Po prostu Groszek

Bohaterem naszego spotkania jest Henryk Groszkowski, wielki pasjonat sportu i to nie jako kibic, lecz czynnie ten sport uprawiający, od czasów początku naszej znajomości. W Laskach nazywaliśmy go Groszkiem i tak właściwie do dnia dzisiejszego pozostało.

Do Lasek przyszedł w 1962 roku do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Mama przywiozła go ze wsi Pękowo w powiecie pułtuskim. Od początku naszej znajomości uczył się technikami brajlowskimi, chociaż miał resztki widzenia w jednym oku. Na drugie nie widział nic. Tak jak dla wielu z nas, przyjazd do Lasek z małych miejscowości to był niemal skok cywilizacyjny. Na początku, jak to każdy „nowy”, powinien wkupić się, wstępując do grona wcześniej przybyłych do zakładu wychowanków. I tu miał miejsce wspominany do dnia dzisiejszego przez samego bohatera naszego spotkania i przez nas epizod. Na pytanie czy ma coś dobrego z domu, odpowiedział, że ma ciastka – herbatniki. Powiedział, że zostawił je w tym miejscu, gdzie pada taki deszczyk. Wszyscy, którzy w tamtych czasach przybywali po wakacjach do internatu, musieli poddać się obowiązkowej kąpieli w dużej łazience, gdzie były prysznice. Już nie pamiętam, czy ta słodka zguba się odnalazła.

Od małego był bardzo żywym chłopakiem, ciągle biegającym, podskakującym i wszystkim zainteresowanym.

W dzieciństwie Groszka w pewnym momencie zachodziło podejrzenie o wadę serca. Pamiętam, że po przebiegnięciu dystansu od domków do tarasu przy domu św. Teresy (dystans ok. 60 m), jego głowa wyglądała tak, jakby ktoś wylał na nią niemal wiadro wody. Na szczęście podejrzenia okazały się bezpodstawne, a Groszek był zawsze fizycznie bardzo aktywny. Dobrze wpisał się w naszą klasę i grupę internatową. Miał jeszcze jedną cechę, której mu zazdrościłem, umiał szybko pozyskać sympatię starszych chłopaków, co zaowocowało tym, że już od mniej więcej 5 klasy zabierali go na boisko, gdzie grał z nimi w piłkę nożną.

Od końca szkoły podstawowej występował w reprezentacji Zakładu w Laskach na międzyośrodkowych mistrzostwach Polski. Uprawiał lekkoatletykę, głównie biegi na dystansach sprinterskich, ale i średnich. Oprócz tego dobrze grał w szachy. Zdobywał tytuły mistrzowskie zarówno indywidualnie, jak i w drużynie. Gdy byliśmy już w szkole zawodowej, zdarzył się przykry wypadek. Podczas gry w „nogę”, Groszek został uderzony piłką w niewidzące oko. Powstał stan zapalny, oko trzeba było usunąć i zastąpić gałkę oczną sztucznym zamiennikiem. Niedługo po tym wypadku wracając z międzyszkolnej spartakiady z Bydgoszczy, w Toruniu, podczas postoju pociągu na dworcu, Groszek wyszedł na korytarz i chciał powyglądać przez uchylone okno na peron, gdy konduktor wypowiedział swoje: „Wsiadać proszę”. Groszek szybko ruszył w stronę wyjścia z wagonu i zawołał do konduktora: ”Niech pan zaczeka, muszę wyjść poszukać, bo mi oko wypadło”.

Po zakończeniu szkoły zawodowej w Laskach, Groszek podjął naukę w krakowskiej szkole dla niewidomych masażystów. Po jej ukończeniu pracę zawodową na stanowisku masażysty podjął w zakładzie przyrodoleczniczym w Krakowie Swoszowicach. Przez cały czas pozostawał czynnym sportowcem, startując w barwach krakowskiego Startu.

W 1976 r. Henryk przeprowadził się na stałe do Warszawy, gdzie podjął pracę na stanowisku masażysty i równocześnie podjął naukę w Korespondencyjnym Liceum Ogólnokształcącym dla pracujących. Po przeprowadzce do Warszawy przez pewien okres pozostawał zawodnikiem krakowskiego Startu. Narzucił sobie dużą dyscyplinę treningową.

