Nie widzę przeszkód, by pracować. Rozmowa z Panią Patrycją Klaklą

Katarzyna Kozak: Pani Patrycjo, od 16 lat pracuje Pani jako dyplomowany technik masażysta. Proszę powiedzieć, skąd pomysł na takie zajęcie?

Patrycja Klakla: Zanim podjęłam decyzję o byciu masażystką, byłam agentem ubezpieczeniowym, pracowałam także w radiu. Wiele moich koleżanek było masażystkami, więc zawód ten był zawsze gdzieś blisko mnie. Jestem otwartą osobą, lubię kontakt z ludźmi, a są to cechy raczej wymagane przy wykonywaniu tej pracy. Z czasem tak się jakoś złożyło, że i ja zostałam masażystką.

K.K.: Jakie musiała Pani nabyć uprawnienia, jaką ukończyć szkołę lub kurs aby móc wykonywać ten zawód?

P.K.: Skończyłam 2,5-letnie policealne studium masażu dla osób niewidomych. W ten sposób zdobyłam tytuł dyplomowanego technika masażysty i możliwość wykonywania zawodu. Szkolę się w zasadzie do tej pory. Należę do Sekcji Niewidomych Masażystów (Krajowa Sekcja Niewidomych Masażystów i Fizjoterapeutów, przyp. aut.), co kilka miesięcy spotykamy się, wymieniamy doświadczeniami, bierzemy udział w szkoleniach. Szkolenia pozwalają uczyć się nowych terapii związanych z naszym zawodem, nabywać nowych umiejętności. Od blisko 10 lat, czyli odkąd moje dzieci nieco podrosły, jeżdżę na szkolenia dość intensywnie. Chcę się rozwijać i być na bieżąco w branży, ponieważ rynek jest dość przeładowany i po prostu trzeba się szkolić i rozwijać. Żeby się przebić na rynku, trzeba pokazać, że jest się dobrym w tym zawodzie.

K.K.: Czy trudno było znaleźć pracę?

P.K.: Po ukończonej szkole miałam 2-miesięczne praktyki w jednym ośrodku. Potem zaszłam w ciążę i po roku mój mąż, również masażysta (pracujący na kontrakcie) potrzebował pomocy do pracy. Zaproponował swojej szefowej mnie. I tak się zaczęło. Najpierw przychodziłam tylko na kilka godzin, ale z czasem pacjentów było coraz więcej i 3 godziny dziennie okazało się zbyt mało. Obecnie pracuję dwa razy tyle. Od 14 lat w Ośrodku Leczniczo-Wypoczynkowym Kormoran w Kołobrzegu.

K.K.: Zatem Pani mąż również pracuje jako masażysta?

P.K.: Pracował. Od 6 lat jestem wdową. Razem z mężem ukończyliśmy szkołę. Ja nie pracuję na kontrakcie, bo przy dwójce dzieci nie miałabym tyle czasu. Mam skrócony czas pracy (6 godzin dla niewidomego masażysty), jednak praca ta bywa męcząca fizycznie. Dziennie zdarza mi się przyjąć po kilkunastu pacjentów. Wykonywanie zabiegów wymaga używania siły fizycznej, więc też bycia w dobrej kondycji. Często pracuję z osobami starszymi, rozmawiamy o różnych sprawach i różnych problemach, swoich i cudzych. Zdarza się, że problemy innych przynosi się do domu.

K.K.: Co Pani najbardziej lubi w swojej pracy, co daje satysfakcję?

P.K.: To, że sporo pacjentów wraca, są zadowoleni i chcą brać kolejne zabiegi. Bardzo miłe są również sytuacje, gdy mój pacjent, będący akurat w naszym ośrodku (nie umówiony ze mną tego dnia na wizytę), zaczepia, wita się, poznaje mnie i zagaduje, tak po prostu, z czystej sympatii. Odnajduję się w tej pracy i naprawdę ją lubię. Teraz akurat mam urlop i bardzo już mi się chce z niego wrócić. Czekam na powrót do pracy. Okres zimowy nie nastraja mnie urlopowo. Praca nadaje rytm dnia, jego schemat i dzięki temu dzień inaczej upływa. W czasie wolnym muszę gospodarować sobie czas inaczej. Dzieci są na tyle duże, że nie wymagają już ciągłej opieki, mam więcej czasu dla siebie. Zwykle czytam książki.

