Pożegnanie…

W wyniku ciężkiej, nowotworowej choroby, pełnej zaskakujących medycznych niepowodzeń i błędów, zmarł Janusz Skowron – wybitny muzyk i intelektualista. Miał 61 lat i biorąc pod uwagę plany i marzenia, jakie miał jeszcze tak niedawno oraz to, jak bardzo był dla innych ważny i potrzebny, odszedł stanowczo za wcześnie . Jeszcze w czerwcu zajmowały go coraz efektywniejsze ćwiczenia fizyczne. Cieszył się, że dzień po dniu jest mocniejszy i bardziej sprawny.

Był jednym spośród tych, którym nie było dane widzieć dwojgiem oczu, a jedynie okiem trzecim, które co prawda nie pozwala widzieć zwyczajnie, ale za to ludziom najwrażliwszym ułatwia prawdziwe i uczciwe widzenie innych. Janusz grał i opowiadał o świecie, w którym żył, a był to świat odmienny od tego, w których żyją pełnosprawni. Jego muzyki słuchało się z zapartym tchem, bo grała Jego dusza, a nie jedynie dłonie i intelekt. Była i jest pełna empatii i obrazów przedstawionych dźwiękiem i rytmem. Wszystko tu brzmi fascynująco, drga i wydaje się, że mówi do nas: „słuchajcie i budujcie lepszy świat, także dla nas – niewidomych”. Tę ważną i bardzo poważną treść przekazywał nam Janusz bez zadęcia, skromnie, jakby między wierszami. Dowiadywali się o tym „cichym” przekazie znawcy jazzu oraz najbliżsi przyjaciele, z którymi rozmawiał bardziej otwarcie. Wśród nich byłem i ja.

To wielki zaszczyt, być najpierw uczniem Janusza, a następnie Jego najbliższym przyjacielem. Tyle mi od siebie dał, że nie można tego opisać nawet w najpiękniejszej notce, jaką jestem w stanie stworzyć. Spróbowałem, ale czy mi się udało? Musi to sprawdzić sam Mistrz – Janusz Skowron, wybitny niewidomy muzyk i intelektualista, którego już nie ma wśród nas!

Marek Kalbarczyk, Fundacja Szansa dla Niewidomych

Helpowe refleksje

Tym razem refleksje nie „zasłużyły” na dodatkowy, uszczegóławiający tę treść tytuł, a bywało z tym różnie. Czasem są one dedykowane głównemu tematowi numeru i w pewien sposób go uszczegóławiają. Kiedy indziej są po prostu uwagami i opiniami na zróżnicowane tematy, aktualnymi w czasie tworzenia kolejnego numeru fundacyjnego Helpa. Jest tak właśnie i tym razem. Nie wskazanie konkretnego tematu artykułu wynika z faktu, iż niniejsze refleksje są poświęcone kilku ważnym dla nas sprawom. Tematem przewodnim tego wydania jest: „Pracę da się lubić – zatrudnienie ludzi niewidomych i słabowidzących”. Omawiamy go w kilku zamieszczonych tu artykułach, między innymi Elena Świątkowska przypomina przepisy dotyczące dofinansowania stanowisk pracy przeznaczonych dla osób niepełnosprawnych. NIL opowiada, jak dążyła do znalezienia pracy i jak ważne znaczenie praca ma dla niej. Z kolei Roksana Król przypomina prawa osób niepełnosprawnych. Te artykuły pewnie wyczerpują temat numeru, zatem trudno dopisać cokolwiek bardziej istotnego, a jednak! Wyczerpują? Naprawdę?! Oczywiście, że nie. Wyczerpują w takim tylko ujęciu, że chcemy je omawiać na bardzo ogólnym poziomie, jak ja tutaj. Gdybyśmy jednak chcieli potraktować to poważniej, zanalizować rynek pracy szczegółowo, skrytykować zjawiska negatywne i pochwalić pozytywne, temat byłby raczej nieskończenie rozległy. Nie starczyłoby miejsca ani w tym numerze Helpa, ani w kilku następnych łącznie. Co zatem narzuca się, gdy spojrzymy na tę dziedzinę z lotu ptaka? Otóż w Polsce w tej dziedzinie jest dobrze tylko częściowo, a przyczyny takiego stanu rzeczy są naprawdę różnorodne i wcale nie wiążą się jedynie z samym rynkiem pracy.

Po roku 89., w wyniku pokojowej rewolucji, zmieniło się podejście władz do osób niepełnosprawnych. O ile wcześniej w dużym stopniu nas nie zauważano, a służyło temu między innymi zorganizowanie specjalnych szkół i zakładów pracy, w nowej rzeczywistości zrezygnowano z traktowania niepełnosprawnych jak jednolitą grupę społeczną i zapanowało mniej więcej indywidualne podejście do każdego z nas. „Mniej więcej” to na pewno uzasadnione sformułowanie. Z jednej więc strony jest wyraźnie zauważalne, a z drugiej dużo nam brakuje do rzetelnej realizacji tego rodzaju podejścia. Gdy młody niewidomy może dostać się na studia i dysponować podręcznikami, które go obowiązują, mamy do czynienia z właściwym traktowaniem osoby niepełnosprawnej. Gdy jednak podczas rozlicznych spotkań, konferencji i narad słyszymy o integrowaniu niepełnosprawnych ze wszystkimi i wszędzie na siłę, robi się „zbyt gorąco”, by móc wysiedzieć w salach, gdzie one się toczą. Indywidualne podejście musi przecież polegać na realizowaniu potrzeb i zainteresowań poszczególnych osób. Chodzi o rozumne rozważenie ich możliwości i trudności. Nie ma takich samych ludzi. Każdy jest i ma prawo być inny. My z kolei mamy prawo oraz obowiązek tak samo krytykować „wpychanie” niewidomych do specjalnych szkół czy spółdzielni, co lubiły czynić władze PRL, jak nieprzyzwoite zmuszanie do integracji. Wcale niekoniecznie przyjaznej dla każdego. Społeczeństwo znacząco się zmieniło i faktycznie w wielu miejscach niewidomi są właściwie postrzegani przez innych, mogą też liczyć na ich wsparcie. Nie zmienia to faktu, że pozostaje wiele innych miejsc, gdzie jest inaczej. Dochodzą do tego rozmaite problemy samych niewidomych. Jak się okazuje, a dla mnie nie jest to zaskakujące, pewna część niewidomych najlepiej czuje się w małych, lokalnych społecznościach związanych z tym środowiskiem. Nie wiadomo z jakiej racji muszą zrezygnować z uczęszczania do szkoły specjalnej (w naszym języku specjalistycznej), albo pracy w spółdzielni inwalidów, gdy jest im tam dobrze? Każda tego typu ideologia nie idzie w parze z indywidualnym podejściem. Zmuszanie do czegokolwiek jest w najwyższym stopniu naganne. My, w Fundacji Szansa dla Niewidomych popieramy idee integracyjne, ale nie zgadzamy się, by ktokolwiek z nas nie był traktowany podmiotowo. Najpierw należy zapytać i sprawdzić, jakie rozwiązanie rehabilitacyjne jest najlepsze, a później w najlepszy z możliwych sposobów je wdrożyć. Dopiero wtedy reforma stosunków społecznych w naszym kraju będzie domknięta.

Zauważamy kolejne problemy. Trudno mówić o wydźwignięciu się naszego środowiska z izolacji i dyskryminacji, gdy nie za bardzo dba się o rodziny, w których ktoś stał się osobą niepełnosprawną, a nikt im efektywnie nie pomógł, gdy dziecko nie trafia do dobrej szkoły i jest uczone byle jak, by tylko pozbyć się związanych z nim problemów, gdy po latach skieruje się dziewiętnastolatka na studia, ale nadal nie kształci się go porządnie, ponieważ jakoby nie warto i zbyt trudno. Wreszcie wypuści się tak przygotowanego, znaczy raczej nieprzygotowanego niepełnosprawnego na rynek pracy, by się okazało, że brakuje tu profesjonalizmu i pozostaje mu wybrać stanowisko dające pewne zarobki, ale w skojarzeniu z fikcyjną, albo co najwyżej quasi-fikcyjną pracą! Trudno w takiej sytuacji powiedzieć, że wszystko jest w porządku.

I tak:

– Rodzice motają się wśród codziennych problemów i nie wiedzą, gdzie się udać po sensowną pomoc. Mijają dni, a ich dziecko zamiast się rozwijać, traci dystans do innych.

– Niewidomy student martwi się, że jest traktowany niepoważnie, a gdy zwróci na to uwagę, nauczyciele robią zdziwione miny: „O co chodzi temu niepełnosprawnemu, gdy i tak nie będzie mógł wykonywać pracy profesjonalnie?”.

– Na rynku pracy, podczas interview pracodawca wychwyci wszelkie braki wynikające ze złej edukacji, niekoniecznie słabego poziomu kandydata.

I jaka jest przyczyna, dla której to środowisko głośno nie protestuje? Moim zdaniem zostało mocno „zindoktrynowane”. Żeby niepełnosprawni nie buntowali się, wystarczyło ich nauczyć być zadowolonym z tego, co już się ma, wmówić obywatelom, że jest tak dobrze, znacznie lepiej niż kiedyś. Powinniśmy cieszyć się więc, że hej. No to zapewne się cieszymy. Rodzice w końcu przyzwyczaili się do panujących tu warunków, uczniowie wcale nie muszą czytać i liczyć, studenci dostają często niezasłużone trójki za nic i zostają magistrami, a pracownicy mogą w czasie wykonywania fikcyjnej lub quasi-fikcyjnej pracy, słuchać muzyki, rozmawiać (telefonicznie czy sms-owo) z przyjaciółmi, mailować i dzielić się uwagami na społecznościowych portalach. Nie ma jak poczytać lub popisać na FB! Szkoda tylko, że inni ludzie żyją inaczej: nie narzekają na podstawowe utrudnienia, jakie mają niepełnosprawni, lecz na przykład gdy nie mogą wyjechać na wakacje do kolejnych fascynujących miejsc w kraju lub za granicą, albo gdy ich samochód stał się zbyt stary, by móc się nim chwalić, gdy nie stać ich na bilety na dosyć drogi koncert popularnej grupy rockowej. Niewidomi zamiast robić to samo, siedzą w domu, albo spotykają się z innymi niewidomymi i ekscytują swoimi notkami zamieszczonymi w Internecie.

Zostawmy już ten trudny temat. Niech swoimi opiniami i informacjami podzielą się inni autorzy. Dla mnie ten temat jest zbyt przykry, bym mógł pisać o nim w inny sposób. Zdaję sobie sprawę, że moja relacja o rynku pracy i ogólniej – o traktowaniu niewidomych w naszym kraju, jest kontrowersyjna. Po prostu więcej wymagam. Uważam bowiem, że gdy się nie widzi lub widzi się słabo, tym bardziej należy zadbać o inne walory. Jako niewidomi możemy coś „ugrać” wyłącznie wtedy, gdy w jakiejś dziedzinie osiągniemy znacznie wyższy poziom od innych.

Kolejnym aktualnym, bardzo ważnym tematem jest międzynarodowa sytuacja Polski i Polaków. Można by uważać, że to, co dotyczy wszystkich obywateli, nie dotyczy niewidomych i słabowidzących, ale tak nie jest. Gdy ktoś twierdzi, że Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki, to tak samo rani wszystkich obywateli, jak każdego z nas z osobna. Nie ma algorytmu oddzielającego niewidomych od reszty społeczeństwa. Jesteśmy Polakami tak samo jak inni i tak samo nie jesteśmy antysemitami. Przeciwnie. Traktujemy naród żydowski jak bardzo nam bliski. Mamy wiele wspólnego, żyjemy na tej samej ziemi od setek lat i mamy świadomość, jak nasze kultury wzajemnie się przenikały, ubogacały. Nawet tutaj, na łamach skromnego miesięcznika, musimy zaprotestować, gdy ktoś nie docenia naszej wielowiekowej wspólnoty. W ramach tego protestu muszę wspomnieć swoich przyjaciół pochodzenia żydowskiego. Mieliśmy w naszej klasie takiego kolegę. Olka lubiliśmy i ceniliśmy bodaj wszyscy. Był wyjątkowym uczniem i przyjacielem. Po skończeniu edukacji między innymi współtworzył w Warszawie teatr żydowski, a następnie jako aktor wziął udział w filmie „Pasja” Mela Gibsona. Wśród współpracowników szef naszego handlu Tomek również był pochodzenia żydowskiego. Kiedyś nam to po prostu powiedział i polubiliśmy go jeszcze bardziej. Docenialiśmy to, że w ten sposób wykazał, iż nie ma co do nas żadnych obaw o jakiś wyimaginowany antysemityzm. A inni przedstawiciele tego narodu w Polsce? To bardzo wielu niesamowitych ludzi, którzy byli razem z nami i pracowali dla ojczyzny jak wszyscy Polacy.

W czasie wojny zginęły miliony Polaków, również pochodzenia żydowskiego. Wszyscy wiemy, że to tragedia obu tych narodów. Obliczanie, który naród ucierpiał bardziej nie może zasłaniać faktu, że tak czy inaczej sprawa ta przekracza ludzką wyobraźnię. I nie jest też tak, że Polacy nie wiedzą, jak bardzo Niemcy zniszczyli żydowską społeczność w Polsce, a także w całej Europie. Z tego co wiem, nikt tutaj nie twierdzi, że nasz udział w tamtym morderczym procederze jest taki sam. Jest oczywiste, że nie ten sam procent obu narodowości wtedy zginął. Mamy jednak prawo oczekiwać, że i żydowska strona pochyli się także nad naszym nieszczęściem i uzna go za wspólne, tak jak cała nasza historia. W czasie wojny, w trakcie Powstania Warszawskiego lub podczas popowstańczych zemstach Niemców nad zbuntowanym miastem, zamordowano również mojego dziadka i stryjka, najbliższego brata mojej matki. Mam prawo oczekiwać solidarności również ze strony tych przedstawicieli władz Izraela, którzy tak niesprawiedliwie nas traktują. W przeciwieństwie do nich nasi izraelscy przyjaciele myślą o Polakach i Polsce odmiennie. Otóż gościliśmy ich podczas ostatniej Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. Twierdzą, że nic nie wiedzą o polskim antysemityzmie i że zawsze spotykają się tutaj z sympatią i przyjaźnią. I owszem, byli u nas przyjęci jak prawdziwi przyjaciele. Oni wiedzą, ilu Polaków pomagało ich przodkom w czasie wojny i co im za to groziło.

