Święty Mikołaj pojawił się w mieście

Przez kilka ostatnich lat trudno oprzeć się wrażeniu, że świat wokół nas nieco przyspieszył. Codziennie wstajemy rano, za czymś biegniemy, coś załatwiamy, spieszymy się. To chyba dlatego rzeczywistość postanowiła się dostosować do tempa naszego życia. Skądś przyszła do nas ta moda i w taki oto sposób Święta Bożego Narodzenia zaczynają się jakoś chwilę po Wszystkich Świętych. Już w pierwszych dniach listopada na ulicach daje się zauważyć świąteczne dekoracje, nieśmiało zaczynają pojawiać się Mikołaje rozdający promocyjne ulotki centrów handlowych i zachęcać do skorzystania z promocji tu czy tam. Na prezenty wszak jeszcze trochę za wcześnie, jednak pokazać się nie zaszkodzi, chociaż śniegu póki co jak na lekarstwo. Oznaką zbliżających się świąt jest również, a może przede wszystkim dobiegająca zewsząd świąteczna muzyka, która kiedyś wprowadzała „magię” tego czasu, dziś jednak atakuje przechodniów na każdym kroku. Pojawił się chyba pewien rodzaj współzawodnictwa wśród stacji radiowych, która z nich jako pierwsza zagra Last Christmas w wykonaniu zespołu Wham albo, o zgrozo, w jakimś innym wykonaniu. To właśnie takie zabiegi sprowadziły tę ogólnie całkiem fajną piosenkę do rangi tandety czy jak mawiają niektórzy „obciachu”.

Wróćmy jednak do czasu, kiedy świąteczne piosenki nie raziły, kiedy sprawiały, że bardziej czekało się na prezenty, wierzyło w świętego Mikołaja wchodzącego do domu przez komin czy jeżdżącego saniami przez śnieżne zaspy. Do czasu kiedy byliśmy dziećmi i jedynym, co wiązało się z okresem Bożego Narodzenia, była bezgraniczna radość. To chyba stąd motywem pojawiającym się w tej muzyce stają się śpiewające dzieci, nawet jeśli są gdzieś w tle, zawsze dodają tej specyficznej magii i nastroju. Czas, kiedy na prawdziwych instrumentach grali prawdziwi muzycy, a do tego mieli jeszcze coś do powiedzenia, został gdzieś w coraz bardziej odległej przeszłości. Mamy jednak płyty, dzięki którym choć na chwilę możemy ten czas zatrzymać.

Sprawdzonym motywem i chyba świetnym pomysłem na ten czas było wywołanie u słuchacza poczucia bezpieczeństwa, przypomnienie domowego ciepła i radości spotkań z najbliższymi. Bo przecież w ciągu roku ciągle gdzieś biegniemy i dlatego święta są takie wyjątkowe. Do klimatu dopasowali się wszyscy. Legendy muzyki, jak choćby John Lennon zachęcają, by zakończyć wojny, spory, podać sobie ręce i usiąść przy jednym stole. Chris Rea dzieli się radością podróży do domu na święta, Frank Sinatra cieszy się, że wkoło pada śnieg i Mikołaj zjawia się w mieście, a Elvis Presley zastanawia się nad tym, jakby to było, gdyby każdy dzień wyglądał jak święta. Sorry Elvis, uważam, że nie byłoby fajnie, bo nie byłoby na co czekać. A to przecież czekanie jest najfajniejsze.

Tworzenie i nagrywanie świątecznych piosenek ma też pomagać potrzebującym, pełnić rolę dobroczynną, zbierać pieniądze i spełniać marzenia. Tak właśnie z inicjatywy Boba Geldofa powstał hymn „Do They Know It’S Christmas”, do nagrania którego zaprosił on wszystkich najważniejszych w tamtym czasie artystów. W jego pierwszej wersji nie był on nawet typową piosenką. Bob wymyślił to tak, że na tle popowego podkładu muzycy ze szczytów list przebojów po prostu przedstawiali się i składali słuchaczowi świąteczne życzenia. Dochód ze sprzedaży płyty z utworem przerósł oczekiwania wszystkich i został przeznaczony na pomoc głodującym w Etiopii. Podobnego zadania rok później podjął się Michael Jackson komponując We are the World. Do współpracy zaprosił po raz kolejny największych muzyków ze Stanów Zjednoczonych, tworząc jednorazowy projekt o nazwie USA for Africa. Przesłanie widoczne na pierwszy rzut oka i ucha, a sam utwór naprawdę genialny. I znowu sukces porównywalny z ubiegłorocznym Band Aid Boba Geldofa, jeśli nie większy. Nikt potem nie podjął się podobnej inicjatywy. Może po prostu zmieniły się czasy.

Na koniec zostawiamy smutne święta. Blue Christmas pojawia się w wielu piosenkach, może po to, byśmy bardziej o siebie dbali? Najsmutniejszą świąteczną piosenkę nagrali moim zdaniem giganci amerykańskiego rocka: Paul Simon i Art Garfunkel. Do pewnego czasu absolutnie nierozłączni, zagrali (7 O’Clock News) Silent Night, w której do melodii Cichej Nocy – najsłynniejszej kolędy wszechczasów – w tle słychać wygłaszane chłodnym głosem opanowanego radiowego spikera wiadomości. Żadna z nich nie jest wesoła ani dobra.

Może niedobrze jest kończyć w tym tonie. Jednak wszystkim naszym Czytelnikom życzę radości, spokoju, fantastycznych spotkań i cudownych, wymarzonych prezentów. Może znajdzie się wśród nich płyta z tamtą muzyką? Zachęcam, żeby po nią sięgnąć. Wesołych Świąt.

Komentarze

komentarze