Sztuka cyrkowa: czy tylko dla wybranych?

Iga Jagodzińska: Mam przyjemność rozmawiać z Panem Łukaszem Pieczykolanem z Fundacji Pro-Spin. Zasadnicze pytanie brzmi: co się kryje pod tą nazwą?

Łukasz Pieczykolan: To nie jest pytanie, na które istnieje łatwa odpowiedź. Po pierwsze: nazwa Pro-Spin sugeruje, że coś jest dla czegoś, czyli jako organizacja pozarządowa coś od siebie dajemy. Po drugie, spin jest pojęciem z dziedziny marketingu i zarządzania, kiedy staramy się „nakręcać” jakąś przedsiębiorczość czy działanie. Po trzecie, pro spin to termin techniczny z zakreu manipulacji obiektami, który nazywa się kręceniem poi i oznacza po prostu technikę ruchu.

Panie Łukaszu, spotykamy się w sprawie niecodziennej, jaką z pewnością jest sztuka cyrkowa. Kojarzy się ona z wyjątkowymi umiejętnościami czy predyspozycjami wykonawców. Czy rzeczywiście tak to wygląda?

Mówiąc krótko – nie do końca, dlatego, że nie jest to coś przeznaczonego dla ludzi wyjątkowych, specjalnych, dla tych, którzy mają nieprawdopodobny refleks. Nie jest to sztuka dla superbohaterów. Jest to sztuka dla osób, które mają w sobie tyle pasji i samozaparcia, żeby zająć się czymś, co może czasami wyglądać dziwnie czy śmiesznie i doprowadzić to do granic swoich możliwości fizycznych i technicznych. Mamy mnóstwo różnych rekwizytów cyrkowych, których używamy i większość z nich jest banalnie prosta. Ideałem jest piłka żonglerska, która jest po prostu okrągłym obiektem, z którym można robić praktycznie wszystko.

Jak odbywa się nauka podstawowych umiejętności cyrkowych?

Można ją zacząć na kilka różnych sposobów. Współcześnie jest o wiele łatwiej, bo mamy internet, youtube i tutoriale, które możemy obejrzeć i samemu zacząć. Jeśli więc ktoś nie próbuje samodzielnie akrobatyki powietrznej, to trudno zrobić sobie krzywdę. Natomiast jeśli chodzi o niebezpieczne rzeczy ze sztuki cyrkowej, jak na przykład bycie fakirem, sugerowabym znaleźć mentora, przekonać go do siebie tak, żeby chciał się podzielić swoją wiedzą, albo zwyczajnie pójść do szkoły cyrkowej. W Polsce jest jedna szkoła cyrkowa, znajduje się w Julinku pod Warszawą i wydaje mi się, że każda osoba, która skończyła liceum może do niej aplikować tak jak na studia, ale jest to studium trzyletnie.

Czy w takich szkołach i podczas pracy z mentorem istnieją i są wpajane zasady, na których opiera się kuglarstwo?

Odróżniłbym kuglarstwo od cyrku. Ja siebie uważam bardziej za kuglarza niż za cyrkowca, wiem natomiast, że wielu cyrkowców uważa porównanie siebie do kuglarza za lekką formę obrazy. Kuglarstwo kojarzy się bardziej z półamatorską sztuką uliczną, która czasem jest dobra, czasem zła, a absolwenci szkół cyrkowych są z reguły dyplomowanymi profesjonalistami, więc jestem w stanie to zrozumieć. Jest nieporównywalna różnica pomiędzy kuglarzami w typie samouków, którzy wyrażają siebie, a ludźmi, którzy mają ze sobą cały bagaż systemu wiedzy, który został im wpojony przez nauczycieli. Jeżeli chodzi o samo kuglarstwo, to nie sądzę, żeby były jakieś ogólne zasady. Na pewno jest BHP, które trzeba respektować, ale to w każdej dziedzinie życia. Bardzo wielu kuglarzy jest tancerzami z ogniem, więc zagrożenie jest dość oczywiste.

Pewnie domyśla się Pan, dlaczego padło takie pytanie, ponieważ niemożliwe wydaje się, żeby osoby niewidome również mogły za pomocą pewnego urządzenia, o którym mam nadzieję, że zaraz Pan opowie, nauczyć się na przykład żonglerki. Jak nazywa się ten sprzęt i jak on działa?

