Smaczna Wigilia

Głównym akcentem kulinarnym Świąt Bożego Narodzenia zawsze była i pozostała nadal wieczerza wigilijna. W następne dni jadało się i jada suto i mięśnie, ale potrawy nie różnią się za bardzo od tych podawanych przy innych świątecznych okazjach. Słodkie ciasta wypiekane na Boże Narodzenie były mniej urozmaicone od ciast wielkanocnych. Pierwsze miejsce od zawsze zajmowały pierniki i makowce oraz inne korzenne ciasteczka. Wieczerza wigilijna składała się i składa po dziś dzień z dwunastu dań, tylu „ilu było apostołów”. Dominowały głównie dania rybne przygotowane na najróżniejsze sposoby. Wieczerzę jednak otwierała jedna z tradycyjnych zup wigilijnych: barszcz czerwony z uszkami lub zupa grzybowa. Oprócz dań rybnych podawano również groch z kapustą, potrawy z suszonych grzybów, kompoty z suszonych owoców, głównie śliwek oraz we wschodnich częściach Polski słynną kutię, a także świąteczne ciasta.

Dziś takie wieczerze wigilijne należą do bezpowrotnej przeszłości. Ale Wigilie urządzamy dalej, jest w nich bowiem nie tylko tradycja, lecz i atmosfera rodzinnego ciepła. A smak i ceremonia tradycyjnych potraw wigilijnych posiadają dar ich wywoływania, pozwalając sięgnąć wspomnieniami w przeszłość. Rodzinne biesiadowanie należy do najmilszych chwil podczas świąt. A ponieważ nic tak nie łączy pokoleń, jak wspólne posiłki, można nawet tradycyjne potrawy podać w nieco odmłodzonej i unowocześnionej wersji.

Poniżej przedstawiam kilka moich propozycji dań wigilijnych. Myślę, że warto w menu wigilijnym wprowadzić trochę nowości. Mam nadzieję, że moje propozycje kulinarne spotkają się z Państwa zainteresowaniem i że będą smakować biesiadnikom przy wigilijnym stole.

Tatar śledziowy

Składniki

1 kg matiasów

5 jajek ugotowanych na twardo

1 cebula

4 ogórki konserwowe

strąk czerwonej konserwowej papryki

12 grzybków marynowanych

1 kajzerka, najlepiej czerstwa lub 2 kromki razowego chleba na zakwasie

3 łyżki oliwy z oliwek

2 łyżki musztardy kremskiej horcice

1 szklanka mleka

pieprz do smaku

Wykonanie

Matiasy namaczamy w wodzie, zazwyczaj wystarczy ok. 3 godz. (ja zmieniam wodę kilkakrotnie). Przez ostatnią godzinę moczę śledzie w wodzie i mleku (ok. 1/2 szklanki mleka plus woda).

W maszynce mielimy: wymoczone filety śledziowe, 4 jajka ugotowane na twardo, odciśniętą kajzerkę (wcześniej namoczoną w mleku) lub 2 kromki chleba razowego na zakwasie. Zmielone składniki mieszamy, dodajemy 3 łyżki oliwy, 2 łyżki musztardy i doprawiamy pieprzem (sól zazwyczaj jest niepotrzebna).

Cebulę, 3 ogórki konserwowe, 8 grzybków, pół strąka konserwowej czerwonej papryki siekamy drobno.

Jeśli chcemy serwować pojedyncze porcje: układamy pojedynczą porcję tatara (możemy użyć jako foremki filiżanki), polewamy małą ilością oliwy. Wierzch posypujemy posiekanym jajkiem, po bokach układamy posiekaną cebulę, ogórki i grzybki (ilość zależna od upodobań). Jeśli chcemy podać w salaterce: całość tatara układamy w naczyniu, wyrównujemy górę. Polewamy oliwą z oliwek 1-2 łyżki. Na środku układamy posiekane jajko, późnej krąg z ogórka, na końcu krąg z cebuli, papryki i grzybków.

Pasztet rybny

Składniki

80 dag filetów rybnych

1 litr wywaru z warzyw

2 czerstwe kajzerki

1 szklanka mleka

2 łyżki masła

1 łyżka mąki

2 jajka

1 czubata łyżka posiekanego koperku

2 łyżeczki przyprawy do ryb

1 łyżeczka słodkiej sproszkowanej papryki

2 łyżeczki gałki muszkatołowej

1 łyżeczka sproszkowanego imbiru

pieprz, sól

Wykonanie

Filety umyć, włożyć do wrzącego wywaru i gotować na małym ogniu, aż będą miękkie (15 minut), po czym wyjąć łyżką cedzakową i lekko przestudzić.

Bułkę namoczyć w mleku. Rybę i odciśniętą bułkę zemleć w maszynce do mięsa. W rondelku zrobić z masła i mąki jasną zasmażkę, rozprowadzić ją zimnym mlekiem i chwilę gotować, mieszając. Gdy sos zgęstnieje zdjąć z ognia, lekko przestudzić, doprawić solą i pieprzem.

Żółtka chwilę ubijać w garnuszku, wymieszać z odrobiną gorącego sosu i wlać do rondelka, energicznie mieszając. Następnie porcjami dodawać sos do masy rybnej, mieszając. Doprawić wszystko do smaku przyprawami, wymieszać z zieleniną, a na końcu – ze sztywną pianą ubitą z białek.

Przełożyć masę do wysmarowanej masłem podłużnej formy do pieczenia, wstawić do gorącego (190 st.) piekarnika i piec, aż pasztet ładnie się zrumieni. Podawać na gorąco lub na zimno z pieczywem, piklami i sosem chrzanowym.

Tuszanina

Bardzo smaczne danie, pochodzące z Kresów. Znam jego smak z domu rodzinnego. Zawsze przyrządzała je moja babcia, a teraz ja je przygotowuję i uwielbia je cała moja rodzina. Spróbujcie, zachęcam.

Składniki

1,5 kg ziemniaków

70 dag filetów śledziowych a’la matias

1,5 szklanki mleka

0,5 szklanki śmietany

1 łyżka mąki pszennej

3 cebule

sól, pieprz

0,5 kostki masła

1 szklanka grzybowego rosołu z kostki

50 dag świeżych pieczarek

5 dag suszonych grzybów

3 łyżki siekanej natki pietruszki

1 łyżeczka ziół prowansalskich

2 łyżeczki przyprawy do ryb

Wykonanie

Filety śledziowe namoczyć w wodzie na 2 godziny, następnie zlać wodę i dalej moczyć je w mleku.

Ziemniaki obrać i po zagotowaniu gotować jeszcze tylko 5 min.

Grzyby namoczyć na pół godziny, następnie ugotować w tej samej wodzie, po ugotowaniu odcedzić na sicie, ale wody nie wylewać. Grzyby posiekać, pieczarki oczyścić, drobno posiekać. Cebulę zeszklić na 2 łyżkach masła. Dodać siekane, ugotowane grzyby i pieczarki oraz dusić do miękkości pod przykryciem. Następnie zdjąć pokrywkę i odparować nadmiar wody.

Śledzie pokroić w dzwonka. Duże, żaroodporne naczynie lub brytfannę natłuścić i warstwami układać w nim ziemniaki, śledzie i cebulę z pieczarkami i grzybami. Każdą warstwę lekko oprószyć przyprawami oraz posypać siekaną natką pietruszki. Ostatnią warstwą powinny być ziemniaki.

W wywarze grzybowym rozpuścić kostkę grzybową, schłodzić i dodać śmietanę. Następnie dobrze wymieszać z przesianą mąką, zalać potrawę. Resztę masła pokroić w plasterki i obłożyć ziemniakami.

Przykryć pokrywą, włożyć do piekarnika i zapiekać, aż ziemniaki się zarumienią, około 1,5 godziny.

Gołąbki z dorszem

Składniki

1 włoska kapusta

0,5 kg filetów ze świeżego dorsza

150 g kaszy jęczmiennej

4 białe cebule

1 litr rosołu

sok z 1 cytryny

2 łyżeczki przyprawy do ryb

łyżeczka Vegety

1 łyżeczka słodkiej sproszkowanej papryki

1 łyżeczka bazylii

sól, pieprz

Wykonanie

Zaczynamy od kapusty. Po wycięciu głąba parzymy ją w dużym garnku z osoloną, wrzącą wodą. Rybę dokładnie czyścimy, myjemy i mielimy (można usunąć skórę).

Cebulę kroimy w drobną kosteczkę, solimy, wkładamy do lnianej ściereczki i odsączamy sok. Dzięki temu usuniemy nadmiar goryczy. Cebulę dodajemy do ryby.

Kaszę jęczmienną do gołąbków gotujemy we wrzącej wodzie z łyżeczką Vegety i ziołami. Schładzamy i dodajemy do farszu. Całość doprawiamy pieprzem, solą i przyprawą do ryb.

Wszystko mieszamy aż do połączenia składników. Na sparzone wcześniej liście kapusty układamy farsz i zawijamy podobnie jak krokiety. Gołąbki z dorszem obsmażamy na dużej patelni, tak by zarumieniły się z każdej strony. Następnie układamy je w żaroodpornym naczyniu, zalewamy bulionem i wkładamy do nagrzanego do 180 st. piekarnika. Zapiekamy ok 40 min.

Karp pieczony w płatkach migdałowych

Składniki

1 sprawiony karp

2 cytryny

3 łyżki masła

150 gramów płatków migdałowych

1 łyżeczka suszonej szałwii

sól, pieprz

Wykonanie

Karpia dokładnie opłukać i osuszyć papierowym ręcznikiem.

Z jednej cytryny wycisnąć sok. Drugą sparzyć i pokroić w cząstki.

Rybę skropić od środka i na zewnątrz sokiem z cytryny, natrzeć solą i wstawić na 1-2 godziny do lodówki.

Po wyjęciu pokroić w dzwonka i przełożyć do naczynia żaroodpornego. Polać stopionym masłem. Obłożyć listkami szałwii i piec 20 minut w piekarniku nagrzanym do 180 st.

Na mocno rozgrzanej patelni bez tłuszczu zrumienić płatki migdałowe. Posypać nimi rybę. Przed podaniem obłożyć ją cząstkami cytryny.

Moja rada

Ryba będzie lepsza, jeśli do jej pieczenia lub smażenia użyjemy tak zwanego klarowanego masła, które można kupić lub zrobić samemu: 4 kostki zwykłego masła kroimy, wkładamy do garnka, zalewamy 3/4 litra wody i gotujemy na małym ogniu około 45 minut. W trakcie gotowania zbieramy pianę z wierzchu. Tłuszcz po przestygnięciu przelewamy przez gazę i pozostawiamy do stężenia. Przechowujemy w lodówce nawet przez rok.

Poncz w śniegowej czapie

Składniki (8 porcji)

1 litr gorącej gorzkiej herbaty

miód

sok wyciśnięty z 2 cytryn

sok wyciśnięty z 2 pomarańczy

300 mililitrów likieru pomarańczowego

łyżeczka mielonego cynamonu

szklanka śmietany kremówki

Wykonanie

W herbacie rozpuścić miód, aby była bardzo słodka.

Dodać oba soki, likier i cynamon. Podgrzać, mieszając (nie gotować).

Śmietanę kremówkę ubić na sztywno.

Napój rozlać do szklaneczek. Udekorować bitą śmietaną.

Orzechowiec z krakersami

Składniki na biszkopt orzechowy

6 jajek

1 szklanka zmielonych orzechów włoskich

4 łyżki bułki tartej

1/2 szklanki cukru

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżka mąki tortowej

1 łyżka ciemnego kakao

szczypta soli

Składniki na krem

2 łyżki mąki tortowej

2 łyżki mąki ziemniaczanej

4 żółtka

500 ml mleka

1/2 szklanki cukru

250 g masła

120 g kawy cappuccino orzechowej

1-2 opakowania krakersów

Składniki na poncz

1/4 szklanki wody

2 łyżki białego rumu

1 łyżeczka cukru pudru

kilka kropel soku z cytryny

Wykonanie

Zmielone orzechy mieszamy z bułką tartą, kakao, mąką oraz proszkiem. Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Pod koniec dodajemy stopniowo cukier i miksujemy, aż masa stanie się gęsta i lśniąca. Następnie dodajemy po jednym żółtku, cały czas miksując na niskich obrotach. W kilku partiach dodajemy mieszankę z orzechami, mieszając dużą łyżką, aby jak najmniej ciasto straciło na puszystości. Przekładamy do 2 foremek o wymiarach 20×30 cm wyłożonych pergaminem. Pieczemy w temperaturze 170 st. przez około 30 minut, do tak zwanego suchego patyczka.

