O nieudanym opolskim fotelu

Na długo przed konferencją w Opolu zdecydowałem, że muszę tam pojechać. Przekonywało mnie do tego wiele argumentów. 25 kwietnia miała się odbyć pierwsza konferencja w ramach kampanii informacyjnej naszej fundacji. Mieliśmy właśnie w Opolu jako pierwszym mieście sprawdzić, czy plan dotyczący naszych starań o zmianę postrzegania osób niewidomych i słabowidzących w społeczeństwie jest dobry. Mieliśmy też sprawdzić, czy nasz zespół dobrze go zrealizuje, czy to, co przygotowaliśmy będzie ciekawe dla naszego środowiska oraz innych gości. Impreza miała też stanowić jeden z elementów obchodów 25-lecia naszej organizacji. To poważne argumenty merytoryczne związane z naszą dziedziną. Były również inne, także ważne, ale nie dotyczące rehabilitacji osób niepełnosprawnych wzrokowo.

Lubię Opole. Byłem tam kilkanaście razy i zawsze było tam fajnie, gościnnie, miło, ciekawie, a także smacznie. Czy lubicie śląskie kluski, zrazy z mięska wołowego z ogórkiem kiszonym w środku, we wspaniałym sosie rozlanym na te kluski? A kapusta, którą tam nazywa się modrą, choć nie mam pojęcia czy naprawdę jest tego koloru oraz w ogóle jaki to właściwie kolor. Gdy piszę te słowa przypomina mi się, że kolor modry to chyba mniej więcej niebieski, ale czy kapusta może taka być? To Wy, Czytelnicy, musicie rozstrzygnąć. Można do mnie napisać i mnie pouczyć co to jest ten modry kolor: marek.kalbarczyk@szansadlaniewidomych.org.

Nie koniec argumentów na rzecz wyjazdu do Opola. Mam tam wielu przyjaciół. Sam także stałem się ich przyjacielem. Dostałem od tamtejszego środowiska odznaczenie „Przyjaciel niewidomych”. Prawda, że to cudowne? A zabytki i historia Opola? A jedna z najlepszych fundacyjnych placówek w tym mieście?

25 kwietnia rano wyruszyliśmy na trasę. Jechało się fajnie. Nowa trasa z Warszawy najpierw w stronę Poznania, gdy się jest na warszawskim odcinku S8, potem w stronę Wrocławia i Katowic, jest naprawdę bardzo wygodna. Mknęliśmy szybciutko pogadując o tym i owym. Zanim się obejrzeliśmy, już zjeżdżaliśmy z S8 w stronę Kluczborka. Od tej pory zrobiło się nudniej. Szosa zbyt wąska, by móc bezpiecznie wyprzedzać i jechać szybko. Jak zapewne wiecie, jazda za ociężałymi ciężarówkami to trudne wyzwanie dla takich jak my. Nawet nie chciało się rozmawiać. Wreszcie dojechaliśmy do Opola, minęliśmy ileś tam ulic i zaparkowaliśmy obok skrzyżowania Katowickiej i Kościuszki. Właśnie tam odbywało się spotkanie niewidomych i słabowidzących z mieszkańcami tego miasta.

Konferencja była bardzo dobrze zorganizowana. Zaproszono między innymi mnie do wygłoszenia jednego z referatów, co uczyniłem z przyjemnością. Po pierwsze jestem – i owszem – gadatliwy, a po drugie przekonywanie do nowoczesnej rehabilitacji, jak najbardziej urozmaiconego rozwoju rehabilitacyjnego, intelektualnego i duchowego, a także budowy mądrego społeczeństwa i państwa, to moje hobby. Wysłuchałem jedynie pewnych fragmentów innych referatów, bo przeszkodzili mi w tym przedstawiciele mediów, którym jak wiadomo nie można odmówić. Ledwo zaczęła się ta konferencja, już się skończyła i przeszliśmy na plac po drugiej stronie skrzyżowania, tuż obok kościoła parafialnego. Na tym placu miał się odbyć piknik integracyjny. Jako, że było to pierwsze spotkanie z cyklu ośmiu zaplanowanych w fundacyjnym projekcie „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?”, przyjechało do Opola wielu naszych przedstawicieli. Chcieliśmy wszystkiego dopilnować i zdobyć niezbędne doświadczenie, które potem miało się przydać w innych miastach.

25 kwietnia było w Opolu ciepło. W tych dobrych warunkach można było skorzystać z przygotowanych przez Fundację atrakcji: bezwzrokowe strzelanie z broni laserowej, gdzie nie patrzy się na tarczę, lecz zakłada słuchawki i słucha dźwięków – im wyższy ton, tym laserowy promień jest bliżej dziesiątki, a ton basowy gwarantuje porażkę, ping-pong dla niewidomych, gdzie słucha się piłeczki odbijającej się od stołu, a nie patrzy na nią, komputerowe stoisko z grami dźwiękowymi i smaczny poczęstunek. O innych atrakcjach już nie wspomnę, bo chcę skupić uwagę na tym poczęstunku. Nie dość, że był wspaniały, wsławił się prześmiesznym incydentem, którego bohaterem byłem ja sam.

Obejrzałem wymienione stanowiska i atrakcje, troszkę się pobawiłem, zagrałem w ping-pong, nie postrzelałem, bo było tam za wielu chętnych i skierowałem w stronę dobrodzieja kucharza. Postanowił ugotować dla nas i naszych gości cudowną zupę bogracz. Podszedłem bliżej, a on zapytał, czy chcę spróbować tej zupy. Nie trzeba było pytać – jak można odmówić, gdy nie dość, że sam bogracz to wymusza, po tylu godzinach naprawdę chciało mi się jeść. Szef kuchni zabrał się do nalewania zupy. Stanąłem bliziutko niego, on zwrócił uwagę, że muszę usiąść, a nie jeść na stojąco z miską w ręku. Ktoś tam podsunął mi ogrodowy fotel – taki zwyczajny z plastiku, z szerokim oparciem, czterema nogami i dwoma podłokietnikami. Ja odmówiłem, bo gdy inni jedli na stojąco, ja też potrafię, ale oni uznali, że to absurd.

Dostałem w rękę kajzerkę, którą wziąłem do prawej ręki. W lewej ręce trzymałem teczkę – taką lekką, nie stanowiącą większego problemu. Owszem, warto by było gdzieś ją położyć, ale tam, na tym placu, nie było odpowiedniego miejsca. Przełożyłem teczkę do prawej ręki, do której wziąłem też kajzerkę, by mieć wolną lewą rękę. Musiałem ocenić położenie podstawionego mi fotela, by prawidłowo usiąść. Pomacałem fotel wolną lewą ręką, odpowiednio się ustawiłem i spokojnie, powoli zasiadałem. Teczka wisiała na dwóch małych palcach prawej ręki, a kajzerkę trzymałem w trzech pozostałych palcach. Siadałem powoli, już dotykałem siedziska, pilnowałem kajzerki, by niczego nią nie dotknąć i jej nie zabrudzić. Wzmacniam nacisk na fotel i doprowadzam do załamania. Podłokietniki fotela najwyraźniej wcześniej uszkodzone, pod moim ciężarem stopniowo się rozchylają. Czuję to i jeszcze próbuję się unieść, ale środek ciężkości mojego ciała jest już za nisko i nie daję rady. Fotel jak na zwolnionym filmie psuje się stopniowo i powoli, obie jego strony rozchylają się coraz bardziej, siedzisko obniża, aż składa się całkiem. Ląduję na plecach. Pod nimi mam fotelowe oparcie, które jest teraz raczej plastikowym dywanikiem. Podłokietniki gdzieś znikły, najwyżej są moje kolana i ta nieszczęsna kajzerka, która miała się nie zabrudzić. I tak tkwię przez moment, a dookoła kompletnie zacichło. Jeszcze sekundę temu panował gwar, bo ktoś strzelał, inni grali w ping-ponga, jeszcze inni rozmawiali, a teraz zamilkli jakby na rozkaz. I właśnie ta cisza mnie do cna rozbawiła. Zdążyłem pomyśleć, o czym oni myślą, że tak się wyciszyli. Pewnie, że oto prezes fundacji dostał zepsuty fotel i doszło do kompromitacji. Pewnie zaraz się wkurzy i obrazi. I właśnie myśl o tym, jak oni są sparaliżowani obawą przed awanturą doprowadziła mnie do odlotowego śmiechu. Ja tutaj, w Opolu, z kajzerką w górze, teczką zwisającą pod nią, na plecach, z kolanami ku górze, a oni wystraszeni: „co teraz będzie?”. Już sobie wyobraziłem ich miny, gdy tak zamilkli i jak tu się nie śmiać?

Wstałem raz dwa i dalej się śmiałem. Oni wreszcie się odprężyli i także zaczęli się śmiać. Przecież to niczyja wina. To tylko śmieszny przypadek. Kto by mógł przewidzieć, że jakiś fotel jest pęknięty? Tego nawet nie widać, a jedynie gdy się go obciąży, rozlatuje się na lewo i prawo. Byłem zdecydowany jeść tę zupę jednak na stojąco, ale po raz drugi przekonano mnie, że to absurd. Zasiadłem tym razem na ławie obok Adama, z którym pojechaliśmy na to spotkanie i w rozkosznym nastroju zjadłem dwa talerze znakomitej zupy. A w niej wszystko, co lubię – mięsko, papryka, smak pomidorowy, ogóreczki kiszone i sam już nie wiem, co jeszcze.

