Niewidomy za kierownicą? To możliwe! Niezwykła akcja w Ułęży

Pędzili nawet 180 km/h i się nie zderzyli. Ponad dwadzieścioro niewidomych i słabowidzących spotkało się na lotnisku pod Dęblinem, by poczuć, jak to jest zasiąść za kierownicą samochodu.

– To tak, jakby się wróciło do tych lepszych czasów, kiedy się widziało – opisuje Andrzej Szpuda.

Na ten niecodzienny pomysł wpadli członkowie Stowarzyszenia S1, którzy zebrali grupę entuzjastów, chcących pokazać osobom z uszkodzeniami wzroku, jak to jest prowadzić samochód. Dla większości uczestników przygoda na asfaltowej trasie Motoparku Ułęż była pierwszym kontaktem z samochodem. – Fenomen! Generalnie lubię podejmować różne wyzwania, ale nigdy nie miałem okazji szaleć samochodem i uważam, że jest to świetny pomysł – emocjonuje się Łukasz Skąpski.

I ruszyli…

Maszyny stały w równym rzędzie, by w bezpiecznej odległości jechać jedna za drugą. Za kółkiem niewidomi, na fotelu obok doświadczeni kierowcy. Auta wchodziły w zakręty z prędkością 40 km/h. Na dwukilometrowej prostej osiągały od 100 do nawet 180 km/h. Przez kilka godzin rozsianych po torze było blisko dziesięciu niewidomych i słabowidzących kierowców, którzy mijali się bez żadnych kolizji. Po kilkuminutowej rundce każdy z nich parkował swoje auto z powrotem na linię startu i czekał na następny wolny samochód.

Sam fakt prowadzenia samochodu był dla kierowców z dysfunkcją wzroku czymś niezwykłym, ale unikatowe samochody zapewniały jeszcze większe przeżycia.

– Gdy prowadziłam dziewięciometrową limuzynę poczułam, że jestem na właściwym miejscu. Nie chodzi tylko o samochód, ale ważniejsze jest to poczucie niezależności. Właśnie tego ludziom ze słabym wzrokiem brakuje. Świadomość, że nad czymś panują, czymś kierują, biorą na siebie dużą odpowiedzialność za towarzystwo, które wiozą w części pasażerskiej – mówi Beata Wiśniewska, która nie widzi od urodzenia.

– Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam. Jest we mnie tyle emocji i wrażeń, że trudno to wszystko uporządkować, ponazywać, a co dopiero poskromić – opisuje.

Kierowcy wolontariusze

Osoby z dysfunkcją wzroku miały do dyspozycji bardzo różnorodne auta. Od miejskiego Chevroleta Aveo, przez terenowe Subaru Forester, po prawdziwe perły motoryzacji, takie jak Ford Mustang z 1966, czy występujący w rajdowych mistrzostwach Polski Opel Calibra. Osoby niedowidzące miały do dyspozycji dziewięć samochodów i ich właścicieli, którzy tego dnia wcielili się w rolę pilotów, zdecydowanych na to, by udostępnić swoje auta osobom z niepełnosprawnością wzroku.

– Na początku miałem pewne obawy, bo nie wiedziałem na co je stać, co mam im mówić, czy trzymać kierownicę, czy nie – przyznaje Radosław Słomski, który do Motoparku Ułęż przyjechał swoim Subaru Forester.

Większość instruktorów nie miała dotychczas styczności z osobami niewidomymi, dlatego akcja miała również służyć integracji i wzajemnemu zrozumieniu osób widzących i niewidzących.

Jeżdżą lepiej, niż widzący

Choć większość uczestników imprezy prowadziło samochód pierwszy raz w życiu, to ich opiekunowie zgodnie przyznają, że wszyscy radzili sobie nadspodziewanie dobrze.

– Najbardziej zaskoczyły dziewczyny, robiły wszystko z wyczuciem, nie miały problemów z ruszaniem i opanowywaniem auta. Przede wszystkim słuchały rad i robiły wszystko ze spokojem – komentuje Małgorzata Karpińska, która udostępniła niewidomym służbowego Chevroleta Aveo. Słowa te potwierdzają same uczestniczki.

– Za kierownicą czułam się w miarę pewnie, bo miałam dobrych pilotów. Każdy właściciel samochodu świetnie odnalazł się w swojej roli – mówi słabowidząca Magdalena Zalewska.

Zdaniem kierowców osoby z dysfunkcją wzroku w niektórych zachowaniach na drodze przewyższają doświadczonych kierowców.

– Osoby, które nie widzą lub widzą bardzo słabo, zdecydowanie lepiej „odczuwają” samochód. Zachowywali się tak, jakby tymi samochodami jeździli na co dzień, a przecież mieli dziś do dyspozycji różne auta. Co prawda ich ruchy nie były pewne, bo jechali pierwszy raz – nie wiedzieli, jak bardzo należy skręcić kierownicę, by ich auto poruszało się płynnie, ale wystarczył krótki instruktaż i ci ludzie zaczęli jeździć rewelacyjnie – wyjaśnia Arkadiusz Nowikow, prezes Stowarzyszenia S1, który na imprezę przygotował rajdowego Opla Calibrę.

– Nie próbowali kombinować, robili tak, jak im się tłumaczyło. Prowadzę treningi z wyczynowych technik jazdy samochodem dla kierowców, chcących nauczyć się jeździć z większą precyzją i oni potrzebują od 4 do 6 godzin, żeby jeździć tak, jak niewidomi po dwóch krótkich komentarzach – zapewnia.

Nie tylko auta

Uczestnicy imprezy mogli również skorzystać z symulatora zderzeń, dostarczonego przez Mazowiecki Oddział Żandarmerii Wojskowej oraz symulatora dachowania Instytutu Transportu Samochodowego.

– Absolutnie każda osoba, która chce wsiąść do samochodu, powinna przejść próbę na tych symulatorach. To naprawdę daje duże wyobrażenie tego, co maszyna może zrobić z człowiekiem i jak bardzo jest on bezradny w środku – mówi Robert Zarzecki, współorganizator akcji, sam słabowidzący. – To pierwsza w Polsce próba równoczesnej jazdy tak wielu kierowców z dysfunkcją wzroku. Podobna odbyła się dwa lata wcześniej w Niemczech. Stowarzyszenie S1 zapowiada kolejne edycje imprezy.