Życie jak „kino drogi”

Mam na imię Ola, całe życie mam problem z oczami, ale jestem krecikiem od 3 lat. Tak właśnie lubię określać się odkąd 3 lata temu straciłam wzrok w takim stopniu, że pozostało mi jedynie poczucie światła. Moja wrodzona wstydliwość skłania mnie ku temu, aby niniejszego artykułu nie podpisywać swoim nazwiskiem, jednak zapewniam że jestem osobą z krwi i kości, a historie tu zawarte przydarzyły się mi naprawdę. Z wykształcenia jestem magistrem rewalidacji, jak również oligofrenopedagogiem, socjoterapeutą i – o ironio! – tyflopedagogiem. Na ten moment dokształcam się i wkrótce będę technikiem masażystą oraz rehabilitantem narządu ruchu.

Pomimo tego, że nie do końca zaakceptowałam swoje problemy ze wzrokiem, staram się iść przez życie z uśmiechem i przymrużeniem (nomen omen) oka. Nie zniechęcam się trudnościami, a z każdej sytuacji umiem wyciągnąć zabawne wnioski. Odkąd jestem krecikiem przydarzyło się mi naprawdę sporo zabawnych sytuacji. Przedstawię tutaj serię moich motoryzacyjno-komunikacyjnych epizodów i gaf. Jak mawia do mnie moja przyjaciółka – W twoim przypadku dzień bez „przypału” dniem straconym!

W pośpiechu

Tego dnia byłam już całkiem nieźle spóźniona. Chciałam jak najszybciej dostać się na uczelnię, zamówiłam więc taksówkę. Rozmawiając żywo przez telefon z koleżanką, pędem udałam się w stronę już czekającego na mnie samochodu. Z impetem otworzyłam drzwi i zaczęłam gramolić się do auta. Ku mojemu zaskoczeniu, ale jeszcze większemu zaskoczeniu pana taksówkarza, okazało się, że… próbuję usiąść mu na kolanach! A ja już miałam komentować fakt, że to chyba bardzo ciasna taksówka…

Wypad do sklepu

Wraz ze znajomymi podróżowaliśmy samochodem. W pewnym momencie postanowiliśmy zatrzymać się na chwilę w sklepie. Byliśmy już całkiem blisko celu, dlatego stwierdziłam, że pozostanę w aucie, a mój mąż pójdzie zrobić zakupy. Po chwili oczekiwania drzwi obok mnie otworzyły się i samochód zaczął się zapełniać. Ucieszona, że mąż już wrócił, skłoniłam twarz w stronę postaci po lewej i radośnie powiedziałam – Daj buziaka! Buziak jednak nie nastąpił… A spoza samochodu usłyszałam głos ukochanego – Czy jesteś pewna, że to on ma dać ci buziaka? Dopiero wtedy zorientowałam się, że siedzi obok mnie kolega, a mój mąż zanosi się śmiechem oparty o drzwi auta.

Sterowana

To były początki większych problemów z widzeniem, wtedy jeszcze nie byłam gotowa tego zaakceptować i ukrywałam ten fakt. Przed sąsiadami udało się mi maskować przez 3 lata! Jak tego dokonałam? Z pomocą mojej mamy i pomysłu rodem z gry komputerowej. Mieszkam niedaleko swojego miejsca pracy, praktycznie wystarczy tylko przejść przez ulicę. Jednak po utracie widzenia nawet taki dystans był samodzielnie nie do pokonania.

Jednak chcąc zachować pozory autonomicznego docierania do pracy, obmyśliłam taki oto patent. Wychodziłam z domu z telefonem przy uchu, po drugiej stronie słuchawki była moja mama, która wyglądając przez okno i śledząc moją postać, na bieżąco korygowała trasę, jaką miałam do pokonania. Sprawdzało się to znakomicie! Oczywiście oprócz sytuacji, kiedy na przeszkodzie stawały, nazwijmy to, kobiece problemy nawigacyjne. Instrukcje nie zawsze były jasne i spójne. Kiedy mama mówiła mi – idź w prawo – okazywało się, że nagle musiała reagować i zaczynała krzyczeć – nie to prawo! Nie to prawo! No cóż, my kobiety chyba tak czasem mamy, prawda?

Uśmiech i do przodu

Tak jak pisałam na początku, staram się iść przez życie z uśmiechem i nie poddawać się codziennym trudnościom. Jest to o tyle łatwiejsze, że mam przy sobie cudowne, wspaniałe, bliskie osoby, które wspierają mnie oraz uczą tak potrzebnego i zdrowego dystansu do własnych ułomności. Umiejętność śmiania się z nich to najlepsza terapia! Moja przyjaciółka często mówi do mnie:

– Wiesz? Jesteś najlepszą psiapsiułą na świecie, bo zawsze mi mówisz, że pięknie wyglądam!

Z kolei z moim mężem lubimy się przekomarzać słowami:

Ja – Widziały gały co brały.

On – Czuły rączki co macały!

I tak wesoło jest u nas zawsze! Pozdrawiam czytelników kwartalnika HELP i życzę wszystkim uśmiechu, szczęścia i zabawnych zbiegów okoliczności, aby rubryka „Ślepy los na wesoło” pełna była niesamowitych opowieści z tyfloświata.

Komentarze

komentarze