Nadzwyczajny spływ kajakowy!

30 lipca 2016 r. kilkunastoosobowa grupa niewidomych i niedowidzących z województwa świętokrzyskiego wzięła udział w niezwykłym wydarzeniu turystycznym, jakim był spływ kajakowy po Nidzie z Mokrska do Starych Kotlic. Stało się to możliwe za sprawą pomysłowości i odwagi pracowników kieleckiego oddziału Fundacji Szansa dla Niewidomych, a także zaangażowania pracowników Fundacji im. Stefana Żeromskiego, która była odpowiedzialna za organizację spływu oraz użyczyła kilka kajaków.

Dobra organizacja całego przedsięwzięcia oraz włączenie do pomocy wolontariuszy i sponsorów stały się powodem wielu pozytywnych emocji uczestników spływu oraz sukcesu całego przedsięwzięcia. Bardzo ważne było stworzenie odpowiednich warunków, aby niewidomi czuli się bezpiecznie. W nowych sytuacjach jest to niezwykle istotne. My, widzący, jesteśmy w stanie wiele zobaczyć, wzrokowo zaznajomić się z nową sytuacją, natomiast niewidomi używają do tego innych zmysłów i z pewnością potrzebują na to więcej czasu. W kwestii bezpieczeństwa uważam, że organizatorzy spływu stanęli na wysokości zadania. Niewidomi mieli do dyspozycji osobę widzącą w kajaku, ponadto po rzece pływało kilku dodatkowych instruktorów, którzy czuwali nad bezpieczeństwem spływu i interweniowali w razie potrzeby. Byli takim „dodatkowym wsparciem”.

Miałam wiele obaw, czy stanę na wysokości zadania. Bo przecież brałam odpowiedzialność za drugą osobę. Mimo tylu wątpliwości czułam, że czeka mnie niezapomniana przygoda. Pojawiły się w mojej głowie pytania: Czy będzie bezpiecznie? Czy nie będzie problemu ze sprzętem? Czy dam radę unieść to brzemię odpowiedzialności? Czy wyzwanie, które przede mną stanęło, nie okaże się być nie do pokonania? Szybko jednak moje wątpliwości zostały rozwiane.

Dojechaliśmy do Mokrska, gdzie dołączyła do nas ekipa telewizyjna, która nakręciła krótki reportaż z wydarzenia. Doszło tu do najważniejszego momentu – pobrania kapoków i sprzętu oraz wejścia parami do kajaków – osoba niewidoma lub niedowidząca z przodu, opiekun z tyłu – dla bezpieczeństwa. Pierwsze kilkadziesiąt metrów należało poświęcić na ćwiczenia koordynacji ruchów wiosłami we współpracy z partnerem. Ja z moją podopieczną Olą szybko zgrałyśmy siły, ustaliłyśmy zasady pracy podczas manewrów i pewnie popłynęłyśmy w kierunku Starych Kotlic. Na bieżąco starałam się utrzymywać kontakt z moją partnerką, informować ją o ewentualnych przeszkodach, opisywać niektóre mijane miejsca. Niekiedy zakręty wymagały mocnej pracy wiosłami. Należało umiejętnie omijać napotykane przeszkody, np.: wystające pnie drzew, sterczące kamienie, trawiaste wysepki czy leżące drzewa. Bąble, które pojawiły się na kciukach niektórych uczestników świadczyły, że przepłynięcie tego 10 km odcinka nie było zwykłą błahostką. Wszystkie pary bezpiecznie i z satysfakcją dopłynęły na miejsce wypoczynku.

Zwieńczeniem spływu było pieczenie kiełbasek przy ognisku, które zostały ufundowane przez ludzi dobrej woli (przedsiębiorstwo Wir Łopuszno oraz Avex – producent wędlin i smalcu). Podczas ogniska nawiązały się bardzo ciekawe rozmowy na temat emocji towarzyszących podczas spływu. Uczestnicy byli podekscytowani, zadowoleni, ale również nieco zmęczeni. Było to jednak przyjemne zmęczenie.

Spływ ten był niesamowity i nadzwyczaj udany. Radość z udziału w nim udzieliła się wszystkim i trwała wiele dni po jego zakończeniu. Serdecznie dziękuję pomysłodawcom za kreatywność i umiejętne pokazanie, że osoby niewidome i słabowidzące widzą czasem więcej niż nam – widzącym się wydaje. Piękny to był czas dla mnie. Nauczyłam się, że wiele ograniczeń, trudności czy problemów można pokonać; że radość z małych rzeczy buduje i sprawia, że stajemy się szczęśliwsi. Była to też dla mnie Wielka Lekcja Pokory, która pokazała mi, że to, co dla mnie oczywiste, nie zawsze jest takie dla ludzi, którzy są wokół. Jednym słowem: był to dla mnie niezapomniany czas pełen niezwykłych przeżyć. Dziękuję! Dla takich właśnie momentów warto rzucać wątpliwości w kąt i pewnie iść do przodu, bo świat, w którym żyjemy, tworzymy my sami – możemy mówić, jak bardzo jest zły i nieprzyjazny, albo próbować pokonać czasem samych siebie, by zrozumieć, że tak nie jest.