Fundacja Szansa dla Niewidomych na SightCity 2018

SightCity po raz pierwszy

Czy wszyscy nasi Czytelnicy słyszeli o SightCity – wystawie nowoczesnych technologii i sprzętu dedykowanego rehabilitacji osób niewidomych i słabowidzących? Jest to jedno z największych i najpopularniejszych tego typu wydarzeń na świecie. W tym roku odbyło się w dniach: 25-27 kwietnia. My, przedstawiciele Fundacji, uczestniczyliśmy w pierwszym dniu tego przedsięwzięcia. Dla mnie był to pierwszy raz, dlatego chętnie podzielę się kilkoma subiektywnymi opiniami (tak zwanego nowicjusza).

SightCity po raz trzynasty

Przechadzając się między stoiskami wystawienniczymi, nie dało się odczuć by ta „13-tka” wypadła organizatorom pechowo. Podczas całodniowego spaceru po ogromnej powierzchni wystawienniczej, jaką stanowi przylotniskowy kompleks hotelowo-konferencyjny Sheraton, nie było chwili, by się nudzić. Łącznie w wystawie wzięły udział aż 133 firmy. Moim zdaniem jest to liczba imponująca. Nie padł jednak rekord. W 2012 r. we Frankfurcie wystawiło się ich 137. Mimo, iż nie podano jeszcze oficjalnych statystyk dotyczących ilości zwiedzających, również nie należała do małych. Skąd to wiem? W czasie konferencyjnych „godzin szczytu” – mniej więcej w godzinach 12-16 we wszystkich salach wystawowych i w korytarzach pomiędzy nimi, panował prawdziwy tłok. Można to było odczuć zwłaszcza przy stanowiskach mniejszych firm, nie zaś najpopularniejszych „gigantów”. Jednym z powodów był na pewno oczywisty fakt, że największe firmy miały wydzieloną większą przestrzeń wystawienniczą, adekwatną do stacjonarnych powiększalników i podobnego sprzętu. Jednak z mojej obserwacji wynikało, że większość ludzi była zainteresowana małymi przedmiotami codziennego użytku, które mogli obejrzeć, wypróbować i tego samego dnia zabrać ze sobą do domu.

Skąd taka popularność?

Myślę, że podstawowym czynnikiem, budującym popularność tej wystawy jest lokalizacja. Znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie jednego z największych portów przesiadkowych w Europie. Lotnisko odprawia dziennie 180 tysięcy osób. Oferuje połączenia do ok. 300 miejsc na świecie. To dogodny cel nie tylko dla Europejczyków, ale też mieszkańców Ameryki czy Azji.

Słabe strony

Choć dominującym językiem, który można usłyszeć podczas zwiedzania był niemiecki, targi odwiedzili także goście z takich krajów jak: Stany Zjednoczone, Japonia, Indie, Gruzja czy Iran. Byli to głównie przedstawiciele różnego typu organizacji społecznych, instytucji państwowych, naukowcy, instruktorzy orientacji przestrzennej, a także osoby prywatne zainteresowane nowościami technologicznymi. Dla mnie duży minus stanowiło, iż wiele niemieckich firm, nastawionych na rodzimych klientów, nie zadbało o ulotki czy broszury w języku angielskim. To duża bariera dla zwiedzających. Może organizator powinien postawić taki wymóg wystawcom?

Drugi minus, jaki dostrzegam, to praktyczny brak sesji merytorycznej. Miejsce, które wydzielono na tę okoliczność to niewielka sala przechodnia między kolejnymi częściami wystawy. Liczba słuchających zwykle stanowiła ok. 20-30 osób. Podejrzewam, że panujący gwar nie pozwalał skupić się na treści słów prelegentów. Podejrzewam, ponieważ po raz kolejny barierę stanowił wiodący język niemiecki.

Plusy

To, co podczas zwiedzania podobało mi się najbardziej, to różnorodność prezentowanych produktów i usług. Nie była to tylko technologia informatyczna. Znalazło się wiele artykułów, które wzbogacają życie osób niewidomych i słabowidzących, a przy okazji są równie ciekawe dla widzących. Jednym z przykładów były wykonane z gumy i plastiku¸ trójwymiarowe schematy komórek ludzkiego ciała. Dedykowane szkołom i uczelniom rekwizyty pokazywały wygląd krwinek, chromosomów czy kodu DNA. Dopiero kiedy zaczęłam oglądać te przedmioty, zdałam sobie sprawę, że nauka takich zagadnień jest mocno abstrakcyjna, zwłaszcza bez możliwości wytłumaczenia, jak poszczególne elementy mogą wyglądać. Innym stanowiskiem, przy którym spędziłam dużo czasu, był kącik make-up. Prowadziła go niewidoma Niemka, która od lat wrzuca do Internetu filmy, na których tłumaczy, że niewidome dziewczyny też odczuwają potrzebę, by poprzez makijaż poczuć się pewniej i bardziej komfortowo. Prezentuje, jak sama wykonuje makijaż i uczy tego innych. Jej umiejętności robiły duże wrażenie. Myślę, że polski akcent również zaciekawił zwiedzających. Firma Altix przestawiła prototyp dotykowego globusa. Zwiedzający przystawali na chwilę, by palcem odnaleźć swój kraj i wysłuchać paru słów na jego temat.

Ciekawostki

Jak wspomniałam ,konkurencja podczas targów była duża. Każda firma próbowała przyciągnąć zwiedzających czymś nowym i ciekawym. Najbardziej niecodzienny pomysł, na jaki zwróciłam uwagę, to rozdawanie gościom kinowego popcornu. Pomysł na pewno nowatorski, choć mnie zapach tego przysmaku, w niewielkim zatłoczonym pokoju, raczej odpychał niż zachęcał do dłuższej rozmowy. Ciekawe czy pozostali wystawcy ze zdenerwowaniem słuchali strzelających ziarenek kukurydzy, czekając aż w pokoju pojawi się fan tej przekąski?

SightCity to przyjazne miejsce dla czteronożnych przewodników. W holu głównym stały wystawione miski z wodą i jedzeniem dla psów, które spędzały na targach niekiedy cały dzień.

Podsumowanie

Możliwość odwiedzenia SightCity była dla mnie niebywale inspirująca. Dzięki temu mogłam zobaczyć między innymi, jak wielu ludzi jest zainteresowanych tematyką rehabilitacji osób niewidomych i słabowidzących, dowiedzieć się odrobinę o życiu niewidomych w Niemczech oraz przyjrzeć się nowym, ciekawym rozwiązaniom. Myślę, że każdy zainteresowany tą tematyką powinien choć raz odwiedzić targi we Frankfurcie. Przy okazji, znamy już daty SightCity 2019! Wystawa planowana jest w dniach 8-10 maja. Do zobaczenia!

7 schodów na drodze do wolności

23 kwietnia 2018 r. jest szczególną datą do zapamiętania przez nas wszystkich. Tego dnia w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie odbyła się inauguracja programu rządowego Dostępność Plus. Jest to projekt, który polski rząd uznał za jedną z najważniejszych inicjatyw na rzecz modernizacji naszego kraju i który będzie realizował poprzez Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju w latach 2018-2025.

Podczas inauguracji zgromadzeni uczestnicy mogli obejrzeć film na temat dostępności i perspektyw, które ma zapewnić rządowy program, wysłuchać przemówienia premiera Morawieckiego, wziąć udział w panelu dyskusyjnym oraz obejrzeć wystawę technologii i rozwiązań wspierających funkcjonowanie osób z niepełnosprawnościami.

