Wolny czas na siłowni

We wrześniu 2012 r. prezydent Archangielska, przedstawiciele administracji rządowej, dziennikarze i osoby z niepełnosprawnością zgromadzili się na ruchliwej ulicy przed drzwiami z tabliczką „Centrum Adaptacyjnych Technologii Regionalnej Organizacji Pozarządowej Osób z Niepełnosprawnością Nadieżda”. To było uroczyste, oficjalne i długo wyczekiwane otwarcie unikatowej i jedynej takiej placówki w obwodzie Archangielskim. Prezes organizacji, Nadieżda Czurakowa, osoba słabowidząca, która po wielu latach pracy w Rosyjskim Związku Niewidomych założyła własną organizację w 2005 r., wygłosiła przemówienie i zaprosiła gości do środka.

Archangielsk to miasto położone na północy Europejskiej części Federacji Rosyjskiej. Wystarczy dwie lub trzy godziny, by samolotem dostać się do Finlandii, Szwecji bądź Norwegii. Biorąc pod uwagę aspekty geopolityczne i gospodarcze, kraje skandynawskie aktywnie rozwijają współpracę transgraniczną. Również nie zapominają o wspieraniu trzeciego sektora. W ramach międzynarodowego projektu sfinansowanego przez te kraje w 2011 r., grupa pracowników organizacji Nadieżda odwiedziła Norwegię i Szwecję. Głównym celem wyprawy było nawiązywanie nowych kontaktów dla przyszłej współpracy oraz podniesienie umiejętności zarządzania organizacją non profit. Kiedy wracaliśmy, zająłem miejsce w samolocie obok prezesa. Podsumowując wycieczkę, ona podzieliła się ze mną swoimi marzeniami. „Chciałabym, żeby w Archangielsku powstało takie centrum rehabilitacji, jakie zobaczyliśmy w Szwecji. Chciałabym, żeby niewidomi i słabowidzący mieli możliwość rozwoju wszechstronnego, żeby było u nas takie miejsce, gdzie oni by pragnęli przychodzić i wspólnie moglibyśmy rozwiązywać problemy, przeżywać porażki i świętować sukcesy.”

Nasi szwedzcy koledzy pomogli nam złożyć dokumenty w celu uczestnictwa w konkursie grantowym Kolarctic CBC. Przeważnie dofinansowanie w ramach tego programu dostają projekty nastawione na rozwój infrastruktury transportowej i samorządu oraz współpracy akademickiej. Chociaż regulamin przewiduje, że organizacje non profit mogą aplikować, ale do tej pory żadna z takich instytucji nie była głównym realizatorem projektu. Trzeba wyjaśnić, że już na etapie składania papierów każdy projekt musi obejmować instytucje z kilku państw północnych, z których jedna pełni obowiązki głównego realizatora, a pozostałe są partnerami. Organizacja Nadieżda została wpisana w historię jako pierwsza organizacja pozarządowa, która otrzymała grant jako lider transgranicznego zespołu. Otrzymane środki umożliwiły otwarcie Centrum Adaptacyjnych Technologii.

Centrum składa się z kilku pokojów. Oprócz gabinetu tyfloinformatyki i kuchni, gdzie zawsze można napić się pachnącej kawy i odpocząć, w centrum znajduje się siłownia, przebieralnia i prysznic. Sala gimnastyczna została wyposażona w stacjonarny sprzęt treningowy: bieżnia elektryczna, rower stacjonarny, schody treningowe, trenażer narciarski, trenażer mięśni rąk i nóg. Również tu można znaleźć hula hopy, piłki, karimaty, hantle i sztangi.

Osoby z wadami wzroku często nie mają możliwości uprawiania sportu rekreacyjnego, ponieważ obiekty sportowe nie są dostosowane do ich potrzeb. Jak uważają brytyjscy autorzy książki „Niepełnosprawność” Barnes i Mercer, nieprzystosowane otoczenie działa jak efekt domina, wpływa na wiele dziedzin życia, determinując czas i miejsce pracy, typ i położenie domu czy możliwość wypoczynku. Dodają, że osoby z niepełnosprawnością, zmagając się z codziennymi trudnościami, nie mają zasobów czasowych i finansowych na odpoczynek i rozrywkę. Zamiast korzystania z siłowni albo wyjścia na basen, preferują spędzanie wolnego czasu w domu. Bierny albo mało aktywny styl życia, ograniczone samodzielne poruszanie się, brak możliwości dotarcia do placówek medycznych, rehabilitacyjnych i sportowych prowadzą do chorób i złego samopoczucia. Brak aktywności fizycznej pogarsza stan zdrowia tyleż fizycznego, co psychicznego. Przecież zdrowie to nie tylko brak choroby czy ułomności, ale dobrostan fizyczny, psychiczny i społeczny. Osoby z dysfunkcją wzroku mogą mieć dodatkowe dolegliwości: otyłość, sztywność mięśni, choroby układu krążenia.

