Dobry słuch i szybki refleks to… Showdown!

Jedni mówią, że to ping pong dla niewidomych, inni, że to szczególna wersja „cymbergaja”. I wszyscy mają rację. Z obu tych gier bowiem Kanadyjczyk Joe Lewis wybrał to, co najlepsze i stworzył dyscyplinę dedykowaną dla osób z dysfunkcją wzroku. Czyli właśnie Showdown.

Po raz pierwszy spotkałem się z tym sportem we Wrocławiu, w Dolnośląskim Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 13 dla Niewidomych i Słabowidzących. Na korytarzu znalazłem dziwny stół otoczony bandami, z dwiema łuzami oraz płytą przechodzącą w poprzek mebla. Pomyślałem od razu o jakiejś wersji bilardu czy tenisa stołowego. Wtedy obok mnie zatrzymał się Adrian Słoninka i powiedział: „Jak chcesz spróbować, to wpadnij do nas na trening”.

Showdown wymyślono w latach 60. ubiegłego stulecia, początkowo jako formę rozrywki, która obecnie aspiruje do bycia pełnoprawną dyscypliną paraolimpijską. Gra ta zdobyła rozgłos i międzynarodowy sukces podczas olimpiady w Arnhem w 1980 r., gdzie grano w nią rekreacyjnie. Zasady są dość proste. Wygrywa ten zawodnik, który zgromadzi więcej punktów. Można je zdobyć albo strzelając bramkę (za to otrzymuje się 2 punkty) albo uzyskać poprzez błąd techniczny przeciwnika, gdy ten np. wyrzuci piłkę poza stół lub trafi w ekran, czyli przedziałkę umiejscowioną w poprzek stołu (1 punkt). Zwycięzcą zostaje osoba, która zdobędzie jako pierwsza 11 punktów, przy zachowaniu zasady 2 punktów przewagi. Set musi skończyć się przed upływem 15 minut. Gracze serwują po dwa razy naprzemiennie. Piłka jest wykonana z cienkiej stali, w której umieszczono dzwoneczki.

Ważną zasadą jest to, że musi ona toczyć się, aby przeciwnik miał szansę ją zlokalizować. Mecz kończy się gdy jeden z uczestników wygra 2 albo 3 sety, w zależności od rangi zawodów. W Showdown mogą grać zarówno osoby niepełnosprawne, jak też te bez dysfunkcji wzroku, ponieważ zawodnicy noszą nieprzezroczyste gogle. Dzięki temu dyscyplina sprawdza się jako znakomita forma integracji.

Jesteśmy w jednym z pokojów internatu w Ośrodku. Zdziwienie budzą od progu porozkładane materace, którymi zabezpieczono okna, drzwi i inne rzeczy, które mogą się zniszczyć. „Piłka czasami wyleci poza stół, a że gramy dość szybko, może się coś stłuc” – wyjaśnia Adrian. Pokazuje mi swój sprzęt do gry: rękawice, rakietkę i gogle. Tylko tyle wystarczy aby stanąć za stołem i rozpocząć rozgrywkę. Nie mogę jednak wypróbować swoich sił. Trwa właśnie mecz. Mam okazję obserwować Ewę Mielczarek, obecnie najlepszą polską zawodniczkę w showdownie, która jednocześnie pozostaje w światowej czołówce. Z zachwytem patrzę jak operuje rakietką, jak uderza piłki „podkręcone”, „płaskie” czy „ósemki”. Niesamowicie radzi sobie w rywalizacji z mężczyznami, wygrywając prawie ze wszystkimi wśród obecnych. „To nie jest trudna gra, ale dość głośna” – opisuje Ewa.

