoda, że teatr, jak każda dziedzina, musi się rozwijać, przekształcać i żyć. Nie możemy poprzestać na tym, co charakteryzowało teatr dziesiątki lub setki lat temu. Trudno sobie wyobrazić totalny powrót do klasycystycznej koncepcji fabuły dramatu. Zasada trzech jedności sztuki teatralnej: jedność czasu, miejsca i akcji, w dzisiejszym świecie wypełnionego przez różnorodne media, inne dziedziny sztuki, musi ulegać procesowi twórczego wzbogacania, ale bez przesady. Rozdwojenie miejsca, czasu czy akcji nie musi utożsamiać sztuki teatralnej z filmem. Twórcy dramatów starają się zabłysnąć przed widzami i obserwując, jak pozytywnie reagują na współczesne filmy, starają się swoje dzieła do nich upodobnić. Wtedy zagubienie podstawowych zasad teatru staje się nieodzowne. My tego raczej nie lubimy. Gdyby to była jedyna kwestia, która nas martwi…

Wracam do kwestii przekazu treści poprzez obraz, a nie dźwięk. Coraz mniej do siebie mówimy. Współczesna młodzież sięga po smartfon i smsuje. Nie, lepiej nie dzwonić i porozmawiać; smsik będzie lepszy, szybszy, wygodniejszy i tak samo skuteczny. I rzeczywiście – ten czy inny będzie, ale po tysiącach takich decyzji i zamian już nie wiadomo jak się odezwać do drugiego człowieka. Tendencja ta przenosi się do teatru. Może bardziej widać to na przykładzie teatru w telewizji. Na scenie na żywo także to widać, ale skoro łatwiej nam zasiąść przed telewizorem, by obejrzeć sztukę, mówmy o tym. Siadamy więc w poniedziałek wieczorem i czekamy z ciekawością – co też dzisiaj obejrzymy. Zaczyna się sztuka. Pierwsze prezentacje, dialogi, jeszcze nie wiadomo o co będzie chodziło oraz w jakim stylu zostanie to nam zaprezentowane. Niedługo potem już wiemy. Nieistotna w tej chwili fabuła, autor, aktorzy, reżyser. Piszę w końcu o czymś innym. Słyszymy kilka zdań wypowiedzianych przez aktorów, a następnie przerwy. Coś się na scenie dzieje – nie wiemy co. Audiodeskrypcji nie ma, albo zawodzi. Nie wiadomo, czy telewizor ją odbiera. Nic to. Pewne braki tolerujemy i nadal słuchamy. Po pewnym czasie nic się nie poprawia i zaczynamy nie wiedzieć o co chodzi. Kluczowa dla fabuły informacja była przekazana jedynie wizualnie. Aktor skrzywił się dając do zrozumienia, że propozycja tego drugiego nie spodobała się mu. Nic o tym nie wiemy i oglądamy w przeciwnym mniemaniu. Jedno, drugie, trzecie nieporozumienie i już mamy dosyć. Gasimy telewizor.

W innym wariancie oglądamy spektakl razem z widzącymi członkami rodziny. Opisane wyżej sytuacje się mnożą. Za każdym razem wymagają interwencji naszych bliskich. Muszą „gadać” i „gadać”. W pewnym momencie to ich audiodeskrybowanie ich zamęcza i mają dosyć. Gdzieś uleciała przyjemność oglądania i sympatia do teatru przechodzi w stan uśpienia. Jest, ale już nieaktywna. Czeka na lepsze czasy, może lepszy spektakl. W kolejny poniedziałek mamy następną okazję. Czy wtedy, będąc niewidomymi widzami, poczujemy się podmiotowo czy znowu nie? Czy odejdziemy od telewizora po zakończeniu spektaklu zadowoleni, że go obejrzeliśmy, czy jednak w jego połowie, zdegustowani, że w tym świecie byliśmy i nadal jesteśmy na marginesie. Dookoła tak nowocześnie, a my i tak borykamy się z brakiem empatii.

Teatr, który nie chce być dla nas, a więc zarówno budynek teatru, jak i wystawiany tam spektakl, to znakomita próbka jakości kultury w całym społeczeństwie. Gdyby było kulturalne, nie pozwoliłoby na to, by niewidomym żałowano środków na godne życie. Niestety, w każdej sprawie słyszymy, że funduszy brak. W tym samym czasie słyszymy, że ktoś tam zarobił nie wiedzieć na czym kilka miliardów złotych, gdzieś tam znaleziono środki na koncert sławnej piosenkarki, która nie ma specjalnego talentu, a jedynie sztucznie wytworzoną ogromną popularność, wreszcie jeszcze gdzie indziej zakupiono drogie urządzenia służące jakiejś niezbyt ważnej rozrywce, ale za to przyciągającej większą grupę osób. My, niewidomi, musimy ustąpić, bo na szczęście dla innych jest nas mało.

I tak lubiąc teatr, czekam na kolejny udany spektakl, w którym reżyser pomyśli o nas, albo przygotuje sztukę akurat tak, że nam się spodoba. ”Do zobaczenia” więc przed telewizorem w kolejny poniedziałek, a może wtorek?

