Ratunek dla brajlowskich nut

Odkąd świat światem, a niewidomi niewidomymi, jednym z zawodów, jaki mogli wykonywać niewidomi to – szeroko rzecz ujmując – zawód muzyka. Już, jak niosą starożytne podania, autorem dwóch eposów: „Iliady” i „Odysei” był niewidomy poeta i muzyk Homer. Także wiele wieków później twórca punktowego pisma dla niewidomych Louis Braille był organistą w podparyskim kościele.

Szansa na samodzielne czytanie przez osoby niewidzące pisma punktowego, który stworzył Louis Braille, została wykorzystana między innymi do udostępnienia im nut, poprzez ich przepisanie na system brajlowski. Tak literacka, jak i matematyczna notacja punktowa przez dziesięciolecia zmieniała się kilkakrotnie, a same badania nad jej modyfikacjami oraz stałym i stopniowym jej ulepszaniem mogłyby być zapewne bardzo interesujące.

Tak kilka lat temu uznałem między innymi i ja – autor niniejszego artykułu, rozpoczynając badania nad będącymi w posiadaniu niegdysiejszej Biblioteki Centralnej Polskiego Związku Niewidomych nutami wydanymi około sto lat wcześniej w brajlu. Miało to miejsce w 2009 roku, w okresie rocznicowym dwóch wybitnych postaci – Fryderyka Chopina i Louisa Braille’a.

Próby ujednolicenia punktowej (wypukłej) notacji muzycznej podjęte zostały w 1888 roku na konferencji w Kolonii. Następne modyfikacje zostały opracowane na 2 konferencjach w Paryżu, w 1929 i 1954 roku. Kolejna zmiana w brajlowskim zapisie nutowym nastąpiła w 1992 roku na konferencji w szwajcarskim Saanen. Ciekawe wydaje się prześledzenie, w jaki sposób wyglądało dokonywanie zmian w tych zapisach.

Biblioteka Centralna PZN była w posiadaniu pokaźnego – liczącego 600 woluminów zbioru brajlowskich nut. Najstarsze z nich pochodziły z lat 80. XIX wieku. Pierwsze badania prowadzone nad tymi zbiorami zostały zaprezentowane na konferencji naukowej zorganizowanej w Centralnej Bibliotece Wojskowej w kwietniu 2010 roku, gdzie wygłoszony został referat: „Digitalizacja unikatowych zbiorów pisanych w alfabecie brajla należących do Narodowego Zasobu Bibliotecznego”. Został on następnie opublikowany w: „Ochrona Narodowego Zasobu Bibliotecznego digitalizacja i konserwacja tradycyjna – materiały pokonferencyjne pod redakcją merytoryczną Beaty Czekaj-Wiśniewskiej” Warszawa 2010. Badania te (związane z notacją brajlowską i digitalizacją nut brajlowskich) miały zostać przyczynkiem do otwarcia przewodu doktorskiego. Równolegle w 2010 roku Fundacja Szansa dla Niewidomych realizowała zadanie „Ratunek dla brajlowskiego dziedzictwa kultury” w ramach programu „Zasoby cyfrowe priorytetu digitalizacja materiałów bibliotecznych”. W ramach zadania dokonana została digitalizacja 100 woluminów brajlowskich nut wpisanych do narodowego zasobu bibliotecznego.

Unikatowe zbiory nut brajlowskich zostały jeszcze w latach 90. wpisane do Narodowego Zasobu Bibliotecznego podlegającego szczególnej ochronie. Niestety w latach 2000 nie zostały one objęte digitalizacją, ochroną i renowacją, w ramach programu „Kwaśny papier”. Tak więc dzięki współdziałaniu Fundacji Szansa dla Niewidomych z przedstawicielami Biblioteki podjęto starania o wspólne pozyskanie środków na ochronę tych najbardziej cennych w Polsce materiałów brajlowskich. Zamysł się powiódł, dzięki czemu współpracownicy Fundacji odczytali wypożyczone tomy z tekstem nutowym i ręcznie je przepisali. Posiłkowali się narzędziami informatycznymi, które jednak nie mogły wykonać za nich pracy. Zbiory tak stare są w dużym stopniu zniszczone. Uwypuklenie papieru jest przecież znacznie bardziej zagrożone upływem czasu niż księgi czarnodrukowe. Przepisano i zapisano cyfrowo na dyskach tekst nutowy w pierwotnej formie. Notacja w nich zastosowana jest oczywiście inna niż aktualnie, ale właśnie o to chodziło. Zdigitalizowane w ramach projektu zbiory zostały przekazane do Biblioteki Narodowej, co również było związane z popularyzacją tematyki unikatowych w skali kraju nut brajlowskich. Fakt przekazania zbiorów do Biblioteki Narodowej, jak i otwarcie przewodu doktorskiego było merytorycznie uzasadnione, ponieważ nieliczne opracowania historii pisma brajla, a zwłaszcza tak szczegółowego zagadnienia jak brajlowska notacja muzyczna w Polsce i w środowiskach polonijnych sprzed 1939 roku nie dają pełnego obrazu zmagań niewidomych o możliwość nauki i zachowania polskiego dziedzictwa kulturowego w odniesieniu do muzyki. Literatura fachowa zajęła się przede wszystkim przedstawieniem sytuacji ogólnobytowej i socjalnej niewidomych. Omawiany materiał archiwalny, a więc nuty brajlowskie, uległy zniszczeniu lub pozostały poza granicami kraju po 1945 roku.

Jak wspomniano, brajlowska notacja muzyczna w swej 185-letniej historii kilkakrotnie ulegała modyfikacjom i zmianom zapisu. Konieczne jest zachowanie tego dziedzictwa kulturowego polskich i światowych środowisk niewidomych. Zapis brajlowski nut i pojawienie się ich u samych początków pisma punktowego jest dowodem na to, że nasze środowisko podobnie jak osoby widzące chce czynnie uczestniczyć w życiu kulturalnym i społecznym poprzez uczestnictwo w kulturze i kontynuowanie pracy zawodowej, do czego drukowanie i ręczne przepisywanie nut brajlowskich od lat 20. XIX miało przybliżyć osoby z dysfunkcją wzroku.

Zagadnienie digitalizacji i zachowania unikatowych zbiorów nut brajlowskich wpisanych do narodowego zasobu bibliotecznego należy rozpatrywać w sposób szczególny ze względu na specyficzny sposób ich digitalizacji, lecz także z powodu szczególnej ich roli w życiu polskich niewidomych. Osoby te, mimo braku zmysłu wzroku, dzięki któremu dociera do nas najwięcej informacji, chcą mieć dostęp do kultury i słowa pisanego, kulturę współtworzyć i w niej pracować. Materialnym dowodem na to są XIX i XX-wieczne nuty zapisane pismem brajla.

Pozostaje mieć nadzieję, że instytucje, organizacje pozarządowe, jak i osoby fizyczne związane ze środowiskiem osób z dysfunkcją wzroku nadal będą dbały o ochronę najstarszych i najcenniejszych materiałów nut brajlowskich.

Czy strony internetowe w Polsce są dostępne?

Wielu ludzi w naszym kraju, zwłaszcza młodych, nie wyobraża sobie życia bez Internetu. Mówienie jednak, że surfują po sieci jedynie ludzie młodzi, byłoby bardzo krzywdzące dla wielu starszych internautów, a wśród nich seniorów, którzy nabywają kompetencji cyfrowych dzięki szkoleniom kierowanym do osób 50+, 60+ czy nawet 70+.

Nie znajdziemy reklamy, książki, gazety, proszku do prania, pasty do zębów czy produktu żywnościowego, na którym niezamieszczony byłby adres strony internetowej. Naturalnie to bardzo dobrze, że w polskim Internecie możemy znaleźć szereg potrzebnych informacji. Spróbujmy jednak zastanowić się czy te informacje są naprawdę dostępne, dla kogo są przyjazne, a komu mogą sprawiać trudności. Najbardziej wykluczoną grupą osób z dostępu zarówno do informacji, jak i szeregu usług w polskim Internecie, są osoby niepełnosprawne. Warto pamiętać też o tym, że każdy internauta może korzystać z udogodnień dostępnego serwisu. Przykładowo, mimo iż większość pełnosprawnych internautów obsługuje serwis za pomocą myszki, to w sytuacji jej uszkodzenia są zmuszeni korzystać z klawiatury. Brak dostępności serwisu przy pomocy klawiatury uniemożliwi im dokonanie pilnego przelewu bankowego czy sprawdzenia rozkładu jazdy autobusów.

Warto też zauważyć, że najpopularniejsza wyszukiwarka Google działa trochę tak jak czytnik ekranu, za pomocą którego strony Internetowe obsługują użytkownicy niewidomi. Z tego powodu warto przygotować dostępny serwis internetowy, ponieważ będzie się lepiej pozycjonował w wyszukiwarkach internetowych.

Polskie prawo o dostępności

Mimo iż powyżej wskazano jedynie 2 przykłady uniwersalnej dostępności korzystnej dla wszystkich, to najistotniejszym argumentem są przepisy polskiego prawa nakazujące instytucjom administracji publicznej zapewnienie dostępności swoich serwisów internetowych.

Obowiązek dostosowania serwisów internetowych do potrzeb internautów z niepełnosprawnością nakłada na administrację publiczną rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie Krajowych Ram Interope-racyjności (…) z 12 kwietnia 2012 r. (Dziennik Ustaw z 2012 Pozycja: 526). Załącznik nr 4 do wspomnianego rozporządzenia podaje międzynarodowe wytyczne WCAG 2.0, które powinny zostać spełnione. Wytyczne WCAG 2.0 to naturalnie dużo więcej niż to, co zostało wpisane w przepisy polskiego prawa, jednak załącznik 4 zawiera zupełne minimum dostępności. Rozporządzenie weszło w życie z końcem maja 2012 roku i od tego czasu wszystkie nowo powstałe strony przygotowywane przez administrację publiczną powinny być dostępne dla osób niepełnosprawnych zgodnie z załącznikiem 4 do rozporządzenia z 12 kwietnia 2012 roku. Wszystkie istniejące już wcześniej serwisy powinny zostać dostosowane do wymagań prawa do maja 2015 roku. Tak więc ustawodawca przewidział 3-letni okres przejściowy, w którym dał czas na dostosowanie serwisów www.

Oceniamy stan dostępności

W Polsce kilka organizacji pozarządowych zajmujących się dostępnością monitoruje stan dostosowania serwisów publicznych do przepisów prawa w tym zakresie.

Zarówno „Raport otwarcia 2013″ opublikowany przez Fundację Widzialni, jak i Raport opublikowany przez Fundację Instytut Rozwoju Regionalnego oraz wnioski przedstawione przez Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji na konferencji „Dostępność Polska 2014″ wskazują, że specjaliści z zakresu dostępności

zgodnie oceniają dostępność serwisów publicznych w Polsce od 2 do 10%.