W Polsce głównymi ośrodkami, w których trenuje się Showdown, są: Wrocław, Bydgoszcz, Olsztyn, Lublin i Słupsk. Dyscyplinę w środowisku osób niewidomych i słabowidzących stara się popularyzować i rozwinąć Stowarzyszenie „Cross”. Na świecie największe sukcesy odnoszą Holendrzy, Finowie, Szwedzi czy Słoweńcy. Polska kadra narodowa, licząca obecnie 8 mężczyzn i 6 kobiet, uczestniczy od lat w zawodach Mistrzostw Świata Europy oraz w turniejach międzynarodowych. W kraju organizowane są m.in. Mistrzostwa Polski oraz imprezy regionalne. Główne zawody rozgrywa się w kategoriach indywidualnych i drużynowych (w składzie trzyosobowym). Poziom sportowy jest bardzo wysoki, nasi zawodnicy znajdują się na szczycie rankingów światowych. W 2015 roku na liście światowej Ewa była liderką, a Adrian zajmował drugie miejsce. Oboje reprezentowali Polskę podczas ubiegłorocznych zawodów IBSA World Games w Seulu. Od lat prowadzone są, mocno już zaawansowane, rozmowy, aby dyscyplina została wpisana na listę gier paraolimpijskich. Niestety, w Rio jeszcze naszych showdownistów nie zobaczymy.

Kiedy stanąłem za stołem z zasłoniętymi oczami, poczułem, jak trudno zlokalizować piłkę, która tak szybko leci. Jednak po krótkiej chwili człowiek przyzwyczaja się do zmienionych warunków i zaczyna bronić oraz atakować. Wspaniałe uczucie, gdy zdobywasz pierwszą bramkę już po kilku uderzeniach. Miałem świadomość, że Adrian, najlepszy polski gracz, daje mi duże fory, jednak małe sukcesy na początku każdej gry są bardzo mobilizujące. Z zacięciem próbowałem coraz to nowych uderzeń, aby piłka znalazła miejsce w bramce przeciwnika. Po kilku minutach gry wynik 11 do 5 dla Adriana. Świetna zabawa i kolejna lekcja nowej dyscypliny dedykowanej niewidomym i niedowidzącym za mną. Następuje krótka przerwa. Jest to czas, żeby porozmawiać z trenerem wrocławian – Lubomirem Praskiem. Z wielkim profesjonalizmem opowiada mi o „European of twelve” – bardzo wymagających zawodach organizowanych w Polsce. Jest na nich dużo trudniej niż np. na Mistrzostwa Świata, ponieważ tutaj uczestnicy grają w systemie każdy z każdym. Po kilkugodzinnych zmaganiach wygrywa ta osoba, która pokona największą liczbę przeciwników. Trener jednocześnie zachęca, aby w naszym mieście – Szczecinie – również stworzyć sekcję Showdownu. Dosyć sporym problemem jest jednak koszt sprzętu, a w szczególności zakup stołu. To wydatek rzędu kilkunastu tysięcy złotych. Dzięki temu jednak, że istnieje możliwość jego wypożyczenia, można wcześniej sprawdzić swoje umiejętności.

Showdown to gra intuicyjna, zręcznościowa i wymagająca dobrego przygotowania kondycyjnego od profesjonalnych zawodników. Jednak i dla amatorów sprawdzi się jako świetna zabawa, dzięki której uczestnicy poznają niewielki wycinek świata osób niewidomych od podszewki.

Zachęcam wszystkich do uprawiania tego sportu, bo bez względu na wiek, płeć, czy predyspozycje fizyczne, każdy może spróbować stanąć za stołem i odbić piłkę.

Piłka jest okrągła, bramki są dwie, a na trybunach… cisza

Dotyk i słuch to podstawowe zmysły, których używają osoby niewidome i niedowidzące w codziennym życiu. Nie inaczej jest podczas uprawiania przez nie sportu.

Pierwszy raz usłyszałem o Goalballu ponad 4 lata temu. Po przygodach z piłką siatkową, tenisem stołowym i koszykówką zapragnąłem odnaleźć sport dedykowany dla osób takich jak ja – tracących wzrok lub osób już od jakiegoś czasu niewidzących. Gdy obejrzałem pierwsze filmiki w internecie, od razu wiedziałem, że muszę spróbować. Poszukałem i okazało się, że w Szczecinie jest drużyna Goalballa. Pierwszy trening, pierwszy dotyk boiska, pierwsze dźwięki wydobywające się z piłki. Już wiedziałem, że to jest to, czego szukałem. Zostałem zawodnikiem drużyny Goalball Szczecin.

