Staż w Brukseli na wyciągnięcie ręki

Wiele osób uważa, że jeśli się jest osobą niepełnosprawną, to tylko usiąść i płakać. Ja sama nigdy nie byłam zwolenniczką takiego myślenia. Wierzę, że dużo trafniejsze jest przysłowie „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”. Dlatego w swoim życiu staram się nie liczyć na cuda, nie czekać na wspaniałe okazje, ani nie wypatrywać niesamowitych szans, które same zapukają do moich drzwi.

Skończyłam studia na wydziale Filologii Polskiej. Zaraz po obronie pracy dyplomowej zabrałam się za szukanie pracy. Owszem, sprzyjało mi szczęście, ale musiało ono mieć czemu sprzyjać. Przyjęto mnie do dużej korporacji, jaką jest Ergo Hestia, a pracowałam dla rozpoczynającej swoją działalność Fundacji Integralia. Z czasem obowiązki, jakie przypadły mi w udziale, sprowokowały mnie do uzupełnienia wykształcenia o podyplomowe studia z zakresu Public Relations i Marketing Partnerski. Ciągle jednak miałam uczucie, że to nie wszystko, że chciałabym się dalej rozwijać.

Pierwszym krokiem w stronę osiągnięcia jednego z celów, jakie sobie postawiłam – czyli wyjazdu za granicę, było rozpoczęcie poszukiwań oferty, z której mogłabym skorzystać w ramach Wolontariatu Europejskiego. Chciałam wyjechać na trochę i zrobić coś pożytecznego. Zabrałam się za to niestety późno, bo kilka miesięcy przed przekroczeniem limitu wiekowego. Wtedy było to 30 lat. Udało mi się jednak wyjechać na 3-tygodniowy wolontariat do Francji.

Zachęcona tym powodzeniem i ciągle pragnąc więcej, zaczęłam rozglądać się za innymi możliwościami. Sprawdzałam stypendia, wymiany, szkolenia i staże. W ten sposób natrafiłam na ogłoszenie zachęcające osoby z niepełnosprawnością do starania się o taki sam staż jak osoby pełnosprawne w jednej z instytucji unijnych. Wybrałam Parlament Europejski, bo sama nazwa napawała dumą. Złożyłam aplikację przez Internet, co wymagało wypełnienia dosyć szczegółowego formularza przypominającego CV po angielsku i czekałam na odpowiedź. Wymagań nie ma właściwie żadnych. Należy jedynie mieć wykształcenie wyższe i mówić płynnie w jednym z języków Unii Europejskiej.

„Płynnie”, to jednak, jak wiadomo, określenie dosyć względne. Ja sama określiłabym swój poziom na dość średnio zaawansowany.

Aplikując na staż można też wybrać gdzie najbardziej chciałoby się odbyć swoje przygotowanie do zawodu. Wybór jest spory i są to następujące instytucje:

