Pizzeria „Paradiso” przystosowana dla osób z dysfunkcją wzroku

Białostocki Tyflopunkt Fundacji Szansa dla Niewidomych w ramach akcji „Miasto bez barier” zainicjował przystosowywanie dla osób z dysfunkcją wzroku jednego z wielu białostockich lokali. Wybór padł na jedną z najlepszych pizzerii w mieście – pizzerię Paradiso. To świetna inicjatywa i dobrze będzie poczuć się jedząc w tej pizzerii tak, jak każda inna pełnosprawna osoba, bliżej świata i bliżej ludzi. Takie dostosowanie lokalu to zupełna nowość, dlatego też zastanawiałem się jak to będzie wyglądać. Uzyskałem informację o tabliczce na drzwiach wejściowych napisaną alfabetem Braille’a, informującą o tym, jak nazywa się pizzeria oraz w jakie dni i w jakich godzinach można odwiedzać to miejsce. Menu także było w brajlu, z wszystkimi daniami i napojami. Nawet oznaczenie toalet, która męska, która damska. Czy to nie brzmi wspaniale? Pomyślałem sobie, że wspaniale będzie się znaleźć w takim miejscu z grupą osób niewidomych tak jak ja. Po raz pierwszy w lokalu, który nas rozumie.

Przygotowania trwały pełną parą. Pracownicy białostockiego Tyflopunktu robili wszystko, by w pełni dostosować lokal. Przeprowadzali audyty w lokalu, organizowali szkolenia na temat obsługi osób niewidomych – wszystko po to, aby cała kadra rozumiała potrzeby osób z dysfunkcją wzroku. Odliczałem dni do tego wydarzenia. Teraz, gdy już byłem w pizzerii, tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że to coś niesamowitego.

Nadszedł w końcu ten dzień. Dzień w którym wszystko zostało już przystosowane. Tabliczka umieszczona na drzwiach wejściowych, na drzwiach do toalet plus czujniki poziomu cieczy podczas nalewania napoju. Czego chcieć więcej? Wszystko jest tak, jak być powinno. Skoro wszystko jest już gotowe i można się tam wybrać, to czas to zrealizować. W wolnej chwili pewnego dnia wyruszyliśmy grupką do tego miejsca. Rozmawialiśmy wspólnie o tym, że to dopiero początek – teraz czas na inne lokale, a przede wszystkim instytucje i urzędy. Byłem naprawdę bardzo szczęśliwy, że w końcu coś się zaczyna dziać w Białymstoku, że Tyflopunkt tak się angażuje po to, by nam, osobom niewidomym, żyło się coraz lepiej w społeczeństwie. Znaleźliśmy się przed pizzerią. Jeden z moich niewidomych kompanów wziął mnie za rękę i mówi: „Zobacz, jest tabliczka, jest informacja”. Ciekawość zaczęła brać nade mną górę, aż w końcu dotknąłem metalowej tabliczki na drzwiach. Stałem jak wryty. Nie mogłem się nadziwić, że to już tutaj i że czytam informację zawartą na drzwiach pizzerii. Wszystko opisane od A do Z – tak jak powinno być od zawsze. Weszliśmy do środka. Każdy z nas znalazł sobie odpowiednie miejsce. Chwilkę później podeszła do nas jedna z kelnerek. Poprosiliśmy o spis dań. Pani już wiedziała, że jesteśmy niewidomi, gdyż mieliśmy białe laski w dłoniach, był też z nami pies przewodnik. Otrzymaliśmy książeczkę. Książeczkę, bo menu wyglądało na wyjątkowo grube. Od razu zabrałem się za jego przeglądanie. Gdy już sobie wybrałem danie, menu przekazałem dalej. Wszyscy z powagą czytali i wybierali dania.

Gdy już się zdecydowaliśmy, kelnerka wróciła odebrać od nas zamówienia. Dalej rozwijaliśmy wątek tego, jak cały lokal jest świetnie dostosowany, myśleliśmy też o tym, co będzie dalej. Wszyscy byli bardzo mile zaskoczeni i wdzięczni Tyflopunktowi, że zajął się tak ważną sprawą i dostosował na potrzeby osób niewidomych pizzerię Paradiso. Kilka chwil później każdy z nas już otrzymał to, co zamówił i jadł ze smakiem. Po skończonym posiłku chciałem udać się do toalety by przemyć ręce, a przy okazji – zobaczyć jak wygląda napis na toaletach. Tabliczka opisywała brajlem toalety. Cały czas byłem pod wrażeniem i trochę nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Ale tak, działo się naprawdę. Byłem tam, czytałem te napisy na tabliczkach i czułem się człowiekiem, który ma prawo do pełnego korzystania z restauracji. Obsługa była świetnie przeszkolona w zakresie obsługi osób niewidomych. Rozliczyliśmy się, każdy zapłacił za to, co zamówił i zaczęliśmy się kierować w stronę wyjścia. Gdy stałem już na zewnątrz, raz jeszcze odnalazłem tę wspaniałą tabliczkę z opisem. Już to wiedziałem, lecz chciałem raz jeszcze przeczytać, upewnić się, czy to wszystko prawda, czy to nie sen. Długo byłem pod niesamowitym wrażeniem. Wracając do domu czułem się wspaniale, bo po raz pierwszy byłem w tak świetnie dostosowanym miejscu i po raz pierwszy mogłem wybrać menu samodzielnie. W końcu.

