Felieton skrajnie subiektywny. Europa na laickim zakręcie

Za każdym razem kiedy czytam te teksty, czuję zalewającą mnie falę złości i odczuwam potrzebę natychmiastowej riposty. Jak zareagować na tekst, w którego tytule w odniesieniu do obrazu Maryi Jasnogórskiej pojawia się sformułowanie „czarna, odrapana twarz”, tekst, którego autor próbuje wykazać wyższość bogini Lady (Łady, Leili), słowiańskiego odpowiednika egipskiej Izis, nad Maryją, matką Zbawiciela? Oto znamienny fragment: „(…) Uważane za symbol macierzyństwa i płodności, za matki wielu bóstw. Jak Izis, Lada miała nasze słowiańskie świątynie w różnych miejscach mocy. Miała klasztor, szkołę duchową i westalki, dziewice zwane Ladacznicami. Jednym z tych miejsc jest Częstochowa, a dokładnie wzgórze zwane jasnym, czyli Jasna Góra. Lada jako miejscowa gospodyni Mazowsza, w tym Jasnej Góry, była solą w oku krwawo wprowadzanemu kultowi Maryi, pochodzącej z Afryki, dokładniej z Palestyny, dokładniej z Judei, dokładniej z Betlejem”. Być może te brednie zasługują jedynie na uśmiech politowania, bowiem świadczą o kompletnym niezrozumieniu planu zbawienia i roli w tym planie Maryi, co w przypadku osoby niewierzącej jest w pewnym sensie zrozumiałe. To w warstwie religijnej. W warstwie faktograficznej kult Ledy nie został potwierdzony, podobnie jak rzekome miejsce kultu – Jasna Góra. Autor felietonu wywodzi swoje mądrości wprost z kronik Jana Długosza, których rzetelność, szczególnie we fragmentach dotyczących pradziejów Lechii, starożytnej Polski, podważa większość uznanych historyków. W warstwie kulturowej te brednie świadczą o niezrozumieniu roli chrześcijaństwa w rozwoju cywilizacji i kultury europejskiej. Architektura naszego kontynentu, malarstwo, rzeźba, muzyka, a nawet moda, rozwijały się przez wiele wieków w oparciu o chrześcijaństwo. W szerszym wymiarze wspomniany przeze mnie tekst jest egzemplifikacją bezpardonowego ataku na religię, z której wyrosła Europa. Ataku, który doprowadził do dechrystianizacji dużej części naszego kontynentu i postępującego procesu utraty tożsamości jego obywateli. Ataku, polegającego m.in. na obrażaniu uczuć religijnych chrześcijan, na który wojujący ateiści nie odważyliby się w odniesieniu do judaizmu czy islamu.

Dziś o poprawności politycznej, o europejskości i o światłym umyśle decyduje odcięcie się od katolicyzmu, który stał się synonimem ciemnogrodu. Jednocześnie niepoprawne politycznie jest krytykowanie judaizmu czy islamu. Trudno nie zauważyć w tym niekonsekwencji europejskich, laickich elit intelektualnych.

Kościoły katolickie w wielu państwach Europy Zachodniej świecą pustkami. Bywa, że zamieniane są na ekskluzywne domy mieszkalne, np. kościół w Northumberland w Wielkiej Brytanii, sklepy – kościół w Maastricht w Holandii zamieniony w księgarnię Salexyz, puby – kościół St. Mary’s w Dublinie w Irlandii. Tymczasem obok europejskich kościołów wyrastają meczety. Na ulicach europejskich miast w porze modłów klękają miliony muzułmanów. Według ostrożnych szacunków na naszym kontynencie jest już ponad 25 mln wyznawców islamu. Dokąd zmierza Europa pozbawiona chrześcijańskich korzeni i zalewana falami obcych kulturowo uchodźców i emigrantów?

