Widzieć wewnętrznym okiem

Poruszać się w ciemności z zupełną swobodą, bez lęku, niepewności, sprawnie i szybko? Iść na spacer, wyruszyć na górską wędrówkę, biegać i jeździć na rowerze – wszystko samodzielnie, bezwzrokowo! Mimo, że wydaje się to prawie niemożliwe bez nowoczesnych urządzeń tyflorehabilitacyjnych, są na świecie ludzie, którzy twierdzą, że to osiągalne. Wystarczy solidne skupienie, trochę praktyki i można wyćwiczyć percepcję tak bardzo, że poruszanie się za pomocą „wewnętrznego sonaru” będzie proste i w zasięgu ręki. A wszystko to dzięki ludzkiej echolokacji.

W encyklopedii możemy odczytać, że echolokacja to system określania położenia przeszkód lub poszukiwanych obiektów w otoczeniu, z użyciem zjawiska echa akustycznego. Ten sposób percepcji jest bardzo dobrze znany w świecie zwierząt. Wszyscy wiemy, że z echolokacji korzystają nietoperze, delfiny i niektóre ptaki. Wytwarzany przez nie krótkotrwały dźwięk o wysokiej częstotliwości wędruje w przestrzeni, a gdy napotyka na swojej drodze przeszkodę (na przykład słup, drzewo, ścianę budynku), wraca do uszu zwierzęcia w postaci fal odbitych od tej bariery. Na podstawie kierunku, czasu powrotu, natężenia powracającego dźwięku, da się zatem określić kierunek, odległość i wielkość przeszkody.

Echolokacja to bardzo praktyczna umiejętność. Wydawałoby się jednak, że ludzie nie zostali nią obdarzeni lub utracili tę zdolność w procesie ewolucji. Tymczasem nauka zna pojęcie tak zwanej ludzkiej echolokacji. Pojawiło się ono w latach 40. XX wieku. Wcześniej uważano, że pojedyncze przypadki korzystania z echolokacji przez człowieka to pomyłka. Sądzono, że ludzie potrafią się poruszać w ciemności – nie tak, jak twierdzą – za pomocą „wewnętrznego sonaru”, lecz dzięki nadzwyczajnie czułej skórze, zdolnej odczuwać najdrobniejsze zmiany ciśnienia. Szereg badań potwierdził jednak, że nie zmysł dotyku, ale zmysł słuchu odgrywa kluczową rolę w badanym zjawisku.

Zatem ludzka echolokacja to nic innego jak zdolność człowieka do wykrywania obiektów w swoim otoczeniu poprzez odbieranie echa z tych obiektów.

Aby korzystać z echolokacji, trzeba więc wydać dźwięk. Emitując określone brzmienie, na przykład kląskając językiem, stukając obcasami czy białą laską, człowiek jest w stanie wywołać echo. Echo pozwala na precyzyjne zorientowanie się w przestrzeni, kierując się jedynie słuchem.

Aby przekonać się jak to działa, wystarczy zrobić prosty eksperyment, do którego potrzebna jest kartka papieru trzymana bezpośrednio przed twarzą. Szepcząc „szszszszsz” przesuwajmy kartkę od strony prawej do lewej, w górę i w dół, i słuchajmy zmiany intensywności dźwięku odbijającego się od kartki. Osoby przeszkolone w echolokacji mogą interpretować fale dźwiękowe odbite przez pobliskie obiekty, precyzyjnie identyfikując ich położenie i rozmiar.

Ostatnimi czasy najbardziej znanym propagatorem ludzkiej echolokacji jest Daniel Kish – przewodniczący stowarzyszenia World Acces for the Blind. Daniel Kish jest niewidomy niemalże od urodzenia. W wyniku nowotworu stracił obie gałki oczne zanim skończył półtora roku. Utrata wzroku nie przeszkodziła mu jednak w aktywnym życiu, zwłaszcza odkąd odkrył w sobie umiejętność wykorzystywania wewnętrznego sonaru. Zyskał sobie nawet przydomek – Człowiek Batman. Zdaniem Daniela Kisha wszyscy mamy potencjał, niezależnie od tego czy widzimy, czy nie. Każdy z nas jest w stanie wyćwiczyć umiejętność echolokacji, wystarczy systematycznie trenować.

Swoimi doświadczeniami Daniel Kish podzielił się dwa lata temu, na wystąpieniu podczas Konferencji TedX – Technologia Rozrywka i Design. Opisał echolokację w bardzo obrazowy sposób: „To są krótkie dźwięki, które rozchodzą się i odbijają od powierzchni dookoła i wracają do mnie z informacjami, tak jak do was światło. Z tych informacji mój mózg przetwarza dane i widzę moim wewnętrznym sonarem. Tak właśnie nauczyłem się widzieć poprzez ślepotę. By patrzeć, nie używam oczu – używam mózgu.”

Daniel Kish twierdzi, że sonar daje mu to, czego nie mają widzący, między innymi nieograniczone pole ”widzenia” – widok na 360 stopni. „Sonar” Daniela działa tak samo dobrze przed nim jak i za nim oraz przez powierzchnie. Zupełnie jak promienie Roentgena. Daniel określa swoje widzenie jako rodzaj rozmytej trójwymiarowej geometrii.

Daniel Kish widzi w ludzkiej echolokacji ogromny potencjał, nie tylko dla niewidomych. Jak sam twierdzi, dzięki niej możemy się zintegrować i pokonać wszystkie bariery, które sami przed sobą stawiamy. Cytując Daniela: „Kiedy niewidomi uczą się widzieć, widzący są zainspirowani i chcą się nauczyć widzieć na ich sposób, lepiej, wyraźniej, z mniejszym lękiem, bo to przykład ogromnych możliwości drzemiących w każdym, żeby przechodzić każdy rodzaj wyzwania, każdej formie ciemności, żeby odkrywać to, co niewyobrażone”.

Daniel Kish wdraża w życie wszystkie swoje idee związane z echolokacją. Hasłem przewodnim założonej przez niego siedemnaście lat temu organizacji charytatywnej World Acces for the Blind jest: „our vision is sound” – „naszym wzrokiem jest dźwięk”. Kish uczy niewidomych widzieć na nowo, a widzących – nowego spojrzenia na samo zjawisko niewidzenia. Kursanci Kisha poznają jak posługiwać się swoim wewnętrznym okiem, tak by obserwować otoczenie za pomocą dźwięku. Rezultaty są naprawdę zdumiewające. Na filmach dokumentujących różne nowatorskie projekty organizacji widzimy niewidomych swobodnie wędrujących po górskich przełęczach, pokonujących slalomy na rowerze, poruszających się szybko i sprawnie w naprawdę trudnych warunkach. Nie ma chyba lepszego dowodu na to, że metoda Kisha działa i tak, jak twierdzi Daniel – każdy z nas pod okiem instruktora jest w stanie wyćwiczyć w sobie wewnętrzny sonar. Oczywiście nie jest to proste, ale cierpliwość i systematyczność to klucz do celu.

Oprócz Daniela Kisha, ze zjawiskiem ludzkiej echolokacji było związanych kilka nazwisk, między innymi Tom De Witte, Lucas Murray, Kevin Warwick, Juan Ruiz, Ben Underwood czy też Lawrence Scadden. Wszyscy potrafili doskonale orientować się w przestrzeni pomimo braku wzroku. Echolokacja umożliwiła im samodzielne bieganie, grę w koszykówkę, jazdę na rowerze, a nawet jazdę na łyżworolkach. To wszystko brzmi nieprawdopodobnie, ale wydarzyło się naprawdę. W sieci jest dostępnych mnóstwo filmów dokumentalnych dotyczących wykorzystania echolokacji przez wyżej wymienionych niewidomych. To naprawdę wspaniałe źródło motywacji.

Zjawisko ludzkiej echolokacji jest na tyle fascynujące, że inspiruje twórców filmowych. Chyba najbardziej znanym superbohaterem jest Daredevil, z serialu pod tym samym tytułem. To niewidomy prawnik, który dzięki swoim nadludzko czułym zmysłom zwalcza przestępczość w Nowym Jorku. Echolokację znajdziemy również w hinduskim filmie Thaandavam, grze video Perception czy też w amerykańskim serialu Avatar: Legenda Aang.

W polskim dorobku filmowym echolokację przedstawiono w filmie Imagine w reżyserii A. Jakimowskiego. Fabuła jest niezwykle poruszająca. Do szkoły dla niewidomych dzieci przyjeżdża nowy nauczyciel. Za pomocą praktykowanej przez siebie nowatorskiej metody orientacji przestrzennej, pokazuje uczniom jak przekraczać codzienne ograniczenia.

Filozofia zaprezentowana w filmie Imagine jest zbieżna z postawą Daniela Kisha i zapewne wszystkich aktywnie korzystających z „wewnętrznego sonaru” niewidomych. W życiu każdy akt odwagi rodzi ryzyko, bez którego nie sposób poznać smaku wolności. Bo przecież wszyscy stoimy w obliczu wyzwań, wszyscy mierzymy się z nieznanym.

Biała laska – niezależność w zasięgu ręki

Jest powszechnie znana. Mała, lekka, poręczna, można nawet powiedzieć, że niepozorna. Nie do pomylenia z czymś innym. Nawet najmłodsze dzieci potrafią ją bezbłędnie wskazać jako atrybut osoby niewidomej. O czym mowa? O białej lasce.

Biała laska jest nierozerwalnie związana z wizerunkiem osoby niewidomej. Powszechnie znana i dobrze kojarzona, używana codziennie przez tysiące niewidomych i niedowidzących na całym świecie.

Biała laska to naprawdę genialny w swojej prostocie wynalazek. Ma właściwie same zalety. Jest stosunkowo łatwo dostępna i w porównaniu do innych pomocy tyflorehabilitacyjnych – niezbyt droga. Nie wymaga baterii, można jej używać w każdych warunkach pogodowych. Jest poręczna, mieści się w torebce, a nawet w kieszeni. Jej podstawowa obsługa jest intuicyjna. Mogą z niej korzystać dzieci, osoby starsze, dorośli i młodzież. Dzisiaj nikt już nie jest w stanie sobie wyobrazić, że niewidomy może się bez niej obejść. Jak jednak doszło do tego, że biała laska w ogóle istnieje i służy niewidomym?

