Po prostu Groszek

Bohaterem naszego spotkania jest Henryk Groszkowski, wielki pasjonat sportu i to nie jako kibic, lecz czynnie ten sport uprawiający, od czasów początku naszej znajomości. W Laskach nazywaliśmy go Groszkiem i tak właściwie do dnia dzisiejszego pozostało.

Do Lasek przyszedł w 1962 roku do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Mama przywiozła go ze wsi Pękowo w powiecie pułtuskim. Od początku naszej znajomości uczył się technikami brajlowskimi, chociaż miał resztki widzenia w jednym oku. Na drugie nie widział nic. Tak jak dla wielu z nas, przyjazd do Lasek z małych miejscowości to był niemal skok cywilizacyjny. Na początku, jak to każdy „nowy”, powinien wkupić się, wstępując do grona wcześniej przybyłych do zakładu wychowanków. I tu miał miejsce wspominany do dnia dzisiejszego przez samego bohatera naszego spotkania i przez nas epizod. Na pytanie czy ma coś dobrego z domu, odpowiedział, że ma ciastka – herbatniki. Powiedział, że zostawił je w tym miejscu, gdzie pada taki deszczyk. Wszyscy, którzy w tamtych czasach przybywali po wakacjach do internatu, musieli poddać się obowiązkowej kąpieli w dużej łazience, gdzie były prysznice. Już nie pamiętam, czy ta słodka zguba się odnalazła.

Od małego był bardzo żywym chłopakiem, ciągle biegającym, podskakującym i wszystkim zainteresowanym.

W dzieciństwie Groszka w pewnym momencie zachodziło podejrzenie o wadę serca. Pamiętam, że po przebiegnięciu dystansu od domków do tarasu przy domu św. Teresy (dystans ok. 60 m), jego głowa wyglądała tak, jakby ktoś wylał na nią niemal wiadro wody. Na szczęście podejrzenia okazały się bezpodstawne, a Groszek był zawsze fizycznie bardzo aktywny. Dobrze wpisał się w naszą klasę i grupę internatową. Miał jeszcze jedną cechę, której mu zazdrościłem, umiał szybko pozyskać sympatię starszych chłopaków, co zaowocowało tym, że już od mniej więcej 5 klasy zabierali go na boisko, gdzie grał z nimi w piłkę nożną.

Od końca szkoły podstawowej występował w reprezentacji Zakładu w Laskach na międzyośrodkowych mistrzostwach Polski. Uprawiał lekkoatletykę, głównie biegi na dystansach sprinterskich, ale i średnich. Oprócz tego dobrze grał w szachy. Zdobywał tytuły mistrzowskie zarówno indywidualnie, jak i w drużynie. Gdy byliśmy już w szkole zawodowej, zdarzył się przykry wypadek. Podczas gry w „nogę”, Groszek został uderzony piłką w niewidzące oko. Powstał stan zapalny, oko trzeba było usunąć i zastąpić gałkę oczną sztucznym zamiennikiem. Niedługo po tym wypadku wracając z międzyszkolnej spartakiady z Bydgoszczy, w Toruniu, podczas postoju pociągu na dworcu, Groszek wyszedł na korytarz i chciał powyglądać przez uchylone okno na peron, gdy konduktor wypowiedział swoje: „Wsiadać proszę”. Groszek szybko ruszył w stronę wyjścia z wagonu i zawołał do konduktora: ”Niech pan zaczeka, muszę wyjść poszukać, bo mi oko wypadło”.

Po zakończeniu szkoły zawodowej w Laskach, Groszek podjął naukę w krakowskiej szkole dla niewidomych masażystów. Po jej ukończeniu pracę zawodową na stanowisku masażysty podjął w zakładzie przyrodoleczniczym w Krakowie Swoszowicach. Przez cały czas pozostawał czynnym sportowcem, startując w barwach krakowskiego Startu.

W 1976 r. Henryk przeprowadził się na stałe do Warszawy, gdzie podjął pracę na stanowisku masażysty i równocześnie podjął naukę w Korespondencyjnym Liceum Ogólnokształcącym dla pracujących. Po przeprowadzce do Warszawy przez pewien okres pozostawał zawodnikiem krakowskiego Startu. Narzucił sobie dużą dyscyplinę treningową.

