Oczami psa przewodnika

Cześć! Mam na imię Bila, mam 6 lat i jestem psem przewodnikiem. Wiem, że rola, jaką pełnię w swoim życiu jest bardzo ważna, dlatego przybywam tu, by podzielić się z wami krótką opowieścią o mojej pracy: jak ona wygląda i jak pomagam swojej pani. Zawsze mi mówi, że ze mną jest jej o wiele łatwiej i że odmieniłam jej życie, więc śmiem nieskromnie twierdzić, że chyba dobrze wypełniam swoje zadania i w odpowiedni sposób pomagam w poruszaniu się mojej pani.

Zacznę od tego, że zanim zamieszkałam ze swoją ukochaną panią byłam szkolona przez specjalnie wykwalifikowanych treserów. Uczyłam się przede wszystkim koncentracji uwagi, jak nie reagować na wiele otaczających mnie interesujących rzeczy w momencie swojej pracy, jak zachowywać się w publicznych miejscach i przede wszystkim prowadzić swojego niewidomego właściciela, de facto zatrzymywać się przed przejściami, schodami, omijać przeszkody, które mogą pojawić się na drodze, np. słupki, auta, a nawet zaspy śniegu. Kiedy umiałam już wszystko, co było ode mnie wymagane i pozytywnie zdałam egzamin, wiedziałam, że teraz kolej podjąć pracę na pełny etat. Nie znałam jeszcze swojego właściciela, ale czułam, że to będzie ktoś aktywny, odpowiedzialny i zaopiekuje się mną w odpowiedni sposób.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam swoją panią zrozumiałam, że się nie myliłam. Podbiegłam do niej i obwąchałam ją dokładnie. Miała bardzo przyjazny zapach. To był zapach smakołyków, którymi mnie poczęstowała. Podarowała mi również zabawkę, którą bawiłyśmy się po raz pierwszy. To było wspaniałe przeżycie. Od razu przypadłyśmy sobie do gustu i bardzo szybko wytworzyła się między nami wyjątkowa więź.

Zamieszkałam w bloku z windą na piątym piętrze. Dostałam swoje nowiuśkie, mięciutkie legowisko i nową michę, w której każdego dnia dostaję pyszne jedzonko. Nieopodal bloku dużo trawniczków, park, więc jak dla mnie warunki mieszkaniowe idealne. Obok bloku także mnóstwo sklepów i – co najważniejsze dla pani – przystanki autobusowe, więc warunki do pracy również bez zarzutów. Kiedy obwąchałam już cały swój teren, bardzo mi się spodobał i byłam ciekawa wszystkiego, co będzie się działo. To tyle tytułem wstępu, jak to wszystko się zaczęło. Mogłabym opowiadać jeszcze długo i długo, ale przejdźmy już do meritum, czyli jak wygląda dokładnie moja praca i jak poruszamy się z panią po mieście.

Każdy dzień rozpoczyna się bardzo radośnie, więc idę przywitać się z moją panią. Pani mówi, że śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Wzięłam sobie to głęboko do serca i po porządnym wyściskaniu i wylizaniu czekam aż pani nasypie mi do miski karmę, którą zjadam w mig i jestem pełna sił, i gotowa do pracy. Pani ubiera mi uprząż, dzięki której może mnie wyczuć, a ja wiem, że jestem w pracy i od tego momentu muszę już być skupiona, obrożę i smycz. Od tego momentu nie wolno nikomu mnie głaskać i zaczepiać, ponieważ sprawia to, że rozpraszam się i dekoncentruję, a przecież muszę być uważna, aby czuwać nad pani bezpieczeństwem. Niejeden może mieć tragiczne skutki, np. kiedy się nie zatrzymam w odpowiednim momencie, pani może na coś wpaść, spaść ze schodów i zrobić sobie krzywdę, albo kiedy zapomnę zatrzymać się przed jezdnią… aż strach pomyśleć. Pani zawsze grzecznie tłumaczy dlaczego nie wolno mnie głaskać, jednak nie każdy to do końca rozumie i lekceważy zakaz. Dlatego, jeśli kiedyś nas zobaczycie lub jakiegoś mojego kolegę po fachu, to nie zaczepiajcie go i nie głaskajcie.

Wychodzimy z domu i podchodzimy do windy. Czekamy, aż się drzwi do niej otworzą. Wchodzimy i po kilku sekundach jesteśmy na dole. Podchodzę do schodków przed wyjściem i zatrzymuję się przed nimi, aby pani z nich nie spadła i czekam na komendę: naprzód. Następnie drzwi i jesteśmy na zewnątrz. Rano bardzo często odwiedzamy piekarnię, gdzie pani kupuje świeże pieczywo, które wspaniale pachnie. Trafiam tam po zapachu. Zatrzymuję się przed wejściem i czekam aż pani otworzy drzwi, a ekspedientka wita nas uśmiechem już od progu. Podchodzimy do lady i zatrzymuję się. Siadam sobie na chwilę i czekam aż pani zrobi zakupy. Czekam na hasło: idziemy, wyjście. Podchodzę do drzwi i również się przy nich zatrzymuję. Wracamy do domu szybkim krokiem, nie tracąc zbędnego czasu, którego zawsze mało.