Pewnego dnia postanowiliśmy wybrać się z wizytą do naszych znajomych mieszkających na warszawskim Wawrzyszewie. Groszek postanowił, że zrobimy sobie zawody, on w ramach treningu pobiegnie, a ja z żoną pojadę komunikacją miejską. Okazało się, że Groszek był pierwszy. Roześmiany opowiadał nam, że gdy biegł nad Wisłą, zaczepił go milicjant z pytaniem co robi. Gdy odpowiedział mu, że trenuje, pan władza zapytał, w którym klubie. Groszek machinalnie odpowiedział, że w „Start” Kraków, na co milicjant zadziwiony zapytał: „To znaczy, że z Krakowa pan biegnie?”

Dzięki zdolności do łatwego adaptowania się do nowych sytuacji życiowych, Groszek dobrze został przyjęty przez warszawskie środowisko niewidomych sportowców. W tzw. międzyczasie ukończył liceum ogólnokształcące, cały czas intensywnie uprawiając sport. Sportowi podporządkowywał swoje życie. Urlopy wypoczynkowe głównie przeznaczał na zgrupowanie i starty w zawodach sportowych. Jak wiadomo, niepełnosprawni sportowcy nie mieli prostego życia. Nie mieli fikcyjnych etatów, musieli umieć pogodzić życie zawodowe i prywatne z czynnym uprawianiem sportu. Bez systematycznych treningów zarówno lekkoatletycznych, jak i szachowych, nie da się przez dłuższy czas utrzymywać mistrzowskiego poziomu.

Groszek swoim sportowym bakcylem stara się zarażać inne osoby z dysfunkcją narządu wzroku. Bardzo zależy mu na tym, żeby z pola widzenia sportu niewidomych nie gubić talentów. Dlatego w miarę posiadania wolnego czasu wiele zaangażowania wkłada w popularyzację szachów wśród młodzieży z ośrodków szkolno-wychowawczych dla niewidomych. Ponadto nie można nie wspomnieć o społecznej działalności Henryka Groszkowskiego. W latach 90-tych poprzedniego wieku zaangażował się w stworzenie Stowarzyszenia Sportu i Turystyki Niewidomych „Cross”. Przez kilka lat nawet pełnił tam funkcję wiceprezesa. Jego zdaniem stowarzyszenie to, jak i inne kluby zrzeszające są potrzebne, gdyż specyfika naszej dysfunkcji nie da się wtłoczyć w działalność ogólną sportu osób niepełnosprawnych. Gdy Groszek rozpoczął swoją działalność w „Crossie”, otrzymał zadanie do wprowadzenia nowej dyscypliny, a mianowicie kolarstwa tandemowego zarówno szosowego, jak i torowego. Udało się. Dzisiaj to dyscyplina przynosząca wiele medali w igrzyskach paraolimpijskich i mistrzostwach świata.

Obecnie Groszek pełni funkcję wiceprezesa klubu sportowego „Syrenka”. Uważa, że sport pełni bardzo ważną rolę w procesie rehabilitacji osób z niepełnosprawnością wzrokową.

Gdy zapytałem go o to, co mu daje sport, odpowiedział: „Wszystko. Dzięki uprawianiu sportu mogę zachowywać sprawność fizyczną i kondycję, co pozwala mi na wykonywanie pracy zawodowej i służenie pomocą ludziom chorym.”.

Nie mogłem pominąć pytania o wzory niewidomych sportowców najbardziej cenionych przez Groszka. Wskazał bez wahania 2 postacie: całkowicie niewidomy Ryszard Kożuch, multimedalista paraolimpijski oraz nie żyjący już Jan Brzegowski – sportowiec słabowidzący, także zdobywca wielu trofeów mistrzowskich i paraolimpijskich.

Groszek nie uważa siebie za człowieka wielkiego sukcesu. Mówi, że wszystko, co udało się mu osiągnąć, zawdzięcza przede wszystkim wielu wspaniałym ludziom, których napotkał na swojej drodze życia. Ponadto niebagatelny czynnik w jego życiu stanowi szczęście, że mimo wielu różnych zdarzeń zachował zdrowie i radość życia.

