Szachy w szkole

Szachy – „królowa gier”. Gra planszowa, prawdopodobnie wymyślona w Indiach, polegająca na rozgrywaniu strategicznych potyczek pomiędzy dwiema armiami. Oficjalnie uznana przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski dyscyplina sportu, w której odbywają się mistrzostwa na poziomie od lokalnych po rangi światowej. Podstawy gry są dosyć łatwe, natomiast osiągnięcie w niej poziomu mistrzowskiego wymaga ponadprzeciętnych zdolności popartych długimi treningami.

W czwartek 15 marca 2012 roku Parlament Europejski wydał oświadczenie „w sprawie wprowadzenia do systemów oświaty w Unii Europejskiej programu „Szachy w szkole”. Tym samym Komisja Europejska oraz państwa członkowskie zostały wezwane do wprowadzenia do systemów oświaty nauki gry w szachy. Jednocześnie oficjalnie, na poziomie władzy politycznej, stwierdzono, że ta popularna gra planszowa poprawia koncentrację, zwiększa cierpliwość i wytrwałość, rozwija zmysł twórczy, intuicję, pamięć oraz umiejętności analitycznego myślenia i podejmowania decyzji – bez względu na wiek dziecka. Wyrażono również przekonanie, że kształtowanie wymienionych cech i zdolności pozytywnie wpływa na integrację społeczną, zwalczanie dyskryminacji czy nawet zmniejszenie wskaźnika przestępczości. Wszystko to znajduje potwierdzenie w raportach z badań naukowych.

Między innymi w odpowiedzi na powyższe wezwanie Parlamentu Europejskiego, w polskim systemie oświaty od roku szkolnego 2017/18, w nowej podstawie programowej, szachy znalazły swoje miejsce. Uczniowie będą wzmacniać swoje umiejętności matematyczne między innymi poprzez poznawanie podstaw gry w szachy.

Osoby niewidome również grają, z reguły dzięki specjalnie dostosowanej planszy (wypukłe ciemne pola, otwory na piony) oraz lekko zmodyfikowanym pionom (ciemne oznaczone wypustkami, kołki we wszystkich, żeby się nie przewracały podczas ich dotykania). Dzięki temu niewidomy gracz bez problemu jest w stanie eksplorować planszę i szukać dla siebie najkorzystniejszego posunięcia. Co ciekawe, niewidomi mistrzowie nie potrzebują takiej planszy – potrafią grać w pamięci (podobnie gracz widzący grający z opaską na oczach „blindfolded chess”). Niemniej wymaga to ponadprzeciętnych zdolności. W Polsce działają liczne kluby szachowe oraz rozgrywane są specjalne ligi i mistrzostwa. Mistrzostwa Polski Niewidomych w szachach rozgrywane są od 1952 roku – turniej mężczyzn i od 1985 roku – turniej kobiet. Mamy wielu utalentowanych niewidomych szachistów, którzy wygrali m.in. Olimpiadę Szachową Niewidomych w 2000 roku czy Drużynowe Mistrzostwa Europy Niewidomych i Słabowidzących w Szachach w 2016 r.

Niewykluczone, że dzięki popularyzacji tej gry poprzez uwzględnienie jej w systemie edukacji, gra stanie się popularniejsza, bardziej przyjazna i dostępna i będziemy osiągali jeszcze więcej sukcesów.

Ciekawostka nr 1: w 1970 roku rozegrano pierwszą partię szachów pomiędzy Ziemią i kosmosem (załoga Sojuza 9). Zakończyła się remisem.

Ciekawostka nr 2: W 1960 roku w Budapeszcie, Janos Flesh grał z 52 przeciwnikami naraz, mając zasłonięte oczy. Wygrał „tylko” z 31…

Medialna dostępność

Dostępność stron internetowych to od jakiegoś czasu temat, który jest obecny w przestrzeni publicznej. Głównie dzięki temu, że w 2012 roku standard WCAG 2.0 uzyskał status normy ISO oraz po przyjęciu rozporządzenia mówiącego o tym, że do połowy 2015 roku strony internetowe instytucji publicznych powinny publikować treści na swoich witrynach w taki sposób, aby każda osoba miała równe szanse w zapoznaniu się z nimi. Czas ucieka, a co za tym idzie działania jednostek objętych tym rozporządzeniem powinny być coraz intensywniejsze.

Wyrazem tego jest między innymi projekt „Postaw na Dostępność”, którego jednym z elementów była konferencja poświęcona podsumowaniu akcji. Odbyła się w miejscu nieprzypadkowym – gmachu głównym Polskiego Związku Niewidomych. Mimo zaproszenia wielu warszawskich instytucji, które powinny być zainteresowane tematyką dostępności stron internetowych, frekwencja nie była zbyt okazała. Może to być zrozumiałe, zważywszy na trudny świąteczny okres oraz ciężar tematu, z którym nie każdy chciał się zmierzyć. Warto podkreślić, że licznie przybyli przedstawiciele mediów. Polska Agencja Prasowa, Informacyjna Agencja Radiowa, jedna z rozgłośni radiowych i kanał informacyjny jednej z prywatnych telewizji – towarzyszyli nam od początku do końca półtoragodzinnej konferencji.

Prowadziłem spotkanie z dwoma ekspertami: Henrykiem Rzepką – niewidomym nauczycielem informatyki w Laskach, wieloletnim ekspertem od spraw nowoczesnej rehabilitacji i dostępności, który w ramach projektu przeprowadził audyty stron internetowych oraz Michałem Jalinnikiem – ekspertem od spraw dostępności, wieloletnim działaczem na rzecz osób niewidomych i niedowidzących, który w ramach projektu prowadził szkolenia dla kadr odpowiadających za tworzenie stron internetowych oraz wprowadzanie na nie treści.

Po krótkim wprowadzeniu opisującym powody, dla których Fundacja Szansa dla Niewidomych zainteresowała się tematem dostępności stron internetowych oraz na czym właściwie ta dostępność polega, goście wysłuchali jak przebiegał projekt, z jakich elementów się składał i jakie płyną z tego wnioski. Henryk Rzepka opisał na czym polegały i jak przebiegały audyty stron, jakie były najczęstsze błędy, jak współpracowało się z osobami odpowiadającymi za audytowane strony. Michał Jalinnik podzielił się refleksjami ze szkoleń. Słuchacze dowiedzieli się, że temat dostępności nie jest jeszcze wystarczająco znany, nawet profesjonalistom odpowiadającym za tworzenie stron.

