Wolni czy ograniczeni?

Uwielbiam piosenkę Chłopców z Placu Broni pod tytułem Kocham wolność. Świetna muzyka, dobry tekst – „tak niewiele” słów, a jednak w zupełności wystarczająco2. To wspaniałe, że mimo upływu lat można jej wciąż posłuchać w tak wielu rozgłośniach radiowych. Dlaczego ta piosenka jest dla mnie szczególna? Odpowiedź będzie banalna – ponieważ też kocham wolność.

WOLNI

Pojęcie wolność w ostatnich latach, zwłaszcza zaś w roku bieżącym, tj. w kontekście tegorocznego święta 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, odmieniono już niemalże przez wszystkie przypadki. Niewątpliwie godne uznania jest, że przeżywanie okrągłej rocznicy odzyskania niepodległości nie sprowadza się w Polsce tylko i wyłącznie do organizacji uroczystości państwowych w tym jednym, szczególnym dniu 11 listopada 2018 r. Praktycznie od początku roku o polskiej wolności i niepodległości mówiono i mówi się nadal wiele, tj. tak bezpośrednio, w toku merytorycznych, historycznych debat z udziałem specjalistów i znawców tematu, warsztatów przeprowadzanych w szkołach dla dzieci i młodzieży itp., jak i pośrednio poprzez produkcję i transmisję historycznych filmów i seriali, organizację koncertów pieśni patriotycznych itd. Odwzorowany z rękopisu Józefa Piłsudskiego napis „niepodległa” w kolorze czerwonym stał się logotypem 100-letniej rocznicy odzyskania niepodległości, symbolem firmującym wszystkie wydarzenia wpisujące się w założenia obchodów naszego narodowego święta, a tych – jak sami jesteśmy świadkami – przygotowano naprawdę wiele. To wspaniałe, że wedle wszystkich wskazujących na to prognoz tak donośne wydarzenie zostanie przez Polaków w kraju i za granicą uczczone w dniu 11 listopada w patetyczny i podniosły sposób. Zewsząd docierają bowiem do nas sygnały o podejmowanych przez włodarzy miast i gmin szeregach inicjatyw, mających na celu uświetnienie przeżywania przez nas, Polaków, tego jakże radosnego święta. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że świętowanie nie zostanie zakłócone – w szczególności w stolicy naszego kraju – przez żadne środowiska, które już w latach ubiegłych pokazały, w jaki sposób „świętować” raczej nie należy.

Wolność narodu – upragniona, pożądana, bezcenna. Okupiona cierpieniem, wyrzeczeniem i trudem wielu bezimiennych przodków. Odzyskana, wywalczona, lecz – cytując wyłącznie ku przestrodze – nie dana raz na zawsze3. Tym bardziej należy ją pielęgnować, zachowywać w pamięci wydarzenia minione i doceniać wszystko to, czego udziałem jesteśmy dzisiaj. Pozostaje również mieć nadzieję, że każdy lub przynajmniej większość z nas w pełnej zgodzie z samym sobą mógłby ze wzruszeniem i prawdziwą radością zanucić dziś słowa jeszcze jednej, jakże pięknej pieśni, cyt. „ja to mam szczęście, że w tym momencie, żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą, ja to mam szczęście”4.

Cóż to jest… Wolność?

Wolność to jednak nie tylko niepodległość. Kiedy wypowiadam słowo wolność, na myśl przychodzi mi obraz znacznie szerszy aniżeli wyłącznie dosłowny – w tym jak i wyżej omówiony, patriotyczny – wymiar tego słowa. Myślę tu raczej o wolności rozumianej w sposób globalny i uniwersalny, tj. dotyczący każdego człowieka, jednostki, niezależnie od narodowości czy koloru skóry. Myślę o wolności niczym o jednym z zagadnień stanowiących odwieczne niejako pytania człowieka: o sens, byt, istnienie, wolność, śmierć itp. Bo przecież choć wydaje się, że o wolności powiedziano już wszystko, to parafrazując biblijne pytanie „Cóż to jest Prawda?” można by również zapytać Cóż to jest Wolność? Prawdziwa Wolność?

Nie wiem, czy potrafię nawet stworzyć taką definicję, dać precyzyjną odpowiedź. Są takie pytania, na które odpowiada się łatwiej poprzez omówienie zaprzeczenia, tj. udzielając odpowiedzi na pytanie, czym dane zjawisko raczej nie jest. I tak, można być przecież człowiekiem wolnym (w znaczeniu człowieka niezależnego, żyjącego w niepodległym, suwerennym kraju), będąc przy tym jednocześnie tak mocno zniewolonym i ograniczonym poprzez okoliczności życia, konwenanse, poprawność, narzucone odgórnie ramy itd. Nie jest to wolność prawdziwa, o jakiej myślę i do jakiej dążę. Jest w niej bowiem jakaś sprzeczność, której zresztą dzisiejszy świat jest pełen. To tak jak – porównując – można w dzisiejszym świecie, mając do dyspozycji wszelkie z możliwych najnowszych urządzeń nawigacyjnych, dosłownie „zgubić się” (w znaczeniu „zagubić się”) na krótkim, znanym sobie doskonale odcinku; w przenośni – zagubić się na jakimś odcinku własnego życia, mając do dyspozycji wszelkie udogodnienia i wygody, jakie oferuje nam dzisiaj świat.