Mottem, które przyświecało przemówieniu premiera było „7 schodów”. Tylko 7 schodów może stanowić, dla całej rzeszy Polaków, barierę nie do pokonania. Co możemy przez to rozumieć? Te 7 schodów to nie tylko mieszkanie w bloku bez windy czy brak podjazdu dla wózka inwalidzkiego. To symbol wszystkich przeszkód, jakie spotykają osoby niepełnosprawne na drodze do pracy czy sklepu, udziału w życiu społecznym i dostępie do kultury. Dla osób niewidomych i słabowidzących te schody to brak oznaczeń brajlowskich, sygnałów dźwiękowych na przejściach dla pieszych, zastawione chodniki czy linie naprowadzające kończące się na pustej ścianie. A przecież świadomość i odrobina pomysłu u jednych ludzi (urzędników, architektów, przedsiębiorców) to wolność dla drugich. Podczas Konferencji padły także inne, bardzo ciekawe słowa. Każdy z nas powinien myśleć o swojej sprawności jako stanie przejściowym. Każda sprawna osoba może zachorować, ulec wypadkowi, stać się niepełnosprawna, a na pewno w pewnym momencie życia mniej sprawna ze względu na wiek. Dlaczego dopiero wtedy myślimy o ilości przeszkód, które nas otaczają?

Oczywiście nie tylko Polska ma na tym polu duże zaległości. Należy jasno powiedzieć, że sytuacja, w której w XXI wieku jeden człowiek przechadza się po Księżycu, a drugi ma problem ze swobodnym przejściem po chodniku do pobliskiego sklepu, to porażka całej społeczności międzynarodowej i rządów wszystkich państw.

Czy jednak możemy liczyć, że w Polsce będzie niedługo lepiej niż w innych krajach?

Jeżeli możemy wykonać pierwszy krok na tej drodze, to Fundacja Szansa dla Niewidomych pierwsza zgłasza się, by pomóc! Podzielimy się swoją wiedzą i doświadczeniami. Taką deklarację wyraziliśmy również podczas Konferencji inauguracyjnej. Nasi przedstawiciele byli jednymi z pierwszych, którzy złożyli swoje podpisy pod Partnerstwem na rzecz dostępności – dokumentem, który uroczyście podpisał premier Morawiecki jako deklarację ze strony rządu.

A oto treść złożonego zobowiązania:

„Świadomi znaczenia podstawowych praw i wolności człowieka, w poszanowaniu godności, potencjału i woli każdego, wskazujemy konieczność zapewnienia wszystkim obywatelom dostępności do otoczenia fizycznego, społecznego, kulturalnego, rekreacji, wypoczynku, sportu, opieki zdrowotnej, edukacji, pracy, transportu, informacji i środków komunikacji.

W celach Programu Dostępność Plus upatrujemy szans na samodzielne i niezależne funkcjonowanie wszystkich osób, w tym z niepełnosprawnościami, osób starszych i innych osób o szczególnych potrzebach, na równi z innymi obywatelami.

Poprawa dostępności to zadanie dla rządu, samorządów, organizacji pozarządowych, przedsiębiorców, instytucji publicznych i mediów. Apelujemy o współpracę do wszystkich środowisk. Uznajemy, że osiągnięcie ambitnych celów jest możliwe dzięki mobilizacji sił, wspólnemu działaniu, kreowaniu synergii, wzmocnionemu partnerstwu, opartym na dialogu i otwartości dla wszystkich zainteresowanych stron.

Dążąc wspólnie do wykorzystania szans na dokonanie zmian w kraju, regionie czy firmie, zwiększania wpływu na bardziej sprawiedliwy i zrównoważony rozwój naszego kraju, wyrażamy intencję współpracy w ramach niniejszego partnerstwa na rzecz realizacji celów programu Dostępność Plus.

Deklarujemy, że w ramach prowadzonych przez nas działań, będziemy kierować się ideą dostępności i równego traktowania”.

Pewnie niejedna osoba zastanawia się, jak te piękne słowa rząd ma zamiar zrealizować?

Oto garść podstawowych informacji na temat Dostępności Plus.

Program składa się z ośmiu obszarów tematycznych:

Architektura – zakłada przede wszystkim projektowanie w duchu uniwersalnym, w szczególności na poziomie mieszkalnictwa, dostępności przestrzeni miejskiej i świadomości służb architektonicznych. Budżet wynosi: 780 mln zł.

Transport – zakłada umożliwienie swobodnego transportu kolejowego poprzez dostosowanie dworców kolejowych, peronów oraz taboru oraz poprawę dostępności transportu publicznego, miejskiego poprzez: zakup odpowiedniego taboru, szkolenie kierowców oraz budowę aplikacji „Czy dojadę?”. Budżet wynosi: 20 mln zł.

Edukacja – zakłada wyrównanie szans dzieci i młodzieży niepełnosprawnej na ścieżce edukacji poprzez: likwidację barier w placówkach edukacyjnych (szkoły, uczelnie), zwiększenie wsparcia dla edukacji włączającej, a także włączenie problematyki dostępności do programów studiów, np.: kierunków technicznych i pedagogicznych. Budżet wynosi: 588 mln zł.

Służba zdrowia – zakłada zwiększenie dostępności służby zdrowia poprzez dostosowanie 100 placówek, wprowadzenie innowacyjnego systemu korelacji między dostępnością placówki służby zdrowia a korzystnymi warunkami kontraktowania świadczeń. Budżet wynosi: 300 mln zł.

Cyfryzacja – zakłada wyrównywanie dostępu do informacji poprzez zwiększenie dostępności cyfrowej. Dostosowane do standardu WCAG 2.0 zostaną strony internetowe sektora publicznego, zwiększenie wymagań dla producentów filmowych, telewizyjnych i radiowych dot. audiodeskrypcji i napisów. Co ważne, również pracownicy administracji publicznej zostaną przeszkoleni z zasad dostępności cyfrowej w procesie udostępniania informacji publicznej. Budżet wynosi: 300 mln zł.

Usługi – zakłada likwidację barier w dostępie do podstawowych usług życia codziennego – bankowości, telekomunikacji, ratownictwa medycznego (numer 112), transportu indywidualnego, a także kultury (dostępność zabytków, placówek kultury), promowania zatrudnienia osób niepełnosprawnych w administracji publicznej. Budżet wynosi: 615 mln zł.

Konkurencyjność – zakłada wsparcie przedsiębiorstw na drodze wdrażania innowacji i poszukiwaniu najbardziej funkcjonalnych i ergonomicznych rozwiązań, tworzeniu produktów i usług uniwersalnych. Powstanie Społeczny Inkubator Dostępności, w którym organizacje z tzw. know how będą dzielić się przygotowanymi rozwiązaniami i wdrażać dobre praktyki. Powstaną także centra testujące do weryfikacji uniwersalności produktów i usług. Budżet wynosi: 77 mln zł.

Koordynacja – zakłada uchwalenie ustawy o dostępności oraz opracowanie i wdrożenie standardów dostępności w prawie krajowym. Powołany zostanie Access Board, czyli osoba odpowiedzialna za koordynację rożnych polityk rządu pod kątem dostępności. Budżet wynosi: 74 mln zł.

Jakie efekty mają zostać osiągnięte? Oto kilka z nich:

Około 1000 miejsc i budynków użyteczności publicznej bez barier architektonicznych i komunikacyjnych.

Co najmniej 20% mieszkań wybudowanych w programie Mieszkanie Plus dostępnych dla osób o szczególnych potrzebach.

100 gmin, w których zostanie poprawiona jakość przestrzeni publicznej.

Co najmniej połowa czasu antenowego w TV dostępna dla osób niewidomych i niesłyszących.

Wszystkie nowe budynki publiczne w pełni dostępne dla osób o specjalnych potrzebach.

Czy to dużo? I tak, i nie. Biorąc pod uwagę skalę problemu i zaniedbań, nie każdy będzie w pełni usatysfakcjonowany. Każda z grup osób niepełnosprawnych, w tym niewidomi i słabowidzący, będą liczyć, że ich potrzeby zostaną w końcu zauważone i rozwiązane. Jako Fundacja będziemy o to czynnie zabiegać. A jako środowisko – możemy mieć nadzieję, że nawet, jeżeli rządowi nie uda się zlikwidować wszystkich 7 stopni do naszej wolności, to chociaż je porządnie oznaczy!

Braille i Chopin na Gałczyńskiego 7

Piotr Witt – pisarz, publicysta i korespondent radiowy, wybitny intelektualista, nieprzeciętnie inteligentny, obdarzony niezwykłym darem elokwencji, tworzący atmosferę nie gorszą niż niejeden film z tajemnicą w roli głównej, a nade wszystko człowiek bardzo czarujący i miły!