Najciekawsza część nastąpiła, kiedy zaczęły padać pytania z sali oraz przeprowadzane były indywidualne wywiady. Warto ten fakt zaznaczyć, bo świadczy to o zainteresowaniu tematem. Najważniejsze pytanie było najprostsze: czy instytucje publiczne zdążą się przygotować na prowadzenie stron dostępnych dla osób niepełnosprawnych i dla seniorów. Jednoznaczna odpowiedź nie padła, ale wydaje się, że projekt pokazał, że przy odpowiednich chęciach i wdrożeniu właściwych procedur jest to możliwe. Jedno z pytań słusznie wskazało na problem braku sankcji dla tych jednostek, które nie zdążą. Dyskusja pokazała, że sankcjonowanie nie jest takie proste jak może się wydawać i najprawdopodobniej wiele czasu minie zanim podjęte zostaną takie kroki. Inne pytania dotyczyły szczegółowych wymagań dla różnych niepełnosprawności, ale też jak osoba niewidoma odczytuje strony internetowe. Niektórzy dziennikarze doskonale się w tym temacie orientowali.

Takie zainteresowanie musi cieszyć. Pozostaje mieć nadzieję, że zostanie ono przekute w sukces instytucji publicznych. Bez wsparcia, ale też i kontroli mediów, cel postawiony w rozporządzeniu z 2012 roku może nie zostać osiągnięty. Widać światełko w tunelu, ale żeby cały tunel się rozświetlił, trzeba wykonać sporo pracy.

Gry planszowe nie tylko dla widzących (cz. 2)

Gry planszowe to popularna forma rozrywki. Jak było wspomniane i opisane w poprzedniej części artykułu, jest ich mnóstwo. Różne tematyki, inne podejścia do mechaniki rozgrywki, dla młodszych, dla starszych, jednoosobowe i dla większych grup. Klient może przebierać w ofercie i swobodnie wybrać takie, które mu najbardziej pasują. Są nawet specjalne wersje znanych gier: podróżne, deluxe czy okolicznościowe. Nie da się jednak nie zauważyć, że zdecydowana większość z nich jest przygotowywana dla przeciętnego klienta. I nie ma się czemu dziwić, żeby produkt miał racjonalną, rynkową cenę, musi być przygotowany dla jak najszerszej grupy odbiorców. Czy zatem niewidomi, a nawet niedowidzący mogą grać w planszówki? Oczywiście!

Opisując gry planszowe dostosowane do potrzeb niewidomych i niedowidzących można spróbować podzielić je na trzy grupy: stworzone od podstaw, uwzględniające potrzeby takich osób, dostosowane poprzez różnego rodzaju dodatkowe lub zmienione elementy oraz coś, co można by nazwać próbami dostosowania.

O pierwszej grupie można mówić wtedy, kiedy twórca (projektant) od początku starał się tak skonstruować wszystkie elementy gry, aby niewidomy i niedowidzący nie miał podczas rozgrywki żadnych problemów. Niestety nie znajdziemy tu wielu pozycji. Głównie będą to gry dość proste, złożone ze stosunkowo niewielkiej liczby elementów. Najprostszym przykładem mogą być szachy, warcaby, Chińczyk czy Reversi. W Polsce można zakupić ładnie wykonane, wytworzone z dobrych materiałów plansze i pionki. Najlepiej z drewna – jest przyjemniejsze w dotyku, szlachetniejsze i bardziej wytrzymałe. Wszystkie wymienione wyżej gry będą miały pionki z „kotwicami” tak, aby gracz ich nie przewrócił sprawdzając ich pozycję. Będą też tak oznaczone, żeby nie było problemu z identyfikacją, który pionek należy do graczy oraz jaką pełnią funkcję na planszy. Pola oraz bazy będą oznaczone tak, żeby gracz mógł zorientować się na planszy. W tak przygotowane gry bez problemu mogą grać ze sobą dwie osoby niewidome.

Druga grupa jest również ciekawa, ponieważ jest to zbiór otwarty, takie gry można przygotować nawet w domu (chociaż jest to bardzo trudne i karkołomne). Na rynku dostępne są popularne gry w wersjach dla niewidomych. Mowa tutaj na przykład o Monopoly, Rummikub czy Scrabble oraz ich wariacjach. Nazwy znanych gier są zarezerwowane i dlatego inni producenci są zmuszeni do tworzenia niemal identycznych gier, ale pod inną nazwą. To też daje furtkę do adaptowania gier. Monopoly dla niewidomych posiada plansze ze specjalną nakładką z oznaczeniami w brajlu oraz na kartach. Dzięki temu niewidomy jest w stanie bez przeszkód grać, chociaż ze względu na charakter gry, nie będzie to gra tak sprawna jak osób widzących. Podobnie z resztą gier. Producenci dołączają specjalne nakładki na klocki, plansze czy karty. Problemem może być jednak cena. W związku z małonakładowością ceny są nieproporcjonalne. Niewidomy za tą samą grę musi zapłacić nawet kilkakrotnie więcej niż widzący. Najtańsze Scrabble można kupić za kilkadziesiąt złotych, a wersja dla niewidomych może kosztować dwieście pięćdziesiąt. Jest to niestety usprawiedliwione prawidłami rządzącymi produkcją.

Trzecią grupę ciężko precyzyjnie opisać. Są to różnego rodzaju pomysły, prototypy i koncepcje. W czasie mody na portale podobne do Kickstartera większość z nich można tam znaleźć. Jest to portal, który pozwala na podjęcie ryzyka i zaproponowanie ewentualnym donatorom różnego rodzaju rozwiązań, które najprawdopodobniej w normalnych warunkach nie odniosłyby sukcesu. Można było tam znaleźć np. różnego rodzaju kostki dla niewidomych. Jeden z użytkowników (twórców) zaproponował system specjalnych folii do różnego rodzaju gier, w których głównym elementem są karty (z licznymi opisami). Na foliach, w które wkłada się karty, wytłaczałoby się brajlem ich opisy, cechy i właściwości. Oprócz tego znalazłby się na nich kod QR, który gracz mógłby skanować np. komórką i poprzez słuchawki dowiedzieć się jaką kartę trzyma. Brzmi ciekawie, ale niestety tak samo nierealnie. Są gry, które w taliach mają kilkaset kart z opisami przekraczającymi jedno zdanie. Niemniej, takie próby mogą być ciekawe. Może któraś jednak się powiedzie dzięki hojności ludzi. Niestety, najprawdopodobniej w późniejszym etapie, po zderzeniu z rzeczywistością i prawidłami rynku, projekty te nie będą w stanie się utrzymać.

