Reprezentacja Polski w blind footballu z historycznym sukcesem!

Jest 9 maja 2018 roku. Kadra Polski przyjeżdża do Krakowa, gdzie dzień później rozpocznie się międzynarodowy turniej w piłkę nożną niewidomych 3rd IBSA Blind Football Euro Challenge Cup. Turniej ten jest prezentem od IBSA, a reprezentacja Polski musi go wykorzystać do rozwoju i startu na nowo z tą dyscypliną w Polsce. Jak mówi trener, głównym celem kadry jest start na paraolimpiadzie.

Następnego dnia zawodnicy prowadzeni przez trenera Lubomira Praska wyszli zmotywowani, ale i niepewni co ich czeka w meczu z Irlandią. Od początku nasi zawodnicy dominowali, ale w pierwszej połowie żaden strzał nie zakończył się bramką. Dopiero druga połowa przyniosła efekty. Mecz zakończył się wynikiem 1:0, a Polska była już coraz bliżej wyjścia z grupy. W piątek 11 maja Polacy grali mecz o awans z grupy, z pierwszego miejsca. Szwajcaria była jedną wielką niewiadomą. Okazało się, że strach był zbędny. Polacy ustanowili swój rekord wygrywając 8:0! 2 bramki zdobył Martin Jung, który skończył szkołę muzyczną 2 stopnia i na trąbce gra równie świetnie co w blind football. Kolejne 2 bramki dołożył kapitan drużyny Marcin Ryszka, czyli medalista Mistrzostw Świata i Europy w pływaniu oraz paraolimpijczyk z Pekinu i Londynu. Następne 2 trafienia (jedno z rzutu karnego) dołożył Robert Mkrtchyan – „polski Mychitarian”, ponieważ również posiada ormiańskie korzenie. Siódmą bramkę zdobył Artur Fleszar, dla którego była to… pierwsza bramka w karierze! Ostatnia bramka należała do Łukasza Byczkowskiego, który swoimi umiejętnościami potrafi zawstydzić widzących piłkarzy! Zbyt wiele pracy nie miał bramkarz reprezentacji Polski Krzysztof Apolinarski, który przed laty grał w polskiej ekstraklasie!

W ten sposób w grupie A Polacy zajęli pierwsze miejsce, drugie Irlandia, a Szwajcarii został jedynie do rozegrania mecz o 5 miejsce w turnieju. Węgry wygrały grupę B, drugie miejsce zajęła Białoruś, a trzecie należało do Austrii. 11 maja odbył się półfinał Polska – Białoruś okrzyknięty najważniejszym i najtrudniejszym meczem turnieju. Mecz Polacy rozpoczęli w składzie: Krzysztof „Apoli” Apolinarski (bramkarz), Marcin „Rycha” Ryszka (napastnik), Martin „Bungu” Jung (napastnik), Adrian „Słoniu” Słoninka (obrońca), Mateusz „Mojżesz” Krzyszkowski (obrona). Słoniu – medalista Mistrzostw Świata w Showdown – twardo stoi na nogach. Gdyby zawodnicy przeciwnej drużyny mogli zobaczyć posturę Słonia; z pewnością by się jeszcze bardziej przerazili! Kolejny obrońca to Mojżesz/Mojgi – sympatyczny student, ale na boisku już taki sympatyczny dla rywali nie jest. Nie ma możliwości, żeby przeciwnik go minął. Ich godnym zmiennikiem jest „Woszczu”. Rycha i Bungu zaczęli mecz częstymi podaniami, dzięki czemu przeciwnicy szybko stracili kontrolę nad spotkaniem. Pierwsza bramka dla Polski! Druga bramka dla Polski! Nasz muzyk Martin Jung był autorem obu trafień. Zmiana. Za Bunga wchodzi Robert Mkrtchyan, za Rychę wchodzi Łukasz „Byku” Byczkowski. Trzecia bramka dla Polski! Czwarta bramka dla Polski! Obie strzelił „polski Mychitarian”.

