„Tak”

(Tłumaczyła Milena Rot)

Odkąd pamiętam, zawsze bałam się mówić „tak”. Oznaczało to bowiem dla mnie opuszczanie strefy komfortu, okazanie swojej bezbronności i zaufanie komuś. Wszystko to może przerażać każdego. Jeśli jednak jest się niewidomym, nabiera to zupełnie nowego znaczenia. Ponieważ zawsze bałam się tego, co nieznane, przyzwyczaiłam się do mówienia „nie”. To działo się niemal odruchowo: „Nie, nie pójdę z Tobą na kawę, bo będę musiała do kawiarni pojechać autobusem – mogę się zgubić”. „Nie, nie będę niczego jeść, bo mogę porozrzucać jedzenie i się ośmieszyć”. „Nie, nie będę próbować nowych rzeczy, bo mogę się zranić albo zgubić, albo zostanę wyśmiana”.

Mówienie „nie” jest zwykle najłatwiejszą i najbezpieczniejszą opcją, kiedy jest się niewidomym. Zwłaszcza, że rzeczywistość jest taka, że widzący często nie rozumieją, czym tak naprawdę jest brak wzroku, więc nikomu nie będzie przeszkadzać, jeśli niewidomy wybierze tę „łatwiejszą opcję”. Ja jednak chciałabym opowiedzieć co odkryłam, kiedy świadomie zaczęłam mówić „tak” zamiast „nie”. Pierwszą ważną rzeczą, której powiedziałam „tak” była moja biała laska. Kiedy rozpoczęłam studia na uniwersytecie, nagle zdałam sobie sprawę, że coś, co zawsze odrzucałam będąc w szkole, jest mi niezbędne w miejscu zupełnie mi obcym. Bez rodziny i przyjaciół, na których mogłam liczyć, musiałam nagle radzić sobie sama. To właśnie biała laska pomogła mi wtedy najbardziej. Mimo że później zamieniłam ją na psa przewodnika, nadal dogadujemy się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej i nie wyobrażam sobie życia bez niej. To ona dała mi wolność i niezależność, którą tak bardzo cenię.

Kolejną istotną kwestią, w której nauczyłam się mówić „tak”, jest przyjmowanie pomocy od innych. Znalezienie równowagi między niezależnością a byciem zależnym od kogoś było dla mnie trudne. Słowo to jest tak często używane w kontekście niepełnosprawności, że uważam, iż łatwo zapomnieć jak istotnym jest fakt, żeby wiedzieć także o tym, kiedy należy przyjąć oferowaną pomoc. Proszenie i otrzymywanie pomocy wcale nie czyni mnie mniej niezależną, bo każdy czasem jej potrzebuje. Warto pamiętać, że ja też mogę zaoferować pomoc. Przyjmowanie pomocy nie tylko ułatwia mi życie, ale także pomaga w rozwijaniu cennych dla mnie relacji.

Najtrudniejszą dla mnie sprawą, w której powiedziałam „tak” w ostatnim czasie, jest życie i praca za granicą. Jestem obecnie na 9-miesięcznym wolontariacie europejskim w Belgii, co oznacza, że pracuję dla jednej z tamtejszych organizacji do czerwca 2018 roku. Jest to jedna z najstraszniejszych, ale także najbardziej ekscytujących rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłam. Jestem tam tylko dlatego, że miałam odwagę, żeby powiedzieć „tak”. Bardzo się cieszę, że mówienie „tak” ćwiczyłam już wcześniej, zanim zaczęłam swoją przygodę z Belgią, bo jest to przydatna umiejętność, kiedy przez jakiś czas przebywa się za granicą. Dzięki niej zawierasz nowe przyjaźnie, masz fantastyczne doświadczenia i maksymalnie wykorzystujesz szansę, którą masz. Zawsze staram się pamiętać, że poprzez mówienie „tak” pokazuję przynajmniej, że próbuję. A próbowanie nie zawsze przecież oznacza sukces, bo zwykle najwięcej uczymy się na błędach: błędach, których nie popełnialibyśmy, nie próbując. Na przykład nigdy nie dowiedziałabym się, że uwielbiam jeździć na nartach, gdybym na początku nie spróbowała.

Rozumiem, że mówienie „nie” bywa bezpieczniejsze i łatwiejsze, spróbujcie jednak czasem powiedzieć „tak”. Nigdy bowiem nie wiadomo, jakie przygody czekają na nas w przyszłości…