My i oni. Zawiła historia odmienności

Już pierwszy człon nazwy wystawy My i oni wystawionej m.in. w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie informuje, uprzedza, że oglądający tę wystawę spotkają się z dychotomią, czyli podziałem całości na dwie części.

My i oni, oni my, czyli ja i ktoś drugi, zapewne ktoś, kto jest inny niż ja, bo inaczej po co byłby ten podział. Podział ma my i oni istnieje tak długo, jak długo istnieje ludzkość. Zawsze byli ci inni względem drugich. Inny – ten przymiotnik jeszcze mnie paraliżuje, sprawia, że z tyłu głowy zapala się czerwona lampka. Ostrzegawcza – co będzie dalej, czy zlekceważą, ośmieszą, zignorują, odrzucą, czy spróbują poznać, porozmawiać, zaakceptować?

Od dziesięciu lat jestem inny – całkowicie niewidomy, bez poczucia światła. Wzrok straciłem w ciągu paru chwil w wieku 14–tu lat. Zdaję sobie sprawę, że w związku z niepełnosprawnością funkcjonuję inaczej niż moi rówieśnicy, że mam duże ograniczenia na wielu płaszczyznach, że pewnych czynności wcale nie mogę już wykonywać (czytać czarnodrukowej gazety, papierowej książki, jeździć na nartach).

Gdy tak nagle straciłem wzrok, nie chciało mi się żyć, myślałem, że nie spełnię swych marzeń, że nie mogę być dziennikarzem sportowym, że to koniec wszystkiego, że świat się dla mnie skończył. Straciłem wzrok, całkowitą samodzielność, a w zamian wzrastało we mnie poczucie małej wartości, lęk przed wszystkim co nowe, apatia i czasami niechęć do całego świata. Dzięki życzliwości najbliższych – przyjaciół i specjalistów – z czasem to się zmieniło. Dostałem też od losu kilka szans, które staram się jak najlepiej wykorzystać.

Od ponad trzech lat mam w Internecie swoją autorską audycję o sporcie (www.radioin.pl), od czasu do czasu mam wejścia w eterze w Bydgoskim Oddziale Radia Plus, zdobyłem główną nagrodę w konkursie dla twórców nieprofesjonalnych towarzyszącym Festiwalowi Sztuki Reportażu Camera Obscura w 2011 r. w kategorii reportaż radiowy, TVP2 zrealizowała reportaż o mnie i mojej sportowej pasji, były wywiady i reportaże w regionalnej rozgłośni, no i najważniejsze – jestem studentem Wyższej Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy. Dla tych, którzy o mnie mówią i piszą, jestem swoistym bohaterem, który się nie poddaje i całą mocą próbuje się realizować. Nie chcę być bohaterem, ale to bardzo ważne dla tej innej osoby, gdy inni – zdrowi – rozumieją go, dyskutują o tym co czuje, co robi, akceptują i tolerują jego niepełnosprawność, czasami poklepią po ramieniu i traktują jak partnera, a nie jak biednego niewidomego. Moim stygmatem są martwe oczy i biała laska. Poza tym myślę, że nie wyglądam inaczej niż wszyscy pozostali – pamiętam jak wyglądałem. Nie wyróżniam się też ubiorem. Ja chcę być taki jak osoba zdrowa, chcę funkcjonować w środowisku osób zdrowych nie wzbudzając sensacji. Ja nie potrzebuję litości, tylko czasem pomocy drugiej osoby i zrozumienia.