W deszczowe popołudnie, 6 marca, Pan Piotr zabrał zgromadzonych przy Gałczyńskiego 7 słuchaczy na wycieczkę pośród wąskich uliczek Paryża. Miasta, które nie było łaskawe ani dla jednego, ani drugiego bohatera jego opowieści.

Louis Braille urodzony w 1809 r. w miejscowości Coupvray przeniósł się w młodym wieku do Paryża, by tam pobierać nauki w królewskim Instytucie Młodych Niewidomych (pierwszej tego typu szkole na świecie). W tamtych czasach księgi, którymi dysponowała szkoła, zawierały tekst pisany dużymi, wypukłymi literami. Uczniowie rozpoznawali je za pomocą dotyku. Można sobie wyobrazić, jak wielkie i niewygodne musiały być te podręczniki. Zapłonem do zainicjowania pracy nad nowym systemem zapisu, było dla Louisa zapoznanie się z metodą przekazywania rozkazów w ciemności, stosowaną przez Francuski Sztab Generalny. Spotkał się z tym podczas jednej ze szkolnych lekcji. Wzorując się na rozwiązaniu wykorzystującym kreski i kropki, Braille ułatwił i udoskonalił ten zapis tak, by ułatwić pisanie i zwiększyć szybkość odczytu. Projekt, który umożliwił normalne funkcjonowanie kolejnym pokoleniom niewidomych i słabowidzących, nie zawsze był doceniany. Jeden z kolejnych dyrektorów szkoły w 1840 r. zakazał jego stosowania. Na szczęście do tego czasu nowa notacja zdążyła się spopularyzować wśród niewidomych w całej Francji. Przed śmiercią Braille’a w 1952 r. sformułowany przez niego system zapisu nie miał już konkurencji.

Fryderyk Chopin urodzony… no właśnie, kiedy? Jak wskazał Pan Piotr, coraz częściej przyjmuje się, iż przyszedł na świat o rok wcześniej niż dotychczas sądzono – nie w roku 1810, lecz 1809. Czyniło to obu naszych bohaterów rówieśnikami. Chopin trafił do Francji w 1831 r. Jego nowy kraj pobytu przywitał go na granicy państwa z umiarkowaną życzliwością, „określając rękami celników” mianem bezwartościowych: notatki, nuty i rzeczy związane z krajem ojczystym. Tak, jak uczestnicy spotkania, zapewne i Państwo zastanawiają się, co łączy Chopina z Braille’em? Na pewno nie tylko nuta geniuszu, której żadnemu z nich nie można odmówić. Nuta jest tutaj, można powiedzieć, „słowem kluczem”. Obaj panowie dużo uwagi poświęcali systemowi zapisu dźwięków. Braille – słów, które zapisane w tradycyjny sposób nie były dla niego dostępne. Nie mógł liczyć na pomoc komputera i systemu lektorskiego, które poprawiają jakość życia współczesnych niewidomych. Postawił na system punktowy, który okazał się na tyle czytelny, że pozwolił na efektywne odczytywanie tekstu i zdobywanie wiedzy. Mało tego, Braille był muzykiem i stworzył wypukły zapis nutowy. Do dzisiaj posługują się nim niewidomi. On sam był organistą i grywał w kilku paryskich parafiach. Chopin, jak można się spodziewać, był skupiony jedynie na dźwiękach muzyki. Jak wskazał Pan Piotr, Chopinowi ówczesny zapis nutowy niespecjalnie odpowiadał. Nie pozostawiał możliwości interpretacji, z czym Chopin poradził sobie dzięki tzw.: tempo rubato – dodatkowemu zapisowi, opisującemu swobodne skracanie lub wydłużanie poszczególnych dźwięków, kiedy to całość taktu lub frazy pozostanie w niezmienionej długości.

W dalszej części opowieści bohater spotkania skupił się na przybliżeniu losu naszego rodaka w stolicy Francji. W pierwszych słowach dotyczących jego pobytu, opisał wspaniały debiut młodego Fryderyka w paryskich salach koncertowych oraz pochwalne opinie krytyków i słuchaczy, przedstawiane we współczesnych biografiach Chopina. Jednak, jak wskazał mówca, wzbudzając wyraźne zainteresowanie zgromadzonych, zgodnie z przeprowadzonymi przez niego badaniami, te relacje są w takim samym stopniu pomyślne, co kompletnie fałszywe. Nie w sali koncertowej, lecz w niewielkim salonie Państwa Pleyelów młody wirtuoz zaczynał swoje podboje. Sama sala koncertowa Pleyela powstała 9 lat później. Nieprawdziwi okazali się ojcowie jego sukcesu: książę Walenty Radziwiłł – przyjaciel artysty, który miał zaprosić go do James’a Rothschild’a na kolejny zakończony sukcesem pokaz techniki pianistycznej. Książę opuścił Paryż zanim takie spotkanie mogło dojść do skutku. To samo dotyczyło James’a Rothschild’a, który uciekł przed epidemią cholery. Zaś słowa krytyków o samym występie nie należały do pomyślnych. Było mniej więcej tak: „ten młody człowiek ma niezwykłą wyobraźnię, dezynwolturę i rozmaite pomysły… ale palce stawia nieprawidłowo! Jeżeli pouczy się jeszcze u dobrego mistrza…, to za 2-3 lata będzie mógł się zaprezentować przed publicznością”. Jak łatwo wywnioskować, nie bez powodu autor początki pobytu Chopina w Paryżu określił mianem „przedpiekla sławy”. Ostatecznie jednak Chopin osiągnął sukces i tak jak Braille pozostaje w świadomości społeczeństwa jako człowiek wybitny.

Nie mniej ważnym bohaterem książki i spotkania z pisarzem, był sam Paryż. Tamtejsze uwarunkowania, polityka, elita paryska, salony muzyczne i konkurencja artystów oraz inne okoliczności, jak np. epidemia cholery, wzmacniały melancholijny obraz miasta, w którym niełatwo było emigrantowi poczuć się „jak w domu”. Na duchu podtrzymywały Polaków, również Fryderyka, okrzyki dochodzące z ulicy: „vive la Pologne”, „chwała bohaterskim Polakom”, których podziwiano za powstanie styczniowe. I byłoby to zapewne pokrzepiające, gdyby nie sama sceneria Paryża: „kondukty pogrzebowe, przeplatane przez przemarsz szwadronów wojska”.

Jeżeli zaciekawiła Państwa ta krótka opowieść, zapraszam w imieniu Fundacji na kolejne tego typu spotkania w naszym Salonie przy Gałczyńskiego 7 w Warszawie. Będziemy spotykali się raz w miesiącu, aby porozmawiać, podyskutować i wysłuchać ciekawych prelekcji. Należy śledzić naszą stronę www.szansadlaniewidomych.org oraz naszego Facebooka.

Głośna piłka i cisi kibice

Zbliżamy się do najważniejszego święta dla fanów footballu. W czerwcu rozpoczną się mistrzostwa świata w piłce nożnej. W Rosji zmierzą się 32 drużyny, w tym Polska. Mimo, że piłka nożna to bodaj najpopularniejszy sport na świecie, wzbudzający najwięcej emocji i przyciągający na stadiony i przed telewizory największą ilość kibiców, mało słyszy się o jej wersji dla niewidomych. Mimo, iż Polska posiada drużynę narodową, zrzeszoną pod logiem Blind Football Poland, media i społeczeństwo przyglądają się tego typu aktywności z dużą dozą niepewności i zdziwienia. O ile stosunkowo łatwo wyobrazić sobie jak osoba niewidoma pływa, ćwiczy na siłowni, jazda na tandemie też nie wzbudza szczególnego zdumienia, to bieganie w 10 osób po boisku za piłką, której nie widać, a jedynie słychać, w poszukiwaniu bramki, jest już dużym wyzwaniem dla percepcji przeciętnego Kowalskiego. Jak tu się nie zderzać? Jak rozpoznać czy przy piłce jest przeciwnik czy kolega z drużyny? Gdy ogląda się mecz tego typu, rozgrywany np. na mistrzostwach świata, te problemy wydają się nie istnieć. Gra przebiega płynnie. Wpływać może na to kilka elementów: dobrze zrehabilitowani zawodnicy, z ogromnym poczuciem przestrzeni i jasne, klarowne zasady gry.

