Wiedzieć i widzieć więcej

Do historii przeszła szesnasta edycja regionalnej konferencji REHA zorganizowanej 22 czerwca w stolicy Wielkopolski. Tytuł spotkania brzmiał: „Poznań – miasto przyjazne dla niewidomych w ramach REHA FOR THE BLIND IN POLAND”.

Podczas konferencji nagrodzono zwycięzców fundacyjnego konkursu IDOL, czyli ludzi, którzy zasłużyli się w społecznej i zawodowej rehabilitacji osób z dysfunkcjami wzroku.

O zasłużonych niewidomych z województwa wielkopolskiego napiszę w artykule „Niewidomi inspirują”. W tym konkursie, w kategorii IDOL ŚRODOWISKA, uhonorowano bowiem niewidomych i słabowidzących, którzy swoją pracowitością, zaangażowaniem w życie społeczne oraz niespożytą energią, mobilizują do aktywności. Ich działalność odgrywa tak istotną rolę, że nie sposób fragmentarycznie opisać jej w tym artykule. W najwyższym stopniu zasługuje na uznanie, tak jak na uznanie zasługują jej realizatorzy, którzy dzień po dniu czynią starania, aby niewidzący mogli wiedzieć więcej o otaczającym świecie, nowoczesnych technologiach, możliwościach rehabilitacji, edukacji i pracy, a pełnosprawni widzieć więcej, to znaczy dostrzegać trudności osób z dysfunkcjami wzroku w codziennym życiu i dążyć do niwelowania przeszkód.

Po raz kolejny miałam okazję spotkać zainteresowanych tym tematem przedstawicieli organizacji pozarządowych, instytucji kulturalnych i placówek edukacyjnych, a także samych niewidomych i słabowidzących, którzy przecież najlepiej orientują się, co jest potrzebne. Że likwidacja barier nie powinna sprowadzać się wyłącznie do usuwania progów czy schodów. Że środowisko osób z dysfunkcjami wzroku nie jest zjednoczone i nie mówi wspólnym głosem. Wreszcie – że w wielu sprawach zwyczajnie brakuje wyobraźni, co staje się przyczyną nieporozumień.

Zatem, czy Poznań jest miastem przyjaznym osobom z dysfunkcjami wzroku? Wiele zostało już wykonane (udźwiękowienie większości pojazdów komunikacji miejskiej i przejść dla pieszych (np. przy ul. Żeromskiego), wypukłe kontrastowe oznaczenia przy niektórych przystankach autobusowych i tramwajowych oraz na przejściach, wdrożenie makiet dla niewidomych (Starego Rynku, Ostrowa Tumskiego, Stadionu Inea, Placu Adama Mickiewicza), udźwiękowienie wind w miejscach ogólnodostępnych i w instytucjach publicznych czy popularyzacja dostępności czytelnictwa w brajlu). Sporo jeszcze przed nami. Są w Poznaniu ulice i budynki, gdzie niewidomi nie poradzą sobie bez pomocy widzących! Na niektórych przejściach dla pieszych nie dość, że brakuje udźwiękowienia, nie ma także sygnalizacji świetlnej. Są jedynie migające pomarańczowe światła ostrzegawcze dla kierowców (szczególnie w porze wieczornej i nocnej).

Czy niewidomy lub człowiek z resztkami widzenia nie ma prawa wracać późnym wieczorem lub w nocy do domu, np. z wyjazdu służbowego, koncertu lub ze spotkania towarzyskiego? Oczywiście, że ma prawo! Dlaczego więc nie bierze się pod uwagę jego potrzeb? W rozwijającym się społeczeństwie winno akcentować się dostępność, która jest warunkiem samodzielności i niezależności. Tymczasem niewidzący dostają tylko to, co sami sobie wywalczą własnym głosem: petycjami, postulatami, protestami. Jeśli nie pojawiają się w danym miejscu i nie informują, co jest im niezbędne, nikt o ich potrzebach nie myśli.

Prelegenci poznańskiej konferencji REHA zostali tak dobrani, aby niedowidzący i niewidomi, a także ich widzący przyjaciele, mogli poznać różne aspekty tworzenia przyjaznej przestrzeni oraz metody wspomagania samodzielności, jakimi są m.in. nowoczesne technologie. Tych, którzy na spotkaniu nie byli i nie mieli okazji wysłuchania wystąpień, zapraszam do Muzeum Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie w powiecie poznańskim. Wycieczka do tego miejsca będzie interesująca. W Muzeum znajdują się zabytkowe maszyny jak np. lokomobila samobieżna typu Kemna-Breslau z 1927 roku, traktory, siewniki, kombajny, których można dotykać. Prócz folwarku i ekspozycji rolniczej jest też dwór ziemiański. W roku 2017 Muzeum realizowało projekt pn. „Pałac Dostępny”, którego założeniem było przystosowanie ekspozycji stałej w Pałacu do potrzeb i możliwości osób z dysfunkcjami wzroku w ramach programu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. O tych wszystkich udogodnieniach opowiedziała na konferencji pracownica Muzeum Karolina Fiszer.

W przypadku osób całkowicie niewidomych i z resztkami widzenia dotyk i dźwięk zastępuje wzrok, zatem nie bez znaczenia pozostają mówiące smartfony oraz zainstalowane na nich aplikacje, audiobooki, notatniki brajlowskie oraz wszelkie urządzenia wspomagające codzienne funkcjonowanie. O roli nowoczesnych technologii wykorzystywanych w smartfonach w kontekście funkcjonowania osób niewidomych i słabowidzących mówił Paweł Płaczkiewicz.