Nie jestem dla nikogo wrogiem, nie chcę sławy, nie walczę ani o stanowisko ani o pieniądze, o przychylność wpływowych osób, nie manipuluję ludźmi. Jestem zdeterminowany. Już nie czekam, nie człapię po omacku, nie poszukuję, robię swoje – tzn. uczę się, bo chcę być dziennikarzem sportowym. Jednak mimo, że staram się bardzo, widzę i czuję, że dla wielu jestem inny mimo, że często dorównuję kroku tym innym w wielu poczynaniach. To jest bardzo przykre, przygnębiające i często czuję się ośmieszony, poniżony i odsunięty. Mam wielu przyjaciół i znajomych, którzy dla mnie dużo znaczą, którzy mi kibicują i wspierają. To są zdrowe osoby, czyli właśnie inne niż ja. Nie jestem przybyszem z obcej planety, ani członkiem innej grupy kulturowej Jestem inny z powodu swojej niepełnosprawności. Innym współcześnie może być także artysta, który ze względu na swoją wrażliwość widzi świat inaczej i pisze o tym, śpiewa, maluje ten świat, wykonuje rzeźbę, który często odróżnia się od pozostałych stylem bycia i życia. Bywa, że z tych powodów uważany jest za ekscentryka i wariata. Jako inne postrzegane bywają także osoby publiczne (politycy, biznesmeni, celebryci), które ze względu na swoją pozycję są obiektem zainteresowania wielu osób i korzystają z wielu przywilejów, żyją w innych standardach niż przeciętny Polak i osoby starsze, zniedołężniałe i często zapomniane przez najbliższych, dla których nawet, podobnie jak dla niepełnosprawnych, przypisano określenie „osoba zagrożona wykluczeniem społecznym”.

Inny to także obcokrajowiec, ale teraz taka osoba jest raczej źródłem zainteresowania w dobrym tego słowa znaczeniu. Dominuje tu ciekawość tej drugiej osoby, a uprzedzenia rasowe zanikają. Nie różnicujemy teraz ludzi pod kątem wyznawców religii – wzrasta tolerancja, pluralizm wkroczył także w tę sferę. Wyjątkiem tutaj są ortodoksyjni islamiści, którzy są zagrożeniem, niebezpieczeństwem dla nas, ale bohaterami dla wyznawców islamu. Zaryzykuję chyba, ale powiem, że sądzę, iż inność staje się modna. Mam tutaj na myśli inność w ograniczonym aspekcie – nie hasła, ideały, wartości, ale sposób na życie. Młodzi ludzie starają się na siłę odróżnić, wyróżnić w swoim gronie, miernota nie jest wartością. Inaczej, modniej, bardziej widowiskowo, przebojowo – tak, by być dostrzeżonym.

Dawniej w naszej zachodnioeuropejskiej kulturze inność wiązała się z osobami spoza naszego kręgu kulturowego, wyznawcami innej wiary, o innej niż biała kolorze skóry. Ta inność miała związek często z mitologią, a w wystawie stare ryciny i obrazy mityczne często dla mnie są przerysowane, tak, że wydają się naprawdę dziwne i dlatego ujęto je w dziale Dziwno. Przedstawiony tam Gryf różni się od znanego mi Gryfa umieszczonego na plastronach żużlowców Polonii Bydgoszcz. Sądzę, że ma to być element wystawy informujący wstępnie zaledwie o różnościach kulturowych.

