Ukraińskie kłopoty

Pomimo, że nie jestem niewidoma, potrafię sobie wyobrazić, jak ciężko musi być takim osobom w życiu codziennym. Kiedy ich spotykam, czy to w autobusie, czy na ulicy, zastanawiam się, jak to jest możliwe, że nie błądzą, zazwyczaj nie robią sobie krzywdy. W Polsce, a szczególności w Warszawie, coraz częściej widzimy udogodnienia stworzone z myślą właśnie dla takich ludzi. Przykładów można wymieniać wiele – sygnalizacja świetlna emitująca dźwięki, niskopodłogowe autobusy, komunikaty głosowe w środkach transportu, czy też specjalne podłoża na stacjach metra i chodnikach, informujące o niebezpieczeństwie. Niemniej jednak wszystko to stanowi jedynie kroplę w morzu potrzeb osób niewidomych, aby przestrzeń publiczna stała się dla nich dostępna. Pomimo wszystkich niedoskonałości polskiego systemu, chciałabym dla kontrastu przybliżyć sytuację osób niewidomych w innym państwie, znajdującym się w znacznie gorszym położeniu. I nie chodzi o jakiś kraj trzeciego świata, ale o bezpośredniego polskiego sąsiada – Ukrainę, z której pochodzę.

Znana jest obecna sytuacja ekonomiczna i polityczna Ukrainy. Moja ojczyzna znajduje się w głębokim kryzysie, wywołanym zeszłorocznymi protestami społecznymi i działaniami Rosji. Zwykłym obywatelom jest ciężko powiązać koniec z końcem – nastąpił znaczący wzrost cen towarów oraz spadek wartości pieniądza, bezrobocie poszybowało w górę, a w niektórych regionach państwo nie jest w stanie skutecznie pilnować porządku. Następuje znaczący wzrost przestępczości oraz anarchizacji państwa. Państwo niebędące w stanie wykonywać swoich podstawowych zobowiązań m.in. w sferze socjalnej czy edukacyjnej, musi dodatkowo zwiększać wydatki ponoszone na obronność, w związku z sytuacją na wschodzie Ukrainy. Ukraińcy, przytłoczeni koniecznością wyżywienia siebie i rodziny, masowo emigrują za granicę, głównie do Polski, Kanady i Chin. Daje to bardzo negatywny efekt w i tak tragicznej sytuacji demograficznej mojego kraju.

Biorąc pod uwagę fakt, że na Ukrainie całemu społeczeństwu jest ciężko normalnie funkcjonować, to tym bardziej należałoby zastanowić się, jak ciężka musi być ta nowa sytuacja dla osób niepełnosprawnych, w tym niewidomych. Należy pamiętać, że lwia część problemów, z którymi borykają się osoby niepełnosprawne na Ukrainie, istniała jeszcze przed nastaniem kryzysu. Problemy te mają swój początek u samego źródła, gdyż społeczeństwo nie jest dostatecznie poinformowane co robić w sytuacji, w której w rodzinie rodzi się osoba niewidoma – do jakiej instytucji lub urzędu należałoby się zwrócić, aby otrzymać pomoc. Co więcej, takich instytucji jest na Ukrainie zdecydowanie za mało, a te już istniejące nie są w stanie wydolnie funkcjonować z uwagi na bardzo okrojony budżet pomocowy. Osobom, którym udaje się przebrnąć przez skomplikowany biurokratyczny system i zakwalifikować się do pomocy socjalnej, mogą liczyć na rentę w wysokości maksymalnie 400 hrywien, co przy obecnym kursie wynosi około 70 zł miesięcznie.