Co do zasad, dla mniej wtajemniczonych przytaczam najważniejsze z nich. Na boisku znajduje się 10 zawodników. 8 niewidomych – z dodatkowo zawiązanymi oczami, tak aby zniwelować różnice wynikające z charakterystyki danej wady (np. wrażliwość na bodźce świetlne lub kształty) oraz 2 widzących bramkarzy. Bramkarze to także nawigatorzy zawodników linii obrony. W środkowej strefie boiska nawigatorem jest trener. W strefie ataku podpowiada także trzeci nawigator, z tą różnicą, że dwóch pozostałych podpowiadaczy pozostaje poza obszarem boiska. W piłce jest umieszczony dzwoneczek, który pozwala na lokalizację jej w przestrzeni. Mecz składa się, jak w przypadku standardowej piłki nożnej, z dwóch połów, z tym, że każda trwa 25 minut.

Porównanie standardowej piłki footballowej i dźwiękowej wygląda następująco:

Zwykły football:

Waga: 396–453g

Obwód: 68-70 cm

Ciśnienie: 0,6 do 1,1 atm.

Blind Football:

Waga: 510-540 g

Obwód: 60-62 cm

Ciśnienie: 0,4-0,6 atm.

W blind footballu najważniejszą rolę odgrywa słuch. Cytując trenera polskiej reprezentacji: „Sygnał dźwiękowy i rysowanie boiska w głowie – to najważniejsze rzeczy dla piłkarza”. Uczestnicy gry muszą uważnie nasłuchiwać uwag nawigatorów, wysłuchiwać dźwięków piłki oraz pozostałych graczy, którzy zbliżając się do piłki krzyczą z hiszpańskiego „voy”, czyli „idę”. Stąd głęboka cisza panująca podczas meczu ze strony kibiców, która odróżnia mecze piłki nożnej dla niewidomych od zwykłej. Pomimo emocji nie mniejszych niż przy spotkaniu Ligi Mistrzów, wsparcie kibiców rozumiane jest inaczej. Zwykle kibice dopingują głośnymi krzykami, piosenkami i trąbkami. Tutaj taki krzyk tylko by przeszkodził. Jeżeli chcemy pomóc, musimy zachować ciszę. Brawa są jednak dopuszczane, ale tylko w niektórych przypadkach: w momencie zdobycia bramki lub przeprowadzenia innej ładnej akcji na boisku.

Kiedy mamy już opanowane zasady, czas wejść na boisko. O praktyce opowie nam Łukasz Byczkowski – członek reprezentacji Polski w blind footballu.

M.S. Blind football to jeden z najpopularniejszych sportów drużynowych dla niewidomych. Skąd zamiłowanie do tej dyscypliny?

Ł.B. Od dziecka uwielbiałem grać w piłkę nożną i w sumie dalej w nią lubię grać. Choć już nie tak często jak kiedyś. Chodziłem do szkoły dla niewidomych i słabowidzących we Wrocławiu. W 2011 roku odezwała się do nas UEFA z zapytaniem czy nie rozegralibyśmy meczu pokazowego w blind footballu przed jednym z meczów na EURO 2012, które było rozgrywane w naszym kraju. Nasz trener podjął się tego zadania. Na początku do treningów używaliśmy zwykłych piłek owiniętych w różne folie czy worki, żeby było je słychać. Potrzebnych było dużo wolontariuszy, którzy dbali o nasze bezpieczeństwo, żebyśmy nie wpadli na słupki i nie zrobili sobie krzywdy. Niedługo później dostaliśmy specjalne bandy przeznaczone do tej dyscypliny, które są ustawione wzdłuż linii bocznej boiska. Oprócz tego dostaliśmy również resztę sprzętu, czyli piłki, gogle, ochraniacze. Ja nie gram w blind football od samego początku. W internacie mieszkałem z kolegą, który trenował tę dyscyplinę i zaproponował mi, żebym kiedyś spróbował. Na początku nie byłem przekonany, ale po jakimś czasie postanowiłem zmierzyć się z tą dyscypliną. Na początku trenowałem dosyć krótko, ponieważ na jednym z treningów, które mieliśmy na Sali, biegłem zbyt szybko i miałem bliskie spotkanie ze ścianą!!! Po tym zderzeniu miałem trochę lęków i zrezygnowałem. Po jakimś czasie postanowiłem spróbować jeszcze raz i tak gram do tej pory.

M.S. Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z tym sportem? Ile lat temu to było?

Ł.B. Pierwszy raz styczność z tą dyscypliną miałem pod koniec 2011, albo na początku 2012, ale w międzyczasie było kilka przerw. Dokładnie nie pamiętam, ale już bez żadnych przerw gram chyba od 2013 roku.

M.S. Przyjęłam takie założenie, że zamiłowanie do sportu i kondycja fizyczna to nie wszystko, żeby osiągnąć sukces w tym sporcie. Przy oglądaniu Waszych potyczek na boisku najbardziej rzuca się ogromna orientacja w przestrzeni. Mimo ciągłego dryblingu wiecie, gdzie dalej biec i gdzie kierować się na bramkę. Czy zgodzisz się ze mną, że orientacja to podstawa w tym sporcie? A może z praktyki powiesz, że inne umiejętności są najważniejsze?

Ł.B. Zgadam się w zupełności. Na początku zdecydowanie orientacja jest najważniejsza, aby wiedzieć gdzie się jest na boisku, albo w którą stronę trzeba biec. Oczywiście poza orientacją jest też ważne wyszkolenie techniczne, prowadzenie piłki, udane podanie czy strzał na bramkę, ale także utrzymanie równowagi, no i przede wszystkim dobry słuch. Na początku trener mówił nam, że wszystko musimy sobie narysować w głowie. Wyobrazić sobie mniej więcej boisko i jak się po nim poruszać. Dopiero jak mieliśmy w miarę opanowaną orientację, zaczęliśmy pracę z piłkami. Podczas meczu boisko jest podzielone na 3 strefy. Za każdą odpowiada ktoś inny. Jest trzech przewodników: pierwszym jest nasz bramkarz, który steruje strefą obronną. Drugim jest trener. Znajduje się on w połowie boiska za bandą, steruje i podpowiada zawodnikom znajdującym się w tej strefie. Trzecim jest nasz przewodnik, który znajduje się za bramką przeciwnika. Jego rolą jest nakierowanie zawodnika na bramkę.

M.S. Patrząc z boku blind football wydaje się trudną dyscypliną. Doradziłbyś go osobom niewidomym i słabowidzącym, które dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę ze sportem?

Ł.B. Wydaje mi się, że osobom, które nie uprawiają tej dyscypliny może się wydawać to bardzo trudne. Trzeba mieć dość dobrą orientację, żeby się odnaleźć na boisku.

A co do drugiej części pytania, na pewno bym doradził osobom, które interesują się piłką nożną, aby same spróbowały swoich sił. Może akurat by im się spodobało.

M.S. Czy blind football jest sportem kontuzyjnym?

Ł.B. Zdecydowanie tak. Na meczach często zdarzają się kontuzje. Ja sam już nie raz i nie dwa zderzyłem się z przeciwnikiem głowami. Raz miałem poważniejszy uraz, gdy rozpędzony przeciwnik wpadł we mnie i zderzyliśmy się głowami, a upadając na plecy uderzyłem jeszcze głową o murawę i na krótką chwilę straciłem przytomność. Co prawda w tym meczu nie byłem już w stanie wyjść na boisko, ale na następny mecz byłem gotowy. W tej dyscyplinie nie brakuje również siniaków na nogach. Często się zdarza, że zawodnicy kopią się po nogach, ale jest to gra dla naprawdę twardych osób, które się tego nie boją. Czasami bywa tak, że zawodnicy z własnej drużyny niechcący wpadną na siebie i coś mogą sobie zrobić.

M.S. Czy to prawda, że Robert Lewandowski zainteresował się Waszą grą?