Zdecydowałem się na przedstawienie Państwu sylwetki Groszka, ponieważ to bardzo pozytywna osoba pełna pasji i umiłowania sportu. Na pozór może on wydawać się takim bezwzględnym twardzielem. Jednak moja prawda o Groszku to taka, że jest on twardzielem dla samego siebie, natomiast ma niesamowitą wrażliwość na drugiego człowieka i gdy może w czymkolwiek pomóc, robi to od razu, nie odkładając tego na później. Stosunkowo rzadko można spotkać ludzi z taką pasją i wiernością szkolnym i późniejszym przyjaźniom.

Po co komu ten brajl?

Pytanie postawione w tytule tego artykułu może wydać się co najmniej naiwne, zwłaszcza, że autor jest od urodzenia osobą całkowicie niewidomą. Ponadto jest absolwentem Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Niewidomych w Laskach. Niestety, nie jest ono bezpodstawne wobec przetaczających się dyskusji na forach internetowych naszego środowiska. Poza tym wielu rozmaitych dyskutantów twierdzi, że bez brajla można dawać sobie radę w pracy zawodowej nawet na otwartym rynku pracy. Z takimi stwierdzeniami nie można się godzić. Forują one zgodę na wtórny analfabetyzm i dowodzą skrajnej ignorancji podstawowej wiedzy na temat rehabilitacji osób niewidomych. Znane są także przykłady stwierdzeń, że pismo brajlowskie w dobie komputeryzacji niemal całego naszego życia codziennego traci na popularności.

Przeanalizujmy kontakty z brajlem na różnych poziomach życia osób niewidomych.

Dzieciństwo: Od 7 roku życia wobec każdego dziecka istnieje obowiązek edukacji podstawowej i średniej. Czy w przypadku dzieci widzących mamy do czynienia z odstępstwem od nauki pisma ręcznego? Czy dzieci widzące nie uczą się samodzielnego czytania na podręcznikach drukowanych na papierze? Czy ortografii można nauczyć się ze słuchu? Odpowiedzi na te pytania są tak naiwnie proste, że nie warto ich tu zamieszczać. W przypadku dzieci niewidomych trzeba zwrócić uwagę także na to, że pismo brajla doskonale rozwija jeden z podstawowych dla tej dysfunkcji organizmu zmysłów, jakim jest dotyk. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na fakt, że w każdym przypadku nauka brajla rozwija sprawność manualną ucznia.

Wiek młodzieńczy: Uczniowie poznają dzięki brajlowi notację matematyczną, muzyczną i mogą uczyć się skrótów brajlowskich. Mogą też samodzielnie wykonywać wypukłe rysunki figur geometrycznych. Ponadto do zapisu brajlowskiego może być używana maszyna brajlowska, która pozwala na łatwe śledzenie bieżącego zapisu, gdyż znaki brajlowskie powstają na górnej powierzchni kartki papieru, a nie tak, jak ma to miejsce przy posługiwaniu się tabliczką brajlowską i dłutkiem.

Niestety, posługiwanie się maszyną brajlowską łączy się z pewną niedogodnością, ponieważ tego rodzaju zapis powoduje dość duży hałas, co może przeszkadzać np. pozostałym uczniom. Dobrym rozwiązaniem tego problemu może być stosowanie elektronicznych notatników brajlowskich wyposażonych w linijkę brajlowską i opcjonalnie w mowę syntetyczną, z której można korzystać przy pomocy słuchawek lub z głośnika urządzenia. Elektroniczne notatniki mogą także pełnić rolę przystawki do komputera i w ten sposób udostępniona zostaje osobie niewidomej możliwość korzystania z niemal wszystkich dobrodziejstw tego (w dzisiejszej dobie) urządzenia codziennego użytku. Brajlowskie notatniki elektroniczne mogą być wyposażone w klawiaturę brajlowską lub w standardową klawiaturę qwerty. W przypadku brajla elektronicznego mamy do czynienia z brajlem 8-punktowym, po to, by łatwiej można było transponować brajlowskie oznaczenia dwuznakowe na oznaczenia jednoznakowe. Chodzi o to, że w przypadku potrzeby napisania dużej litery w brajlu tradycyjnym potrzebujemy 2 znaków, natomiast w brajlu elektronicznym można to zrobić przy pomocy jednego znaku poprzez dodanie punktu 7 do znaku w brajlu tradycyjnym. Podobnie jest przy zapisie cyfr, do czego wykorzystujemy dodatkowy punkt 8.