Ewidentne braki istnieją również w ukraińskim systemie edukacji. W szkołach praktycznie nie ma profesjonalnej i indywidualnej pomocy dla niewidzących dzieci. Formalnie istnieje osiem szkół z internatem stworzonych dla osób niewidomych, w których pobiera naukę około ośmiuset dzieci. Jednak są one rażąco niedofinansowane, a osoby tam pracujące zarabiają najniższą krajową pensję, przez co praktycznie nikt nie chce tam pracować. Przecież każdy z nich bierze pod uwagę większy wysiłek wymagany przy pracy z taką młodzieżą. Ponadto, na Ukrainie istnieje tylko jedna państwowa uczelnia przygotowująca specjalistów do pracy z osobami niewidomymi. Jeszcze większym problemem pozostaje brak specjalistycznego sprzętu i dostępu do nowych technologii. Dzieci niewidome nie mają podczas zajęć styczności z komputerami i innymi urządzeniami, tak bardzo rozpowszechnionymi w Polsce, które ułatwiają codzienne czynności i naukę. Zazwyczaj uczniowie korzystają z przestarzałego, nierzadko postradzieckiego sprzętu.

W większości państw rozwiniętych już dawno zostały dostrzeżone pozytywne skutki, jakie przynosi integracyjny model edukacyjny osób niepełnosprawnych. Niestety, na Ukrainie nie został on zaimplementowany. Osoby niepełnosprawne nauczane są zazwyczaj w osobnych placówkach, co często nie pozwala na skuteczne przygotowanie ich do funkcjonowania w społeczeństwie. Tak samo ono – społeczeństwo ukraińskie – nie jest przygotowane do przyjęcia do siebie tych osób. Mało kto wie jak należy odnosić się do osób niewidomych. Często takie osoby spotykają się z dyskryminacją i agresją, a w najlepszym przypadku mogą liczyć jedynie na obojętność czy litość.

Problem ten dotyczy również uczelni wyższych, które w zdecydowanej większości nie są przystosowane, by osoby niepełnosprawne brały udział w zajęciach. Na Uniwersytecie Warszawskim, na którym studiuję, widziałam, że osoby potrzebujące mogą liczyć na bezpłatny dowóz uniwersyteckimi busami, zaś na każde piętro budynku można dostać się za pomocą windy. Na Ukrainie próżno szukać takich udogodnień. Prowadzone zajęcia są przystosowane wyłącznie dla osób widzących, tak więc postęp w nauce osób niewidomych zależy w głównej mierze od wyrozumiałości prowadzącego oraz pomocy innych studentów.

Osobom niewidomym, które były i są wystarczająco zdeterminowane, i tak jest trudno znaleźć jakąkolwiek pracę. W Polsce pomimo istnienia szeregu udogodnień, bodźców i dopłat dla przedsiębiorców zatrudniających osoby niepełnosprawne, i tak istnieje problem zatrudnienia na otwartym rynku pracy. Na Ukrainie nie ma jakiejkolwiek zachęty dla pracodawców, aby zatrudniali osoby niewidome. Traktują takich kandydatów do pracy jako potencjalnie nieefektywnych pracowników, wobec których musiałaby być stosowana specjalna taryfa ulgowa. Trzeba by było poświęcać im więcej uwagi i środków. Należałoby dostosować do ich potrzeb miejsce pracy i to na własny koszt. W skrócie, taki pracownik stanowiłby dla pracodawcy jedynie ciężar, bez jakichkolwiek rekompensat. Towarzyszy temu brak przeciwwskazań dla zatrudniania na tym miejscu pełnosprawnego pracownika. W obecnym kryzysie na Ukrainie, rynek jest jeszcze trudniejszy. Miejsc pracy jest mniej, przez co osób chętnych do pracy nie brakuje. Niewidomi nie mają więc szans się doczekać rehabilitacji i pracy.