K.K.: Jakie możliwości rozwoju daje Pani ta praca?

P.K.: Rozwija, to na pewno. Otwiera na inne osoby i na świat. Spotykam się z bardzo różnymi ludźmi, z różnym poziomem wykształcenia i na różnym poziomie intelektualnym. Mój mąż był osobą zamkniętą, a ta praca go otworzyła. Już sam etap przeprowadzania wywiadu z pacjentem wymaga otwarcia, empatii. Trzeba zadawać pytania, poznajemy w ten sposób innego człowieka. Poza tym wizyty są regularne, spotykamy się systematycznie z daną osobą. Praca pomogła mi po śmierci męża. Dała mi też możliwość czerpania z doświadczenia starszych osób. To mi pokazało, że nie jestem sama z problemami.

K.K.: Jakie bariery i trudności napotykała Pani na etapie poszukiwania zajęcia lub napotyka teraz, podczas pracy?

P.K.: W samej pracy nie napotykam na bariery, bo współpracowników mam w pełni sprawnych. Koleżanki z pracy dużo mi pomagają. Po ośrodku potrafię poruszać się z laską, a w razie potrzeby zawsze ktoś chętnie mi pomoże i podprowadzi. Wiadomo, że są osoby bardziej przyjazne i otwarte oraz te mniej, ale to nie wynika z niepełnosprawności, tylko z charakteru. Wśród w pełni sprawnych osób też tak jest. Kogoś lubimy bardziej, a kogoś mniej.

Po śmierci męża wyrobiłam sobie pieczątkę, żeby być bardziej samodzielną. Po zabiegu muszę zawsze zostawić podpis w karcie pacjenta, więc posiadanie pieczątki umożliwia mi wykonanie tego bez pomocy osoby trzeciej (nie podpiszę się, ale pacjent może postawić pieczątkę). Wykonuję swoją pracę w pełni, tak jak pozostali pracownicy. Jedynie grafiki masaży układają mi koleżanki, bo nie jestem w stanie tego zrobić sama. Staram się dużo rzeczy robić samodzielnie, żeby nie obciążać koleżanek. Poza tym lubię czuć, że jestem samodzielna, że mogę zrobić coś sama.

K.K.: Czy jakieś instytucje lub osoby prywatne pomogły Pani znacząco w znalezieniu zatrudnienia?

P.K.: Głównie Sekcja Niewidomych Masażystów. Wiem też, że inni szukają pracy zazwyczaj przez znajomych. Albo ktoś zostaje wolontariuszem w danym miejscu, żeby wykazać się swoją wiedzą, a potem udaje mu się dostać zatrudnienie. Mój kolega zdobył w ten sposób pracę. Niektórzy masażyści pracują na kontrakcie, czyli mając własną działalność gospodarczą; mają płacone od masażu i wtedy robi się trochę taki wyścig szczurów, bo trzeba wyszukiwać klientów, zdobywać ich. Poza tym, różne ośrodki różnie płacą za zabiegi. Dużo zależy od wielkości miejscowości, od charakteru i rangi danego miejsca pracy. Bardzo różnie z tym jest. A jeśli ktoś szuka pracy na umowę o pracę, to bardzo dużym argumentem dla pracodawcy będzie to, że może się on ubiegać w PFRON o dofinansowanie do stanowiska pracy dla pracownika z niepełnosprawnością.

K.K.: Czy ma Pani w pamięci jakąś sytuację lub wydarzenie, które Panią pozytywnie zaskoczyło w pracy, jakieś miłe wspomnienie?