Opole, pozdrawiam Was! Dziękuję za zupę, inne przekąski, za przemiłe spotkania i temat dla mojego artykułu. Od dawna chciałem napisać o tej przygodzie, ale nie było dobrej okazji. Teraz przypomniał mi to najmłodszy syn, który ma za zadanie pamiętać, co śmiesznego spotkało mnie albo innych niewidomych.

Gdyby ktoś spotkał się z kolejnymi śmiesznostkami, zapraszamy do napisania artykułu z cyklu „Ślepy los na wesoło”. Śmiechu i pozytywnego nastawienia do życia nigdy za dużo.

My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?

Kilka lat temu w gronie współpracowników Fundacji Szansa dla Niewidomych zastanawialiśmy się nad hasłem, zgodnie z którym mieliśmy manifestować przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Manifestacja była zaplanowana jako kulminacja Wielkiego spotkania niewidomych, niedowidzących i ich bliskich oraz Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. Podczas dyskusji podnosiliśmy problemy naszego środowiska i uznaliśmy, że najważniejsze dla nas jest odwołanie się do całego społeczeństwa w kwestii jego dbałości o ludzi poszkodowanych przez los. A niewidomi są właśnie poszkodowani. Nie widzieć lub widzieć niewiele nie jest łatwo. Jak porównywać taki los z życiem innych ludzi wiedzą nowoociemniali. Wspominają jak to było, gdy byli pełnosprawni i oceniają swoją nową sytuację bardzo źle. Często dochodzi wśród nich do bardzo głębokiej depresji, utraty pracy, zaniechania własnych zainteresowań, ambicji, planów. Bywa, że ludzie, którzy tracą lub stracili wzrok, tracą też dochody, przyjaciół, nawet rodzinę. Niewidomi po tej życiowej zmianie nie potrafią się odnaleźć, nie radzą sobie z codziennymi czynnościami, nie wychodzą z domu, bo chodzenie z białą laską nie dość, że jest trudne, nie jest przez nich akceptowane.

Jest wiele sposobów na poprawienie sytuacji niewidomych i słabowidzących. Sprzyja temu rozległa wiedza dotycząca tzw. nowoczesnej rehabilitacji, a w jej ramach nauka orientacji przestrzennej i poruszania się po mieście, szkolenia w wykonywaniu codziennych czynności, technologia komputerowa dająca dostęp do informacji itd. To wszystko jednak zależy od dobrej woli społeczeństwa i władz. Często spotykamy się z jej brakiem. Każda pomoc – czy to zdrowotna, czy rehabilitacyjna, wymaga empatii i funduszy. Wszystko, co pomaga innym jest drogie. Często okazuje się za drogie. Gdy bierzemy udział w decydowaniu o przyznaniu środków finansowych na ten cel, słyszymy, że jest to niemożliwe, albo musi być wyraźnie ograniczone. Wtedy nawet możemy być zrehabilitowani, depresję mieć za sobą – podnosimy się z psychicznego dołka i już mamy nadzieję, że będzie lepiej, a tu wiele mocnych ciosów w plecy:

brajlowskie urządzenia służące niewidomym do czytania według decydentów są za drogie, choć naprawdę nasze państwo na nie stać,

podobnie elektroniczne, a nawet optyczne urządzenia i przyrządy, co spowodowało, że brakuje dofinansowania tego rodzaju zakupów dla osób słabowidzących z umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, nie mówiąc już o stopniu lekkim,

ośrodki szkolno-wychowawcze dla niewidomych muszą być nazywane określeniem „specjalne”, mimo że od zawsze chcą być określane mianem „specjalistyczne” i muszą być finansowane lokalnie, mimo że uczą młodzież z całego kraju i nie mają funduszy nawet na podstawowe wydatki,

dookoła otoczenie nie jest dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych wzroku, chociaż rozwiązań, które służą do tego celu oraz przykładów dostosowań za granicą jest mnóstwo,

brak wzroku oznacza brak pracy, pracę fikcyjną albo inną, ale za każdym razem bardzo niskopłatną,

zamiast pomagać i pomagać, trwa urabianie naszego środowiska, byle tylko niczego nie wymagało: może się nie uczyć, albo uczyć byle jak, może być wtórnymi analfabetami, może nie pracować i cieszyć się z rent socjalnych, albo pracować i jakoś tam zarabiać, byle nie wymagało za dużo.

Czy o to chodzi w kraju, który chce być traktowany poważnie? Czy o takim stanie rzeczy mogą marzyć chrześcijanie wyczuleni na biedę innych?

W wyniku dyskusji, która zwróciła uwagę zarówno na te problemy, jak i na wszelkie przejawy empatii i pomocy ze strony społeczeństwa i władz, zdecydowaliśmy się na wezwanie bliźnich do działania: my nie widzimy nic, albo widzimy mało i naprawdę potrzebujemy społecznego zrozumienia i pomocy. Aby stało się to realne, najpierw należy nas posłuchać, a potem zrozumieć. Stąd nasze hasło: „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?”

Idole 25-lecia Fundacji Szansa dla Niewidomych

25. rocznica powołania Fundacji obliguje do wspomnień, przypominania sobie wybitnych ludzi i wyjątkowych wydarzeń. Wśród rozlicznych inicjatyw związanych z tym wydarzeniem wypadało więc wyróżnić osoby, które zasłużyły się w życiu środowiska niewidomych i słabowidzących. Co roku wyróżniamy osoby, które zgłasza środowisko, a głosują internauci. Należy wyróżnić także osoby, które nie mogą podlegać zwykłemu głosowaniu. Tego rodzaju głosowanie nie odzwierciedla niektórych ważnych aspektów rzeczywistości. Dla przykładu, gdy ktoś pracował przez 50 lat, jest starszym człowiekiem, już ogranicza swoją aktywność, powszechnie się go nie zna. Nie powinien brać udziału w głosowaniu, w którym liczy się aktualna sytuacja. Takie są prawa demokracji. Nie zdołalibyśmy wybrać ludzi wartościowych, a wygraliby kandydaci najbardziej popularni.

W ramach podsumowania 25 lat przypominamy sobie historię środowiska niewidomych i słabowidzących oraz osoby, które tę historię tworzyły. Widzimy prawidłowość, że ogromne zasługi nie muszą iść w parze z ich uznaniem. Czujemy się zobowiązani, by podziękować wybitnym osobom, które powoli schodzą ze sceny, sceny, na której odgrywały bardzo ważne role. Jest jeszcze jedna ważna grupa osób. Teraz są aktywne, ale ich działalność nie jest znana szerszemu gremium. Fundacja chce zaprezentować również ich zasługi. Wyróżnienie tytułem IDOLA ŚRODOWISKA wynika z pozytywnej oceny działalności. Wyróżniamy, by wskazać najlepsze przykłady, wzorce, które należy szanować i naśladować. Mamy wrażenie, że inne organizacje zaniedbują tego rodzaju promocję dobrych wzorów. Tym bardziej my to robimy.

17 października, podczas uroczystości otwarcia XV edycji Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND przyznaliśmy tytuł IDOLA SPECJALNEGO kilku wspaniałym osobom. Oto krótkie notki o nich.

Stanisław Kotowski jest niewidomym intelektualistą. Jego główną cechą jest mądrość. W zasadzie już to wystarczy, by został przez nas wskazany jako przykład godny naśladowania. Niech inni staną się tak wykształceni i oczytani jak Pan Stanisław, a na pewno skorzystamy na tym wszyscy.

Poznaliśmy się gdy był szefem działu w Polskim Związku Niewidomych. Jako szef tego działu pomagał niewidomym w zdobywaniu przyrządów rehabilitacyjnych niwelujących skutki niepełnosprawności wzroku. Awansował i został dyrektorem Związku. W latach 90. był jednym z mózgów tej organizacji. Teraz jest na emeryturze, ale nadal wpływa na innych ludzi. Jest kompetentny i potrafi analizować sytuację, a następnie udzielać mądrych rad. Świat nie może się obejść bez takich osób. Skoro jest nam tak potrzebny, trudno się dziwić, że został idolem 25-lecia naszej Fundacji.

Był członkiem prezydium zarządu Głównego PZN w trzech kadencjach. Jest doktorem, specjalistą w dziedzinie rehabilitacji niewidomych i słabowidzących. Był redaktorem naczelnym czasopism związanych z naszym środowiskiem, twórcą własnego miesięcznika wydawanego w wersji elektronicznej: „Wiedza i Myśl”.