Wydaje się, że na tym tle Polska jest ostoją chrześcijaństwa, ale nie dajmy się zwieść pozorom. Coraz bardziej powszechna i modna staje się laickość, na czasie jest antyklerykalizm. Zapatrzeni bezkrytycznie w starą Europę rychło możemy pójść w jej ślady. Na razie mamy do czynienia z pojedynczymi incydentami podobnymi do tych, które rozgrywały się na Krakowskim Przedmieściu po katastrofie smoleńskiej – wyśmiewanie modlących się, bezczeszczenie krzyża, kpiny z męki Chrystusa. Skoro jednak raz przełamana została niepisana zasada szacunku do wyznania, już tylko krok dzieli nas od pójścia w ślady laickiej Europy.

Felieton skrajnie subiektywny. Dyktatura krzyku

Mam w gronie przyjaciół rodziców wychowujących niepełnosprawne, dorosłe dziecko. Rozmawialiśmy o kwietniowym proteście rodziców i opiekunów dorosłych niepełnosprawnych w sejmie.

Moi przyjaciele kategorycznie stwierdzili, że nigdy nie zabraliby swojego dziecka na protest trwający kilkanaście dni. Nie pozwoliłoby im na to sumienie i uczucia. Na osoby niepełnosprawne gwar, stres, krzyki, obecność obcych, niepokój, nienaturalne warunki, zaniedbania higieniczne, działają bardzo niekorzystnie. Skutki narażenia takich osób na tego typu trudności wymagają następnie długotrwałego procesu ich niwelowania. Powrót do równowagi jest trudny, znacznie trudniejszy niż w przypadku osób pełnosprawnych. Moi przyjaciele stwierdzili, że nigdy, dla żadnej sprawy, choćby najbardziej słusznej, nie naraziliby swojego syna na takie niedogodności. Z założenia traktują protest jako rozwiązanie mało cywilizowane, gdyby jednak byli zmuszeni protestować, protestowaliby sami, zmieniając się, a syna zostawiliby w domu.

Jeden z moich ulubionych felietonistów, komentując sejmowy protest, przypomniał biblijną przypowieść o królu Salomonie i jego słynnym wyroku. Po rozstrzygnięcie sporu przyszły do króla dwie kobiety. Spór dotyczył niemowlęcia. Każda z kobiet twierdziła, że dziecko jest jej. Salomon zdecydował, że dziecko zostanie rozcięte na pół i każda z nich otrzyma swoją połowę. Jedna z kobiet przystała na takie rozwiązanie, druga gorąco zaprotestowała i poprosiła, by dziecko w całości oddać rywalce. Król Salomon w ten sposób dowiedział się, która z kobiet jest prawdziwą matką dziecka i jej oddał niemowlę. Mój ulubiony felietonista nazwał protest w sejmie „rozcinaniem niepełnosprawnych dzieci”, ja dodam od siebie, że jest to rozcinanie w świetle kamer i fleszy, i jest czymś wyjątkowo odstręczającym. Młode, niepełnosprawne osoby z nerwowymi wypiekami na twarzach, czasem przeklinające, czasem płaczące. I kręcący się wokół politycy i dziennikarze, asystująca protestującym z wyuczoną serdecznością posłanka Nowoczesnej, która wcześniej pojawiała się na marszach za liberalizacją aborcji i za aborcją eugeniczną, i głosowała przeciw rządowemu projektowi ustawy o wsparciu kobiet w ciąży i ich rodzin „Za życiem”, m.in. przyznającemu rodzicom nowonarodzonego dziecka niepełnosprawnego jednorazowy zasiłek w kwocie 4 tys. zł. Bardzo oczywista i przejrzysta sytuacja, hipokryzja w czystej postaci. Wykorzystywanie realnych problemów tej grupy osób do politycznej gry, a mówiąc bardziej dosadnie – do politycznej hucpy.