P.K.: Musiałabym się zastanowić, bo takich wydarzeń było mnóstwo. Ostatnio np., kiedy moja pacjentka, która mnie obserwowała, zaproponowała mi wywiad w ogólnopolskiej gazecie. Mówiłam tam o swoim życiu i swoich pasjach. Pani redaktor znała mnie z opisów moich pacjentów. Przyszła do mnie do gabinetu i zaproponowała przeprowadzenie wywiadu. Było to niezwykłe przeżycie, bo ja dla siebie zawsze byłam taka dość zwyczajna, a tu się okazuje, że dla kogoś jestem osobą interesującą i to na tyle, że chce o tym napisać w gazecie. Wiele koleżanek wypowiadało się na mój temat i mówiły mnóstwo dobrych rzeczy, to było dla mnie bardzo motywujące. Jak tylko gazeta się ukazała, koledzy z pracy poszli do kiosku ją kupić. To jest bardzo satysfakcjonujące, że ktoś docenia moją pracę i jeszcze chce o tym napisać. Dzięki temu dostałam jeszcze większego „kopa”.

K.K.: Co by Pani poradziła osobom słabowidzącym lub niewidomym poszukującym pracy lub zniechęconych do poszukiwań przez swoją dysfunkcję wzroku?

P.K.: Odpowiednie nastawienie. To jest podstawa. Mam pacjentów z dysfunkcją wzroku i czasami się ich wstydzę. Są osoby, które siedzą na zasiłku i to im wystarcza; zapominają, że rodzice, z którymi teraz mieszkają, kiedyś odejdą i sam ich zasiłek już nie wystarczy do przeżycia.

Poza tym, praca naprawdę rozwija człowieka. Jeśli ktoś szuka pracy, to powinien mieć pozytywne nastawienie i chęć do rozwoju. Możemy się kształcić komputerowo i w tej branży szukać pracy. Dużo jest obecnie pracy zdalnej dla informatyków. Trzeba się zastanowić, co byśmy chcieli robić i dążyć do tego. Przeanalizować, co nasza niepełnosprawność umożliwia, jaki zawód możemy wykonywać. Jeśli słabo widzimy, to możemy robić więcej niż osoba całkiem niewidoma, ale to też nie dyskryminuje niewidomych. Jest wiele opcji: jak nie masaż czy komputer, to inna praca. Można być muzykiem, pracować, np. w rejestracji w przychodni. Wszystko zależy od naszego podejścia. Nie można z góry zakładać, że „nic nie będę robił, bo jestem niepełnosprawny i macie mi płacić więcej i już”. To jest najgorsze, co można zrobić.

Kiedyś pracowałam w radiu, mówiłam swoje wiersze. Potem byłam agentem ubezpieczeniowym. W wieku 23 lat zaczęłam uczyć się masażu. Każdy w życiu musi znaleźć swoją drogę. To nie jest tak, że niepełnosprawność nas ogranicza. Ogranicza nas szukanie dziury w całym. Można szukać zatrudnienia nawet na otwartym rynku pracy. Najważniejsza jest chęć do pracy, a niestety sporo jest ludzi, którzy po prostu nie chcą pracować.

To jest kwestia tego jak my, niepełnosprawni, chcemy być postrzegani przez środowisko. Czy chcemy być nieporadni i żeby inni myśleli, że nic nie potrafimy robić, tylko siedzieć bezproduktywnie. Mam nadzieję, że ten stereotyp się zmienia i ludzie zaczną myśleć inaczej. Ja obracam się w środowisku osób, które chcą być aktywne. Pokończyli szkoły, mają wykształcenie, założyli rodziny i realizują się zawodowo.

K.K.: Czy myślała Pani kiedyś o zmianie zajęcia?

P.K.: Gdybym widziała albo była młodsza, to pewnie byłabym dziennikarką. Zawsze lubiłam pisać wiersze, potem pracowałam w radiu. To była moja pasja. Już w szkole pisałam artykuły do gazetki szkolnej. Myślę, że w tym bym się odnalazła – dawało mi to możliwość wypowiedzenia się. Ale to już nie ten wiek i nie ten czas. Już o tym nie myślę. Jest dobrze tak, jak jest i tu, gdzie jestem.

K.K.: Serdecznie dziękuję za poświęcony czas i wyczerpujące odpowiedzi!