A sprawa dyskryminacji chrześcijan na świecie, także w Polsce? Jesteśmy wierzący czy nie, niemal wszyscy jesteśmy tutaj wychowani pod wpływem chrześcijańskiego dekalogu. Nie zmieni tego nawet najgłośniejsza, niepoważna paplanina wrogów kościoła. Dla nas musi pozostać najważniejsze przykazanie miłowania Boga i bliźniego jak siebie samego. Bez tego społeczeństwo się rozpadnie, a zagrożenie chorobami społecznymi dotknie każdego. Krytyka dotycząca pewnych wyjątkowych przypadków nie może skutkować potępieniem wszystkich. W każdym razie protestujemy przeciw takiemu złoczynnemu podejściu. Jesteśmy wychowani w szkołach, gdzie uczono nas rozumienia dekalogu i chcemy pozostać wiernymi tej nauce.

Dostępność to w tej chwili bodaj najważniejszy dla naszego środowiska temat polityczny. Właśnie decydują się losy programu premiera Mateusza Morawieckiego „Dostępność Plus”: na co są przeznaczone 23 miliardy złotych. Podczas spotkania z premierem i Ministrem Infrastruktury i Rozwoju w czerwcu ubiegłego roku wystąpiłem z apelem, by stworzono instytut rehabilitacji, który pomagałby władzom w jak najefektywniejszym wykorzystaniu tych środków. Przypomniałem, że wcześniej zdarzały się interesujące zamierzenia w tej dziedzinie, ale w trakcie ich realizacji pieniądze gdzieś ginęły. Teraz tak nie może być. Rząd PiS-u ma ambicje zrobić coś istotnego dla niepełnosprawnych obywateli, są więc ogromne szanse, że to się uda, jednak, jak ostrzegałem w swoim wystąpieniu, będzie zapewne wiele nacisków, by pieniądze poszły na cele nie związane z naszym środowiskiem.

Dzięki poparciu wielu organizacji pozarządowych zostałem członkiem Krajowej Rady Konsultacyjnej, która działa przy Ministrze Pełnomocniku Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Wystąpiłem tam z krótkim referatem o specyfice niepełnosprawności wzroku i sytuacji niewidomych i niedowidzących w Polsce. Powiedziałem mniej więcej to, o czym napisałem w pierwszej części niniejszego artykułu i proszę sobie wyobrazić, zaprotestowała przeciw moim słowom Prezes Zarządu Głównego Polskiego Związku Niewidomych, która właściwie wykpiła moje wystąpienie. Jej zdaniem niewidomi nie są w trudnej sytuacji, bowiem wiele się zmieniło i poprawiło. Najwyraźniej mamy dobrą edukację i pracę, pewnie mamy też oprzyrządowanie niwelujące naszą niepełnosprawność. I powiem szczerze – ręce opadają. Ktoś z uczestników narady, a nie mogę wskazać kto bez stosownego upoważnienia ze strony tej osoby, powiedział, że zastrzeliłby takiego przedstawiciela niewidomych, który dba widocznie o osobistą pozycję, a nie o interesy członków tego stowarzyszenia. W czasie ustalania na co zostaną przeznaczone środki w programie Dostępność Plus, szefowa Związku twierdzi, że niewidomi mają się dobrze. Wynika z tego oczywiście, że środki mogą być skierowane na inne cele i do innych środowisk. Gratuluję Pani Prezes za optymistyczny stosunek do rzeczywistości. Może jednak nie spodoba się to samym niewidomym i słabowidzącym? Czy upoważnili Panią Prezes do takich wypowiedzi? Czy ich treść odzwierciedla sytuację wszystkich niewidomych, czy jedynie jakość życia wybranych elit?

Jak napisałem, nasze środowisko wymaga dofinansowania. Poza wyjątkowymi sytuacjami i osobami, nie ma w Polsce edukacji niepełnosprawnych z prawdziwego zdarzenia. Wszystkie dotychczasowe rządy to zawalały. Teraz są plany reformy i czekamy na zmianę, ale to wcale nie znaczy, że mamy nie widzieć wieloletnich zaniedbań. Czy Polski Związek Niewidomych nie ma sobie w tej kwestii nic do zarzucenia? W szkołach specjalnych używa się komputerów nawet sprzed 10 lat. Brakuje tam specjalistycznego sprzętu. Uczniowie nie są nakłaniani do czytania, w szczególności znajomości pisma Braille’a. W innych szkołach jest jeszcze gorzej. Jak ocenić tzw. masowe szkoły lepiej, gdy niedowidzący uczeń dostaje przyrząd przybliżający to, co jest napisane na tablicy dopiero w połowie grudnia, gdy w liceum rok szkolny zaczął się pierwszego września? W wielu innych szkołach tacy uczniowie w ogóle nie są oprzyrządowani urządzeniami brajlowskimi, mówiącymi lub powiększającymi obraz. Nie mają też dodatkowych zajęć rehabilitacyjnych, usamodzielniających czy aktywizujących społecznie.

Czy Pani Prezes nie wie, że zamiast prawdziwej rehabilitacji proponowano nam jedynie jej namiastkę? Zgaduję, że nie zawraca sobie głowy czytaniem literatury, udziałem w dyskusjach na platformach społecznościowych, dowiadywaniem się co nowego dla niewidomych i słabowidzących powstaje na świecie. Nie musi więc kupować dla siebie profesjonalnych brajlowskich lub mówiących urządzeń, albo powiększalników obrazu. Najwyraźniej wystarczy zasiadać na posiedzeniach i imprezach i ograniczać się do miłego pogadywania mniej więcej o niczym. Wtedy rzeczywiście rzetelna pomoc jest niepotrzebna.

Związek nie przeszedł prawdziwej reformy i tkwi jakby w poprzednim ustroju – tu władze stowarzyszenia, a tam reszta środowiska! Nasza Fundacja wychodziła z wieloma propozycjami współpracy. To ja zaproponowałem platformę porozumienia Dialog Niewidomi Razem. To my finansujemy przestrzeń dyskową na ten cel oraz specjalistę, który tego pilnuje. Dialog jest oczywiście niecenzurowany i w pełni do dyspozycji organizacji biorących w tym udział. Tymczasem nasi przedstawiciele wojewódzcy meldują, że działacze Polskiego związku Niewidomych nie dopuszczają swoich członków do korzystania z naszej pomocy. A przecież mają prawo korzystać z pomocy tu i tam! Wygląda na to, że krytyczna ocena mojego wystąpienia na posiedzeniu KRK była podyktowana jedynie chęcią dokuczania i zepsucia dobrych stosunków naszych przedstawicieli z tymi, którzy prawdziwie chcą pomóc niewidomym. To polityka znana z innych dziedzin życia: „Albo my, albo niech nie dzieje się nic”!

Teraz czekamy na kolejne spotkanie. Tym razem będzie to narada Rady Dostępności w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju. Tam też spotkamy się z Panią Prezes, która i tam jest jedną z zaproszonych osób. Czego się spodziewać tym razem? Niech sami czytelnicy zgadną, a następnie sprawdzą. Pozostaje mieć nadzieję, że Pani Prezes już się zreflektowała i zmieni treść swoich wypowiedzi.

Między innymi właśnie takie tematy podnosimy w radiowej audycji „Jesteśmy razem” w sobotnie południa. Dokładnie o godzinie 12.00 w sobotę ja z Januszem Mirowskim prowadzimy tę autorską audycję w Radiu Wnet, na warszawskiej fali 87.8 oraz krakowskiej 95.2 FM. Tytuł programu nie jest przypadkowy. Umiejętność bycia razem, współpraca, solidarność i empatia są w stanie pomóc nam w wydobyciu się z rozmaitych problemów. To nasze „Jesteśmy razem” kontynuuje wiele poprzednich inicjatyw, na przykład moją propozycję Dialogu Niewidomi Razem.

Audycja nie jest jednak wyłącznie o problemach osób niepełnosprawnych. Omawiamy rozmaite tematy i zapraszamy bardzo różnych gości. Wspólnym mianownikiem tych rozmów ma być wierność głównemu hasłu tych spotkań: „Jesteśmy razem”. Gościliśmy już takie wybitne osobistości, jak:

Dr Janusz Szewczak – Poseł na Sejm RP, wiceprzewodniczący Komisji Finansów Publicznych oraz przewodniczący Podkomisji stałej do spraw instytucji finansowych.

Dr Dariusz Grabowski – były Poseł i Europoseł, znakomity ekonomista, przedsiębiorca.

Doktor Adam Wędrychowicz – były Poseł, ordynator szpitala w Gliwicach.

Dr Marek Woch – pełnomocnik Prezesa NFZ.

Ks. Infuat Jan Sikorski – doktor teologii, kapłan archidiecezji warszawskiej.

Janusz Skowron – wybitny pianista jazzowy, kompozytor i aranżer.

Anthymos Apostolis – polski kompozytor, multiinstrumentalista, m.in. gitarzysta rockowy i jazzowy.

Sylwester Peryt – były Prezydent Krajowej Rady Osób Niepełnosprawnych i Prezes Polskiego Związku Niewidomych

Joanna Moraczewska Gwiazdowska – przedstawiciel australijskiej Fundacji POLCUL.

Renata Wardecka – prezes fundacji Bo Warto.

Zapraszamy do słuchania. Poprzednie audycje są dostępne na stronie wnet.fm (należy wcisnąć przycisk szukaj – oznaczony żółtą lupą i wpisać: jesteśmy razem).

Wróćmy do Helpa. Nasz miesięcznik ma wychodzić do marca 2021 roku. Będziemy coraz bardziej asertywni. Nie ma zgody na nieuczciwość w działaniach dla naszego środowiska. Będziemy chwalili dobre zachowania i praktyki oraz ganili złe. Musi dojść do prawdziwej emancypacji środowiska niewidomych i słabowidzących. Nasi bliscy także muszą czuć, że są otoczeni empatią i opieką. Należy wspomnieć, że niepełnosprawność wzroku jest prawnie traktowana jako jedna z najpoważniejszych. Prosimy więc o adekwatne do tych zapisów traktowanie nas. Chcemy się uczyć, pracować, zarabiać, tworzyć rodziny, mieć prawo do zainteresowań i hobby. Chcemy mieć dostęp do informacji, możliwość docierania do celu na mieście, uczestniczyć w życiu społeczeństwa na równi z innymi i chcemy żyć w jak normalnym kraju. Potrzebujemy więc empatii i wsparcia. Mamy dosyć dziwnych i niezrozumiałych układów, umizgiwania się do jednych z zaniedbywaniem innych, namiastki rehabilitacji i czekamy na możliwość prawdziwego oraz nowoczesnego niwelowania skutków naszej niepełnosprawności. Czekamy na efekty pracy lekarzy okulistów, a gdy nie mogą zrobić nic, domagamy się przyrządów i metod, dzięki którym będziemy żyć jak pełnosprawni. Mamy nadzieję, że solidarnościowe władze dokonają tego przełomu.

Helpowe refleksje. Czy prawdziwe pomaganie jest w modzie?

Minęła rocznica stu lat odzyskania niepodległości. Nadal celebrujemy ją tu i tam, a jest co. Trudno sobie uzmysłowić, jak byśmy żyli, gdyby nie wyzwolenie kraju spod władzy zaborców. Warszawa w Rosji? Potraficie to sobie wyobrazić? A Katowice, Wrocław i Poznań w Niemczech? Prawda, że ciężko o tym pomyśleć? A Kraków w Austrii, może w Czechach czy na Słowacji?

Sto lat temu Polakom udało się wyzwolić spod jarzma obcych władz, a nie wpłynęło to wyłącznie na kwestię kto tu rządzi, ale także jak rządzi. W XIX wieku reguły dotyczące codziennego życia naszych rodaków ustalano w Moskwie, Berlinie i Wiedniu. Zapewne w niektórych sprawach pytano ich o zdanie, jednak generalnie „niewiele mieli do gadania”. Po roku 1918 odbudowywaliśmy kraj. Na szczęście obywatele nie byli biedni i II Rzeczpospolita mogła liczyć na ich wsparcie. Powoli wracaliśmy jako naród do swoich zwyczajów i reguł. Zjednoczyliśmy w znacznym stopniu trzy regiony i kraj uchodził za mocarstwo tej części Europy. Odbudowa trwała do roku 1939, kiedy to wszystko się zawaliło. Polska nie tylko straciła niepodległość, ale także zginęła nasza elita, co było powodem regresu w każdej dziedzinie. Czasy powojenne wcale tego nie poprawiły. Władze rosyjskie, zwane wówczas władzami Związku Radzieckiego, z pomocą popleczników w kraju, do milionów ofiar dodały kolejne tysiące, byle tylko ludzi mądrych i pracowitych zostało tu jak najmniej. Zainstalowano niezrozumiały i nieakceptowalny system socjalistyczny, który negatywnie wpłynął na tych, którzy przeżyli.

Dlaczego wspominam tę straszną historię? Ponieważ uważam, że razem z wyginięciem milionów najlepszych Polaków zginęła też idea dobroczynności i charytatywności. Wielu obywateli w PRL w ogóle jej nie znało. Ogromna większość narodu pochodziła z małych miejscowości, wiosek i miasteczek, przede wszystkim z biednych rodzin. Kto by tam wiedział, co to jest społeczna empatia prowadząca do przekazywania innym datków. Na dodatek socjalistyczne państwo uznawało za bardzo ważne propagowanie (prawdziwe czy nie) państwowej opiekuńczości. Państwo miało być wspaniałe i wszystkim za nas się zająć. Miało więc wziąć pod opiekę każdego obywatela, dać mu co tylko możliwe za darmo, urządzić jego życie, zaprojektować recepty na wszelkie tematy. Nie dość więc, że wielu ludzi nie znało tradycji pomocniczości, nawet, gdy ktoś z rodziny wcześniej to czynił i o tym opowiadał, idea ta gdzieś się zagubiła.

W roku 1989 odzyskujemy po raz kolejny niepodległość. PRL odchodzi do lamusa, a na jego miejscu pojawia się III Rzeczpospolita. Czy jednak można było się spodziewać, że sama zmiana nazwy państwa i reformy zainicjowane wtedy obudzą społeczną empatię i chęć dzielenia się dobrami? Byłem przekonany, że tak się nie stanie i nie myliłem się. Wprowadzenie w życie narodu nowych zasad niekoniecznie wyszło nam na zdrowie. Wolny rynek jest dobry jednak tylko dla silnych, a zasady liberalne są pozytywne wyłącznie wśród ludzi mądrych, uczciwych i sprawiedliwych, i to jedynie w pewnych dziedzinach, a nie wszystkich. Jak one zadziałały na sfery nowobogackie?