Żadna bramka by nie wpadła, gdyby nie świetna komunikacja z trenerem, ale przede wszystkim z przewodnikiem, który stoi za bramką przeciwnika. Mikołaj Nowacki, bo o nim mowa, dyryguje napastnikami, dzięki czemu wiedzą ile metrów mają do bramki i ilu przeciwników mają przed sobą. Mecz skończył się wynikiem 4:1 dla naszych i tym samym Polska trafiła do finału, a Białoruś musi się zadowolić meczem o trzecie miejsce. W kolejnym półfinale Węgrzy zremisowani 0:0 z Irlandią i o tym, kto zagra z Polakami w finale, zadecydowały rzuty karne. W karnych lepszą drużyną okazali się Irlandczycy, którzy wygrali 1:0. Naszych reprezentantów w piłce nożnej niewidomych czekała powtórka z rozrywki. Rozpoczęli turniej od meczu z Irlandią i już wiadome było, że również z Irlandczykami zagrają ostatni, finałowy mecz. W ostatnim dniu turnieju Austria w meczu o piąte miejsce wygrała ze Szwajcarią pokonując ich 8:2! Co więcej, wszystkie bramki dla Austrii strzelił Hösgören – zdobywając tytuł króla strzelców. W drużynie Austrii kapitanem drużyny była kobieta – taka sytuacja miała miejsce po raz pierwszy w historii blind footballu. W meczu o trzecie miejsce lepsi okazali się ponownie Węgrzy, pokonując Białoruś 2:0. Wreszcie nadszedł czas na finał. Polacy rozpoczęli w podobnym składzie jak w meczu z Białorusią. Jedyna zmiana nastąpiła na pozycji bramkarza. Krzysztof „Bioły” Bednarkiewicz na co dzień mieszka w Wiedniu. Dostał nawet propozycję, aby bronić w reprezentacji Austrii, ale oczywiście zrezygnował. Bioły potrafi przyjechać z Austrii na jeden dzień, zagrać 2 mecze i wrócić do Wiednia, ponieważ tak silnie jest związany z drużyną.

Kibice na mecz finałowy zapełnili całe trybuny. Hymn Polski. Przemowa trenera. Okrzyk bojowy, a następnie gwizdek sędziowski rozpoczął finał! Polacy od początku przeważali, szarżowali na bramkę przeciwnika, ale wciąż brakowało wykończenia. Trener Lubomir Prask zarządził zmianę i na boisku pojawił się duet Robert Mkrtchyan & Łukasz Byczkowski. Piękna akcja Byka i uderzenie z pierwszej piłki, ale bramkarz fantastycznie wypiąstkował piłkę. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Zrobiło się nerwowo. Trener zarządził zmiany powrotne. Druga połowa rozpoczęła się obiecująco! Irlandczycy w tarapatach; strzał, następny, jeszcze jeden i… bramka! Marcin Ryszka! – całe trybuny krzyczą bez przerwy – Marcin Ryszka! Kapitan reprezentacji Polski strzelił bramkę na 1:0 i tym samym Polska zwyciężyła w międzynarodowym turnieju 3rd IBSA Blind Football Euro Challenge Cup! Prezent w postaci organizacji turnieju w Krakowie od IBSA został wykorzystany. Polacy pokazali się na arenie międzynarodowej z najlepszej strony, jednocześnie pokazując, że na boisku dla rywali nie są gościnni! Obecnie w Polsce funkcjonują dwie drużyny w blind footballu: Sprint Wrocław oraz Tyniecka NWP Kraków. Miejmy nadzieję, że ten turniej pozwoli rozwinąć piłkę nożną niewidomych w Polsce.

Kadra Polski

Lubomir Prask – trener

Piotr Nisyczyński – drugi trener

Mikołaj Nowacki – przewodnik

Krzysztof Bednarkiewicz – bramkarz

Krzysztof Apolinarski – bramkarz

Michał Woszczak – obrońca

Adrian Słoninka – obrońca

Mateusz Krzyszkowski – obrońca

Artur Fleszar – obrońca

Marcin Ryszka – pomocnik

Łukasz Byczkowski – pomocnik

Martin Jung – napastnik

Robert Mkrtchyan – napastnik

Goalball – sport dla twardzieli

Goalball powstał z myślą o rehabilitacji weteranów wojennych, a dziś grają w niego osoby, którym wojsko nie było po drodze z powodu wady wzroku. Goalballowa armia liczy ponad 100 krajów, które uprawiają ten paraolimpijski sport.