Zdaniem autora brajl ośmiopunktowy wygodniejszy jest przy wprowadzaniu poszczególnych znaków. Natomiast przy odczycie wygodniej jest korzystać z brajla 6-punktowego. Tłumaczyć to można tym, że geniusz Ludwika Braille’a obronił się i górą jest znak 6-punktowy nad ośmiopunktem.

Wiek dojrzały i dalej: Dotarliśmy do takiego momentu, że mamy do czynienia z dużą różnorodnością osób niewidomych, których wytyczona kategoria wiekowa dotyczy. Potrzeby też są bardzo różne, zależy to głównie od tego, w jakim momencie życia utrata wzroku nastąpiła. Czy była to tylko utrata wzroku, czy też u osoby niewidomej występują dodatkowe dysfunkcje, np. słuchu, ruchu lub inne. Na pewno u osób dorosłych występuje inna motywacja do nauki brajla niż u dzieci czy młodzieży. Tutaj już mniej chodzi o motyw edukacyjny. Naukę pisma punktowego należy traktować jako jeden ze sposobów na funkcjonowanie w nowej sytuacji życiowej. W takim przypadku pismo punktowe pomocne będzie do oznaczania różnych przedmiotów, takich jak płyty, produkty żywnościowe, sporządzenie zapisków adresowych. Bardzo ważną sprawą jest też możliwość samodzielnego odczytania brajlowskich napisów na lekach, czy krótkich informacji na drzwiach, poręczach schodów albo odczytanie napisów na przyciskach wind w miejscach publicznych. Raczej nie należy liczyć, że nowo ociemniali po nauczeniu się brajla będą pochłaniali wielotomowe książki czy będą masowo zapoznawać się z treścią brajlowskich czasopism. Przy poznawaniu literatury pięknej i treści czasopism nie tylko środowiskowych, pomocne będą przede wszystkim alternatywne do pisma punktowego sposoby docierania do słowa pisanego. Mogą to być komputery odpowiednio oprzyrządowane i oprogramowane, które dzięki mowie syntetycznej lub monitorowi brajlowskiemu pozwolą niewidomym dobrze radzić sobie z dostępem do potrzebnych informacji.

Umiejętność brajla także może pomóc osobom niewidomym w korzystaniu ze standardowych smartphonów, takich jak np. iPhone, które posiadają softwarową możliwość emulowania klawiatury brajlowskiej maszyny do pisania. To kapitalnie ułatwia pisanie na ekranie dotykowym telefonu. Oczywiście smartphony można również łączyć z notatnikami i linijkami brajlowskimi.

Dostępne na rynku są małe notatniki brajlowskie o liczbie 14 lub mniej znaków w linijce. Te małe notatniki wyposażone są w 8-punktową klawiaturę brajlowską, przywoływacze kursora do poszczególnych znaków na linijce oraz dodatkowe klawisze funkcyjne. Ponadto warto wspomnieć i o tym, że tego typu notatniki wyposażone są w zestaw komend pozwalających na sterowanie urządzeniem mobilnym. Dzięki temu osoba niewidoma posiadająca taki zestaw sprzętowy może pisać i odczytywać smsy, obsługiwać pocztę elektroniczną, skutecznie surfować po Internecie i korzystać z różnego rodzaju aplikacji, takich jak: nawigacja GPS, rozkłady jazdy, przeglądać prasę i korzystać z radia oraz telewizji.

Podsumowanie

W niniejszym artykule starano się wykazać jednoznacznie stale rosnącą atrakcyjność pisma brajlowskiego. Chodzi więc o to, aby ciągle dbać o właściwy poziom rehabilitacji osób z niepełnosprawnością wzrokową. Niniejszy artykuł napisany został przy użyciu standardowego laptopa wspomaganego mową syntetyczną i linijką brajlowską. Czytelnicy mogą być przekonani o tym, że przedstawione informacje i tezy dalekie są od teoretyzowania, lecz wynikają z codziennej praktyki autora.

O autorze:

Sylwester Peryt jest absolwentem wydziału filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim.