Wszystko zaczęło się w 1921 roku. Pewnego dnia angielski fotograf James Biggs na skutek nieszczęśliwego wypadku stracił wzrok. Znajomi zachęcali go, aby pomimo utraty wzroku pozostał aktywny. Biggs wymyślił, że do bezpiecznego poruszania się po mieście zaadaptuje laskę, której używali ówcześni gentlemani. Metodą prób i – pewnie niejednokrotnie bolesnych – błędów uznał, że bezpieczeństwo zapewni mu pomalowanie laski na biały kolor, aby była widoczna dla przechodniów i uczestników ruchu.

Równolegle, bo w okolicach 1930 roku w USA, George Bonham, wpadł na podobny pomysł. Pewnego dnia był świadkiem niebezpiecznego zdarzenia. Niewidomy przechodzień próbował przedostać się na drugą stronę ulicy. Jednak używana przez niego laska była niewidoczna dla kierowców, ponieważ zlewała się kolorystycznie z otoczeniem. Bonham widząc całe zajście zalecił pomalowanie laski na biało. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę.

Biała laska przyjęła się jednak na dobre dzięki Guilly d’Herbemont. Obserwując jak ryzykowne jest poruszanie się niewidomych po ruchliwych paryskich ulicach, Guilly napisała poruszający list do redakcji gazety L’Écho de Paris. W liście zwracała uwagę na potrzeby niewidomych i słabowidzących w zakresie bezpiecznej orientacji przestrzennej. Dzięki jej naciskom, w 1931 roku francuski rząd zapoczątkował akcję popularyzacji białych lasek wśród mieszkańców Paryża. Pierwsze laski trafiły do weteranów i ociemniałych cywilów I wojny światowej.

Oczywiście wcześniej niewidomi też używali różnych narzędzi nawigacyjnych, jednak dopiero pojawienie się białej laski zapoczątkowało prawdziwy przełom.

Biała laska pełni wiele funkcji. Jest sygnałem dla otoczenia, że osoba, która się nią posługuje, ma szczególne potrzeby percepcyjne. Wskazuje innym osobom niepełnosprawność wzroku, zwiększając bezpieczeństwo niewidomego w codziennych sytuacjach wymagających przemieszczania się w ruchu ulicznym. Przepisy dotyczące białej laski na stałe zagościły w polskim kodeksie drogowym. Zgodnie z prawem niewidomy podczas samodzielnego poruszania się po drodze jest obowiązany nieść białą laskę w sposób widoczny dla innych uczestników ruchu. Biała laska jest wtedy traktowana jako tak zwany znak specjalny. Kierujący pojazdem, widząc białą laskę, jest zobowiązany do zatrzymania i przepuszczenia osoby niewidomej przez jezdnię

Jednak podstawową i najważniejszą funkcją białej laski jest pomoc w samodzielnym poruszaniu się osobie niewidomej. Standardowa technika chodzenia z białą laską została stworzona przez Richarda E. Hoovera, w 1944 roku. Hoover był specjalistą od rehabilitacji weteranów II wojny światowej. Podczas pracy z ociemniałymi żołnierzami opracował taką metodę trzymania białej laski, która pozwala na jak największą samodzielność przy zachowaniu maksimum bezpieczeństwa. Wystarczyło trzymać białą laskę przed sobą i przed każdym krokiem przesuwać ją z boku na bok w poszukiwaniu przeszkody. Dzisiaj istnieje wiele rozbudowanych wersji tej metody poruszania się. W Polsce najbardziej popularna jest technika dotykowa i jej modyfikacje (technika stałego kontaktu, technika trzypunktowa itp.) oraz technika diagonalna. Zainteresowanych szczegółami odsyłamy do publikacji poświęconych orientacji przestrzennej.

Rolę, jaką odgrywa w życiu niewidomego biała laska, pięknie podsumowuje Światowa Unia Niewidomych: ”Biała laska stała się symbolem wolności, niezależności i pewności siebie.”

Aby biała laska dobrze służyła, nie możemy iść do sklepu i kupić przypadkowej, pierwszej lepszej. Laska musi być odpowiednio dobrana. Tak jak sportowiec odpowiednio dopasowuje do swoich potrzeb buty do biegania, tak niewidomy musi precyzyjnie dostosować laskę do swoich potrzeb.

Ważne są przede wszystkim trzy parametry: waga, długość i wytrzymałość.

Dobra laska musi być lekka. Nie warto obciążać nadgarstka ponad miarę. Laska powinna dobrze leżeć w dłoni, tak aby codzienne poruszanie się nie było męczące. Ważna jest również odpowiednia długość. Przyjmuje się, zależnie od źródeł, że dobrze dopasowana biała laska powinna sięgać tuż nad mostek osoby niewidomej, od trzech do pięciu centymetrów. Za krótka laska nie spełni swojej roli wykrywacza przeszkód, a za długa będzie po prostu zawadzać. Warto również zwrócić uwagę na wytrzymałość. W zależności od trybu życia i aktywności użytkownika, biała laska zużywa się mniej więcej w rok, półtora. Aby przedłużyć żywotność laski, trzeba zwrócić uwagę z jakiego tworzywa jest wykonana. Na rynku dostępne są laski aluminiowe, grafitowe lub z włókna szklanego. Bywają również laski drewniane, jednak są zdecydowanie mniej popularne.

Istnieje kilka modeli białych lasek: są laski sztywne, składane i teleskopowe. Są również specjalne laski sygnalizacyjne, a także laski podpórcze, dla niewidomych ze schorzeniami ruchowymi. Do tego dochodzi szereg końcówek, które ułatwiają poruszanie się w zależności od wybranej metody orientacji. Końcówki najlepiej dobrać według własnych upodobań i preferowanej metody poruszania się. Są również specjalistyczne laski-gadżety: wibrujące przed przeszkodą, świecące w ciemności itp. W dzisiejszych czasach dopasowanie laski do stylu życia użytkownika to nic trudnego, warto korzystać z tych wszystkich dobrodziejstw, aby wykorzystać cały potencjał, który drzemie w naszej poczciwej białej lasce.

Z białą laską jest też związanych kilka ciekawostek.

Biała laska nie zawsze jest biała! Już w filmie „Zapach kobiety” główny bohater posługuje się elegancką laską dla niewidomych w… czarnym kolorze. Taki dobór laski to zapewne nieprzemyślana fantazja scenarzystów. Na szczęście nie widuje się takich lasek na co dzień. Pamiętajmy, że tylko biała laska identyfikuje poprawnie osobę niewidomą i zapewnia bezpieczeństwo na drodze!

Z białą laską można biegać! Wiele organizacji pozarządowych na całym świecie organizuje sportowe eventy dla niewidomych. Jednym z nich jest „Bieg białej laski” organizowany na 5 kilometrów, czy też „Cane Quest” – stworzony z myślą o niewidomych dzieciach konkurs na orientację.

Jak widać, biała laska nie jest tylko zwykłym narzędziem – pomaga osiągać niezależność, jednoczy i integruje. Jest światowym symbolem niewidomych i słabowidzących – ich idei, interesów i wspólnoty. Dlatego też 15 października świętujmy hucznie, obchodząc Międzynarodowy Dzień Białej Laski!

Legitymacje osoby niepełnosprawnej – – idzie nowe!

Zgodnie z przepisami znowelizowanej ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych czekają nas interesujące zmiany. Dotychczas funkcjonujące, dobrze znane papierowe legitymacje osoby niepełnosprawnej zostaną wyparte przez nowe, plastikowe karty. Zmiany wchodzą w życie z dniem 1 sierpnia 2017.

Na lepsze na pewno zmieni się to, że nowy dokument jest znacznie trwalszy od papierowej legitymacji. Ma estetyczny format karty kredytowej, jest wykonany z tworzywa sztucznego przypominającego to, z którego wykonuje się dowody osobiste. Lepiej wpasowuje się w gabaryty każdego portfela lub saszetki na dokumenty. Nowa legitymacja nie ulegnie zniszczeniu podczas częstych podróży, niestraszny jej deszcz, zabrudzenia, a nawet pranie w pralce. Z tego ostatniego ucieszą się na pewno jej zapominalscy użytkownicy. Procedura uzyskiwania legitymacji nie uległa zmianie. Legitymację dokumentującą niepełnosprawność otrzymuje się na wniosek osoby uprawnionej. Składając wniosek należy przedstawić pracownikowi miejskiego/powiatowego zespołu do spraw orzekania o niepełnosprawności do wglądu prawomocne orzeczenie o niepełnosprawności, o stopniu niepełnosprawności lub o wskazaniach do ulg i uprawnień. Nowością jest wymóg dostarczenia dwóch zdjęć w formacie 35 mm x 45 mm. Dotychczas wystarczyła jedna fotografia. Aby uzyskać nową legitymację, nie trzeba ponownie stawać na komisję.

Zgodnie z nowymi przepisami, od dnia 1 sierpnia 2017 roku legitymacje wystawia się na okres ważności orzeczenia o niepełnosprawności, jednakże okres ważności legitymacji nie może być dłuższy niż:

  • 5 lat – w przypadku legitymacji dokumentujących niepełnosprawność;
  • 10 lat – w przypadku legitymacji dokumentujących stopień niepełnosprawności wystawionych osobom, które nie ukończyły 60. roku życia.

W sytuacji, gdy osoba niepełnosprawna posiada więcej niż jedno orzeczenie o niepełnosprawności, o stopniu niepełnosprawności lub o wskazaniach do ulg i uprawnień, legitymację dokumentującą niepełnosprawność albo legitymację dokumentującą stopień niepełnosprawności wystawia się na podstawie ostatniego orzeczenia.

