Ze sztuką za pan brat, czyli o dostępności muzeów słów kilka

Wielu ludzi lubi chodzić do muzeów. Osoby niewidome nie są wyjątkiem. One również chciałyby spacerować po muzealnych korytarzach i zapoznawać się z eksponatami. Ale czy muzea są dostępne dla osób z dysfunkcją wzroku? Jako nauczycielka Wiedzy o kulturze zadaję sobie to pytanie bardzo często. W ostatnim czasie przeprowadziłam w szkole ankietę na ten temat oraz poprosiłam o kilka słów komentarza jednego z moich niewidomych uczniów, Kamila. Można powiedzieć, że zwróciłam się do samych zainteresowanych dostępnością, którym jako przewodnicy po „kulturze i sztuce” możemy pomóc pokonać bariery związane z jej odbiorem. Takie bezpośrednie konsultacje dają mi o wiele więcej niż robienie czegoś według własnych wyobrażeń.

Aleksandra Rogalska: Kamilu, właśnie wyszliśmy z jednego z nowoczesnych, warszawskich muzeów. Opowiedz, proszę, jakie są Twoje pierwsze wrażenia:

Kamil Wiśniewski: Zdecydowanie pierwsze wrażenia mam bardzo pozytywne. Jest dużo multimediów oraz zaskakujących rozwiązań w kwestii ekspozycji, np. wysuwane szuflady, które uruchamiają ścieżkę dźwiękową. Muzeum jest dostosowane do wózków inwalidzkich (ma podjazdy oraz windy). Jednak ewidentnie nie wszystkie niepełnosprawności zostały wzięte pod uwagę. Żeby wejść do muzeum, trzeba najpierw udać się po schodkach do budynku obok – muzealnej kasy – następnie przejść na prawo do schodów prowadzących do wejścia głównego. Trzeba być przy tym bardzo uważnym, by z nich nie spaść. Już na wstępie dowiedzieliśmy się, że nie ma oznaczeń i opisów w brajlu. Nie ma też audioprzewodnika dla niewidomych, a audiodeskrypcja wybranych sal i obiektów jest umieszczona na stronie internetowej.

A.R: A co myślisz o nowoczesnych gablotach i ekranach dotykowych?

K.W: Rzeczywiście wszystkie eksponaty są za szkłem. Te napisy: „nie dotykać” ciągle utrudniały zwiedzanie. Przy wejściu dostałem kartę multimedialną uruchamiającą interaktywne gabloty. Wiadomo, że można ją przyłożyć do czytnika, nie wiadomo natomiast, gdzie ów czytnik się znajduje. Ponadto gabloty są różne: płaskie, w pionie, w poziome, ukośne… mają dziwne kształty, a ekrany są dotykowe, czyli dla nas (red. niewidomych) bez syntezatora mowy – nie do obsłużenia.

A.R: Dodatkowym utrudnieniem jest to, że kiedy przyłożymy kartę do czytnika, pojawiają się ikony na pulpicie, które trzeba dotykowo wybrać. Mimo, że obok gabloty są słuchawki, na ekranie pojawiają się informacje do przeczytania. Tylko niektóre teksty są czytane przez lektora, co daje możliwość odsłuchania.

K.W: Dokładnie tak. Znacznie lepsza byłaby możliwość wyboru. Na przykład klikam polecenie SŁUCHAJ i już mogę cieszyć się audiodeskrypcją czytaną przez profesjonalnego lektora. Jeśli chodzi natomiast o karty, bardzo mi się podobało, że inne były dla Polaków, inne dla cudzoziemców. Czyli udało się je dostosować językowo. Ciekawe jest natomiast to, że niektóre teksty są czytane przez lektorów, jednak nie ma to służyć niewidomym, tylko by uatrakcyjnić zwiedzanie. Po prostu miło się słucha głosu aktorów, którzy czytają fragmenty dzienników, zapisków.

A.R: W takim razie, która z sal, według Ciebie, jest najbardziej dostępna?

K.W: Ta na dole, gdzie można posłuchać muzyki. Układ sali jest czytelny. Mamy trzy stanowiska po prawej i lewej stronie. Każde stanowisko składa się z dwóch stołów oddzielonych od siebie szybą tak, że każdy może poczuć się komfortowo, słuchając muzyki. Jest w tym jakaś stałość. Czytnik oraz słuchawki znajdują się w tym samym miejscu, przy ścianie.

A.R: Ja natomiast chciałam zauważyć, że dla osób słabowidzących barierą może być to, że poszczególne sale w muzeum są utrzymane w półmroku. Inne wnioski uczniów słabowidzących, które zaczerpnęłam ze wspomnianej już ankiety, podkreślają fakt, że od obiektu zwiedzania oddziela ich najczęściej szyba lub barierka. Nie ma możliwości wyboru na ekranach powiększonej czcionki, brakuje również kontrastu. Co Twoim zdaniem pomogłoby w pokonaniu barier w obcowaniu ze sztuką?

K.W: Na palcach jednej ręki można policzyć muzea, w których dostaje się na wejściu audioprzewodnik z profesjonalnym opisem nie tylko ekspozycji, ale też wnętrza. Pozwala to na samodzielne poruszanie się po muzeum z możliwością wyboru trasy zwiedzania. Lektor podaje dokładne instrukcje, jak posługiwać się audioprzewodnikiem, np. jeżeli chcesz odsłuchać tego i tego, naciśnij ten numer. I to się sprawdza. To rozwiązanie pozwala mi wybrać się do takiego muzeum zupełnie samemu, albo przy niewielkiej pomocy przewodnika. W takiej sytuacji przewodnik nie musi być moimi oczami i nie musi mi wszystkiego czytać. Jeśli to konieczne, może pomóc mi poruszać się między eksponatami, ale wolałbym sam doświadczać sztuki i wchodzić z nią w interakcję.