Dobro czynić

Organizacjami pozarządowymi w świetle polskiego prawa są przede wszystkim stowarzyszenia i fundacje. Nazywane są również potocznie „trzecim sektorem” lub zamiennie NGOs-ami, bo z angielskiego non-government organizations oznacza po prostu organizacje pozarządowe.

Trzeci sektor to organizacje posiadające status organizacji pożytku publicznego, a więc takie, które działają dla dobra lub interesu publicznego i kierują się pewnymi, ograniczającymi je regułami. Stąd też, wydaje mi się, osobom związanym z taką działalnością idea dobroczynności jest zdecydowanie bliska.

Stowarzyszenia i fundacje wspierają się w swojej działalności pracą wolontariuszy, którzy za swoje zaangażowanie i poświęcony czas nie pobierają wynagrodzenia. Nie jest to jednak zbyt popularna wśród młodego pokolenia aktywność, pokolenia, o którym często mówi się, że jest roszczeniowe i przyzwyczajone do wszechobecnego konsumpcjonizmu. Osobiście nie twierdzę, że tak właśnie jest, ponieważ znam sporo młodych osób, do których ten opis zupełnie nie pasuje. Mimo wszystko – a może raczej tym bardziej – warto docenić życzliwych nam ludzi, działających w naszym otoczeniu i wspierających bezinteresownie działania, jakich się podejmujemy, skoro w obiegowej opinii jest to zajęcie coraz mniej atrakcyjne.

W książce Mariusza Szczygła „Zróbmy sobie raj” padły słowa, które bardzo lubię – „Pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu”.

Mniej więcej połowę swojego życia spędziłam jako członkini jednej z największych organizacji harcerskich w Polsce, mianowicie w Związku Harcerstwa Polskiego, które jest stowarzyszeniem i organizacją pożytku publicznego. Przynależność do niego jest dobrowolna, a zdecydowanej większości pełnionych tam funkcji jego członkowie podejmują się właśnie jako wolontariusze. Młodym ludziom, wychowanym w duchu harcerskich ideałów, bliskie sercu jest bycie życzliwym i uczynnym wobec drugiego człowieka, często potrzebującego wsparcia i pomocy. Być może brzmi to dość trywialnie, jednak uważam, że ma realne przełożenie na nasze życie i kształtowanie swojego najbliższego otoczenia.

W książce Mariusza Szczygła „Zróbmy sobie raj” padły słowa, które bardzo lubię – „Pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu”. Myślę, że nam, Polakom, bardzo by się to przydało, ponieważ jesteśmy postrzegani jako naród często narzekający i zwyczajnie smutny. Świat byłby dużo przyjaźniejszym miejscem, gdyby ludzie potrafili być wobec siebie nieco bardziej życzliwi; czasami drobny gest, mała pomoc wykonana przez nas nawet odruchowo, może wywołać na czyjejś twarzy uśmiech lub po prostu poprawić komuś humor. Taką drobną życzliwością z całą pewnością będzie nawet wzięcie głębokiego oddechu w nerwowej sytuacji i zachowanie milczenia zamiast rzucenie w czyimś kierunku wiązanki nieprzyjemnych słów.

Na koniec chciałabym zacytować jeszcze słowa Roberta Baden-Powella, założyciela światowego skautingu (z którego ukształtowało się polskie harcerstwo), czyli jednej z najważniejszych postaci dla wszystkich skautów i harcerzy – „Starajcie się zostawić świat choć trochę lepszym, niż go zastaliście”. Może warto mieć te słowa w głowie, zwłaszcza podczas układania swoich postanowień na ten nowy, 2019 rok.

Dom pachnący Świętami

Dla chrześcijan Adwent jest radosnym okresem oczekiwania na narodziny Chrystusa. Składa się z czterech pełnych tygodni poprzedzających 24 dzień grudnia (według kalendarza gregoriańskiego), czyli Wigilię Bożego Narodzenia. Dni te zazwyczaj wypełnione są przygotowaniami do Świąt, porządkami w domu, kupnem podarunków dla bliskich oraz gotowaniem potraw na wigilijny stół.

