Altix w Californii

W dniach 21-23 marca firma Altix brała udział w konferencji i wystawie CSUN w San Diego! To jedno z największych na świecie cyklicznych wydarzeń poświęconych niepełnosprawności. W tym roku odbyło się już po raz trzydziesty trzeci.

W wystawie sprzętu dla osób niepełnosprawnych wzięło udział ponad 120 wystawców z całego świata. Altix był jednym z nich! Zaprezentował produkty tyflograficzne, plany mówiące i bazy udźwiękowione SoundBox, TouchIt, tabliczki i książki brajlowskie oraz oprogramowanie do składu brajla Euler 2.0. Dużym zainteresowaniem cieszyły się także nasze usługi audytów miejsc publicznych i stron internetowych oraz prototypy nowych produktów tyflograficznych.

Organizatorzy CSUN zaplanowali wiele ciekawych warsztatów, wystąpień i paneli dyskusyjnych dotyczących dostępności: dokumentów i stron internetowych, telefonów, komputerów, obszaru usług, przestrzeni publicznej i miejsc pracy.

Ciekawe produkty

Nasi eksperci na wystawie, poza prezentacją własnych rozwiązań, szukali także nowych produktów, które Altix wprowadzi do swojej oferty. Oto najciekawsze z nich:

BuzzClip – echolokacja dla każdego

BuzzClip to mały klip, który można przyczepić do koszuli lub zawiesić na szyi. BuzzClip za pomocą ultradźwięków wykrywa przeszkody i powiadamia o nich niewidomego użytkownika wibrując. Przeszkody mogą mieć różną wysokość, nawet do wysokości użytkownika.

Jest bardzo poręczny i nie zwraca na siebie uwagi, chyba, że zauważy coś, o czym bez jego wibracji niewidomi nie wiedzą, a nie lubią spotykać na swojej drodze. Waży zaledwie 62 gramy i jest bardzo dyskretny!

Taptilo – nowe urządzenie do nauki brajla

Taptilo jest urządzeniem, które sprawia, że nauka brajla jest łatwa dla każdego. Jest wyposażone w innowacyjną technologię odświeżalnego brajla. Można je podłączyć do telefonu, dzięki któremu łatwiej nim sterować. Taptilo posiada dwa rzędy po dziewięć około 10-krotnie powiększonych komórek brajlowskich. Pierwszy rząd wyświetla litery, drugi służy do ich układania. Każdą komórkę można odłączyć od urządzenia i układać litery brajlowskie, a następnie odłożyć je na miejsce. Urządzenie dzięki syntezie mowy poinformuje użytkownika czy została ułożona odpowiednia litera – w ten sposób można budować zdania, przechodzić przez różnego rodzaju testy i ćwiczenia, które uczą brajla.

Orcam i inne urządzenia rozpoznające tekst i otoczenie

Na CSUN zaobserwowaliśmy wysyp urządzeń korzystających z kamery oraz oprogramowania do rozpoznawania tekstu, ludzi, przedmiotów. Najczęściej takie urządzenie jest zamontowane na oprawce okularów i jest połączone kablem z jednostką centralną o rozmiarze paczki papierosów. Wystarczy aktywować je gestem dłoni i palców, po czym wystarczy popatrzeć choćby na osobę przed sobą, by system opisał to, co widzi. Przykładowo opis może brzmieć „przed tobą jest mężczyzna” lub, gdy zakodujemy w systemie twarz danej osoby wraz z jej danymi, urządzenie rozpozna i odczyta użytkownikowi nazwisko tego człowieka.

Innym zastosowaniem jest odczytywanie napisów i treści. Wystarczy wskazywać palcem tekst lub używając gestu „zakreślić go”, a system odczyta treść na głos. Ułatwi to nie tylko czytanie gazet, książek, ale też pisanych drobnym drukiem etykiet na towarach, nominałów banknotów, niezbyt wyraźnych oznaczeń ulic, etc. Urządzenie ma także możliwość wykorzystania tłumacza, który przyda się choćby podczas odczytywania napisów w menu restauracji, na opakowaniu, podczas podróży zagranicznej – nazwy ulic, dokumentów, etc.

Kolejnym zastosowaniem jest rozpoznawanie przedmiotów. System odczyta i zinterpretuje kształt, kolor, czasem nawet fakturę i materiał. Altix niebawem wprowadzi takie urządzenia do swojej oferty.

Prawie w Meksyku, czyli słoneczne San Diego

To położone w stanie Kalifornia miasto, które uznaje się za piątą z najbogatszych metropolii w USA. Historia San Diego, od momentu założenia, liczy już prawie 300 lat, chociaż informacje o zamieszkujących te ziemie Indianach datowane są na około 10 tysięcy lat wstecz. San Diego słynie z łagodnego klimatu – średnia temperatura roczna wynosi tam +18 stopni. Główne gałęzie gospodarki stanowią: przemysł obronny, elektroniczny, a także turystyka. Prężnie działają stocznie czy fabryki metalu. To miasto jest również ostoją jednego z najbardziej wykształconych społeczeństw – ponad 40% mieszkańców powyżej 25. roku życia zdobyło tytuł licencjata. W tej przeszło milionowej metropolii znajduje się 18 uczelni wyższych, spośród których najbardziej popularne to Uniwersytet Kalifornijski, State University czy Alliant International University.

Historia

Okolice San Diego były zamieszkane już 10 tys. lat temu przez Indian Kumeyaay. W 1542 roku dopłynął tu Juan Rodríguez Cabrillo, portugalski odkrywca podróżujący pod hiszpańską banderą. Cabrillo ogłosił, że zatoka należy do Hiszpanii i nazwał miejsce San Miguel.

W 1602 roku w okolice dzisiejszego San Diego przybył Sebastián Vizcaíno, aby stworzyć mapę Kalifornii. Vizcaíno postanowił nazwać dzisiejsze rejony Mission Bay i Piont Loma San na cześć świętego Dydaka (hiszp. San Diego). W 1769 powstał tam pierwszy fort w okolicy dzisiejszego Old Town San Diego State Historic Park, a w 1797 roku – misja chrześcijańska Mission San Diego de Alcalá prowadzona przez franciszkanina, ojca Junípero Serra.

Pierwsze zabudowania miejskie w San Diego powstały w okolicach dzisiejszego Old Town San Diego State Historic Park. Lokalizacja nie była jednak idealna – ludzie osiedlili się zbyt daleko od oceanu, portu i szlaków żeglugi. Pod koniec lat 60. XIX wieku tutejszy kupiec Alonzo Horton postanowił przenieść główną część miasta na brzeg oceanu, tam, gdzie obecnie znajduje się centrum (Downtown). Zbudował pierwsze budynki i namówił do tego samego innych zamożnych mieszkańców. Miasto zaczęło bardzo dynamicznie się rozwijać.

Położenie

Miasto położone jest na południowo-zachodnim krańcu Kalifornii i kontynentalnego USA, ok. 2 godzin jazdy samochodem od Los Angeles. Na południu graniczy z Meksykiem. Po stronie meksykańskiej znajduje się miasto Tijuana. Na zachodzie – Ocean Spokojny, na wschodzie – pasmo gór (Laguna Mountains) i pustynny Park Stanowy Anza-Borrego. Samo miasto poprzecinane jest kanionami, przepływa przez nie rzeka San Diego (ang. San Diego River).

Atrakcje turystyczne

Balboa Park z licznymi muzeami, zabytkowymi XIX-wiecznymi i XX-wiecznymi budynkami w stylu hiszpańskim i ogrodami.

Old Town – stare miasto.

Downtown San Diego – centrum miasta, w którym pierwsze kamienice powstały w drugiej połowie XIX wieku, z Little Italy, starą dzielnicą włoskich rybaków i Gaslamp Quarter, odrestaurowanym XIX-wiecznym kompleksem ulic z latarniami gazowymi.

San Diego-La Jolla Underwater Park – podwodny park narodowy z wieloma gatunkami ryb i ptaków, m.in. rekiny szare, lwy morskie, albatrosy, wieloryby (przepływają nieopodal w czasie corocznej migracji z Hawajów na Alaskę.

Ocean Beach – dzielnica położona nad oceanem. W latach 60. stała się centrum ruchu hippisowskiego, porównywana do Haight-Ashbury w San Francisco. Charakter z lat 60. i 70. dzielnica zachowała do dzisiaj. Jest tam wiele barów, spółdzielni (np. działająca od lat 70. People’s Organic Food Co-op), sklepów vintage, sklepów z żywnością organiczną, hemp shops itp.

Plaże – m.in. w dzielnicach Pacific Beach, Ocean Beach, Mission Beach, La Jolla.

Wyspa Coronado i zabytkowy wiktoriański Hotel del Coronado – największy drewniany budynek w USA.

Hillcrest – malownicza dzielnica stanowiąca od końca lat 60. XX wieku centrum ruchu LGBT, z licznymi barami i klubami. Co roku odbywa się w niej San Diego Pride Parade.

La Jolla – kurort z La Jolla Cove (skalista zatoka z morskimi jaskiniami) i La Jolla Childrens Pool (osłonięta falochronem plaża, rezerwat).

San Diego Zoo z pandami wielkimi oraz Frozen Zoo przy San Diego Zoo Conservation Research.

Torrey Pines Reserve – pocięty kanionami nadmorski rezerwat przyrody z unikalną sosną Torrey pine.

San Diego river estuary – ujście rzeki San Diego z roślinnością słonolubną i ptactwem.

Star of India – żaglowiec-muzeum.

USS Midway (CV-41) – lotniskowiec-muzeum.

SeaWorld San Diego – jeden z bardziej znanych w USA parków rozrywki m.in. z orkami i delfinami.

Co zobaczyliśmy w San Diego?

Na pierwszy ogień poszedł Point Loma i Cabrillo National Monument. Point Loma to miejsce, „gdzie zaczęła się Kalifornia”. W 1542 roku wylądował tu portugalski żeglarz Juan Rodríguez Cabrillo. Mamy nadzieję, że Portugalczycy nie obrażą się za hiszpańską pisownię. Oba narody mocno walczą o tę postać. I tę rywalizację widać na Point Loma. Skoro wszędzie pisze się o hiszpańskiej wyprawie Cabrillo, to dla równowagi pół wieku temu Portugalczycy postawili tablicę ku czci portugalskiego żeglarza i jeszcze dorzucili pisownię nazwiska po swojemu. Amerykanie przejmują się tym tak mocno, jak Rosjanie sporem czy Mickiewicz był Polakiem czy Litwinem.

Stara latarnia na Point Loma to ikona San Diego, którą można zobaczyć na różnych znaczkach czy pocztówkach. Wybudowana w połowie XIX wieku wygląda bardzo zgrabnie, a jednocześnie dostojnie. W środku zrekonstruowano pokoje jednego z latarników, który wiódł tam pustelnicze (o ile można tak napisać) życie z rodziną. Żyli w osamotnieniu, 18 mil spaceru krętą dróżką od San Diego. Niezbyt często więc się wybierali na zakupy czy do kawiarni.

Wszystkie rozrywki mieli na miejscu. Piękno przyrody, codziennie wiatr idealny na puszczanie latawców, na początku każdego roku tysiące migrujących wielorybów, przepływające statki, muszelki, kraby, itp. Sielanka.

Na wzgórzu jest pomnik Cabrillo z portugalską tablicą oraz fantastyczny widok na San Diego. To też doskonały punkt obserwacyjny lotniska. Jest ono przy samym centrum miasta i wejściu do zatoki San Diego. Kiedy stoi się na szczycie Point Loma, samoloty są mniej więcej na tej samej wysokości w odległości zaledwie 1-2 kilometrów. Z tej strony podchodzą chyba głównie samoloty wojskowe, a startują cywilne. Główny kierunek lądowania samolotów cywilnych jest z drugiej strony – znad centrum. Przelatują one wtedy tuż nad budynkami. Wygląda to niesamowicie, ale dla mieszkańców zbyt fajne nie jest.

Na Point Loma jest też baza wojskowa. Obejrzeć można tylko budkę z wystawą przedstawiającą działanie baterii artyleryjskich na wybrzeżu. Pokazano nam jak namierzano pozycję statków i czym je ostrzeliwano. Tak naprawdę chyba nigdy nikogo nie ostrzelano – japońskie okręty nigdy nie podpłynęły tak blisko.