Pani zjada śniadanie i wypija swój ulubiony napój, czyli kawę. Kiedy zbliża się czas do wyjścia, ubieramy się ponownie. Pani zawsze ma ze sobą malutką torebeczkę ze smakołykami. To są moje nagrody, które dostaję za dobrze wykonane zadanie. Uwielbiam dostawać nagrody. Idziemy na przystanek autobusowy. Zawsze mam nadzieję, że być może skręcimy do parku, jednak kiedy słyszę komendę: w lewo, przystanek, wiem już na pewno, że moje łapki wędrują nieco dalej. Podchodzimy do przystanku i pokazuję pyszczkiem ławkę, aby pani mogła sobie na chwilę usiąść i spokojnie poczekać na swój autobus. Ja za zwyczaj korzystając z okazji ucinam sobie króciutką drzemkę, ale jestem czujna i czekam na hasło: wstajemy, autobus, wejście i wtedy szybko wstaję i podchodzę do drzwi autobusu. Pani wyczuwa gdzie zaczynają się schody i wskakujemy do środka. Szukam dla pani wolnego miejsca i pokazuję jej, że może usiąść, a ja znów ucinam sobie drzemkę.

W autobusach jest często bardzo dużo ludzi i tym samym mało miejsca. Nie wszystkim się podoba, że ja też tam jestem i zabieram miejsce. Niecierpliwią się i dziwią, dlaczego taki duży pies jak ja nie ma kagańca. Pewnego razu jeden z kierowców nakrzyczał na moją panią właśnie z tego powodu. Pani grzecznie tłumaczyła mu, że jestem psem przewodnikiem i nikogo nie ugryzę. To prawda, jestem bardzo przyjaznym psem i nie w głowie mi takie rzeczy. Poza tym byłam uczona jak zachowywać się w miejscach publicznych i wiem, że należy być wtedy spokojnym i nic nie brać w zęby. No, chyba że pani poprosi, kiedy jej coś upadnie, np. rękawiczki lub klucze. Wtedy podnoszę je i podaję pani. Jednak ten kierowca był nieugięty i kazał nam wyjść. Mówił coś, że on wie lepiej, bo tyle lat pracuje jako kierowca i żaden pies nie może przebywać w autobusie bez kagańca. Pani jednak jest uparta i nie zamierzała wychodzić z autobusu, ponieważ musiała dotrzeć na miejsce o określonej godzinie. Poza tym jest to uregulowane prawnie, więc kierowca nie może tak po prostu kazać nam wyjść. Ostatecznie to kierowca ugiął się pod presją innych ludzi i musiał odjechać, gdyż i tak już był spóźniony. Naturalnie takie przypadki to rzadkość. Częściej jesteśmy z panią pozytywnie odbierane i słyszymy na swój temat miłe komentarze: np. jaki ładny i mądry piesek. Ludzie na ogół nie mają nic przeciwko mnie i w większości przypadków są przychylni, abym mogła z panią gdzieś wejść.

Poruszając się na mieście, przechodząc przez różne ulice, moim zadaniem jest omijanie przeszkód takich jak: zaspy, kałuże, dziury w chodniku lub jakieś niespodzianki, np. zaparkowane auto na chodniku bądź remonty. Pani jest łatwiej, bo nie musi pamiętać o tych wszystkich przeszkodach na drodze. Może poruszać się o wiele szybciej i sprawniej. Zawsze trafiamy do określonego miejsca i dzięki temu pani czuje się ze mną pewniejsza. Na komendę zatrzymuję się przed przejściem oraz jeśli to konieczne – podchodzę do słupka. Staję przed krawężnikiem i czekam aż pani zadecyduje kiedy przechodzimy i komendę: naprzód. W naszym mieście większość przejść posiada sygnalizację świetlną, więc nie ma z nimi większego problemu. Jeśli jej nie ma, to pani czeka aż jakiś samochód stanie i ją przepuści lub pyta przechodniów, czy można spokojnie przejść. Radzimy sobie nawet w kryzysowych sytuacjach. Jednego razu pojechałyśmy autobusem kilka przystanków za daleko, ponieważ były to przystanki na żądanie, a pani nie wiedziała o tym i nie wcisnęła przycisku, aby kierowca mógł stanąć. Na szczęście pani w porę się zorientowała i na kolejnym wysiadłyśmy z autobusu. Okolica była cicha i nie było nikogo, kogo można było by spytać o drogę. Pani jednak wiedziała, że gdzieś musi być przejście, a po drugiej stronie przystanek, na którym autobus staje jadąc w przeciwnym kierunku, jednak trzeba było go odnaleźć. Byłam ja i czuwałam nad jej bezpieczeństwem. Wróciłyśmy i niepewnie poszukiwałyśmy przejścia. Znalazłam je i stanęłam przed nim. Przeszłyśmy i byłyśmy już po drugiej stronie, więc już bliżej celu. Następnie na komendę: przystanek szukałam przystanku, który był nieco oddalony, jednak trafiłyśmy. Pani odetchnęła z ulgą i teraz pozostało już tylko czekać aż podjedzie autobus i cofnąć się o kilka przystanków, aby trafić na miejsce. Na szczęście autobus podjechał i zdążyłyśmy na czas. Wiem, że pani się wtedy strachu najadła, ponieważ była to dla niej nieznana okolica, a na dodatek bardzo cicha i nie było nikogo, kogo można by poprosić o pomoc. Jednak pomogłam jej w odnalezieniu określonych punktów i poradziłyśmy sobie.

