Inne spojrzenie na skansen – Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie

Chałupy na wsi, dziwne sprzęty codziennego użytku, których przeznaczenie zna tylko babcia i przewodnik, zwierzęta hodowlane… Tak mniej więcej kojarzą się nam skanseny. Są to w dużej mierze dobre skojarzenia, albowiem skansen to inaczej muzeum na wolnym powietrzu, które prezentuje kulturę ludową danego regionu oraz obiekty zabytkowe różnego typu. Sama nazwa „skansen” wzięła się od nazwy pierwszego tego typu muzeum, które zostało otwarte w 1891 roku w Sztokholmie w Szwecji, w miejscu, gdzie wcześniej był skans, czyli szaniec. Założycielowi skansenu przyświecała myśl o uratowaniu fragmentu dawnego świata, o ocaleniu folkloru i ludowych tradycji od całkowitego zapomnienia. Skansen bowiem to nie tylko nieruchome, zakurzone eksponaty, ale też tradycyjne ogrody, dawne sposoby wykonywania sprzętów potrzebnych na co dzień, kultywowanie sztuki wikliniarskiej, garncarskiej, pieczenie chleba w tradycyjny sposób oraz żniwa, sianokosy, wykopki czy inne coroczne wydarzenia związane ze współpracą człowieka z przyrodą.

Muzeum Wsi Lubelskiej jest jednym z około 60 muzeów skansenowskich w Polsce. Otwarty w 1979 roku w Lublinie skansen zajmuje obecnie ok. 27 hektarów w dzielnicy Sławin, przy trasie w kierunku Warszawy. Teren muzeum podzielony jest na 7 sektorów odzwierciedlających regiony Lubelszczyzny: Wyżyna Lubelska, Roztocze, Powiśle, Podlasie, Nadbuże oraz sektory: dworski i miasteczkowy. W każdym z sektorów można zapoznać się z obiektami, które udało się zachować, aby służyły jako pamiątka, przykład tego, jak wyglądało życie przed erą Internetu i smartfonów.

Celem większości muzeów tego typu jest zachowanie dawnych pamiątek w jak najlepszym stanie, aby mogły jak najdłużej świadczyć o swoich czasach. Z tego powodu w większości muzeów nie wolno dotykać eksponatów. Zakaz dotykania niewątpliwie sprzyja eksponatom, jednak tym zwiedzającym, którzy tylko przez dotyk mogą się z nimi zapoznać, odbiera radość ze zwiedzania. Ponieważ nie obowiązują żadne regulacje dotyczące zwiedzania przez osoby z dysfunkcjami wzroku miejsc takich jak muzea, pracownicy tych placówek mają nie lada orzech do zgryzienia, chcąc jednak udostępnić eksponaty wszystkim bez wyjątku.

Dwa lata temu Muzeum Wsi Lubelskiej zapewne pięknie brzmiało śpiewem ptaków, pachniało słomą ze strzech, wysokie progi chat stanowiły nie lada przeszkodę, a niskie sufity boleśnie oznajmiały wysokość obejścia. Można było też usłyszeć i poczuć zwierzęta hodowlane, powąchać kwiaty, poleżeć nad jeziorkiem i zgubić obcas na bruku w sektorze miasteczka. Jednak tego, co w środku chat nie można dotykać: wiatraka, który jest jednym z najcenniejszych zabytków, również nie sposób objąć ramionami. Charakterystyczny rozkład pomieszczeń w obiektach pozostawał tajemnicą, jak i rozkład całego Muzeum.

Z tymi niedogodnościami postanowili zmierzyć się pracownicy muzeum, którzy zrobili kilka fantastycznych rzeczy. Po pierwsze, zauważyli te niedogodności. Po drugie, zechcieli je zniwelować, a po trzecie, zrobili to z sukcesem. Wymyślili, że skoro muzeum nie ma pieniędzy na konstrukcję eksponatów, których będzie można dotykać, to trzeba tych środków poszukać gdzie indziej. Z pomocą przyszło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłaszając nabór wniosków na konkurs, gdzie jednym z zadań było dostosowanie wystawy stałej do potrzeb osób z różnymi niepełnosprawnościami. W tym właśnie momencie nasze drogi się spotkały – moja jako pracownika Fundacji Szansa dla Niewidomych i pani Anny Fajge, pracownika Muzeum Wsi Lubelskiej. W wyniku naszych konsultacji i prac nad projektem powstał wniosek, który pozytywnie oceniony przez Ministerstwo pozwolił na wprowadzenie kilku dostosowań. Śpiew ptaków i wysokie progi oczywiście pozostały, jednak wprowadzone zmiany znacznie ubogaciły zwiedzanie muzeum przez osoby z dysfunkcjami wzroku.

