Wspomnienie o Januszu Skowronie

W wyniku ciężkiej, nowotworowej choroby, pełnej zaskakujących medycznych niepowodzeń, być może nawet błędów, szpitalnego bałaganu i lekarskiej niemocy, zmarł Janusz Skowron.

Był wybitnym muzykiem jazzowym i intelektualistą, naszym przyjacielem i współpracownikiem Fundacji Szansa dla Niewidomych i firmy Altix sp. z o.o. Miał 61 lat. Biorąc pod uwagę plany i marzenia, które miał jeszcze tak niedawno oraz to, jak bardzo był dla innych ważny i potrzebny, odszedł stanowczo za wcześnie. Jeszcze w czerwcu zajmowały go coraz efektywniejsze ćwiczenia fizyczne. Pamiętam jak jeździł z żoną na tandemie, takim specjalnym, dwuosobowym rowerze z trzema kołami, z czego dwa z tyłu. Zdążył zakupić bieżnię, na której ćwiczył podobno 5 razy dziennie po 10 minut, co go wzmacniało i odchudzało. Cieszył się, że dzień po dniu jest coraz sprawniejszy. Ta fizyczna aktywność miała posłużyć do realizacji rozmaitych planów, odkładanych całymi latami –praca, próby, koncerty, ćwiczenia, codzienne obowiązki.

Był jednym spośród tych, którym nie było dane widzieć dwojgiem oczu, a jedynie okiem trzecim. Co prawda nie pozwala ono widzieć zwyczajnie, ale za to osobom wrażliwym i wykształconym ułatwia prawdziwsze i uczciwsze widzenie innych. Janusz grał i opowiadał o świecie, w którym żył, a był to świat odmienny od tego, w których żyją ludzie widzący. Jego muzyki słuchało się z zapartym tchem, bo grała tam Jego dusza, a nie jedynie dłonie i intelekt. Muzyka ta jest pełna empatii i obrazów, a one wszystkie są przedstawione za pomocą dźwięków i rytmów. Muzyka ta brzmi fascynująco. Wydaje się, że Janusz mówi do nas: „Słuchajcie i budujcie lepszy świat, także dla nas – niewidomych”. Tę ważną treść przekazywał bez zadęcia, skromnie, jakby między wierszami. Dowiadywali się o tym „cichym” i ukrytym między nutami przekazie znawcy jazzu oraz najbliżsi przyjaciele, z którymi rozmawiał bardziej otwarcie. Wśród nich byłem i ja.

Poznaliśmy się 51 lat temu, w szkole w Laskach. Był wtedy najlepszym uczniem w klasie, pewnie w całej szkole i już wtedy wspaniale grał na pianinie. Spędzaliśmy razem dzień po dniu, ponieważ byliśmy w laskowskim internacie. Był „pupilkiem” Pani Zofii Morawskiej, która doceniała Jego wyjątkowy talent. Do ośrodka trafił mając zaledwie 3 lata. Niestety, nie miał za wiele rodzinnego ciepła i szczęścia. Matka musiała pracować i nie mogła zostawiać małego Janusza samego w domu na „cały dzień”. Uznała, że jedynym oraz najlepszym rozwiązaniem jest oddanie Go do specjalnej szkoły. I faktycznie. W tamtych czasach szkoła dla niewidomych w Laskach była na niebywałym poziomie. Nie wszędzie uczniowie mogli liczyć na edukacyjne wsparcie wybitnych pedagogów. Warto wspomnieć, że matematyki uczył nas świetny, niewidomy nauczyciel Leon Lech, geografii –Władysław Gryglas (również niewidomy), rosyjskiego – P. Józefowicz, a muzyki Stefania Skibówna. Temu gronu niewidomych nauczycieli pomagali w naszej edukacji widzący: dyrektor Ewa Będych, biolog żona pana Gryglasa, matematyk Małgorzata Pawełczak (później Plachy), a przede wszystkim siostra Elżbieta Więckowska – wtedy nauczycielka fizyki.