Donata Kończyk – w przeciwieństwie do Pana Kotowskiego – jest młodą, pełnosprawną osobą. Dlaczego więc została wybrana na IDOLA? Pracowała przez wiele lat na Uniwersytecie Warszawskim w Biurze Obsługi Niepełnosprawnych studentów. Od jej pracy zależało powodzenie studiów wielu osób. To mogłoby nie mieć tak dużego znaczenia, gdyby nie to, jak bardzo interesowała się swoją pracą i jak wiele dowiedziała się o dziedzinie adaptacji niewidomych oraz dostosowania otoczenia do ich potrzeb. Są na to konkretne dowody.

Pełni obowiązki Naczelnika Wydziału i jest Pełnomocnikiem Prezydenta m.st. Warszawy ds. dostępności. Inicjuje i koordynuje działaniami zmierzającymi do likwidacji barier utrudniających mieszkańcom miasta funkcjonowanie w społeczeństwie. Jest z wykształcenia tyflopedagogiem, instruktorem orientacji przestrzennej i rehabilitantem wzroku. Była wieloletnim pracownikiem Biura ds. Osób Niepełnosprawnych Uniwersytetu Warszawskiego, w którym kierowała i koordynowała wsparcie technologiczne osób z niepełnosprawnością oraz sprawdzaniem uniwersyteckich inwestycji, w tym architektonicznych, pod kątem dostępności do potrzeb osób z różnymi niepełnosprawnościami.

Artur Pozorek od wielu lat pomaga osobom niepełnosprawnym. Jest urzędnikiem, ale wymyka się powszechnemu ocenianiu tej grupy obywateli. Jako urzędnik ma na celu pomaganie i czyni to z poświęceniem bez względu na to, ile pracy to kosztuje. Jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 2004-2005 był Przewodniczącym Powiatowego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności w Nowym Dworze Mazowieckim. Od 2005 r. jest Pełnomocnikiem Zarządu Województwa Mazowieckiego ds. Osób Niepełnosprawnych, a od niedawna Kierownikiem Wydziału ds. Osób Niepełnosprawnych Mazowieckiego Centrum Polityki Społecznej. W latach 2009 – 2011 był Doradcą Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jest członkiem Mazowieckiej Rady Działalności Pożytku Publicznego.

Paweł Kacprzyk jest od kilku lat Prezesem Zarządu Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Jest młodym działaczem i menadżerem, a już osiągnął ogromny sukces. Został wybrany na Prezesa po raz drugi, co oznacza bardzo dobrą ocenę jego pracy w pierwszej kadencji. Już teraz widać, że wprowadza do ośrodka nowy styl, nową jakość. Laski, bo tak skrótowo nazywamy ten ośrodek i stowarzyszenie, otwierają się na innych ludzi. Do tej pory były skupione na nauczaniu i wychowaniu niewidomych uczniów oraz pomaganiu dorosłym niewidomym, którzy są związani z nimi. Teraz Laski współpracują z innymi organizacjami i biorą aktywny udział w pracach realizowanych dla całego środowiska niewidomych i niedowidzących w kraju. Pan Paweł Kacprzyk razem z innymi Członkami Zarządu rozumie co to jest nowoczesna rehabilitacja i przeprowadza ośrodek przez bardzo trudny okres do nowej rzeczywistości politycznej, ustrojowej, społecznej i rehabilitacyjnej.

Marta Zielińska jest wybitną przedstawicielką nielicznej grupy ludzi, którzy poświęcili dziesiątki lat swojego życia dla niewidomych. Notkę życiorysową o Pani Marcie można znaleźć w osobnym artykule dotyczącym osób odznaczonych przez Pana Prezydenta, nie powtarzając więc tamtych informacji, pragniemy jedynie przypomnieć, że odegrała bardzo ważną rolę w powołaniu do działania również naszej Fundacji. Najpierw wróciła z zagranicy i udała się do Lasek. Niedługo potem kierowała tam Działem Darów, który odegrał ważną rolę w stanie wojennym. To do Lasek przychodziły tysiące paczek rozdawanych nie tylko niewidomym absolwentom. Została głównym współpracownikiem pani Zofii Morawskiej i była współpracowniczką władz Fundacji Pomocy Niewidomym w Polsce. Przy tej okazji odegrała ogromną rolę w stworzeniu pierwszego na rynku syntezatora mowy mówiącego po polsku oraz zaraz potem w utworzeniu pierwszej w kraju firmy tyfloinformatycznej Altix. Z kolei ta firma współtworzyła naszą organizację oraz jest jej generalnym sponsorem do dzisiaj.

Co nas zachwyca w Pani Marcie? Jest intelektualistką, niebywale oczytana, aktywna, zaangażowana politycznie po stronie patriotycznej i solidarnościowej. Dzięki takim osobom jak Ona, inni zmieniają się na lepsze. Dzięki Niej dorastają i mądrzeją. Działa na nich Jej przykład, poziom, wymagania od samej siebie i od innych.

Wszystkim IDOLOM SPECJALNYM serdecznie gratulujemy!

Helpowe refleksje

Fundacja Szansa dla Niewidomych obchodziła 25. Rocznicę utworzenia. 10 stycznia 1992 r. tworzyliśmy ją przed warszawskim notariuszem, co oznacza, że odbyło się to 25 lat i 11 miesięcy temu. Obchody rocznicowe zainicjowaliśmy przy okazji 14. Edycji konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND, na miesiąc przed rocznicową datą i trwały z różną intensywnością przez niemal cały rok 2017. Wreszcie przyszedł czas na kulminację tych obchodów. Nikogo zapewne nie zaskakuje, że miała ona miejsce podczas kolejnej edycji REHA. Właśnie z tego powodu tegoroczna konferencja miała tak wielki rozmach. Mieliśmy jej dwie oddzielne odsłony. Najpierw odbyła się uroczysta gala na warszawskim Torwarze, a następnie dwudniowe spotkanie w Pałacu Kultury i Nauki. Obie odsłony miały odmienny charakter, chociaż były dedykowane tym samym celom. Jak zawsze, chodziło nam o realizację idei nowoczesnej rehabilitacji osób z dysfunkcją wzroku. Na dwa różne sposoby uczciliśmy działalność setek ludzi, którzy dołożyli swoją cegiełkę do sukcesów naszej Fundacji.

W niniejszym numerze Helpa zamieszczamy dwie relacje ze wspomnianych wydarzeń. Nie ma powodu, by tutaj je powtarzać. Warto jednak zwrócić uwagę na sens tych inicjatyw. Gala była wielkim wydarzeniem w naszym środowisku i nie była wyizolowana od innych działań. Przeciwnie – była elementem dużej kampanii informacyjnej, której celem było jak największe wpłynięcie na społeczeństwo, by niewidomi i niedowidzący byli przez nie postrzegani jak ludzie sprawni, choć nieco inaczej, niż ludzie widzący. Jeszcze panują zaprzeszłe wzorce, zgodnie z którymi niewidomi nie są sprawni, zdolni czy fajni. Z jednej strony od lat wiele organizacji oraz władze działają na rzecz usamodzielnienia naszego środowiska oraz przygotowania do życia niewidomych i niedowidzących, a z drugiej na rzecz przekonania innych, że jesteśmy w stanie podjąć się nawet wymagających wyzwań. Praca ta przynosi konkretne rezultaty, ale nie jest zakończona. Gdy wyjdziemy na miasto, przekonujemy się, czy inni nas rozumieją, czy chcą nawiązać z nami bliższy kontakt, wiedzą jak nam pomagać i czy chcą tej pomocy udzielać. Otóż mimo tylu lat pracy, jest różnie. Zależy to na przykład od miejsca, ale także środowiska, w którym to sprawdzamy. Zależy to także od tego, jakimi ludźmi jesteśmy my sami. A bywa z tym różnie. Niektórzy z nas, niewidomi czy słabowidzący, zaniedbują się. Nie zależy im na rehabilitacji, opanowaniu przeróżnych umiejętności, dbaniu o swój wizerunek itd. Często bywa tak, że brakowi umiejętności towarzyszą postawy roszczeniowe, które z naturalnych powodów są bardzo nie lubiane.

W ramach omawianej kampanii, Fundacja zorganizowała konferencje i towarzyszące im gale/pikniki rehabilitacyjne w ośmiu największych polskich miastach. Odbywały się od kwietnia do września br. Omawialiśmy je na łamach poprzednich numerów Helpa. Wreszcie przyszedł czas na galę centralną, tę właśnie na Torwarze. We wszystkich tych imprezach wzięło udział razem około 10 tysięcy osób. Przyszli specjalnie na konferencje lub gale czy pikniki, albo byli przechodniami, którzy zainteresowali się światem dotyku i dźwięku. W zasadzie bowiem każdy chce pobawić się w bezwrokowe strzelanie lub ping-pong, w który się gra z zasłoniętymi oczami. Do tego dochodziły rozliczne koncerty i inne atrakcje przyciągające tłumy. A podczas gali centralnej zaprezentowano to wsyzstko w zwielokrotnionej skali.

Kampania może mieć istotne znaczenie dla sprawy, której służy Fundacja. Dzięki mediom, plakatom, bilbordom, warszawskiemu metro itd., dotarła do ponad miliona obywateli. Mamy nadzieję, że zmienili podejście do nas oraz do naszego sposobu życia, który z konieczności realizujemy, a który polega na zastępowaniu zmysłu wzroku innymi zmysłami.