Trzeba jednak bardzo wyraźnie stwierdzić, że czołowe instytucje w Polsce dbają o dostępność swoich serwisów internetowych.

3 grudnia 2012 roku w światowym dniu osób niepełnosprawnych opublikowano nową wersję serwisu pl, który został dostosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnością, przy dostępności którego doradzał między innymi autor niniejszego artykułu. Moim udziałem były także prace nad dostosowaniem serwisu Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji www.mac.gov.pl.

Do całkiem nieźle dostępnych serwisów czołowych urzędów w Polsce można zaliczyć również stronę prezydenta – www.prezydent.pl i Ministerstwa Finansów – www.mf.gov.pl.

Do dobrze przygotowanych stron także zaliczamy serwis Pełnomocnika Rządu do spraw Równego traktowania, serwis www.niepelnosprawni.gov.pl -przygotowaną przez Pełnomocnika Rządu do spraw osób niepełnosprawnych.

Dużo gorzej jest niestety na szczeblu niższym niż szczebel centralny. Administracja publiczna niższego szczebla raczej nie dba o dostępność. Nie wynika to jednak ze złego nastawienia do internautów z niepełnosprawnością, a jedynie z braku świadomości konieczności dostosowania serwisu do wytycznych prawa i potrzeb wszystkich obywateli.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom odbiorców z niepełnosprawnością w latach 2011-2014 Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji realizowały 2 edycję projektu „Wsparcie osób niepełnosprawnych w swobodnym dostępie do informacji i usług zamieszczonych w Internecie”. W ramach drugiej edycji tego projektu prowadzone było doradztwo w zakresie dostępności 300 podmiotom administracji publicznej, w tym Ośrodkom Pomocy Społecznej, Powiatowym Centrom Pomocy Rodzinie i Powiatowym Urzędom Pracy.

Reasumując, jak wskazują badania eksperckie, 2% serwisów administracji publicznej jest dostępna dla osób niepełnosprawnych. Jednak 10% serwisów częściowo spełnia wytyczne WCAG 2.0 na poziomie załącznika 4 do rozporządzenia.

A co z serwisami komercyjnymi?

Niestety, podmioty komercyjne nie dostosowują swoich stron do potrzeb klientów z niepełnospraw-nościami. Tak zwane domy mediowe związane z rynkiem reklamowym nie uważają osób z niepeł-nosprawnościami za swoją grupę docelową, do której warto dotrzeć z jakimś konkretnym produktem.

Bywają jednak wyjątki. Wiążą się one z kontaktami ekspertów z dziedziny dostępności z osobami odpowiedzialnymi za budowę serwisów lub za de-cyzyjność. Jeżeli uda się przekonać osoby decyzyjne, że warto przygotować dostępną stronę, to wówczas „jest już z górki”, bo rozpoczynamy pracę nad dostępnością, a często użytecznością i doprowadzamy serwis do pełnej lub częściowej dostępności, która jest także z korzyścią dla innych użytkowników również tych, którzy korzystają z serwisu na urządzeniach mobilnych.

Możemy wskazać dobre praktyki w tym zakresie. Jeżeli chodzi o e-zakupy, to w internetowym hipermarkecie najłatwiej robi się zakupy w Tesco, które jest – jak się wydaje – jednym z tańszych sklepów. Widać więc także na rynku komercyjnym „światełka w ciemnym tunelu dostępności”.

Jak im pomóc?

Jak mógł się Czytelnik zorientować, z dostępnością polskich serwisów internetowych dla osób niepełnosprawnych nie jest dobrze. Jak więc pomóc instytucjom publicznym i firmom komercyjnym w dostosowaniu swoich stron do potrzeb osób niepełnosprawnych, starszych, tych wszystkich, którzy korzystają z urządzeń mobilnych?

Zamów audyt dostępności i doradztwo w zakresie dostosowania serwisu do wymagań WCAG 2.0

Na rynku istnieje kilka podmiotów wykonujących audyty dostępności, które wskazują błędy oraz przedstawiają rekomendacje ogólne lub szczegółowe, w jaki sposób te błędy dostępności zniwelować.

Jednak audyt bywa często rozwiązaniem niewystarczającym. Klient potrzebuje prowadzenia za rękę, wskazywania błąd po błędzie i sposobu jego poprawienia. Wówczas audyt nie jest konieczny, a jedynie pełne doradztwo w doprowadzeniu do pełnej dostępności.

Gdzie mogę zdobyć wiedzę?

W sytuacji serwisu już istniejącego i wymagającego diagnozy audyt dostępności jest konieczny. Z całą pewnością potrzebne będą jego poprawki dla stałego dbania o przygotowywanie dostępnych informacji czy modułów serwisu – potrzebna jest podstawowa wiedza z zakresu dostępności.

Na polskim rynku znajduje się kilka publikacji pomagających – zarówno osobom zarządzającym, webmasterom, jak i redaktorom serwisów internetowych – zdobyć i ugruntować wiedzę z zakresu dostępności.

Warto przede wszystkim zapoznać się z polskim tłumaczeniem wytycznych WCAG 2.0 i zamieszczonych na stronie www.fdc.org.pl. Patronat nad tym tłumaczeniem objęło Forum Dostępnej Cyberprzestrzeni. FDC wydało także podręcznik omawiający narzędzia pomagające w audytowaniu stron oraz dodawaniu do serwisów dostępnych treści, w tym napisów do filmów dla osób niesłyszących i audio-deskrypcji dla osób niewidomych.

Warto też zwrócić uwagę na podręcznik „Dostępność serwisów internetowych” wydany w wersji papierowej, elektronicznej i w dedykowanym dla niewidomych standardzie DAISY. Jego wydawcą jest Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji.

Również na uwagę zasługują podręczniki wydane przez Fundację Widzialni:

  • „WCAG 2.0 Podręcznik Dobrych Praktyk”
  • „Metodologia badania dostępności stron internetowych WCAG 2.0″
  • „Jak zaprojektować i uruchomić prostą stronę internetową? Na przykładzie platformy WordPress”.

Jeżeli chcielibyśmy śledzić nowinki z zakresu dostępności w języku polskim, to warto zaglądać do serwisu www.informaton.pl.

Szkolenia z zakresu dostępności

Same podręczniki mogą nie wystarczyć, by zdobyć, ugruntować i usystematyzować swoją wiedzę. Warto więc skorzystać z oferty szkoleniowej – szkolenia z zakresu dostępności serwisów internetowych, w tym tworzenia szablonów oraz redagowania i dodawania dostępnych treści.

Szkolenia w Polsce w tym zakresie prowadzi kilka podmiotów, w tym: Altix sp. z o.o., Akces Lab, Forum Dostępnej Cyberprzestrzeni, Fundacja Widzialni, a przede wszystkim Fundacja Szansa dla Niewidomych.

Jak zamówić dostępną stronę internetową?

W umowie z wykonawcą serwisu – firmą zewnętrzną lub osobą fizyczną, z którą zawieramy umowę cywilnoprawną, trzeba zawrzeć odpowiednie zapisy, które zabezpieczą zamawiającego. Będą gwarantem dostarczenia nam dostępnego serwisu, a ewentualne bariery dostępności wykonawca będzie musiał poprawić we własnym zakresie w ramach niedotrzymania warunków umowy.

Podmioty publiczne obligatoryjnie muszą wymagać od wykonawców, aby produkt końcowy, czyli serwis, był zgodny z obowiązującym prawem. W tym celu proponujemy zawrzeć w umowie na przykład następujący zapis:

„Przedmiot zamówienia musi być zgodny ze wszystkimi wytycznymi WCAG 2.0 zawartymi w załączniku nr 4 do Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 12 kwietnia 2012 w sprawie Krajowych Ram Interoperacyjności, minimalnych wymagań dla rejestrów publicznych i wymiany informacji w postaci elektronicznej oraz minimalnych wymagań dla systemów teleinformatycznych (Dz.U. z 16 maja 2012 poz. 526) – dalej zwanym Rozporządzeniem.

Wykonawca oświadcza, że posiada niezbędną wiedzę i doświadczenie w zakresie standardów sieciowych i wytycznych dotyczących dostępności serwisów internetowych dla osób niepełnosprawnych, o których mowa w §19 Rozporządzenia oraz załączniku nr 4 do Rozporządzenia.

Wszelkie poprawki serwisu wynikające z jego niedostępności i niezgodności z załącznikiem nr 4 do Rozporządzenia, o którym mowa w paragrafie niniejszej umowy, Wykonawca zobowiązuje się wdrożyć bezzwłocznie na swój koszt w terminie 14 dni od daty wskazania błędów dostępności przez Zamawiającego.

Zamawiający zobowiązuje się zgłosić Wykonawcy w formie pisemnej wykryte wady i błędy niezgodności z wytycznymi zawartymi w załączniku nr 4 do Rozporządzenia.”

Aby się zabezpieczyć i mieć pewność, że dostarczony produkt spełnia zasady dostępności, warto pomyśleć o audycie realizowanym przez eksperta zewnętrznego i przewidzieć środki finansowe na ten cel lub wymagać od wykonawcy dostarczenia poświadczenia dostępności serwisu od doświadczonego eksperta zewnętrznego.

3 ogniwa dbania o dostępność

Warto zwrócić uwagę, że mylne jest stwierdzenie, że za dostępność odpowiada jedynie webmaster. Należy mieć świadomość, że za dostępność odpowiada w pierwszej kolejności dyrektor lub kierownik jednostki, który musi pracą odpowiednio zarządzać i mieć świadomość w zakresie potrzeb związanych z dostępnością.

Kolejnym ogniwem jest webmaster, który odpowiadać powinien za dostępność szablonu serwisu oraz za dodawanie dostępnych modułów do strony.

Niezwykle ważnym ogniwem jest redaktor serwisu, który – dodając treści do strony – powinien robić to w sposób dostępny. Mam tu na myśli nie tylko samą treść tekstową, ale też zdjęcia czy inne elementy graficzne takie jak ulotki, plakaty czy dokumenty PDF. Szwankowanie któregoś z tych elementów może skutkować w braku dostępności serwisu. Zdarza się, że dobrze zbudowany szablon strony w ciągu kilku miesięcy mogą zepsuć redaktorzy serwisu poprzez nieprawidłowe dodawanie treści do strony.

Czy polskie serwisy internetowe są dostępne?

Dążenie do dostępności jest procesem i poprawienie jej w przypadku rozbudowanego serwisu trwać może nawet kilka miesięcy. Wyobraźmy sobie serwis z wieloma treściami, setkami zdjęć, do których trzeba na przykład dodać opisy alternatywne, tak by były one czytelne dla internautów niewidomych, czy na

przykład poprawienie graficznych dokumentów PDF. Są to procesy czasochłonne, wymagające zasobów kadrowych. Warto więc dostępność zaplanować: co, w jakiej kolejności w serwisie będzie poprawiane. Również w zaplanowaniu tego procesu mogą pomóc eksperci od dostępności.