Coronado – najdroższe miejsce do życia w USA

Samo Coronado na to nie wygląda, ale w 2000 roku zostało ogłoszone najdroższym miejscem do życia w USA. Jak przystało na tak drogie miejsce, głównym pracodawcą jest amerykańska armia, która ma na wyspie bazę marynarki. Prowadzący tam most Coronado Bridge, który – jak większość amerykańskich mostów – mnie oczarował, jest bardzo stromy (średnio ponad 4 procent nachylenia) i bardzo wysoki – nawet największe niszczyciele muszą pod nim przepłynąć. Coronado ma urokliwą główną ulicę oraz swoją najsłynniejszą atrakcję – Hotel del Coronado. Zbudowany w stylu wiktoriańskim w 1888 roku miał lepsze i gorsze momenty. Najlepszym było na pewno nakręcenie w nim wielu scen do „Pół żartem, pół serio”. Potem, w latach 70-tych, przyszedł lekki upadek, a teraz znowu jest na fali wznoszącej. Wygląda jak z innej bajki, jest ogromny (ma 757 pokoi), luksusowy i ma piękną plażę, gdzie powstają fantastyczne zamki z piasku.

USS Midway – szczęściarz na emeryturze w San Diego

To najdłużej służący lotniskowiec w amerykańskiej armii – odsłużył w niej 50 lat, a potem trafił do San Diego na emeryturę. Naprawdę warto tam wpaść choćby na chwilę. Zwiedzać można prawie wszystko, idąc od góry przez mostek kapitański, pokład startowy, hangary, kajuty zwykłych marynarzy, pilotów, oficerów, kapitana, kończąc na maszynowni. Wystawionych do oglądania jest też kilkadziesiąt samolotów i helikopterów. Do wielu można wejść i poczuć się jak pasażer czy pilot. USS Midway służył w armii tyle czasu, że jeśli chodzi o maszyny latające, przeżył kilka rewolucji. Przekrój czasowy widać na obu pokładach.

Stojąc na górnym można zdać sobie sprawę, jak mało miejsca mają samoloty na start. Największe wrażenie robi chyba katapulta parowa, która ma na 100 metrach nadać samolotowi takie przyspieszenie, żeby wystartował. Te niecałe dwie sekundy piloci opisują jako przeżycie nieporównywalne z niczym innym.

Zoo, czyli pandy w San Diego

Niestety, można się zawieść, po opisach spodziewałem się miejsca dużo bardziej interaktywnego, z dużą ilością opowiadających strażników, ale poza ogromnym rozmiarem, zoo w San Diego można porównać np. do zoo w Warszawie.

Największymi zaletami tego zoo jest wspomniany fakt, że jest po prostu duże i można tam chodzić godzinami. Do tego jest ładne i wciągające. No i chyba najważniejsze – są tam pandy i niedźwiedź polarny! Pandy stanęły na wysokości zadania i się pokazały, a miś dumnie pływał w swoim basenie!

Old Town i smaki Meksyku

Old Town San Diego State Historic Park to stare miasteczko zbudowane w pierwszej połowie XIX wieku, wykorzystywane jako plan filmowy w westernach. Wygląda jak osada meksykańska i jest jedną z najciekawszych atrakcji San Diego. To właśnie tam możemy poczuć się jak w Meksyku czy Miasteczku USA w którym mieszkają Meksykanie, możemy tam też spróbować kuchni meksykańskiej.

A Meksyk to kulinarny raj na ziemi – jeśli ktoś lubi fasolę. Nie bez powodu kuchnia meksykańska nazywana jest jedną z najlepszych na świecie i nie bez powodu w 2010 została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Wszystko jest pyszne, świeże, kolorowe i bardzo aromatyczne.

Meksykanie nie utrudniają sobie życia – gotują z pasją, ale używają do tego najprostszych składników (tylko w najdroższych restauracjach serwują dania z kaktusem czy z wykwintnymi owocami morza).

Smaki Meksyku

Kuchnia meksykańska to przede wszystkim limonka, która dodawana jest absolutnie do wszystkiego, od dań obiadowych i zup, po słodkie desery. Możecie nie dostać sztućców, ale łódeczkę zielonej cytrynki macie jak w banku. Na stole króluje również chili (a wyróżnić można prawie 100 rodzajów i odmian), tabasco i ostra salsa pomidorowa. Na szczęście, w przeciwieństwie do Azji, Meksykanie dają turystom wybór i wszystkie ostre przyprawy możemy dodać sobie sami, wedle własnych upodobań.

Podstawą kuchni meksykańskiej jest również bardzo charakterystyczna kolendra dodawana do mięs, kanapek i bulionów, fasola w każdej postaci (w Meksyku występuje aż 20 gatunków!) oraz awokado podane w formie guacamole, sałatki lub dodatku samego w sobie. Kurczaka i wieprzowinę najczęściej marynuje się w fajicie, czyli w przyprawie złożonej z mieszanki mąki kukurydzianej, kuminu, chili w proszku, czosnku, cukru, pieprzu i słodkiej papryki. Dobrze przygotowana potrafi dodać daniu niesamowitego aromatu i smaku.Każdemu daniu towarzyszą również małe placuszki tortilli oraz prosta sałatka. Ważnym składnikiem jest również kukurydza podawana na milion sposobów, tłusta śmietana, majonez i ketchup.

Kraina tacos!

Mówisz Meksyk – myślisz tacos? No i masz rację! Tacos to najpopularniejsze danie w kuchni meksykańskiej, składające się z malutkiej tortilli z mąki kukurydzanej oraz masy dodatków (do wyboru: z kurczakiem, serem, fasolą, kiełbasą chorizo, podrobami, mieloną wieprzowiną lub wegetariańskie). Całość skrapia się oczywiście limonką i zalewa aromatycznym guacamole lub salsą pomidorową. Ich zaletą jest zdecydowanie sposób oraz szybkość przygotowania. Istnieje tak duża ilość wariacji na temat tacos, że nigdy się nie nudzą.

Warto spróbować tortas – to odpowiednik naszej kanapki. W gigantycznej bułce znajdziemy mix mięs, sałaty, pomidorów, awokado i majonezu, a przy niewielkiej dopłacie również stopiony, ciągnący się ser.

Burrito meksykańskie czy amerykańskie?

Burrito lub taco de harina – to potrawa pochodząca z Meksyku i kuchni Tex-Mex, ale wymaga oddzielnego omówienia. Słowo burrito w języku hiszpańskim dosłownie oznacza „osiołek”, pochodzi od słowa burro, co oznacza „osioł”. Składa się z pszennej tortilli (w odróżnieniu od tortilli do tacos robionych z mąki kukurydzianej), która jest zawinięta wokół farszu. Tortilla zwykle jest lekko zgrillowana lub podgrzana na parze w celu jej zmiękczenia i uelastycznienia. W Meksyku jedynym wypełnieniem jest zazwyczaj fasola, meksykański ryż lub mięso i tortilla jest mniejsza. W Stanach Zjednoczonych nadzienie zawiera bogatszą kombinację składników, takich jak meksykański ryż, fasola, sałata, salsa, mięso, guacamole, ser i śmietana, a rozmiary tortilli są różne – niektóre burritos są znacznie większe niż ich odpowiedniki meksykańskie. Ja preferuję zdecydowanie wersję Amerykańską!

Ciekawostki

Z San Diego pochodzi wielu znanych ludzi, spośród których można wymienić Cameron Diaz, Betsy Russel czy Tony’ego Hawka oraz zespoły: Pearl Jam oraz Blink 182. W San Diego produkuje się telefony – są tutaj zakłady takich firm jak Sony, Nokia czy Novatel. Co ciekawe, drugie pod względem obsługiwanego ruchu lotnisko w USA, znajduje się właśnie w tej miejscowości.

San Diego to jedyne w swoim rodzaju miejsce, w którym można poznać świat widziany oczami uśmiechniętych Amerykanów oraz poznać kulturę meksykańską. To miejsce, do którego każdy z nas, przynajmniej raz w życiu powinien pojechać, żeby zrozumieć czym jest Kalifornia i Ameryka, którą widzimy w TV.

Altix na Bliskim Wschodzie, część 2

Wystawa SightMe

W dniach 13-15 lutego 2018 roku ponownie odwiedziliśmy Zjednoczone Emiraty Arabskie! Nasze produkty tyflograficzne cieszyły się tak dużym zainteresowaniem na AccessAbillities w Dubaju, że postanowiliśmy ponownie wziąć udział w wystawie odbywającej się w okolicach Dubaju – Sight Me w Expo Centre Sharjah. Zaprezentowaliśmy wiele ciekawych rozwiązań dedykowanych osobom z dysfunkcją wzroku, między innymi mówiące plany dotykowe oraz program do składu brajla Euler 2.0.

W odróżnieniu do AccessAbllities, SightMe poświęcona jest wyłącznie niewidomym. Spotkaliśmy tam więc wiele znajomych firm i twarzy. Wśród prawie 50 wystawców z całego świata byli między innymi: Freedom Scientific, Dolphin, Human Ware, Optelec, Braillo, a nawet Japoński Nippon Telesoft. SightMe jest imprezą mniejszą, która odbywa się co dwa lata, odwiedzają ją jednak praktycznie wszyscy niewidomi w kraju. Przez 3 dni mają odpowiednią ilość czasu, aby zapoznać się ze wszystkimi produktami. Ludzie są bardzo przyjaźni i ciekawi nowości, z wielką radością odkrywali kształty naszych tyflografik. Jedną z ciekawostek był specjalny namiot, w którym można było spożywać arabskie potrawy w ciemnościach, by poczuć się jak niewidomy. Jednym z celów imprezy jest bowiem edukacja społeczeństwa dotycząca praw i potrzeb osób z dysfunkcją wzroku, dlatego też wielu gości to osoby widzące, urzędnicy, nauczyciele i dzieci z okolicznych szkół. Przedstawianie im produktów takich jak nasze to duża przyjemność, ponieważ z wielką atencją podchodzą do wszelkich szczegółów, jakby te produkty były dla nich samych. To jedna z różnic kulturowych, odróżniająca Arabów od Europejczyków. Kolejną ciekawostką jest sposób traktowania kobiet. Specyficzne tutaj są traktowane kobiety niewidome – szczególnie z bogatszych domów. Zazwyczaj ubrane w czarne szaty, tzw. burki, z mocnym makijażem oczu lub w przeciwsłonecznych okularach, ze złotymi ozdobami na ramionach lub rękach, są prowadzone przez kobiety lub mężczyzn, którzy nie mają prawa ich dotykać. Niewidome kobiety trzymają na przykład kartkę, która oddziela je od prowadzącego mężczyzny. W tej sytuacji prezentacja naszych produktów bez dotykania była nie lada wyzwaniem.

Sharjah – trzecie miasto w UAE

Sharjah (Szardża) w którym odbyła się wystawa, jest trzecim pod względem ludności miastem kraju. Z powodu dużej dysproporcji w cenach mieszkań, miasto jest zamieszkałe przede wszystkim przez ludzi pracujących w Dubaju. Wielu turystów wybiera właśnie je ze względu na niższe ceny, ładne plaże i około 30-minutową odległość od Dubaju. Szardża jest stolicą emiratu o tej samej nazwie – to największy i jeden z najpiękniejszych krajów wchodzących w skład Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Historycznie Szardża (Ash-Sh?riqah) była jednym z najbogatszych miast w regionie i najważniejszym portem w Zatoce Arabskiej. To tu, w 1932 roku, powstało pierwsze międzynarodowe lotnisko na wybrzeżu zatoki. W 1971 roku Szardża stała się częścią Federacji Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Zima najlepsza na zwiedzanie

Najlepszy czas na odwiedzenie emiratu to listopad do kwietnia; jest tam wtedy najlepsza pogoda, dni są ciepłe i słoneczne, a wieczory chłodniejsze, z niską wilgotnością powietrza. Temperatura w ciągu dnia wynosi od 18°C do 30°C, a w nocy spada do 12°C. Od maja do września jest bardzo gorąco, temperatury w lipcu, sierpniu i wrześniu, osiągają ponad 40°C przy dużej wilgotności powietrza. Noce są wtedy bardzo ciepłe, a temperatury przekraczają 30°C.

„Bogate” muzea

Władcą Szardży i Członkiem Rady Najwyższej ZEA jest Jego Wysokość Szejk Mohammad bin Sultan dr Al Quasimi, który panuje od 1972 roku. Władca ten dba o ochronę dziedzictwa i kultury emiratu. W starej części stolicy zachowały się dawne bazary, meczety i budynki mieszkalne. W sąsiedztwie malowniczego deptaku Corniche znajduje się Centrum Sztuki w pięknie odrestaurowanych kamienicach oraz XVIII-wieczny meczet. Jest tu także kilka ciekawych muzeów. W Muzeum Morskim można zobaczyć tradycyjne, drewniane żaglowe łodzie dhow, używane do żeglugi jako statki handlowe oraz do rybołówstwa i połowu pereł.