Jego blisko 45-letnia działalność zawodowa i społeczna zawsze była związana ze środowiskiem ludzi niewidomych i osób niepełnosprawnych. Autor był Prezydentem Krajowej Rady Osób Niepełnosprawnych, Przewodniczącym Zarządu Głównego PZN, Prezesem Zarządu Okręgu Mazowieckiego tego Związku.

Zawodowo pracował na stanowiskach: dyrektora Biblioteki Centralnej PZN, był Prezesem i dyrektorem spółki Zakład Nagrań i Wydawnictw PZN. Pełnił również rolę redaktora naczelnego środowiskowych czasopism: „Nasz Świat”, „Niewidomy Spółdzielca”, „Życiu naprzeciw”.

Autor pracował również w Radzie Nadzorczej PFRON i był członkiem Krajowej Rady Konsultacyjnej przy Pełnomocniku Rządu d.s. Osób Niepełnosprawnych.

Fundacja musi być obecna

Truizmem byłoby przypominanie znanej maksymy „nieobecni nie mają racji”. Nie chodzi mi o posiadanie racji za wszelką cenę, ale raczej o to, byśmy przez naszą nieobecność w różnych ważnych gremiach nie zaniedbywali szans na wprowadzenie nowych, ważnych dla osób z niepełnosprawnością wzrokową rozwiązań. Mam tu na myśli zarówno rozwiązania systemowe, jak i technologiczne czy organizacyjne.

W Warszawie przy Urzędzie Miejskim działa 28 Komisji Dialogu Społecznego. Są wśród tych komisji takie, które swą działalność prowadzą na terenie poszczególnych dzielnic, jak i KDSy obejmujące swoją działalnością całą Warszawę. W skład Komisji Dialogu Społecznego wchodzą przedstawiciele organizacji pozarządowych, funkcjonujących na podstawie ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie. Aby powstała Komisja Dialogu Społecznego, akces do jej składu musi zgłosić co najmniej 10 organizacji. W każdym momencie istnienia poszczególnych komisji organizacje mogą do nich przystępować lub rezygnować z udziału w pracach danej komisji.

Zakres tematyczny zainteresowań poszczególnych KDS jest bardzo różny, od kwestii związanych z ochroną zwierząt po kwestie związane z np. ekonomią społeczną. Poniżej podaję wykaz Komisji Dialogu Społecznego, do których Fundacja Szansa dla Niewidomych zgłosiła chęć uczestnictwa w ich pracy.

  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Transportu
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Uniwersytetów Trzeciego Wieku
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Przeciwdziałania Alkoholizmowi
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Poradnictwa Specjalistycznego
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Niepełnosprawności
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Dzieci, Młodzieży i Rodziny
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Osób Starszych i Kombatantów
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Ochrony i Promocji Zdrowia
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Kultury
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Edukacji
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Rekreacji
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Upowszechniania Kultury Fizycznej
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Ekonomii Społecznej
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Organizacji Wspierających
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Równego Traktowania
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Architektury i Planowania Przestrzennego
  • Komisja Dialogu Społecznego ds. Ochrony Dziedzictwa Kulturowego

Jak widać z powyższego wykazu, zakres zagadnień, w których mamy do czynienia dotyczy w całej rozciągłości naszego środowiska. Oczywiście nierzadko mamy styczność z poglądami, że osobami z niepełnosprawnością powinni się zajmować urzędnicy z biura pomocy społecznej lub biura promocji i ochrony zdrowia. A tymczasem uważam, że mamy prawo pełnego uczestnictwa we wszystkich dziedzinach życia. Tym bardziej, że w Warszawie przed władzami samorządowymi sprawy osób niewidomych nie są należycie reprezentowane. O paradoksie, proszę sobie wyobrazić, że powiat warszawski nie przystąpił do programu „Aktywny Samorząd” w obszarze pomocy osobom z dysfunkcją wzroku i to przez kolejne 2 ostatnie lata. Sprawa tym bardziej zadziwiająca, że przewodniczącą powiatowego zespołu ds. osób niepełnosprawnych od wielu lat jest prominentna funkcjonariuszka PZN, Sekretarz Generalny – Dyrektor Związku, p. Małgorzata Pacholec.

