Zmagania z dysfunkcją wzroku – historia prawdziwa

Zdarzyło się naprawdę, oto kronika wydarzeń:

Styczeń – 78-letnia pani A.W. budzi się rano i stwierdza, że prawie nic nie widzi.

Styczeń cd. – diagnoza – zwyrodnienie plamki żółtej.

Styczeń cd. – skierowanie na eksperymentalną kurację – seria zastrzyków w gałkę oczną.

Stop-klatka. Pani A.W. jest wdową, mieszka sama. Jej wnuczka mieszka daleko, sama poważnie chora. Pani A.W. na co dzień zdana jest więc na siebie i pomoc sąsiadów. Pytanie: jak nic nie widząc chodzić po mieście, posprzątać mieszkanie, sprawdzić, która godzina, ugotować obiad, przeczytać numer telefonu z kartki, zamknąć drzwi kluczem, sprawdzić cenę w sklepie?

Pani A.W. jest załamana, ale radzi sobie po swojemu: nastawia telewizor, żeby z programu zorientować się, która godzina; chodzi po ulicy zgięta, starając się wypatrzyć linię chodnika; parzy się, gotując; jako osoba schludna martwi się, że zaniedbała mieszkanie; uczy się numerów telefonu na pamięć; w sklepie i w przychodni prosi o przeczytanie napisów, czasami prowokując odpowiedź: „A co, nie widzi pani?”.

Luty-wrzesień – seria comiesięcznych zastrzyków w gałkę oczną u okulisty. Przygotowanie do zabiegu i sam zabieg trwają dosyć długo. Zastrzyki trochę poprawiają widzenie w oku.

Wrzesień – pani A.W. decyduje się pojechać do salonu optycznego w poszukiwaniu lupy. Pracująca tam osoba dobiera okulary lornetkowe i lupę. Dzięki tej kombinacji pani A.W. może odczytać bardzo duże litery. Dostaje też adres sklepu ze sprzętem dla osób słabowidzących.

Październik – pani A.W. dociera do sklepu, gdzie dowiaduje się, że mogłaby korzystać z białej laski, z pomocy rehabilitanta, posługiwać się na co dzień udźwiękowionym zegarkiem, płynomierzem itp.

W przypadku pani A.W. biała laska okazała się bardzo ważna, bo starsza pani przestała obciążać kręgosłup, pochylając się. Zyskała narzędzie, dzięki któremu poczuła się pewniej na dziurawych chodnikach…, a także widoczny dla otoczenia znak, że słabo widzi. Dzięki temu czasem pomoc przychodzi nieproszona. „Jestem tak podbudowana życzliwością ludzi…”

Zajęcia z rehabilitantką i psychologiem przyniosły jakiś przełom. „Skoro są panie niewidome, które pieką ciasta, smażą kotlety, robią wnukom wyprawki na drutach – to i ja mogę się tego nauczyć.

I jakoś to poszło.”

Wracając do rzeczy – dziewięć miesięcy widzenia resztkowego u samotnej pani emerytki, która regularnie co miesiąc chodzi do okulisty – bez wskazówki, gdzie i jak nauczyć się funkcjonować na nowo. Chciałabym od razu powiedzieć, że lekarz, do którego chodziła pani A.W., jest wybitnym specjalistą, zaangażowanym w leczenie swoich pacjentów. Nie chodzi o brak dobrej woli.

Trzeba samemu założyć ciemne okulary, żeby na własnej skórze doświadczyć, jak to jest. Otóż po paru krokach ma się ochotę te okulary cisnąć precz. Koleżanka zrobiła taki test w domu – w domu, bo ciało powinno znać te ruchy na pamięć – spróbowała zrobić herbatę – nie udało się.

Proponuję to każdemu, kto jest pewien, że umie to sobie wyobrazić. Niektórzy nie mogą przecież zdjąć tych okularów.

Lekarz okulista bywa często ostatnią osobą ze środowiska, z którą ma kontakt pacjent dotknięty uszkodzeniem lub utratą wzroku. Lekarz skupia się na leczeniu… i jego zadanie kończy się.

Zastanawiające jest, że dwa-trzy zdania wypowiedziane do pacjenta wychodzącego od lekarza mogą – jestem o tym przekonana – przesądzić o kolejnych latach życia człowieka. Lekarze zawsze będą cieszyć się autorytetem u pacjentów. Gdyby byli świadomi, że napomknienie o białej lasce, rehabilitacji, orientacji przestrzennej, sprzęcie udźwiękowionym może być jedynym źródłem informacji dla nowoociemniałego pacjenta – z pewnością traktowaliby taką informację jako swój zawodowy obowiązek. Z doświadczenia wiem, że wiedza o rehabilitacji ociemniałych u przeciętnego człowieka jest nikła. Poznałam ludzi, którzy dopiero po kilku latach życia po ciemku dowiadują się podstaw, od których zależy ich codzienne życie.

Wyobraźmy sobie, że wiedza o rehabilitacji niewidomych i słabowidzących przekazywana jest studentom medycyny i okulistyki w trakcie nauki, tak, aby przyszli okuliści mieli świadomość, jak wygląda czy mogłoby wyglądać życie ich nowoociemniałych pacjentów poza gabinetem lekarskim.

Komentarze

komentarze