Wyobraź sobie boisko do siatkówki. Dodaj do tego piłkę, która wielkością przypomina tę do koszykówki, a bramki na boisku są szersze niż te, do których strzela Robert Lewandowski. Naprzeciw siebie staje po 3 prawdziwych twardzieli z każdej drużyny. Ty jesteś jednym z nich. Zakładasz specjalistyczne gogle, dzięki którym, tak samo jak pozostali gracze, masz wyłączony wzrok. Jedyne, co widzisz, to mapa boiska, którą masz rozrysowaną w swojej wyobraźni. Słyszysz piłkę dzięki wbudowanym dzwoneczkom, ale czasem masz z tym spory problem, ponieważ prędkość rzutu przeciwnika wynosi ponad 80 km/h. Gracz atakującej drużyny ma za zadanie rzucić piłką w taki sposób, aby wpadła do bramki przeciwnika. Nie jest to jednak łatwe, ponieważ drużyna rywali broni bramki swoim ciałem w pozycji leżącej, nie pozwalając się przedostać piłce za linię bramkową. Piłka do goalballa waży 1,25 kg, gdy do tego dodamy jej prędkość, to nie powinny nas dziwić sytuacje, w których zawodnicy po niefortunnej obronie doznawali kontuzji bądź tracili przytomność. Tak, jest to sport wyłącznie dla twardzieli. Czy jesteś jednym z nich?

Marcin Lubczyk, absolwent ośrodka dla niewidomych we Wrocławiu, zaczął przygodę od podpatrywania poczynań taty w drużynie Bierutowa. Z czasem narodził się pomysł, aby goalball zawitał również do wrocławskiego ośrodka. Udało się i tak rok 2010 okazał się przełomową linią startu. W 2013 przyszły pierwsze sukcesy, wśród nich Mistrzostwa Polski juniorów. Od tamtego czasu wrocławscy juniorzy co roku zdobywają ten tytuł. Wtedy też dowodzenie nad zespołem przejął Wacław Falkowski. Z kilku trenujących osób nagle zrobiło się ponad 20 graczy. Powstała kolejna wrocławska drużyna prowadzona przez tego samego trenera. Co ciekawe, przed każdym meczem wszystkie drużyny mają swój okrzyk, aby pokazać swoją wyższość nad zespołem rywala. A co, jeśli na turnieju staną przeciwko sobie obie drużyny z tego samego miasta? Kibice są wtedy zachwyceni, ponieważ trener zbiera obie drużyny do wspólnego kręgu, aby wszystkie gardła mogły wykrzyczeć: „KTO WYGRA MECZ? WROCŁAW!”.

Zdeterminowany, godny zaufania, szanowany, poświęcający swój własny czas, Sir Alex Ferguson goalballa – tymi słowami zawodnicy określają swojego trenera Wacława Falkowskiego. W 2016 roku wrocławska drużyna zdobyła w kraju wszystkie możliwe tytuły: Mistrzostwa Polski juniorów i seniorów, Puchar Polski, Silesia Cup oraz wygrała Międzynarodowy Turniej Goalballa. Podczas jednego z finałów drużyna z Wrocławia mierzyła się ze swoim największym rywalem – drużyną z Katowic. Sytuacja wydawała się beznadziejna, przegrywali 5 bramkami. Wtedy trener z wrocławskiej drużyny poprosił o czas. Nie wiadomo co powiedział swoim zawodnikom, ale dziś wiemy, że zadziałało i Wrocław zdobył Puchar Polski!

„Przychodzi w życiu człowieka czas, kiedy dźwiga krzyż nasiąknięty bólem, cierpieniem, niespełnionymi marzeniami, brakiem radosnych perspektyw. Często ten krzyż go przygniata, ciężko jest wtedy wstać i znaleźć sens dalszej egzystencji. Ale ja Ci mówię: wstań i walcz! To Twoje życie, Twój największy skarb” Marek Piotrowski (the Punisher)

Sukcesy przyczyniły się do większego zainteresowania goalballem na dolnym śląsku. Treningi odbywały się pięć razy w tygodniu, a największą popularnością cieszyły się treningi o 6:00 rano, na które uczęszczali uczniowie przed lekcjami. Intensywność przygotowań przyczyniła się do kolejnych osiągnięć i zaskakujących rezultatów. Na odprawie przed meczem z Katowicami trener wrocławskiej drużyny pokazał swoim zawodnikom rysunek, który specjalnie dla nich przygotowały jego córki. Narysowały ich, zawodników, którzy wygrywają mecz przed czasem, zdobywając o 10 bramek więcej od przeciwnika. Jaki to przyniosło skutek? Pierwszy raz w historii drużyna z Wrocławia ograła Katowice różnicą 10 bramek (13:3). Niesamowita historia. Historia, która trwa nadal.

Tak, jest to sport wyłącznie dla twardzieli. Bądź jednym z nich.