Przekonany jestem, że aktywność Fundacji Szansa dla Niewidomych musi przejawiać się obecnością podczas rad powiatów i województw i ich komisji problemowych. Ostatnio miałem okazję wzięcia udziału w posiedzeniu komisji rady Warszawy ds. polityki społecznej i walki z patologiami. Tematem posiedzenia była kwestia dostosowania usług transportu publicznego do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. A temat został wywołany zdarzeniem w warszawskim metrze, polegającym na tym, że osoba na wózku nie mogła dostać się na peron z powodu awarii windy na stacji Metro Politechnika. Okazało się, że ani dyżurny ruchu, ani też wezwani policjanci nie byli w stanie pomóc tej osobie w przedostaniu się na wspomniany peron. Chyba z pół godziny przedstawiciel Metra tłumaczył, jak trudno rozwiązać taki problem, a do tego przewodniczący komisji poinformował iż policjanci, którzy zaopatrzeni są w broń, nie mogą doprowadzać do takich sytuacji, aby mieli zaangażowane obie ręce. Aż cisnęło mi się do głowy pytanie, a co w takim razie, gdy policjanci spożywają posiłek korzystając z noża i widelca?

Oczywiście podczas różnych tego typu posiedzeń mamy niepowtarzalną okazję zainteresowania decydentów naszymi sprawami. Okazuje się, że na ogół są oni nam przychylni, ale po prostu nie zdają sobie sprawy z całej złożoności problemów życiowych osób z niepełnosprawnością wzrokową. Dlatego też zachęcam do wzmożenia aktywności na rzecz uczestnictwa przedstawicieli naszej Fundacji w spotkaniach czy posiedzeniach różnorakich gremiów decyzyjnych na różnych poziomach. Moje doświadczenie pokazuje, że najszybciej i najskuteczniej załatwia się nasze sprawy na tych szczeblach, które są możliwie blisko poszczególnego człowieka.

Ponadto uważam, że przyszedł czas, aby nasza Fundacja przystąpiła do ofensywy w działaniach na rzecz kompleksowej pomocy osobom niewidomym i ich rodzinom.

Narodowy Instytut Niewidomych

Idea powołania Narodowego Instytutu Niewidomych zrodziła się już kilka lat temu. Chodziło o zbudowanie zaplecza merytorycznego dla działalności Fundacji Szansa dla Niewidomych. Prezes Zarządu Fundacji, Marek Kalbarczyk, zgłosił ten pomysł na spotkaniu, w którym wzięli udział przedstawiciele Rady Fundatorów, Rady Patronackiej, pracownicy i współpracownicy Fundacji. Pomysł został zaakceptowany i rozpoczęły się przygotowania do jego realizacji.

Tu pozwolę sobie na osobistą dygresję. Wówczas nie byłem zbytnim entuzjastą tego pomysłu. Wydawało mi się, że Instytut to zbyt wielkie przedsięwzięcie, któremu mogłaby nie podołać nasza Fundacja. Życie jednak płata najrozmaitsze figle, tak stało się również i w tym przypadku. To właśnie mnie prezes powierzył przystąpienie do działania w sprawie stworzenia organizacyjnych i konkretnych ram funkcjonowania Instytutu. Najprawdopodobniej, największe znaczenie w tym wyborze miał fakt, iż od wielu lat jestem Przewodniczącym Rady Patronackiej Fundacji. Zostałem więc kierownikiem tego przedsięwzięcia. Pomyślałem, że prezesowi, z którym jesteśmy od wielu lat zaprzyjaźnieni, nie można odmówić. Organizując tę sferę działalności naszej Fundacji kieruję się głównie chęcią wzmocnienia ideowej i naukowej płaszczyzny jej funkcjonowania.

Narodowy Instytut Niewidomych istnieje na podstawie statutu Fundacji Szansa dla Niewidomych par. 10 pkt 27. W celu zapewnienia jak najwyższego poziomu działania Instytutu, zakłada się powołanie rady programowo-naukowej złożonej z wybitnych specjalistów.