Z kolei konferencja REHA, a więc nasze wielkie spotkanie rehabilitacyjne, które odbyło się w Pałacu, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. W pierwszej edycji tego spotkania w roku 1999 wzięło udział około 600 osób, spośród których na Sali konferencyjnej zasiadło około 300 osób. W tym roku w uroczystości otwarcia konferencji wzięło udział co najmniej 1400 osób. Skąd to wiadomo? Fundacja ustawiła tam 1300 krzesełek, które były zajęte w 100% a pewna liczba gości musiała stać. Oceniamy, że w ciągu dwóch dni przybyło do nas co najmniej 3000 osób. Należy zaznaczyć, że liczba ta uwzględnia fakt, że niektóre osoby przychodzą do nas każdego z tych dwóch dni i liczone są dwukrotnie.

Podczas obu imprez skupialiśmy uwagę na 25-leciu Fundacji. Co się nam udało, jak zmienił się nasz kraj, jak zmieniliśmy się i my. Otóż zmieniło się bardzo dużo. O ile 25 lat temu z nowoczesnych metod rehabilitacynych korzystało niewielu ludzi, mało kto dysponował komputerem wyposażonym w syntezator mowy, a tym bardziej mało komputerem z brajlowskim monitorem. Teraz niemal wszyscy mają takie rozwiązania. Posiadamy komputery, syntezatory mowy, mówiące komórki, brajlowskie urządzenia elektroniczne, a także elektroniczne powiększalniki obrazu. Niewidomych widać na ulicach miast, jesteśmy obecni w życiu publicznym, zabieramy głos i współdecydujemy o zorganizowaniu naszego społeczeństwa. Czy oznacza to, że nasza sytuacja jest świetna?

Mimo, że korzystamy z rozwoju technologicznego, nadal jest nam trudno. Wielokrotnie powtarzamy, że rozwiązania adaptacyjne, dostępowe, nie nadążają za rozwojem technologii masowej. Na rynku pojawiają się nowe urządzenia i nowe sposoby komunikacji z nimi, a dopiero później są opracowywane rozwiązania, dzięki którym urządzenia te mogą używać osoby niepełnosprawne wzrokowo. Szkoda, że nadal nie udaje się przekonać władze i społeczeństwa na całym świecie, by producenci byli zobowiązani dostosowywać swoje produkty do potrzeb wszysdtkich konsumentów na etapie projektowania i wdrażania. Wtedy rozwiązania dodatkowe, adaptacyjne nie byłyby już potrzebne.

Nasze uroczystości były więc poświęcone zarówno świętowaniu związanemu z postępem w naszej dziedzinie, jak również informowaniu, że nadal potrzebujemy pomocy. Mamy nadzieję, że milion osób, które nas usłyszały w trakcie kampanii, zrozumiały jak zmieniać świat na lepszy. Stąd ważne dla nas wezwanie: „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?”. A inne tytuły, hasła i pojęcia wprowadzone przez nas na forum publiczne: „Help – wiedzieć więcej”, „Świat dotyku i dźwięku”, „Świat otwarty dla niewidomych”, „Gala „Jesteśmy razem””, „tyfloinformatyka”, „Tyflobus”, „Tyflopunkty”, „udźwiękawianie i ubrajlawianie otoczenia” i „TyfloArea”?

Poza wspomnianymi powyżej imprezami Fundacji zamieszczamy w niniejszym numerze Helpa następujące treści: notki o osobach odznaczonych przez Prezydenta RP, wspomnienie o Fryderyku Chopinie z okazji wydania przez naszą Fundację książki o nim w wersji brajlowskiej, o zdolności słyszenia przeszkód, o banku przygotowanym do obsługi naszego środowiska, o dwóch konkurujących ze sobą programach udostępniających komputer, o koniach przyjaciołach ludzi niewidomych, sztuce, która nie zna i nie lubi barier oraz o konwencji OZN, której podpisanie przez Prezydenta RP obchodziło w tym roku piątą rocznicę.

Zapraszamy więc do lektury.

Wielkie Spotkanie naszego środowiska

17 i 18 października spotkają się w Pałacu Kultury i Nauki niewidomi, słabowidzący i ich bliscy z całego kraju, a nawet z zagranicy. Okazją będzie kolejna edycja Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. W związku z licznymi prośbami, spotkaniu temu, po raz pierwszy od lat, nie będą towarzyszyły śnieg, lód i zimno. Bywało nawet gorzej – śnieżyca i mróz. Nie byliśmy z tego powodu zadowoleni z konieczności organizowania spotkań w grudniu, ale byliśmy do tego niejako zmuszeni. REHA wymaga pomocy finansowej, a ta była decydowana zbyt późno, by spotkanie mogło odbyć się wcześniej. W tym roku uparliśmy się, by było inaczej i się udało. Jeśli nie robić tego w grudniu, to kiedy? Wydaje się, że każdy termin jest dobry, ale tak nie jest. Z konferencją wiążą się rozmaite przedsięwzięcia, w przypadku których możliwość ich przeprowadzenia jest ograniczona. Na przykład międzynarodowa wystawa nie może się odbyć w terminach zarezerwowanych dla innych wystaw na całym świecie. Kiedy więc Wielkie Spotkanie powinno dojść do skutku? Wymyśliliśmy, że najlepiej będzie zrobić to w dniu specjalnie ważnym dla niewidomych, a mianowicie 15 października, w Międzynarodowym Dniu Białej Laski. Tak właśnie miało być, ale okazało się, że w tym dniu jest to niemożliwe. Nie ma wolnego obiektu, w którym zmieścilibyśmy naszych gości i zrealizowalibyśmy przygotowane dla nich atrakcje. Stąd poszukiwanie wolnej powierzchni w dniach najbliższych 15 października. Wyszło na dni 17 i 18.

Należy przypomnieć, że Wielkie Spotkanie poprzedza Wielka Gala, organizowana również dla naszego środowiska, a która odbędzie się 16 października. Informację o Gali można znaleźć w osobnym artykule. Tak więc nasi goście będą mogli przyjechać do stolicy na dwa niebywałe wydarzenia łącznie – jedno po drugim. Najpierw przeżyją Wielką Galę na Torwarze, zanocują w warszawskich hotelach, a następnie przybędą do Pałacu Kultury i Nauki na pierwszy dzień Wielkiego Spotkania, które będzie trwało dwa kolejne dni. Tak więc ponownie zanocują w hotelu, następnie osoby uczęszczające do kościołów wezmą udział we mszy świętej w warszawskiej katedrze na Starówce, by dotrzeć znowu do Pałacu na ostatni dzień spotkania.

Co będzie się działo w ciągu tych dwóch konferencyjnych dni? Na wniosek gości biorących udział w spotkaniu w poprzednich latach, Fundacja nie rezygnuje z żadnego elementu, który był realizowany wcześniej, ale powiększamy zasięg niektórych z nich. Uroczyste otwarcie konferencji i sesja merytoryczna są niezmienne. Pokazy bezwzrokowych dyscyplin sportowych, zawody, turnieje i gry również. Po raz kolejny zwiększa się udział w programie paneli dyskusyjnych, a niektóre z nich przekształcają się w formę szkoleń i warsztatów. Skoro nasza konferencja ma pełnić rolę jak najnowocześniejszej formy rehabilitacji niewidomych i słabowidzących, musi być związana nie tylko z promocją takiego modelu usprawniania, ale również z konkretnymi szkoleniami. Z powodu ograniczeń czasowych szkolenia te muszą być zrealizowane w wyraźnie skróconej formie, co jednak nie zmienia faktu, że będą znakomitym narzędziem rehabilitacyjnym. Mimo skrótowej ich formy, mają przecież szansę wpłynąć na zmianę stylu życia naszych beneficjentów. Okazało się, że te dwie ostatnio wymienione formy spodobały się firmom, które produkują urządzenia i programy niwelujące skutki niepełnosprawności wzroku oraz ich specjalistom. To świetna dla nich okazja, by zaprezentować walory ich rozwiązań i przekonać do ich używania.

Tytuł tego dwudnionwego spotkania sugeruje jednak, że atrakcji będzie znacznie więcej. Jak wielkie, to prawdziwie Wielkie. Honorowy patronat nad tym wydarzeniem objęli Prezydent oraz Małżonka Prezydenta. Fundacja zaprasza Prezydencką Parę i jeśli będziemy mieli szczęście, mogą się u nas pojawić. Już teraz wiemy, że przyjdzie do nas kilkoro posłów, przedstawicieli najwyższych władz, zapowiedział się Marszalek Województwa Mazowieckiego, przedstawiciele władz miasta stołecznego, Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Pan Marszałek zdecydował się na pomoc naszej Fundacji, toteż Mazowsze jest współorganizatorem Spotkania. Najważniejszym współorganizatorem jest jednak, i to już od wielu lat, Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Dlaczego najważniejszym? To oczywiste – ośrodek w Laskach to uczniowie i ich opiekunowie stanowiący jądro naszego środowiska. Z jednej więc strony konferencja jest organizowana dla nich, z drugiej oni osobiście skorzystają z jej dobrodziejstw. To piękny przykład działań organizowanych dla konkretnych adresatów.