Ze względów technologicznych nie da się dostosować każdej gry. Zapotrzebowanie (i to światowe) jest za małe, by producenci od podstaw przygotowywali popularne gry dla potrzeb niewidomych i niedowidzących. Jak już pisałem, tradycyjne gry sprzedają się w setkach tysięcy egzemplarzy (jak nie w milionach) i dzięki temu ich koszt nie jest duży, a jednocześnie ich różnorodność jest ogromna. Gry dla niewidomych to nisza i na razie warto zagrać w to, co jest dostępne. Reversi czy warcaby mogą pochłonąć na długie godziny.

Gry planszowe nie tylko dla widzących (cz. 1)

Gry planszowe towarzyszą człowiekowi od czasów starożytnych. Wzmianki o pierwszych zabawach, które można określić tym mianem, pochodzą nawet z czwartego tysiąclecia przed Chrystusem. Nie jest to aż tak zaskakujące, gra planszowa to nic innego niż gra (obwarowana zbiorem mniej lub bardziej skomplikowanych zasad), której najważniejszym i kluczowym elementem jest plansza. Mieszkańcy Afryki tworzyli plansze do Mankali z gliny czy wyżłobionego drewna, a za pionki służyły nasiona. Wiekowe chińskie Go, prawdopodobnie stworzone przez cesarza Yao ponad dwa tysiące lat przed naszą erą, też nie wymagało skomplikowanego przemysłu. Wystarczył pomysł, chęć i najprostsze materiały. Do dziś gry planszowe bawią ludzi na całym świecie. Istnieją prestiżowe konkursy dla projektantów najlepszych pozycji. Twórcy najpopularniejszych zostają milionerami. W 2011 roku wydawca poinformował, że gra Monopoly osiągnęła 250 milionów sprzedanych egzemplarzy. Wiele gier doczekało się turniejów mistrzowskich. Kiedyś niektóre z nich były traktowane niemal z czcią. Dzisiaj jedne służą nieskrępowanej rozrywce, a inne są uważane za elitarne i cieszą się ogromnym szacunkiem na całym świecie (np. szachy i Reversi).

O ile historia gier planszowych jest dosyć mglista, to teraźniejszość jest bardzo wyraźna. Na jednym z najpopularniejszych portali internetowych poświęconych grom planszowym – BoardGameGeek, zarejestrowanych jest 71272 gier w 84 kategoriach. Oczywiście wśród nich są różne warianty tych samych gier, ale liczba mówi sama za siebie i świadczy o tym, że ludzie je uwielbiają. Można by pomyśleć, że w erze telewizji, komputerów i Internetu taka forma rozrywki powinna odejść do lamusa. Nic bardziej mylnego, co najwyżej trochę zmienia się forma dostępu do nich. Dziś nie sprawia problemu zagranie w elektroniczne wersje Monopoly, Catan, Carcassone, nie wspominając o klasykach takich jak szachy czy warcaby, z przeciwnikiem siedzącym przed swoim komputerem setki kilometrów dalej, albo przeciwko sztucznej inteligencji. Mimo to przez cały czas są wydawane nowe tradycyjne pudełkowe gry, a klasyczne ciągle mają się wyśmienicie. Nawet odwiedzając różnego rodzaju puby czy kawiarnie można zauważyć, że oprócz zamówienia jedzenia i picia można wypożyczyć jedną z wielu dostępnych gier, by zagrać z przyjaciółmi.

Trudno jednoznacznie kategoryzować gry. Oprócz różnic wynikających z tematyki (historyczne, ekonomiczne, SF, fantasy, apokaliptyczne itd.) odróżniamy gry strategiczne, karciane, logiczne i inne. Powstał też dość nowy podział na Eurogry i Ameritrash. Jest to dość ciekawe rozróżnienie również z tego względu, że pozwala zauważyć co preferują konsumenci na różnych kontynentach. Eurogry to trend zapoczątkowany przez niemieckich twórców, dla których od losowości ważniejsza jest strategia i decyzje gracza. To gracz ma decydować o wyniku, a nie „rzut kością”. Sprowadza się to do tego, że elementy losowe są eliminowane, chociaż w większości gier nie da się ich wyeliminować całkowicie, na czym może ucierpieć klimat gry, ilość elementów oraz coś, co można nazwać jej „kolorytem”. Nie oznacza to oczywiście, czy gra jest przez to lepsza czy gorsza. Ameritrash to trochę niechlubne określenie gier, w których najbardziej lubują się Amerykanie. Najważniejszy w nich jest klimat, opisy oraz piękne i liczne elementy (np. bogato ilustrowane karty, rzeźbione figury i duże plansze). Gracz ma zostać wciągnięty w rozgrywkę poprzez wczuwanie się w prowadzoną historię i oprócz tego, że musi podjąć decyzję, to rzuty kością w dużej mierze decydują o zwycięstwie lub porażce. W niektórych grach mechanika jest tak skonstruowana, że szczęście i pech są wbudowanym elementem kreującym napięcie podczas rozgrywki. Jeden rzut kością (wyrzucenie „1” lub „6”) może zniweczyć kilkugodzinne dokonania. W ogromnym uproszczeniu, zwracając uwagę na sposób rozgrywki, warcaby można by nazwać Eurogrą, a Chińczyka Ameritrashem. Mówiąc dokładnie, grami pierwszego typu będzie Catan, Wsiąść do Pociągu, czy Blokus, a drugim Magia i Miecz (Talisman), czy Monopoly (co może być dyskusyjne). Tak czy inaczej, oprócz indywidualnych preferencji każdego gracza, kategoryzacja nie ma znaczenia. Dziś tryumfy odnoszą zarówno gry proste, jak i skomplikowane, których instrukcje niejednokrotnie są niewielkimi, pięknymi książkami.