Wydaje mi się, że obecnie święta te stały się, niestety, dość mocno skomercjalizowane. Media dosłownie zalewają nas nachalnymi propozycjami wypełniania koszyków zakupowych produktami wszelkiej maści, zupełnie jakby góra prezentów pod choinką była jedynym gwarantem dobrze przeżytego czasu Świąt. Niemniej jednak w Polsce istnieje wciąż dość silne przywiązanie do tradycji i w wielu domach okres Bożego Narodzenia jest czasem naprawdę ciepłym i rodzinnym. Wielu ludziom ten czas kojarzy się z mnogością zapachów, jakie wypełniają nasze mieszkania. Żywa choinka, suszone pomarańcze, goździki, cynamon, no i przede wszystkim cały wachlarz zapachów, jakie nierozerwalnie niosą ze sobą tradycyjne świąteczne potrawy, od makowca i pierników, poprzez barszcz z uszkami i pierogów z kapustą i grzybami, aż do kompotu z suszonych owoców. Boże Narodzenie to niezaprzeczalnie uczta dla zmysłów, zwłaszcza zmysłu smaku i zapachu. Właśnie dlatego osoby z dysfunkcjami narządu wzroku w równym (jak sądzę) stopniu co osoby w pełni widzące, cieszą się i wyczekują na przygotowania do tego magicznego świątecznego czasu.

W tym roku pierwsza niedziela Adwentu wypadła 2 grudnia. Jeszcze przed tym dniem udało nam się przeprowadzić zajęcia z rękodzieła dla wszystkich naszych beneficjentów projektu “Nowoczesna rehabilitacja kluczem do zwiększenia samodzielności osób z dysfunkcjami narządu wzroku”. Warsztaty odbyły się, nie pierwszy raz zresztą, w szczecińskiej Rękodzielni “Dmuchawce”. Tym razem przygotowywaliśmy wieńce adwentowe, wspaniale wpisując się z czasem ich realizacji. Każdy z beneficjentów bowiem, na początek Adwentu miał już gotową dekorację świąteczną, którą mógł postawić na stole w swoim domu, co więcej, mógł tego dnia zapalić pierwszą z czterech świeczek znajdujących się na wieńcu, a symbolizujących każdą kolejną niedzielę Adwentu.

Aura za oknem w czasie naszych zajęć rękodzielniczych także dodała świątecznego klimatu. Listopadowe powietrze zrobiło się już mroźne i przyjemnie (choć pewnie nie dla wszystkich) szczypiące w policzki. Właścicielka “Dmuchawców” ugościła nas gorącą herbatą i jeszcze ciepłym ciastem drożdżowym ze śliwkami. W takiej atmosferze aż chciało się twórczo pracować!

Podstawą naszych wieńców adwentowych były obręcze ze słomy. Zaplataliśmy wokół nich gęsto i ciasno świeże gałązki jodły mandżurskiej – dowiedzieliśmy się, że akurat to drzewo odporne jest na szybkie tracenie igieł, zatem polecane jest jako drzewko ozdobne na Święta, ponieważ z całą pewnością długo przetrwa w pełnej okazałości. Przycinanie świeżych gałązek drzewa iglastego dostarczyło nam bardzo przyjemnych doznań zapachowych oraz dotykowych (drzewko nie jest mocno kłujące). W zaplecione wieńce wkomponowane zostały świeczki – do każdego po cztery, tak, aby każdej niedzieli Adwentu móc odpalić kolejną. W gałązkach jodły znalazło się również miejsce na bombki, pomalowane szyszki, dekoracje drewniane, gałązki modrzewia oraz laski cynamonu i goździki. Świątecznego, zimowego szyku dodała szczypta brokatu oraz lekki podmuch sztucznego śniegu.

Każdy z wykonanych wieńców był jedyny i niepowtarzalny, a przy tym naprawdę piękny. Proces ich tworzenia był czasem przyjemnym, wypełnionym doznaniami zapachowymi. Zobaczyliśmy również, że piękne dekoracje można w całkiem prosty sposób wykonać samodzielnie, wykorzystując do tego to, co znajdziemy podczas spaceru w lesie. Polecamy zatem wszystkim spróbowanie swoich sił w rękodzielnictwie, bo to kreatywne i przyjemne zajęcie wychodzi równie dobrze osobom starszym, jak i młodszym, bez względu na płeć!