Czy kiedy ktoś startuje z niskiego pułapu ekonomicznego i etycznego, gdy rodzina wcześniej nie była zamożna, dostaje się do grona wybrańców i łatwo osiąga zysk, w niedługim czasie staje się posiadaczem milionów, albo nawet więcej – potrafi pomagać innym? Czy gdy certyfikaty prowadzące do łatwego zdobywania pieniędzy nie wynikały z osobistego wykształcenia i kultury, lecz jedynie ze sprytu i układów, można było oczekiwać, że będą sprzyjały społecznej empatii? Zgodnie z przewidywaniami, niestety nie!

Warunki i historia, które tu pokrótce przedstawiłem, spowodowały rozwój reguł i instytucji jedynie z pozoru społecznie zaangażowanych. I mieliśmy do czynienia z wysypem fundacji czy stowarzyszeń, w których formy ich działalności oraz naiwność beneficjentów wykorzystywano do celów przede wszystkim egoistycznych. No i mają Państwo fundacje, które działają pomocowo wyłącznie wtedy, gdy poprawia to kondycję ekonomiczną ich założycieli i głównych sponsorów. Firma o jakiejś nazwie tworzyła, ona sama albo poprzez swoich popleczników, fundację, która działania nazywała hucznie pomaganiem, ale realizowała je wyłącznie zgodnie z jakimś jej tajemniczym, jakoby cudownym planem. Wtedy mamy do czynienia z takimi akcjami, jak pomaganie z hasłami związanymi z konkretnymi sponsorami. Idzie za tym akcja marketingowa – och, jacy jesteśmy mili i ofiarni! Zaraz słyszymy albo czytamy, ileż to pieniędzy udało się im zebrać. Takie organizacje mają łatwy dostęp do mediów, dzięki czemu mogą promować swoje inicjatywy i przypominać o swoich sponsorach (to zjawisko kryptoreklamy). Gdy zgłosi się do takich instytucji ktoś wymagający autentycznej pomocy, dowie się najczęściej, że na ten rok pomoc jest już wyczerpana albo w stu procentach zaplanowana na inne cele. Plan jest przecież najważniejszy. Może ktoś tracić zdrowie, na przykład wzrok, może nie mieć na posiłki dla dzieci, może go dopaść dowolnie wielkie nieszczęście, a pracownicy fundacji pozostaną nieugięci i tyle.

Czy istnieje pomoc poza tymi działającymi na rzecz czyjegoś wizerunku organizacjami? Czy obywatele chętnie pomagają ze swoich prywatnych zasobów? Otóż nie za bardzo. Gdy tego nas oduczono, trudno to ponownie uruchomić. Wielu z nas na pytanie o pomoc odpowiada, że od tego jest państwo, któremu przekazujemy swoje podatki. Jeden z moich przyjaciół miał odwagę powiedzieć, że on przecież pomaga i jest pełen empatii, bo składa Urzędowi Skarbowemu swoje podatki. Gdy powiedziałem, że podatki są opłatą za ważne dla nas wszystkich usługi, zdziwił się, albo nie zrozumiał nic a nic. Tymczasem te ważne usługi to nasze bezpieczeństwo, wykształcenie, zdrowie i nasze otoczenie. Owszem, żadna z tych dziedzin nie jest w Polsce realizowana idealnie, ale czy wtedy, gdy nie dostajemy w restauracji idealnej pieczeni, steka, buraczków i rosołku, lecz takie zwyczajne, niezłe, a tylko średnie, nie płacimy za nie? W takich warunkach kolejne osoby i instytucje wpadają na takie pomysły, jak na przykład: „Założę fundację, zrobię ciekawy marketing i zbiorę dużo pieniędzy. Wymyślę jakiś temat, który chwyta za serce i dostanę na konto tyle, ile nigdy w pracy nie zarobię”.

Na szczęście stopniowo sytuacja się poprawia. Dzięki dobroczynnym inicjatywom, o których mówi się w mediach, akcji 1% itd., zrozumienie potrzeby bycia razem, solidarności z ubóstwem czy chorobą, rosną. Zwiększa się więc co roku kwota odpisów podatkowych związanych z funduszem obywatelskim. Powstaje coraz więcej fundacji, spośród których większość naprawdę stara się pomagać i czyni to uczciwie. Wśród nich jest i nasza organizacja. My też mamy generalnego sponsora, którym jest firma Altix, założona przeze mnie 30 lat temu. Fundacja Szansa dla Niewidomych pomaga tej firmie w budowaniu jej pozytywnego wizerunku, jednak nie to jest jej głównym celem.

Jak odróżnić fundacje prawdziwie zaangażowane społecznie od innych? Gdy piszę ten artykuł zdałem sobie sprawę, jakie to trudne. Nie znaczy to jednak niemożliwe. Należy zainteresować się działalnością danej organizacji: jej cele, historia, jej kierownictwo, współpracownicy, inicjatywy i wiadomości o nich. Na podstawie tych danych da się odizolować jedne od drugich. Gdy zdaję sobie sprawę, że i nasza fundacja robi to, co jest przeze mnie krytykowane, zastanawiam się, jak my to robimy i na jakiej zasadzie beneficjenci i fundatorzy mają wiedzieć, że nasza praca nie jest oszukańcza? Otóż łatwo to ustalić, na przykład:

ƒƒFundacja Szansa dla Niewidomych na miarę swoich możliwości pomaga wszystkim, którzy są w potrzebie. ƒƒZa swoją misję uznajemy aktywizowanie ludzi niewidomych i słabowidzących, a najważniejszym działaniem w tej kwestii jest zatrudnianie ich u nas oraz promocja ich zatrudniania gdzie indziej. ƒƒWszyscy pracownicy fundacji realizują misję i nie ograniczają swojej pomocy do godzin pracy, lecz gdy jest taka potrzeba pomagają również w czasie wolnym od pracy. To się nazywa, że naprawdę są autentycznymi ideowcami. ƒƒW naszych punktach doradczych mówi się o pieniądzach dla siebie jako celu drugorzędnym, gdy misja jest celem najważniejszym. Pracownicy muszą mieć pensje, ale najpierw muszą się wykazać empatią i zdobyć uznanie beneficjentów. Bez tego nasza działalność nie miałaby sensu.

I tak dalej. Warto na takiej zasadzie sprawdzać wiarygodność wszelkich fundacji. Muszą działać transparentnie, to znaczy w taki sposób, by łatwo było sprawdzać ich pracę.

A stowarzyszenia? Nie mają beneficjentów, lecz członków. Stowarzyszenia działają więc na ich rzecz. Wpłacają składki, z których powstaje zasadnicza część budżetów tych organizacji. Do tego dochodzą inne przychody. Niestety i w tej branży jest wiele nieprawidłowości. Bycie członkiem kierownictwa stowarzyszenia daje możliwość wykorzystywania zgromadzonych funduszy do celów prywatnych. Wystarczy umiejętność sprytnego sprawozdawania działalności i stosowna propaganda, by wszystkim wszystko się podobało, gdy tymczasem dobrze nie jest. To także pokłosie poprzedniego systemu. I także stopniowo się zmienia. Jest coraz więcej organizacji, na które można liczyć. Coraz łatwiej dowiedzieć się o ich działalności. Coraz łatwiej poinformować innych o nieprawidłowościach. Możliwość taką daje nam Internet. Ma to także negatywne strony, gdy tę samą możliwość wykorzystuje się do niszczenia konkurencji. Nie dość, że w Polsce system pomocy charytatywnej dopiero raczkuje, nienawiść i głoszenie nieprawdy święcą społeczne triumfy. Należy więc uważać nie tylko na przesadnie pochlebną propagandę, lecz również na niczym nieuzasadnione medialne napaści. Tak czy inaczej swoje wiedzieć trzeba. Działalność na wolnym rynku wymaga od nas wszystkich jak najwięcej mądrości.

Spotkanie z IDOLEM STULECIA

W poprzednim numerze Helpa zamieściliśmy wyniki tegorocznego konkursu na fundacyjnych IDOLI. Jest ich mnóstwo, gdyż, jak już poinformowaliśmy, od ubiegłego roku REHA ma dwa etapy: wojewódzki i centralny. O ile IDOLI w poszczególnych województwach mogą wskazywać i wybierać wszyscy, osobom bardziej zaangażowanym w naszej działalności zależy na tym, by mieć możliwość wskazania innych osób i instytucji, które mają taką utrudniającą cechę, że nie mogą podlegać głosowaniu. Zwycięzcami w głosowaniach bowiem mogą być jedynie osoby i instytucje bardzo popularne. Są jednak inni, zasłużeni i wybitni, którzy nie są powszechnie znani. W końcu nie każdy dba o popularność, a nawet nie lubi rozgłosu. Właśnie z tego powodu Fundacja wybiera także IDOLI SPECJALNYCH.

Wśród nich znaleźli się w tym roku IDOLE STULECIA. Trudno się dziwić. Obchodzimy setną rocznicę odzyskania niepodległości, podsumowujemy ten okres i wyróżniamy osoby, które mają wielki wkład w rozwój naszej ojczyzny. Skoro tak, chcieliśmy i my jako środowisko niewidomych, słabowidzących i naszych bliskich wskazać, kogo najbardziej cenimy. Jednym z nich został wspaniały sportowiec, piłkarz – Włodzimierz Lubański.

Nie mógł przybyć na Konferencję REHA FOR THE BLIND IN POLAND. Mieszka w Belgii i mimo, że często przyjeżdża do kraju, akurat w połowie października nie mógł. Przyjechał za to na Śląsk w połowie grudnia, z okazji 70-lecia klubu, w którym grał – Górnika Zabrze. Skorzystaliśmy z tej okazji i spotkaliśmy się z nim w Filii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach, znajdującej się przy ulicy Wajdy 21. Gdy dowiedzieliśmy się, że Pan Włodzimierz chce się z nami spotkać, ogromnie się ucieszyliśmy. On także. Zaskoczyliśmy go, a właśnie na tym nam zależało, że wśród Jego kibiców byli także niewidomi. Byli – i to masowo. W związku z tym, że cała sprawa miała i nadal ma charakter wyjątkowy, wybraliśmy się na to spotkanie i my – przedstawiciele Fundacji z Warszawy. Wśród nich byłem i ja.

Spotkanie było naprawdę przemiłe. Znakomity piłkarz nas nie zaskoczył. Od niemal 50 lat wiemy, że potrafił nie tylko świetnie grać i strzelać gole dla Polski, ale także jest świetnym znawcą tej dyscypliny, znakomitym mówcą i komentatorem. Warto przypomnieć, że wiele razy pomagał naszym sprawozdawcom podczas transmisji meczów polskiej reprezentacji. Jego komentarze wyróżniają się jakością spośród innych. Często żałowałem, że Dariuszowi Szpakowskiemu nie pomaga przed mikrofonami telewizji TVP właśnie Lubański.

Podczas spotkania przekazaliśmy Mu tyflograficzny dyplom, który spodobał Mu się. „Jeszcze takiego odznaczenia nie miałem” – powiedział Pan Włodzimierz. Dyplom charakteryzuje się tym, że przedstawia wypukłe podobieństwo statuetki IDOLA oraz zawiera informacje przedstawione w brajlu. Właśnie w taki sposób chcieliśmy uhonorować wybranych przez nas IDOLI STULECIA.

Włodzimierz Lubański opowiadał o swojej karierze, sukcesach sportowych, kontuzji doznanej podczas meczu z Anglią w Chorzowie, kiedy to Bob McFarland Go sfaulował, a ponad sto tysięcy ludzi na stadionie zamarło z przerażenia. Potem nie mógł grać przez dwa lata i nie uczestniczył w cudownych mistrzostwach świata w Niemczech w roku 1974, kiedy to Polska zdobyła brązowy medal. Po rekonwalescencji Lubański nigdy nie doszedł do takiej samej sprawności jak przedtem. Grał jednak w kolejnych mistrzostwach, kiedy to w Argentynie zajęliśmy niesamowite, jak pokazują następne lata – piąte miejsce.

Spotkanie z Włodzimierzem Lubańskim jest dostępne na fundacyjnym profilu Facebooka. Proszę go obejrzeć i podzielić się swoimi refleksjami. Może powinniśmy wyróżnić kolejne wybitne osoby? W każdym razie niebawem odbędą się kolejne spotkania z naszymi IDOLAMI. Zapraszamy!

Helpowe refleksje

Świąteczny numer Helpa, to i trudno się dziwić, że aż tyle tekstu jest poświęcone nadchodzącemu Bożemu Narodzeniu. Dużo także mamy tu o odejściu od tradycji i refleksji, które gdzieś przegoniła w dal panosząca się wszędzie komercja. Skoro nasi autorzy już o tym napisali, ja skupię uwagę na czymś innym. Z opiniami w ich artykułach tak się identyfikuję, że nie ma co tego powtarzać. To chyba oczywiste nawet dla osób niewierzących, że jesteśmy oto świadkami „zbylejaczenia”. Także te osoby w końcu dostrzegają, że zrobiło się jakoś nudno i nieciekawie. Co to za przyjemność ganiać po sklepach i robić kolejne zakupy. Gdy kupujemy to, co nieodzowne, co w tym fajnego, a gdy robimy prezenty, bawimy się tym jedynie do czasu. Potem przychodzi refleksja, że wydaliśmy za dużo, że teraz, zamiast cieszyć się życiem, musimy pilnować materii. Nawet, gdy miło jest kupić atrakcyjną zabawkę dla dziecka, taką rozbudowaną, z elektroniką, jakimś silniczkiem i pilotem zdalnego sterowania, gdy obdarzony prezentem się cieszy, my cieszymy się tylko chwilę. Zaraz potem już tylko się denerwujemy: „Uważaj, bo zepsujesz zabawkę”, „Gdy nie będziesz uważał, rozbijesz ją o ścianę”, „Nie dawaj jej koledze, bo ci uszkodzi” i tak dalej. Co to za przyjemność denerwować się z tego, co kupiliśmy!!!