Wystawa My i oni bardzo wyraźnie pokazuje jak zmieniła się kultura w sensie antropologicznym. Jest tam, w dziale Bohater, przedstawiony fotos z filmu, w którym jedną z głównych ról gra karzeł. Widziałem kilka filmów z karłami. Wtedy, gdy te filmy kręcono, karzeł był kimś innym, w rodzaju dziwadła, teraz karłowatość jest jednostką chorobową. Kobieta z brodą może kiedyś wzbudzała zainteresowanie w cyrkach, ale we współczesnych czasach to byłby niesmaczny widok. Dawniej, w czasach komedii Dell’Arte maska karykaturalnego Poliszynela mogła śmieszyć, dzisiaj są komiksy, które mają swoich wielbicieli. Tańczące psy dzisiaj? Nie pozwalają na takie praktyki Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i chyba nawet dzieci nie chcą takiego bohatera. Pies dzisiaj jest przyjacielem, często prawie członkiem rodziny. W dziale Wróg pokazano ryciny przedstawiające osoby w domu wariatów i chorych na epilepsję. Wówczas nie znane były mechanizmy chorób psychicznych i epilepsji, a skutki zachowań tych chorób uznawano za wrogie dla natury ludzkiej i niebezpieczne dla innych osób. Dzisiaj takie osoby są leczone. Istotną różnicę w kulturze, moralności, widzeniu świata i ludzi jest rycina przedstawiająca prostytutkę. Teraz, w XXI wieku nikomu nie przyszłoby do głowy, aby kobietę lekkich obyczajów przedstawić jako brzydką staruchę w starych łachach ze śladami przebytych chorób wenerycznych. Dzisiaj pokazuje się jej piękno, kształty i uśmiechniętą twarz. To nowa profesja i nowy biznes oraz nowa moralność akceptowana także przez prawa niektórych krajów.

Persona to dział wystawy, w którym można zobaczyć osoby, które – mimo swojej inności – zostały zaakceptowane przez współczesnych i w którym można zobaczyć Diogenesa – przedstawiciela szkoły cyników. Jego inność została przyjęta. Mimo, że głosił hasła wolności od dóbr materialnych i panujących norm społecznych, nazywał się kosmopolitą i obywatelem świata (IV w p.n.e.). Ważną personą dawnych czasów był znajdujący się także na tej wystawie astrolog. Astrologia była nową nauką i wówczas wierzono, że ciała niebieskie mają wpływ na zachowanie ludzi i ich wygląd. Obecnie persona to osoba, która zajmuje wysokie stanowisko, osobistość. W mowie potocznej często dostojeństwo takiej osoby określa się mianem ważna persona, czyli osoba różniąca się od innych wpływami, stanowiskiem, majątkiem i wiedzą oraz umiejętnościami.

Osobnym elementem wystawy My i oni, na pozór nic nie mającym wspólnego ani z antropologią, ani z kulturą, jest sala z lustrami. Otóż moim zdaniem jest to bardzo ważny etap tego wydarzenia kulturalnego, bo zwierciadła umożliwiają interakcje z odbiorcą. To taka na pozór drobna manipulacja twórców wystawy, która ma wywołać u oglądających indywidualne, chwilowe poczucie inności, odmienności i wyobcowania z własnego świata, z własnej grupy. Już samo przeglądanie się w obcej przestrzeni niż własna domowa budzi poczucie obcości, efekt w obcym lustrze zdaje się być przeglądającemu się jakiś inny niż w domu, jakiś obcy i do tego krzywe zwierciadła sprawiły, że osoba właśnie przeglądająca się jest zdeformowana, jakaś wydłużona, albo z bardzo długim tułowiem, krótkimi nóżkami i dziwną, wielką głową. Taki zabieg z lustrami jest dowodem na to, że inność jest rzeczą względną, postrzeganą zawsze przez jakiś pryzmat, porównanie, wartościowanie i często deprecjonowanie drugiej strony, ale jednocześnie poucza oglądających swoje lustrzane odbicie, że patrząc na innych, widzimy też siebie. Tyle tylko, że ważniejsza jest tutaj reakcja oglądającego swoje wykrzywione oblicze niż sam obraz lustrzany.

Inna rola luster na tej interesującej wystawie jest taka, że mają one na celu uświadomienie oglądającym tę wystawę o możliwych, nagłych zmianach spowodowanych chorobą, wiekiem, przemieszczeniem się itd. Ja też kiedyś widziałem i też widziałem innych. Ci inni cały czas są, to jest oczywiste i nieuniknione. Różnorodność musi istnieć. Być może ja tę inność odczuwam bardziej, ale wiem, że dialog, próba zrozumienia złagodziłaby te różnorodności, bo inne nie znaczy gorsze.