Podczas Spotkania odbędą się także: prezentacje twórczości zwycięzców konkursu pt.: „Kuźnia talentów”, pokaz filmów z audiodeskrypcją, specjalna prezentacja aplikacji Virtualna Warszawa, której celem jest ułatwienie poruszania się po naszym mieście, koncert zaprzyjaźnionych muzyków i tak dalej. Nie pozostaje nic innego, jak zaprosić Państwa do wzięcia aktywnego udziału w tym Spotkaniu.

Gala „Jesteśmy razem” Rzeczywistość,czy tylko marketingowe hasło?

Fundacja Szansa dla Niewidomych traktuje hasło „Jesteśmy razem” jak najpoważniej i jako takie stara się go urzeczywistniać. Podporządkowujemy mu przecież nasze wszystkie działania. Mamy jednak świadomość, że nawet to nie wystarczy. Jasne, nie może wystarczyć to, że my jako grupa niewidomych i ich bliskich jesteśmy przekonani do idei jak największej integracji. Chodzi przecież o to, by przekonać do niej innych ludzi, którzy nie mają nic wspólnego z naszym środowiskiem. Integracja bowiem nie polega na wzajemnym wspieraniu się niewidomych i ich najbliższego otoczenia, lecz na uznaniu przez całe społeczeństwo ważności celu zorganizowania świata otwartego i przyjaznego, czyli otoczenia w pełni dostępnego, a co za tym idzie realnie równych życiowych szans dla wszystkich. Jak łatwo stwierdzić, mimo wszystko dookoła nas tak nie jest.

W ramach walki o realizację naszych celów, postanowiliśmy w tym roku zorganizować wielką kampanię informacyjną, której zadaniem jest wpłynięcie na zmianę sposobu, w jaki społeczeństwo postrzega ludzi niewidomych i słabowidzących. Stworzyliśmy stosowny plan i projekt, który skierowaliśmy do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ogłoszonym przez niego konkursie pod hasłem „Jesteśmy razem”. Długo czekaliśmy na jego wyniki, ale gdy zostały ogłoszone, przekonaliśmy się, że projekt nasz spodobał się. Zamiast jednak się cieszyć, poczuliśmy wielki ciężar. Fajnie wymyślić interesujące projekty, gorzej je zrealizować. Tym razem jest na dodatek trudniej niż zwykle. Oto warunki, jakie narzucił nam Fundusz, są bardzo skomplikowane. Fundacja ma wnieść w ten projekt bardzo istotny wkład własny i to nie tylko wolontariacki, ale i finansowy. Fundusz zdecydował, że musimy zorganizować wolontariuszy w wymiarze dochodzącym do 20% wartości projektu oraz znaleźć środki finansowe nie mniejsze niż 20% tej wartości. I zaczęło się poszukiwanie możliwości, by wszystko, co sobie wymyśliliśmy, się udało. Szczerze – w normalnych warunkach nie jest to realne, ale gdy się ma tak „zwariowany” zespół i tak bardzo nam zależy na tych kwestiach, musimy mieć odwagę, by podjąć tę rękawicę.

Jak ma wyglądać nasza kampania? Projekt zakłada zorganizowanie regionalnych akcji i konferencji w ośmiu miastach wojewódzkich: Opole, Szczecin, Gdańsk, Lublin, Kraków, Kielce, Wrocław i Poznań. Wszędzie tam odbywają się merytoryczne konferencje, mające na celu przybliżenie gościom oraz obserwatorom na zewnątrz (poprzez media), że świat powinien być otwarty dla niewidomych, dzięki czemu mogą się oni uczyć, studiować, pracować, zakładać rodziny itd. Kampania ma na celu pokazanie niewidomych i słabowidzących, którzy w dobie postindustrialnej, w społeczeństwach informacyjnych, kiedy są już dostępne rozliczne rozwiązania niwelujące skutki inwalidztwa wzroku, mogą być pełnowartościowymi obywatelami. Co to znaczy? W zasadzie wszystko – mogą być samodzielni, kreatywni, zaangażowani, interesujący, twórczy, odpowiedzialni i doceniani. Co jest potrzebne, by było to realne?

Niepełnosprawni oczekują empatii. Z tego, że pomocne im rozwiązania techniczne, medyczne i metodologiczne są w rękach naukowców i projektantów, niewiele wynika. Ich rozwiązania muszą dotrzeć do rąk potrzebujących, a to wymaga zrozumienia i konkretnych decyzji ze strony całego społeczeństwa i władz. Kampania ma zatem na celu nie tylko pokazanie, jacy dzielni są niewidomi i niedowidzący, ale również wyjaśnienie, że aby mogli oni osiągnąć właściwy poziom zrehabilitowania, muszą razem z nimi być wszyscy i to w każdym sensie tego pojęcia. „Jesteśmy razem” to zatem nie tyle potwierdzenie aktualnego stanu rzeczy, lecz życzenie na przyszłość. Oby nadeszło to jak najszybciej.

Podczas ośmiu konferencji wojewódzkich nasi przedstawiciele i zaproszeni specjaliści opowiadają o świecie otwartym dla niewidomych, o specyficznym świecie, w którym żyją, a więc o życiu, w którym się nie widzi, lecz dotyka i słucha. Stosownie do tego są tworzone rozwiązania techniczne i metodologiczne, które umożliwiają skuteczne zastępowanie wzroku przez inne zmysły. Konferencjom towarzyszą imprezy plenerowe, podczas których pokazujemy taki „inny” świat. Aby to się udało, organizujemy to w najbardziej popularnych miejscach. Dotychczasowe spotkania wykazują ogromne zainteresowanie naszą akcją.

Wreszcie kilka słów o Gali stanowiącej finał naszej kampanii. Odbędzie się w Warszawie na Torwarze. Poprzedzi ją kampania informacyjna w stolicy, a więc mnóstwo spotkań, audycje w radiu, artykuły w prasie, wywiady w telewizji i plakaty na mieście. Fundacja zaangażuje około 250 wolontariuszy, którzy nam pomogą w rozpopularyzowaniu hasła kampanii. A 16 października spotkamy się na wielkiej Gali. Dlaczego akurat 16 października? To pierwszy dzień po Międzynarodowym Dnu Białej Laski, w którym Hala była wolna. To uznane na całym cywilizowanym świecie święto niewidomych. Skoro jednak Hala jest w niedzielę 15 października zajęta, nasze środowisko musi się spotkać dzień później. Wielka Gala będzie spotkaniem niewidomych, niedowidzących i ich bliskich z tysiącami widzów, którym nie dokucza niepełnosprawność. Podobnie na scenie spotkają się niewidomi i widzący artyści. W poprzednim numerze Helpa przedstawiliśmy proponowany program Gali. Ulega on pewnym zmianom, ale tylko nieznacznym. Co więc wydarzy się 16 października?

Zaprezentujemy rozwiązania wykorzystujące zmysł dotyku i słuchu w zastępstwie wzroku. Wystawa będzie dostępna w godzinach: 15:00 do 21:30. Uroczysta Gala rozpocznie się o godzinie 18:00. Odtworzymy wtedy hymn naszej społeczności „Widzieć więcej”, który specjalnie dla nas skomponowała Lidia Pospieszalska, a słowa napisał Jacek Cygan.

O godzinie 18:06 będę miał zaszczyt wygłosić kilka ideowych refleksji na temat naszej kampanii „Jesteśmy razem”, a także o 25 latach działalności Fundacji Szansa dla Niewidomych. To najlepszy moment, by odtworzyć krótki film o działalności naszej Fundacji.

I przyjdzie czas na pierwszy koncert. Wystąpi bardzo popularny, szczególnie wśród młodzieży, zespół Sorry Boys. Czas na meritum. Zaplanowaliśmy relacje z wystawy, która będzie dostępna w holu Torwaru. To wydarzenie nazwaliśmy w programie Gali „Oko kamery”. Będzie to okazja do zaprezentowania urządzeń, o których nie wie się prawie nic, które mówią, czytają głosem automatycznego lektora książki, są uwypuklone i prezentują na przykład mapy świata. Będzie to też okazja do przeprowadzenia krótkich rozmów z ludźmi, którzy pracują dla naszego środowiska. Chodzi o projektantów, wdrożeniowców, rehabilitantów i sprzedawców.

W trakcie Gali będziemy wyświetlali krótkie filmy o kandydatach do wyróżnienia tytułem IDOLA w kilku kategoriach: środowisko, media, edukacja, urzędy i instytucje. Zaprezentujemy po czterech najlepszych kandydatów w każdej kategorii, spośród których Kapituła wybierze zwycięzców. Należy wspomnieć, że konkursy na IDOLI odbywają się we wszystkich województwach, a kandydaci przedstawieni na Gali będą wybrani spośród zwycięzców w tych regionalnych konkursach.