Jak wskazano w niniejszym artykule, niewiele podmiotów publicznych i prywatnych w Polsce posiada dostępne przynajmniej częściowo serwisy internetowe. Warto jednak mieć na uwadze dostępność, jako proces, do którego trzeba dążyć. Mimo, iż polskie serwisy internetowe stoją jeszcze na początku tego procesu, to trzeba mieć nadzieję, że dość szybko polskie serwisy internetowe zostaną poprawione.

Spotkajmy się w maju

Trzeci czwartek maja, czyli 21 maja 2015 roku to data kolejnego światowego dnia świadomości o dostępności. Tego dnia na całym świecie, a także w Polsce będziemy mówić o dostępności serwisów internetowych dla osób niepełnosprawnych. Mam nadzieję, że tego dnia spotkamy się i wspólnie także z Czytelnikami tego artykułu rozmawiać będziemy o dostępności. Pozostanie wówczas już tylko kilka dni do„magicznego” 30 maja, kiedy to wszystkie serwisy administracji publicznej w Polsce będą musiały być dostępne dla internautów z niepełnosprawnością. Trzymamy kciuki, że ten cel uda się w dużym stopniu osiągnąć. Może też za administracją publiczną pójdą firmy komercyjne i w świecie wirtualnym osoby z niepełnosprawnością będą mogły zrobić więcej.

Rehabilitacja pod portugalskim słońcem

12 kwietnia 2013 roku na ekrany polskich kin wszedł film „Imagine” w reżyserii Andrzeja Jakimowskiego. Bohaterem produkcji jest niewidomy Jan – specjalista do spraw rehabilitacji i orientacji przestrzennej. Przybywa on do kliniki, w której dzieci niewidome, po utracie wzroku, uczą się „życia w ciemności”.

Nikt nie może uwierzyć, że faktycznie jest on osobą niewidomą, ponieważ porusza się bez białej laski i nie wpada na przeszkody. Jan chodzi w butach na obcasach, kląska, a wydawane dźwięki odbijające się od przeszkód pozwalają mu zorientować się, gdzie znajdują się przeszkody. Innymi słowy bohater używa pozostałych zmysłów i wyobraźni aby się poruszać, czyli praktykuje echolokację.

Tylko Jan słyszy morze i wielki statek gdzieś w oddali. Nikt nie wierzy bohaterowi, a lekarz prowadzący klinikę nie akceptuje metod pracy rehabilitacyjnej Jana. Jednak niewidome dzieci, podopieczni bohatera, chcą uczyć się chodzenia bez laski używając jedynie echolokacji.

Jedną z pacjentek kliniki jest niewidoma dorosła kobieta – Eva. Boi się sama chodzić po mieście. Do pobliskiej restauracji i na spacer wyrusza z Janem. Podobnie kilkunastoletni chłopiec, Serrano, który próbuje wyjść poruszając się podobnie jak Jan, bez białej laski.

Jan musi opuścić klinikę, a Eva i Serrano przełamują lęki i tkwiące w ich głowach bariery. Oboje wyruszają na spacer po mieście. Okazuje się również, że wielki statek, w istnienie którego nikt nie wierzył, a który słyszał jedynie Jan, faktycznie istnieje.

„Imagine” to film jednowątkowy, z motywem nauczyciela-outsidera, który korzysta z nowoczesnych metod pracy. Innowacyjne podejście sprawia, że nie jest akceptowany przez przełożonych, ale zaczyna być uwielbiany przez swoich podopiecznych. Finalnie bohater przegrywa walkę z systemem, ale jednostki, które uczył, przełamują tkwiące w nich bariery i ograniczenia. Akcja filmu więc jest raczej dosyć uboga.

Niewidomi bohaterowie

„Imagine” to kolejny film, którego bohaterami są osoby niewidome. Wcześniej na ekranach kin można było oglądać „Miasto ślepców” i „Parę osób, mały czas”.

„Parę osób, mały czas” to opowieść o Jadwidze Stańczakowej – niewidomej dziennikarce i poetce – sekretarzu Mirona Białoszewskiego. Akcja filmu skupia się wokół relacji pomiędzy

bohaterką a Białoszewskim. Brak wzroku Stańczakowej jest jedną z cech kobiety, nie jest to zatem film stricte o niewidomych.

Nieco inaczej wygląda sytuacja z filmem „Miasto ślepców”. Tu akcja rozgrywa się w nienazwanym mieście, gdzie wybucha epidemia. Ludzie z niewyjaśnionych powodów, jak się później okazuje z powodu tajemniczego wirusa, tracą wzrok. Chorzy zostają zamknięci w odosobnieniu. W ekstremalnych warunkach zaczynają się ujawniać najgorsze ludzkie instynkty. Nagła ślepota jest tylko pretekstem do opowiedzenia o ludzkiej naturze i zachowaniu człowieka w ekstremalnych warunkach.

Warto wspomnieć, że film był krytykowany, a wręcz oprotestowany przez amerykańską organizację zrzeszającą niewidomych NFB. Uznała ona, że produkcja przedstawia osoby niewidome w negatywnym świetle.

Uważam, że również w filmie „Imagine” motyw niewidomych jest tylko pretekstem. W gruncie rzeczy jest to opowieść o barierach, lękach oraz o walce z nimi. Każdy z nas ma swoje ograniczenia i powinien podejmować próby ich przezwyciężenia. Nie jest to jednak film o osobach niewidomych w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Prawda o niewidomych

Wielu dziennikarzy piszących o filmie „Imagine” oraz sam reżyser filmu z zachwytem wypowiadało się na temat echolokacji, czyli systemu określania położenia przeszkód w otoczeniu przy użyciu zjawiska echa akustycznego.

Nikt jednak nie wspominał o praktycznym zastosowaniu tej metody. Wystarczy wybrać się do jednego z wielu ośrodków szkolno-wychowawczych dla dzieci niewidomych, gdzie dzieci chodzą bez białych lasek. Prawdą jest, że chodzą po terenie zamkniętym i przystosowanym do samodzielnego poruszania się po nim.

Entuzjazm związany z echolokacją dziwi mnie tym bardziej, że sam znam osoby niewidome, które już w czasach „wczesnego Gomułki”, jako niewidome przedszkolaki kląskały w podwarszawskich Laskach. Namierzały w ten sposób przeszkody i nie wykorzystywały badań i prac zza oceanu.

Należy jednak pamiętać, że dzisiaj, w ogromnym ruchu ulicznym, chodzenie bez białej laski jest wręcz niebezpieczne. Niewidomy bez białej laski jest zagrożeniem na ruchliwej ulicy dla siebie, dla innych pieszych i zmotoryzowanych uczestników miejskiego ruchu. Myślę, że tylko filmowy bohater potrafił bez białej laski przejść przez ruchliwą ulicę słysząc „dziurę” między pojazdami.

Osoby, które nie mają kontaktu z niewidomymi, po obejrzeniu filmu mogą dziwić się mówiąc: „Czemu pani na tym przejściu czeka i nie przechodzi przez ulicę? Ja widziałam film o takim panu niewidomym, który bez laski sam przechodził przez ulicę.”

Jeśli więc spotkasz Drogi Czytelniku niewidomego na ulicy, podejdź do niego i zapytaj czy nie potrzebuje Twojej pomocy. Zachowanie Jana, bohatera filmu „Imagine”, włóż jedynie między inne opowieści reżyserów, którzy nie chcieli poznać prawdziwego życia niewidomych stwarzając jedynie swój – filmowy świat echolokacji.

Mazowieckie

Przed EURO coraz lepiej

Możliwość uczestniczenia, osób niepełnosprawnych, w Euro 2012, jest prawie pewna. Wszyscy zastanawiamy się jak nam wyjdzie „to Euro”, ale z zadowoleniem obserwujemy, że zarówno obiekty sportowe (w tym Stadion Narodowy), jak i obiekty turystyczne remontowane przed tym sportowym wydarzeniem dostępne są dla turystów i kibiców niepełnosprawnych.

Teren województwa zamieszkuje ponad 500000 osób z rożnymi niepełnosprawnościami. W roku bieżącym ich sytuacja nie uległa radykalnej zmianie w porównaniu z latami ubiegłymi. Środki, jakie mają miejskie i powiatowe Centra Pomocy Rodzinie na dofinansowanie turnusów rehabilitacyjnych oraz programów likwidacji barier technicznych lub w komunikowaniu się, nie zaspokoją – podobnie jak w latach ubiegłych – wszystkich potrzeb. Nadzieją napawają informacje płynące z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych o przeznaczeniu prawie miliona złotych dla samorządów w całym kraju na realizację zadań na rzecz osób niepełnosprawnych. Pozostaje mieć nadzieję, że środki te będą dobrze wydatkowane, a spora ich część trafi na Mazowsze. Podobnie jak w latach ubiegłych, będziemy gościli Tyflobus, który pokaże, w jaki sposób żyją i radzą sobie osoby z dysfunkcją wzroku.

Warto też wspomnieć o wydaniu dwóch ciekawych pozycji książkowych adresowanych dla czytelników niewidomych i słabowidzących. Pierwszą z nich jest książka kucharska „Smak na koniuszkach palców”, której autorami są Piotr Adamczewski i Marek Kalbarczyk. Druga z polecanych pozycji „Warszawa moje miasto”, napisana została przeze mnie osobiście. Przybliża ona stolicę osobom niewidomym z dodatkową niepełnosprawnością intelektualną. Warto zarezerwować sobie czas na początku grudnia, kiedy to w Warszawie odbędzie się kolejna edycja konferencji Reha for the Blind in Poland – największa tego typu wystawa w Europie środkowowschodniej, na której ponad 50 wystawców z całego świata zaprezentuje najnowsze technologie w służbie niewidomym.

Urząd otwarty dla niewidomych

W demokratycznym społeczeństwie obywatel ma w stosunku do państwa specjalne zobowiązania, które winien realizować. Państwo w stosunku do swojego obywatela także ma pewne obowiązki.

Instytucje państwowe powołane zostały po to, by z ich pomocą obywatel mógł wypełniać swoje obowiązki, jak również domagał się swych praw. Taka symbioza państwa i obywateli odbywa się przede wszystkim na zasadzie kontaktu obywatela z urzędnikami.

Według przyjętej przez obywateli Rzeczypospolitej Polskiej w 1997 roku w wyniku referendum konstytucji, wszyscy obywatele są równi wobec prawa. Wynika z tego, że nikt z nas nie może być pozbawiony przywilejów, jakie mają inni obywatele, a z drugiej strony wszyscy mamy takie same obowiązki wobec państwa.

