W poszukiwaniu mojego Bożego Narodzenia

Czarnoskóry kelner, posługujący się tak zwanym „czarnym” angielskim, prawie rapując postawił na drewnianym stole wodę z bąbelkami i michę ze słonymi orzeszkami. Siedziałem na krześle z wyprostowanymi nogami i rozcierałem kolana. Podróż samochodem zawsze mnie męczy. Za mało przestrzeni. Nie można wstać, pochodzić, porozciągać się. Zrobiłem wielki łyk i bąbelki zaczęły łechtać moje kubki smakowe.

Nawet w tej małej i pustej kawiarence egzystującej gdzieś w stanie Illinois wszystko wskazywało na to, że to już jest początek grudnia, że nastrój świąteczny przychodzi do każdego domu chrześcijańskiego świata, że wkrótce miliony rodzin usiądą przy obfitych w różnorodność potraw stołach. Leciała tradycyjna popularna bożenarodzeniowa muzyka, a kelner nie mając nic do roboty zatrzymał się i zaczął dyskutować na temat czynów Jezusa i w jakich okolicznościach on się urodził. Ten przyjacielski filozof i teolog przez 62 lata co rok bierze sobie do serca Boże Narodzenie i w taki sposób tworzy wielką wspólnotę ludzi na całym globie. Zamówiłem kawę po irlandzku, żeby się rozgrzać i jeszcze poteoretyzować z kelnerem. Ja dopiero odkrywałem dla siebie Boże Narodzenie. Ten kelner pospolitej kawiarni w zapomnianej przez Boga i ludzi miejscowości stanu Illinois odsłaniał dla mnie rąbek tajemnicy.

Urodziłem się w niezwykle ciekawym kraju. Kiedyś w tym kraju Boże Narodzenie było wielkim świętem, które wesoło i radośnie się obchodziło na każdej wsi i w każdym mieście. W 1917 roku zbrojny przewrót bolszewicki zmienił bieg historii i zakrwawione ciężkie buty socjalizmu radzieckiego potratowały tradycje prawosławne. Władza totalitarna dąży do przekształcenia człowieka, aby na skutek działalności władzy pojawiła się nowa jednostka ludzka o nadanych przez nią właściwościach. Ofiarami karczowania świadomości ludzkiej pod uprawę nowej ideologii padły miliony. Podczas II wojny światowej, która w Rosji nazywa się Wielką Wojną Ojczyźnianą, zbrodniarz i terrorysta Stalin skumał, że można wykorzystać religię i kościół, cerkiew prawosławną, jako narzędzie do zjednoczenia i do uzyskiwania poparcia. Po rozpadzie imperium radzieckiego okazało się, że tradycja już się zakorzeniła. Na łamach gazet rosyjskich często można zobaczyć na jednym zdjęciu twarze wodza państwa i zwierzchnika Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu. Podczas Bożego Narodzenia i Wielkanocy w telewizji są emitowane msze, pokazujące modlących się razem prezydenta, ministrów i głowę cerkwi.

Tradycja Bożego Narodzenia, zwłaszcza na wsi, pozostała, ale została upolityczniona i mocno zalkoholizowana. Szkoda.

Kiedy byłem dzieckiem, Boże Narodzenie było przeze mnie postrzegane jak jeszcze jeden dzień zabaw i pysznych dań, spotkań i słodyczy. W Rosji większy akcent kładzie się na huczne świętowanie Nowego Roku. Boże Narodzenie w Rosji obchodzone jest 7 stycznia, zgodnie z kalendarzem juliańskim, według którego żyje Rosyjski Kościół Prawosławny. Dlatego to święto jest jednym, i to nie kluczowym, elementem w całym łańcuchu świątecznym. Jest elementem drugorzędnym i najczęściej pozbawionym głębszego filozoficzno-religijnego sensu. Rosjanie mają wolne dni od pracy od 30 grudnia do 9 stycznia. Więc kiedy przychodzi Boże Narodzenie trudno już się połapać w tym, co się świętuje. Należy podkreślić, że są ludzie głęboko wierzący, dla których Nowy Rok jako święto nie ma znaczenia, a Boże Narodzenie jest wielką radością, nadzieją i źródłem energii życia duchowego. Nocą z szóstego na siódmego stycznia do cerkwi wpadają przedstawiciele pierwszej i drugiej grupy. Sam byłem świadkiem, jak zatraceni w świątecznym wichrze faceci częstowali się wódką i kanapkami w cerkwi. Kiedy spadła im flaszka, to oburzony naród prawosławny w końcu wyrzucił ich z Domu Boga.

Będąc nastolatkiem, z ciekawości zacząłem czytać o chrześcijaństwie, o znaczeniu obrządków i świąt, oczywiście. Posiadanie wiedzy w głowie nie zmieniło jednak za bardzo mojego stosunku do święta Bożego Narodzenia. To święto pozostało drugorzędnym, bo świętuje się po Sylwestrze.

