Praca jako filozofia życia

Pracowaliśmy we dwójkę. Potrząsałem plastikowym prostokątnym sitem do przesiewania ziemi tak, aby przefiltrowana ziemia leciała do wiadra, a kamienie, patyczki, liście i inne zbędne rzeczy pozostawały na sicie. Często musiałem rozbijać stwardniałe bryłki ziemi małym metalowym prętem, który pełnił funkcje brony, kilofa albo glebogryzarki. Mój kuzyn, jak koparka łopatą, oddzielał urobek od gruntu i przenosił go na sito. Kiedy wiadro się napełniało, przesypywałem skarb do wielkiego wora. Każdy łakomy wór połykał 4-5 wiader i ważył 40 kilogramów. Jak załatwialiśmy jeden wór, ładowałem go na grzbiet i tarabaniłem się do garażu, z którego potem nasz pracodawca wywoził tę ziemię, pakował do mniejszych worków i szczęśliwie nie tanio sprzedawał. Tak władczy kapitalista uzyskuje i powiększa zysk, a obezwładniona klasa robotnicza jest eksploatowana i wyzyskiwana – czarny obraz rzeczywistości wg teorii Marksa. Po takie zabiegi umysłowe wtedy nie sięgałem i bardzo się cieszyłem, że znaleźliśmy pracę dorywczą, że jestem w stanie harować jak wół i mogę zarabiać. Miałem 16 lat, chodziłem do szkoły i uczęszczałem na zajęcia w szkole muzycznej II stopnia.

Na rozwój dziecka wpływa wiele czynników. Wśród psychologów, socjologów i nawet politologów toczą się zacięte spory o to, co ma przeważające znaczenie – środowisko, uwarunkowanie genetyczne, psychiczne, somatyczne. Trudno stwierdzić, co przy podejmowaniu decyzji życiowych i zarządzaniu własnym życiem ma większy ciężar determinujący – struktura (otoczenie, okoliczności, różne konteksty) bądź podmiotowość (własne wewnętrzne dążenie do czegoś, świadomość swych celów i gotowość do działania na rzecz ich osiągnięcia). Miałem szczęście wychowywać się w bardzo pracowitej rodzinie. Moi rodzice urodzili się na wsi, samodzielnie przeprowadzili się do miasta, ukończyli studia wyższe, trudzili się w różnych zakładach, spółkach prywatnych, na stanowiskach w instytucjach samorządu terytorialnego. Będąc dzieckiem to wszystko nieświadomie pochłaniałem, jak gąbka absorbuje wodę, a mózg te wrażenia przetwarzał, analizował i wyciągał wnioski.

Moi rodzice nie mają wykształcenia w zakresie tyflopedagogiki i psychologii. Po szoku, którego doznają rodzice, kiedy ich w pełni zdrowe dziecko nagle traci wzrok, jak opadły emocje, a ból został trochę wyciszony, postanowili, że muszą przyłożyć wszystkich starań, aby ich syn mógł w przyszłości usamodzielnić się i zarabiać na życie. Nie znali się na różnych teoriach, w których praca jest traktowana jak forma rehabilitacji albo jak sposób uspołecznienia niewidomego, włączenia go w społeczeństwo. Przy wychowaniu niewidomego dziecka kierowali się pragmatyzmem i praktycznym punktem widzenia na sprawy życiowe. W wieku wczesnoszkolnym w miarę moich ówczesnych możliwości intelektualnych pojmowałem, że jak wszyscy ludzie będę musiał pracować, ale gdzie i jak – tego jeszcze nie wiedziałem.

Przed laty można było przez całe życie pracować w jednym zakładzie i w tym samym zawodzie. Trudno oceniać, czy to dobrze czy źle, ale cechą dzisiejszych czasów niewątpliwie jest dynamiczność. To, co kiedyś wydawało się na zawsze utrwalone i solidnie zamontowane, zmienia się, przekształca i nabywa innych właściwości. W czasach dzisiejszych nie wystarcza mieć tylko jednego zawodu w rękach. Człowiek, który kiedyś nabył umiejętność wykonywania konkretnych zadań, po upływie jakiegoś czasu może zacząć odczuwać, że te umiejętności już nie są potrzebne na rynku pracy, albo należy je udoskonalić. Koncepcja uczenia się przez całe życie pewnym krokiem weszła w naszą codzienność i pod jej dyktando musimy się ciągle kształcić, poznawać nowe rzeczy i analizować to, co już mamy jako nasze doświadczenie życiowe. Aby nie zostać bezradnie na brzegu burzliwej rzeki życia społecznego i ekonomicznego, osoba z niepełnosprawnością wzrokową powinna przyjąć tę koncepcję do świadomości i inwestować zarówno zasoby czasowe, jak i finansowe we własny rozwój zawodowy i osobisty.