Wydatki związane z wystawianiem legitymacji, produkcją blankietów, ich personalizacją i dystrybucją pokrywane są z budżetu państwa, otrzymanie legitymacji jest zatem bezpłatne. Wyjątek stanowi sytuacja, gdy ubiegamy się o duplikat dokumentu. Wtedy należy uiścić odpowiednią opłatę w wysokości 15 zł. Opłata stanowi dochód budżetu państwa. Środowisko od wielu lat postulowało zmianę wzoru legitymacji. Powszechne były opinie, że legitymacje, które dotychczas funkcjonowały w Polsce, były zbyt duże i nieporęczne, łatwo ulegały zniszczeniu i uszkodzeniu. Podnosiły się też głosy, że „białe legitymacje” to poważny dokument uprawniający do uzyskania wielu ulg i uprawnień, a nie wiedzieć czemu wyglądem przypominają karty biblioteczne czy też zwykłe szkolne legitymacje.Zmiany poszły zatem w dobrym kierunku. Poprawiono użyteczność dokumentu, wzmocniono jego trwałość i unowocześniono wygląd. Dzięki temu legitymacji da się używać wygodnie, na co dzień, przez wiele lat.

Ważne jest również to, że stare legitymacje nie tracą ważności. Jeżeli jesteśmy zwolennikami poprzedniej legitymacji, a czas ważności orzeczenia jeszcze nie upłynął, to nie mamy obowiązku jej wymiany na nowy dokument.

Źródło: Ustawa z dnia 27 sierpnia 1997 r. o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych (Dz.U. 1997 nr 123 poz. 776 ze zm.)

Zoo-baczyć, czyli od pomysłu mieszkańców do realizacji zoo otwartego dla niewidomych

Akcent ZOO to jedno z ulubionych miejsc białostoczan. Ogród Zoologiczny położony w przepięknym otoczeniu starodrzewu Parku Zwierzynieckiego zachęca do weekendowych rodzinnych spacerów i odwiedzania ulubionych przedstawicieli fauny. Po generalnym remoncie i odnowieniu wybiegów w roku 2012, Akcent ZOO znacząco zyskał na atrakcyjności. Poprawiono także dostępność tego obiektu dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich. Nadal jednak miejsce to było mało przyjazne dla niewidomych.

Na szczęście zgłoszony w ramach Budżetu Obywatelskiego Miasta Białystok na rok 2016 projekt „ZOO-baczyć – akcent zoologiczny dostępny dla niewidomych i słabowidzących”, poparło kilka tysięcy mieszkańców i wkrótce rozpoczęto montaż specjalistycznych udogodnień przeznaczonych dla tych osób. W ramach projektu na bramach wejściowych zamontowano tablice z podstawową i bardzo przydatną informacją o godzinach otwarcia i adresie obiektu. Wszystkie zamieszczone tam informacje przedstawiono również w wersji brajlowskiej. Przy bramach wejściowych stoją nowoczesne, udźwiękowione terminale informacyjne zasilane energią słoneczną. Są to wielkoformatowe, dotykowe, kolorowe plany sytuacyjne ogrodu zoologicznego, opisane tekstem czarnodrukowym i brajlowskim. Pozwalają sprawnie odnaleźć wybieg ulubionego zwierzęcia nie tylko niewidomym, ale także dzieciom i seniorom (tak naprawdę każdemu odwiedzającemu ZOO). To doskonały przykład projektowania uniwersalnego, które służy wszystkim, bez względu na posiadaną niepełnosprawność lub jej brak.

Dodatkowo przy każdym wybiegu umieszczono tabliczkę z opisem (również brajlowskim) i wypukłą grafiką danego zwierzęcia. Dzięki temu można obejrzeć dłońmi jak wygląda żubr, ryś czy niedźwiedź. W sumie zamontowano 22 takie tabliczki.

To pierwsza tego typu inwestycja w województwie podlaskim. Korzystanie z udogodnień i zwiedzanie Akcentu ZOO są przez cały rok dla wszystkich zwiedzających bezpłatne.

365 dni, czyli zobaczyć niewidzialne

Poznawanie otaczającego świata bywa dla niewidomych niełatwe. Do dzisiaj wygląd wielu zabytków i innych interesujących obiektów architektonicznych pozostaje tajemnicą. Wielkość, a czasem i charakter budynków, uniemożliwiają obejrzenie dłońmi obiektu. Dlatego łącząc przyjemne z pożytecznym, w Białymstoku stworzono unikalny tyflokalendarz na rok 2017. Jest to publikacja kierowana do osób niewidomych. Została przygotowana w specjalnej technologii wydruku transparentnego. Polega ona na tym, że na druku powiększonym, łatwym do odczytania, naniesiono napisy brajlowskie. Dzięki temu kalendarz jest dostępny zarówno dla słabowidzących, jak i niewidomych użytkowników.

Publikacja ma formę kalendarza ściennego. Każdy miesiąc oprócz informacji o dniach tygodnia, jest opatrzony wypukłą kolorową grafiką przedstawiającą zabytek lub inne dzieło sztuki (na przykład pomnik, atrakcyjny obiekt turystyczny). Dzięki tyflokalendarzowi przez najbliższe 365 dni można sprawdzić aktualną datę, zaplanować wydarzenia, a przy okazji zapoznać się z wyglądem i odrobiną historii swojego miasta.

Zadanie „365 dni, czyli zobaczyć niewidzialne – kalendarz dedykowany niewidomym i słabowidzącym mieszkańcom Białegostoku” zostało sfinansowane ze środków otrzymanych przez Fundację Szansa dla Niewidomych od Miasta Białystok oraz ze środków własnych.

Kształt, zapach i dźwięk sztuki. Galeria Arsenał z myślą o niewidomych.

Justyna Kołodko-Bietkał, z wykształcenia kulturoznawca i socjolog, w Galerii Arsenał pracuje od 2010 roku, gdzie współtworzy program edukacyjny „Plac Zabaw Arsenał”, jest też opiekunem wystaw. W 2011 uruchomiła w galerii stałą ofertę warsztatową dla grup zorganizowanych. Prowadzi warsztaty dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Mama małego Franka. Od 2011 roku zaangażowana w udostępnianie kultury i sztuki dla osób niepełnosprawnych.

Izabela Liżewska – studentka V roku Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie; studiuje w I Pracowni Interdyscyplinarnej prof. Zbigniewa Bajka na Wydziale Malarstwa. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, wideo, fotografią i tkaniną artystyczną. Tworzy instalacje, obiekty i animacje. Jest organizatorką rozlicznych wystaw i projektów artystycznych oraz laureatką wielu nagród. Od 2015 roku zaangażowana w udostępnianie kultury i sztuki dla osób niepełnosprawnych.

Nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Gdy niewidomy chce zwiedzić galerię sztuki, nie pytają „po co?”, pytają „kiedy?”. Pokazać niewidomemu obraz? Żaden problem. Uśmiechnięte i pełne zapału. Od ponad roku przygotowują oprowadzania z audiodeskrypcją i tyflografiką na wystawach sztuki współczesnej w Galerii Arsenał w Białymstoku. Dzisiaj przyszedł czas podsumowań i refleksji.

Skąd zainteresowanie tematyką niewidomych i pomysł na dostosowywanie wystaw?

Justyna: Ja już kilka lat wcześniej byłam na specjalistycznych warsztatach z tworzenia opisów audiodeskrypcyjnych, ale to było szkolenie stricte merytoryczne, bez całej otoczki. O życiu niewidomych nie wiedziałam zbyt dużo. Zainspirowało mnie dopiero spotkanie z Fundacją „Kultury bez Barier”.

Izabela: Szkolenie, o którym mówi Justyna, dotyczyło „Obsługi widza niepełnosprawnego”. To był mój pierwszy kontakt z tym zagadnieniem. Pojawiła się chęć by zrobić coś dla niewidomych, którzy są „nasi” w Białymstoku, którzy tu mieszkają i chętnie by skorzystali z kultury, ale nie mają takiej możliwości.

Wcześniej moja znajomość na temat pomocy niewidomym była bardzo mała. Robiłam to raczej instynktownie. Natomiast bardzo zaintrygowało mnie jak pokazać osobie niewidzącej obraz – płaski, nieatrakcyjny dotykowo.

Sztuka współczesna nie jest popularna wśród przeciętnych zjadaczy chleba, ani tym bardziej wśród osób niepełnosprawnych…

Justyna: Rzeczywiście pokutuje takie przeświadczenie, że sztuka współczesna jest trudna i niezrozumiała. Natomiast okazuje się, że artyści współcześni to są tacy sami ludzie jak my, żyją w naszych czasach i mają takie same problemy. Poprzez to mówią o rzeczach, które są nam bliskie. Jest nam trudno zrozumieć, że sztuka dzisiaj nie polega na odkryciu „co autor miał na myśli”, ale stanowi zaproszenie do dyskusji. Artysta współczesny zostawia nam pole do interpretacji. Przez to nasze spotkania w Galerii Arsenał są niezwykle inspirujące – również dla nas. Często o dziele dowiadujemy się dużo więcej od osoby, która nigdy nie widziała go zmysłem wzroku, a poznała je słuchem czy też dotykiem.

Izabela: Współcześni artyści mówią współczesnym językiem, m.in. językiem fotografii, tworzą instalacje artystyczne, video – to bardzo bliskie nam środki wyrazu. Twórca komunikuje się z nami w sposób jaki sam rozumie i w jaki dotrze też do nas.

Ze strony widza niepełnosprawnego da się zauważyć znaczną swobodę w odbiorze sztuki i większą chęć do jej poznawania. Niewidomi rozumieją sztukę bardzo intuicyjnie i bez uprzedzeń.

Jak wyglądały początki przygotowywania wystaw dla niewidomego odbiorcy?

Izabela: Wiedziałyśmy, że nie możemy się bać, że po prostu musimy spróbować i ulepszać naszą pracę na bieżąco, pod kątem uwag ze strony widzów. Na szczęście nie robiłyśmy tego tylko we dwie, bardzo mocno zaangażowane są w to jeszcze dwie osoby – Agnieszka Pawelska – pracownik Galerii Arsenał oraz wolontariuszka Justyna Zieniuk. W zeszłym roku pomagali nam również wolontariusze z programu „Wolontariat dla kultury”.