Na wstępie, niedaleko od bramy wejściowej, nieco po lewej, znajduje się wypukły plan całego terenu muzeum, na którym można odnaleźć zminiaturyzowane obiekty podzielone na sektory. Każdy obiekt ma swój numer, którego opis można odnaleźć w legendzie po prawej stronie. Szczególnie interesująca trasa oznaczona jest żółtym kolorem. Kolejno możemy wybrać się w dowolne miejsca, jednak przewodnik na pewno zabierze nas do 8 obiektów, które są szczególnie udostępnione.

Wiatrak z Zygmuntowa – dzięki odlewowi jego bryły umieszczonej obok można się zapoznać z wiatrakiem z zewnątrz, jednak prawdziwą gratką jest obejrzenie modelu mechanizmu młyńskiego wiatraka. Mechanizm można samodzielnie uruchomić i obserwować jego działanie. Górny segment wiatraka jest zdejmowalny, można do środka zajrzeć jak do domku dla lalek, dotknąć mechanizmu młyńskiego, zobaczyć jak to się działo, że z ziaren przywożonych do młyna powstawała mąka – jest nawet mechanizm wciągający miniaturowy worek.

Chałupa z Urzędowa – można obejrzeć makietę chałupy i model 3D układu wewnętrznego pomieszczeń. Znajdujące się w chałupie rekwizyty służą do zapoznania się z tradycyjnym garncarstwem Lubelszczyzny – formy, faktury, funkcje, techniki zdobnicze.

Olejarnia z Bogucina – można zapoznać się z kopią jednej z najstarszych pras do tłoczenia oleju na Lubelszczyźnie i na własnych palcach sprawdzić jak tłoczy się olej.

Dom z Siedliszcza zwiedza się wraz z odlewem bryły budynku oraz rekwizytami prezentującymi życie codzienne oraz małomiasteczkowe usługi i handel (stare telefony, akcesoria fryzjerskie).

Kościół z Matczyna również ma swój odpowiednik odlany z brązu oraz model wnętrza. Dodatkowo możemy tam wysłuchać nagrania audio muzyki organowej.

W sektorze dworskim mamy Dwór z Żyrzyna, jego modele oraz rekwizyty. Na Roztoczu zobaczymy Chałupę z Korytkowa z zewnątrz i wewnątrz. Dodatkowo w chałupie dostępne są wzorniki tradycyjnych tkanin i haftów. Na koniec zapoznamy się z Cerkwią z Tarnoszyna i wysłuchamy nagrania audio – cerkiewnych śpiewów chóralnych.

Wymienione powyżej obiekty to tylko część z interesujących miejsc w Muzeum, o których z pasją opowiadają przewodnicy. Jest to jedno z tych miejsc w Lublinie, które warto odwiedzić z kilku powodów: można zapoznać się z fragmentem historii, zrelaksować się na łonie natury z dala od miejskiego zgiełku, w zależności od pory roku i wydarzeń uczestniczyć w sianokosach czy podczas popularnych wianków nauczyć się je profesjonalnie wić. Organizowane są tam potańcówki, jarmarki, warsztaty dawnego rękodzieła, można skosztować pysznych tradycyjnych dań. Jednak najważniejszy w tym wszystkim jest fakt, że atrakcje skierowane są do każdego zwiedzającego bez wyjątku.

Więcej informacji oraz rezerwacje na stronie http://skansen.lublin.pl lub pod numerem telefonu: 81 533-85-13 lub 533-31-37.

Autorem wszystkich zdjęć użytych w artykule jest Krzysztof Wasilczyk.

„Jesteśmy razem” również w Lublinie

Zapraszamy na jedyne w swoim rodzaju spotkanie w Lublinie! 9 września 2017 na placu przed Centrum Kultury spotkają się przedstawiciele środowisk osób niepełnosprawnych, wolontariuszy, ludzi promujących świat otwarty na niewidomych oraz wszystkich tych, których zainteresuje nasza inicjatywa. Będą sportowcy, artyści, przedstawiciele urzędów, pracownicy lubelskich organizacji pozarządowych, zaprezentowane zostaną nowinki technologiczne, książki dotykowe, będzie można obejrzeć film z audiodeskrypcją oraz uczestniczyć w warsztatach z wizażu, refleksologii, wikliniarskich i wielu innych.