Za odrębne kategorie można uznać gry bitewne i „tradycyjne” karciane (żeby nie pomylić z tymi planszowymi, w których główną rolę odgrywają karty). Planszą mogą być całe stoły, puste lub zaaranżowane tak, żeby rozgrywki były ciekawsze (płotki, budowle, skały, wzniesienia). Jednak sposób rozgrywki oraz zasady tak bardzo różnią się od tradycyjnych, klasycznych gier planszowych, że wolę traktować je jako oddzielne rodzaje. Gry bitewne polegają na strategicznym zarządzaniu (z elementami losowości) armiami, oddziałami lub pojedynczymi jednostkami oraz wykorzystywaniu ich unikalnych statystyk i umiejętności tak, aby w turowej rozgrywce pokonać przeciwnika. Strategiczne gry turowe to podgatunek komputerowych gier strategicznych rozgrywany w turach. W swojej turze gracz może przemieszczać swoje jednostki, rozgrywać bitwy, ulepszać fortyfikacje itd. Przykładem może być ta najpopularniejsza na świecie, czyli Warhammer (z wariacjami). Gry karciane każdy zna, ale byłby w błędzie jeśli myśli, że chodzi tylko o te, w które gra się znaną każdemu talią kart składającą się z czterech „kolorów” i „figur” od dwójki do asa (lub od asa do króla), czyli talię brydżową. Remik, Tysiąc, Poker, Brydż czy Pasjans, czyli klasyczne odmiany, w których używa się stołu jako planszy w mniejszym lub większym stopniu. Dzisiaj ogromnym rynkiem są gry karciane określane mianem kolekcjonerskich (chociaż nie jest to warunek konieczny). Fenomenem jest Magic: the Gathering z roku 1993. Do dziś pasjonaci kupują paczki kart, nie wiedząc co będzie w środku i mając nadzieję na „wylosowanie” tej jednej unikalnej. Każda karta jest inna, chociaż można wylosować tę, którą już się ma w kolekcji. Ma inne właściwości i im jest lepsza, tym rzadsza. Trzeba mieć albo szczęście, albo zasobny portfel. Na rynku wtórnym można wydać na pojedyncze karty tysiące dolarów żeby skompletować wymarzoną talię. Sto dolarów za jedną nie szokuje, dziesięć czy trzydzieści tysięcy dolarów za najbardziej pożądane karty szokować już może. Gra polega na tym, żeby tak używać (wykładać) karty, aby pokonać przeciwnika. Jest to gigantyczne uproszczenie, ale całość zasad i strategii doczekało się niejednej publikacji. Co ciekawe, organizuje się turnieje regionalne, krajowe czy światowe, w których można wygrać spore pieniądze. Oficjalnych graczy jest ponad 200 000 na całym świecie, a rozgrywki transmitowane są od jakiegoś czasu poprzez telewizje internetowe. Może być to informacja ciekawa dla kogoś, komu karty kojarzą się jedynie z Makao. Ciekawym trendem jest też wyniesienie Pokera na nowy, nieznany wcześniej poziom. Dziś w tę grę może grać każdy (nie licząc ograniczeń prawnych) poprzez Internet. I to o prawdziwe pieniądze. Wystarczy zainstalować jedną z licznych platform. Dzięki temu jest to jedna z najpopularniejszych rozrywek w sieci, o czym świadczyć mogą liczne reklamy w masowych środkach przekazu, w których występują gwiazdy sportu i wielkiego ekranu.

Czy jednak każdy może się bawić we wspomniane wcześniej 71272 gier? Niestety nie. Jak można się domyślić wiele, jak nie większość z nich, zawiera takie elementy, których niewidomy, a często także niedowidzący, nie będzie w stanie odczytać, rozpoznać lub się nimi poruszać. Tekst z kart (np. w Monopoly, czy Magia i Miecz) zająłby kilka tomów brajlowskich. Wiele gier, ze względu na technologię, nie może zostać zaadaptowanych w sposób efektywny. Mnogość elementów, różne żetony, pionki, czy przede wszystkim układ plansz powoduje, że dzisiejsza technologia nie do końca pozwala na przystosowanie takich gier do specjalnych potrzeb. Nie jest jednak aż tak źle. Takie osoby też mogą się bawić z przyjaciółmi, rodziną czy choćby same.

Gry planszowe dostępne dla niewidomych i niedowidzących przedstawię w drugiej części tego artykułu, która zostanie zamieszczona w kolejnym numerze Helpa. Zapraszam.

REHA in Romania 2013

Polskę z Rumunią łączą stosunki na wielu poziomach. Polityczne, gospodarcze oraz kulturalne. Ze względu na trudną przeszłość, kraj niezwykle popularnego Hrabiego Drakuli jest przez resztę świata cały czas nieodkryty. A szkoda, bo jest piękny, kolorowy, otwarty na turystów, bezpieczny i przede wszystkim naturalny – w wielu miejscach taki jak przed dziesiątkami lat.

Fundacja Szansa dla Niewidomych, organizator corocznej konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND®, nawiązała kontakty z niewidomymi i niewidzącymi w Rumuni już kilka lat temu. Reprezentanci Rumuńskiego Związku Niewidomych byli uczestnikami REHA w Polsce. Wspólna wymiana wiedzy i doświadczeń zaowocowała kilkoma przedsięwzięciami, dzięki którym niewidomi i niedowidzący w Rumunii być może będą mieli choć trochę łatwiej. Warto nadmienić, że w Rumunii nie ma żadnych zorganizowanych programów mających na celu finansowanie lub dofinansowanie nowoczesnej rehabilitacji. Niepełnosprawni są zdani na siebie, co jest tym trudniejsze, że jest to kraj, w którym zwykli ludzie są biedniejsi od Polaków mimo, że największe miasta całkiem udanie pokazują, że w Rumunii drzemie spory potencjał gospodarczy. W Bukareszcie, spacerując po starówce lub po bulwarach w centrum miasta w okolicy Parlamentu (jednego z największych budynków w Europie), można się poczuć jak w europejskiej stolicy. Kafejki i restauracje, odnowione zabytki, uśmiechnięci ludzie. Niestety, wystarczy przejechać trochę dalej, do biedniejszych dzielnic lub wyjechać za miasto, żeby zobaczyć domy z gliny czy studnie z żurawiami. W takiej rzeczywistości nie jest niewidomemu łatwo samemu kupić sobie sprzęt niezbędny do skutecznej edukacji czy wykonywania pracy tak, jak osoby sprawne.