Zaciekawiły mnie aplikacje, dzięki którym niewidomi mogą dowiedzieć się, jaki banknot trzymają w dłoni, czy jaki kolor ma właśnie ubrana koszula. Aplikacja o nazwie „Taptapsee” – jedna z tych, które przez wykonanie smartfonem zdjęcia, dają możliwość usłyszenia co na nim się znajduje – jest niezwykle pomocna. Innym udogodnieniem technologicznym jest program o nazwie „Seeing assistant home” składający się z kilku modułów (umożliwia m.in. rozpoznawanie kolorów, kodów kreskowych i QR, etykietowanie własnych kodów paskowych, posiada elektroniczną lupę dla słabowidzących, wykrywa światło). Niewidomi posiadający smartfony z systemem Android, bądź iOS chętnie korzystają z aplikacji o nazwie „Voice Dream Reader”, za pomocą której można stworzyć własną bibliotekę zbudowaną z plików elektronicznych o różnych formatach, importowanych z wirtualnego dysku bądź innych katalogów urządzenia. To tylko przykłady dobrodziejstw, które oferuje technologia.

Przy omawianiu aplikacji i sposobu ich wykorzystania z sali padło pytanie: Po co niewidomym te aplikacje, skoro mają obok siebie osobę widzącą? Dołożyłabym do tego pytanie kontynuujące: A co, jeśli jej nie mają? Czy brak obecności takiej osoby ma skazywać niewidomego na bezradność i bierność? Co w sytuacji, kiedy pojawi się konieczność dotarcia na ważne spotkanie odbywające się w nieodwiedzanym nigdy wcześniej miejscu, a nie będzie obok niego nikogo widzącego? Czy dobrodziejstwem nie będą wówczas nawigacje głosowe i inne tego typu udogodnienia? Chodzi przecież o to, aby niewidomi nie byli zależni, a możliwie jak najbardziej samodzielni.

Podsumowaniem konferencji było spotkanie autorskie z Markiem Kalbarczykiem zatytułowane: „Książki nie z tej ziemi – wydawnictwa Fundacji „Szansa dla Niewidomych” inne niż wszystkie!”. Autor kilkunastu publikacji jak „Poznań pod palcami – niecodzienny przewodnik turystyczny po Wielkopolsce”, „Dotyk Solidarności” i innych, przybliżających codzienne życie osób niewidzących, opowiedział o swoich książkach oraz o wybitnym, nieżyjącym już, niewidomym matematyko-fizyku Witoldzie Kondrackim, który zawsze chętnie wyrażał opinię na temat jego tekstów.

Widzący mogli wziąć udział w warsztatach z czytania i pisania za pomocą alfabetu brajla odbywających się w Parku im. Dąbrowskiego przy Starym Browarze. Warsztaty te przybliżyły świat osób niewidomych, a przede wszystkim pozwoliły dowiedzieć się, w jaki sposób można czytać i pisać korzystając z wypukłych punktów. Dla wielu Wielkopolan było to niezwykle cenne doświadczenie.

Spotkanie autorskie z Markiem Kalbarczykiem oraz warsztaty z czytania i pisania za pomocą alfabetu brajla zostały zrealizowane w ramach projektu pn. „Widzę dotykiem – kampania promująca czytelnictwo w brajlu” dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Praca często poniżej aspiracji

19 kwietnia tego roku byłam uczestniczką konferencji naukowej pod tytułem: „Osoby z niepełnosprawnością – niewykorzystany kapitał. (Nie)pełnosprawny w biznesie” zorganizowanej w gmachu Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu (UEP) z inicjatywy Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON), Katedry Pracy i Polityki Społecznej UEP oraz Pełnomocnika Rektora UEP do spraw Osób Niepełnosprawnych. Honorowy patronat nad konferencją sprawował Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami to kwestia, o której niekiedy mówi się dość dużo, a czasem zbyt mało. Dość dużo, w moim odczuciu, w odniesieniu do osób z niewielkimi dysfunkcjami, na przykład narządu ruchu. Zbyt mało wówczas, gdy mamy na względzie zatrudnianie pracowników z problemami zdrowia psychicznego, niepełnosprawnością powstałą wskutek uszkodzenia układu nerwowego lub ultrarzadkich chorób genetycznych. Do tej drugiej grupy zaliczyć należy także osoby z dysfunkcjami narządu wzroku (niewidome i słabowidzące) oraz osoby z dysfunkcjami słuchu (niesłyszące i słabosłyszące). Tym grupom polski rynek pracy niewiele jest w stanie zaoferować. Niepełnosprawni często pracują poniżej swoich aspiracji.

Do refleksji skłania pierwsza część tytułu konferencji: „Osoby z niepełnosprawnością – niewykorzystany kapitał”. Dlaczego, mimo coraz szerszego upowszechniania pozytywnych postaw społecznych wobec osób z niepełnosprawnościami, nadal nie udało im się osiągnąć dostatecznie silnej pozycji na rynku zatrudnienia? Czemu wciąż są „niewykorzystanym kapitałem”?

Otwierająca konferencję dr Anna Skupień, dyrektor Oddziału Wielkopolskiego PFRON, sklasyfikowała osoby z niepełnosprawnościami na dwie grupy. Pierwszą grupę stanowią ludzie o wysokiej motywacji do podejmowania różnorakich aktywności, ambitne i nastawione na cel. Drugą zaś osoby bierne, zniechęcone, bez pomysłu na życie. Nie sposób dziwić się tej bierności, kiedy człowiek z niepełnosprawnością szuka pracy przez kilka lat i nie udaje mu się jej znaleźć. Jak wówczas być zmotywowanym, ambitnym oraz z nadzieją i optymizmem patrzeć w przyszłość?