Ł.B. W 2015 roku okazało się, że jedna z drużyn nie weźmie udziału w Mistrzostwach Europy które odbywały się w Anglii, a nasza reprezentacja była pierwsza w kolejce, więc zaczęliśmy przygotowania do mistrzostw. Brakowało nam pieniędzy na stroje, sprzęt, zgrupowania, no i na „wpisowe” na turniej. Odbyło się kilka koncertów charytatywnych. Na kilku treningach była u nas telewizja. Agent lub inna osoba, która była z Robertem Lewandowskim w dobrych kontaktach, powiedziała mu o tej akcji i po niedługim czasie odezwał się do nas Robert Lewandowski. Powiedział, że nam pomoże.

M.S. Który z rozegranych dotąd meczów był najbardziej emocjonujący i najlepiej go wspominasz?

Ł.B. Hmm… to też jest trudne pytanie. Dla mnie każdy mecz i każdy turniej jest ważny, więc ciężko mi wybrać.

M.S. Masz jakąś drużynę, z którą najbardziej chciałbyś się zmierzyć?

Ł.B. Przyznam, że nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Teraz, w maju, w Krakowie, odbędzie się turniej dla państw takich jak my (czyli grających dopiero od kilku lat) i jestem szczęśliwy, że będę mógł zagrać w tym turnieju z orzełkiem na piersi. Jest to dla mnie wyróżnienie i cieszę się, że będę mógł zagrać z reprezentacjami innych krajów.

M.S. Wiem, że blind football to nie jedyny sport, który trenujesz. Opowiesz o pozostałych dyscyplinach i swoich sukcesach?

Ł.B. Oprócz blind footballu trenuję również goalball i showdown. Blind football, jak i goalball są to dyscypliny paraolimpijskie.

Goalball jest to gra drużynowa. Boisko ma wymiary takie jak boisko do siatkówki, czyli 18 metrów długości i 9 szerokości. Bramka zajmuje całą szerokość boiska, a wysokość bramki to 1.3 metra. Drużyna składa się z 3 zawodników, którzy mają zasłonięte oczy opatrunkami okulistycznymi i specjalnymi goglami dla wyrównania szans. Boisko jest podzielone na 3 6-metrowe strefy.

Piłka musi być toczona po parkiecie, ale są także rzuty nazywane skoczkami (piłka się nie toczy, ale odbija). Piłka musi mieć kontakt z podłożem przed 6 metrem i przed 12 (czyli 6 od strony przeciwnika). Za różne przewinienia drużyna może dostać karnego i wtedy jeden zawodnik broni całej bramki. Po pierwszym kontakcie piłki z zawodnikiem drużyna broniąca ma 10 sekund na odrzucenie piłki. Mecz trwa 2 razy po 12 minut lub gdy różnica bramek wyniesie 10 (np. 12-2), to wtedy mecz kończy się przed czasem. Jak w każdym sporcie dla niewidomych, piłka posiada dzwoneczki, aby można było ją zlokalizować. Piłka do goalballa waży 1.25 kg. Gram w tę dyscyplinę od 4 lub 5 lat i jestem zawodnikiem drużyny z Wrocławia, której zawodnicy są uczniami lub absolwentami szkoły dla niewidomych i słabowidzących we Wrocławiu. Razem z kolegami zdobyliśmy 3 razy z rzędu Mistrzostwo Polski juniorów oraz Mistrzostwo i Wicemistrzostwo Polski w seniorskich rozgrywkach.

Showdown jest to również gra dla niewidomych i słabowidzących. Showdown (niekiedy błędnie nazywany tenisem stołowym dla niewidomych) jest przeznaczony dla dwóch zawodników. Gra toczy się na prostokątnym stole o długości 4 metrów, stół otoczony jest bandą. Na każdym rogu bandy są zaokrąglone. Na środku stołu jest zamontowana plastikowa tablica. Znajduje się kilkanaście cm nad stołem, tak aby piłka mogła się pod nią zmieścić. Bramki znajdują się na dwóch końcach stołu (podobnie jak w cymbergaju). W showdown gra się przy użyciu drewnianych rakietek i dźwiękowej piłeczki (o wielkości zbliżonej do piłki tenisowej, ale z innego tworzywa) oraz rękawicy ochronnej np. do hokeja. Celem gry jest odbicie piłeczki tak, aby przeszła pod ekranem i wpadła do bramki przeciwnika. Showdown jest grą indywidualną, ale również drużynową. W grze indywidualnej gra się do dwóch lub trzech wygranych setów (zależy od rozgrywki), każdy set do 11 punktów i muszą być 2 punkty przewagi. W grze drużynowej gra się do 31 punktów, po 16 punkcie jest zmiana stron. Drużyna składa się z trzech osób, w tym musi być jedna dziewczyna.

Showdown w Polsce pojawił się w 2010 roku. Z roku na rok przybywa zawodników i zawodniczek. Teraz jest ich około 100. Moje osiągnięcia w tej dyscyplinie to zdobycie Mistrzostwa Polski, dwa razy wicemistrzostwa i – jeśli dobrze pamiętam – 4 razy zająłem 3 miejsce, brałem udział 2 razy w mistrzostwach świata i raz w mistrzostwach Europy. W ubiegłym roku zdobyliśmy drużynowe mistrzostwo świata i oprócz tego indywidualnie dwa brązowe krążki na Mistrzostwach Świata, a w roku 2016 po raz pierwszy nasza reprezentacja zdobyła drużynowe mistrzostwo Europy (na tych mistrzostwach mnie nie było). Na arenie międzynarodowej oprócz medalu w drużynie z ubiegłego roku tylko raz udało mi się stanąć na trzecim stopniu podium w Holandii.

M.S. Zawsze chciałeś być sportowcem?

Ł.B. W dzieciństwie uwielbiałem grać w piłkę nożną i jak każdy dzieciak, który lubi piłkę nożną i ogląda mecze piłkarskie, zawsze marzyłem, żeby być piłkarzem i móc grać na takich dużych stadionach. Ale niestety, jak wzrok mi się pogorszył, marzenia legły w gruzach. Dlatego cieszę się, że istnieje taka dyscyplina jak blind football i mogę w nią grać.

M.S. Który ze znanych sportowców jest dla Ciebie wzorem?

Ł.B. Jak byłem mały, moją ulubioną drużyną była FC Barcelona. Było w niej wielu znakomitych piłkarzy. Dalej im kibicuję, ale myślę, że najlepszym piłkarzem jest Lionel Messi. Kiedy byłem dzieckiem, oprócz Messiego lubiłem jeszcze grającego wtedy w Barcelonie Ronaldinho. Mam kilku piłkarzy, których lubię i podziwiam za ich grę, ale zdecydowanie najlepszy dla mnie jest Messi, a z Polski Robert Lewandowski, Kamil Grosicki i Jakub Błaszczykowski.

Wdrażanie Konwencji o Prawach Osób Niepełnosprawnych

Czy pamiętają Państwo rok 2012? Czy był on dla Państwa ważny? A czy dla Polski był w jakiś sposób istotny? Na pewno był wyjątkowy, ze względu na organizowane u nas EURO 2012. Ale 2012 rok obfitował również w inne ważne wydarzenia, także natury politycznej, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Dlaczego o tym wspominam? W 2012 r., a dokładnie 6 września, Prezydent RP ratyfikował Konwencję ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, która została sporządzona w Nowym Jorku 13 grudnia 2006 r. Jest to potężny dokument, zarówno rangą, jak i objętością. Zawiera 50 artykułów poświęconych zasadom, jakie przyświecają realizacji umowy przez sygnatariuszy, obowiązkom, jakie mają spełnić oraz dziedzinom i obszarom, w których niwelowanie barier jest kluczowe dla realizacji idei równości.