No więc zajmijmy się czymś innym. Oto kończy się rok. Idą nie tylko święta, ale także Sylwestra i Nowy Rok. Co przeżyliśmy w ciągu ostatnich 12 miesięcy i co nam się marzy na kolejne – już w roku 2019? Otóż odchodzący powoli rok był i jest kontrowersyjny. Tak łatwo było uczynić go dobrym, ale zbyt wiele się nie udało, byśmy go dobrze oceniali. Politycznie, zamiast cieszyć się, że realizuje się plan wybrany przez większość obywateli, musimy się denerwować. Jedni dlatego, że zwycięski plan nie może być realizowany w spokoju, inni ponieważ wybór sprzed trzech lat zupełnie im nie odpowiada. Zamiast budować, rozwijać kraj, żyć w zgodzie, mamy nieustannie „wojnę”. Co to za przyjemność słuchać codziennie o sporach, przepychankach, a nawet wysłuchiwać wiele inwektyw! Gdy tylko zabierzemy się do pracy, coś już powstaje, ktoś się zbliża i głosi, że nasze dzieło jest bez sensu, a nawet go obraża.

Naród jest podzielony szeroką miedzą. Zamiast się do siebie zbliżać, oddalamy się. To przykre. Jeszcze nie tak dawno do głowy by nam nie przyszło, że będziemy w Polsce spierali się co do trzymania się zapisów konstytucji. A jednak się stało. Tekst jest ten sam, a interpretacje całkowicie odmienne. Jedni i drudzy zacietrzewiają się w swoich poglądach – przecież umieją czytać i cytują stosowne zapisy. I co się okazuje – potrafią wykazać swoje racje. Czy jednak naprawdę?

Rok 2018 nie przyniósł nam zapowiedzianej poprawy w wielu dziedzinach. Zamiast reformować kraj, spieramy się. Szkoda, że nie umiemy się porozumieć. Tracą na tym wszyscy, a najwięcej być może niepełnosprawni. W ferworze ginie nasza sprawa. Kto ma czas i możliwość myślenia o dobru wspólnym, o poprawianiu sytuacji ludzi słabych, chorych, niepełnosprawnych, gdy nie może dogadać się z innymi, co do stawianych propozycji. Na tej zasadzie nigdy się nie doczekamy prawdziwego wsparcia.

Jako niewidomy szef Fundacji Szansa dla Niewidomych domagam się więc od polityków – dajcie spokój i wróćcie do pracy dla dobra wspólnego. Czekamy na to z niecierpliwością. Nie możemy tolerować tego, że jesteście zajęci swoimi sporami, a obywatele wymagający empatii i pomocy muszą żyć jak dotąd.

Koalicja proponuje pewne ważne rozwiązania. Wielkie nadzieje pokładamy w planie Dostępność Plus. Czy jednak będzie mogło to być zrealizowane, gdy w tym samym czasie opozycja, nie zważając na konsekwencje swoich działań, zajmie uwagę publiczną sporem o – właśnie, o co? Czy w naszym kraju, wcześniej lub teraz, najbardziej palące jest rozważenie, czy sędziowie mają pracować nadal, czy już są emerytami? Może jednak niewidomi, którzy nie są dobrze edukowani, nie mają pracy albo pracują fikcyjnie, często pracują naprawdę, ale są niedopłacani, wymagają większego zainteresowania? Może inni niepełnosprawni nie chcą obserwować buntu o to czy o tamto, a wymagają rzetelnej i profesjonalnej obsługi? To, czy jakiś sędzia nadal będzie sądził nie wpływa na sytuację takich ludzi. No to prosimy bardzo – więcej pokory i solidarności!

Rok 2018 minął w Polsce bez prawdziwej wojny. To czas pokoju. Nie wypada więc burzyć tego stanu. Chcemy pokoju w każdym jego znaczeniu. Chcemy pokoju w rodzinach, osiedlach i wioskach, szkołach, na uczelniach, w zakładach pracy, w mediach, wśród politycznej elity. Mamy dosyć sugerowania nam, że wszystko ma być inaczej, a nawet nie wiadomo jak. Chcemy realizacji planu, który tu wygrał. Mamy do tego prawo. Tak samo chcieliśmy realizacji planu, który wygrał w innych wyborach. Niezależnie bowiem od poglądów politycznych, lojalni obywatele są zobowiązani być wierni ojczyźnie i współobywatelom. Gdy większość coś wybrała, na coś wskazała „palcem” wyborców, należy to szanować. To wielkie dobro móc wybierać. Nie wolno tego niszczyć. Aż strach pomyśleć, co się będzie działo po następnych wyborach, a są już za rok, właśnie w nadchodzącym roku 2019. I czego mamy się spodziewać – demonstracji opozycji, gdy wygra dzisiejsza koalicja, albo nieposłuszeństwa, gdy będzie odwrotnie i zacznie się dzika czystka? Życzymy sobie spokoju i pracy dla Rzeczpospolitej, bo to nasz kraj i nasze miejsce na mapie świata.

Powyższy apel jest ostry. Nie ma w nim pobłażliwości, bo być nie może. Mamy jedno życie i jeden czas do naszej dyspozycji. Nie chcemy tego marnować, gubić, tracić. Chcemy żyć twórczo i mieć jak najwięcej satysfakcji z naszej działalności. Nie pozwalamy na to, by nam to zabierano. W związku z tym, że idą te cudowne święta, Bóg się nam urodzi, pomoże nam dostać się do Nieba, umocni nas w wierze i dobru, nasza prośba nabiera specjalnej mocy. Chcemy żyć i mieć tu po Bożemu. I nie tylko dla wierzących, dla takich samych jak my, dla naszych sympatyków, zwolenników, ale dla wszystkich, łącznie z oponentami. Wszystkim ma się dziać jak najlepiej. Wszystkim życzymy szczęścia i powodzenia. Wszystkim życzymy też wzglądu na innych. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego – czy właśnie to nie jest najważniejszym przesłaniem na grudniowe poranki i popołudnia?

Fundacja i jej miesięcznik nie staje po żadnej stronie, chociaż wiadomo kim jesteśmy. Ponad nasze poglądy bardziej cenimy wolność, solidarność, empatię i dobro dla wszystkich. W naszym Helpie można pisać o wszystkim i można reprezentować różnorodne poglądy, byle tylko szanować innych. Zapraszamy więc do dialogu i współpracy. Mam nadzieję, że w roku 2019 poszerzy się grupa autorów, a nasze artykuły będą jeszcze ciekawsze. Jednak już teraz należy stwierdzić (z dużą dozą skromności), że nasze materiały są fajne. Jako założyciele pisma i jego zawiadowcy lubimy zamieszczane tu artykuły. Nie mamy się czego wstydzić. Wypada więc serdecznie podziękować całemu zespołowi za wspólną pracę. Help – jesteśmy razem, na pewno jest dobrym przykładem współdziałania i szanowania innych. Rozwijajmy to, budujmy jak najlepszą przyszłość i nie dajmy się oszukać, że jakieś tam spory są ważniejsze. Nie, ważniejsze jest być człowiekiem i jako takim widzieć innych. Gdy już zobaczymy, zdołamy pomóc.

Wszystkiego najlepszego w te ostatni dni starego roku i na cały nowy 2019!

Helpowe refleksje. Niewidomi w odrodzonej Polsce

Fundacja Szansa dla Niewidomych ma za zadanie dbać o interesy środowiska niewidomych, słabowidzących oraz, co naprawdę jest tak samo ważne, wszelkich ich bliskich, a więc rodziny niemal tak samo poszkodowane przez los jak oni, a także nauczyciele, urzędnicy, rehabilitanci i pracodawcy. Interesy? Co to znaczy? Nie chodzi przecież o interes w sensie jakiegoś biznesu, gdy ktoś ma trochę funduszy, ale ma pomysł i energię, zakłada działalność gospodarczą, ustawia „stolik” (taki czy inny), na nim produkty (lepsze czy gorsze) i sprzedaje, albo inny, polegający na wykupieniu akcji lub obligacji i czekaniu na ich wzrosty, lecz o wyrównanie życiowych korzyści przynależnych wszystkim obywatelom zgodnie z ich statusem, a traconych codziennie przez niepełnosprawność i jej konsekwencje.

W naszej pracy musimy zastanawiać się nad sytuacją naszych beneficjentów, by zidentyfikować dystans pomiędzy zbiorem korzyści poszczególnych grup społecznych. Gdy chodzi o rachunki szczegółowe wygląda na to, że zadanie jest trudne. Gdy jednak popatrzeć na problem z lotu ptaka, sprawa jest prosta. Ten ogólny algorytm mógłby być następujący: społeczeństwo i władze mają doprowadzić do takiego stanu rzeczy, by obywatel niepełnosprawny odczuwał satysfakcję ze swojego statusu porównywalną do odczuć dotyczących statusu innych obywateli, ma to się odbywać z uwzględnieniem niezbędnego w ocenianiu czegokolwiek obiektywizmu. Gdy na przykład niewidomy uwielbiałby grać w piłkę nożną, gdyby widział, będzie miał prawo być niezadowolony, że brak wzroku mu to uniemożliwia. Widzący grają, on nie. Jeśli w danym kraju upodobanie do uprawiania tego sportu czy to zawodowo, czy hobbystycznie, jest uznawane za standardowe prawo do swobodnego uczestnictwa, społeczeństwo i władze są zobowiązane do zrekompensowania utraconej przyjemności. Może to odbyć się na różnych zasadach, na przykład poprzez przekonanie niewidomych do zabawy/uprawiania specjalnych (zastępczych) dyscyplin sportowych, albo zaproponowanie innego rodzaju aktywności dającej niewidomym porównywalną satysfakcję.

W związku z tym, że każda aktywność wiąże się z kosztami, rekompensowanie niewidomym utraconych możliwości także musi kosztować. Przekonanie do specjalnych dyscyplin sportowych lub do zajęcia się innym, a porównywalnym hobby, musi polegać na zaprojektowaniu takiej możliwości, zrealizowaniu pewnych zakupów, na znalezieniu miejsca, gdzie mogłoby to się odbywać, wdrożeniu ww. projektu w życie. Przykład z piłką nożną jest właściwy, bo jasno przedstawia problem. Takich kwestii do wyrównania życiowych szans, korzyści i satysfakcji jest mnóstwo. Zapewne zazwyczaj nie chodzi o rekompensatę we wszystkich dziedzinach, a jedynie w takich, które są odczuwane jako istotny problem. Gdy zatem ktoś naprawdę chciałby grać w piłkę, należy coś załatwić, gdy jednak czynności lub rzeczy, które są niedostępne z powodu braku wzroku, są przez samego zainteresowanego traktowane marginalnie, można je zaniedbać.

Fundacja zwraca więc uwagę na problemy, które zgłaszają nasi beneficjenci. Sam akt zgłoszenia potwierdza, że dane kwestie są ważne i wymagają załatwienia. Inne są do pominięcia. Proszę jednak zwrócić uwagę na to, kto ma prawo do zgłaszania tego rodzaju postulatów. Otóż, zgodnie z zasadą: „Nic o nas bez nas”, może je zgłaszać suweren, którym w tym przypadku jest środowisko niewidomych. Niezależnie od dziedziny, o której mówimy, środowisko musi mieć suwerenne prawo do wypowiedzi. Nikt nie ma prawa zastąpić jego głosu. Suweren ma swoje problemy i obiektywną lub subiektywną ocenę ich wagi. Tylko suweren może oceniać, co jest ważne. W tym kontekście, zarówno społeczeństwo, jak i władze są zobowiązane stwarzać okazje do wyrażenia opinii i żądań, a następnie zrealizowania wszystkiego, co możliwe. Gdy tego rodzaju kooperacja nie występuje, suweren jest traktowany podmiotowo jedynie teoretycznie; kto inny decyduje o jego losie.

Dlaczego właśnie o tym piszę omawiając kwestię niepodległości? O niepodległości naszego narodu i państwa piszą tysiące innych autorów. Nie ma potrzeby, by to powtarzać. Zapewne nie miałbym do powiedzenia niczego specjalnie interesującego. Gdy chodzi o środowisko niewidomych, należy się zastanowić, jaką mamy sytuację w naszym niepodległym państwie. Warto dla przypomnienia zacytować fragmenty dwóch podstawowych pojęć za encyklopedią PWN, w której czytamy między innymi:

Suwerenność – supremacja państwa ujmowanego abstrakcyjnie, ludu lub innego piastuna tej władzy (np. monarchy) nad wszelkimi normami prawa wewnętrznego oraz pełna swoboda prowadzenia przez państwo polityki zagranicznej; faktyczna, a postulatywnie także prawna możność podejmowania przez podmiot sprawujący suwerenność decyzji politycznej, od której nie ma prawnej możliwości odwołania się do wyższej instancji.

Na współczesne rozumienie suwerenności składa się: zwierzchność terytorialna, niepodległość i wolny od ingerencji ustrój polityczny, społeczny i ekonomiczny oraz możność współżycia z innymi narodami na zasadach równości i obopólnych korzyści. Od ograniczenia suwerenności należy odróżnić ograniczenie jej wykonywania polegające na dobrowolnym, potwierdzonym umowami międzynarodowymi przyjęciu przez państwo zobowiązań do określonego działania, znoszenia lub zaniechania, które nie ograniczają jego prawa do występowania wobec innych państw jako podmiotu prawa międzynarodowego.

W Polsce suwerenem jest naród, który sprawuje władzę przez swych przedstawicieli wybieranych do sejmu i senatu, a także bezpośrednio w referendum. Pojęcie suwerenności narodu oznacza prawo każdego narodu do niezależnego bytu państwowego (samostanowienie narodów), wyboru formy państwa i rządów.

Niepodległość – niezależność jednego państwa (narodu) od innych państw w sprawach wewnętrznych (wykonywanie przez nie zwierzchnictwa terytorialnego i prawa do normowania stosunków wewnętrznych) i w stosunkach zewnętrznych (zdolność do samodzielnego, niezależnego od jakiegokolwiek podmiotu występowania w stosunkach międzynarodowych).

Dwa przedstawione pojęcia są ze sobą ściśle związane. W przypadku ich obu moje refleksje tak samo dotyczą całości narodu, jak jego poszczególnych społeczności będących jego elementami. Uzyskanie suwerenności, wywalczenie niepodległości, musi oznaczać gwarancję suwerenności grup obywateli, szczególnie w kwestiach stanowiących o ich tożsamości i określających charakter ich wspólnoty. Nie ma zatem mowy o suwerenności narodu i państwa, gdy środowisko niewidomych nie może decydować o sprawach, które go dotyczą. Nie można dopuścić, by w suwerennym kraju jakakolwiek grupa obywateli nie była traktowana podmiotowo, a więc także niewidomi, słabowidzący i ich bliscy.