Analizując kwestię zatrudniania osób z niepełnosprawnościami należy wziąć pod uwagę fakt, że spore trudności napotykają one już na etapie edukacji. Szkoły nie zawsze są wystarczająco przygotowane do nauczania osób z dysfunkcjami. Nie najlepiej sprawa wygląda w przypadku kształcenia osób z niepełnosprawnością słuchu. System edukacji nie stwarza im komfortowych warunków do nauki, dlatego niewielu takim osobom udaje się zdobyć wykształcenie średnie lub wyższe. Z kolei niewidomi i słabowidzący nigdy nie pojawią się w szkołach, w których nie ma dostosowanych do ich potrzeb materiałów dydaktycznych, ścieżek naprowadzających, oznaczeń brajlowskich i innych udogodnień. Tak samo nigdy nie odpowiedzą na ofertę zatrudnienia, jeśli nie będą mieli pewności, że pracodawca jest otwarty na ich potrzeby i może zapewnić odpowiednio przystosowane stanowisko pracy.

Marek Kalbarczyk, prezes Fundacji „Szansa dla Niewidomych” odwołał się w swoim wystąpieniu do ratyfikowanej przez Polskę w 2012 roku Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami. Wspomniał o programie „Dostępność Plus”, zakładającym swobodny dostęp do różnego typu usług oraz aktywnego udziału w życiu społecznym m.in. osób z niepełnosprawnościami i seniorów, a także o wdrażaniu udogodnień ułatwiających ludziom z dysfunkcjami wzroku codzienne funkcjonowanie, jak powiększalniki tekstu czy drukarki i monitory brajlowskie. Kiedy mówił, że osoby niesłyszące nie znają języka polskiego, w związku z czym towarzyszą im ogromne trudności w załatwianiu spraw urzędowych i w wielu innych aspektach życia codziennego, z sali dobiegł męski głos mówiący: „To nieprawda”. Zastanawia mnie, czy słuchacz obrał taką strategię postępowania, bo chciał zwrócić na siebie uwagę i/lub sprowokować dyskusję, czy rzeczywiście ma taki właśnie pogląd na tę sprawę? Jeśli zależało mu na dialogu na ten temat, punkt dla niego. Gorzej, gdy tak postrzega tę kwestię, bo to oznacza wiele do zrobienia w zagadnieniu edukacji społecznej o potrzebach i problemach osób z różnymi niepełnosprawnościami. Żałuję, że do dyskusji nie doszło, gdyż konstruktywna wymiana poglądów oraz doświadczeń, choć czasem bywa niełatwa, przynosi wymierne korzyści obu stronom.

Osoby niesłyszące faktycznie nie posługują się językiem polskim w mowie i piśmie. Kto na co dzień pracuje na ich rzecz albo ma niesłyszących w rodzinie, wie, że komunikaty kierowane do nich na piśmie winny różnić się od tych, które kieruje się do osób słyszących. Jeżeli chcemy zaprosić osoby niesłyszące do uczestnictwa w warsztacie dekupażu, czyli wykonywania prac techniką zdobniczą polegającą na przyklejaniu na odpowiednio spreparowaną powierzchnię wzoru wyciętego z papieru lub serwetki papierowej, komunikat pisemny powinniśmy sformułować następująco: „Zaprasza głusi warsztat dekupaż”, podać datę, godzinę i miejsce, zamiast formułowania dłuższej wypowiedzi skomplikowanym językiem, który dla osób niesłyszących będzie niezrozumiały.

Zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami na polskim rynku pracy pozostawia wiele do życzenia. Zatrudnianie niewidomych i słabowidzących – również. Z grupy kilkunastu niewidomych i słabowidzących, których znam, stałą etatową pracę ma tylko kilkoro. Pozostali żyją „od zlecenia do zlecenia”, najczęściej otrzymując niskie świadczenia socjalno-rentowe z tytułu niepełnosprawności.

Na wstępie artykułu wspomniałam, że niepełnosprawni często pracują poniżej swoich aspiracji. Co zatem rynek pracy może zaoferować osobie posiadającej orzeczenie o niepełnosprawności? Najczęściej są to proste prace manualne nie wymagające specjalnych kwalifikacji. Osoby z niepełnosprawnościami, pod warunkiem że ich stan zdrowia oraz sytuacja rodzinna na to pozwala, najłatwiej znajdują zatrudnienie w firmach sprzątających albo ochroniarskich. Człowiek z niepełnosprawnością może być portierem, sprzedawcą-kasjerem, pracownikiem gospodarczym. Sprawa się komplikuje, gdy ma większe ambicje i kwalifikacje ku temu, aby je realizować. Tylko znikomy odsetek pracodawców jest otwartych na zatrudnianie osób z różnego typu niepełnosprawnościami. Wielu wciąż się obawia, czy zatrudniając takiego pracownika nie ściągnie na siebie kłopotu?

Poszukująca zatrudnienia osoba z niepełnosprawnością może zdecydować się na inne rozwiązanie i założyć działalność gospodarczą. Niestety, wiąże się z tym szereg urzędniczych procedur, które niekiedy – zamiast zachęcać i motywować – irytują i frustrują. Kiedy słuchałam wystąpienia na temat biznesu i przedsiębiorczości, przypomniała mi się sytuacja opisana niegdyś w internecie przez pewnego blogera z niepełnosprawnością. Poznański urząd pracy parę lat temu postanowił wspierać osoby z niepełnosprawnościami, które zamierzały założyć działalność gospodarczą. Formą pomocy było otrzymanie dotacji na rozpoczęcie działalności. Po jakimś czasie urząd informował, że niemal wszyscy, którzy taką dotację dostali, prowadzili działalność przez co najmniej rok. To dlatego, że z każdym z tych przedsiębiorców urząd zawarł umowę, w której była mowa, że jeśli działalność nie będzie prowadzona przez 12 miesięcy, trzeba będzie zwrócić całą dotację wraz z odsetkami. Ot, sposób na wypracowanie budujących statystyk. Nic zatem dziwnego, że dane na temat liczby przedsiębiorców z niepełnosprawnością w skali całego kraju nie powalają na kolana.

