Skoro widzę, to czy mogę widzieć więcej? Refleksje ze szkolenia na temat dostępności stron internetowych

W ostatnim czasie miałem okazję przeprowadzić kilka szkoleń na temat dostępności treści na stronach internetowych. Spotkałem się na tych szkoleniach z wieloma ciekawymi ludźmi. Ich wiedza na temat dostępności była bardzo zróżnicowana. I choć byli na tych szkoleniach także ludzie o dużej wiedzy w tym zakresie, którzy wiele rozumieją i potrafią zapewnić niemal pełną dostępność na swoich stronach, to odnoszę wrażenie, że powszechna wiedza o innych niż wizualnych sposobach funkcjonowania w życiu, jest niewielka. Generalnie można postawić tezę, że mało ludzi rozumie ten problem, jeszcze mniej z nich widzi potrzebę wdrażania dostępności i nadal są tacy, którzy nie wiedzą nic o sposobach funkcjonowania osób niewidomych, głuchych, niesprawnych manualnie itp. Ta ostatnia kwestia jest najbardziej zadziwiająca, bo przecież każdy spotyka się z osobami starszymi, mniej sprawnymi. Mimo to nadal nic nie wiemy o nich samych i ich sposobach samodzielnego radzenia sobie w życiu. Społeczeństwo już rozumie potrzebę budowania podjazdów dla osób poruszających się na wózkach, ale nadal nie widzi nic złego w stawianiu słupów na środku chodników, wieszaniu na nich znaków drogowych i to na najbardziej „złośliwej” wysokości głowy człowieka, co dokucza niewidomym w stopniu nieskrępowanym, czy parkowaniu samochodów na chodnikach, utrudniając przejście wszystkim, ale zwłaszcza osobom, które wymagają więcej miejsca i to z bardzo naturalnych powodów, bądź ściszaniu zapowiedzi przystanków w pojazdach komunikacji miejskiej, co ułatwia wielu ludziom nie dojechać tam, gdzie zamierzali. Mimo tylu akcji wyjaśniających, nadal nie wiemy, że niewidomi wykorzystują komputery do pozyskiwania informacji. Nie wiemy, że dla osób niewidomych mówiący i ubrajlowiony komputer stał się najważniejszym urządzeniem rehabilitacyjnym. Nie wyobrażamy sobie też, że można pracować z komputerem nie widząc. A jednak jest to możliwe. Co więcej, z uwagi na wspólny dla wszystkich użytkowników cyfrowy zapis informacji, jest to najdoskonalszy sposób komunikowania się między ludźmi. Każdy z nas może odczytać cyfrową informację w dostępny dla siebie sposób, pod jednym wszakże warunkiem, że informacja cyfrowa będzie utworzona zgodnie ze standardami i wytycznymi dostępności opisanymi w dokumencie WCAG (ang. Web Content Accessibility Guidelines).

Choć ogólna konstatacja wybrzmiewa w moim artykule ponuro, jednak są inne przykłady, które spróbuję tutaj przytoczyć. Jest bowiem wiele ciekawych pomysłów na temat dostępności rozważanej w jej szerokim ujęciu. Takimi pomysłami i wartościowymi spostrzeżeniami podzielili się ze mną uczestnicy szkoleń.