Nikt nie neguje faktu, że pieniądze z pewnością są tej grupie osób niezbędne i każda kwota może być zagospodarowana, ale też negocjacje polegają na tym, by iść na pewne kompromisy, czego rodzice niepełnosprawnych dorosłych nie chcieli. Udało się im ściągnąć do sejmu wszystkie ważne osoby – prezydenta RP i jego małżonkę, premiera i ministrów. Rząd położył na negocjacyjnym stole podwyżkę renty socjalnej do poziomu najniższej renty dla osób trwale niezdolnych do pracy wraz z zapowiedzią szybkiej ścieżki legislacyjnej, rodzice protestujący w sejmie przyjęli do wiadomości, ale nie ustąpili ani na jotę z drugiego postulatu – 500 zł na rehabilitację swoich dzieci, zmieniając w międzyczasie nazewnictwo owego dodatku z rehabilitacyjnego na dodatek na życie. Przedstawicielki rządu przyniosły do sejmu kolejną propozycję – pakiet świadczeń rzeczowych i usługowych o wartości 520 zł, na który składają się: zaopatrzenie w środki i akcesoria niezbędne osobom niepełnosprawnym, a także usługi rehabilitacyjne w nieograniczonym zakresie i wizyty u lekarzy specjalistów poza kolejnością i bez skierowania od lekarza pierwszego kontaktu. Rodzice zachwycili się pomysłem, ale… zażądali żywej gotówki w kwocie 500 zł, która mogłaby być przeznaczona także na inne cele, jak powiedzieli, np. na kino dla osoby niepełnosprawnej. Nie posłuchali głosów licznych organizacji działających na rzecz osób niepełnosprawnych, które apelowały o zakończenie protestu i przyjęcie dobrych – ich zdaniem – rozwiązań zaproponowanych przez rząd. Czy na tym polega kompromis? Z pewnością nie.

W trakcie trwania protestu w sejmie, w Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” przewodniczący i prezesi organizacji i fundacji działających na rzecz osób niepełnosprawnych wspólnie z przedstawicielami rządu, w ramach Krajowej Rady Konsultacyjnej ds. Osób Niepełnosprawnych, wypracowywali rozwiązania służące wszystkim, również protestującym w sejmie, którzy nie przyjęli zaproszenia do Centrum „Dialog”. Jednego dnia podpisano porozumienie z przedstawicielami rządu, skądinąd bardzo słuszne porozumienie, zakładające wspomnianą już podwyżkę renty socjalnej do poziomu najniższej renty dla osób trwale niezdolnych do pracy, przeznaczoną dla całego środowiska dorosłych niepełnosprawnych, którzy nie są w stanie pracować. Następnego dnia, część z przedstawicieli organizacji działających na rzecz osób niepełnosprawnych, przestraszona krzykami garstki rodziców protestujących w sejmie i wrzaskami grupy rozjuszonych, etatowych protestujących przed sejmem, z podkulonymi ogonami ugięła się pod presją pokrzykujących i odcięła się de facto od porozumienia, twierdząc, że wykorzystuje się ich do politycznych rozgrywek. Na niewiele się zdało pokajanie przedstawicielki jednego z NGO-sów przed niewielkim tłumem pod sejmem, bowiem ten zakrzyczał ją wrzeszcząc, swoim zwyczajem, wprost do jej uszu – „Hańba, hańba, hańba…”.

Niepełnosprawność dzieci nie może zamykać ust komentującym protest i nie może oznaczać, że rodzice tych dzieci są nietykalni. Część z nich mija się z prawdą komunikując społeczeństwu rzekomą biedę w ich rodzinach. Ich krzyk i niegodzenie się na żadne warunki, niechęć do kompromisów, pohukiwanie na premiera, wymachiwanie rękami przed nosem ministra i popychanie rzecznika rządu – to są metody niedopuszczalne i nic ich nie tłumaczy. To jest dyktatura krzyku.