Instytut inspiruje prowadzenie działalności rehabilitacyjnej na rzecz osób ze znacznym lub umiarkowanym stopniem niepełnosprawności z tytułu dysfunkcji wzroku z zakresu rehabilitacji podstawowej, zawodowej, psychicznej i społecznej. Działalność ta obejmuje w szczególności:

  1. tworzenie równych szans życiowych dla osób niepełnosprawnych, a w szczególności dla osób niewidomych i słabowidzących poprzez ich rehabilitację zawodową i adaptację społeczną,
  2. działalność charytatywną na rzecz osób niewidomych i słabowidzących,
  3. promowanie edukacji, działalności oświatowej prowadzonej na rzecz niewidomych i słabowidzących uczniów i osób dorosłych,
  4. upowszechnianie wiedzy na temat edukacji, rehabilitacji oraz kompleksowej pomocy osobom niewidomym i słabowidzącym, w tym prowadzenie działalności edukacyjnej, szkoleniowej dla rodzin i osób zawodowo zajmujących się pracą i współpracą z niewidomymi i słabowidzącymi,
  5. przygotowywanie i kształcenie kadr pomagających osobom niewidomym i słabowidzącym w zakresie edukacji, rehabilitacji, integracji społecznej,
  6. pomoc dzieciom, osobom niewidomym i słabowidzącym w nauce i adaptacji do środowiska sprawnych rówieśników oraz podejmowanie działań na rzecz integracji obu tych środowisk,
  7. promocja zatrudnienia, aktywizacja zawodowa osób niewidomych i słabowidzących pozostających bez pracy lub zagrożonych utratą pracy,
  8. promowanie, wspieranie rozwoju i upowszechnianie kultury i sztuki wśród osób niewidomych i słabowidzących,
  9. promowanie, wspieranie rozwoju, upowszechnianie kultury fizycznej, rekreacji, sportu, turystyki wśród osób niewidomych i słabowidzących,
  10. ochrona praw, działalność na rzecz przestrzegania praw osób niepełnosprawnych,
  11. kształtowanie świadomości społecznej, opinii publicznej i popularyzowanie wiedzy na temat specyficznych potrzeb, możliwości, sytuacji społecznej osób niewidomych i słabowidzących oraz ich rodzin,
  12. reprezentowanie interesów środowiska niewidomych i słabowidzących oraz ich rodzin,
  13. działalność ekspercka, inicjowanie badań naukowych w dziedzinie oceny, terapii widzenia, edukacji, rehabilitacji, ochrony zdrowia osób niewidomych i słabowidzących.
  14. działalność na rzecz rodzin, opiekunów osób niepełnosprawnych oraz wolontariuszy.

Powyższe zadania powinny być realizowane przez Fundację Szansa dla Niewidomych. Rolę Narodowego Instytutu Niewidomych chciałbym postrzegać też jako w pewnym sensie zaplecze intelektualne dla działalności Fundacji. Trzeba zdawać sobie sprawę, że nadchodzą trudne czasy dla takich organizacji jak nasza Fundacja, dlatego musimy podnosić poziom profesjonalizmu naszego działania. Przed nami na pewno wiele wyzwań, choćby takich jak dopracowanie teoretycznego zabezpieczenia opracowanego przez nas standardu pod nazwą Tyfloarea (TA)®, czy też wystandaryzowanie usług i działań rehabilitacyjnych na rzecz osób z niepełnosprawnością wzrokową, zgodnie z najnowszymi wymogami międzynarodowej klasyfikacji zaakceptowanej przez Światową Organizację Zdrowia.

Mam przekonanie, że misja i jakość działania Fundacji Szansa dla Niewidomych dzięki funkcjonowaniu Narodowego Instytutu Niewidomych zyska więcej, niż na ten moment możemy sobie wyobrazić.

Czy „Homer” znalazł się w ślepej uliczce?

W maju tego roku minęła dwudziesta rocznica powołania PFRON. Wszyscy wiemy, jak ważną, choć niekiedy kontrowersyjną rolę odegrał on w finansowaniu rehabilitacji osób niepełnosprawnych.

Sam miałem zaszczyt być członkiem rady nadzorczej PFRON dwa razy. I proszę mi wierzyć, że był to bardzo ciekawy okres w moim życiu. Ale nie o tym teraz chciałem publicznie podywagować. Otóż, pewnie jak wielu z Państwa, bulwersuje mnie propagandowa sieczka wokół PFRON, z jaką mamy do czynienia w ostatnich tygodniach. Rozumiałbym jeszcze, gdyby tę pianę informacyjną bili tylko dziennikarze, czy beneficjenci ostateczni działań Funduszu. Najbardziej irytujące jest dezinformowanie opinii publicznej przez tych, którzy powinni mieć informacje pewne. Mam tu na myśli Prezesa Zarządu PFRON i Prezesa Rady Nadzorczej tej instytucji.