  • Sekretariat Rady UE,
  • Parlament Europejski,
  • Komisja Europejska,
  • Trybunał Sprawiedliwości,
  • Trybunał Obrachunkowy,
  • Komitet Ekonomiczno-Społeczny,
  • Komitet Regionów,
  • Europejski Bank Centralny,
  • Rzecznik Praw Obywatelskich,
  • Europejskie Centrum Rozwoju Szkoleń Zawodowych,
  • Biuro ds. Harmonizacji Rynku Wewnętrznego,
  • Europejska Agencja Ewaluacji Produktów Medycznych,
  • Europejski Fundusz Inwestycyjny,
  • Służba Tłumaczeń.
  • Podstawą udziału w naborze na staż jest złożenie aplikacji, którą można wypełnić na stronie internetowej http://europa.eu.int/comm/stages/. Osoby, które nie mają dostępu do Internetu mogą otrzymać formularz po wysłaniu listu z prośbą na poniższy adres:
  • Traineeships Office
  • B100 1/7
  • European Commission
  • B-1049 Brussels, Belgium
  • Więcej na ten temat można poczytać po polsku m.in. pod poniższymi linkami:
  • http://www.bpik.us.edu.pl/uniwersytet_szans_2004/praca_i_staze_ue.html
  • http://www.europarl.europa.eu/aboutparliament/pl/007cecd1cc/Traineeships.html
  • Ja zgłosiłam się przez Internet. W wypełnianym przeze mnie formularzu znalazło się również pytanie o moją niepełnosprawność oraz o to, jakich udogodnień oczekiwałabym od zatrudniającej mnie jednostki. Napisałam o programie mówiącym.
  • Pierwsza odpowiedź, jaką otrzymałam, była negatywna. Nie poddawałam się jednak. Składać swoją ofertę można bez ograniczeń, tj. aż do skutku lub zniechęcenia, dwa razy każdego roku. Nabór trwa kilka miesięcy, rekrutacja jest otwarta, nie da się więc tego przegapić, jeśli komuś zależy.
  • Za drugim razem odpowiedź była bardzo podobna do pierwszej. W trzeciej wiadomości z Brukseli – rok po wysłaniu aplikacji po raz pierwszy – dowiedziałam się, że trafiłam na listę rezerwową. Najwyraźniej jednak nikogo nie trzeba było zastępować, bo już się do mnie nie odezwano.
  • Przyznam, że trochę mnie to zniechęciło, a jednak kusiła mnie ta perspektywa. Co to byłby za wpis w CV… za tysiąc euro, jakie proponują niepełnosprawnym stażystom, z całą pewnością dałoby się wyżyć nawet w Brukseli. Można by nawiązać wiele cennych kontaktów, poprzebywać w międzynarodowym i wielokulturowym środowisku pracy, zrozumieć jak działają tego typu instytucje. Dodatkowo Belgia to takie ciekawe państwo, tyle w nim różnorodności – tak mało jednak o nim wiemy.
  • Spróbowałam więc raz jeszcze. Z bijącym sercem czekałam na odpowiedź. Sprawdzałam pocztę każdego dnia. Wreszcie otrzymałam wypatrywaną wiadomość.
  • „Bardzo dziękujemy, ale na chwilę obecną nie jesteśmy zainteresowani Pani ofertą, proszę spróbować dostać się na bezpłatny staż lub spróbować ponownie w następnej rekrutacji”.
  • Pozostało mi zatem poczekać kolejnych kilka miesięcy i wypełnić formularz raz jeszcze. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy 2 tygodnie później otrzymałam telefon z zapytaniem czy interesowałby mnie staż w Europejskim Komitecie Ekonomiczno-Społecznym zamiast Parlamentu. Oczywiście, że mnie interesował. Jak tylko udało mi się uzyskać zgodę na urlop bezpłatny, wysłałam pisemne potwierdzenie udziału w programie stażowym. Czułam się bardzo podekscytowana i szczęśliwa! Udało się! Nareszcie! Tylko jak tam będzie?
  • Po załatwieniu najpilniejszych spraw, między innymi służbowych, kupiłam bilet do Belgii. Na szczęście udało mi się uzyskać bezpłatny urlop na czas stażu. To dawało mi poczucie, że mam do czego wracać.
  • Ostatnie spotkania z przyjaciółmi, odwiedzanie ulubionych miejsc, zamawianie smacznych polskich potraw, by na dłużej zapamiętać smak i wreszcie nadszedł czas wylotu. Na lotnisku miał czekać na mnie Roland. Poznaliśmy się kilka miesięcy wcześniej przez Internet, widzieliśmy się już dwa razy i między nami nawiązywała się poważna relacja. To w wynajmowanym przez niego lokum miałam na razie zamieszkać. Miasteczko, w którym mieszkał, było jednak Brukselą. Z Lier do Brukseli trzeba jechać godzinę pociągiem, ale dużo mniej kosztowało mnie utrzymanie wliczając w to opłaty za wynajem, wspólne zakupy i rachunki. Inni stażyści znajdowali mieszkania wspólnie lub sami już w stolicy, by mieć blisko do pracy.
  • Pierwszego dnia Roland odwiózł mnie do Brukseli i odprowadził do metra. Dalej przejął mnie jakiś miły student o imieniu Junes i wysiadł ze mną na mojej stacji, żeby mi pomóc. Niestety, nie znał okolicy i wyprowadził mnie na manowce. Będąc w niewłaściwym miejscu musiałam wykonać kilka telefonów zanim znalazłam się z osobami, z którymi umówiłam się na Facebooku. Założyłam bowiem wcześniej grupę dla osób, które miały mieć staż w tym samym miejscu i czasie co ja.