Żółtka mieszamy z cukrem. W 1/2 szklanki mleka rozpuszczamy mąkę oraz mąkę ziemniaczaną i mieszamy z żółtkami. Pozostałe mleko doprowadzamy do wrzenia. Zdejmujemy z ognia i stopniowo łączymy z masą żółtkową oraz przesianą kawą cappuccino, cały czas mieszając. Ponownie podgrzewamy, aż powstanie gęsty budyń. Owijamy folią i zostawiamy do wystudzenia. Później miksujemy masło na puch. Następnie stopniowo dodajemy masę budyniową.

Jeden biszkopt nasączamy połową ponczu i wykładamy 1/4 masy. Na masie układamy krakersy jeden obok drugiego i znów masę, tak na przemian. Na wierzchu układamy nasączony biszkopt i jeszcze raz wykładamy ostatnią część masy. Na koniec posypujemy pokruszonymi krakersami. Wkładamy do lodówki na kilka godzin.

Ciasto chałwowe bez pieczenia

Składniki na krem

600 ml mleka

1/2 szklanki cukru

2 x 40 g budyniu waniliowego

200 g masła

300 g chałwy waniliowej

szczypta soli

Składniki na polewę

80 ml śmietanki kremówki 30%

80 g gorzkiej czekolady

Dodatkowo

2 x 250 g herbatników kakaowych

1 słoiczek powideł śliwkowych

Wykonanie

500 ml mleka zagotowujemy ze szczyptą soli oraz cukrem. W pozostałym mleku rozpuszczamy przesiany proszek budyniowy i cały czas mieszając dodajemy do gorącego mleka. Gotujemy, aż budyń będzie gęsty. Zdejmujemy z ognia, przykrywamy folią i zostawiamy do wystudzenia.

Miękkie masło miksujemy na tzw. puch, następnie dodajemy po łyżce budyniu. Chałwę kruszymy i dodajemy do kremu.

Formę o wym. 24×24 wykładamy folią lub papierem do pieczenia. Na dnie układamy herbatniki i smarujemy niewielką ilością powideł oraz 1/3 kremu. Ponownie herbatniki, powidła i krem, następnie ponownie powtarzamy, kończąc herbatnikami. Śmietankę mocno podgrzewamy i dodajemy kawałki czekolady, mieszamy do połączenia. Wylewamy na wierzch ciasta.

Życzę smacznych, zdrowych Świąt Bożego Narodzenia i pomyślnego nowego 2019 roku.

Tyflopedagogika w oczach tyflopedagoga

Pedagogika, jako kierunek naukowy, od lat cieszy się dużym zainteresowaniem przyszłych studentów. Czym kierują się podczas wyboru swojej zawodowej ścieżki życiowej? Czy wyobrażenia kierunku pedagogicznego pokrywają się z zastaną rzeczywistością? Jakie zadania czekają w pracy zawodowej tyflopedagoga? Czy obowiązuje kodeks etyczny?

Pedagogika jest to wszechstronna nauka o wychowaniu, której istotę stanowi całożyciowy rozwój człowieka oraz wszelkie tak dodatnie, jak i ujemne wpływy jednych ludzi na drugich oraz wpływy środowiska. nauka o wychowaniu.

Nazwa dyscypliny pochodzi od dwóch słów: 1. pais – chłopak, 2. ago – prowadzę, wiodę; co daje nam słowo paidagogos – prowadzący chłopca.

Pedagogikę możemy podzielić na kilka subdyscyplin, m.in. ze względu na zadania, których się podejmuje. Jest to: pedagogika społeczno – opiekuńcza, pedagogika zdrowotna, pedagogika rodziny, pedagogika resocjalizacyjna, pedagogika wojskowa, pedagogika pracy oraz pedagogika specjalna.

Z racji omawianego tematu tyflopedagogiki przybliżmy na wstępie pojęcie pedagogiki specjalnej. Pedagogika specjalna to dział pedagogiki, którego podstawowym obiektem zainteresowania jest człowiek wymagający wsparcia i pomocy w przekraczaniu różnorakich trudności, utrudniających mu rozwój i funkcjonowanie społeczne. Zajmuje się osobami w każdym wieku, starając się odpowiadać na ich szczególne potrzeby: rozwojowe w wieku niemowlęcym, edukacyjne i wychowawcze w wieku przedszkolnym, szkolnym oraz dorastania, a także socjalizacyjne i zawodowe w wieku dojrzałym.

Główne działy pedagogiki specjalnej to: pedagogika rewalidacyjna, rehabilitacyjna, np. oligofrenopedagogika, surdopedagogika, tyflopedagogika; pedagogika lecznicza lub inaczej pedagogika terapeutyczna; pedagogika zdolnych i uzdolnionych; pedagogika korekcyjna; pedagogika resocjalizacyjna.

Tyflopedagogika (z greckiego typhlos – niewidomy) to dział pedagogiki specjalnej zajmujący się wychowaniem, edukacją, terapią i rehabilitacją osób niewidomych i niedowidzących w placówkach oświatowych (w tym integracyjnych) oraz poradniach specjalistycznych.

W ramach podejmowanego tematu tyflopedagogiki rozmawiałam z Panią Eweliną Czerwińską, tyflopedagogiem oraz pracownikiem Centrum Terapii Zmysłów w Bydgoszczy.

Roksana Król: Pani Ewelino, jakie zadania ma do wykonania tyflopedagog?

Ewelina Czerwińska: Zasadniczym zadaniem tyflopedagoga jest wspomaganie procesu uczenia się dzieci niewidomych i słabowidzących. W przypadku tych drugich rolą tyflopedagoga jest mobilizowanie uczniów do korzystania z posiadanych przez nich możliwości wzrokowych we wszystkich możliwych dla nich sytuacjach, jak również niesienie im w tym zakresie pomocy. Polega ona między innymi na udostępnieniu pacjentom pomocy optycznych, elektronicznych i innych, ułatwiających korzystanie z osłabionego wzroku w procesie edukacji, podczas spędzania wolnego czasu, poruszania się, a także wykonywania rozmaitych zadań.

RK: W jaki sposób w swojej pracy zawodowej pomaga Pani w kształtowaniu prawidłowej samooceny osoby niewidomej?

ECZ: Praca tyflopedagoga polega w głównej mierze na rozwijaniu kompetencji miękkich poprzez modelowanie pozytywnego nastawienia do siebie, wytrwałości, współpracy, odpowiedzialności, zachęcanie do samooceny przez porównywanie aktualnych i poprzednich osiągnięć, udzielanie adekwatnego wsparcia oraz bycie otwartym na informacje płynące od pacjenta, wspieranie kreatywności, spontaniczności, pomysłowości. Tyflopedagog jest otwarty na pomoc specjalistyczną i współpracę z innymi osobami wspierającymi rozwój pacjenta. Poprzez zajęcia przyzwalamy na popełnianie błędów (tzw. bezpieczna porażka), uczymy czerpania korzyści z popełnianych błędów, towarzyszymy zamiast wyręczania oraz podkreślamy mocne strony. Ważne dla naszych pacjentów jest również tworzenie warunków do ujawniania i rozwijania zainteresowań, a także dawanie okazji do realizowania się w różnych rolach społecznych.

RK: Jakimi zasadami kieruje się tyflopedagog w pracy ze swoimi pacjentami?

ECZ: Tych zasad jest kilka.

Zasada indywidualizacji – maksymalna indywidualizacja pracy uwzględniająca możliwości wzrokowe i intelektualne ucznia, jego wolniejsze tempo spostrzegania, poznawania zjawiska, pracy (czytania, pisania), dostosowanie sposobów poznawania rzeczywistości do możliwości ucznia.

Zasada stopniowania trudności, czyli dostosowanie do poziomu sprawności i umiejętności (przechodzi się od zadań prostych do bardziej złożonych).

Zasada korekcji i kompensacji polegająca na tworzeniu mechanizmów kompensacyjnych, czyli zastępowaniu wzroku innymi zmysłami, wspieraniu zaburzonej funkcji przez sprawną lub mniej zaburzoną. Ćwiczenia powinny być układane tak, aby w ciągu jednostki lekcyjnej były usprawniane wszystkie funkcje).

Zasada kształtowania u pacjenta pozytywnej motywacji do nauki, kształtowania wiary we własne siły i umiejętności przezwyciężania trudności (krok po kroku).

Zasada optymizmu pedagogicznego polega na wierze we własne możliwości pacjenta, dostrzeganiu najdrobniejszych sukcesów, atmosferze sympatii, pozytywnym oddziaływaniu.

RK: Co według Pani jest najważniejsze w pracy z osobą niewidomą?

ECZ: Liczni badacze podkreślają, iż dobre nastawienie pacjenta do pracy wzmaga jego procesy zarówno intelektualne, jak i biologiczne, co korzystnie wpływa na efekty jego postępów. Pacjenci posiadający dysfunkcję wzrokową bardzo często przejawiają onieśmielenie, lęk przed nowymi sytuacjami i należy temu właśnie przeciwdziałać, rozwijając ich zainteresowania, ułatwiając zrozumienie przerabianych treści nauczania.

RK: Jaki cel widzi Pani w swojej pracy? Czy jest on wymierny?

ECZ: Podstawowym celem pracy tyflopedagoga jest rehabilitacja, która ma na celu wydobycie potencjału pacjenta oraz wskazanie mu możliwości wykorzystania w pełni swoich zdolności oraz dalszego rozwoju. Najważniejsze jest pokonywanie ograniczeń życiowych oraz mentalnych pacjenta. W związku z tym, iż katalog oddziaływań specjalistycznych tyflopedagoga jest bogaty, to i sam proces terapeutyczny i edukacyjny jest bardzo dynamiczny i zróżnicowany. Jednym zdaniem: na monotonność zajęć tyflopedagog nie narzeka.

Słowem podsumowania, tyflopedagog to specjalista, którego zawodową rolą jest wieloaspektowa pomoc osobom z dysfunkcją wzroku. W kwestii rehabilitacji tyflopedagog będzie terapeutą widzenia i nauczycielem orientacji przestrzennej, a pod pojęciem edukacji kryje się zarówno nauczanie samo w sobie (na wszystkich szczeblach), jak też adaptacja materiałów edukacyjnych i modyfikacja niektórych treści zawartych w programach nauczania. Tyflopedagog jest w stanie zapewnić wsparcie (samodzielne, bądź we współpracy z innymi specjalistami) w każdej kluczowej dziedzinie życia osoby z dysfunkcją wzroku.

Propozycje na prezenty świąteczne

Wielkimi krokami zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a więc wspaniała okazja do obdarowywania swoich bliskich prezentami. No ale co wybrać? To może nie być łatwe zadanie, dlatego postaramy się pomóc. Przedstawimy ciekawe gadżety dla całej rodziny, dla młodzieży i seniorów, dla słabowidzących i tych z dobrym wzrokiem.

Zaczynamy z najniższej półki, czyli do stówki. Jak wiadomo kobiety i kabelki niespecjalnie się lubią, szczególnie jeśli chodzi o przewody do ładowarek. Zazwyczaj gdzieś się zapodziewają i często panie zabierają je nam, facetom. A gdyby kabelek był jednocześnie bransoletką? Cena z przesyłką to kilkanaście złotych. Wiadomo, że to nic specjalnego, ale odpowiednio wręczone może być zabawne. Gdy jesteśmy już w temacie ładowania telefonów, można postarać się pominąć kable i pomyśleć o ładowarce bezprzewodowej. Ceny najtańszych zaczynają się poniżej stu złotych. Ważne, aby komórka obdarowywanej osoby posiadała funkcję ładowania indukcyjnego. Taka ładowarka to najczęściej estetyczna podstawka, którą podłączamy do fabrycznej ładowarki, kładziemy na biurku czy komodzie i od tej pory wystarczy, że odłożymy na nią telefon, aby rozpocząć ładowanie. Jest to rozwiązanie wygodne i estetyczne. Idąc dalej tropem komórek, w tej kwocie możemy kupić różnej maści futerały czy etui. Mogą być otwierane jak notes, kolorowe, w śmieszne wzory z tworzywa lub skórzane. Tu ogranicza nas właściwie tylko nasza wyobraźnia. Można również zakupić tak zwane plecki w komplecie ze szkłem. Taki prezent z pewnością wydłuży życie niejednego wyświetlacza. W tej kwocie zmieszczą się również najtańsze słuchawki bezprzewodowe. Najczęściej jednak jakość jest wystarczająca jedynie do słuchania audiobooków. Ciekawą propozycją w tej kategorii mogą okazać się słuchawki Xiaomi Airdots. Kosztują około 50 dolarów. Z pewnością niebawem pojawią się również na polskich portalach aukcyjnych. Dla porównania słuchawki Apple AirPods to wydatek ponad sześciuset złotych.