Kalendarz pełen imprez

Szardża słynie też ze światowej klasy festiwali, takich jak Festiwal Światła (w lutym), podczas którego międzynarodowi artyści, wykorzystując nowoczesne technologie oświetleniowe 3D, tworzą magiczną atmosferę, opowiadają historię ewolucji kulturalnej emiratu. Codziennie wieczorem przychodziliśmy nad jezioro Khalid oglądać widowisko razem tłumami widzów – i było to wspaniałe doświadczenie! Dalej w kalendarzu mamy kolejne imprezy: Festiwal Wodny (Sharjah Water Festival) – odbywa się w grudniu każdego roku wraz z Mistrzostwami Świata Motorówek Grand Prix Sharjah. Międzynarodowe Targi Książki na przełomie października i listopada to najstarsza i największa impreza tego typu w regionie, przyciągająca międzynarodowych wydawców, autorów i miłośników książek. Jednym z najbardziej popularnych festiwali w regionie jest Międzynarodowy Festiwal Koni Arabskich, ściągający w marcu do Szardży wielu miłośników koni arabskich, oraz Dni Dziedzictwa Szardży. Ten coroczny karnawał upamiętnia dziedzictwo kulturowe mieszkańców Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Jezioro Khalid i okolice

Większość czasu spędziliśmy w okolicach Jeziora Khalid, a idąc dalej promenadą przez park Al Majaz docieraliśmy do Al Noor Mosque, czyli przepięknego meczetu, który wygląda niesamowicie o każdej porze dnia! Miałem okazję obserwować go za dnia, podczas zachodu słońca i o zmierzchu. Zdecydowanie zadbano tutaj o odpowiednie oświetlenie, przez co świątynia przykuwa uwagę każdego. Zaraz obok meczetu znajduje się kolejna przestrzeń zielona – AlNakheel Oasis, czyli miejska oaza palmowa przez mieszkańców wykorzystywana jako zwykły park. Naprzeciw oazy oraz meczetu stworzono sztuczną wyspę na jeziorze. Wybudowano na niej park motyli. Można tam dotrzeć specjalnie wybudowanym mostem pieszo-rowerowym. Sam budynek wygląda bardzo ciekawie, zwłaszcza o zmierzchu, kiedy jego elewacja zmienia kolory.

Jedzenie ciekawsze niż w Dubaju!

Dzięki temu, że Szardżę zamieszkuje mniej turystów, mieliśmy szansę skosztować więcej kuchni arabskiej niż w Dubaju i lepiej poznać kulturę tego kraju. Termin „kuchnia arabska” obejmuje potrawy pochodzące z krajów świata arabskiego i w każdym z tych regionów znacznie się różni. Wspólnymi elementami są: upodobanie do warzyw (bakłażan, pomidory, papryka, cukinia, pietruszka, cebula, czosnek), owoców (granaty, cytryny, figi), ziół i przypraw, ryżu, kasz (unika się ziemniaków) oraz roślin strączkowych, zwłaszcza ciecierzycy i soczewicy. Długo nie musieliśmy szukać, a znaleźliśmy restaurację prowadzoną przez Syryjczyków, w której pracowała cała rodzina. Posiłki spożywaliśmy w miłym towarzystwie, ponieważ do restauracji przychodziły całe rodziny. Dla kultur Bliskiego Wschodu ogromne znaczenie ma wspólne spożywanie posiłków we wspólnym gronie. To wspaniała okazja do spędzenia czasu z najbliższymi. Tradycyjnie w dawnych czasach każdy posiłek był jedzony razem, jednak obecnie, ze względów praktycznych, w wielu rodzinach śniadanie ma nieco luźniejszy charakter. Wspólne biesiadowanie zostało ograniczone do obiadu, który stanowi największy i najbardziej obfity posiłek w ciągu dnia.

Orientalne przyprawy i aromaty

Berberys – małe, jaskrawoczerwone jagody pochodzącego z Iranu krzewu berberysu mają orzeźwiający, kwaskowaty smak. Jagody berberysu dodaje się do dań jednogarnkowych, omletów oraz potraw z ryżu.

Kwiat róży – suszone wydrążone płatki róży dodaje się do przyprawy ras-el-hanout i do konfitur. Wodą różaną, którą otrzymuje się przez silne rozcieńczenie olejku różanego, perfumuje się desery.

Pomarańcze – sałatkę pomarańczową doprawianą wodą z kwiatów pomarańczy podaje się w krajach arabskich na deser, a w Maroku także na przekąskę.

Limonki – w Iranie, Iraku, rejonie Zatoki Perskiej oraz w Egipcie limonki stosuje się tak jak cytryny, do nadawania potrawom kwaskowatego smaku. Do dań dodaje się je w całości lub sproszkowane i gotuje razem z potrawą.

Sumak – przed pojawieniem się cytryny kwaskowe owoce sumaka były w kuchni arabskiej dodatkiem zakwaszającym. W Syrii, Palestynie, Libanie oraz Iraku sumakiem posypuje się sałatki, ryby, drób oraz szaszłyki.

Owoce tamaryndowca – owoce te w rejonie Zatoki Perskiej stosuje się do nadawania słodko-kwaśnych nut smakowych potrawom rybnym i warzywnym. Strąki tamaryndowca zawierają pastę o intensywnym, kwaskowatym smaku.

Tahina – pasta sezamowa stosowana w kuchni wschodnioarabskiej i egipskiej.

Harissa – ostra pasta z dodatkiem chili, czosnku, soli, ziół oraz przypraw z olejem. W kuchni północnoafrykańskiej harissę dodaje się do dań jednogarnkowych, zup, kuskusu oraz potraw mięsnych.

Prohibicja

Z ciekawostek: emirat Shajrah jest jedynym w ZEA, w którym obowiązuje bezwzględna prohibicja. W praktyce oznacza to, że nie ma tam sklepów z alkoholem, w hotelach nie serwują drinków, a pechowcy przewożący alkohol w aucie, zatrzymani przez policję, mogą mieć kłopoty. W żargonie mówi się, że to emirat suchy.

Czy warto?

Szardża to kierunek niskobudżetowy, od Dubaju jest tańsza nawet o 30-40%, co także widać gołym okiem. Jednakże jeśli wybierasz się na Bliski Wschód, to nie po to, by czuć się jak w Bangkoku, Nowym Jorku czy Paryżu, prawda? Niektóre części Dubaju czy Abu Dhabi, przypominają, a raczej chcą naśladować słynne miejsca w Europie, Stanach czy na Dalekim Wschodzie. To nie ma sensu. Jeśli chcesz zobaczyć Luwr, jedziesz do Paryża, a nie do Abu Dhabi.

Sharjah pod tym względem jest podręcznikowa i zdaje egzamin na piątkę. Będąc tu nie ma się wątpliwości gdzie się jest. Niemalże każdy budynek, sklep, bar i człowiek na ulicy jest taki, jakiego spodziewasz się ujrzeć na Bliskim Wschodzie. Polecam!

Altix na Bliskim Wschodzie, część 1

Altix od wielu lat realizuje swoją strategię eksportową. Mamy nadzieję, że nasze produkty tyflograficzne, docenione w Polsce i w Europie, znajdą nabywców również poza granicami Unii Europejskiej. Pomagają nam w tym dofinansowania ze środków europejskich oraz dobra znajomość rynków zagranicznych, którą uzyskaliśmy poprzez kontakty z producentami różnorodnych, oferowanych przez nas produktów. Staramy się wykorzystać nasze korzystne położenie geograficzne oraz rekomendacje naszych partnerów handlowych.

Na przełomie roku 2017/2018 Altix odwiedził Hiszpanię oraz dwukrotnie Zjednoczone Emiraty Arabskie. O Hiszpanii napiszę w którymś z następnych numerów Helpa. Teraz w kilku słowach przedstawię wyprawę do egzotycznych Emiratów.

Część 1: AccessAbilities Expo w Dubaju

W dniach 7-9 listopada 2017 r. wystawialiśmy się na targach AccessAbilities Expo w Dubaju. Targi odwiedziło 6000 osób, a zaprezentowało się 148 wystawców z 41 krajów. Altix jako jedyna firma z Polski przedstawił swoje najnowsze produkty służące mi.in. dostosowywaniu przestrzeni do potrzeb osób z dysfunkcją wzroku: mapy i plany tyflograficzne, terminale multimedialne, tabliczki brajlowskie i magnigraficzne, oprogramowanie do składu brajla Euler, publikacje naszej drukarni oraz drewniane gry planszowe. Największym zainteresowaniem cieszyły się produkty działu tyflografiki, a w szczególności Multimedialne Terminale Informacyjne. Nie było to dla nas zaskoczeniem, ponieważ to właśnie w Emiratach Arabskich postawiono sobie za cel dostosowanie wszelkich instytucji publicznych do wszystkich rodzajów niepełnosprawności.

Targi AccessAbilities Expo to impreza poświęcona wszystkim niepełnosprawnym, nie tylko niewidomym. Mogliśmy więc zapoznać się z różnymi rozwiązaniami technologicznymi i dotrzeć do nowych klientów. W Emiratach wiele uwagi poświęca się osobom niesłyszącym oraz innym z problemami komunikacyjnym, na porządku dziennym są aplikacje do transmisji video, które instaluje się w urzędach, a dzięki nim urzędnicy łączą się z tłumaczami języka migowego i mogą swobodnie obsługiwać osoby niesłyszące. Podobnie każdy urząd posiada powiększalniki i drukarki brajlowskie, dostosowane są budynki dla osób na wózkach, powoli instalowane są linie dotykowe dla niewidomych oraz plany tyflograficzne. Jeszcze 3 lata temu metro było niedostępne, a teraz mogliśmy przetestować ścieżki dotykowe dla niewidomych. Usłyszeliśmy zapewnienia, że już niebawem będą zainstalowane plany tyflograficzne, a perony zostaną udźwiękowione. W Dubaju te kwestie traktuje się na serio, dlatego wszystkie ministerstwa i urzędy wystawiły się na targach i dumnie prezentowały, w jaki sposób już są dostosowane. W Dubaju nie do pomyślenia jest, aby nie wykonać zarządzenia Szejka Muhammada ibn Raszid Al Maktuma, który jest premierem i wiceprezydentem Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a to właśnie on, uznawany za bardzo postępowego, ogłosił, że Emiraty nie będą nowoczesne, dopóki nie staną się dostępne dla wszystkich swoich obywateli.

Problemy Dubaju

Dubaj niestety ma swoje problemy. To prawda, że urzędy są dostępne, a szkoły dobrze wyposażone. To jednak Dubaj, przynajmniej dla nas Europejczyków, głównie niepełnosprawnych, jest trudnym miejscem do poruszania się. W Dubaju jest wysoki wskaźnik wypadków na drogach (prawie co 3 minuty). Przez wypadki drogi są często zablokowane. Praktycznie nigdzie nie da się dostać pieszo, bo po prostu nie ma chodników. Można się poruszać metrem – od stacji do stacji, które – co ciekawe – jest obecnie największym metrem całkowicie sterowanym automatycznie, albo samochodem. Trzeba wspomnieć o autobusach, ale nie mieliśmy odwagi z nich skorzystać – służą jako środek transportu dla najbiedniejszych. Oczywiście na problem poruszania się niepełnosprawnych znaleziono rozwiązanie. Wszyscy niepełnosprawni, jeżeli tego potrzebują, mają zapewniony transport samochodem – rozwiązanie w Europie nie do pomyślenia, a w Dubaju oczywiste. W metrze można spotkać samodzielnie poruszających się niepełnosprawnych, ale są to wyjątki. Wygodniej jest przecież dojechać do pracy lub szkoły samochodem z szoferem.

O Dubaju

Dubaj – miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, stolica emiratu Dubaj. Leży przy południowym wybrzeżu Zatoki Perskiej i jest największym i najbardziej zaludnionym miastem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W 2016 liczyło ok. 2,5 mln mieszkańców.

Dubaj był niegdyś niewielką wioską rybacką słynącą z połowu pereł. Rozkwit miasta datuje się na lata 80., kiedy to utworzono specjalną strefę ekonomiczną nastawioną na inwestorów, w której nie obowiązują opłaty celne czy korporacyjne podatki.