Z każdą osobą trzeba podejść do tej sprawy indywidualnie. Kiedy dochodzi do pracy z osobami z niepełnosprawnościami, to w moich oczach nie różnią się one wcale od osób, które nie mają żadnej niepełnosprawności. Nie są one inaczej traktowane niż osoba, która dopiero zaczyna, dlatego że i w jednym, i drugim przypadku należy zrobić pierwszą i bardzo ważną rzecz – zbadać, gdzie tak naprawdę zaczyna się początkowy pułap możliwości tej osoby. Wiadomo, że jeśli ktoś nie widzi, to będzie miał ograniczenia w postaci koordynacji wzrokowo-ruchowej, bo zwyczajnie nie ma wzroku.

I tę trudność napotyka w każdym aspekcie swojego życia.

Dokładnie. Możemy praktycznie zapomnieć o rozpoczęciu uczenia jej żonglerki od podrzucania przedmiotów. To jest dla niej zbyt wysoki próg wejścia. Natomiast można to ułatwić, dlatego że te same efekty można osiągnąć tocząc przedmioty i tu wchodzimy w urządzenie, które nazywa się juggle board, czyli po polsku deska do żonglowania. Wygląda ona jak kaloryfer, po którym toczy się piłki tam i z powrotem. Można to robić w parach i w pojedynkę. Toczy się piłkę pod górkę, a ona po chwili stacza się z powrotem. Takich piłek mamy pięć. Wytaczając je w górę i wyłapując, kiedy spadają, uczymy się w zasadzie tego samego, co osoba, która podrzuca piłki. Ktoś, kto nie widzi ma o tyle trudniej, że musi przewidzieć i pamiętać, w jakiej kolejności piłki zostały wyrzucone, ale z drugiej strony ma łatwiej, niż osoba, która widzi i uczy się łapać piłki, patrząc. Obie te techniki są moim zdaniem atrakcyjne scenicznie, przy czym klasyczna żonglerka, czyli rzucanie przedmiotami to dziedzina, która ma przynajmniej 3-4 tysiące lat. Natomiast juggle board został wymyślony może 5 lat temu i cały czas się rozwija. Tak naprawdę nikt nie ma pojęcia, jak będą wyglądały pokazy z użyciem tego rekwizytu, ale jestem pewien, że będą w pewnym momencie wykonywane przez osoby niewidome.

Czy to oznacza, że dla Pana praca z osobami o różnych niepełnosprawnościach jest w jakiś sposób inspirująca?

Tak, ponieważ sam z różnych względów jestem osobą niepełnosprawną, więc czuję sytuację osób, które mają problemy w normalnym życiu. Wiem, jaką mi sprawia radość robienie rzeczy tego typu. Jeżeli mogę komuś pokazać, że brak czegoś nie jest dla niego ograniczeniem w czymś, co dla niego (teoretycznie) nie powinno być nigdy dostępne, to jest dla mnie inspirujące. Widzę, że ludzie wchodzą w kontakt z czymś zupełnie nowym, same zaczynają rosnąć w oczach.

Czy istnieją ćwiczenia kuglarskie, które w jakiś sposób mogą rozwinąć inne strefy życia osoby niepełnosprawnej czy niewidomej? Czy jest przełożenie tego, co artystyczne, na codzienne życie?

Trochę wchodzimy w naukę, nie wiem, czy zostały kiedyś przeprowadzone systematyczne badania na temat wpływu aktywności cyrkowych na osoby niepełnosprawne. Jednak nauka żonglerki wpływa pozytywnie na możliwość uczenia się między innymi języków obcych i matematyki, i to jest spory wpływ. Oczywiste jest, że taka osoba się nie nudzi, ma lepsze samopoczucie, jest mniej podatna na depresję, rusza się, poprawia postawę – lepiej pracuje kręgosłup. Myślę, że samo działanie terapeutyczne, zarówno dla psychiki człowieka, jak i dla jego ciała, jest wystarczającym powodem, żeby się tym bawić. A wszystkie dodatkowe korzyści, jak poszerzenie możliwości umysłowych, podzielności uwagi, też są bonusami, które się przydają, ale moim zdaniem są znacznie mniej ważne niż to, że ma się po prostu frajdę i zaczyna czuć radość oraz sens w życiu.

Komentarze

komentarze