Żeby było nie tylko poważnie, ale także śmiesznie, zaplanowaliśmy występ Błażeja Krajewskiego (StandUp Polska) w skeczu pt.: „Ślepy los na wesoło”. Artysta ten skutecznie rozśmiesza tłumy, a nam podoba się, gdy cudownie naśladuje syntezator mowy Ivona. O godzinie 18:46 odbędzie się koncert Katarzyny Moś, gwiazdy ostatnich miesięcy, znanej chociażby z telewizyjnych programów muzycznych. Chwilę potem wystąpi Katarzyna Cerekwicka. Wtedy emocje na pewno sięgną szczytu, a my nie damy odpocząć. Wystąpi kolejna artystka – Hanna Stach. Wszyscy wymienieni artyści wystąpią wraz ze swoimi zespołami. Będą im towarzyszyli goście specjalni – niewidomi, którzy z powodzeniem grają i śpiewają na scenach całego kraju oraz za granicą. Z Katarzyną Cerekwicką wystąpi Paweł Nodzak.

O godzinie 19:45 damy odetchnąć – 15-minutowa przerwa, a po niej koncert Marka Piekarczyka z zespołem. W jednym utworze będzie im towarzyszył Przemek Bielecki, znakomity niewidomy gitarzysta rockowy.

O 20:34 wysłuchamy zaangażowanej muzyki zespołu Mateusza Otręby Mate.O, po czym ogłosimy wyniki konkursu IDOL 2017 we wszystkich wymienionych kategoriach. Wręczymy statuetki zwycięzcom, a dyplomy zdobywcom drugich i trzecich miejsc. Wtedy zgaśnie światło, widzowie rozświetlą światełka, które otrzymają przed Galą. Na ekranie pojawi się główne hasło naszej Fundacji i Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND: „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?” i tytuł kampanii: „Jesteśmy razem” oraz kilka ważnych dla nas treści: „My, Polacy, niepełnosprawni i sprawni, wszyscy różni, ale tak samo przyjaźni i pomocni.”

Po raz drugi usłyszymy hymn środowiska „Widzieć więcej”, tym razem zaśpiewają go wszyscy artyści i cała sala.

O 21:00 odbędzie się koncert finałowy. Wystąpi Mieczysław Szcześniak, a gościem specjalnym będzie wybitnym pianista Janusz Skowron. Będzie to już tak późno, że Gala dobiegnie końca. Jednak to nie koniec spotkania. Dla zagorzałych fanów kina odtworzymy audiodeskrybowany film: „Jack Strong”. Skończy się film, przeminie Gala i towarzysząca jej wystawa. Wrócimy do pracy. W naszym przypadku do kontynuowania kampanii informacyjnej „Jesteśmy razem”. Nie chcemy być naiwni. Wykonamy mnóstwo pracy, ale przecież to tylko mały krok na drodze ku prawdziwej emancypacji ludzi niewidomych i słabowidzących, a podobnie jest w przypadku innych niepełnosprawnych. Pozostaje mieć nadzieję, że nasze inicjatywy oraz konferencje i uroczysta Gala spodobają się naszym beneficjentom i gościom. Zapraszamy!

Helpowe refleksje

Wrześniowy numer naszego kwartalnika jest bogatszy niż zwykle. To nie przypadek. Głównym tematem są zapowiedzi wielkich wydarzeń, które nas czekają już w październiku. Informacje ich dotyczące zajmują poważną część numeru, a przecież Fundacja nie może ograniczyć się wyłącznie do tego tematu. Zależy nam na różnorodności i nadrabianiu ogromnych zaległości. Jakich? W naszej ocenie środowisko niewidomych w Polsce jest w trudnej sytuacji. Zamiast odnotować, że w związku z postępem w każdej dziedzinie, niewidomi żyją tutaj lepiej, jest odwrotnie. Co to znaczy lepiej? Chodzi o kontekst rehabilitacyjny, niwelowanie skutków inwalidztwa, dostosowanie otoczenia do możliwości ludzi, którzy nie widzą nic albo widzą mało. Jakiś postęp da się zauważyć, ale jest go o wiele mniej niż potrzeba oraz o wiele mniej niż postępują inne dziedziny życia. Właśnie to określamy jako zaległości. Jakie są na to dowody, argumenty za tą konstatacją? Proszę bardzo.

Wszystko dookoła rozwija się. Czy idzie za tym w parze pamiętanie o obywatelach niewidomych? Wychodzimy z domu. Chcemy zrobić zakupy, a więc dostać się do sklepu. W okolicy nie ma wielu sklepików, w których ktoś osobiście nam pomagał. Wiele z nich znikło. Przegrały konkurencję z wielkimi powierzchniami. Te, które trwają, nie są tanie. Muszą oferować towary po wysokich cenach, bo sprzedają mało. Niewidomi nie mają pieniędzy na znacznie droższe zakupy. Mają prawo iść do sklepu, w którym ceny są – powiedzmy standardowe. Nie ma takiego w okolicy i tak jak inni, muszą udać się do centrum handlowego. Jak tam dojechać?

Wyjście z domu nie jest tak proste jak 30, a nawet jak 10 lat temu. Pewne udogodnienia są wprowadzane, ale znacznie wolniej niż rozwiązania odpowiadające innym. Jak więc trafić na przystanek, jak dojechać do celu, jak przejść od przystanku docelowego do centrum handlowego? Brakuje udźwiękowienia otoczenia i jego ubrajlowienia. Aby nie pozostawić tego nazewnictwa bez wyjaśnień, udźwiękowienie otoczenia to system dźwiękowych informatorów, dzięki którym osoba nie widząca informacji graficznych wie, gdzie się znajduje, gdzie są obiekty, do których zmierza, co znajduje się obok. Takie informatory mogą wygłaszać komunikaty tekstowe lub jedynie sygnalizować dźwiękowo o jakichś przeszkodach będących na drodze. Z kolei pojęcie ubrajlowienia wiąże się z wynalazkiem Ludwika Braille’a, który wynalazł system zapisu dla niewidomych. W tym przypadku nie chodzi jedynie o sam brajlowski alfabet, ale o wszystko, co jest uwypuklone specjalnie dla tej grupy obywateli. Brakuje więc w otoczeniu tabliczek z informacjami napisanymi w systemie brajlowskim, wypukłych mapek czy planów oraz wypukłych ścieżek naprowadzających i pól uwagi, dzięki którym niewidomy wie, jak ma się samodzielnie poruszać. W tej sytuacji trafienie do sklepu jest raczej gehenną, gdy inni – ludzie widzący – znajdują w tym po prostu przyjemność – wreszcie mogą coś sobie kupić.

Podobnie jest z innymi dziedzinami. W wyniku tych zaniedbań niewidomi pozostają grupą dyskryminowanych obywateli, którzy „mają siedzieć” w domu.

Z powyższych powodów opowiadamy w niniejszym numerze o różnych sprawach, poruszamy rozmaite tematy, ale co więcej – organizowane przez naszą Fundację październikowe imprezy są dedykowane tym kwestiom. Nie wyobrażamy sobie Wielkiej Gali oraz Wielkiego Spotkania naszego środowiska bez głośnego podnoszenia hasła: „My nie widzimy nic, a Wy – czy widzicie nas?”.

Zapraszamy najpierw do lektury Helpa, a następnie do nas – do naszego środowiska i do pomagania w walce o świat otwarty dla niewidomych, niedowidzących oraz naszych bliskich, którzy są z nami na co dzień.

Na wakacjach ma prawo być śmiesznie

Co roku jest mniej więcej tak samo, toteż i w tym roku tak było. Wakacje to najpierw oczekiwanie na wolny moment, by siąść do wspólnego planowania, potem rozmowa gdzie jechać i jak spędzić czas, wreszcie wyjazd. Od momentu pierwszego wspomnienia o konieczności zastanowienia się do wyjazdu mija sporo czasu. Do skomplikowany temat. Każdy w rodzinie może chcieć jechać gdzie indziej. Gdy już się dogadamy, możemy natknąć się na problem związany z rezerwacją miejsc. Przecież tam, gdzie chcemy jechać, niekoniecznie są wolne miejsca albo nie są dostępne cenowo i tak dalej. Im lepiej przebiegnie proces planowania, tym większe prawdopodobieństwo uniknięcia problemów z hotelami lub ośrodkami wypoczynkowymi.

Samo planowanie przebiega u nas przy stole z rozłożonymi nań mapami i przewodnikami turystycznymi. Nasza rodzina lubi mapy i książki z tej dziedziny. Chodzi nie tylko o znajdowanie ciekawych miejsc i atrakcji, ale także o dogodne trasy samochodowe. W coraz większym stopniu planowanie wakacji związane jest z internetem. Wszyscy się tam reklamują, trudno więc to ominąć. My jednak nie ograniczamy się do oglądania mapek na małym ekraniku smartfonu. To przecież nie to samo co obszerna, rozkładana mapa zajmująca pół stołu.

Po dłuższych debatach wybraliśmy na ten rok wyjazd do Ziemi Kłodzkiej i na początku lipca tam ruszyliśmy. Jak zwykle wyjechaliśmy nieco później niż planowaliśmy, toteż wizyta we wrocławskim punkcie Fundacji Szansa dla Niewidomych i biurze firmy Altix wypadła na godzinę 16.30, gdy obie załogi kończyły już pracę. Na szczęście poczekali na nas, a sama wizyta była bardzo sympatyczna.