Pozostając w świecie audio, nie sposób pominąć tematu głośników przenośnych. Tu rozpiętość kwoty, jaką można na nie wydać, jest ogromna. Startujemy od kilkudziesięciu złotych, a kończymy na kilku tysiącach. Wybór urządzeń jest równie wielki, zarówno w produktach znanych firm, jak i z wytwórni dalekowschodnich. W najtańszych głośniczkach trudno znaleźć wyszukane brzmienie, jednak jak na swoje gabaryty i cenę, zaskakują możliwościami. JBL GO 2, właściwie miniaturowe urządzenie nieco większe od paczki papierosów, zagra znacznie lepiej i głośniej niż większość smartfonów. Jest odporny na wilgoć i kurz. Wbudowany akumulator umożliwi pięć godzin pracy. Cena 120 zł. Kolejny produkt z tej rodziny JBL, to kosztujący 370 zł Flip 4. To nieco większe urządzenie, które będzie lepiej brzmiało, a przy tym fajnie wygląda. Na jednym ładowaniu może grać do dwunastu godzin, a wykorzystując aplikację JBL Connect mamy możliwość połączenia wielu głośników z jednym telefonem. Idąc dalej, dochodzimy do dość mocnego JBL Charge 3. Ten model to poważny zawodnik. Może pływać w basenie, nie boi się małych upadków, mocy starcza mu na 24 godziny, można go użyć jako powerbank, a naprawdę przyzwoitego dźwięku wystarczy na plenerowe biesiadowanie, albo spontaniczną domówkę. Zarówno ten głośnik, jak tańsze modele, mogą służyć jako zestaw głośnomówiący. Koszt zakupu to już ponad 500 zł. Dla tych, którym zależy na naprawdę dobrym brzmieniu, można zaproponować model Harman Kardon Go+Play Black. Ten model lepiej sprawdzi się w domu czy w biurze. Wypełni pomieszczenie dźwiękiem wysokiej jakości, choć cena, jaką za niego trzeba zapłacić, jest dość wysoka, bo wynosi około 1400 zł. Jak na prezent to dość duży wydatek, ale jeśli ktoś ceni wysoką jakość, warto zrobić rodzinną zrzutkę, gdyż ten model gra wyjątkowo dobrze, jak na kategorie przenośnych głośników bluetooth.

Gadżeciarski sprzęt domowy to kopalnia pomysłów na ciekawe prezenty. Niestety często są to kosztowne zabawki, ale czy radość bliskich nie jest bezcenna?

Thermomix jest wszechstronnym urządzeniem kuchennym, które łączy w sobie funkcję wielu niezbędnych w kuchni przyrządów i urządzeń. Gwarantuje profesjonalne gotowanie w każdym domu. Urządzenie to zostało wyprodukowane przez firmę Vorwerk, a nazwa pochodzi od kombinacji „thermo” (ogrzewanie) i „mix” (mieszanie). Thermomix ma element grzejny, wagę oraz silnik do szybkiego lub wolnego mieszania i miksowania. Przygotowywanie potraw w tym urządzeniu jest proste i przyjemne, a uzyskane posiłki są smaczne i zdrowe, bez względu na to, czy przygotowywał je początkujący adept sztuki kulinarnej, czy też kucharz z wieloletnim stażem.

Kuchnia już ogarnięta, wszyscy najedzeni, więc pozostaje do rozwiązania jeszcze jedna nielubiana sprawa, czyli sprzątanie. Kto by nie marzył o tym, aby wymigać się od sprzątania? Prawie nikt tego nie lubi, więc dlatego powstały roboty sprzątające. Ich zadaniem jest samoczynne sprzątanie podłogi. Zamiatają, a niektóre modele potrafią również mopować. Na rynku jest wiele modeli do wyboru. Liderem na rynku jest Roomba od iRobot, choć mocną konkurencją stają się urządzenia od Xiaomi. Ceny zaczynają się od około półtora tysiąca złotych, górna granica to niemal 4 000 zł. Robot sprzątający dobrze się sprawdzi pod warunkiem, że w mieszkaniu na podłodze nie ma wysokich progów, a meble nie przeszkadzają w dostępie. Co istotne, obsługa sprowadza się właściwie tylko do wysypania raz na jakiś czas śmieci ze zbiornika. Robot po zaprogramowaniu sam się włączy, wykona swoje zadanie, a na koniec wróci na bazę, aby naładować akumulator. My dzięki temu zyskujemy czas i czysty dom.

Mówiąc o czasie można płynnie przejść do zegarków. Ale nie takich zwykłych, klasycznych, tylko oczywiście gadżeciarskich. Smartwatch można kupić już za niecałe sto złotych. Chińscy producenci oferują wiele modeli o różnej jakości wykonania, ale właściwie podobnych funkcjach. Standardowo mamy zegarek, budzik, krokomierz, powiadomienia, wiadomości tekstowe, spis połączeń oraz odbieranie rozmów, odbiornik GPS, a nawet pulsometr. Możemy znaleźć wersje dla dzieci, dzięki której rodzice mogą monitorować lokalizację swojej pociechy, w razie potrzeby również się skontaktować. Górna półka to między innymi Samsung Galaxy Watch. Tegoroczny model ma ekran OLED o przekątnej 46 mm. Dzięki temu jest czytelny nawet w jasnym słońcu czy w ruchu. Doskonale nadaje się do rejestrowania aktywności fizycznej. Jest wodoszczelny, koperta wykonana jest ze stali i charakteryzuje się zwiększoną odpornością na uderzenia. Bateria w praktyce wytrzyma od dwóch do sześciu dni. Zegarek łączy się z telefonem poprzez Bluetooth, a kiedy to połączenie zostanie zerwane, przełącza się na zapamiętane sieci Wi-Fi. Współpracuje ze smartfonami z systemem Android oraz iOS. Miłośnicy Apple z pewnością bardziej ucieszą się z czwartej generacji smartwatch’a z nadgryzionym jabłkiem. Ekran w tym zegarku to również wyświetlacz OLED o maksymalnej przekątnej 44 mm. Tu mamy nadal do czynienia z klasycznym prostokątnym kształtem – Samsung ma okrągłą tarczę. Apple Watch Series 4 poza pomiarem tętna potrafi również monitorować pracę serca, a co najważniejsze można go obsługiwać bezwzrokowo. VoiceOver działa tu tak jak w iPhone. Szczęśliwi podobno czasu nie liczą, ale gdyby chcieli kupić taki zegarek muszą odliczyć dwa tysiące złotych. Pozostając w temacie Apple, nie można nie wspomnieć o pozostałych produktach, które niedawno miały swoją premierę. W tym roku pojawiły się aż trzy nowe iPhone’y: XS, XS Max oraz XR. XS to delikatnie odświeżony model zeszłorocznej dziesiątki. Ma poprawiony aparat, 1 Gb pamięcią RAM więcej oraz jeszcze wydajniejszy procesor. MAX pod względem parametrów jest właściwie identyczny, jednak zdecydowanie większy. Ma genialny wyświetlacz o przekątnej 6,5 cala zamiast 5,8 jak w podstawowym modelu. XR to nie tania, choć odrobinę tańsza opcja. Wymiarami plasuje się pomiędzy wspomnianymi modelami, ale pomimo dumnej nazwy Liquid Retina HD, jego wyświetlacz to zwykły ekran LCD o rozdzielczości 1792 na 828 pikseli. Pozostaje jeszcze wspomnieć o nowych iPad’ach oraz MacBook’ach. Cen w przypadku Apple nie można nazwać okazyjnymi, więc dyskretnie przemilczymy ten temat. Gdyby jednak ktoś dostał gorączki przeglądając cennik, polecamy mówiący termometr MesMed za jedyne 119 zł. Zmierzy temperaturę ciała, powierzchni, np. cieczy oraz temperaturę pokojową. Wskazania wyświetla na małym ekraniku i oznajmia naturalnym głosem.

Fajnie jest dostawać prezenty, ale chyba jeszcze lepsze jest uczucie kiedy wiemy, że sprawiliśmy radość swoim bliskim. Jeśli na dodatek bliscy choć odrobinę lubią gadżety, to nawet znaczne nadwyrężenie domowego budżetu zostanie przyjęte ze zrozumieniem. Nam pozostanie tylko czekać na kolejną okazję, aby znów móc kupić coś fajnego, co w codzienność wniesie dodatkową porcję pozytywnej energii.

Niezwykły nauczyciel historii

Na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie ukończył historię. W tym samym mieście w VIII LO uczy od 24 lat. Od 18 lat jest niewidomy. Przez lata ukrywał, że nie widzi z obawy o utratę pracy. Na kanwie jego historii powstał film „Carte Blanche”, z aktorem Andrzejem Chyrą w roli głównej. Niewidomy nauczyciel, Pan Maciej Białek, bo o nim mowa, odpowiada mi na kilka pytań na temat roli historii w jego życiu i w społeczeństwie.

E.M.: Skąd narodziło się u Pana zamiłowanie do historii?

M.B.: Historia jako wybór drogi zawodowej pojawiała się pod koniec szkoły średniej, w klasie maturalnej. Duży wpływ na tę decyzję miał człowiek, który jako student historii odbywał praktyki w mojej klasie. Imponował mi wiedzą oraz sposobem jej prezentowania na lekcjach. Ponadto na uczelni prowadził koło historyczne dla studentów i licealistów. Tam mogłem bliżej poznać klimat i środowisko studentów historii. Od niego dowiedziałem się, jak wyglądają studia historyczne i czym absolwenci historii mogą zajmować się po studiach.

Ponadto w moim domu, odkąd pamiętam, obecne były książki. Gdy miałem 4 lata potrafiłem już samodzielnie czytać, sztuki tej nauczyła mnie mama. W domu nie było wówczas telewizora, więc książka była swoistym oknem na świat. To książki przenosiły mnie do świata baśni, odległych indiańskich prerii, w świat dawnych wojowników i rycerzy. Jednocześnie byłem chłopakiem grającym w piłkę, wspinającym się na drzewa. Trzeba było również czasem umieć wywalczyć sobie miejsce w grupie rówieśniczej. Około 50 metrów od mojego rodzinnego domu mieściło się kino „Grunwald”, w którym mogłem odkryć drugie narzędzie poznania świata bez ograniczeń czasu i miejsca. I tak zarówno książki, jak i filmy stworzyły we mnie grunt pod najpierw studenta, a potem nauczyciela historii. W jednym z esejów Normana Davisa stwierdza on, że historyk nie musi widzieć, musi mieć na tyle bogatą wyobraźnię, aby móc przenieść się mentalnie w czasy, którymi się zajmuje i spróbować wczuć się w ich realia. Dzięki temu będzie mógł o nich lepiej opowiedzieć współczesnym sobie. Początkowe zauroczenie historią poparte coraz bardziej świadomą lekturą stopniowo rodziło zamiłowanie trwające do dziś.

E.M.: Marszałek Józef Piłsudski powiedział: ,,Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości”. Naucza Pan historii w VIII LO w Lublinie. Czy wśród Pana uczniów można zauważyć zainteresowanie i szacunek do historii Polski?

M.B.: Tak, młodzież w sposób naturalny jest zainteresowana historią, problem polega na tym, żeby jej nie zniechęcić. Może dzisiaj, w odróżnieniu od czasów marszałka, ilość bodźców działających na młodego człowieka kolosalnie wzrosła, zmieniło się również otoczenie polityczne. Świat współczesnych młodych ludzi to niepodległa ojczyzna, Unia Europejska bez granic oraz szerokie perspektywy rozwoju i możliwości dorabiania się. To wszystko bardzo angażuje wyobraźnię i czas. Priorytety czasów marszałka to walka, aby marzenie o wolnej Polsce stało się rzeczywistością. Dla dzisiejszej młodzieży urodzonej i wychowanej w wolnej Polsce ważniejsza, bo bliższa osobistym wyborom jest przyszłość, a nie przeszłość. Nie oznacza to, że nie identyfikują się z ideałami takich ludzi jak Józef Piłsudski.

E.M.: Czy jako nauczyciel uważa Pan, że historia nie jest zwykłym, szkolnym przedmiotem, że w naszym społeczeństwie uwrażliwienie na sprawy przeszłości jest większe niż w innych krajach?

M.B.: Uważam, iż historia nie jest przedmiotem specjalnie wyróżnionym w systemie szkolnym. Maturzysta w naszym kraju nie ma obowiązku wykazać się znajomością historii ojczystej. System szkolny pozwala na promowanie z klasy do klasy ucznia, który wykazał się wiedzą co najmniej w 30%. Chciałbym, aby ranga tego przedmiotu była wyższa. Co do uwrażliwienia naszego społeczeństwa na sprawy związane z historią, to ma ono raczej charakter incydentalny, uważam, że coraz częściej historia wykorzystywana jest przez różne środowiska instrumentalnie. Jest to niestety możliwe z powodu niskiego poziomu rzetelnej wiedzy. W większości społeczeństwo posługuje się stereotypami, wiedzą szczątkową, wyrwaną z kontekstu historycznego, swoistymi „apokryfami”, którym bliżej do wygodnego mitu niż do historii. Jednocześnie dostrzegam nie tyle wrażliwość, co nadwrażliwość na próby odbrązowienia naszej nie zawsze chlubnej przeszłości. Chcąc uniknąć dysonansu poznawczego wolimy pozostać przy własnych wyobrażeniach niż odkrywać prawdziwy obraz.