Od ratyfikacji umowy minęło 5 lat, natomiast od jej stworzenia już 11. Jest to niezwykle powolny proces, który mimo upływu wielu lat jest wciąż na początku swojej żmudnej drogi. Jeżeli chcemy być szczerzy w swoich sądach, musimy się zgodzić, że zadanie wdrożenia Konwencji nie będzie proste. Konwencja zawiera 30 obszarów normatywnych, z których każdy wydaje się oczywisty i niezbędny do prawidłowego funkcjonowania osób niepełnosprawnych w społeczeństwie. Oczywisty w rozumieniu szeroko pojętej sprawiedliwości społecznej. Jednak patrząc realnie na dotychczasowe osiągnięcia nie tylko Polski, ale i innych krajów Europy i świata, wiele z nich okazuje się prostymi jedynie na papierze. Obszary, o których mowa, to m.in.:

  • równość i niedyskryminacja,
  • podnoszenie świadomości,
  • dostępność,
  • prawo do życia,
  • równość wobec prawa,
  • dostęp do wymiaru sprawiedliwość,
  • wolność i bezpieczeństwo,
  • wolność od wykorzystywania, przemocy i nadużyć,
  • ochrona integralności osobistej,
  • niezależne życie i włączanie w lokalną społeczność,
  • mobilność,
  • wolność wypowiadania się i wyrażania opinii oraz dostęp do informacji,
  • poszanowanie prywatności,
  • poszanowanie domu i rodziny,
  • edukacja,
  • zdrowie,
  • rehabilitacja,
  • zatrudnienie,
  • odpowiednie warunki życia i ochrona socjalna,
  • udział w życiu politycznym i publicznym,
  • udział w życiu kulturalnym, rekreacji, wypoczynku i sporcie.

Wydaje mi się, że większość spośród wymienionych dziedzin można by zamknąć w jednym kluczowym sformułowaniu – niezależne życie. Osobiście korci mnie, aby stan, w którym wszyscy niewidomi w Polsce mogliby swobodnie wybierać ścieżkę rozwoju, placówki edukacyjne i miejsce zatrudnienia (z których wszystkie byłyby dostosowane do ich potrzeb), a w wolnym czasie bez skrępowania poruszać się po mieście, instytucjach użyteczności publicznej i ośrodkach kultury, nazwać utopią. Jednak nie zrobię tego. Utopia jest z założenia ideą tak dobrą, że aż niemożliwą do zrealizowania. A przecież należy ufać, że prace na szczeblu takiej organizacji jak ONZ, a w konsekwencji także w poszczególnych krajach, przyczynią się do realnych działań i nałożenia na instytucje publiczne oraz przedsiębiorców obowiązków przystosowania do potrzeb niewidomych.

Skala przedsięwzięcia, jakim jest wdrożenie Konwencji, nie powinna zniechęcać, ale raczej motywować władze, instytucje i wszystkich obywateli do podjęcia jak najsprawniejszych działań.

13 września odbyła się w Warszawie debata doradczo-programowa dotycząca dostosowywania rzeczywistości prawnej i społecznej do potrzeb osób niewidomych. Jej organizatorami byli Polskie Forum Osób Niepełnosprawnych (PFRON), Warmińsko-Mazurski Sejmik Osób Niepełnosprawnych, Lubelskie Forum Organizacji Osób Niepełnosprawnych – Sejmik Wojewódzki, Akademia Pedagogiki Specjalnej oraz Kancelaria prawna Domański Zakrzewski Palinka. Cykl konsultacji był elementem projektu „Wdrażanie Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych – wspólna sprawa”, prowadzonego przez powyższe instytucje. Podobne spotkania odbywają się także w gronie specjalistów i osób dotkniętych innymi rodzajami niepełnosprawności.

Na debacie nie zabrakło oczywiście przedstawicieli Fundacji Szansa dla Niewidomych. Doświadczenie pracowników Fundacji dało niemałą wartość dodaną do prac we wskazanym temacie. Organizowana nie tak dawno (28-29.10.2016 r.) przez naszą organizację Konferencja w Serocku, pt. „Nowocześni niewidomi i słabowidzący w dostosowanym dla nich świecie”, dostarczyła nam także wiedzy na temat postulatów środowiska w tym zakresie. Poruszane były liczne tematy, jak: aktywność zawodowa, dostęp do informacji czy problem wykluczenia społecznego, a publikacja stanowiąca efekt podjętych tam prac stanowiła podstawę do rekomendacji ze strony Fundacji.

W związku z tą małą rocznicą 5-lecia ratyfikacji, wzmożyło się zainteresowanie środowiska pracami nad jej wdrożeniem. Objawem tego była Konferencja zorganizowana przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Katolicki Uniwersytet Lubelski oraz PFRON w Lublinie na wspomnianym Uniwersytecie. Podsumowując minione 5 lat, organizatorzy skupili się na temacie dostępności przestrzeni publicznej i aktywności zawodowej osób niepełnosprawnych. Zwłaszcza aktywność zawodowa jest palącym tematem, zważywszy iż mimo tendencji wzrostowej, jej poziom jest na niezmiernie niskim poziomie. Bazując na Badaniu Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) opublikowanym na stronie Biura Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, przez te 5 lat poziom aktywności zawodowej ON wzrósł z 27,6% do 29,6%. Podczas Konferencji były poruszane w szczególności takie tematy jak: bariery w zatrudnianiu osób niepełnosprawnych na otwartym rynku pracy czy indywidualne i społeczne korzyści aktywizacji osób niepełnosprawnych. Biorąc sobie do serca motto, iż jeden gram praktyki jest lepszy od tony teorii, mam nadzieję, że słowa wypowiedziane na Konferencji, widziane jako dobre praktyki czy godne powielania standardy i działania, coraz częściej będą widziane przeze mnie i Państwa w codziennym życiu.

Czas ucieka wyjątkowo szybko, jeżeli mowa o działaniach na tak wielką skalę. Wspomniane 5 lat od ratyfikacji Konwencji minęło w zaskakującym tempie, jednak nie można pozwolić, by czas dalej uciekał. Walka z dyskryminacją osób niepełnosprawnych powinna być priorytetem dla wszystkich, którym leżą na sercu podstawowe wartości naszej zachodniej społeczności – poszanowanie godności wszystkich obywateli, dostęp do edukacji, wolność i równość wszystkich obywateli.

Wywiad z Hanią Stach

– Szansa to dla naszej organizacji bardzo ważne, symboliczne słowo. Pani też kiedyś dostała szansę – szansę na sukces. Jak Pani wspomina początki kariery?

– To było tak dawno, że ledwo pamiętam, ale faktycznie to był jeden w pierwszych moich występów telewizyjnych – odcinek Szansa na sukces, w którym gwiazdą była Edyta Górniak. Wspominam ten moment z sentymentem tym bardziej, że udało mi się wtedy wygrać, mimo że wylosowałam najmniej mi znaną piosenkę „Atlanta”. Szansa na sukces to jedno, ale dla mnie jednak przełomem w drodze muzycznej była praca w zespole Natalii Kukulskiej oraz druga edycja Idola. Każde wydarzenie od zawsze traktowałam jak kolejne lekcje do tego, żeby się rozwijać muzycznie.

– Ostatni Pani utwór ukazał się w 2014 r. Czekamy na kolejne. Nad czym teraz Pani pracuje?

– Teraz pracuję nad nowymi piosenkami. Chciałabym wydać kilka pięknych ballad i nie tylko. Nie chcę zapeszać.

– W jednej ze swoich piosenek śpiewa Pani: „każdemu z nas inaczej w duszy gra”. Dla niewidomych muzyka jest szczególnie ważna, ponieważ dzięki większemu skupieniu na tym zmyśle odbierają ją z większą uwagą, dostrzegają więcej niuansów niż osoby widzące. Występowała Pani już kiedyś przed tak szczególną publicznością?

– Nie, to będzie mój pierwszy taki występ. Kiedy myślę o ludziach niewidomych, to z racji swojego zawodu po pierwsze kojarzą mi się moi idole muzyczni: Ray Charles i Stevie Wonder. Ich nagrania, występy to magia i rozkosz dla uszu, niesamowita wrażliwość. Tak jak Pani powiedziała wcześniej, ludzie niewidomi czują i słyszą lepiej. Postaram się zaśpiewać na Gali dla nich jak najpiękniej.

– Zdradzi Pani naszym Czytelnikom, jaki repertuar zaprezentuje podczas Gali? Czy może lepiej, żeby mieli niespodziankę?

– To nie będzie długi występ, ale chciałabym, żeby było trochę balladowo, ale też rytmicznie. To, co zaśpiewam, niech pozostanie niespodzianką.

