Ślepa kuchnia, czyli sałatka polska

Czy ktoś kiedyś widział takie miejsce? A może ma je u siebie w domu? Tak, to pewien rodzaj budownictwa zainspirował nas, by tak nazwać jedno z wydarzeń, które od czasu do czasu odbywa się w lokalu Fundacji Szansa dla Niewidomych przy Gałczyńskiego. Kuchnia bez okna, najczęściej nieduża, gdzie wszystko jest pod ręką. Miło, szybko, wygodnie. Wiemy, że nazwa nikogo nie obraża, przeciwnie – wywołuje uśmiech głównie wśród naszych niewidomych znajomych.

Kilka tygodni temu minął rok od chwili kiedy Fundacja zagościła w budynku przy Gałczyńskiego 7. Otrzymaliśmy do dyspozycji dużą przestrzeń, którą staramy się wykorzystać na różne sposoby. Jednym z nich są niezobowiązujące spotkania z ludźmi, uczestnikami projektów, zainteresowanymi naszą działalnością, wolontariuszami czy studentami. Działamy praktycznie cały dzień i stąd chyba narodził się pomysł proponowania naszym gościom nie tylko tradycyjnej kawy i herbaty, ale także drobnych posiłków. Kuchnia nabrała rozpędu, kiedy w zespole fundacji pojawiła się Kasia Sałacińska, przez znajomych nazywana Sałatą. Kasia jest absolwentką Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, instruktorem orientacji przestrzennej oraz tak zwanego doskonalenia umiejętności i czynności życia codziennego. Na co dzień pracuje z osobami niewidomymi. Jej pasja i zaangażowanie sprawia, że jest bardzo lubiana przez swoich podopiecznych. Szczególną sympatią darzą ją osoby starsze. Prywatnie jest żoną i matką pięcioletniej córeczki.

– Kiedyś wpadłam na pomysł, by wykorzystać możliwości, jakie mamy w pracy. Jest tu coś w rodzaju aneksu kuchennego, gdzie można przygotować herbatę, albo odgrzać coś w kuchence mikrofalowej. Często spędzamy tu całe dnie i takie miejsce bardzo ułatwia nam życie. Kiedyś w luźnej rozmowie udało mi się namówić kierownictwo na dokupienie paru prostych sprzętów przydatnych w kuchni. Słyszałam już wcześniej o zajęciach realizowanych przez inne organizacje, w trakcie których beneficjenci uczyli się przygotowania prostych dań. Chciałam sprawdzić, czy da się do takiej aktywności zachęcić osoby niewidome. Zdawałam sobie sprawę, że to może być trudne zadanie, ale mój pomysł spotkał się z życzliwym przyjęciem szefostwa i znajomych z pracy.

– Jak to się stało, że wpadłaś akurat na taki pomysł?

– To się wiązało z kierunkiem moich studiów. Pomyślałam, że skoro osoba niewidoma jest w stanie nauczyć się samodzielnego poruszania się w dużym mieście, radzenia sobie z różnymi sytuacjami na ulicy, to dlaczego nie mogłaby przygotować normalnego obiadu? To żadna sztuka odgrzać coś gotowego, kupionego w sklepie ze słoika albo z torebki.

– Pamiętasz swoje pierwsze zajęcia?

– Pamiętam, że bałam się przede wszystkim tego, że nikt nie będzie chciał brać w nich udziału. Potem, jak ludzie zaczęli się zgłaszać, pomyślałam, że będą chcieli przyjść „na gotowe” i potraktują nas jak stołówkę albo bar. To było jakoś we wrześniu ubiegłego roku. Postanowiłam, że na dobry początek nauczymy się robić naleśniki. Niektórzy rzeczywiście się bali, ale byli i tacy, którzy chcieli sami coś zrobić, mieli dużo pytań. Wyszło fajnie, zaczęłam planować co można zrobić dalej. Wymyśliliśmy gofry i placki z jabłkami, ludzie sami zaczęli podsuwać swoje pomysły. Fajnie jest wiedzieć, że to, co się robi, kręci też innych. To sprawia, że mi też się bardziej chce.

– Jak docierasz do ludzi, którzy się w to „bawią”?

– Różnie. Dzwonimy do znajomych, oni podają informacje dalej. Ludzie, którzy biorą udział w projektach fundacji, już o tym wiedzą. Kilka miesięcy temu uruchomiliśmy na Facebooku profil Gałczyńskiego 7. Warto polubić stronę i wtedy informacje ma się na bieżąco. Nie chodzi tylko o to, czym ja się zajmuję. Na profilu pokazujemy wszystko, co się u nas dzieje i czym chcielibyśmy zainteresować ludzi.

– A czym nas zaskoczysz na najbliższym spotkaniu?

– W tej chwili kończymy realizację dużego projektu szkoleniowego, w który też mocno się zaangażowałam. Nie ma chwilowo czasu, żeby zajrzeć do gara, ale przed nami sezon grillowy. Mamy elektrycznego grilla, który fajnie się sprawdza. Może właśnie coś w tym klimacie? Chciałabym móc kiedyś zaprosić ludzi na coś takiego. Da się u nas posiedzieć na dworze. Jeszcze nie wiem, ale będzie fajnie, jeśli się uda.

– Zdradzisz nam przepis na coś łatwego?

– Bardzo często korzystam z wydanej przez Fundację książki „Smak na koniuszkach palców”. Można tam znaleźć dużo fajnych pomysłów na potrawy, które osoby niewidome są w stanie przygotować samodzielnie. Duży wybór daje też Internet. Każdy może wtedy ocenić, czy sam jest sobie w stanie poradzić z tym, co tam znajdzie. Mogę jednak wybrać coś sprawdzonego, coś, co będzie umiał zrobić każdy.

Naleśniki na bogato

Ciasto naleśnikowe:

– 2 szklani mąki, 2 jajka, 2 szklanki mleka, szczypta soli, łyżka oliwy lub oleju

Farsz:

– 50 dag mięsa mielonego z indyka lub wieprzowego, 50 dag pieczarek, 2 szklanki startego na jarzynowej tarce żółtego sera, 2 cebule, sól, pieprz, ewentualnie przyprawa do mięsa mielonego, 3 łyżki posiekanej zielonej pietruszki, pół szklanki oleju

Wykonanie:

Z podanych składników przygotować ciasto miksując je w dużym naczyniu. Smażyć cienkie naleśniki na patelni teflonowej, od czasu do czasu smarując patelnię olejem.