E.M.: Jaką ma Pan receptę na dotarcie do młodych osób?

M.B.: Po pierwsze traktuję ich poważnie. Staram się ustalać jasne zasady i być słownym, nawet jeśli jest to dla mnie niewygodne. Uczniowie uczą się tego, że nie ocena, a wiedza jest wartością samą w sobie. Moi uczniowie wiedzą, że nie widzę. To samo w sobie rodzi podejrzenia o chęć nadużycia tej okoliczności. Zdarza się to jednak rzadko. Relacja ta uczy ich, że przyzwoitym człowiekiem nie jest się wtedy, kiedy ktoś patrzy im na ręce, a kiedy nikt nie patrzy można oszukiwać. Mają do mnie zaufanie, że wiedza, którą im podaję jest rzetelna, a to jest możliwe dzięki osiągnięciom naukowo-technicznym, które nas – niewidomych – już nie wykluczają ze sfery nauki. Staram się również, aby opowieść o przeszłości nie tyle była naszpikowana faktografią, co podana w sposób ciekawy i zrozumiały dla uczniów. Mam to szczęście, że zarabianie na chleb w moim przypadku wiąże się z zamiłowaniem do historii i przyjemnością pracy z młodzieżą.

E.M.: Serdecznie dziękuję za udzielenie wywiadu i życzę dalszych sukcesów w pracy.

Jak utrzymać mózg w formie – bezwzrokowo?

Nasz mózg, podobnie jak mięśnie, traci formę jeśli nie jest regularnie trenowany. Często słyszymy, że z wiekiem umysł pracuje coraz słabiej, przez co może się wydawać, że na starość jesteśmy skazani na roztargnienie i zapominanie. W rzeczywistości jednak istnieje wiele rozwiązań na poprawienie i utrzymanie zdolności poznawczych na długie lata.

Widzący mają w tym zakresie nieco prościej. Jeśli chcą wytężyć umysł, mogą sięgnąć po dostępne w każdym kiosku krzyżówki i łamigłówki. Inni korzystają z aplikacji na komórki, które obiecują poprawić pamięć, koncentrację i inne umiejętności poznawcze poprzez proste gry – w większości niedostępne dla niewidomych i słabowidzących. Na szczęście większość działań, jakie możemy podjąć dla utrzymania mózgu w dobrej kondycji, nie wymaga sokolego wzroku.

Wytęż umysł

Badania naukowe na gryzoniach i ludziach wskazują, że wysiłek umysłowy w każdym wieku stymuluje powstawanie nowych połączeń pomiędzy komórkami nerwowymi, a nawet może wspomagać tworzenie nowych neuronów. Kiedy tylko masz okazję, angażuj mózg w wytężające go czynności:

Jak najwięcej czytaj. Wybieraj lektury zapewniające nie tylko dobrą rozrywkę, ale także inspirujące tematy do przemyśleń i dyskusji ze znajomymi. Jeśli nie przekonuje Cię wybór audiobooków w okolicznej bibliotece i księgarniach, wypróbuj aplikacje na smartfony, które umożliwiają wygodne czytanie ebooków przy pomocy syntezy mowy. Dzięki temu zyskasz dostęp do znacznie szerszej oferty tytułów, z których wiele można pobrać za darmo ze stron internetowych takich jak:

Wolne Lektury

http://wolnelektury.pl

Wikiźródła

https://pl.wikisource.org/

Chmura Czytania

http://www.chmuraczytania.pl/

Zdobywaj nowe umiejętności – najlepiej takie, które wymagają zarówno wysiłku umysłowego, jak i umiejętności manualnych. Korzystaj z okazji, aby próbować nowych rzeczy, aż znajdziesz coś wciągającego. Może będzie to pisanie bloga, gra na instrumencie muzycznym, lepienie naczyń z gliny, bezwzrokowe gotowanie, konwersacje w obcym języku przez Internet lub coś zupełnie innego, o czym wcześniej nie pomyślałeś.

Drogę do celu podziel na jak najmniejsze kroki. Weźmy na przykład pisanie bloga. Łatwiej będzie Ci znaleźć czas i motywację, jeśli postanowisz poświęcać 30 minut dziennie na napisanie stu słów, niż jeśli zaplanujesz w jednym posiedzeniu wyprodukować trzy wielkie elaboraty. A jeśli sto słów okaże się wyzwaniem, zacznij od 50. Najważniejsze to zacząć i robić konsekwentne postępy – nieważne jak małe.

Rozwiązuj zagadki i zadania matematyczne. W Internecie nie brakuje stron, z których możesz czerpać różnego rodzaju łamigłówki. Kiedy już sam jakąś rozwiążesz, rzuć wyzwanie swoim znajomym i sprawdź kto najlepiej poradzi sobie z zagadkami liczbowymi, a kto słownymi.

Jak najczęściej wykonuj obliczenia w pamięci. Jako osoba niewidoma masz na tym polu pewną przewagę. Naukowcy na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa przeprowadzili eksperyment, który sugeruje, że mózg niewidomych potrafi zreorganizować się tak, aby zaangażować korę wzrokową, (część mózgu odpowiedzialną za przetwarzanie informacji wzrokowych) do pomocy w innych, niewzrokowych czynnościach, na przykład obliczeniach matematycznych. Zatem następnym razem gdy w sklepie ktoś zaproponuje Ci rabat 3%, zamiast sięgać po kalkulator, spróbuj obliczyć lub oszacować korzyść w pamięci.

Zadzwoń do starych przyjaciół

Przynależność do grup społecznych nie tylko sprzyja lepszemu samopoczuciu i milszemu spędzaniu czasu, ale może też spowalniać pogorszenie funkcji poznawczych z wiekiem. Jeśli zatem od dawna zbierasz się, żeby zadzwonić do dawno niewidzianych krewnych lub przyjaciół, zrób to dzisiaj.

Porozmawiaj z nimi na nowe tematy, posłuchaj z uwagą, co mają do powiedzenia i postaraj się zapamiętać istotne szczegóły. W ten sposób mocniej zaangażujesz umysł do pracy, ale także zdobędziesz większą sympatię wśród znajomych. Każdy uwielbia być uważnie słuchany i chętniej odwzajemnia się tym samym swojemu rozmówcy. Uważne słuchanie ćwiczy koncentrację, a przy okazji sprzyja bardziej interesującym i stymulującym konwersacjom. Spróbuj też wciągnąć innych we wspólne ćwiczenia umysłowe. Możecie zacząć od gier testujących pamięć i ogólną wiedzę.

Jeśli wolisz nawiązać nowe kontakty, poszukaj w swojej okolicy domu kultury, klubu szachowego, kółka historycznego lub organizacji pozarządowej potrzebującej wolontariuszy. Cokolwiek, co będzie w twoim zasięgu i sprawi Ci frajdę. Nie zniechęcaj się jeśli pierwsze wyjście nie będzie strzałem w dziesiątkę. Znalezienie “swoich” ludzi wymaga cierpliwości.

Ruszaj się

Istnieje wiele badań wskazujących, że regularny ruch pomaga spowolnić starzenie się mózgu. Ćwiczenia fizyczne pomagają dotlenić mózg, co z kolei sprzyja lepszej pamięci, refleksowi i umiejętności rozumowania. Według zaleceń WHO osoby dorosłe powinny przeznaczać minimum 20 minut dziennie na umiarkowaną aktywność fizyczną lub 10 minut dziennie na aktywność intensywną. W istocie jednak, im mniej czasu spędzamy w bezruchu przed komputerem lub telewizorem, tym lepiej.

Jeśli nie należysz do osób aktywnych, staraj się zmienić swoje nawyki metodą małych kroków. Pamiętaj, że każda najdrobniejsza aktywność fizyczna jest lepsza niż wielogodzinny bezruch. Kiedy tylko masz możliwość, zamiast windy wybierz schody. Fotel do czytania spróbuj zastąpić piłką ortopedyczną, która wymusza lekką pracę mięśni dla utrzymania równowagi. Podczas oglądania telewizji lub słuchania podcastów wykonaj kilka prostych ćwiczeń dla rozruszania wszystkich grup mięśni.

Zadbaj o dietę

Zdrowa dieta sprzyja dobrej kondycji ciała i umysłu. Ludzie, których jadłospis opiera się na warzywach, owocach, pełnoziarnistych zbożach, orzechach, rybach oraz roślinnych źródłach białka i tłuszczy, rzadziej zapadają nie tylko na choroby serca czy cukrzycę, ale także na zaburzenia zdolności poznawczych i demencję.

Jeśli Twoja dieta mocno odbiega od ideału, potraktuj zmianę nawyków żywieniowych jako kolejne wyzwanie dla mózgu. Wymyśl co możesz zmienić, a następnie opracuj plan i stopniowo wprowadzaj go w życie. Pamiętaj o metodzie małych kroków. Jeżeli przykładowo stwierdzisz, że jesz za mało warzyw, łatwiej będzie zacząć dodawać do zwyczajowej kanapki z serem liść kapusty (zaskakujące połączenie, ale smakuje świetnie!), niż z dnia na dzień kompletnie zarzucić kanapki i zastąpić je wymyślną sałatką.

Z ciemności w światło. Helen Keller

Helen Adams Keller była postacią wybitną ze względu na swoje bogate osiągnięcia. Była autorką książek i artykułów, władającą wieloma językami polityczną aktywistką i wykładowcą uniwersyteckim.

Była również głuchoniewidoma.

Wielu zapyta – jak to możliwe? Jak to możliwe, że osoba niesłysząca i niewidząca osiągnęła tak wiele? Nie udałoby się to bez odpowiedniej edukacji i nauczycielki, która dokonała niemożliwego. I to właściwie wiek temu.

Gdy w 1880 roku Keller przyszła na świat, nic nie zapowiadało, że jej życie będzie tak pełne dramatyzmu. Kiedy miała zaledwie 19 miesięcy, zachorowała na ostre zapalenie mózgu i żołądka, które było tak silne, że spowodowało utratę wzroku i słuchu. W momencie, w którym dziecko chłonie życie jak gąbka, Helen została pozbawiona możliwości doświadczania świata za pomocą słuchu i wzroku. Radziła sobie jednak tak, jak umiała. Nauczyła się komunikować ze swoją rodziną i bliskimi za pomocą samodzielnie opracowanych znaków migowych. Do siódmego roku życia wymyśliła ich ponad 60. Potrafiła również rozpoznać, z którą osobą się komunikuje rozróżniając odgłosy kroków. Wbrew swojej niepełnosprawności była ciekawa świata, bardzo lubiła zwierzęta i (odczuwaną na swój sposób) muzykę.

Gdy Keller miała 6 lat, jej rodzice zachęceni doniesieniami o sukcesie w nauczaniu innej głuchoniewidomej dziewczynki Laury Bridgman, rozpoczęli intensywne poszukiwania lekarzy, którzy mogliby wskazać jakimi możliwościami dysponuje córka. W ten sposób trafili do Alexandra Grahama Bella, który w tym czasie pracował z głuchą młodzieżą.

Bell odesłał ich do Perkins Institute for the Blind. Właśnie tam rodzice Helen poznali Anne Sullivan – dwudziestoletnią, niedowidzącą studentkę. Anne została instruktorką i guwernantką małej Helen. Był to przełom w życiu Keller.

Od momentu, w którym Sullivan zamieszkała w domu Keller, rozpoczęła się intensywna nauka komunikacji. Nauczycielka uczyła Helen pisząc na jej dłoni palcem litery i krótkie wyrazy, od razu pokazując co ten wyraz znaczy. Pisząc d-o-l-l (lalka), wręczała dziewczynce lalkę, pisząc b-o-o-k (książka) wręczała Helen książkę do ręki. Początki były naprawdę trudne. Helen miała bardzo wybuchowy charakter, jednak nauczycielka była nieustępliwa. Moment przełomowy nastąpił w momencie, gdy umysł Helen połączył znaczenie pisanych znaków na dłoni w-a-t-e-r (woda) z zimnem i wilgocią wody, do której Sullivan włożyła rękę uczennicy. Od tego momentu Helen wszystko zrozumiała. Zaczęła uczyć się słów i ich znaczenia prawie bezustannie.