Większość populacji Dubaju to obcokrajowcy m.in. z Azji Południowej i Azji Południowo-Wschodniej, a 25% populacji ma korzenie irańskie. W Dubaju mieszka także m.in. ponad 100 tys. Brytyjczyków. Rząd ZEA nie zezwala na żadną formę naturalizacji dla obcokrajowców. Prawie wszystkie komercyjne zakłady są prowadzone przez obcokrajowców przy współpracy lokalnego przedsiębiorcy, który zapewnia licencję za odpowiednią opłatą. Liczne strefy wolnego handlu umożliwiają obcokrajowcom nabycie pełnej własności. Powiększa się także liczba willi i apartamentów na sztucznych wyspach, np. Wyspy Palmowe oraz w wielu częściach Dubaju, takich jak The Greens, Dubai Marina, International City.

Decyzja rządu o przejściu z gospodarki uzależnionej dochodowo od wydobycia ropy na nastawioną na usługi i turystykę uczyniła nieruchomości bardziej wartościowymi i skutkowała tzw. „boomem” budowlanym w latach 2004-2006. Budowy na dużą skalę uczyniły z Dubaju jedno z najszybciej rozrastających się miast, porównywalne jedynie z największymi miastami Chin.

Najwyższy budynek na świecie i inne ambitne budowle

Rozwój budowlany zaowocował powstaniem projektów na wodzie (Palm Islands, The World) i na lądzie (Dubai Marina, Burdż Chalifa, Business Bay i Dubailand). Prace nad projektami prowadzą największe firmy na tamtejszym rynku: Emaar Properties, Al Nakheel Properties i Dubai Properties. Aspiracje rządzącego szejka są odzwierciedlone przez ultranowoczesną architekturę, unikatowe wieżowce, takie jak Emirates Towers, które są dwunastym i dwudziestym czwartym budynkiem na świecie pod względem wysokości oraz Burdż al-Arab (Wieża Arabska), czyli hotel-żagiel wybudowany na sztucznej wyspie.

W 2009 Emaar Properties oddało do użytku budynek, który z wysokością 850 m jest najwyższą konstrukcją wybudowaną przez człowieka. Budowa, rozpoczęta 21 września 2004, zakończyła się 16 sierpnia 2009. Wysokość budowli wynosi 829 metrów i została osiągnięta 17 stycznia 2009. Budynek ma 163 piętra użytkowe. Oficjalne jego otwarcie nastąpiło 4 stycznia 2010, a koszt budowy to 1,5 miliarda dolarów. Burdż Chalifa zaprojektowany został przez przedsiębiorstwo architektoniczne Skidmore, Owings and Merrill, które projektowało także budynki Sears Tower oraz Wieżę Wolności.

Ogólny wygląd i plan wieży nawiązuje do kwiatu pustyni oraz architektury islamu (różne ornamenty). Wieżowiec składa się z centralnego rdzenia oraz trzech „ramion” – w miarę wzrostu wysokości wieżowca są one coraz mniejsze, co nadaje mu smukłość i niezbędną aerodynamikę. Na samym szczycie centralny rdzeń przechodzi w iglicę wieńczącą budynek. Najniższe piętra wieży zostały przeznaczone na hotel, którego wystrojem zajął się Giorgio Armani. Obok Burdż Chalifa wybudowano największe centrum handlowe na świecie – The Dubai Mall, również ukończone w 2009 roku. Już wkrótce Burj Khalifa może stracić tytuł najwyższego budynku świata. Emaar Properties rozpoczęło w Dubaju budowę kolejnej inwestycji – „The Tower”. Deweloper nie ujawnia ostatecznej wysokości projektu, zapewnia jednak, że „The Tower” będzie wyższy niż Burj Khalifa. Spekuluje się, że przekroczona zostanie bariera 1000 metrów. Otwarcie planowane jest na 2020 rok, kiedy Dubaj będzie gospodarzem Expo.

Realizowany jest także projekt Business Bay, który ma być nowym centralnym dystryktem biznesowym Dubaju. Gdy projekt zostanie ukończony, będzie składał się z 500 wieżowców wybudowanych wokół sztucznego poszerzenia istniejącej Cieśniny Dubajskiej. W lutym 2005 roku rozpoczęła się budowa Dubai Waterfront, który będzie 2,5 razy większy od Waszyngtonu i siedem razy większy od Manhattanu. Dubai Waterfront będzie stanowił kompleks kanałów oraz wysp pełnych hoteli i budynków mieszkalnych. Cały projekt spowoduje wydłużenie linii brzegowej kraju o 500 mil.

Dubaj założył także Dubiotech, park umożliwiający firmom z branży biotechnologicznej prace nad genetyką, lekarstwami i obroną biologiczną. Celem parku jest rozwój tego sektora w Dubaju.

Co jeść?

Dubaj to miejsce, które kojarzy się z ogromnym bogactwem i przepychem. Sporo osób ma wrażenie, że trzeba mieć bardzo gruby portfel, aby móc sobie pozwolić na luksusy, jakie mogą nam zaserwować Emiraty. To prawda, żeby skorzystać z najwyższej klasy dobrodziejstw, warto zabrać walizkę z pieniędzmi.

To właśnie tutaj jest jedyny 7-gwiazdkowy hotel na świecie – Burj Al Arab, w którym cena noclegu w pokoju typu Royal oscyluje w granicach 45 000 zł. Można również udać się do ociekających luksusem sklepów czy restauracji, w których będziemy musieli zostawić fortunę.

To nie oznacza jednak, że Dubaj jest dostępny tylko dla najzamożniejszych. Miasto przyjmuje miliony turystów każdego roku i każdy z nich znajduje sporo atrakcji na swoją kieszeń. Jedni wylegują się na plaży, inni omiatają wzrokiem widoki, jakie serwowane są z licznych tarasów widokowych, a jeszcze inni biegają odhaczając kolejne atrakcje, jakie gotuje dla nich miasto.

Dubaj prezentuje ogromny wachlarz restauracji i barów. Ilość i zróżnicowanie tego typu miejsc pokazuje nam niezwykle multikulturową twarz miasta. My, na przykład, w starej dzielnicy – Deirze – znaleźliśmy lokal, w którym zjedliśmy obfity obiad dla dwóch osób z napojami za niecałe 30 zł. Był absolutnie wyśmienity. Takich miejsc na starym mieście jest całe mnóstwo. Jako, że w Dubaju trudno o lokalną kuchnię, stare miasto obfituje w kuchnie hinduskie, libańskie, pakistańskie czy irańskie. Takie lokale są z reguły bardzo małe, ale można w nich naprawdę tanio i smacznie się posilić.

Brakuje lokalnej kuchni, ale oczywiście znajdzie się kilka popularnych pozycji, których nie da się przeoczyć:

Hummus – pasta z gotowanych i przetartych nasion ciecierzycy. Smakuje dużo lepiej niż ta, którą możemy nabyć w polskich marketach.

Mutabal – pasta z bakłażanów. Jedliśmy w kilku miejscach i za każdym razem zaskakiwała.

Labneh – ser pochodzenia libańskiego robiony z jogurtu. Najprostszy ser na świecie. Można go przygotować w domu – jest pyszny!

Tabbouleh – libańska odmiana sałatki warzywnej z pomidorów i bulguru, z dodatkiem cebuli, czosnku, ogórka i czerwonej papryki. Smak i aromat sałatki tabbouleh wzbogacony jest miętą, cytryną i natką pietruszki, co nadaje jej fajnej świeżości.

Oczywiście wedle potrzeb znajdziemy tutaj również kuchnię francuską, japońską, tajską i wiele, wiele innych. W zależności od lokalizacji i standardu, będą one różniły się cenami. Rozpiętość cenowa potrafi być bardzo duża, ale właśnie dlatego miasto jest tak elastyczne dla odwiedzających. Aczkolwiek najlepiej jeść tam, gdzie jedzą lokalni mieszkańcy, dlatego polecamy każde miejsce, gdzie serwuje się kuchnię hinduską, libańską, pakistańską czy irańską.

Dobrą wiadomością dla osób, które nie lubią lub nie chcą wydawać pieniędzy w restauracjach, będzie informacja, że ceny w sklepach są podobne do cen w Polsce! Ogromny Carrefour, do którego trafiliśmy, był bezapelacyjnie najobficiej wyposażonym marketem, w jakim byliśmy do tej pory. Ilość świeżych ryb czy owoców morza rozkładała na łopatki.

Bardzo popularne są daktyle przygotowane na 1000 sposobów. Morze egzotycznych owoców i oczywiście bardzo wygodne stoisko typu „weź i idź”, aż uginało się od wszelkiego rodzaju przekąsek. Można tam kupić absolutnie wszystko, pomijając alkohol, który w Dubaju turyści mogą nabyć tylko w hotelach i restauracjach posiadających licencję.

Co zwiedzić?

Dubaj nie jest miastem z wielką historią, dlatego dla wielu może nie być miejscem, które zainteresuje na dłużej. Dubaj to głównie plaże, hotele i ultranowoczesne miasto. Jednak jest w nim kilka atrakcji, które niezaprzeczalnie warto zobaczyć, przynajmniej raz w życiu.

Fontanny przy Dubaj Mall

Jednymi z ciekawszych atrakcji są przepiękne pokazy fontann. Za każdym razem jest to zupełnie inny układ i muzyka. Każdy, kto odwiedzi Dubaj, powinien ten przepiękny spektakl zobaczyć. Pokazy odbywają się o 13:00 i 13:30 oraz od godziny 18:00. Wieczorne pokazy robią jeszcze większe wrażenie, ponieważ pojawia się również gra świateł, a na Burj Khalifa w tym czasie migoczą tysiące białych lampek oraz wyświetlane są od czasu do czasu kolorowe animacje.

Burj Khalifa – najwyższy budynek świata

Lecąc do Dubaju trzeba odwiedzić najwyższy budynek świata. Cena za bilet to 125 aed, gdy wjazd jest w godz. 8:00 do godz. 15:00 oraz od 18:30 do ostatniego wjazdu. Pomiędzy godz. 15:30 a 17:30 (zachód słońca) opłata jest większa. Gdy się ogląda budynek z zewnątrz, jego rozmiar trudno zrozumieć. Niełatwo objąć go wzrokiem, tak jest wysoki.

Safari – przygoda na pustyni

To dla wielu ważny punkt wycieczki do Dubaju. Ceny za Safari zaczynają się w granicach 80 aed (ok. 90 zł), a kończą nawet na 300 aed. Wszystko zależy od tego, w jakiej firmie zamówi się wycieczkę i czy chce się mieć pełen pakiet „vip”. W normalnej cenie zazwyczaj znajduje się: jazda jeepem po pustyni, jazda na desce po piasku, krótka jazda na wielbłądzie, tatuaż z henny, czas wolny + zachód słońca na pustyni oraz wieczorek rozrywki, na którym odbywają się pokazy tańca, w tym tańca brzucha.

Dubai Mall – warto odwiedzić, ale nie dla zakupów

Największe na świecie centrum handlowe, które ma powierzchnię, uwaga: 1,1 miliona metrów kwadratowych. Znajduje się tuż obok Burj Khalifa i można tam znaleźć mnóstwo najlepszych, światowych marek, wiele punktów rozrywki, np. akwarium czy wodospad. W Dubai Mall jest 120 restauracji i 1200 sklepów, ceny są podobne jak w Polsce, więc oprócz rozmiarów, centrum nie ma zbyt wiele do zaoferowania, jest jednak ciekawe architektonicznie.

Targi złota i przypraw – najciekawsze miejsce w Dubaju

Jest to miejsce interesujące dla wszystkich, ale mam wrażenie, że świetnie odnalazłyby się tam osoby z dysfunkcją wzroku. Postaram się to opisać, tak, aby mogli Państwo to zobaczyć:

Najpierw uderza w nas armia zapachów. Słodkie i cierpkie aromaty mieszają się ze sobą splatając w wonną opowieść o Dubaju i jego portowej historii, pisanej przez indyjskich i perskich kupców, którzy przybywali drewnianymi kutrami wypełnionymi przyprawami orientu.

A może to dźwięk dosięga nas pierwszy? Stukot koszy wypełnionych dobrami, które sprzedawcy muszą ciągle przestawiać, by z najgłębszych zakamarków swoich ciasnych sklepików wydobyć towar „specjalnie dla nas”. Grzechot drobinek wyschniętej żywicy. Szczęk metalowych dzbanków o wyciągniętej, smukłej szyjce i wygiętym dziobku, zwanych dallah, służących do podawania lokalnej gahwah – kawy przyrządzanej z zielonych jeszcze ziaren. Turkot wózków, którymi tragarze mozolnie dowożą zapasy artykułów z nieopodal zakotwiczonych łodzi.