Pomorze Zachodnie otwiera oczy

Zachodniopomorscy radni poznali zasady savoir-vivre w kontaktach z osobami z niepełnosprawnościami. Wszystko to za sprawą drugiej edycji projektu „Otwórz Oczy – Zobacz Więcej” finansowanego z budżetu Województwa Zachodniopomorskiego w ramach programu „Region wyrównanych szans”.

Podobnie jak w ubiegłym roku, w trzech miejscowościach z terenu województwa odbyły się seminaria z zakresu projektowania uniwersalnego skierowane do radnych, urzędników jednostek samorządu terytorialnego oraz powiatowych rad do spraw osób niepełnosprawnych.

Idea projektowania uniwersalnego narodziła się w Skandynawii i zakłada ona, by projektowanie nowopowstających budynków, przestrzeni oraz miejsc, przede wszystkim tych użyteczności publicznej, odbywało się w sposób uwzględniający korzystanie z nich w pełni przez możliwie jak najszersze grono odbiorców bez konieczności specjalnej adaptacji. Zatem, można ująć to w ten sposób, żeby już w fazie projektowania nowego miejsca uwzględnić potrzeby wszystkich ludzi, w tym także tych z różnymi niepełnosprawnościami. W ten sposób unika się konieczności dodatkowych, późniejszych inwestycji i zmian. Ponadto, przecież zarówno Karta Praw Osób Niepełnosprawnych, jak i Konstytucja RP mówią o wolności i równości wszystkich ludzi, w tym również o życiu w środowisku wolnym od barier, także o równości w dostępie do obiektów użyteczności publicznej czy transportu oraz braku dyskryminacji. Zatem: czy zamysł niesiony przez ideę projektowania uniwersalnego nie powinien być naturalny i oczywisty?

Projekt „Otwórz Oczy – Zobacz Więcej” ma na celu m.in. skłonienie do szerszego spojrzenia na temat dostępności otoczenia dla potrzeb wszystkich ludzi. Seminaria skierowane są przede wszystkim do radnych i urzędników jednostek samorządowych jako do osób, które, zdaje się, mają największy i realny wpływ na kształtowanie tego otoczenia. Mało tego, nierzadko to spotkanie stawało się okazją do zwrócenia uwagi, że miejsca, w których uczestnicy seminariów na co dzień pracują, a zatem urzędy, placówki i instytucje publiczne, jeszcze nie do końca są dostępne dla osób z pewnymi rodzajami niepełnosprawności. Szkolenia odbywające się w ramach projektu mają osobom w pełni sprawnym otworzyć oczy i skłonić do refleksji w tym zakresie oraz – co niewątpliwie najważniejsze – poczynienia zmian w kierunku zwiększenia dostępności otoczenia.

Uczestnictwo w seminarium pozwoliło nabyć praktyczne umiejętności z zakresu kontaktu i obsługi osób z różnymi dysfunkcjami, uwzględniając ich indywidualne potrzeby. Takie umiejętności ułatwiają komunikację, a także zwiększają kompetencje przeszkolonych osób, co ma realne przełożenie na ich codzienną pracę. Jednocześnie spotkanie to było możliwością poznania zdobyczy nowoczesnej technologii mającej na celu ułatwianie codziennego funkcjonowania osobom z niepełnosprawnościami.

Mamy nadzieję, że projekt przyczyni się do podniesienia jakości życia osób z dysfunkcjami, a także zwiększenia kompetencji oraz uwrażliwienia radnych i urzędników z terenu naszego województwa.

W związku z tegorocznymi wyborami samorządowymi, niosącymi – prawdopodobnie – zmiany wśród rządzących, już dziś szykujemy się na przyszłoroczną edycję projektu, aby szkolić nowo wybranych radnych!