Rok osób niepełnosprawnych

2013 został ogłoszony przez Sejm RP Rokiem Osób Niepełnosprawnych. Jakie przedsięwzięcia medialne, jakie kampanie społeczne, jakie działania na rzecz osób niepełnosprawnych powinny mieć miejsce, by hasło tego roku nie zniknęło w całej masie wydarzeń, które już miały miejsce i tych, które będą miały miejsce w najbliższej przyszłości? Co musi się wydarzyć, by po Roku Osób Niepełnosprawnych nie pozostało jedynie wspomnienie i poczucie, że coś zostało – mówiąc kolokwialnie – odfajkowane?

Będzie trudno, bowiem de facto ten rok i jest i nie jest Rokiem Osób Niepełnosprawnych. Ze względu na obfitość różnych tegorocznych obchodów, uchwała Sejmu została przyjęta w innym niż zakładano brzmieniu, stając się „Uchwałą w sprawie przeciwdziałania wykluczeniu społecznemu osób niepełnosprawnych”. Dlaczego? Zdecydowały względy proceduralne, bowiem 2013 został wcześniej ogłoszony m.in. Rokiem Witolda Lutosławskiego, Rokiem Juliana Tuwima, Rokiem Powstania Styczniowego w Polsce i na Litwie, Rokiem prof. Jana Czochralskiego. To w kraju. A w Europie i na świecie ogłoszono go Europejskim Rokiem Obywateli i Międzynarodowym Rokiem Statystyki.

Niepełnosprawność w liczbach

Skoro jesteśmy przy statystyce, warto się przyjrzeć liczbom. Najpierw świat. Wedle danych Światowej Organizacji Zdrowia z 2011, różnymi rodzajami niepełnosprawności dotkniętych jest około miliard osób. To 15% populacji. Tendencja jest zdecydowanie zwyżkowa, bowiem w 1970 osoby niepełnosprawne stanowiły 10% populacji. Polska ma stosunkowo świeże dane dotyczące niepełnosprawności, jako że ostatni Narodowy Spis Powszechny odbył się w 2011. Ogólna liczba osób niepełnosprawnych w tym właśnie roku wyniosła blisko 4,7 mln, co stanowi 12,2% populacji naszego kraju, 3,1 mln miało prawne potwierdzenie orzeczenia o niepełnosprawności. Odsetek niepełnosprawnych kobiet to blisko 54% z tej liczby, zaś niepełnosprawnych mężczyzn – 46%. W stosunku do poprzedniego spisu powszechnego zanotowaliśmy spadek liczby osób niepełnosprawnych, których w 2002 było 5,5 mln osób, co stanowiło 14,3% populacji naszego kraju.

Funkcjonowanie na rynku pracy precyzyjnie opisują dane dotyczące zatrudnienia. Współczynnik aktywności zawodowej w grupie osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym wynosi 26,4%, wskaźnik zatrudnienia to 22,3%, zaś stopa bezrobocia – 15,5%. Stosunkowo optymistycznie prezentują się dane dotyczące ofert pracy dla osób niepełnosprawnych. Pracodawcy zgłosili w 2011 do urzędów pracy ponad 41 tys. ofert, co stanowi wzrost o 24,4% w stosunku do 2010. Na ziemię sprowadzają kolejne dane – odsetek osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym, utrzymujących się głównie z pracy, wynosi 17,2%, z renty z tytułu niezdolności do pracy utrzymuje się 57,2% osób, z emerytury 5,9%, z zasiłku dla bezrobotnych,

świadczenia przedemerytalnego i innych świadczeń społecznych – 13,4%.

To przykra konstatacja, ale osoby niepełnosprawne są wciąż gorzej wykształcone niż reszta populacji, aczkolwiek w ciągu ostatnich lat odnotowano stopniowy wzrost udziału osób niepełnosprawnych z co najmniej średnim i z wyższym wykształceniem. W 2011 było to odpowiednio – 34,4% i 9,4%.