Naleśniki ułożyć na dużym talerzu i odłożyć w ciepłe miejsce lub przykryć drugim talerzem.

Przygotować głębszą patelnię lub rondel. Podsmażyć na 3 łyżkach oleju posiekaną drobno cebulę. Dodać po chwili mięso i doprawić przyprawą lub solą i pieprzem. Smażyć chwilę.

Pieczarki posiekać lub zetrzeć na grubych oczkach i podsmażyć na oleju lub maśle, dodać sól.

Mięso i pieczarki wymieszać w dużym naczyniu. Ewentualnie doprawić.

Na naleśnikach układać farsz i posypać żółtym serem. Zwinąć w trójkąt lub w kopertę. Wstawić na chwilę do piekarnika, opiekacza lub grilla elektrycznego, ewentualnie do mikrofali, aż ser się roztopi.

Smacznego!

Virtualna Warszawa – telefon dla każdego

O projekcie Virtualna Warszawa powiedziano już chyba prawie wszystko. Kwiecień to końcowa faza jego realizacji. „Prawie” to jednak nie wszystko. Jest to więc dobra okazja, aby podsumować, co udało się zrobić. Warto powiedzieć o niedociągnięciach, które są przecież nieuniknioną częścią każdego działania. Ponadto, tym, którzy jeszcze o nim nie słyszeli, przedstawić w skrócie jego założenia.

O pomyśle dotyczącym dofinansowania zakupu telefonów komórkowych przez osoby niewidome i słabowidzące mówiło się już ponad rok temu. Inicjatywa wzbudzała duże zainteresowanie. Miała duże grono zarówno zwolenników, jak i osób nastawionych do tego dosyć sceptycznie. Kolejne dyskusje pojawiły się po ogłoszeniu zasad uczestnictwa w projekcie i ostatecznym wprowadzeniu zmian w regulaminie.

Na początku sierpnia ubiegłego roku ogłoszono nabór wniosków o przyznanie dotacji na zakup nowoczesnych telefonów z ekranem dotykowym. Pieniądze na ten cel zostały przekazane przez fundację imienia Michaela Bloomberga, a smartfon miał pełnić swego rodzaju funkcję rehabilitacyjną. Równolegle Urząd Miasta Stołecznego Warszawy rozpisał przetarg na wykonanie aplikacji służącej do nawigacji na terenie stolicy, który miał powstać w oparciu o nowoczesny system tak zwanych beaconów – czyli nośników informacji, które docelowo miały być przechwytywane i odczytywane przez telefony komórkowe użytkowników tej aplikacji. Dzięki temu mieliśmy mieć możliwość dowiadywania się o tym gdzie dokładnie się znajdujemy, otrzymywać informację o kierunku i numerze nadjeżdżającego autobusu czy tramwaju oraz o kierunku, w którym aktualnie się poruszamy. Zadaniem aplikacji miała być także możliwość prowadzenia jej posiadacza wewnątrz wybranych budynków użyteczności publicznej. Planowano objąć wsparciem finansowym 1000 osób, a jego wysokość określono w zależności od posiadanego orzeczenia o stopniu niepełnosprawności. W krótkim czasie okazało się jednak, że nie każdy z chętnych będzie mógł otrzymać dotację. Wprowadzone zostało kolejne kryterium, które uprawniało do otrzymania dofinansowania – była nim deklarowana procentowa wysokość wkładu własnego. Mówiąc prościej, zaczęła obowiązywać zasada: kto da więcej, ten więcej dostanie. Nowa sytuacja i kolejna zmiana regulaminu wywoływały najróżniejsze reakcje.

Projekt zakładał przeszkolenie wszystkich uczestników z podstawowej obsługi smartfonów oraz indywidualną pomoc w ich doborze. Tematem zajęli się eksperci z Fundacji Szansa dla Niewidomych, którzy przyjmowali chętne osoby w trzech różnych miejscach Warszawy. Najwięcej osób zgłosiło się do salonu prezentacyjno-szkoleniowego fundacji przy Gałczyńskiego 7. Lokal dawał kursantom i instruktorom największe możliwości, a dodatkowo został przygotowany tak, aby dziennie mogło zostać przeszkolonych kilkanaście osób. W trakcie szkolenia pracownicy fundacji oferowali pomoc przy kompletowaniu dokumentów i wypełnianiu wniosków wymaganych w drugim etapie projektu. Była także możliwość obejrzenia i przetestowania najpopularniejszych smartfonów wiodących marek. Zwolennicy zarówno iPhone’a, jak i telefonów z systemem Android mogli znaleźć coś dla siebie. Pojawiło się jeszcze jedno rozwiązanie, a mianowicie telefon z fizyczną klawiaturą i funkcjami zaprojektowanymi specjalnie z myślą o osobach niewidomych. Telefon SmartVision zaprojektowany przez francuskiego producenta cieszył się zaskakująco dużą popularnością głównie wśród osób starszych oraz mających problemy z obsługą ekranów dotykowych. Fundacja, jako podmiot prowadzący szkolenia, przygotowała i opublikowała broszurę zawierającą najbardziej istotne informacje na temat projektu, dostępności i możliwości najbardziej popularnych modeli telefonów oraz podstaw ich obsługi. Każdy z uczestników, który odbył szkolenie, mógł ją bezpłatnie otrzymać.

W ramach realizacji projektu została powołana grupa osób, której zadaniem było testowanie i ocena funkcjonowania przygotowywanej aplikacji o nazwie Virtualna Warszawa. W składzie grupy znalazły się osoby niewidome i słabowidzące, korzystające na co dzień z komunikacji miejskiej oraz usług miejsc użyteczności publicznej. Apetyty i oczekiwania względem aplikacji były ogromne. Zapowiadano pierwszą prawdziwą i profesjonalnie działającą nawigację dostosowaną do potrzeb i wymagań osób niewidomych i słabowidzących. Obiecujące było, że aplikacja opierała się o istniejące i sprawdzone rozwiązania liderów w tej dziedzinie. Mimo to okazało się, że technologia potrafi być nieprzewidywalna i sprawia problemy tam, gdzie się ich nie spodziewamy. W efekcie aplikacja przygotowana przez firmę Inovatica nie uzyskała akceptacji zamawiającego i będzie tworzona od początku.

