SightCity – Spojrzenie z innej strony

Mówi się, że początki są najtrudniejsze i rzeczywiście coś w tym jest. Mój początek pracy dla Altix Sp. z o.o. był jak skok na głęboką wodę. Już w dniu podpisywania umowy o pracę otrzymałam propozycję wyjazdu na SightCity. W pierwszym momencie byłam bardzo zdziwiona pomysłem szefa – z perspektywy czasu uważam, że był to strzał w dziesiątkę.

W dniu wyjazdu staraliśmy się umówić tak, by jak najwygodniej było nam się wszystkim zebrać. Przystanek autobusowy w okolicy metra Marymont, przejmujące zimno, choć był to 2 maja. Nie do końca wiedziałam na kogo właściwie czekam, gdyż z osób, z którymi miałam jechać widziałam wcześniej tylko Janusza Mirowskiego. Jakież zaskoczenie nastąpiło gdy dowiedziałam się, że koleżanka, która też jechała, czekała na tym samym przystanku co ja. Gdybyśmy wiedziały wcześniej! Z lekkim poślizgiem, uzbrojeni w prowiant, który przygotowała żona Michała Kwaśniewskiego, w składzie: ja, Malwina Król, Krzysiek Kulik, Janusz Mirowski i Michał Kwaśniewski ruszyliśmy w stronę Wrocławia. Podróż minęła bardzo sprawnie. W sumie dużo sprawniej niż samo odnalezienie się we Wrocławiu. Ale kto by nie chciał zwiedzać Wrocławia? Pierwsze spotkanie z resztą załogi, rzut okiem na bagaż i pojawiła się wizja jazdy ze swoją walizką na kolanach. Na szczęście udało się tego uniknąć. Ściśnięci nieco (dosiadła się Bernadetta Waligóra, Justyna Kalbarczyk i Michał Bałamut) , wieczorem dojechaliśmy do Bolesławca. Każdy myślał już chyba tylko o kolacji. Nie tracąc czasu na zbędne rozpakowywanie, po przywitaniu się z ostatnią częścią ekipy tj. Anitą Mazur i Maćkiem Motyką, wszyscy razem ruszyliśmy w poszukiwaniu knajpy. Znaleźliśmy szybko niezłą, dość przytulną, przystępną cenowo restaurację. W knajpie po raz pierwszy nastąpiła integracja. Rozmawialiśmy o pracy, o tym co robiłyśmy my – nowe osoby w zespole, zanim zaczęłyśmy pracować dla Altix oraz czym zajmują się nasze koleżanki i koledzy w Altixie. W ten sposób odbyłam w miłych warunkach nieco przyśpieszony kurs wiedzy o firmie. Podróż wymęczyła nas najwidoczniej, gdyż szybko wróciliśmy na kwaterę.

3 maja w Bolesławcu przywitał nas śniegiem. Czego jak czego – ale zimy w maju się nie spodziewałam! Pozostało mieć nadzieję, że we Frankfurcie będzie cieplej. Teraz trzeba było otworzyć walizę i wyciągnąć wszystko, co tylko było choć trochę cieplejsze. Przez to zimno spakowaliśmy się w tempie ekspresowym. Na szczęście Anita i Maciek byli drugim samochodem. Gdyby nie to , naprawdę nie wiem jak byśmy się zabrali. Oczywiście nasze największe bagaże zostały przeniesione do drugiego auta. Nie było innego wyjścia.

Droga do Frankfurtu minęła spokojnie. Im bliżej Niemiec , tym wyższą temperaturę wskazywał termometr. W sumie dojechaliśmy nieco wcześniej niż zakładaliśmy. W drodze wstępnie ustaliliśmy podział zadań na dni targów. Zależało nam na tym, żeby jak najszybciej ustawić stoisko i podjechać coś zjeść. Okazało się jednak, że jesteśmy za wcześnie i trzeba poczekać. Wykorzystaliśmy czas na zapoznanie się z naszymi nowymi produktami. Były i prezentacje i rozmowy, każdy mógł dotykać i pozaprzyjaźniać się z urządzeniami. Ustawianie stoiska to był kolejny, mocno integrujący element wyprawy, choć trzeba przyznać, że zadanie to zabrało nam ogólnie sporo czasu.

Na kolację trafiliśmy bardzo późno. Za to wybraliśmy się do miejsca, w którym serwowane były jak dla nas mocno egzotyczne potrawy – od kangura, poprzez krokodyla do kiwi. Jedzenie smaczne, choć walczyłam z krokodylem tak zawzięcie, że cały stolik kiwał się w rytm przesuwu noża. Kilka godzin w nowej pracy wystarczyło, bym szukała na menu napisów w brajlu.