Co oznacza dostępność

Nowe technologie, internet i media społecznościowe wpisały się w naszą codzienność do tego stopnia, że wielu ludzi nie wyobraża sobie bez nich życia. Aplikacje mobilne zainstalowane w smartfonach czy na tabletach ułatwiają naukę, pracę oraz kontakt ze znajomymi, którzy przebywają za granicą. Zalet tych aplikacji jest wiele więcej. W wyniku rosnącej liczby użytkowników z niepełnosprawnościami i ich wzrastającego zapotrzebowania na cyfryzację pojawiło się pojęcie „dostępność”. O dostępności zaczęto mówić jakiś czas temu, ale słowo to nie wszyscy rozumieją jednakowo.

Ostatnio, w internecie właśnie, przeczytałam pewną anegdotę na temat dostępności. Użytkownik z niepełnosprawnością zgłosił administratorowi, że strona jest niedostępna. Ten zaś odpowiedział, że to niemożliwe, bo w tym samym czasie wchodził na stronę i działała. Jedni przez dostępność rozumieją wyłącznie prawidłowe wyświetlanie strony na ekranie urządzenia, inni definiują to pojęcie znacznie szerzej, czyli w kontekście wdrażania odpowiednich dostosowań ułatwiających korzystanie z serwisu osobom z dysfunkcjami narządu ruchu, wzroku, słuchu, słabiej wykształconym czy ludziom starszym. Niestety, do tej ostatniej grupy wciąż zalicza się zbyt mało osób, dlatego niezbędne jest systematyczne upowszechnianie wiedzy w tym temacie.

Dostępność stron internetowych (w języku angielskim web accessibility) to wiedza dotycząca projektowania stron internetowych w taki sposób, aby mogły z nich korzystać osoby z różnymi niepełnosprawnościami. Z zagadnieniem dostępności serwisów www wiąże się skrót WCAG (w języku angielskim Web Content Accessibility Guidelines), co w tłumaczeniu na język polski oznacza wytyczne dotyczące dostępności treści internetowych. Często te kilka liter budzi niechęć spowodowaną niewiedzą, co zrobić i w jaki sposób zaprojektować stronę, by była zgodna z wyżej wymienionymi wytycznymi.

Należy pamiętać o tym, że na dostępność strony internetowej składa się nie tylko szablon zawierający u góry okrągłą ikonkę służącą do zmiany kontrastu z zamieszczonymi obok symbolami: A A+ A++ umożliwiającymi powiększanie czcionki, ale również poprawność i zrozumiałość tekstu. Nie pomogą udogodnienia takie jak możliwość powiększania czcionki, jeżeli treść umieszczona w serwisie będzie pełna skomplikowanych pojęć, czy napisana żargonem charakterystycznym dla danej dziedziny. Użytkownikami internetu są nie tylko osoby z wykształceniem wyższym, ale także nie posiadające żadnego wykształcenia lub takie, które swoją edukację zakończyły na zasadniczej szkole zawodowej. Te właśnie w największym stopniu są narażone na wykluczenie cyfrowe, głównie z powodu problemów ze zrozumieniem treści umieszczanych na stronach www.

Poszerzając swoją wiedzę w temacie wdrażania udogodnień na stronach internetowych miałam okazję spotkać się z czterema kluczowymi zasadami dotyczącymi dostępności, czyli: funkcjonalnością, percepcją, zrozumiałością i rzetelnością. Zasady te są zawarte we wspomnianych wytycznych WCAG. Zasada funkcjonalności mówi między innymi o tym, że nie wolno projektować treści w sposób zwiększający ryzyko ataku epilepsji (padaczki). Prawdopodobieństwo ataku, jak informuje Fundacja „Widzialni” na swojej stronie internetowej (www.widzialni.org), zwiększają błyski świetlne, dlatego trzeba unikać tworzenia treści migających więcej niż 3 razy na sekundę. Z kolei zasada zrozumiałości ukierunkowuje myślenie twórców serwisów w stronę tworzenia jasnych i czytelnych komunikatów. Mówi między innymi o tym, że nieznane słowa (np. charakterystyczne dla danego zawodu) powinny być wytłumaczone. Dokładne wytyczne co do projektowania dostępnych stron internetowych pomagają zmniejszać bariery. Niestety, nie wszyscy administratorzy serwisów przejawiają chęć zgłębiania wiedzy w tej kwestii. Miałam okazję współpracować z osobami, które niewystarczająco poważnie lub wręcz niepoważnie traktują sprawę wdrażania udogodnień dla użytkowników z niepełnosprawnościami na stronach internetowych. Wydaje im się, że ci użytkownicy stanowią tak nieliczną grupę, że nie warto podejmować wysiłku w kierunku umożliwiania im swobodnego dostępu do treści w internecie. W artykule pt. „Zobaczyć niewidomych” opublikowanym w 23 numerze „Helpa” na str. 39 i 40 wspomniałam między innymi o utrudnionym dostępie do informacji i przedstawiłam wnioski z badania dostępności serwisów internetowych, które pokazują na jak niskiej pozycji plasują się strony www, między innymi placówek medycznych w całym kraju, jeśli chodzi o dostępność dla użytkowników z niepełnosprawnościami. Nie inaczej jest na różnego rodzaju forach internetowych, których twórcy chyba zapomnieli, że w toczących się tam dyskusjach mogą brać udział osoby z niepełnosprawnościami, choćby słabowidzące i niewidome. Na żadnym z forów, które znam, nie znalazłam przycisku zmiany kontrastu ani oznaczeń umożliwiających powiększanie czcionki. O braku innych udogodnień nie wspomnę.