Obecnie trwają ostatnie szkolenia zakwalifikowanych osób. Dla wielu z nich jest to nowe i bardzo ciekawe doświadczenie. Niektórzy z uczestników przyznają, że nie mieli pojęcia o możliwościach zwykłego telefonu. Używanie go do prowadzenia rozmów powoli staje się najmniej istotne. Teraz nowoczesny telefon pełni funkcję komputera, kalendarza, karty płatniczej, sprzętu audio lub telewizora. Potrafi czasem przewidzieć pogodę i odpowiedzieć na trudne pytania. Każdą z tych funkcji lubią niewidomi i słabowidzący beneficjenci. Wszyscy czekamy więc na ciąg dalszy tej dobrej passy.

W klimacie Gałczyńskiego

Kilka pierwszych miesięcy tego roku to dla mazowieckiego oddziału Fundacji Szansa dla Niewidomych czas zmian. Zmian tak dużych, jak duża jest obecna siedziba tyflopunktu przy ulicy Gałczyńskiego 7 w Warszawie. Na najbliższe kilka minut chcielibyśmy zaprosić do jej obejrzenia i poznania ludzi, którzy tworzą to miejsce.

Dokładnie 1 marca z małego pokoiku przy ulicy Konwiktorskiej 9 zniknęło ostatnie pudło z dobytkiem fundacji, która właśnie tam, w siedzibie Polskiego Związku Niewidomych prowadziła swoją dotychczasową działalność. Pudło, jak i cały zespół szczęśliwie wylądowali w ogromnym lokalu w centrum miasta. Tego samego dnia w obecności Zarządu, gości ze świata polityki i mediów odbyło się jego oficjalne otwarcie. Siedziba wymagająca wcześniej generalnego remontu, którego kosztów Fundacja nie pokryła z własnych środków, lecz skorzystała z pomocy generalnego sponsora – firmy Altix, tego dnia prezentowała się znakomicie. Migawki z uroczystości oraz wywiady z gośćmi i pracownikami pokazał jeden z kanałów informacyjnych telewizji. Oficjalnie byliśmy gotowi na start.

Gałczyńskiego 7 to niewielka uliczka w centrum Warszawy położona w kwadracie ulic Nowy Świat, Ordynacka i Foksal. Najłatwiej też trafić do Fundacji wchodząc w bramę od Nowego Światu 48. W niewielkim pomieszczeniu pełniącym rolę recepcji, a przez niektórych zwanym też werandą, od razu da się poczuć miłą atmosferę tego miejsca. Można napić się kawy, spróbować pysznych ciastek i przede wszystkim załatwić sprawę, z którą się przyszło. Można więc na werandzie wypełnić wniosek o dofinansowanie zakupu sprzętu, zapisać się na prowadzone przez fundację zajęcia językowe czy sportowe, uzyskać stosowną poradę czy wreszcie porozmawiać z panią Agnieszką o wszystkim. Należy tu dodać, że to właśnie Agnieszka Jalinnik potrafi załatwić wszystko, robiąc często kilka rzeczy jednocześnie.

Z recepcji przechodzimy do niewielkiego pomieszczenia pełniącego rolę miejsca spotkań z ważnymi gośćmi, a czasami będącego też salą dla uczestników kursów języka angielskiego. W niedużych grupach można tam także w ramach zajęć spróbować brytyjskiej herbaty, niekoniecznie o 17.

Gwoździem programu i punktem kulminacyjnym dzisiejszej wycieczki niech będzie największe, podzielone na 3 części pomieszczenie, gdzie kwitnie życie fundacji. Mamy tu przede wszystkim salę szkoleniową, część prezentacyjną z fantastycznie wyposażoną ekspozycją oraz jakże ważne miejsce w każdym domu… kuchnię. Szefem i duchowym przywódcą tego miejsca jest Dariusz Linde. Nieduży facet, który jednak jeśli trzeba, potrafi być jednocześnie we wszystkich salach, porozmawiać z każdym na różne tematy, przeprowadzić szybkie szkolenie każdemu według jego potrzeb, a w skrajnych przypadkach przygotować szybkie danie, gdyby ktoś akurat zgłodniał. W tym ostatnim wypadku najczęściej interweniuje Agnieszka.

Część prezentacyjna jest swego rodzaju wystawą, gdzie udostępniamy naszym gościom do obejrzenia i testów najwyższej klasy sprzęt ułatwiający funkcjonowanie osobom niewidomym i niedowidzącym. Są to przede wszystkim różnego typu powiększalniki, urządzenia odczytujące tekst drukowany, specjalistyczne dyktafony i odtwarzacze książek audio, monitory brajlowskie, oprogramowanie, na urządzeniach codziennego użytku kończąc. Można spokojnie usiąść i dobrać coś do swoich potrzeb.

W lokalu przy Gałczyńskiego odbyło się już wiele spotkań, a już planujemy kolejne. Odwiedziła nas między innymi grupa niewidomych uczestników międzynarodowego programu Erasmus, przedstawiciele urzędów i bibliotek, ludzie nauki i nauczyciele akademiccy. Swoje comiesięczne posiedzenie zorganizowała tu również Komisja Dialogu Społecznego do spraw Niepełnosprawności.

W ramach swoich działań Fundacja realizuje tu dwa duże projekty. „Aktywna Warszawa” – to działanie wspierające osoby niewidome i niedowidzące na rynku pracy. Uczestnicy mogą wziąć udział w indywidualnie dopasowanych szkoleniach ułatwiających zdobycie odpowiedniego zatrudnienia. Dla osób wyróżniających się oferowane są także płatne staże.

Program VIP System Plus prowadzony we współpracy z Polskim Związkiem Niewidomych oferuje natomiast cykl zajęć usprawniających, możliwość uzyskania porady psychologa czy prawnika, zajęcia z orientacji przestrzennej, naukę języka angielskiego na wszystkich poziomach czy zajęcia sportowo-rozrywkowe i spotkania towarzyskie. Nowa lokalizacja, a przede wszystkim duża przestrzeń, daje praktycznie nieograniczone możliwości do prowadzenia tego rodzaju działań i do planowania kolejnych w przyszłości.

W najbliższych tygodniach planujemy przeprowadzenie zajęć z nauki gotowania bez użycia wzroku. Wszystkie informacje na ten temat można uzyskać pod numerem telefonu 22 635 10 60.

Od 10 sierpnia jesteśmy także dostępni na Facebooku. Na bieżąco informujemy o naszych działaniach, planach, a w razie potrzeby odpowiadamy na pytania. Czasem organizujemy również konkursy z ciekawymi nagrodami. Zapraszamy do odwiedzenia i polubienia naszego profilu i do odwiedzania nas w tak zwanym realu. Mamy nadzieję, że będą chcieli Państwo do nas wracać.