Pewnego dnia postanowiliśmy wybrać się z wizytą do naszych znajomych mieszkających na warszawskim Wawrzyszewie. Groszek postanowił, że zrobimy sobie zawody, on w ramach treningu pobiegnie, a ja z żoną pojadę komunikacją miejską. Okazało się, że Groszek był pierwszy. Roześmiany opowiadał nam, że gdy biegł nad Wisłą, zaczepił go milicjant z pytaniem co robi. Gdy odpowiedział mu, że trenuje, pan władza zapytał, w którym klubie. Groszek machinalnie odpowiedział, że w „Start” Kraków, na co milicjant zadziwiony zapytał: „To znaczy, że z Krakowa pan biegnie?”

Dzięki zdolności do łatwego adaptowania się do nowych sytuacji życiowych, Groszek dobrze został przyjęty przez warszawskie środowisko niewidomych sportowców. W tzw. międzyczasie ukończył liceum ogólnokształcące, cały czas intensywnie uprawiając sport. Sportowi podporządkowywał swoje życie. Urlopy wypoczynkowe głównie przeznaczał na zgrupowanie i starty w zawodach sportowych. Jak wiadomo, niepełnosprawni sportowcy nie mieli prostego życia. Nie mieli fikcyjnych etatów, musieli umieć pogodzić życie zawodowe i prywatne z czynnym uprawianiem sportu. Bez systematycznych treningów zarówno lekkoatletycznych, jak i szachowych, nie da się przez dłuższy czas utrzymywać mistrzowskiego poziomu.

Groszek swoim sportowym bakcylem stara się zarażać inne osoby z dysfunkcją narządu wzroku. Bardzo zależy mu na tym, żeby z pola widzenia sportu niewidomych nie gubić talentów. Dlatego w miarę posiadania wolnego czasu wiele zaangażowania wkłada w popularyzację szachów wśród młodzieży z ośrodków szkolno-wychowawczych dla niewidomych. Ponadto nie można nie wspomnieć o społecznej działalności Henryka Groszkowskiego. W latach 90-tych poprzedniego wieku zaangażował się w stworzenie Stowarzyszenia Sportu i Turystyki Niewidomych „Cross”. Przez kilka lat nawet pełnił tam funkcję wiceprezesa. Jego zdaniem stowarzyszenie to, jak i inne kluby zrzeszające są potrzebne, gdyż specyfika naszej dysfunkcji nie da się wtłoczyć w działalność ogólną sportu osób niepełnosprawnych. Gdy Groszek rozpoczął swoją działalność w „Crossie”, otrzymał zadanie do wprowadzenia nowej dyscypliny, a mianowicie kolarstwa tandemowego zarówno szosowego, jak i torowego. Udało się. Dzisiaj to dyscyplina przynosząca wiele medali w igrzyskach paraolimpijskich i mistrzostwach świata.

Obecnie Groszek pełni funkcję wiceprezesa klubu sportowego „Syrenka”. Uważa, że sport pełni bardzo ważną rolę w procesie rehabilitacji osób z niepełnosprawnością wzrokową.

Gdy zapytałem go o to, co mu daje sport, odpowiedział: „Wszystko. Dzięki uprawianiu sportu mogę zachowywać sprawność fizyczną i kondycję, co pozwala mi na wykonywanie pracy zawodowej i służenie pomocą ludziom chorym.”.

Nie mogłem pominąć pytania o wzory niewidomych sportowców najbardziej cenionych przez Groszka. Wskazał bez wahania 2 postacie: całkowicie niewidomy Ryszard Kożuch, multimedalista paraolimpijski oraz nie żyjący już Jan Brzegowski – sportowiec słabowidzący, także zdobywca wielu trofeów mistrzowskich i paraolimpijskich.

Groszek nie uważa siebie za człowieka wielkiego sukcesu. Mówi, że wszystko, co udało się mu osiągnąć, zawdzięcza przede wszystkim wielu wspaniałym ludziom, których napotkał na swojej drodze życia. Ponadto niebagatelny czynnik w jego życiu stanowi szczęście, że mimo wielu różnych zdarzeń zachował zdrowie i radość życia.

Zdecydowałem się na przedstawienie Państwu sylwetki Groszka, ponieważ to bardzo pozytywna osoba pełna pasji i umiłowania sportu. Na pozór może on wydawać się takim bezwzględnym twardzielem. Jednak moja prawda o Groszku to taka, że jest on twardzielem dla samego siebie, natomiast ma niesamowitą wrażliwość na drugiego człowieka i gdy może w czymkolwiek pomóc, robi to od razu, nie odkładając tego na później. Stosunkowo rzadko można spotkać ludzi z taką pasją i wiernością szkolnym i późniejszym przyjaźniom.

Komentarze

komentarze