Jaka więc była kiedyś i jest teraz sytuacja tego środowiska, na obszarze przyszłej Rzeczypospolitej przed rokiem 1918, a następnie w Polsce po odzyskaniu niepodległości i po II wojnie światowej aż do tej pory? Sytuacja stale się poprawia, ale nigdy nie osiągnęła stanu zadowalającego. W XIX wieku, tym bardziej wcześniej, niewidomych traktowano po macoszemu. Najczęściej żyli na społecznym marginesie. Wynalazek Braille’a stworzył szansę na emancypację, ale przecież nie realizowało się to automatycznie. Wynalazek wypukłego alfabetu prowadził do utworzenia specjalnych szkół, bibliotek i zakładów pracy, ale było to trudne i długotrwałe. Za życia genialnego niewidomego Francuza, jego system raz był gloryfikowany, a kiedy indziej zaniedbywany. Co dopiero w odległej Polsce! Dopiero w drugiej połowie XIX wieku zajęto się niewidomymi. Powstawały specjalne ośrodki. Nawet jednak wtedy środowisko jako całość pozostawało w statusie grupy obywateli dyskryminowanych. Czy zmieniło się to po odzyskaniu niepodległości? Stopniowo tak.

Róża Czacka stworzyła specjalny ośrodek dla niewidomych w Laskach i było to zupełnie inne dzieło niż pozostałe. Tutaj brak wzroku i trudności wynikające z tego faktu były konfrontowane z chrześcijańskim podejściem do życia. W jego ramach, niezależnie od tego, jaki los Bóg ofiarował człowiekowi, każdy otrzymywał tyle dobra i cudownych wartości, że niepełnosprawność mógł traktować marginalnie. Czy Laskowy projekt był wyjątkowy i miał specyficzne polskie cechy, czy też przeciwnie – w toku rozwoju cywilizacyjnego Laski powielały zagraniczne pomysły? Dzisiaj wiemy, że były zamysłem wyjątkowym, w którym idea rehabilitacji poprzez wiarę jest umocowana w polskiej tradycji miłości do bliźniego. Nie przypadkiem kolejne ośrodki dla niewidomych, już państwowe, a nie prywatne, przejęły dużo z idei Matki Czackiej. I w ten sposób powstał system edukacji niewidomych. Następnie zdecydowano o zorganizowaniu całego środowiska z udziałem rozwiązań dotyczących kształcenia na poziomie wyższym, utworzeniu organizacji społecznych, ustanowieniu prawa dotyczącego niewidomych i zasad współżycia w ramach tej grupy obywateli i jej stosunków z resztą społeczeństwa.

Niestety, nie wykonano tego zadania do końca. Niewidomi nadal pozostają w trudnej sytuacji i jak się okazuje, im więcej wykonano, tym trudniej osiągnąć kolejny szczebel. Można usłyszeć: „Przecież już tak dużo załatwiliśmy dla niewidomych, że…”. Otóż nie dużo. Nadal mamy ogromne zaległości w traktowaniu nas podmiotowo. Nie jesteśmy więc suwerenem w swoich sprawach. W wyniku oszczędnej polityki władz, którą obserwujemy od wielu lat, głównie na przykładzie mniejszych grup społecznych, nadal nie możemy żyć jak inni, albo żyć co prawda inaczej, ale w sposób porównywalnie satysfakcjonujący. Mogę nie grać w piłkę nożną, co kiedyś i ja lubiłem, ale denerwuję się, gdy włączam telewizor i nie wiem, co on do mnie „mówi”. Nie wiem, bo wyświetla, a nie mówi. Denerwuję się z tysięcy innych powodów, których tutaj nie wyliczę, a które znają wszyscy niewidomi i ich bliscy. Czy znają je także władze? Czy chce o tym słyszeć nasze społeczeństwo?

Suwerenność Polski, suwerenność narodu polskiego, prawdziwa niepodległość, to prawo do decydowania o swoim losie. W przypadku niewidomych oznacza to prawo do normalnego życia, które w dzisiejszych czasach jest realne. Korzystajmy więc z tych możliwości. Gdy rząd zamierza zrealizować program Dostępność Plus, mamy szansę na pełniejszą niż do tej pory emancypację. Jeszcze trochę i poczujemy się suwerennie. Niech to dotyczy wszystkich grup obywateli i całego narodu. Odzyskaliśmy niepodległość, walczymy o jej ugruntowanie od stu lat i chcemy ją ukształtować zgodnie z naszym rozumieniem tego pojęcia. Do szczęścia brakuje jeszcze spojrzenia na mniejsze grupy obywateli, o których często się nie myśli, gdy ma się na uwadze podstawowe problemy całego kraju.

Helpowe refleksje. XVI edycja Międzynarodowej Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND już za nami

Nadszedł czas podsumowań kolejnego spotkania naszego środowiska. Poniżej zamieszczamy jego plan, a w dalszej części Helpa krótkie relacje i oceny wojewódzkich przedstawicieli naszej organizacji i innych autorów. Nie udało się zamieścić tutaj wszystkiego, toteż kolejne znajdą się w następnym numerze. Znajdzie się tam bardziej szczegółowe omówienie tego, co się wydarzyło w trakcie Konferencji w Centrum Nauki Kopernik, na warszawskich Bulwarach, przed polskim parlamentem na ulicy Wiejskiej oraz najwięcej o wizycie w Ośrodku w Laskach. Sprawozdamy wystąpienia gości specjalnych, świetne spotkania z gośćmi z zagranicy i wnioski z odbytych dyskusji panelowych. Przedstawimy również postulaty zgłoszone przez uczestników manifestacji ph.: „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?”. Tutaj skupiamy się na relacjach, jak przeżyli nasze spotkanie goście z całego kraju. REHA jest przecież organizowana właśnie dla nich. Jeśli mówimy, że jest realizowaniem ważnych celów rehabilitacyjnych, właśnie oni są ich adresatem. Skoro braknie tutaj miejsca na omówienie wszystkich wydarzeń i atrakcji tegorocznej REHA, jako główny organizator całości, podzielę się swoimi wspomnieniami i refleksjami jedynie w skrócie.

Tegoroczny projekt stanowił kolejny krok w rozwoju tej inicjatywy. Wielokrotnie opowiadałem, jakie były jej początki, że wpadliśmy na taki pomysł, gdy już mieliśmy świadomość, jakie znaczenie rehabilitacyjne dla niewidomych ma komputeryzacja naszego środowiska – właśnie tak to wtedy określaliśmy. Gdy teraz niewidomi dysponują, a raczej mogą dysponować, tyloma urządzeniami i programami niwelującymi skutki braku wzroku, określenie „komputeryzacja” trąci nieco myszką. Teraz używamy innych określeń: dostosowanie otoczenia, adaptowanie zarówno niepełnosprawnych wzroku, jak i wszystkiego, co używają lub gdzie przebywają. Nadal mówimy o nowoczesnej rehabilitacji jako stosowaniu w procesie rehabilitacyjnym najnowszych wynalazków oraz metod szkoleniowych zaprojektowanych w ostatnim czasie. Mówimy też o tyflorehabilitacji, albo o tyfloinformatyce, jako antidotum na trudności w dostępie do informacji. W roku 1999 byliśmy jednak na początku drogi, która, jak się okazało, przyniosła nam niebywały rozwój. REHA rozwijała się więc niebywale. Widzieliśmy to rok po roku, co z kolei powodowało zwiększanie koncepcji tego spotkania. Do pierwotnego zamysłu, z konieczności skromnego, stopniowo ośmielaliśmy się dodawać kolejne elementy: coraz większa wystawa, goście z różnych krajów, także bardzo odległych, coraz więcej gości ze wszystkich województw, atrakcje kulturalne, sportowe i związane z wyjaśnianiem, jaki jest świat dotyku i dźwięku. W roku 2017 po raz pierwszy zorganizowaliśmy konferencje regionalne w 8 województwach i gdy okazały się sukcesem, w tym roku zorganizowaliśmy je we już w nich wszystkich. Każda REHA regionalna to zarówno konferencja merytoryczna, jak i piknik integracyjny. Oba te elementy przypominają konferencję centralną, są realizowane jedynie z mniejszym rozmachem. Podczas regionalnych konferencji wygłaszane są 3 referaty, można wysłuchać wystąpień gości specjalnych, przedstawicieli instytucji, z którymi mają do czynienia niewidomi, wypowiedzi naszych beneficjentów, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami. Towarzyszą im występy artystyczne naszych artystów, wystawa rehabilitacyjna, promocja aktywności ważnych dla naszej społeczności, np. czytelnictwa brajlowskiego. Pikniki to świetna okazja do integracji z mieszkańcami poszczególnych miast. Chodzi o wspólną zabawę, na przykład jak się gra w blind football, showdown, ping-pong dla niewidomych, albo jak można strzelać do tarczy nie widząc jej. Naszym przedstawicielom udaje się uczyć ludzi widzących brajla.

Regionalne imprezy odbywały się przed centralną REHA. Podczas nich zapisywano chętnych do przyjazdu do Warszawy. Fundacja uszczegóławia wymagania dotyczące uczestnictwa w tym wyjeździe. Okazało się, że chętnych jest więcej niż miejsc, wobec czego powstała pokaźna lista rezerwowa.

Wreszcie sobota, 13 października. Wszystko wydawało się dobrze przygotowane, ale już wiemy, że nawet wtedy nie mamy gwarancji sukcesu. Zawsze coś może się wydarzyć, nawalić, zgubić. Bardzo obawialiśmy się złej pogody. Nawet, gdy wszystko się udaje, pogoda niszczy inicjatywę pikniku na dworze. Tym razem nie zrobiła nam żadnego psikusa. Było naprawdę pięknie – ciepło, słonecznie, bezdeszczowo. To ułatwiło nam pobyt na Bulwarach Wiślanych i w Laskach. Sobota więc, przybywają, autokar po autokarze, także grupy z Dworca Centralnego. Najpierw posiłek. Niektórzy przyjechali z najdalszych zakątków kraju: z gór i znad morza. Niektórzy pojechali do hoteli, by się zameldować, inni prosto do CNK. O godzinie 15.00 rozpoczęliśmy uroczystość otwierającą XVI edycję Konferencji.

W tym roku prowadzili ją: Wojtek Makowski – niewidomy medalista z Rio, członek naszej Rady Patronackiej i Sławomir Seidler – specjalista dostępności i handlowiec z Poznania. Głównym punktem tej części spotkania było rozdanie wyróżnień IDOL. Listę zwycięzców przedstawimy w następnym numerze Helpa, gdyż jest zbyt obszerna, by mogła zmieścić się tutaj. Wysłuchaliśmy trzech referatów oraz prezentacji różnych instytucji, organizacji i gości zagranicznych.

Uczestnicy byli już nieco zmęczeni, gdy rozgrzaliśmy ich do czerwoności. Na scenę wkroczył Kamil Czeszel, świetny niepełnosprawny artysta. Gdy zaśpiewał utwór „Jednego serca” Czesława Niemena, wyróżnionego podczas tej REHA tytułem IDOLA STULECIA, sala się rozbudziła i już do końca tego koncertu wręcz wrzała z emocji. Kamil dostosował się do tego klimatu i także przechodził samego siebie.

Do godziny 20.00 trwała wystawa technologiczna i działalności związanej z niewidomymi i słabowidzącymi. Niektóre firmy informowały, że mieli bardzo wielu zwiedzających. Nasi współpracownicy pilnowali, by goście wiedzieli, że w trakcie tej wystawy wybieramy firmę i produkt roku 2018. Wyniki tego konkursu zostały ogłoszone w poniedziałek, po zakończeniu ostatnich paneli dyskusyjnych.

W niedzielę pojechaliśmy do Lasek. Obok małej podwarszawskiej wsi znajduje się ośrodek dla niewidomych, który stworzyła Matka Elżbieta Czacka. Prowadzi go Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, dla którego pracują setki Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża oraz świeckich nauczycieli i wychowawców. O godzinie 11.00 rozpoczęła się Msza Święta w intencji niewidomych i ich bliskich. Nie sposób opisać w tak krótkim artykule takie niebywałe wydarzenie. O jego znakomitości może zaświadczyć ogrom emocji, gdy w Laskowskim kościółku rozbrzmiały pieśni religijne w wykonaniu naszych beneficjentów. Miałem wrażenie, że drżą tam wszystkie ściany, a nasza modlitwa unosi się ponad dach zabytkowej świątyni. Fundacja była świadoma, że wiernych będzie więcej niż zdoła pomieścić kaplica, toteż ustawiono przed nią ogromny namiot. Po mszy odbył się wykład i koncert organowy.

Od południa nasi beneficjenci zostali podzieleni na 16 grup po około 50 osób, by móc zwiedzić wszystkie ważne miejsca w Ośrodku, m.in.: cmentarz, na którym zostało pochowanych wielu wybitnych ludzi, Dom Przyjaciół, w którym Siostra Alberta wygłaszała prelekcję o Dziele Matki Czackiej, biblioteka, szkoły i internaty, przedszkole i znakomity plac zabaw, warsztaty itd. Beneficjenci mogli pojeździć na tandemach, meleksem, spotkać się ze strażakami, dowiedzieć o hipoterapii. Wszyscy zaangażowani do pomocy w Laskach spisali się na medal. Jesteśmy z tego powodu tym bardziej szczęśliwi, że przypadło to w Dniu Nauczyciela, w przeddzień Międzynarodowego Dnia Białej Laski, w dniu, kiedy do Lasek przyjechało wielu absolwentów. W Ośrodku poczęstowano nas smacznym domowym obiadem i wręczono naszym beneficjentom suchy prowiant na kolację.

Po powrocie do Warszawy na Bulwary Wiślane, wzięliśmy udział w koncercie Szymona Wydry. Był to nasz prezent dla naszych gości. Wyglądało na to, że bardzo się im podobał. Koncert trwał ponad godzinę, a Szymon został przyjęty owacyjnie. Za każdym razem, gdy Fundacja zaprasza popularnych artystów, oni są oczarowani naszym środowiskiem. W związku z tym, że brakuje nas w mediach, głównie w telewizji, nie znają nas. Gdy wreszcie dochodzi do spotkania, mówią, że się nie spodziewali takiego przyjęcia, poziomu i – niech mi będzie wolno powiedzieć za nimi – normalności. Niestety, widzący, którzy nas nie spotykają, sądzą, że jesteśmy jacyś inni, może dziwaczni, niedostępni, że przy naszym inwalidztwie wcale nie potrafimy żyć zwyczajnie i się bawić, gdy mamy ku temu powód.