Wszyscy podlegamy obowiązkowi meldunkowemu, posiadania ważnego dowodu osobistego, czy zobowiązaniom podatkowym. Ustawodawca powinien zapewnić swym obywatelom takie możliwości, które pozwolą im na wypełnianie swych obowiązków. Jedną z grup obywateli są osoby niepełnosprawne, które z uwagi na swoje ograniczenia fizyczne mają utrudniony kontakt z urzędami. Skupmy się na osobach z dysfunkcją wzroku. Wyróżniamy tutaj osoby całkowicie niewidome i osoby słabowidzące.

Większość spraw załatwianych w urzędach, czy instytucjach państwowych opiera się na dotarciu do odpowiedniego okienka czy pokoju. Praca biura musi być zorganizowana w taki sposób, by osoba niewidoma lub słabowidząca mogła samodzielnie dotrzeć do odpowiedniego pokoju czy stanowiska.

W większości urzędów przy wejściu widnieje informacja, gdzie osoba niewidoma może uzyskać informację na temat możliwości załatwiania swoich spraw. Coraz częściej wyznaczony jest w urzędzie pracownik zobowiązany do pomocy osobie niepełnosprawnej. Praktyka wskazuje jednak, że w wielu urzędach taka osoba nie jest wyznaczana. Tam, gdzie są wyznaczeni urzędnicy okazuje się, że nie są odpowiednio przeszkoleni do odpowiedniego prowadzenia niewidomych.

Osoby niewidome przychodząc po raz pierwszy samodzielnie do urzędu, mogą mieć problem z docieraniem do odpowiednich stanowisk, więc potrzebny jest im asystent. Częste załatwianie spraw w instytucji może być motywacją do nauki poruszania się po budynku. Pomocne byłoby tutaj umieszczenie przy wejściu mapki tyflograficznej budynku. Wypukła mapka z opisami brajlowskimi pozwoli osobie niewidomej lepiej orientować się w topografii budynku, a z czasem samodzielnie się po nim poruszać.

Kolejnym udogodnieniem w przyjaznym dla niewidomych urzędzie mogą być oznaczenia brajlowskie przy drzwiach czy stanowiskach obsługi. Powinny to być brajlowskie tabliczki z numerem pokoju i dodatkowym opisem nazwy działu.

Mapki oraz tabliczki brajlowskie powinny być sporządzone w taki sposób, by informacje na nich zawarte zamieszczone były też w druku powiększonym. Wtedy będą mogły służyć także osobom słabowidzącym.

Praktycznym rozwiązaniem jest Step-Hear. System działa w taki sposób, że nad drzwiami, stanowiskami, windami lub przy schodach zawieszona jest baza z nagranymi komunikatami. Osoba niewidoma przychodząca do urzędu posiada własny pilot lub korzysta z pilota wypożyczonego w urzędzie. Pilot można nosić na ręku jak zegarek lub zawieszony na szyi. Kiedy posiadacz pilota zbliża się do bazy, pilot zaczyna wibrować. Naciśnięcie przycisku na nim pozwala na uruchomienie komunikatu głosowego z bazy. System pozwala na dużą samodzielność i komfort poruszania się niewidomego w urzędzie.

W wielu urzędach instalowane są systemy samodzielnego pobierania numerów kierujących kolejkę do odpowiedniego stanowiska. Systemy te są dla niewidomych większym utrudnieniem niż ułatwieniem. Nie wiemy, gdzie pobrać numerek oraz dokąd udać się do wzywającego nas stanowiska. Czasami te systemy są udźwiękowione. Zgłaszają one, że numer x może podejść do stanowiska y. Osoba niewidoma nie wie jednak, gdzie znajduje się stanowisko y.

Kolejną barierą, jaką napotykają osoby z dysfunkcją narządu wzroku w urzędzie to możliwość samodzielnego odczytywania i zapisywania dokumentów. Urzędy posiadają najczęściej wersje papierowe dokumentów do wypełnienia lub nieedytowalne wersje PDF.

Samodzielne odczytywanie otrzymanych informacji przez osoby niewidome lub słabowidzące jest nieodzowne w społeczeństwie demokratycznym, w kontakcie z urzędami państwowymi.

Do samodzielnego odczytywania dokumentów dla osób słabowidzących mogą służyć powiększalniki lub lupy elektroniczne. Osoby niewidome mogą skorzystać z urządzenia typu multilektor, pozwalającego na odczytywanie tekstów za pomocą głosu syntetycznego. Samodzielna możliwość wypełniania dokumentów w wersji elektronicznej to najbardziej komfortowy sposób pracy dla niewidomych.

Komputer wyposażony w program udźwiękawiający i powiększający środowisko Windows oraz edytowalna wersja dokumentów do uzupełnienia, pozwoli niewidomym i słabowidzącym petentom na samodzielną pracę z potrzebnymi do wypełnienia formularzami. Dobrą praktyką byłoby również zamieszczenie w internecie wzorów formularzy w wersji edytowalnej.

Warto na zakończenie wspomnieć, że od kwietnia 2010 roku nie obowiązuje już artykuł 80 kc, na mocy którego osoba niemogąca samodzielnie przeczytać dokumentu do podpisania, musiała dokumenty podpisywać w obecności notariusza lub ustanawiać pełnomocnika.

Teraz niewidomi mogą podpisywać dokumenty odpowiadając jednak za swój podpis i treści jakie podpisują.

Na zakończenie wspomnieć należy, że obserwując przez ostatnie kilkanaście lat otwartość urzędów na potrzeby osób niepełnosprawnych, trzeba przyznać że wiele zmienia się na lepsze i urzędy są nam coraz bardziej przyjazne. W tej kwestii jest jeszcze dużo do zrobienia. Czasem od udogodnień sprzętowych czy technicznych cenniejsza jest życzliwość urzędnika, którego spotkamy po drugiej stronie okienka.

Urządzenia lektorskie na start!

Początek lat 90. przyniósł ogromny rozwój komputerów klasy PC oraz technologii OCR – rozpoznawania zeskanowanego tekstu. Do tej pory, niewidomi mogli czytać jedynie teksty zapisane w alfabecie brajla lub słuchać specjalnie przygotowanych nagrań na taśmach magnetofonowych. Wraz z pojawieniem się tzw. screenreaderów, czyli programów komputerowych odczytujących zawartość ekranu i wraz z upowszechnieniem się komputerów osobistych w każdym domu, niewidomi zyskali praktycznie nieograniczoną możliwość skanowania, rozpoznawania, a następnie czytania materiałów drukowanych. Wszystko, czego odtąd potrzebowali, żeby tego dokonać to: komputer PC, skaner, program OCR (np. Fine Reader lub Cicero) i screenreader (np. Jaws). Niewidomy, wyposażony w takie narzędzia, mógł już samodzielnie pracować z każdym tekstem. Wystarczyło położyć książkę, gazetę lub pismo z urzędu na szybie skanera i uruchomić program do rozpoznawania tekstu, żeby usłyszeć ich zawartość. Tak przygotowany tekst można zapisać, edytować i przechowywać na dysku komputera, a potem wielokrotnie do niego wracać. Ten jednak sposób wymaga umiejętności obsługi komputera i programów specjalistycznych. Możemy więc postawić tezę, że jest przeznaczony dla bardziej zaawansowanych użytkowników. Dla osób starszych lub mniej zaawansowanych technologicznie, ten sposób pozyskiwania tekstów, wciąż stanowił przeszkodę na drodze do swobodnego korzystania z najnowszych zdobyczy tyflinformatyki.

Nie ulega wątpliwości, że potrzeba przynajmniej podstawowych umiejętności w obsłudze komputera, by wykorzystywać go do skanowania i czytania tekstów. Dla mniej zaawansowanych użytkowników, zaczęły pojawiać się tzw. urządzenia lektorskie, wyposażone w automatyczny system skanowania i czytania dokumentów drukowanych głosem syntetycznym. Tego typu rozwiązania, mają tę zaletę, że za pomocą kilku klawiszy można wykonać proces skanowania i czytania, który w przypadku komputera wymaga dużo większej wiedzy. Stały się one szansą zwłaszcza dla tych, którzy nie chcieli po utracie wzroku uczyć się obsługi komputera. Stwierdzić jednak w tym miejscu należy, że w czasach debiutu tych urządzeń na polskim rynku, pojawiły się produkty lektorskie, których jakość była niewspółmierna do ceny, za jaką można je było wówczas nabyć. Wiedza klientów w tym czasie, odnośnie tej grupy produktów była jednak niewielka i wspomniane rozwiązanie, choć drogie i niewarte swojej ceny, było rozpropagowane w środowisku niewidomych, jako niezastąpione w rehabilitacji niewidomych.

Przedstawione powyżej stwierdzenie o wykorzystywaniu urządzeń lektorskich jedynie dla mniej zaawansowanych użytkowników w wielu przypadkach jest uzasadnione. Jednak nie sposób zawężyć ich odbiorców jedynie do tej grupy. Ważnymi miejscami wykorzystania urządzeń lektorskich są też czytelnie, biblioteki, urzędy publiczne, muzea itp.

W bibliotekach lub czytelniach, które chcą udostępnić swoje zbiory dla niewidomych, nierzadko urządzenie lektorskie sprawdzi się lepiej, niż komputer wyposażony w skaner i specjalistyczne oprogramowanie. Po pierwsze, ten zestaw zajmie mniej miejsca, a po drugie i najważniejsze, dla wielu użytkowników będzie bardziej „przyjazny” ze względu na prostotę i intuicyjność obsługi samego urządzenia. Nie wymagają też one dodatkowych specyficznych ustawień sieci komputerowej, a przeszkolenie pracowników z ich obsługi będzie zdecydowanie mniej czasochłonne i nie będzie wymagało bardziej zaawansowanych umiejętności obsługi komputera.

Dziś w ofertach wielu firm znajdziemy różnego rodzaju urządzenia lektorskie. Producenci do dziś prześcigają się w opracowywaniu nowych funkcji, które jeszcze bardziej usprawnią i uproszczą pracę na takim urządzeniu.

Do podstawowych funkcji urządzeń lektorskich należą:

  • skanowanie lub wykonanie zdjęcia z zaimplementowanego tekstu,
  • rozpoznanie tekstu,
  • czytanie tekstu za pomocą mowy syntetycznej,
  • powiększanie i śledzenie tekstu na ekranie,
  • odczytywanie książek z płyt CD i DVD,
  • zapisywanie dokumentów rozpoznanych lub zeskanowanych.

Poniżej chciałbym przybliżyć kilka najpopularniejszych i najbardziej funkcjonalnych urządzeń lektorskich dostępnych na polskim rynku.

Multilektor Sara (producent: Freedom Scientific) to przykład zintegrowanego urządzenia lektorskiego wykorzystującego metodę skanowania za pomocą lampy tradycyjnego skanera. Posiada ono kolorową klawiaturę z dotykowymi symbolami i przyciskami o różnych kształtach, które eksponują przeznaczenie poszczególnych klawiszy. Wynikająca z tego faktu prostota obsługi panelu sterującego, czyni Sarę szczególnie wygodną dla osób starszych.