Nie wszystko da się precyzyjnie zdefiniować. Zwłaszcza w odniesieniu do pojęć abstrakcyjnych, których całe bogactwo zawartych w nich treści uniemożliwia zamknięcie opisu w kilkunastu nawet zdaniach. Z wolnością też jest trudno. Tym bardziej, że jak sama zauważam po sobie, najprawdopodobniej w każdym człowieku istnieje jakaś niewymowna tęsknota za wolnością prawdziwą, niezdefiniowaną właśnie, tj. taką, którą choć chciałabym, to nie potrafię ująć w żadne sensowne słowa. Dla mnie, jako dla osoby wierzącej, jest to wewnętrzna tęsknota za wolnością, której udziałem staniemy się dopiero kiedyś, tj. w przyszłym życiu, zjednoczeni z Bogiem. Każdemu pozostawiam jednak jego własną interpretację, zgodną również z indywidualnymi przekonaniami.

OGRANICZENI

Choć spotykam się często z krytyką w obszarze mojego podejścia do nowinek technicznych, to przyznaję, że mam spory dystans do wszechobecnych elektronicznych gadżetów. Na wielu polach dają i dały nam one wprawdzie wspaniałe możliwości, jednakże w ostatecznym rozrachunku zauważam w nich więcej szkody niż pożytku. Ktoś powie – skąd wzięły się tutaj nagle technologiczne nowinki! Jaki związek mają z tematem wolności?

Mam nieraz wrażenie, że urządzenia i rozwiązania, które w dobrym pierwotnie założeniu miały się stać pomocne człowiekowi, w którymś momencie przejęły kontrolę nad nim samym. Młode pokolenie zachwycone jest wręcz możliwościami jakie dają niezliczone kolorowe, wciąż uświetniane dotykowe wyświetlacze. Aplikacje. Gry. Komunikatory. Media społecznościowe. Zdjęcia – selfie. Rozmowy sprowadzone do klikania. Przesyłane hurtem śmieszne – lub mniej – filmiki i memy. Internetowe „wyzwania” lub gry rodem z piekła, stanowiące realne zagrożenie życia i zdrowia dla nieświadomych ogromnego niebezpieczeństwa dzieci i młodzieży. Nie sposób wymienić wszystkich dziwactw jakże otwartego na nowości Internetu. O ironio, im więcej nowoczesnych, „wspaniałych”, otwartych i kuszących świeżością rozwiązań, jakie podsuwają nam internauci, producenci supersprzętów itd., tym bardziej czuję się ograniczona. Dosłownie i w przenośni.

Znamienny obraz dzisiejszego świata uwieczniono na szczególnej fotografii, która obiegła niedawno cały świat. Papieża Franciszka podczas wizyty w USA witały tłumy. Większość przybyłych przejeżdżającego tuż obok nich Papieża ujrzała jednak wyłącznie na… ekranie smartfona, tj. robiąc mu zdjęcie lub nagrywając filmik. Tylko jedna starsza kobieta wyraźnie wyróżnia się na zdjęciu – oparta o barierkę z uśmiechem i refleksją spogląda w stronę szczególnego gościa. Fotografia wiele mówi o kondycji współczesnego świata.

Zostawmy na chwilę techniczne cudeńka i w poszukiwaniu wolności bez granic pójdźmy dalej. Zaszczytnie promowane są dzisiaj hasła typu „bronimy każdej inności, idei, myśli etc.”! I choć w zupełności tego faktu nie neguję, ani też nikomu nie śmiem odbierać prawa do własnych poglądów, to zauważam, że pod sztandarem forsowanej zaszczytnym hasłem, fałszywie zawoalowanej jednak jakże często wolności, środowiska tak szumnie występujące w obronie takiej czy innej idei są w stanie jednocześnie zupełnie stłamsić i w okrutny sposób zdyskredytować każdą inną jednostkę, grupę, formację, która ośmieli się próbować wejść z nimi w konstruktywny dialog, czy też co gorsze wystąpić ze zdaniem odmiennym. I taka to często w praktyce możliwość dialogu, szukania porozumienia i głoszonej głośno tolerancji. A jeśli do czegoś tylko „wtrąci” się nie daj Boże kościół katolicki, to już tym bardziej szumnie i medialnie podniesione zostanie, że dokonano właśnie zamachu na szeroko rozumianą wolność człowieka – nie zastanawiając się nawet przy tym, że być może – o ironio – to właśnie w obronie ludzkiej wolności i godności swoje zdanie kościół wyraził.

Sporo pułapek i sprzeczności w tym współcześnie nieograniczonym świecie. Zachłyśnięci wolnością, nieograniczonością – czy to w Internecie, w rzeczywistym świecie, czy w jakiejkolwiek dziedzinie życia – w rzeczywistości budujemy sobie coś w rodzaju złotych klatek5, z których ciężko się wydostać na powietrze. A stamtąd do prawdziwej wolności już daleko.

Refleksyjnie

100-lecie odzyskania niepodległości niech stanie się okazją do refleksji nad istotą Wolności – w szerokim tego słowa znaczeniu. Moja muzyczna propozycja dla Państwa na ciche listopadowe wieczory – z racji wzniosłego tematu przewodniego – oprócz dwóch wymienionych już w treści artykułu piosenek obejmuje także „Nie pytaj o Polskę” Obywatela G.C.

Nie zapominajmy również w szczególności o bogatej liście patetycznych, wzruszających pieśni patriotycznych, które zawsze – nie tylko przy okazji świąt narodowych – są okazją do pogłębionej refleksji o tym co było, jest i będzie.

Komentarze

komentarze