Zarówno Fundacja, jak i Altix mają nową siedzibę. Obejrzeliśmy pokoje, troszkę porozmawialiśmy i mieliśmy wychodzić, gdy pan Marek poinformował, że właśnie zaczął padać deszcz. Nasza parasolka została w samochodzie, toteż pan Marek użyczył nam swojej. Deszcz zrobił się okropny. Pan Marek odprowadzał nas jedno po drugim – żonę, syna wreszcie i mnie. Dzięki temu parasolowi specjalnie nie zmokliśmy, ale był to dopiero początek mokrych przygód tego dnia. Biuro Fundacji i Firmy jest niedaleko wrocławskiego Rynku, ale nie na tyle blisko, by nie warto było podjechać doń nieco bliżej. Zrobiliśmy tak. Zaparkowaliśmy na wielopiętrowym parkingu, wysiedliśmy, wzięliśmy bilet i zapytaliśmy którędy najbliżej dojść do Rynku. Mieliśmy właśnie tam zjeść obiad. Poszliśmy tak, jak nam wskazano, jednak nie była to najkrótsza droga. Tymczasem zrobiła się wielka ulewa, może nawet tak zwane oberwanie chmury. Lało strasznie, a my brnęliśmy na obiadek, najpierw z wiarą, że to niedaleko, potem że deszcz zmaleje, wreszcie że i tak już nic nam nie pomoże. Taki wielki deszcz przeżyłem może ze dwa czy trzy razy w życiu. Po 500 metrach mieliśmy wszystkiego dosyć i nie dotarliśmy do fajnej wrocławskiej restauracji, lecz weszliśmy do tej, którą właśnie mijaliśmy. Gdy jest się tak mokrym, nie można już szukać i wybrzydzać. Brnięcie w takiej ulewie po dziesiątkach ogromnych kałuż, gdy trzymam się łokcia żony tak, jak niewidomy trzyma się swojego przewodnika, gdy na dodatek nasz syn jest niedowidzący, nie jest łatwe.

Był to zwykły steak bar. Na szczęście żeberka, które zamówiłem okazały się cudowne. Całe szczęście, bo gdyby nie one, wpadłbym chyba w depresję. Miałem głowę jakbym ją wyjął z wanny. Z koszulki ciekła woda. Gorzej było z nogawkami spodni i butami, które nie zmieściły się pod parasolką żony. Z nogawek zrobił się wodospad, a z butów jeziora. Mimo bytności w restauracji zdjąłem skrycie te buty i wylałem z nich wodę. Otrzepałem spodnie dopełniając dzieła tworzenia stawu na restauracyjnej posadzce. Żona była zdegustowana moim zachowaniem, ale nie byłbym taki bezczelny, gdyby nie fakt, że sama mnie poinformowała, iż cała podłoga stoi w wodzie.

Czekałem na te żeberka i nie miałem tęgiej miny. Trwało to ze dwadzieścia minut, podczas których rozważałem jak jechać dalej, gdy nie można liczyć na suche obuwie i ubranie. Martwiłem się też o nich, bo przecież i oni nie mieli suchych rzeczy. Przyszły żeberka w rękach miłej dziewczyny i zacząłem odtajać. Zawsze poprawia mi się humor, gdy słyszę ładny i miły głos. Tak samo mają widzący, tyle że gdy coś ładnego zobaczą, to znaczy wzrokiem. Rzadko kiedy zwracają tak jak ja uwagę na dźwięki. Jadłem to danie i czułem, jak schnę, to znaczy schnie moje ubranie. Pomyślałem, że nie ma tego złego… To fajna przygoda, o której będę mógł opowiadać, a jako autor książek i artykułów muszę mieć o czym pisać.

Pojechaliśmy dalej. Atmosfera nie była najlepsza, ale co tam – wakacje to wakacje. Dojechaliśmy do hotelu, zarejestrowaliśmy się, wzięliśmy klucz, weszliśmy do pokoju i rozpakowaliśmy się. Mokre rzeczy „poszły” do suszenia, ubraliśmy suche ubrania i poszliśmy na kolację. Wyglądało na to, że woda tam, gdzie nie jest potrzebna, już nam nie groziła. Myliłem się.

Wieczór, czas spać. Poszedłem pod prysznic. Przygotowałem ręczniki i wszystko, co niezbędne. Do łazienki wszedłem w kapciach, ale zaraz je zdjąłem, by wejść w klapki – takie basenowe. Pierwszy dzień w nowym hotelu; jakoś nie spodobał mi się brodzik – nie miałem pewności, czy jest czysty. Hotel wystarczająco dobrej klasy, by wszystko było czyste, ale brodzik wydał mi się jakiś śliski. Nic to, zdjąłem kapcie, założyłem klapki i wszedłem pod wodę. Milutko się wykąpałem i jeszcze w kabinie zacząłem się wycierać. Nie całkiem suchy wydostałem się z niej zostawiając w środku klapki. Stanąłem na ręczniku na podłodze i wytarłem do końca. Przyszedł czas na założenie pierwszego kapcia. Wysunąłem do przodu lewą nogę, trafiłem na kapeć, który stał przed ręcznikiem i – co to? Coś się nie zgadzało. Sprawdziłem go – pomyślałem, że lewy kapeć jest może na prawo, a prawy na lewo. Nic z tego. Na miejscu lewego kapcia stał owszem prawy, ale nie kapeć, lecz klapek. Przeraziłem się. Sprawdziłem więc, co zostawiłem w brodziku i – niestety – klęska. Leżał tam prawy klapek i lewy kapeć – totalnie mokry, jak wyjęty z wanny. No, przecież już dosyć mieliśmy wody we Wrocławiu! Co miałem sobie pomyśleć? Nietrudno się domyślić.

Może inni by się załamali – taka wpadka, jednak ja mam inaczej. Tak się uśmiałem i ucieszyłem, że hej! Dlaczego? Od razu pomyślałem, że będę miał o czym opowiadać, a głównie z cyklu ślepy los na wesoło. Chcę opowiadać o takich przygodach wszystkim, komu się tylko da. To ważne, by ludzie widzący wiedzieli, że nie widzieć może oznaczać trudności, ale z kolei one mogą być brane na wesoło, a nie jedynie poważnie. Kapeć sechł dwie i pół doby, tyle samo co buty wykąpane we Wrocławiu. Miałem jednak inne obuwie i nic mi się nie stało. W trzecim dniu po tamtych przygodach kapcie i buty były jak nowe. Nie zepsuły się, a na pewno były czyste – jak po wielkim praniu!

W czasie pobytu na Ziemi Kłodzkiej dużo zwiedziliśmy, odpoczęliśmy i sporo spraw załatwiłem przy okazji. Zwiedziliśmy Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdroju. Firma Altix wyposażyła to muzeum w wypukłe tablice informacyjne i ścieżki naprowadzające dla niewidomych. Było tam interesująco, nie mogę więc narzekać na połączenie odpoczynku z pracą. Oby tak dalej.

Helpowe refleksje

Niniejszym wydajemy wiosenny numer naszego kwartalnika. Dlaczego tak późno? Tak jest zorganizowany system przyznawania pomocy finansowej organizacjom, które działają na rzecz osób niepełnosprawnych i ich bliskich. Dopiero teraz następuje podpisanie umowy dotyczącej Helpa, z której wynika, że możemy płacić autorom za ich artykuły oraz drukarniom za wydruk. Czy to dobrze, że lubujemy się w opóźnieniach? Raczej fatalnie. Z pewną dozą sarkazmu muszę odnotować, że w naszym kraju dotacjobiorcy nie mogą się spóźnić ani o dzień, ani o godzinę, gdy urzędnicy dają sobie na to przyzwolenie. Można sądzić, że mają za dużo pracy i pewnie tak jest, ale najlepszym na to sposobem jest zmniejszenie ilości przepisów, które krępują aktywność i przedsiębiorczość. Proszę sobie wyobrazić, że kontrolowane są nie tylko bilety kolejowe za 3 złote i 12 groszy, ale także fakt, czy na takim bileciku są nieodzowne podpisy czy pieczątki. Prawda, że wystarczy oświadczenie, że kwotę dedykowaną na taki cel wydatkowało się zgodnie z tym celem? I tak jest w wielu sytuacjach, na przykład gdy realizuje się projekt europejski, chociaż tych także bym nie gloryfikował.

I cóż ciekawego się u nas dzieje? Co ciekawego przedstawiamy w Helpie? Dzieje się dużo. Fundacja jest w trakcie obchodów 25-lecia. Obchody te zainaugurowaliśmy w grudniu 2016 podczas konferencji REHA w Warszawie. Później otworzyliśmy nowy salon prezentacyjno-szkoleniowy w stolicy na ulicy Gałczyńskiego 7. Salon ten rozwija swoją działalność. Szkoli się tam coraz więcej osób i często brakuje miejsc. Fundacja otworzyła nowy profil na Facebooku, gdzie serdecznie zapraszamy wszystkich przyjaciół.