Otóż, jak mogliśmy wyczytać na różnych portalach internetowych, w dn. 18 kwietnia tego roku, na tzw. „programy flagowe” PFRON przeznaczy w tym roku 60 mln złotych. Prezes Skiba wśród tych programów wymienił najbardziej nas interesujący „Komputer dla Homera”. Wyobrażam sobie, że w tym momencie mocniej i radośniej zabiły serca potencjalnych beneficjentów tego programu. A do tego jeszcze sam Pełnomocnik Rządu do spraw osób niepełnosprawnych umocnił te informacje w swoim wystąpieniu w Sejmie podczas jednej z konferencji poświęconej aktywizacji zawodowej osób niepełnosprawnych 27 kwietnia b.r. No to jak tu nie wierzyć?

Ale milcz serce. Zaglądam codziennie na stronę PFRON-u i ogłoszenia o naborze wniosków do uczestnictwa w interesującym nas programie nie znajduję. Natomiast z dobrze poinformowanych kręgów PZN-u, od samej p. Prezes, pod koniec ubiegłego tygodnia dowiedziałem się, że może z dodatkowych przychodów PFRON program „Komputer dla Homera” zostanie w jakimś bardzo ograniczonym zakresie uruchomiony w drugiej połowie roku. A do tego, co ciekawsze, p. Prezes otrzymała te informacje od tego samego Prezesa zarządu PFRON, który w kwietniu mówił, że być może już w maju zostaną przekazane środki na te programy flagowe.

Pomyślałem sobie, że w dziwnych czasach żyję, skoro można teraz podawać bez żadnych konsekwencji sprzeczne informacje, a jeżeli to się komuś wydaje dziwnym, to gorzej dla informacji.

No tak, można sobie podrwić, ale co z tego. Trzeba z całą stanowczością powiedzieć, że zastój w realizacji tego rodzaju programu celowego to niepowetowana strata dla beneficjentów, a i także dla firm wyspecjalizowanych w zaopatrywaniu niewidomych w niezbędny sprzęt i oprogramowanie. I tak już zmieniono procedury programu „Komputer dla Homera” na niekorzyść beneficjentów. Jak widać cele rehabilitacyjne osób odpowiedzialnych są coraz bardziej odległe. Tylko czy decydenci zdają sobie sprawę z tego, że w tej sytuacji do przysłowiowego lamusa można schować efektywność kształcenia czy kwestię aktywizacji zawodowej?

A może chodzi tu o aktywizację fizyczną środowiska niewidomych, bo niech oczekujący na pomoc PFRON z niecierpliwością przebierają nogami, obserwując bieg wydarzeń?

Ale w tym wszystkim nie chodzi tylko o „Komputer dla Homera”. Nie lepiej się ma sprawa dofinansowania zadań z zakresu rehabilitacji społecznej, realizowanych przez organizacje pozarządowe. Ciągle jeszcze nie wiemy nic konkretnego o ostatecznym rozstrzygnięciu VII konkursu PFRON skierowanego właśnie do tych podmiotów.

No i o czym tu dumać na warszawskim bruku? Przede wszystkim mieć nadzieję, że coś z tych wszystkich zapowiedzi pozytywnego wyniknie. Trzeba pamiętać o tym, że nadzieja umiera ostatnia, a to, że komuś przeminie nie najefektywniej wykorzystany czas edukacji, czy to, że w międzyczasie ktoś się na tyle zestarzenie, iż wyłączy go to z możliwości skorzystania z programu, to drobiazg, przecież z czasem trudno walczyć.

Jeszcze jedna niepewność, przecież sprawa zachowania osobowości prawnej PFRON miała być przed wakacjami pozytywnie załatwiona. W myśl otrzymywanych informacji wszyscy się godzili, żeby ta jedyna w swoim rodzaju instytucja utrzymała osobowość prawną jeszcze przez 3 lata. Teraz się mówi, że sprawa ta zostanie załatwiona we wrześniu. Ufajmy już teraz Opatrzności, że decydenci zdążą się tą sprawą skutecznie zająć, bo inaczej, strach pomyśleć, co z nami będzie dalej.