Turystyka województwa warmińsko-mazurskiego

Wbrew pozorom Warmia i Mazury ma turystycznie do zaoferowania o wiele więcej niż tylko jeziora. W tym tekście postaram się przekonać o tym Czytelników przedstawiając kilkanaście subiektywnie wybranych miejsc wartych odwiedzenia. Są one zbiorem ciekawych atrakcji, z którego można dowolnie wybierać.

Zaczniemy od stolicy województwa. Tak naprawdę cały ten artykuł mógłby być tylko o Olsztynie, a i tak podejrzewam, że nie zawarłbym nawet połowy miejsc, które warto zobaczyć. Gdybym miał jednak wybrać jedną pozycję obowiązkową do zobaczenia, to zdecydowanie byłoby to serce Olsztyna, czyli Stare Miasto. Wyznaczone przywilejami lokacyjnymi w latach 1353 i 1378, małe, ale bardzo urokliwe, z wieloma atrakcjami. Uliczki pamiętające stare czasy z ładnie odnowionymi kamienicami, gotycki Zamek Kapituły Warmińskiej z II połowy XIV w., w którym znajduje się muzeum, amfiteatr, pomnik Mikołaja Kopernika, Wysoka Brama, park zamkowy rozciągający się na obszarze dawnej fosy i wiele innych. Na rynku i w okolicy jest dużo klimatycznych restauracji i kawiarni, w których można dobrze zjeść, wypić kawę i skosztować pysznych lodów. Zimą warto odwiedzić starówkę w okresie świątecznym, kiedy jest pięknie przystrojona, a szczególnie podczas jarmarku świątecznego.

W niedalekiej okolicy Olsztyna warto odwiedzić Gietrzwałd. To urokliwa wieś lokowana na prawie chełmińskim w 1352 przez kapitułę warmińską. Znajduje się tam Bazylika Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, której budowa zaczęła się wkrótce po lokacji wsi. Przed rokiem 1500 nastąpiła rozbudowa, chociaż należałoby raczej powiedzieć, że budowa niemal od podstaw nowego kościoła – z cegły i kamienia. Z tego okresu częściowo zachowana jest do dziś prosta budowa salowa w stylu gotyckim. 31 marca 1500 roku kościół konsekrowano, nadając mu wezwanie Narodzenia Najświętszej Marii Panny. W późniejszych latach był wielokrotnie przebudowywany. W 1970 papież Paweł VI nadał kościołowi w Gietrzwałdzie tytuł bazyliki mniejszej. Obiekt położony jest na wzniesieniu w centrum wsi i ogrodzony kamiennym murem. W części północno-wschodniej znajduje się aleja prowadząca do cudownego źródełka, a w zachodniej dom pielgrzyma oraz plebania wraz z kaplicą św. Józefa. Ciekawostką jest, że w Gietrzwałdzie powstał pomysł utworzenia „Gazety Olsztyńskiej”. Tu żył i pracował Andrzej Samulowski (1840–1928), inicjator powstania gazety, ale także założyciel pierwszej księgarni na Warmii (1878). Budynek księgarni wraz z tablicą pamiątkową istnieje do dzisiaj.