A.R: Czyli dobrze byłoby, gdyby w muzeum pracowała osoba będąca kimś w rodzaju asystenta osoby niepełnosprawnej?

K.W: To by było wspaniałe. Tak jest np. na stacjach PKP lub lotniskach. Osoby niepełnosprawne mają prawo poprosić o takiego asystenta. Innym rozwiązaniem mógłby być plan muzeum w postaci tyflografiki lub makiety. Osoby widzące w niektórych większych muzeach dostają na wejściu folder z planem ogólnym budynku. Brakuje w muzeach punktu, gdzie mógłbym zasięgnąć informacji o dostępności. Najczęściej osoby w punkcie informacyjnym nie wiedzą, co odpowiedzieć. Oprócz audiodeskrypcji przed wejściem na wystawę przydałyby się makiety dotykowe, informujące, jak są rozmieszczone w sali eksponaty. Dużo osób niewidomych ma smartfony z programem dźwiękowym, dlatego dobrym rozwiązaniem byłyby aplikacje na smartfona i wiele instytucji już tak robi. Czyli jak najbardziej: osoby niewidome są otwarte na nowe media. Jestem tego przykładem – jako uczeń technikum informatycznego interesuję się różnymi nowinkami technologicznymi.

A.R: A co myślisz o warsztatach? Czy warsztaty w muzeum pomagają w odbiorze sztuki?

K.W: Tak, zdecydowanie! Przede wszystkim wprowadzają w tematykę wystawy lub po oprowadzeniu po niej pozwalają pogłębić i zrozumieć jej wybrane aspekty. Wielką pomocą są też pomoce dotykowe przygotowane przez edukatorów. Jednak w tym przypadku często niektórzy myślą, że zrobili coś dobrego. Wiem, że chcieli dobrze, ale przygotowana tyflografika nie zawsze nadaje się do odczytania dla osoby niewidomej. Najczęstsze błędy, to zbyt ciasne rozmieszczenie obiektów na małej przestrzeni lub zbyt małe różnice w fakturach. Często też edukatorzy nie rozumieją, że dając nam (red. niewidomym) tyflografikę bez dokładnego powiedzenia, co ona przedstawia, czyli bez jednoczesnej audiodeskrypcji, jest ona nie do odczytania. Nie dawajmy więc niewidomemu takiej pomocy dotykowej z przekonaniem, że skoro już ją dostał, to teraz powinien wiedzieć, co to jest. Poza tym potrzebny jest czas na obejrzenie tyflografiki. Zdarzało mi się także spotykać takich przewodników, którzy byli na tyle otwarci i świadomi, że mimo zakazu pozwalali osobom niewidomym dotykać muzealnych eksponatów. Bardzo bym się cieszył, gdybym mógł w muzeum dotknąć choć kilku wyznaczonych eksponatów lub ich kopii.

A.R: Twoi rówieśnicy, odpowiadając na pytanie znajdujące się w ankiecie: “Czy kultura w Polsce jest dostępna?”, wyrażali różne zdania. Twierdzili np., że “Kultura dla niewidomych i słabowidzących jest ograniczona, ale dostępna” lub że “jest dostępna, ale bardzo rzadko”. Podsumowując, czy uważasz, że muzea w Polsce są dostępne?

K.W: Generalnie według niewidomych muzea są niedostępne. Z drugiej strony stale to się zmienia. Jest tworzona audiodeskrypcja i jeżeli zwiedza się z przewodnikiem, to można coś z tego wynieść. Natomiast ja sam do muzeum się raczej nie wybiorę i moi znajomi również. Plusem jest to, że w wielu galeriach organizowane są regularnie warsztaty dla niewidomych, prowadzone przez przeszkolonych edukatorów. Jednak wielką pomyłką w muzeach są rękawiczki, które dostajemy do oglądania eksponatów. Dla zupełnego laika: tak jak dla osób widzących głównym źródłem poznania jest wzrok, tak dla niewidomych – dotyk. Dlatego jeżeli my dotykamy czegoś przez rękawiczki, to odbieramy to tak, jak osoba widząca patrząca przez bardzo ciemne okulary lub przez gęstą mgłę. Ja nie mogę zobaczyć faktury tego przedmiotu, rozpoznać mniejszych elementów, nie mogę też zobaczyć, czy to jest zimne czy ciepłe. Mogę zobaczyć, czy to jest duże, czy małe lub czy jest twarde, czy miękkie. Przez rękawiczki nie możemy również ocenić temperatury obiektu, którego dotykamy. Generalnie oglądanie w rękawiczkach mija się z celem. Z dwojga złego lepiej już wcale nie oglądać. To jest jakiś paradoks. Niektórzy boją się, żeby nie uszkodzić eksponatu, ale właśnie w trakcie oglądania przez rękawiczki siła nacisku jest większa, ponieważ trudno cokolwiek wyczuć pod palcami. W teatrze, przed spektaklem, wielokrotnie brałem udział w warsztatach dla niewidomych i zawsze mogłem dotykać scenografii. Chociaż rozumiem, że jeśli mamy do czynienia z jakimś cennym eksponatem, to sam wolałbym nie dotykać, żeby go przypadkiem nie uszkodzić.

A.R: Kamilu, dziękuję za rozmowę. Po raz kolejny przekonałam się, że osoby z dysfunkcją wzroku są otwarte na sztukę. W takim razie jesteśmy umówieni na następną wycieczkę do muzeum?

K.W: Tak, jak najbardziej!