Gdy poprosiłem o przytoczenie przykładów zapamiętanych przez nich z ich własnych stron, które odnosiłyby się do omawianego zagadnienia, jeden z uczestników opowiedział o swoich spostrzeżeniach na temat oznaczeń węzłów autostradowych w Polsce i za granicą. Przykład nie odnosił się bezpośrednio do budowania stron internetowych, również strony, którą on tworzył i wykorzystywał, ale do sposobu odczytywania informacji za pomocą czytników ekranów. Jest on dobrą analogią do tzw. list udawanych. Listy udawane to takie, które nie zostały opisane jako listy w kodzie strony. Są to listy, w których jedynie wypisuje się elementy w kolejnych liniach, wstawiając przed nimi grafikę symulującą znak punktora. Oczywiście wizualnie elementy te wyglądają jak lista, ale gdy spróbujemy odczytać ją bezwzrokowo, tj. przy pomocy czytników ekranu, to jest to tylko ciąg elementów. Podobnie udawanymi listami są listy, w których każdy element jest listą jednoelementową. Ktoś, kto wstawia treści na stronę, nie zdaje sobie sprawy, że tworzy nie jedną listę zbudowaną z wielu elementów, lecz wiele jednoelementowych list. Dzieje się tak, ponieważ autor takiej strony opiera się jedynie na wizualnej postaci wstawianych treści. Obok każdego z elementów widzimy punktor, ale nie zdajemy sobie sprawy, że nie jest tak, jak być powinno. Opowiedziany przykład odnosił się do węzłów autostrad, które też są ciągiem kolejno następujących po sobie elementów. W Polsce do nazywania węzłów wykorzystywane są nazwy miejscowości, przy których się one znajdują. Kierowca, jadąc, na każdym z nich musi uważać, by nie przeoczyć informacji z tą nazwą. W Niemczech węzły są oznaczane numerami. Kierowca widząc numer wcześniejszego węzła, może jechać bez stresu dalej, i może przewidzieć, kiedy będzie musiał przygotować się do zjazdu z autostrady. Łatwiej też identyfikować numery niż nazwy, zwłaszcza kierowcom zamieszkałym w innych częściach kraju lub obcokrajowcom. Przykład tego prostego rozwiązania nazewnictwa jest bardzo przekonujący, gdyż każdy może wczuć się w taką sytuację i docenić jego wartość.

Na stronie nawet udawaną listę użytkownik widzi w całości. Może nawet nie zdawać sobie sprawy, że to, co widzi, nie jest listą. Może policzyć jej elementy i spokojnie się z nimi zapoznać. Na autostradzie kierowcy poznają informacje sekwencyjnie, muszą najpierw dojechać do jakiegoś punktu, aby odczytać umieszczone przy nim nazwy i opisy. Osoby niewidome odczytują informacje w podobny, sekwencyjny sposób. Nie widzą całej listy, lecz czytają słowo po słowie, element po elemencie. Jeśli czytnik ekranu nie rozpoznaje listy, to nie informuje użytkownika, że wymieniane elementy tworzą listę i nie informuje też ile w tej liście jest elementów, ani który z nich aktualnie czytamy. Jeśli na stronie nie ma właściwie oznakowanych i uporządkowanych treści, to łatwo można przeoczyć jakąś ważną informację i jej nigdy nie odnaleźć.

Podobnie ciekawą analogią jest kolejny przykład z autostrad. Tablica z informacją za ile kilometrów znajduje się najbliższa stacja benzynowa, może przekazywać informację uboższą lub bogatszą. Zazwyczaj spotykamy tablice z tą uboższą informacją. Nie mówi nic poza odległością do najbliższej stacji benzynowej. Jeśli jednak dodamy do tej tablicy informację o odległości do następnej stacji po najbliższej i informację o firmie, do której dana stacja należy, to kierowca dostaje dużo więcej istotnych dla niego danych. Może lepiej zaplanować godziny postoju i odpoczynku, może też zdecydować, czy zatankuje na najbliższej stacji, czy uda mu się dojechać do stacji, na której zawsze tankuje i ma ulgi stałego klienta. Jeśli popatrzymy na opisy obrazów na stronach internetowych, to jeśli autorzy stron w ogóle dodają do nich opisy alternatywne, to najczęściej są to opisy bardzo ubogie. A przecież wystarczy je trochę rozszerzyć, by przekazać dokładniejszą informację. Opis alternatywny fotografii zawierający słowa „zdjęcie Prezydenta RP”

jest zdecydowanie zbyt ubogi w stosunku do opisu „zdjęcie Prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego, podpisującego ustawę emerytalną”. Pierwszy opis informuje wyłącznie, że fotografia przedstawia jednego z prezydentów RP. Rozszerzony informuje, o którego prezydenta chodzi i w jakiej sytuacji zdjęcie zostało wykonane, przy jakiej czynności.

Opisy alternatywne to rzeczywiście duży problem. O ile łatwo przychodzi zrozumienie potrzeby zamieszczania opisu alternatywnego z jakąkolwiek zawartością, to potrzeba dodania dokładnego opisu obrazów czy dodania do nagrania audio z przemówienia pełnej jego treści w postaci tekstowej, jest już trudniejsza do przyjęcia.