W ciągu pierwszych dwóch miesięcy nasza siłownia była prawie pusta, a trenażery stały smutne, czekając na użytkowników. Mimo, że wszystko zrobiliśmy, by rozpowszechnić informację, za mało osób się zgłaszało. „Nie mam czasu”, „nie mam, jak się dostać”, „nie chcę”, „po co mi to”. To były odpowiedzi, które słyszeliśmy. Znaleziono wolontariuszy w celu pomocy w dotarciu. I powoli się ruszyło. Po kilku miesiącach tak się rozkręciło, że chętni musieli czekać na zapisy do grup.

Zajęcia odbywały się codziennie od poniedziałku do piątku, od godziny 10 do 16. Kurs trwał 3 miesiące. Każda grupa liczyła do 8 osób, które odwiedzały Centrum 2 razy w tygodniu (poniedziałek i czwartek albo wtorek i piątek). W środy osoby chętne mogły przychodzić na siłownię dodatkowo, nie w ramach zajęć. Zajęcia trwały półtorej godziny, więc w trzymiesięcznym kursie brały udział 3 grupy (łącznie 24 osoby). Stanowisko instruktora objęła osoba słabowidząca, która przez wiele lat była zatrudniona w placówce medycznej jako ortopeda i fizjoterapeuta. Opracowywała ona programy zajęć dla różnych grup, uwzględniając ich indywidualne możliwości.

Z własnego doświadczenia wiem, że uprawianie sportu gra niezwykle ważną rolę w życiu osoby niewidomej. Codzienne wykonywanie ćwiczeń fizycznych stało się nieodłączną częścią mojego harmonogramu. Wszystko zaczęło się 8 lat temu. Wtedy powróciłem ze Stanów Zjednoczonych, gdzie przebywałem przez rok w ramach programu wymiany. Pobyt w Stanach miał tylko same korzyści dla mojego rozwoju. Jednak była jedna wada. To nadwaga. Frytki, burgery i piwo zrobiły swoje. Postanowiłem, że trzeba schudnąć. Kiedy osiągnąłem cel, ćwiczenia już weszły w nawyk. Zawsze odrzucałem ideę, że na siłowni człowiek może wyrzeźbić ciało efektywniej i szybciej niż w domu. Kiedy spróbowałem poćwiczyć w sali gimnastycznej naszego centrum, zmieniłem zdanie. Trenażery pozwalają trenować wszystkie grupy mięśni. W domu miałem tylko hantle i nawet to w połączeniu z ćwiczeniami (czasami wykonywałem do 1000 pompek dziennie) umożliwiło zrzucenie 14 kilogramów. Oprócz większej efektywności, siłownia to miejsce, gdzie można spotkać się z koleżankami i kolegami, pożartować, podzielić się doświadczeniami.

Wyniki funkcjonowania naszej sali gimnastycznej były zaskakujące. Niewidomi, którzy wcześniej stanowczo odrzucali zaproszenia na siłownię, zaczęli uczyć się sztuki posługiwania się białą laską, by tylko przychodzić do centrum. Kobiety chwaliły się, że odzyskały kształty, których już nie było od wielu lat. Z kolei mężczyźni popisywali się mięśniami. Znaczną grupę korzystających z siłowni stanowiły osoby w wieku podeszłym. Odnotowano u nich poprawienie stanu zdrowia. Wyniki zostały docenione nawet przez placówki medyczne. Do Centrum zwróciła się osoba z chorobą Parkinsona. Mężczyzna, mając 75 lat, postanowił walczyć z chorobą i brał udział nie tylko w zajęciach prowadzonych w sali gimnastycznej, ale również w warsztatach tańca. Po kilku miesiącach do prezesa stowarzyszenia zadzwonił lekarz tego uczestnika zajęć z pytaniem, jaką metodę leczenia stosuje się w Centrum, ponieważ pacjent czuje się o wiele lepiej.

Uprawianie sportu rekreacyjnego zwiększyło aktywność społeczną ludzi. Oni inicjowali nowe projekty w organizacji, zaczęli udzielać się społecznie i pomagać innym, niektórzy założyli swoje stowarzyszenia.