Z panią bardzo często odwiedzamy galerie, sklepy lub restauracje. Zdarza się czasem usłyszeć, że tu z psem nie wolno, jednak najczęściej wystarcza informacja, że jestem psem przewodnikiem. Wtedy większość ludzi uśmiecha się i zaprasza do środka pytając czy pomóc w czymś. To bardzo miłe i dla pani, i dla mnie. Cenimy sobie serdeczność i chęć niesienia pomocy, która czasem jest potrzebna. Pani oczywiście, dbając o swój wygląd, odwiedza swój ulubiony salon fryzjersko-kosmetyczny. Jesteśmy również witane od progu i mile widziane. Kiedy moja pani robi się na bóstwo i coś tam robią jej we włosach lub paznokciach, ja wtedy ucinam sobie standardowo drzemkę i czekam aż pani będzie gotowa i wrócimy do domu. Uwielbiam pracować, ale również uwielbiam wracać do domu. To jest czas, kiedy mogę się w końcu rozłożyć na swoim legowisku, pobawić się z panią i zjeść kolację. Praca, którą wykonuję, jest satysfakcjonująca, ale czasem też męcząca, dlatego po powrocie odpoczywam i jest czas na relaks. Z panią oglądamy sobie jakiś serial lub wygłupiamy się na podłodze z poduszkami. Jestem szczęśliwa, że trafiłam do takiego domu i mam taką wspaniałą panią, obok której mogę czuć się spełnionym psem. Opiekujemy się sobą wzajemnie. Pokonujemy wspólnie różne bariery i dzięki temu rozwijamy się. Z każdym dniem zwiększa się nasza więź i przywiązanie.

Aktywność osób niepełnosprawnych

Jak się zmotywować?

Istnieje wiele dziedzin sportu, w których główną rolę odgrywają osoby niepełnosprawne. Są to np. goalball, kręgle, pływanie, biegi, taniec i wiele, wiele innych. Osoby z niepełnosprawnością niejednokrotnie udowodniły, że potrafią dorównywać, a nawet pokonywać w sporcie swoich w pełni sprawnych kolegów. Dzięki ciężkiej pracy i wysiłkowi zdobywają dobre wyniki i osiągają sukcesy. Sport to przede wszystkim pasja i ciągły rozwój. W artykule postanowiłam skupić się na motywacyjnych aspektach sportu osób niepełnosprawnych, bazując również na własnych doświadczeniach w różnych dziedzinach życia.

Co może ułatwić dążenie do postawionych przez siebie celów? Z pewnością wytrwałość w działaniu i odporność na porażki. Tylko osoba, która nic nie robi nie myli się i nie doświadcza niepowodzeń. Sukcesem wielkim jest, gdy potrafimy swoją porażkę traktować jako nowe wyzwanie i jest informacją, co źle zrobiliśmy i co należy zmienić, a nie ostateczny koniec i klęska. Z każdego doświadczenia można wyciągnąć jakieś pozytywne wnioski i nauczyć się czegoś nowego. Przecież tak naprawdę to właśnie nasze małe niepowodzenia kształtują nasze myślenie. Kierują je na inny tor poszukując nowych rozwiązań w danej sytuacji. Nie można osiągnąć prawdziwego sukcesu bez doświadczenia choćby jednej porażki. Sama również jestem osobą z niepełnosprawnością i wielokrotnie spotykałam się z różnymi stresującymi sytuacjami. Zmuszały mnie one do myślenia: co zrobić by osiągnąć to, do czego dążę w tej chwili? Co mogę w sobie zmienić, aby znaleźć się na kolejnym szczeblu rozwoju?