W 1988 roku Helen rozpoczęła naukę w Perkins Institute w Bostonie. Asystowała jej codziennie Anne Sulivan, pomagając w przyswajaniu wiedzy, pisząc na dłoni Helen wszystko, co mówili studentom nauczyciele. Tak rozpoczęła się szkolno-akademicka edukacja Keller, trwająca wiele lat. Helen była głodna wiedzy i ambitna. W 1900 roku dostała się do Radcliffe College Uniwersytetu Harvarda. Nauka w szkole wyższej była możliwa dzięki stypendium, które otrzymała od Henry’ego Huttlestona, właściciela Standard Oil. Zadbał o to Mark Twain, który był pod tak wielkim wrażeniem dokonań Helen, że przedstawił ją bogatemu filantropowi.

Helen dobrze wykorzystała swoją szansę, otrzymując w 1904 roku dyplom magisterski, zostając jednocześnie pierwszą osobą z niepełnosprawnością wzroku i słuchu, której udało się tego dokonać.

Dla Helen rozumienie innych i bycie zrozumianym było priorytetem. Oprócz tego, że biegle władała brajlem (w różnych notacjach) i językiem migowym, to nauczyła się również mówić (nie słysząc) i czytać z ruchu warg dotykając ust rozmówców. Opanowała też biegle wiele języków obcych: francuski, grecki, niemiecki i łacinę.

Helen kochała życie. Swoimi doświadczeniami i radością z codzienności podzieliła się z czytelnikami w książkach, między innymi: Historia mojego życia, Optymizm czy Światło w ciemności. Uważała, że pomaganie innym jest jedynym powodem istnienia na tym świecie. Była rzecznikiem wszystkich ludzi z niepełnosprawnościami, dzieląc się z szeroką widownią swoimi spostrzeżeniami na temat życia, edukacji i praw tych osób. Ze swoimi wykładami odwiedziła blisko 40 krajów. Przez całe życie byłą bardzo aktywna polityczne i społecznie. Z wiekiem musiała zwolnić tempo życia, nie osiadła jednak na laurach. Zaangażowała się w działalność wspierającą Amerykańską Fundację dla Niewidomych.

Życie Keller oraz dokonania jej nauczycielki Anne Sullivan zainspirowały wielu twórców. Najbardziej znanym filmem jest biografia „The Miracle Worker” (Cudotwórczyni) z 1962 roku.

Helen Keller jest doskonałym przykładem na to, że edukacja jest bardzo ważna. Zwłaszcza dla ludzi niepełnosprawnych. Edukacja jest oknem na świat, które umożliwia swobodę i pełne, satysfakcjonujące życie. Sama Helen w jednej ze swoich książek napisała: In the wonderland of mind I should be as free as another. Jest to jeden z najbardziej moim zdaniem inspirujących cytatów. W tłumaczeniu oznacza, że w głębi swojego umysłu Keller była wolna tak jak inni (w domyśle – pełnosprawni, widzący i słyszący) ludzie. Umysł był przepustką do wolności, do poznawania świata poza zmysłami, których nie miała. Dzięki temu, że Hellen mogła się uczyć, jej świat nie znał granic.

Mam dobry plan?

Coraz częściej mówi się o dostępności, uniwersalnym projektowaniu, czyli uwzględnianiu potrzeb osób niepełnosprawnych oraz innych grup obywateli, mających ograniczone możliwości poruszania się, percepcji czy komunikowania się. Projektowana przestrzeń powinna być przecież w pełni dostępna dla każdego i umożliwiać jej samodzielne, niezależne użytkowanie.

Człowiek pozyskuje około 86% informacji z otaczającej nas przestrzeni za pomocą wzroku, a jedynie około 7% za pomocą słuchu, co sprawia, że osoby z dysfunkcjami sensorycznymi bywają pozbawione szansy samodzielnego funkcjonowania poza murami własnego mieszkania. Takie osoby, na równi z niepełnosprawnymi ruchowo, są przez to wykluczone z równego dostępu do kultury, nauki, aktywności zawodowej, a tym samym życia w społeczeństwie. Aby to zmienić, obok likwidacji barier architektonicznych jest planowanie dostępności oparte na społecznej odpowiedzialności, zrozumieniu i empatii. Jak sprawić, by można było zrozumieć otaczającą nas przestrzeń oraz móc swobodnie i bezpiecznie się w niej poruszać? Potrzebny jest dobry plan.

Plany tyflograficzne zaczynają się na stałe wpisywać w różne miejsca użyteczności publicznej. Przyczynia się do tego zmiana myślenia, że specjalne potrzeby dotyczą jedynie osób niepełnosprawnych ruchowo. Zanika też utrwalony przez lata znak równości pomiędzy osobą na wózku a osobą niepełnosprawną.

Czym są i komu służą plany tyflograficzne? To uproszczone schematy funkcjonalno-przestrzenne, multisensoryczne, oparte na wykorzystaniu zmysłów: wzroku, dotyku, często i słuchu. Ułatwiają orientację przestrzenną nie tylko osobom w pełni sprawnym, tak jak standardowe plany budynków i ich otoczenia, ale także wspomagają osoby o różnych ograniczeniach mobilności i percepcji. Największym atutem planów tyflograficznych jest ich uniwersalność w przekazywaniu informacji o otoczeniu. Dzięki wykorzystaniu alfabetu Braille’a, schematów dotykowych, wysokich, graficznych kontrastów, odpowiednio powiększonej czcionki i udźwiękowienia, służą osobom słabowidzącym, niewidomym, słabosłyszącym i głuchym. Ułatwiają odnajdywanie się w nowych miejscach i samodzielne dotarcie do kluczowych punktów, takich jak m.in.: kasy, toalety, punkty informacyjne, schody, windy, przystanki, przejścia dla pieszych, postoje taksówek, perony, bankomaty i biletomaty. Potrzebne są osobom z niepełnosprawnościami nie tylko sensorycznymi, ale także mającym stałe lub czasowe ograniczenia w poruszaniu się: osobom na wózkach inwalidzkich, starszym, kontuzjowanym, kobietom w ciąży, rodzicom z małymi dziećmi, podróżnym z ciężkim bagażem, osobom z niepełnosprawnościami intelektualnymi, a nawet obcokrajowcom. Plany tyflograficzne, w połączeniu ze ścieżkami dotykowymi, zwiększają bezpieczeństwo w przestrzeni publicznej, zwłaszcza u osób z całkowitą lub częściową utratą wzroku.

Ważna jest właściwa ilość i lokalizacja planów tyflograficznych, ich wymiar oraz zastosowanie odpowiednich rozwiązań. Aby nie popełnić błędów, powinno być konsultowane ze specjalistami w dziedzinie tyflografiki, bądź odpowiednimi organizacjami działającymi na rzecz środowiska osób z niepełnosprawnością wzroku.

Plany powinny być zlokalizowane przy głównych wejściach do budynków, przejściach do tuneli, na peronach, węzłach przesiadkowych – czyli w kluczowych miejscach, w których następuje pierwszy kontakt z nową przestrzenią. Odpowiednia ich ilość i rozmiar muszą umożliwiać pokazanie w całości lub w części stref ogólnodostępnych obiektów. Rozmiar planów jest podyktowany powierzchnią potrzebną do przedstawienia wypukłego obrazu oraz zastosowania pisma Braille’a, którego „czcionka” jest znacznie większa niż napisy czarnodrukowe. Wiedzę z tego zakresu posiadają projektanci tyflografiki i to oni powinni decydować o formacie takich planów.

Z punktu widzenia osób niewidomych istotna jest przede wszystkim właściwa orientacja planów odwzorowująca najbliższe otoczenie tak, aby to, co znajduje się po prawej i lewej stronie na planie, odpowiadało rzeczywistym kierunkom. Lokalizacja, gdzie ma stanąć plan, powinna być tak dobrana, aby uniknąć problemu związanego z proporcjami przedstawianych obiektów. Zasięg rąk pozwala na zastosowanie wysokości planów nie przekraczających około 65 cm i szerokości maksymalnie 120 cm.

Przy przewidywaniu lokalizacji planów tyflograficznych, oprócz dostępu do prądu, należy uwzględnić zadaszenie, ponieważ w otwartej przestrzeni zmienne warunki atmosferyczne: opady, zaleganie wody, śniegu i zabrudzeń, uniemożliwiają użytkowanie planu. Konieczne jest ich okresowe czyszczenie. Duże znaczenie przy planach stosowanych na zewnątrz ma technologia ich wykonania. Materiały typu stal czy mosiądz, podlegając wpływom temperatury powodują dyskomfort użytkowania w zbyt niskich i zbyt wysokich temperaturach powietrza. Obecnie na rynku są dostępne różne technologie wykonania planów dotykowych: termoformowane tworzywa PET, odlewy z żywic, tworzywa sztuczne typu pleksi, stal nierdzewna i mosiądz. Dają różnorodne możliwości, ale nie są pozbawione wad.

Plany termoformowane to jedna z najtańszych i najstarszych technologii. Z racji małej odporności na mechaniczne uszkodzenia, termiczne odkształcenia, ograniczenia wielkości, są obecnie rzadko stosowane. Spotykamy je głównie tam, gdzie nie przewiduje się intensywnego użytkowania planów. Raczej odradza się stosowanie tego typu rozwiązań na zewnątrz. Są wykonane jako jednoelementowy nadruk UV na grubej folii, z jednoczesnym wytłoczeniem na niej informacji dotykowych (przy odpowiednim usztywnieniu spodu planu), albo jako dwuwarstwowe, gdzie jedną z warstw jest przezroczysta, wytłoczona folia, a drugą kolorowy poddruk, które są odpowiednio połączone. Możliwe jest wzbogacenie ich w elementy elektroniczne: udźwiękowienie, przyciski, sensory dotykowe.

Cena podstawowej wersji planu z wykonaniem matrycy i jednej termoformowanej kopii, to średnio od ok. 2700 zł netto za format A3, do około 4500 zł netto za format A2 (w zależności od docelowego formatu, zastosowanej elektroniki i stopnia skomplikowania obrazu). Trzeba także doliczyć koszt stojaka lub gabloty, niezbędnych do zaprezentowania tyflografiki.

Plany z tworzyw sztucznych typu pleksi (zwanych PMMA) to elementy cięte laserowo, odpowiednio wyokrąglone, przyklejone do warstwy transparentnej, z kolorowym poddrukiem i wyciętymi w niej otworami, w których osadzone są kulki alfabetu Braille’a. Jest to rozwiązanie dość trwałe, estetyczne i korzystne cenowo. Niestety, nie jest w pełni „wandaloodporne”, ze względu na możliwość celowego wyłamania lub wydłubania zastosowanych elementów planu, bądź zniszczeniu przy nieuważnym oczyszczaniu. Zdarzają się nieuniknione (choć rzadkie) wypadnięcia kulek brajlowskich, uniemożliwiające odczytywanie tekstu, zwłaszcza zastosowanych do oznaczeń jedno– i dwuliterowych skrótów brajlowskich. Powoduje to zmianę ich treści na niepożądaną. Dlatego istotne jest okresowe sprawdzanie, czy nie należy uzupełnić brakujących kulek. Problemem są też, bez regularnej dbałości o czystość planu, zbierające się pomiędzy klejonymi elementami, trudne do wyczyszczenia zabrudzenia. Zastosowana technologia jest przyjemna w dotyku w każdych warunkach atmosferycznych, jest więc polecana do stosowania zarówno wewnątrz budynków, jak i na zewnątrz (ale przy regularnym dbaniu o czystość i zapewnieniu zadaszenia). Także i w tym przypadku możliwe jest zastosowanie szeregu nowoczesnych, dodatkowych rozwiązań elektronicznych.

Cena podstawowej wersji takiego planu waha się od ok. 6000 zł netto za format A3, do ok. 10000 zł netto za format A2, aż do 13500 zł netto za format 1000×600 mm (w zależności od docelowego formatu, zastosowanej dodatkowo elektroniki i stopnia skomplikowania projektu). Należy doliczyć koszt stojaka lub gabloty, czasem wykonania betonowego fundamentu.

Plany w odlewach z żywic to wykonane jako monolit, transparentne warstwy wypukłe z nadrukiem umieszczonym na płycie PCV pod spodem. Charakteryzują się: wysoką „wandaloodpornością”, dobrą odpornością na warunki atmosferyczne oraz zabrudzenia, łatwością czyszczenia, brakiem możliwości oderwania poszczególnych elementów, jak i uszkodzenia pisma Braille’a. Jako jedyna technologia w tej dziedzinie pozwala na niezależne stworzenie warstwy dotykowej i czarnodrukowej, umożliwiając zastosowanie różnych oznaczeń oraz treści dla osób widzących i niewidomych. Minusem odlewów jest większa trudność wykonania i pracochłonność, jak również niecałkowita transparentność warstwy dotykowej, minimalnie zmniejszająca czytelność poddruku. To rozwiązanie jest zalecane zarówno wewnątrz budynków, jak i na zewnątrz, ze względu na estetykę, komfort użytkowania w różnych warunkach atmosferycznych, wieloletnią trwałość, przy zapewnieniu regularnego czyszczenia i zadaszenia. Również i w tym przypadku możliwe jest zastosowanie szeregu dodatkowych rozwiązań elektronicznych, poszerzających funkcjonalność planów.