Prym w internecie wiodą, wspomniane we wstępie artykułu, media społecznościowe, inaczej social media. Nazwy jak Facebook, Twitter, You Tube czy Instagram praktycznie nikomu już nie są obce. Liczba użytkowników internetu na całym świecie przekroczyła 4 miliardy, zaś z social mediów na całym świecie korzysta przeszło 2,7 miliarda użytkowników. Internet stał się powszechnie dostępny. Aby z niego korzystać, nie trzeba posiadać komputera stacjonarnego czy laptopa. Do tego celu wystarczy niewielkie urządzenie przenośne jak smartfon z dostępem do WiFi lub z pakietem internetu wykupionym u operatora sieci komórkowej. Niestety, nie wszyscy słabowidzący, a szczególnie całkowicie niewidomi i głuchoniewidomi, mogą korzystać z tych wirtualnych dobrodziejstw. Weźmy pod lupę na przykład Instagram. To aplikacja, za pomocą której użytkownicy dzielą się zdjęciami ilustrującymi wrażenia z wakacji czy ze spotkań rodzinnych. Takich fotografii na „Insta”, bo tak właśnie nazywają portal jego użytkownicy, jest mnóstwo. Osoby całkowicie niewidome ich nie zobaczą, gdyż aplikacja ta nie daje możliwości dodawania tzw. opisów alternatywnych wyjaśniających niewidomemu, co dokładnie znajduje się na zdjęciu. Nikt zresztą o tym nie myśli. Na „Insta” komunikatów tekstowych nie ma prawie wcale, są tylko „hasztagi” przy zdjęciach, czyli pojedyncze wyrazy poprzedzone znakiem „#”. Z kolei Facebook dosłownie zalewa użytkowników mnóstwem linków do stron nieprzystosowanych do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Niewidomym i głuchoniewidomym trudno z niego korzystać, posługiwać się różnego rodzaju ustawieniami oraz uczestniczyć w dyskusjach na grupach. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku innych serwisów społecznościowych. Nie oznacza to jednak, że są one całkowicie niedostępne dla użytkowników z niepełnosprawnościami. Fakt, czy dana osoba będzie w stanie korzystać z Facebooka czy Twittera, jest uzależniony od indywidualnych potrzeb, a często i rodzaju niepełnosprawności.

Dylemat rodziców

Dnia 30 września 2016 roku swoje święto miała społeczność Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych im. Synów Pułku w Owińskach, w województwie wielkopolskim. Obchodzono 70 lat działalności tej placówki. Była to okazja do podsumowania osiągnięć i wymiany doświadczeń z zakresu rewalidacji oraz rehabilitacji uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi.

Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy (SOSW) w Owińskach mieści się na terenie zabudowań pocysterskich. Owińska to wieś, która urzeka swoją historią. Jest położona w gminie Czerwonak w powiecie poznańskim.

Po raz pierwszy przyjechałam tu kilka lat temu, gdy zaczynając współpracę z miesięcznikiem „Filantrop Naszych Czasów” przygotowywałam relację z wydarzenia odbywającego się na terenie Ośrodka. Ujęła mnie wtedy oferta edukacyjna placówki, a także, niezwykle istotne w pracy z dziećmi z niepełnosprawnością wzroku, indywidualne podejście do każdego ucznia. SOSW w Owińskach jest jedną z nielicznych placówek edukacyjnych na terenie Wielkopolski, które obejmują kompleksowym wsparciem dzieci i młodzież z niepełnosprawnością sensoryczną.

Zauważyłam, że uczniowie są bardzo dobrze zrehabilitowani – bez problemu poruszają się po budynku, mają opanowane czynności samoobsługowe, biorą udział w różnych przedsięwzięciach artystycznych, osiągają wysokie wyniki w nauce i sporcie. Nie byłoby tak, gdyby nie ogrom pracy specjalistów, którzy dążą do tego, aby uczniowie byli jak najbardziej samodzielni – oczywiście na miarę własnych możliwości.

O historii i ludziach Ośrodka oraz o jego dorobku można dowiedzieć się wiele. Na uwagę zasługuje działający w Ośrodku od 2000 roku Zespół Wczesnego Wspomagania Rozwoju Dziecka. Z tej formy wsparcia mogą korzystać rodziny z dziećmi, które mają wydaną opinię o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju. Specjaliści diagnozują zaburzenia i trudności, a także opracowują indywidualny plan rehabilitacji i terapii. Jest to niezwykle istotne dla późniejszego rozwoju i edukacji dziecka.

Nie sposób nie wspomnieć, że 3 września 2012 roku został tutaj otwarty Park Orientacji Przestrzennej. Piękny ogród zmysłów powstał z myślą o ludziach z dysfunkcją wzroku, którzy tak samo jak osoby widzące, pragną poznawać świat i dowiadywać się ciekawych rzeczy. Znajdują się tam różne gatunki kwiatów, ścieżki i dróżki wypełnione zapachami, a także mnóstwo urządzeń do nauki i zabawy. To miejsce cieszy się dużym zainteresowaniem. Osoby niepełnosprawne z różnych stron Polski, a nawet zza granicy przyjeżdżają zwiedzać ten park. Na terenie Ośrodka mieści się też Muzeum Tyflologiczne z kolekcją starych map (w Muzeum znajduje się m.in. atlas świata dla osób niewidomych z 1932 roku).