Wydarzeniu towarzyszyć będzie konferencja poświęcona tematyce dostępności. Tematy zostaną zaprezentowane przez zaproszonych gości z Lublina i nie tylko, będzie można uczestniczyć w dyskusjach – wszelkie sugestie i pytania są mile widziane.

Spotkanie jest regionalną częścią ogólnopolskiej Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND, która co roku gromadzi tysiące osób na wielkim spotkaniu osób niewidomych, słabowidzących i ich rodzin, przyjaciół oraz wszystkich tych, którzy widzą potrzebę aktywnego działania na rzecz środowiska osób niepełnosprawnych. Aby przybliżyć ideę Konferencji REHA oraz dotrzeć do tych osób, które nie mogą uczestniczyć w wydarzeniach centralnych, zapraszamy na Galę w Lublinie.

Plan Spotkania

I Część Merytoryczna – Sala Kinowa Centrum Kultury w Lublinie ul. Peowiaków 12

10:00-12:00 Raport z dostępności obiektów użyteczności publicznej w Polsce.

Fundacja Szansa dla Niewidomych – idee i założenia.

Kilka słów o audiodeskrypcji.

Lublin otwarty na niepełnosprawnych.

12:00-14:00 Pokaz filmu z audiodeskrypcją.

II Wydarzenia towarzyszące – Plac przed Centrum Kultury w Lublinie

10:00-17:00

Stoisko z przekąskami dla uczestników spotkania.

Wystawa sprzętu tyflorehabilitacyjnego oraz publikacji dla osób niewidomych i słabowidzących.

Wystawa książek dotykowych dla dzieci.

Stoisko lubelskiego oddziału Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, gdzie będzie można spróbować wykonać proste czynności bez wzroku i słuchu.

Wystawa zdjęć aktywnych osób niepełnosprawnych z Lublina.

Refleksolog, który pokaże jak skutecznie masować stopy, aby pozbyć się różnych dolegliwości.

Warsztaty z wikliny papierowej, które poprowadzi „Stowarzyszenie w dobrej wierze”.

Warsztaty z wizażu, czyli jak pomalować się bez lusterka, na co należy zwrócić uwagę w autoprezentacji.

Turniej gier w warcaby, reversi i chińczyka.

SightCity 2014 Międzynarodowe towarzystwo w niemieckiej oprawie

SightCity, jak sama nazwa wskazuje, to miasteczko wzroku, a raczej miasto, gdzie potrzeby osób z dysfunkcjami wzroku są w centrum zainteresowania. W miasteczko każdego roku przemienia się parter hotelu Sheraton Airport znajdujący się w centrum głównego węzła komunikacyjnego Frankfurtu nad Menem. Do zamieszkania w SightCity zaproszeni są wystawcy z całego świata, którzy prezentują najnowsze produkty i rozwiązania oraz wszyscy niewidomi, niedowidzący, osoby z ich środowiska, którzy chcą ich odwiedzić, by zapoznać się z nowościami.

Jak na miejsce spotkań osób z dysfunkcją wzroku przystało, cały teren SightCity jest dostosowany do ich potrzeb, a organizacja wystawy zaskakuje od „pierwszego wejrzenia”.