Czyta książki, czasopisma, gazety, rachunki i inne materiały za pomocą syntezatora mowy o przyjemnym, damskim głosie (Agata). Wystarczy położyć tekst na szybie skanera i wcisnąć kolejno przyciski „skanuj” i „czytaj”, żeby po chwili usłyszeć zawartą w nich treść. Napęd CD i DVD pozwala na słuchanie audiobooków i książek w standardzie DAISY. Tempo i głośność mowy można ustawić wg własnych upodobań. Zeskanowany tekst można zapisać na dysku urządzenia lub na płytach CD. Osoby słabowidzące mogą podłączyć Sarę do monitora komputerowego i oglądać jednocześnie tekst w druku powiększonym. Niewidomi użytkownicy zaś mogą skorzystać z możliwości podłączenia linijki brajlowskiej Focus lub Braille Mate, aby kontrolować tekst również pod palcami. Wszystko to sprawia, że Sara jest wygodnym i prostym w obsłudze rozwiązaniem.

W przedstawionych w dalszej części artykułu rozwiązaniach, do procesu skanowania wykorzystywana jest kamera, która wykonuje zdjęcie tekstu. Skanowanie i rozpoznawanie w ten sposób jest szybsze od tradycyjnego, a same urządzenia zajmują zdecydowanie mniej miejsca. Opiszę dwa najciekawsze z nich.

Najnowszym rozwiązaniem z rodziny zintegrowanych urządzeń lektorskich jest ClearReader+ (producent: Optelec). Produkt ten, natychmiast zyskał ogromne uznanie zostając zwycięzcą w kategorii „Najlepszy produkt” i „Najlepsza firma” (dla producenta) na ubiegłorocznej konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. ClearReader+ to nowa generacja urządzeń lektorskich. Na szczególną uwagę zasługuje tu fakt, że jest urządzeniem przenośnym, wyposażonym dodatkowo w funkcję powiększalnika.

Jak wszystkie urządzenia lektorskie, ClearReader+ umożliwia skanowanie i odczytywanie drukowanych dokumentów tekstowych. Nie ma tu jednak konieczności umieszczania tekstu na szybie skanera, co czasem może być niewygodne dla użytkownika. W przypadku ClearReadera tekst kładziemy na stole, pod kamerą i wciskając tylko jeden przycisk uruchamiamy proces automatycznego skanowania. Rozpoznanie tekstu i odczytanie go trwa zaledwie kilka sekund – nawet jeśli będzie on położony krzywo lub odwrotnie. To bardzo wygodne i szybkie rozwiązanie. ClearReader można wyposażyć w 4 języki do pracy z tekstami obcojęzycznymi. Do wyboru są: angielski, hiszpański, francuski, niemiecki, włoski, rosyjski, polski, szwedzki, norweski, duński, fiński i niderlandzki w różnych dialektach regionalnych i z różnymi akcentami.

Ogromną zaletą jest mobilność tego urządzenia. Ze względu na niewielkie rozmiary i wagę (przypomina małe radio) oraz możliwość pracy na baterii, można z niego korzystać w każdym miejscu, nawet w parku! Zeskanowane teksty można zapisać na karcie pamięci i przenieść do komputera.

Innym, bardzo ciekawym urządzeniem jest Pearl Camera (producent: Freedom Scientific). Pearl jest kamerą umieszczoną na specjalnym, składanym uchwycie z podstawą, którą podłącza się do komputera poprzez port USB. Pearl współpracuje z programem OpenBook do skanowania, rozpoznawania i czytania tekstów. Na szczególną uwagę zasługuje nowatorskie rozwiązanie systemu, tj. zastosowanie 6 różnych silników OCR. Użytkownik może je samodzielnie zmieniać i dobierać do skanowanego tekstu lub wybrać automatyczne, optymalne dostosowanie silnika do danego tekstu.

Program pozwala w każdej chwili panować nad całym procesem skanowania, rozpoznawania i czytania tekstu. Użytkownik ma także możliwość samodzielnej nawigacji po stronach, znacznikach, zakładkach, akapitach, czy spisie treści. Rozpoznany tekst możemy zapisać jako dokument tekstowy lub wyeksportować go do pliku MP3. Inne dodatkowe funkcje to: faksowanie i skanowanie obrazów bez funkcji rozpoznawania. Proces skanowania i rozpoznawania jest bardzo szybki. Po dwóch sekundach od zrobienia zdjęcia tekstu, program rozpocznie czytanie automatyczne lub na nasze żądanie. Kamera co jakiś czas odświeża zachowany obraz, a program porównuje je z poprzednim i na tej podstawie sam dodaje nowe obrazy do dokumentu lub podmienia źle zeskanowane strony.

Co ciekawe, w Pearlu nie musimy naciskać żadnych klawiszy, aby zrobić zdjęcie. Wystarczy odwracać strony książki. Oczywiście możemy także wykonywać zdjęcia ręcznie.

Wszystkie przedstawione w artykule urządzenia lektorskie zasługują na szczególną uwagę: są funkcjonalne, łatwe w obsłudze, solidnie wykonane i stanowić będą z pewnością ogromną pomoc dla wszystkich niedowidzących i niewidomych, którzy chcą w prosty sposób czytać książki.

Igor Busłowicz

WYWIAD CZ. II

Druga i ostatnia część wywiadu z Igorem Busłowiczem – wybitnym informatykiem, dla którego niepełnosprawność nie stała się przeszkodą w osiąganiu sukcesów. W tym numerze przeczytamy o tym, w jaki sposób jego praca przyczynia się do szerzenia idei rehabilitacji na rzecz niewidomych oraz jakie są jego marzenia i plany – również te całkiem prywatne.

Redakcja: Jesteś jednym z najbardziej znanych szkoleniowców z zakresu obsługi komputera przez osoby niewidome. Masz w całym kraju wielu uczniów. Co jest najważniejsze, by osoba z dysfunkcją wzroku biegle posługiwała się komputerem?

IB: Zdaję sobie sprawę, że dla niewidomych wejście do krainy technologii informacyjnych nie zawsze jest łatwe. Na studiach co roku były tak zwane wykłady humanizujące. Na piątym roku była filozofia z profesorem Wolniewiczem. Pan profesor wygłosił tezę, że komputer jest pierwszą maszyną w historii techniki, z której wyglądu nie można wywnioskować, do czego służy. Widzący mają dużo łatwiej niż niewidomi, gdy chcą go opanować. Widzą klawiaturę, ekran i choćby intuicyjnie mogą próbować coś robić. Przed niewidomymi droga takiej eksploracji jest zamknięta. Komputer jest dla nich urządzeniem dużo bardziej abstrakcyjnym i dlatego potrzebują specjalistycznych szkoleń. Moje doświadczenia wskazują na to, że szkolenia udają się, gdy uczniowie nie zrażają się trudnościami, jakie czasami występują pierwszego dnia, wykazują determinację w dążeniu do opanowania komputera i przykładają się solidnie do szkolenia.

Redakcja: Jesteś jednym z założycieli firmy Altix i pracujesz w niej od początku. Czym jest dla Ciebie ta firma – oczywiście poza tym, że „Twoim”dzieckiem?

IB: To dobre określenie, że nasza firma jest również moim dzieckiem. Cały czas okazuję jej tak samo dużo serca, chociaż niektórym może wydawać się, że moje zaangażowanie w sprawy firmowe jest teraz mniejsze niż wcześniej. Mam świadomość, że najlepsze co potrafię, to wnieść wkład w dziedzinie informatyki dla niewidomych. Nie przejawiam zdolności menedżerskich, więc tę działkę oddaję tym, którzy te sprawy prowadzą dużo lepiej ode mnie. Naturalne jest więc, że gdy firma była mniejsza, mój wkład w nią był bardziej widoczny. Teraz, gdy firma ma więcej działów, jest rozproszona po całym kraju i zatrudnia dużo więcej osób, mój wkład jest mniejszy, ale chcę, by dalej był istotny. Oczywiście w życiu dziecka rodzice są najważniejsi, ale jego los nie tylko od nich zależy. Ważną rolę odgrywają również nauczyciele i wychowawcy. Podobnie w firmie, ważną rolę pełnią długoletni pracownicy, którzy, będąc zatrudnieni na ważnych stanowiskach, pomagają ją prowadzić.

Redakcja: Jesteś wolontariuszem Fundacji Szansa dla Niewidomych. Dlaczego warto angażować się w pracę społeczną? Czym jest dla Ciebie praca w Fundacji?

IB: Udzielam się w Fundacji, bo lubię pomagać. O działalności społecznej, w szczególności tej w Fundacji myślę tak: w toku działalności firmowej tworzy się różne produkty i zarabia się na ich sprzedaży. Za jakiś czas zauważa się, że są ludzie, którzy potrzebują naszych produktów, a jednocześnie nie mogą sobie na nie pozwolić. Przychodzi pragnienie podjęcia decyzji, by podzielić się z takimi ludźmi osiągniętym zyskiem i umożliwić zakup potrzebnych im produktów. Taką postawę zauważają inni i również chcą stać się sponsorami fundacji. Dzięki temu fundacja zyskuje więcej środków i może skuteczniej pomagać większej liczbie beneficjentów. Z czasem pomaganie innym staje się na tyle widoczne w całym kraju, że taka postawa zostaje nagrodzona przyznaniem statusu Organizacji Pożytku Publicznego. Właśnie to stało się udziałem naszej Fundacji w bieżącym roku, z czego bardzo się cieszę.

Redakcja: W 2009 roku obchodziliśmy dwusetną rocznicę urodzin Louisa Braille’a. Z tej okazji Fundacja Szansa dla Niewidomych wydała książkę o twórcy pisma punktowego dla niewidomych pt. „Dotyk geniuszu”. Brałeś udział w pracach nad polską wersją tej książki. Jak ważne jest pismo brajla dla niewidomych? Jakie miejsce odgrywa to pismo w Twoim życiu?

IB: Zupełnie nie wyobrażam sobie funkcjonowania niewidomych, gdyby Louis Braille nie dokonał tego wspaniałego wynalazku. Bez pisma brajla niewidomi nieuchronnie znajdowaliby się poza nawiasem społeczeństwa, bez szans na edukację, wymianę informacji z innymi, bez możliwości uczestnictwa w życiu społecznym. Jest bardzo ważne, by niewidomi nie dali się ograniczyć do korzystania tylko z mowy syntetycznej. Powinni domagać się od państwa dofinansowania zakupu urządzeń brajlowskich. Bez możliwości czytania brajlem nie nauczą się ortografii i nie będą w stanie poprawnie pisać, co wykluczy ich ponownie poza nawias społeczeństwa. Jeśli chodzi o mnie, znam pismo czarnodrukowe i uzbrojony odpowiednie powiększalniki potrafię czytać, choć nie bardzo szybko. Pismo brajla znam i używam go od początku podstawówki, a podczas podróży pociągiem, albo samolotem chętnie korzystam z osiągnięć najnowszej technologii pozwalającej na czytanie tekstów zapisanych w urządzeniach elektronicznych.