Szansa dla najlepszych. Wywiad ze zwycięzcami konkursu „Jestem lepszy od…”

Za nami druga już edycja konkursu „Jestem lepszy od…”, który promuje i nagradza ciekawe pomysły i interesujące działania na rzecz środowiska osób niepełnosprawnych wzroku. W roku 2016 odbyła się pierwsza jego edycja. Wtedy zwyciężył projekt promujący nieznaną widzącym bezwzrokową dyscyplinę sportu blind football. Ogłoszeniem tego konkursu zainteresowało się wtedy około 400 tysięcy internautów. W tym roku doszły do nich kolejne tysiące osób. Jak widać, akcje mające cechy autentyczności są dla internautów interesujące. Po sukcesie pierwszego roku, Fundacja Szansa dla Niewidomych zorganizowała drugą jego edycję.

Spotkanie z jego zwycięzcami – trójką laureatów wyłonionych w głosowaniu internautów i wyróżnionych decyzją Kapituły Konkursu odbyło się tym razem w Salonie Prezentacyjno – Szkoleniowym Fundacji Szansa dla Niewidomych. Spotkanie, które poprowadził prezes Fundacji Marek Kalbarczyk, było okazją, by zamienić kilka słów z ludźmi, którym losy osób niepełnosprawnych nie są obojętne, a działanie na ich rzecz stanowi nie tylko pracę, lecz przede wszystkim pasję.

Na trzecim miejscu znalazł się projekt Nietoperz, polegający na stworzeniu systemu nawigacji i ostrzegania dla osób niewidomych. Niestety, jego twórca nie mógł wziąć udziału w rozdaniu nagród. Udało nam się natomiast krótko porozmawiać z panią Karoliną Włodarską z Opola – laureatką drugiej nagrody – za projekt Tandemem przez Polskę. Jego celem było między innymi zorganizowanie wycieczki rowerowej z udziałem osób niewidomych i słabowidzących.

– Dlaczego akurat tandemy? Skąd wziął się pomysł na taką akcję?

– To taka trochę kontynuacja akcji „Tandem pod choinkę”, którą udało nam się zrealizować na początku tego roku. Założeniem akcji było zebranie środków pieniężnych na zakup i złożenie tandemu dla niewidomej Alicji Stelmaszczyk z Opola. Akcja bardzo szybko przerosła zakładany plan, dzięki czemu udało się obdarować podobnymi rowerami jeszcze dwie osoby – niedowidzącego Mateusza Jończy z okolic Nysy i chorującego na autyzm Artura Kurnytę z Opola.

Tym razem planujemy złożyć tandem, z możliwością regulacji jego wielkości, tak aby mogły się nim poruszać osoby różnego wzrostu. Zależy nam również na tym, aby był wygodny i bezpieczny, żeby każda podróżująca nim osoba mogła bez obaw pokonywać kolejne kilometry.

Rower przeznaczony będzie do użytku przez osoby niewidome i niedowidzące, które będą chciały doświadczać wrażeń z jazdy jednośladem. Jazda rowerem to świetny sposób na rehabilitację, ale również na dobrą zabawę, odskocznia od codziennych obowiązków, na poznanie siebie i pokonywanie własnych słabości.

– Na co dzień pracuje Pani z osobami niewidomymi?

– Na co dzień pracuję w Makro i odbieram telefony od klientów (śmiech).

– Skąd w takim razie dowiedziała się Pani o projekcie?

– Jedna z moich znajomych udostępniła post z konkursem na swojej tablicy na Facebooku.

– Proszę powiedzieć, jak wyglądała realizacja projektu. Co robiliście, czy ktoś pomagał? To chyba nie jest łatwe, szczególnie dla kobiety?

– Za zebrane wcześniej pieniądze zakupiliśmy ramę, amortyzator i korby do tandemu. Od bliskich nam osób dostaliśmy jeszcze kilka części. Do całkowitego złożenia naszego roweru potrzeba nam jeszcze ok. 2000 zł i w obecnej chwili jesteśmy w trakcie poszukiwania sponsora bądź sponsorów, którzy wesprą naszą akcję. W przyszłym tygodniu opolska TV chce nam pomóc w tym przedsięwzięciu.

Mamy nadzieję, że do połowy września rower będzie gotowy do użycia.

– Serdecznie gratulujemy drugiej nagrody. Jakie ma Pani w związku z tym plany na przyszłość?

– Ja, mój partner i wielu naszych przyjaciół jesteśmy mocno związani z pasją rowerową i organizujemy wiele wycieczek tego typu. Jeszcze we wrześniu chcielibyśmy zorganizować wspólny wyjazd dla osób niewidomych, niedowidzących, a także widzących.

Niedowidząca Emilia Marcinkowska z Poznania otrzymała pierwszą nagrodę za zorganizowanie warsztatów kulturalnych „Horyzonty”. Były one okazją do wymiany poglądów na temat szeroko pojętej kultury: filmu, teatru czy literatury. Zapytana o swoją pracę i zainteresowania mówi:

– Na co dzień pracuję zawodowo. Stanowisko pracy mam przystosowane do moich potrzeb, gdyż jestem osobą niedowidzącą.

W czasie wolnym działam społecznie na rzecz środowiska osób z dysfunkcją wzroku w Klubie Młodych i Aktywnych działającym przy Okręgu Wielkopolskim Polskiego Związku Niewidomych w Poznaniu. Lubię aktywny wypoczynek i chodzenie po górach. Interesuję się modą i florystyką. Lubię słuchać książek, a także piec ciasta.

– Proszę powiedzieć kilka słów o tym, czym się Pani zajmuje w pracy. Rozumiem, że ma Pani styczność z osobami niewidomymi?

– Tak. Pełnię funkcję społeczną w Zarządzie. W naszym Klubie podejmujemy różnorodne działania, które mają na celu mobilizowanie młodych osób do aktywnego życia, do wyjścia z domu, rehabilitacji i pozytywnego myślenia. Jest to szczególnie ważne dla osób, które mieszkają w małych miejscowościach i wsiach naszego województwa. Sama mieszkam w takiej wsi i często zastanawiam się, co bym robiła, gdyby nie działania Klubu. To dzięki działaniom podejmowanym w pierwszych latach działalności Klubu zmieniłam własny sposób myślenia i patrzenia w przyszłość. Brałam udział w wielu szkoleniach i projektach dla osób niepełnosprawnych, dzięki którym „nabrałam wiatru w żagle” i dziś działam na rzecz osób z dysfunkcją wzroku. Pozytywne myślenie jest podstawowym krokiem do własnego rozwoju i osiągania różnych sukcesów. Klub działa już 10 lat. Nasze spotkania cieszą się dużym zainteresowaniem. Mimo problemów komunikacyjnych raz w miesiącu nasza sala jest pełna. Staramy się, aby nasze spotkania były różnorodne i ciekawe. Podejmowane są działania aktywizujące osoby niewidome i niedowidzące: sportowo, kulturalnie, turystycznie, a także zajęcia rozwijające koordynację wzrokowo – ruchową, w tym różnego rodzaju zajęcia plastyczne, by przyczyniały się do rozwoju osobistego każdego z nas. Do naszych działań należy także prezentowanie środowiska na zewnątrz – spotkania z innymi organizacjami pozarządowymi, uczestnictwo w warsztatach, konwentach.