Pozostając w okolicach Olsztyna warto odwiedzić Olsztynek. Pierwsza wzmianka o Olsztynku pochodzi z 1351, a prawa miejskie nadane zostały w 1359 roku. Miasto założono na planie zbliżonym do wielu innych miast krzyżackich. Centralnym punktem był obszerny rynek z kościołem i ratuszem, od którego wychodziły dwie prostopadłe ulice. Niemiecka nazwa zamku, a później miasta, pochodzi od jego założyciela, komtura ostródzkiego Güntera von Hohensteina. W źródłach polskich już w XV w. występuje nazwa zbliżona znaczeniem do obecnej – „Mały Olsztyn” lub Olsztynek. Miejscem wartym odwiedzenia jest Muzeum Budownictwa Ludowego – Park Etnograficzny, które zostało założone jako ekspozycja architektury ludowej z terenów Prus, na obrzeżach ogrodu zoologicznego w Królewcu. Założycielem był dr Richard Dethlefsen – Prowincjonalny Konserwator Zabytków Prus Wschodnich. W 1937 r. podjęto decyzję o przeniesieniu ekspozycji do Olsztynka, gdzie już znajdowało się mauzoleum Hindenburga. Przenosiny trwały w latach 1938–1942. Pod koniec lat 50. XX wieku dr Franciszek Klonowski rozpoczął uzupełnianie kolekcji o nowe obiekty architektury wiejskiej. 1 września 1961 r. utworzono Park Etnograficzny, funkcjonujący jako Oddział Muzeum Mazurskiego w Olsztynie. Już 1 stycznia 1969 roku skansen zaczął funkcjonować jako samodzielna i autonomiczna jednostka pod nazwą „Muzeum Budownictwa Ludowego – Park Etnograficzny w Olsztynku”. W 1974 r. Muzeum przejęło fragment gotyckiej zabudowy miasta Olsztynek: ruinę kościoła (XIV/XVII w.) oraz basztę murów obronnych miasta, które wyremontowało i adaptowało do funkcji Salonu Wystawowego i Domu Mrongowiusza.

Obecnie skansen w Olsztynku zajmuje około 100 ha, znajduje się tu 68 obiektów architektonicznych (13 przeniesionych z Królewca) oraz ekspozycje rzadkich gatunków zwierząt gospodarskich polskiego pochodzenia. W 2008 r. Muzeum zostało wpisane do Państwowego Rejestru Muzeów prowadzonego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Z Olsztynka warto skierować się do Nidzicy, miasta położonego nad rzeką Nidą na Pojezierzu Mazurskim. W X wieku okolice późniejszego miasta zamieszkiwała ludność słowiańska, o czym świadczy wiele znalezisk oraz charakter pobliskich grodzisk granicznych w Nowym Dworze i Księżym Dworze. W samej Nidzicy pierwszy drewniany obiekt obronny założyli Krzyżacy prawdopodobnie już w latach 1266–1268. Pierwsza wzmianka o zamku nad Nidą pochodzi z 1376 r. W 1381 r. osada otrzymała prawa miejskie. Jako miejscowość położona nieopodal granicy z Mazowszem posiadała dwa niezależne, ale powiązane ze sobą systemy obronne. Zamek z przedzamczem i fortyfikacje miejskie, których głównym elementem był mur obwodowy z basztami na rogach oraz mur od strony wschodniej dobudowany kilka lat później. Od strony zachodniej miasto otaczała Nida, z trzech pozostałych stron wykopana fosa zasilana wodami rzeki. W obrębie murów miejskich stały dwa duże obiekty pełniące funkcję obronną: Kościół św. Wojciecha i Klasztorek. Aktualnie zamek służy jako miejskie centrum kultury i rozrywki. Mieści się w nim Muzeum Ziemi Nidzickiej z ekspozycją etnograficzno-historyczną, Nidzicki Ośrodek Kultury, Bractwo Rycerskie Komturii Nidzickiej, Galeria Autorska Hieronima Surpskiego, pracownia rzeźby i biblioteka miejska. Działa tutaj również hotel oraz restauracja. Kompleks otoczony jest gęstym, XIX-wiecznym parkiem.