Redakcja: Czy możesz nam uchylić rąbka tajemnicy, nad czym teraz pracujesz? Czym za kilka miesięcy zaskoczy nas Igor Busłowicz?

IB: Proszę pozwolić mi pozostać tajemniczym. Gdybym teraz uchylał rąbka tajemnicy, w przyszłości nie można byłoby mówić o zaskoczeniu. Jedno jest pewne. Nie wyobrażam sobie, bym jednoosobowo tworzył oprogramowanie jeszcze bardziej złożone niż Translator, czy Homer. Skończyła się już epoka, w której pojedynczy informatycy tworzyli poważne programy. Zdecydowanie nadszedł czas na działalność programistyczną w zespole.

Redakcja: Za wybitne osiągnięcia zawodowe i społeczne otrzymałeś od Prezydenta RP bardzo zaszczytne odznaczenie. Czy oznacza to, że można trochę odpocząć, czy jeszcze ciężej pracować?

IB: Rzeczywiście, Prezydent przyznał mi Srebrny Krzyż Zasługi. Wyznam, że przyznanie orderu było dla mnie bardzo miłą niespodzianką. Z drugiej jednak strony byłem tym faktem zupełnie zaskoczony. Nie ma mowy o osiadaniu na laurach, tym bardziej, że tata życzył mi „Orła Białego”. Mam jednak świadomość, że życie zawodowe jest podobne raczej do biegu długodystansowego niż do sprintu, a przede mną jest jeszcze prawie 20 lat do osiągnięcia wieku emerytalnego. By przez te wszystkie lata efektywnie pracować, muszę pomyśleć również o dokształcaniu się. Może więc w pewnym okresie czasu nie będę dawał z siebie tyle, co poprzednio. Nie oznacza to jednak leniuchowania, lecz zwieranie szyków i ładowanie akumulatorów na przyszłość.

Redakcja: Jakie jest Twoje marzenie zawodowe? O napisaniu jakiego oprogramowania marzysz? Co jeszcze chciałbyś „dać” Polskim niewidomym?

IB: Przez tyle lat rozwoju informatyki stworzono już wiele wartościowych programów i trudno jest mi teraz określić, co jeszcze przełomowego chciałbym stworzyć. Gdyby jednak kontynuować wysiłki mające na celu ułatwianie wymiany informacji między niewidomymi a widzącymi, w szczególności w dziedzinie matematyki, to bardzo bym się ucieszył, gdyby powstało programowanie skanujące teksty czarnodrukowe zawierające matematykę. Zdaję sobie sprawę, że problem jest bardzo trudny, bo w odróżnieniu od zwykłego tekstu, który jest liniowy, zapisy matematyczne są dwuwymiarowe. Nie myślę o udziale w takim projekcie, bo po prostu brakuje mi wiedzy potrzebnej do tworzenia takiego oprogramowania. Wskazuję tylko na potrzebę jego napisania. Powstało już dużo wartościowego sprzętu i oprogramowania, dlatego najbardziej chciałbym przyczyniać się do jego popularyzacji wśród polskich niewidomych.

Na zakończenie chcemy zapytać, jeśli nie uznasz tego oczywiście za niegrzeczność – o czym marzy prywatnie Igor Busłowicz?

IB: Mam kilka marzeń zarówno osobistych, jak i tych natury ogólnej. Jednym z ważniejszych jest, aby doczekać Polski gruntownie przemienionej przez Boga. Już słyszę zasadne pytanie, o co tu chodzi. Pod względem choćby przestępczości, łamania prawa w Polsce jest źle, ale może być znacznie lepiej. Osobiście oglądałem filmy dokumentalne o tym, jak Bóg zmieniał sytuację w wybranych miastach, a nawet całych regionach. Zawsze zaczynało się od przestępczości, kryzysu gospodarczego i tego typu złych zjawisk. Chrześcijanie modlili się, a Bóg powodował, że ludzie odwracali się od swoich grzechów. Bywało, że zamykano więzienia, bo puste nie były już potrzebne. Zamiast kryzysu gospodarczego pojawiał się rozkwit. Najbardziej niesamowitym i wyraźnym dowodem na to, że to Bóg przyczyniał się do zmian, jakie zachodziły w sercach ludzi, są dla mnie zmiany, jakie następowały w rolnictwie – niesamowity urodzaj płodów rolnych, zarówno jeśli chodzi o ich ilość, jak i jakość. Pamiętam filmy opisujące takie przemiany w Ameryce Środkowej, Afryce i Kanadzie. Wierzę, że Polska nie będzie pominięta również pod tym względem.

Dziękuję za rozmowę,

Polska pod palcami

Mamy już jesień. Za nami wakacje. Dla większości z nas był to czas wspaniałych podróży i poznawania nowych, urokliwych miejsc naszego kraju. Kto z nas nie kocha wycieczek do pięknych zakątków, wakacyjnych ucieczek od cywilizacji, przygód z historią połączonych ze zwiedzaniem najważniejszych historycznie miejsc?

OSOBY WIDZĄCE MOGĄ ZABRAĆ W KAŻDĄ PODRÓŻ PRZEWODNIK TURYSTYCZNY, W KTÓRYM ZNAJDĄ SZCZEGÓŁOWE INFORMACJE NA TEMAT ODWIEDZANYCH MIEJSC, ICH OPISY, LEGENDY Z NIMI ZWIĄZANE, CZY INNE INTERESUJĄCE HISTORIE . A JAK PORADZIĆ SOBIE W SYTUACJI, KIEDY JEST SIĘ OSOBĄ NIEDOWIDZĄCĄ? SKĄD CZERPAĆ INFORMACJE NA TEN TEMAT, SKORO MAPY, ZDJĘCIA, OPISY W PRZEWODNIKACH, ATLASACH CZY INTERNECIE SĄ NIEDOSTĘPNE DLA NIEWIDOMYCH? OTO PROPOZYCJA – SPECJALNA ADAPTACJA PRZEWODNIKA PO POLSCE DLA OSÓB Z DYSFUNKCJĄ WZROKU – PIERWSZA W POLSCE TEGO TYPU PUBLIKACJA:

Marek Kalbarczyk i Paulina Pac:

„100 najpiękniejszych miejsc w Polsce. Zabytki i krajobrazy wreszcie dostępne dla niewidomych

i słabowidzących” Wyd.: Fundacja Szansa dla Niewidomych, 2009.

Może wyda się to Czytelnikom zaskakujące, ale jeszcze do niedawna zupełnie inaczej wyobrażałem sobie Giewont, czy Wzgórze Wawelskie. Nikt mnie – osobie niewidomej – nie pokazał, ani nie wytłumaczył, jak wyglądają lub jak usytuowane są najpiękniejsze zabytki naszej ojczyzny. Do czasu, kiedy to autorzy książki: niewidomy społecznik, podróżnik, bussinesman Marek Kalbarczyk oraz jego widząca przewodniczka Paulina Pac – kartograf z wykształcenia i miłośniczka podróży, zabrali mnie w niezwykłą przygodę po najważniejszych, najciekawszych i najpiękniejszych zakątkach Polski.

Podróż po Polsce została przedstawiona w taki sposób, że jest ona zrozumiała dla czytelników bez względu na to, czy są niewidomi, czy widzący. Ciekawe dialogi, opisy odwiedzanych miejsc, ich historia, legendy, teraźniejszość i przeszłość, wplecione przygody autorów – to wszystko sprawia, że atlas jest fascynującą przygodą. Zaczynamy ją w Krakowie, a kończymy w Warszawie odwiedzając po drodze: Podhale, Beskid Sądecki, Bieszczady, Sandomierz i okolice, Góry Świętokrzyskie, Kazimierz Dolny, Wyżynę Lubelską, Zamość, Podlasie, Mazury, Mazowsze Ziemię Łódzką, Toruń i Kujawy, Pomorze, Wielkopolskę, Kaszuby i Pojezierze Iławskie, Dolny Śląsk, Karkonosze, Kotlinę Kłodzką, Beskid Żywiecki, Górny Śląsk.

To nowatorskie na rynku wydawniczym przedsięwzięcie zasługuje na uwagę z kilku powodów. Publikacja została wydana zarówno w wersji brajlowskiej, jak i czarnodrukowej – strony zapisane są jednocześnie wypukłymi punktami czytelnymi dla niewidomych, jak i zwykłym drukiem. Podobnie mapy, rysunki i zdjęcia są w dwóch wersjach: dla niewidomych i widzących do „oglądania” wzrokiem i palcami. Materiały wypukłe muszą być specjalnie przystosowane do potrzeb osób z dysfunkcją wzroku. Nie mogą posiadać zbyt wielu szczegółów, by były czytelne pod palcami z jednej strony, ale muszą też prawdziwie oddawać rzeczywisty obiekt, czy mapę. Niektóre zabytki są ponadto przedstawione na zdjęciach.

Atlas składa się z 7 tomów i jest doskonałą pomocą do nauki historii, przyrody oraz geografii. Dla niewidomych jest pasjonującą lekturą mogącą wyjaśnić wiele wątpliwości wynikających z braku wzroku. Dla rodzin, czy grupy przyjaciół osób z dysfunkcją wzroku jest nieodzowny we wspólnych wypadach po najróżniejszych zakątkach naszego pięknego kraju.

Igor Busłowicz

IGOR BUSŁOWICZ – prawie niewidomy informatyk. Absolwent wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego. Od roku 1987 zaangażowany w tworzenie specjalistycznego oprogramowania dla niewidomych. Współzałożyciel firmy Altix. Na co dzień można go spotkać w siedzibie firmy przy ul. Konwiktorskiej 9 w Warszawie.

„Przez dwa pierwsze dni życia byłem zupełnie zdrowy. Najprawdopodobniej, gdyby to było możliwe, przekonałbym się, że całkowicie dobrze widzę. Niestety, takie małe dzieci niezależnie od okoliczności i tak jeszcze nie widzą. Trzeciego dnia mama dowiedziała się od lekarzy, że dostałem wylewu krwi do mózgu i nie dożyję do wieczora. Pewnie tak by się stało, gdyby nie pewna położna, która zrobiła wszystko, by mnie uratować. Jakoś jej się to cudem udało. Lekarze wyrokowali, że nie będę widział ani słyszał, a co gorsza będę sparaliżowany. Żyłem nadal, a oni przedłużali mi życie i przekładali terminy ewentualnego końca. Trwało to zdecydowanie długo, bo ostatni wyrok usłyszałem, gdy miałem aż dwanaście lat. Rzeczywiście byłem niewidomy i prawostronnie sparaliżowany do dziesiątego miesiąca życia, ale po trepanacji czaszki zacząłem trochę widzieć, a paraliż cofnął się w dużym stopniu. W związku z tym, że musiałem uczęszczać do szkoły dla niewidomych, rodzice przeprowadzili się do Warszawy. Chodziłem do szkoły w Laskac h, a potem do masowego liceum imienia „Lotnictwa Polskiego.” (cyt. „Świat otwarty dla niewidomych. Szanse i możliwości”. Marek Kalbarczyk, WSiP 2004r.)