  • Trochę się spóźniłyśmy, ale nic jeszcze się nie zaczęło. Na początek kilka praktycznych informacji, potem pójście po karty umożliwiające otwieranie drzwi, a potem zostawiono nas sobie na ponad dwie godziny. O czternastej zgłosiliśmy się do swoich biur i zaczęła się cała procedura – przypisywanie numerów telefonów, przydzielanie loginów do komputera, poznawanie przepisów BHP.
  • W mojej grupie stażowej są ludzie z Grecji, Włoch, Chorwacji, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Belgii, a nawet Kanady i Chin. W biurze siedzę z czworgiem innych stażystów. Na początku nikt się nie odzywa, potem jednak zaczynają się toczyć różne dialogi, szczególnie na tematy polityczne. Wymieniamy się informacjami jak to jest w naszym kraju z tym, a jak z tamtym. To bardzo ciekawe.
  • Dostajemy różnego typu zadania. Na początek raczej proste, żeby się wdrożyć. Dużo czytamy na przykład ze strony internetowej Komitetu, żeby zorientować się czym się zajmuje i za co odpowiada. Ogólnie jest to organizm opiniotwórczy. Bądź to na prośbę Parlamentu czy Komisji Europejskiej, bądź z własnej inicjatywy zbiera ekspertów i wydaje opinie na różne tematy, głównie planowanych zmian i rozwiązań. Mnie przydzielono do sekcji związanej z zatrudnianiem, obywatelstwem i sprawami socjalnymi, bo do tego nawiązuje moje zawodowe doświadczenie.
  • W Komitecie wiele rzeczy przypomina mi Hestię. Ta sama kultura korporacyjna. System otwierania drzwi przy pomocy specjalnie wyrobionej karty, ze zdjęciem oczywiście, sposób wysyłania e-maili, przydzielania numerów wewnętrznych, planowania spotkań, sal konferencyjnych i wiele innych temu podobnych. To sprawiło, że nawet szybciej niż wielu innych stażystów odnalazłam się w instytucji.
  • Pięć miesięcy minęło jak pięć minut. W ciągu tego czasu wzięłam udział w licznych konferencjach, pomagałam redagować opinie na takie ważne tematy, jak „dostępność stron internetowych dla osób niepełnosprawnych”, „dostępność transportu dla osób starszych i niepełnosprawnych”, „prawa migrantów”, „aktywizacja zawodowa osób z autyzmem”, „uczenie się przez całe życie”, czy „włączanie seniorów do aktywnego życia społecznego”. Zostałam również zaproszona na spotkanie dla wszystkich szefów działów, by opowiedzieć im czym jest tak naprawdę „Konwencja Praw Osób Niepełnosprawnych”, na czym miałoby polegać jej praktyczne wdrożenie oraz bym podzieliła się własnym doświadczeniem w pracy. Opowiedziałam więc o Fundacji i o tym, co robię na stażu. Prezentację swoją zakończyłam pokazem pomocy technicznych, z których korzystam w biurze i w domu, co spotkało się z wielkim zainteresowaniem. Najbardziej podobał się tester kolorów, miernik cieczy, szachy i mówiący komputer.
  • Brałam udział, oczywiście tylko jako słuchacz, w sesjach plenarnych, na których przyjmowało się bądź odrzucało opinie przygotowane przez Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny. Uczestniczyłam w spotkaniach działu i przygotowywałam raporty po różnego rodzaju seminariach.
  • Poprzez te wszystkie działania mój język angielski znacznie się wzbogacił, szczególnie o słownictwo, którego tak na co dzień, między znajomymi nie używałam. Poznałam wielu bardzo ciekawych ludzi, odkryłam nowe obszary swoich zainteresowań i dziś już wiem, jak działają instytucje unijne, z jakimi problemami się borykają i jakie zalety ma dostanie się do jednej z nich jako pracownik, na co ciągle mam nadzieję.
  • Przez te pięć miesięcy miałam również możliwość poznać Belgię. Odkryć jej miłe, małe, różnorodne miasteczka, poznać życzliwość mieszkających tam ludzi, polubić jedzenie i muzykę. Tutaj w końcu zamieszkałam z osobą, za którą 4 miesiące po stażu wyszłam za mąż. Wszystko to razem sprawiło, że moje dalsze losy związane będą z tym krajem. Uczę się flamandzkiego, ciągle zwiedzam podzieloną na 3 części kulturowe i językowe Belgię, uczę się gotować belgijskie potrawy. I choć smutno mi było opuszczać przyjaciół, współpracowników, miejsca, które znam i kocham, to jednak cieszę się, że dano mi szansę na to, by zobaczyć, odczuć, doświadczyć tego wszystkiego, a możliwe to było tylko dzięki mojemu uporowi i wierze, że jeśli spróbuję, to na pewno się uda.