Innym problemem, sprawiającym bardzo duży kłopot osobom niewidomym, jest brak poprawnie oznakowanych nagłówków. Są one tworzone tylko pozornie, w sposób wizualny. Osoba widząca łatwo je odnajduje i odczytuje, lecz dla programów technologii wspomagających, takich jak czytniki ekranów, są one tylko akapitami, podobnymi do wszystkich innych. Nie można więc przeskoczyć do nich bezpośrednio, pomijając wiele nieistotnych treści. Osoba niewidoma musi czytać wszystko, linię po linii, by ich nie przeoczyć.

Wielu użytkowników zwróciło uwagę na problem braku przekazywania wiedzy o dostępności, ba – na brak przekazywania wiedzy o poprawnym tworzeniu dokumentów w edukacji szkolnej. Ludzie po wielu latach różnych zajęć edukacyjnych związanych z komputerami i informatyką, jeśli sami nie nauczyli się tworzenia dokumentów o poprawnej konstrukcji technicznej i logicznej, to w niewielu przypadkach mogli się o tym dowiedzieć w szkole. Czasami wystarczy przekazać kilka podstawowych zasad, by chętnie z nich korzystali, zwłaszcza, że dzięki tym zasadom znacznie ułatwiają sobie pracę.

Wśród tych zasad można wymienić między innymi: formatowanie dokumentów wyłącznie za pomocą stylów, oddzielanie warstwy danych od warstwy prezentacji, no i to co najważniejsze – zachowywanie zgodności ze standardami. Przestrzegając tych zasad ułatwiamy pracę, bo nasze dane, chociaż są przeważnie tekstem, otrzymują dodatkowe znaczenie. To, co ma być listą jest listą, a to, co ma być nagłówkiem jest nagłówkiem. Akapit, który jest definicją, jest oznaczany jako definicja. Akapit zawierający adres jest oznaczany jako adres. Dane tabularyczne zapisane są jako dane tabeli i są dodatkowo powiązane z nagłówkami kolumn i wierszy. Nawet informacje graficzne zapisujemy jako pełne informacje, które można przeszukać. Wystarczy tylko każdą elementarną informację oznaczyć i w przypadku informacji nietekstowych dodać do nich alternatywę w postaci tekstu. Tekst jest tu najważniejszy. Bo każdy użytkownik może przetworzyć go do wygodnej dla siebie postaci i może się z nim zapoznać. Osoba niewidoma może przetworzyć tekst na postać brajlowską lub mowę syntetyczną. Osoba niedowidząca może powiększyć tekst i zmienić jego kolor. Osoba niesłysząca może przeczytać tekst jak każdy inny użytkownik. Natomiast informacje graficzne, filmy video i nagrania audio, które nie zostaną wyposażone w alternatywny ich opis nie tylko nie będą mogły być odczytane przez niektóre z tych osób, ale też nie będą mogły być rozpoznane przez programy, wyszukiwarki.

Nasze nawyki i przyzwyczajenia w dużej mierze wpływają na tworzone przez nas strony internetowe. Oglądając strony jedynie wizualnie, zapominamy nie tylko o zapewnieniu dostępności, ale nawet o logicznym formatowaniu. Zapominamy, że strony internetowe są przetwarzane przez różne programy, które je przeszukują i pomagają internautom odnaleźć potrzebne im informacje. Zapominamy o programach, które umożliwiają odczytanie stron użytkownikom o różnych sposobach percepcji. To wszystko składa się na to, że nasze dokumenty są trochę byle jakie. Płacimy za różnego rodzaju sposoby pozycjonowania stron, ale nie tworzymy na stronie mechanizmów umożliwiających odnajdywanie informacji. Postępujemy zbyt tolerancyjnie wobec popełnianych na naszych stronach błędów i przez zwykłe zaniedbania potrafimy wykluczyć wiele osób z możliwości pozyskania informacji.

Wszystko to dzieje się tylko dlatego, że nie doceniamy tego, co jest niewidoczne. Sytuacja, w której zaniedbujemy zasady dostępności, przypomina budowanie pięknego pałacu na piasku. Z wierzchu pięknie, ale lepiej do niego nie wchodzić. Warto więc poznać zasady dostępności, poświęcić trochę więcej pracy i budować poprawne strony. Może wówczas uda nam się zobaczyć coś więcej niż tylko to, co widzimy? Przecież nasze strony to nie tylko zwykłe dokumenty, ale przede wszystkim kolejne rekordy olbrzymiej bazy danych.

Komentarze

komentarze