Wywiad z Eleną Świątkowską – nową dyrektor Fundacji Szansa dla Niewidomych

– Od jak dawna pracujesz w Fundacji? Jak dowiedziałaś się o jej działalności?

– Z Fundacją jestem związana właściwie od początku istnienia tyflopunktu w Białymstoku, tj. od 2012 roku. Zainteresowało mnie ogłoszenie o poszukiwaniu wolontariuszy asystentów dla osób niewidomych. Umówiłam się na spotkanie, poznałam wspaniałych ludzi i tak to się zaczęło.

Z biegiem czasu coraz bardziej angażowałam się w działania Fundacji. Wciągnęło mnie organizowanie wydarzeń, konferencji i ogólnie dziedzina tyflorehabilitacji. Z wolontariusza zostałam stażystką, dostałam swoje pierwsze odpowiedzialne zadania administracyjne i wciągnęło mnie na dobre. Muszę przyznać, że praca i wdrażanie się we wszystko pod skrzydłami ówczesnej tyflospecjalistki, która tu pracowała, Edyty Gradowskiej, to było wspaniałe doświadczenie. Gdy okazało się, że Edyta wyjeżdża do Australii i będzie poszukiwany kolejny tyflospecjalista na etat, bez wahania zgłosiłam swoją kandydaturę. I tak zaczęła się moja przygoda z Fundacją w Białymstoku. Dzisiaj, z perspektywy tych pięciu lat, mogę powiedzieć, że mam to niesamowite szczęście, że robię to, co lubię.

– Jak toczyła się Twoja kariera w Fundacji?

– Jak już wspomniałam, na początku byłam wolontariuszem. Później, jako tyflospecjalista opiekowałam się białostockim tyflopunktem, z czasem zostałam jego kierownikiem. Z biegiem lat przejęłam opiekę nad regionem składającym się z kilku województw północno-wschodniej Polski. Dzisiaj wspieram Fundację merytorycznie na szczeblu całego kraju, prowadząc jednocześnie działania lokalne w Białymstoku. Chcę jednak podkreślić, że Fundację tworzy zespół wspaniałych i zaangażowanych ludzi i bez ich wsparcia nie byłoby mnie tutaj dzisiaj. Dlatego chciałabym serdecznie podziękować każdemu, kto na przestrzeni lat swoim przykładem wskazywał mi jak dążyć do bycia dobrym doradcą.

– Zawsze chciałaś pracować społecznie? Kim chciałaś zostać będąc dzieckiem?

– Jako dziecko nie wiedziałam kim chcę być, ale wiedziałam kim na pewno być nie chcę – no, na przykład pianistą. Nienawidziłam codziennych ćwiczeń na pianinie i muszę przyznać, że osiągnęłam swój cel z dzieciństwa.

Nie myślałam o pracy społecznej jako takiej, Fundacje i stowarzyszenia kojarzyły mi się bardziej wolontariacko, jako zrzeszenia ludzi robiących coś dobrego w wolnym czasie. Gdy odkryłam Fundację Szansa dla Niewidomych, bez wahania wysłałam swoje zgłoszenie na wolontariusza, po prostu chciałam pomagać. Innym, ale też sobie. Temat dysfunkcji wzroku był mi znany od dziecka, ponieważ sama jestem osobą słabowidzącą, być może głównie dlatego nie jest mi obojętny los drugiego człowieka, który boryka się z przeciwnościami losu natury zdrowotnej. Nigdy jednak nie myślałam, że będę się tym zajmować zawodowo, nie zdawałam sobie sprawy z możliwości jakie niesie za sobą praca w NGO. Gdy odkryłam Fundację, poczułam się na swoim miejscu.

– Czy uważasz, że osobom niewidomym i słabowidzącym jest trudno odnaleźć się na rynku pracy i w życiu społecznym?