Audiobook – HELPdesk

Z pewnością niejeden z Was zdążył się już zorientować, że pismo zmieniło nieco formułę. Po pierwsze i chyba najważniejsze – spotykamy się z naszymi Czytelnikami częściej. Jesteśmy miesięcznikiem i z tej właśnie okazji chcielibyśmy zaproponować nowe tematy, które będą pojawiać się na naszych łamach mniej lub bardziej regularnie.

Jedną z nowości będzie miejsce, gdzie przeczytamy o nowościach wydawniczych dotyczących rynku książek audio. Stają się one coraz bardziej popularną formą rozrywki nie tylko wśród osób mających problem z czytaniem książek tradycyjnych. Do sięgnięcia po audiobook zachęcają nas coraz bardziej powszechne aplikacje na smartfony czy tablety, programy pozwalające na wygodne korzystanie z tego typu książek oferowane przez wiodących producentów urządzeń przenośnych, specjalistyczne urządzenia dla osób niewidomych i słabowidzących wyposażone również w dyktafon oraz zapomniane już nieco odtwarzacze plików mp3. Słuchanie staje się wygodne i dostępne. Wydawcy bestselerowych powieści coraz częściej zabiegają o to, by ich autor znalazł się również w katalogu audio. Coraz częściej wreszcie obserwujemy sytuację, gdzie zasoby biblioteczne są wzbogacane o pozycje wydane na płytach CD. Audiobook jest doskonałym towarzyszem w podróży, formą odprężenia przed snem, zastępstwem tego, czym karmią nas media.

W tym miejscu, oprócz ciekawych zapowiedzi i recenzji, będziemy prezentować także informacje ważne dla słuchacza. Wiadomo bowiem jak ważną rolę spełnia lektor czy forma wydania interesującej nas pozycji. Nie będziemy stronić od wydarzeń, którymi warto się zainteresować.

Z przyjemnością poznamy Wasze opinie i przeczytamy o zainteresowaniach nie tylko z kręgu książek. Chętnie porozmawiamy o muzyce, filmie czy teatrze. Kto wie – być może najciekawsze teksty znajdą miejsce w którymś z naszych numerów?

Zachęcamy do kontaktu.

Szansa na spotkanie z kulturą!

Zapraszamy do udziału w wydarzeniach kulturalnych organizowanych przez Fundację Szansa dla Niewidomych:

„Widzę dotykiem”

Projekt obejmie spotkania w całej Polsce, podczas których będziemy promowali czytelnictwo wśród osób z niepełnosprawnością wzroku. Każdemu z nich będzie przyświecała idea promowania literatury o zróżnicowanej, ambitnej i ciekawej tematyce. W programie spotkań znajdą się prezentacje brajlowskich nowości wydawniczych, spotkania autorskie dotyczące książek wydanych w brajlu, dyskusje i rozmowy z autorami, warsztaty z czytania dotykiem tekstu i wypukłych rycin oraz konferencje prasowe.

Do udziału w tych spotkaniach zapraszamy nie tylko osoby niewidome i niedowidzące, ale wszystkich zainteresowanych. Chcemy, by literatura w wersji brajlowskiej zajmowała szczególne miejsce wśród oferty kulturalnej dedykowanej osobom z niepełnosprawnością wzroku. Niestety, ze względu na koszty dostosowania form przekazu, oferta literacka dla tych osób nie jest tak szeroka, jak dla innych. Wymaga więc szczególnego podejścia – promocji, odpowiedniego doboru tytułów, dodatkowych elementów informacyjnych i wzbudzających ciekawość czytelników. Celem organizowanych przez nas spotkań będzie inspirowanie do podejmowania prób interpretacji twórczości literackiej i podejmowania dyskusji z innymi czytelnikami.

„Biblioteki otwarte dla wszystkich”

Jako uzupełnienie do działań dedykowanych czytelnikom, chcemy przygotowywać bibliotekarzy do profesjonalnej obsługi osób niepełnosprawnych. W ramach projektu w bibliotekach w całym kraju odbędą się szkolenia dla pracowników z zakresu ich profesjonalnej obsługi. Fundacji zależy na promocji czytelnictwa w naszym środowisku, które zawsze słynęło z ponadprzeciętnej fascynacji książkami.

„Warszawskie Wieczory Filmowe Gałczyńskiego 7”

Mieszkańców Warszawy i jej okolic zapraszamy na spotkania o tematyce filmowej, które odbędą się w naszym Salonie Prezentacyjnym przy ul. Gałczyńskiego 7. Będziemy mieli okazję zapoznania się z nowościami kinowymi, do których nasza Fundacja specjalnie przygotuje audiodeskrypcję. Spotkamy się z artystami i twórcami filmowymi, którzy wezmą udział w dyskusjach towarzyszących tym pokazom.

Powyższe inicjatywy możemy zrealizować dzięki dofinansowaniu ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Szczegółowe informacje o poszczególnych wydarzeniach będą publikowane na stronie internetowej Fundacji: http://www.szansadlaniewidomych.org/ w zakładce „Projekty” oraz w Aktualnościach, a także na naszych fanpage’ach na Facebooku: https://www.facebook.com/Szansa/ oraz https://www.facebook.com/galczynskiego7/.

Zapraszamy zatem do śledzenia informacji i udziału w tych wydarzeniach!