13 maja 2013 roku, w jednej z dwóch szkół dla niewidomych w Bukareszcie, odbyła się pierwsza edycja konferencji REHA FOR THE BLIND IN ROMANIA. Wydarzenie wyjątkowe, bo pierwsze tego typu w tym kraju. Po kilku miesiącach przygotowań udało się, wspólnie z Rumuńskim Związkiem Niewidomych, zorganizować to, czego nie udało się nikomu w tym kraju przez tyle lat. Podobnie jak na REHA w Warszawie odbyła się wystawa nowoczesnego sprzętu dla osób niewidomych i niedowidzących, poprzedzona merytoryczną konferencją. Po wysłuchaniu oficjalnych powitań, w tym wystąpienia prezesa Rumuńskiego Związku Niewidomych oraz przedstawiciela Rumuńskiego Ministerstwa Edukacji goście i uczestnicy wysłuchali referatów na tematy dotyczące sytuacji niewidomych i niedowidzących w Rumunii, czym zajmuje się Fundacja Szansa dla Niewidomych i jakie ma plany związane ze współpracą z rumuńskimi niepełnosprawnymi, o udźwiękowieniu i ubrajlowieniu otoczenia. Swoje wystąpienie wygłosił również przedstawiciel szkoły w Aradzie, opowiadając o swoich dokonaniach i o samej szkole oraz niewidomy menadżer, który tworzy strony internetowe dostępne dla niewidomych. Wielkie poruszenie i zainteresowanie wywołał pokaz tenisa stołowego dla niewidomych. W Rumunii jeszcze nikt o tym nie słyszał i goście nie mogli się nadziwić. Jak to możliwe, że niewidomy może grać na zwykłym stole tenisowym, normalnymi paletkami i zwykłymi piłeczkami? No właśnie możliwe i dlatego zostało to przyjęte z ogromnym entuzjazmem. Po raz kolejny, poprzez gry z chętnymi potwierdziło się, że nawet grając po raz pierwszy można mieć z tego wielką frajdę. Po sportowych zmaganiach wystąpili przedstawiciele firm obecnych na wystawie: Freedom Scientific, Optelec, Index, Shinano Kenshi, Altix Polska, Altix Vision, Anjo oraz Baum, który swojego stoiska nie miał. Opowiadali o tym, co można zobaczyć na ich stoiskach oraz o firmach, w których pracują.

Wystawa w porównaniu do warszawskiej była skromna, ale zważywszy, że to pierwsza jej edycja – trzeba ją uznać za duży sukces. Zagraniczni goście, tak jak my, byli zaskoczeni organizacją i frekwencją. Spodziewali się małej prezentacji, a wyszło naprawdę spore wydarzenie, które odwiedziło ponad 150 osób w jeden dzień. Można było zobaczyć najnowsze technologie, niektóre po raz pierwszy w Rumunii, a nawet takie, których jeszcze nie było w Polsce. Wydarzenie zakończyło się prezentacją filmu z audiodeskrypcją dla dzieci.

Co ciekawe, całe wydarzenie cieszyło się dużym zainteresowaniem mediów. Odwiedziły nas trzy telewizje oraz kilka gazet. Zostaliśmy nawet zaproszeni do programu na żywo, producenci zostali nagrani podczas prezentowania sprzętu wychowankom szkoły dla niewidomych. Środowisko niewidomych i niedowidzących w Rumunii czekało na takie wydarzenie w nadziei, że będzie to początek zmian na lepsze. Przyszłość pokaże czy tak się stanie. Miejmy nadzieję, że za rok uda się zorganizować drugą edycję: większą, bardziej widoczną i mającą większe oddziaływanie.

Odbiegając od samej konferencji, warto wspomnieć o podróży z Polski do Rumunii. Z dwóch powodów: wspaniałej przygody oraz wątku edukacyjnego. Do Bukaresztu wyruszyliśmy z Warszawy samochodem w pięć osób. Podróżowaliśmy przez Słowację, Węgry i prawie całą Rumunię. 1350 kilometrów w dwa dni. Kto nie przejechał takiej trasy, niech żałuje. O ile Słowacja i Węgry nie są specjalnie zaskakujące (Słowacja jest znana i podobna do Polski, na Węgrzech są albo autostrady albo równiny), to Rumunia jest niesamowita poprzez naturalność i różnorodność. Mijaliśmy miasta, miasteczka i wioski zupełnie inne od tych w naszej części Europy. Jechaliśmy wzdłuż Dunaju, przy wysokich Karpatach, nie zdecydowaliśmy się na przebycie trasy Transfogarskiej (2000 m n. p. m.) ze względu na brak czasu. Takich widoków nie uświadczy się lecąc samolotem i lądując w jednym z nadmorskich kurortów. Warto pamiętać, że jadąc do Rumunii, która jest w Unii Europejskiej, trzeba zabrać dowód osobisty lub paszport. Jego brak niechybnie doprowadzi do zawrócenia z granicy.

Międzynarodowa konferencja i wystawa CSUN w San Diego

Co roku, w stanie California w USA, Califorinia State Univeristy Northridhe (CSUN) organizuje największą wystawę technologii dla osób niepełnosprawnych, głównie dla niewidomych i niedowidzących, ale też dla osób z problemami w komunikowaniu się. Potocznie wystawa ta nazywana jest po prostu CSUN, a oficjalna nazwa to Annual International Technology and Persons with Disabilities Conference. W tym roku 28. edycja odbyła się w San Diego, na zachodnim wybrzeżu Ameryki Północnej, 100 kilometrów od granicy z Meksykiem, w dniach 27 lutego do 1 marca.

Z Warszawy polecieliśmy do San Diego przez Londyn. W stolicy Anglii, ze względu na opóźnienie pierwszego samolotu, przesiadka była błyskawiczna. Lot do USA przebiegł spokojnie, ale 11 godzin w samolocie to nic przyjemnego. Wylądowaliśmy i po dość długiej i szczegółowej odprawie paszportowo – wizowej mogliśmy pojechać do hotelu. Na miejscu byliśmy późnym wieczorem dnia poprzedzającego wystawę – kompletnie zmęczeni. CSUN odbyło się w tym roku w olbrzymim hotelu Manchester Grand Hyatt położonym przy olbrzymiej przystani dla jachtów. Hotel zbudowany jest z dwóch wież. Jedna miała aż 40 pięter, druga była tylko trochę niższa. Połączone były wielkim łącznikiem, do którego należała między innymi hala wystawiennicza oraz hol (z recepcją) wysoki na kilka pięter. Niestety, nie nocowaliśmy w tym miejscu, więc nie poznaliśmy tego obiektu lepiej niż to było możliwe podczas wystawy. Hala wystawiennicza była bezsprzecznie gigantyczna. Jej powierzchnia to ponad 3150 metrów kwadratowych. Co ważne, cała była wypełniona – nie było wolnych stoisk. Pojawiło się aż 125 wystawców z całego świata. Mimo 3 dni wystawy ciężko było odwiedzić każde stoisko. Co ciekawe, liczba odwiedzających była nieproporcjonalnie mniejsza. Według organizatorów tegoroczną konferencje odwiedziło tylko 4000 uczestników. Jeżeli do powierzchni sali konferencyjnej doliczyć powierzchnie sal przeznaczonych na panele dyskusyjne, to na jeden metr kwadratowy przypadł mniej niż jeden zwiedzający. To dość niewiele, co zresztą było widać. Alejki pomiędzy stoiskami przez pierwsze dwa dni wydawały się puste, trzeciego dnia zrobiło się bardziej tłoczno, ale i tak coroczna REHA FOR THE BLIND w Warszawie cieszy się o wiele większym zainteresowaniem.