Cokolwiek by to nie było, zapachy i dźwięki przenoszą nas w czasie do lat 40. XX wieku albo jeszcze wcześniej, kiedy Dubaj żył z pereł, połowów i handlu.

Położone niemal naprzeciw Bastakiya, po drugiej stronie zatoki, są dwa targi, tradycyjnie zwane souq, których będąc w Dubaju nie można przegapić.

Spice Souq, Targ Przypraw, wita nas koszami wypełnionymi suszonymi ziołami, kadzidłami, naturalnymi barwnikami, henną i liśćmi hibiskusa. Tutaj można kupić shishę, znaleźć orientalne aromaty, albo świeżą wanilię w bardzo dobrej cenie.

Po sąsiedzku jest Gold Souq, Targ Złota, gdzie sklepik przy sklepiku na sprzedaż wystawiane są produkty z drogocennego kruszcu. Jest to idealne miejsce dla miłośników biżuterii, a jeśli na poważnie podchodzimy do zakupów, można nawet sporo utargować. Targowanie się jednak – dobrze jest pamiętać – w przypadku złota może dotyczyć jedynie kosztów robocizny, gdyż cena kruszcu ustalana jest przez giełdę.

Mówiąc o targowaniu, dobrze jest chociaż spróbować swoich sił w tej kwestii na Targu Przypraw, gdzie poza kulinarnymi dodatkami można zakupić również pamiątki. Nigdy nie należy się zgadzać na pierwszą podaną ceną. Trzeba upierać się przy swojej (zazwyczaj zaczynam od trochę poniżej połowy tego, co mi proponuje sprzedawca) i w kółko pytać o „best price”.

Muhammad ibn Raszid Al Maktum (ur. 22 lipca 1949 w Al Shindagha) – szejk arabski, emir Dubaju, premier i wiceprezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Trzeci z czterech synów emira Dubaju, Raszida ibn Sa’ida Al Maktuma, zdobył podstawowe i średnie wykształcenie w Dubaju. Studiował w Anglii (Cambridge University). W styczniu 1995 jego starszy brat Maktum ibn Raszid Al Maktum, kolejny emir Dubaju, mianował go następcą tronu. Przyczynił się do rozwoju Dubaju. Zaplanował uczynienie z miasta jeden z najważniejszych ośrodków finansowych świata i gospodarczego lidera regionu. Zainicjował m.in. budowę planowanego najwyższego budynku na świecie Burdż Dubaj, otwartego jako Burdż Chalifa. Uważany za jednego z najbogatszych ludzi na świecie, znany jest ze swojej pasji jeździeckiej. Z jego inicjatywy odbywają się zawody jeździeckiego Pucharu Świata w Dubaju. W styczniu 2006, po śmierci szejka Maktuma, został emirem Dubaju. Kilka dni później z nominacji prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich Chalify objął także stanowiska premiera i wiceprezydenta kraju, zajmowane dotychczas przez zmarłego brata. Ma sześć żon; jedną z nich jest córka Husajna ibn Talala i przyrodnia siostra Abd Allaha II, królów Jordanii. Jest ojcem dwudziestu czterech dzieci.

Ciąg dalszy nastąpi.

Ulubione sporty niewidomych na świecie

Według oficjalnych zaleceń WHO, osoby dorosłe powinny przeznaczać minimum 150 minut tygodniowo (czyli średnio trochę ponad 20 minut dziennie) na umiarkowaną aktywność fizyczną lub 75 minut na aktywność intensywną (nieco ponad 10 minut dziennie). Jak wprowadzić te zalecenia w życie, jeśli do tej pory nie byliśmy zbyt aktywni? Wyrobienie nawyku regularnych ćwiczeń jest trudne dla większości ludzi. Dla osób zmagających się z utratą wzroku wyjście na basen czy przejażdżkę rowerem wiąże się z dodatkowym zestawem przeszkód, który tym bardziej zniechęca do porzucenia kanapy i pilota od telewizora.

Postanowiłam dokonać przeglądu Internetu, żeby sprawdzić, które formy ruchy są szczególnie lubiane przez osoby niedowidzące i niewidome w różnych krajach. Mam nadzieję, że ten przegląd zainspiruje Czytelników – zarówno tych, którzy przygodę ze sportem chcieliby zacząć od zera lub po dłuższej przerwie, jak i tych wysportowanych, którzy poszukują zupełnie nowych wrażeń. Jeżeli natomiast są wśród Was osoby, które mają swoje ulubione sporty przyjazne niewidomym i niedowidzącym, chętnie o nich przeczytam. Piszcie do mnie na adres elzbieta.bednarek@gmail.com.

Maribel Steel, niewidoma pisarka, blogerka i edukatorka z Melbourne w Australii najbardziej lubi energiczne spacery w miejskim ogrodzie botanicznym. Wygodne, szerokie, żwirowe ścieżki biegnące pośród bujnej zieleni pozwalają poczuć się pewnie w trakcie spaceru. Ogród botaniczny w Melbourne jest popularnym miejscem odwiedzanym przez wielu spacerowiczów i uprawiających jogging, dlatego oprócz kontaktu z niesamowitą roślinnością, można w nim doświadczyć żywej, energicznej atmosfery. Na marginesie warto dodać, że na terenie ogrodu, podobnie jak w obiektach tego typu w Polsce, zabroniona jest jazda na rowerach, deskorolkach, hulajnogach i wrotkach. Dzięki temu niedowidzący spacerowicze nie muszą obawiać się zderzenia z nieuważnym lub lekkomyślnym rowerzystą czy wrotkarzem.

Mary Hiland, emerytowana dyrektor zarządzająca Amerykańską Radą do Spraw Niewidomych w Ohio, oprócz zażywania spacerów ćwiczy przy użyciu niewielkiej trampoliny z uchwytem zabezpieczającym przed upadkiem. Zdaniem Mary to najprostsze i najtańsza metoda, żeby ćwiczyć przyjemnie i bezpiecznie. Kolejną zaletą trampoliny jest możliwość stopniowania wysiłku – w zależności od aktualnej kondycji można intensywnie skakać w rytm ulubionej muzyki, albo po prostu zrobić sobie delikatną rozgrzewkę. Trampolina zajmuje mniej miejsca niż na przykład bieżnia czy rower stacjonarny (także wymieniane przez wielu niewidomych jako lubiana przez nich forma aktywności), a do tego niektóre modele można złożyć i schować w miejsce, gdzie nie będą zawadzać. Jest też stosunkowo niedroga w porównaniu do bieżni, orbitreków i innych domowych maszyn sportowych.

W Irlandii NCBI (Narodowa Rada do Spraw Niewidomych w Irlandii) organizuje dla swoich beneficjentów wiele wydarzeń sportowych o charakterze rekreacyjnym, takich jak grupowe przebieżki w parkach lub piesze wędrówki wśród natury. Dla bardziej wysportowanych i lubiących współzawodnictwo istnieje natomiast możliwość przyłączenia się do drużyny NCBI startującej w maratonach i konkursach biegowych. Zawodnikom z niepełnosprawnością wzroku może towarzyszyć osoba widząca w charakterze przewodnika. Zeszłoroczny mini maraton kobiet w Dublinie, w kategorii niepełnosprawnych wzrokowo, wygrała Niamh Delaney. Przed wygraną startowała w mini maratonie od kilku lat. Bieganie to jej hobby oraz forma aktywności, którą w jej opinii może uprawiać bezpiecznie jako osoba słabowidząca. Zdolność do pokonania linii mety jest dla Niamh najlepszym sposobem, aby poczuć się wolną i niezależną. Start w maratonie jest też okazją do zbierania funduszy na wybraną organizację charytatywną, którą w przypadku Niamh jest NCBI.

Niewidomi w Niemczech mogą wziąć udział w zajęciach ze wspinaczki. Na pomysł zorganizowania takich zajęć wpadł Johannes Egerer, trener wspinaczki, kiedy podjął pracę w Niemieckim Stowarzyszeniu Niewidomych i Niedowidzących. Uczestnicząca w nich Jutta Ruetter, członkini Stowarzyszenia, opisuje zajęcia jako bardzo odprężające – wspinaczka wymaga bowiem tak głębokiego skupienia, że zapomina się o wszystkich sprawach wywołujących stres. Równocześnie dla osób, które wcześniej się nie wspinały, jest to interesujące doświadczenie – zaskakujące jest ilu różnych chwytów można użyć, ciało uczy się nowych, nieznanych wcześniej ruchów, aktywują się rzadko wykorzystywane mięśnie. Ściankę wspinaczkową można badać dotykowo, ale pomoc widzących niekiedy pozwala szybciej znaleźć optymalny chwyt. Pomysłodawca zajęć opisuje je jako bardzo satysfakcjonujące i rozwijające także dla niego jako trenera – wymagają bowiem precyzyjnego i uważnego formułowania instrukcji, na które nie zawsze wystarczająco zwraca się uwagę pracując z widzącymi.

Na koniec pamiętajmy o tym, że ważne jest nie tylko to, ile czasu przeznaczamy na ćwiczenia, ale też co robimy przez resztę dnia, w szczególności ile czasu spędzamy w pozycji siedzącej. Zdaniem ekspertów siedzenie jest najbardziej podstępną formą bezruchu – z pozoru wydaje się bezpieczne i naturalne, a tymczasem liczne badania naukowe wykazały, że spędzanie kilku godzin dziennie w pozycji siedzącej wiąże się z krótszą długością życia niezależnie od poziomu aktywności fizycznej przez resztę dnia. Wyrobienie nawyku regularnego wstawania z fotela, żeby się rozruszać, to najlepszy plan treningowy dla początkujących. Opanowanie niesiedzenia do perfekcji pozwoli nam odnieść pełnię korzyści ze spacerów, jogi, jazdy tandemem i każdego innego sportu, któremu poświęcimy nasz wolny czas.

Niewidomi w Irlandii po raz pierwszy zagłosują samodzielnie

Podczas majowego referendum w Irlandii dotyczącego aborcji niewidomi i niedowidzący po raz pierwszy w historii tego kraju skorzystają z dotykowych nakładek do głosowania.

Plastikową nakładkę umieszcza się na karcie do głosowania. Dzięki wypukłym literom, powiększonym czcionkom i brajlowskim napisom, będą mogły z niej korzystać osoby o różnym stopniu niepełnosprawności wzrokowej. Kwadratowe otwory pomogą zlokalizować kratkę do zaznaczenia swojego głosu. Do tej pory osoby, które ze względu na wzrok nie mogły samodzielnie wypełnić karty do głosowania, musiały korzystać z pomocy widzących. To z kolei naruszało ich prawo do prywatności, ponieważ aby zagłosować musieli zdradzić drugiej osobie jak zamierzają głosować. Nie mogli też mieć pewności, że karta do głosowania została wypełniona zgodnie z ich intencją.

Bodźcem do zmiany tej sytuacji było rozstrzygnięcie Wysokiego Trybunału w Dublinie (High Court) w sprawie wniesionej w 2016 roku przez Robbie’ego Sinnotta, niepełnosprawnego wzrokowo dublińczyka, przeciwko ministrowi środowiska i państwu. Sinnott domagał się, aby państwo irlandzkie potwierdziło jego prawo do głosowania w wyborach i referendach w sposób tajny i bez pomocy osób trzecich.

W trakcie rozprawy zwracano uwagę na wieloletnią opieszałość państwa we wdrażaniu dotykowego systemu do głosowania, pomimo braku jakichkolwiek przeszkód prawnych oraz nieznaczny koszt wdrożenia takiego systemu dla referendów – szacowany wówczas na 42 tysiące euro (koszt ten byłby wyższy dla wyborów powszechnych). Trybunał zobowiązał Ministra do podjęcia odpowiednich działań, w rezultacie czego w najbliższym referendum irlandzcy niepełnosprawni wzrokowo będą mogli po raz pierwszy zagłosować samodzielnie.

Nakładki zostały wyprodukowane zgodnie z rekomendacjami NCBI (National Council for the Blind of Ireland), organizacji pozarządowej działającej na rzecz osób z niepełnosprawnością wzroku w Irlandii. W trakcie referendum nakładki będą dostępne na życzenie w każdym lokalu wyborczym na terenie Irlandii. Osoby, które chciałyby z nich skorzystać, mogą wcześniej przetestować je w punktach NCBI.

W Irlandii żyje ponad 50 tysięcy osób z niepełnosprawnością ze względu na wzrok, w tym niewidomych. Największą grupę wśród nich stanowią osoby po sześćdziesiątym piątym roku życia. Prognozuje się, że wraz ze starzeniem się społeczeństwa, liczba mieszkańców Irlandii borykających się z utratą wzroku będzie wzrastać.