W wieku wczesnej adolescencji, chyba jak każdy dorastający człowiek miałem do czynienia z mnóstwem konfliktów wewnętrznych. Moja niepełnosprawność była bogatym źródłem dodatkowych, potwornie skomplikowanych pytań i niszczących psychikę zmartwień. Gubiłem się w poszukiwaniu mojej tożsamości. Ciężko było wyznaczać cele. Koła auta mojej egzystencji utykały w trującym i śmierdzącym błocie ponurej rzeczywistości, którą sobie wykreował mózg zdesperowanego nastolatka. Zdecydowanie nie chciałem chodzić do szkoły muzycznej, rozwaliłem skrzypce, waliłem pięściami w bezwinne pianino. Rodzicom w takiej sytuacji jednak udało się przekonać mnie do kontynuacji zajęć. I za to jestem im wdzięczny. To jest mój pierwszy zawód. To są moje umiejętności i w razie potrzeby zawsze będę mógł je wykorzystać komercyjnie, albo w celu zaspokojenia potrzeb o innym charakterze. Pracowałem jako nauczyciel, grałem w restauracjach, nagraliśmy płytę z kolegami. Po przeprowadzce do Polski biorę udział w różnych koncertach. Muzykowanie i improwizowanie są dla mnie sposobem wyciszenia emocji, ich przekazywania, sposobem rozumienia siebie i świata.

Decyzję o studiach wyższych podjąłem świadomie. Wybór kierunku studiów, a to oznacza przyszłego zawodu, jest zadaniem żmudnym. Osoba niewidoma ma do wyboru sporo kierunków, na których sobie poradzi. Jednak trzeba się zastanowić, czy w przyszłości nabyte umiejętności będą gwarancją znalezienia pracy. Studia wyższe to wielki wysiłek fizyczny i intelektualny. Jak inwestujemy w takie przedsięwzięcie naszą energię życiową, środki finansowe i czas (wielka wartość dla każdego śmiertelnika), to należy inwestować w rzeczy pożyteczne. Wybrałem języki obce, ponieważ mam do nich wielką pasję. Również doszedłem do wniosku, że znajomość języków obcych zawsze się przyda. Po ukończeniu studiów w zakresie filologii języka angielskiego i niemieckiego pracowałem jako tłumacz (pisemny i ustny) i nauczyciel. Udzielam korepetycji i piszę teksty na zamówienie. Zaletą znajomości języków obcych jest to, że jest możliwość poznawania innych kultur, krajów, ludzi i można to robić bezpośrednio, czyli bez tłumaczeń.

Dla osoby niewidomej znalezienie pracy zawsze jest wyzwaniem. Nie stanowię wyjątku. Oto moja lista najważniejszych rzeczy, która może pomóc polującemu na rynku pracy.

Im więcej umiejętności, tym lepiej.

Różnorodność umiejętności pozwala pracować w różnych zawodach i na różnych stanowiskach.

Umiejętności komunikacyjne i samoreprezentacji.

Gotowość do dostosowania się do nowych warunków jest nader ważna. Na początku zakres obowiązków i zadania do wykonania mogą przerażać. Może się wydawać, że praca nie pasuje do umiejętności i ambicji. Trzeba rozważnie wszystko w głowie poukładać. Każda praca się opłaca.

Gotowość do podjęcia pracy niezarobkowej. Trzeba zacząć działać. Na początku może bezinteresownie. Jak będzie już wykreowany wizerunek odpowiedzialnego, pracowitego fachowca, magnes ten przyciągnie pieniądze.

Gotowość do pracy, która jest mniej atrakcyjna i nie za bardzo rozwojowa. Czasem trzeba zdjąć koronę z głowy i zabrać się do roboty. Lepiej mieć mniej pieniędzy, ale już zarabiać, niż czekać na wymarzoną pracę nie mając żadnych źródeł dochodu.

Higiena pracy. Aby być efektywnym w pracy, trzeba planować swoje działania. Wydajność zależy od planowania. Im lepiej działania są zaplanowane, tym większa efektywność. Wypoczynek też gra ważną rolę. Empirycznie trzeba ustalić ilość godzin snu, która gwarantuje sukces w pracy, dopasować do potrzeb własnego organizmu jadłospis i znaleźć sposoby na odprężenie i stres. Moje propozycje to ćwiczenia na siłowni, pływanie, bieganie, spacery, spokojna rozmowa, słuchanie muzyki, gotowanie, czytanie.

Na zakończenie chciałbym powiedzieć, że praca to niezbędny element naszego życia. To źródło dochodu, satysfakcji, sposób na uczestnictwo w życiu społecznym, gospodarczym i politycznym. Jak pisała w opracowaniu „Historia polskich niewidomych w zarysie” doktor Ewa Grodecka, kiedyś uczono niewidomych szczotkarstwa, koszykarstwa, torebkarstwa, dziergania, koronkarstwa, muzyki, strojenia fortepianów. Dzisiejsze czasy, jak dowcipnie zauważa niewidoma amerykańska badaczka niepełnosprawności Georgina Kleege, są dobre dla tych, którzy zamierzają stracić wzrok, ponieważ są inne rozwiązania techniczne i instytucjonalne. Do naszego użytku są organizacje pozarządowe i instytucje państwowe oferujące pomoc oraz nowoczesne dostępne informacyjno-komunikacyjne technologie. Nowe warunki powodują, że mamy pluralizm przy wyborze zawodu i na rynku pracy. Ale, trzeba podkreślić, te wszystkie nowe, sprzyjające rozwojowi warunki, mogą zejść na psy, jeżeli sama osoba niewidoma będzie bierna, ciągle oczekująca na pomoc i narzekająca na ciężkie życie.

Komentarze

komentarze