Z peronu dworca czy z lotniska, które znajdują się niedaleko hotelu, odbierze nas umówiony asystent. Zaraz po wejściu witają nas pracownicy recepcji, którzy mówią w kilku językach i udzielają wszelkich informacji. Zawiły ciąg korytarzy i sal jest znakomicie oznaczony liniami naprowadzającymi, które są na czas trwania targów naklejane na podłogi. Można zaopatrzyć się w plan miasteczka, na którym zaznaczone są poszczególne stoiska. Jest tam co roku mnóstwo firm, które oferują szeroką gamę nowych rozwiązań stworzonych dla polepszenia jakości życia niewidomych i niedowidzących. I tak, zapoznawszy się z tym, co gdzie się znajduje, rozpoczynamy zwiedzanie. Najlepiej zobaczyć wszystko i to po kolei. Poszczególne firmy chętnie opowiadają o swoim sprzęcie. Można go pooglądać, dotknąć. Warto wypróbować przeróżnych nowych pomocy edukacyjnych, urządzeń brajlowskich, lektorskich, powiększalników obrazu, drukarek i przedmiotów codziennego użytku. Panuje gwar, harmider, tłum kłębi się między stoiskami od pierwszego dnia wystawy. Korytarze się korkują, stoliki znikają zasłaniane przez grupki ludzi, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej. Pytają o sprzęt, szukają nowości oraz uczestniczą w debatach i forach. Słychać głównie język niemiecki i angielski, ale są też przedstawiciele z wielu krajów z całego świata. Można wystawić na próbę swoje lingwistyczne umiejętności, wdając się w konwersacje na temat proponowanych przez nich rozwiązań. W gąszczu urządzeń i oprogramowania, każdy znajdzie coś dla siebie. Gorąca atmosfera poszukiwania i ciekawości roznosi się wszędzie w tym niesamowitym miasteczku wzroku, do którego przyjeżdża ponad 130 wystawców. Chcą się pochwalić swoimi pomysłami i produktami. W tym roku z Polski przyjechało do Frankfurtu trzech przedstawicieli, w tym firma Altix, która zaprezentowała m.in. innowacyjną nawigację dla niewidomych NaviEye 2, mówiące mapy dotykowe, gry planszowe, program służący do drukowania w brajlu Euler i wiele innych rozwiązań. Cieszyły się one dużym zainteresowaniem wśród zwiedzających.

Pewien wystawca z Niemiec zaprezentował rączki i nakładki do białych lasek: rączka dębowa bądź sosnowa, z ornamentem kwiatowym, koroną z kamykami, czy piłką futbolową – do wyboru do koloru. Niewidomym spodobała się idea spersonalizowanych białych lasek. To tak, jak ubieranie innej bluzki na spacer i do teatru. Możemy zdecydować, jaką rączkę białej laski wkręcamy na dany dzień. Ceny takich dodatków są na razie ogromne, ale z czasem być może idea upiększania codziennego sprzętu przyjmie się i ceny spadną. Zachęci to klientów do zakupów, a producentów do wyrabiania takich dodatków.

Darmowe uczestnictwo, dostosowanie do potrzeb tego środowiska na wysokim poziomie, przyjazna atmosfera, najnowocześniejsze rozwiązania oraz kompetentni i przyjaźni sprzedawcy to tylko kilka z zalet wystawy SightCity. Na pewno stanowi ona gratkę dla otwartych na nowe doświadczenia i podróże zwiedzających. Jest znakomitą okazją dla wystawców, by zaprezentować swój wkład w rozwój idei przezwyciężania trudności związanych z dysfunkcją wzroku.

Chwilo trwaj – pokaz mody inny niż wszystkie

Sala TVP Lublin pękała w szwach. Udało mi się jednak znaleźć wolne miejsce pomiędzy dwiema torebkami rezerwującymi miejsca dla spóźnialskich. Przygaszone światła i elegancka widownia sprawiły, że poczułam się jak w teatrze. Początek pokazu stanowił występ grupy Kinematics Dance Company Lublin zatytułowany „Origami”. Podczas pokazu na sali panowała całkowita ciemność, oprócz blasku bijącego od kilku jasnych punktów na scenie. Pięć osób poruszających się na wózkach inwalidzkich wykonywało skomplikowany układ w rytm spokojnej muzyki. Artyści zaprezentowali taniec, w którym każdy ruch hipnotyzował widownię. Wprowadzeni w magiczną atmosferę z niecierpliwością czekaliśmy na kolejne punkty programu.

Na scenie zamienionej w wybieg nie umieszczono zbyt wielu rekwizytów. Motywem pokazu była leśna ścieżka, za nią znajdowała się dekoracja w postaci kwiecistej łąki, a tłem były białe, otwarte klatki z ptakami.

Podczas pokazu na scenie występowały modelki i modele z zaczynającej swoją działalność agencji oraz debiutanci – osoby niepełnosprawne. Idealnie dobrana muzyka, świetne tempo i organizacja sprawiła, że zapomniałam, iż jest to pokaz mody w pewnym sensie inny niż wszystkie. Skupiłam się na oglądaniu kreacji, które w błyskach fleszy aparatów prezentowały się znakomicie. Modele i modelki, mimo tego, że tak różni od modelek wyglądających jak wyciętych z jednego szablonu (zupełnie inne sylwetki, kolory włosów, różny stopień niepełnosprawności), z ogromną naturalnością poruszali się po scenie. Nie widziałam już osób niepełnosprawnych, a podziwiałam modeli i modelki, którzy poprzez swoją obecność na scenie przypomnieli, że istnieją w przestrzeni publicznej, że nie kryją się gdzieś w schowku pod schodami, ale wychodzą, aby w blasku świateł przed kamerami zaznaczyć swoją obecność.