O ile edukacja i praca stanowią dla osób niewidomych na Ukrainie bardzo duże wyzwanie, to i tak największą barierą pozostaną codzienne, przyziemne czynności. Weźmy na przykład transport. Podstawowym środkiem transportu publicznego są tzw. marszrutki – małe busy, kursujące na określonych trasach. Na próżno doszukiwać się wśród nich jakichkolwiek udogodnień stworzonych dla osób niepełnosprawnych. Nie funkcjonują one według jakiegokolwiek rozkładu jazdy, tak więc nie sposób przewidzieć godziny przyjazdu określonego busa. Zatrzymują się jedynie na żądanie. Samotny niewidomy oczekujący na przystanku skazany jest na pytanie nieznajomych o każdą przejeżdżającą marszrutkę, czy jest odpowiednia dla niego i w razie potrzeby prosić o jej zatrzymanie. Nie istnieją bilety okresowe. Za każdą przejażdżkę należy zapłacić u kierowcy określoną kwotę, przy czym nie ma mowy o jakiejkolwiek płatności bezgotówkowej. Większość stacji metra w Kijowie jest pozbawiona wind. Brak podstawowych oznaczeń na chodnikach czy też sygnalizacji dźwiękowych, tak bardzo ułatwiających życie osobom niewidomym. Na Ukrainie kierowcy nie grzeszą kulturą i nie zważają na osoby niewidome. Nie szanują i innych przechodniów – na przykład parkują busy czy samochody na chodnikach w taki sposób, że blokują przejście. To okropne dla wszystkich, a cóż dopiero dla niewidomych!

Pomimo, że została przyjęta ustawa mówiąca o tym, że produkty lecznicze powinny być oznaczone w sposób umożliwiający ich odczytanie przez osoby niewidzące, w praktyce wciąż brak tych rozwiązań. I znowu niewidomi są skazani na pomoc osób trzecich. Tak bardzo rozpowszechnione w Europie urządzenia stworzone specjalnie z myślą o niewidomych, jak: specjalistyczne brajlowskie notatniki i drukarki, mówiące komputery czy zegarki są na Ukrainie w zasadzie niedostępne. Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele. Po pierwsze są produkowane głównie za granicą, przez co ich sprowadzenie do kraju wiąże się z ponoszeniem wysokich kosztów ceł importowych. Po drugie, w związku ze spadkiem wartości hrywny, koszt takich urządzeń, wcześniej bardzo wysoki, teraz jest niebotyczny. Po trzecie, istnieje bardzo niewiele podmiotów odpowiedzialnych za ściąganie takowych urządzeń do kraju, przez co nie działają na zasadzie czystej konkurencji. Osoby niewidome i ich bliscy nie mają alternatywnego źródła zaopatrzenia. Importowane urządzenia są więc zazwyczaj najgorszej jakości. Ostatnią barierą, niemniej ważną, jest to, że osoby niewidome na Ukrainie są często nieświadome istnienia tych różnych rozwiązań, które mogłyby tak bardzo ułatwić im życie.

Z powyższych powodów osoby niewidome znajdują się na marginesie ukraińskiego społeczeństwa. W obliczu ostatnich wydarzeń, ich sytuacja zmienia się ze złej na po prostu tragiczną. Nie mając możliwości podjęcia pracy, są uzależnieni od pomocy państwa i rodziny, przy czym należy pamiętać, że renty mają jedynie charakter symboliczny, a dla samych rodzin utrzymanie osób niewidomych może być zbyt dużym problemem.

Polska jest bardzo zaangażowana w kwestii pomocy dla Ukrainy. Na co dzień odczuwam, że rozwój wydarzeń na Ukrainie interesuje wszystkich moich znajomych, z którymi tutaj się spotykam. Nawet wtedy jednak, w ogromie potrzeb narodu ukraińskiego, nie jest możliwa tak duża pomoc, która poprawi sytuację większej liczby osób w moim kraju. Należy pomagać wszystkim, ale najbardziej tym, którzy niemal wcale nie dają o sobie znać. W imieniu właśnie takich, chciałabym bardzo serdecznie podziękować Fundacji Szansa dla Niewidomych za wszelką okazaną pomoc niewidomym na Ukrainie.

Komentarze

komentarze