Tak zaczyna się historia opowiedziana przez jednego z najlepszych dziś specjalistów w dziedzinie informatyki dla niewidomych.

Redakcja: Urodziłeś się zdrowy. Wylew w kilkadziesiąt godzin po urodzeniu sprawił, że jesteś niepełnosprawny. Dzięki determinacji położnej, lekarzy, a przede wszystkim rodziców możesz normalnie funkcjonować. Dzięki swojej ciężkiej pracy jesteś wybitnym informatykiem. Czym jest dla Ciebie niepełnosprawność?

IB: Tak, jestem bardzo wdzięczny przede wszystkim rodzicom, ale i wielu innym osobom za pomoc, jaką od nich otrzymałem. Bez niej nie byłbym w życiu w tym miejscu, w którym jestem. W tym co napiszę, proszę nie doszukiwać się narzekania, ale niepełnosprawność jest dużym utrudnieniem. Tak, ludzie pomagają i technologie też, jednakże cały czas są różne sfery życia, w których doświadczam trudności. Wspomnę tu o kilku.

Po pierwsze robienie zakupów. Nie ma problemu w sklepikach osiedlowych, w których sprzedawcy chętnie powiedzą, co akurat jest na półkach. Pamiętam, jak niedługo po tym, jak rozpocząłem samodzielnie mieszkać, zaprzyjaźniłem się z jednym sklepikarzem. Któregoś dnia po godzinach pracy sklepu zamknęliśmy się w środku i pan Krzysztof zrobił mi prezentację tego, co można u niego kupić. Od tej pory dużo bardziej świadomie robię u niego różnorodne zakupy. Trudniej bywa w sklepach samoobsługowych. Stoję na przykład przy stoisku z pieczywem, bo tam jest i kasa i ktoś z obsługi i proszę o podanie czegoś z nabiału. Pewnie pod presją kolejki usłyszałem kiedyś, że to sklep samoobsługowy i towar wybiera się z półki samemu. Nie zraziłem się tą odpowiedzią, wytłumaczyłem, że mało widzę i dostałem to, co chciałem. Najtrudniej jest w supermarketach.

Tu, w dżungli ogromnej ilości produktów niewidomy, czy resztkowiec jak ja, zupełnie nie ma szans na samodzielne dokonanie wyboru. Do marketu wybieram się najczęściej wtedy, gdy konkretnie wiem, co chcę kupić. Zgłaszam się do kasy lub stanowiska obsługi klienta i otrzymuję do pomocy kogoś, z kim mogę zrobić zakupy. Jeśli chcę trochę bardziej powybierać wśród produktów, umawiam się z kimś z rodziny lub znajomych. Ostatnio byłem z tatą w Tesco i dowiedziałem się od niego, że jest coś takiego jak kefir truskawkowy. Sam, czy w asyście pracownika sklepu prawdopodobnie nie wypatrzyłbym tego kefiru, bo trudno wymagać od tej osoby, by szczegółowo opowiadała mi co znajduje się właśnie przed nami na regale.

Nie ma niestety jeszcze technologii informacyjnej, która dawałaby niewidomym dostatecznie szybki dostęp do informacji w sytuacjach opisanych powyżej. Wydaje mi się jednak, że w tych sytuacjach rozwiązaniem jest jedynie przywracanie wzroku.

Wielu czytelników tego wywiadu zapewne doświadcza trudności podobnych do tych, które opisałem. By uzupełnić obraz zasygnalizuję jeszcze, jakie trudności mogą wynikać z niedowładu prawej dłoni, na który cierpię. Kiedyś na komisji wojskowej lekarz chciał, żebym ścisnął jego dłoń. Zrobiłem to, ale uświadomiłem mu, że to nie tu leży problem. Gdy byłem małym dzieckiem, nie potrafiłem na przykład rozpinać, ani zapinać guzików na lewym mankiecie koszuli. Drogą żmudnych ćwiczeń nauczyłem się jednak jakoś to robić. Jednakże nawet jeszcze dzisiaj z tym bywa różnie. Czasami wszystko idzie gładko. Innym razem wszystko jest już zapięte i został tylko guzik na lewym mankiecie, a tu właśnie palce prawej dłoni zacięły się. Czytelnicy domyślają się zapewne, że nie ma mowy o takich czynnościach jak przyszywanie guzików, czy ogólnie posługiwanie się igłą i nitką. Na szczęście zawsze znajdzie się ktoś pomocny.

Redakcja: W czasach, gdy chodziłeś do liceum ze swoimi widzącymi rówieśnikami nie było jeszcze prawie w ogóle sprzętu i pomocy naukowych/ tyfloinformatycznych dla niewidomych. Mimo to Twoja średnia na maturze to prawie 5, a na studiach 4,57 – jedna z najwyższych do dziś dnia na wydziale Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego. Czemu zawdzięczasz swój sukces, naturalnie oprócz ciężkiej pracy? A może to ona i determinacja sprawiają, że jest się tak dobrym uczniem?

IB: Wytężona praca i determinacja są niezbędne, ale kluczowe w osiągnięciu tych sukcesów okazało się to, że moja praca i determinacja znów spotkały się z pomocą kolegów. Pamiętam, jak w liceum organizowali się, by odciążyć moich rodziców i czytali mi podręczniki do przedmiotów humanistycznych. Ja natomiast pomagałem im w matematyce i językach obcych, bo w tym byłem dobry.

Przy nauce przedmiotów ścisłych i języków obcych bardzo pomocny był mi dość toporny rosyjski powiększalnik optyczny. Zdobyła go dla mnie pewna niewidoma Rosjanka, którą wcześniej, zupełnie przypadkowo rodzice poznali w Warszawie i której również pomogli. Opiszę go pokrótce. Wyobraźcie sobie deskę przykrytą przezroczystym giętkim plastikiem. Pod ten plastik wkładało się książkę lub inny tekst do czytania. Wzdłuż lewej krawędzi deski była pionowa metalowa prowadnica, na której była zamontowana plastikowa gałka. Od gałki odchodziła pozioma metalowa prowadnica, na którą nakładało się główną część aparatu w postaci solidnej wieży, na szczycie której znajdowała się matowa szybka. Na niej pojawiał się powiększony obraz. Przesuwając tę „wieżę” wzdłuż poziomej prowadnicy, można było czytać wybraną linijkę, a pokręcając gałką na pionowej prowadnicy, zmieniać linijki. Gdy nabrałem wprawy, nie korzystałem już z deski z prowadnicami. „Wieżę” stawiałem bezpośrednio na tekście i przesuwałem ją po nim umiejętnie. Dzięki takiemu aparatowi mogłem na przykład w II klasie uczyć się angielskiego, bo akurat nie było podręcznika w brajlu. Mogłem też czytać różne zaawansowane podręczniki do matematyki i realizować program indywidualny. Ten aparat do czytania przydał się również na studiach. Na pierwszych dwóch latach pisaliśmy programy na kartach dziurkowanych, po czym otrzymywaliśmy wydruki. Mieliśmy duży przedpokój, więc na podłodze rozkładałem wydruk, stawiałem na nim aparat i na kolanach analizowałem, dlaczego program działa błędnie. Gdy Promień, bo taka jest nazwa aparatu, zakończył służbę, oddałem go do Muzeum Techniki (przyp. red., Muzeum Techniki w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, pl. Defilad 1). Być może można go jeszcze tam zobaczyć.

Myślę, że sukces na studiach zaczął się od tego, że na początku podchodziłem do jeszcze nieznanych sobie studentów i prosiłem, by siedząc obok mnie, mówili, co dzieje się na tablicy, gdy wykładowca nic nie mówi. Stworzyliśmy grupę, która chodziła na te same ćwiczenia i wspólnie odrabialiśmy zadania. Czasami spotykaliśmy się u mnie na Chomiczówce na północy Warszawy, a innym razem jeszcze gdzieś indziej na Żoliborzu. Były również dalekie podróże na Sadybę na Dolny Mokotów, a nawet do Konstancina. Nie tylko ja korzystałem na tej współpracy. Ponieważ byłem dobry w dziedzinie informatyki i matematyki, też mogłem wnieść coś cennego do naszych spotkań, więc wszyscy chcieliśmy się razem uczyć.

Redakcja: Co powiedziałbyś rodzicom dziecka, którzy właśnie dowiedzieli się o jego ciężkiej niepełnosprawności? Co byś doradził?

IB: To najtrudniejsze pytanie w tym wywiadzie, wymagające ode mnie szczególnej odpowiedzialności przy udzielaniu odpowiedzi, bo to przecież nie tak miało być. Rodzice planowali mieć dziecko i oczywiście myśleli, że będzie zdrowe, a tu jak grom z jasnego nieba spada na nich wieść o jego niepełnosprawności. Po pierwsze, chcę z całą mocą zaznaczyć rzecz najważniejszą: chociaż z jakichś powodów Bóg dopuszcza takie tragedie w życiu rodzin, to nie jest ich inicjatorem, czy sprawcą. Nie mam odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się czasami dzieje. Nie wszystkie rzeczy są dla nas jawne. Odnosząc tę myśl do mojego przypadku, mam głębokie przekonanie, że to, co się ze mną stało, nie było Bożą wolą. To nie On przyłożył swojej wszechmogącej ręki do tego, żebym miał pod wieloma względami trudniej w porównaniu z innymi. Owszem stało się, ale i tak wiem, że On cały czas prowadzi mnie przez życie trudną, ale ciekawą drogą i sam jestem ciekaw, co będzie dalej.

Tu chcę napisać o czymś ciekawym, co mi się przydarzyło w pewnym momencie życia. Do tego momentu w żaden sposób nie potrafiłem rozpoznać, jaki autobus, czy tramwaj przyjechał właśnie na przystanek. Zawsze musiałem kogoś zapytać. Ten moment życia, który mam na myśli, to pewna ewangelizacja, podczas której modlono się również o mój wzrok. Wracając z ewangelizacji, stałem na przystanku i po raz pierwszy w życiu przeżyłem coś radośnie zaskakującego. Podjechał tramwaj, czy autobus (już nie pamiętam, co to było), do którego wsiadłem „o własnych oczach”. Zatrzymał się i po raz pierwszy sam mogłem się przekonać, jaki to numer autobusu! Co więcej: odkryłem, że gdy przyjrzę się z bliska tekstowi wyświetlonemu nawet na 14-calowym monitorze, mogę go przeczytać! Od tej pory, gdy ktoś z pracowników PZN-u na Konwiktorskiej prosił mnie o pomoc przy komputerze, nie musiałem brać ze sobą lupy!