Udział w uroczystości jubileuszowej stworzył możliwość wymiany informacji i doświadczeń związanych z edukacją osób z dysfunkcjami wzroku. Ostatnio dużo się mówi o tym, że osoby z niepełnosprawnością powinny mieć równy dostęp do edukacji, pracy i do pełnego uczestnictwa w życiu społecznym. Praktyka pokazuje jednak, że w tym względzie jest jeszcze wiele do zrobienia. Co innego bowiem podejście i poziom merytoryczny w takiej szkole, jak ta, a co innego w tysiącach zwykłych szkołach w Polskich miastach i miasteczkach, w których bywa różnie, a jedynie w wyjątkowych miejscach jest profesjonalnie. Rodzice niejednokrotnie stają przed dylematem: do jakiej szkoły posłać dziecko, aby miało zapewnioną właściwą edukację i specjalistyczną terapię oraz pomoc psychopedagogiczną.

REHA moim okiem

Jakiś czas temu pan Marek Kalbarczyk, prezes Fundacji Szansa dla Niewidomych poprosił mnie, abym podzieliła się refleksjami z uczestnictwa w XIV edycji Międzynarodowej Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND, która odbyła się w dniach 1 i 2 grudnia 2016 roku w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

Jeśli mowa o refleksjach, nie może w nich zabraknąć spostrzeżeń merytorycznych i organizacyjnych. Konferencja REHA to wydarzenie, które w środowisku osób z dysfunkcją wzroku, a także osób z różnymi innymi niepełnosprawnościami, wyrobiło sobie znaczącą markę. Stało się tak dzięki ogromnemu zaangażowaniu i pracy działaczy Fundacji Szansa dla Niewidomych. Każdego roku na początku grudnia do Warszawy przyjeżdża szeroka gama osób niewidomych i słabowidzących z bliskimi oraz przyjaciółmi. Spotykają się nie tylko po to, żeby porozmawiać, ale też wymienić doświadczenia, poznać nowoczesny sprzęt tyflorehabilitacyjny ułatwiający codzienne funkcjonowanie, wysłuchać ciekawych prelekcji, zadać ważne pytania specjalistom z zakresu rehabilitacji osób z dysfunkcją wzroku. Uczestnictwo w konferencji, dzięki dofinansowaniu PFRON, było bezpłatne i w pełni dostępne dla każdego.

Pałac Kultury i Nauki to idealne, moim zdaniem, miejsce na tego typu konferencję. Jest zlokalizowany tuż przy Dworcu Centralnym, dzięki czemu uczestnicy przyjezdni mogą bez problemu trafić do celu. W drodze na wydarzenie spotkałam niewidomą dziewczynę, która pierwszy raz była w Warszawie i nie orientowała się, jak dotrzeć do punktu docelowego. Poinformowałam ją, że jesteśmy w pobliżu, wyjaśniając, że z Dworca Centralnego wystarczy przejść kawałek chodnikiem, potem przez przejście dla pieszych dalej prosto koło PKiN, a następnie skręcić w lewo do wejścia głównego. Zaproponowałam, że mogę jej towarzyszyć, ale odmówiła twierdząc, iż sobie poradzi. I faktycznie – po dotarciu na miejsce dostrzegłam ją w tłumie. Pozytywnie mnie ten fakt zaskoczył, dał do myślenia. Kiedy jestem w dużym mieście, którego nie znam, idę na „łatwiznę” – wyciągam z torebki telefon i sprawdzam lokalizację przy pomocy mapy Google. O wiele spokojniejsza czuję się, gdy spotykam człowieka zmierzającego w tym samym kierunku. Myślę wtedy: uff, co za szczęście, że możemy iść razem! Osoby niewidome dają nam swoistą lekcję samodzielności i niezależności. REHA zbiegła się z obchodami 25-lecia Fundacji. W tej konferencji miałam okazję uczestniczyć dopiero drugi raz. Jest coś, co zdołałam zauważyć i myślę, że dostrzega to każdy, kto ma styczność z Fundacją Szansa dla Niewidomych. Chodzi mianowicie o dużą liczbę inicjatyw ukierunkowanych na indywidualne potrzeby ludzi z dysfunkcjami wzroku, otwartość, życzliwe i empatyczne podejście pracowników do osób z niepełnosprawnością, a co najważniejsze, nieustanne dążenie działaczy organizacji do tego, aby problemy środowiska osób niewidomych i słabowidzących przestały być dla społeczeństwa tematem tabu. Właśnie w tym celu zorganizowano manifestację pod hasłem: „My nie widzimy nic, a wy – czy widzicie nas?”. Moim marzeniem (myślę, że również organizatorów) jest, aby na kolejne tego typu wydarzenie przybyło więcej osób widzących, gdyż tylko dzięki włączaniu się w takie inicjatywy można poznać kluczowe dla środowiska osób niewidomych zagadnienia. Należy się angażować w wypracowywanie rozwiązań ku wyrównywaniu szans we wszystkich sferach życia.