Niewidomi na boisku

Piłka nożna jest jednym z najchętniej oglądanych sportów zespołowych przez Polaków. Osobiście trochę tego nie rozumiem, ponieważ już chociażby siatkówka dostarcza mi dużo więcej emocji, jednak nie mnie to oceniać. Upodobaliśmy sobie tę piłkę nożną i basta. Osoby z dysfunkcjami wzroku śledzą zmagania piłkarzy na boisku równie chętnie co osoby w pełni widzące. Niemożliwe? Gdyby tak było, stacje radiowe najpewniej nie nadawałyby relacji ze spotkań sportowych. Nie każdy jednak wie, że niewidomi i słabowidzący także mogą stanąć na boisku. Chodzi oczywiście o Blind Football, choć to nie jedyna dyscyplina sportowa, którą mogą uprawiać osoby z dysfunkcjami wzroku.

Blind Football, czyli, mówiąc potocznie, piłka nożna z zamkniętymi oczami, to dyscyplina dostosowana do – można powiedzieć – obsługi bezwzrokowej. Zawodnikami mogą być zarówno osoby niewidome, jak i słabowidzące. Aby wyrównać szanse, na czas rozgrywek zakładają specjalne opaski na oczy. Podczas meczu korzysta się z udźwiękowionej piłki, co pozwala zawodnikom zlokalizować ją na boisku. Ważną rolę podczas meczu pełnią także nawigatorzy, czyli osoby obserwujące sytuację na boisku i mogące udzielać wskazówek graczom.

Blind Football jest świetnym przykładem na to, że dysfunkcje wzroku nie uniemożliwiają aktywności fizycznej. Chcąc zaszczepić tę wiedzę w mieszkańcach Szczecina i nie tylko, podjęliśmy się realizacji projektu o nazwie „Zobacz, jak to jest być niewidomym”. Projekt ten jest zadaniem publicznym współfinansowanym ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych przekazanych za pośrednictwem Województwa Zachodniopomorskiego.

W ramach projektu, w pierwszy piątek września, podczas pikniku na Jasnych Błoniach, przy okazji regionalnej konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND organizowanej przez naszą Fundację, odbył się otwarty, pokazowy trening Blind Footballu, przeprowadzony przez członków Stowarzyszenia „Dalekowzroczni”. Była to doskonała okazja do poznania tej dyscypliny sportowej, a nawet do spróbowania w niej swoich sił. Co ważne, wydarzenie było otwarte dla wszystkich zainteresowanych, nie tylko osób specjalnie przybyłych na Jasne Błonia z zamiarem udziału w naszym spotkaniu. W ten sposób chcieliśmy podnieść świadomość społeczeństwa w temacie sportu wśród osób niewidomych. Poszliśmy o krok dalej i umożliwiliśmy osobom w pełni widzącym poczuć się przez chwilę jak niewidomy. W specjalnie przygotowanym na tę okazję „Gabinecie dotyku i dźwięku” każdy mógł, z zamkniętymi oczami, spróbować rozpoznać zapachy i smaki, które dla większości z nas są powszechnie znane, a także przetestować się w rozpoznawaniu przedmiotów codziennego użytku wyłącznie przy wykorzystaniu zmysłu dotyku.

Poza spotkaniem na Jasnych Błoniach, zaprosiliśmy także do udziału w naszym projekcie dwie szczecińskie szkoły – Szkołę Podstawową nr 41 z Oddziałami Integracyjnymi oraz Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Integracyjnymi. Placówki chętnie przystały na propozycję współpracy i udało nam się – podczas lekcji wychowania fizycznego – przeprowadzić warsztaty sportowe. W obydwu szkołach uczą się uczniowie z dysfunkcjami wzroku, zatem taka lekcja dla nich była okazją do poznania oferty aktywności sportowej z kolei dla ich w pełni widzących kolegów i koleżanek, wczucia się przez chwilę w niewidomy świat kolegów ze szkoły.

Działania, których podjęliśmy się w ramach realizowania projektu, zwłaszcza warsztaty w szkołach, cieszyły się sporym zainteresowaniem, zarówno wśród najmłodszych uczestników, jak i młodzieży licealnej. Liczymy, że udało nam się zaszczepić w uczniach chęć aktywnego spędzania czasu i przekonania ich do prozdrowotnych oraz wychowawczych wartości, jakie niewątpliwie niesie ze sobą sport.