Teraz jesteśmy zajęci organizowaniem wielkich spotkań. Największe odbędzie się w październiku w stolicy, najpierw na Torwarze, a później w Pałacu Kultury i Nauki. Zaproszenie na te wydarzenia z wstępnymi programami tych imprez zamieszczamy w osobnym artykule. Warto już tutaj dodać, że na Gali spodziewamy się 4 tysięcy osób, a na Spotkaniu w Pałacu 3 tysiące. Atrakcji będzie co nie miara, a każda następna ciekawsza od poprzedniej.

Mało tego. W 8 kolejnych miastach odbywają się osobne spotkania/konferencje, które my nazywamy w swoim gronie wojewódzkimi konferencjami REHA. W Opolu takie spotkanie już się odbyło. Było fantastycznie. O tym wydarzeniu zamieszczamy artykuł. Pozostaje nam zorganizować konferencje wojewódzkie w 7 miejscach. O jakie miasta chodzi? Oto ich lista razem z datami tych imprez:

  • Szczecin 8 września 2017
  • Gdynia 9 września 2017
  • Lublin 9 września 2017
  • Kraków 22 września 2017
  • Kielce 23 września 2017
  • Wrocław 29 września 2017
  • Poznań 30 września 2017

Zapowiedzi tych wydarzeń razem z zaproszeniami na nie także znajdują się w niniejszym numerze Helpa. Prawda, że mamy wysoką, ponadprzeciętną aktywność?

W związku z naszą okrągłą rocznicą sfinansowaliśmy kilka interesujących działań. Najpierw przeprowadziliśmy audyt wielu instytucji w Polsce. Chodziło o zbadanie ich dostępności dla ludzi niewidomych i niedowidzących. Rezultaty nie zaskoczyły nas. Obiekty użyteczności publicznej nie są przystosowane do naszych potrzeb. I jak niewidomi lub słabowidzący mają się uczyć, kształcić na uczelniach, korzystać z pomocy urzędników, płacić podatki w Urzędach Skarbowych, chodzić do teatru lub kina, zwiedzać i poznawać świat? Może niewidomi przestaliby płacić podatki, gdy o nas się zapomina. A przecież te same obiekty są dostępne dla niepełnosprawnych ruchu!

Następnie, doświadczeni przykładami z poprzedniego sondażu, przeprowadziliśmy kolejny. Dotyczył zatrudnienia niewidomych na naszym rynku. I co się okazało? Zapewne wszyscy Państwo już zgadują – owszem, jest fatalnie! Niewidomi pracują fikcyjnie albo za pół darmo. Co więcej, za pół darmo pracują też widzący, którzy nam pomagają, a więc rehabilitanci, tyfloinformatycy, szkoleniowcy itd. To co robić z tymi podatkami?

Wreszcie na koniec wypada wspomnieć o 25-leciu samego Helpa. Tak, tak, pierwszy jego numer wyszedł w roku 1992. Przedstawiamy wywiad z panią Renatą Wardecką, która była jego pierwszą redaktorką. Nasz Help zmieniał się przez te lata, ale merytorycznie jest niezmienny – walczymy o świat otwarty dla niewidomych. Czy mamy sukcesy na tej drodze? Mamy, ale świat tak galopuje, że jak tylko trochę podgonimy, to znowu nam ucieka.

Zapraszam do lektury i do uczestnictwa w naszych przedsięwzięciach.

Helpowe refleksje

10 stycznia 2017 Fundacja Szansa dla Niewidomych obchodziła 25. urodziny. To mnóstwo czasu, gdy weźmie się pod uwagę życie prywatnych osób. Gdy jednak ma się ocenić działalność organizacji, obok sukcesów widzi się tyle błędów i niedostatków, niezałatwionych spraw, niedotrzymanych obietnic, że dla realizacji najważniejszych celów to naprawdę za krótko. Potrzeba drugich 25 lat, albo nawet o wiele więcej, by wreszcie poczuć satysfakcję z wykonanej pracy. To bardzo ludzkie podejście. Im dłużej, tym lepiej, tym więcej problemów jest rozwiązanych. A jednak może to być tylko złudzenie. Może zasada jest inna – jeśli coś tworzonego przez ludzi ma być dobre i skuteczne, winno takie być od samego początku, a wtedy jedno dzieło powinno iść za drugim, a to za trzecim i tak dalej. Może jedynie pierwszy okres takiej instytucji musi być stracony, bo wymaga czasu na zorganizowanie, dogranie się współpracowników, ustalenie celów priorytetowych, głównych i szczegółowych. Może powinno to zabrać cały rok, ale później wypada już być sprawnym i profesjonalnym. Czy nasza Fundacja taka była?

Nie możemy oceniać samych siebie. Muszą to zrobić inni, obiektywnie. Gdy jednak sami patrzymy na te 25 lat, poza zadowoleniem z tego, co zrobiliśmy, mamy wielki niedosyt spowodowany żalem, ilu rzeczy nie udało się nam dokonać. Zapewne jest to zwyczajne. Inni też tak oceniają swoją pracę, jednak wszyscy starają się, by w sprawach, dla których działają, postęp był bardziej wyraźny.

Co się nam udało? Jako fundacja działająca dla niewidomych i słabowidzących zorganizowaliśmy dwa osobne cykle konferencji: Międzynarodową Konferencję REHA FOR THE BLIND IN POLAND i konferencje edukacyjno-rehabilitacyjne. Tych pierwszych było 14, drugich – 7. To duże wydarzenia, które nie są łatwe do przygotowania i przeprowadzenia. Przybyło na nie tysiące ludzi, może nawet 10 tysięcy łącznie. W ciągu 25 lat wydaliśmy około 50 publikacji, które zostały dobrze przyjęte przez naszych czytelników. Do tego dochodzi najpierw wspólne wydawanie Helpa, a następnie jego całkowite przejęcie. Wydajemy go od roku 1992, zatem Help ma także 25 lat.

Zorganizowaliśmy mnóstwo szkoleń i prezentacji. Wzięło w nich udział kilka tysięcy osób. Udało się nam zaprezentować im ideę nowoczesnej rehabilitacji, która tym się różni od konwencjonalnej, że za każdym razem sięga do rozwiązań i metod, które są aktualnie wdrażane. Dzięki udanym przedsięwzięciom stworzyliśmy organizację konkretną, silną, stabilną, zatrudniającą około 40 osób, realizującą około 40 projektów rocznie i mogącą się pochwalić budżetem rocznym na poziomie przekraczającym 3 mln zł.

Gdzie zatem ukrywa się powód naszego sceptycyzmu? Otóż mimo tej pracy, sytuacja niewidomych w Polsce nie jest dobra. W roku 2000 wydawało się, że dogonimy w naszej dziedzinie Zachód. Jednak nie! Niedługo potem okazało się, że zastosowane w kraju rozwiązania to głównie namiastki prawdziwej pomocy. Mimo tak wielu działań i apeli uczniowie nie mogą liczyć na rzetelną edukację włączającą, nie docierają do ich dyspozycji środki przeznaczone dla nich, brakuje pieniędzy na kompleksową rehabilitację, niewidomi i niedowidzący mogą dostać dofinansowanie na zakupy, ale nie są one dobrze przemyślane i pełne. Za każdym razem stanowiska niwelujące skutki inwalidztwa wzroku są oszczędnościowe. Z kolei sami niepełnosprawni nie mają woli walki o lepsze przygotowanie do życia. Przecież jakoś to będzie! Środowisko w znacznej części zadowala się fikcyjnym zatrudnieniem, rentami socjalnymi, zabawą, a nie pracą z komputerem. Coraz mniej książek czytamy, tak jak reszta społeczeństwa. A przecież właśnie to było i jest celem naszej Fundacji. Dlaczego przez 25 lat nie udało się nam zmienić kierunku zmian w tej dziedzinie? Jak to się stało, że wielu niewidomych i słabowidzących wybrało pogodzenie się z losem zamiast aktywności i waleczności?

To ostatnie jest naszym zadaniem na kolejne lata. Skoro udało się nam osiągnąć tyle, ile tutaj zaprezentowaliśmy, gdy mamy 16 wojewódzkich oddziałów, interesującą współpracę z zagranicą, wiele ciekawych publikacji wydanych i planowanych, dobrze wyposażony salon prezentacyjny w centrum stolicy, mamy prawo mieć nadzieję, że w najbliższej przyszłości uda się nam jeszcze więcej niż dotąd. Głęboko w to wierzymy, tyle że nie dokonamy tego bez pomocy całego środowiska. Zapraszamy więc do współpracy.

Zapraszamy także do zapoznania się z treścią niniejszego numeru Helpa. Mamy tutaj artykuł o konferencji World Blind Union w Orlando, relację z ostatniej edycji konferencji REHA oraz z uroczystości rocznicowych ośrodka dla niewidomych w Owińskach. Zamieszczamy kilka artykułów o bieżących wydarzeniach i osiągnięciach naszej społeczności. Mamy nadzieję, że to wszystko jest i będzie dla Państwa interesujące oraz inspirujące. Musimy razem zmieniać świat na otwarty dla niewidomych. Nikt nas nie zwolni z tego obowiązku, gdy działamy i pracujemy właśnie w tej dziedzinie oraz w tym środowisku.