W poniedziałek o godzinie 9.30 odbyła się coroczna manifestacja naszego środowiska. Niektórzy z nas mieli obawy, czy należy ją zorganizować. Były obawy, czy nie dojdzie do jakichś niekulturalnych ekscesów. Jako szef fundacji uparłem się, że należy to zrobić. Byłem pewny naszych beneficjentów, znam ich. Wiem, jaki reprezentujemy poziom, jakie mamy postulaty oraz w jaki sposób je wyrażamy. Miałem rację. Na ulicę Wiejską przybyło kilkaset osób. Dostałem w ręce mikrofon, zabrałem zebranym kilka minut na wygłoszenie krótkiego komunikatu. Gdy zauważyłem, że nasz tłum jest zdyscyplinowany, oddałem mu drugi mikrofon. Nasi beneficjenci, jeden po drugim, wygłaszali swoje żale, prośby, opowiadali pokrótce o swoim życiu i problemach. Postulaty, które wysłuchaliśmy, są opracowywane i będą przekazane władzom. Jest ich więcej niż przypuszczaliśmy, toteż nie mogliśmy ich przekazać od razu. Dodajemy do nich te, które zostały zgłoszone podczas paneli dyskusyjnych.

Po przejechaniu do CNK rozpoczęliśmy wspólną dla wszystkich prezentację kolejnych IDOLI, którzy nie dotarli do nas w sobotę oraz gości zagranicznych, którzy zgłosili się na naszą wystawę. Następnie odbyło się, zgodnie z programem, 16 paneli dyskusyjnych. Na niektórych z nich panował tłok, inne nie zdobyły imponującej frekwencji. Im trudniejszy temat, tym mniej uczestników. Trudno się temu dziwić. Do godziny 17.00 trwała wystawa, ale już o 15.00 ogłoszono wyniki głosowania na IDOLI w kategorii Firma i Produkt Roku. Cieszymy się, że z roku na rok w urnie znajdujemy coraz więcej głosów. W tym przypadku wyniki głosowania nie podlegają żadnej weryfikacji. Wszyscy wystawcy i wszystkie zgłoszone produkty biorą udział w tym konkursie. Wyniki i notki o zwycięzcach w następnym numerze Helpa. Należy już tutaj poinformować, że w kategorii firmy roku głosowanie wygrała firma Altix, a w tej drugiej kategorii produkt firmy stworzonej przez Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach – TONO PRACA sp. z o.o..

W sobotę i niedzielę, pomiędzy budynkiem CNK i Wisłą, odbywał się piknik integracyjny. Głównymi jego atrakcjami były:

– Chińczyk Miejski, gdzie pionkami stają się gracze, a pola, po których się poruszają i sama kostka do gry są tyflograficzne.

– strzelanie z broni laserowej,

– nauka brajla prowadzona przez uczniów i nauczycieli z Lasek,

– konkursy z piłką dźwiękową – strzelanie do bramki z zasłoniętymi oczami,

– nauka układania kostki Rubika i konkurs w tej dziedzinie.

Kilka słów podsumowujących wydarzenie. Ze swojej strony serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom, którzy zechcieli do nas przybyć. W sobotę ochrona CNK poinformowała nas, że odnotowała na swoich licznikach około 1400 wejść na nasz teren. Przywieźliśmy do Warszawy około 800 gości, pośród nich kilkudziesięciu naszych współpracowników. Dla dobrej organizacji konferencji poprosiliśmy o pomoc około 150 osób, wielu z nich w charakterze wolontariuszy. Zorganizowaliśmy dużą wystawę, rekordową liczbę paneli, cudowną wycieczkę do Lasek, dwa bardzo fajne koncerty, zgodnie z przewidywaniami wspaniałą, pokojową manifestację, pełną empatii dla wszystkich, którzy nam pomagają oraz postulatami o to, by pamiętano o naszym środowisku.

W poniedziałek wieczorem wszyscy wracali już do domu, ja również. Już wtedy wiedziałem, że ta edycja konferencji była największa oraz najlepsza. Dobrze ją zorganizowaliśmy, gościom podobało się miejsce, byli zachwyceni gościną w Laskach, wreszcie – co najważniejsze – w ciągu ledwo trzech dni dowiedzieli się tyle, że musi to dać znaczący efekt rehabilitacyjny. Dla mnie jest także bardzo ważne, że udało się nam pokazać nasz świat dotyku i dźwięku mieszkańcom stolicy. Wiele osób przechadzało się Bulwarami i zaglądało co się dzieje na pikniku.

Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do zorganizowania tego wydarzenia, a więc oficjalnym współorganizatorom, których logo przedstawiamy poniżej: Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach, Miasta Stołecznego Warszawy, Marszałka Województwa Mazowieckiego. Dziękujemy Państwowemu Funduszowi Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, który udzielił nam znaczącego dofinansowania tego projektu, a także za wkład finansowy Miastu i Marszałkowi Adamowi Struzikowi. Dziękujemy Bloombergowi za zainteresowanie się ideą pomocy niewidomym w Polsce i dofinansowanie inicjatyw władz miasta w tej dziedzinie.

Najwyższy czas przedstawić program Spotkania, byście Państwo mogli ocenić, jakie wydarzenie miało miejsce w Warszawie, w dniach Międzynarodowego Święta Białej Laski.

Wielkie Spotkanie Niewidomych, Słabowidzących i Ich Bliskich

Świat dotyku, dźwięku i magnigrafiki

Virtual Warsaw – miasto przyjazne dla niewidomych w ramach XVI edycji Konferencji

REHA FOR THE BLIND IN POLAND

13-15.10.2018 r.

Centrum Nauki Kopernik

w Warszawie

Honorowy Patronat Małżonki Prezydenta RP Agaty Kornhauser-Dudy

Projekt „Virtual Warsaw – miasto przyjazne dla niewidomych w ramach REHA FOR THE BLIND IN POLAND” jest współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, miasta stołecznego Warszawy, Marszałka Województwa Mazowieckiego, Fundacji Bloomberg Philanthropies oraz środków własnych Fundacji Szansa dla Niewidomych.

Komitet Honorowy Konferencji

Małgorzata Wypych – Poseł RP, Przewodnicząca Zespołu Parlamentarnego ds. Osób z Niepełnosprawnościami Narządu Wzroku

Adam Struzik – Marszałek Województwa Mazowieckiego

Krzysztof Michałkiewicz – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych

Tomasz Pactwa – Dyrektor Biura Pomocy i Projektów Społecznych miasta stołecznego Warszawy

Władysław Gołąb – Honorowy Prezes Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach

Paweł Kacprzyk – Prezes Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach

Ks. prof. zw. dr hab. Stanisław Dziekoński – Rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego

Prof. zw. dr hab. Marcin Pałys – Rektor Uniwersytetu Warszawskiego

Prof. zw. dr hab. inż. Tadeusz Słomka – Rektor Akademii Górniczo-Hutniczej

Prof. zw. dr hab. Marzenna Zaorska – Przewodnicząca Zespołu Pedagogiki Specjalnej PAN

Prof. zw. dr hab. Jadwiga Kuczyńska-Kwapisz – Rada Patronacka Fundacji, Wydział Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego

Dr arch. inż. Maciej Kłopotowski – Rada Patronacka Fundacji, Katedra Konstrukcji Budowlanych i Architektury Politechniki Białostockiej

Dr arch. inż. Agnieszka Kłopotowska – Rada Patronacka Fundacji, Wydział Architektury Politechniki Białostockiej

Artur Pozorek – Dyrektor Mazowieckiego Centrum Polityki Społecznej

Anna Tomaszewska – Dyrektor Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Łodzi

Elżbieta Bednarek – Przewodnicząca Rady Fundatorów Fundacji Szansa dla Niewidomych

Renata Wardecka – Członek Rady Fundatorów Fundacji Szansa dla Niewidomych

Jacek Kwapisz – Członek Rady Patronackiej Fundacji Szansa dla Niewidomych

Igor Busłowicz – Członek Rady Patronackiej Fundacji Szansa dla Niewidomych

Program spotkania

Dzień pierwszy – sobota 13 października

Część I: Część oficjalna – Centrum Nauki Kopernik

14:30 Przygotowanie do otwarcia Konferencji (zaproszenie, komunikaty, ogłoszenia)

15:00 Uroczyste otwarcie Konferencji

15:05 Ogłoszenie wyników konkursu „IDOL 2018”

15:30 Wystąpienia gości specjalnych

15:45 Wybitni polscy niewidomi i ich praca dla Niepodległej Rzeczpospolitej w ramach konkursu Fundacji Szansa dla Niewidomych „Jestem lepszy od…”

Część II: Sesja merytoryczna – Centrum Nauki Kopernik

16:00 Dostępność otoczenia dla niewidomych i słabowidzących – Maciej Kłopotowski

16:15 Virtual Warsaw – miasto przyjazne dla niewidomych – Tomasz Pactwa

16:30 Polskie rozwiązania technologiczne i metodologiczne niwelujące skutki niepełnosprawności wzroku – Henryk Rzepka i Maciej Motyka

16:50 Prezentacje nowoczesnej technologii niwelującej skutki inwalidztwa wzroku oraz działalności organizacji i instytucji pracujących na rzecz niewidomych i słabowidzących

16:50 Izrael

17:00 Kenia

17:10 Ambutech

17:20 View Plus

17:30 Optelec

17:40 Rehan Electronics

17:50 Koncert wokalisty Kamila Czeszela

Część III: Imprezy towarzyszące Konferencji – Centrum Nauki Kopernik i jego otoczenie

16:00 – 20:00 Wystawa: „Świat dotyku, dźwięku i magnigrafiki”

16:00 – 20:00 Wystawa nowoczesnych technologii

12:00 – 19:00 Piknik integracyjny na Bulwarach Wiślanych

Dzień drugi – niedziela 14 października

Część IV: Spotkanie w Laskach pod Warszawą

09:00 Wyjazd autokarami pierwszej grupy

10:30 Wyjazd autokarami drugiej grupy

11:00 Msza święta w intencji niewidomych, słabowidzących i ich bliskich pod przewodnictwem ks. Infułata Jana Sikory oraz duszpasterza niewidomych ks. Prałata dr Andrzeja Gałki

12:00 Zwiedzanie ośrodka, atrakcje technologiczne, zręcznościowe, sprawnościowe i kulturalne

14:00 Obiad

17:00 Powrót do Warszawy

18:00 Koncert Szymona Wydry wraz z zespołem na Bulwarach Wiślanych

12:00 – 19:00 Piknik integracyjny na Bulwarach Wiślanych

Dzień trzeci – poniedziałek 15 października

Część V: Spotkanie pod Parlamentem na ulicy Wiejskiej 4/6/8

9:30 Manifestacja środowiska niewidomych, słabowidzących i ich bliskich ph.: „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?”

Część VI: Panele dyskusyjne – Centrum Nauki Kopernik

11:00 Świat otwarty dla niewidomych – podsumowanie wydarzeń konferencyjnych weekendu; wystąpienia gości z zagranicy: RNIB, Inside Vision

Sala A

11:45 Dostępność Plus – konkretne szanse czy złudne nadzieje dla niewidomych i słabowidzących w Polsce?

12:40 Dostępność przestrzeni miasta i usług miejskich dla osób z dysfunkcjami narządu wzroku

13:30 Standard WCAG 2.1 – dostosowanie stron internetowych oraz aplikacji mobilnych dla osób z dysfunkcjami narządu wzroku

14:20 Media w służbie wyrównywania życiowych szans osób z dysfunkcją wzroku

Sala B

11:45 Komputery w naszych dłoniach – smartfony, tablety, smartwatche

12:40 Systemy nawigacyjne i udźwiękowienie otoczenia (terminale, smartfony, beacony) – czy umożliwiają samodzielne, bezwzrokowe poruszanie się?

13:30 Czy nowe technologie tworzą miejsca pracy dla osób niewidomych?

14:20 Dostępność przestrzeni i usług dla osób z dysfunkcjami narządu wzroku – warsztaty

16:30 Dostępność przestrzeni i usług dla osób z dysfunkcjami narządu wzroku – warsztaty

Sala C

11:45 Pismo Braille’a w unowocześnionej formie

12:40 Audiodeskrypcja tańca

13:30 Audiodeskrypcja otoczenia i audiodeskrypcja dzieł sztuki

14:20 Świat oglądany tyflograficznie i magnigraficznie

Sala D

11:45 Indywidualne podejście do możliwości i potrzeb każdego niepełnosprawnego

12:40 Edukacja z prawdziwego zdarzenia – integracja segregacyjna czy segregacja integracyjna?

13:30 Nasze środowisko – sytuacja organizacji, instytucji i firm, zatrudnienie na otwartym rynku pracy

14:20 Sport i turystyka

Część VII: Imprezy towarzyszące Konferencji – Centrum Nauki Kopernik

11:00 – 18:00 Wystawa: „Świat dotyku, dźwięku i magnigrafiki”

11:00 – 18:00 Wystawa nowoczesnych technologii

15:00 IDOL w kategoriach: Firma i Produkt Roku

18:00 Zakończenie Spotkania

Helpowe refleksje. Niewidomi chcą się uczyć

Trudno się dziwić, że nasz wrześniowy Help omawia przede wszystkim edukację niewidomych i słabowidzących. Jak co miesiąc, nasi autorzy poruszają również inne tematy, ale ten jest najważniejszy. W związku z tym, że i dla mnie jest on taki ważny, poświęcę mu te refleksje w całości.

Jaka jest edukacyjna sytuacja naszego środowiska? Jakie życiowe szanse stwarzają nam polskie szkoły i uczelnie? Czy uczęszczanie do nich daje gwarancję życiowych sukcesów? Jak się okazuje, odpowiedzi na te pytania nie są łatwe. Kwestia jest tak złożona, że można to oceniać różnie. Gdy jesteśmy pozytywnie nastawieni do życia i dotrą do nas dobre wieści, mamy poczucie, że jest nieźle, a co więcej – idzie ku lepszemu. Gdy jednak mamy zły nastrój i dowiemy się o jakichś idiotycznych problemach, tracimy to przekonanie i mamy jedynie najgorsze przypuszczenia. Czy da się to jakoś zobiektywizować? Zapewne tak, ale nie mam takiej ambicji. Podzielę się jedynie pewną liczbą spostrzeżeń i refleksji. Nie posunę się do ostatecznych konkluzji chociażby dlatego, że przy tak złożonym temacie zawsze mogę spotkać kogoś o innym doświadczeniu, życiowym nastawieniu, kto dowiedział się o przypadku pozytywnym, albo negatywnym, akurat odwrotnie do tego, co ja ostatnio spotkałem.