Na wystawie można było ewidentnie zauważyć kilka trendów. Przede wszystkim coraz mniej nowych, zaskakujących rozwiązań. Już tak wiele zostało wymyślone i wprowadzone do produkcji, że coraz trudniej o coś zupełnie nowego. Powstają kolejne wersje znanych urządzeń wzbogacone o nowe, ciekawe funkcje, np. powiększalnik będzie rozpoznawał i czytał tekst jak lektor, dotychczasowe kamery zostaną zastąpione kamerami wysokiej rozdzielczości (HD), urządzenia będą lżejsze, tańsze, ładniejsze i bardziej ergonomiczne. Bardzo ważnym trendem jest zapotrzebowanie na rozpoznawanie mowy, głównie w urządzeniach mobilnych. Na ten moment ta technologia nie jest jeszcze dopracowana, ale dynamicznie się rozwija. Dużym zainteresowaniem cieszył się NaviEye. Nawigacja specjalnie zaprojektowana dla niewidomych to coś, co na świecie jest w miarę nieznane, nierozwinięte i polskie rozwiązanie wzbudza wiele pozytywnych emocji. Bardzo miło jest, kiedy na tak ważnej wystawie polska myśl techniczna pokazuje jak należy tworzyć urządzenia w danym segmencie. Podobnie jest z tyflografiką. Wypukłe plany miast czy budynków to w USA (oraz na całym świecie) temat jeszcze nie do końca odkryty, a polskie technologie i sposób wykonania to absolutna czołówka oraz najwyższa jakość merytoryczna i technologiczna.

Altix więc miał się czym pochwalić. W USA funkcjonują bardzo precyzyjne standardy określające jak otoczenie musi być przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, zwane ADA. Mimo swojej szczegółowości i objętości (ok. 200 stron) potrzeby osób niewidomych i niedowidzących nie są wystarczająco opisane. Przykłady tego widzieliśmy będąc w San Diego. Co do zasady, każda informacja dostępna dla osób widzących powinna być dostępna dla niewidomych. Widać to na przykład na tabliczkach informujących o maksymalnej liczbie osób mogących znaleźć się w pomieszczeniu (zgodnie z amerykańskim prawem musi być taka informacja). Pod zwykłym napisem jest też brajl. Wygląda to dość dziwacznie, ale idea jest dobra. Problem w tym, skąd niewidomy ma wiedzieć gdzie jest taka tabliczka? W przeogromnym holu hotelowym nie było żadnej informacji gdzie jest recepcja, windy, pokoje czy restauracja. A trzeba zaznaczyć, że akurat na tym holu naprawdę można się było zgubić. Kubaturę tego pomieszczenia można porównać do średniego dworca. Nie było map wypukłych, ani udźwiękowienia otoczenia. Po prostu wspomniany dokument ADA nie uwzględnia takich tematów (200 stron to jak się okazuje za mało).

Samo miasto jest niezwykle ciekawe. Jest to piąte najbogatsze miasto w Stanach Zjednoczonych! To widać i niestety czuć przy płaceniu za cokolwiek. Zadbane ulice, przemyślana i uporządkowana architektura. Głównie małe domki jednorodzinne na olbrzymiej powierzchni, Downtown (centrum) również ładne, ale niewielkie ze względu na rejon zagrożony trzęsieniami ziemi. Warto tam się znaleźć ze względu na sporo atrakcji turystycznych: historyczne centrum miasta „Gaslamp” pełne restauracyjek i kawiarni, zatoka z bogatą opcją rejsów i wycieczek (np. w celu obejrzenia migrujących nieopodal wielorybów), jedno z największych i najciekawszych na świecie ZOO, dzielnica meksykańska, włoska czy ogromny park wodny (na odwiedzenie go trzeba mieć aż 2 dni!). Atrakcją wyjątkową i niebywałą jest lotniskowiec USS Midway, który brał udział w wojnie w Wietnamie i operacji Pustynna Burza. Szkoda, że niemal wszystko w tym mieście jest drogie. Wyjątkiem jest tylko tak zwane „śmieciowe” jedzenie. Co ciekawe puszka coli w markecie jest droższa niż butelka dwulitrowa. Niestety, ma to odzwierciedlenie w ilości otyłych osób, których mija się co chwilę na ulicy.

Z jednej strony warto bywać na takich wystawach, ale trzeba przyznać, że zwykły odwiedzający nic nie traci będąc na polskiej REHA. Samo miasto jest fascynujące i zdecydowanie warte obejrzenia, ale niestety jest ono drogie nawet dla przeciętnego Amerykanina i trzeba mieć tego świadomość.

„Komputer dla Homera”. Pomoc dla niewidomych czy raczej jej namiastka?