Nasze początki były bardzo instynktowne. Opisy słowne tworzyłyśmy w ten sposób, że jedna czytała, a druga zamykała oczy i sprawdzała, czy da się w ten sposób cokolwiek wyobrazić, czy to jest czytelne. Mimo braku środków postanowiłyśmy spróbować we własnym zakresie, ręcznie tworząc tyflografiki dzieł sztuki.

Justyna: Miałyśmy masę energii i pomysłów. Cudownie się złożyło, że był taki duży oddźwięk, że pojawiła się u nas jedna grupa, potem następna, a potem niewidomi przyprowadzali swoich znajomych i krąg widzów zaczął się poszerzać. Poczucie sensu tego co robimy dało nam siłę, aby kontynuować. Na początku myślałyśmy, że nie da się każdej wystawy w ten sposób przygotować, bo zwykle wystawa trwa około trzech tygodni, ale właśnie to poczucie sensu dało nam niesamowitą motywację do działania.

Izabela: Dziś myślimy, że przecież nie możemy Wam nie pokazać kolejnej ciekawej wystawy.

Justyna: No i mamy takich wspaniałych odbiorców, że po prostu się chce.

Na czym dokładnie polega przygotowanie wystawy dla niewidomego widza?

Izabela: Całość zaczyna się od momentu rozmów z twórcami, którzy pojawiają się u nas podczas instalacji wystawy. Wręcz biegamy za artystami pytając, których rzeczy można dotykać.

Zdarzyło się, że na jednej z wystaw instalacje stworzono z bardzo drogich i trudno dostępnych materiałów. Pod żadnym pozorem nie wolno było ich dotykać. Po rozmowie z artystką dostałyśmy specjalne próbki nietypowych materiałów z myślą o niewidomych odbiorcach, m.in. spienione aluminium czy tkaninę betonową. Inny artysta, z szacunku do widza, pozwolił niewidomym na dotykanie obrazu bez rękawiczek. To dobry przykład na to, jak rozmowa o niepełnosprawności zmienia nastawienie do zagadnienia.

Staramy się, aby dostosowanie wystaw było różnorodne. Raz jest to audiodeskrypcja na żywo i tyflografiki, a kiedy indziej nagranie i możliwość dotykania samego eksponatu.

Opowiedzcie o samej technice powstawania tyflografik. Robicie je samodzielnie, wyglądają jak małe dzieła sztuki.

Izabela: Swego czasu z Zachęty Narodowej Galerii Sztuki otrzymałyśmy materiały pt. „Warsztat na zachętę”. Były w nim profesjonalne tyflografiki termoformowane. Nie miałyśmy jeszcze wtedy pojęcia o technologii wytwarzania wypukłych obrazów dla niewidomych, o tym jak różnorodne są to sposoby. Chciałyśmy po prostu zrobić coś podobnego, aby można było się zorientować w kompozycji dzieła. Metodą prób i błędów, przy użyciu artykułów papierniczych i laminarki stworzyłyśmy pierwsze wypukłe grafiki dzieł sztuki. Z czasem nabrałyśmy wprawy.

Justyna: Słuchałyśmy też głosów naszych zwiedzających. Na początku tyflografiki były czarno białe. To od niedowidzących dowiedziałyśmy się, że jednak lepiej, aby były kolorowe. Przekonałyśmy się też, że grafika i opis słowny funkcjonują razem. Nie wszystko trzeba przedstawiać za pomocą wypukłości, czasami lepiej zachować prostotę formy, a o detalach po prostu opowiedzieć.

Dzisiaj jesteście z tyflografikami za pan brat. Skąd czerpiecie wiedzę na tematy związane z ich tworzeniem?

Izabela: Najważniejsze były dla nas trzy spotkania.

Pierwsze, to nasze osobiste zetknięcie z Fundacją Szansa dla Niewidomych. Tyflospecjalistka pokazała nam świetne materiały i próbki tyflografik, opowiedziała też o świecie dotyku i dźwięku, o możliwościach współczesnych niewidomych.

Drugie spotkanie to ubiegłoroczna Konferencja Tyflograficzna w Serocku. To była niesamowita opowieść nie tylko w kontekście sztuki i tego, czego my potrzebujemy. Dowiedziałyśmy się ciekawych rzeczy dotyczących uniwersalnego projektowania przestrzeni i poznałyśmy wiele osób zaangażowanych w ideę świata otwartego dla niewidomych. Dzięki temu w większym stopniu zwracamy uwagę na istniejące ułatwienia, wiemy po co są. Wracając z Konferencji czekałyśmy na pociąg na dworcu Warszawa Wschodnia. Od razu zwróciłyśmy uwagę na istniejące tam dostosowania dla niewidomych i słabowidzących, i wypróbowałyśmy je na własnej skórze. Wcześniej było to poza naszą uwagą.

Justyna: Najważniejsza jednak była Konferencja REHA FOR THE BLIND IN POLAND. Zobaczyłyśmy tam mnóstwo sprzętu dedykowanego niewidomym i poznałyśmy bardzo interesujących ludzi. Zachwycił nas Gabinet Dotyku i Dźwięku. Niesamowita inspiracja. Nie mogę zapomnieć także o symulatorze przejścia przez jezdnię, to było bardzo trudne przeżycie. Nie wiedziałam czy właśnie nie wchodzę pod koła samochodu, nie potrafiłam odnaleźć się wśród dźwięków ulicy. Dopiero gdy doświadczymy braku wzroku, zaczynamy rozumieć, z jakimi trudnościami w prostym codziennym życiu muszą mierzyć się niewidomi.

Izabela: REHA to też dobra zabawa. Wcześniej, gdyby mi ktoś powiedział, że niewidomy może strzelać z karabinu, albo grać w warcaby czy ping-ponga, to bym nie uwierzyła. A tymczasem to właśnie od nich uczyłam się zasad i sposobu gry.

Jak oceniacie swoje działania z perspektywy czasu?

Justyna: Gdybyśmy mogły, to robiłybyśmy jeszcze więcej. Na szczęście mamy pełne wsparcie Dyrektor Galerii Arsenał Moniki Szewczyk oraz naszych koleżanek i kolegów. Chcemy kontynuować oprowadzania z audiodeskrypcją i realizować inne działania, bardziej sensoryczne – adresowane do dorosłych i dzieci. Chcemy się dzielić naszymi doświadczeniami. Pracujemy również nad dostępnością strony internetowej i samego budynku Galerii. Nie jest łatwo, bo to obiekt zabytkowy, ale robimy co w naszej mocy.

Izabela: To wszystko już siedzi w nas bardzo głęboko, nie da się tego zmienić i zapomnieć. Uśmiech na twarzach naszych zwiedzających jest największym motorem do działania. Ważna jest też postawa ludzi, z którymi się spotykamy, to ludzie m.in. tacy jak Wy – którym chce się działać bez względu na okoliczności.

Dziękuję za rozmowę.

(Fotografie dzięki uprzejmości Galerii Arsenał)

Dotknąć i posłuchać historii. Muzeum Podlaskie otwarte dla niewidomych

Muzeum Podlaskie to największa tego typu placówka na terenie województwa podlaskiego. W skład Muzeum wchodzi wiele oddziałów: Muzeum Historyczne, Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego, Muzeum Wsi, Muzeum Ikon w Supraślu, Muzeum w Bielsku Podlaskim, Muzeum w Tykocinie i Muzeum Wnętrz Pałacowych w Choroszczy. Siedziba Muzeum znajduje się w Białymstoku, w Ratuszu, w ścisłym centrum.

Wszystkie oddziały Muzeum mieszczą się we wnętrzach zabytkowych, dlatego ich pełne dostosowanie do wszystkich rodzajów niepełnosprawności stanowi duże wyzwanie. Na szczęście, dzięki realizacji projektu „Kultura Bez Barier”, zostały wdrożone konkretne rozwiązania pomocne szczególnie dla zwiedzających osób niewidomych i słabowidzących.

Do najważniejszych należą:

  • wypukłe plany tyflograficzne – są to specjalne plany dotykowe, w formacie A3, ustawione na stojakach, umożliwiających dostęp również osobom poruszającym się na wózkach inwalidzkich. Tyflografiki ułatwiają orientację w terenie, dzięki nim można zapoznać się z planem pomieszczeń w budynku i samodzielnie zwiedzić wystawę, odnaleźć kasę, toaletę lub szatnię,
  • system audioprzewodników – umożliwia obejrzenie wystawy za pomocą zmysłu słuchu. Na audioprzewodniki wgrano bowiem treści odpowiadające temu, czego doświadcza widzący podczas zwiedzania wystawy. Audiodeskrypcja zawiera również wskazówki nawigacyjne, podpowiadając kierunek zwiedzania,
  • wygrzewarka – czyli urządzenie do samodzielnego tworzenia wypukłych treści i obrazów na specjalnym papierze pęczniejącym. Jest pomocna w tworzeniu wypukłych obrazów wystaw czasowych,
  • drukarka brajlowska – niezbędna do tworzenia wszelkich materiałów informacyjnych i edukacyjnych dla osób posługujących się alfabetem Braille’a,
  • monitor interaktywny – wykorzystywany jest do wystaw czasowych i zajęć edukacyjnych. Umożliwia wyświetlanie treści w dużym powiększeniu, jest bardzo pomocny osobom niedowidzącym.

W poszczególnych oddziałach ułatwienia dostępu nieco różnią się między sobą, realizowane są także ciekawe działania merytoryczne skierowane bezpośrednio do niewidomych i słabowidzących zwiedzających oraz dla turystów z innymi niepełnosprawnościami.

Ratusz – siedziba główna Muzeum Podlaskiego

W Ratuszu znajduje się funkcjonalna tyflografika, czyli wypukły plan pomieszczeń na parterze i w piwnicach budynku. Opracowano również audiodeskrypcję 13 wybranych obrazów z Galerii Malarstwa Polskiego. Treści odtwarzane są na udostępnianych niewidomym turystom audioprzewodnikach. Prowadzone są również specjalistyczne warsztaty edukacyjne dla białostockich Warsztatów Terapii Zajęciowej i placówek integracyjnych z wykorzystaniem materiałów stworzonych za pomocą wygrzewarki. W przygotowaniu jest zwiedzanie w języku migowym dla osób niesłyszących.