– Jak trafiła Pani na informacje o konkursie?

– O konkursie dowiedziałam się od Przewodniczącej Klubu Młodych i Aktywnych, Magdaleny Orzeszko. Szukamy różnych źródeł finansowania naszych pomysłów, poszukujemy w różnych miejscach. Magda wysłała mi link do strony o ogłoszonym konkursie.

– I udało się! Zdobyliście pierwszą nagrodę. Proszę powiedzieć jak wyglądają takie warsztaty. O czym rozmawiacie, co oglądacie?

– Projekt jest w realizacji (należy go zrealizować do dnia 1 października 2017 r.). Podczas trzydniowych warsztatów w Gnieźnie, w dniach 25-27 sierpnia odbędzie się spotkanie z książką, filmem, teatrem. Będziemy dyskutować o tym, co warto przeczytać, obejrzeć, usłyszeć. Zaplanowane są: spacer po mieście z przewodnikiem, zajęcia z instruktorem orientacji przestrzennej, wyjście na koncert gitarowy. Planujemy noc filmową, gdzie będą prezentowane filmy z audiodeskrypcją. Obecnie trwa głosowanie na filmy, które chcemy obejrzeć. Za nami jest pokaz filmu ”Grawitacja”, a przed nami „Most Szpiegów” i „Koneser” w kinie Pałacowym CK Zamek w Poznaniu, gdzie współpracujemy z Panem Janem Rajpold. Do Teatru Muzycznego w Poznaniu pójdziemy na sztukę pod tytułem „Akompaniator”.

– W takim razie życzymy miłych wrażeń i jeszcze raz gratulujemy zwycięstwa. Ma Pani już jakieś pomysły i plany na przyszłość?

– Oczywiście: powstanie Klubu książki i kinomaniaka, zorganizowanie obozu sportowo – artystycznego, zorganizowanie warsztatów zdrowego żywienia, podczas których moglibyśmy udoskonalić swój warsztat kulinarny zarówno w teorii, jak i w praktyce, poćwiczyć układanie zdrowego menu, zapoznać się z technikami dekorowania potraw i przyrządzania deserów, wyjazd do Bochni do Kopalni Soli, gdzie miałam przyjemność być kilka lat temu i uważam, że jest to miejsce godne polecenia i poznania.

– W takim razie życzymy spełnienia planów i powodzenia.

Informacji o kolejnych edycjach Konkursu prosimy szukać na stronie internetowej Fundacji: www.szansadlaniewidomych.org

Dwie olimpiady 2012

„Na czas Igrzysk broń odłożona” – zaśpiewał dawno temu bardzo popularny u nas do dziś zespół rockowy. To jedna z dwóch olimpijskich piosenek, które nagrali polscy artyści. Dla mnie, nie kibica, tego rodzaju imprezy były zawsze okazją do pamiętania tego, co obok. Czy olimpijska piosenka napisana specjalnie na tę okazję była ładna i jak bardzo była podobna do poprzednich? Przeważnie była ładna i zazwyczaj prawie taka sama jak jej poprzedniczki. No, może z wyjątkiem olimpijskiego „hymnu” na olimpiadzie w Los Angeles, ale nas tam wtedy z różnych powodów nie było. Wszystkie te pieśni mówiły oczywiście o tym samym: umiesz, możesz, zwyciężysz, potrafisz, jesteś wielki, zapamiętaj tę chwilę, bo jest najważniejsza. I w ogóle to nikomu nie przeszkadzało. Zawsze potem chętnie wracało się do takich wspomnień. Nieistotne, ile przywiozło się medali. Podobno najważniejsze, że tam się było.

Od ponad 50 lat obok „prawdziwych” igrzysk odbywają się zmagania niepełnosprawnych sportowców, tak samo ważne i liczące się w sportowych rankingach. Są organizowane przez ten sam olimpijski komitet, mają podobną oprawę i cieszą się podobną popularnością wśród kibiców. Tym razem co prawda nie otworzył ich już Bond – James Bond, ani nie zrobiła tego brytyjska Królowa skacząca na spadochronie w swojej perfekcyjnie wyprasowanej sukni. Nie zaśpiewali artyści z całej historii brytyjskiej muzyki pop, nie ożył John Lennon, niemniej jednak organizatorzy postanowili z dużym sukcesem stworzyć paraolimpijczykom fantastyczną atmosferę.

Często zdarza się nam w mediach zastanawiać nad kondycją naszego sportu. Dlaczego jest źle i czy naprawdę aż tak źle, kto winien: czy trener, klub, czy jeszcze ktoś inny, co zrobić, co zmienić?

Przy okazji rozpoczęcia paraolimpiady, gdzie mamy o wiele mniej wyjeżdżających na imprezę sportowców, okazuje się, że potrafią oni przywieźć o wiele więcej medali niż ci „prawdziwi”.

Która z olimpiad jest bardziej „prawdziwa” i czy w ogóle zasadne jest stawianie takiego pytania?

Do tego rodzaju refleksji zmusiła mnie wypowiedź reportera naszej telewizji, który chwilę przed rozpoczęciem imprezy powiedział: „Pogratulujmy wyjazdu naszym dzielnym i fantastycznym sportowcom do Londynu” – na pewno nie był to zamysł dziennikarza, ale zabrzmiało to trochę lekceważąco. Dlaczego tacy dzielni i znakomici? Czy dlatego, że potrafią walczyć z własnymi słabościami poruszając się na przykład na wózku inwalidzkim, czy może dlatego, że chcą coś osiągnąć? Wtedy, gdy nadawany był reportaż, igrzyska jeszcze się nie rozpoczęły. Czy osoby pełnosprawne boją się wyrazić krytykę wobec osoby niepełnosprawnej? Czy boją się ich w ten sposób urazić? Z pewnością nie urażą, a cytując w większości naiwne teksty z olimpijskich hymnów: umiesz, możesz, zwyciężysz, potrafisz, jesteś wielki, zapamiętaj tę chwilę, bo jest najważniejsza, dodadzą im w ten sposób otuchy. Opinie serwowane paraolimpijczykom trochę na wyrost w żaden sposób im nie pomogą. Odniosą z pewnością odwrotny skutek.