Dzień Nauczyciela w Laskach

Przy okazji Dnia Edukacji Narodowej, nadal potocznie zwanego Dniem Nauczyciela – dla przypomnienia wspomnę, że wypadającego 14 października – zazwyczaj w szkołach są organizowane uroczyste apele, podczas których uczniowie wykonują program artystyczny, a nauczycielom wręczane są kwiaty i szczere podziękowania za trud ich pracy, zaangażowanie i cierpliwość, mocno pożądaną w tym zawodzie. Zaprzyjaźnionym z naszą fundacją nauczycielom z Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Integracyjnymi w Szczecinie udało się w tym roku swoje święto obchodzić dużo oryginalniej. Ten dzień spędziliśmy wspólnie na zwiedzaniu Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego prowadzonego przez Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Wizyta w Laskach była jednym z głównych punktów w programie tegorocznej, XVI już edycji Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. To „Wielkie spotkanie niewidomych, słabowidzących i ich bliskich” wypadło w tym roku dokładnie w połowie października, obejmując tym samym 15 dzień tego miesiąca, czyli Światowy Dzień Białej Laski – święto wszystkich niewidomych (biała laska jest przecież ich atrybutem).

Podczas uroczystego otwarcia Konferencji zostały ogłoszone wyniki ogólnopolskiego etapu konkursu Idol 2018. Można powiedzieć, że dla reprezentacji szczecińskiego liceum, którzy razem z nami przyjechali na to wydarzenie do Warszawy, świętowanie Dnia Nauczyciela zaczęło się właśnie wtedy. Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Integracyjnymi w Szczecinie zostało odznaczone pierwszym miejscem w kategorii Placówka Oświatowa, Natomiast pani Monika Jurczyk, tyflopedagog, nauczyciel z tej właśnie szkoły, została wyróżniona w kategorii Idol Środowiska. Artykuł autorstwa pani Moniki o szkole, w której na co dzień pracuje, w tym także o młodzieży, która – nie po raz pierwszy – była uczestnikiem Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND, można przeczytać w ostatnim, wrześniowym numerze Helpa.

Dzień Nauczyciela, czyli święto przede wszystkim wyżej wspomnianej pani Moniki oraz pani Agnieszki Pieńkowskiej, również nauczyciela z tego liceum, będącej z nami na Konferencji, spędziliśmy wspólnie na zwiedzaniu oraz korzystaniu ze wszystkich atrakcji, jakie dla nas przewidziano w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Laskach. Przewodnikiem naszej grupy po terenie Ośrodka była również nauczycielka, pani Beata Sawicka.

Zwiedzenie tamtejszych szkół, zobaczenie ich bardzo dobrego wyposażenia oraz możliwość porozmawiania z kadrą pedagogiczną, a także uczniami, było doświadczeniem na pewno bezcennym zarówno dla nauczycieli, którzy byli w naszej grupie, a którzy w swojej pracy zawodowej także działają z młodzieżą z dysfunkcjami narządu wzroku, jak i dla pozostałych jej członków. Słoneczna, jesienna aura dodała przyjemnego klimatu spacerom po rozległym terenie Ośrodka w celu przemieszczania się po kolejnych miejscach wartych zobaczenia.

Jedną z atrakcji, które cieszyły się większym powodzeniem były pokazy strażackie Ochotniczej Straży Pożarnej w Laskach. Poza zaprezentowaniem imponującego sprzętu ratowniczego, kilku śmiałkom udało się nawet przejechać quadem – oczywiście w roli pasażera oraz (również w asyście strażaka) unieść wysoko nad ziemią na podnośniku pożarniczym. Wrażenia były z całą pewnością niezapomniane!

Nie da się ukryć, że Laski bardzo wysoko podniosły poprzeczkę, jeśli chodzi o obchody Dnia Nauczyciela. Na przyszłoroczne święto trzeba się będzie mocno nagimnastykować, aby wymyślić coś równie atrakcyjnego.