– Stworzyła Pani projekt poświęcony pamięci i twórczości Whitney Houston. Co najbardziej Panią inspiruje w jej osobie i dorobku?

– Wszystko. Ale moja miłość zaczęła się od muzyki i to tak naprawdę jest najważniejsze. To, co mnie najbardziej inspiruje, to głos, muzykalność artysty, a Whitney śpiewała genialnie, potrafiła czarować. Najbardziej lubię jej występy na żywo, zwłaszcza z lat 80., 90. – nie zawsze idealne, ale czasem genialne – właśnie to lubię.

– Whitney Houston znana była ze swojej działalności charytatywnej. Założyła organizację Foundation For Children. Pani udział w naszej Gali również pokazuje, że inicjatywy dobroczynne są dla Pani ważne. Nie mylę się?

– Kiedy mogę wspomóc, robię to na większą czy mniejszą skalę. Pomagać można w różny sposób. Czasami nawet mały gest może mieć znaczenie. Miło jest dać choć odrobinę radości czy wsparcia tym, którzy tego potrzebują.

– Co zachęciło Panią do wzięcia udziału w naszej Gali?

– Swój występ traktuję jako poparcie tego, co robi Fundacja Szansa dla Niewidomych. Organizacja m.in. uświadamia społeczeństwo i pomaga ludziom niewidomym, aby po prostu żyło im się lepiej. Zapraszam na Galę 16 października. Warto wspierać dobre rzeczy.

Wywiad z Katarzyną Cerekwicką

– Debiutowała Pani w programie Szansa na sukces. Jak wspomina Pani ten okres swojej twórczości?

– To tak dawno, a wciąż pamiętam te emocje. Po wygranej w „Szansie na sukces” trudno mi powiedzieć cokolwiek o mojej twórczości – jako debiutantka szukałam własnego stylu i własnego brzmienia. Można powiedzieć, że był to etap poszukiwań. Nagrałam wtedy swoje pierwsze demo, ale było zbyt ambitne na nasz rynek muzyczny. Poza tym muzyka soul czy R’n’B, którą się fascynowałam w tamtym okresie, u nas nie była jeszcze tak bardzo popularna. Musiałam zatem poczekać parę lat.

– Pytam o szansę, ponieważ to dla nas słowo kluczowe. Nasza fundacja daje szansę osobom niewidomym i słabowidzącym. Miała Pani styczność ze środowiskiem osób niepełnosprawnych?

– Tak. W dzieciństwie przyjaźniłam się z dziewczynką niesłyszącą. Miałam też przyjemność brania udziału w koncercie Zaczarowanej Piosenki Anny Dymnej , gdzie występowałam w duecie z osobami niedowidzącymi i niewidomymi. Bardzo podziwiałam te dzieci i młodzież za odwagę i walkę ze swoją niepełnosprawnością.

– Muszę Panią uprzedzić, że niewidomi to wymagająca publiczność (śmiech). Wśród osób niepełnosprawnych wzrokowo talent muzyczny jest bardzo powszechny. A Pani – kiedy poczuła, że właśnie z muzyką chce związać swoją przyszłość?

– Śpiewałam od dziecka, dlatego rodzice zapisali mnie do szkoły muzycznej. Przez wiele lat flet był moim wymarzonym instrumentem. Po ukończeniu podstawowej szkoły muzycznej, kiedy zaczęło brakować mi gry na instrumencie, zaczęłam śpiewać i brać udział w konkursach. Od tamtej pory muzyka wypełnia całe moje życie.

– Podczas Gali odbędzie się także finał konkursu, jaki organizujemy dla utalentowanych dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością narządu wzroku. Co powiedziałaby Pani młodzieży, która jeszcze waha się czy spróbować swoich szans?

– Aby próbowali, nie wolno się poddawać. Poprzez muzykę wyrażamy różnego rodzaju emocje – od radości po smutek. Jeśli publiczność poczuje choć przez moment to, co chcemy przekazać, to jest to jeden z najpiękniejszych momentów w życiu. Nieważna jest opinia jury i perfekcjonizm na scenie, najważniejsza jest prawda. Jeśli ktoś naprawdę kocha to, co robi, publiczność z pewnością to dostrzeże, bo publiczności oszukać się nie da.

– Wszyscy mają w pamięci niewidomych muzyków takich jak: Stevie Wonder, Ray Charles, Andrea Bocelli, Jose Feliciano. Którego artysty twórczość jest Pani najbliższa?

– Szanuję wszystkich wyżej wymienionych artystów, jednak to Stevie Wonder jest najbliższy memu sercu. Do tej pory jest uznawany na świecie za jednego z najlepszych wokalistów oraz kompozytorów muzyki rozrywkowej. Dla nas, wokalistów, jest ikoną, kimś niedoścignionym, chociażby w ozdobnikach i melizmatach. Zawsze uśmiechnięty, przesiąknięty muzyką do szpiku kości, geniusz. Jedną z jego kompozycji „Overjoyed” wykonywałam na egzaminie wstępnym do Akademii Muzycznej w Katowicach – przepiękny utwór.

– Popularność, jaką daje twórczość muzyczna, umożliwia zaangażowanie w działalność dobroczynną. Dużo pisało się o Pani geście, jakim było przekazanie wygranej w programie „Twoja twarz brzmi znajomo” na cel charytatywny. Czy czerpie Pani pozytywną energię z pomocy innym?

– To była moja niespodzianka dla przyjaciela, który po wypadku doznał urazu kręgosłupa i został sparaliżowany. O tym, że nagroda przypada właśnie jemu, dowiedział się kibicując mi co odcinek.

Bardzo chciałam mu pomóc, chciałam żeby wiedział, że ktoś o nim myśli. Nie ukrywam, że dla mnie wygrana tego odcinka była jednym z piękniejszych momentów w życiu. Właśnie dlatego, że dzięki mojej pracy mogłam choć przez moment uczynić czyjeś życie łatwiejszym.

– Wie już Pani, jaki repertuar zaprezentuje podczas Gali w Warszawie? Pojawią się utwory promujące najnowszy album?

– Będzie to przekrój mojej dotychczasowej twórczości, znane przeboje przeplecione kilkoma coverami moich ulubionych artystów. Na repertuar z najnowszej oczekiwanej płyty musimy jeszcze poczekać.

– Na zakończenie chciałabym poprosić o kilka słów do naszych Czytelników. Zaproszenie od artystki, która wystąpi podczas wydarzenia, miałoby dla nich na pewno szczególny wymiar.

– Serdecznie zapraszam na spotkanie ze mną i moimi wspaniałymi muzykami. Liczę na to, że dacie się Państwo rzucić na kolana i porwać wspanialej muzyce. My już wręcz nie możemy się doczekać, aby Państwa poznać! Przyjdźcie i poczujcie emocje, które w nas drzemią!

Sukces Fundacji na arenie międzynarodowej – International Mobility Conference

Rok 2017 jest dla Fundacji Szansa dla Niewidomych pasmem sukcesów. Czy to dzięki obchodzonej przez nas 25. rocznicy działalności? Może to ten jubileusz zachęca nas (współpracowników) do podwojenia wysiłków? A może to po prostu efekt 25 lat starań daje o sobie znać coraz bardziej?

Prawdopodobnie obie hipotezy są prawdziwe. Jedno jest pewne. Jesteśmy coraz poważniejsi i coraz śmielsi w działaniu.

W tym roku zorganizujemy Konferencję REHA w zupełnie nowej odsłonie. Do znanej wszystkim konwencji wielkiego spotkania takiego, jak od kilku lat spotkania w Pałacu Kultury i Nauki, dołożymy uroczystą, integracyjną Galę „Jesteśmy razem”. Ten pomysł docenił Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, a także Para Prezydencka – zarówno Pan Prezydent Andrzej Duda, jak i Jego Małżonka Agata Kornhauser-Duda, którzy objęli REHĘ honorowym patronatem.

Fundacja ma w tym roku kilka kolejnych sukcesów, a chociażby zorganizowanie salonu prezentacyjno-szkoleniowego w Warszawie na ulicy Gałczyńskiego 7. Jednak artykuł ten pragnę poświęcić innemu sukcesowi, którego miałam zaszczyt być współautorem.