Z pewnością do wielu naszych sportowców opinie nie dotarły. W piątym dniu igrzysk mamy już 6 medali i jeden rekord świata. Niech będzie jeszcze lepiej.

Widoczne zaangażowanie. Niewidzialna wystawa

ROZMOWY W MROKU

Wywiad z Dyrektorką wystawy Panią Małgorzatą Szumowską

Jak tak naprawdę wygląda świat osób niewidomych, ich życie, trudności i kłopoty, z którymi na co dzień się stykają? Co robią, jak żyją i czy wszystko to rzeczywiście wygląda inaczej? Jak to jest gdy widzi się słabiej, mniej dokładnie, gdy pewnych rzeczy się nie zauważa? Co się czuje, co się myśli? – na te i wiele innych podobnych pytań zdarzało mi się odpowiadać w gronie znajomych, w pracy, w szkole, gdziekolwiek. Czy rzeczywiście jest inaczej? Na każde z tych pytań trudno udzielić krótkiej i jednoznacznej odpowiedzi. Stąd właśnie wziął się pomysł na ten tekst.

Sytuacja na tyle inna niż zwykła codzienność spotkała się z tak dużym zainteresowaniem, że kilka lat temu ktoś wpadł na pomysł, by przybliżyć ją szerszemu gronu odbiorców. Trudno jednoznacznie stwierdzić czy z chęci zysku, pokazania innego stylu życia, odkrycia kolejnej „ekstremalnej” ciekawostki. Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, okazało się to strzałem w dziesiątkę.

„Niewidzialna wystawa” przygotowana na wzór otwartego na Węgrzech centrum, „prezentacja” znakomicie odzwierciedla sytuacje, w jakich musimy sobie poradzić bez pomocy wzroku. To już nie tylko panujące wkoło ciemności, do których nie sposób przyzwyczaić wzroku. To dźwięki, zapachy, czasem nawet zmiana temperatury otoczenia. Nad wszystkim, nad świetną atmosferą, nad bezpieczeństwem gości i ich dobrym samopoczuciem czuwa… normalnie widząca osoba. Pełna energii, pasji dla tego co robi i pozytywnego podejścia do innych. Pani Dyrektor Małgorzata Szumowska. Pierwsze wrażenie? – chodząca energia, pełna pomysłów i zapału do nowych działań, gotowa na każde wyzwanie, nawet najbardziej niewykonalne. A co najbardziej zaskakujące – kobieta kibic! – nie trzeba jej tłumaczyć czym jest spalony. Wszystkie te pozytywne cechy zabiera ze sobą do pracy, to pewnie dlatego gromadzi wokół siebie tylu sympatycznych i pozytywnych ludzi. Poznaliśmy się przez zupełny przypadek i nie było żadnego problemu z umówieniem się na kolejne spotkanie i chwilę rozmowy.

Pani Dyrektor przywitała nas uśmiechem i mocnym, serdecznym uściskiem dłoni. „Małgosia” – przedstawiła się, czym od samego początku naszego spotkania wprowadziła przyjazną atmosferę udowadniając, że rozmowa będzie otwarta i bez zbędnego dystansu. Najpierw opowiedziała nam o sobie. Dowiedzieliśmy się, że od dłuższego czasu zajmowała się zarządzaniem, ale były to zupełnie inne branże, między innymi sport, handel, jednak podkreśliła zdecydowanie, że zawsze pracowała z ludźmi i od zawsze było to jej wielkie hobby oraz że nie wyobraża sobie – jak sama powiedziała – „zamknięcia w puszce.”

– Nie mogłabym pracować tylko i wyłącznie z papierami, z komputerem, po prostu muszę mieć na podorędziu grupę ludzi, bardzo pozytywnych i zawsze miałam dosyć dużo szczęścia właśnie do współpracy z pozytywnymi, pełnymi energii ludźmi. Teraz są to nasi niewidomi i ekipa administracyjna Niewidzialnej Wystawy i myślę, że mogę powiedzieć, dodam, że dzień przed moimi trzydziestymi urodzinami, że to jest chyba najfajniejsza przygoda w moim życiu – oznajmiła nam z uśmiechem na twarzy. I faktycznie, entuzjazm, z jakim opowiada nam o pracy przy Niewidzialnej Wystawie świadczy o tym, że jest osobą spełnioną i szczęśliwą z racji tego gdzie jest i co robi.

– A skąd wzięła się cała idea?

– To jest projekt węgierski i wystawa początkowo w każdym kraju, w którym się pojawia, przewidywana jest na mniej więcej dwa lata, ale później okazuje się, że to się rozciąga w czasie i tak jest w przypadku Budapesztu, gdzie wystawa istnieje już ponad cztery lata, zmieniła teraz siedzibę i myślę, że bardzo fajnie się to sprawdzi i będą długo i szczęśliwie funkcjonować i mam nadzieję, że my również. Jesteśmy dopiero przed pierwszą rocznicą, więc na razie nie mogę zbyt wiele mówić. Wakacje to specyficzny czas w Warszawie, widać po ilości samochodów na ulicach, że miasto pustoszeje, natomiast dajemy sobie z tym radę. Wchodzimy teraz w nowy rok szkolny, gdzie przybędą nasi fantastyczni goście w postaci uczniów szkół podstawowych, gimnazjów, liceów, także zabieramy się za edukację młodzieży.

– Wspomniałaś, że pracujesz z osobami niewidomymi, a czy wcześniej znałaś kogoś niewidomego?

– Nie, właśnie wcześniej nie znałam nikogo niewidomego, ale weszłam w ten projekt, nie chciałabym powiedzieć, że bez zastanowienia, ale nie wyobrażałam sobie tego w żaden sposób, nie miałam żadnych oczekiwań, po prostu wiedziałam, że spotkam nową grupę ludzi.

– A czy miałaś jakieś obawy?