Spędzanie wolnego czasu na siłowni, albo w basenie, to znakomity pomysł. Jeżeli nie ma z kim się wybrać, można znaleźć ośrodek sportowy, w którym zaznajomią z przestrzenią i pomogą w innych czynnościach. Jędrna sylwetka, dobrze wyćwiczone mięśnie, wspaniałe samopoczucie, pewność siebie, wytrzymałość fizyczna i psychiczna, radość i większa efektywność w pracy oraz w innych codziennych zadaniach to korzyści płynące z uprawiania sportu rekreacyjnego. Nasze ciało i umysł to my. Więc dbajmy o rozwój zarówno intelektualny, jak i fizyczny.

Brajl to atlant

Siedząc na podłodze, mocno trzymałem w prawym ręku prostokątną plastikową tabliczkę z magicznymi wypukłymi symbolami, których dotykałem palcami lewej ręki. Cały układ słoneczny, uwielbione cukierki czekoladowe oraz żarliwie chroniony przed wszystkimi zagrożeniami zbiór samochodzików nagle przestały istnieć. Chciałem czytać. Miałem 7 lat i robiłem pierwsze niezręczne kroczki na wyboistej i zakręconej ścieżce edukacyjnej. Instruktor pisma punktowego odwiedzała mnie raz w tygodniu. Po pierwszym spotkaniu zaleciła, bym zapamiętał trzy literki. Kiedy przyszła po raz drugi, znałem 10. Przed rozpoczęciem zajęć byłem w stanie powiedzieć cały alfabet nieomal na jednym wydechu. Teraz wyzwaniem było dostosowanie wypukłych symboli do znanych dźwięków. Pragnąłem czytać jak mój starszy brat, czyli nie słuchać książek mówionych, a czytać. 6 miesięcy później bardzo powoli sylabami czytałem moją pierwszą książkę o zwierzętach. Byłem bardzo dumny z siebie. Pamiętam, jak mój ojciec dźwigał ciężkie, opasłe tomy brajlowskie, bo trzeba było urządzać wyprawy do specjalnej biblioteki. Rodzina wszechstronnie mnie wspierała – wszystko jej zawdzięczam.

We Francji opracowano pierwszy system pozwalający niewidomym odbierać informacje przedstawione w postaci tekstu. Twórcą tego systemu był Valentin Haüy, który wpadł na rewolucyjny pomysł, zauważywszy, że niewidomy chłopak potrafił odróżnić dotykiem monety. Uczniowie pierwszej szkoły dla niewidomych czytali książki dotykając palcami uwypuklonych symboli. Produkowanie takich książek wymagało wysokich nakładów finansowych, a proces czytania sprawiał trudności. Rozpoznawanie symbolu trwało kilka sekund. „Widząc” niezręczność tego rozwiązania, niewidomy Louis Braille (1809-1852) zaproponował nowy system i wpisał się do historii jako wynalazca punktowego pisma. System Braille’a jest uniwersalny i godny podziwu. Umożliwia on zapisywanie różnych danych. Polska adaptacja systemu opracowana przez Elżbietę Różę Czacką i Teresę Landy została oficjalnie przyjęta dekretem Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z dnia 25.05.1934 r. System Braille’a przetrwał 200 lat i mimo gwałtownego rozwoju myśli naukowej i technologii nie stworzono systemu, który mógłby go zastąpić.

Już słyszę głosy radykalnych czytelników, że brajl odszedł do lamusa, że znalazł się na śmietniku historii, a książki tłoczone pismem punktowym można wywieźć do muzeów wielkimi ciężarówkami. Nie należy podejmować pochopnych decyzji, gdy chodzi o takie poważne sprawy. Proszę zostawić książki brajlowskie „w spokoju”, a więc na swoim biurku, by je czytać i posłuchać mojej historii.

Urodziłem się w mieście średniej wielkości, który jest położony na północy europejskiej części Rosji. Białe Morze tam służy jako grzejnik naturalny, a od października do kwietnia pada gęsty śnieg i słupek rtęciowy uporczywie trzyma się na dole. W 1992 r. nadeszła pora, by spakować plecak do szkoły, ale nie było w całym obwodzie szkoły specjalnej, a o zabiegach integracyjno-edukacyjnych w świeżo upieczonym państwie nikt nie wiedział. Urzędnicy oznajmili, że będę uczyć się w domu. Mieliśmy z bratem do dyspozycji cały pokój i połowę przestrzeni tego pokoju bezczelnie zajmowały moje książki. Nie było ich w Archangielsku, więc przesyłano podręczniki z Moskwy i Petersburga. Mama też nauczyła się brajla, by pomagać mi przekładać nuty – uczęszczałem na zajęcia w szkole muzycznej.