Delegacja Fundacji Szansa dla Niewidomych udała się w czerwcu 2017 r. do Dublina z nie lada misją. Naszym celem było przedstawienie Komitetowi IMC – INTERNATIONAL MIBILITY CONFERENCE wizji i planu organizacji XVIII edycji Konferencji w Polsce.

Od początku jednak. Czym jest IMC? Jest to organizowana co ok. 2 lata Międzynarodowa Konferencja dotycząca mobilności i orientacji przestrzennej ludzi z niepełnosprawnością wzroku. Każda edycja przyciąga specjalistów i praktyków, szkolących i prowadzących badania z zakresu mobilności osób niewidomych i słabowidzących. Jak możemy znaleźć na stronie internetowej, jest to jedyna w swoim rodzaju konferencja, gdzie czołowi specjaliści z obszaru O&M (orientacji i mobilności) osób niepełnosprawnych wzrokowo spotykają się, by dzielić się wiedzą i wyznaczać nowe ścieżki, będące wzorem do działań na całym świecie.

Kiedy otrzymaliśmy telefon z propozycją, by przedstawić naszą kandydaturę do organizacji Konferencji w 2022 r., pierwszą reakcją było zaskoczenie i niedowierzanie. Oto właśnie okazało się, że tak zacni eksperci, działający głównie na zachodzie, wiedzą o naszej działalności! Wiedzą i jak widać myślą o niej bardzo pozytywnie. W drugiej kolejności pojawiły się wątpliwości, czy zdążymy z przygotowaniem profesjonalnej aplikacji? Czasu nie było dużo, a oczekiwania wysokie.

Po krótkim namyśle pojawiła się odważna myśl. Nasza Fundacja ma przecież doświadczenie, a nasi pracownicy od lat dokładają starań przy organizacji Konferencji REHA FOR THE BLIND® IN POLAND. Nikt inny nie ma takiego doświadczenia we wprawianiu w ruch wielkiej konferencyjnej maszyny. Co roku w Pałacu Kultury organizujemy zgromadzenie kilku tysięcy osób. Prawdopodobnie jesteśmy w tym całkiem nieźli, skoro usłyszeli o nas na całym świecie.

W związku z tym decyzja mogła być tylko jedna: podjęliśmy wyzwanie! Bazując na naszej wiedzy i doświadczeniu stworzyliśmy program Konferencji o proponowanym tytule: „Information resulting in mobility and ability”, który można tłumaczyć jako: „Dostęp do informacji kluczem do mobilności i samodzielności niewidomych”. Dzięki zaufaniu okazywanego nam przez autorytety w Polsce, mogliśmy pochwalić się listami poparcia, które przedstawiliśmy Komisji jako dowód na powagę naszej kandydatury. Naszą aplikację wsparli między innymi: Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych – Krzysztof Michałkiewicz, Prorektor ds. kształcenia Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej – Barbara Marcinkowska, członkowie Zespołu Pedagogiki Specjalnej funkcjonującego przy Komitecie Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk, władze Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach oraz Polskiego Związku Niewidomych.

W dniach 26.06.2017 – 30.06.2017 r., w Dublinie odbyła się XVI edycja Konferencji IMC. Jej gospodarzem była placówka edukacyjna o nazwie ChildVision. Jak sami piszą o sobie na stronie internetowej, ChildVision jest jedyną instytucją w Irlandii dedykowaną edukacji i terapii osób niewidomych oraz dotkniętych wieloma niepełnosprawnościami od wczesnego dzieciństwa do 23 roku życia. Jest to duża placówka o szeroko zakrojonej działalności. Istnieje od 1950 r., oferując podopiecznym zajęcia z terapeutami, nauczycielami z różnych dziedzin, opiekę pielęgniarek i pracowników opieki społecznej.

Tytuł Konferencji w Dublinie „Transitions; Moving on, Moving out”, odwołuje się do tematyki ruchu i mobilności, ale przede wszystkim do przemian i rozwoju, jaki chce gwarantować niewidomym.

W moim odczuciu ta nazwa również dla Naszej Fundacji ma wymiar symboliczny. Wspomniany rozwój – wyjście na zewnątrz, to dla nas pierwszy krok na prawdziwej arenie międzynarodowej. Tak naprawdę czekaliśmy na ten krok od dawna, a teraz – przy okazji 25 urodzin, mogliśmy go wykonać. Jako, że był dla nas tak ważny, chcieliśmy postawić go pewnie.

I tak, po wyczerpującym wystąpieniu opatrzonym wieloma szczegółowymi pytaniami, a następnie długiej naradzie, otrzymaliśmy informację, że Komitet Wykonawczy przyznał Fundacji organizację IMC18. Nasza radość była i nadal jest ogromna!

Co dokładnie oznacza to dla Fundacji? Przez kilka dni będziemy mogli gościć najważniejsze osobistości, ekspertów, zespoły badawcze i produkcyjne, naukowców i praktyków, poświęcających się pracy na rzecz niewidomych i słabowidzących na całym świecie. Wspólnie z nimi będziemy dzielić się pomysłami, patentami i codziennymi spostrzeżeniami na temat orientacji przestrzennej. Chętnie pokażemy jak nasz kraj jest zaawansowany w tej dziedzinie.

Nasza Stolica będzie mogła się pokazać z jak najlepszej strony. Może się przecież pochwalić dworcami, lotniskiem Chopina, stacjami metra itd. – wszystko w pewnym stopniu dostosowane do potrzeb inwalidów wzroku. Mamy nadzieję, że w 2022 r. będzie tego dużo, dużo więcej i lepiej!

Będzie to wspaniała okazja nie tylko do promocji Fundacji, ale też Warszawy i całej Polski. Poza sesjami merytorycznymi – warsztatami i wykładami, będą zorganizowane wycieczki po najciekawszych turystycznie miejscach. Kiedy myślę o naszym wystąpieniu przed Komitetem IMC, nasuwa mi się spostrzeżenie o reakcji jego członków na zaprezentowany przez nas film promujący Warszawę. Brawom nie było końca! To niezwykle miłe uczucie dla człowieka – patrioty, kiedy w swojej codziennej pracy może przysłużyć się promocji swojego kraju. Warszawa to naprawdę kopalnia skarbów dla zagranicznych turystów – Muzeum Powstania Warszawskiego, Starówka, Łazienki Królewskie – to namacalne streszczenie polskiej historii, a przy tym oprawione w przepiękne okładki nowoczesności – atrakcyjne dla współczesnego społeczeństwa.

Na Konferencji w Dublinie zgromadzonych było kilkaset osób. Od rana do wczesnego popołudnia toczyły się wykłady i dyskusje, a po południu warsztaty. Wieczorem można było wziąć udział w zorganizowanych wycieczkach lub oglądać miasto we własnym zakresie. Przy tej okazji zwiedziliśmy Pocztę Główną w Dublinie, nazywaną świadkiem historii. Placówka Poczty była miejscem dowództwa podczas Powstania Wielkanocnego – antybrytyjskiego wystąpienia zbrojnego, które zaczęło się w Poniedziałek Wielkanocny – 24.04.1916 r. Była to moja pierwsza wizyta w Irlandii, dlatego cieszę się, że organizatorzy zapewnili tego typu atrakcje. To niezwykle ważne, by każdy wyjazd, każda wycieczka jaką odbywamy, zostawiała nam w pamięci coś charakterystycznego, czegoś nas uczyła. Irlandia zostanie w mojej pamięci jako miejsce niezwykle przyjazne, w ciągu dnia spokojne, a wieczorami tętniące życiem. Wiem także, że podobne odczucia będą mieli gości Konferencji w Warszawie!

Następnym krokiem do realizacji Konferencji w 2022 r. będzie przedstawienie sprawozdania z poczynionych przygotowań podczas IMC17, które odbędzie się w 2020 r. w Szwecji. Wydaje się to termin odległy, jednak profesjonalne przygotowania potrzebują czasu. Tak jak czas między konferencjami REHA, minie w Fundacji w zaskakującym tempie.