Cena podstawowej wersji planu waha się od ok. 7500 zł netto za format A3, do około 10000 zł netto za format A2, aż do16500 zł netto za format A1 (w zależności od docelowego formatu, zastosowanej dodatkowej elektroniki i stopnia skomplikowania projektu). Należy doliczyć koszt stojaka lub gabloty, a czasem wykonania betonowego fundamentu.

Plany ze stali nierdzewnej są wykonane jako wpuszczane bądź klejone, wyoblone elementy, mocowane do stalowej płyty z wyfrezowanymi napisami w czarnodruku i wyciętymi otworami pod wpuszczane w nie stalowe kulki, stanowiące punkty pisma Braille’a. Charakteryzują się najwyższą „wandaloodpornością” i odpornością na warunki atmosferyczne oraz łatwością utrzymania w czystości. Ich minusami są: brak komfortu użytkowania w warunkach zimowych i podczas wysokich temperatur, niska czytelność dla osób słabowidzących (przez brak kontrastów), dużo gorsza estetyka, toporny wygląd przy większych formatach, a także nieuniknione (przez właściwości stali) wypadanie kulek alfabetu Braille’a z wykonanych pod nie otworków. Technologia ta jest zalecana, głównie przez odporność na uszkodzenia, do planów zlokalizowanych wyłącznie w tunelach, na peronach stacji kolejowych i metra, ale również na zewnątrz budynków w przestrzeniach otwartych, ale pod zadaszeniem. Należy wtedy zadbać o ogrzanie stali, by dała się dotykać przy niskich temperaturach powietrza.

Zastosowanie stali nakłada na projektantów duże ograniczenia wielkości i zawartości planów, wymuszając maksymalne uproszczenia przedstawianych schematów i zastosowanych oznaczeń, jak również ilości przekazywanych informacji. Jest to jedyna technologia, w której nie ma możliwości nakładania się treści czarnodrukowych z wypukłymi, więc muszą być wykonane obok siebie, zajmując więcej miejsca. W tym przypadku brak łatwych możliwości zastosowania dodatkowych rozwiązań elektronicznych, wykorzystywanych w pozostałych typach planów.

Cena podstawowej wersji planu to przedział od ok. 8000 zł netto za format A3, do około 12000 zł netto za format A2 (w zależności od docelowego formatu, stopnia skomplikowania projektu). Jak zawsze należy doliczyć koszt stojaka lub gabloty i wykonania ewentualnego fundamentu. Taki typ planu wraz ze stojakiem ma znaczny ciężar.

Najnowocześniejsze rozwiązania planów tyflograficznych na rynku przewidują zastosowanie różnorodnych elementów elektronicznych, takich jak wbudowany w nie: monitor dotykowy, wyświetlający dodatkowe informacje, komputer, akumulator, moduł do obsługi Wi-Fi i łączności Bluetooth, specjalistyczne oprogramowanie, system udźwiękawiający, przyciski wandaloodporne, sensory dotykowe, moduł naprowadzający z aplikacją na smartfony, system wezwania pomocy SOS (bezpośrednio z poziomu planu, czy poprzez nadrukowany QR kod przekierowanie pod wskazany adres internetowy). Daje to projektantom szeroki wachlarz możliwości do stworzenia planu multimedialnego, multisensorycznego, dostosowanego i przyjaznego wszelkim typom niepełnosprawności oraz specyficznym potrzebom różnych grup użytkowników. Tego typu rozwiązania to projekty „szyte na miarę” oczekiwań, jednocześnie podnoszące prestiż, nowoczesność i dostępność obiektów.

Plany multimedialne są wyceniane indywidualnie, w zależności od zastosowanych technologii i rozwiązań elektronicznych.

Planując wyposażenie obiektu lub przestrzeni publicznej w plan tyflograficzny, oprócz wybrania i zastosowania określonej technologii, istotne jest to, w jaki sposób zostanie on zamontowany. Najczęściej służy do tego wolnostojący stojak ze stali nierdzewnej, który może być polakierowany na dowolny kolor, przykręcony do posadzki lub trwale osadzony na specjalnie wykonanym dla niego fundamencie. Rzadziej stosuje się gabloty o przekroju trójkątnym, mocowane bezpośrednio do ściany lub stojaki luźno stojące, bez mocowania do posadzki. Najważniejsze jest jednak to, aby plan był stabilnie przytwierdzony i uniemożliwiał przypadkowe przesunięcie lub przewrócenie.

Konstrukcje stojaków mogą być różne, w zależności od wielkości planu czy miejsca montażu. Bywają oparte na jednej lub kilku nogach, masywnych lub o przekroju rurowym. Konieczne jest zastosowanie blatu, o dolnej krawędzi na wysokości optymalnie ok. 80-85cm i nachyleniu pod kątem 30?-45? tak, aby umożliwić korzystanie z planu wzrokowe, dotykowe, również przez osoby niskie i na wózkach inwalidzkich. Konstrukcja stojaka powinna umożliwiać podjechanie do niego przodem wózka, a więc musi mieć podcięcie lub odsunięcie wsporników, dające pod blatem miejsce na nogi szerokości ok. 60 cm, wysokości ok. 70 cm i głębokości ok. 30 cm.

Mam dobry plan, czyli po czym rozpoznać poprawny plan tyflograficzny? Najważniejsze jest, aby tego typu opracowania tworzyli specjaliści w dziedzinie tyflografiki. Tylko wtedy mamy pewność, że zostanie profesjonalnie przygotowany i nie będzie służył jedynie łatwemu zarobkowi. Zarówno wiedzę, jak i lata doświadczenia na rynku, a także wkład w rozwój technologiczny w tej dziedzinie mają nieliczne firmy na rynku. Każdy dobry plan tyflograficzny musi spełniać szereg określonych zasad, m.in.:

wysoka czytelność dzięki zastosowanym kontrastom i dużym rozmiarom czcionek o krojach bezszeryfowych,

napisy w alfabecie Braille’a zgodne ze standardem czcionki Marburg Medium,

duża atrakcyjność wizualna dla osób widzących,

zastosowanie, w miarę możliwości, obowiązującego w danym miejscu Systemu Identyfikacji Wizualnej,

każdy projekt powinien być „szyty” na miarę oczekiwań klienta,

zgodność z uniwersalnym projektowaniem i dostępność dla różnych grup użytkowników,

maksymalnie uproszczone i syntetyczne przedstawienie schematu budynku lub elementów przestrzeni,

spójność i intuicyjność zastosowanych oznaczeń,

prostota przekazu i ograniczenie nadmiaru informacji,

wyraźne oddzielenie na planie stref ogólnodostępnych od pozostałych,

czytelna, jasna legenda, zawierająca wszystkie zastosowane oznaczenia,

uwzględnianie i pokazywanie na planie przebiegu ścieżek dotykowych,

konsultacje na etapie projektowym z osobami niepełnosprawnymi lub organizacjami działającymi na ich rzecz,

równoważny przekaz informacji dla widzących i niewidomych,

przy dużej ilości planów tyflograficznych różnie zorientowanych w przestrzeni lub znajdujących się w terenie otwartym oraz w obiektach o szczególnym stopniu skomplikowania uwzględnianie na planach kierunków świata,

odpowiedni sposób montażu, łączna ilość i lokalizacja planów.

Wyłącznie tak opracowane plany spełnią pokładane w nich oczekiwania, zwiększając bezpieczeństwo i dostępność miejsc, w którym się znajdą.

Ideałem byłoby, gdyby w każdej przestrzeni i budynku użyteczności publicznej plany tyflograficzne współistniały wraz ze ścieżkami dotykowymi dla osób niewidomych, a często tak nie jest. Tylko występując razem są one użyteczne dla osób z dysfunkcjami wzroku.

Z punktu widzenia projektanta, pogodzenie możliwości percepcji osób niewidomych i widzących jest bardzo trudnym wyzwaniem. Nie raz wymaga to kompromisów i nie każdy je rozumie. Projekty z dziedziny tyflografiki nigdy w 100% nie zadowolą oczekiwań obu tych grup. Tu najważniejsze jest doświadczenie i wyczucie, jak daleko można się posunąć.

Plany dla niewidomych nie są i nie będą planami w znaczeniu architektonicznym, ponieważ zastosowanie powyżej wymienionych zasad przy ich tworzeniu wymusza ograniczenie ilości informacji i wypracowanie schematycznego modelu pokazywanej przestrzeni, użycie specjalnych oznaczeń oraz odbieganie od rzeczywistej skali, czy nawet częste jej celowe przekłamanie. Wszystko po to, by zmieścić na nich napisy brajlowskie lub inne elementy dotykowe przy jak najmniejszym formacie. Również i z tych powodów, na planach tyflograficznych pokazywana jest szczegółowo tylko przestrzeń ogólnodostępna, a reszta jest celowo ukryta. Tym samym specyfika planów wymaga dużej wiedzy i doświadczenia przy ich tworzeniu, bazujących na znajomości poprawnych zapisów alfabetu Braille’a, dotychczasowych opracowań z zakresu tyflografiki oraz wiedzy z dziedzin takich jak projektowanie graficzne i architektura. Dlatego jest tak niewielu specjalistów i firm, którzy się od lat tym zajmują.

Obecnie na rynku pojawiła się konkurencja, oferująca swoje usługi w zakresie projektowania oraz wykonania planów dla niewidomych, często jednak nie mająca odpowiedniego doświadczenia i elementarnej wiedzy. Skutkiem tego jest tworzenie kompromitujących projektów i marnowanie na ich realizację – nierzadko – dużych środków publicznych.

Efektem takich działań są licznie występujące niedopuszczalne błędy typu:

pomijanie znaków dużej litery bądź niepoprawny zapis cyfr w napisach brajlowskich,

za małe wielkości czcionek czarnodrukowych,

stosowanie utrudniającego czytanie kroju szeryfowego,

skalowanie brajla, który zawsze musi mieć stałą, niezmienną wielkość,

zły format, orientacja i rozmieszczenie planów,

pokazywanie stref niedostępnych na planach,

nadmiar i chaotyczność zawartych informacji,

stosowanie nigdzie nie spotykanych oznaczeń, często architektonicznych, zamiast prostych piktogramów i skrótów brajlowskich,

niewłaściwy kontrast,

brak wyokrąglenia ostrych krawędzi elementów, powodujący możliwość skaleczenia.

Przy wyborze wykonawcy, dla dobra użytkowników takich rozwiązań, należy kierować się jego doświadczeniem, bogatym dorobkiem, popartym solidnym portfolio i referencjami. Warto też, przed ogłoszeniem przetargu czy zapytania ofertowego, skonsultować się z organizacjami (bądź firmami), które fachowo doradzą, jakie rozwiązania i gdzie można zastosować, dobiorą odpowiednią ilość i oszacują przewidywaną wielkość planów. Dzięki takiej współpracy może zniknie wkrótce, często używane w zapytaniach ofertowych i mediach publicznych, niepoprawne wyrażenie „język Braille’a”, bo język mamy w Polsce – polski, a jedynie „pismo Braille’a”, zwane inaczej zapisem brajlowskim. Przecież chodzi o to, żebyśmy mówili do siebie tym samym językiem. Tylko wtedy powstanie dobry plan… Nasz wspólny plan na dostępność.

Nie tylko plaże są nad morzem

Łeba jest małym nadmorskim miastem, w którym turyści głównie przebywają na plaży lub chodzą po wydmach w Słowińskim Parku Narodowym. Jednak wakacje w tym miasteczku można spędzić zupełnie inaczej, odwiedzając ciekawe miejsca, o których podzielę się swoją opinią. Wyjazd do Łeby bardzo mi się podobał, ale nie każdemu przypadłby do gustu – mówię o niewidomych, dla których prawie wszystkie obiekty są (nie)dostępne.

Muzeum Bursztynu

Zacznę od niewielkiego muzeum, które nie wywarło na mnie specjalnego wrażenia, mimo że temat jest bardzo ciekawy – w tym miejscu można dowiedzieć się wielu informacji na temat powstawania i procesu kształtowania się bursztynu oraz jego rozmieszczenia i występowania różnych rodzajów. Znajduje się tam jeszcze wystawa inkluzji (organizmów zatopionych w wysuszonej żywicy) oraz dzieł sztuki, które powstały dzięki bursztynowi. Po muzeum turystów oprowadza przewodnik, który posiada dużą wiedzę na ten temat.

Teoretycznie wszystko powinno mi się podobać, ale czegoś mi w muzeum bursztynu brakowało; nic w tym miejscu mnie nie zaskoczyło, nie zdziwiło. Przewodnik nie umiał w ciekawy sposób opowiadać o bursztynie, a wystawy nie były urozmaicone.

