Mieszkanie moich marzeń

Przez większość mojego życia mieszkam w Szczecinie. Jestem niewidoma od urodzenia i od 2 lat i 9 miesięcy całkiem niezależna, co nie oznacza, że nie korzystam z pomocy innych ludzi. Wręcz przeciwnie – mam bardzo życzliwe otoczenie, kochającego partnera, wspaniałą rodzinę i wielu znajomych, zarówno wśród osób niewidomych, jak i wśród osób pełnosprawnych. Na razie nie pracuję. Chciałabym znaleźć pracę w zawodzie masażystki. To, że nie mam pracy, wcale nie oznacza, że się nudzę. Chodzę na zajęcia z j. angielskiego i na trening pamięci, a także śpiewam i lubię słuchać audiobooki, od których – niestety – chyba jestem trochę uzależniona.

Pewnie się zastanawiacie dlaczego do Was piszę. Tematem, nad którym ostatnio rozmyślam, jest potrzeba własnego mieszkania, by każdy mógł mieć miejsce, w którym można będzie wreszcie być sobą. Żeby natomiast móc zdobyć własną przestrzeń, trzeba złożyć wniosek do ZBILK, ale nie zrobi się tego, jeśli ktoś nie wie, że ma taką możliwość. Dlatego też chciałabym, by ludzie, którzy ukończą 18 lat, mieli taką szansę. Ja dowiedziałam się, że mogę złożyć wniosek o mieszkanie, gdy miałam 27 lat. Sporo wcześniej taka myśl nie powstałaby nawet w mojej głowie. Pewnie ci, co mnie znają, stwierdziliby, że nie byłabym wcześniej gotowa na to, by stać się bardziej niezależna i niestety musiałabym się z nimi zgodzić, ale wykorzystałam tę szansę. Nie będę opisywać wszystkich moich przejść związanych z osiągnięciem mojego celu, ale dostałam to, o czym marzyłam – oczywiście dzięki mojemu partnerowi Jackowi, koleżance Ewie, którą nazywam matką chrzestną mojego mieszkania, Justynie, którą poznałam w pociągu i która zgodziła się ze mną pojechać na spotkanie z wiceprezydentem. Jestem też wdzięczna Agnieszce, która była ze mną na spotkaniu z panią Dyrektor ZBILKu, osobom, które mnie poparły i wielu innym życzliwym mi ludziom, bez których pomocy nie miałabym tego mojego gniazdka. Chciałabym, by i inni mieli tę szansę, by – gdy ukończą 18 lat – wiedzieli, że mogą złożyć taki wniosek.

Chciałabym też wspomnieć o moim bliskim koledze Adamie Koreckim, który właśnie stara się o mieszkanie z miasta. Mogę spokojnie wymieniać jego imię i nazwisko, ponieważ się na to zgodził. Jest to bardzo zaradny człowiek. Nie widzi od urodzenia. Pracuje w ZAZie i do pełni szczęścia potrzebuje tylko własnego mieszkania. Może mój i Państwa apel wzruszy ludzi, którzy przyznają te mieszkania i Adam będzie miał swój kąt. Ci, którzy mieszkają w licznych rodzinach, z pewnością potrafią zrozumieć pragnienie własnej przestrzeni, by nikt nie patrzył nam na ręce za każdym razem gdy przygotowuje się posiłek, albo gdy coś się rozleje, stłucze itd. Ja wiele mogłabym o tym powiedzieć. Chociaż kocham moją rodzinę, to jednak potrzebowałam własnego kąta.

Gdy nastąpił ten dzień, poczułam się bardzo szczęśliwa – nigdy nie zapomnę tej chwili. Byłam wtedy w Łobzie, w jednym z tych sklepów, gdzie jest wszystko za 5 złotych, gdy zadzwonił telefon z propozycją mieszkania. Zaczęliśmy szukać ulicy Sławomira, na której miało być to lokum. Teraz, gdy to piszę, siedzę sobie w moim mieszkanku przy biurku i brak mi słów, by to wszystko opisać. Proszę mi uwierzyć: dzień, w którym dostanie się nową szansę, jest nie do opisania. Ja wiem, że to, że mam moje mieszkanko to jest cud. Wielu ludzi czeka na to, ale niektórzy nie mogą się doczekać. Czekają 20 lat albo i dużej, a inni się nie doczekują. Mój kolega ma nadzieję i wciąż czeka – od 10 albo 11 lat – dokładnie nie pamiętam. Ja walczyłam 2 i pół roku, ale robiłam wszystko, co jest w ludzkiej mocy. Gromadziłam rzeczy potrzebne do mojego gniazdka, chodziłam, by się zorientować jak wygląda moja sytuacja, pisałam wnioski i umawiałam się na spotkania z osobami odpowiedzialnymi za sprawy mieszkaniowe, a także poszłam na pielgrzymkę myśliborską. Próbowałam też sobie wyobrażać w myślach jak powinno wyglądać moje mieszkanie. Widziałam siebie w mojej kuchni przygotowującą śniadanie i spożywającą je na ławie narożnej. Próbowałam też czytać Potęgę podświadomości i robiłam jeszcze wiele różnych rzeczy. I naprawdę było warto. Moje 30 urodziny spędziłam tutaj i pewnie przez wiele lat będę je spędzać tutaj. Mam tylko nadzieję, że inni też będą mieli taką szansę.