Sam uczęszczałem najpierw do szkoły dla uczniów słabowidzących, która mieści się w Warszawie na ulicy Koźmińskiej. Za moich czasów miała inny adres i mimo, że nie została nigdzie przeniesiona, była na ulicy Górnośląskiej. Tak się składa, że znajdowała się wtedy i znajduje teraz na rogu tych dwóch ulic. Potem uczyłem się w szkole podstawowej dla niewidomych w Laskach, a następnie chodziłem do warszawskiego liceum, co w dzisiejszym języku można określić jako edukację włączającą. Na koniec studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim. Dzięki tej różnorodności oraz faktowi, że mam czterech synów w wieku od 16 do 34 lat, a oni uczęszczali do różnych szkół, mogę w jakimś stopniu porównać edukację wtedy i teraz.

W moich czasach szkoły specjalne, które lubię nazywać specjalistycznymi, a niestety takie ich określenie nie zostało do tej pory usankcjonowane i zastosowane w praktyce, były placówkami bardzo wyjątkowymi. Dotyczy to przede wszystkim szkoły w Laskach, ale także innych. To były szkoły, w których nie tylko uczono dzieci od pierwszej klasy podstawowej do ósmej, następnie zawodu, a kilka lat potem również przygotowywano do matury w tamtejszych liceach, albo do wybranych zawodów w dodatkowych szkołach, chociażby masażu, ale także prowadzono rozliczne działania pozaszkolne i to na naprawdę wysokim poziomie. Przykłady? Proszę bardzo. W Laskach pani Stefania prowadziła pozalekcyjne zajęcia z muzyką poważną oraz całkiem dobry chór. Było to na tak wysokim poziomie, że wielu ówczesnych uczniów korzystało z pozyskanej wtedy wiedzy przez dziesiątki następnych lat. Jestem żywym tego dowodem. Podobnie świetne były zajęcia rehabilitacyjne, sportowe, kulinarne, literackie. W Laskach nauczyliśmy się tyle, że w następnych latach już w liceum mogliśmy nieco odpoczywać. Wiedzieliśmy po prostu więcej niż nasi koledzy z klasy. I dotyczyło to nie tylko mnie, lecz innych absolwentów Lasek z tamtych lat. Z tego co wiem od przyjaciół z innych szkół specjalnych, tam było podobnie.

Czy teraz też tak jest? Otóż mam poważne wątpliwości. Obserwujemy, że edukacja w całym kraju to nie to samo, co wtedy. W szkołach dla niewidomych i słabowidzących również to zauważamy, ale dochodzą do tego także inne problemy. Koncepcja edukacji włączającej dokucza tym placówkom. Wszyscy chyba rozumieją potrzebę integracji, ale edukacja włączająca może być dobrze oceniona, gdy będzie dobrze zaprojektowana i dofinansowana. Z tego co wiem, nawet sama koncepcja nie jest dopracowana, a o finansach lepiej nawet nie mówić. Jest ona głównie modą – ma być nowocześnie, tak jak na Zachodzie, integracyjnie i z pełnymi możliwościami uczniów niepełnosprawnych jak w przypadku sprawnych. To jednak tylko marzenia. Nikt bowiem nie może dać gwarancji, że uczniowie w konkretnej szkole i klasie będą wyrozumiali, empatyczni i pomocni. Często nie są, a nawet przeciwnie – potrafią dokuczać. Wystarczy kilkoro uczniów ze złymi charakterami, by włączanie było trudne.

Załóżmy jednak, że uczniowie są na wysokim poziomie kultury osobistej i chcą uczyć się razem z niepełnosprawnymi kolegami i koleżankami. Wtedy pojawia się kolejny problem. Niewidomi i słabowidzący wymagają oprzyrządowania niwelującego skutki ich niepełnosprawności, często dodatkowej pomocy ze strony asysty w szkole oraz podręczników. W teorii miało być cudownie, a w praktyce? Subwencje przeznaczone na edukację tych uczniów gdzieś znikają po drodze biurokratycznych decyzji. W szkołach brakuje wiedzy, o jakie przyrządy chodzi, jakie podręczniki zapewnić, jaka asysta pomogłaby w kształceniu. Często dochodzi o wypytywania rodziców, jak to zorganizować. Pyta się również samych uczniów. Skąd jednak gwarancja, że oni potrafią odpowiedzieć na te pytania? Fakt, że jest się rodzicem niewidomego dziecka nie musi oznaczać, że się wie. To przecież jest zupełnie osobna, skomplikowana i rozległa wiedza. Spotkałem się z sytuacjami, że rodzice i sami uczniowie odpowiadają na takie pytania, że niczego nie wymagają. Lepiej by było, gdyby powiedzieli, że po prostu nie wiedzą. To spowodowałoby szukanie wiedzy gdzie indziej, na przykład w naszej fundacji, a tak dyrekcja szkoły i nauczyciele są zadowoleni, że zrobili wszystko, co niezbędne i poprzestają na tym.

Jak w takich warunkach wygląda edukacja włączająca? Okazuje się, że dzieci są tak źle kształcone, że dochodzi w pewnym momencie do decyzji, by dziecko oddać do szkoły specjalnej, czego wcześniej chciano uniknąć. Kto jednak zrekompensuje straty poniesione w ciągu kilku lat? Po udaniu się do szkoły specjalnej, dzieci czy młodzież pokazuje prawdziwą twarz edukacji włączającej – nie znają brajla, nie odbyli zajęć rehabilitacyjnych, nie są oczytani, kiepsko radzą sobie z przedmiotami ścisłymi. Zostają najgorszymi uczniami w nowej klasie i muszą nadrabiać zaległości. Czy jednak o to chodziło twórcom tej idei? Miało przecież być inaczej!

Do szkół, do których uczęszczają uczniowie niepełnosprawni miały trafić dodatkowe, znaczące środki finansowe. Nauczyciele mieli być dodatkowo przeszkoleni. Dzięki środkom finansowym szkoły te miały dysponować nieodzownym sprzętem, na przykład w odniesieniu do uczniów niewidomych – brajlowskimi monitorami, notatnikami, dyktafonami, komputerami, brajlowskimi podręcznikami, a uczniów słabowidzących – powiększalnikami obrazu, zarówno kieszonkowymi do używania przenośnego, jak i stacjonarnymi, nie mówiąc o całej gamie innych rozwiązań. Zazwyczaj w szkołach takiego sprzętu nie widać. Co z asystą, dodatkowymi zajęciami itd.? Gdzie się więc podziewają te subwencje???

Gdyby władzom udało się przejść od naiwnej teorii do zaprojektowania kompleksowego rozwiązania włączającego, niemal wszyscy rodzice popieraliby nowy system. Oby to się udało pani minister Zalewskiej. Na razie jednak mamy jedynie złudne nadzieje i frazesy ze strony tych, którzy lubią o tym opowiadać, ale nie potrafią tej narracji wzbogacić o konkrety.

Dlaczego dzielę się tymi obawami i krytyką w kontekście omawiania sytuacji w szkołach specjalnych? Nie bez przyczyny. Wraz z amokiem na temat włączania niepełnosprawnych uczniów w nurt edukacji masowej, szkoły te są w dużym stopniu zaniedbywane – w zasadzie być może ktoś wpadł na pomysł stopniowego ich wygaszania! Na szczęście pojawiła się już refleksja, że tylko tam jest know how, jak kształcić tę młodzież. Gdzie jednak istotne i niezbędne wsparcie dla nich? Jako placówki specjalne, winny być traktowane specjalnie. Powinien dotrzeć do nich nowoczesny sprzęt, wielu bardzo wykwalifikowanych specjalistów, którzy byliby w stanie uczyć młodzież tak, jak było w moich czasach. Tylko takie podejście na aktualnym etapie daje szanse w dorosłym życiu: jak najwięcej nauki, wiele umiejętności, zapas wiedzy, znajomość języków obcych, poświęcenie specjalnej uwagi na przedmioty, w których uczeń ma większe zdolności, kontakty z inną młodzieżą, czyli przemyślana integracja, a nie sztampowa, na wzór nieudanych eksperymentów itd. Zamiast tego przez ostatnie lata plączemy się pomiędzy koncepcjami i żałujemy środków. Prawda jest prosta: wszystko, co wiąże się ze zdrowiem i sprawnością w przypadku ludzi słabszych, chorych, niepełnosprawnych, kosztuje dużo. Nie da się zrobić tego tanim kosztem.

Tańsza jest namiastka edukacji, tak samo jak namiastka rehabilitacji. Na czym z kolei ona polega? Na braku sprzętu i wymagań. Nie ma urządzeń brajlowskich, lektorskich, powiększających obraz, podręczników i książek, brajlowskich słowników, dobrego dostępu do Internetu, udźwiękowienia i ubrajlowienia otoczenia, ścieżek naprowadzających, dźwiękowych informatorów itd.

Czy zatem niewidomi chcą się uczyć? Ambitni niewidomi chcą. Inni nie wiedzą, jakie to ważne, bo ulegają pokusie i negatywnej reklamie. Panoszy się model życia łatwego, w ramach którego wysiłek edukacyjny nie jest konieczny. Gdy jednak tym samym osobom wyjaśni się, jakie wymagania stawia życie razem z innymi, porównywalne do życia osób pełnosprawnych, zaczynają rozumieć swój błąd i także oni chcą być dobrze kształceni.

Gdyby ktoś jeszcze nie rozumiał naszej promocji aktywności, zapraszamy do nas, do punktów doradczych Fundacji Szansa dla Niewidomych, a jeszcze mocniej do samokształcenia i pokazania innym, że jesteśmy od nich lepsi w naszej specjalności.

Helpowe refleksje. Zabytki i inne interesujące miejsca dostosowane dla niewidomych

Wakacje! Dla większości to najbardziej lubiany czas. „Większości”, nie dla wszystkich, gdyż są oczywiście inni. Dla tych innych jest na przykład za gorąco, za głośno lub zbyt tłoczno. Tacy wolą pozostać w domu i odpoczywać poprzez wyciszenie się. Większość, bez względu na to czy odpocznie, czy nie, rusza w drogę, nawet ci, którzy nie mają ochoty.

Rozliczne trendy czy mody szantażują nas. Dla jednych są wyrazem ich własnych opinii i oczekiwań, dla innych jednak wymaganiem, a nawet przymusem. Ale czy to jedyna kwestia w naszym życiu, której musimy ulec? Wakacje stwarzają dobrą okazję, by poznać świat. Jedni są zmuszeni do ograniczenia się do regionu, w którym żyją, inni – całego kraju, a wreszcie pewna grupa osób najbardziej przedsiębiorczych i zamożnych poznaje zagranicę. Tutaj ograniczymy się jedynie do kraju. Nawet przy tym ograniczeniu jest o czym mówić. Ba, jest mnóstwo rzeczy do omówienia: regiony i ich charakter, miasta i miasteczka, zabytki, najświetniejsze budowle historyczne i współczesne, obiekty kultury jak: muzea, biblioteki, uczelnie, teatry, amfiteatry, wreszcie ich dostępność dla niepełnosprawnych, zwłaszcza niewidomych.

Napisałem kilkanaście książek o bodaj 12 regionach w Polsce. Jak wiadomo nie jestem pisarzem, ani krajoznawcą. Dlaczego zatem zdecydowałem się na tę twórczość? Gdy od tak dawna prowadzę Fundację Szansa dla Niewidomych i poznaję tajniki rehabilitacji tej grupy obywateli i to zarówno teoretycznie, jak i praktycznie, gdy podczas rozlicznych spotkań w całym kraju beneficjenci opowiadają o ich sytuacji, przyszło mi do głowy, by zainteresować ich wszystkich turystyką i krajoznawstwem. Oczywiście, były one wykorzystywane w celach rehabilitacyjnych już wcześniej, jednak nieco przypadkowo, jakby przy okazji. Tymczasem moim zdaniem podróżowanie i poznawanie świata to jedne z najlepszych sposobów, by przekonać nawet najbardziej niechętnych, żeby wyszli z domu i poznali innych ludzi. Ba, by wyszli i dali się poznać innym.

Właśnie w ten sposób powstał cykl moich relacji o poszczególnych regionach. Nawet się nie spodziewałem, że będzie tak duży i tak dobrze przyjęty. Za każdym razem dostawałem wiele próśb, by napisać o kolejnym obszarze. Dziwiło mnie to nieco, bo przecież jest wiele innych publikacji, gdzie autorzy wykazują nieporównywalnie większą wiedzę. W końcu nie pracuję w tej dziedzinie jako profesjonalista, a jedynie wykorzystuję wiedzę innych, by namówić niewidomych do otwarcia się. Skoro jednak postanowiłem pisać o historii, kulturze, zabytkach i bazie turystycznej w kraju, teraz mogę pokrótce podsumować i wskazać, jakie zabytki i inne interesujące miejsca są choćby troszkę dostosowane dla niewidomych, albo są dostępne nawet bez tego, a zatem które z nich mogę polecić. Moja relacja oczywiście nie jest obiektywna. Wprost przeciwnie – skoro „moja”, to na pewno subiektywna. Mam nadzieję, że inni wzbogacą te informacje o swoje doświadczenia, a wtedy nasi Czytelnicy będą mogli mieć pełniejszy obraz.

Gdzie warto się wybrać, by ciekawie spędzić czas i nie narazić się na bariery utrudniające niewidomym wakacyjny odpoczynek? Proszę wybaczyć, nie mogę tych miejsc różnicować pod względem cen i kosztów. Ich wartość krajoznawcza czy zdrowotna nie zależy od tego. Ceny i koszty wpływają na decyzje, czy się tam wybrać, ale jako, że nie znam zamożności Czytelników, zapomnijmy o finansach. Zresztą – w miejscach droższych można przebywać krócej, a nawet jedynie przejazdem. W innych – można zdecydować się na dłuższy pobyt i tyle.

Czy wiecie, jak fajnie jest zamieszkać choćby na jedną noc w hotelu zorganizowanym w pałacu lub zamku? Przekonajcie się. Podobno największy taki hotel jest w Kliczkowie niedaleko Bolesławca, tego od ceramiki. Hotel w tym zamku jest duży, wygodny i nie stwarza problemów dla niewidomych gości. Nie ma tam niestety żadnych dostosowań, tzn. nie było, gdy go odwiedzałem, jednak obsługa jest przygotowana na pomaganie nam. Co jakiś czas odbywają się tam turnieje rycerskie, które są niebywałą atrakcją dla widzących, ale jak się okazało także dla nas. Rycerskie pojedynki to także świetna zabawa z dźwiękiem. Rycerze indywidualnie albo grupowo przemieszczają się, uderzają bronią o tarcze, zderzają się konie, zbroje itd. Był nawet huk armatni! Do tego świetne polskie dania i akustyka zamku, którą akurat ja lubię.