Dobre prawo, trudne realia

Osoby niepełnosprawne to bardzo niejednorodna kategoria populacyjna – inwalidzi ruchu, wzroku, słuchu, osoby niepełnosprawne umysłowo – każda z tych niepełnosprawności to nieco inne wyzwanie dla organów tworzących prawo. Regulacje prawne dotyczące osób niepełnosprawnych mamy już zupełnie dobre i niemal kompatybilne z uregulowaniami międzynarodowymi i europejskimi. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma problemów. Kłopotliwe jest powielanie się organów orzekających o niepełnosprawności. Odrębne orzecznictwo do celów rentowych ma ZUS, odrębne – do innych celów, jak choćby ulgi komunikacyjne – powiatowe zespoły ds. orzekania o niepełnosprawności. Dyskusja o ujednoliceniu orzecznictwa jest więc w pełni uzasadniona. Celem nadrzędnym uregulowań prawnych powinno być bowiem dobro osób niepełnosprawnych. Im mniej barier – tym lepiej.

Dokumenty dotyczące osób niepełnosprawnych układają się w pewną hierarchiczną strukturę. Krótki przegląd rozpoczynamy od Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, która nakreśla ogólne ramy uregulowań prawnych, deklarując na wstępie czym jest niepełnosprawność. Wedle konwencji pojęcie „osoby niepełnosprawne” obejmuje tych, którzy mają długotrwale naruszoną sprawność fizyczną, umysłową, intelektualną lub w zakresie zmysłów, co może w oddziaływaniu z różnymi barierami utrudniać im pełny i skuteczny udział w życiu społecznym, na zasadzie równości z innymi osobami. Konwencja zawiera zakaz dyskryminowania osób niepełnosprawnych, nakazuje tworzenie warunków do korzystania z praw na zasadzie równości z innymi osobami, sugeruje wprowadzenie rozwiązań adresowanych do osób niepełnosprawnych, z uwzględnieniem rodzaju niepełnosprawności.

Warto znać kalendarium powstawania Konwencji. Na mocy rezolucji ONZ nr 61/106 przyjęto Konwencję o prawach osób niepełnosprawnych 13 grudnia 2006. Dokument został podpisany przez 81 państw, w tym przez Polskę, 30 marca 2007. Konwencja weszła w życie 3 maja 2008. Prezydent RP ratyfikował ją 6 września 2012, akt ratyfikacyjny został przekazany sekretarzowi generalnemu ONZ przez polską delegację w Nowym Jorku, 25 września 2012.

Praca jest podstawowym dobrem i prawem. Wiedzą o tym najlepiej osoby niepełnosprawne, którym z większym trudem przychodzi zdobycie pracy i jej utrzymanie. Wobec tego kolejnym wartym wspomnienia dokumentem jest Kodeks postępowania – Zarządzanie niepełnosprawnością w miejscu pracy. To cenny dokument, bowiem jest przejawem docenienia pracy osób niepełnosprawnych w skali makro. Stworzony przez Międzynarodową Organizację Pracy, stanowi swego rodzaju poradnik dla pracodawców, jak rekrutować osoby niepełnosprawne do firm i przedsiębiorstw i jak powinien przebiegać proces ich zatrudnienia.

Na kolejnym szczeblu hierarchii dokumentów znajdują się rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej, rozstrzygające nieco bardziej szczegółowo prawne regulacje dotyczące osób niepełnosprawnych. Na tym samym mniej więcej szczeblu znajdują się rezolucje i zalecenia Rady Europy, zawierające podobny poziom uszczegółowienia regulacji prawnych. Z całego pakietu warte przypomnienia wydają się być zalecenia Komitetu Ministrów dla państw członkowskich, dotyczące planu działań Rady Europy w celu promocji praw i pełnego uczestnictwa osób niepełnosprawnych w społeczeństwie, podnoszenia jakości życia osób niepełnosprawnych w Europie w latach 2006-2015. Niemniej istotna jest rezolucja dotycząca wprowadzania zasad uniwersalnego projektowania do programów nauczania wszystkich zawodów związanych z budownictwem i zalecenie Komitetu Ministrów Rady Europy dla państw członkowskich o osiągnięciu pełnej integracji poprzez zastosowanie zasad projektowania uniwersalnego.

