W taksówce

Dzisiaj opowiem Państwu, jakie myśli znajdują miejsce w głowie starzejącego się taksówkarza. Bodajże trzy lata temu jechałem z nim do pracy, przez większość czasu rozmawiając przez telefon. Kiedy skończyłem, kierowca taksówki odwrócił się do mnie i spytał:

– Pan ma jakieś kłopoty ze wzrokiem?

Kiwnąłem głową twierdząco.

– To znaczy pan niedowidzi?

Sytuacja zaczynała mnie bawić. Spokojnie odpowiedziałem:

– Nic nie widzę, nawet światła.

– Zupełnie nic? To ma pan przerąbane!

– Gorzej było i chwalili – powiedziałem, zdecydowanie mniej rozbawiony.

– Nie rozumiem pana, różne są kalectwa, ale nie widzieć to jest chyba najgorsze.

– To zależy od człowieka, od tego czym się zajmuje i jak o sobie myśli.

– Co mi pan chce powiedzieć? – wyjąkał zakłopotany.

– Ja na przykład mam swoją pracę, rodzinę i mnóstwo dodatkowych zajęć. W sumie uważam siebie za wyjątkowego szczęściarza.

– Nie może pan być szczęśliwy, skoro nie ma pan tego najważniejszego!

– O czym pan teraz mówi? – zapytałem.

– No, przecież o widzeniu właśnie!

Kurs dobiegł końca. Wręczając kierowcy zapłatę, podjąłem pojednawczo:

– Naprawdę znam wielu szczęśliwych niewidomych.

Nagle usłyszałem coś podobnego do warknięcia.

– Niech mi pan tu bzdur nie opowiada!

Jestem człowiekiem zrównoważonym i nie jest łatwo mnie zdenerwować, a tu nagle poczułem, że robi mi się gorąco, a w skroniach zaczyna dudnić. Wysiadając z taksówki stwierdziłem lekko nerwowym tonem:

– Jestem niewidomy od czterdziestu pięciu lat i jakoś sobie radzę.

Od tego czasu ten człowiek nie może mi wyjść z głowy.

Najwyraźniej wiedział lepiej, co powinienem odczuwać.

Niestety, dla wielu, najważniejsze są te opinie, które sami wygłaszają, często nie zważając na to, że o danym zagadnieniu nie mają zielonego pojęcia.

Komentarze

komentarze