W Polsce nakładki dla niewidomych głosujących w wyborach zastosowano po raz pierwszy w 2010 roku. Ogłoszono przetarg na ich wykonanie, w którym mogły wziąć udział wszyscy, którzy byli w stanie je wykonać. Są dwie takie firmy: Altix oraz Studio Tyflografika Marka Jakubowskiego. Po zrealizowaniu zamówienia oraz przeprowadzeniu samych wyborów, niewidomi ocenili nakładki. Zdania były podzielone. Z jednej strony stanowią one duży krok naprzód w kwestii włączania niepełnosprawnych w życie całego społeczeństwa. Z drugiej jednak, nakładki nie są w stanie umożliwić niewidomym prawdziwie samodzielne zagłosowanie. Jak dotąd nie wymyślono jednak lepszej praktycznej metody w tej sprawie.

Widzieć wewnętrznym okiem

Poruszać się w ciemności z zupełną swobodą, bez lęku, niepewności, sprawnie i szybko? Iść na spacer, wyruszyć na górską wędrówkę, biegać i jeździć na rowerze – wszystko samodzielnie, bezwzrokowo! Mimo, że wydaje się to prawie niemożliwe bez nowoczesnych urządzeń tyflorehabilitacyjnych, są na świecie ludzie, którzy twierdzą, że to osiągalne. Wystarczy solidne skupienie, trochę praktyki i można wyćwiczyć percepcję tak bardzo, że poruszanie się za pomocą „wewnętrznego sonaru” będzie proste i w zasięgu ręki. A wszystko to dzięki ludzkiej echolokacji.

W encyklopedii możemy odczytać, że echolokacja to system określania położenia przeszkód lub poszukiwanych obiektów w otoczeniu, z użyciem zjawiska echa akustycznego. Ten sposób percepcji jest bardzo dobrze znany w świecie zwierząt. Wszyscy wiemy, że z echolokacji korzystają nietoperze, delfiny i niektóre ptaki. Wytwarzany przez nie krótkotrwały dźwięk o wysokiej częstotliwości wędruje w przestrzeni, a gdy napotyka na swojej drodze przeszkodę (na przykład słup, drzewo, ścianę budynku), wraca do uszu zwierzęcia w postaci fal odbitych od tej bariery. Na podstawie kierunku, czasu powrotu, natężenia powracającego dźwięku, da się zatem określić kierunek, odległość i wielkość przeszkody.

Echolokacja to bardzo praktyczna umiejętność. Wydawałoby się jednak, że ludzie nie zostali nią obdarzeni lub utracili tę zdolność w procesie ewolucji. Tymczasem nauka zna pojęcie tak zwanej ludzkiej echolokacji. Pojawiło się ono w latach 40. XX wieku. Wcześniej uważano, że pojedyncze przypadki korzystania z echolokacji przez człowieka to pomyłka. Sądzono, że ludzie potrafią się poruszać w ciemności – nie tak, jak twierdzą – za pomocą „wewnętrznego sonaru”, lecz dzięki nadzwyczajnie czułej skórze, zdolnej odczuwać najdrobniejsze zmiany ciśnienia. Szereg badań potwierdził jednak, że nie zmysł dotyku, ale zmysł słuchu odgrywa kluczową rolę w badanym zjawisku.

Zatem ludzka echolokacja to nic innego jak zdolność człowieka do wykrywania obiektów w swoim otoczeniu poprzez odbieranie echa z tych obiektów.

Aby korzystać z echolokacji, trzeba więc wydać dźwięk. Emitując określone brzmienie, na przykład kląskając językiem, stukając obcasami czy białą laską, człowiek jest w stanie wywołać echo. Echo pozwala na precyzyjne zorientowanie się w przestrzeni, kierując się jedynie słuchem.

Aby przekonać się jak to działa, wystarczy zrobić prosty eksperyment, do którego potrzebna jest kartka papieru trzymana bezpośrednio przed twarzą. Szepcząc „szszszszsz” przesuwajmy kartkę od strony prawej do lewej, w górę i w dół, i słuchajmy zmiany intensywności dźwięku odbijającego się od kartki. Osoby przeszkolone w echolokacji mogą interpretować fale dźwiękowe odbite przez pobliskie obiekty, precyzyjnie identyfikując ich położenie i rozmiar.

Ostatnimi czasy najbardziej znanym propagatorem ludzkiej echolokacji jest Daniel Kish – przewodniczący stowarzyszenia World Acces for the Blind. Daniel Kish jest niewidomy niemalże od urodzenia. W wyniku nowotworu stracił obie gałki oczne zanim skończył półtora roku. Utrata wzroku nie przeszkodziła mu jednak w aktywnym życiu, zwłaszcza odkąd odkrył w sobie umiejętność wykorzystywania wewnętrznego sonaru. Zyskał sobie nawet przydomek – Człowiek Batman. Zdaniem Daniela Kisha wszyscy mamy potencjał, niezależnie od tego czy widzimy, czy nie. Każdy z nas jest w stanie wyćwiczyć umiejętność echolokacji, wystarczy systematycznie trenować.

Swoimi doświadczeniami Daniel Kish podzielił się dwa lata temu, na wystąpieniu podczas Konferencji TedX – Technologia Rozrywka i Design. Opisał echolokację w bardzo obrazowy sposób: „To są krótkie dźwięki, które rozchodzą się i odbijają od powierzchni dookoła i wracają do mnie z informacjami, tak jak do was światło. Z tych informacji mój mózg przetwarza dane i widzę moim wewnętrznym sonarem. Tak właśnie nauczyłem się widzieć poprzez ślepotę. By patrzeć, nie używam oczu – używam mózgu.”

Daniel Kish twierdzi, że sonar daje mu to, czego nie mają widzący, między innymi nieograniczone pole ”widzenia” – widok na 360 stopni. „Sonar” Daniela działa tak samo dobrze przed nim jak i za nim oraz przez powierzchnie. Zupełnie jak promienie Roentgena. Daniel określa swoje widzenie jako rodzaj rozmytej trójwymiarowej geometrii.

Daniel Kish widzi w ludzkiej echolokacji ogromny potencjał, nie tylko dla niewidomych. Jak sam twierdzi, dzięki niej możemy się zintegrować i pokonać wszystkie bariery, które sami przed sobą stawiamy. Cytując Daniela: „Kiedy niewidomi uczą się widzieć, widzący są zainspirowani i chcą się nauczyć widzieć na ich sposób, lepiej, wyraźniej, z mniejszym lękiem, bo to przykład ogromnych możliwości drzemiących w każdym, żeby przechodzić każdy rodzaj wyzwania, każdej formie ciemności, żeby odkrywać to, co niewyobrażone”.

Daniel Kish wdraża w życie wszystkie swoje idee związane z echolokacją. Hasłem przewodnim założonej przez niego siedemnaście lat temu organizacji charytatywnej World Acces for the Blind jest: „our vision is sound” – „naszym wzrokiem jest dźwięk”. Kish uczy niewidomych widzieć na nowo, a widzących – nowego spojrzenia na samo zjawisko niewidzenia. Kursanci Kisha poznają jak posługiwać się swoim wewnętrznym okiem, tak by obserwować otoczenie za pomocą dźwięku. Rezultaty są naprawdę zdumiewające. Na filmach dokumentujących różne nowatorskie projekty organizacji widzimy niewidomych swobodnie wędrujących po górskich przełęczach, pokonujących slalomy na rowerze, poruszających się szybko i sprawnie w naprawdę trudnych warunkach. Nie ma chyba lepszego dowodu na to, że metoda Kisha działa i tak, jak twierdzi Daniel – każdy z nas pod okiem instruktora jest w stanie wyćwiczyć w sobie wewnętrzny sonar. Oczywiście nie jest to proste, ale cierpliwość i systematyczność to klucz do celu.

Oprócz Daniela Kisha, ze zjawiskiem ludzkiej echolokacji było związanych kilka nazwisk, między innymi Tom De Witte, Lucas Murray, Kevin Warwick, Juan Ruiz, Ben Underwood czy też Lawrence Scadden. Wszyscy potrafili doskonale orientować się w przestrzeni pomimo braku wzroku. Echolokacja umożliwiła im samodzielne bieganie, grę w koszykówkę, jazdę na rowerze, a nawet jazdę na łyżworolkach. To wszystko brzmi nieprawdopodobnie, ale wydarzyło się naprawdę. W sieci jest dostępnych mnóstwo filmów dokumentalnych dotyczących wykorzystania echolokacji przez wyżej wymienionych niewidomych. To naprawdę wspaniałe źródło motywacji.

Zjawisko ludzkiej echolokacji jest na tyle fascynujące, że inspiruje twórców filmowych. Chyba najbardziej znanym superbohaterem jest Daredevil, z serialu pod tym samym tytułem. To niewidomy prawnik, który dzięki swoim nadludzko czułym zmysłom zwalcza przestępczość w Nowym Jorku. Echolokację znajdziemy również w hinduskim filmie Thaandavam, grze video Perception czy też w amerykańskim serialu Avatar: Legenda Aang.

W polskim dorobku filmowym echolokację przedstawiono w filmie Imagine w reżyserii A. Jakimowskiego. Fabuła jest niezwykle poruszająca. Do szkoły dla niewidomych dzieci przyjeżdża nowy nauczyciel. Za pomocą praktykowanej przez siebie nowatorskiej metody orientacji przestrzennej, pokazuje uczniom jak przekraczać codzienne ograniczenia.

Filozofia zaprezentowana w filmie Imagine jest zbieżna z postawą Daniela Kisha i zapewne wszystkich aktywnie korzystających z „wewnętrznego sonaru” niewidomych. W życiu każdy akt odwagi rodzi ryzyko, bez którego nie sposób poznać smaku wolności. Bo przecież wszyscy stoimy w obliczu wyzwań, wszyscy mierzymy się z nieznanym.

Wdrażanie Konwencji o Prawach Osób Niepełnosprawnych

Czy pamiętają Państwo rok 2012? Czy był on dla Państwa ważny? A czy dla Polski był w jakiś sposób istotny? Na pewno był wyjątkowy, ze względu na organizowane u nas EURO 2012. Ale 2012 rok obfitował również w inne ważne wydarzenia, także natury politycznej, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Dlaczego o tym wspominam? W 2012 r., a dokładnie 6 września, Prezydent RP ratyfikował Konwencję ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, która została sporządzona w Nowym Jorku 13 grudnia 2006 r. Jest to potężny dokument, zarówno rangą, jak i objętością. Zawiera 50 artykułów poświęconych zasadom, jakie przyświecają realizacji umowy przez sygnatariuszy, obowiązkom, jakie mają spełnić oraz dziedzinom i obszarom, w których niwelowanie barier jest kluczowe dla realizacji idei równości.

Od ratyfikacji umowy minęło 5 lat, natomiast od jej stworzenia już 11. Jest to niezwykle powolny proces, który mimo upływu wielu lat jest wciąż na początku swojej żmudnej drogi. Jeżeli chcemy być szczerzy w swoich sądach, musimy się zgodzić, że zadanie wdrożenia Konwencji nie będzie proste. Konwencja zawiera 30 obszarów normatywnych, z których każdy wydaje się oczywisty i niezbędny do prawidłowego funkcjonowania osób niepełnosprawnych w społeczeństwie. Oczywisty w rozumieniu szeroko pojętej sprawiedliwości społecznej. Jednak patrząc realnie na dotychczasowe osiągnięcia nie tylko Polski, ale i innych krajów Europy i świata, wiele z nich okazuje się prostymi jedynie na papierze. Obszary, o których mowa, to m.in.:

  • równość i niedyskryminacja,
  • podnoszenie świadomości,
  • dostępność,
  • prawo do życia,
  • równość wobec prawa,
  • dostęp do wymiaru sprawiedliwość,
  • wolność i bezpieczeństwo,
  • wolność od wykorzystywania, przemocy i nadużyć,
  • ochrona integralności osobistej,
  • niezależne życie i włączanie w lokalną społeczność,
  • mobilność,
  • wolność wypowiadania się i wyrażania opinii oraz dostęp do informacji,
  • poszanowanie prywatności,
  • poszanowanie domu i rodziny,
  • edukacja,
  • zdrowie,
  • rehabilitacja,
  • zatrudnienie,
  • odpowiednie warunki życia i ochrona socjalna,
  • udział w życiu politycznym i publicznym,
  • udział w życiu kulturalnym, rekreacji, wypoczynku i sporcie.