Piłka dźwiękowa została wymyślona w roku 1947 jako forma rehabilitacji dla weteranów, którzy utracili wzrok na wojnie. Goalball jest jednym z przykładów sportu przygotowywanego od podstaw dla osób niepełnosprawnych. W odróżnieniu od dyscyplin adaptowanych, takich jak: biegi, pływanie, blind football, strzelectwo bezwzrokowe, nie ma odpowiednika w sporcie pełnosprawnych. Ze względu na formę gry przypomina trochę piłkę ręczną czy kręgle. Goalball jest najpopularniejszym sportem zespołowym dla osób niepełnosprawnych na świecie. W Polsce rozwija się coraz prężniej, w szczególności w takich ośrodkach jak Wrocław, Katowice, Lublin, Bydgoszcz oraz Szczecin.

„Zasady gry są bardzo proste, należy zdobyć gola i samemu nie stracić bramki.” Takie słowa usłyszałem na pierwszym treningu. Pomyślałem sobie – dam radę, przecież piłka wydaje odgłosy, zdążę złapać. Nic bardziej mylnego. Gdy osoba niedowidząca ubiera nieprzezroczyste gogle, doznaje podobnego wrażenia co osoba widzącaą, gdy zakryjemy jej oczy. Świat staje się wtedy dużo, dużo mniejszy i potrzeba sporo czasu, aby się do tego przyzwyczaić. Na boisku są przyklejone sznurki – punkty orientacyjne dla zawodników, dzięki którym podczas gry mogą się odnaleźć na boisku. Początkowo cały czas trzymałem rękę na parkiecie, z obawy aby nie zgubić wypukłego sznurka. Jednak z czasem nie potrzebowałem już tak często pomagać sobie dotykiem. Dzięki doświadczeniu i wsparciu kolegów z drużyny, czuję się coraz bardziej pewnie.

Historia szczecińskiego Goalballa rozpoczęła się kilka lat temu na turnusie rehabilitacyjnym w Ustroniu Morskim. Początkowo sukcesy odnosiły dziewczęta, które zdobyły nawet Mistrzostwo Polski. Jednak z czasem entuzjazm opadał i nad męską drużyną zawisło widmo rozwiązania. W kwietniu 2015 roku zawodnicy i ich przyjaciele postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Powstało Stowarzyszenie Klub Sportowy Niewidomych i Niedowidzących „Dalekowzroczni”. Za główny cel postawiło ono sobie nie tylko opiekę nad drużyną Goalballa, ale przede wszystkim aktywizację sportową osób z dysfunkcją wzroku.

Po dużym sukcesie projektu Fundacji Szansa dla Niewidomych, dotyczącego promocji Goalballa w 2014 roku, stowarzyszenie zapragnęło kontynuować tę akcję. Od początku bieżącego roku przeprowadziliśmy 8 lekcji pokazowych w zachodniopomorskich szkołach. Oprócz zasad gry, staraliśmy się przekazać wiedzę, jak asystować osobie niewidomej, ale przede wszystkim, że nie należy obawiać się podejść do niej i zapytać czy jej nie pomóc. W czasie zajęć opowiadaliśmy jakie są inne możliwości aktywnego spędzania czasu przez osoby z dysfunkcją wzroku. Rozgrywaliśmy też mecz z udziałem uczniów. Nasze prezentacje cieszą się dużym zainteresowaniem – cały czas spływają do nas zaproszenia od nowych placówek.

Przed drużyną Goalball Szczecin wciąż nowe wyzwania. Na chwilę obecną najbardziej palącym problemem jest mała ilość zawodników. Aby chcieć nawiązać walkę z najlepszymi w Polsce, drużyna potrzebuje jeszcze co najmniej 2 osób. Dlatego zachęcamy do kontaktu wszystkich chętnych spróbowania gry w Goalball. Nasz funpage: www.facebook.pl/goalballszczecin, mail: stowarzyszenie@dalekowzroczni.org.