Rozwój to tak naprawdę małe kroczki do przodu. Dopiero po ich pokonaniu, oglądając się w tył, widzimy ile już przeszliśmy. Zatrzymaj się na chwilę Czytelniku i przypomnij sobie siebie sprzed roku, trzech, pięciu lat. Widzisz te różnice? To właśnie Twój rozwój. Kiedy spojrzysz na dzisiejszego siebie, za jakiś czas znów zobaczysz różnice i właśnie o to w tym chodzi. Na każdym etapie mamy do pokonania pewne zadania, które pokonujemy małymi krokami.

Motywację rozumie się jako ilość poświęconej energii na określone zadanie. To, ile tej energii poświęcisz na dany cel, zależy tylko od Ciebie. Myślisz sobie: Jak to ode mnie? Przecież staram się, a znów mi nie wyszło… Już nie mam siły i ochoty na kolejne ćwiczenia i zadania – czy to oznacza, że braknie mi motywacji? Usiądź i zastanów się, ile energii potrzebujesz na określone zadanie, zrób listę najbliższych zadań do wykonania i potem postaw obok nich cyferkę, która Twoim zdaniem będzie odzwierciedlała ile tej energii poświęcisz na każde z nich. Energią trzeba oszczędnie i rozsądnie zarządzać. Nie na każde zadanie potrzebujesz 100% energii. Oszczędzaj ją i gromadź – to Ty zdecydujesz, kiedy wykorzystasz jej najwięcej. Pozwól sobie czasem na odpoczynek i regenerację sił. To jest bardzo ważne. Nie obwiniaj się za chwile słabości, bo one są naturalne. Organizm wysyła nam informacje, że potrzebuje odpocząć.

Aby realizować własne cele i dążyć do nich trzeba wiedzieć przede wszystkim do czego dążę, jak chcę to wykonać i jakich oczekuję rezultatów. W tym przypadku przyda się krótka metoda stawiania celów, w której rozpiszesz sobie, jakie to konkretne cele chcesz osiągnąć, w jaki sposób chcesz je uzyskać, czyli co musisz dokładnie zrobić i w jakim dokładnie czasie. Na koniec zastanów się, czy to, co przed chwilą ustaliłeś jest realne do wykonania i czy jesteś w stanie sprostać tym zadaniom w ustalonym przez ciebie czasie. Jeśli nie, to zmień to, co Twoim zdaniem nie jest realne. Jeśli już lista celów i działań jest gotowa – przystąp do działania zgodnie z tym, co zostało zaplanowane. Doceniaj swój wysiłek włożony w każde zadanie i dostrzegaj nawet najmniejsze sukcesy oraz nagradzaj się za nie. Metodę tą można wykorzystywać nie tylko w sporcie, ale również w każdym aspekcie życia, np. studia, praca zawodowa czy nauka nowych umiejętności.

Mam nadzieję, że udało mi się choć na chwilę skoncentrować Twoją uwagę na Twoich mocnych stronach i możliwościach. Pamiętaj, że nie ma prawdziwego sukcesu bez porażek, a w sytuacjach trudnych i beznadziejnych myśl o tym co możesz, a nie czego nie możesz. Stawiaj przed sobą nowe cele i doświadczaj, sprawdzaj siebie. Osiągnięte cele wzmocnią Twoje poczucie własnej wartości i pewność siebie, a niepowodzenia podpowiedzą co jeszcze w sobie możesz zmienić.

Informacja od autorki:

Pochodzę z Bydgoszczy i jestem absolwentką psychologii. Postanowiłam, dzieląc się swoją wiedzą i doświadczeniami, pisać artykuły do czasopisma. Jestem osobą niewidomą. Mimo wielu przeciwności losu, które spotykałam, spotykam i pewnie jeszcze nie raz spotkam, jestem osobą bardzo optymistycznie nastawioną do rzeczywistości i otwartą. Cenię sobie możliwość rozwoju i uwielbiam poznawać nowych ludzi. Interesuję się psychologią, zwłaszcza psychologią rehabilitacji i psychologią pozytywną. Interesują mnie także różnice kulturowe ludzi w różnych zakątkach świata, a poza tym uroda i zdrowie. Nie jestem może przykładem wybitnie zdrowego stylu życia, jednak zwracam na nie uwagę i staram się o nie dbać jak najlepiej. Jestem osobą sumienną, pracowitą i upartą, jednocześnie wrażliwą. Zawsze dążę do swoich celów i nigdy się nie poddaję. Staram się z doświadczonych niepowodzeń wyciągnąć zawsze coś dla siebie i pozytywnie to wykorzystać.