Już zacząłem się zastanawiać kiedy tam wrócić. Czy wróciłem? Oczywiście i to całkiem po niedługim czasie. Tym razem w towarzystwie niewidomego kolegi, który przyjechał z innego miasta. Kiedy dowiedział się, że coś takiego u nas funkcjonuje, koniecznie chciał się tam wybrać. Był również pod niesamowitym wrażeniem i z uśmiechem badał, czytał te tabliczki i menu w brajlu. Również spodobało mu się to miejsce i zapowiedział, że na pewno wróci w to miejsce nie raz. Wybór dań jest tam niesamowicie duży i każdy znajdzie tam coś dla siebie. Nawet ci, którzy są mocno wybredni.

Ceny nie są jakieś wygórowane, więc to kolejny plus lokalu. Od momentu przystosowania lokalu co jakiś czas wracam tam, by czytać te tabliczki, czytać kartę menu. Bo sama pyszna kuchnia to jedno, ale przede wszystkim wracam tam po to, aby czuć się jak szanowany klient. Nie jest tak, że w innych restauracjach w Białymstoku jest inaczej, ale mam tu na myśli całe dostosowanie dla mnie. Powtarzam się, ale ciężko mi opisać te wszystkie emocje, które towarzyszą pobytowi w takim lokalu.

Wy też powinniście to sprawdzić. Nie zawiedziecie się. Najserdeczniejsze podziękowania kieruję do tyflospecjalistek białostockiego Tyflopunktu Fundacji Szansa dla Niewidomych, bo gdyby nie ich zaangażowanie w ramach akcji Miasto bez Barier, nigdy by do tego nie doszło. Mam tylko nadzieję, że inne miejsca pójdą za tym przykładem i będą chciały się przystosować, bo im więcej przystosowanych lokali dla osób z dysfunkcją wzroku, tym lepiej.

Bezwzrokowe granie

Wiele osób często zastanawia się, jak żyją niewidomi. Jak sobie radzą? Patrzą na osobę niewidomą, samodzielnie poruszającą się z białą laską albo z psem przewodnikiem i, chcąc nie chcąc, oceniają ją – mam wrażenie, że osoba z psem przewodnikiem dla niektórych osób wygląda lepiej niż ta poruszająca się z białą laską. Nie wiem, bo psa nie posiadam, ale czytając artykuły, słuchając audycji, wnioskuję, że wygląda to lepiej. Jestem jedną z osób, które poruszają się z białą laską i czasem słyszę komentarze: „Oj biedny, oj, jak sobie pan radzi”, itp. Czasem trafia się na ludzi, którzy w pełni to akceptują i chcą być z tobą na dłużej, bo zrobiłeś na nich ogromne wrażenie. I właśnie o tym będzie ten artykuł.

Czy zastanawiał się ktoś z Czytelników, czy jest możliwe granie na konsolach przez osobę niewidomą?

Przecież nie ma udźwiękowienia, nie ma niczego, co pozwoliłoby grać w normalne w gry dla widzących. Jednak są dwie rzeczy, które na to pozwalają. Lata nauki i przede wszystkim dobry słuch. Mam na imię Mateusz, jestem osobą niewidomą od urodzenia. Jestem po szkole w Laskach.