Cieszy fakt, że organizatorzy zadbali o rozbudowany program spotkania. Były ciekawe prelekcje dotyczące funkcjonowania wybitnych niewidomych na przestrzeni wieków, nowych możliwości w niwelowaniu skutków niepełnosprawności wzroku, omawiano sylwetki muzyków z dysfunkcjami wzroku popularnych na całym świecie. Było spotkanie z osobami nagrodzonymi w fundacyjnym konkursie „Idol”, jak również ze znanymi postaciami jak np. Joanna Jabłczyńska. Oprócz tego pojawiło się szereg atrakcji: konkurs rozpoznawania wypukłych obrazów, ping-pong dla osób niewidomych, warsztat odtwarzania audiodeskrypcji, wizaże, konsultacje i inne. Osoby widzące mogły przekonać się, w jaki sposób niewidomi układają kostkę Rubika lub grają w tenisa dźwiękowego. Uczestnicy niewidomi i słabowidzący mogli liczyć na pomoc wolontariuszy w dotarciu do poszczególnych sal. Często zdarza się, że podczas dużych imprez masowych osoby z niepełnosprawnością nie mają wsparcia asystenta, jednak na REHA organizacja i bezpieczeństwo było na wysokim poziomie.

Niepokoi fakt, że kluczowe dla rehabilitacji społecznej osób z niepełnosprawnościami przedsięwzięcia, inicjowane przez organizacje pozarządowe o wieloletnim dorobku, wciąż nie znalazły dostatecznego uznania społecznego. Więcej – że nie zyskały jeszcze takiej aprobaty ze strony instytucji publicznych i osób odpowiedzialnych za gospodarowanie budżetem, która pozwoliłaby zabezpieczyć środki na ich realizację przez długi czas, a nie wyłącznie rokrocznie czy na dwa albo trzy lata. Jako pozarządowiec mam świadomość, że nie jest łatwo pozyskać dofinansowanie na realizację zadania publicznego w ramach otwartego konkursu ofert – prawidłowe wypełnienie formularza oferty to jedno, drugie – konieczność sprostania licznym formalnościom, które w urzędach często odkładają się w czasie opóźniając termin wpływu środków na konto organizacji. Inną sprawą jest niewystarczająca pula pieniędzy w instytucjach publicznych na poszczególne obszary działalności. Brak dotacji na koncie organizacji oznacza wstrzymanie realizacji inicjatyw adresowanych do osób z niepełnosprawnościami, a to drugie z kolei – brak pomocy i skazanie ich na życiową stagnację.

Uczestnictwo w konferencji REHA było dla mnie okazją do wnikliwej analizy potrzeb i problemów osób z dysfunkcjami wzroku. Potrzeba wiele wysiłku w kierunku wzajemnej integracji różnych grup osób z ograniczeniami sprawności. Niezbędne są ciągłe działania edukujące społeczeństwo na temat ich położenia. Konferencja REHA bez wątpienia przeciera w tym kierunku szlaki.

Zobaczyć niewidomych

Ślepa jesteś? – usłyszała młoda kobieta na przystanku tramwajowym chcąc z bliska sprawdzić, kiedy odjeżdża tramwaj. Naprzeciw niej stał mężczyzna w średnim wieku, który zasłaniał tabliczki z rozkładem jazdy. Gdy poprosiła, żeby się przesunął, spojrzał na nią i podniesionym głosem wypowiedział wyżej wymienione pytanie. Nie jestem ślepa, tylko słabowidząca – odpowiedziała. Jak jesteś słabowidząca, to się oflaguj – skomentował.

Czy biała laska albo żółta opaska na przedramieniu pozwalają osobom z ograniczeniami wzrokowymi uwolnić się od nieprzyjemnych uwag? Najtrudniejsza do zaakceptowania jest niepełnosprawność, której nie widać, jednak widoczna dysfunkcja nie oznacza, że społeczeństwo będzie odnosić się do osoby nią dotkniętej ze zrozumieniem. Pewna niewidoma dziewczyna kiedyś powiedziała mi: „Nie jest ważne, w jakim miejscu się znajdziesz, ale – na jakich ludzi trafisz”. Prawidłowa postawa wobec niepełnosprawności jest uzależniona od stopnia wiedzy o niej. Im więcej wiemy na temat danego schorzenia, tym bardziej otwieramy się na potrzeby osób, które się z nim zmagają. Czasem jest również tak, że wiemy dużo, ale w życiowej gonitwie nie mamy czasu, aby się zatrzymać i wysłuchać, co mają do powiedzenia ci, których los nie oszczędził.

Kiedy nie znałam środowiska osób niewidzących, byłam przekonana, że niewidomi nie są w stanie wyjść z domu bez pomocy drugiej osoby, sprzątać, gotować, robić zakupów, chodzić na spotkania towarzyskie. Z biegiem czasu zrozumiałam, że się mylę. Poznałam niewidomych, którzy są samodzielni, co więcej – utalentowani i gotowi ciągle doskonalić własne zdolności twórcze!

O codziennym funkcjonowaniu z niepełnosprawnością wzroku najwięcej dowiedziałam się pisząc książkę pod tytułem „12 kropel życia” o niewidomej Katarzynie Nowak z Wrocławia. Kasia to osoba niewidząca od urodzenia, absolwentka dwóch kierunków studiów i laureatka Festiwalu Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty. Perfekcyjnie opanowała grę na gitarze i umiejętność śpiewu. Życzę każdemu widzącemu, aby dane mu było poznać niewidomych, którzy osiągnęli sukcesy, bo kontakt z nimi zmienia sposób myślenia o ludziach z dysfunkcją wzroku. Z żadnej publikacji nie dowiedziałabym się tyle o życiu niewidomych, co ze spotkań z osobami doświadczającymi ograniczeń wzrokowych. Niewidomi często wysyłają widzącym zaproszenie do swojego świata, ale widzący (zazwyczaj z powodu lęku przed nieznanym) nie potrafią przyjąć tego zaproszenia. W drodze do pracy nie zastanawiają się, czy na przejściu dla pieszych przy przystanku, na którym wysiądą, działa sygnalizacja dźwiękowa albo czy w autobusie będzie dobrze słychać nazwy przystanków. Niewidomi nie mają tego komfortu. Ich codzienne życie warunkują takie właśnie detale. Nasuwa się więc pytanie: czy porozumienie między światem niewidomych a światem widzących jest możliwe? Z pozoru wydaje się to realne, ale dopiero, gdy dogłębnie poznamy świat niewidzących, zrozumiemy, że jest o wiele trudniejsze niż się wydaje.