Piszę o tym po to, by dać rodzicom niepełnosprawnych dzieci pewną nadzieję i wiarę. Oczywiście, nie można zagwarantować, że każdy człowiek niepełnosprawny doświadczy całkowitego, czy choćby częściowego cofnięcia się niepełnosprawności. Wiem, że to może być trudne, ale w takiej sytuacji najlepsze, co mogą zrobić zarówno rodzice, jak i niepełnosprawne dziecko, to nie załamywać się, lecz każdego dnia brać od Boga siły na przechodzenie przez życie. Z drugiej strony mój przykład jest dowodem na to, że niepełnosprawność to nie wyrok na całe życie. Gdy medycyna bezradnie załamuje ręce, Bóg może zesłać swoją łaskę i w nadprzyrodzony sposób spowodować poprawę stanu zdrowia. Dlaczego? Bo jak głosi List do Hebrajczyków, Jezus jest dzisiaj taki sam, jaki był, gdy chodził po Ziemi.

Najważniejsze jest to, by rodzice w tej bardzo trudnej sytuacji nie panikowali, a właśnie zaufali Bogu. Z doświadczenia moich rodziców wiem też, że warto konsultować się nie tylko z jednym, lecz z kilkoma lekarzami. Od jednych lekarzy moi rodzice słyszeli, że nie dożyję takiego, albo innego momentu, a przed trepanacją czaszki, że w oku mam coś białego i na pewno nie będę widział. Potem zajął się mną pewien profesor okulista, który powiedział, że „to” nie jest białe, tylko białawe i że jestem na razie brzydkim kaczątkiem, które przemieni się w pięknego łabędzia. A w ogóle nazywał mnie królem! Rodzice słyszeli więc dwie sprzeczne diagnozy. Dobrze jest wiedzieć, która jest prawdziwa, a która fałszywa, i pójść za prawdziwą, ale ważna jest też wiara i zaufanie. Bo wiara czyni cuda. Mój tata uwierzył w opinię profesora okulisty i przełamywał mój opór, na siłę otwierając mi buzię, by mnie nakarmić. Na pewno również dzięki tak wyrażającej się jego wierze przeżyłem i mogłem osiągnąć taki sukces w życiu.

Redakcja: Po ukończeniu studiów podjąłeś pracę w Polskim Związku Niewidomych, gdzie z ojcem polskiej tyfloinformatyki dr Stanisławem Jakubowskim komputeryzowałeś drukarnię brajlowską PZN. Były to jeszcze lata 80-te. W latach 90-tych komputeryzowałeś Bibliotekę Centralną PZN i tworzyłeś oprogramowanie umożliwiające obsługę czytelniczą przez niewidomych bibliotekarzy. Oba rozwiązania funkcjonują do dziś dnia. Oba były nowatorskie i stanowiły ogromne wyzwanie. Czy nie bałeś się takich wyzwań? Opowiedz nam o tej pracy. Co w niej było najciekawsze, a co najtrudniejsze?

IB: Obaw było sporo. Przecież komputeryzacja drukarni brajlowskiej była moim pierwszym zadaniem zawodowym i od razu tak poważnym. Od tego jak je wykonam, zależała jakość książek brajlowskich drukowanych w Polsce. Poza tym, na samym początku do drukarki brajlowskiej podchodziłem trochę jak przysłowiowy „pies do jeża”. Bałem się, że jest to jakieś niestandardowe urządzenie peryferyjne, dla którego będzie trzeba pisać DOS-owe sterowniki. Odetchnąłem z ulgą, gdy okazało się, że z programistycznego punktu widzenia działa ono tak samo jak drukarka czarnodrukowa. Mogłem więc skoncentrować się po prostu na składaniu algorytmu programu i zapisywaniu go w Pascalu.

Komputeryzacja biblioteki była jeszcze trudniejszym zadaniem, bo dużo bardziej złożonym. Trzeba było bardzo dobrze poznać skomplikowany sposób działania Biblioteki. W Bibliotece wiele czynności związanych z tymi samymi obiektami dzieje się równolegle i procedury programów pakietu bibliotecznego musiały to uwzględniać. Kluczowe w realizacji tego zadania było to, że udało się znaleźć na rynku pakiet programistyczny służący do tworzenia i dostępu do baz danych. Bez tego pakietu trzeba byłoby wszystkie operacje związane z dostępem do danych, siecią Novell i równoległością działań programować samemu, co oznaczałoby niewyobrażalne trudności w komputeryzacji Biblioteki.

Trudne, a zarazem ciekawe było samo wdrożenie systemu informatycznego w Bibliotece. Udało się mianowicie znaleźć taki sposób wdrażania systemu, przy którym nie trzeba było zatrzymywać pracy Biblioteki, by przejść na system komputerowy. Po prostu, z każdym wypożyczeniem i zwrotem dokonanym komputerowo coraz więcej danych przechodziło z kart na serwer systemu komputerowego.

Bardzo cieszę się, że oba zadania zostały zakończone sukcesem, który funkcjonuje do dzisiaj. Dzięki nim pewna liczba niewidomych zyskała znacznie zmodernizowane stanowiska pracy. Widzę w tym coś jeszcze ważniejszego. Dzięki mojej pracy otworzyły się przed nimi drzwi do krainy technologii informacyjnych.

Redakcja: Miałeś swój wkład w tworzenie pierwszego polskiego syntezatora mowy o nazwie Readboard. Jak ważny był to produkt na przełomie lat 80-tych i 90-tych dla polskich niewidomych?

IB: Głównym autorem Readboarda jest oczywiście mój szef, Marek Kalbarczyk. On wymyślił algorytm mowy i funkcjonalność tzw. trybu czytania. Ja natomiast dbałem o dobrą współpracę programu z systemem operacyjnym, czyli przede wszystkim tzw. rezydencję pod DOS-em i nakładki. Uważam, że Readboard był nie tyle ważny, co wręcz przełomowy dla środowiska polskich niewidomych. Chcąc odnieść się porównania: drzwi do krainy technologii informacyjnych, Readboard to znacznie szerzej otwarte drzwi niż moje prace, o których wspomniałem wcześniej. Dzięki moim pracom pewna nieduża grupa niewidomych mogła posmakować tych technologii. Natomiast dzięki Readboardowi bardzo wielu niewidomych zasiadło przed komputerem i rzeczywiście mogło na nim pracować. Co więcej, nie byłoby dostępnej dla niewidomych komputeryzacji Biblioteki, gdyby wcześniej nie pojawił się Readboard. Mowa w nim zastosowana była bowiem użyta do udźwiękowienia programów pakietu bibliotecznego.

Redakcja: Tworzyłeś też oprogramowanie dla niewidomych matematyków. Opowiedz o tym.

IB: Tak, to największe, najtrudniejsze i najbardziej złożone przedsięwzięcie programistyczne, w jakim uczestniczyłem do tej pory. Program, jaki stworzyłem dla drukarni brajlowskiej, sprawdził się przy redagowaniu i drukowaniu zwykłych tekstów. Później zostałem zaproszony do współpracy w ramach grantów przyznawanych przez Komitet Badań Naukowych oraz Ministerstwo Nauki i Informatyzacji. Właśnie w ich ramach tworzyłem oprogramowanie, które umożliwiło niewidomym zrobienie następnego ważnego kroku w dziedzinie wymiany informacji. Pakiet Euler, o który tu chodzi, a na który składają się dwa programy: Translator i Homer, daje dwie znakomite możliwości. W programie Translator osoba widząca może napisać i przetłumaczyć na postać brajlowską tekst zawierający nawet złożoną matematykę. I przekazać go niewidomemu. Taki tekst można przetłumaczyć również na tak zwaną postać lektorską. Gdy na tak przygotowanym tekście uruchomimy komendę ciągłego czytania, usłyszymy, jak syntezator mowy odczytuje nam wzory matematyczne, zupełnie jak gdyby robił to człowiek znający się na matematyce. Z kolei program Homer pozwoli niewidomemu napisać tekst zawierający matematykę. Można go przełożyć na postać czarnodrukową i wyświetlić na ekranie lub wydrukować na drukarce. Ta para programów bardzo dobrze nadaje się do zastosowań w szkole lub na uczelni.

Redakcja: Nad jakim oprogramowaniem lub nad spolszczeniem jakich produktów jeszcze pracowałeś?

IB: Pracowałem również nad oprogramowaniem powiększającym tekst na ekranie. Po wciśnięciu gorącego klawisza program wyświetlał w pięciokrotnym albo ośmiokrotnym powiększeniu tekst na ekranie. Później ktoś inny rozwinął go do pełnej funkcjonalności, gdzie powiększenie było uzyskiwane również w pracy „na żywo”.

Stworzyłem też przeglądarkę plików tekstowych w różnych formatach, która wyświetlała pewien fragment tekstu w powiększeniu.

Jeśli chodzi o sprzęt, to chyba powszechnie wiadomo, że najbardziej sobie cenię ten z firmy Freedom Scientific, a w szczególności znakomity notatnik PAC Mate. Pamiętam, jak nagle pojawiła się okazja ekspresowego wprowadzenia go do sprzedaży. By zainicjować proces spolszczenia umówiłem się na rozmowę telefoniczną z dyrektorem do spraw lokalizacji we Freedomie. Zadzwonił do mnie dokładnie w moje urodziny i to w porze, gdy miała rozpocząć się rodzinna uroczystość. Rodzinę przeprosiłem za wystawienie na wielką próbę cierpliwości, bo rozmowa z tłumaczeniem wszystkich spraw trwała półtorej godziny. Wszystko skończyło się bardzo dobrze, bo i uroczystość urodzinowa była miła i wkrótce pojawiła się pierwsza wersja spolszczenia PAC Mate. Jestem uczestnikiem list dyskusyjnych beta testerów różnych produktów Freedomu, staram się śledzić ich rozwój i próbuję forsować potrzebne poprawki. Inną dziedziną moich zainteresowań sprzętowych są drukarki brajlowskie.

Dziękuję za rozmowę. M.C.

Kontakt z Igorem Busłowiczem:

e-mail: igor.buslowicz@altix.pl

Skype: igorbus63

Na drugą część wywiadu zapraszamy do kolejnego numeru biuletynu „Help – Wiedzieć Więcej”. Dowiedzą się Państwo z niego o kolejnych osiągnięciach Igora Busłowicza, jego planach zawodowych, nowych projektach, a także o marzeniach – również tych całkiem prywatnych.

Zapraszamy do lektury!