Rozważania

Pytają mnie przyjaciele, znajomi, a nader często pacjenci w moim gabinecie, co jest łatwiejsze do zniesienia: nie widzieć od urodzenia, czy zaniewidzieć później, kiedy ma się już utrwalony wizualny obraz świata. Niewidomy od urodzenia nie posiada żadnego doświadczenia wzrokowego. Ten, który utracił wzrok później (ociemniały), ma pewien zasób informacji na temat wyglądu świata, jego barw, cieni i innych mniej lub bardziej istotnych szczegółów. Ta pamięć staje się bardzo ważna w sytuacji utraty wzroku, kiedy widząca żona osoby ociemniałej informuje go: „Jestem ubrana w czerwoną krótką sukienkę i czarne rajstopy, a na nogach mam czarne buty na wysokim obcasie.” Nasz bohater widzi to dokładnie, pamiętając z przeszłości różne wzrokowe doznania, przy pomocy wyostrzonej wyobraźni. Daleki jestem od stwierdzenia, że niewidomi od urodzenia nie używają wyobraźni, ale raczej trudno byłoby mnie przekonać, że ktoś, kto nigdy nie widział, trafnie pojmuje co to barwa, linia horyzontu, czy słoneczny refleks w toni jeziora.

Wyobraźnia to jedno. Drugą stroną medalu jest problem straty. Dla niewidomego nie miał nigdy innych warunków. Od kiedy pamięta, zawsze nie widział. Ociemniały pamięta wszystko, co zdołał zarejestrować w ciągu pięciu, dziesięciu, czy więcej lat. Można w tym miejscu zaryzykować hipotetyczne rozważanie. Niewidomy mógłby powiedzieć: nigdy nic nie widziałem, ale niczego konkretnego nie straciłem. Ociemniały odpowiedziałby: straciłem wiele, ale przynajmniej wiem, jak wygląda świat. Przebywając w towarzystwie niewidomych i słabowidzących wielokrotnie byłem świadkiem podobnych dyskusji i wiem, że rzadko kończą się konstruktywnie. Najczęściej każdy uważa, że najlepsze jest położenie, w którym on się znajduje, chociaż nie jest z tego zadowolony. Coś musi w tym być, bo jako kilkuletni chłopiec trochę widziałem, teraz nie mam poczucia światła. Trudno. Jednak najistotniejsza dla mnie jest możliwość wyczarowania wierszy naszpikowanych kolorami. Zresztą skąd mógłbym wiedzieć, czy ktoś, kto urodził się niewidomy, nie ma innych lepszych kontrargumentów?

Komentarze

komentarze