„Komputer dla Homera” jest to program PFRON mający na celu wyrównywanie szans osób z dysfunkcją narządu wzroku poprzez zakup komputerów, oprogramowania oraz sprzętu elektronicznego pomagającego w niwelowaniu barier w pracy, nauce i samodzielnym życiu. Przez lata PFRON przeznaczył na ten cel setki milionów złotych pomagając niewidomym i niedowidzącym w zakupie sprzętu, dzięki któremu mogą oni funkcjonować tak, jak pełnosprawni. Głównym celem programu jest wspieranie beneficjentów na rynku pracy. Po roku przerwy, Komputer dla Homera został wznowiony w roku 2011. Po raz kolejny zmieniły się zasady dotyczące wkładów własnych, inaczej wyglądała procedura wnioskowania o dofinansowanie. Dla osoby chcącej zostać beneficjentem programu, odnalezienie się w jego procedurach było dość problematyczne. Trudno o poprawne wypełnienie wniosku bez wcześniejszego rzetelnego zapoznania się z jego treścią. Było to utrudnione z kilku powodów. Jednym z nich była obszerność procedur. Sam regulamin zawiera około 30 stron tekstu, a dochodzą jeszcze liczne załączniki. Nie są to treści dla każdego intuicyjne. Zastosowane wzory i wyliczenia różnych wartości mogą wręcz odstraszać: Dof = K * WN * N * WS, czy UW = M * CB. Mimo, że są zawarte wyjaśnienia poszczególnych wartości, to może to się wydawać niezrozumiałe. O ile sama idea takiego sformalizowania i usztywnienia wskaźników wydaje się słuszna, to w praktyce stwarza dla wnioskującego mnóstwo problemów. Skutkować to może nawet odstąpieniem od czytania umowy, co z kolei może przełożyć się na rożne problemy w dalszych procedurach. Nowością w roku 2011 był system punktacji za wniosek. Aby wniosek formalnie został dopuszczony do realizacji, musiał zdobyć określone minimum. Punktowane było poprawne wypełnienie wniosku (mimo, że potem można było wprowadzać poprawki), wykształcenie, miejsce zamieszkania, aktywność zawodowa, stopień niepełnosprawności. I tak samo idea na pierwszy rzut oka wygląda na słuszną. Problem pojawiał się wtedy, kiedy zauważaliśmy, że PFRON promuje dodatkowymi punktami posiadanie pracy, wyższe wykształcenie, pochodzenie z mniejszych miejscowości i wyższy stopień niepełnosprawności. Wniosek jest zatem jeden: trzeba być niewidomym, mieć pracę, wyższe wykształcenie i mieszkać na wsi, żeby nie było problemu z punktami. Bardzo niepokojąco wyglądała sytuacja finansowa tego programu. W roku 2009 PFRON przeznaczył na ten cel około 50 mln zł. I we wcześniejszych latach podobnie. W roku 2011 tych pieniędzy zostało już tylko ponad 14 mln zł. Czy zatem kryzys jest aż tak ogromny? Można też zadać pytanie czy kryzys powinien aż tak dotykać osoby szczególnie wymagające wsparcia państwa? Oczywiście bardzo dobrze, że po roku przerwy chociaż takie środki zostały rozdysponowane. Coś, co się nie zmieniło, to okres karencji. Czas, który musi upłynąć aby beneficjent ponownie mógł ubiegać się o dofinansowanie na taki sam cel. O ile faktem jest, że taka zasada musi istnieć, to wątpliwości może budzić aktualna jej formuła. Otóż najdłużej czekać muszą osoby niewidome, które potrzebują największej pomocy. Zastosowana zasada opiera się na wartości sprzętu, a nie na jego zasadności i wartości trudniej mierzalnej, jaką jest faktyczna pomoc danego sprzętu w uzyskaniu i utrzymaniu miejsca pracy. Analogicznie jest z wkładami własnymi. Mimo mniejszego wkładu procentowego osoba kupująca drogi sprzęt brajlowski musi zapłacić i tak najwięcej. Przed programem Komputer dla Homera cały czas stoją liczne wyzwania. Zmiany w procedurach są widoczne, ale cały czas jest miejsce na stałe ich ulepszanie. Wydaje się, że przede wszystkim należy sobie uświadomić, że nowoczesne technologie dla osób niepełnosprawnych to nie są zabawki czy towary luksusowe. To są narzędzia rehabilitacyjne, bez których normalne funkcjonowanie w dzisiejszej rzeczywistości jest niemal niemożliwe, a z drugiej strony posiadając je osoba niepełnosprawna może stać się zwykłym podatnikiem (partycypując w życiu społecznym, mając pracę) na równi z osobami pełnosprawnymi.

„Fakty i mity o pomocy finansowej państwa dla niewidomych” program „Komputer dla Homera” w latach 2004 – 2008

Jednym z pomysłów na pomoc w ułatwieniu inwalidom wzroku uczestnictwa w życiu społecznym jest uruchomiony przez PFRON program „Komputer dla Homera”. W wyniku przeprowadzonych analiz należy stwierdzić, że przez lata był on wielką pomocą oraz szansą dla tych osób. Przywołane poniżej dane świadczą o ogromnych kwotach, które zostały przekazane na zakup urządzeń mających duży wpływ na procesy rehabilitacyjne. Dzięki nim tysiące ludzi mogło (być może po raz pierwszy w życiu) zacząć pisać w edytorze tekstu, skorzystać z Internetu, czy przeczytać książkę niedostępną w brajlu.

Głównym zadaniem programu „Komputer dla Homera” było dofinansowywanie sprzętu komputerowego i elektronicznego dla inwalidów wzroku. PFRON co rok przeznacza pewne kwoty pieniężne na ten program. Od roku 2004 do roku 2008, przez pięć edycji, PFRON w jego ramach wydatkował na dofinansowania kwotę 194 098 347 zł. Oznacza to, że średnio co rok w ręce inwalidów wzroku trafiał sprzęt wart około 40 milionów złotych.

Program „Komputer dla Homera” dofinansowuje podstawowy sprzęt komputerowy wraz z peryferiami, specjalistyczny sprzęt komputerowy i elektroniczny, urządzenia brajlowskie oraz lektorskie. Pierwsza kategoria jest istotna z punktu widzenia obsługi pozostałych grup narzędzi, choć wartość rehabilitacyjna rzeczy w niej się znajdujących jest niewielka. Trzy następne kategorie można określić jako właściwe w kontekście wypełniania celów programu.