Podobnie fajnie jest w trzebieszowickim zamku. To niedaleko Kłodzka. Obiekt był, jak w zasadzie wszystkie, zrujnowany i wymagał odbudowy. Teraz jest świetnym hotelem z basenem, dużym holem i mnóstwem historycznych przedmiotów. Zwiedza się go, słuchając interesujących opowieści przewodnika. Wieczorami odbywają się koncerty i pokaz filmu o historii tego pałacu – jest czego słuchać i oglądać.

Podobnie w pałacu w Wiechlicach koło Szprotawy, około 50 km od Zielonej Góry. Tutaj także nie ma żadnych dostosowań, ale także trudnych dla nas barier. Obsługa ma wyczucie i w razie potrzeby pomaga. Pałac jest otoczony parkiem rozpościerającym się na 5 hektarach. Są tam uprawy roślin, warzyw, które są następnie podawane w restauracji. Obok jest winnica, skąd się biorą grona na tutejsze wino. Nieco dalej stworzono staw – oczko wodne o kształcie owalu i rozpiętości około 200 metrów. Na środku stawu malutka wysepka z drzewem pośrodku. Na dodatek jest tu przystań, gdzie można wsiąść na rower wodny albo do kajaku i pływać. Niby to tylko 200 metrów, ale jakoś to wystarczy. W budynkach przerobionych ze stajni, stodół itp. jest kręgielnia, basen, siłownia, sauny i gabinety lecznicze. Drogo? Owszem, ale są możliwości wynegocjowania dostępnych cen.

W Łebie jest mnóstwo fajnych hoteli i ośrodków. To niebywałe miasteczko: morze, cudowne plaże, dużo interesujących miejsc: muzea, deptak z odciskami dłoni Prezydentów Polski, stadnina koni, Sea Park Sarbsk i mnóstwo dobrego jedzenia, najbardziej w smażalniach ryb.

Czy wiecie, jak smacznie częstować się deserami, gdy cała podłoga krąży i pokazuje okoliczny krajobraz? Tak jest w Kołobrzegu w kawiarni Arka w hotelu Arka Medical SPA, na dziesiątym piętrze, gdzie dociera się windą. Niżej, oprócz wielu pokojów dla gości, są gabinety rehabilitacyjne, zabiegowe, relaksacyjne, basen itd. Również tutaj brakuje rozwiązań dostępowych, ale także nie ma specjalnych barier. Mogą tu przebywać niepełnosprawni na wózkach oraz niewidomi.

Podczas ostatniej regionalnej edycji konferencji REHA w Olsztynie, gdy poszukiwaliśmy ciekawego miejsca na obiad, znaleźliśmy się w restauracji Przystań. Bardzo jest fajnie odpoczywać i jeść na deskach mola, gdy pod sobą ma się wodę jeziora Ukiel. Dookoła, poza gośćmi restauracji, spokój i cisza. Na jeziorze sporo łódek i żaglówek. Miejsce to zostało specjalnie stworzone dla miłośników pływania – jest tu hotel i wiele atrakcji. No i sam Olsztyn, fantastyczne miasto z bogatą historią, wieloma zabytkami i miłą atmosferą.

W Inwałdzie znajduje się Park Miniatur „Świat marzenie”. Dla niewidomych to wyjątkowa okazja, by poznać modele obiektów architektonicznych z całego świata i Polski. Są tu: Świątynia Akropolu, Koloseum, Krzywa Wieża w Pizie, Bazylika św. Piotra w Watykanie, Statua Wolności, Wielki Mur Chiński, Wieża Eiffla itd. Większość miniatur została zbudowana w skali 1/25. I co ważne – niewidomi mogą je obejrzeć/pomacać.

Jak się okazało, niewidomi są dobrze obsługiwani w Zamku w Malborku. Można tam skorzystać z audioprzewodnika, ale także poprosić o prawdziwego przewodnika, który ułatwi wejście tam, gdzie w zasadzie nikomu nie wolno. Owszem, to trochę kosztuje, ale warto. Sam zamek został odbudowany całkiem niedawno. Teraz trudno sobie wyobrazić, że jeszcze na przykład 40 lat temu w zasadzie nie było co oglądać. Zamek został zniszczony podczas II wojny, kiedy to Rosjanie zdobywali ten teren. I nie mówmy, że nas wyzwalali. Nie wyzwalali także Malborka.

Tegoroczna regionalna REHA w Lublinie odbyła się w Muzeum Wsi Lubelskiej. Nie mogłem tam być podczas konferencji, byłem tam jednak w styczniu. To bardzo interesujące miejsce, gdzie nie znalazłem specjalnych dostosowań dla nas, ale także barier, które by mi utrudniały zwiedzanie. Są tam zabytki architektury drewnianej i murowanej, zbiory etnograficzne, zagrody ze zwierzętami domowymi, chaty biedoty, rodzin średnio zamożnych i bogatych gospodarzy. Jest tam w pełni wyposażony dworek szlachecki, jakby nadal ktoś tam żył, parafia i cerkiew. Byliśmy w prowincjonalnym miasteczku z posterunkiem policji, pocztą, zakładem krawieckim, fryzjerskim, sklepem itd., wszystko jak ponad 100 lat temu.

Fantastycznie jest w Zamościu: renesansowa zabudowa, synagoga, Pałac Zamoyskich, Muzeum Zamojskie z makietą Zamościa sprzed wieków. Jest tak duża, że trudno ją ogarnąć rękami i obejrzeć dotykiem. Byliśmy także w Muzeum Fortyfikacji i Broni Arsenał będącym oddziałem Muzeum Zamojskiego. To niebywała podróż w zamierzchłe czasy.

Jest wiele miejsc w Polsce, które należy zwiedzić, gdzie co prawda brakuje dostosowań, albo są bardzo nieliczne, ale także nie ma tam specjalnych utrudnień dla niewidomych. Nie starczy życia, by wszędzie być. Najlepszą metodą na tę wielość jest po prostu wyruszenie w drogę i zwiedzanie. Niezależnie od zamożności, warto wydać pewien procent dochodów właśnie na tę dziedzinę. Podróżowanie i zwiedzanie to aktywność intelektualna i fizyczna, sprawność, wiedza, dzięki której mamy coś do powiedzenia. To także towarzystwo, przyjaźnie, znajomości. To wszystko jest ważne szczególnie dla środowiska, które tak długo było wykluczone. Wielu z nas nadal żyje poza społeczeństwem. Czas to zmienić!

Co z teatrami?

Szczerze mówiąc, uwielbiam teatr! Dlaczego postanowiłem właśnie to napisać, ba – wykrzyczeć? Zakończyłem poprzednie zdanie wykrzyknikiem, zatem deklarację tę wykrzyczałem, a nie jedynie wypowiedziałem. Dlaczego? Odczułem właśnie taką potrzebę. Nie wzięła się znikąd, lecz przeciwnie – jest zasadna. Skoro tak, rozważmy wspólnie, o co właściwie chodzi.

Normalnie można coś lubić i promować, ale to jeszcze nie powód składać takie deklaracje. Tym bardziej nie ma powodu ich wykrzykiwać. Jeśli jednak tak się stało, powód musi być poważny – i owszem, jest. To wyraz frustracji, którą odczuwam chyba wręcz na co dzień, związanej z aktualną sytuacją kultury w Polsce, w szczególności sytuacji naszego teatru. Sprawa, o której tu piszę, dotyczy nas wszystkich. Jest więc ważna, poważna i wymaga nagłośnienia.

Nic to, że się uwielbia teatr, chce się do niego chodzić jako do obiektu kultury, oglądać teatr jako spektakl, efekt twórczej pracy dramaturga i aktorów realizujących wizję reżysera. Nic to, że się lubi wyłączać z biegu codziennych spraw, by zastąpić je innymi treściami, opowiadaniem o życiu innych ludzi, egzystencjach, których sami nie znamy, o światach, w których nigdy nas nie było. Nic to, że chcemy spotkać się z aktorami, których lubimy, albo tekstem, w którym jest coś ważnego do przekazania. Możemy sobie chcieć, a niestety niewiele z tego wynika. Zamiast realizacji naszych oczekiwań i marzeń, oferuje się coraz więcej tandety, której nie chcemy, a nawet nas oburza.

Jak nietrudno się domyślić, dla niewidomych teatr jest sztuką wyjątkowo interesującą. To oczywiste, że film jako sztuka bardziej odwołująca się do zmysłu wzroku, jest dla nas mniej atrakcyjna. Teatr to przede wszystkim treść, słowa, dźwięk, atmosfera. Tutaj zazwyczaj nie ma przerostu formy nad treścią. Mamy na scenie niewielkie grupy aktorów, często dwoje, którzy ze sobą rozmawiają, może kilkoro, ale także wtedy nie mówią wszyscy naraz, czasem nawet występuje tylko jeden aktor i wygłasza monologi. To dla niewidomych wyjątkowo dogodna sytuacja. W filmie przemawia do widzów obraz. Aktorzy całymi minutami mogą nie mówić nic, a jedynie się „pokazywać”. Widzący wiedzą o co chodzi i mogą być usatysfakcjonowani. A my? Czasem w definicji dobrego filmu zawiera się życzenie, by nie dochodziło do „przegadania”, a raczej by film polegał na przekazie wizualnym, który jest zrozumiały i satysfakcjonujący, gdy się widzi obraz. Inaczej jest w przypadku teatru, to znaczy powinno być, albo było za dobrych czasów. Czy można zatem się dziwić, że niewidomi lubią taki konwencjonalny teatr?

I mamy pecha, bo we współczesnym teatrze jest coraz mniej teatru. Zgoda, że teatr, jak każda dziedzina, musi się rozwijać, przekształcać i żyć. Nie możemy poprzestać na tym, co charakteryzowało teatr dziesiątki lub setki lat temu. Trudno sobie wyobrazić totalny powrót do klasycystycznej koncepcji fabuły dramatu. Zasada trzech jedności sztuki teatralnej: jedność czasu, miejsca i akcji, w dzisiejszym świecie wypełnionego przez różnorodne media, inne dziedziny sztuki, musi ulegać procesowi twórczego wzbogacania, ale bez przesady. Rozdwojenie miejsca, czasu czy akcji nie musi utożsamiać sztuki teatralnej z filmem. Twórcy dramatów starają się zabłysnąć przed widzami i obserwując, jak pozytywnie reagują na współczesne filmy, starają się swoje dzieła do nich upodobnić. Wtedy zagubienie podstawowych zasad teatru staje się nieodzowne. My tego raczej nie lubimy. Gdyby to była jedyna kwestia, która nas martwi…

Wracam do kwestii przekazu treści poprzez obraz, a nie dźwięk. Coraz mniej do siebie mówimy. Współczesna młodzież sięga po smartfon i smsuje. Nie, lepiej nie dzwonić i porozmawiać; smsik będzie lepszy, szybszy, wygodniejszy i tak samo skuteczny. I rzeczywiście – ten czy inny będzie, ale po tysiącach takich decyzji i zamian już nie wiadomo jak się odezwać do drugiego człowieka. Tendencja ta przenosi się do teatru. Może bardziej widać to na przykładzie teatru w telewizji. Na scenie na żywo także to widać, ale skoro łatwiej nam zasiąść przed telewizorem, by obejrzeć sztukę, mówmy o tym. Siadamy więc w poniedziałek wieczorem i czekamy z ciekawością – co też dzisiaj obejrzymy. Zaczyna się sztuka. Pierwsze prezentacje, dialogi, jeszcze nie wiadomo o co będzie chodziło oraz w jakim stylu zostanie to nam zaprezentowane. Niedługo potem już wiemy. Nieistotna w tej chwili fabuła, autor, aktorzy, reżyser. Piszę w końcu o czymś innym. Słyszymy kilka zdań wypowiedzianych przez aktorów, a następnie przerwy. Coś się na scenie dzieje – nie wiemy co. Audiodeskrypcji nie ma, albo zawodzi. Nie wiadomo, czy telewizor ją odbiera. Nic to. Pewne braki tolerujemy i nadal słuchamy. Po pewnym czasie nic się nie poprawia i zaczynamy nie wiedzieć o co chodzi. Kluczowa dla fabuły informacja była przekazana jedynie wizualnie. Aktor skrzywił się dając do zrozumienia, że propozycja tego drugiego nie spodobała się mu. Nic o tym nie wiemy i oglądamy w przeciwnym mniemaniu. Jedno, drugie, trzecie nieporozumienie i już mamy dosyć. Gasimy telewizor.

W innym wariancie oglądamy spektakl razem z widzącymi członkami rodziny. Opisane wyżej sytuacje się mnożą. Za każdym razem wymagają interwencji naszych bliskich. Muszą „gadać” i „gadać”. W pewnym momencie to ich audiodeskrybowanie ich zamęcza i mają dosyć. Gdzieś uleciała przyjemność oglądania i sympatia do teatru przechodzi w stan uśpienia. Jest, ale już nieaktywna. Czeka na lepsze czasy, może lepszy spektakl. W kolejny poniedziałek mamy następną okazję. Czy wtedy, będąc niewidomymi widzami, poczujemy się podmiotowo czy znowu nie? Czy odejdziemy od telewizora po zakończeniu spektaklu zadowoleni, że go obejrzeliśmy, czy jednak w jego połowie, zdegustowani, że w tym świecie byliśmy i nadal jesteśmy na marginesie. Dookoła tak nowocześnie, a my i tak borykamy się z brakiem empatii.

Teatr, który nie chce być dla nas, a więc zarówno budynek teatru, jak i wystawiany tam spektakl, to znakomita próbka jakości kultury w całym społeczeństwie. Gdyby było kulturalne, nie pozwoliłoby na to, by niewidomym żałowano środków na godne życie. Niestety, w każdej sprawie słyszymy, że funduszy brak. W tym samym czasie słyszymy, że ktoś tam zarobił nie wiedzieć na czym kilka miliardów złotych, gdzieś tam znaleziono środki na koncert sławnej piosenkarki, która nie ma specjalnego talentu, a jedynie sztucznie wytworzoną ogromną popularność, wreszcie jeszcze gdzie indziej zakupiono drogie urządzenia służące jakiejś niezbyt ważnej rozrywce, ale za to przyciągającej większą grupę osób. My, niewidomi, musimy ustąpić, bo na szczęście dla innych jest nas mało.

I tak lubiąc teatr, czekam na kolejny udany spektakl, w którym reżyser pomyśli o nas, albo przygotuje sztukę akurat tak, że nam się spodoba. ”Do zobaczenia” więc przed telewizorem w kolejny poniedziałek, a może wtorek?