Jest rok 1992. Zwykły dzień, miałem wtedy 4 lata. Nic nie wskazywało na to, że coś ma się wydarzyć. Wieczorem przyszedł do mnie kolega z zza ściany, widzący kolega. Wniósł jakieś pudło. Po jego rozpakowaniu zawołał mnie. Przyszedłem do niego z zainteresowaniem, zadając sobie pytanie – co to może być? Okazało się, że to gra telewizyjna, kolega powiedział: – Zaraz ją podłączę i będzie można grać w gierki! Kolega był ode mnie starszy o 3 lata, więc jakieś pojęcie miał, skoro wiedział jak to podłączyć. Była to gra telewizyjna zwana Pegasusem w Polsce, choć tak naprawdę to był klon japońskiego Famicoma, jednej z pierwszych konsoli ośmiobitowych. Tę konsolę przywiózł mu tata z Niemiec. Podłączył, włożył jakieś gry, dziś już wiadomo, że to kartridż i zaczęło się. Zaczął grać w Super Mario Bros, potem Binary Land, później samochodową wyścigówkę Road Fighter. Ja jakoś na początku nie byłem zainteresowany, ale jak mi zaproponował, czy chcę się pouczyć na tym grać, to jakoś nabrałem zapału. Nauka trwała od tamtego czasu latami. Znajomy będąc ze mną w Laskach miał grę telewizyjną i w wolnym czasie tam ćwiczyliśmy. Później nastała doba Internetu, wtedy też dostałem swój pierwszy komputer z oprogramowaniem i porzuciłem konsolę do gier, bo byłem zafascynowany nowym sprzętem. Po roku, może dwóch latach przerwy od Pegasusa zupełnie o nim zapomniałem, aż w końcu, któregoś dnia, w wyszukiwarkę Google wpisałem frazę „gry na Pegasusa”. Wyskoczyła wtedy strona, która działa do dziś, a jej założyciele organizują coroczne zloty fanów tej konsoli, zwane FamiCONem. Udzielam się zarówno na tych zlotach jak i na forum. Po skończeniu szkoły w Laskach nadszedł czas, którego obawiałem się najbardziej. Zadając sobie pytanie – co będzie dalej? Pewnego dnia na wspomnianym wcześniej forum skontaktowałem się z poznanym wcześniej użytkownikiem. Spytałem go, czy może chciałby się ze mną spotkać. Nikt wcześniej nie myślał o tym, by porozmawiać na żywo o tym, co nas wychowało i co nas łączy. Tak to się zaczęło. Pojechałem do Warszawy raz, potem drugi, potem na drugą edycję zlotu (bo na pierwszej nie byłem). W tym momencie moje życie zmieniło się diametralnie. Zacząłem ponownie kupować kartridże z grami, uczyć się kolejnych gier do przechodzenia, najczęściej prostych, gdzie chodzisz i eliminujesz przeciwników, czasem gdzieś trzeba wskoczyć, ale generalnie to nie jest problem, jeśli grywasz w to ucząc się od ‘92 roku.

Szeroka gama dźwięków płynących z Pegasusa pozwala na pełen odbiór inscenizacji jawiącej się w grze. Poprzez uprzednie zapoznanie się z dokładnym opisem interesującej mnie gry, po włączeniu konsoli mogę swobodnie wsłuchać się w dźwięki, a podczas gry mogę krok po kroku analizować sytuację zarówno mojej postaci jak i przeciwników. Podczas gry dokładnie słyszymy ataki przeciwników, co pozwala podjąć próbę wyeliminowania ich z gry.

Dziś mamy rok 2013, więc szmat czasu. Ja mam 25 lat i nadal gram, jeżdżę na zloty fanów tej konsoli i przez to poznaję wspaniałych ludzi, którzy nie traktują mnie jako biednego niewidomego, tylko jako człowieka, który w końcu, w pewnych momentach swojego życia był pogubiony, był nierozgarnięty, ale postanowił to w sobie zmienić. I zmienił to tak, że potrafi sobie poradzić w większości ze wszystkim. Czasem po prostu trzeba dostać potężnego kopniaka od życia, żeby się obudzić i wiedzieć co należy zrobić, by było dobrze, a nie tylko narzekać. Ja realizując swoje pasje, czuję się z tym wspaniale, a jeszcze jak są przy mnie niesamowici ludzie, z którymi spotykam się częściej lub rzadziej, do tego zloty, to po prostu czuję się potrzebny i nie zamierzam tego zmieniać, bo znalazłem swój kącik. Kocham grać, kocham dowiadywać się czegoś nowego w temacie, bo pomimo, że to stara konsola, to scena nadal żyje i gry są nadal tworzone przez fanów. Dużo mógłbym o tym pisać.

Wszystko da się opanować. Wystarczy ćwiczyć i tego chcieć. Jeśli coś kochacie i się tym interesujecie, realizujcie to śmiało.

Jest ciężko niestety, bo nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale jak już coś opanujecie, gwarantuję Wam, będzie wspaniała satysfakcja i będziecie chcieli więcej. Z całego serca życzę tego każdemu. Pozdrawiam wszystkich Czytelników.