– Żadnych. Po prostu miałam nadzieję, że trafię na fajnych ludzi. Myślę, że nie ma się czego bać. Ja oceniam człowieka według jego osobowości w życiu prywatnym, a w życiu zawodowym według jego osobowości i kompetencji, mam dosyć dobrą intuicję do ludzi, więc bardzo szybko zorientowałam się, że to jest naprawdę fantastyczna ekipa i dużo mi właśnie pomogło to, o czym mówimy, że w żaden sposób nie próbowałam sobie w głowie kreować kto to będzie, jak to się je, co z tym fantem zrobić, czy się uda, czy się nie uda, liczyłam tylko na to, że ludzie będą mieli dużo pozytywnej energii.

– Wiemy, że wystawę odwiedzają osoby znane, ostatnio byli piłkarze Legii, a kto jeszcze z tych znanych był?

– Akurat wyszedł z wystawy Roman Roczeń (niewidomy pieśniarz i gitarzysta, organizator imprez żeglarskich dla osób niewidomych – przyp. red.). To jest nasz dobry duch, tę wystawę zwiedza już chyba po raz dziesiąty, może więcej, ale zawsze przyprowadza jakichś gości. Warto tu podkreślić, że ten znak jakości, który on nam dał, przyprowadzając kolejnych gości, rekomendując nas innym osobom, to dla nas bardzo ważna rzecz, bo myślę, że perspektywa doświadczania tej wystawy przez osoby niewidome też jest istotna. Ktoś mógłby przyjść i powiedzieć na przykład „to nie powinno być tak”, „ja to czuję inaczej”, tymczasem przychodzą do nas osoby niewidome i mówią „to jest to”, „jest ok”, „tak powinno to wyglądać”. Mamy w planach kilku fajnych gości, nie mogę na razie zdradzać, ale założyłam sobie coś takiego, że chciałabym spełniać marzenia moich przewodników dotyczące goszczenia tutaj osób – powiedziałabym „niezwykłych”, chociaż nasz każdy gość z osobna jest niezwykły.

– A może jest taki „niezwykły” gość, którego chciałabyś zaprosić, ale wiesz, że jest to nieosiągalne?

– Z mojej perspektywy najchętniej zaprosiłabym tutaj Tomka Stańko, jazzmana, no ale niestety, chyba nie da rady ze względu na jego liczne podróże i osadzenie się na stałe w Stanach. Ale idąc tym tropem, niebawem, we wrześniu, odwiedzi nas niezwykły artysta, polski artysta, muzyk, rozmawiałam z nim już… To będzie spełnienie marzenia naszej przewodniczki Karoliny, mam nadzieję, że wszystko się uda, natomiast był wielkim entuzjastą, mówił, że bez specjalnego zaproszenia też by się wybrał, ponieważ słyszał od brata, że jest tutaj naprawdę coś niezwykłego do doświadczenia, do wyczucia, do obejrzenia za pomocą innych zmysłów, także okazuje się, że wieść się niesie o nas i to mnie bardzo cieszy. Teraz pracuję nad tym, żeby zaprosić kolejnego gościa. Jeżeli chodzi o dalszą perspektywę to jeszcze nie wiem, ponieważ każdy ma się zastanowić kogo chciałby tutaj ugościć. Udało się z Legią. Legia to było marzenie, oprócz tego, że moje, to było marzenie Kasi, marzenie Tomka i się udało. Jak się okazuje, trzeba się troszkę uprzeć… To nie jest tak, że my jesteśmy nastawieni tutaj na goszczenie jakichś niesamowitych osobistości, bo – tak jak mówię – dla nas każdy gość jest najważniejszy.

– Wystawa pojawiła się również na ulicy, jak to wygląda?

– To jest część naszej wystawy, która nie jest prezentowana tutaj, stacjonarnie i nazywa się to „Niewidzialny labirynt”. To jest szesnaście elementów, które stawiamy w dowolnym miejscu. Mieliśmy inaugurację „Niewidzialnego labiryntu” na Jarmarku św. Jacka na

ul. Freta w ostatni weekend, w przyszłą niedzielę

będziemy na paradzie labradorów na Polach Mokotowskich. Stawiamy sobie taką krętą ścieżkę, która pozornie dla osoby widzącej wydaje się banalna do przejścia, ale jeżeli wchodzimy w to z innej perspektywy, zasłaniamy oczy, dajemy białą laskę, okazuje się, że to, co jest bardzo proste, ta konstrukcja prosta pozornie, przysparza wielu kłopotów. To jest taka nasza namiastka, taki plenerowy happening, ale fajnie się to przyjęło. Dużo dzieciaków, sporo dorosłych próbowało swoich sił i myślę, że dopóki będzie ciepło, będziemy się z tym pojawiać.

– To wszystko spotyka się chyba z ogromnym zainteresowaniem, jest to coś innego, nowego…

– Na pewno to trochę dziwi, bo tak jak mówię – my zainstalowaliśmy „Niewidzialny labirynt” po raz pierwszy na dużej imprezie masowej, więc byliśmy jakąś ciekawostką samą w sobie, jednym z punktów, elementów jakiejś imprezy. To było w strefie dziecka, więc byliśmy przeznaczeni raczej dla młodszych odbiorców, ale nie każdy młodszy odbiorca był zainteresowany, natomiast dorośli, opiekunowie, rodzice bardzo chętnie przechodzili przez „Niewidzialny labirynt”. W związku z tym, my też mieliśmy okazję żeby porozmawiać, zachęcić do tego żeby do nas przyjść, sprawdzić co czeka na Niewidzialnej Wystawie, czego można się spodziewać, udzielić kilku informacji, ponieważ byłam tam ja, była Kasia przewodniczka, drugiego dnia był Jarek. Także można było porozmawiać z rodzicami i troszeczkę poopowiadać dzieciakom co oznacza być osobą niewidomą, daliśmy pewną szansę sprawdzenia jak to jest, pytaliśmy dzieci czy znają osoby niewidome. Kilka takich maluchów opowiadało, że na przykład w szkole jest taka osoba i myślę, że to ma też taką bardzo fajną misję, nie chciałabym tego przewartościować, ale ma to jakąś misję integrowania młodszych osób z rówieśnikami, którzy mają jakieś dysfunkcje.

– To teraz tak na zakończenie – jak zachęciłabyś do przyjścia tutaj kogoś, kto bardzo nie chce przyjść, co byś mu powiedziała żeby zmienił zdanie?