W piątej klasie zadzwoniła do drzwi naszego mieszkania kulturalna i energiczna pani – nauczycielka języka angielskiego. Pewnie rozłożyła materiały dydaktyczne i wymierzonym zdecydowanym kopnięciem wypchnęła mnie z łódki rzeczywistości językowej, do której się przyzwyczaiłem, do wirującego oceanu angielszczyzny. Nurkowanie zaowocowało studiami na wydziale języków obcych. Ukończywszy szkołę z wyróżnieniem (sam dyrektor wręczył mi srebrny medal), zostałem przyjęty na studia magisterskie. Język angielski i niemiecki otworzyły mi świat, inne kraje, pluralizm poglądów, nieznane kultury i rozliczne możliwości.

Jest przykre, ale też powszechne, że każdego niewidomego absolwenta spotyka taki sam los. Koniecznym warunkiem uzyskania niezależności ekonomicznej i samodzielnego utrzymania się jest znalezienie pracy i rozwój zawodowy. Zamiast polowania na stałe zatrudnienie, złożyłem dokumenty na amerykańskie stypendium im. Fulbrighta. W trudnej i zaciętej rywalizacji wygrałem bardzo prestiżowy konkurs i przeniosłem się na inny kontynent. Rok później powróciłem i zacząłem orać zarośnięte chwastami pole praw osób z niepełnosprawnością – pracować w organizacjach pozarządowych, implementować lokalne i międzynarodowe projekty, walczyć o podniesienie jakości życia naszego środowiska.

W 2014 r. nastąpiły pewne zmiany, które dla mnie są nie do zaakceptowania. Zmieniły się warunki funkcjonowania organizacji pozarządowych. Nowe ustawy utrudniły, może wręcz uniemożliwiły współpracę z innymi państwami oraz wywieranie wpływu na władze. Zimą 1940 r. całą rodzinę mojego pradziadka wysłano z Polski na śmierć do łagrów radzieckich. 75 lat później, w 2015 r. przeprowadziłem się do kraju mojego pochodzenia i osiedliłem się na terytorium RP na stałe. Jestem dumnym obywatelem Polski.

Kiedy przelewam myśli na papier, brzmi to ładnie. Ale tak różowo nie było i nie jest. W moim przeciwstawieniu się rzeczywistości zawsze wspiera mnie brajl. Jak? Dzięki niemu nauczyłem się czterech języków, muzyki, nabyłem istotne umiejętności, odwiedziłem ponad 20 krajów, mam różnorodne doświadczenia, spotkałem piękną dziewczynę, z którą się ożeniłem.

Sklepienie nieba mojego świata trzyma trzech atlantów – brajl, biała laska i nowoczesne technologie. Za pomocą programów komputerowych można szybko i sprawnie odczytać tekst. Ale prędkość nie zawsze jest najważniejszym kryterium. By zrozumieć słowo pisane, trzeba je odczuć. By się nauczyć mówić dobitnym i elokwentnym językiem, trzeba wnikliwie czytać. Właśnie to umożliwia brajl. Brajl nie stał się przeżytkiem historii. To integralna część nowoczesnych urządzeń. Nie wyobrażam sobie, jak studiować i pracować bez monitora brajlowskiego. Uwielbiam posmakować piękny tekst wyświetlony za pomocą piezoelektrycznych bolców. Często mogę zrozumieć skomplikowany tekst wyłącznie czytając go na linijce. Na wykładach i w domu robię notatki w brajlu. Wygłaszając referaty na konferencjach, korzystam z brajla. Zamawiam i czytam książki brajlowskie w języku polskim, niemieckim i angielskim.

Kadencją tego utworu posłuży kilka anegdot życiowych.

Kiedy jednocześnie studiowałem na uniwersytecie i w szkole muzycznej II stopnia, na nudnych wykładach uniwersyteckich trzymałem pod stołem nuty brajlowskie, których uczyłem się na pamięć. Pewnego dnia prowadzący zapytał mnie o coś, ja odruchowo zacząłem śpiewać główny temat skrzypcowego koncertu Mendelssohna.

Kiedyś koleżanka w pracy zapytała mnie, jak to jest, że zawsze wiem, która godzina. Wytłumaczyłem, że mam taką zdolność, która pojawiła się po licznych operacjach. Kiedy uwierzyła, wyciągnąłem z kieszeni zegarek brajlowski.

Język to narzędzie, za pomocą którego budujemy obraz świata w świadomości. By opanować język, niezbędne jest wnikliwe i krytyczne czytanie. Brajl to znakomite rozwiązanie. Brajl to część mojej tożsamości i poczucie własnej sprawności, bo mogę czytać jak miliony ludzi.