Kilka kilometrów obok Nidzicy znajduje się „Garncarska Wioska”, kolejna atrakcja warta odwiedzenia. Odtwarzane są w niej stare, ginące zawody oraz kultywowane dawne tradycje i obyczaje. Wieś Kamionka została założona w 1371 roku, a powstała w 2007 roku w jej obrębie „Garncarska Wioska” kultywuje dawne nidzickie tradycje rzemieślnicze. Historia Nidzicy od wieków związana była z rozwojem rzemiosła. Działały tam cechy piekarzy, rzeźników, szewców, krawców i garncarzy, od których pochodziła nazwa podmiejskiej Góry Garncarskiej. Okolice Nidzicy bogate były w zasoby gliny. Wyrabiano tutaj artystycznie zdobione kafle, w XVI wieku wytapiano żelazo z rudy darniowej, a w bliskiej okolicy browar nidzicki wytwarzał piwo. W późniejszych latach w Nidzicy działali producenci sanek, sukiennicy i kapelusznicy. Obecnie w „Garncarskiej Wiosce” od maja do września, w każdą pierwszą sobotę miesiąca, są organizowane jarmarki, na których można kupić produkty ceramiczne, krawieckie, pamiątki regionalne, wyroby z papieru czerpanego. Jest także możliwość wzięcia udziału w warsztatach i pokazach ceramicznych, florystycznych, malowania na szkle i wytwarzania papieru czerpanego. Przy okazji warto zajrzeć do garncarni, kuźni mazurskiej, Jarzębinowego Amfiteatru, Rajskiego Ogrodu, Galerii „SKARBY ZIEMI”, 200-letniej stodoły mazurskiej, ekspozycji tradycyjnych sprzętów wiejskiego gospodarstwa mazurskiego i wielu innych.

Z Nidzicy przenosimy się na północ Olsztyna, w głąb ziemi warmińskiej – do Lidzbarka Warmińskiego, który od XIV do XIX wieku był stolicą Warmii, a dawniej jej największym miastem. Miasto było centrum wiary i kultury w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, i z tego powodu nazywano je Perłą Warmii. Przez długi czas było pod panowaniem biskupów warmińskich. Było też znacznym ośrodkiem gospodarczym ustępującym swym znaczeniem w tym regionie tylko Braniewu. W mieście znajduje się Zamek Biskupów Warmińskich wraz z przedzamczem, bastionem i basztą – to jeden z najcenniejszych zabytków w Polsce, uznany za pomnik historii, dawniej zaliczany do zabytków klasy „0”. Jest najlepiej zachowaną budowlą na ziemiach byłego państwa zakonnego, choć nigdy bezpośrednio nie znalazł się we władaniu Krzyżaków. Bryłę zamku w narożu północno-wschodnim zdobi wysoka wieża – stołp, a w pozostałych narożach wieżyczki na konsolach. Dziedziniec lidzbarskiego zamku ze względu na krużganki przypomina dziedziniec Królewskiego Zamku na Wawelu. Na zamku przebywały znamienite osoby: Mikołaj Kopernik, papież Pius II, Jan Dantyszek, Ignacy Krasicki, Stanisław Hozjusz, Marcin Kromer, Jan Olbracht Waza, Adam Stanisław Grabowski, Karol XIII, Napoleon Bonaparte i wielu innych. Warto zaznaczyć, że zamek jest dostosowany do zwiedzania przez osoby z dysfunkcjami wzroku, jest wyposażony w mapy tyflograficzne oraz tabliczki w brajlu opisujące wystawy i pomieszczenia.

Lidzbark Warmiński warto odwiedzić na przełomie sierpnia i września, kiedy to odbywają się Lidzbarskie Wieczory Humoru i Satyry. Z kolei w listopadzie zaczynają się Lidzbarskie Starcia Kabaretowe i z przerwami trwają aż do maja.