Po raz pierwszy świętowałem Boże Narodzenie według kalendarza Gregoriańskiego w Stanach Zjednoczonych. Trudno się nauczyć języka obcego, kiedy nie masz bezpośredniego kontaktu z rodzimymi użytkownikami tego języka, kiedy nie żyjesz w kraju, w którym język ten jest powszechnie używany. Tak samo trudno zrozumieć i wziąć do serca święto, które w twoim kraju jest traktowane inaczej niż w innych.

24 grudnia wracaliśmy samochodem z Nowego Jorku do miasta East Lansing w stanie Michigan, w którym studiowałem i pracowałem na uniwersytecie Michigan State University, w ramach programu wymiany Fulbrighta. Pękła nam opona na autostradzie. Chciałem zabić i pokroić na plasterki kolegę, który prowadził auto, bo nie miał ani koła zapasowego, ani lewarka, ani klucza. Wybrał się w taką podróż całkowicie na wariata. Na szczęście święci Mikołaje z warsztatu samochodowego szybko przyjechali na reniferach i naprawili nasze autko. Jak dotarliśmy do akademika, już było za późno wyciągać naczynia w małej kuchni studenckiej i cokolwiek gotować. Odroczyliśmy świętowanie na następny dzień.

Zakupy były zrobione wcześniej. Przygotowaliśmy różne smakołyki i usiedliśmy przy skromnym studenckim stole. Zebranie stanowiło jaskrawy przykład pluralizmu etnicznego, kulturowego i religijnego. Przy naszym stole siedzieli przedstawiciele Indonezji, Pakistanu, Tadżykistanu, Indii, Meksyku, Stanów Zjednoczonych i Rosji. John, ten niezdyscyplinowany kierowca i jedyny Amerykanin wśród nas, wydobył z kieszeni komórkę i przeczytał fragment Ewangelii. Zanim rozpoczęliśmy ucztę, on również pomodlił się, wprowadzając wszystkich w trochę inny stan duchowy.

Po powrocie do Rosji kilka razy zapraszałem przyjaciół do mnie i świętowaliśmy Boże Narodzenie po amerykańsku. A w 2014 roku świętowałem Boże Narodzenie z moją żoną po polsku. W tym roku spędziliśmy dwa letnie miesiące w Krakowie i Wrocławiu, ponieważ byłem uczestnikiem intensywnych kursów języka polskiego dla cudzoziemców. Sporo godzin spędziłem czytając o tradycjach bożenarodzeniowych. Tak nas to zainspirowało, że przyrządziliśmy w Archangielsku dokładnie 12 różnych tradycyjnych dań wigilijnych. Śledź pod pierzynką, sałatka jarzynowa, barszcz z uszkami, kapusta kiszona, pierogi z kapustą i grzybami, pierogi ruskie. Już nie przypomnę całej listy. Zaproszeni na obiad byli bardzo zadowoleni.

W 2015 roku przeprowadziliśmy się do Polski w celu osiedlenia się na stałe. Mój pradziadek był Polakiem. Mam udokumentowane polskie pochodzenie. Natomiast nie mam dokumentów potwierdzających, że pradziadek świętował Boże Narodzenie. Jednak, na pewno się nie pomylę, jak stwierdzę, że świętował. Obchodził Boże Narodzenie, dopóki władza radziecka nie wyrzuciła go z kraju ojczystego i nie zesłała do zabójczych łagrów pod Archangielskiem.

Teraz świętuję Boże Narodzenie według kalendarza gregoriańskiego, czyli ze wszystkimi moimi polskimi rodakami. Biorę udział w spotkaniach świątecznych, gram na skrzypcach, albo śpiewam kolędy. Bardzo porusza mnie tradycja dzielenia się opłatkiem. To ma głębokie symboliczne znaczenie i łączy ludzi duchowo. Tak, chrzcili mnie w Rosji zgodnie z prawosławnymi zasadami. Ale ja jestem po prostu chrześcijaninem. Jestem człowiekiem, dla którego Boże Narodzenie jest powodem, aby zastanowić się nad własnymi czynami, celami życiowymi i pomysłami na przyszłość. To jest świetna okazja, żeby obdarować uwagą, troską i radością bliskie osoby.

Trzeba być uodpornionym na chwyty marketingowe, które doprowadziły do komercjalizacji wszystkiego. Bądźcie niezależni w swym myśleniu i zachowaniach świątecznych. Często osoba potrzebuje tylko rozmowy i uwagi. Setki prezentów, które Amerykanie żartobliwie nazywają zbieraczami kurzu, są tylko powłoką. Warto sięgać po głębsze doznania, symbole i znaczenia.

Z całego serca życzę wszystkim Czytelnikom wesołych, spokojnych, radosnych i uzmysłowionych świąt.

Komentarze

komentarze