Pierwszego dnia dotarliśmy na targi w rekordowym tempie, praktycznie jako jedni z pierwszych. Dołączyła do nas Julia, która miała nam pomagać przy rozmowach z klientami niemieckojęzycznymi. W ciągu kolejnych dni stało się jasne, jak bardzo jej pomoc była nieoceniona. Bardzo wiele osób mówiło wyłącznie po niemiecku i na próbę rozmowy po angielsku reagowało szybkim oddaleniem się od stoiska. W chwilach, gdy nie było zbyt wielu zwiedzających, staraliśmy się sami zwiedzić Targi. Zależało mi na tym, żeby poznać naszych kluczowych partnerów, ich produkty, a także spotkać firmy konkurencyjne. Trudno wyobrazić sobie lepszą ku temu okazję! W sumie na Targach wystawiało się ogółem ponad 120 wystawców z 22 krajów. To, co zdecydowanie najbardziej mnie uderzyło, to ilość powiększalników – zupełnie, jakby właśnie one były motywem przewodnim wydarzenia. Oczywiście były wystawiane również inne produkty. Wiele z nich było bardzo interesujących. Spodobał mi się na przykład lokalizator – urządzenie, dzięki któremu można zlokalizować położenie trzech wybranych rzeczy. Na zasadzie podobnej do zabawy w ciepło-zimno, urządzenie-pilot pomaga odnaleźć poszukiwany przedmiot (np. portfel), do którego jest przypięty specjalny czujnik. Myślę, że takie urządzenie byłoby przydatne również dla wielu osób pełnosprawnych.

Praca na stoisku firmy dostarczyła mi wiele poruszających momentów – np. kiedy pewien niesłyszący niewidomy, który oglądał naszą wieżę Eiffla w pewnym momencie powiedział co „widział”. Takich chwil było dużo, dużo więcej. Przyjemnie było słyszeć, jak osoby niemieckojęzyczne oglądające tyflografiki budynków i map Uniwersytetu Wrocławskiego bez większych problemów czytały napisy brajlem po polsku. Spotkałam również osobę widzącą (narodowości niemieckiej), która czytała wydaną przez nas w brajlu książkę w języku rosyjskim. Nasze stoisko odwiedziły przeróżne osoby. Niektórzy poszukiwali konkretnych produktów (udźwiękowionych: termometru do mięsa, termometru do sauny, krokomierza), inni byli zainteresowani wyłącznie NaviEye, Eulerem, eClicto czy tyflografiką/grafiką wypukłą. Oczywiście nie brakowało kolekcjonerów – osób, które odwiedzają targi chyba tylko żeby zebrać gadżety, cukierki itp. Odbyłam serię rozmów na stoisku, ale również miałam okazję uczestniczyć w spotkaniach z naszymi partnerami: firmą ViewPlus iKKGS.

Każdy miał ręce pełne roboty. Michał Kwaśniewski momentami znikał z pola widzenia, gdyż prowadził prezentacje nawigatora na zewnątrz. Szkoda, że wokół były wysokie budynki – prezentacja możliwości urządzenia w tych warunkach nie należała do łatwych.

Anita prezentowała eClicto, Krzysiek, Janusz i Beta odbywali spotkanie za spotkaniem. Michał Bałamut zaskakiwał zaangażowaniem, znajomością języka niemieckiego, a także niesamowitą elastycznością i umiejętnością dokładnego objaśnienia sposobu działania wszystkich urządzeń, które wystawialiśmy, choć jego głównym produktem był oczywiście Euler. Maciek z kolei był naszym ekspertem od wyrobów udźwiękowionych, przy czym prowadził rozmowy również w języku rosyjskim! Justyna i Malwina czuwały nad tym, by wciąż ktoś był obecny na stoisku.

Dni Targowe były mocno intensywne. Każdego dnia kończyliśmy później, niż było to przewidziane w programie. Ciągle pojawiał się nowy pomysł, z kim jeszcze chcielibyśmy porozmawiać. Zainteresowanie naszym stoiskiem wrastało z każdym dniem, a ostatniego dnia przychodziły osoby, które już konkretnie szukały naszej firmy. Zwiedzający pytali o nasze produkty, byli zainteresowani nawigatorem i tyflografiką. Nawiązaliśmy wiele interesujących kontaktów. To był naprawdę nasz duży sukces – szczególnie, że SightCity to był nasz firmowy debiut w charakterze wystawcy!

Ostatni dzień Targów wypełniły nam spotkania i oczywiście pakowanie. To był wyjątkowo pracowity dzień. Intensywny pod względem ilości odbytych rozmów i spotkań. Dodatkowo zaplanowaliśmy, że do Warszawy wracamy bez postojów/noclegów i po drodze rozwozimy członków zespołu.

Organizacja Targów, moim zdaniem, była bardzo dobra. Obsługa reagowała szybko, gdy tylko potrzebowaliśmy w jakimś zakresie dokonać uzgodnień (jak np. podłączyć Internet). Mankamentem pozostały ceny – 3,5 EUR za pół bułki, tyleż samo za filiżankę kawy. Lokalizacja stoiska naszej firmy mogła wpłynąć na ilość odwiedzających, aczkolwiek wydaje mi się, że nie było zbyt wiele osób, które nie odwiedziłyby naszej części ekspozycji. Zdecydowanie zaś położenie w mniejszej sali dawało wrażenie kameralności i przytulności, co jak sądzę nieco ułatwiało rozmowy.

Uważam, że debiut naszej firmy w charakterze wystawcy był dużym sukcesem. Mam nadzieję, że nawiązane kontakty zaowocują w przyszłości. Dla mnie osobiście był to bardzo pouczający wyjazd. W kilka dni dowiedziałam się o środowisku, urządzeniach, firmach nieporównanie więcej, niż mogłabym się dowiedzieć w dużo dłuższym czasie, gdybym w Targach nie uczestniczyła.