Szkolenia dobre dla kursantów, uczą też instruktorów

Jestem kierownikiem fundacji regionu północno-wschodniego, który obejmuje teren bodaj najtrudniejszy. Dlaczego? Ponieważ właśnie tutaj zagęszczenie niepełnosprawnych, na przykład niewidomych, jest bodaj najmniejsze w kraju. Owszem, nie chodzi o cały region, gdyż w Gdańsku i samej Bydgoszczy tak nie jest. Chodzi o średnią na danym terenie oraz o fakt, że mamy u nas takie miejsca, w których niepełnosprawnych w zasadzie w ogóle nie widać. Zapewne gdzieś są, ale najwyraźniej nie mają odwagi się pokazać i dać poznać innym. To powoduje, że inni – zdrowi – nie mają świadomości o ich problemach i o sposobach zaradzenia im. Z faktu, że mamy tutaj mniej inwalidów mogłoby wynikać, że jest mniej pracy, ale jest dokładnie odwrotnie. Dlaczego? Pewnie dlatego, że im mniej osób danej grupy społecznej, tym mniej się o takiej grupie wie, tym mniej się ją rozumie. Z kolei ta grupa i jej członkowie są najbardziej wycofani, bojaźliwi.

W fundacyjnym przydziale dostałem do przeszkolenia 3 miasta z mojego regionu: Olsztyn, w którym mam biuro i pracuję na co dzień, oraz Gdańsk i Bydgoszcz.

Materia, której dotyczyły szkolenia nie jest mi obca od lat. W końcu pracuję w fundacji dłuższy czas i mam do czynienia z osobami niepełnosprawnymi nieustannie. Mam również do czynienia z Internetem i z problemami, na które oni napotykają. Konkretne przygotowania do szkoleń rozpocząłem kilkanaście dni, a właściwie nocy, przed faktycznym ich rozpoczęciem. A to dlatego, że mimo iż dokument WCAG 2.0 sam w sobie jest bardzo zwięzły, to już dwa dokumenty uzupełniające „Understanding WCAG 2.0″ oraz „Techniques for WCAG 2.0″ zajmują prawie tysiąc stron. Tak więc przez kilka nocy „studiowałem” różnego rodzaju objaśnienia wytycznych. Co prawda ustawodawca w ustalonych wymaganiach wziął pod uwagę tylko część kryteriów z WCAG 2.0, ale nasze audyty były rozszerzone o kilka pozaustawowych kryteriów. Profesjonalna znajomość całego dokumentu ułatwiła mi (jak się potem okazało) prowadzenie zajęć.

Jako, że temat jest trudny i obszerny, aby szkolenia urozmaicić oraz uatrakcyjnić, podzieliłem je na 4 tematyczne moduły. Moduł pierwszy to przedstawienie i omówienie (wraz z przykładami) wszystkich wymagań zawartych w ustawie. To najobszerniejsza i zarazem najważniejsza część szkoleń, podczas której pojawiało się najwięcej wątpliwości i pytań. Moduł drugi to „czytanie” screen readerem wybranych stron. Ta część szkolenia mocno ożywiała uczestników, którzy wykazywali spore zainteresowanie, a bardzo często zdziwienie. Wiele osób pierwszy raz miało styczność z programami udźwiękawiającymi system operacyjny i działające w nim aplikacje przeznaczone dla osób niewidomych i dla osób źle widzących, i było pod wrażeniem, że osoby te właśnie w taki sposób korzystają z Internetu. Moduł trzeci to przedstawienie darmowych narzędzi służących do testowania dostępności stron internetowych. Strony instytucji, których przedstawiciele byli obecni na szkoleniu, były poddawane walidacji. Sprawdzaliśmy m.in. kontrast, obecność i poprawność tekstów alternatywnych, nagłówków itd. Ta część również wzbudzała spore zainteresowanie i ożywione dyskusje. Moduł czwarty to podsumowanie, dyskusja, wymiana opinii oraz odpowiedzi na dodatkowe pytania. To wszystko było „szyte na miarę” i w miarę możliwości dostosowane do tego, kto brał udział w szkoleniu.

Tak jak już wspominałem, szkolenia zacząłem od Olsztyna i nie ma co ukrywać – były to dwa ciężkie dni – swoisty poligon doświadczalny. Trudność polegała na tym, żeby w sposób efektywny i interesujący przekazać ogrom wiedzy, która będzie w przyszłości przydatna kursantom. We znaki dawały się kłopoty techniczne – przygotowana wcześniej prezentacja zupełnie odmówiła współpracy, natomiast rzutnik i Internet początkowo były mocno nieprzychylne. Na szczęście później wszystkiemu udało się zaradzić i założone punkty programu zostały zrealizowane.