– Gdybym miała przekonać kogoś, kto jest dosyć oporny, to powiedziałabym, że oprócz tego, że jest to edukacja, bo jesteśmy projektem edukacyjnym, to jest to też forma rozrywki, przygoda, która na pewno jest nieporównywalna z innymi formami rozrywki. Jest to coś specjalnego, niezwykłego, rodzaj pewnego survivalu, jeśli mogę to tak nazwać i myślę, że warto spróbować czegoś innego niż tylko teatr, koncert, kino. Jesteśmy w Warszawie jeszcze co najmniej przez półtora roku, więc warto znaleźć tę godzinę i piętnaście minut żeby przyjść i przeżyć przygodę swojego życia.

– Dziękujemy serdecznie za rozmowę i życzymy powodzenia w realizowaniu wszelkich planów i zamierzeń.

– Dziękuję.

Już od połowy września na gości odwiedzających niewidzialną wystawę czekać będzie wiele atrakcji oraz niespodzianek. Altix ma zaszczyt znajdować się w gronie partnerów wspierających projekt, przez co również działa na rzecz edukacji i integracji.

Test powiększalników

Coraz szybciej rozwijający się rynek rozwiązań, dedykowanych słabowidzącym, daje użytkownikom możliwość wyboru spośród wielu, podobnych do siebie urządzeń. Należy jednak pamiętać, iż podobne nie oznacza takiego samego, a walory praktyczne zakupionych urządzeń mogą być rożne. Często wybieranym przez osoby słabowidzące rozwiązaniem są powiększalniki stacjonarne. Ich powszechność wynika z faktu, iż pomagają w odczytaniu treści zawartych w książkach, dokumentach oraz na dowolnych, mieszczących się pod kamerą przedmiotach. Spośród obecnych na rynku producentów powiększalników, na szczególną uwagę zasługują firmy BAUM Retec AG, Freedom Scientific oraz Optelec. W artykule chcielibyśmy zająć się porównaniem produktów właśnie tych marek. Wśród produktów firmy Baum znaleźć można powiększalniki Visio 19, Visio 19+ oraz Visio HD. Zarówno Visio 19 jak i Visio 19+ wyposażone zostały w 19 calowe ekrany TFT, które wzbogacone o wbudowane kamery, umożliwiają oglądanie obrazów w powiększeniu od 3 do 45 razy. Oba posiadają funkcje ustawienia wielkości, kontrastu i poziomu jasności. Rożni je natomiast ilość przycisków na panelu sterowania (4 w przypadku Visio 19 i 6 w przypadku Visio 19+) oraz zwiększona (w przypadku Visio 19+) z 7 do 14, ilość układów kolorów wysokiego kontrastu (możliwość oglądania w kolorach rzeczywistych). Dużo lepiej wygląda sytuacja w przypadku powiększalnika Visio HD. Wykorzystanie kamery z możliwością nagrywania w rozdzielczości HD (1280 x 720), zapewnia dużo przejrzystszy obraz oraz możliwość powiększania od 2,3 do 85 razy. Rozdzielczość wykorzystanego monitora zapewnia obraz w rozdzielczości 1920 x 1080. Za zaletę powiększalników tej firmy można uznać ich niską (blisko 12 kg) wagę oraz nieco niższą, w stosunku do konkurencji, cenę (blisko 8000 zł za Visio 19+ i 12500 zł za Visio HD). Sam wybór urządzeń jest jednak nieco ograniczony, a ich parametry są mało konkurencyjne. Większy wybór, choćby ze względu na ilość dostępnych ekranów oraz zdecydowanie lepsze parametry urządzeń, zapewnia firma Freedom Scientific. Głownymi powiększalnikami stacjonarnymi tej firmy są te, pochodzące z serii Topaz. Oferowanych przez nie funkcji jest bardzo wiele (między innymi wszystkie opisane wcześniej w związku z powiększalnikami Visio). Z ciekawszych można wyróżnić opcję pojedynczej linii czytania oraz funkcję Find (umożliwia ona szybkie powiększanie wskazanego miejsca i powrót do opcji czytania). Wybierając powiększalnik można wybrać spośród czterech różnych (17, 20, 22 oraz 24 cale) ekranów, pozwalających (w zależności od wybranego modelu) na powiększanie od 1,9 do 74 razy. Po zainstalowaniu opcjonalnego oprogramowania GEM, uzyskujemy dodatkowo możliwość przeglądania dokumentów na ekranie naszego komputera. Program pozwala również na zapis przeglądanych obrazów na dysku. Dla bardziej wymagających klientów firma przygotowała wersję HD. Oprócz wyższej jakości obrazu, urządzenie to zapewnia możliwość (w zależności od wybranego modelu) powiększania już od 1.5 do 67 razy. Umożliwia dzięki temu łatwiejsze przemieszczanie się po przeglądanym dokumencie, bez konieczności przesuwania go pod kamerą. Ceny urządzeń firmy Freedom Scientific kształtują się w przedziale pomiędzy 8254 a 10535 zł. Bardzo ciekawe rozwiązanie zaproponowała firma Optelec. Decydując się na jej produkty mamy możliwość dowolnego wyboru podzespołów, stosownie do naszych potrzeb. Klientom zapewnia to szeroki wybór produktów, a firmie możliwość proponowania niestosowanych wcześniej rozwiązań. Jednym z ciekawszych pomysłów firmy jest TwinView – monitor umożliwiający widok obrazu z komputera oraz powiększalnika jednocześnie. Wykorzystując tę technologię możemy płynnie przechodzić pomiędzy widokami pełnoekranowymi lub przeglądać oba obrazy jednocześnie na podzielonym (pionowo lub poziomo) ekranie. Kolejnym godnym uwagi pomysłem jest nowy system ustawiania ramienia (UFA – Ultra Flexible Arm), pozwalający na jego regulację w pięciu różnych kierunkach. Do poprawy ergonomii pracy może przyczynić się także, równie ciekawe i praktyczne rozwiązanie, jakim jest PC Footswitch. Pozwala ono na zmianę pomiędzy ekranami PC i ClearView za pomocą umieszczonego pod nogą urządzenia. Wygodnym, cenionym przez użytkowników rozwiązaniem jest umieszczenie panelu sterowania pod ręką użytkownika. Pozwala to na zdecydowanie wygodniejszą i wydajniejszą pracę. Dzięki coraz większej ilości dodatkowych rozwiązań, firma Optelec umożliwia bez wątpienia najlepsze dostosowanie ustawień dla najbardziej wymagających użytkowników. Zestawy firmy Optelec można nabyć już od kwoty 8245 zł. To jednak jakie urządzenie wybierzemy, powinno zależeć od naszych indywidualnych potrzeb. Warto skonsultować się w tej sprawie z ekspertem.