Muzeum Historyczne

W Muzeum Historycznym również odnajdziemy tyflografiki – po jednej na każde piętro wystawowe, a także wygrzewarkę i drukarkę brajlowską – obie pomocne w przygotowaniu modeli do ekspozycji czasowych.

Z innych ułatwień warto wskazać na schodołaz umożliwiający poruszanie się z piętra na piętro osobom niesprawnym ruchowo oraz system nagłaśniający dla osób głuchych.

Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego w Białymstoku

Muzeum mieści się w zabytkowej drewnianej willi. W roku 2015 zainstalowano w niej specjalny system oświetlenia przyjazny osobom niedowidzącym. Standardowo Muzeum wyposażono w plan tyflograficzny i audioprzewodniki. Nowością jest system kubików pod rzeźby, który umożliwia niewidomym lepszy dostęp do ekspozycji i oglądanie eksponatów dłońmi bez potrzeby schylania się, w wygodnej pozycji. Całość uzupełnia ekran multimedialny z powiększeniem oraz wygrzewarka do tworzenia wypukłych materiałów informacyjnych.

Muzeum w Tykocinie

W Synagodze umieszczono wypukłe plany tyflograficzne z zaznaczeniem poszczególnych pomieszczeń. Zwiedzający dostają również przewodnik z audiodeskrypcją Sali Wielkiej. Dla niesłyszących zainstalowano system nagłaśniający. Muzeum w Tykocinie prowadzi również cykliczne warsztaty dla różnych grup niepełnosprawnych, m.in. dla dzieci z Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach.

Muzeum Wnętrz Pałacowych w Choroszczy

Muzeum dostosowano do potrzeb niewidomych wyposażając je w plan tyflograficzny oraz wygrzewarkę, niezbędną do przygotowywania wypukłych informacji. Niesprawni ruchowo mogą skorzystać z szyn podjazdowych, montowanych doraźnie, według potrzeb.

Muzeum w Bielsku Podlaskim

W bielskim oddziale Muzeum znajdują się wszystkie podstawowe udogodnienia: plany tyflograficzne z zaznaczeniem topografii budynku oraz zestawy audioprzewodników. Dodatkowo zwiedzający korzystają z tablicy interaktywnej, pomocnej zwłaszcza przy okazji zajęć edukacyjnych organizowanych dla uczniów i pensjonariuszy placówek opiekuńczo – wychowawczych.

Białostockie Muzeum Wsi

Muzeum znajduje się na wolnym powietrzu, w malowniczej okolicy. Niewidomi turyści mogą skorzystać z tyflografik przedstawiających topografię kansenu i dzięki temu łatwiej poruszać się po całym terenie samodzielnie. Dodatkowo dla niedowidzących przygotowano ekran dotykowy z dużym powiększeniem oraz wypukłe materiały informacyjne przygotowane na wygrzewarce. W kadrze oddziału zatrudnieni są specjaliści po kursach audiodeskrypcji.

Muzeum Ikon w Supraślu

Obowiązkowo odnajdziemy tam tyflografiki z opisem poszczególnych kondygnacji, a także audioprzewodniki z audiodeskrypcją wystaw. Ponieważ ikon nie można dotykać, dla zwiedzających przygotowano interaktywny monitor z komputerem umożliwiającym prezentację obrazów w dużym powiększeniu oraz wypukłe materiały edukacyjne i informacyjne stworzone za pomocą wygrzewarki.

Na uwagę zasługuje również Biblioteka Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, znajdująca się w zabytkowej wozowni przy ul. Świętojańskiej. W zeszłym roku przystosowano ją do potrzeb niewidomych i słabowidzących. Dzięki lupie elektronicznej oraz urządzeniu typu multilektor, mogą one bez przeszkód korzystać ze zbiorów bibliotecznych.

Tak wyposażone Muzeum z pewnością umożliwia lepsze zwiedzanie pomimo ograniczeń wynikających ze zmysłów i zachęca do aktywności tyfloturystycznych samodzielnie lub w gronie przyjaciół i bliskich.

Tekst powstał dzięki uprzejmości p. Barbary Muszyńskiej – Kierownik Działu Promocji, Wystaw i Wydawnictw Muzeum Podlaskiego w Białymstoku.

Autorką zdjęć jest Agnieszka Brzozowska-Kunda.

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Dzieci często nie mają pojęcia czym na co dzień zajmuje się ich tata lub mama. Dlaczego by nie opowiedzieć o tym na forum całej grupy? Taka idea przyświecała koordynatorom projektu „Poznajemy zawody i pasje naszych rodziców” realizowanego w Przedszkolu Samorządowym Nr 82 w Białymstoku.

W trakcie jego realizacji narodził się pomysł rozbudowania spotkań o kolejny, nieco inny, ale bardzo ważny moduł. Niepełnosprawność. Bycie niepełnosprawnym oczywiście nie jest zawodem, ale tak bardzo wpływa na rzeczywistość osób nią dotkniętych, że często wymaga kilku słów komentarza. Dzieci są bardzo dobrymi obserwatorami i z reguły od razu widzą, że ktoś porusza się na wózku, rozmawia „na migi” lub chodzi z białą laską czy z psem przewodnikiem. To dobry moment aby opowiedzieć najmłodszym dlaczego tak jest i że jest to zupełnie normalne. Zależało nam, aby ukazać niepełnosprawność jako naturalny element rzeczywistości. Bo przecież każdy z nas jest wyjątkowy i ma swoją historię do opowiedzenia.

Inicjatorem pomysłu był Wojciech Grabowski, Prezes i jeden z założycieli Fundacji Inicjatyw na Rzecz Osób Niepełnosprawnych Impuls, która na co dzień prowadzi w Białymstoku program Asystenta Osoby Niepełnosprawnej. Wojciech sam porusza się na wózku i wie, jak ważna jest edukacja najmłodszych w temacie niepełnosprawności. Ponieważ na koncie mamy zrealizowanych kilka wspólnych i bardzo ciekawych wydarzeń, między innymi wielowątkową akcję miejską „W TAN demie” czy projekt „Pełnosprawny Białystok” i tym razem zaprosił nas do współpracy.

Działaliśmy we trójkę, bo każdy z nas specjalizuje się w czym innym. Fundacja Inicjatyw na Rzecz Osób Niepełnosprawnych Impuls opowiadała o niesprawnych ruchowo, Stowarzyszenie Pomocy Niesłyszących „MIG-iem” przybliżyło dzieciom świat osób z dysfunkcjami słuchu, a my – Fundacja Szansa dla Niewidomych – zajęliśmy się tym, co potrafimy najlepiej, czyli zagadnieniami dotyczącymi niewidomych i słabowidzących. Wszystko w nieszablonowej i bardzo atrakcyjnej dla dzieci formie.

Na początek Wojciech opowiedział dzieciom bajkę pod tytułem „Wyprawa na zamek” z serii „Leon i jego nie-zwykłe spotkania”*. Tytułowy Leon poznaje nowego kolegę – Filipa, który porusza się na wózku inwalidzkim. Razem przeżywają wspaniałą przygodę. Udają się na zamek w poszukiwaniu tajemniczego skarbu. Przy okazji Wojciech zapoznał dzieci z wyglądem poszczególnych elementów wózka inwalidzkiego i pokazał podstawowe manewry, pomocne w pokonywaniu codziennych przeszkód, takich jak krawężniki.

Po bajce do akcji wkroczyły dziewczyny ze Stowarzyszenia Pomocy Niesłyszącym „MIG-iem”. Kasia i Joasia nauczyły dzieci popularnego wierszyka „Wpadła gruszka do fartuszka” i podstawowych zwrotów w języku migowym: dzień dobry, do widzenia, dziękuję. Pokazały też jak wygląda budzik dla osoby niesłyszącej. Okazuje się, że nie działa tak, jak dobrze znane nam budziki dźwiękowe, za to wibruje tak mocno, że umieszczony pod poduszką obudzi nawet największego śpiocha.

Na deser na dzieci czekała opowieść o osobach niewidomych i ich niezwykłych sposobach na czytanie książek, codzienne czynności i bezpieczne poruszanie się. Odważni ochotnicy przespacerowali się z białą laską po torze przeszkód i nalewali wodę do kubeczków z pomocą specjalnego piszczącego przyrządu – czujnika poziomu cieczy. Szczególnym powodzeniem cieszył się nasz „Dotykownik”, czyli atlas wypukłej grafiki zawierający zbiór rycin brajlowskich i transparentnych. Wszystkie grafiki z atlasu są wydrukowane w specjalnej technice przeznaczonej dla niewidomych i niedowidzących. Są zarówno kolorowe, jak i wypukłe, gotowe do dotykania. To było naprawdę niezwykłe przeżycie obejrzeć dłońmi jak wygląda żyrafa, rower czy Koziołek Matołek.

Dzieci są fantastycznymi słuchaczami. Nie mają żadnych uprzedzeń i lęków, a każdą pozorną inność traktują zupełnie normalnie. Zapoznanie dzieci ze światem osób niepełnosprawnych tylko utwierdziło je w przekonaniu, że wszyscy, choć różni – jesteśmy naprawdę tacy sami.

Na zakończenie dostaliśmy wspaniałe dyplomy i ręcznie wykonane przez dzieci kwiaty z papieru i bibuły.

* dzieci mogły posłuchać opowiadania „Wyprawa na zamek” z serii „Leon i jego nie-zwykłe spotkania” dzięki uprzejmości Fundacji VERBA.

Jestem niewidomym muzykiem. Nie można sobie odpuszczać! Wywiad z Katarzyną Nowak

Wokalistka, instrumentalistka, laureatka wielu ogólnopolskich festiwali, bohaterka i współautorka książki pod tytułem „12 kropel życia”. Absolwentka studiów wyższych na kierunkach kulturoznawstwo i polonistyka, a także szkoły muzycznej I i II stopnia. Na co dzień pracownik naukowy Uniwersytetu Wrocławskiego! Szczupła, ciemnowłosa i delikatna, o pięknej barwie głosu. Kobieta niezwykła, niewidoma od urodzenia.