Wydaje mi się, że większość spośród wymienionych dziedzin można by zamknąć w jednym kluczowym sformułowaniu – niezależne życie. Osobiście korci mnie, aby stan, w którym wszyscy niewidomi w Polsce mogliby swobodnie wybierać ścieżkę rozwoju, placówki edukacyjne i miejsce zatrudnienia (z których wszystkie byłyby dostosowane do ich potrzeb), a w wolnym czasie bez skrępowania poruszać się po mieście, instytucjach użyteczności publicznej i ośrodkach kultury, nazwać utopią. Jednak nie zrobię tego. Utopia jest z założenia ideą tak dobrą, że aż niemożliwą do zrealizowania. A przecież należy ufać, że prace na szczeblu takiej organizacji jak ONZ, a w konsekwencji także w poszczególnych krajach, przyczynią się do realnych działań i nałożenia na instytucje publiczne oraz przedsiębiorców obowiązków przystosowania do potrzeb niewidomych.

Skala przedsięwzięcia, jakim jest wdrożenie Konwencji, nie powinna zniechęcać, ale raczej motywować władze, instytucje i wszystkich obywateli do podjęcia jak najsprawniejszych działań.

13 września odbyła się w Warszawie debata doradczo-programowa dotycząca dostosowywania rzeczywistości prawnej i społecznej do potrzeb osób niewidomych. Jej organizatorami byli Polskie Forum Osób Niepełnosprawnych (PFRON), Warmińsko-Mazurski Sejmik Osób Niepełnosprawnych, Lubelskie Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych – Sejmik Wojewódzki, Akademia Pedagogiki Specjalnej oraz Kancelaria prawna Domański Zakrzewski Palinka. Cykl konsultacji był elementem projektu „Wdrażanie Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych – wspólna sprawa”, prowadzonego przez powyższe instytucje. Podobne spotkania odbywają się także w gronie specjalistów i osób dotkniętych innymi rodzajami niepełnosprawności.

Na debacie nie zabrakło oczywiście przedstawicieli Fundacji Szansa dla Niewidomych. Doświadczenie pracowników Fundacji dało niemałą wartość dodaną do prac we wskazanym temacie. Organizowana nie tak dawno (28-29.10.2016 r.) przez naszą organizację Konferencja w Serocku, pt. „Nowocześni niewidomi i słabowidzący w dostosowanym dla nich świecie”, dostarczyła nam także wiedzy na temat postulatów środowiska w tym zakresie. Poruszane były liczne tematy, jak: aktywność zawodowa, dostęp do informacji czy problem wykluczenia społecznego, a publikacja stanowiąca efekt podjętych tam prac stanowiła podstawę do rekomendacji ze strony Fundacji.

W związku z tą małą rocznicą 5-lecia ratyfikacji, wzmożyło się zainteresowanie środowiska pracami nad jej wdrożeniem. Objawem tego była Konferencja zorganizowana przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Katolicki Uniwersytet Lubelski oraz PFRON w Lublinie na wspomnianym Uniwersytecie. Podsumowując minione 5 lat, organizatorzy skupili się na temacie dostępności przestrzeni publicznej i aktywności zawodowej osób niepełnosprawnych. Zwłaszcza aktywność zawodowa jest palącym tematem, zważywszy iż mimo tendencji wzrostowej, jej poziom jest na niezmiernie niskim poziomie. Bazując na Badaniu Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) opublikowanym na stronie Biura Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, przez te 5 lat poziom aktywności zawodowej ON wzrósł z 27,6% do 29,6%. Podczas Konferencji były poruszane w szczególności takie tematy jak: bariery w zatrudnianiu osób niepełnosprawnych na otwartym rynku pracy czy indywidualne i społeczne korzyści aktywizacji osób niepełnosprawnych. Biorąc sobie do serca motto, iż jeden gram praktyki jest lepszy od tony teorii, mam nadzieję, że słowa wypowiedziane na Konferencji, widziane jako dobre praktyki czy godne powielania standardy i działania, coraz częściej będą widziane przeze mnie i Państwa w codziennym życiu.

Czas ucieka wyjątkowo szybko, jeżeli mowa o działaniach na tak wielką skalę. Wspomniane 5 lat od ratyfikacji Konwencji minęło w zaskakującym tempie, jednak nie można pozwolić, by czas dalej uciekał. Walka z dyskryminacją osób niepełnosprawnych powinna być priorytetem dla wszystkich, którym leżą na sercu podstawowe wartości naszej zachodniej społeczności – poszanowanie godności wszystkich obywateli, dostęp do edukacji, wolność i równość wszystkich obywateli.

Kreatywne myślenie pracuje na rzecz niewidomych

Dysfunkcja wzroku i związane z nią bariery, które dotykają ludzi, nie są problemami łatwymi do przeskoczenia. Niepełnosprawność ta wymaga poszukiwania wciąż nowych metod aby poprawić jakość edukacji, aktywizacji zawodowej czy też rozwiązywania problemów dnia codziennego takich osób. Na ratunek przychodzą nowe metody pracy nad pomysłami, np. metodyki Design Thinking i Service Design.

Metodyka Design Thinking jest kreatywną metodą projektowania usług i produktów w oparciu o głębokie zrozumienie potrzeb użytkownika . Składa się z kilku etapów:

  • empatyzacji, czyli wczucia się w rolę osoby, której problem rozwiązujemy,
  • definiowania problemu poprzez dokładne zapisanie go na papierze,
  • generowania pomysłów, gdzie zbiera się jak największą ilość pomysłów, promując te najbardziej „odważne” bez krytykowania ich,
  • prototypowanie gdzie dla wybranych pomysłów tworzy się modele, które mają służyć do testowania danej usługi/produktu z użytkownikami.

Metodyka ta jest stosunkowo nowa, wywodzi się z Uniwersytetu Stanford w Dolinie Krzemowej w Kalifornii. W Polsce propagowana jest m.in. za pomocą Design Thinking Week, podczas którego organizowane są warsztaty i wykłady związane z tematyką DT. W tym roku odbył się on w maju w 13 miastach Polski, m.in. w Trójmieście.

W Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku w Sobotę 13 maja 2017 miał miejsce jeden z warsztatów pt. Design Thinking DIY, skierowany do entuzjastów innowacji, studentów uczelni wyższych z Trójmiasta.

„Zależało nam, żeby nasz warsztat był jak najbardziej praktyczny i pożyteczny, dlatego zdecydowaliśmy się na pracę na prawdziwych przykładach” – mówi Maja Kurant z Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej „Dobra Robota” z Gdańska, moderatorka Design Thinking i koordynatorka Design Thinking Do It Yourself. „Wzięliśmy na warsztat realne problemy społeczne, zgłaszane przez realne osoby, które zaprosiliśmy również do udziału w pierwszej i ostatniej części warsztatów, tj. empatii i testowaniu. Grupy pracowały w bardzom dużym sprincie czasowym – miały tylko 8 godzin od zapoznania się z problemem do jego rozwiązania. Mimo to, zarówno uczestnicy warsztatów, jak i osoby zgłaszające wyzwania społeczne wyszły z warsztatów zmęczone, ale zadowolone.”

Jednym z trzech wyzwań warsztatu była pomoc niewidomej beneficjentce Fundacji Szansa dla Niewidomych z Gdańska, pani Izabeli Kurapiewicz, która zgłosiła problem ze znalezieniem satysfakcjonującej pracy dla os. niewidomej.

W ciągu kilku godzin grupa osób, które zgłosiły się do warsztatu poznawały lepiej Izę, zadawały jej jak najwięcej pytań o jej życie, sposoby radzenia sobie z niepełnosprawnością, dotychczasowe próby zdobycia zatrudnienia. Potem ustalały jakie prace byłyby dla niej najlepsze, a jakich, ze względu na swoje predyspozycje i kwalifikacje powinna unikać. Następnie padały konkretne pomysły na zawody lub inne sposoby zarobku. Zgodnie z metodologią promowano jak najbardziej oryginalne pomysły. W całym tym procesie uczestniczył również tyflospecjalista z Gdańska, pracownik gdańskiego oddziału Fundacji Szansa dla Niewidomych – Szymon Andrzejewski.

Ostatecznie po dyskusji zostało spośród nich rekomendowanych kilka zawodów. Należą do nich: samodzielne prowadzenie bloga lub vloga o tematyce dotyczącej osób z dysfunkcją wzroku, prowadzenie zajęć i korepetycji dla seniorów, którzy są grupą potrzebującą więcej uwagi, stanowisko polegające na prowadzeniu w firmach zadań związanych z CSR (Społeczną Odpowiedzialnością Biznesu), organizowanie medytacji i zajęć relaksacyjnych na łonie natury oraz udzielanie korepetycji-spacerów z języka włoskiego.

Praca na warsztatach, aktywizacja poprzez uczestnictwo w zajęciach i chęć doświadczenia czegoś nowego zawsze popłaca. „Na początku byłam nieprzekonana do pomysłu, ponieważ uczestniczyłam w wielu warsztatach, które nie pomagały mi. Tym razem jednak otwartość zespołu, który był przyjazny i naprawdę chciał mi pomóc sprawił, że przekonałam się do pomysłu.” – podkreśla Iza Kurapiewicz, główna uczestniczka warsztatów. „Polecam takie doświadczenie innym osobom, pozwala ono spojrzeć na problem z innej perspektywy.” Chociaż realizacja wniosków po warsztacie często jest trudna, to takie wydarzenia dają okazję poznania nowych osób, zawarcia nowych znajomości.

W fazie ideacji – kreatywnego kreowania rozwiązań – pojawił się również pomysł, żeby Iza mogła być przewodnikiem po pokoju ucieczek, w którym panowałaby całkowita ciemność, co wbrew pozorom okazało się być ciekawą alternatywą. Po warsztatach z propozycją współpracy zgłosił się do niej Escape Room Center z Gdańska.

Według założyciela Escape Center i pomysłodawcy zaangażowania osoby niewidomej do tworzenia takich pokojów, zatrudnienie osoby niewidomej niesie wiele możliwości. „Za kilka miesięcy zamierzamy otworzyć kolejny pokój i właśnie w nim – ze względu na jego tematykę i charakter – możemy zatrudnić jako operatora osobę niewidomą – mówi Piotr Niewiadomski, pomysłodawca i założyciel Escape Room Center z Gdańska. – Ruszyły prace projektowe i z końcem roku występować będziemy o grant na tę inwestycję. Graczami w tym pokoju będą mogły być zarówno osoby normalnie widzące, jak i osoby niewidome”. Escape Room Center będzie się docelowo składało z sześciu pokoi, a samo miejsce będzie dostosowane do poruszania się przez osoby niewidome, w miarę możliwości zastosowań w budynkach po dawnej Stoczni Gdańskiej.

Nowatorskich metod do rozwiązywania konkretnych problemów jest wiele. Często brakuje jednak odwagi decydentów aby zastosować je w praktyce. Warsztaty w ramach Design Thinking Week pozwalają jednak popularyzować nowe idee, co pozwoli na ich stopniowe ulepszanie. Warto być otwartym na nowe możliwości i niekonwencjonalne myślenie.

Rehabilitacja z prawdziwego zdarzenia

Nowocześnie zrehabilitowani niewidomi „widzą i wiedzą więcej!” – to hasło towarzyszące wysiłkom i inicjatywom podejmowanym podczas trzech edycji projektu, który Fundacja Szansa dla Niewidomych realizowała dla beneficjentów w latach 2014-2017. Wzięło w nich udział prawie 1000 osób niewidomych i niedowidzących z terenu całego kraju.

Projekt spotkał się z aprobatą środowiska osób z dysfunkcją wzroku, ponieważ znacząco różnił się od propozycji realizowanych wcześniej. W zdecydowany sposób stawiał na indywidualne potrzeby każdego z uczestników. Poprzednie granty – choć również atrakcyjne i innowacyjne, w dużej mierze opierały się na zajęciach grupowych. Wymagały uczestnictwa w obowiązkowych spotkaniach typu konsultacje z psychologiem, doradcą zawodowym itd. Brakowało jednak zajęć, które kładłyby nacisk na indywidualne podejście do każdego niewidomego oraz podmiotowe traktowanie jego potrzeb i ograniczeń. A są one różne, gdyż wynikają ze zróżnicowanych schorzeń, sytuacji życiowej oraz postrzegania własnej niepełnosprawności. Owe 1000 osób wydaje się dużą grupą ludzi, którzy nabyli nowych umiejętności i kompetencji, a jednak nie byli to wszyscy oczekujący na poradę, toteż znaleźli się ich następcy. Pod koniec ostatniej edycji tamtego projektu, kolejni niewidomi chętnie zgłaszali się do udziału w nowych zajęciach o zbliżonym charakterze. Zatem już wiedzieliśmy, że zadanie powinno być kontynuowane.