Wystawy w Muzeum Bursztynu nie są dostosowane dla niewidomych – żadnego eksponatu nie można dotknąć. Ale na szczęście takie osoby mogą posłuchać przewodnika, co pozwoli im na uzyskanie wiedzy na tym samym poziomie, co widzący turyści oglądający wystawy.

Muzeum Motyli

Teraz napiszę także o muzeum, ale tym razem znacznie ciekawszym – przynajmniej dla mnie. W Muzeum Motyli można zobaczyć wiele gatunków motyli, a także innych owadów i pajęczaków z całego świata, poznać ciekawostki na ich temat, dowiedzieć się, w jaki sposób żyją, spróbować zgadnąć, jakiego stawonoga słyszymy. Człowiekowi, który ma małą wiedzę na temat motyli i innych „robaków”, Muzeum Motyli bardzo się spodoba. Wiem to z własnego doświadczenia, rzeczywiście czegoś się nauczyłem, wreszcie zacząłem odróżniać różne gatunki owadów, a ciekawostki, które widziałem na ścianach, zapamiętam na długo.

Trudno jest pokazać niewidomemu małe zwierzęta. Ale muzeum motyli nie jest nastawione tylko na wzrok. Niepełnosprawni ze względu na wady wzroku mogą np. posłuchać owadów i dotknąć ich modeli.

Illuzeum

Moim zdaniem jest to najciekawsza i najbardziej oryginalna atrakcja turystyczna w Łebie. To muzeum iluzji, w którym na niewielkiej powierzchni można zobaczyć i doświadczyć wielu dziwnych iluzji. Jest to wystawa interaktywna – zwiedzający np. układa te same klocki w różny sposób, żeby powstały dwa wielokąty o różnych wielkościach, tworzy obraz za pomocą żelaznych opiłków i magnesu, kręci kołem z narysowanymi czarno-białymi liniami, żeby zobaczyć zupełnie inne kolory, rozwiązuje zagadki, które teoretycznie „nie mają sensu” itd.

Wystawa bardzo mi się podobała, mimo że nie wszystkie iluzje optyczne działały na moje oczy. W illuzeum spędziłem dużo czasu (około 75 minut), a i tak nie obejrzałem wszystkiego. Musiałem „wcześnie” wyjść z muzeum, czego bardzo żałuję. Moim zdaniem Illuzeum dla przyszłego turysty powinno stać się najważniejszą atrakcją turystyczną, którą koniecznie musi odwiedzić i przeznaczyć na to dużo czasu.

Niestety niewidomi, którzy weszliby do muzeum, nie byliby zachwyceni, ponieważ prawie żadnych iluzji nie można doświadczyć bez użycia wzroku. Oczywiście nie można za to obwiniać muzeum – iluzji nie można pokazać ludziom, którzy nie potrafią ich dostrzec.

Labirynt Park Łeba

W Łebie znajduje się wielki labirynt, którego przejście większości turystom zajmuje ponad 20, a nawet więcej niż 30 minut. Przejście polega na dotarciu do czterech baz oznaczonych flagami, wejściu do środka plątaniny korytarzy i wyjściu na zewnątrz labiryntu. Istnieje możliwość kupienia mapy ścieżek, ale ja na nią nie patrzyłem, a z labiryntu bez pośpiechu wyszedłem w 20 minut, co uważam za nieoczekiwany sukces.

Wbrew swojej nazwie, Labirynt Park Łeba to nie tylko labirynt, ale także „magiczny ogród drewnianych gier wielkoformatowych”, gdzie można znaleźć m.in. kwadrat, w którym trzeba ułożyć klocki w różnych kształtach, dziurawy stół, przez który należy przeprowadzić kulę, drewniany cymbergaj.

W labiryncie i magicznym ogrodzie można ciekawie i aktywnie spędzić czas. Ponadto dobrym pomysłem jest zmierzenie, ile minut było niezbędnych do wyjścia z korytarzy labiryntu. Moim zdaniem labirynt w Łebie można przejść w mniej niż 10 minut, co może stanowić wyzwanie dla turysty.

Labirynt Park Łeba nie jest dostosowany do potrzeb niewidomych, którzy w labiryncie wpadaliby w żywopłot i nawet nie wiedzieliby, że znaleźli się obok bazy. Prawdopodobnie żadna gra nie jest udostępniona dla niepełnosprawnych wzrokowo, co bez wątpienia można naprawić.

Sea Park Sarbsk

Sea Park nie znajduje się w Łebie, ale warto przejechać kilkanaście kilometrów, żeby znaleźć się w parku poświęconym tematyce mórz i oceanów.

Główną atrakcją parku jest fokarium – podobno największe w Polsce. Co kilka godzin można obejrzeć pokazy fok, uchatek i kotików, które przynoszą przedmioty, „śpiewają”, wyskakują z wody. Przez pół godziny widzowie mogą dowiedzieć się szczegółów na temat życia tych zwierząt. Wszystkim kieruje animatorka, która – poza wymienianiem informacji na temat m.in. fok – opisuje czynności, które w danej chwili wykonują zwierzęta, wyjaśnia ich zachowania, udziela rad dotyczących przebywania w pobliżu fok, uchatek i kotików.

Uczestniczyłem w dwóch pokazach – fok i uchatek. Oba odbywały się w innych miejscach, miały inny program. Myślałem, że będą podobne, prawie takie same. Na szczęście drugi z nich pozytywnie mnie zaskoczył. Wydarzenia miały kilka wad: pierwsza z nich to animatorka, która rzeczywiście umiała prowadzić pokazy, ale swoje wypowiedzi kierowała głównie do dzieci, których nie było tam dużo (inny pokaz w ciągu dnia przeznaczono wyłącznie dla najmłodszych turystów). Mimo to wyglądała na mądrą osobę, która potrafi w szybki sposób dostosować się do sytuacji, które powstają przez nietypowe zachowanie zwierząt.

Drugą dużą wadą była muzyka, która zagłuszała foki i uchatki. Nie wiem, w jakim celu ją włączano, zwłaszcza ze względu na to, że nie działała na zwierzęta. Można zadać pytanie: „skąd wiem, że muzyka nie działa na zwierzęta?”. Miałem szczęście, ponieważ widziałem, w jaki sposób są karmione foki. Trener (ten sam, który uczestniczył w pokazie) kazał zwierzęciu wykonać polecenie. Na początku foka była posłuszna, więc dostawała ryby do zjedzenia. Później się rozzłościła i nie chciała wykonywać poleceń – jedzenia nie dostała, dopóki nie zrealizowała zadania. Muzyka nie była włączona, a foka zachowywała się tak jak w trakcie pokazu.

Poza fokarium w Sea Parku znajduje się wiele innych atrakcji. Na przykład na początku można znaleźć trójwymiarowe modele morskich zwierząt takich jak foki i kałamarnice oraz ich opisy. Później ścieżka prowadzi do muzeum poświęconego sztuce marynistycznej, które nie było ciekawe, ponieważ już nie pamiętam, co w nim zobaczyłem.

Następnie można obejrzeć wystawę polskich latarni morskich w dużej skali. Można je tylko obejrzeć – mimo że są trójwymiarowe, odgrodzono je od zwiedzających, których pozbawiono możliwości dotknięcia ich. Wszystkie latarnie przedstawiono w jednakowej skali, co pozwala na porównanie ich wielkości. Poza tym o każdej z nich można przeczytać: o ich historii, położeniu. Wypisane są też informacje techniczne.

W parku znajduje się odwrócony statek, w którym turyści doznają zaburzeń błędnika. Budowla nie jest obrócona o 180 stopni, ale o trochę mniej, co sprawia, że podłoga jest przekrzywiona. Schody także ustawiono krzywo, ale w drugą stronę – praktycznie nie można po nich wejść bez trzymania poręczy. W środku rozbrzmiewają dźwięki statku trzęsącego się pod wpływem fal. To wszystko sprawia, że zwiedzający ma zaburzoną równowagę, nawet niektórzy się przewracają. Co ciekawe, niewidomi reagują na to otoczenie tak samo jak widzący, co potwierdza przypuszczenie, że wrażenia wzrokowe nie decydują o zaburzeniu równowagi. Myślę, że każdy powinien doświadczyć takich nietypowych zjawisk – zapraszam do odwróconego statku! W Łebie znajduje się jeszcze odwrócony dom, w którym błędnik zachowuje się tak jak w statku, ale nie warto go odwiedzać, ponieważ wygląda o wiele gorzej.

Podsumowując, bardzo polecam odwiedzenie Sea Parku w Sarbsku. Znajduje się tam wiele atrakcji, każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego. Najbardziej podobał mi się odwrócony statek, ale to tylko moje zdanie. Nie opisałem wszystkiego, co znajduje się w parku, ponieważ musiałbym napisać o tym osobny artykuł, a w ten sposób ukryłem kilka atrakcji, które dla przyszłego turysty będą niespodzianką.

Sea Park Łeba nie jest dostosowany dla niewidomych. Jako przykład podam wystawę latarni morskich – czy naprawdę warto odgradzać modele latarni? Czy naprawdę niewidomi zniszczyliby te eksponaty? Oczywiście są to pytania retoryczne. Są także proste rozwiązania – na przykład można wyłączyć niepotrzebną muzykę, która zagłusza zwierzęta w trakcie pokazów.

Łebskie Klocki

Łebskie Klocki to wystawa budowli stworzonych z klocków Lego. Znajdują się tam m.in. pojedyncze budynki i całe miasta, pojazdy oraz roboty, którymi można sterować. Klocki to zabawka, ale dzięki tej wystawie można spojrzeć na nie inaczej – profesjonaliści potrafią stworzyć ciekawe rzeczy, które wyglądają jak prawdziwe budowle w skali. Osobiście bardzo szanuję ludzi, którzy potrafią wykonać coś świetnie wyglądającego za pomocą czegoś niepozornego. Oczywiście najbardziej podobał mi się robot układający kostkę Rubika, chociaż akurat w środku ułożenia się zaciął… Na pewno był to tylko nieszczęśliwy wypadek, zwykle robot wykonuje całe ułożenie.

W tym przypadku także można napisać o niedostosowaniu wystawy dla niewidomych – wszystkie eksponaty poza robotami są trzymane w gablotach, a osoby z wadami wzroku prawie nic nie mogą dotknąć.

Podsumowując, polecam odwiedzić Łebę każdemu – głównie ze względu na wcześniej wspomniane atrakcje. Oczywiście nie można też zapomnieć o spacerze na plaży (lepiej nie wchodzić do wody, ponieważ w tym mieście zwykle jest o wiele zimniej niż w reszcie kraju), czy o zjedzeniu świeżych ryb z Morza Bałtyckiego.

Obsługa osób z niepełnosprawnością

Osoby z niepełnosprawnością, zapytane czym jest dla nich dostosowany obiekt, odpowiadają jednomyślnie. Oprócz zniesienia barier architektonicznych, możliwości samodzielnego poruszania się po budynkach, swobodnej komunikacji, niezwykle istotna jest jakoś obsługi. Obiekt dostępny dla osób niepełnosprawnych cechuje się m.in. profesjonalną obsługą, podczas której osoba z dysfunkcją nie jest i nie czuje się dyskryminowana, ale jest traktowana na równi z pełnosprawnymi. Osoby te napotykają jednak na wiele niewłaściwych zachowań, zakłopotania i braku wiedzy jak udzielić pomocy. Brak doświadczenia i reakcji na potrzeby osoby z niepełnosprawnością nie mogą być przyczyną nieprawidłowej obsługi. Czy Państwa instytucja, bank, uczelnia, zakład pracy jest dostępny dla osób z niepełnosprawnością? Czy Państwa pracownicy wiedzą, jak obsłużyć osoby z niepełnosprawnością? Czy wiedzą w jaki sposób prawidłowo pomagać? Fundacja Szansa dla Niewidomych, wychodząc naprzeciw potrzebom, przeprowadza szkolenia z zakresu obsługi osób z niepełnosprawnością.

Korzyścią uczestnictwa w takim szkoleniu jest zbudowanie wizerunku miejsca, które jest otwarte i wspiera osoby z niepełnosprawnością. Niewątpliwie wzrośnie satysfakcja osób z jakości obsługi klienta w miejscu, które jest kompleksowo do tego przygotowane. Celem szkoleń jest zdobycie wiedzy z zakresu profesjonalnej jakości w obsłudze osób z niepełnosprawnościami. Szkolenia są przeznaczone dla pracowników instytucji, zakładów pracy, banków, szkół, uczelni, placówek medycznych, hoteli, mediów, którzy mają bezpośredni kontakt z osobami z niepełnosprawnością. Dodatkowo odbiorcami szkolenia mogą być wszystkie instytucje, które chcą zwiększyć swoją świadomość i umiejętność pracy z osobami z dysfunkcjami. W trakcie szkolenia uczestnicy dowiedzą się jak szybko, sprawnie i profesjonalnie obsłużyć klientów niepełnosprawnych. Uzyskają wiedzę jak poprawnie komunikować się i pomagać klientom z różnymi dysfunkcjami. Zdobędą praktyczne umiejętności ułatwiające obsługę, tj. jak wskazać pokój i poprowadzić do niego, jak wskazać miejsce do siedzenia, w jaki sposób podpisać dokumenty, jak przeczytać umowy. Dowiedzą się jak zadawać pytania, jakich słów używać, jak sprawić, aby żadna ze stron nie czuła się niekomfortowo. Uczestnicy poznają zasady savoir-vivre w kontakcie z osobami z różnymi dysfunkcjami. Nauczą się w jaki sposób reagować w sytuacjach niestandardowych.