– To złożona kwestia. To, jak osoba niewidoma odnajdzie się w pracy i w życiu społecznym, zależy przede wszystkim od tego, czy jej to umożliwimy. Na tym głównie opiera się idea działania naszej Fundacji – umożliwiać to, co niemożliwe. U nas niewidomi robią wszystko to, co jest stereotypowo zarezerwowane dla ludzi widzących. Nasi beneficjenci czytają książki, oglądają wypukłe obrazy, korzystają z komputera, ze smartfonów, samodzielnie poruszają się po mieście z nowoczesną nawigacją, podróżują, zwiedzają muzea, pracują i pomagają innym. Nie ma dla nich rzeczy nieosiągalnych, no, jeśli im tego nie utrudnia społeczeństwo lub władze. Nasza rola to zapewnienie im takiego wsparcia i nowoczesnych technologii, które umożliwią im życie pełne satysfakcji, na poziomie człowieka widzącego.

– Jak praca w Fundacji wpływa na Twoje życie?

– Dzięki tej pracy poznałam mnóstwo niesamowitych i interesujących ludzi. Mam tu na myśli zarówno wolontariuszy, pracowników jak i podopiecznych. Możliwość obcowania z tyloma doświadczonymi ludźmi, którzy na co dzień swoim zachowaniem i postawą naprawdę zmieniają nasz świat na lepszy, jest nie do przecenienia.

– Co zatem najbardziej Cię motywuje do samorozwoju?

– Lubię gdy ktoś mnie zaraża swoją pasją. Pasja to jest chyba słowo klucz.

– Kogo uważasz za wzór do naśladowania?

– Pamiętam, jak duże wrażenie wywarła na mnie biografia Hellen Keller, głuchoniewidomej od urodzenia, pisarki, niesamowicie wykształconej i inteligentnej kobiety. Dzisiaj, na co dzień spotykam ludzi, którzy są dla mnie wzorem do naśladowania, w wielu aspektach. Jeśli się uważnie patrzy, wszędzie można znaleźć inspirację.

– Co najbardziej lubisz w swojej pracy? A może jest coś, czego wyjątkowo nie lubisz?

– W pracy lubię różnorodność i atmosferę. U nas nigdy nie jest nudno.

Nie lubię momentów, kiedy ograniczają nas finanse. Wiadomo, że trzeci sektor działa non profit i nie zawsze wszystko to, co byśmy chcieli zrealizować, możemy zrobić w takim zakresie, jaki marzy się nam i naszym podopiecznym.

Dlatego szeroko uśmiechamy się do sponsorów i darczyńców.

– A kiedy chcesz oderwać się od pracy, jak spędzasz czas?

– Praca w Fundacji to styl życia. Zawsze jest tak, że trochę się o tej pracy myśli. No bo jak nie myśleć, kiedy np. jestem w jakimś miejscu na wakacjach i widzę nieoznakowane pomosty, brak brajlowskich tabliczek, nieudźwiękowione otoczenie. Od razu się kombinuje co by tu zrobić, żeby to poprawić.

– Jakie jest Twoje największe marzenie?

– Mieć mopsa. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że nie mogę odpowiedzieć inaczej ;).

A tak na poważnie, to wszyscy mamy dużo małych i większych marzeń, które chowamy tylko dla siebie. Ja życzę każdemu, żeby droga do spełnienia tych marzeń była niesamowitą przygodą.

– Jaka książka/film/wydarzenie wywarło ostatnio na Tobie największe wrażenie?

– Fajnie, że padło takie pytanie, bo akurat ostatnio widziałam niesamowity film pod tytułem „Mężczyzna imieniem Ove” Fredrika Backmana. Wspaniała, wielowymiarowa i niebanalna historia o ludziach. Polecam nie tylko miłośnikom kina skandynawskiego.

– Jakie 3 słowa nasuwają Ci się najpierw na myśl (3 pierwsze skojarzenia), kiedy słyszysz słowo „fundacja”?

– Moje skojarzenia nie są wolne od doświadczeń, to pewne, ale słysząc słowo „fundacja” mam w myślach trzy wyrazy:

zaangażowanie

pasja

niesamowici ludzie.

Komentarze

komentarze