Warto nadmienić, że pośród wszystkich uczestników moich szkoleń była osoba korzystająca na co dzień z czytnika ekranu, dzięki czemu mieliśmy cenne wskazówki od„praktyka”. Udzieliła nam także pomocy przy „czytaniu” wybranych stron instytucji programem mówiącym. Użytecznych porad i wskazówek udzielało również dwóch aktywnych programistów piszących strony, zarówno dla firm komercyjnych, jak i instytucji z obszaru administracji publicznej.

Pośród uczestników były osoby, które słyszały wcześniej o WCAG 2.0 oraz o samej ustawie, ale także takie, które pierwszy raz się zetknęły z tym dokumentem. Uczestnicy stwierdzili, że dostosowanie stron dla potrzeb osób niepełnosprawnych i starszych jest niezbędne. Pojawiło się kilka głosów, że niestety będzie to w niektórych przypadkach bardzo czaso- i pracochłonne.

Po dwóch dniach szkolenia w Olsztynie miałem kilka dni na wyciągnięcie wniosków, ulepszenie materiałów szkoleniowych. 16 i 17 grudnia szkoliłem w Gdańsku. Sala szkoleniowa mieściła się w nowoczesnym biurowcu w środku miasta, a samo szkolenie przebiegło zgodnie z planem i bez najmniejszych problemów. Jeden z uczestników, który zajmuje się na co dzień stronami Polskiego Związku Niewidomych, pisał pracę magisterską na temat WCAG 2.0, więc często wywiązywała się ciekawa merytoryczna wymiana opinii, z której skorzystali wszyscy uczestnicy – i ja.

Z Gdańska do domu wróciłem późnym wieczorem, a następnego dnia z samego rana wyruszyłem do Bydgoszczy, gdzie szkoliłem w Wyższej Szkole Gospodarki. Bydgoszcz okazała się takim miastem, gdzie osoby niereprezentujące instytucji administracji publicznej, ale żywo zainteresowanych tematem dostosowania stron internetowych, stanowiły większość. Były między innymi osoby niewidome, posługujące się czytnikami ekranu i używające Internetu jako narzędzia do pracy. Dzięki temu programiści oraz osoby administrujące treści na stronach internetowych miały praktyczne informacje „z pierwszej ręki” jak zaprojektować stronę, by była bardziej dostępna. Jak się często okazywało, wystarczyłyby dosyć nieznaczne poprawki, aby dostępność poprawiła się znacząco, a korzystanie było bardziej komfortowe dla osób korzystających z technologii asystujących.

Bydgoszcz była ostatnim przystankiem na mapie moich szkoleń. Cały cykl szkoleniowy wypadł bardzo pozytywnie. Informacje, które należało przekazać kursantom, zostały przekazane. Dzięki wielu merytorycznym dyskusjom, ja sam wiele się nauczyłem. Miałem bezpośrednią styczność zarówno z osobami piszącymi, jak i administrującymi stronami, jak i z niepełnosprawnymi użytkownikami.

Nie wiem jak oni teraz oceniają moją i moich kolegów pracę szkoleniową, ja w każdym razie zmieniłem zdanie. Wcześniej sądziłem, że już wszystko wiem, a teraz wiem, że byłem przesadnym optymistą. Dzięki tej pracy nabrałem doświadczenia. Teraz nie tylko znam WCAG teoretycznie, ale stałem się biegłym ekspertem w tej dziedzinie. Nie interesuje mnie, że inni mieli o mnie takie zdanie wcześniej. Dla mnie ważniejsza jest moja własna ocena oraz to, by za każdym razem była ostrożna, a nie optymistyczna.