Nasz rocznik miał też wyjątkowe szczęście do znakomitych wychowawców na czele z Panem Jackiem Kwapiszem, który nie tylko potrafił wczuć się w potrzeby tak wybitnych wychowanków jak Janusz, ale znacznie więcej – twórczo wpłynął na nasz rozwój. Dzięki niemu mieliśmy nieprzeciętny dostęp do muzyki, literatury, prasy, młodzieży z innych szkół. To wszystko sprzyjało nowoczesnej i integracyjnej rehabilitacji. Powyższe zaowocowało grupowym, lektorskim czytaniem ambitnych książek i artykułów, łamaniem internatowych regulaminów dla słuchania radiowych słuchowisk, które nadawała ówczesna Trójka i Jedynka, modą na uczenie się języków obcych, pisaniem własnych wierszy, rozwiązywaniem zadań z gwiazdką (matematyka i fizyka), częstym graniem w szachy i warcaby, nauką gry na różnych instrumentach, wzajemnymi wizytami młodzieży z Warszawy u nas oraz naszymi w ich szkołach. W siódmej klasie stworzyliśmy rockowy zespół po kierownictwem Janusza. Inicjatywę tę kontynuowaliśmy później, już w liceum.

Po ósmej klasie nieco się oddaliliśmy, gdy obaj poszliśmy do innych szkół – Janusz na Pradze, ja na Bielanach – obaj w Warszawie. Gdy tylko nadarzała się okazja, spotykaliśmy się. On muzyk, ja matematyk, a następnie informatyk, menadżer, obaj niewidomi. Mieliśmy sobie wiele do powiedzenia. Razem poznawaliśmy świat i uczyliśmy się osiągać w życiu coś wartościowego. Obu nam się udało – każdemu z nas w dużym stopniu dzięki temu drugiemu. Nie da się wyliczyć, co ja mam dzięki Januszowi, a co z kolei mnie udało się przekazać Jemu. W wyniku tej wspólnej drogi do sukcesu i satysfakcji z tego, co się ma, nasza przyjaźń stała się nierozerwalna. W trzeciej klasie licealnej reaktywowaliśmy nasze trio z Lasek. Janusz grał na organach i pianinie, Janusz Trojanowski na perkusji, a ja na gitarze. O ile gdzie indziej grałem mniej więcej jak Hendrix albo Clapton, w tym trio Janusz wymagał więcej – był to jazz – na szczęście dosyć prosty. W tamtym okresie doszło do prawdziwego koncertu naszego niewidomego tria. Zagraliśmy w studenckim klubie UW na Krakowskim Przedmieściu. Możecie sobie wyobrazić, co to dla mnie znaczyło – jako amator zagrałem koncert z wybitnym muzykiem jazzowym!

Janusz został znanym i cenionym muzykiem w bardzo młodym wieku, gdy ja ledwie zacząłem studia. Gdy je ukończyłem, On już był numerem 1 w plebiscycie Jazz Forum. Później razem osiągaliśmy kolejne stopnie zrehabilitowania – to nie tylko moje amatorskie, muzyczne fascynacje, które we mnie rozwijał, z kolei Jego zarażenie się ode mnie geografią i podróżami, ale także samodzielne radzenie sobie na mieście, wakacyjne i urlopowe wyjazdy, a także rozliczne fascynacje: literatura, polityka, religia, media…

Jako niewidomi, tak bardzo razem pokonywaliśmy rozmaite trudności, że coraz bardziej się do siebie upodabnialiśmy. Właśnie z tego powodu uważam, iż to, kim i jaki jestem, w dużym stopniu zawdzięczam Januszowi. Proszę sobie wyobrazić, że również nasze żony są do siebie bardzo podobne – w sensie charakteru i poglądów. Podobne są także nasze grona przyjaciół. Jak się okazało, wybieraliśmy ich na niemal tej samej zasadzie, stosując bardzo podobne kryteria.

W ostatnich latach zbliżyliśmy się do siebie również zawodowo i społecznie – pracowaliśmy w tej samej firmie i działaliśmy dla tej samej organizacji – Altix i Fundacja Szansa dla Niewidomych. Obaj pisaliśmy do Helpa – ja przede wszystkim „Helpowe refleksje”, a Janusz „Aktualności”. Obu nas fascynowała sensowna praca dla innych niewidomych, by na miarę osobistych zdolności każdemu udało się osiągnąć sukces.