Na gruncie rodzimym mamy Kartę Praw Osób Niepełnosprawnych z 1 sierpnia 1997 roku, która jest swego rodzaju konstytucją osób niepełnosprawnych. Gdyby wszystkie jej zapisy zostały zrealizowane, żylibyśmy w pięknym kraju. Oto niektóre z nich: dostęp do dóbr i usług umożliwiających pełne uczestnictwo w życiu społecznym; dostęp do leczenia i opieki medycznej, wczesnej diagnostyki, rehabilitacji i edukacji leczniczej, a także do świadczeń zdrowotnych uwzględniających rodzaj i stopień niepełnosprawności, w tym do zaopatrzenia w przedmioty ortopedyczne, środki pomocnicze, sprzęt rehabilitacyjny; dostęp do wszechstronnej rehabilitacji mającej na celu adaptację społeczną; zatrudnienie na otwartym rynku pracy zgodnie z kwalifikacjami, wykształceniem i możliwościami oraz korzystanie z doradztwa zawodowego i pośrednictwa, a gdy niepełnosprawność i stan zdrowia tego wymagają – prawo do pracy w warunkach dostosowanych do potrzeb; życie w środowisku wolnym od barier funkcjonalnych – dostęp do urzędów, punktów wyborczych i obiektów użyteczności publicznej, możliwość swobodnego przemieszczania się i powszechnego korzystania ze środków transportu; dostęp do informacji, możliwość komunikacji międzyludzkiej; pełne uczestnictwo w życiu publicznym, społecznym, kulturalnym, artystycznym, sportowym oraz w rekreacji i turystyce odpowiednio do swych zainteresowań i potrzeb.

Z całego pakietu praw zawartych w Karcie w pełni udało się zrealizować zaledwie dwa – wspólną naukę niepełnosprawnych dzieci i młodzieży z pełnosprawnymi rówieśnikami w integracyjnych placówkach oświatowych lub w klasach integracyjnych. Drugi punkt, realizowany z powodzeniem, to możliwość korzystania ze szkolnictwa specjalnego lub indywidualnej edukacji, przy czym funkcjonowanie tej ostatniej pozostawia jeszcze wiele do życzenia.

Mamy również tzw. ustawę o rehabilitacji, a ściślej Ustawę z dnia 28 czerwca 2012 o zmianie ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, mamy Ustawę o języku migowym. Mamy Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, Parlamentarny Zespół ds. Osób Niepełnosprawnych, który w styczniu rozpoczął Rok Osób Niepełnosprawnych konferencją „Odpowiedzialni za miasto – Niepełnosprawni w przestrzeni miejskiej”. Mamy organizacje i fundacje działające na rzecz osób niepełnosprawnych, w tym naszą Fundację Szansa dla Niewidomych. Mamy PFRON, m.in. z programami dofinansowań do szeroko pojętego sprzętu rehabilitacyjnego i programami aktywizacji zawodowej. Zmieniliśmy postawy społeczne w stosunku do osób niepełnosprawnych. Mamy więc sporo, zrobiliśmy wiele, ale czekają kolejne wyzwania.

2013 … i co dalej

Pesymiści mówią – to źle, że nie ma uchwały ustanawiającej 2013 Rokiem Osób Niepełnosprawnych, zaś uchwała sejmu z 7 grudnia 2012 zatytułowana „W sprawie przeciwdziałania wykluczeniu społecznemu osób niepełnosprawnych”, znacząco obniża rangę obchodów. Optymiści odpowiadają – to dobrze, bo jest uchwała o wyższym stopniu ogólności, w związku z tym podejście do zagadnienia niepełnosprawności nie będzie incydentalne. Uchwała da impuls do długofalowych działań, bez ograniczania się do jednego tylko roku. Czas pokaże kto miał rację.