EŚ: Jest pani wokalistką i gitarzystką występującą z sukcesem na festiwalach i koncertach, m.in. na Festiwalu Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty w Krakowie. Spotykamy się w momencie, w którym żyje pani na bardzo wysokich obrotach. Proszę mi opowiedzieć jak do tego doszło, jak wyglądała droga do punktu, w którym znajduje się pani teraz?

KN: Oprócz mojej pracowitości niezwykle ważne było wsparcie bliskich. To jest właściwie punkt wyjścia naszej rozmowy, ponieważ uważam, że bez wychowania i właściwej rehabilitacji dziecka niewidomego nie ma mowy o osiągnięciach, o prawidłowym rozwoju psychicznym. Dziecko wychowane bez stabilizacji, w poczuciu, że skoro ma dysfunkcję, to do niczego się nie nadaje, nie odniesie sukcesu. Nie każdy rodzic sobie z tym radzi. Trzeba przełamać i w sobie, i w dziecku myślenie, że nie ma sensu próbować, że nie ma sensu wychodzić do ludzi, bo od tego się wszystko zaczyna. Rodzice zawsze we mnie wierzyli. Mówili, że sobie poradzę.

EŚ: Jak wyglądało wsparcie rodziców w pani przypadku?

KN: Rodzice byli w stosunku do mnie normalnie wymagający. Jeżeli zwyczajnie nie miałam chęci podejścia do jakiegoś obowiązku to wiedziałam, że poniosę konsekwencje, na przykład dostanę gorszą ocenę, jeśli ze swojej winy się nie nauczę. Nie było taryfy ulgowej dlatego, że jestem niewidoma. Byłam wychowywana jak zdrowe dziecko. Jeżeli mogłam coś zrobić, to miałam takie same obowiązki jakie mają wszyscy. Jestem niezwykle wdzięczna swoim rodzicom, że podołali i cały czas są dla mnie przepięknym wsparciem. To w domu nauczyłam się podstaw funkcjonowania, odróżniania przedmiotów. Mama i tato podczas spacerów uczyli mnie dźwięków – że to szumią liście, że obok przejechał samochód. Bo ja słyszałam różne dźwięki, ale nie miałam pojęcia co słyszę! Jest spora tendencja rodziców, żeby nie pokazać dziecku niewidzącemu np. pokrzywy, bo się poparzy. A moi wychodzili z założenia, że muszą mi pokazać tę pokrzywę, bo ja się w inny sposób nie dowiem tego, że ona parzy. Na podstawie takich lekcji mogłam też wywnioskować, że życie jest różne. Czasami parzące jak pokrzywa, a czasami przyjemne i miękkie jak trawa.

EŚ: Czy wobec tego miała pani w ogóle poczucie, że różni się od rówieśników?

KN: Rzeczywiście, kiedy się jest dzieckiem, nie bardzo się to rozumie. Pamiętam, jak rodzice i siostra często podczas wieczorynki sadzali mnie sobie na kolanach i opowiadali mi to, co się dzieje na ekranie. Nie wychodzili z założenia, że skoro nie widzę, to mogę po prostu sama słuchać bajek na kasecie magnetofonowej. Mówili do mnie „obejrzymy wieczorynkę!”. I ja myślałam, że każdemu małemu dziecku się tak opowiada. Dopiero kiedy się zorientowałam, że moje koleżanki robią to same, dało mi to troszeczkę do zastanowienia.

Natomiast dość drastycznie zdałam sobie sprawę z tego, że nie widzę, w momencie kiedy trafiłam do ośrodka szkolno-wychowawczego we Wrocławiu. Na drzwiach wisiała wywieszka, którą mama głośno przeczytała: „Zakład szkolno-wychowawczy”. Ja się przeraziłam i powiedziałam mamie, że miałam nadzieję, że trafię do szkoły, a nie do zakładu. Wtedy tak na dobre uświadomiłam sobie inność, że nie posługuję się tak jak dzieci w „Plastusiowym pamiętniku” kredką i ołówkiem, tylko tabliczką brajlowską i rysikiem. Żebym mogła uczęszczać do tej szkoły, rodzice przeprowadzili się specjalnie ze Świnoujścia do Wrocławia.

EŚ: Jak wyglądała pani dalsza edukacja?

KN: Po siódmej klasie przeniosłam się do liceum integracyjnego, a rok później zdałam egzamin do VIII liceum ogólnokształcącego we Wrocławiu. To dość znane w mieście liceum, podobno ukończyła je Anna German. Chciałam spróbować integracji z rówieśnikami. Pani dyrektor była bardzo dobrze nastawiona do mojego pomysłu, grono pedagogiczne również, mimo, że zadawali sobie mnóstwo pytań, nie wiedzieli czego mogą się spodziewać. Sprawdziany zaliczałam ustnie, prace pisemne przygotowywałam w domu i odczytywałam je później nauczycielowi. Kiedy nastała era mówiących komputerów, przynosiłam prace już wydrukowane. Nauczyciele poza godzinami lekcyjnymi przynosili specjalnie skonstruowane pomoce naukowe. Pamiętam, jak pani z biologii skonstruowała z zapałek i skakanki model tasiemca, żeby pokazać mi o czym się teraz uczymy.

EŚ: Po liceum zdecydowała się pani na studia wyższe. Czy wybór kierunków był czymś podyktowany?

KN: Po szkole średniej zdecydowałam się zdawać na kulturoznawstwo, dzięki swojemu koledze ze szkoły muzycznej, który już ten kierunek studiował. Zachęcił mnie, mówiąc że studia są ciekawe, poszerzają horyzonty. I – co najważniejsze – nie będzie problemu z dostępnością podręczników. Wcześniej marzyłam o anglistyce i muzykologii, ale nie było dostępnej literatury angielskiej i innych materiałów, a ja nie chciałam przechodzić studiów po łebkach. Takie studiowanie jest bez sensu. Skoro mam otrzymać dyplom wyższej uczelni, powinnam na niego zapracować tak, żeby był dla mnie satysfakcjonujący.

EŚ: Jak odbyła się rekrutacja na studia?

KN: Egzamin wstępny zdawałam ustnie. Dyktowałam odpowiedzi oraz wypracowanie, a osoba widząca pisała to, co dyktuję. Drugi etap był ustny dla wszystkich. Nie było żadnych specjalnych ułatwień, aczkolwiek potraktowano mnie życzliwie. Dostałam się i kierunek ukończyłam. Drugi fakultet – filologia polska – stanowiła uzupełnienie wiedzy ogólnej. Już wtedy wiedziałam, że z kierunkowym wykształceniem łatwiej dostać dobrą pracę.

EŚ: Niewidomy włoski artysta Andrea Bocelli w jednym z wywiadów przyznał, że pierwszym człowiekiem, który otworzył mu w latach dziecięcych magiczny świat muzyki, był prosty rosyjski robotnik. Jak było w pani przypadku?

KN: Mój dom był zawsze pełen muzyki, rodzice dużo grali i śpiewali. W dalszej rodzinie jest też sporo profesjonalnych muzyków. Nawet mój dziadek grał na trąbce.

Muzyka od dziecka potrafiła mnie bardzo wzruszać. Osobą, która odkryła mój słuch muzyczny była siostra. Przygotowując się do swojego egzaminu w szkole muzycznej grała mi interwały i okazało się, że bezbłędnie zgadywałam czy tercja jest wielka czy mała, czy interwał brzmi wesoło czy smutno. Okazało się też, że mam poczucie rytmu.

EŚ: Ukończyła pani szkołę muzyczną w klasie gitary. Co przesądziło o wyborze instrumentu?

KN: W szkole muzycznej odradzono mi skrzypce, zgłosiło się dwóch nauczycieli: jeden od instrumentów perkusyjnych, drugi od gitary klasycznej. W ostateczności wybraliśmy gitarę. Zresztą nie widziałabym się na perkusji, a gitara jest takim instrumentem, który można wszędzie ze sobą zabrać i pięknie brzmi. Wolę gitarę od fortepianu. Warto wspomnieć, że nie uczyłam się utworów ze słuchu. Specjalnie dla mnie przygotowywano komplety nut w notacji brajlowskiej.

EŚ: A jak zaczęła się pani przygoda ze sceną?

KN: Wszystko zaczęło się od śpiewu przy akompaniamencie gitary klasycznej, na festiwalach szkolnych. Wiadomo było, że talent posiadam, ale trzeba go było oszlifować. Po ukończeniu szkoły muzycznej moja mama znalazła fantastycznego nauczyciela emisji głosu – Romana Romańczuka. Zaczęłam się również uczyć interpretacji. Moja droga zaczęła się profesjonalnie kształtować dzięki Festiwalowi Piosenki Zaczarowanej. Po moim występie, do współpracy zaprosiła mnie pani Irena Santor na swój jubileusz do Sali Kongresowej, pani Anna Dymna i pan Michał Bajor. Występowałam obok gwiazd polskiej sceny muzycznej.

EŚ: Jak się pani przygotowuje do każdego występu?

KN: Opracowuję piosenki z instruktorem i ćwiczę w domu. Niezwykle ważne są lekcje emisji głosu. Unikam napojów gazowanych i nie stosuję używek.

EŚ: Śpiewa pani nie tylko po polsku, ale także w języku francuskim, niemieckim, angielskim i rosyjskim. Który jest pani ulubionym językiem do wyrażania emocji śpiewem?

KN: Mimo, że jest moda by mieć w repertuarze piosenki angielskie, wolę śpiewać po polsku. Jest to mój język ojczysty. Lubię też śpiewać po francusku, bo jest piękny, śpiewny i melodyjny. Jednak piosenki angielskie przydały się w Reykjaviku.

EŚ: Właśnie o Islandię, gdzie koncertowała pani z recitalem pod tytułem „Oczyma duszy mojej” i o inne pani podróże zagraniczne chciałam teraz zapytać. Jakie ma pani wrażenia na temat krajów i ich dostępności?

KN: Często podróżuję. Zwiedziłam miedzy innymi Czechy, Austrię, Słowację, Gibraltar, Portugalię, Egipt, Jordanię, Turcję i północną część Maroka.