To wielki zaszczyt być najpierw uczniem Janusza, a następnie Jego najbliższym przyjacielem. Tyle mi od siebie dał, że nie można tego opisać nawet w najpiękniejszej notce, jaką jestem w stanie stworzyć. Spróbowałem, ale czy mi się udało? Oceni to sam Mistrz – Janusz Skowron, wybitny niewidomy muzyk i intelektualista. Niech Dobry Bóg raczy mu dać wieczny odpoczynek w pokoju a nam, kiedyś, pozwoli być tam razem z Nim. Oby nam się to udało i obyśmy na to po prostu zasłużyli. Gdy tak się stanie, znowu będziemy razem muzykowali – On po mistrzowsku, ja – po amatorsku. Zagramy wtedy utwory jazzowe i rockowe, zawsze jednak o świecie, w którym są tylko dobrzy ludzie i wszechogarniająca przyjaźń.

Janusz Skowron, absolwent szkoły dla niewidomych w Laskach, wybitny pianista jazzowy, kompozytor i aranżer, ukończył Szkołę Muzyczną II stopnia im. Józefa Elsnera w Warszawie, w klasie organów. Jeszcze w trakcie nauki rozpoczął współpracę z zespołem perkusisty Kazimierza Jonkisza – wystąpił na festiwalu Jazz Jamboree’ 80 i uczestniczył w nagraniu pierwszego krążka zespołu. W 1981 roku rozpoczął współpracę z zespołem String Connection, założonym przez skrzypka Krzesimira Dębskiego. Grupa String Connection biła rekordy popularności, występowała wielokrotnie na festiwalach Jazz Jamboree i na wszystkich większych festiwalach jazzowych na świecie – we Francji, Niemczech, na Węgrzech, w Kanadzie. W 1985 roku Janusz Skowron rozpoczął współpracę z zespołem Free Electronic wybitnego trębacza Tomasza Stańki, z którym występował na festiwalach w Grecji, Niemczech, Francji, Szwajcarii i na rodzimym Jazz Jamboree. W 1990 rozpoczął współpracę z innym znanym muzykiem jazzowym, saksofonistą Zbigniewem Namysłowskim, z którym koncertował w Polsce i za granicą, m.in. w Izraelu, Niemczech, Czechach. W 1997 roku rozpoczął współpracę z zespołem Walk Away perkusisty Krzysztofa Zawadzkiego. Ponadto współpracował z gitarzystą basowym Krzysztofem Ścierańskim, skrzypkiem Maciejem Strzelczykiem, saksofonistą Zbigniewem Jaremko i nieżyjącym już kontrabasistą Zbigniewem Wegehauptem. Ma również w swoim dorobku występy i nagrania z wybitnymi amerykańskimi muzykami jazzowymi: Erickiem Marienthalem, Billem Evansem, Randy Beckerem, Deanem Brownem, Davidem Gilmorem i Kenny Wheelerem. Janusz Skowron współpracował również z gwiazdami polskiej muzyki pop: Marylą Rodowicz, Hanną Banaszak, Łucją Prus, Majką Jeżowską, Ewą Bem, Grażyną Łobaszewską, Anną Serafińską, Justyną Steczkowską i z rockowymi grupami: Lady Pank i Perfect. Przez kilka ostatnich lat występował w duecie z wokalistką Małgorzatą Markiewicz. Uczestniczył w nagraniu ponad 80 płyt.

Jest laureatem wielu nagród, m.in. nagrody Fundacji Kultury Polskiej im. Krzysztofa Komedy i Państwowej Nagrody Artystycznej Młodych im. Stanisława Wyspiańskiego. W 2009 i 2017 roku został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Niemal nieprzerwanie od 1982 był corocznym laureatem Jazz Top – ankiety czytelników pisma Jazz Forum w jednej z dwóch kategorii: syntezator i fortepian. Janusz Skowron ma w swoim dorobku wiele własnych kompozycji i aranżacji.

Komentarze

komentarze