Osoby niepełnosprawne oczekują zmian na lepsze, bowiem ich otoczenie wciąż nie jest przyjazne, choć równocześnie obiektywnie przyznają, że jest lepiej niż było 5, 10 lat temu. Jest lepiej w dużych miastach. W małych miastach i na wsiach na ogół nie widać poprawy, tu zapóźnienia cywilizacyjne dotyczą całej populacji, niemal w równej mierze osób niepełnosprawnych jak i pełnosprawnych.

Niepełnosprawność jest na tyle niejednorodną kategorią populacyjną, że stanowi spore wyzwanie jeśli chodzi o znoszenie barier. Czego innego oczekują inwalidzi ruchu, czego innego inwalidzi wzroku, jeszcze czego innego inwalidzi słuchu czy osoby niepełnosprawne umysłowo. Czy można znaleźć jakiś wspólny mianownik, który stanowiłby punkt wyjścia dla kompleksowych działań? Otóż jest coś takiego – projektowanie uniwersalne. Stanowi ono koncepcję takiego projektowania otoczenia i produktów, aby mogły z nich korzystać maksymalnie duże grupy osób, w tym oczywiście osoby niepełnosprawne, w możliwie szerokim zakresie, bez potrzeby adaptacji lub specjalnego projektowania.

Koncepcja stworzona przez amerykańskiego architekta Ronalda Mace, pierwotnie dotyczyła wyłącznie projektowania architektonicznego, stopniowo rozszerzając się na inne dziedziny projektowania, choćby na wzornictwo przemysłowe, projektowanie serwisów internetowych, stron sieci web czy interfejsów komputerowych i oprogramowania. Oczywiście i ta koncepcja ma swoje ograniczenia. Nie da się stworzyć przestrzeni publicznej, czy produktu, które będą spełniać oczekiwania wszystkich osób niepełnosprawnych, jednak już samo otwarcie się na uniwersalne rozwiązania, które posłużą maksymalnie dużej grupie osób niepełnosprawnych jest myśleniem w dobrym kierunku.

Dziś to jeszcze utopia, ale zapewne osobom niepełnosprawnym marzy się przyjazna przestrzeń publiczna z równymi chodnikami, podjazdami dla wózków inwalidzkich, z mówiącą sygnalizacją świetlną, z tyflografiką umieszczoną na każdym budynku, tak by osoby niewidome mogły zapoznać się z jego topografią. Osoby niesłyszące marzą zapewne o tłumaczu języka migowego w każdym urzędzie i instytucji publicznej. Wszystkim marzą się przyjazne budynki mieszkalne z szerokimi, udźwiękowionymi windami, w których mieściłyby się wózki inwalidzkie i w których osoby niewidome słyszałyby głosowe komunikaty dotyczące mijanych właśnie pięter. Jeśli dodać do tego kawiarnie i restauracje z podjazdami czy platformami dla wózków i przystosowanymi do potrzeb osób niepełnosprawnych toaletami, kina w których wyświetlane są najnowsze hity z audiodeskrypcją dla osób niewidomych, czy też najnowsze polskie filmy z napisami dla osób niesłyszących, w pełni przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych centra handlowe – można byłoby mówić o wyrównywaniu szans i likwidowaniu barier.

Wiele jeszcze zostało do zrobienia i dobrze byłoby, gdyby ten rok dał asumpt do długofalowych i perspektywicznych działań. Te działania mają oczywiście swój konkretny wymiar ekonomiczny, ale środki zainwestowane w uniwersalne projektowanie i uniwersalne budownictwo są znacząco mniejsze niż te, które trzeba wydać na różnego rodzaju przedsięwzięcia przystosowujące wcześniej zaaranżowaną przestrzeń publiczną do potrzeb osób niepełnosprawnych.