Europa Zachodnia jest w miarę przystosowana do osób niewidzących. Podróżuję głównie z rodziną, więc zawsze mogę liczyć na pomoc. Ale przewodnicy, widząc, że w grupie zwiedzających jestem ja, bardziej się starają, ciekawiej opowiadają. W Hiszpanii zetknęłam się z nawet wypukłymi mapami.

Grecja jest odrobinę mniej dostosowana, ale Grecy nadrabiają swoim podejściem i życzliwością. Wykazują wielką otwartość i zainteresowanie.

Niestety, kultura muzułmańska nie jest przychylna osobom niepełnosprawnym, jest to dla nich temat tabu. W Hurghadzie przewodnik podając mi rękę przy wysiadaniu z autobusu, na moje próby pokazania mu, jak właściwie ma mi pomagać, powiedział tylko „never say that you are blind” – czyli „nigdy nie mów, że jesteś niewidoma”.

Bardzo chciałabym wrócić do Ziemi Świętej, to jest dla mnie miejsce magiczne. Oprócz wspomnień przywiozłam stamtąd piękne przyjaźnie.

EŚ: Proszę powiedzieć, czym się pani zajmuje poza muzyką?

KN: Muzyka jest niezwykle ważną częścią mojego życia, ale to nie jest wyłączna jego część. Od tego roku prowadzę zajęcia ze studentami pedagogiki na Uniwersytecie Wrocławskim. Jest to przedmiot fakultatywny o nazwie „Audiobaśń i słuchowisko wobec odbiorcy dziecięcego”. Zajmujemy się ze studentami wpływem psychologicznym i wychowawczym baśni słuchowiskowej na dziecko. Jest to mój kolejny sukces.

EŚ: Do listy sukcesów możemy dopisać również rolę honorowego ambasadora audiodeskrypcji, którą pełni pani razem z reżyser Agnieszką Holland. Jak ocenia Pani działania na rzecz udostępniania kultury osobom z niepełnosprawnością wzroku poprzez audiodeskrypcję?

KN: Audiodeskrypcja jest niezwykle ważna, pozwala śledzić niewidomemu to, co się dzieje na ekranie. Są filmy zawierające ścieżkę muzyczną prawie bez dialogów i do pełnego zrozumienia to nie wystarczy. Audiodeskrypcja pozwala w pełni uczestniczyć niewidomymi i niedowidzącym w kulturze.

EŚ: Zapytam teraz o drugą pani pasję – pisanie. Stosunkowo niedawno ukazała się pani książka pod tytułem „12 kropel życia”. Wybór tak niezwykłego tytułu na pewno nie jest przypadkowy, co się za nim kryje?

KN: Każda kropla życia, to poszczególny rozdział. A liczba 12 jest symboliczna. Mamy 12 miesięcy i 12 apostołów. Pomysłodawcą tytułu był współautor książki pan Roman Kawecki. Książkę zapoczątkował właściwie godzinny recital w Schronie Kultury Europa w Poznaniu przeplatany rozmową ze mną, dotyczącą pasji, funkcjonowania w życiu. Ludzie byli zasłuchani i zaciekawieni. Uznaliśmy więc, że środowisko powinno wiedzieć odrobinę więcej o codzienności niewidomych. Nie chcieliśmy publikacji sensacyjnej. Czytelnicy twierdzą, że książka niesie radość. Nie jest lekcją, ale otuchą dla kogoś, komu brakuje wsparcia i motywacji. To książka dla wszystkich. Otworzyła mi też drogę do kolejnych sukcesów. Promując książkę w instytucie pedagogiki poproszono mnie o poprowadzenie seminarium dla studentów. W efekcie zaproszono mnie na rozmowę o pracę. Dzięki książce – dostałam pracę.

EŚ: Czy ma pani jakieś rady dla poczatkujących pisarzy i piosenkarzy?

KN: Trudno jest mi udzielać jakiejś uniwersalnej rady, bo każdy ma inny grunt do startu. Ale życzę wsparcia, bez ulgowego wychowania. Nie można się sugerować tym, że się nie widzi i można sobie odpuścić, nie pójść na lekcje, bo publiczność wybaczy. Scena nie powinna być litością.

EŚ: Na koniec zapytam panią o wrażenia z Konferencji REHA FOR THE BLIND® IN POLAND.

KN: Dwukrotnie miałam przyjemność występować z recitalem poezji śpiewanej na REHA. Z racji swoich występów i innych obowiązków zawodowych nie mogłam niestety dokładnie pozwiedzać. Ale uważam, że taka konferencja, wielkie spotkanie środowiska, jest bardzo potrzebne. Sprzyja również integracji – na konferencję może przyjść każdy zainteresowany. Można też obejrzeć różnoraki sprzęt na wielkiej wystawie, są dość ważne panele dyskusyjne, które dotyczą różnych problemów. Dzięki temu można się dowiedzieć jak to wygląda na świecie. Będę szukała okazji, żeby odwiedzić REHĘ i w przyszłym roku.

EŚ: Dziękuję za rozmowę.

Lata wykorzystanych szans

Z Magdaleną Chmielewską, dyrektor Fundacji Szansa dla Niewidomych, spotykam się w biegu. Praca w organizacji pozarządowej to ręce pełne roboty, zawsze jest jakiś projekt do napisania, zajęcia do przeprowadzenia, telefon do odebrania. W centrali Fundacji wrze jak w ulu. Na szczęście jednak udaje nam się chwilę porozmawiać.

Elena Świątkowska: Fundacja Szansa dla Niewidomych istnieje już od ponad 20 lat. Czym jest ta szansa, którą dajecie podopiecznym?

Magdalena Chmielewska: Dajemy szansę na życie takie, jakie każdy człowiek sobie wymarzy. Niewidomy – bez sprawnych oczu – również ma wiele marzeń, chce żyć bez ograniczeń. Mówimy tu o ograniczeniach w poruszaniu się, w dostępie do książek, które chciałby przeczytać, miejsc, w których chciałby się znaleźć, w kontakcie z innymi ludźmi. Niewidząca młodzież chce używać Facebooka, pisać na komputerze jak miliony jej pełnosprawnych rówieśników. A Fundacja Szansa dla Niewidomych pokazuje, że jest to możliwe. Pewnie dlatego, że została założona w 1992 roku przez niewidomego informatyka i ludzi, którzy uważali, że każdy, bez względu na ograniczenia wynikające z niepełnosprawności, ma prawo do rozwoju. Należy tylko znaleźć narzędzia, które pomogą osiągnąć cel. Z takiego przekonania powstało wiele urządzeń, które niewidomym ułatwiają życie, a o których istnieniu często dowiadują się dopiero od nas – tyflospecjalistów. To my mówimy niewidomym i ich rodzinom, że istnieje oprogramowanie udźwiękawiające komputer, czytniki książek czy powiększalniki obrazu dla słabowidzących. Dodatkowo, każdy z naszych beneficjentów może liczyć na wsparcie w zakresie obsługi takiego sprzętu. Przeprowadzamy szkolenia z użycia nowoczesnych tyflotechnologii na terenie całej Polski – w 16 punktach konsultacyjnych Fundacji w każdym mieście wojewódzkim. Sieć Tyflopunktów Fundacji budowaliśmy stopniowo, począwszy od 6 biur regionalnych w roku 2009, na 16 placówkach w roku 2012 skończywszy. Dzięki projektowi realizowanemu przy pomocy Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w 2014 kontynuujemy nasze wsparcie dla niewidomych i słabowidzących na terenie całej Polski. Pełna lista Tyflopunktów znajduje się na naszej stronie internetowej www.szansadlaniewidomych.org

EŚ: Niewidomy to nieporadny niepełnosprawny – pracownicy i wolontariusze Fundacji obalają ten mit. Na jakie trudności napotykają przede wszystkim? Jak to jest walczyć ze stereotypem?

MCH: Myślę, że najtrudniej walczyć ze stereotypem samym niewidomym. To oni w codziennym życiu spotykają się z pracownikami administracji czy prywatnych firm, którzy nie są świadomi ile utrudnień w urzędzie czy sklepie czeka na niewidomego. W budynkach nie ma oznaczeń ułatwiających zlokalizowanie celu jego podróży, brakuje odpowiednich map tyflograficznych czy urządzeń nawigujących, które pozwoliłyby na samodzielne poruszanie się po mieście i w budynkach. Dodatkowo, niewidomi zmagają się z reakcją otoczenia. Osoby rzadko śpieszą z pomocą, czy radą, w którym kierunku pójść, aby trafić do właściwego okienka. Często nie wiedzą jak pomóc i jak się zachować.

Dlatego szerzymy ideę świata otwartego dla niewidomych, która w naszym rozumieniu polega m.in na otwartości we wprowadzaniu nowoczesnych rozwiązań w przestrzeni publicznej. Dodatkowo nasi tyflospecjaliści szkolą wszystkich zainteresowanych z zakresu savoir vivreu – jak bezpiecznie pomóc niewidomemu na ulicy, w szkole, w sklepie. Zachęcamy naszych podopiecznych do jak największej samodzielności i jednocześnie pokazujemy światu, że taka samodzielność jest możliwa – dzięki odrobinie wsparcia i zrozumienia.

EŚ: Wspomniała Pani o tyflospecjalistach. Kim właściwie są?

MCH: „Tyflos” z greckiego oznacza „niewidomy, niewidzący”. Tyflospecjaliści to osoby pracujące w punktach konsultacyjnych prowadzących działalność na rzecz aktywnej rehabilitacji niepełnosprawnych wzrokowo. Jest to grono osób wyjątkowych, połowę stanowią osoby niedowidzące i niewidome. Któż inny lepiej rozumie potrzeby wynikające z braku lub niedostatków wzroku, jeśli nie oni? Niepełnosprawność nie przeszkadza im w codziennej pracy w Fundacji, a jest to – myślę, praca pełna wyzwań dla niejednego. Najważniejsze jest jednak, że nasi pracownicy są dowodem na to, że można pracować i osiągać sukcesy pomimo braku wzroku.