Zajęcia są prowadzone w ciekawej, warsztatowej formie. W programie znajduje się m.in. tematyka dotycząca niepełnosprawności, barier i stereotypów; podstawowych zasad w kontaktach z osobami niepełnosprawnymi; zasad kontaktu, pomocy i obsługi osób niewidomych i niedowidzących, niepełnosprawnych ruchowo, niesłyszących i niedosłyszących oraz osób z innymi niepełnosprawnościami. Bardzo duży nacisk kładziemy na obsługę osób z niepełnosprawnościami sensorycznymi.

W jaki sposób najlepiej przybliżyć problematykę dysfunkcji wzroku? Uczestnicy mają możliwość skorzystania z symulatorów wad wzroku, gdzie poznają różne dysfunkcje. Następnie mając zasłonięte oczy sami próbują przejść w określone miejsce, samodzielnie nalać wodę do szklanki, odczytać wiadomość na telefonie. Przeprowadzane są praktyczne ćwiczenia dotyczące zasad kontaktu na różnych etapach obsługi, dostosowane do specyfikacji danego miejsca. W jaki sposób poprowadzić osobę niewidomą do wyznaczonego miejsca, jak dać dokumenty do podpisania, jak opowiedzieć o ekspozycji, jak wydać pieniądze. Prezentowane są też rozwiązania ułatwiające codzienne funkcjonowanie oraz nowoczesne technologie informatyczne dla osób z dysfunkcją wzroku.

Wykładowcy to zespół wykwalifikowanych specjalistów, twórców praktycznych rozwiązań, posiadających doświadczenie we współpracy z osobami niepełnosprawnymi. Co ważne, szkolenie prowadzą również osoby niewidome i niedowidzące, które w wiarygodny i kompetentny sposób przekazują wiedzę. Szkolenia prowadzone są na terenie całej Polski, w miejscach wyznaczonych przez Fundację lub w Państwa siedzibie.

A jak przekazać wiedzę tym najmłodszym, żeby było ciekawie i zrozumiale? Mamy na to również sposób! Dla przedszkoli i pierwszych klas szkół podstawowych zostały przygotowane bajki z audiodeskrypcją. To innowacyjny program łączący zabawę z nauką. Ma na celu promowanie pozytywnych postaw wobec osób niewidomych i niedowidzących, wczucia się w ich świat, poznania problemów, z którymi się stykają i wskazania prostych sposobów w jaki sposób pomagać. Na początku dzieci oglądają bajkę z audiodeskrypcją – przez część seansu mają zawiązane oczy. Następnie dowiedzą się w jaki sposób osoby z dysfunkcją wzroku sprawdzają kolory, nalewają wodę do szklanki, korzystają z komputera i telefonu, czytają książki. Dzieci będą również mogły zasłonić oczy i wykonać kilka prostych czynności. Dowiedzą się jak zachować się w konkretnych sytuacjach w kontakcie z osobą niewidomą, jak pomóc. Za pomocą ciekawych materiałów pokażemy jak pisać i czytać za pomocą alfabetu brajla. Uczmy prawidłowych postaw już od najmłodszych lat! Dla nieco starszych dzieci i młodzieży przygotowaliśmy lekcję o niepełnosprawności. Celem jest promowanie pozytywnych postaw wobec osób niepełnosprawnych, wczucia się w ich świat, poznania problemów, z którymi się stykają i wskazania jak prawidłowo się zachowywać. Aktywne uczestnictwo w warsztatach ułatwi kontakt z osobami niepełnosprawnymi, rozszerzy pojęcie tolerancji i akceptacji, a nabyte umiejętności pozwolą efektywnie udzielać pomocy osobom w potrzebie.

Zachęcamy do skorzystania z bogatej oferty szkoleniowej. Serdecznie zapraszamy do kontaktu z centralą Fundacji oraz tyflopunktami zlokalizowanymi w całej Polsce.

Czy Wrocław jest przyjazny niewidomym turystom?

Wrocław – stolica Dolnego Śląska, jedno z najludniejszych, najbardziej różnorodnych pod względem etniczno-kulturowym miast w Polsce, ale też jedno z najchętniej odwiedzanych przez turystów. Także niepełnosprawnych, w tym tych mających kłopoty ze wzrokiem. Nic w tym dziwnego, bo przecież niewidomi też lubią zwiedzać ciekawe zakątki kraju i świata, tym bardziej, jeśli są one dostosowane do ich potrzeb, a trzeba uczciwie przyznać, że Wrocław, przynajmniej w niektórych aspektach, jest otwarty na niewidomych. Sam przez dwa tygodnie miałem przyjemność przebywać w tym mieście, będąc uczestnikiem projektu „Aktywna Integracja w Szczecinie”. Dzięki temu miałem możliwość zapoznania się z przynajmniej częścią atrakcji turystycznych Wrocławia i ich przystosowaniem do potrzeb osób niewidomych oraz niedowidzących.

„Czy to bajka, czy nie bajka, myślcie sobie jak tam chcecie. A ja przecież wam powiadam: krasnoludki są na świecie” – pisała niegdyś Maria Konopnicka. Jednym z miast, które nieodłącznie się z nimi kojarzą, jest właśnie Wrocław. To na ten symbol zwrócono nam uwagę w pierwszej kolejności. Do krasnali publicznych dołączają komercyjne, a ich liczba ciągle rośnie. Podawana jest już nie w dziesiątkach, a setkach. Wywodzą się one z Pomarańczowej Alternatywy. Był to antykomunistyczny, happeningowy ruch, powstały w latach 80-tych we Wrocławiu, a jego symbolem były właśnie krasnoludki. Obecnie w stolicy Dolnego Śląska można je spotkać niemal na każdym kroku. Są nawet krasnale niepełnosprawne – na wózku, niewidomy czy głuchoniemy. Stanowią ciekawą atrakcję, która wyróżnia miasto. Dla poszukiwaczy krasnali są dostępne specjalne mapy czy aplikacja na telefon, dzięki którym można podążać ich szlakiem.

Dzięki makietom, które stoją przed najważniejszymi budynkami Wrocławia, niewidomi nie muszą sobie już tylko ich wyobrażać, ale mają możliwość dotknięcia i zapoznania się z ich szczegółami. Dotyczy to chociażby wrocławskiego ratusza, Hali Stulecia, w której odbywa się wiele sportowych imprez na międzynarodowym poziomie, odnowionego dworca PKP czy katedry wrocławskiej. Makiety są metalowe, często przy nich występują napisy w brajlu, dzięki czemu niewidomi mogą nie tylko dotknąć w całości dany obiekt, ale także zapoznać się z krótkimi informacjami na jego temat.

Audiodeskrypcja to kolejny sposób, aby ułatwić poznawanie nowych miejsc niewidomym. We Wrocławiu jest ona dostępna przy oglądaniu Panoramy Racławickiej. O ile sama idea jest słuszna, o tyle w tym konkretnym przypadku rozwiązanie to akurat mi nie przypadło do gustu. Niestety, opis dzieła przeznaczony stricte dla niewidomych mieszał się z ogólnym opisem, który wydobywał się z głównego głośnika. Miałem wrażenie, że opis i dodatkowe smaczki towarzyszące bitwie pod Racławicami były ciekawsze niż sam suchy opis płótna. Ponoć audiodeskrypcja dostępna jest również we wrocławskim zoo. Byłem w nim, zwiedzałem, słuchałem odgłosów afrykańskich zwierząt, głaskałem kozy i owce, ale jakoś na audiodeskrypcję się nie natknąłem – może wynikało to po prostu z niewiedzy naszych przewodników.

Spore wrażenie zrobiła na mnie wizyta w Centrum Historii Zajezdnia. Może nie każdy lubi cofnąć się do przeszłości, ale akurat nasza grupa trafiła na bardzo ciekawie opowiadającego przewodnika. Pani była też dla nas bardzo wyrozumiała. Mogliśmy wiele eksponatów dotknąć, co nie zdarza się wszędzie. Mimo że z historią Wrocławia spędziliśmy ponad trzy godziny, to zupełnie tego nie odczuliśmy. Korzystaliśmy także z innych atrakcji klasycznych, by chociażby wspomnieć wizytę w Sky Tower. Niby dla niewidomego to żadna atrakcja, bowiem i tak nie będzie podziwiał panoramy miasta z wysokości ponad 200 metrów, ale już samo ciśnienie w uszach, które pojawiło się w trakcie jazdy windą, dawało wyobrażenie o tym jak wysoki jest budynek. Przejechaliśmy się również popularną Polinką, ale była to raczej ciekawostka, a nie już jakaś większa atrakcja. Oczywiście odwiedziliśmy również stadion, który był jedną z aren mistrzostw Europy w 2012 roku. Dowiedzieliśmy się, że są na nim miejsca przystosowane dla niepełnosprawnych, a nawet stanowiska, na których można słuchać meczów z audiodeskrypcją.

We Wrocławiu moją uwagę zwróciła wielokulturowość, szczególnie na Rynku. O ile nie mogłem jej dostrzec w aspekcie wizualnym, to uwidoczniła się przez różne języki, które można było usłyszeć wokół. Różnorodność widoczna była także w pobliżu rynku, a dokładniej w Dzielnicy Czterech Świątyń, w której na niewielkim obszarze zgromadzone są: rzymsko-katolicki kościół św. Antoniego z Padwy, ewangelicko-augsburski kościół Opatrzności Bożej, synagoga Pod Białym Bocianem, a także prawosławny sobór Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy. Wrocławski Rynek i jego okolice to bardzo klimatyczne, tętniące życiem miejsce, którego w Szczecinie trochę brakuje. Niemniej jednak nie ukrywam, że w tym magicznym miejscu brakowało mi trochę punktów odniesienia, które są tak istotne dla osób niewidomych i niedowidzących. Zlewające się ze sobą szeregi podobnych uliczek powodowały, że trudno byłoby mi się tam odnaleźć bez pomocy osoby widzącej.

Dla niewidomych został przystosowany nowy dworzec PKP, który obecnie może być wizytówką Wrocławia. Bez większego problemu poruszaliśmy się też komunikacją miejską, w której wewnętrzne zapowiedzi informowały nas o nazwach poszczególnych przystanków. Niby to taka oczywistość, ale nawet w Szczecinie, w którym mieszkam na co dzień, częściej obecnie można spotkać milczący autobus lub tramwaj niż taki, w którym emitowane są sygnały głosowe. We Wrocławiu podobały mi się też takie uskoki, pewnego rodzaju niecki, które informowały o przejściu dla pieszych. To bardzo praktyczne rozwiązanie, choć jeszcze dość rzadko spotykane. Natomiast w miejscach, w których się poruszaliśmy, trochę brakowało mi ścieżek dla niewidomych i pól uwagi. Być może w niektórych miejscach są, ale jakoś nie rzuciły mi się w oczy, a ściślej rzecz biorąc – nie wpadły pod białą laskę.

Niemniej jednak dwutygodniowy pobyt we Wrocławiu uważam za bardzo udany. Zwiedziłem dużą część atrakcji, zwracając uwagę na kwestie ich dostępności dla niewidomych. Według mnie stolica Dolnego Śląska zrobiła sporo, by stać się miastem przyjaznym niewidomym, ale nigdy nie jest idealnie, zawsze można coś poprawić. Ważne jest to, że włodarze miasta dostrzegają potrzebę zwiększania dostępności miasta dla niepełnosprawnych, że coraz chętniej sięga się po audiodeskrypcję, że makiety popularnych budynków zaczynają wyrastać jak grzyby po deszczu, że pojawiają się tabliczki z opisami w brajlu. To wszystko sprawia, że miejski krajobraz staje się bardziej przyjazny osobom niewidomym. A przecież mamy niesprawny tylko jeden ze zmysłów. Świat i otoczenie postrzegamy pozostałymi zmysłami. Dzięki nim chcemy zwiedzać, słuchać, dotykać, a we Wrocławiu jest taka możliwość. Tak więc jeśli ktoś z Was – drodzy Czytelnicy – będzie miał okazję, to nie wahajcie się, zwiedzajcie Wrocław, bo można w nim miło i ciekawie spędzić czas.