Dzięki staraniom Fundacji oraz uzyskanemu dofinansowaniu ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, w kwietniu 2017 r. ruszył projekt pod nazwą „Nowoczesna Rehabilitacja drogą do zwiększenia samodzielności osób z dysfunkcjami wzroku”, który – podobnie jak wspomniany wyżej – realizowany jest we wszystkich tyflopunktach Fundacji w całej Polsce.

Główna idea projektu i trzon działań stanowi kontynuację poprzedniego zadania, ponieważ – jak wynikało z naszych doświadczeń – zaproponowany tok zajęć i podział godzin przynosił oczekiwane rezultaty w postaci poprawy samodzielności w poruszaniu się niewidomych, zdecydowanego zwiększenia poziomu obsługi urządzeń tyfloinformatycznych oraz znajomości przysługujących osobom niepełnosprawnym uprawnień, ulg i możliwości pozyskania wsparcia ze strony innych organizacji pozarządowych czy władz. Realizowane obecnie zadanie zakłada, że każdy niewidomy, który zgłosił się i zakwalifikował do udziału w projekcie, opracowuje razem z tyflospecjalistą Indywidualny Plan Działania, wynikający z jego sytuacji życiowej i konkretnych potrzeb związanych z codzienną aktywnością i funkcjonowaniem. IPD to solidny fundament, którym na kolejnych etapach pracy kierują się beneficjenci, tyflospecjaliści i eksperci. Zatem razem opracowują i realizują kolejne tematy zaproponowane przez twórców naszego projektu.

Jak wygląda podział godzin przysługujący każdemu beneficjentowi? Każdy niewidomy z umiarkowanym lub znacznym stopniem niepełnosprawności ma do dyspozycji 80 godzin konsultacji oraz 54 godziny zajęć prowadzonych przez doświadczonych tyflospecjalistów pracujących na co dzień w oddziałach naszej Fundacji. Ponadto każdy niewidomy korzysta z 10-godzinnego wsparcia z ekspertem, którego angażujemy na podstawie konkretnych propozycji uczestników projektu.

Na podstawie potrzeb zgłoszonych przez tegorocznych beneficjentów, zatrudnieni przez nas eksperci wywodzą się z wielu różnych dziedzin. Większość beneficjentów prosi o wsparcie w zakresie obsługi komputera i urządzeń niwelujących skutki niepełnosprawności wzroku, a także o zajęcia z zakresu samodzielności w poruszaniu się, w swobodniejszej orientacji, poradnictwa dotyczącego przysługujących im uprawnień.

Są też osoby, które chciałyby uzyskać pomoc w poszerzaniu wiedzy ogólnej, pasji, zainteresowań, znajomości języków obcych i uprawiania dyscyplin sportowych. Tak więc jedni niewidomi pracują z informatykiem poznając tajniki obsługi programu udźwiękawiającego komputer, inni przemierzają miasto z instruktorem orientacji przestrzennej, następni poznają zasady gry na gitarze, albo dowiadują się, jak efektywnie uczyć się języka angielskiego. W kwestii dostępnych modułów tematycznych, w ramach których są organizowane zajęcia, każdy znajdzie coś dla siebie i wybierze temat, który chciałby zgłębić. Przykładowe moduły to: kuchnia, turystyka, zdrowie, informatyka, hobby, kultura. Zaproponowane przez nas tematy obejmują wszystkie sfery funkcjonowania człowieka.

Wprawdzie rekrutacja do bieżącej edycji projektu „Nowoczesna Rehabilitacja drogą do zwiększenia samodzielności osób z dysfunkcjami wzroku” jest zakończona, a projekt jest już w toku, możemy zapewnić, że jeżeli już dziś ktoś chciałby wziąć udział w podobnych szkoleniach, będzie to możliwe od kwietnia 2018 roku. W tym celu zapraszamy do oddziałów Fundacji na terenie całego kraju. Fundacja Szansa dla Niewidomych proponując kolejne projekty kieruje się przede wszystkim zasadą, by niewidomi w Polsce stawali się „lepsi”, by byli świadomi swojej sytuacji, znali swoje prawa i obowiązki, realizowali swoje pasje – jednym słowem by żyli NORMALNIE.

Biała laska – niezależność w zasięgu ręki

Jest powszechnie znana. Mała, lekka, poręczna, można nawet powiedzieć, że niepozorna. Nie do pomylenia z czymś innym. Nawet najmłodsze dzieci potrafią ją bezbłędnie wskazać jako atrybut osoby niewidomej. O czym mowa? O białej lasce.

Biała laska jest nierozerwalnie związana z wizerunkiem osoby niewidomej. Powszechnie znana i dobrze kojarzona, używana codziennie przez tysiące niewidomych i niedowidzących na całym świecie.

Biała laska to naprawdę genialny w swojej prostocie wynalazek. Ma właściwie same zalety. Jest stosunkowo łatwo dostępna i w porównaniu do innych pomocy tyflorehabilitacyjnych – niezbyt droga. Nie wymaga baterii, można jej używać w każdych warunkach pogodowych. Jest poręczna, mieści się w torebce, a nawet w kieszeni. Jej podstawowa obsługa jest intuicyjna. Mogą z niej korzystać dzieci, osoby starsze, dorośli i młodzież. Dzisiaj nikt już nie jest w stanie sobie wyobrazić, że niewidomy może się bez niej obejść. Jak jednak doszło do tego, że biała laska w ogóle istnieje i służy niewidomym?

Wszystko zaczęło się w 1921 roku. Pewnego dnia angielski fotograf James Biggs na skutek nieszczęśliwego wypadku stracił wzrok. Znajomi zachęcali go, aby pomimo utraty wzroku pozostał aktywny. Biggs wymyślił, że do bezpiecznego poruszania się po mieście zaadaptuje laskę, której używali ówcześni gentlemani. Metodą prób i – pewnie niejednokrotnie bolesnych – błędów uznał, że bezpieczeństwo zapewni mu pomalowanie laski na biały kolor, aby była widoczna dla przechodniów i uczestników ruchu.

Równolegle, bo w okolicach 1930 roku w USA, George Bonham, wpadł na podobny pomysł. Pewnego dnia był świadkiem niebezpiecznego zdarzenia. Niewidomy przechodzień próbował przedostać się na drugą stronę ulicy. Jednak używana przez niego laska była niewidoczna dla kierowców, ponieważ zlewała się kolorystycznie z otoczeniem. Bonham widząc całe zajście zalecił pomalowanie laski na biało. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.

Biała laska przyjęła się jednak na dobre dzięki Guilly d’Herbemont. Obserwując jak ryzykowne jest poruszanie się niewidomych po ruchliwych paryskich ulicach, Guilly napisała poruszający list do redakcji gazety L’Écho de Paris. W liście zwracała uwagę na potrzeby niewidomych i słabowidzących w zakresie bezpiecznej orientacji przestrzennej. Dzięki jej naciskom, w 1931 roku francuski rząd zapoczątkował akcję popularyzacji białych lasek wśród mieszkańców Paryża. Pierwsze laski trafiły do weteranów i ociemniałych cywilów I wojny światowej.

Oczywiście wcześniej niewidomi też używali różnych narzędzi nawigacyjnych, jednak dopiero pojawienie się białej laski zapoczątkowało prawdziwy przełom.

Biała laska pełni wiele funkcji. Jest sygnałem dla otoczenia, że osoba, która się nią posługuje, ma szczególne potrzeby percepcyjne. Wskazuje innym osobom niepełnosprawność wzroku, zwiększając bezpieczeństwo niewidomego w codziennych sytuacjach wymagających przemieszczania się w ruchu ulicznym. Przepisy dotyczące białej laski na stałe zagościły w polskim kodeksie drogowym. Zgodnie z prawem niewidomy podczas samodzielnego poruszania się po drodze jest obowiązany nieść białą laskę w sposób widoczny dla innych uczestników ruchu. Biała laska jest wtedy traktowana jako tak zwany znak specjalny. Kierujący pojazdem, widząc białą laskę, jest zobowiązany do zatrzymania i przepuszczenia osoby niewidomej przez jezdnię

Jednak podstawową i najważniejszą funkcją białej laski jest pomoc w samodzielnym poruszaniu się osobie niewidomej. Standardowa technika chodzenia z białą laską została stworzona przez Richarda E. Hoovera, w 1944 roku. Hoover był specjalistą od rehabilitacji weteranów II wojny światowej. Podczas pracy z ociemniałymi żołnierzami opracował taką metodę trzymania białej laski, która pozwala na jak największą samodzielność przy zachowaniu maksimum bezpieczeństwa. Wystarczyło trzymać białą laskę przed sobą i przed każdym krokiem przesuwać ją z boku na bok w poszukiwaniu przeszkody. Dzisiaj istnieje wiele rozbudowanych wersji tej metody poruszania się. W Polsce najbardziej popularna jest technika dotykowa i jej modyfikacje (technika stałego kontaktu, technika trzypunktowa itp.) oraz technika diagonalna. Zainteresowanych szczegółami odsyłamy do publikacji poświęconych orientacji przestrzennej.

Rolę, jaką odgrywa w życiu niewidomego biała laska, pięknie podsumowuje Światowa Unia Niewidomych: ”Biała laska stała się symbolem wolności, niezależności i pewności siebie.”

Aby biała laska dobrze służyła, nie możemy iść do sklepu i kupić przypadkowej, pierwszej lepszej. Laska musi być odpowiednio dobrana. Tak jak sportowiec odpowiednio dopasowuje do swoich potrzeb buty do biegania, tak niewidomy musi precyzyjnie dostosować laskę do swoich potrzeb.

Ważne są przede wszystkim trzy parametry: waga, długość i wytrzymałość.

Dobra laska musi być lekka. Nie warto obciążać nadgarstka ponad miarę. Laska powinna dobrze leżeć w dłoni, tak aby codzienne poruszanie się nie było męczące. Ważna jest również odpowiednia długość. Przyjmuje się, zależnie od źródeł, że dobrze dopasowana biała laska powinna sięgać tuż nad mostek osoby niewidomej, od trzech do pięciu centymetrów. Za krótka laska nie spełni swojej roli wykrywacza przeszkód, a za długa będzie po prostu zawadzać. Warto również zwrócić uwagę na wytrzymałość. W zależności od trybu życia i aktywności użytkownika, biała laska zużywa się mniej więcej w rok, półtora. Aby przedłużyć żywotność laski, trzeba zwrócić uwagę z jakiego tworzywa jest wykonana. Na rynku dostępne są laski aluminiowe, grafitowe lub z włókna szklanego. Bywają również laski drewniane, jednak są zdecydowanie mniej popularne.

Istnieje kilka modeli białych lasek: są laski sztywne, składane i teleskopowe. Są również specjalne laski sygnalizacyjne, a także laski podpórcze, dla niewidomych ze schorzeniami ruchowymi. Do tego dochodzi szereg końcówek, które ułatwiają poruszanie się w zależności od wybranej metody orientacji. Końcówki najlepiej dobrać według własnych upodobań i preferowanej metody poruszania się. Są również specjalistyczne laski-gadżety: wibrujące przed przeszkodą, świecące w ciemności itp. W dzisiejszych czasach dopasowanie laski do stylu życia użytkownika to nic trudnego, warto korzystać z tych wszystkich dobrodziejstw, aby wykorzystać cały potencjał, który drzemie w naszej poczciwej białej lasce.

Z białą laską jest też związanych kilka ciekawostek.

Biała laska nie zawsze jest biała! Już w filmie „Zapach kobiety” główny bohater posługuje się elegancką laską dla niewidomych w… czarnym kolorze. Taki dobór laski to zapewne nieprzemyślana fantazja scenarzystów. Na szczęście nie widuje się takich lasek na co dzień. Pamiętajmy, że tylko biała laska identyfikuje poprawnie osobę niewidomą i zapewnia bezpieczeństwo na drodze!

Z białą laską można biegać! Wiele organizacji pozarządowych na całym świecie organizuje sportowe eventy dla niewidomych. Jednym z nich jest „Bieg białej laski” organizowany na 5 kilometrów, czy też „Cane Quest” – stworzony z myślą o niewidomych dzieciach konkurs na orientację.

Jak widać, biała laska nie jest tylko zwykłym narzędziem – pomaga osiągać niezależność, jednoczy i integruje. Jest światowym symbolem niewidomych i słabowidzących – ich idei, interesów i wspólnoty. Dlatego też 15 października świętujmy hucznie, obchodząc Międzynarodowy Dzień Białej Laski!