EŚ: Zbliża się pierwsza rocznica Pani współpracy z Fundacją, jak Pani ocenia ten rok?

MCH: Przez ten czas wydarzyło się niesamowicie dużo. Początek roku to okres bardzo intensywnej pracy dla Fundacji. Skupiamy się wtedy przede wszystkim na nowych pomysłach działań, staramy się pozyskać fundusze z regionalnych projektów, a także rozpoczynamy realizację ogólnopolskich zadań współfinansowanych ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Pierwsza połowa roku to również czas spotkań środowiska podczas międzynarodowych targów, np. SightCity we Frankfurcie nad Menem. Była to dla mnie ogromna nowość i bardzo ciekawe doświadczenie, gdyż pierwszy raz uczestniczyłam w targach tego typu. Jest to wydarzenie na bardzo szeroką skalę. Można tam poznać wszystkie najnowsze rozwiązania technologiczne dla osób z dysfunkcją wzroku. Staramy się być na bieżąco z najnowszymi technologiami i przekazywać takie nowinki naszym podopiecznym. Ponadto naszym sukcesem jest również zdobycie prawie 500 partnerów Fundacji. Są to osoby i instytucje, które wspierają działania Fundacji, które tak jak my dążą do świata otwartego dla niewidomych. Zachęcamy wszystkich do przyłączenia się do nas!

Warto też wspomnieć o akcjach, jakie organizujemy w mediach społecznościowych. Nasze poszukiwania specjalistów do spraw: uśmiechu, absurdu i „Ostatniej deski ratunku” przyniosły nam spory rozgłos medialny. Dzięki nim poznaliśmy wielu wyjątkowych ludzi, niektórzy z nich pracują z nami do dziś.

EŚ: Jeszcze 20 lat temu nie było żadnej instytucji, która pomagałaby uzyskać dostęp niewidomym do najnowszych rozwiązań tyflotechnologicznych i tyfloinformatycznych. Skąd w ogóle pomysł na ideę rehabilitacji nowoczesnej, wykraczającej poza utarte standardy?

MCH: Po roku 1989 zmienił się sposób postrzegania osób niepełnosprawnych. W okresie transformacji ustrojowej zmniejszyło się zatrudnienie osób z orzeczeniem o niepełnosprawności, którzy nie byli traktowani jak osoby mogące wykonywać taką samą pracę jak osoby pełnosprawne. Chcieliśmy zmienić tę sytuację, dlatego też pojawił się pomysł pomocy niewidomym właśnie poprzez nowoczesną rehabilitację, poprzez upowszechnianie technologii ułatwiających pracę, codzienne czynności i poruszanie się po mieście. Przez dziesiątki lat niewidomi posługiwali się tylko alfabetem brajla. Dzięki naszej inicjatywie na przestrzeni lat w Polsce pojawiły się takie urządzenia jak: monitory brajlowskie, zaawansowane czytniki książek w formacie DAISY, systemy nawigacji dla niewidomych itp. Dziś niewidomy biegle potrafi pracować na komputerze, napisze emaila, będzie szukał informacji w Internecie. Mimo, że urządzenia tyfloinformatyczne są na rynku, nie każdy o nich wie, a tym bardziej nie musi umieć się nimi posługiwać. Dlatego też nasza pomoc i szkolenia w tym zakresie są cały czas potrzebne.

EŚ: Fundacja pokazuje światu, że niepełnosprawność nie stanowi żadnej przeszkody do aktywnego życia. Wasi podopieczni mieli okazję jeździć samochodem, opanować sztukę makijażu czy ugotować klasyczny polski obiad. Skąd czerpiecie pomysły na takie nietypowe działania?

MCH: Wszyscy wspólnie pracujemy na ten sukces. Każdy wojewódzki Tyflopunkt w miarę możliwości organizuje różne działania. Niejednokrotnie jest to owoc współpracy z innymi organizacjami, efekt wsparcia darczyńców i działań wolontariuszy. Najważniejsze jest jednak to, że to nasi podopieczni nas inspirują. Każdy tyflospecjalista zna swoich beneficjentów i wie, jakie są ich marzenia. To pozwala nam, w miarę możliwości i środków, na organizowanie akcji i wydarzeń, które z pozoru są niedostępne dla niewidomych. Ścianka wspinaczkowa, strzelectwo laserowe, gra w golfa, a nawet skoki ze spadochronem – to wszystko jest możliwe! Wystarczy przekonać się o tym zaglądając chociażby na nasz facebookowy fanpage, gdzie codziennie zamieszczamy fotorelacje z życia codziennego Fundacji.

EŚ: Jak można pomóc Fundacji w realizowaniu tych wszystkich ciekawych pomysłów?

MCH: Im więcej mamy zasobów, tym więcej możemy zrobić. Mam tutaj na myśli zasoby ludzkie – czyli wolontariuszy, a także zasoby finansowe i rzeczowe. Wolontariusze to grupa wspaniałych ludzi, którzy poświęcają swój wolny czas na rzecz środowiska, pomagają asystować naszym beneficjentom w drodze na zajęcia, przyczyniają się do realizacji mniejszych projektów regionalnych. Zawsze chętnie witamy w naszym gronie wszystkich, którzy chcą nam wolontarystycznie pomagać. Po drugie – Fundacji, jako organizacji pożytku publicznego, można przekazać jeden procent swojego podatku lub darowiznę – finansową lub rzeczową. Im więcej mamy wokół siebie przyjaciół, tym większej ilości osób pomożemy aktywnie żyć i spełniać marzenia.

EŚ: Na czym jeszcze polega opieka Fundacji nad niewidomymi i słabowidzącymi?

MCH: To tak naprawdę temat rzeka. Jak już wspominałam, w każdym województwie organizowane są przeróżne działania wynikające bezpośrednio z potrzeb naszych podopiecznych. Dodatkowo prowadzimy ogólnopolski projekt „Nowocześnie zrehabilitowani niewidomi widzą i wiedzą więcej (…)”. W ramach tego projektu realizujemy z naszymi beneficjentami określoną ścieżkę rehabilitacyjną w oparciu o wybrane przez nich samych moduły dotyczące różnych dziedzin, np. tyflosport, hobby, tyfloturystykę. Fundacja prowadzi też działalność wydawniczą – mamy w swoim dorobku szereg pozycji skierowanych do niewidomych i słabowidzących dotyczących aktywnego życia, np. przewodniki turystyczne, książki kucharskie.

EŚ: Osobny temat to konwencja ONZ o prawach osób niepełnosprawnych. Jak wygląda sytuacja niewidomych w naszym kraju po ratyfikacji tego aktu prawnego?

MCH: Powoli coś zaczyna się zmieniać. Coraz więcej instytucji decyduje się na podjęcie dialogu ze środowiskiem, korzysta z konsultacji jak powinno się dostosować przestrzeń, aby była dostępna. Według tekstu konwencji niepełnosprawność wynika z barier – jeśli je zlikwidujemy – umożliwimy niepełnosprawnym pełną aktywność w życiu społecznym. I rzeczywiście – jeśli wgramy niewidomemu do komputera program odczytu ekranu – będzie mógł korzystać z Internetu i emaila na równi z osobą widzącą. Fundacja przeprowadza również audyty dostępności i szkolenia dla wszystkich chętnych instytucji. Oferujemy najnowocześniejsze rozwiązania, zgodne z ideą konwencji. Mamy nadzieję, że uda nam się zmienić otaczającą rzeczywistość, żeby była przyjazna niewidomym, żeby stała się tyfloareą.

EŚ: Czym jest TYFLOAREA?

MCH: W Polsce wciąż brakuje standardów dostępności. TYFLOAREA jest to stworzony przez niewidomych z myślą o niewidomych system oznakowań polisensorycznych. Jest to standard składający się ze spójnych i kompleksowych zasad, rozwiązań urbanistycznych i architektonicznych oraz oznakowań, dzięki zastosowaniu których obiekt i jego otoczenie stają się dostępne dla niewidomych i słabowidzących. Aby osoby z uszkodzonym wzrokiem mogły swobodnie, samodzielnie poruszać się, nie wystarczy, że zdobędą umiejętności z orientacji przestrzennej. Muszą jeszcze mieć możliwość pozyskiwania informacji gdzie się znajdują i jak wygląda otoczenie, w którym przebywają oraz powinni móc skorzystać z urządzeń, które napotykają. Dzięki wdrożeniu rozwiązań opracowanych w ramach tego standardu – obiekt, który spełnia wszystkie wymogi wyżej wymienione, również staje się Tyfloareą. Staje się nowoczesny i bezpieczny, przyjazny niewidomym.

EŚ: W grudniu Fundacja już po raz 12 jest gospodarzem wielkiego wydarzenia w świecie niewidomych – Konferencji REHA FOR THE BLIND® IN POLAND. Dlaczego postanowiliście kontynuować tę inicjatywę?

MCH: REHA to największe spotkanie niewidomych w Europie Środkowej i Wschodniej. Rokrocznie Konferencję i towarzyszącą jej wystawę nowoczesnych technologii tyfloinformatycznych odwiedzają tysiące osób z całego świata. Nie wyobrażamy sobie, abyśmy mogli tej inicjatywy nie kontynuować. To nasi podopieczni, ich rodziny i przyjaciele decydują o tym, że REHA jest sukcesem. Niezwykle dumni jesteśmy z tego, że nasza idea świata otwartego dla niewidomych przekroczyła granice naszego kraju i w tym roku, z wielkim powodzeniem zorganizowaliśmy REHĘ w Rumunii (już drugą) i – mamy nadzieję – nie ostatnią zagraniczną edycję.

EŚ: Na zakończenie pytanie: czym jest dla Pani Fundacja Szansa dla Niewidomych?

MCH: To możliwość działania ponad barierami, które niestety zbyt często ograniczają naszą wyobraźnię. Praca w Fundacji pokazuje, że nie istnieje problem, jeżeli chcę komuś pomagać i coś ofiarować. Życzę sobie i wszystkim osobom wspomagającym Fundację, aby misja, którą podążamy, otwierała drzwi w wielu miejscach i pozwoliła nam działać.

EŚ: Dziękuję za rozmowę.