Ileż to razy byłam świadkiem bezmyślności widzących polegającej na ustawianiu banerów reklamowych na chodniku przy wejściu do sklepu lub wyłączania komunikatów głosowych w środkach transportu publicznego! W ubiegłym roku brałam udział w ciekawej ogólnopolskiej konferencji na temat zaburzeń psychicznych. Organizatorzy dali uczestnikom wydrukowane materiały (program spotkania oraz streszczenia wystąpień) przygotowane najmniejszą wordowską czcionką, która nawet dla widzących była trudno czytelna. W wydarzeniu brało udział kilku słabowidzących wolontariuszy. Na moje pytanie o materiały w powiększonym druku organizatorka odpowiedziała, że takich nie ma, a jak ktoś jest słabowidzący, to przecież mógł sobie zabrać z domu lupę. Takie sytuacje najlepiej ukazują jak daleka jest droga do porozumienia między światem niewidomych a światem widzących. Niedawno czytałam w Internecie artykuł na temat trudności związanych z głośną muzyką w pojazdach komunikacji miejskiej w Jastrzębiu Zdroju. Nowy tabor miał ułatwić osobom z niepełnosprawnościami poruszanie się po mieście, a tymczasem stał się powodem do protestów z ich strony. Nie ma się czemu dziwić. Kto miałby ochotę na słuchanie dudniących cały czas dźwięków w autobusie? To one właśnie zagłuszają niewidomym komunikaty głosowe o przystankach. Przykłady niewiedzy na temat potrzeb i praw środowiska niewidzących można długo wyliczać.

Osoby niewidome i słabowidzące muszą zmierzać się z rozmaitymi barierami i to nie tylko w zakresie korzystania z komunikacji miejskiej czy z sygnalizacji dźwiękowej na przejściach dla pieszych. Najpoważniejszą przeszkodą, moim zdaniem, jest utrudniony dostęp do informacji. Chociaż coraz więcej mówi się o dostosowaniach stron internetowych instytucji publicznych dla osób z dysfunkcjami wzroku, wciąż mamy do czynienia na przykład z przygotowywaniem dokumentów elektronicznych w taki sposób, że ich treść jest niemożliwa do odczytania przez programy, z których korzystają niewidomi. Pół biedy, jeśli urzędnik w porę się zreflektuje i jest gotów naprawić błąd. Gorzej, kiedy na skutek interwencji przedstawiciele administracji publicznej są poirytowani i nie rozumieją, dlaczego sprawa dostępności jest dla niewidzących tak znacząca. Gdy zachęcam pracowników urzędów do wdrożenia dostosowań na stronach, czasem słyszę: Dla niepełnosprawnych? A po co? Nasz serwis odwiedza tylko znikomy procent osób z dysfunkcjami. Szkoda marnować czas i pieniądze!

Interesujące wnioski z badania dostępności serwisów internetowych do potrzeb osób z różnymi niepełnosprawnościami przedstawia na swojej stronie częstochowska Fundacja „Widzialni”, która ostatnio przeprowadziła raport dostępności serwisów wybranych szpitali w kraju. Wyznaczone strony internetowe badali między innymi niewidomi i słabowidzący. Błędy w serwisach były związane przede wszystkim z elementami graficznymi w postaci obrazków i animacji w technologii flash bez prawidłowo dodanego tekstu alternatywnego, z elementami nawigacyjnymi i treściami nie spełniającymi minimalnych formalnych wymagań kontrastu, z niepoprawną strukturą oraz hierarchią nagłówków, a także z błędami w kodzie HTML. Okazało się, że żadna z przebadanych stron nie uzyskała oceny powyżej niedostatecznej w sześciostopniowej szkolnej skali. Ten stan rzeczy ukazuje nie tylko zatrważająco niską wiedzę reprezentantów środowisk medycznych na temat przystosowań stron dla osób z niepełnosprawnościami, lecz także dowodzi kiepskiego dostępu osób z niepełnosprawnościami do opieki medycznej. W kwestii likwidacji barier utrudniających, a niekiedy wręcz uniemożliwiających ludziom z dysfunkcjami wzroku pełne uczestnictwo w życiu społecznym zrobiono już dużo, jednak wiele zmian jeszcze przed nami. Niewidzący muszą nieustająco walczyć o swoje prawa, bo inaczej nie zostaną zauważeni przez widzących.

Życie codzienne niewidomych i słabowidzących wbrew pozorom nie tylko z trudności się składa. O odczuwaniu satysfakcji z życia, podróżach po świecie i niezwykłej przyjaźni pięknie pisze niewidoma Hanna Pasterny w swoich książkach: „Tandem w szkocką kratkę” i „Moje podróże w ciemno”. Warto przy każdej okazji starać się dementować stereotypowe poglądy na temat niewidzących (na przykład takie, że są oni w pełni zależni od innych i niezdolni do samodzielnej egzystencji). Uważnie rozglądać się dookoła, bo nie każdy niewidomy posługuje się białą laską lub nosi żółtą opaskę. Być gotowym, aby w każdej chwili posłużyć niewidomemu swoim ramieniem. Życie bywa nieprzewidywalne i może się zdarzyć, że kiedyś sami takiego wsparcia będziemy potrzebować.