Pomiędzy pokazami, na małej scenie w rogu sali, występowali młodzi utalentowani wokaliści. Dzięki ich obecności poczułam się jak na kawiarnianym kameralnym koncercie. Ostatnią częścią programu były podziękowania dla najznakomitszych gości, niekończące się wyrazy wdzięczności i pochwały za działalność na rzecz osób niepełnosprawnych. Nie były one już tak wymowne jak sam pokaz, a jedynie uświadomiły mi, że tak naprawdę najważniejsi w wydarzeniu byli modele, bez których pokaz nigdy by się nie odbył. Dla wszystkich uczestników było to ogromne przeżycie. Po końcowej, wzruszającej w tym kontekście piosence „Latać może każdy”, goście zaproszeni zostali na poczęstunek, gdzie w przyjacielskiej atmosferze można było zamienić kilka słów z organizatorami. Bez wątpienia „Chwilo trwaj” na długo zostanie w pamięci tak widzów, jak i modeli. Przekonał się o tym pracownik Lubelskiego Tyflopunktu Adrian Szewczuk – występujący podczas pokazu jako model. Oto jego relacja:

– Mogłoby się wydawać, że świat modelingu w blasku fleszy i kamer jest tylko dla wybranych. Jak się okazało, przy odrobinie determinacji i dobrej woli grupy ludzi z misją i pasją wszystko jest możliwe. Kiedy dowiedziałem się, że wraz z bratem mamy okazję wziąć udział w profesjonalnie przygotowanym pokazie mody, nie zwlekałem z decyzją i zgłosiłem nas jako uczestników. Oczywiście obawiałem się samego występu, kamer, publiczności i choreografii, lecz uznałem, że to prawdopodobnie jedyna taka okazja w życiu. Mówi się, że niepełnosprawność zamyka wiele drzwi – mnie właśnie otworzyła te, których nie przekroczy większość niepełnosprawnych.

Przed pokazem zostaliśmy skierowani na przymiarki garniturów, tak, by nasza prezencja była absolutnie nienaganna. W dzień pokazu odbyliśmy szereg prób generalnych, stylizację fryzjera, dobrano nam biżuterię. Gwar, mnóstwo nowych osób, które poznaliśmy wraz z bratem plus świat telewizji od kuchni złożyły się na całą gamę niezapomnianych wrażeń i wspomnień. Mimo oczywistego stresu, uśmiech i radość pojawiały się samoistnie. Podczas wyjść na scenę zaaranżowaną na profesjonalny wybieg dla modeli zapominało się o stresie i staraliśmy się jak najlepiej wykorzystać wskazówki przekazane nam przez koordynatorów. Efekt końcowy, jak to często bywa w takich sytuacjach, przerósł nasze oczekiwania. Przede wszystkim atmosfera tego wydarzenia, frekwencja i reakcja publiczności sprawiły, że na ten jeden dzień zamieniliśmy się wszyscy w profesjonalnych modeli. Współuczestnicy pokazu z różnymi niepełnosprawnościami w pełni podzielali nasz entuzjazm i bardzo cieszyli się, że mogli wziąć udział w takim wydarzeniu. Eventy takie jak ten silnie działają na otoczenie i uświadamiają, że niepełnosprawność ciała nie oznacza braku estetyki i otwartości na świat, ludzi i wyzwania.

Organizatorem pokazu Chwilo Trwaj, który odbył się 27 września br. były TVP Lublin i Stowarzyszenie „Jesteśmy kroplą” we współpracy z fundacją „Szansa dla Niewidomych”. Honorowy patronat sprawowali: Marszałek Województwa Lubelskiego Krzysztof Hetman oraz Prezydent Miasta Lublina Krzysztof Żuk.

Podczas pokazu zaprezentowane zostały kreacje Teresy Kopias oraz Marzeny Efir. Ręcznie malowane suknie z jedwabiu udostępniła pani Marzena Mucha z Tomaszowa Lubelskiego. Modele prezentowali garnitury od firmy Bytom, a dzieci ubrania Reporter Young. Podczas pokazu wystąpili: Bazia (Barbara Deutryk), Jagoda Naja, Jola Sip i Piotr Selim.