PFRON w latach 2004 – 2008 wydał na dofinansowanie zakupu sprzętu podstawowego kwotę 84 625 855 zł, co stanowi około 43% wydatków na wszystkie grupy sprzętu. Jest to szczególnie interesujące, gdy zwrócimy uwagę na fakt, że sprzęt podstawowy ma jedynie umożliwić korzystanie z innych, bardziej wyspecjalizowanych narzędzi. Dla osoby niewidomej oraz słabowidzącej, sprzęt podstawowy ma, w porównaniu do trzech pozostałych kategorii, znikome walory integracyjne. Można więc zastanowić się dlaczego aż tak dużą kwotę przeznaczono na ten cel? Zastanawiające jest to tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę koszty sprzętu podstawowego i porówna je z kosztem sprzętu specjalistycznego. Dofinansowanie na zakup podstawowego sprzętu komputerowego uzyskało w sumie 24 825 wnioskodawców, co oznacza, że średnio każdy z nich otrzymał na ten cel około 3 400 zł. Biorąc pod uwagę fakt, że w tej cenie oprócz jednostki centralnej znajdują się urządzenia peryferyjne takie jak drukarki, skanery czy klawiatury, nie jest to kwota ani duża, ani mała. Problem polega na tym, że są to pieniądze przeznaczone na zwykły sprzęt nie posiadający specjalnych walorów rehabilitacyjnych (warunek umieszczenia danego sprzętu w tej kategorii). Inny problem w kontekście efektywności programu, to ilość beneficjentów, którzy otrzymali wyłącznie sprzęt podstawowy. Na przykład w roku 2008, w województwie lubuskim aż 544 osoby uzyskały dofinansowanie na podstawowy sprzęt komputerowy, a na sprzęt specjalistyczny tylko 311 osób (293 specjalistyczny komputerowy, 9 brajlowski, 9 lektorski). Powstaje uzasadnione pytanie, jakie możliwości rehabilitacyjne, integracyjne i w końcu edukacyjne oraz zawodowe uzyskały 233 osoby dysponując samym podstawowym sprzętem komputerowym, a także czym kierowała się Komisja wydając takim wnioskom pozytywną opinię? W 2008 roku takich osób było aż 610. W poprzednich latach było pod tym względem o wiele lepiej. W latach 2004, 2005 oraz 2006 więcej było beneficjentów sprzętu specjalistycznego. W roku 2007 sprzęt specjalistyczny przyznano 43 osobom więcej niż tym, którym przyznano sprzęt podstawowy, ale aż 82 osoby uzyskały sprzęt lektorski (nie wymagający do działania sprzętu podstawowego), co może wskazywać na iluzoryczność tej przewagi.

Z danych PFRON wynika, że dofinansowywana jest niewielka ilość sprzętu brajlowskiego. Na ten cel przeznaczono w sumie 12 637 090 zł dla 1014 osób, co oznacza, że średnio jedna osoba uzyskała 12 462 zł. O ile kwota ta jest znacznie wyższa niż w przypadku średniej uzyskiwanej na podstawowy sprzęt, to proporcjonalnie jest o wiele mniejsza. Za taką kwotę nie można kupić wysokiej jakości sprzętu brajlowskiego dostosowanego do indywidualnych potrzeb. Pamiętać również trzeba, że osoba, która uzyskała dofinansowanie na sprzęt brajlowski, może ponownie ubiegać się o sprzęt w tej kategorii po 7 latach (6 lat licząc od końca roku, w którym wnioskodawca uzyskał dofinansowanie na ten cel). Wydaje się więc, że efektywność programu względem osób niewidomych, które są najbardziej poszkodowane poprzez swoje inwalidztwo i wymagają największych działań na rzecz ich rehabilitacji i integracji, jest w programie „Komputer dla Homera” niepełna i niedostosowana do ich rzeczywistych potrzeb.

Wydatki PFRON na grupę specjalistycznego sprzętu komputerowego i elektronicznego wyniosły w sumie 92 672 024 zł dla 23 575 osób, co oznacza, że średnio wnioskujący o takie narzędzia dostał około 4 000 zł. Efektywność programu jest w tym zakresie dużo większa, niż w przypadku specjalistycznego sprzętu brajlowskiego, jednak można zadać pytanie, jak ma się średnia przeznaczana na tę kategorię do możliwej maksymalnej kwoty dofinansowania (około 18 000 zł).

Efektywność programu nie może być oceniana zbyt wysoko w sytuacji, kiedy średnia kwota wydatkowana na podstawowy sprzęt niemal pokrywa się z limitem przyznawanej na ten cel kwoty, a średnia wydatkowana na sprzęt specjalistyczny jest znacznie od niego niższa. Oznacza to przewartościowanie sprzętu podstawowego jako narzędzia mogącego wypełnić cele programu.

Niepokój może budzić fakt, że niewidomi są w tym programie na najgorszej pozycji. O wiele łatwiej uzyskać dofinansowanie na sam komputer (posiadający niewielkie możliwości rehabilitacyjne), niż wysoce wyspecjalizowany, kosztowny sprzęt przystosowany do użytkowania przez osoby niewidome. Oznacza to, że program skupia się na mniej kosztownej pomocy dla szerszej grupy osób, zamiast dofinansowania drogich urządzeń pomagających osobom o najpoważniejszych ubytkach wzroku. Z punktu widzenia integracji społecznej osób z wadami wzroku, nie wydaje się słuszne, aby osoba niewidoma chcąca korzystać z przenośnego notatnika brajlowskiego (mobilne czytanie i pisanie), drukarki brajlowskiej (drukowanie i czytanie) oraz linijki brajlowskiej (czytanie stacjonarne) musiała na nie czekać kilkanaście lat. Szczególnie, że osoba, która uzyskała dofinansowanie na komputer, w tym czasie wymieni posiadany sprzęt kilkakrotnie. Należy również zauważyć, że osoby bardziej poszkodowane ze względu na swoją niepełnosprawność, a więc wymagające droższych narzędzi, muszą wpłacać proporcjonalnie większą kwotę z tytułu wkładu własnego (mniejszy procent z większych kwot).

Dzięki programowi „Komputer dla Homera” duża liczba osób niepełnosprawnych uzyskała dostęp do nowoczesnej technologii wspomagającej integrację społeczną, ale nie można pominąć negatywnych wrażeń, jakie powstały na podstawie analiz danych przedstawianych przez PFRON. Dofinansowywanie wyłącznie komputerów (które stanowi niemal połowę z wydatkowanych środków) może budzić wątpliwości ze względu na to, że nie spełniają one funkcji wyrównywania szans (w rozumieniu celów programu). Zasadnym wydaje się stwierdzenie, że pieniądze przeznaczone na „zwykłe” komputery mogłyby zostać wydatkowane na specjalistyczne urządzenia o znacznie większym wpływie na rehabilitację i integrację, a sprzęt podstawowy powinien być przekazywany poprzez inne programy pomocowe.

Źródła:

1. Dokument sygn. WP/DP/5173/EMN/2009 z dnia 21.12.2009, Wydział Programowania i Realizacji Zadań PFRON.

2. http://www.pfron.org.pl/ftp/dokumenty/Programy_celowe/Komputer_dla_Homera/procedury_2009/material_informacyjny.doc (30.04.210).

3. http://www.pfron.org.pl/portal/pl/252/831/Komputer_dla_Homera_2010.html (28.04.2010).

4. „Procedury realizacji programu Komputer dla Homera 2003 program pomocy w zakupie sprzętu elektronicznego oraz oprogramowania umożliwiającego rehabilitację zawodową i społeczną osób niewidomych i niedowidzących”, załącznik nr 9 do uchwały nr 138/2009 Zarządu PFRON z dnia 24 kwietnia 2009 r.